• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Właśnie powiedziałem żonie że chcę rozwodu. Dodaj do ulubionych

  • 02.02.07, 01:26
    Czuję sie jak ostatni ch*j.
    Od dawna jej nie kochałem, ale nie chciałem jej zranić. Zraniłem. Stało się.
    Zaawansowany formularz
    • 02.02.07, 01:30

      Czego oczekujesz..?
      • 02.02.07, 01:33
        Niczego. Po prostu chcę to powiedzieć.
        • 02.02.07, 01:35
          Wyrzucić z siebie?
          • 02.02.07, 01:39
            Wpluć. Wyrzucić. Czuję sie jak ch*j. Ale nie chciałem dłużej oszukiwać.
            I tak nie wyrzucę. Skrzywdziłem kogoś, kto mi zaufał. I już. To źle że nasze
            życie sie tak potoczyło.
            • 02.02.07, 01:47
              Nie wyrzucisz, choć stłumić można.
              A ja chcę zapomnieć, że kochałam - jeśli już tak w nocy
              rozmawiamy. Wykreślić z pamięci. Nie pamiętać nic.
              Na razie pamiętam.

              Sorry - masz kogoś innego i dlatego "odjazd"?
              • 02.02.07, 01:51
                jak ktoś całował Cię w dekolt, jak śmiesznie poruszał ustami
                pamiętasz zarys nóg, dłonie i nie tylko
                zapach

                jak jednym posunięciem wyrzucić, wiesz?

                Twoja żona płakała?

              • 02.02.07, 01:52
                Nie. Nie mam nikogo. Ale po latach wsólnego życia zrozumiałem, że bardzo chcę
                mieć kogoś. Kto nie będzie powodował, że czuję się winny za wszystko co złe.
                Kogoś, kto nie będzie sprawiał, że czuję się jak ch*j przez całe życie.
                Najgorsze, że moja żona to dobra kobieta. Tylko tak ma...

                Nie zapomnisz. Oswoisz. Uklepiesz. Chyba...
                • 02.02.07, 01:58
                  Wiesz? Nie chcę pamiętać. Nic. Obudzić się i null.
                  Nic. Zakochać się w kimś innym. Być pokochaną przez innego.
                  Wstyd mi, że zaufałam. Po co.

                  Nigdy nie być nazwaną "dobrą kobietą". Brrr...
                  • 02.02.07, 02:07
                    Nie ma nic złego w byciu "dobrym".

                    A poza tym...

                    ...

                    nie wiem
                    • 02.02.07, 02:15
                      smile "Odchodzę od niej, ale to w gruncie rzeczy dobra kobieta"

                      (poczciwa)

                      Cokolwiek się stanie, powodzenia.
                • 02.02.07, 09:50
                  alvareez napisał:

                  > Nie. Nie mam nikogo. Ale po latach wsólnego życia zrozumiałem, że bardzo chcę
                  > mieć kogoś. Kto nie będzie powodował, że czuję się winny za wszystko co złe.
                  > Kogoś, kto nie będzie sprawiał, że czuję się jak ch*j przez całe życie.
                  > Najgorsze, że moja żona to dobra kobieta. Tylko tak ma...

                  Mój były mąż też tak się czuł. I uważal, ze to przeze mnie.
                  Rozstalismy się, i dalej tak sie czul.
                  Zwiazał się z inna kobietą - i to sie nie zmieniło. Zarzucal jej dokładnie to
                  samo co mnie. To samo co swoim pracodawcom - dopoki nie pracował samodzielnie.
                  Od roku chodzi do psychologa, powoli sie zmienia, zaczyna dostrzegać różne
                  rzeczy, rozumiec. Zdarza nam sie rozmawiać szczerzej niz kiedykolwiek wczesniej.
                  Nasza córka ma teraz problemy i on wspiera ją naprawde fantastycznie.
                  Jednoczesnie odslania się przed nim jego wlasne prawdziwe, nie to idealizowane,
                  dziecinstwo, dorastanie. Zaczyna rozumieć, że to co czuł, wynikało z niego
                  samego, nie z otoczenia. Jest coraz pogodniejszy, coraz bardziej otwarty,
                  szczęśliwszy. Ma nową rodzinę, ale zachowuje sie tak, ze ani córka, ani ja nie
                  czujemy się porzucone, odtrącone.
                  Tak sobie myslę, że gdyby zaczął terapie kiedy jeszcze bylismy razem, może nie
                  doszloby do rozwodu.
                  Co nie znaczy zreszta że jestem pewna, ze wolałabym, zeby tak sie stało. w
                  kazdym razie - jesli wciąż czujesz sie tak źle, moze spróbuj najpierw zająć się
                  sobą, bo moze okaże się, ze własnie masz kogoś i rozstanie nie jest konieczne.
                  Z drugiej strony wiem aż za dobrze, że są osoby, niestety częściej kobiety,
                  które wpedzaja bliskich w nieustajace poczucie winy, oze tak być, dokładnie
                  taka jest matka Exa. Wtedy to chyba nie ma na co czekać. Ale jesli macie
                  dzieci - co z nimi?
                  --
                  Naprawdę jestem wolnomyślicielką. Dopuszczam nawet istnienie Boga.
        • 02.02.07, 03:25
          Niczego. Po prostu chcę to powiedzieć.
          No więc powiedzialeś,ulżyło Ci?
          Tylko czy potrafisz zagłuszyć wyrzuty sumienia,że zraniłeś
          • 02.02.07, 06:14
            Nie.
            • 02.02.07, 08:31
              No cóż...

              ja jako porzucona zona....
              cierpię...martwie sie o przyszlość... zastanawiam sie co poszlo nie tak...

              jak z dziecmi, kasą, samotnością, odpowiedzilanościa..

              ale
              ale
              ale
              choć nie chcialam i nadal nie chce tego rozwodu
              to myslę, że MOZE zmieni to moje życie na lepsze.

              choc do tej pory wydawalo mi sie, że jest ok. I NIGDY sie tego nie spodziewałam
              i jego odejście to dla mnie szok.

              dopiero teraz wiem, ze tak bardzo ok nie bylo...

              trudne to wszystko.

              masz prawo odejść
              masz prawo zostawiać to co ci juz nie słuzy za sobą..

              zawsze sa jednak koszty i konsekwencje..o tym też pamietaj

              powodzenia!

              i traktuj żone najlepiej jak potrafisz - nawet jeśli będziesz zdecydowany żeby
              faktycznie od niej odejść!.

              A tak na marginesie.
              To co ta twoja zona robi, ze sie czujesz całe życie jak ch...?



            • 02.02.07, 09:03
              Alvareez, zachowam się inaczej niż panie tutaj.
              Zraniłeś swoją żonę, to fakt. Ale byłeś uczciwy. To cenna cecha. I wierz mi, że
              kiedys Twoja zona doceni, że nie oszukiwałeś jej i nie udawałeś miłości. Lepiej
              jest tak. Są ludzie (jestem w ich liczbie), którzy uważają, że życie jest za
              krótkie, by udawać miłość nawet do ""dobrej kobiety".
              Nie czujesz się z tym dobrze, to fakt. Ale jej nie oszukujesz. To tez fakt. Ona
              kiedyś wydobrzeje.
    • 02.02.07, 09:39
      alvareez napisał:

      > Czuję sie jak ostatni ch*j.
      > Od dawna jej nie kochałem, ale nie chciałem jej zranić. Zraniłem. Stało się.

      Ja podobnie zrobiłam.....nie widzę sensu dzielenia życia z kimś kogo sie nie
      kochacrying....tylko że mój eks sam zabił we mnie tą miłość....był równie winny
      rozpadu związku jak i ja. Ja wolałabym nie być oszukiwana...szkoda tylko że
      jeśli od dawna nie kochałeś wcześniej jej o tym nie powiedziałeś. Mimo wszystko
      powodzenia.....i jeśli nie kochasz....nie dawaj jej nigdy nadziei na bycie
      razem......bądź konsekwentny.

      Pozdrawiam
      B
      --
      Cały kłopot polega na tym, że głupcy są pewni siebie, a mądrzy pełni
      wątpliwości. Helmut Schmidt.
      • 02.02.07, 15:00
        podziwiam i gratuluje odwagi.....ja ciągle się boję powiedzieć mojemu mężowi,
        że go nie kocham....i mam poczucie winy.....ale z drugiej strony to wiem, że on
        zabił we mnie miłość i szcunek do niego....
        • 02.02.07, 16:34
          if13 napisała:

          > podziwiam i gratuluje odwagi.....ja ciągle się boję powiedzieć mojemu mężowi,
          > że go nie kocham....i mam poczucie winy.....ale z drugiej strony to wiem, że on
          >
          > zabił we mnie miłość i szcunek do niego....

          Czy warto tak żyć? wychoodzę z założenia że lepiej być samemu ale szczęśliwym
          ....niż w związku pełnym pretensji, awantur i męczenia psychicznegocrying.
          Powodzonka


          --
          Cały kłopot polega na tym, że głupcy są pewni siebie, a mądrzy pełni
          wątpliwości. Helmut Schmidt.
          • 02.02.07, 16:53
            Ja się zgodzę z Moniką (choć Alvarez mało danych podałwink
            Mój mąż zrobił podobnie. Nie w 100%, ale jestem mu wdzięczna.
            --
            Lubię pracę. Praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
        • 02.02.07, 19:45
          ja ciągle się boję powiedzieć mojemu mężowi,
          > że go nie kocham....i mam poczucie winy.....ale z drugiej strony to wiem, że
          on
          >
          > zabił we mnie miłość i szcunek do niego....


          to tak jak ja
          mówię wprost o rozwodzie ale słowa o niekochaniu nie przechodzą przez gardło
          a przecież to chyba zrozumiałe
          dla mnie
          tylko czy on rozumie

          na marginesie też jestem ciekawa co ta żona takiego robiła, że samopoczucie
          autora wątku było aż tak "kiepskie"
    • 02.02.07, 19:18
      a zdradzisz nam, co takiego zona robila,ze czules sie,jak ostatni ch*j?
    • 02.02.07, 22:03
      A czy kiedyś ją kochałeś ? Bo jeśli nie kochasz jej, jak mówisz od dawna, to
      kiedyś, wczesniej musiało być inaczej. I jak to było ? Co takiego miała wtedy,
      a teraz nie ma ?
    • 03.02.07, 00:28
      Uważam , że postąpiłeś uczciwie.
      Ja zrobiłam podobnie. Wiedziałam , że nie kocham mojego męża , rozwalało nam
      się przez lata... Ale nie umiałam już dłużej oszukiwać siebie i jego. On znęcał
      się psychicznie... ja... też nie byłam święta...
      Wiem , że chciałby żebym wróciła , mówił mi to parę razy. Ale ja wolę mieć w
      nim kumpla niż męża. Nie wyobrażam sobie życia z nim.
      Po kilku miesiącach emocje opadły , potrafię z nim ROZMAWIAĆ. Ale nie widzę już
      szansy odwrotu.
      I myślę , że jestem uczciwa. Tak jak Ty.
      Bardzo staram się , żeby moja młoda miała z nim nieograniczony kontakt. I na
      razie mi się to udaje smile W końcu to jej ojciec.
      Nie mam nikogo , chyba na razie wolę być sama , chociaż nie samotna. Mam
      przyjaciół. I forum bardzo mi pomogło.
      Trzymaj się.
      Pozdrawiam
      Zła Kobieta vel Królik

      --
      pzdr
      Szalony Króliczek
    • 03.02.07, 23:02
      "podziwiam i gratuluje odwagi.....ja ciągle się boję powiedzieć mojemu mężowi,
      że go nie kocham....i mam poczucie winy.....ale z drugiej strony to wiem, że on
      zabił we mnie miłość i szcunek do niego...."

      ma tak samo, tylko ze jego wyskoki daly mi powod zeby od niego odejsc,dzis mu powiedzialam ze chce rozwodu. juz nawet nie wiem czy bylam kiedykolwiek w nim zakochana.
      jak cierpial i mnie blagal o ostatnia szanse to tez czulam sie jak ostatni ch..ale nie moge juz dluzej udawac milości. nie moge mu zabierac szansy ulozenia sobie zycia z kims kto go bedzie kochal
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.