Dostałam uzasadnienie wyroku... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Dzisiaj dostałam długo oczekiwane uzasadnienie wyroku...
    I po krótce z niego wynika tak:

    1. Ze nie ma trwałego rozkładu pożycia bo: "upływ tak krótkiego czasu nie
    pozwala na przyjęcie, iż nieporozumienia które występowały między stronami
    spowodowały, że zaistniały w sprawie rozpad ich małżeńskich więzi
    automatycznie po wyprowadzce jej od męża przybrał charakter trwały" " i nie
    przekreśla to jednak nadziei że małżonkowie są w stanie porozumieć są ze sobą"

    2. ucierpi dobro małego wskutek rozwodu(???) bo "w sytuacji orzeczenia rozwodu
    chłopiec zostałby pozbawiony szansy dorastania w rodzinie,nawet jeśli jego
    rodzice na co dzień nie mieszkają razem.Ponadto żadna ze stron nie związała
    się z inną osobą, przez co małżonkowie nie mają priorytetów jeśli chodzi o
    swoje życie osobiste. Bez orzeczenia rozwodu utrzymanie status quo w
    stosunkach rodziców będzie korzystniejsze dla dziecka. W tym miejscu należy
    zdecydowanie stwierdzić,że niedopuszczalne jest aby pozwany pod wpływem
    alkoholu odwiedzał dziecko czy też zabierał je bez zgody matki ponieważ
    zachowanie takie może budzić w dziecku lęki i powodować niepokój. Oceniając
    zachowanie pozwanego Sąd jednak żywi nadzieję iż zweryfikuje on swoje
    zachowanie i sytuacje opisane powyżej nie będą miały miejsca. Choć jego
    zachowanie budzi zastrzeżenia."

    3. i to co mnie uderzyło:"strony muszą mieć na uwadze iż ich dziecko powinno
    mieć szansę na wychowywanie się w pełnej rodzinie bo takiej nie miał pozwany,
    a występujące między nimi nieporozumienia nie mogą brać góry na dobrem
    małoletniego."

    Czy sąd powinien"mieć nadzieję"czy kierować sie faktami??? no i czy
    korzystniejsze dla mojego synka jest bycie w rodzinie gdzie tatus tłucze mamę
    czy lepiej jakby tatuś był "dochodzący"???

    Nie rozumiem.
    • trafiłaś na bandę oszołomów jakichś, współczuję.
      Składaj apelację, może skład będzie tym razem pozbawiony
      natchnionych idiotów...
      • Może sąd miał taki materiał dowodowy, że wydał właściwy wyrok...
        • ... a może sędzia był po prostu wierzący. Tak czy tak uznał, że
          rozkład pożycia nie ma znamion trwałości i nikt mu nic nie zrobi.
          Mnie tam niewiele jest w stanie zdziwić, bo sędziowie są
          nieprzewidywalni.
          • Mnie często dziwi jak łatwo poddaje się krytyce zjawiska, o których ma sie
            amatorską wiedzę i żadnego doświadczenia. Jeśli sąd wydał wyrok nie po naszej
            myśli, to pewnie był skorumpowany lub sędzie jakiś niedorobiony.

            A w sąsiednim wątku powódka sama z siebie nie chce dochodzić prawdy. Męża, który
            zostawia ją z noworodkiem i drugim małym dzieckiem, spotka rozwód bez orzekania
            ewidentnej winy (nawet trudno sobie wyobrazić większą).

            No to czego chcemy od sądu?
            • wolności, która obiecuje tak wiele smile

              --
              Sygnaturka jaka jest każdy widzi smile
            • tricolour napisał:

              > Mnie często dziwi jak łatwo poddaje się krytyce zjawiska, o
              >których ma sie
              > amatorską wiedzę i żadnego doświadczenia. Jeśli sąd wydał wyrok
              >nie po naszej
              > myśli, to pewnie był skorumpowany lub sędzie jakiś niedorobiony.

              To nie była krytyka tylko hipoteza. Sędzia oczywiście kieruje się
              przepisami prawa, ale kiedy prawo pozostawia mu pewną dowolność
              interpretacji - także własnym wyczuciem, doświadczeniem, praktyką i
              własnym systemem wartości.
              Nie wkładaj w moje usta słów o wątpliwościach co do uczciwości tego
              sędziego, bo z mojej strony takie sugestie nie padły.
              • ... wyszedł mi kiepski post - przyznaję.

                Miało być bardziej ogólnie, a nie do Ciebie.
                • Nie, to raczej ja coś jadę po bandzie. Ani żadnej laski ostatnio,
                  ani kontaktów z dzieckiem dalej. Wydali mi teraz w końcu
                  zabezpieczenie na co drugi weekend, jak przycisnąłem sąd wnioskiem o
                  wyłączenie sędziego i paroma skargami. Ale była z mężem w pierwszym
                  odruchu dalej niechętni są, przyzwyczaili się na dobre do mojej
                  nieobecności. A mi się tam nie uśmiecha jeździć z policją i zakładać
                  jej kolejne sprawy. Nie no, teraz już się na bank nie wycofam, ale
                  im bliżej celu jesteśmy tym więcej wątpliwości czy warto dla tej
                  naszej prawdy siać takie spustoszenie.
            • > No to czego chcemy od sądu?
              Ja od sadu chcialam wylacznie rozwodu. Moim skromnym zdaniem, ze to
              cale dochodzenie, czy malzenstwo ma znamiona rozkladu czy nie jest
              bez sensu. Zaden sad nie jest w stanie obiektywnie stwierdzic, ze
              czyjes malzenstwo trwa, skoro sami zainteresowani (wystarczy jedna
              strona, bo jak jedna strona nie chce to na sile nic z tego nie
              wyjdzie) chca je zakonczyc. Sad moze co najwyzej przedluzyc agonie i
              pogorszyc sprawe.
            • A w sąsiednim wątku powódka sama z siebie nie chce dochodzić prawdy. Męża, któr
              > y
              > zostawia ją z noworodkiem i drugim małym dzieckiem, spotka rozwód bez orzekania
              > ewidentnej winy (nawet trudno sobie wyobrazić większą).
              >
              > No to czego chcemy od sądu?


              oj Tri....
              --
              Czyż to nie prawda, że żonaci mężczyźni żyją dłużej niż kawalerowie?
              Nie, im tylko bardziej się dłuży.
          • > ... a może sędzia był po prostu wierzący. Tak czy tak uznał, że
            > rozkład pożycia nie ma znamion trwałości i nikt mu nic nie zrobi.

            brak trwalości rozpadu pożycia wystarczy by nie udzielić rozwodu -
            zgodnie z obowiązującym prawem. Tym bardziej przy małym dziecku. W
            uzasadnieniu jasno to napisano oraz dodano, że obvie strony nie są
            w innych związkach (co mogłoby być przesłanką do udzielenia
            rozwodu).
            A alkoholizmu czy przemocy ze strony mężą autorka wątku chyba nie
            była w stanie udowodnić wystarczająco skutecznie.
            Tak więc zgadzam sie z Tri, że wyrok zapewne jest jak najabrdziej
            OK w stosunku do tego nad czym sąd miał debatować.
            --
            Jednak niektórzy ludzie to gady.
            • zgadzam sie zasadniczo z Wami, cos było na rzeczy, skoro tak sąd
              zdecydował
              moze emocje ponosiły za bardzo którąs ze stron?

              ale to stwierdzenie trwałości rozpadu... tak generalnie to na łożu
              śmierci w sumei można to stwierdzic z całą pewnością - a i wtedy
              pewnie niejeden/niejedna mówi/myśli/wspomina: bo ja ją/jego tak
              bardzo kochałam/em... można było inaczej smile))

              --
              Sygnaturka jaka jest każdy widzi smile
              • no ale w sumie nie wiemy ile mieszkają osobno, prawda?
                --
                ... oriflame - naturalne szwedzkie kosmetyki ...
              • 22.09.08, 22:34
                po przeczytaniu uzasadnienia sądu- powiem tak- brzmi logicznie i zgodne jest z przepisami.
                krótki czas nie daje prawa do podjęcia decyzji.
                Dlatego ci napisałam zaraz jak opisałaś co i jak- że trzeba było zacząć od separacji.
                Ale chciałaś szybko- to masz .
                Teraz luz przez kilka miesięcy- bo nie wolno składać ponownie.
                Co nagle to po diable.
                Ale przepisy zastosowano logicznie i żądnego oszołomstwa nie widzę niestety w uzasadnieniu Moi Drodzy- proste i
                logiczne jak konstrukcja cepa.
                Dowody widać wskazały na to co napisali- bo oszołomienie w sązie - po tylu setkach spraw to raczej nie jest częste.
                Oni mają nosa i tyle.
                • Jak krótki czas nie daje mi prawa do podjęcia decyzji???
                  Ta decyzja zbierała się we mnie od dawna i jedno zdarzenie w środku nocy pewnej
                  przekreśliło jakiekolwiek szanse na to małżeństwo.

                  Chciałam rozwodu.
                  Ciekawe czy gdybyś była w mojej sytuacji to byś czekała dłużej....a właśnie ile
                  twoim zdaniem miałam czekać??? gdzie jest napisane ile sie czeka od decyzji do
                  złożenia pozwu????
                  Nie życzę ci tego co przeżyłam.
                  • > Ta decyzja zbierała się we mnie od dawna i jedno zdarzenie w
                    środku nocy pewnej
                    > przekreśliło jakiekolwiek szanse na to małżeństwo.

                    sąd nie siedzi w Twojej ani niczyjej głowie i nie obchodzi go (i
                    słusznie) ile czasu ktoś o czymś myślał.

                    > twoim zdaniem miałam czekać??? gdzie jest napisane ile sie czeka
                    od decyzji do
                    > złożenia pozwu????

                    no praktycznie z pół roku trzeba odczekać, żeby rozkład pożycia
                    zaczął nabierać posmaku trwałości.
                    --
                    Są tacy co lubią gady, ja nie.
            • chalsia napisała:

              > Tak więc zgadzam sie z Tri, że wyrok zapewne jest jak najabrdziej
              > OK w stosunku do tego nad czym sąd miał debatować.

              A moim zdaniem bardzo dużą naiwnością byłoby wierzyć, że każdy skład
              sędziowski w tym kraju oddaliłby w tej sytuacji pozew Agi.
              • gdyby tak tę samą sprawę założyc w każdym - albo chociaz w kilku
                sądach, ciekawe, czy choc raz powtórzyłby sie wyrok smile

                jak z wypracowaniem z polskiego - oceniający ma swoje subiektywne
                spojrzenie i wyczucie - i siłą rzeczy, póki nei będą nas sądziły
                roboty (uchowaj wink))))) wyroki będą różne

                i to jest normalne i nei ma tu czego szukac

                może mieli szczęście, może pecha... życie pokaże
                a że podsądni są wsciekli - tez bym była - tu i teraz

                --
                Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
                (sygnaturka kradziona)
              • Jestem tego samego zdania.
            • No to skoro teraz ma panienkę, minął dłuższy okres czasu to też ze względu na
              dziecko moja apelacja nie ma sensu??
              A udowodnić..myślę że udowodniłam...
      • Składam apelację.
    • Ok,rozumiem wszystko.
      Ale...
      sama sędzina napisała w tym uzasadnieniu "konieczną przesłanką trwałości nie
      jest bynajmniej upływ dłuższego czasu" a potem jest o jej doświadczeniu
      życiowym, że ludzie do siebie wracają...ok wracają ale ja jasno powiedziałam, że
      nie wróce!!!!
      Co do udowodnienia przeze mnie tego co było to" świadkowie ..... potwierdziły
      treść zeznań powódki, z których wynika iż pozwany zachowywał sie nagannie wobec
      niej a także wobec dziecka, urządzał awantury i przychodził pijany. Zeznania
      tych osób są wiarygodne niesprzeczne, spójne i logiczne, wskutek czego zostały
      pozytywnie przez Sąd ocenione i stanowią pełnowartościowe źródło dowodowe.
      Oceniając treść zeznań świadków od strony pozwanego sąd nie przyjął twierdzeń, o
      braku negatywnego zachowania pozwanego gdyż są one sprzeczne z zeznaniami
      powódki oraz innych świadków, którym Sąd przyznał wiarę, a z których wynika
      niewłaściwe zachowanie pozwanego rzutujące na relacje między małżonkami."

      I moje zdanie jest takie, że ok sędzina kierowała sie prawem ale pewnie gdyby
      był ktoś inny to i wyrok byłby inny...
      Bo skoro mam małe dziecko to nie mogę mieć rozwodu????tak wychodzi.
      To miałam czekać aż nas zatłucze a potem syn dorośnie i miałby pretensje że mu
      własna matka zgotowała ten los...nie ojciec...

      Wg mojej oceny korzystniejsze dla mojego syna jest dochodzący tatuś niż rodzina
      pełna ale z przemocowcem. Dlatego chę tego rozwodu.
      I że niby za szybko...a na co miałam czekać??
      • > I że niby za szybko...a na co miałam czekać??

        ktoś Ci wczesniej mądrze poradził, byś (w Waszej sytuacji) zamiast
        o rozwód wnosiła o separację - i tą już byś miała w kieszeni.

        A teraz tylko apelacja - tym bardziej, że wyniknęły nowe
        okoliczności (kobieta eksa, upływ czasu).

        Faktem jest, że przeczytawszy uzasadnienie w częsci dotyczącej
        picia i awanturowania się eksa, to się rzeczywiście dziwię, że sąd
        nie orzekł Waszego rozwodu.
        --
        Jednak niektórzy ludzie to gady.
        • Fakt że mogłam wnosić o separację ale szczerze mówiąc ona by mi wiele nie
          dała...chodzi mi w tym momencie o dziecko... bo nawet porwanie małego przez
          własnego ojca sędzina skrytykowała dość ostro w uzasadnieniu i boję się że to
          może sie powtarzać skoro on ma pełne prawa i mi grozi tym co jakiś czas.
          Dlatego chciałam rozwodu żeby miał ograniczone prawa. Bo jamu nie bronie
          kontaktów, ale w każdej urzędowej sprawie dot małego robił mi kłopoty i to porwanie.
          Zobaczymy co dalej.
          • timi_i_aga napisała:

            > Fakt że mogłam wnosić o separację ale szczerze mówiąc ona by mi
            wiele nie
            > dała...chodzi mi w tym momencie o dziecko... bo nawet porwanie
            małego przez
            > własnego ojca sędzina skrytykowała dość ostro w uzasadnieniu i
            boję się że to
            > może sie powtarzać skoro on ma pełne prawa i mi grozi tym co
            jakiś czas.
            > Dlatego chciałam rozwodu żeby miał ograniczone prawa. Bo jamu nie
            bronie
            > kontaktów, ale w każdej urzędowej sprawie dot małego robił mi
            kłopoty i to porw
            > anie.

            bzdury pisze i nie masz zielonego pojęcia o co chodzi. 100%
            ignorancji co do waznych dla Ciebie spraw wykazałaś. Widać, że
            całkowicie nie przemyślałaś całej sytuacji i działalas pod wpływem
            emocji a nie logicznego myślenia składając o rozówd, więc teraz
            pretensje miej do siebie.
            Czemu to piszę - bo separacja tylko w jednym się rózni od rozwodu -
            a mianowicie tym, że w trakcie jej trwania nie można wejść w inny
            związek małżenski. Wszystkie inne aspekty są IDENTYCZNE jak przy
            rozwodzie - także te dotyczące praw rodzicielskich, kontaktów itp.

            Zejdź z obłoków - ograniczenie czy nawet pozbawienie praw
            rodzicielskich nie chroni przed porwaniem dziecka, a jedynie
            ułatwia jego "odzyskanie".
            --
            Większość ludzi to ssaki.
            • Za przeproszeniem... a na "cholerę" mi separacja??? Nie chcę mieć z tym
              człowiekiem już nic, nawet na papierku. Nie chcę by on miał "jakieś prawa" do
              mnie, nie chcę być nazywana jego żoną....Dlatego tak mi zależy.
              A właśnie o odzyskanie dziecka też chodzi, w razie "porwania".
              Może i emocje mną targają bo nijak nie mogę zrozumieć że wg jakiejś "pani" my
              mamy być razem na siłę. Zresztą co ma mną kierować??? przecież obojętność to też
              jakieś emocje...I będę walczyć o rozwód.
              A propos-nie mam do nikogo pretensji...tylko nie umiem tego zrozumieć, że jak
              już dochodzi do rozwodu to tak sie dzieje. Bo pani sędzina żywi
              nadzieję....sorki to nie mój świat.
              • ... że sąd musi udzilić rozwodu na pierwszej rozprawie? Ty jesteś
                przekonana o swoich racjach, ale nie przekonałas sądu. Może kiepsko
                przekonywałaś jeśli inni dostają rozwody w kwadrans...

                Optyka, w której wszyscy na około sa winni, a Ty nic a nic, nie
                prowadzi - jaki widać - do sukcesu. Może lepiej przygotuj się do
                kolejnych rozpraw, by rozwiewać wątpliwości, a nie mnożyć.
              • Wyrok przestawiła ci nie "jakaś pani", ale sędzina w imieniu
                Rzeczypospolitej. Wzięła pod uwagę dobro dziecka, względy współżycia
                społecznego, sytuację twojego męża, który prawdopodobnie nie chciał
                rozwodu,albo też - w czasie rozprawy - mówił o szansie dalszego
                trwania rodziny lub choćby o tym wspomniał. Wzięła tez pod uwagę,
                jak myślę, że rozwód jest jedną z najpoważniejszych patologii
                społecznych, a także to, co dzisiaj się dzieje wokół: upadek
                rodziny, będący głównym katalizatorem wszelkich innych patologii
                jednostkowych i społecznych. Wzięła też pod lupę, jak myślę, swoje
                osobiste doświadczenia, przeżycia, ogląd świata. I pomieszała to. I
                wskazała ci w normie (także prognostycznej)o następującej treści:
                nie udziela się rozwodu, gdyż przeciwstawaia się temu także dobro
                dziecko, a w zaistniałych warunkach jest sznasa na uratowanie
                rodziny, jeśli nie małżeństwa. I małżeństwo jest mniejszym złem.
                Spytasz, czy miała prawo tak sformułować powyższe? Tak.
                Poruszała się w świecie wielu klauzul generalnych, wielu zasad i
                wskazówek. Prawo to nie zestwa liter w ustawie, ale staje się w
                procesie wykładni, orzekania, wskazywania.
                Jakie to ma znaczenie, czy ktoś, z kim przeżyłaś ileś lat,
                jest "tym człowiekiem", czy masz "być na siłę" z nim itd.
                Przypominasz mi moją byłą żonę - "romantyka", która walczyła o
                rozwód po trupach innych. Masz rację, to nie twój świat. Tak myślę,
                że niewiele rozumiesz poza jadowitością z tego, co jest miłością i
                wybaczaniem. Ale czy ty masz jakiś świat poza swoim własnym - sorki?
              • > Za przeproszeniem... a na "cholerę" mi separacja??? Nie chcę mieć
                z tym
                > człowiekiem już nic, nawet na papierku. Nie chcę by on
                miał "jakieś prawa" do
                > mnie, nie chcę być nazywana jego żoną....Dlatego tak mi zależy.
                > A właśnie o odzyskanie dziecka też chodzi, w razie "porwania".

                przeczytaj jeszcze raz mój post nt. separacji, bo z tego co
                napisałas powyżej wynika, że NIC nie zrozumiałaś.
                Teraz nie masz nic, ani separacji ani rozwodu, a mogłaś miec
                separację. Która zapewnia Ci wszystko to, czego chciałaś oprócz
                pozbawienia Cię miana żony, co w tym wszystkim jest de facto
                najmniej istotna.
                Naucz się czytać i myśleć a także planować działania z
                ukierunkowaniem na cel, zamiast działać pod wpływem emocji - przyda
                Ci się to w życiu jeszcze nie raz.

                --
                Jednak niektórzy ludzie to gady.
    • Aha tak a propos:gdybym tu zamieściła całe to uzasadnienie to wątpię czy
      znalazło by sie choć kilka osób które by mogły powiedzieć że jest ono napisane
      logicznie. Sędzina po prostu sama sobie zaprzecza co trochę i w sumie to jest
      masło maślane.Spodziewałam się naprawdę czegoś lepszego.
      • wydaje mi się,że jak już ktoś składa w sądzie pozew rozwodowy to jest tego raczej pewien,i takie przeciąganie spraw jak tutaj tak na prawdę nic nie zmienia... bo Aga nadal,mimo że nie dostała rozwodu,tego rozwodu chce... a jej małżeństwo trudno nazwać normalnym małżeństwem,tylko przeciąganie tego co i tak kiedyś nastąpi,kolejne sprawy,kolejny stres... pytanie tylko po co? bo ktoś nam mówi,że pokochamy tą drugą osobę? dla mnie bez sensu,nie da się być z kimś tylko dlatego,że ktoś (w tym przypadku sąd) nam każe na siłę tworzyć szczęśliwą rodzinę...
        • "ucierpi dobro małego wskutek rozwodu"
          powiedziałam na rozprawie, że oboje bardzo kochamy dziecko i też dla jego dobra
          powinniśmy się rozstać, dopóki potrafimy ze sobą rozmawiać i nie musi patrzeć
          jak rodzice "skaczą sobie do gardeł". sędzina potem stwierdziła, że to ją
          przekonało, chociaż miała nas skierować na mediację. Dodam, że nie było
          alkoholizmu, bicia i zdrad, m jeszcze mieszkał z nami, wydatkami się dzieliliśmy.
        • > wydaje mi się,że jak już ktoś składa w sądzie pozew rozwodowy to jest tego racz
          > ej pewien,i takie przeciąganie spraw jak tutaj tak na prawdę nic nie zmienia...

          Nieprawda-miewamy tu na forum zapytania o zawieszenie spraw rozwodowych...
          A także rezygnacje z takowych.
          Wszyscy wiemy, że zdrada nie jest wystarczającym powodem do rozwodu, że emocje
          źle na działania nasze sądowe działają, a także, to, że czasem wydaje nam się,
          że mówimy przekonywująco-a jednak odbierane jest to słabo, inaczej niż nam się
          wydawało.


    • nie wdając się w szczegółową analizę - ja bym apelację złożyła,
      tyle, że napisać ją powinien prawnik. Jeśli nie masz kasy - poszukaj
      darmowych porad prawnych.

      zanim dojdzie do jej rozpatrzenia - minie kolejne parę miesięcy, ale
      sprawa nadal będzie w toku, a fakt, że o rozwód walczysz, może ci
      pomóc przekonać skład, że nie był to chwilowy kaprys a świadoma
      decyzja.

      nie doczytałam się w końcu od kiedy nie jesteście razem i ile
      czakałaś na sprawę bo to bardzo różnie wygląda. Musisz skupić się na
      podkreślaniu tego, że wszelkie więzi między wami ustały, może coś w
      zeznaniach któregoś z was dało sądowi podstawę do nadziei na
      pojednanie?
    • ..nie w swoim łóżku. Pomyślałam, ze poczytam, popiszę...
      Aga, masz całkowita racje. Walcz. I nie daj sie ugiac pod
      pseudomajestatem sadow wszelakich, co to w imieniu Temidy wyroki
      wydaja. Wydaja wyroki w imieniu "prawa", ktorego interpretacja tak
      naprawdę zależy od poziomu wiedzy (a raczej brak jakiegokolwiek
      poziomu i jakiejkolwiek wiedzy)danego przedstawiciela urzędu
      panstwowego., oraz w oparciu o wlasne frustracje zyciowe i niewazne
      jest, czy jest to sad RP czy zwykly urzedas. Dac holocie wladze....

      Wiem co mowie. Zbyt często polegałam kiedyś na poczuciu
      sprawiedliwosci (LITERALNIE odczytanym przeze mnie w prawie
      obowiązującym!) i przyzwoitości onych (instytucji). Niestety, nie
      zyjemy w państwie prawa i trzeba to brać pod uwagę w sytuacjach,
      kiedy siłą rzeczy jesteśmy zmuszeni mieć z onymi do czynienia.
      Nie traktuj ich jak wyrocznie. Nigdy. Weryfikuj i sprawdzaj w innych
      zrodlach wszystko co Ci powiedzą. To dotyczy nie tylko sądu i nie
      tylko rozwodu. TO dotyczy naszego zycia.

      Moze powiem tak. Przecenilas ich poczucie sprawiedliwosci - dlatego
      przegralas, a raczej, nie uzyskalas tego na czym Ci zalezalo.
      Traktuj sad jak bande kretynów (kretynek), starych dziadów i
      babsztyli, ktorzy zasiadaja tam gdzie zasiadaja tylko dlatego, ze
      alternatywą jest marna emerytura (ew. bezrobocie) i zejscie w
      nicosc. A tak, wiesz, wladza, prawie jak Pan Bog, co to decyduje o
      zyciu np. Agi. Czy ją mąz zatlucze kiedys wreszcie czy nie! Zyją
      tym stare niedorajdy! Obojetnościa zyją. I swawolą.

      Co masz zrobic? Pisz tą cholerną apelację, nawet do tego samego sadu
      (bedziesz miala szczescie- dostaniesz inny sklad sedziowski), tylko
      bardziej dosadne dowody przytocz, racjonalne az do bólu.
      Bo jak chcesz byc grzeczna, to z jednej strony kryjesz meza, a z
      drugiej Twoja "splycona" argumentacja nie dociera do sadu. Wiec de
      facto, masz przeciwko sobie i sad, i meza-dreczyciela. A wiec nie
      kryj meza, nie umniejszaj jego "zaslug" - a dobrze przed sadem na
      tym wyjdziesz.

      Walcz, kobieto, i nie pozwol by ktokolwiek oprocz Ciebie o Twoim i
      zyciu dziecka decydowal. Na nikogo nie licz. A juz tym bardziej na
      zadna instytucję. Tylko na siebie.

      I jeszcze. Nie zawsze suchy (logiczny... wink) jezyk prawniczy sie
      sprawdza w takich sprawach. Oj nie zawsze. Kiedys nie miałam
      śmiałosci wystartowac do sadu, bo mnie przerazał ten "MAJESTAT". jak
      ja, niegramotna,kulawa i garbata i niedorozwinięta wink mogłabym pisac
      pisemka do sadu?? Wiec poprosiłam o pomoc adwokata. Kosztowalo.Aż
      zabolalo.
      Po pierwszym odrzuceniu pisma napisanego przez adwokata (wzietego-
      kosztownego-z-polecenia-który się-nie-raczył nawet-stawić-
      osobiście) - Wkurzyłam się. A jak mnie coś wkurzy....nie ma się
      zmiłuj.
      Wysmarowałam sama pisemko. Poezja! Mysle ze sedziom po nocach
      mogło sie snic. Załatwiłam wszystko na jednej rozprawie.

      a wiec naprawde - licz tylko na siebie. (ale jakby co, służę pomocą.)
      powodzenia.

      ps. I się może pochwalę na koniec. Do tej pory udało mi się
      wygrac "targ" -pod tytułem "kto mądrzejszy" z City Bankiem - prawie
      rok szarpaniny (o 4 tys euro - wyczyszczone konto przez zlodziei w
      Paryżu) i z Tepsą - ponad pół roku (o prawie 1200 zł- ze niby
      dzwoniłam na jakieś Wyspy Św. Tomasza, co nawet nie wiem gdzie
      leżą))- wszystko bez sądu. O innych "targach" nie wspomnę.
      Po prostu, nie daj się, Aga.! Walcz!Z naszymi "sądami" naprawdę jest
      łatwiech niż z komercyjnymi molochami smile
      trzymam kciuki
      m

      • manderla napisała:
        Co masz zrobic? Pisz tą cholerną apelację, nawet do tego samego sadu
        (bedziesz miala szczescie- dostaniesz inny sklad sedziowski), tylko
        bardziej dosadne dowody przytocz, racjonalne az do bólu.

        Apelację rozpatrują sądy apelacyjne. Tam nie przynosi się nowych dowodów, tam
        przegladają to, co jest, sprawdzają, czy sąd niższej instancji nie popełnił
        błędów na podstawie tego, co miał w zasięgu ręki. Aha i skład sędziowski sądu
        apelacyjnego-to trzech sędziów zawodowych-nie ma ławników.
      • Właśnie chyba niezbyt drastycznie opowiadałam co się działo...
        I myślałam,że mówiąc prawdę, nie dodając sąd mi uwierzy.

        Fakt może i za szybko złożyłam pozew ale ja naprawdę nie chciałam dłużej z tym
        czekać..
        Moja historia wygląda tak: po roku małżeństwa pierwsza wyprowadzka,wtedy
        przepadło nam wynajmowane mieszkanie. Potem 1,5roku mieszkania osobno podczas
        których mężuś znajduje sobie panienkę, chodzi na imprezki,dyskoteki
        (wielokrotnie widziany), małym rzadko się interesował nie mówiąc już o
        interesowaniu sie czy wszystko ma. Potem jego więzienie bo zachciało mu się wraz
        z dwoma kolegami "damskiej torebki"... rozbój na młodej dziewczynie,takiej jak ja.
        I potem właśnie dla dobra dziecka, by miało pełną rodzinę, po jego wyjściu
        wynajęliśmy mieszkanie na dwa miesiące!!!bo dłużej wytrzymać nie mogłam... gdy w
        święta wielkanocne poszedł na wieczór kawalerski po próbie gwałtu na mnie,
        wyszarpaniu małego bo się obudził.... uciekłam do rodziców w środku nocy...
        Wszyscy na sprawach to potwierdzili, spraw było 3...nie jedna jak już ktoś
        wspomniał...
        Inie chciałam rozwodu na pierwszej sprawie...po prostu chciałam go , w ogóle.
        Teraz nie mieszkamy od marca, od tych świąt...fakt, że mąż na sprawie powiedział
        że chce być ze mną bo nie ma gdzie mieszkać i powiedział też że zgodzi sie na
        rozwód byle nie z jego winy.

        Apelację składam, adwokata mam i mam ogromną nadzieję że osiągnę to co zamierzam.
        A żoną jego nie chcę być bo potrafił pod drzwiami moich rodziców skopać mnie...
        a małemu też sie bardzo obrywało, był zawsze świadkiem tych awantur, mąż
        niszczył mu zabawki w nerwach i nieważne że dziecko płakało. żeby nie płakało to
        prawie by go udusił...

        I dlatego chciałam tak szybko.
        • A czy załozyłaś sprawę mężowi o przemoc?
          • Sąd zdurnowaciał???

            Ło matko. Myślałam, ze mnie NIC nie zdziwi, ale po preczytaniu tego
            co teraz napisałaś, mam wątpliwości już całkowite, ze toge ubrał
            normalny człowiek...
            --
            "W życiu nie trzeba się niczego bać; trzeba to tylko zrozumieć."
            • Nie zakładałam mu żadnej sprawy bo to tak szybko się działo i się bałam...teraz
              bardzo żałuje.
              No cóż...teraz to mnie nic nie zdziwi...
              • Nie zakładałam mu żadnej sprawy bo to tak szybko się działo i się
                bałam...teraz
                > bardzo żałuje.

                nic się SAMO szybko nie działo, tylko Ty działałaś bez
                zastanowienia. Masz teraz szansę nie popełniać tego samego błedu.
                --
                Jednak niektórzy ludzie to gady.
        • spokojnie
          jak masz w sobie poukładane, to ten rozwód dostaniesz
          nie teraz, to potem
          fakt będzie faktem

          ps. a nie szkoda Ci tego zagubionego człowieka, który jest ojcem
          Twojego dziecka? przeciez on może się zmieni, do tego tylko warunków
          potrzeba!... a gdybys go zaadoptowała... to hoho

          (żartowałam wink)

          --
          Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
          (sygnaturka kradziona)
          • Mam poukładane wszystko. Dzisiaj idę do mojej pani adwokat w sprawie apelacjismile

            No ja myślę że żartujeszwink)) A jego mi nie szkoda...kiedyś było i dlatego może
            dałam tak sobą pomiatać...bo tyle słów obraźliwych co usłyszałam od niego to
            chyba żadna "pani spod sklepu z winem w ręku" tyle nie usłyszała...

            Chalsia, masz rację teraz wiem jakich błędów unikać i o to jestem bogatsza. A że
            mówię, że to tak szybko się działo to chodziło mi o to bicie, że nawet nie
            pomyślałam,że mogę z tym iść na policję...
            bo to są jego słowa przeciw moim....jedynym świadkiem jest mój 2,5 letni Mateo.....
            • sad po prostu uznał, że wyprowadzająć się od męża jesteś winna zaistniałej
              sytuacji, i jako strona "winna" za rozpad więzi małżeńskiej nie mogłaś dostać
              rozwodu o który wniosłaś bez zgody męża. maż się nie zgodził kółko się zamknęło.
              w twojej sytacji to nie fair, ale niestety takie są przepisy
              (rozwody.wieszjak.pl/rozwod/74464,Kiedy-sad-nie-orzeknie-rozwodu.html)
              Musisz mu udowodnic przemoc fizyczna, maltretowanie psychiczne, cokolwiek, co
              wskazywałoby na jego wine.

              • link nie działa, ale o winie tu nei było mowy ze strony sądu...

                --
                Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
                (sygnaturka kradziona)
              • mo_ni_czek3 napisała:

                > sad po prostu uznał, że wyprowadzająć się od męża jesteś winna
                zaistniałej
                > sytuacji, i jako strona "winna" za rozpad więzi małżeńskiej nie
                mogłaś dostać
                > rozwodu o który wniosłaś bez zgody męża. maż się nie zgodził
                kółko się zamknęło
                > .
                > w twojej sytacji to nie fair, ale niestety takie są przepisy

                bzdety piszesz, autorka watku nie wnosiła o orzekanie winy, a w
                takim przypadku sąd nie dochodzi kto był i w jakim stopniu winny
                rozpadu małżeństwa.
                --
                Jednak niektórzy ludzie to gady.
              • Moniczek co ty za bzdury piszesz????

                To była ucieczka od męża a nie wyprowadzka i raczej to nie z mojej winy.
                Przeczytaj wątek jeszcze raz...
    • No to tak a propo....
      Zostawiając całą analizę na boku, mam pytanie:
      jak duże teraz są szanse na apelację??? mając to uzasadnienie + akta są szansę
      na zmianę wyroku??

      Bo wczoraj moja pani adwokat powiedziała tak:
      - że prawdopodobnie sprawa trafi do ponownego rozpatrzenia i to trochę długooooo
      potrwa,
      - że korzystniejsze dla mnie jest nie składanie apelacji, najpierw złożenie
      pozwu o alimenty, potem znowu koło listopada pozew o rozwód od nowa...

      Szczerze mówiąc wolę apelację... ale czy mam rację??bo moim zdaniem skoro
      zaczęłam to powinnam to dokończyć, a nie dać spokój sobie apotem sąd pomyśli że
      sama nie wiem czego chce skoro apelacja-nie a pozew od nowa...
      Czekam na Wasze zdaniesmile
      • Ja zakładałam sprawe od nowa.
        Traktuje sie to tak, jakby sprawy przedtem w ogole nie było.
        • No tak tylko mi pani adwokat powiedziała że na podstawie tych akt i uzasadnienia
          +zeznania moje i jego co sie działo od orzeknięcia tego wyroku o braku rozwodu +
          ew. zeznania świadków i rozwód z jego winy mam w reku.

          Nie wiem kompletnie co mam robić bo zanim wniosłam wogole pozew to nie
          uprzedziła mnie ze za szybko i powiedziała to samo...."do wakacji sie uporamy"

          A Tobie się udało za drugim razem?? i długo to trwało??
          • Uwazam, ze szybko, ok 2 mies (czas oczekiwania na nowe wezwanie).
            Nauczona poprzednia rozprawą juz miałam komplet niezbednych papierów
            i porzadne uzasadnienie, wiec nie mieli sie do czego czepiac.
            Tylko zaznaczm, było bez alimentów, bez orzekania o winie i bez
            podziału.
            • No tu też by było bez alimentów i bez podziału..z tymże z orzekaniem o winie.
              • ja bym zrobiła odwrotnie do tego, co Ci radzi Twoja adwokat - czyli
                ciągniesz apelację a w jej trakcie wnosisz o zabezpieczenie
                powództwa w kwestii alimentów dla dzieci - czyli w efekcie
                dostajesz kasę na dzieci już w trakcie trwania sprawy.
                Niekoniecznie apelacja może się skończyć odesłaniem sprawy do
                ponownego rozpatrzenia, może być i tak, że sąd na podstawie akt
                ORAZ nowych faktów i dokumentów, które nie mogły byc przedstawione
                w trakcie sprawy w I instancji, zmieni od razu wyrok i rozwód da -
                ale będzie to rozwód bez orzekania o winie.
                --
                Większość ludzi to ssaki.
                • aaa, i ni em amożliwości by rozwód został orzeczony bez orzeczenia
                  alimentów - alimenty na dzieci są z urzędu częścią wyroku
                  rozowodowego.
                  --
                  Są tacy co lubią gady, ja nie.
                  • jest mozliwość.
                    Jak sąd zasadzi pro-forma i bez szarpaniny.
                    Reszta, to juz jest kwestia dogadania się wink
                    Formalnie, masz racje.
                    • manderla napisała:

                      > jest mozliwość.
                      > Jak sąd zasadzi pro-forma i bez szarpaniny.
                      > Reszta, to juz jest kwestia dogadania się wink
                      > Formalnie, masz racje.


                      NIE ma możliwości by dostać rozwód, w którego sentencji nie ma
                      ustalenia co do wysokości alimentów na dzieci. Nie wazne, czy sąd
                      te alimenty arbitralnie ustalał, czy doszło do ugody między
                      stronami. W wyroku o alimentach na dzieci MUSI być.
                      --
                      Większość ludzi to ssaki.
                      • W danym konkretnym przypadku, chodziło o CZAS, a nie o pieniądz.
                        Więc arbitralnie sąd sobie ustalił co chciał, bo prawo go tego
                        przyznania minimum zobowiązuje. Grosze.
                        Za bardzo "przepisowo" Chalsio traktujesz zycie.
                        Ja natomiast lubię czasami porozmawiać, nawet z osobistym
                        krzywdzicielem smile ...aby na swoje wyjść.
                        pozdrawiam
          • Aga i jaka decyzję podjęłaś? apelacja czy zaczynasz od nowa całą sprawę? trochę
            mnie zdziwiło,że przegrałaś mając taką sytuację jaką opisałaś i jak dobrze
            zrozumiałam na sprawie rozwodowej miałaś adwokata?
      • ... ponieważ sąd jest w pracy, a sprawa rozwodowa jest jak produkcja gwoździ:
        mając odpowiedni materiał orzecze rozwód.

        Oczywiście najpierw sprawa o alimenty, bo dziecko musi mieć z czego żyć.
    • Napiszę brutalnie: I było to brać ślub? To jest jeden z powodów: oddajesz
      decyzję o tym, czy WOLNO Ci się rozstać z partnerem w ręce naszego
      pożal-się-Boże-państwa. W ogóle to fakt, że sąd w Polsce ma w ogóle prawo
      decydować, CZY do rozwodu dojdzie czy nie uważam za jeden ze skandali polskiego
      prawa. Oczywiście, czasem ludzie mogą się chcieć rozstać w sposób cywilizowany.
      Słyszałem o przypadkach, gdy ich adwokaci kazali im zmyślać na okoliczność
      rozprawy wielkie awantury, bo sąd dochodzi do wniosku, że jak nie ma bijatyk, to
      nie następuje "trwały rozpad pożycia". Oczywiście, jeżeli ludzie chcą sie
      rozstać w sposób cywilizowany, a im się zabroni, to wzajemne niesnaski będą
      narastać i narastać, i do rozwodu w końcu dojdzie, w sposób mało cywilizowany.
      Jedną z największych zdobyczy cywilizacyjnych nowego pokolenia jest brak
      powszechnego potępienia dla związków nieformalnych. Zakładajcie ludzie związki
      nieformalne! Przecież nigdzie nie jest powiedziane, że związek nieformalny musi
      być z założenia krótkoterminowy! Można kochać drugiego człowieka, dbać o niego,
      inwestować czas i uwagę, aby było razem dobrze po wsze czasy bez ślubu. W takim
      rozrachunku państwo nie ma prawa wtykać nosa w to, czy będziecie dalej razem,
      czy nie.
    • A więc tak: nie wnoszę apelacji, w poniedziałek składam pozew o alimenty a koło
      nowego roku jeszcze raz pozew o rozwód....i mam nadzieję że tym razem będzie i
      trwałość i zupełnośćsmile

      Tyle tylko najlepsze jest to, że teraz jak uprawomocni sie wyrok to zgodnie z
      nim muszę mężusiowi zapłacić 377zł zwrotu kosztów procesu (adwokatka) a on mi na
      małego ni płaci, zabezpieczenie ma zaległe u komornika.....
      ech życie....
      • timi_i_aga napisała:

        >
        > ...Tyle tylko najlepsze jest to, że teraz jak uprawomocni sie wyrok to zgodnie z
        > nim muszę mężusiowi zapłacić 377zł zwrotu kosztów procesu (adwokatka) a on mi n
        > a
        > małego ni płaci, zabezpieczenie ma zaległe u komornika.....
        > ech życie....

        alimenty.wieszjak.pl/temat-miesiaca/77795,temat.html
        --
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=58421
        ale nie zaglądajcie, nie warto wink
        • Ustawa przywracająca Fundusz Alimentacyjny przewiduje, że z pomocy będą
          korzystały osoby, które:

          * nie mogą wyegzekwować zasądzonych alimentów,
          * i dochód w ich rodzinie na osobę nie przekroczy 725 zł.

          Rumuńskie dzieci na bank się załapią i nie to żebym był rasistą, bo mnie aż o 30
          zł dochód przekracza, jak ja im to wytłumaczę, będą miały słuszne pretensje, że
          zachciało mi się powrotów do kraju, do Ojczyzny "ukochanej". Jednak ekonomia to
          nie zwykłe dodawanie czy odejmowanie, to wielki marketing i wszystko w trosce o
          dobro dziecka, pytam czyjego ...? Pewnie nikt w tym kraju nie posiada kredytów i
          innych stałych zobowiązań, no bo i po co banki miały by zarabiać? A kraj w
          błyskawicznym tempie goni Japonię, Irlandię i "Hy" wie co jeszcze, może wkrótce
          nawet Chiny???

          --
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=58421
          ale nie zaglądajcie, nie warto wink
          • Jaki związek jest miedzy Funduszem Alimentacyjnym, a Rumunią,
            Irlandią i całą menażerią, którą wymieniłes? W czym problem?
            • tricolour napisał:

              > Jaki związek jest miedzy Funduszem Alimentacyjnym, a Rumunią,
              > Irlandią i całą menażerią, którą wymieniłes? W czym problem?

              Jak to co? Tu o nasze dzieci chodzi, które też już w Europie być, a nie w kraju
              podbitym przez komunę i maja takie samo prawo do równego traktowania jak i
              godnego życia ...
              --
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=58421
              ale nie zaglądajcie, nie warto wink
              • 03.10.08, 18:12
                tylko nie pomyśl że mam poprzewracane w głowie- ja się cieszę że
                fundusz wróci- bo takich jak ja jest mało- dla większości te
                pieniądze z funduszu to jest jak Rubikon.
                Chodzi czasami jednak o to że kwota z funduszu może być za mała-
                niestety w moim przypadku- gdybym miała ją dostać ( zupełnie się nie
                łapię i nie jest mi żal- bo mam dużo większą średnią a i tak mam
                stały i zamordystyczny monitoring wydatków i ich struktury- którą
                modeluję na bieżąco)- to tragedia- mam niestety inną strukturę
                wydatków, możliwości rodziców sa- ale jeden z rodziców kombinuje.
                Jakby co- nie łapię się na fundusz, a moje wydatki- czytaj-
                najniezbędniejsze potrzeby rodziny a nie wizyty w Galerii Mokotów i
                wczasy na Rivierze- są i tak na innym poziomie. Gwoli wyjaśnienia
                dodam- po tym jak mąż zawitał na sąsiedni trawnik z powodu innego
                koloru jego trawy- wprowadzać zaczęłam niezbędne zmiany oraz
                oszczędności- ja- dla siebie najpierw potem dla dzieci.
                On- niestety nie- a wręcz przeciwnie- rozbuchał.( to w kwestii
                wyjaśnienia).

                Poziom ( moj i nie jest zawyżony tylko obniżony- w stosunku do
                mozliwości rodziców.
                Tylko mąz kmbinuje- a ja póki co- sama łatam braki- ale nie jestem
                Bogiem- mimo żem całkiem mobilna ekonomicznie oraz organizacyjnie.
                To jest moja inna sytuacja bo jak pisałam - większości- fundusz jawi
                się i będzie niestety jak zbawienie- dla masy matek- które mają
                problem z kaś na chleb i buty raz lub dwa razy w roku- wiem bo znam
                i za darmo dzieciece buty i ciuchy rozdaję.


                Rozumiesz już poprzedni post?
                Bywa i tak- że Fundusz daje nic- bo nie dotyczy. Co nie umniejsza
                jego ważności dla wielu ludzi.
                • 04.10.08, 09:54
                  Ja bym sie łapała na Fundusz ale jeszcze dalekoooooo mi do niego bo dopiero w
                  poniedziałek będzie złożony pozew o alimenty....a gdzie tam jeszcze do
                  bezskutecznej egzekucji....hmmm

                  Ciekawa jestem czy się kochany tatuś upomni o te 377zł... Moja adwokatka
                  powiedziała żeby nie płacić a jak sie upomni to odliczyć od zaległych
                  alimentów... cwaniara....tonie ona by w ten sposób "okradła" własne
                  dziecko...jak narazie nie stać mnie na "wykonanie wyroku" w kwocie 377 dla
                  mężusia....zobaczymysmile
                  • 04.10.08, 11:54
                    timi_i_aga napisała:

                    > Ja bym sie łapała na Fundusz ale jeszcze dalekoooooo mi do niego ...

                    Ale też przelicz, czy dochód Ci nie przekracza magicznej kwoty, a i nie
                    dostaniesz więcej, jak w ogóle, od kwoty jaką Ci sad uzna za słuszne i
                    uzasadnione żądania, a i możliwości drugiej strony często istotne też

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.