Dodaj do ulubionych

Weekend tatusiowy ....

21.04.06, 22:00
Właśnie się zaczął..a ja, jak glupia obijam się po pokojach, i nie mogę sobie
znależć miejsca...tak cholernie mi smutno.W domu cisza i spokoj,a ja zamiast
skorzystac z okazji, zrobić coś dla siebie, chodzę z paką chusteczek.
Jak zacząć życie od nowa?
Wsumie mam 32 lata, powinnam gdzieś wyjść,spotkać się ze znajomymi, ale
przyznam, ze męczą mnie pytanie typu-jak ty sobie radzisz,jaka ty jestes
biedna etc.
W zwiazku z tym, chciałam oglosić, że zamierzam się dziś upicsmile
Może to nie uchodzi kobiecie, ale co mi tam..jeszcze nigdy nie byłam pijana,
a ponoć trzeba w życiu spróbowaćsmile

pozdrawiam wszystkich

jeszcze trzeżwasmile
Edytor zaawansowany
  • azb11 21.04.06, 22:19
    no cóz czuję podobnie.Jutro ma zabrac dzieci a ja nie wiem co ze sobą zrobię.
    Cały czas targają mną emocje.Ja sie niestety nie upiję bo biorę leki
    przeciwdepresyjne ale chciałabym obudzić się w poniedziałek rano. Nie potrafię
    jeszcze cieszyć sie życiem a ciekawskie pytania żądnych wrażeń " koleżanek"
    są jeszcze nie do przejścia
  • ba_mala 21.04.06, 22:23
    Piję Twoje zdrowie.Trzymaj się i bądż dzielna.Chodziaż ja wcale nie
    jestem.Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
  • tricolour 21.04.06, 22:23
    ... sprawdzony przez moją znajomą. Powiedziała wścibskiej, że ma wrażenie, że
    interesuje sie nią tamtej mąż...
    Ponoc odczepiła sie na długo...

    smile)
  • ba_mala 21.04.06, 22:25
    no popatrz...takie proste, a ma taka mocsmile))
  • anka611 21.04.06, 23:02
    fajnie, najpierw zakladam watek "dlaczego jest mi wstyd" i jak powiedziec
    znajomym, a wy tu o tym samym. Moze wspolnie cos uradzimy, jak udawac
    szczesliwa????????
  • 5aga5 21.04.06, 23:01
    Chętnie bym się przyłączyła, ale nie mam z kim zostawić Małej.
    Pij! ale PAMIĘTAJ - jutro będzie kac.
  • anka611 21.04.06, 23:06
    najgorsze jest to, ze jak pytaja to ja mam mine spaniela i zaczynam plakac, co
    robic?
  • fantka 21.04.06, 23:16
    Boję się spotkań ze znajomymi i pytań. Jak pytają o męża to mówię że dobrze i
    zmieniam temat. Ale jak długo tak można?
    --
    niech cię dotknę raz jeszcze dłonią i ustami
  • anka611 21.04.06, 23:19
    fantka, ja to samo....ale to glupie, a moze traktujemy to jako porazke osobista,
    masz tez dzieci?
  • anka611 21.04.06, 23:40
    ja tez mam jedno i to pewnie dlatego tez mi wstyd, dziecku powiedzialas o rozwodzie?
  • libra22 22.04.06, 10:38
    Dobrze by było - gdybyś oczywiście mogła - zaplanować sobie i napisac na kartce
    (to czasem mobilizuje) co możesz robić, będąc sama. Widziałaś ten wątek o
    plusach samotności (tam chodziło oczywiście o bycie bez męża/żony)? Przypomnij
    sobie na co masz ochotę, a nie możesz, bo ciągle z dzieckiem jesteś.
    Może polatanie po sklepach? Spacer? Maseczki na twarz i fajna książka?

    Co do pytań innych - mnie rozkłada pytanie: "a czemu odszedł? co się stało?"
    mam tłumaczyć całą złożoność kryzysu w jednym zdaniu?
    Też musze wymyślić jakiś krótki ucinający tekst, który jednak by nie urażał, no
    bo czasem z życzliwości jednak ktoś pyta.
    Ja miałam grono koleżanek, które na bieżąco wiedziały co się dzieje, a reszta
    nie wie, więc nie pyta. Ale musze zacząć mówić, bo z kolei padają pytania,
    kiedy drugie dziecko zamierzamy mieć?wink
    pozdrawiam smile
    milszej soboty życzę płaczącymsmile
    i żeby tego kaca bamała nie miała!

    Ja wolny weekend spędzam na uczelni (dokształcać się zaczęłam), a wieczorem
    tańce z okazji imienin koleżankismile
  • tachazit 24.04.06, 16:52
    Ja zazwyczaj odpowiadam, że bardzo dziękuję za troskę ale w tej chwili nie mam
    ochoty o tym rozmawiać, bo jest to dla mnie trudne.
    Jak się ktoś obraża - znaczy, że mu nie bardzo zależy na mnie, a tylko na
    posłuchaniu historii w stylu "M jak miłość".
    Jeśli ktoś szanuje mnie i moje uczucia to powie - ok, rozumiem, jak będziesz
    czegoś potrzebować to zadzwoń. I wtedy wiem, że jest to osoba zainteresowana
    mną.
  • misbaskerwill 02.05.06, 17:14
    a moja znowu zabrala dziecko...Najpierw na wielkanoc, teraz na dlugi weekend.
    Wybaczcie, ale nie moge sie doczekac, kiedy sad wyznaczy mi te weekendy...
    Myslicie, ze tylko babka jest tak zwiazana z dzieckiem, dlatego ze mieliscie
    wspolna pepowine???
    Wybaczcie, za ten ton, ale u mnie tak wyszlo dlatego, ze zone interesowaly
    zawsze jedynie wlasne odczucia, no teraz to juz w sumie mnie nie dziwismile
    Wyjasniam, ze gdyby szanowala jakiekolwiek przykazania (a dewotka wielka jest),
    to bym zostal przy niej do smierci... A jej bylo ciagle malo kwiatow, randek,
    kina, kolacji, adoracji (a wszystko to bylo, lecz dla niej malo, malo...)
    O "dobru dziecka" przypomniala sobie dopiero przy hasle rozwod...
    I teraz strasznie je kocha, nie to co ten wredny tatus...
    Zara, o czym byl wateksmile
  • sylwiamich 02.05.06, 20:16
    jestem tu chyba jedyna osoba która uważa swój rozwód za szczęśliwe wydarzenie.
    Przez kilka lat było fajnie, potem coraz mniej...czas zakończyc pewien etap. Mąż
    odwiedza dzieci coraz rzadziej...niestety.I nie schizuje jak je zabiera...robi
    to na moich warunkach. Co wtedy robię? Sprzątam, spotykam się ze znajomymi, jest
    oki.A na pocieszycieli którzy mówią jak im przykro i że sie jeszcze pogodzimy
    mam pewny sposób. Z uśmiechem mówię..."Tylko bez perwerchy..."
    Nie marudżcie...koniec jednego jest początkiem innego.
    --
    mazusy.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?785270
  • misbaskerwill 02.05.06, 20:19
    Dzieki za ten szczery post...
    Napisalem, ze "zostalbym przy niej do smierci"...
    Ale mam wrazenie, ze jak juz przezyje ten rozwod i reszte, to bede zyc znacznie
    dluzej niz bym zyl przy niej...smile)))
    No bo sielanki to za bardzo tak naprawde nie bylo...
  • 374.4w 02.05.06, 20:19


    > jestem tu chyba jedyna osoba która uważa swój rozwód za szczęśliwe wydarzenie.

    Nie, nie jedyną. Ja z Tobą!
  • sylwiamich 02.05.06, 20:21
    nareszcie!!!!Bo juz sie miałam wypisać z tego towarzystwa...nie mówię że nie
    było ciężko.Ale teraz jest świetnie.Przwestańcie płakac i pomyslcie jaki to
    prezent: WOLNOŚC. Znowu można zacząć żyć...od nowa...do szczęśliwego zakończenia.
    --
    mazusy.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?785270
  • misbaskerwill 02.05.06, 20:27
    Taaaa... codziennie sobie nuce te piosenke na pocieszenie...
    Chłopcy z Placu Broni: "Wolność - kocham i rozumiem, wolności to ja oddać nie
    umiem"...
    W ogole pierwszy raz w zyciu zaczalem baaaardzo glosno spiewac... Az dziw, ze
    sasiedzi policji nie wezwali... nawet o 24... Dobrze ze mam slabe pluca... Ale
    ze im przesterowana gitara nie przeszkadzasmile)))
  • misbaskerwill 02.05.06, 20:38
    sorry za pytanie - a dlugo jestes "po" (po decyzji/rozwodzie)...
    Ja tak naprawde jestem dopiero po decyzji...1,5 miesiaca - chcialem szybki
    rozwod, ale wzialem "za dobrego" adwokata (jest zbyt znudzony i zajety).
    Zreszta kolega mnie wlasnie uswiadomil, ze dobrze, ze jeszcze nie zaczalem, bo
    rozwod to powinien byc na koncu, a najpierw trzeba sie odpowiednio
    przygotowacsmile)) Ten g* adwokat nawet polowy tego mi nie doradzil, co kolega
    przy piwku... Chyba nie doloze sie do jego zer na konciesmile))
  • sylwiamich 02.05.06, 20:40
    Po rozwodzie rok, wczesniej sie wyprowadziłąm, wcześniej przyznano mi alimenty,
    wcześniej sie odkochałam. Ale stan euforyczny mam od kilku lat...od kiedy
    zrozumiałam że po prostu nie kocham...a to dla mnie bardzo ważne
    --
    mazusy.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?785270
  • 374.4w 02.05.06, 20:43
    Ale stan euforyczny mam od kilku lat...od kiedy
    > zrozumiałam że po prostu nie kocham...a to dla mnie bardzo ważne



    czy fakt "niekochania" ex odbierasz tez jako rodzaj uwolnienia się, głebokiego
    oddechu który w końcu można wziąć?
  • 374.4w 02.05.06, 20:49
    zaplatałam, z polszczyzną na bakiersad

    pytam co Ty czujesz,


    ja gdy stwierdziłam, że kocham męża(juz ex) poczułam ulgę, wolność, nawet nie
    umiem nazwać tego



  • sylwiamich 02.05.06, 20:51
    Ja go nie kocham. I gdy to sobie uzmysłowołam że nie kocham, że nic mnie nie
    łączy, że będę nieszczęśliwa....wszystko poszło jak po maśle...stan ducha? Ulga
    i pewność.
    --
    mazusy.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?785270
  • misbaskerwill 02.05.06, 20:57
    halo? Kochasz czy NIE KOCHASZ???
    Bo jak go kochasz, to co to za ulga??? Chyba tylko taka, ze wiesz napewno, ze
    musisz sie w koncu odkochacsmile))))
  • 374.4w 02.05.06, 21:02
    pewnie, że go nie kocham! Mogę napisać 1000000razy!!!
    Przeczenie uciekło!!!!!!!
  • misbaskerwill 02.05.06, 21:03
  • sylwiamich 02.05.06, 21:07
    trzymajcie sie cieplutko...jesli dowiedza się z gazet...zaraz się znajdzie taka
    co pocieszy...dobra metoda na babeczki...na mnie tez czasami skutkuje.smile))
    --
    mazusy.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?785270
  • misbaskerwill 02.05.06, 20:55
    ja to rozumiem tak: najwazniejsze to byc pewnym, czyli przede wszystkim odkochac
    sie na dobre... Jak sie dalej mieszka z dana osoba to jest to trudniejsze...
    Jak naprawde juz masz gdzies Twojego ex, to mozesz sie nawet nie rozwodzic...
    Tak naprawde to niewiele zmienia (chyba ze potrzebujesz alimentow lub nakazu
    eksmisji). "Przeszkoda tkwi w Twojej glowie" (lub ew. sercu) - zgadzam sie z tym.
  • misbaskerwill 02.05.06, 21:00
    oj tak... Juz mi powiedziala, ze nazwiska nie zmieni (nie dziwie sie - nie miala
    zbyt ladnego)
    Ale tego kalania nazwiska to sie teraz boje...
    Rodzice mi tego nie wybaczasmile))) Moze sie nie dowiedzasmile Moze chociaz nie z
    gazetsmile)))
  • 374.4w 02.05.06, 21:08
    sylwiamich napisała:

    > rozwiodłam sie botaka jest kolej rzeczy. I teraz mogę bezkarnie kalać jego
    > nazwiskosmile))


    a ja wróciłam do panieńskiego, jego nazwisko zostało mi tylko na karcie
    bankomatowej i niedawno, gdy wydawało mi sie, ją zgubiłam nawet sie ucieszyłam.
    Dziwnie było u lekarza, stwierdzili, że nie mogą mi na mojej karcie wpisać
    nowego nazwiska tylko do starego dopisali nowe tj. panieńskie. Wytłumaczyłam
    pani pielęgniarce w czym rzecz i wywołuje mnie wg. nowego i bardzo ja za to lubię.
  • 374.4w 02.05.06, 21:15
    Jak sie dalej mieszka z dana osoba to jest to trudniejsze...

    niekoniecznie, mnie to ułatwiło proces odkochania, tak dawał....mnie i dziecku,
    że nie nie dało się inaczej, wtedy nawet dziecko miało go dość

    > Jak naprawde juz masz gdzies Twojego ex, to mozesz sie nawet nie rozwodzic...
    > Tak naprawde to niewiele zmienia (chyba ze potrzebujesz alimentow lub nakazu
    > eksmisji)


    zmienia, zmienia, a fakt wspólnoty majatkowej? chyba, że ktoś mac intercyzę
    o alimenty można starac się też w trakcie małżenstwa, ja miałam juz ponad rok
    przed złożeniem pozwu o rozwód

    zostaje eksmisja, też czasami b. ważna
  • misbaskerwill 02.05.06, 21:39
    racja, niestety nie mam intercyzy...
    Mam to szczescie, ze mieszkanie nalezy wylacznie do mnie, bo kupili je dla mnie
    moi rodzice jeszcze zanim ja poznalem... Niestety jest tylko jeden sposob, by
    zona go nie "przejela" (bo jak bedzie mogla tam mieszkac nawet po rozwodzie to
    trudno to inaczej nazwac). Troche kombinacji, ale wolnosc niestety kosztuje...
    Co do zamieszkiwania razem - masz racje, inaczej bym sie nie dowiedzial, na ile
    ona jest perfidna i bez skrupulow... Co prawda najpierw wykazala skruche -
    trwalo to cale 2 (slownie dwa) tygodnie!
    Ale co bylo potem, to juz lepiej nie mowicsmile)))))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka