Dodaj do ulubionych

Rozwód w zgodzie

15.03.09, 12:46
Czy ktoś z Was może powiedzieć,że rozstał się w zgodzie? Tz że po rozwodzie
mogliście normalnie na siebie patrzeć czy ze sobą rozmawiać? Nie chodzi mi o
kilka, kilkanaście lat po, tylko tak "na świeżo".
Obserwuj wątek
    • useless00 Re: Rozwód w zgodzie 15.03.09, 13:28
      Mnie się udało. Rozmawiamy normalnie, ale może to dlatego, że ja nie potrafię nienawidzić i jestem konsekwentna. A ex zrozumiał, że nic nie zmieni mojej decyzji. A może pogorszyć jego sytację jak będzie skłócony ze mna. Stali bywalcy forum wiedzą ile mnie to kosztowało.
      --
      Umiejętność obsługi Excela nie czyni jeszcze intelektualistą. Na szczęście.
    • maza15 Re: Rozwód w zgodzie 15.03.09, 13:34

      Tak,mogę powiedzieć,że rozstaliśmy się w zgodzie.
      Nie oznacza to jednak,że bez żalu i urazy.
      Dogadalismy się we wszystkich kwestiach dotyczących
      rozwodu,podziału,dzieci.
      Udało nam się uniknąć walki,złosliwości,nienawiści.
      • dsz27 Re: Rozwód w zgodzie 15.03.09, 13:50
        I ja dołączam. Żal i tzw. zadra w sercu pozostały ale nie umiem nienawidzić i
        dzięki temu moje relacje z byłym mężem są takie jakie są. I codziennie
        utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze się stało.

        --
        Klient skarży się na infolinii operatora komórkowego:
        - Nie docierają do mnie wiadomości!
        - To może spróbuje pan jeszcze raz przeczytać?
        • kika40p Re: Rozwód w zgodzie 22.03.09, 21:45
          Ja jeszcze nie jestem po,ale na razie żal,smutek ciekawe kiedy to
          się zmieni,tym bardziej, ze mój m nawet nie rozmawia z synem(chyba
          że mu o tym przypomnę,ale to trwa kilka minut).Święta BN były
          udane,choć większość przesiedział przed kompem,na Wielkanoc
          pwiedział że nie przyjedzie,i jak tu się bronić przed złymi
          uczuciami do niego.
    • olusimama Re: Rozwód w zgodzie 15.03.09, 14:37
      Ja co prawda jeszcze nie jestem PO, ale wygląda na to, że będzie zgoda.
      Tak jak piszą inni, żalu się nie da uniknąć, być może jakichś pretensji itd,
      ale zgoda jest możliwa. Przy dobrej woli obu stron.
    • nangaparbat3 Re: Rozwód w zgodzie 15.03.09, 16:55
      Tak.
      Rozstalismy sie w zgodzie, po czterech latach w zgodzie sie rozwiedlismy.
      Ja nie mam urazy ani żalu, ex - diabli wiedzą, nie wywnetrza się.
      --
      "W Chinach dziewczynki nadal otrzymują takie imiona jak Zbyt Wiele lub Mała
      Pomyłka, żeby odzwierciedlic ich wartosc, ale kiedyś były warte jeszcze mniej".
      Steve Jones
    • super.anczysko Re: Rozwód w zgodzie 15.03.09, 17:15
      Również dołożę swoje trzy grosze... Tak, rozstaliśmy się w zgodzie
      po 15 latach i nawet śmiem twierdzić, że teraz relacje między nami
      są lepsze niż w czasie małżeństwa. Znikło między nami jakieś
      napięcie, potrafimy normalnie rozmawiać. Utrzymujemy kontakt ze
      względu na wspólne zwierzę, poza tym nawet gdyby nie to, to
      mieszkamy blisko i nasze drogi bez przerwy się przecinają. Witamy
      się, pytamy co słychać i takie tam pierdoły. Po rozprawie poszliśmy
      na obiad i kawę. Da się.
    • lokurdebele Re: Rozwód w zgodzie 15.03.09, 17:32
      Ja tam nie mogłem i nie mogę z nią normalnie rozmawiać. Cześć, cześć to jeszcze
      znoszę jakoś, ale każdą jakąś dłuższą rozmowę, która nie jest związana z
      dzieckiem czy zaległymi sprawami okupuję stresem i wysokim pulsem. Nie ma takiej
      opcji, żebym z ex i dzieckiem był w stanie gdzieś wyjść i dobrze się czuć. Jak z
      nią gadam, to nie mogę utrzymać kontaktu wzrokowego, nawet błahe tematy się nie
      kleją.
      A jak pomyślę, że mógłbym wpaść na nią i jej nowego przydupasa, to nie potrafię
      nawet w przybliżeniu opisać co będę czuł.
      Kiszka

      --
      Żyć trzeba tak, żeby wstyd było opowiadać, za to przyjemnie wspominać
      • swan_ganz Re: Rozwód w zgodzie 20.03.09, 23:23
        chciałbyś lutować swojego następcę u boku Twojej ex? Za co? Przecież
        jej do niczego nie zmuszał; sama tego chciała...
        Też byłem przekonany, że jak zobaczę swojego następcę to mu z dyńki
        pociągnę. Zrobię to na pewno.... A co zrobiłem? Poszliśmy na piwo;
        fajny koleś z niego i do tej pory otarliśmy się kiedyś razem o
        burdel... No prawie burdel; taki lokal z wyzwolonymi kobietami smile

        --
        Swan
        ** Just say no to drug reps **
        nofreelunch.org/
        • useless00 Re: Rozwód w zgodzie 16.03.09, 19:44
          jarkoni, nie psujesz - ja z moim już ex rozmawiam tylko na tematy okołosynowskie, nie wpuszczę go bez ważnego! powodu do mieszkania i staram się ze wszystkich sił nie wchodzić na śliskie dotyczące nas tematy. Tym bardziej, że od jego (sic!) przyjaciół dowiaduję się, że na mój temat opowiada bardzo krzywdzące opinie. Jest smutek żal i gorycz. Ale staram się i próbuję być asertywna chroniąc swoją duszę.

          Kieruję się w życiu zasadą: okazane dobro powróci dobrocią a okazane zło złem uderzy. Więc dałam sobie spokój - nie warto nienawidzić, choć wypłakuję ból w poduszkę.

          I rozumiem Cię, ale może z czasem będziecie lepszym koleżeństwem niż małżeństwem. smile
          --
          Umiejętność obsługi Excela nie czyni jeszcze intelektualistą. Na szczęście.
          • joanwro Re: Rozwód w zgodzie 20.03.09, 20:20
            a ja się bardzo staram i nie mogę - póki co - wznieść się na wyżyny
            człowieczeństwa i nie przywalić czasami w mailu jakiejś szpili albo coś...ale
            pani psycholog ostatnio powiedziała, że przesadzam z tym układaniem nowego
            życia tak na siłę poprawnie, bo miałam już prawie w myślach obrazy wspólnego
            grilla z jego kochanką...żeby tylko były dobre kontakty z dziećmi... nie jest to
            łatwe, ale - jak piszecie - da się w zgodzie. Nauczcie jak to robic.
            • tropfe36 Re: Rozwód w zgodzie 22.03.09, 20:57
              U mnie też jest całkiem nieźle. Rozwód za orzeczeniem jego winy, szybko bez
              kłótni. Potem wspólna kawa i razem pojechaliśmy odebrać syna a przedszkola.
              Minęły już 2 lata od rozwodu, a ponad 4 nie mieszkamy razem i dogadujemy się o
              dziwo smile).Znajomi nawet czasami dziwią się naszej obecnej sytuacji.Ex ma swoją
              nową rodzinę- drugiego syna, (co prawda nadal się nie ożenił). Ex nadal spędza z
              nami wigilię,
              w wielu sytuacjach mogę liczyć na jego pomoc. Trochę to dziwne czasami, nawet p.
              psycholog próbuje mi wmówić,że taki układ jest krzywdzący dla mnie...A mnie jest
              z tym dobrze...Nie kocham go już dawno, nie tęsknię za nim, ale wiem,że mogę na
              niego liczyć. Syn widząc nas w zgodzie na pewno więcej zyskuje niż gdybyśmy
              nieustanne boje prowadzili. I muszę jeszcze dodać,że pozwalam byłemu
              przyprowadzać do nas jego nowe dziecko.
              • mariefurie Re: Rozwód w zgodzie 22.03.09, 21:00
                tropfe36 napisała:


                > psycholog próbuje mi wmówić,że taki układ jest krzywdzący dla mnie...A mnie
                jest z tym dobrze...Nie kocham go już dawno, nie tęsknię za nim, ale wiem,że
                mogę na niego liczyć. Syn widząc nas w zgodzie na pewno więcej zyskuje niż
                gdybyśmy nieustanne boje prowadzili.


                Durny psycholog. Nie zasilaj mu kabzy więcej.
                smile
              • kasiapfk Re: Rozwód w zgodzie 23.03.09, 17:36
                Co prawda sprawa w sądzie przede mną, ale nie mieszkamy razem,
                rozstaliśmy się w zgodzie, tzn spokojnie. Teraz rozmawiamy wyłącznie
                na tematy okołodzieciowe, ale też ex złoży nam szafkę, odbierze
                dzieci, kupi mi leki w stolicy itp. Gadamy normalnie, dzwonimy jak
                jedno coś potrzebuje. Mam swoje życie, on swoje, ale ządni skandalu
                sąsiedzi nie mają z nas pożytku smile
        • scriptus Re: Rozwód w zgodzie 30.03.09, 11:51
          Ja mieszkam we wspólnym mieszkaniu.
          Jakkolwiek teraz ze sobą rozmawiamy bardzo mało, bowiem od półtora
          roku toczy się sprawa oraz bardzo intensywna wojna, sądzę, że ja nie
          będę miał problemu w kontaktach, czy rozmowie z żoną.
          Ja jednak mam wygodną sytuację. Nie ja atakuję, ja właściwie jeszcze
          nie musiałem ani razu "wystrzelić", a jej "strzelaninie" mogę się
          przyglądać z filozoficznym spokojem, bowiem sama wraz ze świadkami
          strzela sobie w nogi, ich zeznania są sprzeczne ze sobą, jak to u
          kłamczuchów. Prawda zwycięża. Nie wiem, co z tego wszystkiego
          wyniknie, ale mam nadzieję, że będzie dobrze. A jeśli ona po tym
          wszystkim nie będzie potrafiła ze mną rozmawiać... cóż, problem nie
          będzie po mojej stronie. Najbardziej, jak zwykle, cierpi dziecko,
          narażone na silne emocje, niszczące jego możliwości w przyszłości
          zawarcia szczęśliwego związku. Cóż, moja żonka tak silnie liczy na
          wysokie alimenty, że nieskuteczne było jej przekonywanie, żeby
          odłożyła tę całą bijatykę w czasie o 4 latka, jak już młode
          dorośnie, tylko rozpoczęła to wszystko w najtrudniejszym wychowawczo
          dla młodego człowieka okresie. Inwestorka, nawet na prowadzenie
          sprawy i adwokata zaciągnęła kredyt. Teraz kalkuluje, że jej się nie
          zwróci nawet to, co zainwestowała i stale daje nowe wnioski o coraz
          wyższe alimenty. Chyba jej się przyda ta nowa ustawa o bankructwie
          konsumenckim, bo ja, żeby nie odpowiadać za jej nonsensowne długi
          występuję o tymczasową rozdzielność majątkową. Cóż, jest w domu, za
          nic nie musi płacić, lodówka nie jest zamknięta i dbam, żeby zawsze
          było co jeść, mogę ewentualnie jeszcze dać kieszonkowe takie jak
          dziecku, ale to na spłaty długów, na papieroski, kosmetyki, benzynkę
          do samochodziku i naprawy nie wystarczy, ale od kiedy się rozwodzi,
          zastrzegła sobie, że samochód należy tylko do niej, więc nie czuję
          się w obowiązku partycypować w kosztach jego utrzymania. Ja
          wprawdzie swojego auta teraz nie mam, ale jeżdżę służbowym, a "jej
          autem" nie jechałem ani razu od momentu, jak złożyła pozew.
          Jak powiedziałem, nie wiem, czym się to skończy, wiem, że faktycznie
          to żony nie mam, ale staram się, żeby chociaż dziecko miało matkę i
          ojca, chociaż, jak matka wyjeżdża na cały weekend nic nikomu nie
          mówiąc, to jestem coraz mniej przekonany, czy to dobre rozwiązanie.
          Postaram się jednak przebaczyć jej wszystkie wybryki, tylko od niej
          będzie zależało, jak się ułożą nasze stosunki. W interesie nawet
          dorosłego dziecka jest, żeby stosunki między rodzicami były jak
          najlepsze, zatem, choć jestem zodiakalny Wodnik, nie utopię jej, a
          raczej postaram się jej pomóc wydobyć z bagna, w które sama
          wskoczyła. Bezinteresownie. Na jej powrót do związku nie liczę.

          --
          Optymista, to źle poinformowany pesymista.

          Kobiet nie trzeba rozumieć, kobiety trzeba kochać...
          • a.psych Re: Rozwód w zgodzie 31.03.09, 22:49
            Witam Państwa serdecznie
            Zwracam się do Państwa z ogromną prośbą. Nazywam się Anna Chryc-Gawrychowska i
            jestem pracownikiem Instytutu Psychologii UG. Jednocześnie prowadzę praktykę
            terapeutyczną. Inspirowana pracą z ludźmi przeprowadzam badania, podczas których
            sprawdzam, w jaki sposób przeżywają oni i widzą swoje problemy życiowe. Wyniki
            tych badań służyć mają poprawie procesu terapii, lepszemu zrozumieniu ludzi.
            Badanie składa się z bardzo wielu pytań, ponieważ zależy mi na jak najlepszym i
            najgłębszym poznaniu Państwa sytuacji, myśli i uczuć. Tego rodzaju wiedza jest
            bezcenna i niezbędna psychologom, by lepiej mogli Państwu służyć. Dlatego proszę
            się nie zniechęcać i poświęcić swój cenny czas na wypełnienie ankiety, do której
            link znajduje się poniżej. Gdyby ktoś z Państwa potrzebował dodatkowych
            informacji chętnie ich udzielę, mój e-mail: psyacg@univ.gda.pl

            webankieta.pl/ankieta/w1hpscmvn1qw
      • morekac Re: A po co? 01.04.09, 16:16
        Jak się ma wspólne dzieci, to niestety parę słów trzeba zamienić od czasu do
        czasu. Chyba że od razu bierze się też rozwód z byłymi dziećmi.
    • doris65 Re: Rozwód w zgodzie 01.04.09, 13:14
      Ja jestem w trakcie. Narazie nie wyobrażam sobie takiej prawdziwej
      zgody, bo nadal coś do niego czuję. Więc mam żal. Żal , ze przestał
      mnie kochać. I dlatego raczej go unikam. Stąd nie mam szans na
      przyjaźń. Nie ma mowy o świetach (mam płakać?) Może za kilka lat...
    • ciamciak-2 Re: Rozwód w zgodzie 01.04.09, 13:20
      Ja mogę powiedzieć, że rozstaliśmy się w zgodzie.
      Mało tego, 3 miesiące po rozwodzie pojechaliśmy z grupą naszych wspólnych
      znajomych na narty. Traktowaliśmy się normalnie, jak znajomi.

      Myślę, że wiele zależy od powodu rozstania.
    • maklert Re: Rozwód w zgodzie 01.04.09, 14:02
      rozstanie cywilizowane, zgoda niesamowita, nawet serdecznosc potem... dopoki nie
      znalazlem sobie sporo mlodszej, ladniejszej i zgrabniejszej niuni smile a wiec
      potem 2 etap: nastalo milczenie,. zaczyna sie powoli trzeci - wyrzuty i
      "zbrojenia" przedwojenne smile
    • balbyna70 Re: Rozwód w zgodzie 01.04.09, 14:02
      Moja wojna trwa już 4 lata. I na pewno nic sie nie zmieni. Ale nie o
      sobie konkretnie chciałam tu napisać. Swojego obecnego Prawie Męża
      poznałam na Cafe.pl. Spotkaliśmy sie "po trzech mailach", bo akurat
      przyjechał z południa na Pomorze. Zakochaliśmy sie w sobie.
      Powiedział swojej żonie po trzech tygodniach naszej znajomości, że
      mnie poznał. Ona na to, że świetnie sie składa, bo tez kogoś ma (ich
      wspólny przyjaciel). Clou programu jest takie, że po niecałym
      miesiącu znajomości jechałam na Śląsk, bo jego żona chciała mnie
      poznać. Bardzo Ją lubię, myślę, że ona mnie też. Po roku bez
      większych awantur wzięli rozwód, razem troszczą się o syna, jeździmy
      do siebie wzajemnie. Wiem, że im było łatwiej ze względu na to, że
      żadna ze stron nie pozostawała sama, ale mimo wszystko podziwiam za
      umiejetność rozmowy, za przyjaźń, którą potrafią pielęgnować.
      Chciałam tak samo przyjaźnić się ze swoim byłym mężem, ale nie
      wypaliło. Cóż, ma prawo mnie nienawidzić. Szkoda tylko, że ta
      nienawiść przechodzi również na nasza córkę....
      • tiresias Re: Rozwód w zgodzie 01.04.09, 14:42
        > Chciałam tak samo przyjaźnić się ze swoim byłym mężem, ale nie
        > wypaliło. Cóż, ma prawo mnie nienawidzić. Szkoda tylko, że ta
        > nienawiść przechodzi również na nasza córkę....

        przyznaj sie, balbina, walnęłaś go po rogach?
        --
        www.pepepe.pl
      • vlad1 Re: Rozwód w zgodzie 01.04.09, 16:28
        Chyba (?) istotną przesłanką do możliwości takiej "zgody po
        rozwodzie" jest powód rozwodu i to czy obie strony były na
        rozwód "przygotowane".
        Jeśli jedna ze stron uznała, że taki związek to nie dla niej, z
        jakigokolwiek powodu, a co gorsza znalazła sobie "pocieszenie na
        boku" druga zaś nie, a jeszcze na dodatek po haśle że "nam sie nie
        układa" zorientowała się, ze jest taki pocieszyciel, to zgoda, nie
        mówiąc o przyjaźni, chyba nie jest możliwa.
        Ja właśnie tak miałem. Nie mieliśmy dzieci. Początkowo zdrowo mnie
        to walnęło po głowie. Chciałem nawet zrozumieć o co chodzi -
        rozmawialiśmy dość długo. Był nawet sylwester we dwoje. Potem, gdy
        przez przypadek zorientowałem sie co w trawie piszczy, to w ogóle
        był tylko niesmak. A potem moja koleżanka małżonka zgłupiała do
        reszty. Bez rozwodu zamieszkała z chłoptasiem młodszym od niej o 8
        czy 9 lat. W efekcie powiedziałem jej juz po rozwodzie, że wszystko
        cokolwiek "robimy innym" wraca. Od tamtej pory na mój widok jest
        lekki popłoch.
        Nie szukam z nią kontaktu - w końcu po co? Jak ktoś zawiódł raz,
        zawiedzie i następny...
    • tk_s Ja :) 01.04.09, 15:59
      Bez problemu, rozstaliśmy się za obopólnym porozumieniem,
      wspieraliśmy się i nadal się lubimy i kontaktujemy.... co zresztą
      jest nie do pomyślenia dla większości mojej rodziny. Aha, no i fakt,
      że taka sytuacja nie zdarza się często.
      --------------------------------------------------------
      Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych...
      (Jack Carter)
      --------------------------------------------------------
    • ga.ga.tek Re: Rozwód w zgodzie 01.04.09, 17:22
      W zgodzie.. i to bardzo w zgodzie.
      Zlozylem pozew, termin, pojechalem dzien wczesniej, spotkalismy sie,
      zaprosila.
      Postawilem warunek.
      Pojade do Ciebie jesli mi przyrzekniesz, ze przed sadem nie pisniesz
      slowa o tej wizycie.
      Przyrzekla.
      Ostatnia noc jako malzenstwo spedzilismy razem.
      Z sadu wyszla jakas otepiala, wpatrzona w chodnik, zaprosilem na
      kawe, koniak.. nie docieralo do Niej, martwilem sie o Nia tak
      bardzo, ze odwiedzilem Ja wieczorem.
      Pierwsza noc po rozwodzie spedzilem u Niej.
      Czesto odwiedzalem z tego martwienia sie.
      6 mies po rozwodzie..
      Wigilia w domu Jej rodzicow, jakby rozwodu nie bylo.
      14 miesiecy po rozwodzie urodzila MI corke.
      Podkreslilem MI, zeby uniknac pytan typu.. A czy to na pewno Twoje?
      Moje, na 173%!
      Gdy corka miala 3 lata wyjechalismy we 3 na krotki urlop, zeby mala
      miala co opowiadac w przedszkolu,
      ze byla z mama, tata na wakacjach.
      Niedlugo skonczy 10 latek.

      Zapewniam, ze mozna.
      Prdr.
    • farukh2 Re: Rozwód w zgodzie 01.04.09, 19:48
      Rozwod w pewnej zgodzie. I bylo prawie wszystko OK, ale w momencie
      pojawienia sie Czlowieka, z ktorym chcę dzielic reszte mojego
      zycia, ex rozszal sie , jak tajfun. No i zaczela sie jazda. Na
      zasadzie "Psa ogrodnika". Trwa to juz 4 lata , pewnie nigdy nie
      popusci. No i co z tego ,ze ma ex zone?
      --
      Kobiety, ktorych nikt nie traktuje jak kobiety, z przymusu staja sie
      mezczyznami
    • morekac Re: Rozwód w zgodzie 01.04.09, 22:24
      Ja nie mogę tego powiedzieć. Raczej nie wierzę w zgodne rozstania,
      zawsze komuś mogą puścić nerwy.
      Tuż przed wejściem na salę spytałam się żartobliwie adwokata, czy
      mogę wystąpić o alimenty na jaszczurkę i żabki eksa, które ciagle
      były na moim utrzymaniu (poza dziećmi, rzecz jasna, ale je sobie
      zwrobiliśmy wspólnie, a te gadopłazy przywlókł własnoręcznie
      bezkonsultacji)- to usłyszałam jadowite "Tak,a 3 żabki mi
      zamordowałaś! A one takie drogie były. 500 zł sztuka." Pan był
      cholernie agresywny, cały czas usiłował mnie przekonać, że rozwód
      powinien być wyłącznie z mojej winy (jako że nie dbałam o niego "tak
      jak żona powinna dbać o męża"). Najśmieszniejsze z tego wszystkiego
      jest to, że to jego kochanka zadzwoniła do mnie z żądaniem, "żebym
      zrobiła coś ze swoim mężem, bo ona go już nie chce" (jej groził -
      doradziłam zgłoszenie na policję).
      Prawdopodobnie swoje frustracje musiał przelewać w związku z tym na
      mnie (czyli - tu znowu cytat "tę k..., która nie może mu wybaczyć,
      że bzykał młodą, piękną laskę"."). Było jeszcze kilka innych
      smakowitych kawałków. Czy kandydaci na eksmężów zawsze się tak
      zachowują czy też to mnie trafił się taki psychol?
    • aewm Re: Rozwód w zgodzie 02.04.09, 09:17
      Jak najbardziej, zaraz po rozprawie udaliśmy się do mojej teściowej na obiad, z
      racji tego że mamy wspólnego potomka utrzymywaliśmy stałe i bardzo poprawne
      kontakty, co więcej Mój były zanim ożenił się ponownie przywiózł swoją wybrankę
      celem zapoznania, widujemy się do dzisiaj i nikt na nikogo nie warczy.
    • elasteena Re: Rozwód w zgodzie 02.04.09, 11:10
      Rozwód w zgodzie jest możliwy, nieważne, jak bardzo zostaliśmy zranieni. Wymaga
      to jednak wyjścia z roli ofiary i przyjęcia swojej części odpowiedzialności za
      związek, za to, jak funkcjonował i za jego rozpad. Zdaję sobie sprawę, że
      przyjęcie takiej perspektywy nie jest łatwe. Szczególnie, gdy ex postępował lub
      postępuje wobec nas nie fair. Odpowiedzialność, to jednak nie to samo, co wina.
      Odpowiedzialność oznacza akceptację własnej i partnera niedoskonałości. Oznacza
      pogodzenie się z myślą, że nie otrzymałam w tym związku tego, na co liczyłam,
      ale również, że nie dałam parterowi, tego czego poszukiwał. To trudna prawda,
      bolesna. Cóż nie sztuka akceptować siebie, gdy jesteśmy doskonali. Dorosłość
      polega na uznaniu własnej niedoskonałości, tego, że nie jesteśmy wszechmocni,
      nie mamy kontroli nad wszystkim.
      Żyjemy w świecie, w którym dużą wartość mają indywidualizm, miłość romantyczna.
      Uważamy, że mamy prawo poszukiwać szczęścia. Czasem goniąc za własnym szczęściem
      ranimy innych. Przyznając sobie i innym prawo do szczęścia oznacza zgodę na
      zranienie. Bez otwarcia się na zranienie nie ma prawdziwej bliskości.
      Rozstanie w zgodzie, to najlepszy prezent, jaki możemy podarować... przede
      wszystkim sobie. Dopiero w drugiej kolejności dzieciom, rodzinie, czy byłemu.


      --
      www.rozwod.net.pl
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka