Dodaj do ulubionych

Ciezki los kobiety po rozwodzie...

09.07.09, 16:31
Witam wszystkich..
Zakladam nowy watek bo jakos nie ma odzewu na poprzedni...
Ale nie sadzicie drogie panie ze ,jakby nie bylo to kobiety musza
dzwigac ten ciezar obowiazku i odpowiedzialnosci po rozwodzie..A
taki facet zostawia zone dzeci ,placi badz nie alimenty i ma
wszystko gdzies...A kobieta dwoi sie i troi zeby jej dzieciom
zapewnic szczesliwe dziecinstwo...zostaje tak naprawde sama z
problemami ktorych nie rozwiaza chocby i najwyzsze
alimenty...dlaczego mezczyzni sa tak egostyczni i tak
krotkowzroczni..jelsi nie mam racji przyjme kazda krytyke..pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • mola1971 09.07.09, 16:39
    No cóż... Tak to już w przyrodzie bywa, że to matka ponosi większą
    część ciężaru odpowiedzialności za wychowanie potomstwa. W tej
    dziedzinie niewiele różnimy sie od innych ssaków smile
    Też się na początku trochę na to wściekałam, ale skoro nie mam na
    coś wpływu (a na to nie mam) to po co się zadręczać? Tak już jest i
    tyle. Trzeba odnaleźć w tej sytuacji pozytywne strony a tych jest
    cała masa.
  • iskia75 09.07.09, 16:45
    No narszecie jakas bratnia dusza sie odezwalawinkwitam, Cie
    serdecznie..ja to rozumiem ,masz calkowita racje ale to takie
    przykre i trudne do zrozumienia ,...i nie chodzi tu omnie jedynie
    ale tez o to jak wiele straca dzieci nie majac na codzien taty w
    domu...i dlaczego on nie rozumie jaka krzywde im wyrzadza..bo wydaje
    mi sie ze dla niego to zaden problem..przeciez bedzie je odwiedzal..
    czy to tylko ja widze?...
  • mola1971 09.07.09, 16:53
    Pewnie, że lepiej jest gdy dzieci wychowuję się w pełnej rodzinie, w
    której wszyscy są młodzi, piękni, szczęsliwi i bogaci smile
    Ale życie płata różne figle i najczęściej wcale tak bajkowo nie jest.
    Tak z własnego doświadczenia to mogę poradzić Ci byś 'wrzuciła na
    luz' smile Z ojcem, czy bez dzieci da się wychować na szczęśliwych
    ludzi. Tylko po pierwsze samemu najpierw trzeba w to uwierzyć a po
    drugie to realizować.
    Nie wiem ile czasu Twój ex poświęcał dzieciom przed rozwodem, ale ja
    w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że moje dzieci gdy się
    wyprowadził straciły tylko i wyłącznie widok jego pleców gdy
    siedział przy kompie i ewentualnie jego wrzaski, gdy wracał wkurzony
    z pracy. A to mała strata biorąc pod uwagę co zyskały. A zyskały
    spokój w domu i zadowoloną z życia matkę smile
  • iskia75 09.07.09, 17:00
    Mola jakos przeoczylam twoja wypowiedz...ale masz racje u mnie bylo
    podobnie..dzeci niby sa przyzwyczajone do jego ciaglej
    nieobecnosci..tez nie poswiercal im zbyt wiele czasu ..ale mimo to
    bardzo go kochaja i tesknia gdy wyjezdza na dluzej ,domagaja sie
    jego zainteresowania ...i dlatego tak bardzo mi szkoda...ale tyrzeba
    wziac sie w garsc..dziekuje wink
  • mola1971 09.07.09, 17:04
    Moje też teskniły (i nadal tęsknią) i to jest normalne bo przecież
    to ich ojciec jest. Ale ani ja ani Ty nie mamy wpływu na
    postępowanie naszych exów, więc po co się zadręczać? Szkoda marnować
    energii smile Lepiej wykorzystać tą energię na to by zrobić coś razem
    z dzieciakami smile
  • iskia75 09.07.09, 17:08
    Na pewno masz racje..ale mysle ze musi minac troche czasu zeby to do
    mnie dotarlo...moze jak sprawy troche sie wyprostuja bedzie
    lepiej...czas pokaze jak nasze rozstanie wplynie na ich
    relacje..jestem dopiero na poczatku drogi zwanej rozwod wiec wiele
    przyjdzie mi jeszcze doswiadczyc niespodzianek...dzekuje za rady i
    musze wierzyc ze bedzie dobrze ...a ty jak sobie radzisz jesli mozna
    spytacx?
  • mola1971 09.07.09, 17:15
    Ja jestem ponad rok od rozstania i 3 tygodnie od rozwodu i... mogę z
    czystym sumieniem powiedzieć, że jestem szczęśliwa smile
    Z dziećmi nie mam żadnych problemów wychowawczych (a tego się
    bałam), są spokojne (bo w domu jest spokojnie) i radosne (no to już
    akurat nie tylko moja zasługa wink)
    Na razie jestem sama z dziećmi i tak jest mi dobrze.
    Ale do takiego stanu potrzeba czasu i niczego nie można przyspieszać.
  • iskia75 09.07.09, 17:20
    To dobzre ze tak dzielnie sobie radzisz..nie wiem czy ja tez tak
    potrafie..nikt w mojej rodzinie jeszcez nic nie wie...w sumie chyba
    wszystkim sie wydaje ze miedzy nami jest oki...jak im to wszystko
    powiedziec..jak stawic czola tym wszytkim problemom...?
  • tricolour 09.07.09, 17:22
    ... zamiast skorzystac z pomocy rodziny, to piszesz po forach.

    Będą na dodatek uzasadnione pretensje.
  • iskia75 09.07.09, 17:26
    Dlaczego tak mnie atakujesz...przeciez wiesz zapewne ze czasami
    latwiej wygadac sie przed obcymi niz przed rodzina...mi
    przynbajmniej latwiej...zreszta jakiej pomocy...nie sa w stanie
    poprawic naszych relacji...i tak w koncu sie dowiedza...ale moze
    jeszcze nie jestem na to gotowa...nie wiem..musze przemyslec pare
    spraw zanim do tego dojdzioe..stad moja tu obecnosc...na ta chwile
    uwazam ze to trafiuona decyzja..
  • tricolour 09.07.09, 17:31
    ... dlaczeo łatwiej sie wygadać przed obcymi niż przed rodzina.

    Obcy mają to do siebie, że posłuchają pogadaja i nic ich nie
    obchodzi. Rodzina może pomóc jeśli się o taką pomoc poprosi.
  • iskia75 09.07.09, 17:58
    tricolour napisał:

    > ... zamiast skorzystac z pomocy rodziny, to piszesz po forach.
    >
    > Będą na dodatek uzasadnione pretensje.
    Jeszcze a propos tej wypowiedzi..w czym rodzina mialaby mi
    pomoc..oni nie beda obiektywni...moja rodzina stanie pewnie po mojej
    stronie a jego po jego...i to chyab zrozumiale..
  • tricolour 09.07.09, 16:44
    ... podczas rozwodu sąd pyta o wychowanie dziecka i kobiety wyraźnie
    chcą wychowywać. I sąd nie przeszkadza w realizacji tej chęci.

    smile
  • iskia75 09.07.09, 16:47
    Ale moze zle napisalam..ja nie wyobrazam sobie sytuacji ze moj maz
    mialby wychowywac dzeci chyba bym zwariowala..ale jemu sie wydaje ze
    jak zapewni nam bezpieczenistwo finansowe to juz wszystko...nie
    rozumie jak wazne sa relacje z dzecmi glownie dla nich samych...
  • tricolour 09.07.09, 16:50
    ... bo z faktu, że sobie nie wyobrażasz, że mąż wychowuje dziecko
    właśnie wynika, że dostajesz tylko kasę.
  • iskia75 09.07.09, 16:55
    Masz racje zamotalam sie totalnie...chodzi mi o to ze nie wyobrazam
    sobie sytuacji ze dzeci mieszkaly byz z mezem...nie chodzilo mi o
    wychowanie..poprostu moj maz uwaza ze skoro bedzie nam placil i
    zapewni bezpieczenstwo finansowe to juz wszystko...ze w ten sposob
    jego rola ojca zostanie spelniona..a ja chcialabym zeby mimo
    wszystko uczetniczyl w ich zyciu i problemach...zeby pomagal je
    rozwazywac...chociaz nie wiem czy to mozliwe takie relacje po
    rozwodzie...a moze mozliwe trzeba tylko chciec...a on chyba nie
    chce..
  • k-ika 09.07.09, 17:22
    iskia75 napisała:

    > Ale moze zle napisalam..ja nie wyobrazam sobie sytuacji ze moj maz
    > mialby wychowywac dzeci chyba bym zwariowala..ale jemu sie wydaje
    ze
    > jak zapewni nam bezpieczenistwo finansowe to juz wszystko...nie
    > rozumie jak wazne sa relacje z dzecmi glownie dla nich samych...
    --

    to ja już nie rozumiem o co ci chodzi...
    masz żal,że ON oprócz pieniędzynic, ale zwariowałabyś gdybys
    pozwolila na więcej...????
    "...Nie wierz swym oczom, szepnął wiatr
    jeżeli kochasz, sercem patrz..."
  • scriptus 17.07.09, 12:27
    iskia75 napisała:

    > Ale moze zle napisalam..ja nie wyobrazam sobie sytuacji ze moj maz
    > mialby wychowywac dzeci chyba bym zwariowala..ale jemu sie wydaje
    ze
    > jak zapewni nam bezpieczenistwo finansowe to juz wszystko...nie
    > rozumie jak wazne sa relacje z dzecmi glownie dla nich samych...


    Ja sobie z kolei nie wyobrażam, żeby moje dziecko miało mieszkać
    tylko z matką beze mnie. Oj, to by dopiero wyglądąło to jego
    wychowanie. Niestety, sądy niemal zawsze przyznają miejsce
    zamieszkania dzieci przy matce. W związku z tym postawiłem warunek,
    sziecko przy mnie, to się zgodzę na rozwód. To oczywiście nie pasuje
    mojej żonie, bo najbardziej pragnie nie dziecka, ale alimentów.
    Jednak jeśli chce rozwodu, to ma wyjście, zgodzić się na mój
    warunek. Statystycznie małe mam szanse na pozytywne orzeczenie sądu,
    ale mam i wykorzystam je. Jeśli się żonka nie chce dogadać, to gra
    we "wszystko, albo nic". Ona bardzo liczy na to "wszystko".
    Wszystkiego i tak nie dostanie, jak wygra, natomiast jak przegra,
    zostanie z niczym na pewno, z jedną tylko różnicą, ona na pewno by
    mi ograniczyła możliwości kontaktów z dzieckiem, ja tego nie zrobię
    nigdy.


    --
    Optymista, to źle poinformowany pesymista.

    Kobiet nie trzeba rozumieć, kobiety trzeba kochać...
  • mayenna 09.07.09, 17:02
    Pytałam o to znajomego psychologa. Dlaczego ojciec zrywa więż,
    odcina się od własnych dzieci. Otóz on zaczyna zycie od poczatku, od
    zera. Zdobywa nową kobietę, a dzieci to jednak przeszkoda w
    relacjach z inną panią. Obowiazki wiążą, brak czasu i
    zainteresowanie trzeba dzielić. Kobiety są nawet podświadomie
    zazdrosne o poprzedniczki więc odcina się, aby zwiększyć swoje
    szanse na nowy związek. Na pocieszenie powiedział, ze robią tak z
    reguły osoby niedojrzałe emocjonalnie, egoistycznie nastawione na
    swoje potrzeby z ograniczoną możliwoscią empatii.
  • iskia75 09.07.09, 17:05
    Dziekuje za odpowiedz..chociaz to malo pocieszajace...i przykre..jak
    mozna zerwac wiez z wlasnymi dziecmi...moze dlatego ze jestem
    kobieta tak trudno mi to zrozumiec...crying
  • tricolour 09.07.09, 17:06
  • iskia75 09.07.09, 17:11
    och lapiesz mnie za slowka;smileczyzbym az tak sie zakrecila na tym
    forumwink?tak sobie pomyslalam ze jesli jest to kwestia psychiki
    mezczyzny to powinno mi byc to latwiej zroumiec..wiec ach..no tak
    poprostu na pocieszeniewinka moze szukam czegos co pozwoli mi to
    zroumiec a jesli znajde to bedzie to dla mnie pocieszeniemwink
  • mola1971 09.07.09, 17:11
    Nie jestem psychologiem, ale sama w pewnym momencie doszłam do
    takiego wniosku. I co ciekawe taki pan zaczynający wszystko od zera
    bardzo często jest dobrym 'ojcem' (czy raczej ojczymem) dla
    ewentualnych dzieci nowej partnerki. Bywa, że lepszym niż był dla
    własnych dzieci.
    Dla niektórych facetów po prostu dzieci warte ich uwagi to nie ich
    dzieci biologiczne, lecz właśnie dzieci aktualnej partnerki.
    Z jednej strony to przykre, ale jak się na to spojrzy z drugiej
    strony... To trochę pocieszające jakby nie było bo daje nam,
    kobietom po rozwodzie z dziećmi nadzieję na nowy związek. I rodzinę,
    której pełnoprawnym członkami będą nasze dzieci i nasz nowy partner.
  • iskia75 09.07.09, 17:16
    Wiesz tylko ze w obecnej sytuacji sprawa wyglada tak..moj maz nie ma
    innej na ta chwile...w sumie to sama nie wiem co stalo sie ze doszlo
    do obecnej sytuacji ze papiery sa juz w sadzie..probowalismy
    rozmawiac ale jakos jego pokretna logika sprawila ze sie nigdy
    dogadac nie moglismy..w sumie on nie jest zlym czlowiekiem ..moze
    poprostu nie potrafi byc inny..moze zle wzorce wyniosl z domu..nie
    wiem..jemu sie wydaje ze pieniadze to wszstko i ze jesli zapewni
    dzieciom dostanie zycie to bedzie juz wszytko..
  • tricolour 09.07.09, 17:18
    ... kochać dzieci kobiety, z którą sie jest.
  • iskia75 09.07.09, 17:21
    naprawde tak uwazasz???????????
  • tricolour 09.07.09, 17:22
  • iskia75 09.07.09, 17:27
    to przykre..
  • mola1971 09.07.09, 17:23
    Tri, ja wiem, że to jest spójne i zgodne z męską naturą (dodam
    nawet, że logiczne wink), ale nam kobietom trudno jest tą logikę
    zrozumieć bo... mamy swoją kobiecą logikę smile A kobieca logika nie
    potrafi zrozumieć, że cudze dzieci można kochać bardziej niż własne.
  • tricolour 09.07.09, 17:26
    Czy własne są te, z którym sie mieszka na codzień, troszczy, zna
    problemy, jada lody , śpi na dywanie, śmieje, płacze od pokrzyw,
    odpoczywa i nurkuje?

    Czy własne są te, która noszą połowę DNA?
  • iskia75 09.07.09, 17:31
    mamy dwojke wlasnych dzieci 7 i 9 lat...i to sa do tej pory te dzeci
    z ktorymi sie mieszka ,nurkuje i jada lody...czy to znaczy ze gdy
    zamieszka z kobieta ktora ma dzeci to te jego wlasne juz nie beda
    tymi z ktorymi sie jadalo lody mieszkalo itd?
  • tricolour 09.07.09, 17:35
    ... "gdy zamieszka z kobieta ktora ma dzeci to te jego wlasne (...)
    beda tymi z ktorymi sie jadalo lody mieszkalo". Czas przeszły.

    Dzieci nowej kobiety będą teraźniejsze.
  • iskia75 09.07.09, 17:45
    pozostawie to bez komentarza...skoro taka jest meska logika ..
  • tricolour 09.07.09, 17:49
    ... przecież sama użyłaś czasu przeszłego, a to oznacza, że myslisz
    identycznie ze mną. Tyle, że jeszcze sie boisz.

    To zresztą zrozumiałe, ale poczytaj Molę, która jest na dalszym
    etapie ku rzeczywistości...
  • ani.chybi 10.07.09, 19:53
    Takie ujęcie "męskiej logiki" jest wysoce krzywdzące dla wszystkich
    ojców kochających swoje przedrozwodowe dzieci nielogiczną miłością.
  • luiz-a15 10.07.09, 19:58
    spokojnie tylko spokoj nas uratujesmile
  • mola1971 09.07.09, 17:36
    Tri, powtarzam - kobieca logika tego nie rozumie smile
    Ja nauczyłam się to rozumieć. I odkąd to zrozumiałam jestem mniej
    zła na exa z powodu tego, że ma dzieci w nosie. No i zyskałam
    nadzieję na to, że być może uda mi się stworzyć rodzinę z kimś
    innym. Właśnie z kimś takim, dla kogo nie będzie ważne czyje DNA
    noszą moje dzieci i oprócz tego, że będzie dla mnie partnerem,
    będzie również właśnie takim ojcem dla moich dzieci. Ojcem w sensie
    osoby, do której człowiek się zwraca gdy ma problem. A taką bliskość
    można osoiagnąć tylko i wyłącznie obcując ze sobą na codzień.
    Właśnie tak jak napisałeś - mieszkając pod jednym dachem, jadając
    razem, omawiając codzienne sprawy, śmiejąc się, pracując,
    odpoczywając etc. RAZEM.
  • tricolour 09.07.09, 17:39
  • iskia75 09.07.09, 18:04
    Wiesz rowniez mam taka nadzieje...ale czy ta nadzieja bedzie kiedys
    faktem..?
  • tricolour 09.07.09, 18:06
  • iskia75 09.07.09, 18:08
    no moze 49% ode mnie 51% od niegosmile
  • barbasia01 09.07.09, 17:36
    Nie ma własnych dzieci, one nie sa czyjąś własnością, ale skoro
    począł ktoś dziecko to jego rola nie powinna sie na tym konczyć.
    skoro byl na tyle odpowiedzialny by dac komus zycie to niech
    sprobuje to zycie uksztaltowac, stworzyc warunki do wzrastania i
    opiekowac sie, dbac o to dziecko. taka jest rola rodzica,
    przynajmniej ja tak to postrzegam. nie mozna odcinac sie od dzieci
    ktorych sie jest ojcem, tylko dlatego ze stawia sie wlasne dobro i
    dobro nowej milosci ponad wszystko.
  • tricolour 09.07.09, 17:38
    ... a w takim razie co powiesz naszej koleżance, która narzeka, że
    ojciec daje tylko pieniądze, ale jednoicześnie nie wybraża sobie,
    żeby mógł zająć się wychowaniem?

    Bo to wcale nie jest rzadka historia.
  • iskia75 09.07.09, 17:49
    przekrecasz moje slowa...zamotalam sie ale napisalam o co mi
    chodzi...nie chodzi o to ze nie wyobrazam sobie zeby zajal sie ich
    wychowaniem..tylko tym zeby dzeci z nim zamieszkaly zamiast ze mna
    po rozwodzie..o to mi chodzilo...
  • tricolour 09.07.09, 17:51
    ... jak sobie wyobrażasz wychowywanie na odległość? Ma przyjeżdzać?
    Jak często? A jak często Ty będziesz jeździła z dziećmi do niego?

    A co z wypoczynikekm wakacyjnym, feriami? A co gdy pozna kogoś i się
    ożeni?
  • iskia75 09.07.09, 17:54
    wiesz co narazie nie interesuje mnie przyszlosc tylko
    terazniejszosc,nie bede sie zastanawiac co by bylo gdyby lub co
    bedzie...zrestza dlaczego mowisz o dojezdzaniu skoro mieszkamy w tym
    samym miescie..tzn ja i on..
  • tricolour 09.07.09, 17:58
    ... sama nie wiesz czego chcesz, ale chcesz, by Twój jeszcze-mąż
    postepował tak, byś była zadowolona.

    Niestety rozwód jest dowodem na to, że niczego nie możesz oczekiwać
    od niego, bo tracisz prawo do tego - na własne żądanie.

    Poczekaj rok, dwa. Życie wróci na swoje tory. Cierpliwości.
  • iskia75 09.07.09, 18:01
    Wiesz co uwielbiam twoje teksty bo przywracaja mnie do
    rzeczywistosci..fajnie moc sie z kims poklocic tak konstruktywnie..
    nie jestem osoba ktora chowa uraze..zreszta napisalam ze przyjme
    kazda krytyke..wiesz co masz racje moze z tego forum wynika ze nie
    bardzo wiem czego chce...ale nie da sie na takim forum opisac calego
    zycia ,emocji i problemow...dlatego tez moje wypowiedzi sa moze nie
    za bardzo spoje...ale uwierz naprawde wiem o co mi chodzi...i nie
    jest to na wlasnie zyczenie...raczej na jego a moze na wspolne ..bo
    podobno zawsze wina lezy po obu stronach..pozdrwaim
  • tricolour 09.07.09, 18:04
    ... że z faktu, że: "sama nie wiesz czego chcesz, ale chcesz, by
    Twój jeszcze-mąż postepował tak, byś była zadowolona" wynika, że
    jesteś 100% kobietą.

    Piszę to zupełenie serio i sam się sobie dziwię...

    smile
  • iskia75 09.07.09, 18:06
    No popatrz a jednak w jednym sie zgadzamywinkdobra nasza moze bedzie
    tego wiecej..a moze napiszesz jakie ty masz doswiadczenia..?wink
  • tricolour 09.07.09, 18:07
  • iskia75 09.07.09, 18:08
    no skoro jetses na tym forum to nie bez powodu prawda?
  • tricolour 09.07.09, 18:17
    ... rozwód przed kilkunatu laty, na forum od chyba czterech, czy
    pięciu lat. Po wakacjach ślub.

    Pilnuję także porządku.
  • iskia75 09.07.09, 18:18
    Naprawde??????????to gratulacje to super wiadomosc...naprawde zycze
    Cie wszystkiego dobrego ,aby tym razem sie udalosmile
  • tricolour 09.07.09, 18:24
    Zmykam na razie...
  • iskia75 09.07.09, 18:25
    papa
  • iskia75 09.07.09, 18:17
    no tak poszedles sobie ,pewnie Cie wystraszylamwinkno nic pozdrawiam
    zatem i zycze milego wieczoruwink
  • iskia75 09.07.09, 17:47
    tez tak myslesmile
  • brunia27 16.07.09, 09:00
    a czyje, przepraszam, są dzieci, które widzą tatę tylko wieczorami, nie jada z
    nimi lodów, nie śpi na dywanie, nie śmieje się i nie płacze razem ? Ale jednak
    przyjeżdża do domu na noc.
    Mój mąż chorował na nieuleczalny "brak zainteresowania rodziną". Teraz, pół roku
    po rozwodzie a rok po rozstaniu uznał,że sytuacja, w której on spotyka się w
    weekendy z dziećmi jest patologiczna i jest moją winą (zaznaczam, że teraz
    spędza z nimi więcej czasu niż przed wyprowadzką).
    Ponad to stwierdził, że woli nie mieć wcale rodziny niż taką "patologię".

    Nie wiedziałam, że taka jest męska logika.
  • iskia75 16.07.09, 09:50
    Ja mysle ze meskiej logiki to ja nigdy nie zrozumiem,gdzies ta
    natura popelnila blad tworzac cos takiego jak mezczyzna i trudno cos
    na to poradzicwink
  • iskia75 09.07.09, 17:28
    ot wlasnie tak myslewinkdziekuje za wsparcie molawink
  • kicia031 09.07.09, 17:47
    Nie jest spojne, tri. Moze bylo spojne w czasach kiedy mieszkam z
    kobieta i dziecmi = dzieci sa moje. cyz na etapie kiedy bylismy
    jeszcze malpa czlekoksztaltna i nasze dzialania byly podyktowane
    instynktem, nie rozumem.

    jednak w obecnym czasie takie dzialanie jest kontrproduktywne: dziec
    wlasne maja cie w dupie, bo je porzuciles, dzieci cudze rowniez maja
    cie w dupie, bo jakkolwiek bys sie nie staral, jestes tylko
    ojczymem, nie ojcem. namiastka, wyrobem czekoladopodobnym.

    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • tricolour 09.07.09, 17:53
    ... ma też znajomych, do których "cudze" dzieci mówią mamo i tato.
  • iskia75 09.07.09, 17:56
    ale to przeciez nic dziwnego...skoro je wychowuja i sa dla nimi
    rodzicami to dlaczego nie mialyby tak mowic...niech moj maz zaklada
    nowa rodzine jesli chce ale niech nie odcina sie od
    przeszlosci..glownie od dzeci..o to mi tylko chodzi..
  • tricolour 09.07.09, 18:00
    ... bo Ty mówisz o mężu, a powinnaś o sobie.

    Ty załóż rodzinę i znajdź ojca dla dzieci, które mieszkają razem z
    Tobą. Nie organizuj zycia innym w taki sposób, byś Ty na tym
    skorzystała, bo to jest manipulacja. Sama jest sobie zorganizuj.
  • iskia75 09.07.09, 18:03
    J anie chce nikomu zycia organizowac...chodzi mi zeby ojciec nie
    odcinal sie od dzeci...tylko o to mi chodzi..
  • tricolour 09.07.09, 18:05
  • iskia75 09.07.09, 18:07
    Nie mam...ale czas pokaze co bedzie...
  • jarkoni 09.07.09, 18:39
    Skąd wiesz, że ojciec na pewno będzie się odcinał od dzieci?
    Co będzie za rok albo za lat trzy? Póki co jesteś w niewielkim procencie kobiet,
    którym ex płaci i chce zadbać finansowo o dzieci..
    --
    Rozwód..i co dalej?
  • iskia75 09.07.09, 18:42
    Pewnosci nie mam...ale narazie nie potrafimy rozmawiam ze soba
    rzeczowo...i z tego comowi to jego rola do tego sie bedzie
    ograniczala...ale zycie czasami zaskakuje i moze faktycznie jakos to
    sie wszystko pouklada...pogadalam sobie tu troche na forum i chyba
    dobzre sie stalo bo emocje opadly i jakos inaczej patzre teraz na to
    wszystko...
  • mayenna 09.07.09, 21:33
    Za rok lub trzy lata? Tyle czasu trzeba aby zrozumieć, że one
    potrzebują obojga rodziców cały czas?
    Znam wiele rodzin, gdzie ojcowie są za granicą - latami-
    przyjeżdżają na krótkie przerwy a jednak więż isnieje i mają wpływ
    na wychowanie. Dlaczego nie może tak być i przy rozwodzie? Czy
    wymaganie normalnego traktowania własnych dzieci jest czymś
    niezwykłym?
  • iskia75 09.07.09, 21:36
    Juz sama nie wiem czy jest czy nie jest...czasami mysle ze moze za
    duzo wymagam..ze moze poprostu przyjac wszystko tak jak jest i
    czekac co los przyniesie..kocham te moje dzieciaczki nad
    zycie ,chcialabym im nieba przychylic i przykro mi ze beda musialy
    przejsc przez rozwod rodzicow ,ze juz nie bede mialay pelnej
    rodziny..a zasluguja na wszystko co najleopsze...pewne rzeczy sa
    jednak niezalezne od nas ..prawda?
  • mayenna 09.07.09, 21:24
    Ja do ojczxyma też mówiłam tato, a jest to osoba, którą najmniej na
    świecie szanuję.
    Nazywanie ojcem a zaakceptowanie jako ojca to są rózne sprawy.
    Nikt mężczyżnie nie broni uczestniczyć w życiu dzieci, ale musi sam
    o to dbać i chcieć.
    Jeśli mój chciałby to dogadalibyśmy się aby dzielić się opieką pól
    na pól.
  • iskia75 09.07.09, 21:27
    Jak milo ze jednak ktos jest..juz myslalalam ze nikogo niema...Tez
    mysle ze jesli bedzie chcial to bedzie sie spotykal..chcialabym
    jednak zeby dzieci za bardzo nie ucierpilay..gdyz wiem ze go bardzo
    kochaja...licze mimo wszystko ze okaze sie na tyle fair ze nie
    zerwie z nimi kontaktu..
  • mayenna 10.07.09, 00:29
    Mam ten luksus, że moje dzieci - oprócz jednej- są na tyle duże, że
    wszystkie decyzje omawiałam z nimi. Uznałam, że to także ich dotyczy
    i one też poniosą konsekwencje więc rozmawiałam i tłumaczyłam jakie
    są rozwiązania - nie tylko rozwód brałam pod uwagę. Nie wiem, czy
    zdobyłabym się na przejście przez to wszystko bez aprobaty dzieci.
    One też już uważały, ze tak się dalej nie da.
    Kochają jednak ojca i to, że dobrze o nim mówią, to głównie moja
    zasługa.
  • rarely 21.07.09, 07:51
    ytałam o to znajomego psychologa. Dlaczego ojciec zrywa więż,
    > odcina się od własnych dzieci. Otóz on zaczyna zycie od poczatku,
    od
    > zera. Zdobywa nową kobietę, a dzieci to jednak przeszkoda w
    > relacjach z inną panią. Obowiazki wiążą, brak czasu i
    > zainteresowanie trzeba dzielić. Kobiety są nawet podświadomie
    > zazdrosne o poprzedniczki więc odcina się, aby zwiększyć swoje
    > szanse na nowy związek. Na pocieszenie powiedział, ze robią tak z
    > reguły osoby niedojrzałe emocjonalnie, egoistycznie nastawione na
    > swoje potrzeby z ograniczoną możliwoscią empatii.


    zmien psychologa
  • gallama 09.07.09, 18:32
    Iskia smile chyba jesteś na etapie - "ojejjej, życie muszę przemeblować, potrzebuję
    się komuś w rękaw wypłakać i nad moim losem poużalać" wink
    Jak poczytasz forum głębiej, to może okazać się, że exmąż który tylko płaci
    regularnie alimenty, a- nie wtrąca Ci się do niczego w domu, nie urządza awantur
    żeś Ty zła matka, nie kontroluje manipulując dziećmi, itd itp - to jego wielka
    zaleta a nie wada big_grin

    Jeśli rozwód dobrze przeprowadzisz - spokojnie ustalając możliwy udział męża w
    opiece nad dziećmi, bez listy pretensji i eskalacji konfliktów - to może oprócz
    pieniędzy na dzieci, ex odpowiedzialnie zaopiekuje się dziećmi co drugi weekend
    lub częściej, tydzień ferii , miesiąc wakacji i w razie potrzeb cos pomiędzy "na
    telefon". Ale naiwne jest zakładanie, że będzie ojcował swoją obecnością równie
    intensywnie jak robił to mieszkając z Wami.
    Zauważ, że rozwód to rozwód. Każde idzie w swoją stronę, zakłada nowe życie(za
    jakis czas na pewno), a gro opieki nad dziećmi zostaje przy jednym rodzicu.
    Inaczej by trzeba komuny zakładać wink
  • iskia75 09.07.09, 18:34
    masz racje chyba jestem wlasnie na takim etapie...
    troche poczytalam forum i wiem ze sa wieksze problemy niz moje..
    ale to i tak tak bardzo boli..
  • gallama 09.07.09, 18:56
    Jasne , ze boli . Etap użalania też trzeba przejść, tylko - nie tracąc realiów z
    oczu wink. A raczej budując życie oparte nie na "pobożnych życzeniach względem
    byłych" ale na możliwych realnych rozwiazaniach rodzących sie na bieżąco
    problemów. Bo sporo zalezy od Ciebie, żebyś to życie teraźniejsze i przyszłe
    poukładała sobie tak by się nie "zajechać" jak koń roboczy biegajac wkoło dzieci
    by im rozwód wynagradzać. Szczęśliwa matka = szczęśliwe dzieci. Swoje życie
    musisz mieć zorganizowane, już bez środka ciężkości w byłym mężu. Proś też
    rodzinę o pomoc jak z czymś sobie akurat nie radzisz, nie musisz być "gierojem".
    A wydaje mi się, ze ex łatwiej zrozumie jasny komunikat "jest taka a taka
    potrzeba-możesz w tym pomóc/zająć się?" /zadaniowo/ niż ogólnikowe żale "bo ty
    wg mnie się nie angażujesz w dzieci wystarczająco i mnie jest przykro", itd.
    A fora do wyżalania sie i wypłakiwania są świetne, więc pisz ile chcesz, aż
    stwierdzisz, ze te żale to już Cię znudziły i pora na nowe życie wink
  • iskia75 09.07.09, 19:00
    podoba mi sie to co piszesz...bo masz racje...wiem ze z mezczyznami
    trzeba rozmawiac konkretami...ale my jestesmy kobietami i
    chcialybysmy zeby oni czytali miedzy wierszamiwink
    ale fakt ze taki pouzalanie sie nad sobie i poczytanie jak to inni
    maja gorzej bardzo pomaga...na takim forum zawsze znajdzie sie ktos
    kto ma gorzej niz ty...mysle ze zalozylam ten watek pod wplywem
    emocji i po kolejnej klotni ale i tak milo bylo posluchac opiniii
    innych...przede wszystkim nie stronniczych opinii..pozdrawiam
  • gallama 09.07.09, 19:07
    Życie jest krótkie, szkoda go na kłótnie smile
    a jak kłótnie - to tylko konstruktywne z wnioskami na końcu. wink

    A nie próbowaliście z jeszcze-męzem terapii rodzinnej?
    Bo w drugim wątku napisałas, ze właściwie nie zakładałaś tego rozwodu..
    Może też taka rozmowa was obojga z psychologiem pomogła by się Wam rozstać bez
    kłótni? Na pewno - im mniej skłóceni exowie przy rozstaniu tym wspólnym
    dzieciom po rozwodzie lepiej.
  • iskia75 09.07.09, 20:02
    Wiesz co nie probowalismy ale mysle ze moj maz by na cos takiego nie
    poszedl...zreszta z nim jest bardzo trudna rozmowa...wlasciwie to
    nawet nie wiem dlaczego sie rozwodzimy..tzn nie mowie ze nie bylo
    kryzysow ale w jakism malzenstwie ich nie ma...myslalam nawet zeby z
    nim porozmawiac ale on na pytanie co jest nie tak to mowi ze teraz
    to on nie wie bo nie potrafi tak z rekawa rzucac argumentami..mysle
    ze on sam nie wie czego chce..a ja mam dosc zycia w zawieszeniu..
  • iskia75 09.07.09, 18:36
    masz calkowita racje...ale jak pisalam jestem dopiero na poczatku
    drogi i nie bardzo potrafie sie w tej sytuacji odnalezc..stad moja
    obecnosc na forum..
  • teuta1 09.07.09, 23:34
    Myślę, że każdej z nas było b.ciężko, gdy mąż odchodzac poswięcał
    dziecku jeszcze mniej czasu niż dotychczas. Byłam bardzo spokojna,
    gdy mąż mówił, że zakochał się w innej kobiecie, rzuciłam się na
    niego z pięściami kilka miesięcy później, gdy młodszy syn miał
    gorączkę i jęczał przez kilka godzin czekając na tatę, który się
    spóźniał. Ale tak rzeczywiście jest, że oni po rozstaniu przebywają
    z dziećmi na swoich warunkach. Póki dzieci czerpią z tego korzyści,
    myślę, że można i należy to przyjąć do wiadomości i zaakceptować.
    Ale najważniejsze, że Ty dasz radę, na razie po prostu myślsz, tak
    jak wiele z nas kiedyś, że mimo iż wszystko sie zmieniło, opieka
    taty powinna być taka sama albo nawet lepsza. Otóż zwykle nie bywa.
    I tyle.
  • plujeczka 10.07.09, 08:37
    wrzucę swój kamyczek do ogródka-ex maż nie widział młodej od II klasy
    liceum, nie wie jak poszła jej matura,zdała I stopień studiów tez o tym
    nic nie wie , na sprawie o alimenty bardzo chciał poznać jej plan zajeć co
    by wykpić się od alimentów i zapewne motywować to tym ,że może podjać
    pracę ( a nie może bo dzieki niemu leczy się na nadcisnienie i lekarz nie
    w jej stanie nie dopuści ją do żadnej pracy).Ostatnio młoda zapytała mamo
    co by ojciec powiedział gdybym po ukonczeniu studiów otworzyła przewód
    doktorski ???......cholera nie wiedziałam co odpowiedzieć, poczułam sie
    bezradna.
    Nie wspomne już o tym ,że absolutnie nie obchodzi go jej stan zdrowia, czy
    ma co jeść, jak wygląda pare lat to przecież dziecko się zmienienia,
    przegapić taki moment ????.....ale na codzień się nad tym nie zastaniawiam
    wiem ,że jest manipulowany przez rodzinę i to oni w głównej mierze
    odpowiadają za to ,że kontaktów między nimi nie ma,coż obawiają się ,że
    gdyby " wyzionał" ducha to młoda dziedziczyłaby po nim a tak kasę im
    oddaję i śpią spokojnie.Ale czy pieniądze to wszystko? ..fajnie jest
    widzieć kiedy własne dziecko dojrzewa, osiaga sukcey ,cieszy się zycie Ja
    to obserwuję , on nie to kto z nas jest szczesliwszy?....Nie myslo o tym
    bo i tak niczego nie wymislisz, mężczyźni są inni,moja koleżanka
    powiedział kiedyś mądre słowa cyt.. meżżczyzna kocha do tej pory dzieci
    dopóty kochaa kobietę"..i coś w tym jest, przykre trudno nie takie rzeczy
    przezyłysmy, przezyjemy dalej.....
  • iskia75 10.07.09, 08:41
    Smutne to wszystko ...i niesprawiedliwe...ja tez tego nie
    rozumiem..to przeciez wspaniale moc obserwowac rozwoj wlasnych
    dzeci..przebywac z nimi itd..ale moze to domena kobiet ze tak
    mysla ...moze faktycznie mezczyzni sa inni...
  • ani.chybi 10.07.09, 20:10
    plujeczka napisała:

    >cyt.. meżżczyzna kocha do tej pory dzieci
    > dopóty kochaa kobietę"..i coś w tym jest,
    Zaledwie "coś", bo znam ojców, którzy zachowali świetny kontakt z
    dziećmi pomimo rozwodu. Gdyby mi przedstawić zamieszczony cytat,
    poczuliby się dotknięci.
  • zmeczona100 10.07.09, 19:42
    Mężczyźni to ogniwo pośrednie między małpami a kobietami i uczucia
    wyższe nie są im przyswojone.
    To jest cała tajemnica męskiej logiki w uczuciach wyższych.
  • luiz-a15 10.07.09, 19:43
    Bardzo mi sie podoba ten tekst ,imoze w tym tkwi klucz do zagadki
    jaka jest mezczyzna?smile
  • zmeczona100 10.07.09, 19:45
    eee, to tylko takie feministyczne wstawki wink
  • luiz-a15 10.07.09, 19:46
    jednak jakas prawda w tym jestsmile
  • ani.chybi 10.07.09, 20:12
    Taka, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Konretny pan X jakby trochę mniej,
    ale i pani Y sporo brakuje.
  • iskia75 10.07.09, 20:32
    o przepraszam mi niczego nie brakujewink
  • ani.chybi 10.07.09, 21:30
    Zwracam honor. Jesteś wzorcowa!smile
  • luiz-a15 11.07.09, 08:59
    winkpewnie ze jestemwink
  • iskia75 11.07.09, 09:01
    wiem ze jestemsmile
  • leito170 20.07.09, 13:55
    amotność coraz bardziej Ci doskwiera?
    Czujesz, że nadszedł czas na miłość i spotkanie z kimś wyjątkowym?

    Może właśnie dziś odmieni się Twoje życie.

    Nie zwlekaj!

    ZAMIEŚĆ BEZPŁATNIE OFERTĘ MATRYMONIALNĄ

    SKORZYSTAJ Z DOBORU PARTNERSKIEGO

    WYKONAJ ANALIZĘ ZWIĄZKU

    iduo.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.