Kontakty dziecka z tatą - przed rozwodem Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Wyprowadziłam się z 1,5-rocznym synkiem do rodziców, mąż wrócił do swojej
    mamy. Dzieli nas 60 km. Zaproponowałam mężowi, że do czasu rozwodu będę mu
    przywozić małego na co drugą niedzielę do jego mieszkania, poza tym może go u
    nas odwiedzać jak często chce. Mąż twierdzi, że to za mało i chce już zabierać
    młodego na co drugi weekend, bo babcia też się chce pocieszyć wnukiem. Ja
    wolałabym jeszcze z noclegami poczekać, bo jak dotąd synek spędził beze mnie
    tylko jedną dobę i strasznie to przeżywał. Chciałabym osobne weekendy
    wprowadzić stopniowo - mały dopiero rozstał się z cycem, od października idzie
    do żłobka, nie chcę mu w tej chwili dorzucać nowych stresów. Półtora roku był
    ze mną 24 h na dobę, tata zajmował się nim po pracy przez 3 godziny dziennie
    (w pokoju obok), jednocześnie czytając gazetę albo grając na komputerze. Z
    teściową mam fatalne układy, a nasze poglądy na pielęgnację i wychowanie
    dziecka są skrajnie różne.
    Z jednej strony chciałabym, żeby młody miał dobry kontakt z tatą, a z drugiej
    - zwyczajnie się o synka martwię (i nie ma co ukrywać - egoistycznie nie chcę
    oddawać młodego teściowej, która przez cały okres małżeństwa robiła mi na
    złość i krytykowała).
    Jeżeli będę zawozić małego na co drugi weekend dopiero po rozwodzie (czyi -
    mam nadzieję - za jakiś rok), to wyrządzę mu krzywdę albo zrobię z niego
    maminsynka?
    • > Jeżeli będę zawozić małego na co drugi weekend dopiero po
      rozwodzie (czyi -
      > mam nadzieję - za jakiś rok), to wyrządzę mu krzywdę albo zrobię
      z niego
      > maminsynka?

      dwa razy nie
      --
      Są tacy co lubią gady, ja nie.
      • podpisuję się pod słowami Chalsi, byłam w podobnej sytuacji
        w przypadku tak małego dziecka wazne są dla dobrych kontaktów z
        ojcem częste i krótkie kontakty
        więc lepsze będą spacery niż wizyty weekendowe u teściowej

        (to opinie psychologów)

        i masz całkowita rację z tym, co będzie przeżywało dziecko - po
        prostu nie dorzucajcie mu stresów

        --
        Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
        (sygnaturka kradziona)
        • Ok, a od jakiego wieku dziecko powinno spędzać z tatą i teściową cały weekend?
          • a to wg mnie sprawa indywidualna kazdego dziecka i podejścia jego
            taty - jak z pójściem do przedszkola, niektóre 3latki są gotowe,
            inne dzieci dopiero jak mają 5 lat

            zmusić można do wszystkiego - ale jakim kosztem i w imię czego?

            Kodeks Pracy zaś nie pozwala wysyłać mamę dziecka w delegacje poza
            miejscem zamieszkania póki dziecię nie ukończy 4 rż.

            --
            Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
            (sygnaturka kradziona)
        • Ja proponuje na razie w ogóle nic nie mówić dziecko i odseparować je od taty na
          stałe. Na początku będzie pytać i może tęsknić ale potem zapomni. W końcu to ty
          z nim przebywałaś 24 h na dobę a tata tylko 3 godziny bo pewnie wolał spędzić
          czas w pracy zamiast z dzieckiem. No to ma za swoje. Jak dziecko będzie już
          gotowe psychcznie w okolicy osiemnastych urodzin, to może wtedy poinformuj że
          tata mieszka 60 km dalej i jak będzie chciało to odwiedzi. Faktycznie stres
          związany z posiadaniem taty to za dużo jak dla dziecko. Jedna mamusia wystarczy.
          No a jeśli zdecydujesz się pokazywać dziecku tatusia to tak jak lampka sugeruje:
          krótko, żeby się jakoś głupio nie przywiązał. Niech dziecko sądzi np że tata
          teraz mieszka w pisakownicy i tam można go czasem spotkać. Zresztą kto
          powiedziałże dziecku w ogóle potrzebny jest tata. Myślę, że wystraczą alimenty.

          Krew mnie k....wa zalewa jak czytam takie brednie. Wg psychologów kontakty z
          ojcem krótkie i częste. No broń cholera boże żeby spędziło noc z ojcem. Bo to
          może pedofil. Albo co gorsza będzie chciało częściej bywać u ojca. To nie opinie
          psychologów tylko psycholożek, sfeminizowanych nieuków zaślepionych nienawiścią.
          • Nie "nerwujsia" się tak Chłopie.Noe niestety musisz przyjąc i to do swojej
            wiadomości,że pojawiają się tatusiowie,którzy wolą posiedzieć te 3 godziny
            dłużej w pracy a jak już przychodzą na spotkanie z potomkiem ziewają, nawet nie
            zasłaniając ust.Ale ojciec jest, bo to ojciec i też ma prawa.Rozumiem, kiedy
            ojciec jest bardzo emocjonalnie związany z pociechą-co widać i słychać.Tymczasem
            złośliwość i nienawiść to juz nie tylko domena tych upiornych kobiet, które tak
            bardzo strzegą dziecię,że nawet tatusiowi nie pozwalają do mamusi zawieźć.
            uważam ,że malec powinien osiągnąś swoją dojrzałość, która pozwoli na nocny
            pobyt u taty.
            • Ale o jakiej dojrzałości ty mówisz. Czy dla dziecka to jest stres przebywanie z
              ojcem? Czy gdyby rodzina była normalna i pojechałby z ojcem na wakacje to byłby
              stres? a gdyby z matką to nie?
              Ja rozumiem że są ojcowie którzy mają gdzieś dzieci, ale są też ojcowie, których
              żony tak sądzą.
              Jakieś takie uogólnienia że dziecko moze być z matką i to mu daje komfort
              psychiczny,a w przypadku ojca to jest dyskusyjne są po prostu zwykłym
              uproszceniem i poruszaniem się wedłóg utartego i wygodnego schematu. Ja ze
              swojej praktyki nie zaobserwowałem żeby moje dzieci miały stres zwiazany z tym
              że są ze mna, a nie z żoną. Fakt, ona jest z nimi 24h a ja zadko bo pracuję. Ale
              chętnie bym się zamienił. Czy gdybym to ja był z dziećmi a ona pracowała to
              wtedy ja byłbym tym ważniejszym rodzicem? Jęsli tak to od jutra rzucam pracę.
              • Ja rozmumiem Michszyb, że Ty się gotujesz.
                Mój eks był dobrym ojcem i stara się takim pozostać nadal.
                I mnie trudno czasem przyjąć, że relacje ojciec-dziecko mogą być
                inne.
                Ale tak bywa.
                I bywa, że małe dziecko jest przywiązane tylko do mamusi, bo tatusia
                zwyczajnie i tak nie było przy nim. Bo np w okresie gdy było
                niemowlęciem tata się zakochał i był obecny ciałem ale nie duchem
                Bywa.
                Bywa i tak, że tata w ogóle to opowiada ludziom jak to bardziej by
                chciał uczestniczyć w życiu dzieci, a na pytanie czy chciałby
                spędziać z potomkami czas co weekend odpowiada mamusi: NIE bo ja mam
                swoje życie.
                I mimo umowy zamiast przyjechac we wtorki o 18.30 przyjeżdża o 21.00
                (gdy najmłodsze już śpi) a wyjeżdża o 21.30, bo musi.
                Bywa.
                A bywa i tak, że choć nie "jego" weekend, to przybywa na basen by
                pomóc matce z 3 dzieci i by ona też popływała na basenie sportowym.
                Powiadam od dawna: Ludzie są różni.
                Autorka wątku opisałą swoje obawy i je wg mnieuzasadniła
                wystarczająco. Choć ja nie miałabym, z tym problemu. Ale mój eks był
                i stara się pozostać dobrym ojcem a teściowie też normalni.
                Ot, samo życie.
                • No to rzuć robotę, wtedy faktycznie będziesz tym rodzicem może nie
                  ważniejszym,ale tym, któy ma głębszą, bo codzienną więź z
                  dzieciakami.
                  Tupać nogą możesz, że nie chcesz by mama Twoich dzieci była mocniej
                  z nimi związana. Ale to nic nie zmieni. Póki to ona codziennie z
                  nimi jest a Ty okazjonalnie, tak będzie.
                  Czas zaakcpetować rzeczywistość smile
              • Możemy spekulować tak w nieskończoność. Może górę bierze biologia i pomimo tego,
                że dziecko wychowuje się przy obydwojgu rodziców, matka będzie naj,
                przypuszczalnie do tej pewnej dojrzałości dziecka o której mówię.W pewnym
                momencie to tatuś będzie cacy i dziecko będzie czuło się super bezpieczne już
                przy nim, zostanie u niego na noc i nie będzie popłakiwało w poduchę.A i matka
                będzie spokojna.
                Wytłumacz mi więc jedno-skoro jest to takim uproszczeniem dlaczego więc dorosły
                mężczyzna ucieka do mamy??hm??Dlaczego ta mama jest autorytetem oraz mentorem w
                wielu sprawach dla Pana w garniturze?
              • michszyb napisał:

                > Ale o jakiej dojrzałości ty mówisz.

                generalnie rzecz biorąc mozna uznać, iż dziecko, które osiągnęło
                dojrzałośc przedszkolną, osiągnęło również dojrzałość do nocowania
                poza swoim domem bez matki.

                Co to jest dojrzałośc przedszkolna? Poczytaj sobie.

                I przypominam Ci, że w watku mowa o 1,5 rocznym dziecku rodziców,
                którzy od jakiegoś czasu nie są już razem.
                --
                Jednak niektórzy ludzie to gady.
              • michszyb napisał:

                > Czy gdybym to ja był z dziećmi a ona pracowała to
                > wtedy ja byłbym tym ważniejszym rodzicem?

                Tak.
                Dziwne, że o tym (jako rodzic) nie masz zielonego pojęcia.
                Co swiadczy równiez, że masz nikłe pojęcie o rozwoju emocjonalnym i
                psychicznym dzieci. A z tego wynikają dalej idące konsekwencje,
                łacznie ze sposobem, w jaki na Ciebie będzie patrzył sąd.

                Jest mnóstwo facetów, których stanowisko sprowadza się do "skoro
                matka może, to i ja też, bo mam równe jej prawa rodzicielskie".
                A tu zonk, bo ważniejsze jest to co dobre dla dziecka, czyli jego
                prawa, a nie - rodziców. I dlatego też w tak wielu przypadkach
                dzieci (zwlaszcza małe) zostają przy matkach z ojcami "na dochodne".
                --
                Większość ludzi to ssaki.
          • Nie chcę ograniczać tacie spotkań z dzieckiem - może do małego przyjeżdżać
            KAŻDEGO dnia, nie mieszkamy na dwóch krańcach świata, dzieli nas autobusem
            godzina w jedną stronę. Poza tym zaproponowałam, że będę przywoziła mężowi synka
            co 2 tygodnie na sobotę albo niedzielę. Problem polega na tym, że mąż chce synka
            na całe co drugie weekendy, żeby wnuczkiem pocieszyła się babcia (i tak się
            pocieszy co 2 tygodnie, ale przez jeden dzień, a nie dwie doby). Tatuś sam
            odwiedzać dziecka nie chce, bo to strasznie daleko i nie opłaca mu się
            przyjeżdżać na 3-4 godziny...
            Chcę, żeby synek miał dobry kontakt z tatą, a nie z babcią, bo to ona będzie się
            zajmowała małym, podczas kiedy tatuś będzie coś swojej mamusi naprawiał albo
            spotykał się z kumplami w barze. Nie satysfakcjonuje mnie to, ze teściowej
            dzieci przeżyły i moje dziecko pod jej opieką też przeżyje - mam dziecko z
            mężem, a nie z teściową.
            • I tak - nie cierpię mojej teściowej i zwyczajnie boję się jej powierzyć moje
              dziecko, bo niejednokrotnie pokazała, na co ją stać, żeby zrobić mi na przekór i
              pokazać, że cokolwiek zrobi i powie, jej synek będzie po jej stronie.
              Niezależnie od tego, czy wyjdzie to na niekorzyść mojego dziecka.
          • Dziecko ma 1,5 roku. Michszyb, chyba w życiu nie opiekowałeś się takim
            małym dzieckiem stale (a nie jako pomoc), skoro nie wiesz, że takie
            małe dziecko wymaga poczucia bezpieczeństwa do normalnego rozwoju, a to
            poczucie zapewnia mu opieka stale tych samych osób stale w tym samym
            miejscu i ustalony stały rytm dnia.
            • No wyobraź sobie że zajmowałem się dzieckiem nawet mniejszym. Jak mama
              wychodziła do pracy na długo, albo późno wracała, to razem się bawiliśmy,
              karmiłem, kąpałem, przewijałem, usypiałem, czytałem bajki i robiłem wszystko co
              trzeba było i nigdy, ale to nigdy dziecko nie płakało, że chce do mamy, że nie
              zaśnie bez mamy, czy coś podobnego. Moje nim zajmowanie się było tak samo
              naturalnie akceptowanie jak zajmowanie się nim przez mamę. I dlatego nie
              rozumiem co to znaczy, że dziecko musi być dojrzałe do tego żeby przebywać z
              tylko z ojcem. Z mojego doświadczenia wynika, że było do tego dojrzałe od
              pierwszego dnia urodzenia. Pomijając oczywisty fakt braku możliwości karmienia
              piersią przez ojca. Moje dzieci zasypiają w moich ramionach nawet jak matka jest
              obok i nie jest to dla nich żadnym stresem. Myślę, że to lubią, a już na pewno
              jest to dla nich naturalne.
              Tak bardzo chętnie bym rzucił w cholerę pracę i był z dziećmi. Ale postanowiłem
              dać to szczęście mojej żonie.
              Szkoda że jesteście takei emancypowane tak wybiórczo. Teraz gdy jestem bliski
              rozwodu wiem, że być może dając żonie ten komfort bycia w domu utraciłem
              możliwość wykazania że jestem ojcem. No bo jak mam nim być jak siedzę cały czas
              w pracy. A jak rzucę pracę to po raz kolejny okażę się nieodpowiedzialnym.
              • > naturalnie akceptowanie jak zajmowanie się nim przez mamę. I
                dlatego nie
                > rozumiem co to znaczy, że dziecko musi być dojrzałe do tego żeby
                przebywać z
                > tylko z ojcem. Z mojego doświadczenia wynika, że było do tego
                dojrzałe od
                > pierwszego dnia urodzenia. Pomijając oczywisty fakt braku
                możliwości karmienia
                > piersią przez ojca. Moje dzieci zasypiają w moich ramionach nawet
                jak matka jes
                > t
                > obok i nie jest to dla nich żadnym stresem. Myślę, że to lubią, a
                już na pewno
                > jest to dla nich naturalne.

                boszsze, jakie Ty masz klapki na oczach, człowieku.
                To super, że akurat w TWOIM przypadku tak się ułożyło, że dużo się
                dzieckiem zajmowałeś, w związku z czym nawiązaliście silną wieź. I
                dlatego zapewne w TWOJEJ sytuacji nie ma potrzeby czekania na
                osiągnięcie przez dziecko dojrzałości przedszkolnej (nie pamietam w
                jakim wieku masz dziecko).

                Jednak - wyobraź sobie - jest mnóstwo przypadków (a może i
                większość ???), gdy ojciec nie nawiązuje takiej więzi z dzieckiem
                przed rozstaniem (bo rozstanie jest, gdy dziecko jest zupełnie
                maciupeńkie, albo ojciec się dzieckiem nie zajmuje, bo tak dużo
                pracuje, etc). I wtedy właśnie istotna się staje ta dojrzałość
                emocjonalna u dziecka, która pozwala mu na separację dłuzszą od
                matki i przebywanie w innym miejscu pod opieką osoby, z która ma
                zdecydowanie słabszą więź.
                --
                Są tacy co lubią gady, ja nie.
              • Michszyb, widzisz jakieś podobieństwa między opisaną sytuacją przez
                Ciebie, a sytuacją założycielki wątku?

                Dziecko Igi jest małe, a świat ma mu się wywrócić do góry nogami, bo
                takie jest widzimisię ojca. Przecież autorka proponowała ojcu, że
                odwiedzać dziecko w jego miejscu zamieszkania może tak często, jak
                chce. Po co ciągać dziecko do obcego mieszkania, obcych ludzi i
                burzyć mu tym poczucie bezpieczeństwa? Czy naprawdę dorośli nie
                potrafią wziąć pod uwagę możliwości dziecka ani zrozumieć, że takie
                ciągłe zmiany odbijają się niekorzystnie m.in. na zachowaniu dziecka?
                Taki maluch ma ograniczone możliwości radzenia sobie z nadmiarem
                bodźców, bo ma niedojrzały układ nerwowy. Po takich przeprawach
                naturalną koleją rzeczy są choćby problemy typu kłopoty ze snem,
                jedzeniem. Dziecko musi korzystać ze żłobka- to już wystarczające
                przeżycie jak na takiego malucha. A Ty dodatkowo chciałbyś mu jeszcze
                zafundować wycieczki do obcych (dziadkowie), w obce miejsce.

                Odległość dziadków, ojca do dziecka nie jest duża- przecież oni mogą
                to dziecko odwiedzać w jego mieszkaniu, nawiązywać z nim konkaty,
                potem zacieśniać więzi. A jak podrośnie i będzie gotowe, to wtedy
                można mu zafundować zmiany- choćby pobyty u dziadków; wtedy będzie
                już przygotowane i będzie lepiej znosić zmiany, no a dziadkowie nie
                będą dla niego obcymi osobami. To jest naturalna kolej rzeczy dla tak
                małego dziecka. Dziadkom i ojcu chyba korona z głowy nie spadnie,
                jeśli dostosują się do potrzeb dziecka, bo dziecko nie jest w stanie
                spełnić ich oczekiwań już teraz.

                PS Obcy- ktoś, kto na stałe nie przebywa w otoczeniu dziecka.
                • N
                • No widzisz zmęczona, nie wszyscy to jednak rozumieją. Niestety. Bo kiedy matka
                  chciałaby aby ojciec odwiedzał maluszka w ich miejscu zamieszkania, od razu
                  utrudnia kontakty, nie stara się aby dziecko wytworzyło więzi emocjonalnej i
                  rodzinnej z ludźmi z otoczenia ojca. Tak, myslę,ze korona nie spadłaby z głowy
                  ani ojcu ani jego rodzicom, kiedy przyjechaliby do dzieciątka a skoro w
                  niektórych aż kipi od złości i ansów to już jest to wyłącznie ich problem.Ja
                  dziadków Malutkiej zapraszałam-brak reakcji równoznaczny z brakiem chęci
                  widzenia wnuczki.
                • > PS Obcy- ktoś, kto na stałe nie przebywa w otoczeniu dziecka.

                  I to jest właśnie wspólny wątek. I to jest problem.

                  Odcinanie od ojca, dziadków i jego otoczenia to budowanie obcości. Dzieci
                  własnie ze względu na swój dopiero rozwijający się system nerwowy jest wstanie
                  zaakceptować nawet bardziej skomplikowane warunki niż mieszkanie tylko w jednym
                  domu. Pod jednym warunkiem. Dzieje się to w warunkach spokoju i zgody
                  (przynajmniej wtedy gdy dziecko to widzi i słyszy) obojga rodziców.
                  Co wg Ciebie jest dobrego w tym, że ojciec i dziadkowie będą obcy?
                  Ok. Założycielka wątku zakłada, ze tata wcale nie chce dziecka, a dziadkowie
                  chcą się nim tylko nacieszyć. Ale powiedzmy, traktuję tę wypowiedź jako subiektywną.
          • po prostu za świeży jesteś z rozwodem, żeby bez emocji się tu
            sensownie pomądrzyć, że Ci tak uczciwie napiszę

            jak już skupisz się na uczuciach dziecka (nie wtłaczając w swoje
            wyobrażenia o ich uczuciach swoich pretensji do żony) - to łatwiej
            pojmiesz różnicę między "stresem z powodu bliskości ojca" a stresem
            z powodu nieobecności matki

            ewentualnie potem się naszpikujesz hormonami, żeby piersią pokarmić
            (ja tam wiem, że warto, ale żaden znany mi facet jeszcze tego nie
            spróbował)

            ps. tacy, kuźwa, chcecie być wielcy jako ojcowie, a nadal macie
            przed oczkami tylko swoje: UWAGA!!! OJCOWSKIE prawa
            bo prawo dziecka do stabilności (jakiejkowiek, choćby minimalnej) w
            syfie rozwodowym to was nadal gówno obchodzi

            ps.ps. psycholożki z jakimiś jednak osiągnięciami, piszące artykuły
            w Gazecie (zajrzyj, też warto)
            oraz psycholog wyglądający na mężczyznę, który baaardzo mi pomógł w
            podejsciu do Młodej w czasie rozwodowych zmian - służę namiarami,
            jakby co

            (ilu z tatusiów poleci do psychologa, żeby wiedzieć, jak postępować
            z maluchem, gdy mu się nagle świat odmienia? żaden, bo wy macie
            tę... no... intuicję i wszystko z miłości - walka z ich matką też
            dla dobra potomstwa, ofkors)

            --
            Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
            (sygnaturka kradziona)
            • > ps. tacy, kuźwa, chcecie być wielcy jako ojcowie, a nadal macie
              > przed oczkami tylko swoje: UWAGA!!! OJCOWSKIE prawa
              > bo prawo dziecka do stabilności (jakiejkowiek, choćby minimalnej) w
              > syfie rozwodowym to was nadal gówno obchodzi

              No moze i faktycznie jestem "za krótki", żeby się sensownie pomądrzyć, ale chyba
              jednak poziom emocji nie zalezy od stażu rozwodowego.

              Wiesz tak całkiem poważnie i na chłodno to nie do końca mnie zrozumiałaś. Ja nie
              chcę się mścić i walczyć o swoje prawa bo je mam. Ja się po prostu boje że w tej
              atmosferze i zwyczajach które panują w tym kraju stracę dzieci, bo WSZYSCY
              uważają że jako ojciec jestem rodzicem drugiej kategorii. I z tego wynika że
              można po prostu mnie odsunąć od dzieci i poprą to psycholożki i psychologowie
              sądowi, no bo przecież WSZYSCY wiedzą jacy są tatusiowie i co to ogólnie za
              element. Tak się piekle bo choć jestem jeszcze przed tym to czuję się bezsilny
              wobec tego pzrekonania WSZYSTKICH. I że ci WSZYSCY poprą wniosek moje żony gdy
              nie pozwoli mi zabierać dzieci do siebie. Boję się tej bezsilności. Będę musiał
              udowodnić że jestem dobrym ojcem, bo przecież ze mama jest dobrą mamą to zakłada
              się jakby a priori. Tu nie ma domniemania niewinności. I mam to gdzieś że
              zapracowali na to ci wszyscy tatusiowie, którzy olewają swoje dzieci. Tak
              szczerze to nie znam takiego faceta i nie umiem sobie wyobrazic jak można olać
              dzieci będac człowiekiem na przeciętnym choć poziomie. Wykluczam tu dyskusje o
              patologii. Po prostu nie mieści mi się to w głowie. Uwazam raczej że jest to
              stereotyp podtrzymywany, przez skrzywdzone i porzucone żony, psycholożki i
              sędziny. No bo jak facet chce się rozwieść i jeszcze zdradza to jest świnią na
              kazdej linii. Też jako rodzic. I tu łatwo dalej uprościc. Faceci to świnie.
              Nieodpowiedzialni, bez wiedzy, umiejętności i chęci do tego żeby być rodzicem.
              Hormonami nie trzeba się szpikować żeby karmic nawet noworodka. Robiłem to
              zciąganym pokarmem i dzidzia była zachwycona ssąc butle i tuląc się do mnie.

              > (ilu z tatusiów poleci do psychologa, żeby wiedzieć, jak postępować
              > z maluchem, gdy mu się nagle świat odmienia? żaden, bo wy macie
              > tę... no... intuicję i wszystko z miłości - walka z ich matką też
              > dla dobra potomstwa, ofkors)

              A ile mamusiów? Pewnie tyle samo co tatusiów. Zdarza się sporadycznie. Ale co to
              za argument? Wiesz to tak jakbyś spytała: ilu tatusiów poleci z dzieckiem do
              lekarza jak ma anginę? Żaden??? Proszę Cię nie uogólniaj bo mnie to wku...ia
              masakrycznie jak czytam że skoro jestem ojcem to już wszystko jasne. Bo żaden
              nie pójdzie do psychologa. To Twój nie poszedł. A ty poszłaś. Ale z tego nie
              wynika to że każda matka jest super i pójdzie. Ty tak zrobiłaś, nie WSZYSTKIE. I
              nie wynika, że żaden tatuś. Twój nie.
              Przez takie właśnie uogólnienia powtarzane jednym tchnieniem na tym forum i w
              tym społeczeństwie staje się prawie oczywistym, że KAZDY tata jest zły. Budując
              taki obraz przykłądasz rękę do kolejnego orzeczenia sądu w którym dziecko
              zostanie odsunięte od ojca. I jesteś tego winna tym swoim jednostkowym
              stwierdzeniem pomnożonym przez krzyk tysięcy kobiet takich jak ty.
              • a powiedz Michszyb ilu jest takich tatusiów, którzy z racji,ze już zostali
                ojcami musi jakoś wywiązać się z przyzwoitości i obowiązku bycia ojcem, pomino
                tego,że moze ten czas spędzony z dzieckiem spożytkowaliby w inny,
                atrakcyjniejszy dla nich sposób?Wybacz ale widać to w oczach takiego
                tatusia-brak entuzjazmu,poturlamy się, pobawimy,pociamkamy i sruuuuuu do
                domku.Ale ma straszną więź z dzieckiem.Wybacz ale ja w to nie wchodzę.To nie na
                tym "widz polega".
                • A ilu takich tatusiów co:
                  tatusia-brak entuzjazmu,poturlamy się, pobawimy,pociamkamy i sruuuuuu do domku.
                  Ty znasz?

                  Prowadzisz jakieś badania w tej materii czy mówisz o swoim doświadczeniu? Jesteś
                  ekspertem badaczem, czy to kolejne uogólnienie?
                  A może znasz jakiegoś tatusia co podchodzi do bycia z dziećmi entuzjaztycznie?
                  Nie znasz?
                  • Tak, znam z autopsji i takich i takich.. Więc to żadne uogólnienie.Widzę ojców,
                    którzy aż się trzęsą kiedy przytulają dzieciątko, pokazują świat, zadręczają ich
                    problemami, rozwojem. Tak, są tacy ojcowie. Ale są też tacy jakich wymieniłam wyżej.
              • > Proszę Cię nie uogólniaj bo mnie to wku...ia
                > masakrycznie

                ja Ciebie też prosze dokładnie o to samo.

                > szczerze to nie znam takiego faceta i nie umiem sobie wyobrazic
                jak można olać
                > dzieci będac człowiekiem na przeciętnym choć poziomie. Wykluczam
                tu dyskusje o
                > patologii. Po prostu nie mieści mi się to w głowie.

                wiesz, mnie się też nie mieści, jednak stykam się z tym, że tak
                powiem - na codzień. Ojciec mojego dziecka interesuje się nim
                własciwie jedynie wtedy, gdy bierze je do siebie na weekendy czy
                wyjazdy wakacyjne. Był też na rozpoczeciu życia w przedszkolu i
                szkoły oraz ze 2 razy na występach w przedszkolu. Nie wykorzystuje
                przyznanych mu w dni powszednie kontaktów z dzieckiem, jak się nie
                widzą 2 miesiące (choroby dziecka, ojca czy rodzeństwa
                przyrodniego), to do dziecka nie zadzwoni przez ten czas. Nie
                dzwoni równiez z życzeniami na dzień dziecka, imieniny, urodziny,
                święta (przez kilka lat może ze dwa-trzy razy zadzwonił z tych
                okazji). Był też taki prawie roczny okres, gdy ojciec całkowicie
                zaprzestał jakchkolwiek kontaktow z dzieckiem.

                > A ile mamusiów? Pewnie tyle samo co tatusiów. Zdarza się
                sporadycznie.

                Mylisz się. Samodzielne matki wcale nie sporadycznie korzystają ze
                wsparcia fachowców. BTW ojciec mojego dziecka ZABRONIŁ mi korzystać
                z pomocy psychologa dziecięcego.


                --
                Jednak niektórzy ludzie to gady.
              • chłopie, przeczytaj dwa razy tekst, na który odpowiadasz
                gdzie masz uogólnienia?
                u siebie!

                tak całkiem poważnie i na chłodno to Twoje skupienie na swoich
                prawach, nie na prawach dzieci i nie na ich dobru jest kuriozalne

                najpierw więc czytaj, potem przemyśl, a jeszcze później odpisuj

                osobistych przytyków nei biorę na poważnie, więc nawet Ci na nie nei
                odpiszę, bo na cholerę nam nawtykanie sobie, z którego również nic
                nie wynika

                ściąganym pokarmem tez karmiłam - bez porównania; ale to wiem ja,
                nie Ty

                nie mam pojęcia, co uważają wszyscy i nei mam pojęcia, dlaczego
                psycholożkę mężatkę z czwórką dzieci nazywasz skrzywdzoną i
                porzucona żoną, może wiesz o niej więcej niż inni, Twoja rzecz w
                sumie

                problem moż ejednak w tym, że Ty nie musisz udowadniać, że jesteś
                dobrym ojcem, masz jedynie zakichany obowiązek przemysleć dobre
                rozwiązanie dla swoich dzieci odłączając złe emocje pod adresem
                żony - i gówno mnie obchodzi, co Ci wyjdzie z tych przemyśleń, jeśli
                będą one do cna uczciwe i oparte tylko i wyłącznie na dobrej woli -
                Twojej dobrej woli - a to zaczyna się od zobaczenia we własnym wrogu
                matki swoich dzieci, która się nimi opiekuje i którą kochają

                rozumiem, szlag trafia, że miłości dziecka do matki nei da się
                automatem wyłączyć, co za pech... i co za świetny probierz własnej
                wrogości!!!

                ps. czy Ciebie nei przeraża fakt, że skoro wg Ciebie poziom emocji
                nie zalezy od stażu rozwodowego, to za 20 lat - o ile wyzyjesz -
                nadal będziesz tak naładowany i skory do rozdawania ciosów?


                --
                Sygnaturka jaka jest każdy widzi smile
                • i to byłam ja, lampka
                  tongue_out

                  --
                  Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
                  (sygnaturka kradziona)
                • masz jedynie zakichany obowiązek przemysleć dobre
                  > rozwiązanie dla swoich dzieci odłączając złe emocje pod adresem
                  > żony -

                  A powiedz jak to osiągnąć jeśli z drugiej strony są złe emocje? Ustępować?
                  Walczyć? No bo inne rozwiązania typu rozmawiac przy złych emocjach jakoś nie
                  działają.
                  • > A powiedz jak to osiągnąć jeśli z drugiej strony są złe emocje?
                    Ustępować?
                    > Walczyć? No bo inne rozwiązania typu rozmawiac przy złych
                    emocjach jakoś nie
                    > działają.

                    proste - zastanów się, jak byś sie zachowywał, gdybyś poszedł do
                    urzędu i chciał coś bardzo ważnego i pilnego załatwić i miał
                    naprzeciw siebie nabzdyczoną/nego i wściekłą/ego na swiat
                    urzednika/czkę. Wymieniał byś się z tą osobą uszczypliwościami czy
                    inwektywami? Odpowiadałbyś złymi emocjami na złe emocje
                    urzedniczki?
                    --
                    Jednak niektórzy ludzie to gady.
                  • moim zdaniem nieagresywnie ignorować, czyli schodzić z drogi lub nie
                    zwracać uwagi na prowokacje - nie po to, by podrażnić agresora, ale
                    by nie było awantury

                    w przypływie większej siły ducha można też usiłować zrozumieć
                    frustrację drugiej strony i usiłować pokojowo wesprzeć
                    - śmiesznie, prawda? ale znam ludzi, którzy to potrafią

                    jedno i drugie czasem diabelnie trudne - ale ja to uwazam za
                    najlepsze rozwiązanie

                    --
                    Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
                    (sygnaturka kradziona)
                    • Masz absolutną rację. Ale chyba trzeba byc Dalajlamą którymśtam, żeby znaleźć w
                      sobie tyle pokoju.
                      No ale co zrobić, gdy jest się już w zwarciu? Ja chcę tak, ona inaczej. Co
                      zrobić gdy sytuacja się powtarza?
                      • wyjśc ze zwarcia od razu, bez ani jedego razu więcej
                        robić to, co się czuje za najlepsze OBIEKTYWNIE
                        niezaleznie czy po jej myśli, czy po swojej
                        dodatkowo iśc do psychologa na konsultacje co do zastrzeżenia:
                        OBIEKTYWNIE

                        i być tym Dalajlamą
                        szybciej się potem człowiek pozbiera
                        bo niezaleznie od ilości celnych ciosów zbierać sie będziecie oboje
                        (ew. uciekać od zbierania, ale to już kwestia wyboru)

                        łatwo mi pisać, pewnego dnia rano nie zdzierżyłam jego
                        tzw. "poczucia humoru inaczej" i byłabym go zabiła jego własnym
                        plecaczkiem
                        zdążył zwiać, gadzina
                        tylko drzwi zarysowane zostały w tamtym domu

                        i co to dało? nic
                        po prostu nic

                        --
                        Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
                        (sygnaturka kradziona)
    • A czy teściowa wykazuje jakąkolwiek chęć spotkania z dzieckiem?zadzwoni?zapyta
      jak maluch?Przypuszczam,że ojciec dziecka wystepuje jako jej adwokat i zależy mu
      głównie na budowaniu więzi dziecka ze dziadkami niż na zadbaniu najpierw o swoją
      relację z synkiem.
    • Dzieci sa bardo różne i różne sa ich relacje z rodzicami. Moj
      starszy syn nie chciał wyjść z ojcem sam nawet na spacer do wieku 6 -
      7 lat. Nie było mowy o nocowaniu, ani wspólnych wyjazdach.

      Moj młodszy syn ma świetne relacje z ojcem (innym ojcem; -)), który
      ma do niego doskonałe podejście. W tej chwili - mając 4 lata,
      spokojnie może spędzać czas z ojcem, beze mnie w dowolnym wymiarze.
      Jednak, gdy jako 2 latek został z tata na 5 dni u dziadków,
      przypłacił to ciężkim rozstrojem emocjonalnym, który trwał jeszcze
      kilka miesięcy.

      Co do praw ojca, to przypomina mi się taki dowcip:, jaki wspólny cel
      maja kobieta i mężczyzna w związku - odpowiedz: zaspokojenie potrzeb
      mężczyzny. Niestety, wielu panom trudno sie przestawic na myslenie,
      ze najwazniejsze sa prawa i dobro dziecka, a nie ich dobro.

      --
      Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
      łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
      Nancy Mann
      Wiedzmowo
      • ... "najwazniejsze sa prawa i dobro dziecka". Nic nie znaczy, ze
        względu na równość (co do zasady) praw wszystkich ludzi, w tym także
        dzieci - rzecz jasna. Nic także nie znaczy myśl, że "dobro dziecka
        jest najważniejsze" ponieważ rodzina (co do zasady) stanowi
        wpólnotę, a nie zbiór rywalizujących osób, w którym to zbiorze jest
        lider (dziecko) i trutnie (rodzice) z ograniczeniami.

        Jeżeli widzisz swoją rodzinę jako wspólnotę, to nie powinno tam być
        osób z większym czy mniejszym zakresem praw i dóbr. Oczywiste jest,
        że dziecko ma INNY zestaw praw i dóbr, ale nie jest mniej lub
        bardziej ważny.

        Można zrobić eksperyment myślowy: jeśli twierdzisz, że najważniejsze
        są prawa i dobra dziecka, to napisz w jaki sposób Ty jesteś
        podrzędna wobec dziecka w Twojej rodzinie.
        • ..>> "najwazniejsze sa prawa i dobro dziecka".

          --oczywiście, że ważne. Najważniejsze, przynajmniej tak długo, jak dziecko nie jest samodzielne i ZALEZY od rodziców. Bowiem głupota i błedy, rozterki, wahania, niedojrzalość rodziców mogą znacząco zaważyć na losie dziecka!

          >>Nic nie znaczy, ze
          względu na równość (co do zasady) praw wszystkich ludzi, w tym także
          dzieci - rzecz jasna. Nic także nie znaczy myśl, że "dobro dziecka
          jest najważniejsze" ponieważ rodzina (co do zasady) stanowi
          wpólnotę, a nie zbiór rywalizujących osób, w którym to zbiorze jest
          lider (dziecko) i trutnie (rodzice) z ograniczeniami.

          -Rodzina stanowi wspólnotę, i dobro wszystkich jej członków ma tę samą wagę. Ale, kiedy rodzina się rozpada (małzonkowie się rozchodzą), to na dobrą sprawę ...g.ówno to dziecko ma obchodzić! Bo to noe ONO podejmuje decyzję o rozstaniu, tylko starzy. A ich góewnianym obowiązkiem jest to, by przeprowadzić takie rozsatanie (jesli już do noego doszło) tak, aby dziecko w najmniejszym stopniu to odczuło. Bo to, ze odczuje, to nie ulega wątpliwości.

          >>Jeżeli widzisz swoją rodzinę jako wspólnotę, to nie powinno tam być
          osób z większym czy mniejszym zakresem praw i dóbr. Oczywiste jest,
          że dziecko ma INNY zestaw praw i dóbr, ale nie jest mniej lub
          bardziej ważny.

          --JEST

          >>Można zrobić eksperyment myślowy: jeśli twierdzisz, że najważniejsze
          są prawa i dobra dziecka, to napisz w jaki sposób Ty jesteś
          podrzędna wobec dziecka w Twojej rodzinie.

          >>Można nie tylko myślowy, ale także życiowy.
          Pojawia sie dziecko w rodzinie. Co znaczy ten fakt? czym skutkuje?
          Ano tym, ze zycie rodziny wywraca sie do góry nogami. Tak, aby dotychczasowqe zycie we dwójkę dostosowac do potrzeb małego człowieczka.
          Sam sie nie prosil dzieciak na świat. Dwójka dorosłych osób zdecydowała- bedzie dziecko, czy nie.
          A więc , odpowiedzialność, dostosowanie się, przekształcenie swojego życia - jak na dłoni.
          Jest to ich gównianym obowiązkiem.
          Jezeli jesteś odpowiedzialnym rodzicem, to MUSISZ byc podrzędnym w stosunku do dzieckaktóre przyszło na swiat. Bo najpierw- dostosowac sie do JEGO potrzeb (jakoże naturalnie samo sobie nie poradzi), a potem- pokazac dziecku świat i tlumaczyć. A cały czas, az do samodzielności - utrzymywać. A więc ta podrzędność jest OCZYWISTA!

          ps. i aż głupio takie banały tłumaczyć doroslym osobom.



          --
          Jeśli czarny kot przebiegł mi drogę, to... ten kot będzie miał pecha.
          • > Pojawia sie dziecko w rodzinie. Co znaczy ten fakt? czym skutkuje?
            > Ano tym, ze zycie rodziny wywraca sie do góry nogami. Tak, aby
            dotychczasowqe z
            > ycie we dwójkę dostosowac do potrzeb małego człowieczka.
            > Sam sie nie prosil dzieciak na świat. Dwójka dorosłych osób
            zdecydowała- bedzi
            > e dziecko, czy nie.
            > A więc , odpowiedzialność, dostosowanie się, przekształcenie
            swojego życia - ja
            > k na dłoni.
            > Jest to ich gównianym obowiązkiem.
            > Jezeli jesteś odpowiedzialnym rodzicem, to MUSISZ byc podrzędnym
            w stosunku do
            > dzieckaktóre przyszło na swiat. Bo najpierw- dostosowac sie do
            JEGO potrzeb (ja
            > koże naturalnie samo sobie nie poradzi), a potem- pokazac dziecku
            świat i tluma
            > czyć. A cały czas, az do samodzielności - utrzymywać. A więc ta
            podrzędność jes
            > t OCZYWISTA!
            >
            > ps. i aż głupio takie banały tłumaczyć doroslym osobom.

            AMEN.

            I dla Tri kilka przykładów:

            - rozwój społeczny i emocjonalny dziecka będzie lepszy jak pójdzie
            do przedszkola - to jest dla dobra dziecka, ma ono prawo do
            harmonijnego i prawidłowego rozwoju. A ja mam prawo do dobrego
            samopoczucia bo się wyspalam. I co ? Kicha, trzeba rano się zrywać
            z łóżka i zasuwac do przedszkola z dzieckiem.

            - dziecko ma prawo do kontaktu z ojcem, a ja mam prawo do
            nieoglądania eksa. Ale przecież nie wystawię dziecka małego pod
            klatką schodową. Ponadto do 7 roku życia prawo nakłada na mnie
            obowiązek nie pozostawiania dziecka samopas.

            - a tu cytat z uchwały SN o alimentach:
            "Rodzice nie mogą uchylić się od obowiązku alimentacyjnego na tej
            podstawie, że wykonywanie tego obowiązku stanowiłoby dla nich
            nadmierny ciężar. Są obowiązani podzielić się z dzieckiem nawet
            najmniejszymi dochodami. W szczególnych przypadkach, gdy sytuacja
            dziecka tego wymaga, rodzice mają obowiązek wyzbywania się
            posiadanego majątku bądź jego niektórych składników, aby w ten
            sposób podołać ciążącemu na nich obowiązkowi alimentacyjnemu, np.
            dla ratowania zdrowia dziecka.Dopuszczalne jest zbycie przedmiotów
            stanowiących własność osobistą o charakterze nieprodukcyjnym,
            takich jak biżuteria, dzieła sztuki itp"
            --
            Większość ludzi to ssaki.
            • ... choćby z tego powodu, że decyzję o przedszkolu podejmuje rodzic
              wiedząc, że jej konsekwencją może być wcześniejsz wstawanie. Nie
              jest więc tak, że dzieciak sam wymyślił sobie przedszkole więc
              rodzice zapylają z rana. Jest wręcz przeciwnie: rodzice wymyślili
              przedszkole dla dziecka WIĘC wstają wcześniej.

              Podobnie z innymi przykładami, które są konsewencją decyzji
              dorosłych, a nie decyzji dziecka. W takim rozumieniu dziecko nie ma
              ani większych praw ani jego dobro nie jest ważniejsze od dobra
              rodziny.
              • tricolour napisał:

                <..> Jest wręcz przeciwnie: rodzice wymyślili
                > przedszkole dla dziecka WIĘC wstają wcześniej.

                Rodzice to "wymyslili" sobie by mieć dziecko. I TO jest właściwy początek.
                Reszta - to konsekwencja raz podjętej decyzji.






                --
                Jeśli czarny kot przebiegł mi drogę, to... ten kot będzie miał pecha.
        • najważniejsze są prawa i dobro dziecka, bo jest najsłabsze i samo
          sie nei wybroni, więc jak u większości kręgowców jest po prostu pod
          ochroną

          i na tym polega podrzędność wobec najsłabszego w rodzinie

          --
          Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
          (sygnaturka kradziona)
          • ... że dziecko ma bronić sie przed rodzicami?

            Bo ja mówię o rodzinie jako o wspólnocie, gdzie zagrożenie dziecka
            jest MOIM zagrożeniem. Co w takim rozmieniu jest podrzędnością, o
            której mówisz?
            • chcę przez to powiedzieć, że dziecko m.in. nie broni sie samo, bo ma
              od tego rodziców

              zamotałeś się, Tri
              skoro mówisz o rodzinie jako wspólnocie i niepodzielnej całości, to
              nielogicznym jest w ciągu Twojej wypowiedzi pytanie o podrzędnośc
              rodzica wobec dziecka, prawda?

              sądzę, że mówimy o jednym, tylko używając różnych określeń -
              więc ok, nie ma co się paprać w debatę, czyje spojrzenie jest
              słuszniejsze niż słuszne

              (o ile dziecko nei będzie miało równorzędnego co Ty wobec niego
              obowiązku stawać w Twojej obronie i Tobą się opiekować w momencie,
              gdy Ty znajdziesz się w zagrożeniu)
              wink

              --
              Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
              (sygnaturka kradziona)
              • ... z którego miała wynikać moja niewiedza tylko pytanie, które
                doprowadziło do sprzeczności pomysł, że dziecko ma mieć więcej.

                Ja twierdzę, że rodzina (moja) jest wspólnotą i nie ma wyróznionej
                osoby w zakresie praw czy dóbr, które ma otrzymać. Bez sensu
                mówienie jest o zagrożeniu dziecka i jego większym prawie do obrony,
                bo jego zagrożenie jest moim zagrożeniem, a że posiadam szerszy
                arsenał obronny (a dziecko żaden - z założenia) więc to ja będę
                bronił. Swego. Swojej rodziny bez względu na to komu zagrożą i bez
                względu na ważenie praw - bo to MOJA rodzina. Na tym właśnie polega
                wspólnota, że każdy z jej członków może mówić TO MOJE, a reszcie nie
                przeszkadza choć to także jej.

                Jeżeli ktoś twierdzi, że dziecko ma więcej (czyli INACZEJ) widzi
                rodzinę jako zbiór osób, a nie jedną substancję. Musi ważyć,
                zastanawiać się i motywować choćby do wcześniejszego wstawania, by
                odprowadzić dziecko do przedszkola.
    • zobacz może tutaj rozwód

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.