Dodaj do ulubionych

powtarzalnosc, banał, schematyzm

07.03.09, 10:44
Nie tak dawno temu mialam szczęście byc świadkiem otwierania sie wielu roznych
osob - mowili o tym - z tego co dało się powiedziec - najtrudniejszym,
najgłebszym.
Słuchałam i okazywało się, ze jestem w każdej z tych historii, jakas częsc
mnie, mojego zycia, moich doświadczeń. Nie miala znaczenia roznica płci,
wieku, pogladow.
Okazało się, że koniec końcow jestesmy tacy sami, od tego co nas rożni -
nieskończenie wiecej łaczy.
Tak czy owak - nalezymy do jednego gatunku, a byc moze - jesteśmy częścią tej
samej całosci.
Wydaje mi sie, że forum nie sluzy opowiadaniu zajmujacych historii, a raczej
dzieleniem sie kawalkiem wlasnej prawdy. Przynajmniej to forum.
Wszystko jest schematyczne, podobne - poród, seks, śmierc. Modlitwa.
Czy dlatego miałyby byc mniej warte? Mniej ważne?
Kazdy ich doswiadcza po swojemu, dla każdego są jedyne i ważne.
Wszyscy mamy te same oczy, dłonie, stopy. Czy powtarzalnośc w najmniejszym
chocby stopniu umniejsza ich wartosc?

Żyjemy w kulturze, w ktorej niebywałego znaczenia doczekały sie blichtr, pozór
oryginalności, zmiennosc. W biegu przepuszczamy przez palce rzeczywisty swiat,
często naszą wlasna prawdę. NIby zawsze tak było, "pogoń za wiatrem", ale
wydaje mi sie, ze szaleństwo techniki sprawia, ze przyspieszylismy ponad
miarę. Szukamy wciąż nowego, bo niczemu - lub prawie niczemu - nie potrafimy
podarowac prawdziwej uwagi. Świadomie piszę - "podarowac", bo moze wlaśnie
uwaga jest najwiekszym z darow.

Powtarzalnosc - to nasz kontekst naturalny. Zaraz bedzie wiosna.

--
"Nawet w naszych czasach istnieją specjalne placówki, które pomagają rozwiązać
podobne problemy tak, aby nieszczęście wykluczonych nie kłuło zdrowych w
oczy." J. Littell
Edytor zaawansowany
  • ewelka01 07.03.09, 11:24
    nanga,
    dla kazdego ktory opisuje swoja historie- jest ona wyjatkowa,a my
    nieraz nie zwracamy uwagi, ze ta osoba cierpi, nie slyszymy tego,
    nie widzimy, jest to dla nas powtarzalnosc, banał, schemat.....
  • kami_hope 07.03.09, 16:36
    Niewątpliwie należymy do jednego gatunku.
    Ludzki genotyp łatwo odróżnić od genotypów innych gatunków. Chociaż,
    odkryto, że genotyp kozy górskiej jest w 99.99% podobny do
    ludzkiego, stąd nawet była taka teoria, że człowiek pochodzi od
    kozy. Kilkadziesiąt lat temu, nauka podawała niewielką liczbę cech
    fenotypowych (tzw. cechy mendlowskie; Mendel opisał reguły
    dziedziczenia). Do dzisiaj poznano kilkanaście tysięcy tych cech!
    Freund twierdził, że wszyscy są (w jakimś stopniu) znerwicowani.
    Stąd pouczał (Junga), iż powinien „zaprawiać się” w tolerancji.
    Okazało się, że Freud miał nerwicę i poniekąd dziwił fakt, że sam
    mistrz nie uporał się z własną nerwicą.
    Wywnioskowałaś Nango, że „koniec końców jesteśmy tacy sami”. Czy
    wniosek nie wywodzi się właśnie z wyszukiwania u innych, cech
    podobnych sobie?
    Freud poważnie traktował neurotycznych pacjentów, dowiódł istnienia
    psyche nieświadomej… i jakkolwiek wielkie było jego dzieło, to
    dopiero Jung ukazał duchowy aspekt człowieka, poza jego znaczeniem
    osobistym oraz funkcją biologiczną.
    My - ludzie, choć – można rzec – zbudowani na podobnym szkielecie,
    to jednak różnimy się od siebie, moim zdaniem, bardziej niż jesteśmy
    podobni. Obok różnic biologicznych (niepowtarzalny kod genetyczny),
    człowiek jest indywiduum psychicznym i duchowym (gdzie choć wspólne
    nam pojęcia – ujęte w definicji – archetypu, animusa/animy i in., to
    jednak treści w nich są jedyne w swoim rodzaju!)
    Domyślam się Nango, że napisałaś swój tekst pod wpływem postu Marie.
    Chciałam przy tym zauważyć, iż nie było w tych treściach celu (czy
    choćby oznaki, wg. której można by tak wnioskować) umniejszania
    wartości („schematom”wink. Jesteśmy podobni pod pewnymi względami,
    historie bywają podobne – i to po prostu fakt, nic więcej! Powiem,
    że ów fakt nie dziwi, albowiem to szczególne forum, gromadzi ludzi
    powiązanych ze sobą tematycznie.
    Ale mimo wszystko różnimy się! Nie tylko osobowością, warunkami
    egzystencjalnymi, wykształceniem, wiekiem (w mniejszym bądź większym
    stopniu), to przede wszystkim różnimy się ŚWIADOMOŚCIĄ. A wobec
    tego, osoba na „wyższym” (cudzysłów, bo pojęcie względne) stopniu
    rozwoju świadomości, może być znudzona, powtarzalnością historii
    (notabene ludzi „mniej” świadomych), których finał jest łatwo
    przewidywalny. Ot, po prostu – znudzenie! Ale także, może brak
    cierpliwości… bo kiedy z „dobrej” woli udziela się człowiekowi
    wsparcia (przekazuje pewną wiedzę), a ów jest na nią oporny, przy
    czym stosuje wydumane często i infantylne usprawiedliwienia – mogą
    opaść ręce w bezsilności, czyż nie?
    I przypomnę w tym momencie myśl biblijną (bo lubię akurat odnosić
    się do tekstów biblijnych, apokryficznych, itp.): „nie rzucaj pereł
    przed wieprze” – przy tym temacie można by utworzyć kolejny
    wątek… smile





  • mariefurie 07.03.09, 18:54
    Nango zgodzę się z Tobą, ale tylko w części.
    Mówisz, ze miałaś mozliwośc wysluchania ludzkich historii w których w kazdej z nich odnajdywalas cząstkę siebie.Owszem. Bo historia lubi sie powtarzać. Jak powiedziałas - porod, seks, smierć, i ciągnąc to dalej...związek małżeński, zdrada jednego z małżonków, mąż/żona dręczyciel/ka, hazardzista/ka czy homoseksualny/a.
    Banalne? Może.
    Nie jest natomiast banalne nasze podejście do tego co nas spotyka. Sposób w jaki stawiamy czoła tym "kryzysom", w jaki sposób rozwiązujemy swoje problemy. A rozwiązujemy je w sposób zgodny z własnym "ja". I tutaj zgadzam sie z Kami. Jestesmy różni i niepowtarzalni, mimo że historie które nam się przytrafiają sa podobne.
    Również jak ona przypuszczam, ze napisałaś ten post po przeczytaniu tego napisałam w wątku so-wi. Rozumiem tez Twoja i innych konsternację (zdegustowanie?), którą mój post wywołał. Dlatego gwoli ścisłości czuję sie w obowiązku wytlumaczenia (nie wytlumaczenia się!) swojego stanowiska.
    Otóz porusza mnie, wzrusza, imponuje (sposób rozwiązywania problemów, samego podejścia do nich, odwagi mimo pietrzących sie trudności i konsekwencji w działaniu)
    to, co opisywała w swoim czasie Donia, jak również porusza mnie co pisze Pokopanka, Useless, Kacprus, Krolowazla, Youn-and-bored, Sauber i wielu innych. Dlatego, że sa to historie prawdziwe. Dlatego, że nawet jesli i maja gorszy dzień i chcą się wyzalić czy ponarzekać na forum ( bo chca byc wysłuchani, potrzebuja rady czy tez po prostu potrzebę sie wyżalić, czy podzielić się doświadczeniem), to robia to wszystko szczerze, bo na podstawie własnego doświadczenia.

    Natomiast zupełnie mnie nie porusza, a wręcz zniesmacza, irytuje i bulwersuje, kiedy ktoś zbiera wszystkie historie do kupy i wydaje na forum kompilację tych historii, w celu nie wiadomo jakim. Kiedy stosuje proste, prymitywne wręcz techniki manipulacyjne w nadziei ze
    zbierze jak największą liczbę opinii na "zadany" temat. Kiedy wcale nie zależy temu komuś ani na opinii forum, ani na radzie, ani na pomocy, ani nawet na wysłuchaniu. Bo przecież tak głośno mówi, że nie jest w stanie usłyszeć rozmówcę. Za to jest w stanie naprowadzić go na pożądany przez siebie tok myślenia, na koncu podsumowując rozmowę podziekowaniem,iz adwesarze zaspokoili głód narcystyczny autorki. Nie po raz pierwszy zresztą.

    T co napisałam zatem, gwoli wyjasnienia, było paszkwilem nie na prawdziwe historie, tylko na manipulacje stosowana na tym forum.

    Na szczęście idzie wiosna.... każda wiosna jest inna, bez schematów, powtarzalności i banałów.
  • young-and-bored 07.03.09, 20:25
    Nie chcę mi się za bardzo nad tym rozwodzić, jakaś grypka mnie
    dopadła, ale ciekawy jestem dlaczego uparłaś sie, że Sowi
    manipulowała rozmówcami ?
    Wiesz, Twój post nawet mnie trochę rozbawił, ale przyznasz, że samej
    zainteresowanej mogło się przykro zrobić. Nie zauważyłem żeby ona
    tam kogoś atakowała.
  • kami_hope 07.03.09, 22:39
    Young, a pamiętasz krezzzz100?
    choćby to:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=48555&w=90183204&a=90183204
    Nie posiadam takich umiejętności jak Marie, jednak i bez tego Sowi
    jakoś tak kojarzy mi się z krez. No sam zobacz...
  • young-and-bored 08.03.09, 01:01
    zczerze mówiąc nie koncentruję się tu na każdym temacie, tylko
    uważnie śledzę te historie, które mnie zainteresują. Wypowiedź
    Krezza wydała mi się na pierwszy rzut oka przeintelektualizowana
    i nie chciało mi się bawić w analizę jego dywagacji.
    Internet ma to do siebie, że nigdy nie masz pewności kto siedzi
    po drugiej stronie łącza i jakie są jego intencje. Kiedyś na jakimś
    forum dla ojców naskoczyłem na chłopaka, bo jego stosunek emocjonalny
    do przedstawianych wydarzeń wydawał mi się tak nieadekwatny, że
    uznałem go za kobietę, która na forum dla facetów chce przewidzieć
    ruchy i możliwości zdradzanego męża. A potem głupio mi było z tego
    powodu, bo się pomyliłem.
    Dlatego generalnie staram się zakładać autentyczność rozmówcy i
    jego problemu, bo nigdy nie ma 100% pewności, że osoba schowana za
    danym nickiem trolluje. Ale nie przeczę, że Marie ma większą
    intuicję i może mieć rację.
  • nangaparbat3 07.03.09, 22:09
    Marie,
    bardzo Ci dziekuje za taką szczerą odpowiedź.
    Rzeczywiscie, to wypowiedzi Twoje, ale jeszcze bardziej Tri pobudziły mnie do
    refleksji, ale specjalnie zalozylam nowy watek, zeby oddzielic to co chcialam
    powiedziec od losow So-wi i dyskusji z nia. Bo inne spojrzenie ma sie w
    konkretnej sprawie, kiedy wchodza w grę emocje, skojarzenia, odniesienia - mam
    nadzieje, ze jednak uda nam sie wreszcie pogadac naprawdę i dokoncyzc temat.
    --
    "Nawet w naszych czasach istnieją specjalne placówki, które pomagają rozwiązać
    podobne problemy tak, aby nieszczęście wykluczonych nie kłuło zdrowych w oczy."
    J. Littell
  • nangaparbat3 07.03.09, 22:27
    Najpierw chce tylko podkreslic, ze nie odnosze się tu do dyskusji w watku So-wi.
    Jest dla mnie zaszczytem pokrewieństwo z kozą, moim ulubionym stworem, z racji
    źrenic - prostokatnych.
    Mimo wszystko bardziej przypominam starego fundamentalistę Giertycha niz
    jakakolwiek kozę, nie tylko gorską. I podejrzewam, ze Ty też.
    Wciaż bedę sie upierac, ze my, ludzie, jestesmy przede wszystkim podobni, a
    nawet tacy sami, zas roznice sa wartoscia dodaną.
    Wiem, ze ludzie roznia sie poziomem swiadomości. Ten jednakze bywa rozny nie
    tylko w przypadku roznych osob, ale też w przypadku kazdej pojedynczej osoby.
    Jak powiedzial ktos kiedys - "oswieconym sie nie jest, oswieconym się BYWA'.
    Co wynika z tej "wyzszej świadomosci"?
    Ano większe obowiązki, sądzę.
    I jakos znudzenie dziwnie mi sie z "wyzszą świadomoscią" nie kojarzy.
    Gdybym sie martwila lub irytowala faktem, ze ludzie nie przyjmuje wiedzy, ktorą
    chcialabym im przekazac, musialabym sobie już sznur kręcic. Człowiek jest w
    stanie przyjąc tyle i dokladnie tyle, na ile jest gotowy, i nie ma sensu gniewac
    sie na niego o to, ze NASZE oczekiwania nie sa na JEGO miarę.
    Cóż - to tez sztuka: akceptowac wlasna bezsilnosc.



    --
    "Nawet w naszych czasach istnieją specjalne placówki, które pomagają rozwiązać
    podobne problemy tak, aby nieszczęście wykluczonych nie kłuło zdrowych w oczy."
    J. Littell
  • kami_hope 07.03.09, 23:56
    „Koza” i dalsza argumentacja, jakkolwiek osobliwa, to jednak
    argumentacja (rzeczowa); wszak zwykliśmy się wypowiadać poprzez
    optykę, która jest nam najbliższa (jakaś dziedzina w której czujemy
    się biegli lub co najmniej z nią zaznajomieni).
    >I jakos znudzenie dziwnie mi sie z "wyzszą świadomoscią" nie
    kojarzy.
    Dla mnie kwestie „znudzenia” i „świadomości” wynikają z różnych
    źródeł. Do pierwszego posłużę się porównaniem (coś mi się zdaje, że
    nie przepadacie za tego typu porównaniami/argumentacją, mimo
    wszystko… takie właśnie skojarzenia mi przychodzą do głowy): dany
    nerw drażniony przez odpowiednio długi czas, traci swoją wrażliwość
    na odbieranie bodźców. Ma to odniesienie również do psychiki;
    stwierdzono, że studenci tracą koncentrację po (średnio!) 30min
    wykładu. I niezależnie jak bardzo byśmy się starali, to jednak po
    jakimś czasie następuje „zmęczenie materiału”. Jesteśmy ludźmi, nie
    bogami! Możemy się znudzić i nie ma w tym żadnej winy, słabości,
    etc., ot po prostu to się dzieje. Świadomość zaś, co prawda nie
    tworzy się sama (ponoć jest dziedziczona), jednak może być
    rozwijana – wynika z naszej woli. Tak więc człowiek świadomy, może
    czuć się znudzony (i jest świadom swojego stanu), i przeciwnie, ktoś
    mocno skoncentrowany i zaangażowany wcale nie musi być świadomy.
    >Gdybym sie martwila lub irytowala faktem, ze ludzie nie przyjmuje
    wiedzy…
    No i właśnie o to chodzi, aby się tym nie martwić! Dlatego, że raz –
    jesteśmy wszyscy ograniczeni czasem, dwa – mamy swoje priorytety.
    Oczywiście, że nie można mieć pretensji do kogoś, bo nie jest
    dość „chłonny” wiedzy. Ale jeśli ktoś przychodzi z potrzebą
    uzyskania pewnych informacji/pomocy, ta jest mu udzielana na różne
    sposoby, a później dana osoba krzywi się, grymasi, obraca własną
    wersję o 180st., to w pewnym momencie zostanie – mówiąc
    kolokwialnie – olana (i nie ma w tym nic dziwnego). Nie warto walić
    głową w mur (prawo dynamiki Newtona), bo to nas bardziej „zaboli”, a
    nie mur. Stąd wspomniałam o rzucanych perłach; to nic innego jak
    trwonienie swojej energii, podczas gdy mogłaby być spożytkowana w
    kierunku, który przyniesie pozytywne efekty.
    > Cóż - to tez sztuka: akceptowac wlasna bezsilnosc.
    Dokładnie tak! Chyba sama nie tak dawno to odkryłam. Co przyniosło
    zresztą wielką ulgę… Dziś akceptuję własną niedoskonałość,
    przebaczyłam sobie własne błędy (które zresztą szanuję, bo gdyby nie
    one, nie byłoby mądrości wynikającej z tamtych lekcji) i podobnie
    patrzę na innych gdy błądzą… Pośród tych, będą tacy, którzy drogę
    chcą odnaleźć, a i tacy (nieświadomi swojego pobłądzenia, a raczej
    dopatrujący się błędów zewnętrznych), którym wygodnie (?) jest
    pozostawać w tym stanie lub/i drogi wyjścia odnaleźć nie chcą
    (mechanizm wypierania), bo ta wymaga wysiłku i często jest bolesna.
    Ale! Zbyt pochopna akceptacja własnej niemocy powoduje bezruch.
    Trzeba próbować i oszacować (na drodze doświadczenia) zyski i
    poniesione straty.

    Chyba przydługo… „zmęczenie materiału”? smile
  • mariefurie 08.03.09, 00:28
    Chwila, Kami.
    <<takie właśnie skojarzenia mi przychodzą do głowy): dany
    nerw drażniony przez odpowiednio długi czas, traci swoją wrażliwość
    na odbieranie bodźców.

    Zatkało mnie smile. Jak to, traci wrazliwość? Masz jakis przyklad na to?

    To też chciałabym oprotestować wink
    >>Świadomość zaś, co prawda nie tworzy się sama (ponoć jest dziedziczona)..
    Wytłumacz, proszę, bo nie rozumiem. Skąd taki wniosek?

    >>Ale! Zbyt pochopna akceptacja własnej niemocy powoduje bezruch.

    To prawda.


  • nangaparbat3 08.03.09, 09:30
    mariefurie napisała:
    Jak to, traci wrazliwość? Masz jakis przyklad na to?

    Ja mam, prościutki: zapach odczuwamy przez jakieś 6 minut, potem przestajemy
    czuc go swiadomie.



    > >>Świadomość zaś, co prawda nie tworzy się sama (ponoć jest dziedziczon
    > a)..
    > Wytłumacz, proszę, bo nie rozumiem. Skąd taki wniosek?

    No jak - nie rozumiesz. Na przyklad świadomosc socjalistyczna - dlatego teraz
    trzeba dokladnie sprawdzac przodkow.
    >
    > >>Ale! Zbyt pochopna akceptacja własnej niemocy powoduje bezruch.
    >
    > To prawda.

    Bezruch nie musi byc zły, zwlaszcza teraz, kiedy wiekszosc z nas miota sie ponad
    wszelką miarę i bez sensu (ja niestety często też).
    Nie pozwalamy sobie na cisze i bezruch, więc masowo chorujemy na depresję.


    --
    "Nawet w naszych czasach istnieją specjalne placówki, które pomagają rozwiązać
    podobne problemy tak, aby nieszczęście wykluczonych nie kłuło zdrowych w oczy."
    J. Littell
  • kami_hope 08.03.09, 20:41
    „W otoczeniu człowieka powstaje w szczególnych warunkach bodziec o
    znacznym natężeniu, który może wywołać szkodliwe następstwa. (…wink
    Bodziec akustyczny wpływa na narząd słuchu, wywołując w nim swoistą
    reakcję. (…wink Zmęczenie słuchu wyraża się czasowym podniesieniem
    progu słuchu związanym ze zmniejszeniem wrażliwości komórek
    słuchowych, występującym w okresie kilku minut po zadziałaniu hałasu.
    (…wink
    Wibracje. (…wink Najwcześniejszym objawem są zaburzenia czucia bólu i
    czucia wibracji. (…wink Typowe jest zmniejszenie wrażliwości na swoisty
    bodziec, tj. wibracje. Z tego względu określenie PROGU CZUCIA
    wibracji (tzw. palestezjometria) jest jedną z podstawowych prób
    diagnostycznych. W zaawansowanych zmianach (tj. przyp. przy
    długotrwałym oddziaływaniu wibracji lub/i przy wysokim natężeniu)
    dochodzi do uszkodzenia neuronu obwodowego o charakterze
    polineuropatii czuciowej.” – „Patofizjologia” pod red. prof. dr.
    hab. med. S. Maślińskiego i prof. dr. hab. med. J. Dyżewskiego;
    Wydawnictwo Lekarskie PZWL
    www.kolo-neuro.amg.gda.pl/Dane/Polineuropatie.doc
    www.imp.lodz.pl/upload/oficyna/artykuly/pdf/full/Har4_04_04.pd
    f („WSTĘP”wink
    Z neurologii czy fizjologii nie będę cytować, bo tam pompa sodowo-
    potasowa może osłabić nie wprawionego czytelnika wink Jakby to nie
    wystarczyło, możesz poszukać o np. prądach galwanicznych
    (fizjoterapia) .

    edukacja.eneteia.pl/index.php?view=article&catid=9%3Aslowniki&id=9%3Asownik-podstawowych-terminow-
    jungowskich&option=com_content&Itemid=8 (archetyp, ego, świadomość,
    cień)
    mpancz.webpark.pl/bioteolamarkizm.php
    (Wyobraźmy sobie zespół przekazów kulturowych krążących w danej
    grupie ludzi, wpływający na światopogląd i sposób działania jej
    członków. Jest to tak zwana świadomość społeczna.
    Richard Dawkins nazwał owe przekazy kulturowe memami. Można więc
    dostrzec podobieństwo między relacjami: allel - pula genetyczna i
    mem - pula memowa czyli świadomość społeczna. Memy potrafią również
    zmieniać swoją częstość w puli, wypierać się nawzajem.(…wink Wiemy już,
    że memy dziedziczą się w sposób lamarkowski. Informacje uzyskane od
    innych ludzi, doświadczenia nabyte za życia przekazane zostają na
    linii mózg - mózg: albo poziomo - wewnątrz danej grupy ludzi o
    zbliżonym wieku albo pionowo, z pokolenia na pokolenie, co nazywamy
    tradycją. Mózg jest jednak wytworem alleli. Czy oznacza to utratę
    przez nie wyłączności na przepływ z organizmu do organizmu ?
    Wyłączności na ewolucję w świecie ożywionym ?(…wink We współczesnych
    cywilizowanych społeczeństwach krążą memy typu „Opiekuj się
    dzieckiem upośledzonym nawet, jeśli nie rokuje ono nadziei na
    wnuka”, „Przeznacz część swoich środków, które mógłbyś zainwestować
    w potomstwo na osobniki chore, kalekie”. Nie są to, co prawda, memy
    które zdominowały pulę powyższych społeczności, ale są przynajmniej
    powszechnie uważane za szlachetne i nie życzymy im źle. Istnieją
    niestety również inne memy, np. „Obwieś się ładunkami wybuchowymi i
    zdetonuj je w obecności osoby ważnej dla grupy ludzi, z których
    ideologią się nie zgadzasz”. Nie trzeba nikogo przekonywać, że
    detonacja nie wyjdzie allelom na dobre.(…wink Cała obecna wiedza z
    zakresu genetyki i teorii ewolucji nie wyklucza mechanizmu
    dziedziczenia cech nabytych. Specyficzny jego przykład pojawił się w
    artykule: „Modyfikacja hormonalna”.
    Możemy sobie wyobrazić, że ewoluuje mechanizm, w którym cecha nabyta
    ma selektywny i precyzyjny wpływ na gen, powodując mutację kodującą
    tą cechę.)

    „Nasza świadomość przecież nie tworzy się sama, lecz wypływa z
    nieznanych głębi. Stopniowo budzi się ona w dziecku i codziennie
    rano budzi się z głębi snu – ze stanu nieświadomości” – C. G. Jung
    („O psychologii wschodniej medytacji”, „Wspomnienia, sny, myśli”
  • rybak 07.03.09, 21:07
    Na początek wyjaśnienie. Mam dziwnie bardzo. Kiedy patrzę na człowieka, słucham
    go - może mnie rolować równo. Kiedy czytam - jakby trochę mniej. Rozpoznawanie
    stylu, memów etc. Taki feler.
    Albo i nie. Bo dzięki niemu kiedyś na chleb zarabiałem i czasem zarabiam nadal.
    O, czasem uda mi się człowieka zidentyfikować, tylko go czytając. Ale tak ma
    chyba każdy, kto sporo czyta.
    Dlatego historia sowie wydaje mi się... nieco dziwna, patrząc na to w ten
    sposób. Jakby - podkomponowana. Złożona z kawałków, z których każdy osobno ma
    głęboki sens. Razem - już jakby mniej. I ich łączenia sprawiają niekiedy
    wrażenie... fastrygi a nie porządnego zszycia. Dlatego podchodzę do niej
    ostrożnie. I nie oceniam tu sowie, bo nie mam w zwyczaju, ale... jednak patrzę
    ostrożnie. Choć mogę się oczywiście grubo mylić.

    Co do banalnych problemów. Wiesz, Nanga, masz rację, że problemy się powtarzają.
    Bo człowiek ma skończoną liczbę popędów i pragnień, po prostu. No dobrze - może
    się różnić od drugiego skalą. Ale i lista grzechów jest z góry wyliczona i w
    zasadzie nic nowego się nie wymyśli, czego już w Księdze nie było.

    Ale borykanie się z tymi wyzwaniami.... rzeczywiście - tym się ludzie różnia,
    niezależnie o tego, czy to oni od kozy pochodzą, czy koza od nichsmile
    Ale że nie wiemy, co zrobimy, gdy to nas trafi... Mój Boże. A kto powiedział, że
    ma być łatwo? Łatwo już było. Kiedy to za nas podejmowano wszelkie decyzje,
    oprócz tej, kiedy zużyć pieluchę.smile
    Ja tam się cieszę, że nadal mogę podejmować decyzje. Bo dopóki to robię - żyję
    przecież. Głupio, mniej głupio - ale jednak.smile
    Dlatego jeśli można coś radzić sowie, zakładając, źe jednak pisze prawdę.
    PODEJMIJ DECYZJĘ!
    Jaka by była - ZRÓB TO!
    A potem się jej trzymaj.
    I już.

  • nangaparbat3 07.03.09, 22:31
    Wielokrotnie czytajac rozne watki zastanawialam sie, na ile nasze rozumienie
    Autora/Autorki jest kwestią jego/jej stylu, talentu literackiego, czytelniczej
    kultury.
    Wiec rozumiem, o czym piszeszwink
    Nie chcialam, by to co mowię wiazac wprost z dyskusja w watku So-wi, nie o to mi
    chodziło. I nawet calego watku nie czytałam, zainspirowala mnie przede wszystkim
    krotka wypowiedź Tri - ze już było, ze banał. I tyle.
    --
    "Nawet w naszych czasach istnieją specjalne placówki, które pomagają rozwiązać
    podobne problemy tak, aby nieszczęście wykluczonych nie kłuło zdrowych w oczy."
    J. Littell
  • mariefurie 08.03.09, 00:22
    Nango, droga, Tri z tysiąc razy już to powtarzał na tym forum, więc nie rozumiem dlaczego Cie to akurat teraz zainspirowało, tym bardziej, ze nie jesteś pierwszy rok na forum.
    Bo mnie bardziej nie tyle zainspirowało ile zirytowało Mazurowe
    "... że te nasze historie mimo indywidualnych tragedii, to schematyczne i powtarzalne są." Które to zdanie wkłada mi do ust, choć nic takiego nie powiedziałam.
    Irytuje mnie również wnioskowanie a la nasi politycy, kiedy np.były juz min Orzechowski na stwierdzenie UNICEFu o sytuacji dzieci na świeci na ktorą zwraca uwage raport tejże instytucji że "rodzenie dzieci pozostaje największym zagrożeniem dla zdrowia kobiet na świecie" (tj alarmujące o tym, ze kobiety rodzą w zatrważających warunkach), minister były wyciąga wniosek ze ta agenda ONZ nawołuje do aborcji, na podstawie czego też minister były dedukuje , ze nie powinniśmy podpisać traktatu lizbońskiego!
    A najbardziej mnie zniechęciło i zniesmaczyło to (w kontekście całej dyskusji) :
    Kasper:<..> Nie masz szacunku do innych, czy też szykujesz nowelkę
    do "Twojego stylu"?
    so-wi:
    gdyby to co napisałam miało być próbką literacką wiedziałbyś już, że do "Twojego Stylu" za dobra jestem.

    Uwagi Tri w tym wszystkim to sa uwagi osoby nie zmanipulowanej, jak Kasper i Ewa również. Nic ponadto.
    Ale, nie o tym mialo być. Więc, odpuszczam.
    Nie w każdych rękach nóż czy zapałki są narzędziem bezpiecznym, stąd opór ustawodawcy przed powszechnym dostępem do broni palnej.smile
  • z_mazur 08.03.09, 03:28
    A dla mnie te dość emocjonalne momentami reakcje so-wi raczej potwierdzają autantyczność jej historii.

    Ktoś kto bawiłby się w manipulacje, miałby na tyle duży dystans, żeby odpuścić sobie reakcje na ataki czy to Kaspra, czy Twoje, czy Tri.

    W każdym razie ja jakoś nie czuję się zmanipulowany. A gdybym się czuł, to też ostrożnie bym podchodził do tych swoich odczuć, bo więcej szkody może wywołać moja niechętna reakcja w przypadku gdybym się pomylił, niż przynieść pożytku gdybym miał rację. I tyle.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • nangaparbat3 08.03.09, 09:50
    z_mazur napisał:

    > W każdym razie ja jakoś nie czuję się zmanipulowany. A gdybym się czuł, to też
    > ostrożnie bym podchodził do tych swoich odczuć, bo więcej szkody może wywołać m
    > oja niechętna reakcja w przypadku gdybym się pomylił, niż przynieść pożytku gdy
    > bym miał rację.

    No i właśnie.
    Nic tak nie rani, jak odrzucenie - w zwykłym znaczeniu nieprzyjmowania do
    wiadomości, zarzucania kłamstwa lub manipulacji, czy nawet zwykłej pomyłki -
    tego co staramy się odkryc ze swego życia, najmniejszego nawet kawalka prawdy.
    Paradoksalnie, przyjecie go moze potem ułatwic akceptacje tego, co my zechcemy
    przekazac. Odrzucenie - blokuje.
    Miałam niedawno takie doświadczenie: kolega przez kilka godzin opowiadal mi o
    swoim konflikcie z szefem, w ktorym czul się glęboko pokrzywdzony, potraktowany
    niesprawiedliwie. Słuchałam przyznajac mu racje, rozumiejąc, wspierając - jego
    historia była przekonujaca i spojna. Ale potem pokazał mi przedmiot konfliktu
    (film), obejrzałam i musialam powiedziec prawdę: szef mial rację. Miał - bo to,
    i to, i tamto. Usłyszalam: teraz rozumiem o co chodzi i zgadzam sie z tym.
    To po prostu tak jest: trzeba czlowiekowi dac przestrzeń na wypowiedzenie swojej
    prawdy, tyle ile ON potrzebuje, nie ile nam się uroi, trzeba ja przyjac, a
    dopiero potem mozna wypowiadac własną, chocby diametralnie odmienną.
    Ale ja to wszystko piszę teoretycznie, bo wiem z wlasnego doświadczenia, że
    często emocje biora górę, każdy z nas ma jakieś obszary, których nie chce
    akceptowac, nie jest w stanie, odrzuca je bez namysłu - ja też.
    >


    --
    "Nawet w naszych czasach istnieją specjalne placówki, które pomagają rozwiązać
    podobne problemy tak, aby nieszczęście wykluczonych nie kłuło zdrowych w oczy."
    J. Littell
  • wania46 08.03.09, 10:11
    Dla mnie taki dlugi post autorki watku (sowi) swiadczy o pogubienia sie w szczegolach i zaplataniu emocjonalnym. Z ktorego mozna wyjsc przy pomocy osob obiektywnych.
    Natomiast stwierdzenie, ze to schemat tylko w tym pomaga, to znaczy ze takie cos juz sie innym przydarzalosmile i ludzie znalezli na to rozwiazanie.
    Ja takie odkrycie zrobilam czytajac "Toksyczne zwiazki" Pii Melody, ze to co przezywam zdarza sie czesto, jest przewidywalne i moze zostac rozwiazane.
    I nie mozna miec pretensji, ze nowe osoby wchodzace na to forum nie pisza nic nowegosmile albo pisza za dlugo bo na tym forum zawsze bedzie taka powtarzalnosc.
    --
    Zycie to nie je bajka
  • nangaparbat3 08.03.09, 10:29
    Masz rację, tylko chciałabym podkreślic, ze czym innym powiedzec: to sie zdarza,
    niejednemu, i z tego mozna wyjsc, czym innym oznajmic: to schemat i banał.
    --
    "Nawet w naszych czasach istnieją specjalne placówki, które pomagają rozwiązać
    podobne problemy tak, aby nieszczęście wykluczonych nie kłuło zdrowych w oczy."
    J. Littell
  • wania46 08.03.09, 11:58
    To tez mialam na mysli, tylko nie wyartykulowalamsmilealbo napisalam nie wprostsmile
    --
    Zycie to nie je bajka
  • kami_hope 08.03.09, 21:16
    Moim skromnym zdaniem, przy założeniu, że opowieść Sowi jest szczera
    (bez elementów świadomej manipulacji), powiedziałabym, że stworzyła
    na swój temat mit. Sowi zakłada maskę, która ją chroni (jej
    wnętrze). Wyraźnie podkreśla znaczenie swojego wykształcenia,
    talentów…, ukazuje siebie jako „autorytet” w jakiejś dziedzinie
    (może dlatego, że ta „persona” będzie potraktowana łagodniej, z
    szacunkiem, uznaniem i otrzyma „przyzwolenie społeczne” na (np.)
    rozwód?). No w każdym razie zawiłości tu są. A maskowanie się
    (posługiwanie się wyszukanym słownictwem, itp.) utrudnia
    komunikację. Przy czym, efekty (tej komunikacji) są niezależne od
    czytelników (tzn., że Sowi jest odpowiedzialna za swój przekaz i
    jego niezrozumienie względem jej oczekiwań)
    … można domyślać się poważnych problemów u Sowi. Z tym, że wykluczam
    (z grupy „poważnych”wink, Świadka i męża. Podst. to uzależnienia i in.
    (jak dla mnie, konieczna jest tu diagnostyka psychiatryczna).
  • nangaparbat3 08.03.09, 09:37
    Tu ostatnio wiekszosc wątku poswięcona byla sprawom
    prawno-finansowo-logistycznym, wiec niewiele czytalam. To i odzwyczailam sie od
    tekstów, ktore, rzeczywiscie, powtarzaja się.
    Ale jeszcze wieksze wrażenie zrobiło na mnie wlasnie to o czym wcześniej mialam
    zaszczyt - zobaczenie w innych, zupełnie na pozór odmiennych osobach - siebie.
    Wystarczyło zejsc o dwa-trzy pietra głebiej niz w codziennym, nawet
    przyjacielskim kontakcie, zeby tego doswiadczyc - jedności? bliskości? NAsuwa mi
    sie slowo "braterstwo" - w takim ewangelicznym kontekscie, kiedy o drugim
    człowieku mowi się "brat".
    --
    "Nawet w naszych czasach istnieją specjalne placówki, które pomagają rozwiązać
    podobne problemy tak, aby nieszczęście wykluczonych nie kłuło zdrowych w oczy."
    J. Littell
  • so-wi 08.03.09, 18:24
    > Natomiast zupełnie mnie nie porusza, a wręcz zniesmacza, irytuje i >
    bulwersuje, kiedy ktoś zbiera wszystkie historie do kupy i wydaje > na forum
    kompilację tych historii, w celu nie wiadomo jakim. Kiedy > stosuje proste,
    prymitywne wręcz techniki manipulacyjne w nadziei > ze
    > zbierze jak największą liczbę opinii na "zadany" temat. Kiedy > > > wcale nie
    zależy temu komuś ani na opinii forum, ani na radzie, > > ani na pomocy, ani
    nawet na wysłuchaniu. Bo przecież tak głośno > > mówi, że nie jest w stanie
    usłyszeć rozmówcę. Za to jest w stanie > naprowadzić go na pożądany przez siebie
    tok myślenia,

    mariefurie - pomyliłaś się. zwyczajnie się pomyliłaś w ocenie. nie mam
    "pożądanego przez siebie toku myślenia", nie manipulowałam - to, że nie mam
    jednego pomysłu, jednej wizji tego wszystkiego świadczy o tym, że myślę
    wielokierunkowo. np. wiem, co mi mąż złego zrobił, ale wiem skąd to się wzięło
    (czas jego pieluch) co nie pozwala mi potępić go i iść. sama mam też świadomość
    własnych ograniczeń, które być może wykrzywiają mój odbiór sytuacji. tego, że
    mój pogląd na sytuację niejednoznaczną jest niejednoznaczny, zdaje się nie
    możesz pojąć i nazywasz manipulacją. nie troluję, to o co mnie podejrzewasz jest
    chore.

    oczywiście, że takie podejrzenia mnie bolą. może następnym razem skończ dyskusję
    gdy wydaje Ci się, że ktoś jest manipulującym trolem. bo to (przynajmniej tym
    razem) Ci się tylko wydaje. znam techniki manipulacji i gdybym chciała
    manipulować (po co?! - na forum? tego za nic nie kumam) robiłabym to dobrze.
    Twój wkład w dyskusję skończył się wraz z postem "napisz na kartce czego
    chcesz". szybkość kojarzenia, doświadczenie na tym forum przywiodły Cię do
    błędnego wniosku, sprowadziłaś dyskusję do chamskiej utarczki.

    dostałam kilka maili. nie wchodząc w szczegóły - myślę, że większa tolerancja na
    forum, mniej chamstwa w autorytarnych osądach wyszłaby temu forum na zdrowie,
    tzn. spełniałoby oczekiwania niektórych.

    przepraszam, że piszę obok istoty Twojego wątku nangaparbat3, ale pojawił się na
    kanwie tamtego, więc..
    z resztą i tak jestem na tym forum spalona.
    szkoda.
  • mariefurie 08.03.09, 19:50
    Od końca może zaczne.
    A więc na wstępie: nie jesteś spalona. skąd takie przekonanie? Tylko z powodu tego ze powiedziałam, co powiedzialam? Alez tu każdy może mówić, co chce. Ty również.
    I mówisz. Reszta - to jest tylko kwestia czasu. czy so-wi zniknie tak samo jak sie pojawila, czy też ....pobędzie trochę....

    Z twoich postów (reakcji, odpowiedzi) jasno wynika że znasz Kaspra, Mazura, Kami, Tri, mnie równiez znasz, i innych bywalców. Doskonale wyczuwasz komu i co odpowiedzieć (lub zignorować) i w jaki sposób zareagować. Tylko pogratulować wyczucia, inteligencji i sprytu. Reagujesz (stety czy nie) zawsze w ten sam sposób. I na tym się wysypujesz własnie.
    Czyli: stawiasz problem (najczęsciej niesmiało, i uważając na słownictwo, aby nie przewyższyć ewentualnego rozmówcę i go nie zaszokowac, nie zniechęcić) na starcie - rozwijasz, naprowadzasz, sugerujesz,wybierasz poplecznika, następnie kogoś z kim się "ścinasz", jak czujesz mocnego adwersarza, to sie zaraz przestawiasz na fachowy i specjalisytyczny 'wokabularzyk", "macasz" teren (temat) w dyskusji z przypadkowymi forumowiczami, wreszcie zaczynasz sie irytowac jak ktoś ci zaczyna dociskac śrubę, a na końcu (kiedy czujesz że formuła jest na wyczerpaniu) dla połechtania, publicznie, własnego poczucia wartości kwitujesz, ze albo własnie robiłaś badania, albo nakarmiłaś narcyza, albo jest Ci wstyd za wszystkich.
    Schemat jakże prosty i prymitywny. Powtarzasz się. Przykro mi. Inwencja twórcza, jak sądzę, wyczerpana.
    Nie ma w tym co mówisz prawdy. Ok. DLA MNIE - nie ma.

    Załuje, że nikt do mnie nie napisał maila w sprawie moich , jak powiedziałas, chamskich wypowiedzi. Chocby anonimowo. Własnie sprawdziłam pocztę. Nic.
    Sorry, jeden jest. Z prosbą o spotkanie. Od Nangi.
    Telefon tez dostałam. w sprawie spotkania. Od Teuty.
    Zatem przy okazji reszte zdegustowanych a współczujących so-wi z powodu mojego jakze chamskiego zachowania zachęcam do wypowiedzenia swojego zdania na ten temat. Czy to publicznie, czy w mailu na priv. Mówię powaznie.

    Co do manipulacji. techniki znasz doskonale i je w sposób przemyślany stosujesz. Czym innym bowiem jest myslenie wielokierunkowe, czym innym celowe ustawianie rozmowy wg własnego celu.
    Nie przekonasz mnie , że jest inaczej. I możesz myślec na mój temat i tego co mówię, co chesz. inni również.
    Dalsze ciągnięcie tego tematu uważam za bezprzedmiotowe z tego względu, ze cokolwiek powiem ja, czy cokolwiek powiesz Ty, to będzie słowo przeciw słowu. Ja będę mówiła, że manipulujesz zmyślając i zapodając skompilowane historie, a Ty - że ja się mylę. To bez sensu i do niczego nie prowadzi.

    Dlatego uważam, ze powinnaś pisać (tym bardziej, że dostałaś maile popierające Ciebie, a wyrażające niechęć do mojej osoby. To Cie powinno wzmocnic).
    Pisz tak długo i tak dużo, jak tylko masz ochotę. Wręcz zachęcam. Serio.
    Im dłużej, tym lepiej. Bo jestem ciekawa, CO masz do powiedzenia.
    Ja jestem cierpliwa. A czas zrobi swoje.
    pozdrawiam
    Maria
    (żadna tam Pelargonia wink
  • kasper254 08.03.09, 20:43
    Urządziłaś sobie zabawę, so-wi; na forum, na którym, tak myślę,
    większość to ludzie okaleczeni, udręczeni. Zbyt dużo wyobrażasz
    sobie na swój temat jako osoby, dla której dana gazeta jest zbyt
    słaba, a techniki manipulacji opanowane do perfekcji. Spytałaś o
    istotę naruszania norm społecznych, a potem opuściłaś ten centralny
    temat swoich dywagacji, popuściłaś wodze fantazji, poszłaś inną
    drogą siermiężnych dywagacji. Przecież wiesz (ktoś, kto może pisać
    tylko do wyselekcjonowanej prasy, powinien to wiedzieć), że
    kategorie norm społecznych to moralne, obyczajowe, religijne, prawne
    itd.; że niosą one pewne ważne dla danej społeczności wartości; że
    ich żródło legitymizuje pewne pożądane postawy, określa kontrolę. W
    świetle nakazów-zakazów-przyzwoleń i dozwoleń, kształtowanych tymi
    normami, są w rodzinie: mąż, żona i dzieci i familia. A
    przedstawiony przez ciebie świat nie ma realnego podłoża. Jest
    fikcją. Takich momentów - ignorancji, niewiedzy, bufonady,
    przekłamań, jest więcej. I nie mam czasu i ochoty, aby Ci to
    wykazywać.
    Ludzie, których czas (zdarzenia, ludzie) pogruchotali), przez
    których przeszedł walec rozwodu, są wyczuleni - tak myślę - na
    kłamstwo.
    A to forum - znowu myślę - zdecydowanie - daje prawdę, czy tez
    powinno ja dawać.
    I tak na marginesie aktualnych, czy aktualizowanych rozważań mądrego
    postu nangi - najbardziej czytelna/prosta jest banalność zła. Ale
    dobro - nie masz racji, nie układa się w banał; jest barwne jak
    tęcza, różnorodne, nie poddające się jakimkolwiek racjonalnym
    kryteriom. W czym nasze historie, z powodu których znależliśmy się
    na tym forum, są podobne? W optyce zła: najbliżsi nam ludzie zrobili
    rzeczy nieoczekiwane, ale przecież banalne, powtarzalne. Kupczenie
    majątkiem, oskarżenia o molestowanie, zbieranie "haków" itd.
  • young-and-bored 08.03.09, 20:51
    mariefurie napisała:

    > Zatem przy okazji reszte zdegustowanych a współczujących so-wi z
    powodu mojego
    > jakze chamskiego zachowania zachęcam do wypowiedzenia swojego
    zdania na ten temat.

    Jeśli masz mnie na myśli, to niestety, ale ja tam piszę na publicu
    to co myślę, nie po privach. No chyba, że mam ochotę się z kimś
    umówić tongue_out Na tym forum jeszcze nie próbowałem i Sowi też to nie
    zagraża, bo pisała że ma męża i kochanka.
  • z_mazur 09.03.09, 01:31
    Ja podobnie jak Young nie będę się bawił w pisanie po privach tylko napiszą na ogólnym, to co myślę.

    A myślę Mario, że masz jakiś problem z zaufaniem do ludzi.

    Te Twoje posty do so-wi to mi trochę przypominają czasy głębokiej komuny i szukanie wszędzie wrogów socjalistycznej ojczyzny.

    Jeśli so-wi pisała prawdę, to ją zwyczajnie zraniłaś i skrzywdziłaś. Oczywiście nie dopuszczasz takiej możliwości, więc załóżmy, że masz rację, i co Twoja krucjata dała? W wątku so-wi wypowiedziali się raczej starzy forumowi wyjadacze, albo świadomie się dali sprowokować manipulacji i podyskutować sobie na ciekawy temat, albo nawet jeśli zrobili to nieświadomie, to jako ta część forumowej społeczności, która już stoi twardo na nogach jakaś wielka krzywda im się do tej ewentualnej manipulacji nie stała.

    Mnie w całej tej sytuacji bardziej od ewentualnej "manipulacji" so-wi zniesmaczyła Twoja postawa, właśnie za ten brak zaufania i przejawioną niechęć, do innego uczestnika forum, co do którego wszystkie Twoje zarzuty, to w zasadzie niczym, poza Twoimi bardzo subiektywnymi odczuciami, nie poparte insynuacje.

    Jak już pisałem wcześniej Twoje tego typu krucjaty, przynoszą moim zdaniem więcej szkody niż pożytku, a w zasadzie pożytku nie przynoszą żadnego, poza Twoją satysfakcją z udanego polowania na czarownice.

    Uważasz, że ktoś troluje, omijaj go po prostu szerokim łukiem.

    So-wi niezależnie od tego czy masz rację, czy nie i tak pewnie zniknie, co oczywiście weźmiesz za potwierdzenie swoich racji.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • mariefurie 09.03.09, 02:00
    Nieprecyzyjnie sie wyrazam. Z tym calym priwem (zarowno Twoje odniesienie jak i
    Younga), to byl odnosnik do tego co napisala so-wi, ze dostala jakis tam maile.
    Nic poza tym.
    Nie- zeby ktos, jak ma cos do powiedzenia, to mialby zaraz pisac. Chodzilo o
    wyrazenie opinii, o opinie w ogole. (cholera, znowu mi sie czcionka przestawila,
    przepraszam)

    z_mazur napisał:


    Nie mam, mazur problemu z zaufaniem do ludzi, ktorzy maja szczere intencje. Ten
    "problem" juz mnie sugerowales jakis czas temu. pamietam.
    Wiec zapewniam - nie mam. Jesli juz, to mam problem taki - ze ZAWSZE naiwnie
    zakladam, ze druga strona mowi szczerze i ma dobre intencje.
    No i dostaje obuchem. Czasami.
    I nie jest to mile.
    >
    > Jeśli so-wi pisała prawdę, to ją zwyczajnie zraniłaś i skrzywdziłaś.

    --Nie wiem w jaki sposob mam to powiedziec. Cokolwiek powiem, to sa tylko slowa.
    ALE, jakbym nie byla na 200% procent, to nie wypowiedzialabym czegos takiego
    publicznie, majac swiadomosc ze kogos krzywdze.
    Po prostu - nie.

    Co do tego, ze tylko "stala" spolecznosc forumowa zareagowala i zadna krzywda,
    bez mojego glosu i tak by jej sie nie stala.... Ok. Nie stalaby sie. Pewnie ze nie.
    Ale ja nie mowie za spolecznosc forumowa. Mowie za siebie.
    A jesli chodzi o mnie, to nie lubie jak ktos robi ze mnie trybik we wlasnej
    maszynce. Nie lubie i juz. Moge nie lubic? mam nadzieje , ze tak.

    Co sensownego powiedziales? Zebym omijala. Bede. Od tej pory bede omijac. Abys
    nie mial poczucia ze kogos "krzywdze".
    Krzywdze? czy aby na pewno?
    Ok. zostawmy to. ja tak czy inaczej zostane przy swoim zdaniu, Ty przy swoim.
    Nic innego nie jestem Ci w stanie powiedziec. Bo jak wejde w personalne klimaty
    i powiem Ci, ze jestes osoba latwa do ulepienia....to pewnie sie zbulwersujesz.
    Ale tak Cie widze. Stad tez nie dziwie sie Twojej reakcji ktora jest oczywista w
    kontekscie tej calej sytuacji.
    Co ja Ci moge jeszcze powiedziec?
    Nic.
    Usprawiedliwiac sie nie mam zamiaru.
    Zostaje przy swoim zdaniu.








  • z_mazur 09.03.09, 09:17
    > Nie mam, mazur problemu z zaufaniem do ludzi, ktorzy maja szczere
    intencje. Ten
    > "problem" juz mnie sugerowales jakis czas temu. pamietam.
    > Wiec zapewniam - nie mam. Jesli juz, to mam problem taki - ze
    ZAWSZE naiwnie
    > zakladam, ze druga strona mowi szczerze i ma dobre intencje.

    No jeśli nie masz problemów z zaufaniem w takim razie może masz
    problem z oceną intencji innych ludzi. smile)))

    Jakoś tych dobrych intencji w przypadku so-wi nie założyłaś. Jestem
    ciekaw w jakiż to sposób można zarobić po dupie zakładając, że ktoś
    opisuje na forum autentyczną sytuację. Jaka trauma może z tego
    wyniknąć? Jak dla mnie imputujesz komuś coś w sytuacji zupełnie
    niegroźnej, która nie wymaga takich reakcji. Nadal nie rozumiem, co
    Twój atak miał dać i komu? Uchronić forum? Przed czym? A może chodzi
    jednak o jakąś satysfakcję z udanego polowania?

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • kami_hope 09.03.09, 15:17
    >ze jestes osoba latwa do ulepienia
    A może to silna potrzeba akceptacji, wynikająca z „syndromu
    odrzucenia”? Poza, unikająca kontrowersyjnych opinii, aby
    najzwyczajniej w świecie się „nie narazić” (i nie być odrzuconym), a
    być „lubianym” smile

    I tutaj Twój błąd Z_mazur:
    > Jeśli so-wi pisała prawdę, to ją zwyczajnie zraniłaś i skrzywdziłaś
    Lepiej było napisać: „Jeśli So-wi pisała prawdę, mogła poczuć się
    zraniona i skrzywdzona”.
    „Zraniłaś”, „skrzywdziłaś”, itp. – stosuje manipulator, który żeruje
    na poczuciu winy (aby coś tam sobie uzyskać, być może ukazać siebie
    jako pozytywne przeciwieństwo, tj. kogoś, kto nie rani i nie
    krzywdzi?)
    > A myślę Mario, że masz jakiś problem z zaufaniem do ludzi.
    Czy przypadkiem nie mylisz (Z_mazur) naiwności z
    zaufaniem? „Zaufanie” dla samej idei jest pustosłowiem, które może
    być równoznaczne głupocie lub/i stać się narzędziem manipulatora.
    Jeśli istnieją przesłanki by wątpić w czyjąś wiarygodność/czyjeś
    słowo, słusznym jest ograniczenie zaufania. Idąc krok dalej, należy
    sprawdzić… I tu zaufanie się wzmocni lub zatraci.

    Jako ciekawostkę podam, że Krezzzz100 się odezwała (mnie to nie
    zdziwiło, a do tego treść tejże odezwy… ot, uśmiech smile) – jak dla
    mnie, to masz Marie swój dowód.
    Co prawda mocnym dowodem mogło by być IP, ale jak na „proces
    poszlakowy” dowody są wystarczające smile
    (co nie zmienia faktu, że So-wi, czy jak tam się zwie, wymaga
    specjalistycznej pomocy)

    >Nadal nie rozumiem, co Twój atak miał dać i komu?
    Wg. mnie, to nie atak, tylko – dyskusja (polegająca na odmiennych
    poglądach, różnym postrzeganiu rzeczywistości), a zmierza do prawdy.
    Są tacy ludzie – poszukiwacze prawdy – którzy wybierają
    rzeczywistość, choćby jawiła się o wiele mniej atrakcyjnie jak
    złudzenie. Są tacy, którzy wybierają świat fantazji, ze wszystkimi
    jego urokami (jednocześnie nie będąc świadomymi „pułapki”, kiedy to
    po „przebudzeniu” rzeczywistość okazuje się nie do zniesienia) – czy
    jednym i drugim można odmówić prawa wyboru?
  • z_mazur 09.03.09, 15:48
    No tak najlepiej zrobić komuś psychoanalizę na podstawie paru wpisów
    na forum.

    Oczywiście, że wolę być akcpetowany niż odrzucany. Tak już mam.

    Co do mojej manipulacji, to rzeczywiście mogłem to napisać w trybie
    przypuszczającym. Pewnie zadziałała moja potrzeba wybielenia się i
    ukazania się przed niektórymi w jak najlepszym świetle, oczywiście
    mocno związana z potrzebą akceptacji.

    Co do zaufania. Jeśli czyjeś słowa w przypadku gdyby okazały się
    nieprawdą nie mogą mi wyrządzić krzywdy, to w ogóle rozważanie czy
    te słowa są prawdziwe, czy nie jest dla mnie bez sensu i świadczy
    dla mnie właśnie o problemie z zaufaniem, nawet jeśli to
    pustosłowie. smile

    Dla mnie dyskusja wybiegająca poza meritum i polegająca na
    zastanawianiu się, czy ktoś mówi prawdę, czy nie, nie ma sensu
    (szczególnie jeśli kwestia prawdy <nieprawdy> dotyczy czyjejś
    opowiedzianej subiektywnie historii, której my nie znamy i nie mamy
    możliwości jej zweryfikowania). Jeśli uważamy, że ktoś nie mówi
    prawdy i to przeszkadza nam w dyskusji o problemie, to nie
    podejmujemy dyskusji, bo w takiej sytuacji zamiast rozmowy o
    problemie zaczyna się dyskusja na temat tego, czy ten ktoś mówi
    prawdę czy nie i problem schodzi na dalszy plan, a w zasadzie
    przestaje mieć w ogóle znacznie.

    A dla mnie posuwanie się w dyskusji do zarzucania rozmówcy kłamstwa
    w opowiadanej historii, nie ma nic wspólnego z dyskują, tylko jak
    każda wycieczka osobista, jest zwykłym personalnym atakiem, a ja
    zwyczajnie nie lubię takich metod prowadzenia dyskusji.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • kami_hope 09.03.09, 18:11
    >No tak najlepiej zrobić komuś psychoanalizę na podstawie paru
    wpisów
    na forum.
    A co to jest??
    >A myślę Mario, że masz jakiś problem z zaufaniem do ludzi.
    Odpowiedziałam Ci Z_mazur w podobnym stylu… - tak pod rozwagę
    (Twoją).

    >Co do mojej manipulacji, to rzeczywiście mogłem to napisać w trybie
    przypuszczającym.
    Tu nie chodzi dokładnie o tryb przypuszczający, a o asertywność
    (zamiast: „zraniłaś”, „skrzywdziłaś mnie”, „obraziłaś X”,
    lepiej: „czuję się zraniony”, „poczułem/am się skrzywdzona”, „X
    czuje się obrażony (lub „obraził/a się” lub też „mógł poczuć się
    urażony”wink. Czynienie kogoś odpowiedzialnym za stan uczuciowy innej
    osoby jest zwyczajnie „no fair”. Bo nie ma takiej możliwości aby
    wejść do czyjejś głowy i spowodować w nim jakieś stany (abstrahuję
    od technik manipulacji, choć nawet i te mogą odnieść skutek jedynie
    na „podatnym gruncie”, tj. jeśli przyzwalasz na oddziaływanie
    jakiejś siły zewnętrznej na siebie, tym samym ponosisz konsekwencje
    tego przyzwolenia (choćby przyzwolenie nie było świadome))

    >Co do zaufania. Jeśli czyjeś słowa w przypadku gdyby okazały się
    nieprawdą nie mogą mi wyrządzić krzywdy, to w ogóle rozważanie czy
    te słowa są prawdziwe, czy nie jest dla mnie bez sensu i świadczy
    dla mnie właśnie o problemie z zaufaniem, nawet jeśli to
    pustosłowie. smile
    A tego – wybacz – nie rozumiem.

    >Dla mnie dyskusja wybiegająca poza meritum i polegająca na
    zastanawianiu się, czy ktoś mówi prawdę, czy nie, nie ma sensu
    (szczególnie jeśli kwestia prawdy <nieprawdy> dotyczy czyjejś
    opowiedzianej subiektywnie historii, której my nie znamy i nie mamy
    możliwości jej zweryfikowania). Jeśli uważamy, że ktoś nie mówi
    prawdy i to przeszkadza nam w dyskusji o problemie, to nie
    podejmujemy dyskusji, bo w takiej sytuacji zamiast rozmowy o
    problemie zaczyna się dyskusja na temat tego, czy ten ktoś mówi
    prawdę czy nie i problem schodzi na dalszy plan, a w zasadzie
    przestaje mieć w ogóle znacznie.
    Hm… Jeśli problem z założenia jest fałszywy (wyimaginowany), to i
    wnioski będą nietrafne.
    Dyskusja nawet na abstrakcyjny temat (problem wykreowany czysto
    hipotetycznie) ma sens, o ile wszyscy (biorący udział w dyskusji)
    wiedzą, że poruszamy się w abstrakcji i zgadzają się do przyjętej
    formy.
    Tak, problem osoby, która nie mówi prawdy, schodzi na dalszy plan i
    przestaje mieć znaczenie właśnie dlatego, że osoby biorące udział w
    dyskusji zostały wprowadzone w błąd (nie wiedzą, iż poruszają się w
    obszarze hipotez) – i to jest manipulacja (!!). Dlatego, że dana
    osoba (przedstawiająca temat) wykorzystuje niewiedzę swoich
    adwersarzy dla uzyskania własnych korzyści (a tu, tylko ona wie
    jakie to korzyści). I zupełnie nie dziwi fakt, że Marie broni się
    przed manipulacją (zdrowy objaw!).
    I jeszcze jeden aspekt sprawy (odnośnie: „Jeśli uważamy, że ktoś nie
    mówi
    prawdy i to przeszkadza nam w dyskusji o problemie, to NIE
    PODEJMUJEMY DYSKUSJI”wink: podejmujemy dyskusję właśnie w zaufaniu, że
    osoba podająca temat kieruje się dobrą wolą; jednak, kiedy kolejne
    informacje (wnioski wysnute drogą dedukcji) weryfikują poprzednie
    nastawienie, to może ono ulec zmianie (ba! Powinno ulec zmianie w
    świetle nowych informacji/faktów/wiedzy)

    >A dla mnie posuwanie się w dyskusji do zarzucania rozmówcy kłamstwa
    w opowiadanej historii, nie ma nic wspólnego z dyskują, tylko jak
    każda wycieczka osobista, jest zwykłym personalnym atakiem, a ja
    zwyczajnie nie lubię takich metod prowadzenia dyskusji.
    To jest atak:
    >zraniłaś i skrzywdziłaś
    A nie stwierdzenie, mające podstawę notabene uargumentowaną. Jeśli
    rozmówca kłamie, to kłamie – i rzeczy należy nazywać takimi jakie są.

    Być może wolisz widzieć świat w wyidealizowanej formie. I to jest
    ok! Dobrze Ci z tym… - rozumiem.
    Można też, być wrażliwym na (aspekt życia) piękno, jednocześnie
    będąc świadomym brzydoty. Odrzucenie (w swoim postrzeganiu)
    brzydoty, nie czyni świata pięknym, a jedynie wrażenie (złudzenie),
    że jest piękny. (stąd „poszukiwacze prawdy” i „fantaści” – wolna
    wola)
  • so-wi 10.03.09, 11:19
    > (zamiast: „zraniłaś”, „skrzywdziłaś mnie”, „obraz
    > iłaś X”,
    > lepiej: „czuję się zraniony”, „poczułem/am się skrzywdzona
    > 221;, „X
    > czuje się obrażony (lub „obraził/a się” lub też „mógł poczuć
    > się
    > urażony”wink. Czynienie kogoś odpowiedzialnym za stan uczuciowy innej
    > osoby jest zwyczajnie „no fair”. Bo nie ma takiej możliwości aby
    > wejść do czyjejś głowy i spowodować w nim jakieś stany (abstrahuję
    > od technik manipulacji, choć nawet i te mogą odnieść skutek jedynie
    > na „podatnym gruncie”, tj. jeśli przyzwalasz na oddziaływanie
    > jakiejś siły zewnętrznej na siebie, tym samym ponosisz konsekwencje
    > tego przyzwolenia (choćby przyzwolenie nie było świadome))


    za dużo teorii, za mało praktyki. mąż leje panią systematycznie i czasem owa
    pani skrzywdzona się nie czuje i najczęściej dlatego w takim związku
    tkwi(zasłużyłam, należało mi się, taka jest miłość, on taki już jest, mamusia
    też dostawała). co nie zmienia faktu, że ktoś tę kobietę krzywdzi. ja nie
    poczułam się skrzywdzona słowami marie, obcy mi nick z forum nie ma takiej
    władzy. ale to, że rozpiździła mój wątek jest faktem. w dodatku usiłowała
    wpłynąć na innych - Ty z_mazur jesteś mięczakiem, jeśli nie widzisz, że to
    podpucha, masz problem, że chcesz, żeby cię ludzie lubili i dajesz z siebie
    robić wała. z_mazur nie uległ. ile osób poddało się manipulacji marie? m. in. Ty
    kami_hope. mimo, że uczestniczyłam w dyskusji, to znikłam, od tamtej pory
    mówiłaś nie do mnie, a o mnie. nawet nie o mnie. o przypadku.








  • mariefurie 10.03.09, 16:33
    so-wi napisał:

    >
    ale to, że rozpiździła mój wątek jest faktem. w dodatku usiłowała
    > wpłynąć na innych - <...> nie uległ. ile osób poddało się manipulacji marie?
    m. in. Ty kami_hope. mimo, że uczestniczyłam w

    O rety, jakos uciekł mi ten Twój wpis. A jest dosc ciekawy więc skomentuję smile
    Bardzo się denerwujesz tym swoim watkiem. Czyżby koniec obserwacji? Masz jeszcze
    przeciez pare watków otwartych, więc produkuj się do woli.
    Mało tego, serdecznie zachęcałam do zalożenia nowego, skoro tak Ci zależy na
    radach forumowiczów.
    A propos, Admini, gdzie sie podział wątek so-wi?

    Co do z_mazur, wiesz, jakoś od mojego poczatku bycia na tym forum ani ja za nim
    nie przypadałam, ani on, jak sądzę za mną.
    Czasami tak bywa.
    Nie ta "faza" po prostu. I już. Mazur jak sam o sobie mówi, ma nadmiar próżności
    w sobie (podobnie jak Ty), wiec wy sie dogadujecie doskonale, a ja z takimi
    ludźmi - nie bardzo. Ot, taki lajf, rózni jesteśmy i tyle.

    Co do Kami z kolei. To z Kami się lubimy od początku jak sie ona tutaj pojawiła
    na forum. Co wcale nie znaczy, ze zawsze jej potakiwałam, czy ona mnie. Po
    prostu czujemy wspólną płaszczyznę i już. W przypadku Mazura - nie faza, w
    przypadku Kami - faza.
    Żadnej manipulacji w tym nie ma, jak widzisz.
    No i bardzo mi przykro, ze jak powiadasz, "rozpiździłam" Twój watek.
    Nerwy na przyszłość trzymaj na wodzy. Tego jeszcze ewidentnie nie potrafisz.
  • krezzzz100 10.03.09, 17:29
    Do admina:
    Też pytam, gdzie się podział wątek So-wi. Czy to usunięcie to na jej prośbę?

    Teraz do Mf:
    1. Co ma do meritum sprawy So-wi to, że lubisz KH a nie lubisz Z -mazur?

    2. Jest prawdą, że rozwaliłaś wątek So-wi. Umiesz powiedzieć, dlaczego?

    3. Jakie wątki ma So-wi otwarte? Czegoś nie zauważyłam?

    Potrafisz ustosunkować się choćby do jednej z powyższych kwestii konkretnie?
  • mariefurie 10.03.09, 17:51
    > Potrafisz ustosunkować się choćby do jednej z powyższych kwestii konkretnie?

    Ależ oczywiście Krez droga, potrafię. Ale się tak nie denerwuj.
    Po -pierwsze, to co napisałam było do so-wi. Tak jakby...więc czym sie tak denerwujesz? wink
    Po-drugie, sama chciałabym wiedziec, kto usunął watek so-wi i z jakiego powodu (tu, Admini!, wzywam do odpowiedzi), bo mnie to wieczorem umknęło już, gdyż wcześniej poszłam spać. Dopiero Ty Krez, zwróciłas na to uwagę.

    Ad 1. ma do meritum tyle, co mi zarzuciała so-wi. Więc odpowiedziałam.
    Ad 2. Za falszerstwo, udawanie, kompilacje, nonsens, brednie, paranoje, absurdy wypowiadane w tym wątku przez autorkę. Ogólnie - zapętlenie. Się. Ponadto, gwoli ścisłości, niczego nie rozwalałam, tylko ktos z Adminów to usunął. Serio - nie wiem, co było tego powodem. W każdym razie , ja jestem za przewróceniem tego wątku.
    Ad 3. ja zauważyłam.
    Daj nam trochę czasu smile Bądź taka miła i bardziej cierpliwa.


    Ustosunkowałam się zatem do wszystkiego.
    A w ogóle, nie bardzo rozumiem, co się tak tą so-wi podniecasz?
    Zaczekajmy, Krez, dobrze?
    Ja Cię naprawdę bardzo szanuję za Twoja wybitną inteligencję (wprawdzie mnie nie przeskoczysz, mimo że nie operuje tak doskonałym slownikiem jak Ty wink, tym niemniej, już raz Cię na piwo zapraszałam, może nie w sposób bezpośredni, ale jednak. Nie zareagowałaś.
    Prośbę ponawiam zatem.
    smile
  • krezzzz100 10.03.09, 19:51
    To, że zadaję pytania nie znaczy, że się denerwuję? To, że mi to imputujesz,
    oznacza, że może na mnie przerzucasz swoje zdenerwowanie?

    ad.ad 1. Nadal nie widzę związku między tym, kogo lubisz, a kogo nie, a sprawą
    So-wi. Z Twojej odpowiedzi nic nie wynika.
    ad.ad2. W czym widzisz: "fałszerstwo, udawanie, kompilacje, nonsens, brednie,
    paranoje, absurdy,(...)zapętlenie. Się."? Jakieś argumenty? Bo tak to wygląda
    zwrotnie na zarzuty, które czynisz...sobie.
    ad.ad3. Brak odpowiedzi. Tak długo trwa sprawdzanie czegoś, co ponoć zauważyłaś?

    Nie ustosunkowałaś się do żadnego punktu konkretnie. So-wi się nie podniecam
    (znowu przerzucasz coś na mnie? Czyżby..homoseksualizm?). Interesuje mnie Twoja
    paranoja. Jej granice. A propos Twej paranoi: nadal nie udowodniłaś swojej tezy.
    Fe, nieładnie. I niehonorowo. Już wiesz, że nie pijam piwa z osobami, które nie
    posiadają elementarnej zdolności honorowej. Tę zaś utraciłaś rzucając gołosłowne
    kalumnie. Więcej- nie skorzystałaś z szansy jej odzyskania.

    Gdzie Twa twarz, której nie ukrywasz? Człowiek, który chce zachować twarz, nie
    czyni tego, co Ty.
  • z_mazur 10.03.09, 17:53
    Ku mojemu żalowi autorka poprosiła o usunięcie wątku.
    Ponieważ nie dałoby się usunąć części jej postów,, na których usunięciu jej zależało w taki sposób, żeby pozostawiona część była spójna i zrozumiała, zdecydowałem o usunięciu całego wątku.

    Nie ma to nic wspólnego z cenzurą.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • mariefurie 10.03.09, 18:01
    Dziekuję Mazur, za rozjaśnienie wątku smile
  • krezzzz100 10.03.09, 19:56
    Dziękuję za informację.
    Nie podejrzewałam cenzury. Prośbę autorki wątku należy uszanować. Rozumiem ją,
    choć też żałuję jej decyzji ze względu na sytuację, którą wątek ilustrował (i
    osobistą autorki i "społeczno-forumową").
  • mariefurie 09.03.09, 17:40
    Odpowiem hurtem, razem i do kupy wink

    Mazur,
    Cieszę sie że wyraziłeś swoje zdanie, tym bardziej, że nieopacznie (żartuję) sama do tego zachęcałam.
    Nie jestem w stanie odpowiedziec Ci na Twoje pytania, gdyż uważam, ze w poprzednich dwóch dośc obszernych postach (do nangi i so-wi) wyjasniłam w sposób jasny swoje stanowisko.
    Jeżeli nadal czegoś nie rozumiesz, to odsyłam do przeczytania jeszcze raz tego, co pisałam wcześniej w tej sprawie.
    Bowiem odpowiadanie w kółko na te same pytania, tylko inaczej postawione, wcale nie jest interesującym zajęciem.
    przynajmniej dla mnie.


    Kami,
    Ty się tak Z_mazurem nie podniecaj smile, bo czytac sama potrafię i wnioski robic takoż.
    Nie martw się też o mnie, bo kto jak kto, ale Mazur nie jest w stanie wpędzic mnie w jakiekolwiek poczucie winy czegokolwiek by ono miało dotyczyc.
    Acz za troskę dziękuję.smile


    Mazur,
    rozumiem, że nie podoba Ci się co mówię i jak. W porządku.
    Zostaw mnie jednak prawo do mówienia, tak jak i ja nie odbieram go Tobie, mimo, iż to co mówisz i jak, również, nie ukrywam, w zachwyt mnie nie wprawia.
    I lepeij się nie wybielaj , bo jeszcze trochę i staniesz się przezroczysty albo wręcz niewidzialny.
    Szkoda by było...
  • crazyrabbit 09.03.09, 18:04
    No TAK mu napisałaś i nie boisz się, że on Cię teraz POWYCINA?

    smile)))))))))))
    --
    Nowy sport ekstremalny - ekstremalne pisanie na forach! smile))
  • mariefurie 09.03.09, 18:09
    Nie.
    Może zresztą robic, co chce.
    najwyżej będzie miał ksywkę mazur-nożycoręce.wink
  • crazyrabbit 09.03.09, 18:22
    he he he...
    Jak zobaczyłam, że wyszłaś poza zwyczajowe "achy", "ochy", wirtualny
    trzepot rzęs i klaskanie łapkami na znak podziwu - tak mi się samo
    napisało wink

    No i mam ubaw do wieczora smile))))))
    --
    Nowy sport ekstremalny - ekstremalne pisanie na forach! smile))
  • mariefurie 09.03.09, 18:25
    Nie zrozumiałam tego co powiedziałaś, szczerze mówiąc, na temat "ochów" i
    "achów" i trzepotu rzęs sztucznych, znaczy wirtualnych..
    ale...
    na wszelki wypadek sie zgadzam z Tobą wink
  • crazyrabbit 09.03.09, 18:38
    mariefurie napisała:

    > Nie zrozumiałam tego co powiedziałaś, szczerze mówiąc, na
    temat "ochów" i
    > "achów" i trzepotu rzęs sztucznych, znaczy wirtualnych..
    > ale...
    > na wszelki wypadek sie zgadzam z Tobą wink

    Był taki forumowy zwyczaj kiedyś, że wszystko, co napisał kolega
    z_mazur było uznawane za cudowne, jedynie słuszne, najlepsiejsze i
    wogóle.
    Zwyczaj jak widzę, umarł.... ajajaj... co za czasy....

    big_grinDDDDDDDDDDDDD
    --
    Nowy sport ekstremalny - ekstremalne pisanie na forach! smile))
  • mariefurie 09.03.09, 18:51
    Nie wiedziałam.
    Zreszta słabo mnie to obchodzi.
    Jak się zgodze - to powiem , ze się zgadzam. jeśli nie -...hmmm. logiczne, tez
    powiem ... że się nie zgadzam.
    smile
  • z_mazur 09.03.09, 20:12
    Nie raz spierałem się z niektórymi osobami na tym forum, co u jednych wowoływało "achy" i "ochy", a u niektórych irytację.

    Mnie zaciekawiło to, że kogoś te "achy" i "ochy" po tak długim czasie nadal kolą w oczy. W sumie to miłe jest i bardzo łechce moją męską próżność, której jak wszyscy na tym forum wiedzą, mam w nadmiarze. smile

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • crazyrabbit 09.03.09, 21:54
    Nie schlebiaj sobie po raz n-ty.
    Nic nie kłuje - tylko od dawna śmieszy smile))))))))))
    --
    Nowy sport ekstremalny - ekstremalne pisanie na forach! smile))
  • z_mazur 09.03.09, 22:08
    Nie schlebiam sobie, wystarczy mi że mi pochlebia Twoje niezmienne zainteresowanie moją nieskromną osobą.

    To jest dopiero śmieszne. smile)))

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • crazyrabbit 09.03.09, 22:17
    Skoro pochlebia Ci rola... nazwijmy to "komika"... no comments
    --
    Nowy sport ekstremalny - ekstremalne pisanie na forach! smile))
  • tricolour 09.03.09, 15:55
    ... to nie jestes.

    Rzeczywiscie bedziesz miala trudnosc przekonac do swoich racji gdy bedziesz
    uzywala pokretnych argumentow w stylu "faszyzujacy maz" gdy wpierw opiszesz swoj
    alkoholizm.

    Twoja opowiesc, to historia nietrafnych wyborow przez cale lata, ktore
    doprowadzily do trudnej sytuacji, z ktorej wyjscie jest niszczace wszystkich
    bliskich. Nie chcesz pogodzic sie z konsekwencjami swoich decyzji i to boli.
    Trudno, niech boli.
  • tricolour 09.03.09, 15:23
    ... powtarzalnosc, banal i schmatyzm.

    Sowi opisala swoja historie i prosila o pomoc, kazda pomoc. Dostala
    najprostsza z mozliwych: nalezy po sobie posprzatac.
  • so-wi 09.03.09, 19:42
    tri, to bardzo fajnie, że dostałam rady, wcale się z ich powodu nie
    zacietrzewiam, chciałam i doceniam. jedyne, co mi się nie podoba, to radzenie, a
    potem założenie, że A - radzenie to rzucanie forum przed wieprze, przy czym
    wieprz nie ma pojęcia gdzie zwieprzył, bo już się z nim dyskutuje o meritum, B -
    że autor swą historię zmyślił, manipuluje całym forumem, a Ci co wierzą, to
    zmanipulowane biedne mięczaki są, co ich trzeba uświadomić, że so-wi to kerezzz
    potszyta trolica, bo inaczej takie biedne to pokrzywdzone będzie się po forum
    plątać i dawać z siebie dalej głupka robić. żałosne to, tak jak założenie, że
    Was znam i robię z wielogodzinnego siedzenia przy wyszukiwarce użytek. nie mam
    pojęcia jaki. jaki miałby być mój cel, jaka Wasza krzywda. w tak chorych
    kategoriach się nie znajduję i tyle. marie - weź się zastanów.
  • lima 09.03.09, 19:57
    ktoś, kto ma faktyczny problem ze związkiem i przychodzi tu po radę, nie skupia
    się na pierdołach nic do jego problemu nie wnoszących.

    Tak czy siak - psycholog Ci sie na pewno przyda.
  • lokurdebele 09.03.09, 21:39
    Oj skupia się bardzo na wszystkim właśnie. Jak się jest w stanie
    "qwamaćjapierdziu" to jest się wyczulonym na wszystko. Każda krytyka boli jak
    otwarta rana. A jeśli założyć, że mylnie osądzam kogoś negatywnie i daję mu to
    jasno do zrozumienia (że negatywnie a nie że mylnie) to takiej osobie robię
    naprawdę sporą przykrość. I wcale się nie dziwię, że taka osoba się rzuca i plącze.

    A psycholog hmm. A już nic nie piszę o psychologach, bo szkoda klawiszy big_grin
    --
    Żyć trzeba tak, żeby wstyd było opowiadać, za to przyjemnie wspominać
  • nangaparbat3 09.03.09, 20:20
    Przypomnialo mi się, jak jakis czas temu na innym forum napadla na mnie pewna
    pani, wypominala jakies grzechy z przeszlosci, ktore rzekomo popełnialam pod
    innym nickiem, prawie wirtualnie zadźgala.
    Cos sobie uroila, z kims jej sie skojarzyłam, nie wiedziec czemu -
    najsmieszniejsze, ze kiedy się połapalam wreszcie, o co biega, okazalo się, ze
    jestem pod kazdym wzgledem podobniejsza (wiekiem, doświadczeniami, pogladami) do
    niej niz do osoby, za ktorą mnie brała.
    Do forum maja dostęp miliony ludzi, nobliwy pan moze sie okazac pryszczatym (acz
    inteligentnym) gimnazjalistą, superlaska - emerytowana urzędniczką.
    I co?
    Ano nico.
    Zrobia nas w konia? A czym ryzykujemy? ktos sie z nas posmieje - od tego jeszcze
    nikomu nie ubyło.
    Ale są też ludzie, którzy piszą co myślą, co czują, opowiadają prawdziwe historie.
    Wciąż to samo pytanie: co lepiej - dac się wystrychnąc na dudka czy skrzywdzic
    niewinnego?

    --
    "(...) higiena odgrywa rolę armaty, ktorą w razie potrzeby można wytoczyc
    przeciwko innym grupom, nigdy dobrze jej nie pojmującym." K. Ashenburg
  • lima 09.03.09, 20:35
    Wiesz, mnie wszystko jedno kim autorka jest. Ale jeśli twierdzi , że ma życiowy
    problem z którym tu przyszła - to niech do jasnej anielki zajmie się jego
    rozwiązaniem! a wyraźnie widać,z toku dyskusji, że to ostatnie na co ma ochotę
    bo woli gaaadać i się wyzłośliwiac w forumowych utarczkach
    Więc albo podpucha , albo problem "ciągle tylko gadam o moim problemie....by już
    na realne działania nie starczyło mi energii".

    Problem jest ewidentnie do przepracowania z psychologiem i to nie na jednym
    spotkaniu. Bo nikt tu cudownej recepty nie przepisze oprócz "sama zakasuj
    rękawy, dowiedz się o co ci w życiu chodzi i posprzątaj bajzel jaki masz w życiu".
  • nangaparbat3 09.03.09, 21:22
    A to Ty nie wiesz, ze terapeuta z prawdziwego zdarzenie nie udziela dobrych rad,
    tylko slucha, słucha, słucha?
    --
    "(...) higiena odgrywa rolę armaty, ktorą w razie potrzeby można wytoczyc
    przeciwko innym grupom, nigdy dobrze jej nie pojmującym." K. Ashenburg
  • lokurdebele 09.03.09, 21:32
    E tam słucha. Kiwa mądrze głową, albo i nie, a potem przepisuje prozac i termin
    kolejnej wizyty. Psychoterapia jest o kant D roztrzaśćRównie dobrze można iść do
    baru i ponawijać pierwszemu lepszemu żulowi. On przynajmniej tańszy i bardziej
    interaktywny.

    Na forum też się nie pisze po to by dostać radę, ale po to by zrozumieć.
    Zrozumieć innych a przez to siebie i swoją sytuację. Kiedy czytam co czują inni
    w podobnej sytuacji, bardziej rozumiem co czuję ja, bo to mi daję jakąś inną
    perspektywę.
    Tak myślę
    --
    Żyć trzeba tak, żeby wstyd było opowiadać, za to przyjemnie wspominać
  • lima 09.03.09, 21:35
    właśnie. dlatego wyobrazam sobie, że mąż już ma dość słuchania, kochanek już ma
    dość słuchania, psiapsiółki juz mają dośc słuchania.... ciągle tego samego...i
    konsekwentnego braku działania.
    więc szczegółową historię życia będziemy opowiadać kolejnym obcym ludziom ,
    ale na terapię nie pójdziemy = bo to by wymagało decyzji "ja chcę sytuację
    rozwiązać pracując nad sobą". a takich tu nie-lekarzy można zlekceważyć albo
    się z nimi poprzerzucać słowami nie-na-temat.

  • nangaparbat3 09.03.09, 21:52
    lima napisała:


    > a takich tu nie-lekarzy można zlekceważyć albo
    > się z nimi poprzerzucać słowami nie-na-temat.
    >

    No i co - ubedzie komus?
    Nie ma przymusu czytania.
    --
    "(...) higiena odgrywa rolę armaty, ktorą w razie potrzeby można wytoczyc
    przeciwko innym grupom, nigdy dobrze jej nie pojmującym." K. Ashenburg
  • lima 09.03.09, 22:01
    ubędzie jej samej. a raczej - nic nie przybędzie.


    a dla stałych bywalców tu to prawie rozrywka - dawno stała ekipa nie miała
    okazji do powytykania sobie tego co zwykle, prawda Nango?
  • nangaparbat3 09.03.09, 22:17
    Nie znam zadnej "limy" w "starej ekipie", nie przypominam sobie.
    Jesli cos wiesz na ten temat, to prosze, uzyj sobie, mnie to nie interesuje.
    --
    "(...) higiena odgrywa rolę armaty, ktorą w razie potrzeby można wytoczyc
    przeciwko innym grupom, nigdy dobrze jej nie pojmującym." K. Ashenburg
  • lima 09.03.09, 23:13
    na razie widzę : nangaparbat3 contra tricolour, oraz z_mazur contra crazyrabbit

    w sumie... tez można nie czytać ten... powtarzalność, banał, schemat..
  • crazyrabbit 09.03.09, 23:26
    To po co czytasz, jak Cię to drażni?
    --
    Nowy sport ekstremalny - ekstremalne pisanie na forach! smile))
  • lima 09.03.09, 23:31
    śmieszy .. i trochę żenuje, dobrze sie w temat Nangi wpasowaliście big_grin
  • krezzzz100 10.03.09, 09:02
    I wedle tego wpasowania- interesuje mnie elementarna zdolność honorowa osób,
    które bądź co bądź,wysunęły względem So-wi i mnie (zresztą, nie tylko nas, bo i
    jakiejś Gabi i Alany, i pewnie za chwilę bógwikogojeszcze) KONKRETNE POMÓWIENIE.
    Ot, czy stać je na przyznanie się do wtopy...A jeżeli są pewne, że mają rację-
    czy są w stanie ją udowodnić. W końcu to na nich leży ciężar przeprowadzenia
    dowodu.
    Do MF- jakoś mi się wydaje, że nie stać Cię na owo elementarne przepraszam (jak
    się pomylę, to Cię przeproszę). Czekam na ów dowód- i w tej linii mam
    propozycję: jak nie umiesz tego udowodnić, to się ...załóż. O dużą i wymierną
    rzecz. Zakład przegrasz niechybnie, ale ta przegrana może być Twoją optymalną
    ścieżką reedukacyjną.

    Do reszty kompanii- czas przemyśleć wyłażące z Was instynkty stadne. Stary Le
    Bon się kłania...
  • rybak 10.03.09, 09:33
    O kurczę! No wiedziałem, od początku wiedziałem, że to konsekwentnie
    idzie w tym kierunku. I w końcu do tego dojdzie.
    I że ona nas... oprzymiotnikuje!!!
    big_grinDDD
  • mariefurie 10.03.09, 10:02
    krezzzz100 napisała:

    > Do MF- jakoś mi się wydaje, że nie stać Cię na owo elementarne przepraszam (jak się pomylę, to Cię przeproszę). Czekam na ów dowód
    i w tej linii mam propozycję: jak nie umiesz tego udowodnić,
    to się ...załóż. O dużą i wymierną rzecz. Zakład przegrasz niechybnie, ale ta przegrana może być Twoją optymalną ścieżką reedukacyjną.
    >

    To, co teraz robisz, to jest kolejna manipulacja, a nawet - szantaż.
    Juz wcześniej wspomniałam bylam, ze jedyne co zweryfikuje moje i Twoje słowa, to będzie czas.
    Widzisz, tak się składa, że ja nie muszę przybierać różnych masek, aby udowodnić kim jestem. Bo nie boje się własnej twarzy.
    A Twoje zagranie tylko przekonuje mnie o słuszności moich słów co do Ciebie (was, cholera, bo zaraz dostanę rozdwojenie jaźni, bo juz nie wiem, z kim gadam...)
    Zauważam też, iż dziwnym trafem, po długiej nieobecności na forum, nagle się zjawiasz, jak również, w tym samym czasie zaczynają byc podnoszone jakieś abstrakcyjnie-pokrewne wątki.

    Zaarzuty wobec mnie, jakoby nie stać mnie na "przepraszam" w razie jak rzeklaś wtopy, są bezpodstawne, bowiem nie raz już ( z parę razy mi sie zdarzyło na tym forum) przeprosić osoby, których niechcący bądź bezmyślnie mogłam urazić.
    Nie wierzysz mi na słowo - skorzystaj z wyszukiwarki.

    Co do reszty - kwestia czasu.
  • lima 10.03.09, 10:24
    tyle czasu tracić na dysputy z prowokatorem?
    To dość popularny schemat na forach, gdzie milczący uczestnicy angażują się w
    chwytliwy temat "rzucony na żer" by się zrealizowac w dyskusji "dla dyskusji" i
    przy okazji wypływają animozje wzajemne i rodzą się kolejne tematy.. Tylko nie
    wiem czy na tym forum to dobre miejsce? inne tematy leżą i kwiczą... np taki do
    znudzenia "powtarzalny" o sposobie wyliczania alimentów smile I nikt go nie broni,
    że choć już sto razy na forum to było to może pomóc komuś w nim trzeba..
    Miłego dnia życzę. smile
  • z_mazur 10.03.09, 15:28
    > tyle czasu tracić na dysputy z prowokatorem?
    > To dość popularny schemat na forach, gdzie milczący uczestnicy
    angażują się w
    > chwytliwy temat "rzucony na żer" by się zrealizowac w
    dyskusji "dla dyskusji" i
    > przy okazji wypływają animozje wzajemne i rodzą się kolejne
    tematy.. Tylko nie
    > wiem czy na tym forum to dobre miejsce? inne tematy leżą i
    kwiczą... np taki do
    > znudzenia "powtarzalny" o sposobie wyliczania alimentów smile I nikt
    go nie broni,
    > że choć już sto razy na forum to było to może pomóc komuś w nim
    trzeba..

    Rozumiem, że piszesz o sobie, bo jesteś bardzo typowym przypadkiem
    sytuacji o której piszesz. Udzielasz się tylko w tematach
    offtopicowych i to raczej nie żeby wnieść coś merytorycznego, tylko
    wbić komuś szpilę.

    Może zgodnie z własnym zaleceniem pochyliłabyś się nad problemem
    alimentów i napisała w tym temacie parę zdań?


    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • lima 10.03.09, 16:12
    >Udzielasz się tylko w tematach
    > offtopicowych i to raczej nie żeby wnieść coś merytorycznego, tylko
    > wbić komuś szpilę.

    kłamiesz.

  • nangaparbat3 10.03.09, 20:14
    Rozumiem, że piszesz o sobie, bo jesteś bardzo typowym przypadkiem
    sytuacji o której piszesz. Udzielasz się tylko w tematach
    offtopicowych i to raczej nie żeby wnieść coś merytorycznego, tylko
    wbić komuś szpilę.


    Tez mam takie wrażenie.
    I nieodparte, ze sie znamy. Skądeś.
    --
    "(...) higiena odgrywa rolę armaty, ktorą w razie potrzeby można wytoczyc
    przeciwko innym grupom, nigdy dobrze jej nie pojmującym." K. Ashenburg
  • lima 10.03.09, 20:42
    oj Nanga smile))) chcesz wiedzieć to Ci powiem. Dawno dawno temu Cię broniłam w
    czasie jakiejś tu awantury smile) Pod innym nickiem rzecz jasna, którego już nawet
    nie pamiętam. Ale to nieistotne i nic do tematu nie wnosi. Moja potrzeba
    bywania tutaj ostatnio(rozwód przyjaciółki w przemocowym związku) prawie się
    wyczerpała (co już na forum ogłaszałam i za pomoc kilku osobom zaangażowanym
    dziękowałam). A teraz zaglądam sporadycznie i sporadycznie się udzielam w
    zakresie w jakim czuje się kompetentna i pewnie nawet bym wczoraj się nie
    odezwała gdyby nie to, ze w kilku wątkach robicie rejwach na temat jakiegos
    wątku so-wi.. więc go przeczytałam i swoje zdanie na ten temat wyrazilam tam , i
    tu na temat jego kontynuacji. A to, że Ty się wkurzasz czytając Tricolora,
    Crazyrabbit z Z_mazurem kopią się złośliwie w łydki jak tylko jest okazja, że
    co kilka dni pojawia się nowy temat "jak policzyć alimenty", że starym się nie
    chce już mówić w kółko tego samego do nowych więc więcej energii wykazują gdy
    zdarzy się prowokacja, itd itp - to własnie ta "powtarzalność, nuda,
    schematyzm" - i świetnie się całość ostatnich okoliczności w temat wpasowała. To
    tyle. I na okoliczność pełni księżyca nie "wymyślajcie" za dużo.
  • nangaparbat3 10.03.09, 20:04
    lima napisała:

    inne tematy leżą i kwiczą... np taki do
    > znudzenia "powtarzalny" o sposobie wyliczania alimentów smile I nikt go nie broni,
    > że choć już sto razy na forum to było to może pomóc komuś w nim trzeba..

    A co - kto - Ci broni zakladac odpowiednie wątki?
    Ja jak chcę o czyms gadac, to gadam, jak nie chce czytac - nie czytam, a co mnie
    do tego, ze ktos pisze nie to, co ja bym napisac/czytac chciala??????

    --
    "(...) higiena odgrywa rolę armaty, ktorą w razie potrzeby można wytoczyc
    przeciwko innym grupom, nigdy dobrze jej nie pojmującym." K. Ashenburg
  • so-wi 10.03.09, 10:26
    > Juz wcześniej wspomniałam bylam, ze jedyne co zweryfikuje moje i Twoje słowa, t
    > o będzie czas.

    > Co do reszty - kwestia czasu.

    chapeau bas, kobieto.
    gratuluję w takim razie udanego wyniku śledztwa, nie zamierzam bowiem się tu
    więcej pojawiać, żeby cokolwiek ślepej marii w furii udowadniać. a przeprosiny
    od osób tego pokroju mam zwyczajnie w dupie.
  • lima 10.03.09, 10:27
    a do psychologa planujesz się wybrać czy nie?
  • krezzzz100 10.03.09, 10:28
    Zatem nie bierzesz odpowiedzialności za swoje słowa? Pomówić kogoś i...odłożyć
    sprawę ad acta? Jakoś się tego po Tobie spodziewałam.

    Mamy konkretną sytuację- Twoje pomówienie. Zachowaj się ODPOWIEDNIO. Odpowiednio
    do faktów, nie - własnych urojeń.

    Zauważyłaś zapewne, że wątek So-wi zniknął?

    Ps. Myślenie abstrakcyjne jest zdolnością, jak widać, niektórych ludzi.
    Czynienie z tego odium jest zdolnością innego rodzaju.
  • lima 10.03.09, 10:34
    o pomówienie i sprawa załatwiona. Wyniki śledztwa przedstawisz na forum i
    wszystko będzie jasne. To do dzieła.
  • krezzzz100 10.03.09, 10:39
    A po co. Co zamierzałam, masz niżej. Mnie wystarcza obserwacja i wnioskowanie.
  • so-wi 10.03.09, 10:47
    lima napisała:

    > o pomówienie i sprawa załatwiona. Wyniki śledztwa przedstawisz na forum i
    > wszystko będzie jasne. To do dzieła.

    mnie nie zależy, żeby obcej mi kobiecie udowadniać błędy. to ten, który pomawia
    powinien zrobić wszystko, by wyjść z sytuacji z twarzą, jeżeli nie jest pewny.
    ale trzeba tę twarz mieć. maria - jak sama mówiła jest pewna na dwieście
    procent, inaczej by nie powiedziała tego co powiedziała, więc o czym tu mowa.
  • krezzzz100 10.03.09, 10:37
    O, witaj, So-wi.
    Nie, nie miałam zamiaru MF niczego udowodnić. Chciałam sprawdzić, czy potrafi
    wziąć odpowiedzialność za własne słowa. Nie potrafi.

    Obserwacja tego forum sporo daje. Społeczność w pigułce. Role, ustawienia i
    schematy.


  • so-wi 10.03.09, 10:52
    krezz, czapka z głowy była w kierunku marii.

    > Nie, nie miałam zamiaru MF niczego udowodnić. Chciałam sprawdzić, czy potrafi
    > wziąć odpowiedzialność za własne słowa. Nie potrafi.

    wiesz, to dosyć trudne, jak ktoś głosi, że ma pewność absolutną dzięki
    wbudowanemu w głowę dual core, co mu ponad ludzkie kojarzenie gwarantuje.

    ja wolę zostać przy moim ZX Spectrum. ta odwaga sądów zupełnie mi nie odpowiada.
    no, ale! nie miałabym wtedy swoistych dla ludzi nie zaciskających powiek
    problemów. coś za coś.
  • mariefurie 10.03.09, 11:27
    Niech bedzie tak:

    Ty - ( i wszyscy forumowicze) uważasz , że ja dałam ciała.
    Publicznie skompromitowałam się na tym forum.

    Ja - zostaję przy swoim zdaniu.
    A przyłbicę mam otwartą.


    ps. I jeszcze. Już na sam koniec.
    Maria nie jest w furii.
    Furie są rzymskim odpowiednikiem greckich Erynii.
    pl.wikipedia.org/wiki/Erynie
    Z mojej strony to wszystko w tej kwestii.
  • so-wi 10.03.09, 11:40
    > Ja - zostaję przy swoim zdaniu.
    > A przyłbicę mam otwartą.

    jak uważasz. gratuluję dobrego samopoczucia.
    ja - obstaję przy swoim zdaniu. że przyłbicę masz zamkniętą i za ciasną.
  • krezzzz100 10.03.09, 11:29
    Tak, wim że do MF smileKtórą najbardziej razi abstrakcyjne myślenie- to hit
    zupełny ))))
    Pozdrawiam.


  • chalsia 10.03.09, 11:45
    > elementarna zdolność honorowa osób

    ehehehehehe, a to coż za dziwoląg?

    PS. Nie ma to jak zasypać adwersarza stekiem bezsensownych słów.
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • krezzzz100 10.03.09, 12:06
    Dla Chalsi to też abstrakcja???
  • rybak 10.03.09, 12:29
    – Czołem, tu Rybak
    – O, Rybak, ty też tu?

    - No, Rybak, a ty kto?
    – Rybak

    - Cześć, Rybak
    - Cześć, Rybak

    - A skąd piszesz?
    - A z kompa swojego

    - A o czym?
    - A cholera wie, o czym, ale fajnie mieć odbiorców.

    - To Ciebie jest dwóch?
    - Już trzech
    - Cześć Rybak
    - Cześć, Rybak
    - Cześć Rybak, Rybak.

    - Słuchajcie, ale dali ciała, no nie?
    – Oj, dali, Rybak, dali
    - Czekajcie, ktoś tu wszedł nowy... Ktoś ty...
    - Rybak.
    - Cześć, Rybak
    – Cześć, Rybak
    - Cześć Rybak
    -Cześć, Rybak, Rybak, Rybak. Fajnie się z wami gada.
    - No pewnie, czasem warto z kimś inteligentnym
    – He, he, inteligentnym.
    – A ty który Rybak jesteś?
    - Trzeci.
    - Aha, ja drugi
    - A gdzie czwarty?
    - Podszedł chyba się napić.
    – Łachudra, nie powiedział.
    – Chłopaki, co was tak tu dużo?
    – A TY KTO???!!!
    – ADMINISTRATOR!


    Jeżu maluśki, i po co to wszystko?
  • krezzzz100 10.03.09, 12:53
    Tyż jestem ciekawa - także powodów Twojej autoprezentacji)))))
  • rybak 10.03.09, 13:05
    Tu Rybak. Czwarty.
    No, napiłem się z tego wszystkiego. I wszystko widzę podwójnie. A nawet potrójnie.
    Hep!
    Tylko rozwodników jakoś nie widzę. Chyba chwilowo spitolili i gdzieś się
    schowali. A nie widziałaś gdzieś Rybaka I, RybakaII i Rybaka III?
    Byli, byli i gdzieś ich wcięło. A może wycięło, nie wiem.
    Nu, autopriezentacja akonczena, pieriechodim k etomy, nu... razgaworu?...
    sad
    zapomniałem, co dalej.
    Hep!
    Łup!
    ...
    Hej, hej, hej, sokoły....
  • rybak 10.03.09, 13:16
    Cześć, Tu RybakI
    Nie widziałaś aby, Krezzz gdzieś takiego faceta podobnego do mnie? Rybak IV się
    nazywa. Cholera, zwędził nam ostatniego czarnego wędrowniczka! W litrowej
    flaszce, łobuz jeden! Słuchaj, jak go zobaczysz, powiedz, że ma przerąbane!
    PRZERĄBANE MA! No, numery I,II, i III mu obiecują.
    Bez honoru typ jeden! ODPOWIE NAM ZA TO! A myśmy tak dobrze o nim myśleli!
    No, pa, lecę. Może całej nie wytrąbił...

  • krezzzz100 10.03.09, 13:27
    Jak to nie widzisz (tych rozwodników)? Siebie nie widzisz- toż Ciebie aż sztuk
    cztery! Ja też rozwódka. I MF chyba tyż. To nas razem sześcioro. Ale i
    kandydatów do rozwodu nie brakuje...

    Wot wapros k rozgoworu- dlaczego (i w czym) rozwodnikom (niektórym) szkodzi
    problematyzacja? Takiej MF szkodzi to, że So-wi (a zapewne i ja, skoro ją ze mną
    porówanała) widzimy swoje problemy w ich ZŁOŻONOŚCI (czyli je problematyzujemy).
    Wydawać by się mogło, że problematyzacja służy wnikliwszemu oglądowi. A tu
    patrz, niespodzianka- służy manipulacji (wedle MF). I w domyśle czwórce Rybakom też.

    Tiepier Twoj, ej, no ten, atwiet.... Nu, Rybak dawaj, nie boj....
  • rybak 10.03.09, 13:43
    "Widzę kształt rzeczy w ich sensie istotnym
    I to mnie czyni wielkim oraz... jednokrotnym"
    A, taka mi się ballada Gintrowskiego czemuś przypomniała.

    Bo ja prosty jestem chłopina. Nawet czwórpodzielonysmile
    A tu, tymczaem, wystarczyłoby zrobić to, co bodajże Tri zaproponował -
    posprzątać. A to też taka prosta czynność jest. Bierze się mopa... Albo kartkę
    papieru... I się pisze... Pozew rozwodowy. Albo list do kochanka.
    Co tu problematyzować? Bicie piany na ekrany, że się tak prosto i przaśnie
    wyrażę. Skoro nawet reductio ad absurdum nie wystarczyło, to już nic nie wystarczy.
    Do widzenia.

  • krezzzz100 10.03.09, 14:46
    Skoro nawet reductio ad absurdum nie wystarczyło, to już nic nie wystar
    > czy.

    O to, to! Właśnie ze sporym (socjologicznym) zainteresowaniem pytam, CO
    wystarczy, by zobaczyć absurd, skoro nie SAM ABSURD.
    Jak widać, dostrzeżenie problemów w ich złożoności, i konsekwentne działanie też
    nie wystarczy. Pozew rozwodowy, który złożyłam ( w wyniku oglądu złożonej
    sytuacji), i rozwód, który uskuteczniłam, też NIE WYSTARCZYŁ, by mnie nie brać
    -tu, na forum, za kogoś innego, kto tego pozwu (jeszcze?) nie złożył. Prośba
    So-wi o to, by inni podzielili się z nią wnioskami z oglądu własnych i cudzych
    komplikacji życiowych, też nie.
    Zatem- CO WYSTARCZY, Panie Prosty Rybaku? Coś się Pan zakapućkał w swym
    rozumowaniu...

    Podpowiem Panu- moim (nieprostym)zdaniem wystarczy uznać dwie sprawy:
    1. Że ludzie miewają bardziej skomplikowane życie (i spojrzenie na nie), niż
    proste użycie mopa.
    2. Że owo skomplikowanie nie jest podstawą do rozwoju manii prześladowczej, ale
    jest dobrą podstawą do uskutecznienia MYŚLENIA.

    I w konsekwencji do wniosku, że Sprzątanie (w życiu) powinno być skutkiem
    MYŚLENIA. Absurdem jest spodziewanie odwrotne (ale, jak Pan uważa). Absurdem,
    który nie widzi własnego absurdu. Który i za i przeciw ( i działanie, i nie
    działanie (odłożone chwilowo na rzecz zastanawiania się) bierze za złą monetę.

    Nadal Pan jednak nie objaśnił, co to wszystko ma do brania So-wi i mnie za jedną
    osobę (ba, żeby tylko nas). Rozumiem, że to również dla Pana się mieści w
    dozwolonym absurdzie?

    > Do widzenia
    Do widzenia
  • nangaparbat3 10.03.09, 20:10
    smile))))))))))
    I klaniam sie nisko.
    --
    "(...) higiena odgrywa rolę armaty, ktorą w razie potrzeby można wytoczyc
    przeciwko innym grupom, nigdy dobrze jej nie pojmującym." K. Ashenburg
  • rybak 10.03.09, 20:23
    Wzajemnie, Mme, wzajemniebig_grin

    RybakI, RybakII, RybakIII i RybakIV (no, ten akurat nie może się za
    bardzo kłaniać, bo czemuś kontuzjowany)

    Aha - co do Twojego smile)))))))))) - oczywiście tym samym nie musimy Ci
    polecać dwóch pozostałych wersów tej cytowanej zwrotki Gintrowskiegosmile
  • nangaparbat3 11.03.09, 16:45
    tak czy owak przysługuje wylacznie osobom plci meskiej - co niniejszym pragne
    przypomniec mniej i bardziej zainteresowanym

    univ.gda.pl/~literat/honor/0002.htm
    --
    "Dziwne jest nie to, ze ludzie śnią podobne sny - są one elementem socjalizacji
    grupy - ale raczej to, że zawsze jest pewna liczba jednostek, które mogą się im
    oprzec". JT-B
  • kami_hope 10.03.09, 17:58
    Postaram się wyjaśnić prosto i zwięźle (trudno o zwięzłość, bo temat
    jest rozległy).


    Ukrywają się pod maskami. Potrafią modyfikować swoje fałszywe
    wizerunki w zależności od tego z kim mają do czynienia, od sytuacji
    i celu.
    „Życzliwy” – mówi dużo i płynnie (przygotowuje miejsce i pozycję w
    którym rozegra swoją grę), manipuluje dyskretnie, ukryty pod maską
    (może robić wrażenie sympatycznego)
    „Wykształcony” – okazuje subtelną pogardę osobom o nie tak rozległej
    wiedzy. Jest zdziwiony ignorancją innych. Mówi tonem nieznoszącym
    sprzeciwu, przy czym nie podaje wyjaśnień. Czyli nie zaspokaja
    wiedzy swoich rozmówców (woli drwić z niewiedzy innych). Podaje
    informację o swojej (niespotykanej) inteligencji i talentach (np.
    literackich), co sprawia, iż wstydzimy się zadać rozmówcy
    jakiekolwiek pytanie aby nie wyjść na głupców. Dąży do tego aby
    wywrzeć wrażenie na słuchaczach. Osoba wykształcona/kulturalna nie
    usiłuje robić na nikim wrażenia, rozmawia z każdym innym człowiekiem
    swobodnie. Manipulator zaś, wykorzystuje czyjąś niewiedzę, podkreśla
    zagadnienia wzmacniające jego autorytet (wspomni o dyplomie, dobrej
    posadzie, że jest za dobry dla gazety „X”,itp.).
    <<Sama nie bardzo dopatruję się tu talentu literackiego; zdania
    wielokrotnie złożone z zagubionym sensem, brak interpunkcji (lub
    błędna). Wyobraźnia pewnie jest i nawet umiejętność (przeciętna)
    oddania emocji, gorzej z ubraniem wyobraźni w tekst. Ten jest
    niezrozumiały, bezsensowny, takie bla bla bla… Kto to będzie
    czytał?? Bo ani przeciętny czytelnik, ani literat, ani polityk, itd.
    Do kogo kierowane są słowa? Bo jeśli do czytelnika forum, to treści
    są nieadekwatne do miejsca i czasu.
    Jeśli kogoś rzeczywiście interesuje opinia społeczna (forum), zwróci
    się w tonie zrozumiałym przez większość.>>
    Manipulator korzysta z wielu masek… „Życzliwy” zmieni się jeśli go
    zakwestionujemy. Jeśli czegoś odmówimy, natychmiast stanie się
    ironiczny, sarkastyczny, będzie naciskał (na przedstawienie
    dowodów), nie znosi krytyki, nagany…
    Zdefiniowano wiele charakterystycznych cech manipulatora, wymienię
    kilka:
    - zrzuca odpowiedzialność na innych
    - nie precyzuje jasno swoich potrzeb (uczuć, opinii, itp.)
    - udziela wymijających odpowiedzi
    - mówi innym, że nie wolno (nie powinni) im zmieniać zdania
    - do przekazywania opinii wykorzystuje innych ludzi (na forum np.
    przywołuje inne postaci)
    - sieje niezgodę (!) i wzbudza podejrzenia, stara się podzielić
    ludzi (!!)
    - odgrywa rolę pokrzywdzonego
    - grozi w sposób ukryty lub szantażuje otwarcie
    - zmienia temat w trakcie rozmowy (nie bacząc na to co inni rozmówcy
    mają do powiedzenia)
    - kłamie

    Myślę, że jak na Wasze (forum) potrzeby, te informacje wystarczą.
    Mogłabym jeszcze, o sposobach radzenia sobie z manipulatorami… Może
    innym razem? A może sami poszukacie jakiś tekstów na ten temat.
    Mamy tu na forum manipulatorów i to fakt! W określeniu „manipulator”
    nie mam na myśli „zwykłych” manipulacji (te zdarzają się każdemu z
    nas, są mniej lub bardziej świadome), a kogoś, kto w perfidny sposób
    żeruje na innych ludziach.
    Oczywiście każdy z Was zrobi to, co uważa za słuszne… Jednak – z
    mojej strony – radziłabym nie odpowiadać na słowa manipulatora, nie
    dać się sprowokować i jak tylko dostrzeżemy, że jesteśmy
    manipulowani zrezygnować z dalszej dyskusji, bo … to nie jest
    dyskusja w zdrowym tego słowa znaczeniu. Ostatecznie moderator
    decyduje o tym, jaki tekst wytnie, a jaki pozostawi. Ale tu nie
    chodzi o to kto wygra: „ja” czy „manipulator”, a o zachowanie
    spokoju umysłu (własnego), zdrowia, itp. Jeśli zignorujemy
    manipulatora, ten odstąpi… poszuka gdzieś indziej pożywki.

    Pozdrawiam zarówno „zmanipulowanych” jak i „niezmanipulowanych”
    A manipulatorom/kom przekazuję wyrazy odrazy i odrzucenia.
  • krezzzz100 10.03.09, 19:53
    Całkiem trafna krytyka MF i ...częściowo siebie samej. Moje gratulacje! Nie
    każdego stać na taką autoocenę i ocenę koleżanki, którą się taaaak luuuubi.
  • nangaparbat3 10.03.09, 20:12
    I co bysmy bez Ciebie poczęli, Profesorku???
    --
    "(...) higiena odgrywa rolę armaty, ktorą w razie potrzeby można wytoczyc
    przeciwko innym grupom, nigdy dobrze jej nie pojmującym." K. Ashenburg
  • so-wi 10.03.09, 20:22
    kami_hope - Ty weź przeczytaj to co napisałaś i rzuć kilkoma nickami, które pod
    Twoją definicję manipulatora nie podpadają.

    (to, że dla gazety X jestem za dobra nie padłoby, gdyby nie domniemanie kaspra,
    jakoby to co napisałam miało być artykułem do gazet X. nie jest, na co wskazuje
    moja odpowiedź do kaspra i Twoja analiza tekstu, którą Ty poczyniłaś. kwestia
    wykształcenia (nie napisałam czy je mam - nie mam), padła w kontekście wyłącznie
    mojego kiedyś-tam pragnienia studiowania odpowiadającego mi kierunku. reszta to
    Twoja - kami_hope manipulacja smile łącznie z zarzucanym mi już wyżej wyszukanym
    słownictwem. masz misję - to widać, ale zastanów się czy Twoja terapeutyczna
    działalność nie przynosi raczej szkody, niż pożytku. mam nadzieję, że za tym co
    piszesz stoi wieloletnia praktyka i głębokie przemyślenia inaczej to co robisz
    jest nieetyczne i szkodliwe. wysoce.
  • mariefurie 10.03.09, 20:29
    so-wi napisał:
    kwestia
    > wykształcenia (nie napisałam czy je mam - nie mam), padła w kontekście
    wyłącznie mojego kiedyś-tam pragnienia studiowania odpowiadającego mi kierunku.

    Chwileczkę So-wi.
    Nie masz wyksztalcenia? To była tylko sfera pragnień?
    Czy aby nie temu slużyło wycięcie Twojego watku przez Mazura?

    A kto płakał koleżankom ze studiów w mankiet i zazdrościł im , ze wszystko przed
    nimi?
    A kto na widók murow uczelni czuł sie szczesliwy ze nie musi z chłopem w domu
    siedziec i ma odskocznię?

    Ja? Kami? czy ciocia Klocia?
    A może Ty?
  • so-wi 10.03.09, 20:30
    studiowałam. nie napisałam i nie obroniłam pracy. wykształcenia nie mam smile
  • mariefurie 10.03.09, 20:39
    echhh, so-wi...
  • mariefurie 10.03.09, 20:31
    A może jednak przywrócimy cały tamten watek? hę?
    Mazur, co Ty na to?
    Bo widzę, ze koleżanka so-wi nie wie dziś, co mowila wczoraj.
    To chyba dramat, nie? Trza pomóc, jak nic!
  • kasper254 10.03.09, 22:06
    I potem się dziwić, że myśmy w historii mieli powstania, zazwyczaj
    przegrane, a rewolucji - jak na lekarstwo. Słynna odsiecz wiedeńska,
    konne szarże na czołgi, zwycięska papierowa solidarność, w której
    michniki wydzierali majątek dla siebie, a Wałęsa X x 100 mln,
    których nie zdążył dać innym, choć musiał a nie chciał, autostrady
    na papierze itd itd. Ostał się ino sznur - króla żelatyny.
    Z tak pięknego wątku, z tak pięknej inwokacji o sensie,
    wartościach, banale i schematyżmie, wyjątkowości i smaku ostał się
    ino magiel.
    I pomyśleć, że taka jedna słodka so-wi ma taką niszczycielską
    siłę. Granat w rękach. Potężniejszy niż chucie Marcinkiewicza.
  • rybak 10.03.09, 22:26
    Eeee, no skąd ten pesymizm? Internet angażuje umysł i wzrok, reszta zmysłów
    cicho sobie czuwa. Więc... jednostronnie angażowany zmysł jest
    nadreprezentowany. I przez to silniej się pobudza. No i człek oceniany jest
    też... dwuwymiarowo jakby bardziej big_grin
    A do tego ta anonimowośćsmile I potęga wyobraźni, ot co.
    Jestem dziwnie przekonany, że w realu nie byłoby w ogóle tej rozmowy.
    Bo niby jak rozkręcić aż tak wszystkie zmysły na raz w kilkunastoosobowym gronie
    pijących piwo osobników płci obojej?
    Nijak się nie da. Znaczy - da się, ale nie o tym my tu mówimysmile
    A poza tym nikt tu o Rzeczpospolitą nie walczy. Najwyżej o ponowną, czysto
    jednoosobową samodzielność.wink Albo chwilowy brak samotności.
    Śmiem oponować, co do tego granatu. Jakąż tam znów niszczycielską? Ekran mam
    cały czas cały, w kufę też nie oberwałem jakoś. Chucie Marcinkiewicza zatem -
    znacznie potężniejsze. Bo realne!
    Dobranoc
  • to.ja.kas 10.03.09, 22:35
    Nie szoda Wam energii i czasu? I niech mi ktoś powie, jakie
    znaczenie ma czy sowi to ktośtam czy sowi to sowi czy swoi to
    z_mazur a może tri a może ja a moze T Maria?
    czy to ma aż takie znaczenie>
    Zgadzam sie z Mazurem...nie ma znaczenia kto....ważne co. Bo forum
    nie jest od weryfikacji kto. POzdrawiam wieczornie smile
    --
    "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
    -Tak, skończył się rozwodem"
    sygnaturka wykradziona smile
    www.pajacyk.pl
  • young-and-bored 10.03.09, 23:02
    kasper254 napisał:

    > Z tak pięknego wątku, z tak pięknej inwokacji o sensie,
    > wartościach, banale i schematyżmie, wyjątkowości i smaku ostał się
    > ino magiel.

    Za to w ten oto sposób wypełniliśmy początkowy postulat Krezzz -
    postulat rozmowy na temat rozmowy wink
  • krezzzz100 10.03.09, 23:11
    Taaak! smile

  • so-wi 10.03.09, 22:48
    a przypominasz sobie, żebym mówiła coś o ukończeniu studiów? o tym jakie mam
    wykształcenie?
    mówiłam o studiach, o ostatnim roku nawet mówiłam.. i tyle smile Ty pamiętasz
    więcej? ach, ten dual core! zazdraszczam smile

    co do przywrócenia wątku - zawnioskuj do moderatora. zgodzę się, w celach
    terapeutycznych. żebyś przyjrzała się swojej paranoi smile
  • to.ja.kas 10.03.09, 22:53
    E tam, jako, ze ja ciągle studiuje, zostałam niedawno oskarzona, ze
    nie mam ukonczonych studiów no bo studiuje. I tez sobie nie dano
    wytłumaczyc, ze jedne z drugimi (a własciwie z pierwszymi) nic
    wspolnego nie mają wink.
    Nie przejmuj sie Sowi.


    --
    "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
    -Tak, skończył się rozwodem"
    sygnaturka wykradziona smile
    www.pajacyk.pl
  • mariefurie 11.03.09, 06:18
    Z mojej strony nie ma potrzeby w przywroceniu watku. To Ty sie załgałaś, nie ja.

    Po pierwsze, Kami napisała ogólny tekst, gdzie ani słowem nie odezwała się o
    wykształceniu w kontekście Twojej osoby.
    Po-drugie, w tym calym zapetleniu się, sama niechcący potknełas się o własny jezyk.
    TO "kwestia wykształcenia <...>padła w kontekście wyłącznie mojego kiedyś-tam
    pragnienia studiowania"
    KONTRA TO"w międzyczasie zaczynam odnosić sukcesy na uczelni, wygrywam konkurs
    literacki, mam pierwszą publikację,jestem doceniana," -

    -jest dla mnie wystarczającym dowodem na pospolite i banalne kłamstwo i oszustwo.

    Przy okazji, w ramach uzupełnienia wykształcenia polecam do poczytania Alicje w
    Krainie Czarów Lewisa Carrolla, a na dobry poczatek kwestię z udziałem twojego
    bliskiego krewnego:

    – Ale „chwała” nie ma nic wspólnego z „nokautującym argumentem” – zaprotestowała
    Alicja.
    – Gdy ja używam jakiegoś słowa – powiedział Humpty Dumpty z przekąsem – oznacza
    ono dokładnie to, co mu każę oznaczać... ni mniej, ni więcej.
    – Pozostaje pytanie – powiedziała Alicja - czy potrafisz nadać słowom tak wiele
    rozmaitych znaczeń?
    – Pozostaje pytanie – powiedział Humpty Dumpty - kto ma być panem... to wszystko.


  • z_mazur 11.03.09, 07:16
    > TO "kwestia wykształcenia <...>padła w kontekście wyłącznie mojego
    kied
    > yś-tam
    > pragnienia studiowania"
    > KONTRA TO"w międzyczasie zaczynam odnosić sukcesy na uczelni,
    wygrywam konkurs
    > literacki, mam pierwszą publikację,jestem doceniana," -
    >
    > -jest dla mnie wystarczającym dowodem na pospolite i banalne
    kłamstwo i oszustw
    > o.

    Pewnie to wina tego, że mój mózg nie kojarzy tak energicznie i z
    taką szybkością, bo ja nie dostrzegam tu żadnej sprzeczności. Jak
    dla mnie, to co od paru postów piszesz w tym wątku, to uparte
    pogrążanie się i byłoby to śmieszne gdyby nie było żałosne.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • mariefurie 11.03.09, 07:26
    Jeżeli nie widzisz róznicy pomiędzy "pragnienie studiowac", a "studiować", to
    przykro mi.
  • z_mazur 11.03.09, 07:33
    Oczywiście, że nie widzę różnicy, można pragnąć studiować, dzięki
    pomocy męża zacząć studiować, zacząć odnosić, ale z jakichś przyczyn
    (budowa domu, urodzenie dziecka, problemy małżeńskie) studiów nie
    ukończyć (przynajmniej jak na razie).

    Skoro autorka się zgodziła przywróciłem wątek, żebyś mogła się
    przyjrzeć swojej paranoi.

    Tym bardziej, że to nie pierwsze takie polowanie na czarownice w
    Twoim wykonaniu.

    Abstrahując od so-wi i jej problemów, to na pewno Ty masz parę do
    przepracowania.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • so-wi 11.03.09, 09:27
    > Skoro autorka się zgodziła przywróciłem wątek, żebyś mogła się
    > przyjrzeć swojej paranoi.

    skoro marie się tylko przyjrzy poproszę o usunięcie. powody dla których wątek
    nie powinien tu wisieć pozostają.
  • z_mazur 11.03.09, 09:31
    Oczywiście. Miałem dopisać, że przywracam go na jakiś czas ale w
    ferworze dyskusji mi to umknęło.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • to.ja.kas 11.03.09, 09:31
    I tu niestety zgodzę się z Mazurem (a ja nie lubie sie z nim
    zgadzacsmile ) rozpoczełas akcję polowania na czarownicę. Nie wiadomo
    po co własciwie i jaki to ma cel? To jedno. A druga rzecz która mnie
    zastanawia to gdzie Ty widzisz az takie kłamstwa by pisac o łganiu,
    trollowaniu? I gdzie sa D O W O D Y ? Inaczej to pomówienia. A
    pomowienia to brzydka rzecz.
    --
    "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
    -Tak, skończył się rozwodem"
    sygnaturka wykradziona smile
    www.pajacyk.pl
  • mariefurie 11.03.09, 12:20
    Mazur, nie widzisz i to wcale nie jest dla mnie zaskoczeniem.
    Twój sposób rozumowania i Twoja pokrętna logika(siostrzana do logiki so-wi
    =krezzz) posiada wyjątkowa specyfikę, na co chociażby ostatnim dowodem była
    nasz dyskusja na temat singli, kiedy to na końcu raczyłeś podsumować, ze myslimy
    podobnie, zapominając już od czego zaczęły sie rozbiezności w naszych poglądach
    dotyczących tematu "singla."
    Nie odpowiedziałam juz wtedy, bo to nie miało najmniejszego sensu rozpoczynać z
    tobą dyskusję od początku. Jak to sie mówi "ten typ tak ma".

    Nie przypominam sobie jakobym urządzała jakiekolwiek kiedykolwiek polowanie na
    czarownice.

    O moją "paranoję" się nie martw. Ponadto co ja mam do przeracowania, jesli w
    ogóle, to już mój problem, nie twój.

    I ostatnie juz naprawdę, bo nie chce mnozyc postów.

    Koleżanka so-wi za chwilę zacznie mówic, ze w sferze pragnień byl rowniez mąż, i
    dziecko i dom i cała reszta.
    Więc jak dla mnie jej prostowanie własnych slów post factum to jest jak radio
    Jerewań.
    To samo dotyczy krezz. Jedna i druga (JEDNA) się plącze i oddechu złapac nie może.

    Kaś. Dawno Cie tu nie było na tym forum wink
    (resztę zostawiam w domyśle, nie wypowiem)

    Skończyłam temat.
  • krezzzz100 11.03.09, 12:36
    I myślę, że MF już dostatecznie jasna pokazała, że sformułowanie, którego
    znaczenie właśnie tłumaczyłam Chalsi jej nie dotyczy.
    To rzeczywiście kończy sprawę.
    Pozdrowienia dla reszty. Dziękuję wszystkim za zajmującą rozmowę.
    Krezzzz
  • so-wi 11.03.09, 13:28
    krezzzz100 napisała:

    > I myślę, że MF już dostatecznie jasna pokazała, że sformułowanie, którego
    > znaczenie właśnie tłumaczyłam Chalsi jej nie dotyczy.
    > To rzeczywiście kończy sprawę.

    znam Marie tylko z postów tych dwóch wątków, w których się wypowiadam. ale ani
    przez chwilę nie sądziłam, że może być inaczej. Twoje Krezzzz wezwanie Marie ku
    wykazaniu się egzotyczną postawą, którą wyjaśniłaś Chalsi ostatecznie skończyło
    sprawę. to dość powszechne zachowanie (nie będzie mi tu motłoch mówił...) i
    normalne, póki powszechność jest miarą normalności. no, może powszechny zwyczaj
    każe zakończyć rozmowę zanim skompromitowany człowiek odbije się od ściany
    absurdu, którą pieczołowicie stawiał.
  • to.ja.kas 11.03.09, 13:13
    Oj Maria, Maria...zapętliłas się. Ale byłam pewna, że nalezysz do
    osób która umie powiedzieć "chyba sie pomyliłam".
    Też bywasz nielogiczna. Czasem bardzo.

    Tak, nie było mnie tu dawno. Dla Ciebie mogę być nawet Tri, Sowi czy
    Benhakkerem.
    smile))))
    --
    "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
    -Tak, skończył się rozwodem"
    sygnaturka wykradziona smile
    www.pajacyk.pl
  • rybak 11.03.09, 18:33
    Ja bardzo przepraszam, ale Benhakker jest już od pewnego czasu zajęty.
    Przez nas.
    RybakI, RybakII, Rybak III i Rybak IV
    et consortes
    big_grin
  • z_mazur 11.03.09, 14:08
    Mam dzisiaj luźniejszy dzień i mogę sobie trochę podyskutować, a
    rozbawiło mnie Twoje "zakałapućkanie" się w swoich wywodach.

    Jakoś nie dziwi mnie to, że dla Ciebie moja logika jest pokrętna.

    W kwestii naszej dyskusji odnośnie singli, to jest stwierdzenie z
    jednego z ostatnich Twoich postów w tej dyskusji:

    "Ja nie neguję absolutnie, ze istnieje coś takiego jak "singiel" i
    nie mam oporów
    przed tą definicją. jak najbardziej. Ale to slowo jest częśto
    nadinterpretowane
    i zaczyna być uzurpowane przez ludzie samotnych i nieszcześliwych
    lub nieudaczników.
    Single, prawdziwi - to tak naprawdą margines.
    Reszta - to chce , ale nie może; a jak może i chcę - to nie potrafi.
    ot i cała tajemnica."

    I moja wcześniejsza definicja singla z tego wątku:
    "Jestem sam i jestem
    z tego powodu nieszczęśliwy i chcę zmienić ten stan, tzn że nie
    jestem singlem. Jestem sam (ale z rodziną, dziećmi, rodzicami,
    przyjaciółmi) i czuję się z tym dobrze i nie chcę tego zmieniać,
    jestem siglem. Proste? Dla mnie tak."

    Trzeba wykazać maksimum złej woli, żeby nie dostrzec w tych
    stwierdzeniach pewnych podobieństw, na które konsyliacyjnie się
    powołałem dla zakończenia dyskusji w kulturalny sposób.

    Teraz tego żałuję. smile

    Nie pierwszy raz zarzucasz komuś trollowanie (wcześniej pod innym
    nickiem), w sytuacji gdy taki zarzut niczego nie wnosi niezależnie
    od jego słuszności. W ogóle moim zdaniem masz tendencje do reakcji
    histerycznych i szybciej piszesz (działasz) niż myślisz.

    O ile dotyczy to Twojego prywatnego życia "to mnie to rybka", ale
    jeśli dotyczy forum i jego uczestników, to niestety jestem zmuszony
    do reakcji.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • mariefurie 11.03.09, 15:02

    Nie produkuj sie Mazur nad wycinaniem postów w kolejności takiej, ktora Tobie aktualnie pasuje.
    Nasza dyskusja zaczęła się od tego i to było clou naszej niezgody.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=48555&w=91735507&a=92190384
    i własnie Twoja pokrętna odpowiedź na ten post wywołała moja reakcję.
    Mianowicie, że wg mnie człowiek po rozwodzie, z dziećmi, zobowiązaniami itp. nie może siebie nazywać singlem.

    Tyś podsumował całą rozmowę (bo, rozumiem, kulturalnie chciałeś... albo zapomniałeś od którego momentu zaczęła się dyskusja), że mamy podobne zdanie...
    Nie wiem skąd taki wniosek wziąłeś.
    Pewnie z tej słynnej już próżności i potrzeby akceptacji.

    Przykro mi, że nikt Cię nie kocha, że AŻ tak tej akceptacji pragniesz, ze jesteś w stanie okłamywać nawet samego siebie.


  • z_mazur 11.03.09, 15:14
    Oj Mario, Mario. Tak Ci już brakuje argumentów w dyskusji, że musisz
    się posuwać do takich personalnych przytyków.

    Wniosek wysnułem z podobieństw, na które powołałem się w poprzednim
    poście, ale pewnie to moja pokrętna logika się ich dopatrzyła.

    Bardzo mi z tego powodu przykro i odwołuję to, że myślimy podobnie.
    Aktualnie taką insynuację odebrałbym jako obrazę. smile

    Jak widać, nie zależy mi na akceptacji wszystkich. smile

    Jak dla mnie EOD.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • to.ja.kas 11.03.09, 15:15
    sorry za offtop, czy mozesz zerknąc na gg?
    --
    "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
    -Tak, skończył się rozwodem"
    sygnaturka wykradziona smile
    www.pajacyk.pl
  • z_mazur 11.03.09, 15:17
    Za jakąś godzinkę. W pracy nie mam gg. smile
    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • krezzzz100 11.03.09, 07:50
    Dzień dobry wszystkim smile

    Jak dla mnie, to trzeba najpierw mieć pragnienie studiowania, by móc potem to
    pragnienie uskutecznić.
    Oczywista, to tylko optimum. Niektórzy zapewne studiowali bez owego pragnienia
    (rodzice zmusili?), co widać po ich "osiągach"- tutaj: nieumiejętności
    logicznego wnioskowania u MF.
    Podpowiedź dla niej: ciągłość logiczna tego, co napisała o swoim procesie
    kształcenia się So-wi, osadzona jest na osi czasowej tegoż PROCESU (najpierw
    jedno, potem drugie).

    Skończ już MF. Przeproś od serca So-wi, mnie i inne osoby, które za mnie
    wzięłaś. Po czym przejdźmy do konstruktywnej rozmowy o:
    1. MERITUM sprawy So-wi ( o ile ona jeszcze zechce rozmawiać).
    2. Sprawie samej ROZMOWY smile))))))

    Bo widzisz, MF- świat nie ogranicza sie do Twojej osoby i Twojego punktu
    widzenia: na związki, jakości przeżywanych problemów, sposoby dozwolonych
    narracji o tychże problemach i wreszcie- umiejętności logicznego wnioskowania.
    Na szczęście.
    Pozwól zatem, by na tym forum wypowiadali się ludzie, którzy widzą i przeżywają
    świat po swojemu. I tak dobrze, że chcą się tym dzielić. Ucz się od nich.
  • krezzzz100 11.03.09, 07:53
    O, pardon Z-mazur, nie zauważyłam Twojego wpisu. Mój czekał na wysłanie i
    zrobiłam to, nie sprawdzając, czy są nowe posty.
  • so-wi 11.03.09, 09:23
    > Po pierwsze, Kami napisała ogólny tekst, gdzie ani słowem nie odezwała się o
    > wykształceniu w kontekście Twojej osoby.

    w kontekście mojej osoby cytowała z pamięci niezborności mojego tekstu, moje
    odpowiedzi, miałam być ilustracją teorii o manipulatorach, co więcej o tym
    jakoby podkreślam znaczenie wykształcenia napisała gdzieś wyżej, więc chciałam
    to sprostować. gdyby nawet nie było to w moim kontekście - wątek podjęłam (że
    nie napisałam o studiach w kontekście mojej boskości, tylko w kontekście
    pragnień). o kontekście płakania w rękaw, jakichś tam sukcesów i radości na
    widok murów uczelni nie napisałam teraz, bo to już zostało napisane.

    > TO "kwestia wykształcenia <...>padła w kontekście wyłącznie mojego kied
    > yś-tam
    > pragnienia studiowania"
    > KONTRA TO"w międzyczasie zaczynam odnosić sukcesy na uczelni, wygrywam konkurs
    > literacki, mam pierwszą publikację,jestem doceniana," -
    > -jest dla mnie wystarczającym dowodem na pospolite i banalne kłamstwo i oszustw
    > o.

    z tego, że studiowałam nie wycofuję się przecież marie. powiedziałam, że nie mam
    wykształcenia. z tego mnie rozliczaj, bo tu zarzuciłaś mi kłamstwo. fajnie się
    studiowało, najpierw się oczywiście chciało, nie mniej jak pisałam wcześniej
    wykształcenia nie mam.
    tzn. mam to z czasów przed studiami, ale słowem o nim nie wspomniałam, poza tym
    manipulacyjnie mnie to raczej w waszych oczach nie podbudowuje, więc sobie daruję wink

    > Przy okazji, w ramach uzupełnienia wykształcenia polecam do poczytania Alicje w
    > Krainie Czarów Lewisa Carrolla,

    trafiłaś jak kulą w płot. czytałam Alicję zylion razy, to była przez długi czas
    jedyna książka w moim domu. mam podstawy by przypuszczać, że nie masz pojęcia co
    cytujesz.

    naprawdę nie pogrążaj się.
  • to.ja.kas 11.03.09, 10:05
    przeczytałam Twój watek. Ten który został przywrócony na chwilę.
    Dawno nie przeczytałam czegoś tak trudnego i dawno nie spotkałam
    osoby która zanim napisała na forum przemyslała swoje zycie, swój
    problem, zmierzyła sie ze swoimi demonami.
    Niesamowicie cenne i wcale wbrew pozorom nie stoi to w sprzeczności
    z tym, ze Ty nie wiesz co zrobić.
    Dalej,mimo wykonanej pracy nie wiesz co uczynić. To znam z autopsji.
    Siedem długich lat myślałam, analizowałam, czytałam, rozmawiałam...i
    nie wiedziałam "co mam ze soba począć". Niby wiedziałam dziś rano, a
    po południu miałam watpliwości. Wieczorem zaprzeczałam rankowi, rano
    powracałam do tego co myślałam w południe.
    Iskra spowodowała, że zrobiłam COŚ...ale musiała się ta iskra
    pojawić. Czy yła to przemyślana decyzja? Tak, bo myślałam nad tym 7
    długich lat? Czy postąpiłam pod wpływem chwili? Tak, bo w jednej
    chwili zdecydowałam się na to co zrobiłam, nie myśląc, nie
    analizując. Wybiegłam z domu i nie wróciłam.
    Jak widac każda z tych opinii: że zrobiłam cos bo dojrzałam,
    przemyślałam, jak i , że w jednej chwili podjęłam decyzję jest
    prawdziwa.

    Co do kształcenia bez wykształcenia...
    Moja najdroższa przyjaciółka kształciła sie i kształci wiele
    lat...ciagle nie ma wykształcenia.
    Studia sa miejscem o których marzyła jako dziecko, ale mimo, ze są
    one bardziej dostępne niz w latach 70-tych XX w, mimo, ze teraz to
    każdy magister nie udało jej się skonczyć szkoły.
    Rodzina nie jest patologiczna ale biedna i panuje w niej ubóstwo
    intelektualne. Musiała iśc po szkole zawodowej do pracy, potem sie
    zakochała, potem na świat przyszło dziecko. Obydwoje z mężem
    pracowali cięzko. Po kilku latach zdobyła maturę. Skonczyło sie to
    wieloma wyrzeczeniami. Mąż zaczął pić. Odeszła od niego, chwile
    wczesniej poszła na studia. W szkole znajdowała ucieczkę. Ale
    musiała wziąć sie do pracy bo została sama, dwa etaty, depresja.
    Wróciła po dziekance na uczelnie. Niestey stan psychiczny i praca
    spowodowały, że szkoły nie ukonczyła. Zwłaszcza, ze pomocy i oparcia
    w rodzinie nie miała. Zrozumienia tez nie.
    Spotkała męzczyznę który ja kocha. Znów studiuje. Który to już rok :-
    )))

    Ja w tym czasie jestem na kolejnych studiach, ona bardzo mądra,
    inteligentna kobieta nadrabia to co inni osiągnęłi wiele lat temu.
    Jakaś sprzeczność? Janie widzę żadnej.
    Może z dziełami schizofrenicznego NItchego sie nie zapoznałam...w
    sumie zaden to autorytet, facet który sam nie wiedział kim jest.

    Sowi piszę szybko by pokazać Ci, że nie wszyscy maja manię
    prześladowczą.
    Zal, że niektóre osoby az tak serio traktują forum. Do tego stopnia,
    ze ratując je przed skazeniem trolami potrafia kopnąc kogoś kto
    potrzebuje pomocy.
    Nie przejmuj się.

    Pisz na priv, zajrzyj na PP i szukaj rozwiązania swoich problemów.
    Może juz jakies masz tylko jeszcze o tym nie wiesz.

    Pozdrawiam

    --
    "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
    -Tak, skończył się rozwodem"
    sygnaturka wykradziona smile
    www.pajacyk.pl
  • krezzzz100 11.03.09, 11:13
    Cieszę się, że widzisz, Kas, jak działa to forum. Instynkty stadne są
    przerażające- zgnębić za oryginalność, samoświadomość i zborność wypowiedzi.
    Jako swoiste exemlum daję zarzuty Chalsi, która potępia So-wi za to, że
    podejmuje kwestię...ODWAGI. Odwagi opuszczenia męża. A jakież podaje
    uzasadnienie? Ano takie, że...nikt jeszcze tak na forum nie pisał. To ma być
    dowód na to, że wypowiedź So-wi jest ...wprawką literacką.

    Zwróć uwagę: nikt TAK jeszcze nie pisał. Zatem: huzia na autorkę. Co za
    bezczelność zrobić coś po raz pierwszy i w dobrym stylu (także literackim)! Ręce
    opadają.

    Mnie też to tu spotkało. Od wtedy OBA fora ( i RiCD i PP) stały się dla mnie do
    cennej poznawczo obserwacji - oględnie mówiąc. Wcale nie trza szukać w jakieś
    odległej, np. giertychowej czy innej lepperowej, egzotyce. Wystarczy, niestety
    (!), zajrzeć tu.

    Wierzysz, że to się zmieni?

    Daję cytat z Chalsi:
    "no cóż, po przeczytaniu całego wątku podzielam opinię, że to nie jest
    rzeczywista historia a wprawka literacka. O identycznych przejściach
    wielokrotnie czytałam na róznych forach, jednak NIGDY
    kobieta w takiej sytuacji, opisując ją w pierwszym poście (czyli z reguły
    przemyślanym, bo przedstawiającym historię) nie zadawała pytania o ODWAGĘ ("Co
    powinnam zrobić? Czy odwagą jest odejście od męża, czy zostanie z nim?").
  • krezzzz100 11.03.09, 11:14
    upps, błąd

    Od wtedy OBA fora ( i RiCD i PP) stały się dla mnie ŻRÓDŁEM
    cennej poznawczo obserwacji - oględnie mówiąc.
  • to.ja.kas 11.03.09, 11:53
    Cenię zdanie Chalsi czy Marii. Ale uważam, że tu sie mylą. Bardzo
    mylą.
    Mi tez fora służą do obserwacji.
    Pozdrawiam
    K
    --
    "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
    -Tak, skończył się rozwodem"
    sygnaturka wykradziona smile
    www.pajacyk.pl
  • chalsia 11.03.09, 11:49
    > Jako swoiste exemlum daję zarzuty Chalsi, która potępia So-wi za
    to, że
    > podejmuje kwestię...ODWAGI. Odwagi opuszczenia męża. A jakież
    podaje
    > uzasadnienie? Ano takie, że...nikt jeszcze tak na forum nie
    pisał. To ma być
    > dowód na to, że wypowiedź So-wi jest ...wprawką literacką.
    >
    > Zwróć uwagę: nikt TAK jeszcze nie pisał. Zatem: huzia na autorkę.
    Co za
    > bezczelność zrobić coś po raz pierwszy i w dobrym stylu (także
    literackim)!


    No toś Krezz dała ciała w sposób wyjątkowy - nie sądziłam, że aż
    tak bardzo nie umiesz czytać ze zrozumieniem i aż tak bardzo
    wkładasz to, czego NIE MA, w czyjeś usta/palce.

    Skoro nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi, to się postaram ją wyjaśnić.

    1. Napisałam, ze wypowiedź So-wi wygląda dla mnie jak opowieść
    literacka a nie prawdziwa historia, a podstawą takiej MOJEJ opinii
    jest niewiarygodna dla mnie forma ujęcia problemu („odwaga”wink.
    Gdzie tu jakiekolwiek potępienie autorki watku? Jedynie w Twojej
    głowie.
    Tym bardziej, ze w ogóle nie brałam udziału w dyskusji o
    manipulowaniu, wielokrotnych osobowościach itp, bo mnie to
    całkowicie powiewa i zwisa, czy to prawda, czy nie - zapomniałaś
    jakoś zauważyć/ dopisać, że druga połowa mojej wypowiedzi to były
    konkretne porady, co w sytuacji autorki wątku uważam za warte
    zrobienia/przemyślenia.


    2. napisałam, że o takich historiach czytam od KILKU LAT na WIELU
    FORACH, a nie tylko tutaj. Fakt, że osoby w identycznej sytuacji
    jak So-wi inaczej przedstawiają swoje dylematy emocjonalne jest dla
    mnie jakimś miernikiem i stanowiło podstawę do przyjęcia opowieści
    za wiarygodną bądź nie.

    Wszędzie piszę o swoim osobistym odbiorze i ocenie sytuacji –
    dokładnie tak jak chciała tego So-wi.

    PS. skoro już używasz obcego słownictwa, to warto zwracać uwagę na
    pisownie - pisze się "exemplum" (błedów po polsku nie poprawiam ,
    bo i tak każdy zrozumie o co chodzi)

    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • krezzzz100 11.03.09, 12:30
    No i mamy kolejną ilustrację, chciałoby się rzec: kolejne exemplum (tym razem
    bez literówki))))No to się do niego odniosę.

    Ad. 1. Niewiarygodna forma ujęcia problemu, powiadasz...I to jest ta podstawa
    uznania wypowiedzi So-wi za konfabulację („nie jest to rzeczywista historia")?
    Wytknięcie komuś konfabulacji jest w domyśle jej (konfabulacji) potępieniem,
    czyż nie? Nie trzeba być geniuszem, by to WIDZIEĆ. To się nazywa treść założona
    (nie- wyeksplikowana).Ta jest tu oczywista, bo skoro zwisa Ci i powiewa, czy to
    konfabulacja czy też nie, to po co ją wzmiankujesz?
    W świetle powyższego dziwię się udzielaniu przez Ciebie rad So-wi jako rzekomej
    konfabulatorce. Ale się do nich nie odnoszę -rady jak rady, mniej lub bardziej
    trafne.

    Ad.2. I co z tego wynika, że- wedle Ciebie- nikt TAK jeszcze nie pisał? I to:
    nie napisał na WIELU forach? Naprawdę przeczytałaś wszystkie istniejące fora ?
    Zatem już widzisz, że NIKT jest Twoim nadużyciem. Bo nie wiesz, czy NAPRAWDE
    NIKT. Ale, gdyby nawet tak było - co z tego wynika? Poza Twoim ograniczeniem,
    które z miary cudzych wypowiedzi czyni jakiekolwiek kryterium wartościujące? Już
    kiedyś to napisałam: wyznawanie zasady: „lubię te piosenki, które znam”- śmieszy
    tylko w kinie.

    Ad. Ps. Czepianiem się literówek wystawiasz sobie świadectwo.
    Ale, skoro posługujesz się złośliwościami, to Ci się odpłacę. Skarżyłaś się, że
    zwrot: „elementarna zdolność honorowa” jest dziwolągiem. Objaśnię Ci go: kiedyś
    (daaaaawno temu, kiedy jeszcze nie istniały ogólnodostępne fora internetowe)
    zdolność ta określała pewną kondycję moralną PONADPRZECIĘTNĄ (wygooglaj sobie
    albo znajdź w słowniku książkowym czego dotyczyła ta zdolność), dziś- niestety-
    zeszła do poziomu podstawowego, czyli elementarnego. Mówiąc prościej (by Ci
    ułatwić percepcję) dziś można bez ujmy na honorze do sądu pozwać już chama i
    prostaka, kiedyś zwyczajnie nie wypadało. Albo- jeszcze prościej- dać w pysk
    prostakowi dziś już wypada, a kiedyś- nie uchodziło brudzić sobie rąk. To
    dlatego jeszcze niektórym tu odpowiadam- obniżenie standardów. Takie czasy-
    powszechność za cenę jakości.

    Co do osobistego odbioru- to banał. Każdy odbiór jest „osobisty”. Co nie
    upoważnia do pieprzenia od rzeczy.

    Dam Ci jeszcze radę- zważaj na używane metafory. Nie zwykłam „dawać ciała”.
    Zacznę podejrzewać, że Ty dajesz.
  • kasper254 11.03.09, 13:44
    Krez, ignorancję ukrywasz pod maską wiedzy o charakterze
    internetowym, tupetu i - wręcz - chamstwa. Może lepiej by Ci się
    żyło, gdy obowiązywał kodeks B., ale prostactwo współczesnych jest
    niczym przy prostactwie tamtych tzw. szlacheckich "elit". Może
    zacznij trochę czytać - to wyzwala pragnienie słuchania, ciszy.
  • nangaparbat3 11.03.09, 17:18
    Kodeks kobiety w ogole nie bierze pod uwagę jako podmiotu czynnosci honorowych,
    mozemy byc co najwyzej ich przemiotem (o czym mialam zaszczyt powyzejwink
    --
    "Dziwne jest nie to, ze ludzie śnią podobne sny - są one elementem socjalizacji
    grupy - ale raczej to, że zawsze jest pewna liczba jednostek, które mogą się im
    oprzec". JT-B
  • chalsia 12.03.09, 00:24
    krezzzz100 napisała:

    > No i mamy kolejną ilustrację, chciałoby się rzec: kolejne exemplum (tym razem
    > bez literówki))))No to się do niego odniosę.
    > >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
    >>>>>>>>>..................................................................

    Znów nadinterpretujesz czyjąś wypowiedź.
    Stwierdzenie, że coś dla mnie nie jest wiarygodne albo, że jest wprawką
    literacką nie oznacza ani konfabulacji ani potepienia.
    Idąc Twoim tokiem myślenia należałoby uznać, że każda belletrystyka powinna być
    uznana za konfabulację (i wiązać się z potępieniem - tylko kogo / czego ??).
    Być może masz inne rozumienie pojecia konfabulacja (potoczne) niż ja (bardziej
    medyczne). Konfabulacja to opowiadanie zmyslonych faktów, jako wspomnień z
    okresu objetego niepamięcią, występujące w zaburzeniach pamięci i niektórych
    chorobach umysłowych.
    W związku z tym nie potępiam konfabulacji (tak jak nie można potępiac np.
    leworęcznego za to , że jest leworęczny), jak również opowiadanie/historia So-wi
    z definicji nie podpada pod moje rozumienie pojęcia konfabulacja.

    Wyjasniłam to, co chciałam i jak chciałam.
    Skoro przyznajesz sobie prawo do uznania tego, co piszę, za pieprzenie bez
    sensu, to na tej samej zasadzie ja mam prawo do uznania historii So-wi za
    niewiarygodną.

    Co nie przeszkadza mi w udzieleniu jej porad, bowiem nawet uznając historię za
    niewiarygodną (moja opinia, do wyrażenia której mam prawo w dyskusji) zdaję
    sobie sprawę z tego, że nie mam szans na weryfikację stanu faktycznego czyli jej
    prawdziwości lub nieprawdziwosci - więc zakładam, że wbrew moim odczuciom może
    jednak być prawdziwa. I dlatego dałam konkretne rady.

    Podejrzewaj sobie co chcesz, mnie szkoda czasu, palców i klawiatury na dalsze
    kontynuowanie wymiany zdań z Tobą.
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • so-wi 12.03.09, 00:53
    > Co nie przeszkadza mi w udzieleniu jej porad, bowiem nawet uznając historię za
    > niewiarygodną (moja opinia, do wyrażenia której mam prawo w dyskusji) zdaję
    > sobie sprawę z tego, że nie mam szans na weryfikację stanu faktycznego czyli je
    > j
    > prawdziwości lub nieprawdziwosci - więc zakładam, że wbrew moim odczuciom może
    > jednak być prawdziwa. I dlatego dałam konkretne rady.

    masz wątpliwości, ale jesteś elastyczna, nie zaciskasz tępo oczu. i tu -
    Chalsia, przebiega ta granica, odróżniająca Cię od istot bezrefleksyjnych,
    których sądami rządzi teza jaką sobie obrali, będących całkiem ślepi na dane,
    tym więcej im dane do tezy nie pasują. jak dla mnie - jak to się mówi - pełen
    szacun Chalsia. abstrahując od przydatności/ nie przydatności rad (za które
    dziękuję). chodzi bowiem o postawę. w tym wątku chodzi o postawę bardziej wobec
    mojej sprawy, niż o nią samą.
    pozdrawiam.
  • chalsia 17.03.09, 15:49
    > tym więcej im dane do tezy nie pasują. jak dla mnie - jak to się
    mówi - pełen
    > szacun Chalsia.abstrahując od przydatności/ nie przydatności rad
    (za które
    > dziękuję)

    dziękuję. Ciekawe, ze takie to bylo dziwne i niezrozumiałe dla
    Krezz wink
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • so-wi 11.03.09, 13:34
    to.ja.kas - bardzo się spieszę, póki co dziękuję, że mnie nie wzięłaś za trola,
    za krezzz, a mojej historii za kłamstwo. a także za to, że takie brzydkie słowa
    jak 'alkohol' i 'depresja' nie pozwoliło Ci z człowieka zrobić przypadku.
    smile dzięki także za zaproszenie na priv smile jak tu już było mówione - mąż już ma
    dosyć, kochanek ma dosyć, psiapsiuły maja dosyć.. wink

    pozdrawiam smile
  • to.ja.kas 11.03.09, 13:45
    Kiedyś miałam taki okres, gdzie napięcia dnia codziennego
    niwelowałam przez łyskacza. Prawie codziennie. I pewnie dla kogos to
    był nałóg. NA SZCZESCIE skonczyła mi się ochota na picie,
    przerzuciłam sie na okazjonalne picie winka i "wyszłam z nałogu"
    który pewnie zaraz by mi wmówiono.
    Nie polecam takiego leczenia sie alkoholem....ale widać ja podatna
    na nałogi nie jestem. Palić tez potrafię paczkę dziennie przez
    miesiąc by potem przez trzy lata nie palić w ogole albo tylko raz na
    pare miesiecy na imprezach.
    Nie mam z tym problemu, mimo iz zaraz pewnie odezwą sie głosy, że
    mam bo jak raz na tydzien, na dwa tygodnie mam ochote na wino do
    kolacji i go sobie nie odmawiam to znaczy, ze powinnam iść doporadni
    AA.
    Lata mi to.
    Z depresją bywa u mnie podobnie. Ja nauczyłam się, że nie kazdy niż
    psychiczny nazwywam depresją. Czasem mam doła i już.

    Nie wiem czy ja 'Nie bede miała dosyc" , ale ... czasem trza nowego
    spojrzenia. Nie powiem Ci co masz robić. Nie wiem. Nie mam
    fioletowego pojęcia.
    Ale głupia nie jesteś. Twój styl pisania i sposób analizowania
    swoich uczuć, zachowań, potrzeb daje nadzieję że sobie poradzisz.

    Trzymaj się.

    W sumie Krezz fajnie pisze więc to nie takie złe byc uważaną za nia.
    A , że bardzo podoba mi sie styl Twojego pisania i pisania Krezz to
    wrecz imponuje mi insynuacja iż mogę być osobą z trójcy smile
    Niestety nie dorastam Wam do pięt i sama to widzę, dziwię się, że
    Maria tego nie zauważyła.

    Niestety ja posty piszę często z pracy, "na kolanie", rozmawiając
    przez telefon i pisząc maila do klienta...ni cholery nie mogę się
    skupić by tak ładnie jak Wy pisac..smile))

    Buźka
    Ale to taka dygresja (mimo, że na poczatku wypowiedzismile )

    --
    "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
    -Tak, skończył się rozwodem"
    sygnaturka wykradziona smile
    www.pajacyk.pl
  • to.ja.kas 11.03.09, 13:52
    to.ja.kas napisała:
    > Ale to taka dygresja (mimo, że na poczatku wypowiedzismile )


    I jeszcze przeklejam czasem zdania do postu jak popadnie...miało być
    wklejone to zdanie zdecydowanie wyżej, a tak bez sensu wyszło ....wink


    --
    "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
    -Tak, skończył się rozwodem"
    sygnaturka wykradziona smile
    www.pajacyk.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka