Dodaj do ulubionych

Nie wiem co robić?

22.07.06, 14:08
pierwszy raz odwiedzam to forum ale nigdy nie przypuszczałam że kiedykolwiek
będę musiała.
mojego męża poznałam 3 lata temu. obydwoje mieliśmy po 35 lat więc
teoretycznie wiedzieliśmy czego chcemy od życia. Zamieszkaliśmy razem i było
naprawdę cudownie, póżniej był ślub i pierwsze konflikty.Na początku o
błachostki ale zaczęło się coś niedobrego tzw. ciche dni, mój mąż zamiast
rozmawiać o problemach po prostu nie odzywał się do mnie. Były okresy poprawy
sytuacji i ja jak durna cieszyłam się i łudziłam że będzie wszystko ok ale
niestety jest coraz gorzej obecnie odzywamy się tylko "służbowo". Bardzo mnie
to męczy. Kilkakrotnie w trakcie odwiedzin jego braci po wypiciu sporej dawki
alkoholu usłyszałam sporo słów "prawdy" o sobie. Było to tak przykre i
poniżające. Dowiedziałam się że jestem zerem, szmatą,żałuje że się ze mną
ożenił itp. Ostatnio na tapecie jest również moja mama, to że mamy dobre
reakcje ze sobą to jest bardzo źle, tylko gdyby nie ona popadłabym w ciężką
depresję. Mamy dwoje małych dzieci 21 miesięcy i 1 miesiąc. To mama a nie mąż
była przy mnie po operacji cesarskiego cięcia, wychodzi ze starszym synkiem
na spacery, dba o ubrania i zabawki gdyż on uważa to za fanaberie. Mogłabym
długo opisywać ale nie wspomniałam o tym jak trzy tygodnie po porodzie
przyszedł znów pijany i tym razem oprócz wyzwisk zostałam uderzona. Mój mąż
zdaje sobie sprawę że nie wyjdę z domu z dwojgiem dzieci, młodsze nie było
ani raz na spacerze starsze też bardzo rzadko wychodzi.Nie pomaga mi w domu
to moja mama przejęła jego obowiązki a on siedzi i ogląda telewizor jak leci
cokolwiek nie nadają i nudzi się. Zawsze mogę pójść do mamy ma duże
mieszkanie ale ja jako pielęgniarka zarabiam grosze. Jak sobie dam radę. Z
mężem zaraz po ślubie wzieliśmy mieszkanie i samochód na raty nie wiem co z
tym fantem począć. W październiku kończy mi się urlop macierzyński, co będzie
z opieką nad dziećmi. Psychicznie wysiadam jak próbuję się odezwać to gadam
jak do słupa żyć się odechciewa.
Edytor zaawansowany
  • majkel01 22.07.06, 16:07
    Moge podpowiedziec jak mozna to zrobic "od technicznego punktu widzenia".
    Mozesz sie wyprowadzic i zazadac na dzieci alimenty. Mozesz postarac sie tez o
    dodatkowy zasilek z MOPS (chyba 170 PLN na kazde dziecko), chociaz z tego co sie
    orientuje zeby otrzymac zasilek z MOPS musi byc przynajmniej w toku sprawa o
    rozwod badz separacje.
    Zamiast zadania alimentow mozesz wiec wystapic bezposrednio z pozwem rozwodowym
    a sprawa alimentow zostanie uregulowana razem z rozwodem. Po zlozeniu pozwu
    mozna tez postarac sie o wydanie postanowienia zabezpieczajacego potrzeby
    materialne rodziny na czas trwania procesu.

    Kwestia majatkowa jest ciut trudniejsza. Musielibyscie sie podzielic majatkiem w
    ten sposob ze np. osoba ktora bierze dom bierze odpowiedzialnosc za splate
    kredytu. Dopoki nie macie rozdzielnosci majatkowej za dlugi odpowiadacie
    wspolnie. W razie czego rozdzielnosc mozna zniesc z data wsteczna. Jesli nie z
    data wsteczna to powstanie ona z chwila uprawomocnienia sie orzeczenia w sprawie
    o rozwod.

    To tak z grubsza bo zwykle diabel tkwi w szczegolach.
    Pozdrawiamsmile
  • kruszynka301 22.07.06, 16:24
    Ja to widzę w ten sposób, że mając dwoje maleńkich dzieci w domu, i anioły tracą cierpliwość, i pewnie obojgu Wam puszczają nerwy.

    Ja bym jednak radziła czasowe odpoczęcie od siebie, i zastanowienie się na spokojnie, czego chcecie.

    Poznaliście się mając 35 lat, pewnie byliście przyzwyczajeni do innego stylu życia niż rodzinne (z dziećmi ma się jednak dużo ograniczeń) a potem w krótkim czasie dwójka dzieci - no i są niestety efekty.
  • anula36 22.07.06, 17:18
    troszke za bardzo odpuscilyscie mezowi z obowiazkami- raz ze przejela je twoja
    mama, wiec on sie juz pewnie czuje wyreczony a moze z drugiej strony troche
    odsuniety? Wy tworzycie z mama jakas koalicje a on jest w tym sam.Nie bylo
    czasem tak ze go krytykowalas jak cos zrobil, chocby mu nizle wychodzilo?
    faceci sa jak dzieci, trzeba chwalic i zachecac.
    Czy on tez chcial miec dzieci, to byla wasza wspolna decyzja?
    Przydalaby wam sie wizyta - albo kilka wizyt - u terapeuty rodzinnego.

    --
    .
  • polly_s 23.07.06, 00:00
    kochanie, po pierwsze - spróbuj szukać wsparcia na forum "przemocwrodzinie" -
    trzeba tam napisać kilka słow o sobie, żeby zostać przyjętą, bo to forum ukryte,
    tylko dla kobiet. Ale to dobre, przyjazne, bezpieczne miejsce, gdzie wszyscy od
    razu zrozumieją, co czujesz.
    Po drugie - poszłabym do poradni leczenia uzależnień i współuzależnień, bo z
    tego co piszesz, może wchodzić w grę problem uzależnienia Twojego męża od
    alkoholu. A to wymaga szczególngo postępowania.
    Po trzecie - szukaj pomocy psychologicznej dla siebie (może w takiej poradni
    właśnie, tam często są terapie indywidualne także dla bliskich osób
    uzależnionych - ja korzystam i życie mi to uratowało). Trzymaj się ciepło smile
  • deeana 23.07.06, 00:26
    Dziękuję za wsparcie. Dzisiaj odwiedziła mnie siostra szwagierki, nigdy
    szczerze nie rozmawiałyśmy ale przekazała mi, że dużo miesza rodzina mojego
    męża i jej własna siostra (szwagierka), nakładą mu do głowy albo utwierdzają w
    jego przekonaniach i potem są problemy. Najgorsze jest to, że mąż przy gościach
    jest zupełnie inny jakby wstydził a jak tylko wyjdą na nowo nie odzywa się.
    Przekazała mi również, iż małżonek mój wygaduje niestworzone rzeczy o mojej
    rodzinie, przekręcając fakty i wyolbrzymiając jakieś drobnostki. Najgorsze jest
    to że ludzie mu wierzą a jak przychodzą w gości a on jest przemiły i roześmiany
    planuje kupno różnych rzeczy itp zastanawiają się czego ona chce, przecież ma
    idealnego męża. Pracuję w Zakładzie Pielęgnacyjno Opiekuńczym i wielu z moich
    podopiecznych dopiero z perspektywy lat żałuje iż pozbyli się domu rodzinnego.
    Pozdrawiam Ewa.
  • mariolka34 24.07.06, 11:52
    pozwolę sobie wypowiedzieć się w kwestii uzależnienia od alkoholu i możliwości,
    że taki się pojawił co zauważyła polly_s. Z własnego doświadczenia wiem, że
    próby rozmowy o problemie kończą sie fiaskiem. Najczęsciej można usłyszeć, że
    problem jest, owszem - ale problem ma osoba, która o nim wspomniała i to ona
    powinna sie leczyć a nie wyszukiwać i wmawiać innym . Plus do tego jeszcze
    ewntualnie kilka niewybrednych epitetów, zależy od nastroju w jakim akurat pan
    mąż sie znajduje. Kierowanie na terapię przez Komisję d.s rozwiązywania
    Problemów Alkoholowych uważam za stracony czas.Z niewolnika nie ma robotnika -
    to powiedzonko bardzo trafnie oddaje próby nakłonienia do leczenia jeśli sam
    zainteresowany ma to w głebokim poważaniu. Życzę wytrwałości i pogody ducha
    mimo wszystko.
  • buba77 24.07.06, 13:36
    To jest bardzo trudna sytuacja, ale moim zdaniem powinnaś zrobić wszystko, aby
    nie dac sobą pomiatać, bo będzie coraz gorzej. On nie ma prawa tak Cię
    traktować, jak by się nie czuł źle w tej sytuacji. Postawiłabym zdecydowanie na
    szczerą rozmowę z mężem, w której każdy powie co mu leży na sercu. Rozmowa
    powinna się odbyć jak najspokojniej - trzeba się dobrze do niej przygotować,
    aby emocje nią nie zawładnęły, czyli po dokładnie wiedzieć, co się powie i
    jakie postawisz wymagania (np. nie pozwolę, abyś mnie tak traktował, nie
    szanował, jak jest problem, to ja powinnam o tym pierwsza wiedzieć, a nie ktoś
    z rodziny, mówmy sobie szczerze co do siebie czujemy, dopytać się o jego
    zastrzeżenia co do Ciebie i "merytorycznie" się do nich odnieść, bez gniewu,
    jeśli to możliwe).
    Gdyby nie chciał tej rozmowy postawiłabym sprawę na ostrzu noża, że
    wyprowadzisz się do mamy (np. na miesiąc), bo ty nie zniesiesz dłużej takiego
    traktowania, aby on mógł wszystko przemyślec. Myślę, że warto postawić
    konkretne warunki i konsekwentnie się ich trzymać. Może warto, aby jakis
    psycholog pomógł Ci się w tym odnaleźć, zebrać argumenty, bo samej, mając małe
    dziecko (oj głowa przeciez przy czym zupełnie innym) nie czujesz się zbyt
    pewnie.
    Ale nie zostawiałabym tego, że się "samo" rozwiąże. Musisz zbudować szacunek
    dla siebie.
  • kurka_wodna2 25.07.06, 07:43
    Uważam,że tylko szanując siebie będziesz szanowana.

    Usprawiedliwiasz jego postępowanie:
    szwagierka namawia...
    rodzina ma na niego wielki wpływ
    bo pijany to krzywdzi
    bo leni się przed tv
    bo ktoś obgaduje ciebie i twą rodzinę...
    nie chce i nie pójdzie do terapeuty...

    A po co terapeuta?
    Co tu ratować?
    Czego szukasz przy takim człowieku(?) ?

    Źle wybrałaś,czas to przyjąc do wiadomości,pogodzić się z tym i nie katować przy
    okazji "ratowania " "małżeństwa " także swoich rodziców...
  • 1234ola 31.07.06, 10:21
    zgadzam sie z toba calkowicie ten facet juz sie nie zmieni to tylko kwestia
    czasu kiedy sie rozejda zadna terapia tu nie pomoze
  • 1234ola 31.07.06, 10:01
    kobieto ja mam 34 lata dwa rozwody za soba corke 16 letnia z drugiego
    malzenstwa dzieci nie mialam na szczescie sluchaj wczesniej czy pozniej i tak
    sie z nim rozejdziesz to tylko kwestia czasu dla mnie jest pewne na bank on
    sie nie zmieni pobije cie kiedys niezle potem przepraszl bedzie i tak wkolko
    takie piekielko znosic bedziesz az staniesz sie klebkiem nerwow o ile juz
    nie jestes to zwykly dran len damski bokser nie wierz w zadne obietnice
    uciekaj do mamy to i tak nieuniknione szkoda twego zdrowia
  • berek_76 31.07.06, 11:54
    Z tego, co piszesz, wynika, że:

    a) mąż Cię nie szanuje, nie obchodzą go nie tylko Twoje potrzeby, ale także
    potrzeby dzieci
    b) naduzywa alkoholu
    c) ma skłonność do przemocy
    d) usiłujesz szukac wytłumaczenia

    Nie ma wytłumaczenia dla pewnych rzeczy. Tzn jest, ale nic nie zmienia. pewnych
    rzeczy się nie robi. A takie podejście, jak Twoje (rodzina podbechtuje, to,
    tamto) prowadzi do zamazania samego problemu.

    A problem jest przecież taki, że mimo tego, że masz męża, czujesz się samotna,
    nieszczęśliwa, dzieci nie mają ojca i tak dalej. I ja w takiej sytuacji
    skupiłabym się na tym, żeby spróbować poszukac rozwiązania.

    Co ja bym zrobiła?
    najpierw bym rozmawiała. Nawet jesli to jest groch o ścianę, warto mieć
    poczucie, że się zrobiło, co się da.
    W rozmowach żądałabym przejęcia przynajmniej części odpowiedzialności za
    poszukiwanie rozwiązań. Czyli nie tak, że Ty powiesz, co Cię boli, a on powie
    "aha, aha, no to wymyśl coś". jest ojcem, jest mężem, to nakłada pewne obowiązki.

    Terapia byłaby pewnie jakąś pomocą, ale Twój mąz się pewnie nie zgodzi.

    Gdyby było widać, że rozmowy nic nie dają, postarałabym się nagrywać wszystko,
    co może posłużyć jako dowód jego braku dobrej woli. jeśli jeszcze kiedyś cię
    uderzy, natychmiast poinformuj o tym kogoś - to będzie potem dowód. jeśli zrobi
    Ci widoczną krzywdę, zgłoś się na obdukcję.

    ja, gdybym widziała, że zawodzą próby porozumienia, w takiej sytuacji myślałabym
    o separacji (jeśli wolisz, może to być rozwód, ja piszę o sobie smile ). Ponieważ
    wiem, jak koszmarnie trudne sa rozmowy na ten temat, bo poruszenie kwestii
    rozwodu zwykle uważane jest za szantaż, zdecydowałabym się chyba na załatwienie
    sprawy na piśmie. Tzn. napisałabym list do męża z wyliczeniem, co bło nie tak,
    jakie bły moje starania i dlaczego uważam, że dalej tak nie można, i że jeśli
    nie zdecyduje się szukać wspólnie rozwiązania problemu, zdecyduję się na separację.

    Kwestie finansowe są do opanowania, na dzieci przysługują ci alimenty, w które
    wliczyć mozna też koszt opieki nad dziećmi, skoro wracasz do pracy.

    To technicznie.

    A nietechnicznie, przemyśl bardzo dokładnie swoje relacje z mężem. IMHO dla
    dwóch spraw nie ma żadnego usprawiedliwienia - nadużywania alkoholu i bicia. W
    tych kwestiach Twoja rola jest nieistotna (tzn w żadnym wypadku nie Ty jesteś
    temu winna) i to są sprawy, które absolutnie trzeba rozwiązać.

    Ale ważne jest w końcu nie tylko to, jak Ty się czujesz, ale tez jak czuje się
    mąż. Bo może rzeczywiście, jak pisały dziewczyny, on czuje się odsunięty? Może
    niechcący zawiązałaś ze swoją mamą koalicję, która go ustawia na dalszym planie?
    Wiem, że super jest miec dobry kontakt z własną mamą, ale jesli masz męża, to
    jednak sa sprawy, w których on powinien być na pierwszym miejscu. Pisze Ci to
    osoba, która przegrała walkę o swojego męża m.in. z jego matką.

    Związek tworzą dwie osoby. Naprawiać go też muszą dwie. Nie uda się ani wtedy,
    kiedy Twój mąż totalnie sobie oleje, a Ty będziesz się miotać jak kot z
    pęcherzem, ale też nie uda się, jeśli będziesz się doszukiwać wszelkich uchybień
    tylko po jego stronie, a nie zastanowisz się, co Ty mogłabyś zrobić.

    Niezaleznie od tego, jak się sprawy ułożą, życzę powodzenia i trzymam kciuki.

    -----------------------
    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka