Dodaj do ulubionych

sens i bez (biały bez)

06.06.07, 20:24
To bedzie abstrakcja, refleksja bardzo na świeżo, nie sądzę, żeby ktoś
zrozumiał, ja sama nie rozumiem, więc się nie przejmujcie.

Przed chwilą wyszedł ode mnie mój Ex. To akurat nie jest abstrakcja - że
wyszedł, bo w końcu juz tu nie mieszka, na szczęście zresztą, bo już nie ma
miejsca w garderobie, z powodu moich inwestycji obuwniczych. Nie jest nawet
abstrakcją, że w ogóle tu był, bo jakoś tak się złozyło, że mamy fajne
relacje, cos razem robimy zawodowego i po dwóch latach potrzebnych na to,
żeby ochłonąć, możemy ze sobą gadać, a że znamy się dobrze, to rozumiemy
doskonale i nie trzeba tracić czasu na didaskalia ani udawac
madrzejszego/poważniejszego niz się jest. I dzisiaj oboje stwierdziliśmy przy
okazji całkiem pobocznego (acz gabarytowego) wątku o sensie życia i jego
przemianach, że właściwie to nic sie nie zmieniło. W nas. Po takiej obfitości
zmian czysto realnych, po takim wysypie łez, myśli, analizowania wszystkiego
i rozkładania przeszłych sekund na czynniki pierwsze - nie widać żadnej
róznicy. Teoretycznie wszystko jest inne, wszystkie 'czynniki zewnętrzne' -
ale żadna przemiana nie nastąpiła, ani we mnie ani w nim. Ochłoneliśmy,
zaczęliśmy budować życie bez siebie i mam dziwne wrażenie, że to wszystko, co
się stało było dokładnie po nic. Równie dobrze mogło tego nie być. Ani żadne
nie jest szczęśliwsze, ani bardziej nieszczęśliwe chyba też nie. On dalej
marudzi, jak marudził, ja dalej się smieję szerokopaszczowo, swiat się kręci,
życie mija. Wiem, że najczęściej jest tak, że rozwód to kompletna zwrotnica -
wywrotka życia, od kogoś człowiek chce się uwolnić, coś zmienić - przechodzi
przez stan przedzawałowy, żeby znowu zacząć oddychać i żyć. I to ma bardzo
konkretny sens. A ja się dzisiaj smieję z tej abstrakcji, która się stała i w
ogóle nie wiem, po co? Wiem - dlaczego, ale wyższego wymiaru w tym nie widzę.
Pocieszam się tylko, że nie muszę, i że los/opatrzność/siła wyzsza ma w tym
swój tajemny plan. A jak nie ma to co? Śmieszne mi sie to trochę wydaje.

No to post wywaliłam. haha.
Edytor zaawansowany
  • aron95 06.06.07, 21:14
    Przed chwilą coś takiego przeczytałem :
    Od tego ,co sobie często wyobrażasz, zawisł Twój sposób myślenia .
    Dusza bowiem barwi się wyobrażeniami . Napawaj więc ją szeregiem takich
    wyobrażeń jak np.; gdzie można żyć ,tam można życ dobrze .
    Można żyć w ziemiance , można więc w ziemiance żyć dobrze . Albo: wszystko
    dąży do tego , do czego zostało stworzone . Do czego zaś dąży, w tym jego cel .
    A gdzie cel tam i korzyść i dobro. .
    Dobrem więc stworzenia rozumnego - współżycie . Dawno bowiem udowodniono żeśmy
    zrodzeni do współżycia . Czyż nie jasne że niższe istoty stworzone dla wyższych
    , a wyższe dla siebie nawzajem ? Wyższymi zaś od nieżywotnych są żywotne , od
    żywotnych zaś obdarzone rozumem . (cyt. M.A.)


    Tekst mi pasował do Twojej abstrakcji .

  • phokara 06.06.07, 21:39
    Ja mam duszę zabarwioną bardzo mocno, rzeklabym wrecz, że bardziej problemem
    jest raczej nadmiar odcieni, niz odwrotnie. Że wszedzie mozna żyć dobrze, to
    się zgadzam, jako zwolenniczka teorii, że wszystko jest wewnatrz, a nie na
    zewnątrz nas. Z celem nie do końca się zgadzam, przyznając pierwszeństwo
    drodze. Nawet nie musi być po kwiatkach, może byc po patykach, po kamykach (jak
    u Nangi) i po błocie - to analogicznie, że można dobrze życ w ziemiance.

    Natomiast hmmm...

    > Dobrem więc stworzenia rozumnego - współżycie . Dawno bowiem udowodniono > >>
    > żeśmy
    > zrodzeni do współżycia .

    No tak. Na to nie wpadłam. Jeśli chodzi o te madrość, to mój Ex okazał się na
    wyższym poziomie rozwoju, bo był stworzony do współzycia z więcej niż jedną
    kobietą. Normalnie - guru.
  • misbaskerwill 06.06.07, 21:34

    "Lecz pamiętaj naprawdę nie dzieje sie nic
    I nie stanie się nic aż do końca"

    Tak mi_się skojarzyło.
    Coś w tym jest.
    Rok temu wydawało mi się - ile rzeczy teraz skończę, ile zacznę, jak strasznie
    zmienię się na lepsze, jak tylko wyjdę z dołka.
    A się nie zmieniłem. Straszne.
  • angoisse 06.06.07, 21:38
    straszne. hihi
    zadzwonił do mnie exniemąż sprzed ...jakichs 13 lat. Po półgodzinnej rozmowie
    stwierdził, że nic się nie zmieniłam. To musiał byc komplement. Na pewno smile))
  • phokara 06.06.07, 21:43
    > Rok temu wydawało mi się - ile rzeczy teraz skończę, ile zacznę, jak strasznie
    > zmienię się na lepsze, jak tylko wyjdę z dołka.
    > A się nie zmieniłem. Straszne.

    Taaaaak.
    Choć niekoniecznie 'straszne'. Może to jest własnie pozytywne. Nie wiem.
    Oczekiwałam jakiejś zmiany, jakiegoś przełomu, a nic się nie stało. Jak widać
    od życia sie nie umiera - to jednak w sumie plus dodatni. Z którego i tak dalej
    nic nie wynika.
  • aron95 06.06.07, 21:57

    Czy od życia się nie umiera ? życie + czas = amen
  • libra22 06.06.07, 22:47
    Słowa Misia przypomniały mi, ze kiedy przestałam rozpaczać, że stało się to co
    się stało, poczułam taką ogromna wolnośc i poczucie, że teraz to zdarzyc mi się
    może wszystko co najlepsze (łącznie z główną wygrana w totka) i ze na pewno
    zrealizuje wszystkie marzenia. Dziś już nie mam takiego poczucia. Toczy się
    normalne życie, z cała jego nudną i czasem dołująca prozą. Często jestem
    szczęsliwa, ale nie euforycznie.
    Pho - co do istoty siebie nie zmieniamy się chyba (nawet jak nam się wydaje).
    Ale coś w nas jednak zostaje po czyms takim. We mnie zostało kilka "rzeczy".
    Ale może dlatego, że ja przedtem bardzo skutecznie udawałam "slepą i głuchą", a
    teraz jak nawet bardzo chcę to robić, to ta uwolniona mądrzejsza część mnie
    gada mi do ucha, że to wcale nie taksmile

    To takie moje refleksje, niekoniecznie może na temat.
    Nota bene miałam w zeszłą niedziele rozmowę z byłym, po której mam takie dziwne
    odczucia, ze nie umiem ich nawet sformułowac.....jakby on ... żałował? Aż mi
    się nie chce w to wierzyć.
    --
    Lubię pracę, praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
  • panda_zielona 06.06.07, 22:58
    > To bedzie abstrakcja, refleksja bardzo na świeżo, nie sądzę, żeby ktoś
    > zrozumiał, ja sama nie rozumiem, więc się nie przejmujcie.

    Może mylnie,ale ja zrozumiałam,że Twój ex chciałby,a boi się żeby jednak
    znalazło się miejsce w garderobie smile
  • sbelatka 08.06.07, 15:03
    Oj bardzo dobry post, Pho..

    bo ja sie własnie bardzo poważnie zastanawiam co z tego wszystkiego wyniknie
    (czyli odejcia exia do laluni i rozwodu)..

    ja wręcz NAMACALNIE czuje jak sie zmieniam..
    nie mylić ze zmianą z energicznej i podskakujacej czasem bez sensu radosnie
    kobiety w kobietę zachowujaca sie inaczej..
    lubię kwiaty - tak jak lubiłam
    lubie taniec - tak jak lubiłam
    i tak dalej i tak dalej..

    ale jednoześnie WIEM, że sie zmieniłam
    rok temu umierałam na mysl o tym, że bedę samotna kobieta, że na moich wątłych
    barkach będzie spoczywac cała odpwiedzialnośc za dzieci, za codziennosc i
    pzryszłość..

    dzis już nie umieram.. he he

    refleksyjnie pochylam sie nad moim życiem, nad moim małżeństwem, nad tym co
    było typowe dla moich relacji z mężczyznami i kobietami
    wnioski bywaja ...czasem zaskakujące..

    aczkolwiek i mnie czasem przebiega przez główke myśl, że może Los nie działa
    celowo..
    ale nie będę o tym mysleć...

    piszę posty - ale nawet nie wiem czy docierają do forum - mam jakies prpblemy
    techniczne niestety
    ale sobie napisaa, a co mi tam

    w każdym razie jeżeli ktos cos napisze w tym watku to mnie sie już nie uda tego
    odczytac
    wkurza mnie to bo zupelnie nie wiem co mam z tym zrobic
  • reddy_to_go 08.06.07, 17:11
    no właśnie. Wraz z pierwszym siwym włosem na głowie naszła mnie refleksja, że
    wszystko (WSZYSTKO) można sobie o kant dupy rozbić.
    --
    if you love your car die for it
  • libra22 08.06.07, 17:30
    Ale włos można sobie wyrwaćsmile
    (trzymaj się i mam nadzieję, że nie uraziłam)

    --
    Lubię pracę, praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
  • reddy_to_go 08.06.07, 17:35
    nie uraziłaś, trzymam się, a włosa nie wyrwę, bo na pamiątkę go zostawiam smile
    --
    if you love your car die for it
  • lilyrush 08.06.07, 17:40
    szcześciara...ja tam pierwszy siwy włos miałam po maturze
    jakbym wszytkie siwe wyrywała to juz byłabym łysa..
  • libra22 08.06.07, 17:43
    Ja udaję, że te moje to pasemkawink
    --
    Lubię pracę, praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
  • julka1800 08.06.07, 19:18
    No Pho, zasadniczo pewnie masz racje, znasz siebie i exa (???) najlepiej.
    Co do Waszego dzisiejszego spotkania, to gdyby ono bylo kilka lat temu, mogloby
    wygladac tak: on rozmawiajac na temat zawodowe, chodzac w kółko zastanawialby
    sie: "Kurcze, jaka fajna babka. Ma kogos? Moze nie..", a Ty siedzac przy stole
    zastanawialabys sie:"Kurcze, ile ten facet ma zalet.. no no"
    A tak, macie to wszystko juz za sobatongue_out
    smile))
    --
    www.linkedin.com
  • agash4 09.06.07, 04:57
    A jak tak sobie czytam pho ... pieknie tu piszecie i moze to jest ten gwiezdny
    pyl co niesie nasze mysli ku pieknym krainom ... Lubie Szymborska, bo jest jak
    matematyk, jak niezawodny leader, co smaga biczem i smialo odslania naga
    prawde ..
    "Jestem za blisko, żeby mu się śnić...." tak napisala. I jak tak sobie mysle,
    ze wierzmy, ze czekajmy na te jalmuzne od EXa... nie nie nie - nie odbieram
    nikomu jej, wrecz przeciwnie. Ale wiem dzis, ze to hipokryzja z ich strony.
    Kazdy chcialby byc kochany, kazda kobieta uwic gniazdo, niewazne od stylu
    zycia, czuc sie kochana, byc calowana .. Ten, kto smie niewinnej pieknej
    kobiecie opowiadac frazesy, ze w sumie nic sie nie zmienilo, jest kretaczem i
    klamca. Jesli jest taki rozumiejacy i nic sie nie zmienilo, to czemu nie
    sprawi, ze jego i Wasze zycie bedzie piekne? czemu? Dlaczego nie ma go, gdy
    dziecko ma goraczke? Dlaczego nie ma go gdy poleci Wam oczko w ponczosze?
    DLaczego nie ma go w Waszym zyciu? Czy to ich pojawianie sie i opowiadanie tak
    Wam zacmiewa oczy na jego temat?
    Jelsi same jednak czerpiecie cos pozytywnego z tych chwil z Ex'ami - to jest
    OK.

    --
    Life is short, Play hard, have fun...
  • pomimo1 09.06.07, 18:22
    Pho, a jak bys sie czula, gdyby wydarzylo sie to, co sie wydarzylo miedzy wami,
    a Ty zostałabys przy nim? moze ten constans i nibysens to wlasnie to, ze
    poradzilas sobie z problemem bez znacznego uszczerbku na wlasnym ego, na
    sytuacji osobistej itp.
    Zycie to nie tylko fajerwerki. lepiej,ze teraz macie dobre relacje kumplowskie,
    niz bys wtedy z nim zostala i kazdego dnia rozdrapywala rane, ktora on zrobil
    przepijajac to szklankami absyntusmile
    Nie oczekuj trzesienia ziemi. sens ukryty jest czasami "miedzy slowami" smile
    --
    Opowieść zaczyna się z księciem, który całuje anioła, a kończy z łysym
    mężczyzną, który przez stół patrzy na grubą żonę
  • ann233 10.06.07, 13:07
    Piękne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy..
    Nie wiem czy człowiek żyje złudną nadzieją,że sens życia kiedyś nas oślepi
    swoją dookreślonością..
    Pamiętam mój ślub kościelny kiedy wierzyłam,że wszystko się ułoży, byłam pełna
    nadziei, później urodził się syn, myślałam,że może on(ojciec mojego dziecka)
    się zmieni..ale nie zmienił się do dzisiaj. Ja pewnie też nie. Ale
    uświadomiwszy to sobie, dopiero byłam gotowa się rozwieść..
    Tylko jedno mnie zaskakuje, mimo iż gdzieś w środku jeszcze nie jestem tą Ania
    pewną siebie jak kiedyś i czasem przypominam sobie jak mąż mnie lekceważył, to
    ludzie, znajomi, przyjaciele patrzą mna mnie od pół roku i mówią-"nie poznałam
    Cię, jakoś się zmieniłaś, nie wiem.." A mój prawie ex napisał smsa po widzeniu
    z dzieckiem"ładnie dzisiaj wyglądałaś, szkoda,że nie dla mnie.."
    Ja wiem,że zbity sprzed roku pies podnosi się powoli, psychicznie coraz lepiej
    się czuje i to w dużej mierze dzięki Wam dziewczyny z 3miasta...
  • phokara 10.06.07, 21:52
    ... i staniu w korkach powrotnych.
    W ogóle jestem pełna uznania, że tyle osób skomentowało ten post i chaos myśli
    w nim panujący.
    Posiedziałam parę dni z kumpelą i psem (i winem) na pomoście i nic mnie nie
    oświeciło - nawet gwiazdy, ale tu chyba nie o oświecenie chodzi. Najbardziej
    chyba o to, że (wbrew temu, co większość pisze) ja w sobie nie widzę jakiejś
    większej zmiany. To mnie trochę zastanawia, bo w końcu moglabym się zmienić na
    lepsze... (rodzice by się ucieszyli!)haha, albo od razu na gorsze i zostać
    wydrą... i mieć spokój. A tu NIC. Po takich dawkach i skokach emocji - jestem,
    jaka byłam. I nawet nie wiem czy to dobrze czy źle. Chyba dobrze, ale nie wiem.
    Po prostu strasznie niepoważne i śmieszne mi się to wydaje z perspektywy czasu,
    choć to pewnie jedno z najtrudniejszych doświadczeń, jakie mi wyrosły na
    drodze. Więc może to po prostu jest tak, że człowiek (a kobieta zwłaszcza!)
    jest w stanie przeżyć dużo więcej 'końców świata' niż mu się wydaje. I dalej
    jest głupi, jak był. Nie wiem, czy każdy ale ja to z całą pewnością. No
    mowiłam - abstrakcja. Nawet dzisiaj, jak wracałam z tego wyjazdu, to sobie
    pomyślałam, że było świetnie, a potem sobie pomyślałam, że z Exem też byśmy
    wyjechali i też by było świetnie. No tak. Pewnie jestem nienormalna i zawsze mi
    się wydaje, że jest świetnie, jak mnie nic nie boli i jak nie ryczę nad
    marnościa tego świata (i swoją zwłaszcza).

    A może tak się właśnie dzieje, jak się kończy związek, który był fajny i żywy;
    nie ma żadnej ucieczki czy wyzwolenia - i po prostu po opłakaniu wiarołomcy,
    wskakuje się na znajomą ścieżkę? Nie ma zwrotnicy, nie ma zmiany w środku, bo
    wraca się do życia, które się kochało. Tylko już bez pary.

    Tak czy inaczej, już się nie będę nad tym zastanawiać, bo szkoda prądu.
    Pozdrawiam wszystkich, zwlaszcza tych, co wracają do Warszawy siódemką i
    rzucają mięsem stojąc w korkach.
  • der1974 10.06.07, 23:02
    Pho z tą marnością to jakbyś moje myśli przeczytała, zresztą to łatwo
    sprawdzić smile. Ja z Ex niby też mam poprawne a nawet bardzo dobre stosunki.
    Tylko nic z tego nie wynika i nie mam ochoty żeby wynikało. Ona jest jaka
    jest - doskonała, ja też - niedoskonały. Też gadamy czasem ze sobą o pracy
    która wspólna pozostała i to bardzo. Natomiast ja nigdy nie zgodzę się, że to
    było po nic. To było po to żeby zrozumieć, jak bardzo nie pasowaliśmy do
    siebie. Po to żebysmy oboje byli szczęśliwsi. Dlatego nie szukam w niej wroga,
    tylko koleżanki, która mnie zna jak zły szeląg i przed którą będę tylko grał
    swoją rolę, bo nie mam ochoty żeby mnie znała dzisiaj. Gdzieś mam wrażenia ex,
    ale ja jestem dzisiaj spełniony.
  • phokara 11.06.07, 00:04
    der1974 napisał:

    > Pho z tą marnością to jakbyś moje myśli przeczytała, zresztą to łatwo
    > sprawdzić smile.

    hahaha. Nooooooo.


    > Natomiast ja nigdy nie zgodzę się, że to
    > było po nic. To było po to żeby zrozumieć, jak bardzo nie pasowaliśmy do
    > siebie. Po to żebysmy oboje byli szczęśliwsi.

    Ok. Tu jest różnica. My w sumie z Exem pasowalismy do siebie. Nie jesteśmy
    teraz szczęsliwsi. Ani bardziej nieszczęsliwi. Na tym polega właśnie absurd
    tego wszystkiego. O tym jest ten post.
  • tricolour 11.06.07, 00:09
    ... i na razie jesteście w fazie, nazwijmy to, plateau. Złe emocje opadły i może
    ze sobą przebywać bez gryzienia. Nie wynika z tego jednak, że gryzienia nie
    byłoby w przyszłości albo szczęścia wielkiego.

    Może to zwyczajna obojętność tak sie objawiła, a oczekiwałaś czegoś
    konkretniejszego?
  • phokara 11.06.07, 15:52
    > Może to zwyczajna obojętność tak sie objawiła, a oczekiwałaś czegoś
    > konkretniejszego?

    Tri - ja to Cię naprawdę bardzo cenię za zwięzłe i klarowne komentarze.
    Nabełkotałam tyle, w typowo kobiecym stylu z syndromem pms-u w dodatku, a Ty
    bęc - 'zwyczajna obojetność'. I cholera, wydaje mi się, że masz rację. Pewnie
    tak właśnie jest. I prawda jest też, że oczekiwałam czegoś innego - choć sama
    nie wiem czego dokładnie.

    > Nie wynika z tego jednak, że gryzienia nie
    > byłoby w przyszłości albo szczęścia wielkiego.

    Oczywiście. Mam tego pełną świadomość.

  • e07 10.06.07, 23:19
    A ja właśnie rozumiem. Rozumiem, ze w tym nie ma nic do rozumienia. Jednym sie
    udaje, innym nie, tak po prostu, z powodem, czy bez, to chyba nie ma
    znaczenia. A może udałoby się, gdyby coś rok później, czy jedną sprzeczkę
    wcześniej. Kto to wie? Nie wierzę w miłość, czy przeznaczenie. Wierzę w
    szacunek, uczciwość, ciężką pracę dwojga ludzi i w troske o rodzinę i o to
    drugie. Bo jak wszystko spada na jedno, to po prostu musi gruchnąć, bo
    zwyczjnie braknie mu/jej sił. Pewnie byłabyś w stanie zbudować rodzinę z nim,
    czy z kimś innym, kto też by sie o to starał.
  • toman5 10.06.07, 23:53
    A mi się nasunęły dwie refleksje, trochę od czapy.
    Pierwsza jest taka: zabijcie mnie, ale i tak sobie nie przypomnę gdzie to
    czytałam i na ile źródło to było poważne. Gdzieś jednak natrafiłam na
    informację o osobach, które pewnego pięknego dnia porzucają swoje dotychczasowe
    życie. Nie, nie mam na myśli rozwodu, ale wyjście bez gratów, kłótni, starych
    listów - i zniknięcie. Otóż ponoć kiedy odnajduje się taką osobę po latach,
    okazuje się najczęśćiej właśnie, że nic się nie zmieniło. Jeżeli zniknął,
    powiedzmy, księgowy, pozostawiając za sobą tlenioną żonę, dwójkę dzieci i mały
    domek pod miastem, to po pięciu latach ów zniknięty będzie znów księgowym
    mieszkającym w małym domku z tlenioną żoną. Czyli - nie zmienia się nic.
    A druga myśle jest dokładnie przeciwna. Na studiach wyjechałam precz na rok do
    USA. Przysięgam, że wracając byłam przekonana, że mój angielski w gruncie zeczy
    się wcale nie poprawił. A potem z biegiem czasu widziała, że jednak się
    poprawił i to bardzo. Może więc tylko my jesteśmy niezdolni do zauważenia tych
    zmian, które się jednak w nas dokonują?
  • phokara 11.06.07, 00:00
    >Może więc tylko my jesteśmy niezdolni do zauważenia tych
    > zmian, które się jednak w nas dokonują?

    Chyba tak. Ktoś mi właśnie coś takiego powiedział - że może jeszcze nie ten
    czas, że JESZCZE tego nie widzę, co nie znaczy, ze tych zmian nie ma. Pewnie
    tak jest.

    Na marginesie - ale by było, gdyby w wyniku gigantycznej zmiany, mój Ex był za
    pare lat księgowym z tleniona żoną.

    hahaha hahahahahahahah..... Nooooo.
  • fankaaa 11.06.07, 13:37
    Ja akurat należę do tych, którym rozstanie wywróciło życie (wewnętrzne raczej )
    do góry nogami. Było dla bardzo "po coś". I bardzo sobie cenię tę wiedzę i
    świadomość, którą dzięki temu zyskałam. Ale wyobrażam sobie, że takie rozstanie
    dzisiaj - gdyby było - byłoby już dla mnie czymś zupełnie innym. I nie mówię tu
    o sferze emocjonalnej,że nie przeżywałabym tego tak dramatycznie, bo to jest
    zawsze związane ze stopnim zaangażowania. Mówię dokładnie o tym co Ty: dzisiaj,
    i tego jestem (prawie smile pewna) rozstanie nie zmieniłoby we mnie nic, albo
    bardzo niewiele. A to dlatego,że taki przyrost świadomości nie byłby już
    możliwy. Może więc Twoja konstatacja bierze się stąd,że wiedziałaś dużo, zanim
    się stało, co się stało.
    Jakoś tak wyszło, jakbym Ci tu kadziła, ale też muszę przyznać,że bardzo lubię
    Twoje posty, czego nie zamierzam owijać w bawełnę. Pozdrawiam.
  • phokara 11.06.07, 15:45
    > Może więc Twoja konstatacja bierze się stąd,że wiedziałaś dużo, zanim
    > się stało, co się stało.

    Może tak... właściwie, to nasze początki były trudniejsze niż koniec tego
    związku; pewnie to mnie już w pewien sposób zahartowało; tak może być. I faktem
    jest, że wchodząc w ten związek byłam już solidnie ukształtowaną osobowością i
    żadnego wyłomu we mnie samej relacja z druga osobą nie spowodowała, tu trzeba
    szczerze powiedzieć, że oboje staraliśmy się rozwijac, a nie tłamsić, ja w
    każdym razie nigdy się nie czułam stłamszona, nawet, jak robiłam cos dla niego,
    to z własnej woli i sprawiało MI to frajdę.
    Ty chyba napisałaś to, o co mi chodziło. Chyba chciałam w pewien sposób, żeby
    mi to wszystko "wywróciło życie wewnetrzne" do góry nogami, czy jakoś tak. A
    zmieniły się tylko realia, ja sama po okresie emocjonalnego tsunami, wróciłam
    do siebie - w to samo miejsce. Może się nawet tym w pewien sposób czuję
    rozczarowana, jakoś podswiadomie i zupełnie bez sensu, ale jednak. Może
    liczyłam na to, że się w magiczny sposób przemienię, a mój duch nabierze
    rumieńców czy zapierającej dech w piersiach urody... haha, a tu nic. Jestem
    akurat wielka zwolenniczką takich przemian, bo uważam, że bardzo dużo dają;
    właśnie, jak się dostaje solidnego kopa w dupę od życia, to się można sensownie
    przebudzić, a nie wegetować w wygodnym letargu a la spiąca królewna. No ale ja
    jak się wiązałam z Exem to już nie byłam żadną królewną, raczej jędzą, haha.
    Ale może być jeszcze tak, że takie rzeczy można zobaczyć dopiero z dużo
    dłuższej odległości czasu. Mam taką nadzieje, bo jakoś trudno mi sie pogodzić z
    faktem, że rzeczy, które tak bardzo bola, tak niewiele znaczą. To jednak
    kompletny absurd.

    > Jakoś tak wyszło, jakbym Ci tu kadziła, ale też muszę przyznać,że bardzo lubię
    > Twoje posty, czego nie zamierzam owijać w bawełnę. Pozdrawiam.

    A dziękuję. Miło mi, a nie czuję duszacego zapachu kadzideł. A na bawełnę do
    owijania to chyba mam uczulenie.
  • libra22 11.06.07, 16:06
    "No tak. Pewnie jestem nienormalna i zawsze mi
    się wydaje, że jest świetnie, jak mnie nic nie boli i jak nie ryczę nad
    marnościa tego świata (i swoją zwłaszcza)"

    Tez tak mam. Niektórzy nazywają to brakiem ambicji i "pogodnym głupkiem". Wolę
    okreslenie "optymizm i pogoda ducha"wink


    --
    Lubię pracę, praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
  • phokara 11.06.07, 16:17
    hahaha...

    Jak dla mnie, nawet ten pogodny głupek brzmi całkiem ok. Lepiej byc pogodnym
    głupkiem niż chmurnym mędrcem. Tak myślę.
  • libra22 11.06.07, 16:20
    Lepiejsmile
    Ogólnie "głupkom" żyje się lepiejsmile Choć niestety ani Ty, ani ja nimi nie
    jesteśmywink
    --
    Lubię pracę, praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
  • z_mazur 11.06.07, 17:43
    "Choć niestety ani Ty, ani ja nimi nie jesteśmy"

    To się nazywa poczucie własnej wartości. smile)
    Tylko skąd to "niestety"? smile


    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • phokara 11.06.07, 18:28
    > Tylko skąd to "niestety"? smile

    Bo bardzo byśmy chciały.
    Ja na to pracuję w pocie czoła i nawet mam na koncie pewne sukcesy - oczywiście
    nie w formie pieniędzy, bo nie na tym polega bycie idiotką. A może?
  • fankaaa 11.06.07, 18:17
    Ja też jestem zwolenniczką przemian (rozwoju ?), ale być może nastąpią one już
    nie za sprawą rozstania z facetem, ale z zupełnie innego powodu.
    I raczej nie będzie to znowu tsunami, no może jakaś letnia burza ...
    Czego i Tobie życzęsmile
    Uczulenie na bawełnę bywa czasem bardzo kłopotliwe, jednak mam nadzieję ,że
    nie odczulasz się zbyt intensywnie smile))
  • phokara 11.06.07, 18:36
    > Ja też jestem zwolenniczką przemian (rozwoju ?), ale być może nastąpią one już
    > nie za sprawą rozstania z facetem, ale z zupełnie innego powodu.

    Natura nie była jednak taką kretynką, żeby wszelkie przemiany wiązać z jakimiś
    facetami. Na szczęście ten etap (podstawowy) świadomości juz posiadłam, więc
    się jakoś specjalnie nie stresuję i nie zwijam w kłębek.

    > I raczej nie będzie to znowu tsunami, no może jakaś letnia burza ...
    > Czego i Tobie życzęsmile

    Hmmmm... to chyba właściwe życzenia - rozmaitych nawałnic ajlawkowych to ja się
    już się w życiu namiałam i może pora na jakiś spokojniejszy wariant. Cholera...
    chyba się starzeję!

    > Uczulenie na bawełnę bywa czasem bardzo kłopotliwe, jednak mam nadzieję ,że
    > nie odczulasz się zbyt intensywnie smile))

    Spokojnie, wolę być jednak czuła, więc na wszelki wypadek na wszelkie wypadki
    stosuję wyłącznie dezynfekcję. Whisky.

  • fankaaa 11.06.07, 19:19
    Kurcze, a mnie jakoś whisky nie przechodzi przez gardło. Wiem, to defekt jest
    jakiś. Podobno bywa nazywany błędem młodości, ale mnie nie minął z wiekiem.
    Może się to leczy ???
  • libra22 11.06.07, 19:54
    Fankosmile Ale może co inszego Ci przechodzi? Piekno w różnorodnoścismile
    --
    Lubię pracę, praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
  • fankaaa 11.06.07, 20:43
    Jeśli już tak miło pytasz smile , to owszem, parę drobiazgów by się znalazło.
    I o ile czasem mam wrażenie,że sporo we mnie męskich hormonów, to tutaj wyłazi
    ze mnie kobita: campari jakieś, beton (becherowka + tonic), czerwone wytrawne
    (chianti bardzo...). Rozmarzyłam się, a tu wzywa mnie rzeczywistość w postaci
    głodnego syna.
    A TY ?
  • phokara 11.06.07, 21:05
    O Chianti... Chianti... moje ukochane wino z toskańskich piwnic. Marzenie...
    No dobra.
    Jak Ci wchodzi Chianti, to whisky powinno też.
    Ten defekt się leczy - tylko potrzeba dobrego terapeuty. Już tu parę jednostek
    forumowych nie chwaląc się nauczyłam milości do Jack'a D. Nie będę wytykać
    palcem... ale polecam się, jakby co.
  • libra22 11.06.07, 21:22
    Ja to po chłopsku (coś z przodków zostałowink: piwo, wódkę, gin z tonicem,
    szarlotkęsmile Wina ostatnio lekarz zakazali (innych trunków tez, ale nie
    posłuchałamwink
    --
    Lubię pracę, praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
  • phokara 11.06.07, 21:28
    Co za lekarz Ci zabronil wina???? Pediatra chyba.
    Przecież to powszechnie znany fakt, że wino ma działanie zdrowotne!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka