jak to wygląda? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Trafiłam tu całkiem niedawno i wypada mi się przywitać ze wszystkimi.
    Przeglądam z uwagą większość postów. Jednak nigdzie nie znalazłam nic w
    kwestii mnie interesującej. Złożyłam pozew z orzekaniem i na pierwszą
    rozprawę są wezwani świadkowie. Czy ktoś już "przerabiał" coś podobnego? Będę
    wdzięczna za odpowiedzi. A tak poza tematem głównym dodam, że z tego forum
    zawiewa optymizmemsmile Pozdrawiam gorąco, choć w tych pięknych okolicznościach
    przyrody bardziej na miejscu byłoby chłodnowink
    • Witaj.

      No dziekujemy Ci zwłaszcza za to "zawiewa optymizmem". Mocno o to co niektorzy
      walczyli smile))

      Jak wyglada?
      Na pierwszej sprawie u mnie swiadkow nie zdazono przesluchac.
      Jak na kolejnej zaczeto to :
      Sedzina pyta, swiadek odpowiada. Masz prawo zapytac Ty i ma prawo swiadka
      zapytac maz.
      Proste jak drut, złapiesz w mig i nie umiera sie od tego.

      Ja tez przeszlam przez sprawe z orzeczeniem o winie meza.
    • Miałam 4 świadków w tym własnego dorosłego syna, który zeznawał przeciwko ojcu!
      To było najgorsze. Rok temu myślałam że świat się zawalił. Ale dało się
      przeżyć. Zaczęłam wreszcie normalnie żyć, jeść, śmiać się. Pozdrawiam, życzę
      powodzenia
      • Dzięki za odzew i wsparciesmile Może jestem nienormalna jakaś, ale ja wcale nie
        jestem przybita sytuacją w jakiej przyszło mi sie znaleźć (rozwód i to co
        potem). Nie mam za sobą nieprzespanych nocy z powodu wroga (znaczy męża) ani
        jakichś koszmarnych dołów. Nigdy się nad swoim losem nie użalałam, do
        pesymistów nie należę. Na niektóre sprawy nie mam wpływu i przechodzę nad nimi
        do porządku dziennego. Nie żeby na mnie wrażenia nie robiły - najwyżej się
        wścieknę, zrobię jazdę i jak mi przejdzie, to się zastanowiam: po co? przecież
        to nic nie zmieni. Żyję normalnie, nie zamykam sie w sobie, żartuję, śmieję
        się, apetytu nie tracę. Nie roztrząsam tego co było. Nie ma co płakać nad
        rozlanym mlekiem. To mi w niczym nie pomaga. Jedyne czego mi żal, to że
        czekałam nie_wiadomo_na_co tyle czasu. Ale znajduję w tym też lepszą stronę:
        mogłam przecież jeszcze czekać i należy się cieszyć, że stało sie teraz a nie
        np.za 10 lat. Świadków mam 2. Syn jeszcze za młody (12lat) a szkoda, bo dużo by
        mógł powiedzieć na temat.
        to.ja.kas, jeśli wolno spytać: czemu sąd nie zdążył odpytać świadków na
        pierwszej spr.?
        I niech mi ktoś podpowie, czy przed sądem wskazane jest wcielić sie w postać
        przybitej i udręczonej losem? Głupio zdaje się pytam, ale tak mi jakoś się
        nasunęło.
        W ogóle jakoś dziwnie się czuję. 8 sierpnia pierwsza sprawa, a ja patrzę na to
        tak ,jakby nie mnie dotyczyło. Zero emocji. Pewnie w drodze do sądu
        mnie "dopadnie". Ale co tam. Co ma być to będzie. Najwyżej się przeciągnie. A
        jak się schody zaczną pomyślę nad adwokatem. Może niepotrzebnie, ale jestem
        dobrej myśli.
        • Mariolka to super baba jest!

          >Moz˙e jestem nienormalna jakas´,

          Moze, moze... liczymy na to. Zaraz Cie wciagniemy w watek stringowy, hahaha.
          • Hmm, ja tak z pewną dozą nieśmiałości o tej nienormalności, co by się nie
            obnażać tak od razu i się nie narazić na odrzuceniewink Wg. mnie
            moja "nienormalność" bardzo ułatwia mi życie. No stuknięta jestem i już.
          • u mnie zdażył na pierwszej rozprawie przesłuchać mnie, exa, moją mamę i nie
            dokończył mojego taty , generalnie 3 h wyjete z życiorysu a przeznaczone było
            45 minutsmile
            • 3 godziny...mało pocieszające. Ze strony jeszcze męża spodziewam się, że będzie
              zapewniał wysoki sąd o gorącym uczuciu do mnie i że zrozumiał ile krzywd
              wyrządził swoim postępowaniem, ale się zmienił i takie tam dyrdymały. Jedyne
              pocieszenie, to że on znowu akurat w tym czasie kolejną tygodniówkę złapie,
              albo będzie chwilę po (czyli na kacu). Ale ostatnio się jakoś dziwnie pilnuje
              niestety. Jak sędzina będzie z rodzaju obrończyń dobra rodziny to marNE szanSE
              dla siebie wiDZE uncertain Kurcze, rozpytywałam wśród znajomych po przejściach, ale
              żadne z nich nie miało do czynienia z tą, która moją sprawę prowadzi
              • Piotrkow City ? Moze cos podpowiem smile

                Ogolnie to i tak nie ma sie czego bac bo sprawy o rozwod sa sprawami prostymi.
                najpierw pyta swiadkow, jak skonczy swiadkow i nikt nie zglasza nowych to
                przesluchuje strony a nastepnie wydaje wyrok.
                Jesli wskazujesz swiadkow przygptuj sobie na kartce najlepiej pytania ktore
                chcesz im zadac, o jakich okolicznosciach maja opowiedziec. Lepiej miec
                przygotowane to zawczasu bowiem na sali w przyplywie emocji mozna sie pogubic i
                zapomniec o czasami istotnych okolicznosciach. Jesli zadasz winy musisz
                przygotowac pytania np. czy maz pije, jak sie zachowuje po alkoholu, czy jest
                agresywny, czy uzywa slow wulgarnych, czy ma inna kobiete, czy z nia mieszka
                itd. Sama wiesz najlepiej jak bylo wiec potrafisz przygotowac pytania tak bys
                mogla dopytac swiadkow na okolicznosci o ktore wczesniej nie zapyta sie Sad.
                Masz prawo zadawania pytan swiadkom wiec dobrze wykorzystac to prawo.
                • Witamsmile Dziękuję serdecznie za za zaineresowanie.Na tym forum i na "rozwódkach"
                  Owszem Piotrków i to w dodatku Trybunalski. To wszystko o czym wspominasz
                  (czyli pytania na jakie mam sie przyg.) napisałam w pozwie. Mój wróg odbiega od
                  standardu jeśli chodzi o inne kobiety (niestety, w tym przypadku).Winy się
                  domagam, a jakże. Się zastanawiam czy nie byłoby lepiej gdyby on sie w sądzie
                  nie pojawił (tak jak się odgraża). Na pozew nie odpowiedział. Do tzw."kwitów"
                  doszedł mi jeszcze jeden - notatka z policji i kolejny wyrok sądu.
                  • kserokopie owych kwitow zloz albo z pismem procesowycm teraz albo daj Sadowi na
                    rozprawie. Pamietaj ze powinno sie dawac wraz z odpisem dla drugiej strony.
                    Jesli sie nie stawi na rozprawie Sad wyda wyrok zaoczny, z tym ze moze wtedy
                    zlozyc sprzeciw i sprawa bedzie rozpatrywana wtedy dalej przez ten sam Sad.
                    Kto na rozprawy nie przychodzi ten sobie szkodzi wink

                    Powodzenia smile
                    • Dziękuję po raz kolejny za odewsmile. O złożenie sprzeciwu przez wroga raczej się
                      nie obawiam. Po pierwsze primo gdyby był taki "wyrywny" to odpowiedź na pozew
                      nie zostałby bez echa, a po drugie primo szanowny nie jest zawzięty i mściwy.
                      Więcej gada niż faktycznie robi. Bardziej się obawiam, że uderzy w ton
                      załamanego i skruszonego, pisałam o tym wcześniej zresztą.
                      Zasadniczo mogłabym się przyczynić do tego ciut, żeby się nie pojawił tego 8
                      sierpnia w sądzie...

                      Pozytywnie nastrajające było "słowo" od Sądu w pozwie, który otrzymał wróg:
                      było o odp.na pozew itp. w określonym terminie "...pod rygorem ujemnych skutków
                      procesowych"
                      Hm, jakież mogą być owe ujemne skutki? Podziel sie wiedząwink
                      P.S. Sędzia Irena M. Czy powinnam się stresować jej osobą?
                      Pozdrawiam
                      • Hmmm....to zalezy w jaki sposob zamierzasz sie przyczynic. Jesli nie dasz mu
                        wezwania lub pokwitujesz sama a on do sadu nie przyjdzie a na zwrotce bedzie
                        twoj podpis sad zapewne odroczy rozprawe bowiem nie spelnia to wymogow
                        prawidlowego zawiadomienia o terminie. Sad moze to przeoczyc lub odebrac do
                        protokolu twoje twierdzenie ze wiedzial o rozprawie itd. W takim przypadku
                        najprawdepodobniej jednak odroczylby rozprawe. Wiec jesli zrobilas cos takiego
                        to postaraj sie szybko to odkrecic.

                        Ujemne skutki procesowe oznacza po prostu to co napisalem w innym miejscu. Kto
                        nie przychodzi ten sobie szkodzi. Kto nie pisze pism, kto nie przychodzi na
                        rozprawy, nie interesuje sie sprawa dziala na swoja niekorzysc. W dodatku np.
                        jesli sad zakresla termin np. na zlozenie wnioskow dowodowych a osoba ta sobie
                        to olewa a pozniej nagle doznaje przebudzenia i sklada pismo to sad moze takie
                        wnioski oddalic. To sa wlasnie ujemne skutki procesowe.

                        Co do osoby sedziego to w sumie nie ma to wiekszego znaczenia bowiem wszystko
                        opiera sie o przepisy prawa a te dla wszystkich sa jednakowe. Od sedziego zalezy
                        jedynie atmosfera na sali rozpraw oraz sprawnosc postepowania. Akurat jesli
                        chodzi o tego sedziego to nie pozwala sobie wciskac kitow i jest bardzo
                        konkretna. Powinno byc wszystko dobrze, nie ma sie co stresowac smile musisz tylko
                        wiedziec czego chcesz.
                        • Jeśli chodzi o odebranie pozwu, to sam zainteresowany odebrał list polecony w
                          Dniu Dziecka. Taki upomineksmile A że był wtedy nagrzany do nieprzytomności
                          niemalże, to pewnie nie miał świadomości co podpisuje. Pozew przeczytał sobie
                          po jakimś tygodniu. A termin na odpowiedź był wyznaczony 7-dniowy.
                          Stuknięta jestem, nie przeczę - ale nie do tego stopnia, żeby się za niego
                          podpisać na pismach z sądu tudzież z innych instytucji. Zresztą fałszowanie
                          podpisów to przestępstwo zdaje się jest;P

                          A przyczynić się do niepojawienia się wroga na rozprawie mogę np. wykorzystując
                          słabość jego do trunków rozmaitych...wystarczy, że zostawię w widocznym miejscu
                          tak, żeby mu samo "wpadło" w oczy. Jak się uraczy, to albo następnego dnia
                          będzie szukał ratunku w szeroko pojętej homeopatii, albo pojawi się na lekkim
                          kacyku. No chyba, że stoczy wewnętrzną walkę z nałogiem i wygra. Ale jakbym tak
                          zaczęła zostawiać to i owo ze dwa dni przed 8 sierpnia... Podła jestem? Może,
                          ale nic na to nie poradzęwink

                          Tak mi sie przypomniało, gdzieś przeczytałam chyba - pisma z sądu, czy policji,
                          nawet nie podpisane jako odebrane, jeśli adresat jest zameldowany pod wskazanym
                          adresem są uznawane za doręczone. Tak przynajmniej zrozumiałam.

                          • nie chodzi o falszowanie podpisu. Niektore dobre malzonki zakladaja sprawe o
                            rozwod a pozniejodbieraja wezwania dla meza podpisujac sie swoimi danymi co w
                            gruncie rzeczy jest zgodne z przepisami kpc. Jednak jesli taki delikwent na
                            rozprawe nie przyjdzie to przeciez sad nie ma mozliwosci sprawdzenia czy to
                            wezwanie na oczy widzial czy nie. Dlatego nalezy odbierac korespondencje tylko
                            do siebie a co dany jegomosc zrobi z korespondencja do niego to juz jest jego
                            sprawa. Jak odbierze to dobrze, jak nie odbierze to tez nic sie strasznego nie
                            stanie bowiem sad uzna to za doreczone a to ze komus nie chcialo sie pofatygowac
                            na poczte z awizem to jest jego prywatna sprawa. Tylko drobna uwaga. Nie liczy
                            sie adres zameldowania tylko adres pobytu. MOzna przeciez gdie indziej byc
                            zameldowanym a na stale przebywac w innym miejscu.

                            Pomysl z "przypadkowym" pozostawieniem butelki na wierzchu jest iscie szatanski smile))
                    • majkel01 napisał:


                      > Jesli sie nie stawi na rozprawie Sad wyda wyrok zaoczny, z tym ze moze wtedy
                      > zlozyc sprzeciw i sprawa bedzie rozpatrywana wtedy dalej przez ten sam Sad.
                      > Kto na rozprawy nie przychodzi ten sobie szkodzi wink
                      >
                      --------------------------------------------
                      Owszem Sąd moze wydać wyrok zaoczy, ale gorzej jeśli raz nie przychodzi a raz przychodzi/jeśli dojdą do tego świadkowie/ może to baaardzo wydłużyc proces, a wtedy druga strona z reguły zgadza się na wszystkie ustępstwa.
                      Oczywiście zakładam to w okolicznościach, w których małżonkowie w żaden sposób nie mogą nawiązać porozumienia co do rozwodu, tudzież dzieci.
                      --
                      Moja droga 100 % to nie ma nawet spirytus.
                      • jesli druga strona nie przydzie na rozprawe to sprawa sie zakonczy na pierwszym
                        terminie. Sad przeslucha tych swiadkow ktorzy beda (chyba ze ktorys nawali ale
                        wtedy mozna powiedziec ze sie rezygnuje z zeznan tego swiadka i juz) oraz
                        przeslucha strone powodowa. Jesli druga strona nic nie napisala, nie wniosla
                        zadnych wnioskow dowodowych ale jest poswiadczenie ze o terminie rozprawy
                        zostala poinformowana prawidlowo to sad odrazu powinien wydac wyrok zaoczny.
                        Wyrok taki obie strony dostaja do domciu wraz z odpowiednimi pouczeniami o
                        odwolaniu. Jesli odwola sie pozwany wowczas sprawa toczy sie dalej. Jak sie nie
                        odwola wyrok staje sie prawomocny i wszystko zalatwione.
                        Dlatego jesli ktos nie bierze udzialu w swojej sprawie sobie szkodzi bowiem
                        toczy sie ona bez jego udzialu. To ze ktos nie przychodzi na rozprawe nie
                        wstrzymuje jej rozpoznania. No chyba ze np ktos sie okaze zwolnieniem lekarskim,
                        usprawiedliwi nieobecnosc itd.
                        • Ja się zgadzam z tym,że jeśli ktos nie pojawia się na sprawach to zostaje wydany wyrok zaoczny, ale jednocześnie zaręczam,że jest to również doskonały sposób na przedłużanie sprawy rozwodowej/alimentacyjnej.
                          --
                          Moja droga 100 % to nie ma nawet spirytus.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.