13.07.06, 10:03
Czesc.
Pisalam tu kiedys....
Może skonczę te historię... ku przestrodze dziewczyn które dają się omamić
żonatym „których z żoną nic nie łączy” lub którzy „zapomnieli o żonie
powiedzieć”... Miłość zaslepia, musicie być pewne siebie i twarde, żeby nie
dac siebie zabić...

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=20197155&a=20197155
Co było dalej? Z perspektywy czasu mysle, ze zrobilam rzecz najgłupszą jaka
mogłam zrobić... Mea Culpa...
Pozwoliłam mu zostać nie stawiając warunków.
Nie zażądałam konkretnej daty rozwodu, nie postawiłam sprawy brutalnie wprost
„w te albo wewte”.... Czekałam, żeby sam powziął decyzję, czy się rozwodzi i
jesteśmy razem, czy zostaje z żoną. Gdybym zażądała od niego rozwodu to
czułabym, że to ja jestem winna rozpadowi jego małżeństwa, a przecież on
twierdził że to małżeństwo to fikcja, czekałam więc by zrobił to co powinien w
takiej sytuacji, żeby swoje słowa, zapewnienia, wyznania potwierdzić. Wtedy to
miałoby sens. Można by probowac zaufac znowu.
Było nam dobrze ze sobą... Był dla mnie dobry, starał się w codziennych
sprawach... ale nie w tych najważniejszych które nas dzieliły... Ale moje
czarne myśli nawarstwiały się, on lawirował słowami na tyle, że nigdy nie
udało się przeprowadzić tzw „poważnej rozmowy” miedzy nami, ja czekałam na
jego słowa bo to, żeby wyszły od niego, było dla mnie konieczne bym mu mogła
znowu zaufać. Czułam się z tym coraz gorzej. W koncu przy okazji jakiejs
rozmowy na jego pół-żarty ze pewno się z jakimis facetami z internetu
spotykam, powiedzialam, ze jak tak ma być nadal miedzy nami to zacznę się
umawiac z innymi.. Wkurzył się, zarzucil mi ze na pewno już się umawiam, i
wyszedł bez słowa, na drugi dzień zrobił mi awanturę przez gg, obraził się ..
i odszedł. (dzis myslę, ze może szukal wygodnego pretekstu by się uwolnic ode
mnie).. Meskie ego nie znioslo ze nie jest idealam którego bezkrytycznie
uwielbiam..tylko sobie dawal prawo do flirtow...
Rozstaliśmy się, jakos pogodzilam się z tym faktem, choc ciezko było, tym
bardziej ze widziałam go szybko potem z inną –przykre to było, ..ale
kochalam go ciagle, do bolu.. zyczylam pomimo wszystko szczescia,.
Po kilku miesiacach zjawił się u mnie przy okazji kalendarzowych rocznic. I
znow byliśmy razem, z wyznaniami, z miloscią...że mu bardzo zależy.. Ze tamta
dziewczyna to była „pocieszycielka” po tym jak ja go brutalnie porzucilam,
musial się komus wygadac bo by zwariował z rozpaczy... Rozwód miał miec za
kilka miesiecy. Mieszkał już osobno. Cieszylam się ,że wrócił, że teraz
wreszcie będziemy cos budowac razem, bo przeciez oboje się kochamy i oboje to
czujemy... Jak wszystkie swoje sprawy ulozy to możemy myslec o nas. I
przychodzil do mnie, spotykalismy się, prawie jak dawniej, ..prawie; bo cos
czego nie do konca rozumialam było inaczej. Ciagle zaypywał mnie wyznaniami,
opowiesciami jak mnie kocha, jak tęskni, jak marzy o mnie... ale zaczął też
pozwalać sobie na uszczypliwości pod moim adresem, czestsza krytyke, mniej
czasu miał dla mnie, nie wiedzialam o co chodzi. Jakby mnie za cos karał.
Wpadal na seks i kolacje, wychodzil.. Znowu poczułam się jak kochanka a nie
ktos z kim się planuje przyszlość, gdy mu postawiłam takie zarzuty obraził
się, wytknął mi moje beznadziejne zachowania względem niego, i że niby na co
liczyłam po tym jak go poprzednio porzuciłam, ,... Tego już mialam dość.
Zerwałam.
Przez kilka miesięcy nękał mnie głuchymi telefonami. Gdzie się dało
sygnalizował ze mysli o mnie, ze teskni. Nie pozwalał mi o sobie zapomnieć, a
ja mialam paskudną depresję, nerwy w strzępach, i ...kochałam go, ale
chcialam zapomnieć.
Po pół roku, odnowił kontakt, był już po rozwodzie. Znowu odgrywał
zakochanego, uzgodnilismy-mielismy być przyjaciolmi i poznac się jakby na
nowo, spotykac sie i zadecydowac co dalej, dalam temu kolejna szansę.
skonczylo się jeszcze szybciej niż poprzednio, okazalo się ze mnie oklamywal,
odgrywał samotnego i nieszczesliwego, w miedzyczasie pojechal do innej
dziewczyny a wtedy nie moglam się do niego dodzwonić.. pokretnie to tłumaczyl,
unikal mnie, moich pytań.. nawet nie potrafił powiedzieć wprost „nie chcę być
z tobą” ... nie odważył się rozstać z honorem... korzystał z mojej zgrabnej
pupci do końca, potem cichaczem zniknął, a mnie określa (przy kazdej
nadarzajacej się okazji) wredną babą która jego biednego misia nie docenila,
odrzuciła jego wielką miłość, i tak podle potraktowała...
To by było na tyle historyjki.
Czasem myslę, że były w nim dwie osoby, ten wspaniały radosny dobry facet
którego poznałam i pokochałam i ten drugi od lat żyjacy w obłudzie i
kombinacjach, który już dawno zatarł granice miedzy prawda a kłamstwem... Obaj
oni pragnęli miłości. Ale co pierwszy zbudował to drugi niszczył jak zabawkę..
Edytor zaawansowany
  • brzoza75 13.07.06, 10:47
    "piękna historia"...patrząc z boku wszystko mi się wydaje takie oczywiste,
    jedna rada unikaj takich ludzi choć myslę że teraz i tak unikasz, wielu się
    takich spotyka, dobrze to ujęłaś na końcu dwie osoby choć to trąci trochę
    tłumaczeniem jego zachowań, on po prostu nie był szczery z Tobą nigdy, mam
    wątpliwości jednak czy rzeczywiście się rozwiódłwink?
  • wiewiorka29 13.07.06, 11:27
    Tak.., powinnam na tej kanwie napisać jakis melodramat.
    Wiesz..., myslę, że zawsze go będę tłumaczyc. zreszta długo siebie obwiniałam o
    psucie naszego zwiazku bo aniołkiem z charakteru sie nie urodziłam.
    Ale kochałam go, wybaczylam mu tyle co nikomu innemu. I to zostało, mimo, że
    juz tej osoby nie ma koło mnie. ale zawsze równocześnie go bedę oskarżać,.. o tą
    ciemną stronę, o te kłamstwa i egoistyczne zagrywki, które bezspornie były, a
    które on jakos dziwnie eliminował ze swojej świadomości. Jakias kompletna
    schizofrenia...
    Wieczny chłopiec, wdzieczny do zabawy ...i niczego więcej, niestety. Może po
    prostu niektórzy nadaja się tylko na kochanków, i tylko związek bez zobowiązań
    jest dla nich atrakcyjny, gdy gdzies tam czekała ta stała zona...
    Teraz poczuł powiew wolności i nie w smak mu kolejne zobowiązania, jesli co rok
    mozna mieć nowy niepoważny i ekscytujacy romans..smile Podobnych do mnie dziewczyn
    jest mnóstwo, naiwnych, pragnących miłości, wierzących w obietnice jakiegoś
    wydawałoby się - fajnego, rozsądnego i wrazliwego faceta, które wczesniej nie
    znały smaku zdrad i nie zauwazaja oczywistych sygnałow.
    Poki co, facetów unikam jak ognia. Gorzej, że po takiej hustawce emocji watpie
    zebym kiedykolwiek chciala zaryzykowac jzwiązek.

    Myslę, że się rozwiódł. Ale nie będę juz tego sprawdzać. To już rola tych
    kolejnych...
  • phokara 13.07.06, 11:56
    Melodramat mozesz sobie darowac - historia literatury jest juz ich pelna od akapitu do kropki.
    A sam scenariusz mocno wyeksploatowany. To tylko nam sie wydaje, ze historia naszego zycia
    jest wyjatkowa a nawet bywa wyjatkiem od regul. I to jest naturalne, a wrecz zdrowe w innym
    przypadku same Anny Kareniny by lazily po tym swiecie.

    Co do wiecznego wybaczania i robienia z siebie frajerki to sie specjalnie nie stresuj, to typowe,
    jak sie kogos kocha. Do tej cholernej trzeciej z cnot - milosci, potrzeba wiary i nadziei, inaczej
    sie nie da. A ze potem wszystko sie wydaje 'nie do wiary' i 'beznadziejne' to inna sprawa.
    Skladowa doswiadczenia jako takiego... sprobuj tak na to popatrzec. Wydaje mi sie, ze nie
    wolno zalowac milosci, nawet jak trzeba po niej plakac. Zalowac to trzeba gamoni, ktorzy do niej
    nie dorosli i wydaje im sie, ze prawdziwych emocji dostarczy im kolejny romans czy harlequin.
    Chyba bardzo smutne i jalowe musi byc takie zycie opakowane w kolorowy papier bez zadnego
    prezentu w srodku.

    A co do 'ryzykowania' kolejnych zwiazkow... przejdzie Ci dziewczyno. Jeszcze tego nie wiesz,
    ale... ja juz wiem.
    trzymaj sie dzielnie




  • brzoza75 13.07.06, 12:10
    spójrz na to inaczej to Ty dałaś całą siebie w tym związku, a on okazał się być
    kolejnym frajerem nie TY, nie myśl o sobie tak, przejdzie Ci to pewne każdy z
    nas musi przejść swoją historię aby odkryć na nowo coś pięknego, kiedy on
    dorośnie, mninie sporo czasu nie warto nawet o tym mysleć, trzymaj się
  • ellw41 14.07.06, 10:38
    hej.....TAKICH SPOTYKAM DUZO WIĘCEJ,myslę ze oni juz wiedzą ze moga byc
    nielojalni bo my kobiety na to pozwalamy.....HORMONY?/??SZANUJMY DZIECI I
    SIEBIE ,naprawde same duzo jesteśmy winne bo chcemy miec faceta/???
  • kruszynka301 13.07.06, 13:09
    Wiewiórko, ja tylko mam nadzieję, że to już naprawdę koniec.
    A z biegiem czasu będzie tylko lepiej.
    Przestróg przed związkami z żonatym jest pełno, ale czasami kobiety zachowują
    się jak dzieci: jak nie dotknie gorących drzwiczek, to nie uwierzy, że parzywink.

    Na przyszłośc omijaj po prostu zaobrączkowanych.

  • wiewiorka29 13.07.06, 13:37
    Kruszynko, chyba nie myslisz, że on nosił obraczkę... Gdybym przypuszczała że
    jest zonaty nie było by tej historii.
  • bet66 13.07.06, 13:57
    wiewiorka29 napisała:
    > Kruszynko, chyba nie myslisz, że on nosił obraczkę... Gdybym przypuszczała że
    > jest zonaty nie było by tej historii.


    ale , jak juz wiedziałaś, ze jest zonaty , to nadal się z nim spotykałaś i nie
    przeszkadzało ci to, więc ta cała historia jest tez twoją zasługą.
  • maheda 13.07.06, 14:33
    Ciebie to musi nikt nie kochać.
  • kruszynka301 13.07.06, 16:19
    > Kruszynko, chyba nie myslisz, że on nosił obraczkę... Gdybym przypuszczała że
    > jest zonaty nie było by tej historii.

    Nie, faktycznie, z tego co pamiętam, żaden żądny przygód nie nosi obrączkiwink. Napisałam "zaobrączkowany" w sensie "żonaty".
  • wiewiorka29 13.07.06, 16:47
    Wiesz jak jest, dostajesz kolor zielony który uwielbiasz, jest super, a za pare
    miesiecy sie dowiadujesz ze ten kolor jest pomaranczowy którego nie cierpisz. A
    ty juz cala w tym kolorze. Pomaranczowy caly czas twierdzi ze jest zielony,
    tylko ty żle widzisz. Ty zawsze bylas troche nienormalna wiec nie wiesz w co
    wierzyc, mozliwe ze on ma racje przeciez mądrzejszy jest. Zanim sie w tych
    kolorach rozeznasz to troche czasu minie. Dopiero potem widzisz, i wiesz juz ze
    widzisz jednak ten paskudny kolor pomaranczowy, i wiesz ze dalej go nie
    znosisz..
    Wnioski są takie, że gdy ktos kilka razy zdradzil (niekoniecznie mnie) to
    zdradzal będzie dalej nieważne kogo, niewazne ile razy i jak mocno bedzie
    zakochany.
    Jak ktos długo tkwił w kłamstwie, to kłamał będzie, bo w to tak wrósł że inaczej
    nie umie, a nawet tego za klamstwo nie uważa. Szczegolnie jesli druga strona
    przez dlugie lata na te klamstwa przymyka oczy i tolerowała.
    I jeszcze takie, ze jak ktos nie potrafi z godnoscią rozwiazać jednego związku
    tylko lawiruje na dwa lub wiecej frontow, kombinując , to nie stanie sie nagle
    monogamicznym i uczciwym wobec jakiegokolwiek nastepnego partnera, i nieistotny
    tu stan cywilny.

    A nauka najważniejsza: nie dawać kredytu zaufania (szczególnie fajnym panom, bez
    sprawdzenia zapisów w USC) ech. smile
  • bet66 13.07.06, 17:06
    pięknie to wiewiorka napisałaś, "nie dawac kredytu zaufania panom" , zwłaszcza
    cudzym męzom.
    To dobrze, ze uczysz się na własnych błędach, lepiej poźno , niż wcale.
    A tak mu ufałas, wierzyłas i tolerowałaś wszystkie jego kłamstwa, przymykałas
    oczy i nie przszkadzało ci to, ze ma zonę , rodzinę....ech/
  • wiewiorka29 14.07.06, 08:10
    Jak nie rozumiałaś wczesniej tak nie rozumiesz nadal. Niestety ty nie uczysz się
    na własnych błędach co widać w każdej twojej wypowiadzi.
  • bet66 13.07.06, 13:40
    tiaaa, jaka pikna historia, najbardziej wzruszył nmnie fragment:
    "... korzystał z mojej zgrabnej pupci do końca..."
    __________________

    Qrestwo to charakter, prostytucja to zawód.
  • ladyhawke12 13.07.06, 14:05
    Idz sie dziewczyno leczyc, prosze bo to co wyprawiasz jest chore.
  • brzoza75 13.07.06, 14:37
    ja nie wiem czy zauważyłaś ale to trochę forum o innej kulturze
  • bet66 13.07.06, 14:52
    to pytanie zapewne skierujesz do autorki watku, bo jak dobrze rozumiem, sa tu
    kobiety po rozwodzie, własnie przez takie panienki , które dawały ich
    męzom "korzystac ze swej zgrabnej pupci" - i "taka kultura", Brzoza, ci nie
    przeszkadza?
  • brzoza75 13.07.06, 15:29
    bez komentarza
  • misbaskerwill 13.07.06, 15:30
    Bet - powinnaś się cieszyć z tej wypowiedzi, a nie ganić wszystkich wkoło.
    Nikt tu nie ubóstwia kochanek ani kochanków, ale to też ludzie...niestety.
    BARDZO DOBRZE, że wiewiórka dopisała swoją historię.
    Tak właśnie kończy się spora część "wielkich miłości" na boku. Ku przestrodze.

    A dla Ciebie i dla mnie - ku pokrzepieniu sercsmile
    Osobiście - dziękuję Ci wiewiórko za szczerość i pamiętaj - najważniejsze
    szanować własne futerko - jak sama nie będziesz, to nikt tego nie zrobi za
    Ciebiesmile))

    Miś
  • wiewiorka29 13.07.06, 15:42
    Heh, problem w tym, ze dlugie lata zbyt sie szanowałam. A było trzeba dać sobie
    przetrzepac futerko jak byłam młoda siksa, żeby teraz wiedzieć o co w tej
    zabawie chodzi, i nie dać się złapać głupio w sidła.
    Poza tym, Ty mnie chyba bierzesz pod włos. smile
  • wiewiorka29 13.07.06, 15:47
    Moge się obżerać czekoladą w ogromnych ilościach i dalej wyglada nieźle. W ten
    sposób, żyję do dziś, pomimo wszystko.
    Proponuję, żebyś też coś z magnezem łykała w dużych dawkach bo wyrażnie
    potrzebujesz.
  • brzoza75 13.07.06, 16:00
    odsiecz przybyła wink
  • naemi 13.07.06, 16:04
    Brzoza, moze wezmiesz z kolezanki wiewiórki przykład, bo widac ,ze jestes taka
    seksualnie wyposzczona.
    --
    ZDRADZONE
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37032
  • kruszynka301 13.07.06, 16:24
    no, jak takie teksty i kultura panują na forum "zdradzone", to ja wolę uchodzić za kochankęwink.
    I już rozumiem, dlaczego wiele osób mi mówi, że nie pasuję do stereotypu "zdradzonej żony".
    Po wypowiedziech obu pań, widzę, że to był komplement.
  • maheda 13.07.06, 16:33
    Skoro się nie nadajecie na kochanki, to nie dziwię się, że mężowie odchodzili...
    ___
    Tri - możesz mnie ciąć, w razie czego; nie mogłam się powstrzymać uncertain
  • maheda 13.07.06, 16:40
    Niestety, prawdziwa żona powinna łączyć kilka cech: powinna być m.in. prawdziwą
    damą przy gościach i wyuzdaną panią lekkich obyczajów w łóżku.
    Kto potrafi tylko jedno z w/wymienionych, nie nadaje się na żonę z męskiego
    punktu widzenia.
    Do wierności, czekania w domu i cieszenia się na widok pana domu, wystarczy pies.
  • bet66 13.07.06, 16:41
    naprawdę/ a ja umię robić LOOOOOOOODY, czy się nadaję na PRAWDZIWĄ zonę?
  • maheda 13.07.06, 16:44
    spytaj swojego (byłego) męża
  • bet66 13.07.06, 16:50
    maheda napisała:

    > spytaj swojego (byłego) męża


    w przeciwieństwie do ciebie mam ciagle tego samego , bo umię robić dobre
    LOOOODY...DDDD
  • maheda 13.07.06, 16:52
    Widzę, że sądzisz wg siebie. Nie wpadłaś na to, że męża można z różnych powodów
    po prostu zostawić (i to mimo tego, że był wierny).
  • bet66 13.07.06, 16:55
    no tak rozumię , wolałaś kochanka od męza.
  • maheda 13.07.06, 16:59
    Widzę, że sądzenia wg siebie ciąg dalszy - wszystko sprowadzasz do jednego.
    Współczuję skrzywienia. Wolałam mieszkać po prostu z Mamą.
  • bet66 13.07.06, 17:00
    ale jestes kochanką?
  • maheda 13.07.06, 17:03
    Jako rozwódka, jak mogę być kochanką?
  • bet66 13.07.06, 17:07
    maheda napisała:

    > Jako rozwódka, jak mogę być kochanką?


    Wow, więc masz wolnego faceta, gratuluję.
  • bet66 13.07.06, 17:14
    tylko naucz się robic dobre lody, jedz duzo czekolady, aby miec ładna pupę, bo
    cię zdradzi z taka wiewiorką. Pa.
  • maheda 13.07.06, 20:42
    Pominęłaś jeden drobiazg - nawet, jeśli zdradzi mnie z kimkolwiek, będzie to
    wina wcale nie takiej pani, a raczej jego i moja. Owszem, być może byłaby to
    wina tego, że jadłabym za dużo/za mało słodyczy - jeśli się kogoś kocha, to
    powinno się chcieć być dla tego kogoś również piękną w taki sposób, w jaki ten
    ktoś chciałby mnie widzieć.
    Zdrada nie jest przyczyną tego, że się związek rozpada. Zdrada to jest efekt
    tego, że związek się rozpadł, albo przynajmniej bardzo źle się w nim dzieje.
    Natomiast jeśli facet wdaje się w dwutorowe życie, sam podpisuje na siebie wyrok
    bycia człowiekiem totalnie nieodpowiedzialnym i niedojrzałym, bo tylko
    emocjolany smarkacz może coś takiego zrobić, i ani żona, ani kochanka nie są
    winne temu, że jest właśnie taki.
    Jeśli przestał kochać żonę - powinien się z nią NAJPIERW rozwieść, a POTEM
    próbować być z kimś innym. Każde inne zachowanie to kreska - owszem - ale na
    tego faceta, a nie na nieraz oszukiwane kobiety. Nie przeczę, że istnieją
    również wyrachowane kobiece sztuki, które za wszelką cenę próbują rozbijać
    małżeństwa - takie również istnieją i o nich z taką nienawiścią mówisz.
    Nie zapominaj jednak o tym, że istnieją też i takie, które wierzą w to, że
    mężczyzna, w którym się zakochały, nie oszukałby ich w tak podstawowej sprawie i
    są święcie przekonane, że związują się (nieraz bardzo mocno) psychicznie z osobą
    wolną. Nie wsadzaj wszystkich do jednego wora.
  • wiewiorka29 14.07.06, 08:26
    Myślę, że gdybym świadomie przymykała oczy na jego kombinacje i kłamstwa, i nie
    przeszkadzało by mi to, to moze teraz bylibysmy razem. Ale realnie patrząc,
    byłoby to na zasadzie zamiany jednej stałej kobiety którą oszukuje, na druga
    stałą kobietę którą oszukuje. On troche na to właśnie liczył, że tak się uda.
    Tylko, że ja takiego życia nie chcę i sam stan posiadania faceta to o wiele za
    mało, ...choć zapewne niejedna by nie pogardziła.

    Co do ataków Bet66.. Chyba każdy kto z jakichs przyczyn się zjawiał na tym forum
    przechodził okres wylewu nienawiści i złych emocji w związku z tym co się stało
    w jego życiu, przegryzł co było, odreagował, zmitygował się i zachowuje się
    znowu normalnie. Ale z tego co widzę, u niej to trwa na tyle długo i ciągle
    czerpie przyjemność z wyzwisk i poniżania innych, że wygląda to na chorobę
    wymagającą poważnego leczenia, mam tylko nadzieje że wyzywa się tylko na forum,
    a nie w świecie realnym na swoim otoczeniu.
  • bet66 14.07.06, 09:08
    z łaski swojej zajmij się swoją "ponętną pupką", bo psychoanaliza ci
    zdecydowanie gorzej wychodzi
  • wiewiorka29 14.07.06, 09:16
    Tak się składa, że wypowiadam się na wątku przez siebie załozonym. Mogę cie
    czytac, odpisywać, nie robi mi to wielkiej róznicy. Współczuję ci, bardziej niz
    sobie, ale dlatego ci współczuję , że jestes chora a nie chcesz się leczyć. I
    zawsze będziesz oskarzać wszystkich innych mając klepki na oczach na to co się
    naprawdę dzieje obok ciebie.
    A ty się zastanów ile tego swojego jadu sączysz w najblizszych ci ludzi,
    zatruwajac im życie na całe lata. Zastanów się, czy ich tracić dla twojej chorej
    z nienawiści obsesji.
  • bet66 14.07.06, 09:26
    a czego ty mi współczujesz?
    przeciez to ty dałaś się oszukać facetowi, straciłas masę czasu i co nadal
    jestes sama , z taką pupcią, bez stałego związku.
  • wiewiorka29 14.07.06, 09:33
    Napisałam powyżej dlaczego jednak dużo bardziej współczuję tobie.
    Zastanów sie dlaczego mam rację. To tak jakoś tu... widać, ..i słychać.
    I pomyśl czasem jakie piekło fundujesz najbliższym, jeśli ich masz, i jeśli tam
    jesteś taka sama jak tu. Myslą, mową i uczynkiem. To nie jest żart ani kpina.
  • bet66 14.07.06, 09:40
    zasada nr 1 udanego życia - ty rób piekło innym i nie pozwól , aby jakiś żonaty
    dupek robił piekło z twojego zycia...haha
  • wiewiorka29 14.07.06, 09:47
    Za swoje piekło odpowiadasz ty sama, na ile mu pozwalasz w zyciu zaistnieć. Ale
    jeśli masz tam jakichś bliskich, tym bardziej niepełnoletnich, to popełniasz na
    nich zbrodnie tym co robisz. Zbrodnie nie do wybaczenia. Bo dorośli po prostu
    sie odwrócą gdy im się skończy cierpliwość pocieszania niby-skrzywdzonej
    zionacej jadem i pójdą swoją drogą, zostawiając cię z tym jadem sam na sam.
  • bet66 14.07.06, 09:55
    ja nie mam piekła, bo jestem mądrą kobietą i nie robie innym kobietom krzywdy ,
    takim postępowaniem ,jakie opisałaś na wstępie.
  • bet66 14.07.06, 09:06
    Chcesz się winić za zdradę, proszę bardzo, to twoja sprawa.
    Tylko wytłumacz mi, w czym tkwi wina młodych zon w ciązy lub w połogu, ze są
    zdradzane ? Tym, ze rodzą dzieci?>
    Tak, to "super" przyczyna i powod , aby zdradzać !!!
    Pozyjesz trochę dłuzej, to przekonasz się na własnej skórze, ze do zdrady
    trzeba dwojga....faceta, który marzy o pozamałzenskiej przygodzie bez
    zobowiazań i panience, która łapie pierwsze lepsze portki byleby miały rozporek.
    Panience oczywiście nie przeszkadza to, ze on ma żonę, dzieci, ze zona jest w
    ciązy, bo uwaza, ze to jest wyłacznie jego sprawa.
    A gdyby , co się niezwykle rzadko zdarza, taka panienka , pomyslała korą
    mózgową, a nie ci..ą i pogoniła takiego padalca. Ale, ja w takie altruistyczne
    zachowania panienek nie wierzę.
    Żona czasem wybacza zdrajcy, co jest zrozumiałe, bo walczy o utrzymanie domu, o
    rodzine, o ojca swoich dzieci, o to co budowała przez lata małżeńskiego
    życia...a o co walczą panienki?

    Nie znasz mężczyzn, ci co zdradzają ,jednak kochaja swoje żony i dzieci i
    dlatego szukają panienek, które godza sie iść na układ, on ma zonę, a ja jestem
    tylko kochanką. Dlatego romanse tak starają się skwapliwie ukryć, bo gdyby nie
    kochał nie kryłby się ze zdradą. Jak podaja statystyki to w większości kobiety
    występuja o rozwód.
  • kruszynka301 14.07.06, 10:08
    > A gdyby , co się niezwykle rzadko zdarza, taka panienka , pomyslała korą
    > mózgową, a nie ci..ą i pogoniła takiego padalca. Ale, ja w takie
    altruistyczne
    > zachowania panienek nie wierzę.

    Pewnie nie uwierzysz, ale większość panienek tak się zachowuje. Żalił mi się
    kiedyś facet, któremu oznajmiłam, co on nim myślę, kiedy powiedział mi
    przypadkiem, że ma żoną. Stwierdził, że większość kobiet robi mu awanturę, i on
    tego zupełnie nie rozumie, bo co ma obrączka do romansu. Żonaty facet NIE
    ROZUMIAŁ.
    Co do kochanek, które wiedzą, że żona jest w ciąży. Moja kochanka taka była,
    więcej nawet, zaszła w ciążę tej nocy, kiedy ja akurat rodziłamwink. Ale ja po
    całokształcie jej zachowania uważam ją za głupią kobietę, i właściwie jestem
    jej wdzięczna za otwarcie oczu, jakim naprawdę człowiekiem jest eks.
    Inwektywami w nią natomiast rzucać nie zamierzam, bo za swoje wyczyny poniosła
    wystarczającą karę - jest teraz żoną eksawink).
  • bet66 14.07.06, 10:15
    okej, sa kobiety , które nie godza sie na układy z zonatym, ale jak duzo jest
    kobiet , które na to idą , swiadczy rozmiar zdrad, jest przeogromny, przeciez
    ci faceci muszą z kims te zony zdradzać, robią to z chętnymi paniami.

    Czy czujesz sie winna zdrady męża? Czy popełniłaś , jakiś błąd, który go do
    tego skłonił?
  • kruszynka301 14.07.06, 12:25
    > Czy czujesz sie winna zdrady męża? Czy popełniłaś , jakiś błąd, który go do
    > tego skłonił?


    Nie popełniłam żadnego błędu, byliśmy małżeństwem spokojnym (9 lat związku),
    które potrafiło znaleźć kompromis, ale:
    po kilku latach stwierdzam, że po prostu nie pasowaliśmy do siebie - on chciał
    mieć kurę domową w domu (no i mawink, a mnie za domatorkę uznać z całą pewnością
    nie można.
    Po latach on ma żonę - wg niego ideał, która nie ma nic do powiedzenia (nawet
    swoją pensję mu oddaje, w ciągu kilku lat mają już 3 małych dzieci), ja mam
    wspaniałego mężczyznę przy sobie, z którym latam po świecie, zresztą razem z
    zachwyconą córeczką, która przejęła po mnie temperamentwink.

    Poza tym facet, który zdradził, napawa mnie takim obrzydzeniem, że nie
    potrafiłabym mieć kogoś takiego przy sobie w domu, jak również oczywiście nie
    portafiłabym mieć romansu z żonatym.
  • tricolour 13.07.06, 16:45
    Kompromitujesz się coraz bardziej. Fajnie...
  • phokara 13.07.06, 17:01
    Tez mi sie podoba...
    Nie wycinajmy jej. Kazde porzadne krolestwo winno miec swojego blazna.
  • 13monique_n 13.07.06, 18:33
    No, wiecie - upal i zacietrzewienie, to o jeden za duzo czynnik rozpraszajacy
    dla osob, ktore mysla baaaardzo jednotorowo. Kurcze, to naprawde jest
    mozliwe???? wink))
  • ladyhawke12 14.07.06, 10:02
    Wiewiorka nie daj sie prowokowac, ta "kobieta" naprawde nie widzi jakie bledy
    robi, nie ma pojecia ze jest najzwyczajniej w swiecie glupia, masz racje robi
    ogromna kzywde dzieciakom ktore pewnie ma, a jej facetowi wspolczuje serdecznie,
    i dziwie sie ze nie zwial juz dawno temu, moze dlatego ze sa dzieci i musi je
    chronic.
    Wiewiorka zycze ci abys spotkala na swojej drodze uczciwego nie zajetego faceta,
    wiem ze na milosc nie ma rady, bo oslepia i nie widac wszystkiego, wiec zakladaj
    ciemne okulary. Twoja historia pokazuje ze nie wszystko jest czarne lub biale,
    ale sa odcienie bieli, czerni i szarosci, nie usprawiedliwiam cie do konca bo
    moglas dac mu kopa wczesniej, a nie trwac w dwuznacznej sytuacji, cenie jednak
    to ze sie wyzwolilas i potrafisz ocenic sytuacje. Powodzenia
  • bet66 14.07.06, 10:06
    błędy, jakie błędy?
    - czy to je jestem rozwiedziona, czy ty ladyhawke?
    - czy to ja "daje swoja ponetną pupke" zonatemu palantowi, czy wiewiórka?
  • ladyhawke12 14.07.06, 10:46
    No wlasnie nie widzisz w swoim postepowaniu zadnych bledow, to swiadczy nie
    tylko o braku rozumu, ale jeszcze o postepujacej sklerozie.kazdy popelnia bledy
    i dobrze jest jak potrafi je znalezc i wyciagniac wnioski. To ze jakis facet
    jest z Toba to wcale nie znaczy ze ty jeses taka wspaniala, tylko o tym ze, np
    robisz mu z zycia pieklo, i jak niektore kobiety trwaja w toksycznych
    zwiazkach, to tak samo dotyczy facetow.
  • ak70 14.07.06, 10:04

    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • ak70 14.07.06, 10:11
    za szybko kliknelam... smile

    Bet patrzy z punktu widzenia zdradzonej... potrafię zrozumiec co czuje.
    Wiewiórka jest kochanką (choć złapana podstępem)... więc nie ma pojęcia co
    czuje zdradzona po kilku-kilkunastu latach małżeństwa.
    I tak naprawdę - pomijając zgryźliwość i niewybredny język bet - to jej
    odczucia są mi bliższe i ją łatwiej mi zrozumieć.
    Wiewiórka była ofiara oszustwa do momentu, w którym dowiedziała się o tym, że
    facet jest żonaty. Potem została kochanką - na własne życzenie. I - sorry - nie
    żal mi jej, że tak ja potraktował, bo sama się o to prosiła. Ale jestem jej
    wdzięczna za tą historię i podziwiam za odwagę, że dokonała samobiczowania na
    forum - jak dla mnie świadczy to o tym, że wyciągnęła wnioski... i życzę jej
    następnych lepszych wyborów smile
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • bet66 14.07.06, 10:18
    wydaje mi się, ze twoje peany ma temat wiewiórki sa nieco przesadzone.
    Ja jej intencje umieszczenia watku na forum odczytuję inaczej.
    Ona się tu spodziewała powszechnego i bezwarunkowego współczucia i totalnego
    potępienia dla faceta.
    A kazdy medal ma dwie strony .
  • brzoza75 14.07.06, 10:18
    "Brzoza, moze wezmiesz z kolezanki wiewiórki przykład, bo widac ,ze jestes taka
    seksualnie wyposzczona"

    masz zdecydowany problem z psychoanaliząsmile))))po czym wnioskujesz?smile)))

    acha chciałam Cię zaprosić na Forum Macochy tam będziesz mogła się wyżyć,
    tylko uważaj tam nie będą z Tobą grzecznie rozmawiaćwink

    Tri nie wycinaj jej ona od czasu do czasu musi sobie upuścić zółtej krwi smile
  • phokara 14.07.06, 10:47
    > I tak naprawde˛ - pomijaja˛c zgryz´liwos´c´ i niewybredny je˛zyk bet - to jej
    > odczucia sa˛ mi bliz˙sze i ja˛ ?atwiej mi zrozumiec´.

    Wiesz, a mi nie do konca, choc sama bylam zdradzona zona. I bardzo tego mojego gamonia
    kochalam. Tylko to wcale nie znaczy, ze wscieklosc, rozzalenie i bol mi padly na rozum. Zdrada
    to jest WYBOR faceta. To on powienien dostac za to w leb, a nie jakas tam kochanka. Nawet
    jesli by byla wybitna desperatka seksualna i wybitnie wdziecznie krecila wybitnie zgrabnym
    tylkiem to decyzja nalezy do FACETA. Jesli nie jest to jednonocny numer - tylko romans
    rozciagniety w czasie to tlumaczenia, ze go 'laska zbajerowala' sa dziecinnie idiotyczne.
    Oczywiscie, jak ktoras chce zyc z idiota to moze. Wolna wola.

    Pomimo teoretycznie 'blizszej mi' scenariuszowo roli 'zdradzonej zony' - postawa pani Bet,
    odrzuca mnie na kilometr. I wcale nie dlatego, ze pluje jadem i uzywa slow przeroznych - bo na
    to akurat jestem odporna. Ale nie zgadzam sie z cala filozofia. Bo cala batalia zony-kochanki
    nie tylko jest zenujaca sama z siebie ale stanowi DUPOCHRON dla facetow, ktorzy w calym
    tym zamieszaniu schodza na dalszy plan, zaszywaja sie w kaciku, nakrywaja glowe gazeta i
    spokojnie czekaja albo na kolejna szanse albo, ktora pani ktorej pani dowali. I mi jako KOBIECIE
    jest wstyd, za takie zachowanie - durne, klaustrofobiczne i do bolu malostkowe. Mezczyzni
    prosze pan tak nie robia - i za to akurat bardzo ich szanuje. Ja wiem, ze klebiace sie w nas
    emocje trudno opanowac, ale trzeba sie starac a nie robic z siebie posmiewisko wtapiajac sie w
    tendencyjnie 'babskie' zachowania, ktore tylko odruch politowania.
    Trzeba sie szanowac. I to dotyczy nie tylko kochanek-frajerek ale i szanownych zon. Tylko zeby
    moc siebie szanowac to trzeba samej znac wlasna wartosc a nie zakladac, ze jest zalezna od
    pary spodni u boku (albo na boku).
    I napisze jeszcze jedno - gdyby baby byly naprawde madre i potrafily sie wzniesc ponad takie
    'zapasy w kiesielu' - to zony i kochanki mogly by sprawic, ze rod meski by wzial i wyginal. Albo
    powrocil do pionu. Ale jak tak czytam powyzsze wypociny, to trace niestety nadzieje...
    To jest po prostu obciach. Generalnie uwazam, ze kobiety sa swietne i wspaniale, tym bardziej
    jestem zazenowana, jak musze sie za nie (za nas!) wstydzic.

  • ladyhawke12 14.07.06, 10:58
    I to jest wlasciwe podsumowanie tego watku, tak powinno byc, umiejetnosc
    poskramiania emocji jest bezcenna.
  • brzoza75 14.07.06, 11:10
    Lepiej bym tego nie ujęła
    DUPOCHRON NA CAŁEGO!
    a rzucanie się tutaj właśnie oznacza tylko czatowanie na jakąś zbłąkaną
    duszyczkę i co rusz jak wpadnie na forum kochanka to dostaje z grubej rury, bo?
    bo nie ma się odwagi aby to wszystko wyrzucić swojemu mężowi, bo to nawet
    nie "twoja kochanka" obcej łatwiej.Nawet teraz, jesli napiszesz bet cokolwiek
    na mój temat, nie wtrącę się bo uważam rozmowę z Tobą za niekonstruktywną a i
    do poziomu Twojego zniżać się nie będę.A Tri ma rĘkę na pulsie i Cię po prostu
    wygumkujesmile
  • naemi 14.07.06, 11:06
    No tak, lepiej być samotną , rozwiedzioną , niz nie daj boze przebaczyć temu
    wstrętnemu zdrajcy, bo to godzi w moj honor, bo stracę dobre imie i twarz,
    gdybym wybaczyła.
    Nigdy i po moim trupie, bo ja znam swoją wartość i wolę reszte zycia spędzić
    sama i wole przejść przez upokarzający rozwód, niz wznieść się na szczty mojego
    człowieczeństwa i tak po ludzku dać drugą szansę sobie , dzieciom i jemu.
    --
    ZDRADZONE
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37032
  • ladyhawke12 14.07.06, 11:12
    tu sa ine nicki bet66 miedzy innymi naemi
  • brzoza75 14.07.06, 11:13
    smile ale trzeba zostać wpuszczonym a tu może pojawić się problemsmile
  • 13monique_n 14.07.06, 11:26
    Ladyhawk, nas tam nikt nie wpusci tongue_outPP ale moze to dobrze, bo cera sie niszczy
    od aplikowania zolci i kwasu, a to nam akurat nie jest potrzebne smile)))
  • ladyhawke12 14.07.06, 11:28
    nizej przekopiowalam nicki bet66, kurcze mam dosc.
  • phokara 14.07.06, 11:22
    naemi napisa?a:

    > No tak, lepiej byc´ samotna˛ , rozwiedziona˛ , niz nie daj boze przebaczyc´ temu
    > wstre˛tnemu zdrajcy, bo to godzi w moj honor, bo strace˛ dobre imie i twarz,
    > gdybym wybaczy?a.
    > Nigdy i po moim trupie, bo ja znam swoja˛ wartos´c´ i wole˛ reszte zycia spe˛dzic´
    > sama i wole przejs´c´ przez upokarzaja˛cy rozwód, niz wznies´c´ sie˛ na szczty mojego
    >
    > cz?owieczen´stwa i tak po ludzku dac´ druga˛ szanse˛ sobie , dzieciom i jemu.

    Dalam po ludzku druga szanse. Nie dlawilam sie godnoscia i honorem i nie balam sie, ze strace
    dobre imie i twarz. Bo to stracilam w momencie zdrady. Na szczescie nie na zawsze.
    Tylko trzeba wiedziec, kiedy "wznoszenie sie na szczyty mojego czlowieczenstwa" zaczyna byc
    "wznoszeniem sie na szczyty mojego frajerstwa" i kiedy wybaczajac komus (po raz kolejny)
    przekracza sie granice, gdy juz nie mozna wybaczyc sobie.

    Nie bardzo rozumiem fanatyzm wypowiedzi, ale wiem, jak bagniste jest podloze fanatyzmu.
    Bardzo sie balam, ze w takie bagno wpadne i nie bede potrafila z niego wyjsc. Tak, balam sie,
    ze to upokorzy mnie bardziej niz rozwod.

  • ladyhawke12 14.07.06, 11:24
    naemi to jeden z nickow bet66 nie warto jej odpowiadac, napisalas wyzej super
    posta i tego sie trzymaj.
  • ladyhawke12 14.07.06, 11:27
    Znalazłam na naszym forum i usunęłam ... cztery klony bet. Nie wiem ile ich
    jeszcze jest...
    Podaję do Waszej wiadomości aktualną listę klonów bet (tych znanych). Gdybyście
    wiedziały, że te klony mają jeszcze inne klony, proszę o info:

    beatea
    monopri
    biala_kalia
    cogita
    peaker
    unisex
    tramwajarka
    milu_tka
    figur_ka
    cofitofi
    bet66
    roz_darta
    sarina
    kochankaa
    tele_sfor
    pittypat
    timora
    nie.pierwsza
    a.malusia
    rififi
    taka_laska
    fi_gurka
    borys.m
    naemi
    ani_ta
    anisima
    naeni
    vovita
    jedna.jedyna
  • phokara 14.07.06, 11:29
    Dzieki za informacje, jakos notorycznie zapominam, ze mozna tu wystepowac pod roznymi
    nickami. Byc moze dlatego, ze "kazda kobieta ma wiele twarzy.." haha - czyli rozumiem
    dylemat, ze nie bardzo wiadomo, ktora z tych twarzy nalezy zachowac.
    Faktycznie, trzeba juz zniknac z tego watku, zeby nie przegapic momentu, w ktorym bloto z
    widowni zaczyna pryskac na publike.
  • 13monique_n 14.07.06, 11:30
    .. ma byc? Tak z ciekawosci pytam. Bo osobiscie uwazam, ze jedna dla doroslego,
    odpowiedzialnego i - z nadzieja - KOCHAJACEGO czlowieka wystarczy. Wiecej jest,
    jak Pho napisala, nie szczytem czlowieczenstwa, tylko szczytem frajerstwa. I
    jaka jest pewnosc, ze on juz nie wycina kolejnego numeru na boku, teraz juz o
    niebo lepiej wprawiony w pilnowaniu odwodow? big_grinD hehehe - meska wersja pasa
    cnoty? Brom w porannym sniadanku? big_grinDDD (przepraszam panow za okrucienstwo
    pomyslow).
  • kruszynka301 14.07.06, 12:33
    Ja uważam, że nie powinno być ani jednej, i tak oznajmiłam mojemu mężczyźnie -
    ucieszył się, ale zapowiedział, że to też działa w obie stronywink.
    Nawet kiedyś tę zasadę wprowadziłam w życie, kiedy znalazłam na necie jego
    ogłoszenie ze zdjęciem, szukającego "seksu i sponsoringu".
    W godzinę chłop był spakowanywink.
    Uratowało go to, że pokazał mi datę ogłoszenmia - faktycznie, jeszcze przed
    spotkaniem mnie.
  • ak70 14.07.06, 14:46
    ... nie do konca zrozumialas moje intencje, ale fakt - moze niejasno napisalam.
    Nie wypowiadalam sie o facecie bo to dla mnie DNO... szuka pocieszenia po żonie
    (lub od żony) u kochanki, a po kochance u kolejnej kochanki... szkoda moich
    palców, czasu i klawiatury na taki egzemplarz (pomijając ewidentne oszustwo).
    Pisałam tylko, że dziewczyny/kobiety, które wiedzą, ze facet jest żonaty i
    dalej tkwia w takim związku same się proszą o kłopoty, rozterki i ból. Sorry,
    ale jednak mi ich nie żal.
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • phokara 14.07.06, 15:18
    > dalej tkwia w takim zwia˛zku same sie˛ prosza˛ o k?opoty, rozterki i ból. Sorry,
    > ale jednak mi ich nie z˙al.

    O milosc sie nie prosi. A klopoty, rozterki i bol, o jakich tu mowa sa pochodna UCZUCIA. Za
    uczucia zas sie placi bardzo duza cene - i nawet jesli jest to zaplata "pod lada" to wcale nie
    znaczy, ze boli mniej.

  • ak70 14.07.06, 16:02
    Tak, ale z zakazanej miłości (jeśli juz ma się tego świadomość) można - TRZEBA -
    sie szybko wyleczyć... choc nie twierdze, że to łatwe... jednak łatwiejsze niz
    dla żony, która zostaje z dziećmi, kłopotami samotnej matki, całym bagażem -
    tez tych dobrych - wspomnień i goryczą odrzuconej miłości.
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • phokara 14.07.06, 16:34
    > sie szybko wyleczyc´... choc nie twierdze, z˙e to ?atwe... jednak ?atwiejsze niz
    > dla z˙ony, która zostaje z dziec´mi, k?opotami samotnej matki, ca?ym bagaz˙em -
    > tez tych dobrych - wspomnien´ i gorycza˛ odrzuconej mi?os´ci.

    ... i w finale - cudownym mezem, nad ktorym rozpina parasol ochronny w postaci 'szansy', z
    ktorej on nawet nie bardzo potrafi skorzystac bo tez nic specjalnego sie od niego nawet nie
    wymaga. Prawda?

    - - -
    Licytacja kogo bardziej boli i kto ma gorzej jest kompletnie bez sensu. Ja nie staje po niczyjej
    stronie. Ja sie tylko staram patrzec na wszystko sprawiedliwie, na tyle na ile potrafie.
    Znam zle kochanki i zle zony. I tabun facetow, ktorym cala ta rozgrywka zwisa, bo i tak wiedza,
    ze panie "wszystko miedzy soba zalatwia", a oni poczekaja na efekt tej rozgrywki i sie
    POSWIECA dla jednej lub drugiej strony. I dziwi mnie, ze kobiety tego NIE CHCA zobaczyc. To
    znaczy, moze nie dziwi... tak jest przeciez latwiej. Bo najtrudniej spojrzec na mezczyzne obok i
    przyznac sie samej przed soba, ze to jakas kompletna pomylka. To jest dopiero dramat - i dla
    zon i dla kochanek. Wiec zamiast takiego dramatu wybieramy tandetna burleske i targamy sie
    za wlosy cieszac sie, ze furia nas zaslepia. Jak sie jest slepym to przeciez trudno cokolwiek
    zobaczyc. I chyba tak to dziala - rzecz jasna mocno generalizujac, bo zawsze sa wyjatki od
    regul. We wszystkim.
  • 13monique_n 15.07.06, 09:35
    >Bo najtrudniej spojrzec na mezczyzne obok i przyznac sie samej przed soba, ze
    to >jakas kompletna pomylka. To jest dopiero dramat - i dla
    > zon i dla kochanek. Wiec zamiast takiego dramatu wybieramy tandetna burleske i
    > targamy sie za wlosy cieszac sie, ze furia nas zaslepia.
    Kochana, jedno z najlepszych podsumowan. Wiemy dobrze, że nawet kiedy zmusimy
    mezczyzne u boku, do wyboru/dzialania - przy ktorym boku chce pozostac, to
    rzadko w pelni on chce skorzystac z tej szansy. czesto ma pretensje, ze mamy
    pretensje, a kredyt zaufania do niego jest na poziomie niedozwolonego (bankowo)
    overdraftu. Tylko - hehehe - dlaczego usilujemy siebie oszukac, aby on mial te
    druga szanse - on nas zawiodl, a my nie potrafimy tego zaakceptowac. Wiec lepiej
    jest powiedziec "ta podla kochanka...". Poczatkiem poprawy jest przyznanie sie -
    zrobilem zle. Ilu korzystajacych z drugiej szansy od tego zaczelo? Ojjjj, do
    wlasnego ogrodka wrzucam kamyk, tez "wyreczalam" Exa, kiedy dostal szanse. ja
    glupia... glupia z wyboru. Niestety.
  • phokara 15.07.06, 10:36
    Ale ja tez bylam glupia... dzisiaj to mi jest latwo pisac z perspektywy czasu.
    Tez mialam napady wscieklosci i zalu, jak kazda. I tez mialam ochote zwalic
    wszystko na pania kochanke, bo to by bylo duzo prostsze... zostawic cala traume
    za drzwiami, zamknac je na klucz, zaszyc sie z Exem na kanapie i udawac, ze nie
    ma problemu, ze nic takiego sie nie stalo. Duzo latwiej jest uciec przed
    problemem niz go rozwiazac. Zwlaszcza, jak nie ma sie na nic sily, tylko na
    placz. To normalna reakcja. Poza tym jest jeszcze jeden aspekt calej sprawy.
    Jesli decydujesz sie komus wybaczyc, to tez musisz poniesc konsekwencje tej
    decyzji i sie starac. Sfiksowac mozna - starasz sie nie isc po najmniejszej
    linii oporu i nie zwalac winy na kochanke i starasz sie nie miec pretensji do
    pana malzonka, no bo dalas szanse wiec nie chcesz wszystkiego komplikowac. I
    robisz z siebie silaczke, choc tak naprawde nie masz sily na nic. A potem,
    pewnego dnia dociera do ciebie, ze to jakas paranoja. Ty fiksujesz, porzucona
    kochanka fiksuje, a jasniepan w ogole nie wie o co ten caly chaos i dlaczego
    'ty jestes jakas taka' skoro on uprzedzal (sic!), ze "bedzie ciezko" a zreszta
    "przeciez on mnie kocha"(cytaty z Exa). Ja pisze oczywiscie ze swojej
    perspektywy, bo wiem, ze sa faceci, ktorzy potrafia sie w takiej sytuacji
    zachowac, jak faceci i wykrzesac z siebie duzo sily. Moj niestety do nich nie
    nalezal, przy czym przyznaje sie bez bicia, ze pewnie tez moja w tym zasluga.
    No ale to jest cena, jak sie placi za idealistyczna milosc bez grama wymagan i
    tresury. Smutny wniosek, jakby nie bylo.
  • ak70 17.07.06, 09:56
    Pho... bardzo dobrze napisane posty... naprawde! Wiesz z czego wynika takie
    zachowanie kobiet? Bo one nie są solidarne ze sobą! Jeśli mają wybór: kochanka-
    kobieta czy niewierny-facet w 90% wybiorą faceta!! Ja dałam drugą szansę i nie
    rozpinam parasola ochronnego - wiesz o tym, jeśli czytałaś mój wątek. Być może
    jestem bardziej skłonna do ustępstw (jeśli działa to w obie strony), staram się
    nie robić problemów z błahostek (jeśli i on nie robi), ale przede wszystkim juz
    teraz jestem bardziej świadoma... że należy zadbac o SIEBIE najpierw, potem o
    niego.
    Napisałam o odczuciach po przeczytaniu wszystkich postów w wątku... nie
    oceniam... każda z kobiet uwikłanych w zwiazek z nieodpowiedzialnym facetem
    przeżywa swój ból... napisałam tylko że ból i uczucia bet są mi bliższe.. nie
    wiem jak cierpi kochanka kiedy zostaje oszukana, porzucona? bo nigdy nią nie
    byłam i nie zamierzam... choć sie nie zarzekam, bo nic nigdy nie wiadomo...
    Nie uciekam przed problemami, choc jak piszesz tak jest łatwiej... wychodzę im
    naprzeciw. Mój stosunek do męża po jego zdradzie najpierw byl wiernopoddanczy
    (bo był łaskaw zostać z rodziną i zostawił kochankę), a teraz myślę jest bliski
    normalnosci... wymagam od siebie, ale w takim samym stopniu od niego... nie
    wybaczyłam mu zdrady, ale nie myślę o niej obsesyjnie (jak bet) i nie karzę go
    docinkami... jestem...hmm... zdystansowana? Jestem z nim, ale jednoczesnie (bez
    terapii o dziwo!) powoli leczę się z uzależnienia od niego i juz potrafie
    pomyśleć o moim (naszym z dziećmi) świecie BEZ niego.
    Pozdrawiam...

    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • wiewiorka29 16.07.06, 18:10
    Dziękuję Phokora za rozsądne słowa.
  • phokara 17.07.06, 11:17
    Wiewiorka,
    mam wrazenie, ze jestes sensowna baba, a to wszystko co sie wydarzylo pomoze Ci poukladac
    sobie wszystko na wlasciwym miejscu. Zycie tez sobie kiedys poukladasz, mam nadzieje z
    jakims rasowym facetem a nie atrapa faceta. Wiem, ze teraz kiedy wszystko jest swieze to co
    pisze brzmi troche, jak zart - ale taka jest prawda. Z czasem wszystko sie zapomina... to cale
    szczescie i cale NIESZCZESCIE tez. Ale pewnie jest w tym jakis glebszy sens.

    I cos na deser, zeby nie konczyc tak serio, bo sie zaraz tu wszystkie podusimy - a ja nie
    zamierzam dusic kobiet, choc oczywiscie byloby to bardzo wygodne - tak wyciac w pien
    konkurencje, hahaha.

    AK - zacytowalas swoja babcie "jak suka nie da to pies nie wezmie". Nie lubie tego tekstu, jest
    mocno tendencyjny choc jest w nim wiele prawdy - to w koncu my same sobie wybieramy tych
    naszych ulomnych rycerzy, jakby na to nie patrzec.
    Ale ja zacytuje moja prababke - prosta kobiete wielkiego charakteru i madrosci, ktora trzech
    mezow pochowala, haha... no ale "przynajmniej byli szczesliwi, jak umierali" - tak przynajmniej
    twierdzila. Czy byli uszczesliwieni zyciem z nia czy szczesliwi, ze wreszcie umieraja i nie bede
    sie musieli z nia dluzej meczyc to ja tego zagadnienia nie rozwiazalam do dzisiaj. Bez
    znaczenia. Prababka miala wybitny dar komentowania rzeczywistosci, zwlaszcza zas
    stosunkow damsko-meskich i praw nimi zadzacych. Jak sluchalam jej madrosci w wieku lat
    'nastu', z glowa pelna idealow i marzen o przyszlym ksieciu, to buntowala sie we mnie kazda
    komorka ciala. A ona zawsze twierdzila, ze to w ogole niewazne czy jest sie zona czy
    kochanka, bo zadna z tych funkcji nie zwalnia z obowiazku bycia madra baba i czlowiekiem po
    calosci a facetow i tak sie nie zmieni, bo oni sa "prosci jak budowa cepa" (to cytat) wiec zycie z
    nimi wcale nie musi byc jakies mocno skomplikowane. Zapewne, jak sie umie obslugiwac cep.
    Ewentualnie zyc z capem (to poniekad podobna sztuka).
    I moja prababka zawsze opowiadala o jednym panu mecenasie, ktory mial opinie totalnego
    lowelasa i rolowal swoja zone Mele na lewo i prawo, oddajac sie czynom lubieznym i
    hulaszczym na wszystkich salonach, dopoki mu cep nie wysiadl. Jego malzonka znosila to
    dzielnie i z godnoscia, bo jak twierdzila moja prababka - byla madra baba i znala swoja wartosc
    niezaleznie od wyczynow jasniemalzonka. I znala wartosc futer - a kazda nowa kochanka
    rownala sie jedno nowe futro. Hahahaha... Ja do konca zycia nie zapomne, jak moja prababka
    sie zamyslala, kiwala glowa i mowila... "Alez ona miala kolekcje futer.... pozazdroscic".

    Jaki z tego moral? Zaden. To nie jest historia z moralem, tylko z usmiechem.

    Pozdrawiam wszystkie Panie, ktore wystapily w tym watku bez wzgledu na role.

    ps.
    A u mnie ani Exa... ani futra. O zeszzzz ku...a!

  • wiewiorka29 17.07.06, 14:18
    Dzięki Phokora, uśmiałam się!. To ja wszystkim na tym wątku z sobą włącznie
    życzę owocnej kobiecej mądrości smile).
  • bet66 17.07.06, 14:57
    i bez babci wiadomo, ze mądre kobiety potrafią z kazdej sytuacji wyjść
    zwycięsko - "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło"

    - zona zyskała nowy samochod
    - kochanka straciła pracę
  • phokara 17.07.06, 14:59
    Szczerze gratuluje samochodu.
  • sonrisa3 17.07.06, 20:29
    Cudny ten Twój tekst o prababci smileJa raczej tylko czytam forum, może to się
    zmieni. Na razie chcę Ci tylko powiedzieć, że bardzo lubię czytać Twoje
    wypowiedzi. Nie wiem ile masz lat, ale wyróżniasz się dojrzałością i mądrością
    życiową. Na wiele spraw mamy podobne zdanie, ale i tak wydaje mi się, że jeśli
    chodzi o spokój i rozsądek, to wiele mogłabym się od Ciebie nauczyćwink
    Pozdrawiamsmile
  • phokara 18.07.06, 09:52
    Dzieki Sonrisa...
    ... i niniejszym chcialabym zdementowac podle plotki jakobym miala 174 lata, haha. Nie, to tylko
    tak zwany wiek chrystusowy przynajmniej liczebnikowo. Bo zachowania raczej utknely na
    poziomie mocno nastoletnim.
    W kwestii dojrzalosci i madrosci zyciowej, spokoju i rozsadku, to doprawdy musze zasiegnac
    opinii przyjaciol. Istnieje obawa, ze nie beda wiedzili o kim mowa. Ostatnio jak sie walnelam na
    lodce w glowie i chcialam jechac sprawdzic czy nie mam wstrzasu mozgu to nikt sie nawet nie
    wzruszyl, tylko powiedzieli, ze trzeba miec najpierw mozg, zeby moc go wstrzasnac.
    Wiec jesli chodzi o ewentualne nauki, to ja oczywiscie sluze nauka smiechu i picia whisky, ale
    odnosnie spokoju i rozsadku to sama sie powinnam zapisac na jakis kurs. Przyspieszony.
    pozdrawiam cieplo
  • to.ja.kas 18.07.06, 10:36
    Pho nie kłam, widziałam, na chrystusowy wiek to Ty nie wygladasz. Ja tam nie
    miałam ochoty zakrzyknac "o chrystusku" na Twój widok smile))))))))
  • brzoza75 18.07.06, 10:53
    oj nie wygladasz ale nieźle Ci idzie maskowanie, na kurs owszem możemy nawet
    razem się wybrać ale salsy a nie rozsądku smile)))
  • to.ja.kas 18.07.06, 10:57
    salsa the best, do tego tekila, limonka i balety do rana smile
    Pho easy dla Ciebie wielka butla łyskacza smile
  • 13monique_n 18.07.06, 11:03
    Pho, kochana, zaraz sie zleca panowie (o ile nie sa na urlopach) i beda Ci
    tlumaczyc, ze wszelkie plotki stawiajace w jakimkolwiek niekorzystnym swietlu
    Twoj wiek sa wyssnae z czyjegos brudnego palucha big_grinDDD
  • phokara 18.07.06, 11:11
    Ja tam ide z kumpela na kurs 'taniec brzucha'. Tak zrozumialam twierdzenie 'przez zoladek do
    serca'... no bo skoro nie gotuje, to musze sobie radzic w inny sposob, haha.
    A tak w ogole to jestescie straszne WAZELINIARY.
    Lepiej zakreccie sloiczki z wazelina i napiszcie, kiedy idziemy sie napic.
  • to.ja.kas 18.07.06, 11:14
    ja dopiero po urlopie niestety. Przed tym swietym dniem jakim jest wyjazd z
    ukochanej Warszawy mam od cholery spraw do załatwienia . Ale jak wroce,
    to...........drżyjcie narody smile))))))

  • wiewiorka29 16.07.06, 17:57
    > Nie wypowiadalam sie o facecie bo to dla mnie DNO... szuka pocieszenia po żonie
    > > (lub od żony) u kochanki, a po kochance u kolejnej kochanki... szkoda moich
    > palców, czasu i klawiatury na taki egzemplarz (pomijając ewidentne oszustwo).
    > Pisałam tylko, że dziewczyny/kobiety, które wiedzą, ze facet jest żonaty i
    > dalej tkwia w takim związku same się proszą o kłopoty, rozterki i ból. Sorry,
    > ale jednak mi ich nie żal.


    Ak70, a ja mam wrażenie, że ty nie zrozumiałaś mnie. Nie załozłam tego wątku,
    żeby ktoś mi współczuł lub litował się nad moim biednym życiem.. To
    nieporozumienie. Wiele miesięcy temu pisałm tutaj, gdy byłam w zupełnej rozsypce
    emocjonalnej, nie wiedząc czego mam się trzymać, co jest prawdą a co kłamstwem,
    w co i komu mam wierzyć. Byłam postawiona w sytuacji w której nie wierzyłam
    nawet sobie a każda decyzja jaką mogłam podjąc była niestety równie bolesna.
    Teraz uznałam, że jeśli wtedy tu się znalazłam z tą historią, to wypadałoby
    napisać jak się ona skończyła. Może się to komuś przyda, bo może teraz przeżywa
    coś podobnego.
    Myśląc tak jak ty powyżej, powinnam teraz stwierdzić, że zupełnie nie żal mi żon
    które są zdradzane od lat, wiedzą o tym (żalą się znajomym zyskując współczucie
    jaki ten mąż zły) i nic z tym nie robią. Dopiero w momencie rozwodu wszczynają
    piekło. Bo czy one same się nie proszą o to, żeby po wielu latach mąż ich
    zostawił na dobre dla którejś kolejnej kochanki? Podobnie było w przypadku
    mojego exa, z tego co wiem, w czasie swojego małżeństwa miał kilka związków z
    innymi kobietami, co więcej wszystkie one również były mężatkami (dlatego chyba
    nie był mu wcześniej potrzebny rozwód)! I to nie jest jakiś odosobniony
    przypadek, bo opowiada się plotki o innych kórzy "takie straszne rzeczy
    wyrabiają" ich się ocenia i potępia a najtrudniej zobaczyć, że to samo się
    dzieje we własnym ogródku. Właściwie mogłabym być wściekła na jego żonę i na
    tamte kobiety, że pozwalały mu tak długo na podwójne życie, że tak tego faceta
    wychowały, że w momencie gdy spotkał mnie nie czuł się wcale winny z posiadania
    równocześnie żony, bo od lat mu na takie zachowania pozwalała.
    Ale nie oceniam jej i nie wnikam w ich układ, bo to sprawa między nimi. Nawet
    jeśli dla mnie może być niepojęta
    Ja podjęłam taką a nie inną decyzję, okupiłam ją zyskami i stratami. I nawet
    jeśli to wszystko bardzo bolało to jest to sprawa tylko między mną a exem.
    Jego i siebie mogę rozliczać z tego co się działo, co zrobił, jakich obietnic
    nie dotrzymał. Znalazłam swoją granicę za którą podziękowałam mu na zawsze i
    mimo wszystkiego złego wychodzę z tego mocniejsza i baaardzo doświadczona, co
    też się jeszcze w zyciu przyda. Pomimo, że prawdopodobnie był miłością mojego
    życia pomimo, że wiele bezpowrotnie straciłam przez ten czas. Ale każda decyzja
    jaką się w życiu podejmuje okupiona jest zyskami i stratami, najważniejsze jest
    podjać tę decyzję odpowiedzialnie, a nie skazywać się na lata frustracji z mężem
    którego się nie lubi lub z rozpamiętywaniem wspomnenień, że ktoś kiedyś mnie
    skrzywdził lub porzucił.
    Strach nie jest dobrym doradzcą. Na okoliczność zdrad można sparafrazować
    powiedzenie "Jeśli kochasz to pozwól odejść, jeśli wróci (z własnej woli) będzie
    na zawsze twoje". Nie da się małżonka zatrzymać w związku groźbą lub litością,
    nawet jeśli zostanie pod przymusem to zostanie tylko jego ciało pretensje, że
    się przecież poświęcił, pretensje drugiej strony, że nie kocha jak powinien, nie
    da się kogoś zmusić do odpowiedzialności takiej jak ja bym chciała, można
    jedynie samemu starać się być odpowiedzialnym za własne wybory.
    W moim przypadku wykazałabym się klasą i dojrzałością gdybym powiedzała exowi
    "Odejdź, wróć gdy będziesz wolny a ja chwilę poczekam", a on udowodniłby , że
    chce być moim bohaterem jeśli tak by zrobił. Ale oboje wykazaliśmy się brakiem
    dojrzałości i strachem, że może to będzie koniec, że lepsze tu i teraz niż
    niewiadoma osobno, i zepsuliśmy tę miłość obracając ją w bylejakość i listę
    wzajemnych pretensji. To jednak sprawa między nami i naprawdę nie potrzebuję
    niczyjego współczucia z tego tytułu.
  • ak70 17.07.06, 10:13
    > Na okoliczność zdrad można sparafrazować
    > powiedzenie "Jeśli kochasz to pozwól odejść, jeśli wróci (z własnej woli)
    >będzie na zawsze twoje". Nie da się małżonka zatrzymać w związku groźbą lub
    litością,
    > nawet jeśli zostanie pod przymusem to zostanie tylko jego ciało pretensje, że
    > się przecież poświęcił, pretensje drugiej strony, że nie kocha jak powinien
    Wiewiorka... zgadzam sie z Tobą! Ja swojego zatrzymałam litością, choc chyba on
    jest zadowolony teraz z tego... nie wiem czy ja też. Kiedy powiedział mi że
    odchodzi do innej to był szok, nie pozwalałam mu na takie zachowanie latami jak
    tu piszesz. Nie byliśmy razem kiedy mnie zdradził,ale nie byliśmy rozwiedzeni
    (piszę o tym na swoim wątku) on spotkał sie z nią tylko raz i ona WIEDZIAŁA że
    jest żonaty. I właśnie dlatego nią gardzę... bo wiedziała, a jednak zrobiła to.
    Nieważne,w jakim stadium było jego małżeństwo, nawet nie złożył papierów
    rozwodowych! NIE BYŁ WOLNY!!! Co więcej: miał dwoje dzieci w tym jedno 2-
    letnie!! To jest to, co pisałam odpowiadając phokarze: kobiety nie są ze sobą
    solidarne, a faceci to perfidnie wykorzystują bawiąc się nami i naszymi
    uczuciami. Moja babcia ma takie powiedzenie (sorry za dosłowność): "jak suka
    nie da to pies nie weźmie" i to jest prawda. Oszukał cię - ok, ale potem juz
    wiedziałaś, że on należy do innej... sama to napisałaś:
    > W moim przypadku wykazałabym się klasą i dojrzałością gdybym powiedzała exowi
    > "Odejdź, wróć gdy będziesz wolny a ja chwilę poczekam", a on udowodniłby , że
    > chce być moim bohaterem jeśli tak by zrobił. Ale oboje wykazaliśmy się brakiem
    > dojrzałości i strachem, że może to będzie koniec, że lepsze tu i teraz niż
    > niewiadoma osobno,
    i ja właśnie o tym mówię! Gdyby podobał mi sie facet i nawet byłabym w nim
    zakochana, ale byłby mężem innej to nigdy NIGDY nie związałabym sie z nim.
    Właśnie przez lojalność w stosunku do NIEJ... facet poradzi sobie zawsze.

    I nie lituje sie nad Tobą, ani Ci nie współczuje... nie znam pierwszej czesci
    Twojej historii... wiem, że wiele przeszłaś i na pewno masz swoje uczucia i
    zranienia po tym związku. Ale kobiety muszą zacząć byc lojalne wobec siebie,
    jesteśmy w wielu przypadkach duzo silniejsze od mężczyzn... a oni o tym wiedzą
    i jedyne na czym mogą bazować w takim jak Twój przypadku to jest właśnie
    nielojalność.
    Życzę odwagi, dojrzałości i klasy w kolejnym związku (i nie jest to absolutnie
    złośliwe z mojej strony, ale jak najbardziej szczere).
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • wiewiorka29 17.07.06, 10:39
    Wszystkim co napisałaś, usprawiedliwiasz brak lojalności twojego męża wobec
    ciebie. Zrozum, to nie inni odpowiadają za to, na ile sobie pozwala twój mąż w
    stosunku do innych kobiet pomimo, że jest żonaty.
  • ak70 17.07.06, 11:31
    Dziewczyno! GDZIE ja tak napisałam?? Wg mnie piłka jest krótka: gdyby mu
    powiedziała, że nie ma na co liczyć, nie pojechałby do niej! I tyle...
    Nie mam dla niego usprawiedliwienia! Jest WINNY... ale - j.w. on zaproponował,
    ONA sie zgodziła. I kropka.
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • ak70 14.07.06, 14:51
    Monique... po kolejnym razie... (juz tu dziewczyny pisały) - SEKATOR smile))
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • 13monique_n 14.07.06, 15:43
    ... szczesliwie mnie juz to nie dotyczy. Chociaz tego, czego dowiedzialam sie po
    naszym rozstaniu i tak nie bylam w stanie przetrawic. Zatem - jedna szansa.
    Przynajmniej tak zdolalam. A teraz - jest wspaniale, nieco za cieplo (heheh,
    patrz na watek o okladaniu lodem), ale cudownie, spokojnie i akurat ja mam w tym
    miesiacu wakacje od dzieciow, w przyszlym urlop z dzieciorkami, ale i tak bedzie
    cool. Pozdrawiam.
  • ak70 17.07.06, 10:17
    Monique - tak... jedna szansa. Powiedziałam wyraźnie przy świadkach na terapii:
    jeszcze jeden kontakt z nią (Sms lub GG) i to jest KONIEC!!
    I wiesz co? Już wiem, że świat bez niego bedzie dalej istniał! Nie wiem JAK mi
    sie to zrobiło, ale zrobiło się smile Nie wiem SKĄD ta siła... ale JEST! Będzie
    bolało jeśli tak sie stanie, ale juz wiem, że przetrwam smile
    Zazdroszcze wakacji od dzieciów... mnie tez sie marzą, choc pewnie nie
    wytrzymałabym dłużej niz dzień smile) Pzdr.
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • 13monique_n 17.07.06, 11:31
    Wiesz, JEDNA SZANSA, ale wybrana przez niego, a nie wyblagana przeze mnie. Nawet
    przez pewien czas sie staral. Sypnelo sie mimo wszystko, ale inaczej, po fakcie.
    Ze wzgledu na zupelnie inne wybory. Ale zabilabym gada, gdyby zostal ze mna z
    litosci, albo gdyby mu wpadlo do glowy brac litosc pod uwage. Tylko milosc i
    wolny wybor mialy dla mnie wartosc.
    Mowi sie, ze z niewolnika nie ma pracownika. Ta zasada to dla mnie warunek
    zwiazku. I AK, to facet wie OD POCZATKU, ze jest zonaty. W wielu wypadkach
    dziewczyny, takie jak wiewiorka, czy ta, z ktora sie postykal moj maz - nie
    wiedzialy! A kiedy prawda wyszla na jaw, to juz kochaly. Pho ma racje, nie mozna
    miec do nich pretensji o milosc.
  • ak70 17.07.06, 11:54
    O miłość nie mozna... o lojalność - tak!
    Faceci na tym bazują... nie mowią o żonie, rozkochują, bo WIEDZĄ, że potem i
    tak będą górą nawet jak sie kochanka dowie, że on ma "bagaż" w postaci żony i
    dzieci.
    NIE! Rozumiem wiewiórke, że sie zakochała. Rozumiem, że poczuła sie oszukana.
    Rozumiem, że cierpiała. Ale NIE ROZUMIEM, że została z nim mając już informacje
    o żonie. To jest JEJ wola (i wcale przy tym nie twierdzę, że ona jest obarczona
    główną winą).
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • phokara 17.07.06, 12:17
    >Ale NIE ROZUMIEM, z˙e zosta?a z nim maja˛c juz˙ informacje o z˙onie

    Uczucia czesto wygrywaja z rozsadkiem. To nie jest zreszta rowna walka.
    Doprawdy mysle, ze na chlodno to wszystko kalkulujac to zonaty i dzieciaty facet o watpliwej
    reputacji mocno odbiega od archetypu wymarzonego ksiecia i zadna rozsadna kobieta by sie w
    takie cos nie ladowala. Raczej kiepska perspektywa na krolestwo mlekiem i miodem plynace.

  • paula63-63 17.07.06, 13:22
    13monique_n napisał
    "to facet wie OD POCZATKU, ze jest zonaty. W wielu wypadkach
    dziewczyny, takie jak wiewiorka, czy ta, z ktora sie postykal moj maz - nie
    wiedzialy! A kiedy prawda wyszla na jaw, to juz kochały".

    no dobra, przyznam się, choć bardzo nie chciałabym, aby ak70 mną gardziła: też
    miałam 13 lat temu romans z żonatym facetem. "Wziął" mnie klasycznie: żona go
    nie rozumie, w ogóle ze soba nie śpią, ona zimna, on biedny... Ale jak dotarło
    do mnie, w czym uczestniczę (lepiej późno niż wcale), zerwałam. Mimo uczuć,
    mimo, że bolało itd. Bo uważam, że uczucia nie usprawiedliwiają. Zdrada to
    zdrada. Zdrada to zło - i wszyscy którzy w niej uczestniczą, uczestniczą w
    czymś złym.

    Ku przestrodze: pięć lat później wyszłam za tego faceta (żona odeszła w końcu do
    innego). A on tak cierpiał... Dziś on zdradza mnie z innymi i mówi o mnie, to
    samo, co niegdyś o pierwszej żonie. Sama sie prosiłam - nikomu nie życzę. smile
    --
    www.oranzeria.com
  • phokara 17.07.06, 13:36
    >Bo uwaz˙am, z˙e uczucia nie usprawiedliwiaja˛.
    Oczywiscie, ze nie. To nie jest ich rola - na szczescie i niestety.

    >Sama sie prosi?am - nikomu nie z˙ycze˛. smile
    Nie prosilas sie sama. Po prostu kochalas. Nie zaluj.

    I bez Twoich zyczen ludziom sie przytrafiaja takie same scenariusze. Mozna z nich zrobic
    regule, mozna szukac wyjatkow. A regul w tym wszystkim brak...

  • to.ja.kas 17.07.06, 13:39
    AK, liczy sie lojalnosc, lojalnosc w stosunku do samych siebie. Wybacz, ale nie
    obowiazuje mnie lojalnosc wobec Ciebie czy nikogo innego. Blizsza dla mnie jest
    moja własna skóra, moje szczescie, moje ja niz Twoje, Pani Zosi czy Pana Mietka.
    Staram sie zyc tak by nie ranic. Nie zakładałam tego co sie stało.
    On wziął mnie jak Paule63-63, na to jaki jest biedny i jak z zona mu sie nie
    układa co okazało sie na tyle prawda, ze jest ze mna. On postanowił byc lojalny
    wobec swoich marzen i planów i wobec siebie. POstanowił dac sobie troche
    szczescia i pomyslał o sobie. Ja ? Ja równiez pomyslałam o sobie, nie o niej i
    nie byla to oznaka braku lojalnosci wobec niej tylko milosci i lojalnosci wobec
    siebie i wobec niego.
    Płec nie determinuje lojalnosci.
    Wole byc lojalna wobec madrego i godnego zaufania mezczyzny niz głupiej baby i
    na odwrót. Bede lojalna wobec bliskiej i waznej dla mnie kobiety niz faceta -
    durnia.
    Ty tez bedziesz lojalna wobec swojego meza, brata, kolegi niz jakiejs obcej
    kobiety. A przede wszystkim jestes lpojalna wobec siebie swoich własnych
    pragnien - np. pragnienia posiadania męża u boku. Solidarnosc jajnikow i
    plemników istnieje tylko w teorii. Jestesmy lojalni wobec osob ktore uwazamy,
    ze na nasza lojalnosc zasługuja.

    Piszesz, ze Twój facet "wydaje sie zadowolony z tego, ze został". I widzisz
    Tobie to wystarczy. Mi za chińskiego boga by nie wystarczyło. Mój facet ma ze
    szczescia klepac pacierze, ze moze byc ze mna i własciwie to robi smile)))))).
    Ja nie bede sie zastanawiac o tym co u niego w gg czy telefonie czy mailu czy w
    głowie, bo po pierwsze mam dostep, po drugie on nie siedzi ani przed TV, ani
    komputerem, bo woli czas poswiecic mi, po trzecie on wie, ze nie ma szansy ani
    jednej - zawiedzie moje zaufanie - wylatuje . I nie wazne czy wtedy bedzie moim
    jeszcze kochankiem, czy moze juz mezem, czy swatem.
    Taka mam zasade a lojalna jestem wobec swoich zasad.

    Pho, chociaz jak mysle o tych futrach, to kurcze....moze tak raz w roku
    powinnam na maly skok pozwolic????smile)))))))
  • 13monique_n 17.07.06, 14:30
    > Piszesz, ze Twój facet "wydaje sie zadowolony z tego, ze został". I widzisz
    > Tobie to wystarczy. Mi za chińskiego boga by nie wystarczyło. Mój facet ma ze
    > szczescia klepac pacierze, ze moze byc ze mna i własciwie to robi smile)))))).
    Ooooooo, ladne big_grinDDDD

    > Pho, chociaz jak mysle o tych futrach, to kurcze....moze tak raz w roku
    > powinnam na maly skok pozwolic????smile)))))))
    Pytanie bylo do Pho - ale odpowiem - nie, nie warto. big_grinDDDD
  • phokara 17.07.06, 14:35
    Moni,
    mozesz odpowiadac za mnie na pytania ale NIE GLUPIO!!!
    Zwaz kochana, ze faceci, jak chca skakac to sie nas wcale nie pytaja o zgode!
    A futro ponoc dobra rzecz... zwlaszcza na zime, haha. Choc nie wiem - nie mam futra
    buuuuuuuuuuuuuuuuuuu....
    W sumie to jestem kategoryczna przeciwniczka noszenia futer, ale chyba to mozna zamienic na
    pierscionek z brylantem czy cus...
  • 13monique_n 17.07.06, 15:02
    ... no, mowie, ze nie wiem z czego to futro by mialo byc. Moze moje okrycie nie
    spelnilo warunkow? big_grinDD Hahaha!
    Proponuje nieco poprawic pytanie - za ODPOWIEDNIE futro... wtedy rzecz do
    przemyslenia big_grinDD
  • 13monique_n 17.07.06, 15:04
    ... moge dopisac Lamborghini, (bo futro to naprawde mnie nie kreci), te brylanty
    moglyby byc nawet w kolii, a co tam.... jakies pomysly? wink))
  • wiewiorka29 17.07.06, 15:14
    Hmmm... mój ex próbował mnie podkupywać róznymi "gadżetami". A ja głupia nie
    skorzystałam i jeszcze go opieprzyłam... Mądrości! Gdzieś ty wtedy była?smile)
  • bet66 17.07.06, 15:16
    jaaaaka szkoooda, podkupywał cię, czyli miał cię za .......
  • bet66 17.07.06, 14:51
    twoje zasady to:
    1. cudzy facet
    2. sponsoring
  • to.ja.kas 17.07.06, 15:01
    ja też zasadniczo futer nie nosze, ale ostatnio widziałam pięęęęęęęęękne buty,
    a do tego słabość zaposiadam. Cena zwala z nóg, wiec jak mnie zdradzi to moze
    wizja tego cuda na moich stopach przycmi chec wywalenia go z chałupy ??? :-
    ))))))))
  • bet66 17.07.06, 15:13
    poproś kochanka , aby ci kupił te buty, jezeli jeszcze mu cos zostanie z tej
    niewielkiej pensyjki po zapłaceniu alimentów.
  • nuta11 17.07.06, 15:05
    to juz nie jest "cudzy facet", tylko facet, z ktorym ona jest.
    i nie sponsoruje jej, tylko zyja razem.
    taka prosta prawda.
    poza tym, nikt z nas nie ma wlasciciela,zeby mozna bylo mowic o wlasnosci.
    a milosc nie jest nielegalna, wbrew temu co wynika z twoich wypowiedzi.
  • bet66 17.07.06, 15:15
    przeciez on nie ma rozwodu, to znaczy ,ze nie jest to prosta prawda, bo jest
    cudzym mężem...haha
  • nuta11 17.07.06, 15:21
    biedna ty jestes, dziewczyno...
    czy naprawde uwazasz, ze papierek slubny to jakis "kwit sprzedazy"?
    biedna, naprawde....
    drugi czlowiek to naprawde nie jest "rodzaj rasowego psa". nie mozna go kupic, sprzedac ani nawet oddac.
    jesli tak traktujesz swojego meza, to zapytaj go kiedys, co o tym sadzi..
  • to.ja.kas 17.07.06, 15:24
    Nuta ataki bet tak sie objawiają, najlepsze lekarstwo olac ja zupełnie jak robi
    to juz tu wiekszosc ludzi. Mija na chwile, potem znowu atak. Ale tak wyglada ta
    choroba.
  • nuta11 17.07.06, 15:34
    wiem, ale mnie wkurza...hihihi
    pewnie gdyby sie trafil taki, co by jej to futro dal, to by nie mogla usiedziec z ekscytacji. eh...zazdrosc.
  • 13monique_n 17.07.06, 15:41
    nuta11 napisała:

    > wiem, ale mnie wkurza...hihihi
    > pewnie gdyby sie trafil taki, co by jej to futro dal,
    A moze szanowny malzonek nie wykazal skruchy - ani duchowo, ani materialnie... a
    tu z naszych glupich (hehehe, a moze nie az takich glupich) krotochwil kobiecie
    sie zobaczylo, ze mogla przebaczyc, ale w zamian za jakies niematerialne i
    materialne (haaa big_grinDD) starania. No, okazja...
    z ta zazdroscia cos jest na rzezcy. Nawet jak baby sobie tylko zarty stroja big_grinDD
  • nuta11 17.07.06, 15:53
    ja nie marze, ja po prostu podjelam decyzje, ze chce wyjsc za maz za tego konkretnego pana, ktorego i tak nazywam mezem. a to roznica.
    jakos brak papierka nie spedza mi snu z powiek smile))
  • bet66 17.07.06, 16:04
    jaka róznica, chcesz mieć kwit sprzedazy na tego pana..., a innym to wypominasz.
    A jak juz będziesz miała ten kwit , to będziesz się chetnie dzielic swoim
    ślubnym z innymi panienkami?
  • nuta11 17.07.06, 16:13
    na glupote rady nie ma. i to jest naprawde moja ostatnia odpowiedz na twoje posty...
    zycze futra! smile
  • bet66 17.07.06, 15:36
    ja nie jestem biedna i nie musze się sprzedawać cudzemu facetowi.
    A o tym "papierku ślubnym " marzy kazda kochanica
  • nuta11 17.07.06, 15:47
    ostatni raz
    1. O papierku slubnym marza tylko "panienki z dobrych domow" ( i mam nadzieje, ze wiesz, o co mi chodzi, bo przeciez zyjesz tu i teraz)
    2. nie czytaj tyle Mniszkówny, bo jak rozumiem, stamtad przyswoilas slowo "kochanica" ( swoja droga, zabawne slowko)
    3.prezenty dostaje sie od drugiej osoby niezaleznie od plci - przed slubem, bez slubu i nawet na emeryturze.
    koniec
  • wiewiorka29 17.07.06, 14:59
    ak70 napisała:

    > O miłość nie mozna... o lojalność - tak!
    > Faceci na tym bazują... nie mowią o żonie, rozkochują, bo WIEDZĄ, że potem i
    > tak będą górą nawet jak sie kochanka dowie, że on ma "bagaż" w postaci żony i
    > dzieci.
    > NIE! Rozumiem wiewiórke, że sie zakochała. Rozumiem, że poczuła sie oszukana.
    > Rozumiem, że cierpiała. Ale NIE ROZUMIEM, że została z nim mając już informacje
    > > o żonie. To jest JEJ wola (i wcale przy tym nie twierdzę, że ona jest
    obarczona> główną winą).


    Zrozum. Nie zwalniam się ani przez chwilę z odpowiedzialności za mój wybór. To
    była moja wola i ja za nia zapłaciłam. Co więcej, nie wyobrażam sobie tkwić w
    jakimkolwiek związku wbrew swojej własnej woli, tak już jestem skonstruowana, że
    nienawidzę przymusu.
    Dopominasz się aby jakaś obca kobieta była lojalna wobec ciebie-obcej jej
    kobiety i uchroniła ciebie przed zdradą męża... Nie tędy droga. To nie jakas
    seksmisja gdzie kobiety razem przeciwko facetom i wtedy jest świetnie... I nie
    tędy droga, że każda kobieta ma mieć obowiązek odmówić romansu twojemu mężowi bo
    wtedy ty będziesz szczęsliwa z nim... Zauważ, że problemy mieliście juz
    wcześniej, i jego zdrada to wynik jego nielojalności wobec ciebie i waszej
    rodziny, a nie ataku kochanki na ciebie.
    Dopominasz się, że ja-jako kobieta powinnam być lojalna wobec zony exa. Więc
    powiedz mi, dlaczego ona nie była lojalna wobec mnie??? Gdzie była przez te
    kilka miesięcy gdy nie wiedziałam o jej istnieniu a jej mąż każdy weekend
    spędzał ze mną? Nie wiedziała? Oczywiście, że wiedziała. Więc dlaczego się u
    mnie nie zjawiła i nie powiedziała "Dziewczyno co ty wyrabiasz, to mój mąż i to
    nieprawda, że nas nic nie łączy" ?
    Nie tędy droga, żeby to kobiety miały się wzajemnie obwiniać i skakać sobie do
    oczu zamiast rozliczyć ze zdrady i z obietnic głównego winowajcę, który ci
    przysięgał lojalność i uczciwość.
    Nie tędy droga, żeby wykluczyć wszystkie inne kobiety z życia męża to wtedy
    zostanie z tobą i będzie świetnie. Będzie świetnie bo nie miał żednego innego
    wyboru? Bzdura. Będzie świetnie, gdy będzie miał wybór, ale odpowiedzialnie i
    lojalnie za każdym razem stanie przy tobie i opowie się za tobą. Tego ci życzę.
    Myślę, że za jakiś czas wiele w twoim małżeństwie się zacznie wyjaśniać i na
    wiele spraw spojrzysz z dystansu. Ale nie ma sensu tkwić na siłę w czymś co
    frustruje albo z kimś kto frustruje-bo to wcale nie daje szczęścia.
  • nicky7 17.07.06, 16:13
    > Oczywiście, że wiedziała. Więc dlaczego się u
    >mnie nie zjawiła i nie powiedziała "Dziewczyno co ty wyrabiasz, to mój mąż i to
    >nieprawda, że nas nic nie łączy"

    ja wlasnie tak zrobilam (do tej pory zastanawiam sie czy slusznie, czy to nie
    byl kompletny brak szacunku do samej siebie...) poprosilam te trzecia o
    wycofanie sie, o czas dla nas, bysmy sami i w spokoju zalatwili sprawy miedzy
    nami. i przyznam, liczylam na lojalnosc - nawet nie kobieca, ludzka po prostu.
    nie robilam przeciez awantur, zwyczajnie poprosilam...

    nie zrobila tego, nie wycofala sie (byla lojalna w stosunku do siebie, jak
    rozumiem), mimo ze poczatkowo obiecala ze to zrobi. maz odszedl do niej.

    zdaje sobie sprawe, ze to byl jego wybor, jego prawo do szczescia, swoich
    marzen i planow. ale czy nie mozna bylo tego zalatwic szczerze? czy spotykanie
    sie po cichu z kims trzecim, to nie probowanie? trzymanie obu (zony i kochanki)
    w odwodzie? w razie gdyby? na zapas?

    nie winie jej za rozpad mojego malzenstwa. ale mam zal, ze nie wycofala sie
    wtedy, ze oboje zafundowali nam brazylijska telenowele, w ktorej, jak kiedys
    napisala Pho, nie kazdy chce uczestniczyc.

    moj maz wlasnie sie wyprowadza z naszego domu. ja wyjechalam na te okolicznosc
    daleko, wroce juz po wszystkim i bedzie mi bardzo bardzo smutno.

    czytam Was i budzi sie nadzieja, ze to mozna przezyc. dziekuje Pho za wszystkie
    madre slowa.
    usmiecham sie do Wszystkich wink
  • to.ja.kas 18.07.06, 07:45
    Gdy Mój ze mna juz zamieszkał, zjawiła sie ona i poprosiła o to o co poprosiłas
    Ty, o 3 miesiące. Byłam tak przerażona i smutna, że chciałam jej to dac. I
    wtedy zadzwonił ktoś kto zna sytuacje i zapytał "dlaczego nie wykorzystali tych
    lat spedzonych ze soba? Dlaczego teraz ma sie naprawic, a iles tam lat wszystko
    sie psulo? I co on pomysli jak ty po prostu go zostawisz? Czy nie poczuje sie
    oszukany? Czy zrozumie? Czy bedziesz uwazala sie za uczciwa? I czy mysle, ze
    wtedy wroci do niej?" Przemyslałam to i nie dałam tego czasu. Bo ten czas
    ktory nalezał do nich minął i nie ja go zamknęłam, lecz on i ona. Gdy pozniej
    kiedys powiedzialam mu o tej prosbie, powiedział, ze nie zrozumiałby, ze by
    oszalał i kategorycznie sie nie zgadza by traktowac go jak rzecz i przekazywac
    sobie z rak do rąk, że on i tak za żadne skarby świata by do niej nie wrócił.
    Dzis , dzis własnie za chwile toczy sie jego sprawa rozwodowa. Mam nadzieje ze
    ostatnia. I jak obserwuje jak potwornie patrza na siebie to nie zaluje, ze sie
    nie wycofałam. Nie dałoby to nic.
  • ak70 18.07.06, 08:30
    No teraz dopiero się zdenerwowałam!

    to.ja.kas napisała:

    > Gdy Mój ze mna juz zamieszkał, zjawiła sie ona i poprosiła o to o co
    poprosiłas
    >
    > Ty, o 3 miesiące. Byłam tak przerażona i smutna, że chciałam jej to dac. I
    > wtedy zadzwonił ktoś kto zna sytuacje i zapytał "dlaczego nie wykorzystali
    tych
    >
    > lat spedzonych ze soba? Dlaczego teraz ma sie naprawic, a iles tam lat
    wszystko
    >
    > sie psulo? I co on pomysli jak ty po prostu go zostawisz? Czy nie poczuje sie
    > oszukany? Czy zrozumie? Czy bedziesz uwazala sie za uczciwa? I czy mysle, ze
    > wtedy wroci do niej?" Przemyslałam to i nie dałam tego czasu. Bo ten czas
    > ktory nalezał do nich minął i nie ja go zamknęłam, lecz on i ona.
    Czy ON nie poczuje sie oszukany!! ON???!!! a co z nią??!! Nieważne, że ona jest
    oszukana, tu liczy się tylko ON???!! Nieee, to jakas paranoja... Dobrze
    napisała nicky7 - tu nie chodzi (cytując phokare) o solidarność jajników, bo są
    rozne kobiety i rozni mezczyzni, ale o ZWYCZAJNĄ LUDZKĄ UCZCIWOŚĆ.
    Kas piszesz, że nie dałaś tego czasu - a jakie miałaś prawo decydować o tym??
    To był JEJ mąż... ONA miała prawo decydować, nie Ty. A Ty jej to prawo
    zabrałaś...
    > Gdy pozniej
    > kiedys powiedzialam mu o tej prosbie, powiedział, ze nie zrozumiałby, ze by
    > oszalał i kategorycznie sie nie zgadza by traktowac go jak rzecz i
    przekazywac
    > sobie z rak do rąk, że on i tak za żadne skarby świata by do niej nie wrócił"
    ON by oszalał... ON by nie zrozumiał... ON sie nie zgadza... wszystko kręci sie
    wokół NIEGO, nie widzisz tego? A Ty - obca kobieta - dajesz sobie prawo
    decydowania o tym czy ich małżeństwo przetrwa, czy ma szansę... ON by do niej
    nie wrócił... no pewnie, że nie skoro Ty sie nie wycofasz!! Wybór między żoną,
    która choć przebaczy zdradę, to jednak będzie wymagać jakichś zmian, a
    kochanką, która akceptuje cię w całości to żaden wybór.
    Nie wiem czy masz pojęcie co czuje kobieta, która kocha, daje z siebie
    wszystko, a pewnego dnia dowiaduje sie, że mąż ją zdradza... nie wiem czy masz
    pojęcie ile kosztowało ją to, aby do ciebie przyjść i poprosic cię o szansę dla
    siebie i dzieci... ale wiem, że "punkt siedzenia zmienia czasem drastycznie
    punkt widzenia"... choć nie życzę Ci to.ja.kas takich przejść, myślę, że warto
    byłoby czasem pomyśleć o innych i nie być lojalną TYLKO wobec SIEBIE.



    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • to.ja.kas 18.07.06, 08:43
    AK easy.

    Decyzja o odejsciu wyszła od Niego.
    Decyzja by nie dac 3 miesiecznego okresu karencji ode mnie !
    Ona oczekliwała, ze On sie nie dowie, ze była u mnie. Dlaczego mialam zrobic
    cos na przekór sobie i na przekór jemu?????
    Co Ak???
    Bo walczy??? A gdzie byla przez tyle lat malzenstwa?????? Jak wykorzystali
    swoja szanse????

    Ak wszystko kreci sie wokól Niego??? Zartujesz chyba. Wybacz, ale na takie jaja
    w zyciu mnie nie stac smile)))
    A jak mialam go jej przekazac? Wejsc do sypialni, spakowac go i oddac go wraz z
    walizka w jej rece???? Czy Ty AK rozumiesz, ze czlowiek to nie rzecz i nie
    mozna go sobie porzekazywac z rak do rak??? A gdyby Twoj malzonek stwierdzil,
    ze Cie zostawi bo pojawil sie jakis Twoj eks, z ktorym kiedys tam bylas
    szczesliwa i poprosil by dał Tobie i temu eks jakas szanse to bylabys
    usatysfakcjonowana???? Czy poczulabys sie jak przedmiot przekazywany z rak do
    rak wbrew własnej woli?
    Ak, czlowiek to nie rzecz. Ani ja go nie odkuwałam od kaloryfera z domu
    ślubnej, ani nie przykułam go do kaloryfera u siebie !!!!!!!!!!!! Ona ma prawo
    wyboru z kim chce zyc, tak jak ja mam takie prawo, ona, Ty, i kazda inna osoba.
    Jak nie bedzie mnie chcial to mnie zostawi a ja napewno nie bede latala po
    jakis kobietach i prosila by dala mi i jemu szanse. A wiesz dlaczego, bo teraz
    mamy swoja szanse. Jak ja spierdolimy to zadna kobieta ktora usunie sie w cien
    nie pomoze. I tyle.
    Nie brak pokus ma zatrzymac go przy mnie, ale wolna wola i milosc AK. A wolna
    wola to swieta rzecz i wg. tradycji chrzescijanskiej szanowana nawet przez Boga
  • 13monique_n 18.07.06, 11:14
    Kazde slowo, ktore napisalas traktuje jako wlasne. Do mnie zadzwonila
    dziewczyna, z ktora Ex mial romans (nie ja do niej) i poprosila, a wlasciwie
    kazala mi dac Exowi w koncu (sic!) rozwod. Hmmm, mielismy nietegi czas w
    malzenstwie, ale Ex o rozwodzie sie nigdy nawet nie zajaknal. Wscieklam sie, ze
    ktokolwiek myslal, ze ja bym go sila, wlasnie do kaloryfera za noge przykula
    (tego sformulowania uzylam w rozmowie z tamata dziewczyna big_grin). Grrrrrrrrrrrr!!!!
    Ja???! Nie. Ex wezwany na rozmowe dojechal do centrum, gdzie mielismy sie
    zobaczyc chyba helikopterem, bo szybko sie zjawil. W punktach uslyszal co wiem,
    i ze ma sie okreslic, ale tak, zeby mnie przekonac, jesli zdecyduje sie zostac,
    ze zostaje dla mnie. I dorzucilam, ze najwieksza ochote, to mam spakowac go w
    dwie walizki i wywalic na zbuty leb. Jednak ze wzgledu na to, co nas laczylo
    postanowilam porozmawiac z nim najpierw i jesli nasze malzenstwo padnie, to
    dobrze by bylo, zeby nie stalo sie to w takiej atmosferze.
    > Nie brak pokus ma zatrzymac go przy mnie, ale wolna wola i milosc
    To jest kwintesencja milosci. Tez tak bym chciala.
  • nicky7 18.07.06, 09:15
    zeby wyjasnic kas:
    - moj wciaz ze mna mieszkal, jak gdyby nigdy nic, majac 'kolezanke' na boku (od
    niej dowiedzialam sie, ze wtedy nie powiedzial jej nawet ze jest zonaty)
    - na moje prosby o rozmowe z mezem, kiedy czulam ze dzieje sie cos zlego,
    zawsze slyszalam NIE SZUKAJ PROBLEMOW NA SILE (to tak a propos :mieli juz swoj
    czas na zalatwianie problemow)
    - zwrocilam sie do niej o czas, gdyz maz powiedzial, ze tamta nie znaczy dla
    niego wiecej niz kolezanka, wtedy nie chcial sie rozstawac - czyli mialam prawo
    sadzic, ze jeszcze mamy szanse
    - ona, gdy dowidziala sie, ze jest zonaty byla zdziwiona i zapewnila, ze nie
    chce ingerowac w czyjsc zwiazek, po czym zaingerowala.... glebiej

    tak jak napisalam wczesniej - nie winie jej za rozpad zwiazku. uwazam jednak,
    ze wtamtych okolicznosciach nie zachowala sie przyzwoicie, nie dotrzymujac
    slowa.

    zgadzam sie - maz nie jest moja wlasnoscia, ale czy to maz, czy partner,
    wspolne lata, plany obietnice sobie skladane (niekoniecznie w kosciele) do
    czegos zobowiazuja - do szacunku. takie jest moje stanowisko, zapewne
    wzmocnione poprzez moje doswiadczenia.

    dziekuje ak za slowa otuchy. przydadza sie bardzo.
    wink
  • to.ja.kas 18.07.06, 09:35
    Nicky gwoli wyjasnienia rowniez, Mój sie wyprowadził. Nie wprowadził sie do
    mnie, bo wiedział, ze go nie "przeniose na druga stronę rzeki, którym jest
    rozwód". Widział, ze nie zgodze sie na wspólne zamieszkanie. Wiedział, ze
    bedzie musiał uczciwie zamknąc jedno byym zaczęła rozważac wspólne
    zamieszkanie. Zaczęła rozważac !
  • nicky7 18.07.06, 09:44
    i to jest uczciwe kas, tego zabraklo w mojej sytuacji i o to mam zal.
  • ak70 18.07.06, 08:34
    Nicky... trzymaj się!! Bardzo dobry post napisałaś, zgadzam sie z każdym
    zdaniem. Pozdrawiam!!
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • nuta11 18.07.06, 08:48
    AK, wezmy pod uwage, ze ocena zytuacji sklada sie z niezliczonej liczby czynnikow. Czytasz tutaj czyjs list ( nawiazuje do to.ja.ka., oczywiscie) i oburzasz sie, ze nie dala zonie szansy...
    A przeciez nie jestesmy w stanie ocenic sytuacji tak, jak ona ja oceniala w danej chwili.
    moze tam naprawde to nie mialo sensu? Zdenerwowalas sie i uzylas mocno okreslenia, ze przeciez to byl JEJ maz... nie gniewaja sie, ale prawa wlasnosci, to ta zona do niego nie posiadala i nie posiada. tak samo zreszta jak ja.kas. nikt go nie posiada.
    oczywiscie, takie sytuacje sa tragiczne i trudne. ale ocenic je moga tylko ci, ktorzyw nich oczestnicza. podejmuja decyzje, ktore wydaja im sie najlepsze. Z tego co czytam, nie wierze, ze ja.kas. jest wyjatowo okrutna osoba, ktora nie pomyslala ani przez chwilke o sytuacji drugiej strony. po prostu wybrala wyjscie, ktore wydawalo jej sie jedynym slusznym.
    a ze jest bradziej lojala wobec siebie, niz wobec innych? niech rzuci kamieniem, ten kto mysli inaczej. taka pileczke mozna odbijac w nieskonczonosc.
  • to.ja.kas 18.07.06, 08:57
    Nuta, kiedys On powiedzial mi, ze jakbym Go nawet zostawila, to On do Niej nie
    wroci. Ze to koniec i cale szczescie, ze koniec, bo byl bliski obłedu, ze bylo
    źle i że Ona nie jest zła osoba, ale napewno nie jest osoba dla Niego a On dla
    Niej.
    Wiem, ze gdyby ktoś na siłe probował swatac mnie z kimś do kogo nie czuję
    milości to albo wzbudziłby mój smiech, albo jakby był upierdliwy to agresję.
    Czy jestem okrutna???? Nie wiem, moze. Ale okrucieństwem wobec Niego i siebie
    bylo odejsc od Niego na 3 miesiace , okrucienstwem wobec Niej zostac. Kazda
    decyzja byla okrutna. A co potem, po tych 3 miesiacach, gdyby On do Niej jednak
    nie wrocił? Na kogo wyszłabym ja? Zniszczyłabym uczucie Jego, swoje, a w
    zamian co??? Nieudana próba reanimowania trupa????
    Slowo "kocham" mówiłam do Niego i wobec Niego zobowiązało mnie ono do
    lojalności.
    I nie wiesz AK co ja czułam gdy Ona zjawiła sie u mnie. Nie wiesz, bo nikt
    nigdy nie poprosił Cie o rezygnację z czegoś co kochasz bardzo mocno. Ja
    naprawde to rozważałam. I nie żałuję, że postapiłam tak a nie inaczej.
  • bet66 18.07.06, 09:03
    wczesniej pisałaś coś innego:
    1. ze on z toba nie mieszka, bo ty nie chcesz
    2. ze nie masz zamiaru wiązać się z nim na stałe


    więc nie wciskaj nam takiego kitu, kochanko sponsorowana.
  • to.ja.kas 18.07.06, 09:11
    i miedzy innymi dlatego odszedł, od takiego poziomu, zaawansowania chamstwa,
    żenady, braku kultury, "kobiecości". Pewnie są panowie, ktorzy takie cos cenia,
    nie wiem, ale Mój napewno nie....
    Nie mieszka ze mna, to prawda, nie chce by zamieszkał, co nie zmienia faktu,
    ze zyjemy ze soba i bardzo, bardzo czesto jest u mnie smile
    Nie zwiążę się węzłem małżeńskim, bo boję sie stanu małżeńskiego, tego
    zgnuśnienia które pojawia się po tej pewności jaka daje papier, boję się tego,
    ze trudno bedzie nam odroznic powod bycia ze soba, czy to jeszcze i ciagle
    milosc czy powinnosc potwierdzona papierem. A ja kicham na taka powinnosc. Chce
    by ten zwiazek kwitł, a nie miec fakture VAT na gościa czy by on miał kwit na
    mnie. Moze kiedys do tego dojrzeje, On w kazdym razie mówi o tym regularnie co
    jakiś czas. A im bardziej On nalega tym bardziej ja sie chowam. Moze dzis,
    jesli wszystko sie skonczy tak jak przypuszczam, moze to cos zmieni w moim
    sposobie myslenia??? Chociaz za batrdzo bym na to nie liczyła na Jego miejscu :-
    )
  • bet66 18.07.06, 09:21
    Kas . przestań kręcić i odwracać kota ogonem.
    1. jak z toba nie miesza i nie masz zamiaru miec na niego kwit , to dlaczego
    nie odczepiłas się od faceta, tak , jak o to prosiłą cię zona.
    2. zona prosiła cie napewno o to, abys przestała sie z nim kontaktować, bo
    wyczuła, ze to ty jestes inicjatorką tego układu i mącisz i nie pozwalasz na
    naprawę ich związku ,a nawet szantazujesz faceta
  • bet66 18.07.06, 09:26
    to.ja.kas napisała:
    > i miedzy innymi dlatego odszedł, od takiego poziomu, zaawansowania chamstwa,
    > żenady, braku kultury, "kobiecości". Pewnie są panowie, ktorzy takie cos
    cenia,


    A jak się z nią ozenił , to widocznie cenił i ma z nią dzieci !!
    a potem to samo o tobie powie innej ....haha
  • nuta11 18.07.06, 09:16
    no i wlasnie o tym mowie...
    Ci ktorzy "traca" ( i swiadomie mowie to w cudzyslowie, bo bycie z kims kto nas nie kocha, zadnym zyskiem nie jest..) ,maja tendencje do oskarzania tych ktorzy sa szczesliwi, ze dzieje sie to ich kosztem. i to jest ludzkie i zrozumiale. ale tez trzeba znac ten mechanizm i rozumiec go rowniez u siebie, z to trudne.
    Pewnie, ze by od niej odszedl.
    Moj sie wahnal, a ja wtedy powiedzialam mu ze decyzja jest jego, ja sie dostosuje. Bardzo mnie bolaly moje wlasne slowa, wydawalo mi sie, ze wbijam sobie noz w serce. ale musialam Jemu pozostawic decyzje. Zdecydowal, ze zostaje z nia....a nastepnego dnia o siodmej rano byl u mnie i powiedzial, ze jeden dzien, w ktorym mnie nie bylo uwiadomil mu, ze nie potrafi inaczej, ze trzeba umiec podjac decyzje. i podjal ja. i dumna jestem,ze jest niezaleznym i samodzielnie myslacym czlowiekiem. I, jak to ladnie Kas ujelas, klepie pacierze w podziece za to, ze jest ze mna smile i wzajemnie. trzeba byc lojalnym przede wszystkim wobec siebie. i rowniez pozwolic na to innym.
  • to.ja.kas 18.07.06, 09:37
    Nuta proste jak drut i takie trudne zarazem.
    Chyba nic dla ludzi nie jest tak cenne jak własna wola i wkurzające jak wolna
    wola innych.
  • nicky7 18.07.06, 09:42
    >I nie wiesz AK co ja czułam gdy Ona zjawiła sie u mnie. Nie wiesz, bo nikt
    >nigdy nie poprosił Cie o rezygnację z czegoś co kochasz bardzo mocno. Ja
    >naprawde to rozważałam. I nie żałuję, że postapiłam tak a nie inaczej.

    mysle, ze ak, ja i wiele innych dziewczyn zna to z drugiej strony i uwierz,
    boli tak samo.

    kas, ja tez nie zaluje - zawalczylam o swoj zwiazek, tak jak ty pewnie o swoj.
    wiele kosztowalo mnie zwrocenie sie do obcej dziewczyny, ktora nagle weszla
    moje zycie z prosba, ale nie wahalam sie. ostatecznie przyjelam dezycje meza o
    odejsciu (nowoczesne kaloryfery, nie udalo mi sie zaczepic kajdanek!) i...
    staram sie odnalezc w tym wszystkim. nie chce skonczyc jak, nie wymieniajac z
    nickow, niektore tu panie, ziejac nienawiscia.

    ale po tym wszystkim mam jeszcze wieksze uczulenie na latynoskie telenowele.

  • to.ja.kas 18.07.06, 09:46
    Nicky jak patrze na te panie, to min. dlatego boje sie slubu. Nie chce
    by "żona" kojarzyła mi sie z kimś takim. I nie chce byc "taka zona".
    Wiem, ze Ty znasz to z drugiej strony, Ak czy ktos inny również. Wiem, że boli
    taka sytuacja. Mnie bolała równiez. Ja może i nawet sposób na przypięcie
    kajdanek do kaloryfera bym znalazła, ale gosc przypiety do kaloryfera
    zdecydowanie mnie nie podnieca. smile))
  • nicky7 18.07.06, 09:52
    >ale gosc przypiety do kaloryfera
    > zdecydowanie mnie nie podnieca. smile))

    w tych okolicznosciach, mnie rowniez nie wink) ale.. jak wczoraj poskarzyla sie
    majeczka (az pho oplula sie kawa!) , przynajmniej jest kogo opieprzyc... wink)
  • 13monique_n 18.07.06, 11:19
    nicky7 napisała:

    > >ale gosc przypiety do kaloryfera
    > > zdecydowanie mnie nie podnieca. smile))
    >
    > w tych okolicznosciach, mnie rowniez nie wink) ale.. jak wczoraj poskarzyla sie
    > majeczka (az pho oplula sie kawa!) , przynajmniej jest kogo opieprzyc... wink)
    big_grinDDDD dzisiaj moja kolej. Kupuje wycieraczki do monitora big_grinDD
  • nicky7 18.07.06, 09:54
    i to chyba mimo wszystko nie slub decyduje o tym, ze ktos taki jest... to sie
    po prostu ma w sobie. brrr, oby nie ja!
  • to.ja.kas 18.07.06, 10:01
    Nicky jestem przekonana, ze nie Ty nie smile)))
    Ja mam nadzieje, ze rowniez nie smile

    W przeciwienstwie do Ak , ktora napisała, ze czuje satysfakcje jak kochance
    dzieje sie zle, ja takiej satysfakcji nie czuje ani jak cierpi zona, ani jak
    mąż, ani jak kochankowie, ani dzieci, ani obcy ludzie, ani jak tym bardziej
    cierpie ja. Jakoś tak krzywda ludzka w ogóle mnie nie kręci. I niestety nie
    znam cudownego lekarstwa na to by swiat od krzywd uwolnic. Sama pewnie niejedna
    wyrzadzilam i nie tylko bedac kochanka , ale bedac po prostu czlowiekiem ktory
    zyje wsrod innych ludzi. To chyba pokazuje, ze jednak daleko mi do bet smile))
  • nicky7 18.07.06, 10:11
    ja tez sie przyznam, ze mialam chwile, ze ktorych.... nienajmilej myslalam o
    dziewczynie meza. to chyba ludzkie, ze w pierwszym momencie kiedy swiat sie
    wali (patetycznie, sic!) czlowiek szuka winnych wszedzie, byle tylko jakos
    sobie to ustawic...

    na szczescie szybko zlosc przeszla na meza, ktory to oszukiwal, klamal,
    zdradzal, przez co wykazal absolutny brak uczuc (przynajmniej w stosunku do
    mnie).

    a docelowo, chcialabym umiec sie z tym zwyczajnie pogodzic. ale na to potrzeba
    czasu (i lektury, takze forum - jeszcze raz dziekuje!)










  • to.ja.kas 18.07.06, 10:13
    Czego z całych sił Ci zycze. Naprawde z całych sił. I wierze, ze to bagno o
    ktorym czasem pisze Pho nie jest w stanie Cie ubrudzic. Ja Tobie rowniez
    dziekuje za rzeczowa rozmowe smile
  • bet66 18.07.06, 10:28
    nie bądź cyniczna i obłudna.
    Sama bagno robisz innej kobiecie, aby tylko miec te męskie portki.
  • bet66 18.07.06, 10:30
    nie przeszkadza ci taki wybrakowany egzemplarz z drugiej ręki...haha
  • phokara 18.07.06, 10:55
    Dziewczyno,
    jestes pewnie w tym miejscu, w ktorym bylam rok temu, wiec jeszcze wszystko swietnie
    pamietam, cale te rozchwianie i paranoje.
    Chce Ci powiedziec jedna rzecz. Nie pocieszac, klepac po pleckach i pisac, ze czas wszystko
    uleczy. W ogole nie to.
    Porazki i kleski zdarzaja sie w zyciu wszystkim, nie sa przypisane do nikogo konkretnego.
    Niektorzy traca prace, niektorzy wpadaja pod tramwaj i im ucina obie nogi, niektorzy sie
    rozwodza. Zycie bywa mocno poplatane, choc tak naprawde to linia ciagla zlozona z odcinkow.
    I mysle, ze czlowieka mozna docenic wlasnie za to, jak radzi sobie z wlasna kleska, jak z niej
    wychodzi. Bo byc fajnym czlowiekiem, jak jest sielanka dookola to kazdy glupi potrafi. Jeszcze
    wiecej osob 'potrafi' nie widziec problemow - calymi latami i ok - to jest wolna wola kazdego z
    nas jak zyje lub jak 'funkcjonuje' nie zyjac zawezajac sobie swiat do okregu zlotej obraczki,
    innym nic do tego.
    Ale wiem, ze z kazdej kleski mozna wyjsc lepszym czlowiekiem. I paradoksalnie -
    szczesliwszym. Tu sa tylko dwa kierunki - albo koncentrujesz sie na jasnej stronie i szukasz (na
    sile) pozytywow, albo wpadasz w ciemny kanal i klepiesz mantre, ze swiat jest niesprawiedliwy
    a ludzie podli. W pierwszym wypadku musisz sie zaprzyjaznic sie z faktem, ze zostaniesz
    naiwna idealistka-frajerka, w drugim - bedziesz 'madra' sfrustrowana rura wietrzaca wszedzie
    teorie spiskowe. Zlotego srodka tu raczej nie ma. Ale w zyciu nie chodzi o zloty srodek, tylko o
    zycie. Wiec Exowi mowimy 'pa pa' i zyczymy mu (szczerze) wszystkiego dobrego i idziemy
    dalej. Usmiechajac sie do wszystkich szeroko i zalujac tych, ktorzy tego robic nie potrafia. To
    dopiero musi byc przerabane.
  • bet66 18.07.06, 11:07
    phokara , zapomniałas dodać ,ze wchodzimy w nowe życie znajdując sobie nowego
    faceta , który oczywiscie jest mężem cudzej zony i odbijamy go ...a ta zona
    rozwodzi się ze zdrajcą znajdując sobie na nowej drodze zycia tez zonatego
    faceta....i tak dalej i tak dalej, świat sie kręci od zdrady do zdrady od
    wymiany partnerów...raz na górze, raz na dole
    Jak mamy kochanka to jesteśmy cudownie spełnione, jak mąż nas zdradza to
    jestesmy obrzydliwe jędze, oczywiscie bez powodu i z naszej winy ...raz na
    górze, raz na dole, jaki piekny jest ten walczyk....
  • phokara 18.07.06, 11:20
    Strasznie smutne i klaustrofobiczne musi byc Twoje zycie w rytm tego walczyka. Ale to Twoj
    wybor i ja go szanuje (choc nie rozumiem).
    Wszystkiego dobrego.

  • sonrisa3 18.07.06, 12:43
    >jest mężem cudzej zony

    Dobre smile))))
    Czyli z tej żony bigamistka jakaś big_grin
  • brzoza75 18.07.06, 12:55
    Lepiej zakreccie sloiczki z wazelina i napiszcie, kiedy idziemy sie napic.


    NO WŁASNIE KIEDY? ja bym wolała jak moje dziecię wyjedzie za jakiś tydzień...
  • nuta11 18.07.06, 09:59
    eee...wydaje mi sie, ze papierek naprawde niewiele zmienia. bylam zona i jakos nie zauwazylam wplywu kwitka na caloksztalt.
    jak ma byc fajnie, to bedzie bez slubu i ze slubem.
    ja sie tam ciesze, ze sie zgodzilam znowu.
  • to.ja.kas 18.07.06, 10:03
    nuta ja ciagle w traumach. Przezywam najpiekniejszy okres swojego zycia. Zaczal
    sie na dlugo zanim pojawił sie ON. Spełniona, szczesliwa trzydziestolatka,
    daleko bardziej mi odpowiada jak szalona dwudziestka smile
    Boje sie, ze slub by to zmienił. Ze nie byloby mi tak cudownie dobrze jak jest
    mi teraz.
    Zawsze pamietam, ze lepsze jest wrogiem dobrego. I boje sie.
  • nuta11 18.07.06, 10:50
    ja tam nie twierdze, ze trzeba! tez lubie siebie w po 30tce, spokojna i spelniona i mam nadzieje, ze slub kolejny nie zamieni mnie w sekutnice smile)
    traumy rozumiem - tez mialam poczucie, ze juz nigdy, przenigdy, bo po co i na co ...a teraz jakos tak ...smile) i tyle.
    A bac sie trzeba, pewinie. tylko nie przesadzaj, Kas! smile
  • ak70 18.07.06, 13:39
    Bardzo "lubię" w postach słowo: nikt... nigdy.
    To.ja.kas - a skąd Ty to wiesz, że nikt i nigdy nie poprosił mnie o rezygnację
    z czegoś/kogoś co kocham bardzo mocno???!!
    Piszesz, że oni mieli swoją szanse - czy uważasz, że nicky i jej mąż równiez?
    Czy jej mąż powiedział jej, ze to szansa? Czy było to normalne małżeństwo ze
    wzlotami i upadkami, z chwilami miłości i zwątpienia? Ono BYŁO!!! Nie było
    kryzysu, rozmów o rozwodzie i rozstaniu...

    to.ja.kas napisała:

    > Slowo "kocham" mówiłam do Niego i wobec Niego zobowiązało mnie ono do
    > lojalności.

    A on słowo kocham mówił kiedys do Niej - czy on z tej lojalności jest
    zwolniony?? Nie chodzi mi o to, że się w Tobie zakochał (swoja droga facet ma
    pojemne serce), że Ty sie zakochałaś... ale o to, że wkroczyłaś w związek który
    trwał - moim zdaniem nie miałaś takiego prawa.

    Co do własności - to prawda, że nie był jej własnością, ale był JEJ mężem. JEJ
    ślubował miłość, WIERNOŚĆ i UCZCIWOŚĆ... nie Tobie! Miłość może wygasnąć, ale
    wierność lub choćby sama uczciwośc do czegoś zobowiązuje.

    Podsumowując to.ja.kas.... nie kłócę sie z Tobą, ani nie przekonuję Cie do
    swojego zdania - Ty masz inny punkt odniesienia i nie zrozumiesz tego co czuję
    ja, nicky, bet i inne kobiety, które zostały zdradzone przez mężów w trakcie
    trwania małżeństwa. Nie osądzam Cie też, bo nie do mnie to należy... chodziło
    mi tylko o to, że każdy z nas powinien być uczciwy i lojalny... nie tylko wobec
    SIEBIE.

    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • to.ja.kas 18.07.06, 13:50
    Swiete słowa Ak, dlatego z chłopa z kaloryferem z domu nie wynosiłam, kryształy
    zostały na miejscu, sciany nosne wraz z cala reszta takowoz smile))))
    Chlop wyniosł sie sam, z własnej i nieprzymuszonej woli, na własnych nogach i
    podług własnego widzimisie (jak w innym watku mowia lobotomia u chlopa rzecz
    przydatna, jego eks (od 2 godzin) na to nie wpadła).

    Kazdy ma swoja szanse AK, i Ty i Nicky i Jego Żona i my tez ją mamy, teraz.
    Wiem, ze mowił kiedys ze ją kocha, ja tez pare razy popełniłam to słowo do
    mezczyzn z ktorymi dawno juz nie jestem i slad po nich zaginał.
    Ty uwazasz, ze przysiega zobowiazuje w tkwieniu w zwiazku z kims kogo nie
    kocha. Ja mam to w nosie. Jakbym miala byc z kims kogo nie kocham to wole byc
    sama. Jakby On miał byc ze mna z powodu uroczystej przysiegi kiedys tam mi
    zlozonej, to dostałby opiernicz i posłałabym go w cholere. Jak chce cierpiec i
    sie poswiecac niech sie zamknie w klasztorze.
    Ja mam w nosie zastanawianie sie o kim on mysli gdy kladzie sie ze mna do
    lozka, i z kim pisze i co robi jak go nie ma.
    Ty wolisz inaczej.
    Szanuje to.
    Szanuje Twój poglad i innych osob rowniez.
    Nie szanuje wulgaryzmu, plucia jadem, bełkotu i ogolnie pieprzenia bez sensu
    tylko po to by innym dosrac.

  • ak70 18.07.06, 14:03
    To.ja.kas. rozumiemy sie, choc nie do końca. Zastanawia mnie tekst: "Ja mam w
    nosie zastanawianie sie o kim on mysli gdy kladzie sie ze mna do lozka, i z kim
    pisze i co robi jak go nie ma. Ty wolisz inaczej."... hmmm... chyba jednak nie
    skomentuje.
    Zastanawia mnie też SKĄD u licha wzięłaś przekonanie, że przysięga to juz do
    śmierci, choćby żyli jak pies z kotem?? Przeczytałam jeszcze raz swoja
    wypowiedź i dalej nie wiem dlaczego tak uważasz??!
    Napisałam tylko, że dla mnie uczciwe jest zakończyć jeden związek (z kwitem czy
    bez) zanim człowiek rozpocznie drugi. Ja też wole być sama niż z kims kto mnie
    nie kocha, naprawde! Więc nadal nie rozumiem gdzie napisałam coś innego sad
    Co do ostatniej linijki Twojego postu - zgadzam się w 100% (mam tylko nadzieję,
    że moich wypowiedzi tak nie odebrałaś). Jednak nie wszyscy i nie zawsze
    potrafią nad soba zapanować - zwłaszcza jeśli czują sie winni. Lepiej kogoś
    opluć i wine zwalic na niego...
    Pozdrówka!!
    PS. Czy w drodze do Krakowa z pierogami możecie zahaczyć o Kielce?
    pliiiissss... smile

    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • to.ja.kas 18.07.06, 14:17
    Masz racje Ak tak byloby najuczciwiej, ale los tak spowodował, ze najpierw bylo
    zle miedzy nimi, potem poznal mnie, dzis dosttał rozwod.

    Kolejnosc inna, rezultat dokładnie ten sam.
  • to.ja.kas 18.07.06, 13:58
    Co do własności - to prawda, że nie był jej własnością, ale był JEJ mężem. JEJ
    > ślubował miłość, WIERNOŚĆ i UCZCIWOŚĆ... nie Tobie! Miłość może wygasnąć, ale
    > wierność lub choćby sama uczciwośc do czegoś zobowiązuje.
    AK, tak jaestem ciekawa do czego zobowiazuje ta przysiega gdy juz sie kogos W
    OGÓLE NIE KOCHA???
    Co ma zrobic taka nieszczesna czy nieszczesnik JAK NIE KOCHA a kiedys złozył
    przysiege????
    Masz jakis swietny pomysł na to by nie oszalec samemu, ni spowodowac szalenstwa
    u kogos i jeszcze zycia sobie nie spieprzyc ????
  • ak70 18.07.06, 14:21
    Jesooo... kobieto! Czy Ty naprawde nie widzisz ciągu dalszego przysięgi, a
    tylko słowo miłość??!!
    Napisałam Ci do czego ona zobowiązuje!! DO UCZCIWOŚCI!!! Najpierw skończ jedno,
    potem zaczynaj drugie... to uczciwe, nie sądzisz?
    I to właśnie jest ten pomysł. Traktuj innych tak, jak sama chcesz być
    traktowana... cenisz szczerość? ok, ale nie gniewaj się jeśli ludzie będą
    szczerzy wobec Ciebie. Cenisz uczciwość, stawianie sprawy jasno i czyste
    sytuacje? Ok. Ale inni maja prawo oczekiwac tego samego od Ciebie.
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • to.ja.kas 18.07.06, 14:26
    AK, kobieto zlituj sie, a Ty poza obowiazkiemnie widzisz nic innego???? smile
    Uczciwosc??? Jak sie zakocha niech sobie idzie do swej milosci, niewazne jakie
    slowa i obietnice padaja teraz miedzy nami. Padaja bo na ta chwile tego
    chcemy , tak chcemy i takie mamy plany. Ale to tylko słowa i marzenia i plany i
    zycie moze je zweryfikowac.

    Juz napisałam u niego najpierw sie pochrzanilo, potem poznał mnie, dzis dostał
    rozwod.
    Inna kolejnosc, efekt koncowy ten sam.

    Nie widze daleszego ciagu przysiegi, bo takie przysiegi to dla mnie szczyt
    hipokryzji i pobozne zyczenia. NA TĄ CHWILĘ on przyrzeknie mi wszystko, ja jemu
    tez, a co bedzie za lat 10??? Skad mam wiedziec?
  • wiewiorka29 19.07.06, 11:56
    AK, czytam co napisałaś o tej kolejności, uczciwości itd. i chyba podobne do
    siebie jestesmysmile)). Ja dokładnie to samo klarowałam mojemu exowi, dla mnie to
    były rzeczy tak oczywiste, że dowiadując się o nim nowych rodzynków po prostu
    mnie zatykało świętym oburzeniem, jak tak można. (chyba nawet mu imponowało, że
    ja taka idealistka jestem, potem zaczęło uwierać, że zbyt idealnasmile) ).
    Teoretycznie przyznawał mi rację, ale tylko teoretycznie, bo każdy chciałby byc
    ideałem i żyć w idealnym świecie, ale tak się nie dzieje. I czytam teraz
    to.ja.kas i wiem o czym piszesmile i popieram w wielu poglądach. Nie oburzam się
    już na tych "innych" smile)) znajomych, po prostu mówię im, że może mieć to złe
    skutki i jesli mogą to niech to zmienią dla swojego i ich otoczenia dobra, bo to
    jest ważne. A z tymi, którzy są bardzo "inni" i niereformowalni nie nawiązuję
    kontaktów lub je ucinam.. Nie ma tak, że małżonkowie się kochają do momentu
    rozwodu a nowa miłości pojawia się najwcześniej dzień po rozwodzie. Popieram, że
    trzeba być uczciwym wobec tego komu się coś obiecało, ale ta uczciwość to też
    przyznanie w niektórych przypadkach, że małżeństwo jest na tyle złe i
    niesatysfakcjonujące, że się już w tym nie wyrabia i należy to zmienić.
    Chcę ci powiedzieć, że moi rodzice zafundowali sobie 40 lat małżeńskiej
    nienawiści, w imię małżeńskiej przysięgi i trwałości uświęconego przez boga
    związku. Nie wiem czy byłabym szczęśliwsza gdyby się rozwiedli. Wiem, że to co
    mi przekazali jako dla mnie pierwowzór związku małżeńskiego; jest zaprzeczeniem
    miłości, radości życia i zwykłej chrześcijańskiej dobroci i szacunku wobec
    bliźniego. I przez lata uciekałam od perspektywy zawiarcia małżeństwa pomimo, że
    spotykałam chłopaków dużo wartościowszych od mojego ostatniego egzemplarza. I
    chcę Ci powiedzieć, że gdy mama patrzy teraz wstecz na swoje życie, to jest
    tylko rozgoryczona, zgorzkniała i ciągle pełna niechęci w stosunku do tego męża
    już staruszka, któremu dawno temu przysięgała.. Nie był dobrym mężem a co za
    problem dla faceta wyjść z domu gdy żona robi awanturę i nawet zasłużenie
    "wiesza psy"?.. jeśli on wie, że cokolwiek zrobi, żona go z domu nie wyrzuci a
    obsłuży jak zawsze tylko talerze postawi z trzaskiem?.. Można nawet się przez
    kilka lat nie odzywać do żony/męża mieszkając pod jednym dachem a dzieci
    wykorzystać jako pośredników w przekazywaniu poleceń i niezbędnych do
    funkcjonowania instytucji domu informacji. Długo bym mogla pisać, ale nie chcę
    więcej.
    Poskładałam to wszystko co się działo w moim życiu.. I chcę Ci powiedzieć; ważne
    jest wiele spraw w życiu, ale najważniejsze to żyć w zgodzie z sobą, w spokoju
    sumienia, nie łamać swoich zasad wbrew sobie, i nie urządzać innym (szczególnie
    bliskim) piekła w imię moich zasad, jeżeli oni od moich wizji za bardzo
    odstają.. dla samej siebie trzeba to ułożyć, zrozumieć; zaakceptować albo
    pożegnać, jeśli się da to dobrym słowem.. Bo w związku jest najważniejsza
    wzajemna miłość i szacunek, a tego nie uzyskuje się awansem wraz z aktem ślubu
    albo wyznaniem miłości 4 lata temu.. Oraz ważna jest zwykła ludzka wzajemna
    życzliwośc do współmałżonka i radość z życia. To jest coś co sami możemy w sobie
    odnaleźć! Pomimo wszystko! smile)
    Życzę ci wszystkiego dobrego.
  • ak70 21.07.06, 09:26
    Wiewiórka... cóż... trafiłaś tym postem do mnie. Ja też miałam (mam) rodziców,
    którzy powinni sie rozwieść najpóźniej rok po moim urodzeniu, a są razem do
    dzisiaj. Gdyby mama to zrobiła byc może (na pewno) byłabym dzisiaj inna, nie
    niosłabym bagażu DDA i molestowanego dziecka. Dlatego WIEM, że nie warto być ze
    soba (a raczej obok siebie) na siłę, bo to nie ma sensu i najbardziej na
    tym :układzie" cierpia dzieci, bo na nich niezadowoleni ze współmałżonka
    rodzice odreagowuja swoje frustracje. Wiem, że nie dzieje sie tak, że miłość
    przychodzi dzień po rozwodzie: może przyjść wcześniej, dużo później lub...
    wcale. Chodzi o ta kolejność, co do której sie zgadzamy. Zakochałam sie w
    czasie trwania pseudozwiązku (to oczywiście przykład) - ok, zdarza się. Ale nie
    spotykam sie z facetem/kobietą, nie tworzę nowego związku przez randki i sex
    dopóki nie doprowadzę swoich spraw do końca. I - jak dla mnie - to jest ta
    uczciwość małżeńska.
    Dużo ważnych rzeczy, z którymi sie zgadzam napisałaś na końcu postu i cieszę
    się, że tak teraz postrzegasz życie. I też życzę Ci wszystkiego dobrego, jesteś
    mądrą kobietą, bo z błędów i porażek potrafisz wyciągać sensowne wnioski na
    przyszłość smile) Pozdrawiam.

    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • bet66 21.07.06, 09:43
    a czy trudne dzieciństwo usprawiedliwia fakt bycia tą trzecią?
    czy to , ze rodzice zyli ze sobą jak pies z kotem powoduje, ze nie potrafimy
    ułozyć sobie normalnych zwiazków, tylko zmusza to nas do zostania kochanką?
  • ak70 21.07.06, 10:04
    Bet - z łaski swojej - zejdź ze mnie... bo sie zaraże wink
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • bet66 21.07.06, 10:15
    ak70 napisała:

    > Bet - z łaski swojej - zejdź ze mnie... bo sie zaraże wink


    a mój post był do wiewiórki, nie do ciebie;
  • wiewiorka29 21.07.06, 10:20
    Ze mnie też możesz zejść. Bo się zacznę zastanawiać nad twoim trudnym
    dzieciństwem, które spowodowało twoje obecne zachowania. A to by nie było ładnie
    z mojej strony wobec twoich rodziców. ...bo się zaraże... ładne. smile
  • bet66 21.07.06, 10:25
    ja nie miałam trudngo dziecinstwa, dlatego nie zostałam kochanką i nie musze
    wypisywac na forach o romansach z cudzym męzem ...proste ?
  • wiewiorka29 21.07.06, 10:29
    Tiaa....
  • wiewiorka29 21.07.06, 10:14
    Ak, moja mama była DDA. Starała się, poświęcała ponad siły, tkwiąc całe życie w
    syndromie ofiary, i nie miała z nikąd pomocy. Nie były to czasy kiedy się ktoś
    nad tym zastanawiał albo chodził na terapię...
    Dlatego ja bardzo bardzo trzymam za Ciebie kciuki!!! Wierzę, że dasz radę.
    Pozdrawiam! smile
  • ak70 21.07.06, 12:40
    Dzieki! A tak w ogole to skad jestes? Moze jakies spotkanko w realu??
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • wiewiorka29 26.07.06, 15:12
    Dziękuję! smile) Południe. Może kiedyś faktycznie do Was dołączę na spotkaniu w
    realu.. Teraz wyjeżdżam na długo wyczekiwany urlop. Pozdrawiam jeszcze raz.
    Trzymajcie się!
  • ak70 27.07.06, 10:23
    Ja tez południesmile A wschodnie czy zachodnie??
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • brzoza75 18.07.06, 09:59
    dziewczyny proszę nie licytujcie się z bet, ja wiem że to wkurza bo sama dałam
    się sprowokować kilka razy, lepiej to zostawić na posty z sensownymi
    spostrzeżeniami zawsze odpowiada w tej samej krótkiej formie, nie wiem skąd
    tyle nienawiści w niej, nasze forum było inne zanim się pojawiła, może
    ignorancja sprawi że je opuści, to ja kas - poznałam Cię osobiście i takiej
    babki ze świecą szukać, jej komentarze tego nie zmienią !!!!smile))
  • to.ja.kas 18.07.06, 10:07
    Dziekuje brzoza smile
    Jam Ci taka fajna, no prosze, nie przypuszczałabym. No dobra kłamię, wiem, ze
    fajna jestem. Mam nadzieje, ze Ty rowniez masz swiadomosc swojej własnej
    atrakcyjnosci?????? smile)))))))))
  • brzoza75 18.07.06, 10:08
    smile
  • to.ja.kas 18.07.06, 10:09
    I jeszcze jedno, pisałam o tym,,ze pozwolenie na szalenstwa bet zmieni to
    forum. Ignorowanie jej nic nie zmieni. Zawsze ktos cos napisze - ktos nowy,
    ktos nieswiadomy, ktos kogo wyprowadzi z rownowagi. Admini milcza, ona szaleje,
    forum sie zmienia. Zwykła kolej rzeczy tam gdzie jest bet ....smile
  • bet66 18.07.06, 10:12
    co , prawda boli, naga prawda o waszej egoistycznej moralności.
    W moich postach mozecie przejrzec sie i ujrzec prawde o sobie, bo dotychczas
    było to wzajemne kadzenie sobie i przegladanie w krzywym zwierciadle wzajemnego
    fałszu i obłudy.
  • 13monique_n 18.07.06, 11:31
    Kas, popatrz, ta zmiana forum prezentuje sie zupelnie przyzwoicie. Bo nawet
    jesli ktos nowy da sie zlapac w jedna, zwykle, wymiane zdan z bet, to potem
    konczy ja i ignoruje. Coz, jestes ulubionym obiektem jej atakow, ale spojrz -
    nikt inny jej nie poparl. Nowe dziewczyny w swiezej traumie zastrzegaja sie, ze
    maja nadzieje, ze takie nigdy sie nie stana> To dobre wnioski dla nich na
    pocztek odzyskiwania poczucia wlasnej wartosci. Tak mysle. A Ty jestes naprawde
    cool babka i mam nadzieje, ze przy najblizszej wizycie w Wawie bede miala okazje
    sie o tym przekonac. Pho, szykuj make na pierogi wink))/
  • to.ja.kas 18.07.06, 11:33
    Moniq nie szukam poklasku, ale dziekuje smile)))))

    Koniecznie pierogi??? A nalesniki ze szpinakiem???? kto zrobi? Kto umie? Ja
    jakies dwie lewe łapki mam do placuszków sad
  • 13monique_n 18.07.06, 11:37
    ... bo ma obiecane od roku big_grinDD, a nalesniki ze szpinakiem tez - to poniekad
    pochodny produkt pierogow. No, odlegle pochodny, ale daje rade big_grinDD
  • ladyhawke12 18.07.06, 11:38
    Ja potrafie zrobic nalesniczki, ale w Krakowie. Co do calej reszty smutne ze sa
    tacy ludzie, co nienawisc i zlosc im przyslania zdrowy rozsadek, i zdolnosc
    wyciagania wnioskow. Ja w swoim zyciu przeszlam tyle ze nie potrafie juz
    autorytatywnie wypowiadac sie o ludziach i nazucac swoj punkt widzenia.
    Nauczylam sie ze trzeba patrzec na swiat przez rozowe okulary co by sie nie
    dzialo, rozsiewac w srod ludzi dobroc i usmiech, bo moze to byc ostani dzien w
    zyciu kiedy mam taka okazje.
  • phokara 18.07.06, 11:42
    A ja umiem robic nalesniki!!! Przysiegam. W kazdym razie umialam je robic jeszcze z 5 lat
    temu!!!! haha...
    Ale wolalabym pojechac na nalesniki do Krakowa.
    A Wroclaw niech przyjezdza do mnie z pierogami!

    No i niech mi ktos powie, ze zycie nie jest piekne.
  • ladyhawke12 18.07.06, 11:45
    Pho zycie zawsze bylo piekne, tylko czlowiek czasami takie klapki na oczach ze hej.
  • phokara 18.07.06, 12:04
    > Pho zycie zawsze bylo piekne, tylko czlowiek czasami takie klapki na oczach ze
    > hej.

    To fakt. Ale ja mam w ogole problem w druga strone - tak sie gapilam, na to piekne zycie, ze nie
    zauwazylam, ze maz mi sie popsul i brzydki sie zrobil. Cholera no...
    Ale w koncu meza mozna wymienic a zycia nie. Bardzo pozytywna mysl i na czasie.
  • ladyhawke12 18.07.06, 12:16
    No fakt zycie sie ma jedno, i nalezy je szanowac. Uwazam ze swiat wokol jest
    taki cudowny, niestey zasmiecaja go ludzie swoja nienawiscia, obluda i
    wszystkimi zlymi patrzeniami zadrosciami itp..
  • phokara 18.07.06, 12:25
    Takim ludziom trzeba wspolczuc. Jesli zasmiecaja swiat takim syfem, to znaczy ze juz go nie
    moga pomiescic w srodku i przesypuje sie na zewnatrz. W zyciu nie widzialam szczesliwego
    kosza na smieci ani dobrego czlowieka zarazonego nienawiscia.
  • a.niech.to 18.07.06, 13:27
    phokara napisała:

    > W zyciu nie widzialam szc
    > zesliwego
    > kosza na smieci ani dobrego czlowieka zarazonego nienawiscia.
    Nie wiem, czy jestem dobra, ale samą mnie dziwi i śmieszy, że powinnam
    nienawidzieć, a ja tylko z lekka się wk..m i to od czasu do czasu. Moje święte
    prawo i obowiązek szarpać się o dobra materialne, a ja mam je w małym
    poszanowaniu. Starczy mi dach nad głową i uzasadniona nadzieja, że nie będę
    głodna. Mam całą resztę: życie. Nie będę się babrać w g..e ponad to, co
    konieczne. Nad kasę przedkładam swoje zdrowie, uśmiech i ocalony czas przed
    zadymianiem go smrodem.


  • ak70 21.07.06, 09:09
    A niech to! Dobrze powiedziane smile))
    --
    Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
  • 13monique_n 18.07.06, 11:53
    I ja mam 200 pierogow wiezc w torbie???? Razem z walkiem, waleczkiem (maly
    motywator), stolnica???? o rety....
  • phokara 18.07.06, 12:05
    Dlaczego 200? Nie badz zyla - przywiez 400! hahaha...
  • 13monique_n 18.07.06, 13:06
    Bo 200 robie za jednym zamachem. A na 400 musialabym sie zamachnac dwa razy tongue_out
    I poza tym, Ty obiecalas, ze je bedziesz zjadac na biezaco big_grinDD
  • a.niech.to 18.07.06, 13:16
    Kup po drodze mrożone.
  • 13monique_n 18.07.06, 14:10
    a.niech.to napisała:

    > Kup po drodze mrożone.
    Mam feler - nie znosze mrozonych pierogow. Wlasciwie ich nie kupuje, bo ani sama
    nie jadam, ani dzieci nie daja sie namowic. A pierogi to chyba na herb "panny z
    odzysku" sobie wrzuce, bo niezle mi wychodza. Co mam nadzieje wkrotce
    przetestowac na Pho, ktora jesli przezyje, to potwierdzi to - ufam, na forumbig_grinDD
    PS Pho, ktora u Ciebie jest sciana nosna? wink
  • phokara 18.07.06, 15:43
    Nie mam zadnej nosnej sciany - wyszla z Exiem. hahaha...
    A mrozonych pierogow do pyska nie wezme, mowy nie ma!
  • 13monique_n 19.07.06, 10:12
    ... proponowac Ci mrozonych pierogow
  • a.niech.to 18.07.06, 13:13
    Jeśli do szczęścia wystarczają Ci kluski, to oczywiście tak.))))
  • wiewiorka29 19.07.06, 12:03
    Chciałam Wam wszystkim podziękować za uczestniczenie w tym wątku. Zrobiło się
    jakby lżej, taką małą psychoterapię mi zrobiłyscie. smile). Jesteście świetne.
    Dziękuję jeszcze raz! Z przekonaniem, że nie ma tego złego co by na dobre nie
    wyszło, pozdrawiam Was serdecznie.
  • to.ja.kas 19.07.06, 12:07
    Polecamy sie na przyszlosc my obrzydliwe piranie, wilczyce, kochanice i
    wiedzmy smile
  • wiewiorka29 19.07.06, 12:09
    Ja zostałam modliszką i wredna jędzą w jednym. smile))
  • to.ja.kas 19.07.06, 12:13
    przerzuc sie na nasz watek o stringach modliwszko smile
    Tys piknie big_grin
  • wiewiorka29 19.07.06, 12:17
    Dziękuję, już nie dziś.smile)) Muszę lecieć do roboty bo mnie jeszcze przez
    przypadek wyrzucą. smile).

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka