Dodaj do ulubionych

www.alaikacper.pl

07.09.09, 20:25
Witam,
Na wstępie zaznaczam, że strona nie została założona z potrzeb
ekshibicjonalnych. To informacja dla tych, którzy za chwilę zaczną mi prawić
morały o nieodpowiedzialnym wywlekaniu prywatnych spraw, narażaniu dzieci na
wyimaginowane niebezpieczeństwa itp. idiotyzmach. Strona powstała, by obnażyć
funkcjonowanie świata polskich sądów, ich absurdalnych decyzji i miejsca w tym
wszystkim, dla zużytego przez system zwrotu "dobro dziecka". Mój przypadek, to
bardzo jaskrawy przykład bezczelności władzy - chronienia interesów kobiet
wbrew logice, faktom i zdrowemu rozsądkowi, tylko dlatego, że przed imieniem i
nazwiskiem wystąpiło słówko "matka".
Zapraszam do merytorycznej dyskusji, zarówno tutaj, jak i na mojej stronie
www.alaikacper.pl
Pozdrawiam Arek Gębicz
Edytor zaawansowany
  • tricolour 07.09.09, 21:52
    ... Twoja histiora to nie jest "bardzo jaskrawy przykład bezczelności
    władzy - chronienia interesów kobiet wbrew logice, faktom i zdrowemu
    rozsądkowi, tylko dlatego, że przed imieniem i nazwiskiem wystąpiło
    słówko "matka".

    To jest konsekwencja decyzji opisanej lapidarnie: "Przypadek jak tysiące
    innych - on poznaje inną kobietę i odchodzi z domu". Potraktowano Ciebie
    tak, jak Ty żonę: wbrew logice, faktom i rozsądkowi.

    Symetria.
  • alaikacper.pl 07.09.09, 22:01
    Proszę, najpierw zapoznaj się z całą historią a potem podejmij dyskusję.
    Ostatnio odpowiadałem na moim forum: " Zdyskredytowaliśmy się nawzajem, gdy ja
    powiedziałem, że mam już dość a ona powiedziała, że... też już jej się nie
    chce." Potraktowaliśmy się tak nawzajem. Potem, po wielu wielu miesiącach, żona
    potraktowała dzieci wbrew logice, faktom i rozsądkowi a Sąd ze "zrozumieniem"
    przyklepał barbarzyństwo.
  • tricolour 07.09.09, 22:34
    ... a jedyną osobą, która takie podstawy ma, jest Twoja była żona.

    Jej zachowanie, wobec faktów i Waszego działania, może być przemyślane i
    racjonalne (co jest prawdopodobne) a może być emocjonalne, a przez to
    chaotyczne i szkodliwe. To też jest prawdopodobne.

    Sami sobie zgotowaliście taki los. Żale na kogokolwiek - poza Wami samymi -
    uważam za wręcz niestosowne: jeśli dwoje dorosłych i najbliższych sobie
    ludzi nie potrafi zadbać o własny interes, to odbierają sobie prawo do
    oczekiwań, że ktoś o ten interes zadba za nich.
  • alaikacper.pl 07.09.09, 22:49
    Nie rozumiesz... Nie o mój i mojej żony interes idzie. W tle są siedmioletnie
    dzieci, które same nie potrafią i nie mogą w świetle prawa polskiego, bronić się
    przed sytuacją, przed którą postawiła je matka. Państwo, poprzez Sądy w
    sytuacjach krytycznych, decyduje za ludzi. Dzięki temu nie ma anarchii i rośnie
    prawdopodobieństwo, że wychodząc z domu, trafisz do niego w całości z powrotem.
    W tej sytuacji Państwo, jako system nie sprawdziło się - decyzje sędziów, które
    nijak mają się do zgromadzonego materiału, skrzywdziły dzieci. Powtarzam po raz
    kolejny - to nie ja jestem ofiarą a moja strona, to nie jest tren nad
    skrzywdzonym tatusiem...
  • tricolour 07.09.09, 23:08
    ... ale tylko od pewnego momentu.

    Sądy nie łapią ludzi na ulicy, by ich krzywdzić. To ludzie sami idą do
    sądu, bo sobie nie radzą z rzeczywistością i szukają tam unormowania
    swoich spraw.

    Sytuacja Twoich dzieci ma źródło w Twoim porzuceniu domu. To Ty się nie
    sprawdziłeś w pierwszej kolejności jako mąż (zostawiając żonę dla innej
    kobiety) i jako ojciec (rozbijając rodzinę jako wspólnotę). Oczekujesz, że
    na tych gruzach coś da się zbudować.

    I tu tkwi problem, że nie chcesz się pogodzić z myślą, że na niektórych
    gruzach nie można zbudować NICZEGO.
  • alaikacper.pl 07.09.09, 23:25
    Masz rację - poszedłem do Sądu, bo nie byłem w stanie odzyskać w
    inny sposób dzieci - system zawiódł.
    Masz rację - nie sprawdziłem się jako mąż, tak samo, jak ona nie
    sprawdziła się jako żona (i to jest subiektywna ocena, której nie
    mogę udowodnić).
    Nie masz racji - ja zbudowałem na gruzach - dzieci przez 16 miesięcy
    były objęte opieką naprzemienną, zaakceptowały nową sytuację, doszło
    do tego, że do mojej partnerki zaczęły mówić "kocham Cię". Ich nowy
    świat, legł w gruzach, bo tak zdecydowała matka, wywożąc je pewnej
    nocy daleko ode mnie. Zburzyła nowy porządek, ponieważ zaczęła
    tracić władzę nad umysłami dzieci. Ten akt desperacji z jej strony,
    był jak przesiedlenie, fizyczna próba odcięcia kontaktu i więzi z
    rodzicem, którego potrzebowały i potrzebują. Dzisiaj po 19
    miesiącach od jej wyjazdu wiem, że to się jej nie udało. Tym
    bardziej żal dzieci i trwoga po decyzjach Sądu, który na taką
    rozłąkę pozwala, mimo że nadal są warunki, by dzieci miały blisko
    oboje rodziców.
  • tricolour 07.09.09, 23:40
    ... chciałbym tylko byś choć przez chwilę zauważył, że zarówno Twoja żona,
    jak i Ty równie skutecznie niszczycie świat dzieciom.

    Chiałbym byś zauważył, że rozbiłeś rodzinę i świat dzieci legł w gruzach.
    Twoja żona także rozbija z trudem zbudowane relacje i znów świat dzieci
    zamienia się w pył. Wasze zachowanie wobec siebie i dzieci jest z tego
    samego obszaru. Dla mnie jest to jaskrawe i oczywiste.

    Uważam dodatkowo, że swoim zachowaniem zakreślamy przestrzeń zachowania
    innych wobec nas. Jeśli jesteś uczciwy, to masz prawo wymagać uczciwości.
    Jeśli kradniesz, to nie masz prawa psioczyć gdy ukradną radio z auta, a
    potem całe auto.

    Ty złamałeś wszelkie umowy z żoną więc dałeś jej prawo - moim zdaniem - do
    wszelkiej niegodziwości wobec Ciebie.
  • alaikacper.pl 07.09.09, 23:57
    Zniszczyłem świat (twierdzę że zrobiliśmy to razem, ale mniejsza o
    to) i potrafiłem go odbudować w oczach dzieci. Niegodziwości jej
    wobec mnie? Jestem gotów na każde... Tylko, że te niegodziwości nie
    dotykają mnie. Ja dzięki jej decyzji, od wielu miesięcy mam wakacje,
    zostałem zwolniony przez nią i Sąd z obowiązków. Właściwie mógłbym
    się zamknąć i kiedyś machnąć dzieciakom przed oczami świstkiem,
    który odebrał im ojca w takim wymiarze, do jakiego były
    przyzwyczajone. Wywalczyłem w Sądzie 3 miesiące w roku z dziećmi
    (łącznie święta, wakacje, weekendy). Tyle tylko, że te
    zabezpieczenia, to jak leczenie syfa pudrem. Opieka naprzemienna
    zdała egzamin, zabrakło w pewnym momencie odpowiedzialności.
    Pisz... szanuję Twoje poglądy...
  • tricolour 07.09.09, 22:45
    ... mnie moja ex nie lubi do dziś, a od rozwodu minęło już kilkanaście
    lat. Nie lubi choć to ona mnie zostawiła.

    Wyobrażam sobie, że gdybym to ja zostawił ją dla innej, to by mnie ścigała
    i tępiła na każdym kroku - i nawet dałbym jej takie moralne prawo za
    zrobienie z gęby cholewy i złamanie przysięgi.
  • majkel01 07.09.09, 22:20
    szkoda że nie możemy poznac wersji drugiej strony.

    Nie mówię że w tym przypadku jest tak samo (bo po prostu nie wiem) ale kiedyś
    dane mi było dokładnie poznać ciut podobną historię. Na stronie www publikowane
    były artykuły przedstawiające sprawę tylko z jednej strony. Kiedy poznałem
    relację drugiej strony oraz kilku świadków okazało się, że jest zgoła odwrotnie
    jak to było przedstawione. Dlatego trudno wyrobić sobie zdanie, nie wiedząc jak
    sprawa wygląda od drugiej strony.
    Z całym szacunkiem ale sami wobec siebie nie jesteśmy niestety obiektywni, jeśli
    w ogóle stać nas na obiektywizm.

    --
    Najczęstsze kłamstwo w Internecie?
    - Szukałem, ale nie znalazłem.
  • alaikacper.pl 07.09.09, 22:29
    majkel01 napisał:

    > szkoda że nie możemy poznac wersji drugiej strony.

    Ponownie proszę o zapoznanie się z dokumentacją...
    Ta strona, to nie jest potok słów rozżalonego tatusia, którego skrzywdził cały
    świat. Strona zawiera materiał źródłowy - moje pisma, pisma mojej żony i decyzje
    Sądu, podejmowane na podstawie tych pism. Starałem się napisać to tak, aby w jak
    najmniejszym stopniu przedstawiać własne, subiektywne opinie. Temat jest trudny
    i dla postronnych zapewne nudny, ale wypowiadając takie opinie, może warto
    najpierw otworzyć kilka dokumentów i poczytać, postawić się w roli Sądu i
    pomyśleć jaką decyzję w danej sytuacji samemu by się podjęło...
  • takisiakinijaki 07.09.09, 22:36
    Tricolour - mądrze brzmisz!
  • donabate 07.09.09, 23:21
    Zapoznałem się ze stroną bardzo dokładnie. I można powiedzieć tylko jedno
    opisuje bardzo dokładnie destrukcyją postawę matki oraz pokazuje obłudę systemu
    sądowego. Ala i Kacper mają prawo do taty jak i do mamy.
  • ulkar 08.09.09, 00:43
    Kontakty dzieci z ojcem? Jak najbardziej, koniecznie on też ma prawo
    do dzieci, są jego tak samo jak matki, ale.... pani kochanki nie
    są... nie ma do nich żadnych praw, więc niby dlaczego ma sie z nimi
    spotykać? Odgrywa rolę dobrej , hmm.. kogo? własciwie? Nie odpowiada
    za dzieci, nie wymaga od nich ... i dzieci mówią do niej "kocham
    Cię"... świetne ... nie dziwię się za bardzo, że kobieta zabrała
    swoje dzieci z chorego układu. Kochasz je? Pojedx do nich, spotykaj
    się.. a swoją "parknerkę" trzymaj od nich z daleka, ona jest dla
    dzieci obca osobą.
  • ulkar 08.09.09, 00:55
    I jeszcze taka mała refleksja na kanwie tego watku. Nie rozumiem
    rodziców starających sie odseparowac dzieci od drugiego rodzica
    (głównie matek utrudniających kontakty z ojcem, zakładając, że nie
    choruje na ciężką postac alkoholizmu lub chorobę psychiczną).
    Podstawowe rozumowanie, które powinno zahamowac takie postepowanie
    winno opierać się na tym chociażby, że ojciec jest ( a przynajmniej
    powinien być drugą po matce, a czasem bywa że pierwszą, najbliższą
    dziecku osobą. Ok, dzisiaj jesteśmy młodzi zdrowi i w pełni sił, ale
    dosłownie jutro może nas nie być, choroba, wypadek. I co z
    dzieckiem? Jeśli ojciec się ni interesuje, będzie miało przynajmniej
    jego... bliskiego i swojego...
    A kochanicy to faktycznie, wara od cudzych dzieci ;P Ot dobra
    ciocia się znalazła ...
  • donabate 08.09.09, 01:14
    Mi się wydaje że Ala i Kacper sami decydują kogo mają kochać, a partnerka chyba
    nie wchodzi w rolę matki, prawda. Dlaczego dzieci nie mają znać partnerki taty,
    zadzumiona jakaś czy co
  • ulkar 08.09.09, 01:29
    No... właściwie masz trochę racji... jesli nowa partnerka (nowy
    partner) nie jest współodpowiedzialna za rozpad rodziny (tzn.
    rodzice nie kochali się i nie chceli już żyć ze sobą, rozwiedli się
    a potem któres z nich związało się z kims nowym) i ma swoje dzieci,
    to fakt nie widzę problemu. Jesli jest bezdzietna... to... hmm...
    99% kobiet ma instynkt macierzyński... no chyba ze trafisz na jędzę,
    która kocha tatusia a jego dzieci nieznosi... ale jedna i druga
    sytuacja jest kiepska dla dzieci... zaburza prostote i naturalność
    świata ....
  • zza_sciany 08.09.09, 08:26
    pomijając złożoność sytuacji: upublicznianie tylu zdjęć rodzinnych dzieciaków w
    necie...oj nie zdecydowałabym się.Takie obnażanie siebie i swojej sytuacji no
    ok, jeszcze ujdzie. Ale dzieci, szkoła koledzy i koleżanki to już moim zdaniem
    nie hallo. Pytałeś choć zainteresowanych czy się zgadzają na umieszczenie
    fotografii? czy ta strona jest "zrobiona na złość" a nie "ku przestrodze"?.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 09:24
    Kogo miałem pytać o zgodę? Na zdjęciach są dzieci, ja i moja
    partnerka. To nie są zdjęcia, które obrażają, bądź ukazują jakieś
    intymne sytuacje. A upublicznianie tylu zdjęć "nie hallo"? Wejdź na
    naszą klasę, albo podobny portal społecznnościowy. Zdjęć w podobnym
    tonie, są tam miliony. Z właścicielami, którzy je tam umieścili, też
    się nie zgadzasz?
  • zza_sciany 08.09.09, 12:09
    o zgodę miałeś pytać dzieci. Bo to one beda dostawać w d.... od kolegów w
    szkole, od rówiesników z podwórka. Niestety swiat dziecięcy nie znosi inności
    czy tego chcesz czy nie. A dzieci, których rodzice się rozwodzą są w pewien
    sposób "naznaczone" w środowisku. My dorośli często myślimy, że jak dziecko jest
    nasze to możemy nim rozporządzać jak rzeczą i w mojej ocenie właśnie tak
    postępujesz. Portale społecznościowe tu niczego nie tłumaczą, jak większość
    postepuje źle umieszczając zdjęcia swoich dzieci ( nie swoje) w necie to znaczy
    że większośc ma rację?. Otóż nie, nie ma
  • alaikacper.pl 08.09.09, 12:35
    > o zgodę miałeś pytać dzieci. Bo to one beda dostawać w d.... od
    kolegów w
    > szkole, od rówiesników z podwórka. Niestety swiat dziecięcy nie
    znosi inności
    > czy tego chcesz czy nie. A dzieci, których rodzice się rozwodzą są
    w pewien
    > sposób "naznaczone" w środowisku.

    To znaczy, że gdyby strony www i zdjęć nie było, dzieci nie byłyby
    naznaczone? Poza tym, uważam że czasy gdy, dzieci wytykane były
    palcami i nazywane np. bękartami, dawno minęły. Rozwód stał się
    powszechnym zjawiskiem i przyklejanie temu zjawisku
    łatki "naznaczenia" dzieci uważam za nadużycie. Co do pytania dzieci
    o zgodę. One znają tą stronę. Chętnie poznam Twoją opinię na temat
    obowiązku pytania dzieci o zgodę, gdy matka w nocy, wywiozła je z
    domu, do kórego nigdy nie wróciły.
  • sonia_30 08.09.09, 13:06
    Nie chodzi o wytykanie palcami, bo aktualnie multum dzieci ma
    rozwiedzionych rodziców, ale o fakt, że dziecko o swojej sytuacji
    informuje rówieśników w takim stopniu, w jakim uzna za stosowne. Ty
    opisałeś drobiazgowo całą rodzinną story, piszesz o emocjach wobec
    ich matki, zamieszczasz zdjęcia, dokumenty sądowe, dostęp do strony
    jest nieograniczony.
  • zza_sciany 08.09.09, 13:08
    To nie tak Panie Tato. bardzo bym chciała by dzieci takie nie były naznaczone
    ale są. To, że Ty uważasz, że czasy wytykania mineły nie znaczy, że tak jest
    rzeczywiście. Mogę mnożyć przykłady z życia i mojej pracy w warszawskich
    przedszkolach i szkołach. Ale nie o to chodzi. Chcialam tylko zwrócić Twoją
    uwagę na to, że Ty dorosły masz mocną psychikę, dzieciaczki przezywają to
    inaczej i Twoja rolą jest je chronić a nie opisywać ze szczegółami i fotkami
    historię w świat. Czytając Twoje ostatnie ironiczne zdanie wyraźnie widzę, że
    dzieci są stroną Waszej wojny. Przykre.
    Całkiem nieironiczniesmile Życzę udanego zakończenia sprawy i szczęśliwego
    dzieciństwa Twoim dzieciakom
  • alaikacper.pl 08.09.09, 13:36
    Ostatnie zdanie nie było ironiczne. Moja żona zna dzieci zdanie,
    wielokrotnie pytały ją, kiedy wrócą do siebie... Odpowiedź jest
    zawsze taka sama - "Teraz mieszkamy we Włocławku". Dlaczego, po co
    itp. tego tłumaczenia dzieci nie słyszą. Gdy związek się rozpadł
    zorganizowałem im życie od nowa. Spotkałem się z zarzutem, że
    wszystko układałem wg własnej wizji ich nowego świata. Pytam, czy
    gdybym w ogóle zniknął z ich życia byłoby lepiej? Która wersja
    zdarzeń byłaby dla nich korzystniejsza? Mam świadomość, że moja
    decyzja była okupiona ofiarą z ich umysłów i ta świadomość sprawiła,
    że zbudowałem to, co potem zostało zniszczone. Walczę o powrót do
    tamtych zasad, bo świadomość wciąż jest... Masz rację - mam bardzo
    silną psychikę. Bardzo trudno mnie zniechęcić, przekonać mnie do
    zmiany zdania, co nie oznacza, że go nie zmieniam, dostając
    argumenty, które mnie przekonują. Zaraz usłyszę, że nie ma takich
    argumentów, więc to pustosłowie, ale...
  • tricolour 08.09.09, 20:14
    No to się uśmiałem, prawie jak w "Chłopaki nie płaczą". Tam też jedem miał
    bardzo silną psychikę i jakoś bardzo mi do niego pasujesz z internetową
    stroną, na której się wyżalasz. Facet z silną psychiką używa dzieci do
    osiągnięcia SWOICH celów. Niezłe...

    Wiesz kiedy bedziesz miał silną psychikę? Gdy nie będziesz potrzebował
    zewnętrznej EMOCJONALNEJ pomocy do załatwienia spraw, które innym nie
    sprawiają najmniejszego problemu.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 21:28
    >Tam też jedem miał bardzo silną psychikę i jakoś bardzo mi do niego
    pasujesz z internetową stroną, na której się wyżalasz. Facet z silną
    psychiką używa dzieci do osiągnięcia SWOICH celów. Niezłe...

    Poczytaj uważnie moje wcześniejsze wypowiedzi, wskaż miejsce na
    mojej stronie, gdzie użalam się nad sobą. Nie założyłem tej strony z
    potrzeby emocjonalnego wsparcia, nie wiem skąd wniosek, że jestem na
    granicy wytrzymałości psychicznej a strona, to akt desperacji.
    Zapewniam Cię, że od takich "spontanicznych" ruchów jestem bardzo
    daleki. Pokazałem działanie systemu, pokazałem próby walki z
    niezrozumieniem problemu przez sądy. Gdzie Ty tu widzisz próbę
    osiągnięcia moich celów? Cel jest prosto zdefiniowany - dzieci mają
    mieć wolność wyboru. Przez dwa lata miały taką możliwość, uważasz że
    mają nadal?
  • tricolour 08.09.09, 22:19
    ... "dzieci mają mieć wolność wyboru" - dzieci z definicji nie mają prawa
    wyboru, no chyba, że zabek, ale w rozsądnych granicach ceny. Ty sam nie
    masz prawa wyboru, bo prosisz sąd o decyzję. W Twojej byłej rodzinie nikt
    nie ma prawa wyboru przez "wypracowaną" sytuację z pogranicza patologii.

    "Pokazałem działanie systemu, pokazałem próby walki z niezrozumieniem
    problemu przez sądy" - pokazałeś, ale nic pożytecznego z tego nie wynika.
    Swoją stroną wykonałeś kawał solidnej i nikomu nie potrzebnej roboty.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:42
    > ... "dzieci mają mieć wolność wyboru" - dzieci z definicji nie
    mają prawa
    > wyboru, no chyba, że zabek, ale w rozsądnych granicach ceny.>
    zza_sciany 08.09.09, 12:09 napisał: "o zgodę miałeś pytać dzieci."
    On się z Tobą zgadzał, ale jednak coś Was różni...
    A dzieci mogą mieć wolność wyboru i nie spłycałbym jej do poziomu
    zabawek...

    > "Pokazałem działanie systemu, pokazałem próby walki z
    niezrozumieniem
    > problemu przez sądy" - pokazałeś, ale nic pożytecznego z tego nie
    wynika.
    > Swoją stroną wykonałeś kawał solidnej i nikomu nie potrzebnej
    roboty.
    Jak powstawało stowarzyszenie "w stronę ojca", też nikt nie wierzył
    że coś się zmieni. Wiesz, że kodeks rodzinny się zmienia? Oczywiście
    zmiany niewiele wnoszą, ale pojawiają się bo ktoś miał odwagę
    powiedzieć że coś jest nie tak. Ta strona powstała, by powiedzieć że
    coś jest nie tak. To czy robota była niepotrzebna okaże się kiedyś.
    Zawsze istnieje ryzyko, że praca poszła na marne, tak jak czasami
    mój wyjazd, po dzieci do Włocławka...
  • tricolour 08.09.09, 23:48
    ... ale wolałeś pojechać po całości: zdjęcia, imiona - pełna
    identyfikacja. Musiałeś się liczyć, że i była zona to przeczyta. Ba, może
    nawet chciałeś, by to czytała.

    W każdym razie zrobiłes pokazówę, a tym samym odebrałeś sobie - w mojej
    optyce - merytoryczny chłod i wrażliwość, a nadałeś cechy krzykacza,
    pozera i manipulatora. Przecwaniłeś.

    Stąd negatywna ocena prawie całego naszego forum. Źle trafiłeś ze
    swoją "delikatnością" kowalskiego młota i wyraźnie dają Ci to odebrać.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:20
    > ... ale wolałeś pojechać po całości: zdjęcia, imiona - pełna
    > identyfikacja. Musiałeś się liczyć, że i była zona to przeczyta.
    Ba, może
    > nawet chciałeś, by to czytała.
    Wiem że czyta, podaję adres strony na każdym piśmie do Sądu.
    Właśnie po to publikuję tyle zdjęć, żeby widziała co robię z dziećmi
    i żeby miała świadomość, co robi nie pozwalając mi ich odebrać.
    MAteriał ją nie interesuje, bo go w końcu zna

    > Stąd negatywna ocena prawie całego naszego forum. Źle trafiłeś ze
    > swoją "delikatnością" kowalskiego młota i wyraźnie dają Ci to
    odebrać.

    ALe ja wcale nie zamierzałem byc delikatny. To nie jest temat dla
    kółka szydełkujących babć, to temat o bezpardonowej walce matki o
    odizolowanie dzieci od ojca. Straciłeś z oczu główny wątek?
  • alaikacper.pl 08.09.09, 09:18
    Odpowiadając na Twoje trzy posty. Wprowadzałem dzieci w świat mój i
    mojej partnerki przez 8 miesięcy. Najpierw były to spotkania na
    dworze, spacery i stopniowe zbliżanie się dzieci do niej. Dopiero
    potem, dzieci weszły w tryb opieki naprzemiennej. W pewnym momencie
    nastąpiła niebezpieczna sytuacja, gdyż dzieci próbowały do niej
    mówić... mamo. To był moment, o którym piszesz - zaburzyła się
    prostota i naturalność rozwiązań. Udało nam się przekonać je, że
    mamę mają tylko jedną a Syliwa, to po prostu Sylwia. Dzisiaj też im
    się zdarzy powiedzieć "mamo", ale same się szybko poprawiają i
    potrafią obrócić to w żart. Są bardzo świadome sytuacji i po tych 32
    miesiącach od rozpadu małżeństwa, mogę napisać, że taki sposób
    poznania ich z tą kobietą i tłumaczenie wieczorami co się stało, był
    dobrym rozwiązaniem. Dzisiaj dzieci nie mają pretensji do mnie, o to
    że rozstałem się z mamą, mają pretensję, że nie mogą mieć obojga
    rodziców tak blisko, jak przed wyjazdem. W okresie opieki
    naprzemiennej tata nie był tym dobrym, od zabaw i atrakcji a mama od
    obowiązków. Pełniliśmy takie same role - tak samo ja je rano
    musiałem wyrwać z łóżka, tak samo wieczorem powiedzieć dość zabawie
    i kazać umyć zęby. A moja, jak to nazwałeś... kochanica... dbała o
    nie tak samo, jak dba o mnie...
  • ulkar 08.09.09, 11:39
    Czyli miałam rację, zaczęła wchodzić w rolę matki, i zaburzyły się
    naturalne więzi dziecka z matką ... tak niestety sie dzieje... nie z
    winy matki a ojca, który rozwlił dzieciom dom. Chyba, że ta rozwałka
    miała uzasadnienie w patologii, alkoholiżmie agresji, i takich tam
    innych to rozumiem Wtedy ludzie sie rozwodzą apotemn tworza nowe
    związki a nie najpierw znajdują kochankę a potem wyprowadzają sie z
    domu ....
  • alaikacper.pl 08.09.09, 13:25
    Patologia, to słowo może mieć różne brzmienie i różny emocjonalny
    wydźwięk, w zależności od okoliczności i kontekstu. Ten wątek i moja
    strona, nie jest o powodach rozpadu małżeństwa. Traktuje o czasie od
    momentu, kiedy wszystko po rozpadzie udało się w miarę rozsądnie
    poukładać i to wszystko nieodpowiedzialną decyzją jednej strony,
    zostało rozniesione w pył.
    Wyobraź sobie, że to ja, pewnej nocy pakuję dzieci do samochodu i
    wywożę je do swoich rodziców, po okresie kilkunastomiesięcznej
    opieki naprzemiennej, której zwolennikiem byłaby moja żona. Wiesz co
    by się działo następnego dnia? Policja, krótka rozmowa i dzieci
    wracają do swojego miejsca zamieszkania, mam rację? Wiesz jak
    policja potraktowała mnie? "Przecież Pan wie, gdzie są Pana dzieci,
    to w czym problem?"
  • ulkar 08.09.09, 13:40
    No nie całkiem się poukładało, a może raczej poukładało się dla
    ciebie , jeśli twoja nowa kobieta zaczęła wchodzić w rolę matki, TO
    JEST GŁÓWNY PROBLEM i uzasadnia zabranie dzieci z miejsca gdzie
    burzyły się więzi między nimi a matką na skutek kontaktów z twoja
    nową panią. Twoje kontakty z dziećmi ok, jak najbardziej i
    koniecznie, ale twoja pani to dla nich obca kobieta i nic jej do
    dzieci, jesli zaczyna się dziać inaczej to jest klapa i tyle.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 21:34
    Napisałem, wcześniej, ale powtórzę, bo chyba zabrakło Ci czasu na
    przeczytanie. Gdy dzieci zaczęły mówić "mamo" do mojej partnerki,
    wytłumaczyliśmy im ŻE MAJĄ JEDNĄ MATKĘ, rozumiesz? Powtórzyć? To był
    bardzo krótki okres i udało się doskonale. Rozumiem, że
    usprawiedliwiłeś moją żonę z barbażyństwa, tylko dlatego, że zdała
    sobie sprawę, że dzieci nie tracą uczuć do ojca a jeszcze ośmieliły
    się polubić, ba pokochać jego nową partnerkę? To zwolniło ją z
    myślenia o ich uczuciach i usprawiedliwiło ucieczkę? POwiedz moim
    dzieciom że Sylwia to obca kobieta, chciałbym zobaczyć ich reakcję
    na Twoje słowa...
  • lampka_witoszowska 09.09.09, 01:33
    miałam tak, że nastoletnia córka niemojego mówiła, że mnei kocha,
    zdarzało się, że powiedziała do mnie mamo - przez "pomyłkę" - i
    życzenia z okazji Dnia Matki też przyjmowałam

    mówimy o dziewczynce wciśniętej w opiekę naprzemienną

    Ulkar - nie jest tak, że partnerka ojca wciska się w rolę matki,
    raczej dziecko usiluje znaleźć się w sytuacji stworzonej przez
    dorosłych, i to sytuacji, której nei zna
    ponadto dzieci mają niesamowita zdolność pomijania tego, co dorosły
    ma na uwadze PONAD WSZYSTO - wszelkie podziały - a dziecko ma
    naturalną zdolnośc kochania - i to jest w dzieciahc zachwycające
    właśnie, ale co ja się będę wymądrzac, Jezus już coś o tym wspominał
    czy inny Korczak...
    więc moga kochać ogromnie matkę - i następną partnerkę ojca, nie
    stawiając jej w roli matki, bo matka jest jedna i kropka - i takie
    rozmowy tez miałyśmy za sobą, rozpoczynane zarówno z jej strony, jak
    i mojej

    a Tobie, autorz ewatku powiem - to, że Twoje dzieci kochają Twoją
    nową pannę, to nei znaczy, że mniej kochają matkę albo z ich układem
    z mama jest coś nie halo
    dzieci kochają, bo są zdolne do miłości bardziej niz Ty, Twoja panna
    i całe to forum razem wzięte

    gorzej, że dorośli biora się za interpretację niewinności dzieci na
    swoją korzyśc, co za draństwo - moim skromnym, prywatnym zdaniem


    --
    Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
    (sygnaturka kradziona)
  • sonia_30 08.09.09, 11:25
    Przeczytałam, rozumiem Twoją chęć częstszych kontaktów z dziećmi,
    choć opieki naprzemiennej nie popieram absolutnie. Brak relacji
    Twojej ex, więc mimo szczegółowości opisów nie pokusiłabym się o
    wyrażanie jakiejkolwiek opinii. To co mnie osobiście uderzyło i co
    wg mnie jest największym problemem w tym wszystkim są Wasze
    negatywne emocje. Kipisz nimi, co potwierdzają i opisy i opinia
    RODK. Myślę że w pierwszej kolejności nimi powinieneś/-ście się
    zająć, co z całą pewnością wpłynie na odczucia dzieci.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 11:49
    Napisz proszę, dlaczego nie popierasz opieki naprzemiennej. Znasz
    jakiś realny przykład niepowodzenia takiej opieki? Ja znam ją z
    autopsji, to nie jest książkowa wiedza i z dzisiejszej perspektywy
    wiem, że nie ma nic lepszego, niż zorganizowanie dzieciom miejsc
    zamieszkania rodziców, blisko siebie, np. na jednym osiedlu - tak
    właśnie było w moim przypadku.
    W jednej z ostatnich odpowiedzi na moim forum odpisałem na zarzut,
    że traktuję żonę jak wroga: "Ta kobieta stała się wrogiem, gdy
    uciekła z dziećmi do Włocławka. Uciekła, bo reakcja dzieci na nowy
    świat, który im pokazałem, była zgoła odmienna od oczekiwanej. Stała
    się wrogiem, ponieważ uwięziła nasze dzieci, zniewoliła je, bo
    inaczej trudno nazwać brak możliwości spotykania się dzieci z ojcem,
    w takim wymiarze jakiego oczekują, w warunkach, które potencjalnie
    istnieją."
    Badanie RODK to zupełnie odrębny temat. Powiedziałem tam, to co
    czuję i powiedziałem, że z nienawiścią potrafię sobie radzić i nie
    wpływa ona na racjonalność podejmowanych kroków. Porównaj proszę
    zapis ze str. 4 badania z zapisem ze strony 12. Dostrzegasz
    manipulację? Takich manipulacji jest tam więcej a apogeum
    specjaliści osiągają na str.7 dokumentu. W jednym zdaniu zarzucają
    mi dystans w stosunku do dzieci i zbyt mało czułści, by w zdaniu
    następnym(!) napisać - "u ojca stwierdzono (...) przesadną
    troskliwość". A może to ja nie rozumiem znaczenia słów i te zdania
    się nie wykluczają...?
  • takisiakinijaki 08.09.09, 12:43
    Uzurpujesz sobie prawo do decyzji o Nowym Lepszym Życiu, odmawiając
    jednocześnie jej prawa do decyzji o zmianie miejsca zamieszkania?

    A jakim prawem?

    I dlaczego tak selektywnie ustalasz zasady ponujące pomiędzy Wami?

    Musiała się ex żona dostosować do Twoich decyzji o rozwodzie -
    dostosuj się do jej decyzji o zmianie miejsca zamieszkania - kto Ci
    każe mieszkac tak daleko od swoich dzieci?

    Przeprowadź się do Wrocławka - będziesz miał możliwość "spotykania
    się dzieci z ojcem, w takim wymiarze jakiego oczekują, w warunkach,
    które potencjalnie istnieją."


    Manipulację owszem dostrzegłem - ale nie tam, gdzie ją wskazałeś...

    Odniosę się bardziej szczegółowo do pewnych Twoich słów:
    " Takich manipulacji jest tam więcej a apogeum
    > specjaliści osiągają na str.7 dokumentu. W jednym zdaniu zarzucają
    > mi dystans w stosunku do dzieci i zbyt mało czułści, by w zdaniu
    > następnym(!) napisać - "u ojca stwierdzono (...) przesadną
    > troskliwość". A może to ja nie rozumiem znaczenia słów i te zdania
    > się nie wykluczają...?"

    Bynajmniej!

    Ujawnianie przesadnej troskliwości wcale nie musi być sprzeczne ze
    stwierdzeniem dystansu i małej ilości czułości w kontaktach taty z
    dzieckiem.
    Znaczenia tych słów wcale nie są takie same.

    W diagnostyce zdażało mi się często spotykać taki zestaw cech - np w
    sytuacji, gdy np. wyniesiony z wzorców domowych dystans emocjonalny
    w kontaktach dziecko-rodzic występował jednocześnie z objawami
    przesadnej troskliwości, i to wcale nie tak rzadko.


  • zmeczona100 08.09.09, 13:07
    Taki, dokładnie!
    I to wszystko w tym temacie. Wyłozyłeś kawę na ławę, ale nie sądzę, by
    Twoje argumenty trafiły do założyciela wątku- on ma swój przepis na
    zycie.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 13:11
    > Uzurpujesz sobie prawo do decyzji o Nowym Lepszym Życiu,
    odmawiając
    > jednocześnie jej prawa do decyzji o zmianie miejsca zamieszkania?
    > A jakim prawem?
    To prawo opisałem - prawo dzieci do bycia blisko obojga rodziców.

    > dostosuj się do jej decyzji o zmianie miejsca zamieszkania - kto
    Ci każe mieszkac tak daleko od swoich dzieci? Przeprowadź się do
    Wrocławka - będziesz miał możliwość "spotykania się dzieci z ojcem,
    w takim wymiarze jakiego oczekują, w warunkach, które potencjalnie
    istnieją."

    Czyżbyś był jednym z tych naiwnych, którzy twierdzą, że są wolnymi
    ludźmi? Nie dostrzegasz takich drobiazgów, jak ekonomiczny przymus,
    który trzyma mnie w Warszawie? Ten przymus pozwala mi na regularne
    płacenie horendalnie wysokich alimentów - 2000zł, w sytuacji, gdy to
    ja kupuję dzieciom strategiczną odzież i spędzam z nimi 3 miesiące w
    roku. Odpowiedzialność za dzieci sprawia, że ja nie jestem wolnym
    człowiekiem i nie mogę podjąć decyzji o przeprowadzce. Co innego
    moja żona - poczuła się wolna, w Warszawie pracowała za 3000zł
    netto, teraz bierze zasiłek 440zł. Mieszkając z rodzicami i mając
    2440zł, wyżywi się przy dzieciach. Pomyślałeś co by się stało, gdyby
    mnie zabrakło? Gdzie było myślenie o bezpieczeństwie ekonomicznym
    dzieci, gdy składała podanie o rozwiązanie umowy, za porozumieniem
    stron i świadomie rezygnując ze stosunkowo wysokiej, jak na
    możliwości zarobkowe kobiet w Polsce, pensji.

    > W diagnostyce zdażało mi się często spotykać taki zestaw cech - np
    w
    > sytuacji, gdy np. wyniesiony z wzorców domowych dystans
    emocjonalny
    > w kontaktach dziecko-rodzic występował jednocześnie z objawami
    > przesadnej troskliwości, i to wcale nie tak rzadko.

    Wg mojej subiektywnej oceny, mam bardzo dobry kontakt z dziećmi a to
    musi wynikać bezpośrednio z mojej postawy i zaangażowania w ich
    wychowanie. Wielu uważa że jestem nienormalny, bo walczę, nie
    poddaję się i nie zniechęcam, ja bardzo szanujęwink ich opinię i robię
    swoje...
  • sonia_30 08.09.09, 13:33
    A szukałeś pracy we Włocławku? Rzeczywiście nie znalazłbyś podobnie
    intratnej posady? Poza tym istnieje możliwość zainicjowania własnej
    działalności, pole działania zawsze jest otwarte. W końcu gdybyś
    posadę stracił, musiałbyś sobie jakoś poradzić i utrzymanie dzieciom
    również zapewnić, czyż nie?
    Zwolniony z myślenia również nie jesteś, sytuację dzieci należało
    mieć na względzie jak się związek sypał. Ja rozumiem że Twoje
    interesy były ważne i pewnie wydawało Ci się że wszystko się JAKOŚ
    poukłada, bo wszyscy się JAKOŚ dostosują, ale życie pokazało że
    jednak niekoniecznie. Ucieczka Twojej ex pewnie była czymś
    podyktowana. Nie podejmuje się z dnia na dzień i tylko tytułem dania
    komuś w kość, decyzji o przeprowadzce do rodziców, rezygnacji z
    dobrej pracy, zmianie otoczenia swojego i dzieci. Pomyśl o tym.
    Twojego kontaktu z dziećmi i zaangażowania nikt nie punktuje,
    pytania dotyczą tylko tego czy rzeczywiście wszystko co robisz i jak
    robisz jest podyktowane dobrem dzieci.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 14:03
    To nie jest miejsce na chwalenie się dorobkiem zawodowym. Zapewniam
    Cię jednak, że takiej posady we Włocławku bym nie znalazł.
    Działalność gospodarczą prowadzę dodatkowo, bo mam świadomość, że w
    życiu jeżeli będzie jakoś, to na pewno nie tak, jakbym sobie tego
    życzył. Takie myślenie pozwala łatwiej przetrwać również te
    zagrożenia, których nie da się przeprzewidzieć. O powodach jej
    wyjazdu już pisałem - świadomość utraty władzy nad umysłami dzieci,
    zdecydowała o ucieczce. Zapewniam Cię, że moja żona zdolna była do
    podjęcia tej koszmarnej decyzji, właśnie z tego powodu i żadne
    racjonalne względy (praca, zażyłość dzieci z ich bliskimi z
    przedszkola i bliskość drugiego rodzica), nie miały żadnego
    znaczenia.
  • tricolour 08.09.09, 20:20
    ... "świadomość utraty władzy nad umysłami dzieci"? Na czym polega
    matczyna władza nad umysłem dziecka?

    Bardzo ciekawy jestem odpowiedzi na te pytania.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 21:42
    Pewnego dnia dociera do kobiety, że dzieci za nią nie płaczą, gdy
    zostają na noc u ojca. Są na tyle "beszczelne", że wracają
    uśnmiechnięte i opowiadają co robiły i w co drugim zdaniu pojawia
    się imię innej kobiety. Imię to nie jest wypowiadane z żalem,
    smutkiem czy złością. Jest wypowiadane w sposób naturalny, jakby
    było częścią ich życia. Dzieci miały "czelność" wpuścić w swój umysł
    radość z bycia z inną kobietą a miały zachować się zgoła odmiennie.
    Rozumiesz o czym piszę?
  • sonia_30 08.09.09, 22:06
    No ale co w tej kwestii zmieniła jej ucieczka? Mniej częsty kontakt
    spowodował że już uśmiechnięte nie wracają i przestały opowiadać o
    Twojej kobiecie?
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:37
    Nie wiem co teraz opowiadają, nie ma mnie przy tym. Kiedy
    zaprowadzałem je do domu w Warszawie, słyszłąem co mówiły, teraz nie
    słyszę. Teraz nie wracają uśmiechnięte, bo... nie lubią wracać.
    Weekend ucieka im szybciej, niż zdążą się nami nacieszyć. To bardzo
    duża zmiana, związana z tą ucieczką
  • tricolour 08.09.09, 22:21
    ... wręcz wyczuwam jej obawy: najpierw rozwaliłes rodzinę, a teraz
    kochanką chcesz zastąpić matkę.

    Wcale sie nie dziwię Twojej żonie, że zwiała z dzieciakami. Sam bym tak
    zrobił.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:44
    > ... wręcz wyczuwam jej obawy: najpierw rozwaliłes rodzinę, a teraz
    > kochanką chcesz zastąpić matkę.
    >
    > Wcale sie nie dziwię Twojej żonie, że zwiała z dzieciakami. Sam
    bym tak
    > zrobił.

    No to pokazałeś prawdziwe ja... gratulacje, tak samo jak moja żona
    masz głęboko interes dzieci, ambicja, czy strach by zwyciężył...?
  • tricolour 08.09.09, 23:50
    ... interes Twoich dzieci mnie zupełnie nie intersuje, bo mam własne do
    dbania o ich rozwój.

    Z tym, że ja oferuję Twoim dzieciom obojętność, a przez to spokój, a Ty
    wojnę i krew.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:16
    > ... interes Twoich dzieci mnie zupełnie nie intersuje, bo mam
    własne do
    > dbania o ich rozwój.

    Zauważyłem po tonie wypowiedzi. Mnie za to tylko to interesuje, tym
    się różnimy

    > Z tym, że ja oferuję Twoim dzieciom obojętność, a przez to spokój,
    a Ty
    > wojnę i krew.

    Obojętność... wybacz... Ty się przywalasz do każdego mojego poglądu
    bardzo emocjonalnie...
  • chalsia 08.09.09, 23:30
    to nic innego jak po prostu dojrzewanie emocjonalne i społeczne dzieci.
    Dzieje się ZAWSZE, bez względu na układy rodzinne, różne jedynie mogą być
    niektóre tegoż objawy.
    W pewnym momencie dzieci przestają chcieć być odprowadzane/przyprowadzane ze
    szkoły. Czy to powód by dziecko "wypisać" ze szkoły?

    Więc niekoniecznie, autorze wątku, jest tak jak Ci się wydaje, co do powodów
    działania Twojej eks.

    PS. Mnie tam np. cieszy, że moje dziecko wraca zadowolone z pobytów u ojca i
    opowiada np. o zakupach, na których było samo z nexią.


    > Pewnego dnia dociera do kobiety, że dzieci za nią nie płaczą, gdy
    > zostają na noc u ojca. Są na tyle "beszczelne", że wracają
    > uśnmiechnięte i opowiadają co robiły i w co drugim zdaniu pojawia
    > się imię innej kobiety. Imię to nie jest wypowiadane z żalem,
    > smutkiem czy złością. Jest wypowiadane w sposób naturalny, jakby
    > było częścią ich życia. Dzieci miały "czelność" wpuścić w swój umysł
    > radość z bycia z inną kobietą



    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • sonia_30 08.09.09, 12:51
    Realnych przykładów nie znam, podkreślam że to ja mam takie a nie
    inne zdanie, co absolutnie nie oznacza iż jest ono jedyne słuszne. A
    nie popieram przede wszystkim dlatego, że nie wydaje mi się fajne z
    punktu widzenia dzieci przenoszenie się wciąż i wciąż z miejsca A do
    miejsca B i z powrotem. Dzieci powinny mieć poczucie bezpieczeństwa,
    stabilizacji - są najbardziej pokrzywdzone w całej kołomyjce dwojga
    wrogo nastawionych do siebie rodziców, w związku z czym uważam że
    wprowadzanie kolejnych elementów destabilizacyjnych jest bez sensu.
    Druga kwestia - taki rodzaj opieki wymaga współdziałania rodziców,
    co w Waszym przypadku na obecnym poziomie emocji na chwilę obecną
    jest chyba niemożliwe do uzyskania.
  • takisiakinijaki 08.09.09, 13:55
    1.
    "> Uzurpujesz sobie prawo do decyzji o Nowym Lepszym Życiu,
    odmawiając
    > jednocześnie jej prawa do decyzji o zmianie miejsca zamieszkania?
    > A jakim prawem?
    To prawo opisałem - prawo dzieci do bycia blisko obojga rodziców."

    To ex żona odmawia Ci prawa do przeprowadzenia się bliżej dzieci?

    2.
    Moje dziecko 'kosztuje' wg wspólnych z moją ex żoną obliczeń średnio
    miesięcznie ok 2200zł. To niezawyżone wyliczenie - robiliśmy go
    wspólnie z ex, nie obejmuje ono ekstra wydatków! Wydatkami dzielimy
    się po połowie, średnio płace więc ok 1200 zł miesięcznie, ale
    zarabiając trochę więcej od żony i spęzając w związku z praca trochę
    mniej z nimi czasu normalnym dla mnie jest, że 'sponsoruję' im pewne
    ekstra wydatki. Nie mieszkam w Warszawie, wszyscy żyjemy raczej
    standardowo - na średnim poziomie. Twoje 1000 zł na jedno dziecko
    nie wygląda w tej sytuacji tak 'horendalnie' jak opisujesz. Gdyby
    przyjąć, że otrzymywana od Ciebie kwota nie wystarcza ex żonie na
    zaspokojenie wszystkich wydatków związanych z dzieckiem, a jej 3000
    do dyspozycji musi pkryć resztę, jej utrzymanie, wszystkie
    koszty 'medialne' i np wynajęcie mieszkania to zaczynam się
    zastanawiać, czy nią również nie powodowały względy na które Ty się
    powołujesz - ekonomiczne.
    Ale to już wiem - Tobie wolno się na nie powołać - jej nie...

    3.
    Wniosek jest taki:
    Ty masz argumenty ekonomiczne, ex żona emocjonalne ( być może
    ekonomiczne) - każdy ma swoje, w swoim mniemaniu słuszne!

    4.
    "Wielu uważa, że jestem nienormalny, bo walczę, nie poddaję się i
    nie zniechęcam, ja bardzo szanuję wink ich opinię i robię swoje..."
    A nie pomyślałeś choć przez moment, że źle odbierasz owych 'wielu"?
    Może oni wcale nie uważają, że jesteś 'nienormalny, bo walczysz, nie
    poddajesz się i nie zniechęcasz" - może poprostu widzą, że nie
    przyjmujesz innych argumentów niż swoje, zaciąłeś się, uparłeś i
    postanowiłeś ułożyć świat tak, jak sam zadecydowałeś.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 14:20
    > To ex żona odmawia Ci prawa do przeprowadzenia się bliżej dzieci?
    Odniosłem się do tego problemu w innej odpowiedzi, poczytaj

    Nie mieszkam w Warszawie, wszyscy żyjemy raczej
    > standardowo - na średnim poziomie. Twoje 1000 zł na jedno dziecko
    > nie wygląda w tej sytuacji tak 'horendalnie' jak opisujesz. Gdyby
    > przyjąć, że otrzymywana od Ciebie kwota nie wystarcza ex żonie na
    > zaspokojenie wszystkich wydatków związanych z dzieckiem, a jej
    3000
    > do dyspozycji musi pkryć resztę, jej utrzymanie, wszystkie
    > koszty 'medialne' i np wynajęcie mieszkania to zaczynam się
    > zastanawiać, czy nią również nie powodowały względy na które Ty
    się powołujesz - ekonomiczne.

    Gdy mieszkała w Warszawie było tak - dostawała ode mnie 1200zł
    alimentów, zarabiała 3000zł. Tyle po jej stronie zysków. Teraz
    koszty. Żona płaciła za przedszkole i za jedzenie dla dzieci -
    przebywały z nią 2 tyg. w miesiącu. I TO BYŁY WSZYSTKIE JEJ KOSZTY.
    Ja płaciłem za mieszkanie, w którym mieszkała pokrywając WSZYSTKIE
    związane z nim wydatki, ja kupiłem jej samochód, którym jeździ do
    dzisiaj, ja kupowałem dzieciom ciuchy, buty itp.

    > Wniosek jest taki:
    > Ty masz argumenty ekonomiczne, ex żona emocjonalne ( być może
    > ekonomiczne) - każdy ma swoje, w swoim mniemaniu słuszne!

    Argumenty emocjonalne dorosłego? A co z argumentami emocjonalnymi
    dzieci??? Od początku tego wątku próbuję przekonać, że nie chodzi o
    krzywdę uciśnionego przez system i okoliczności tatusia, ale chyba
    nie do końca dociera...

    > Może oni wcale nie uważają, że jesteś 'nienormalny, bo walczysz,
    nie
    > poddajesz się i nie zniechęcasz" - może poprostu widzą, że nie
    > przyjmujesz innych argumentów niż swoje, zaciąłeś się, uparłeś i
    > postanowiłeś ułożyć świat tak, jak sam zadecydowałeś.
    No... właśnie napisałeś to co ja w ostatnim zdaniu...
  • lampka_witoszowska 09.09.09, 01:44
    nie odważę sie napisać, że z autopsji, choć "naprzemienna" córka
    niemojego przy mnie płakała, żeby on się już nei wkurzał czy żeby
    jemu nei robić przykrości
    - i jako dziecko wciśnięte w taką "opiekę", choć doroslym z tym było
    wygodnie, przeszła piekło

    nigdy, ale to nigdy juz nei będę zwolenniczką takiego potraktowania
    dziecka
    więc może moje zdanie potraktujesz serio, jeśli musi byc tu zdanie
    kogoś, kto funkcjonował widząc taki układ, gdzie dziecko jest
    przerzucane, płacze regularnie po przenosinach przez parę lat i w
    końcu "najbardziej lubi środy, bo wtedy już się przyzwyczaiła do
    jednego domu i za chwilę wróci do tamtego" (przenoszona była w
    niedziele, środa to był czas najbardziej "stabilny") - to było
    powiedziane kilka lat po zapoczątkowaniu tego typu "opieki" nad
    dzieckiem

    chciałbyś tak?
    oczywiście, zaraz można rzucić argument, że miałbyś oboje rodziców
    otóż nie miałbyś żadnego
    każde tylko na trochę - i tu jest właśnie najbardziej rozrywane
    wewnętrznie dziecko, jak sądzę

    --
    Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
    (sygnaturka kradziona)
  • ravny 08.09.09, 13:37
    to trzeba było dbać o jej całość a nie latac za kochanką , zdradzać i porzucać
    rodzinę.

    jesteś żałosny w wykorzystywaniu żony a przede wszystkim dzieci w zaspakajaniu
    twoich i tylko twoich potrzeb.

    żona nie ma obowiązku tkwić w warszawce tylko po to, ze tobie to odpowiada.
    a teoria - że tylko pobyt w warszawie zapewni dzieciom właściwy rozwój- jest po
    prostu śmieszna

    Sam rozwaliłeś rodzinę. Więc teraz ponoś tego konsekwencje.
    Chcesz z nimi być, to przeprowadz się z kochanką do Włocławka. Co za problem?
    Dlaczego wymagasz od żony tego, czego sam nie robisz??
    Była zona TAM ma rodzinę i wsparcie. Ty TU masz wygodę i kochankę. To niby co?
    żona ma siedzieć w warszawie do pełnoletności dzieci BO TOBIE Z KOCHANKĄ TU JEST
    WYGODNIE??
    Stuknij się facet w głowę.
    A obciach, jaki zrobiłeś dzieciom upublicznianiem waszych walk z żoną JEST
    NIEWYBACZALNY. I dzieci będą za to płacić na podwórku, w szkole, gdy koledzy
    będą ich wytykać palcami i podśmiechiwać się. Dobrym ojcem to ty jesteś tylko w
    swoim mniemaniu, jak na razie wychodzi z ciebie przerośnięty egocentryzm, po
    trupach, byle siebie zaspokoic.
  • donabate 08.09.09, 14:01
    Przeczytałem jak mi się wydaje cały wontek na temat bloga kolegi jak wiecie
    Państwo prowadzę bardzo podbny blog (jas-i-malgosia.skonecki.eu/), i z
    przerażeniem stwierdziłem ze smutkiem że istnieje i pokutuje przekonanie, co
    wręcz wyziera z postów, MATA MA ZAWSZE RACJĘ. A jak matka nie ma racji to co z
    tego ???. Matka ma prawo zdewastować, życie swoim dzieciom, mata ma prawo
    ograbić swojego byłego męża z pieniędzy, matka ma prawo, manipulować dziećmi a
    ojciec ma prawo jedynie popatrzeć na to z boku i zamilknąć. Łatwo przejrzeć
    internet w którym znajdziemy szerek blogów matek które samodzielnie wychowują
    dzieci, bez żadnej refleksji dlaczego tak się dzieje i dlaczego znalazły się w
    takiej sytuacji. Przypomina mi się blog jakieś idiotki, bo inaczej nie można
    tego nazwać, która poprostu przeprowadziła się z Łodzi do Wawa zabrała dziecko a
    tata mógł się widywac z pociechą w weekendy. Mama na blog i opisuje jak to jest
    zawjefajnie w tej wawa, kosmetyczka chłopaki itd. Przepraszam nie pamiętam
    adresu. Dlaczego mama Ali i Kacpra, nie może poprostu pójść do pracy, nawet we
    Włocławku tylko nadal wisieć musi na klamce swojego byłego męża, czemu musi się
    tak obawiać ze strony eksa że aż dzieci nie mogą się z nim zobaczyć kiedy
    zechcą. Szanowni dyskutanci, proszę nie stawiać nas pod pręgierzem ale postawić
    te psełdo matki, które swoimi nieodpowiedzialnymi zachowaniami doprowadzają do
    takiej sytuacji, i na koniec podejść do lustra i dobrze się przyjrzeć samemu
    sobie, bo jak widać w waszym światoploglądzie mieści się tylko zrobił-dał kasę-i
    niech się odwali.
  • ulkar 08.09.09, 14:03
    Nie mam nawet sił odpowiadać na takie khem... nawet nie wiem jak
    nazwać .. to co Pan napisał.... ech... żal dzieci i kobiet, które
    kieys wyszły za mąż za takich facetów sad
  • ravny 08.09.09, 14:11
    Niby kto doprowadził do sytuacji że dzieci nie mają ojca i matki pod jednym
    dachem? Jasno widać, że facet który zdradził i poleciał za kochanką bo urocze
    momenty z inną były dla niego ważniejsze niż całość rodziny dla dzieci. I
    bardzo się stara, żeby na miejsce żony wstawić dzieciom nową panienkę za matkę i
    wtedy wszyscy(czyli on,kochanka i zmanipulowane dzieci) będą żyć szczęśliwie a
    tą starą się odstawi na boczny tor. Więc niech się teraz autor nie zasłania
    dobrem dzieci, bo zwyczajnie manipuluje.
    Exia mieszka u rodziców, więc jeśli ktoś ją utrzymuje to na pewno nie były mąż.
    Ale najłatwiej podnieść larum "za moje pieniądze ta zdzira żyje!! aa!" . żenada.


  • alaikacper.pl 08.09.09, 14:34
    > Niby kto doprowadził do sytuacji że dzieci nie mają ojca i matki
    pod jednym
    > dachem?
    Decyzję podjąłem ja, decyzja wynikała z niechęci obu stron do
    dalszego trwania w związku.

    > bardzo się stara, żeby na miejsce żony wstawić dzieciom nową
    panienkę za matkę

    Obrażasz osobę, której nie znasz, o roli i walce o to, by dzieci
    postrzegały moją partnerkę, jako po prostu Sylwię a nie mamę,
    pisałem wcześniej, proponuję poczytać, zanim wygłosi się taki osąd.

    > wtedy wszyscy(czyli on,kochanka i zmanipulowane dzieci) będą żyć
    szczęśliwie a
    > tą starą się odstawi na boczny tor. Więc niech się teraz autor nie
    zasłania
    > dobrem dzieci, bo zwyczajnie manipuluje.

    Opieka naprzemienna nie jest odstawianiem na boczny tor, ale
    oczywiście można mieć inne zdanie.

    > Exia mieszka u rodziców, więc jeśli ktoś ją utrzymuje to na pewno
    nie były mąż.
    > Ale najłatwiej podnieść larum "za moje pieniądze ta zdzira żyje!!
    aa!"

    Nigdzie w wątku nie nazwałem mojej żony "zdirą", nie sugeruj mi
    więc, że się tak wypowiadam! Ostatnio w aktach znalazłem
    oświadczenie podpisane własnoręcznie przez żonę: "Oświadczam, że nie
    prowadzę z rodzicami wspólnego gospodarstwa domowego" Potrafisz
    inaczej to zinterpretować?
  • ravny 08.09.09, 14:56

    > Obrażasz osobę, której nie znasz, o roli i walce o to, by dzieci
    > postrzegały moją partnerkę, jako po prostu Sylwię a nie mamę,
    > pisałem wcześniej, proponuję poczytać, zanim wygłosi się taki osąd.


    Mówisz o tej panience która wskoczyła do łóżka "nieszczęśliwemu żonatemu"
    wiedząc, że ma dwójkę małych dzieci? i teraz stara się dzieciom pokazać jako
    najsłodsza z mamuś wybawicielka tatusia?

    > Opieka naprzemienna nie jest odstawianiem na boczny tor, ale
    > oczywiście można mieć inne zdanie.

    Przeprowadź się do Włocławka i stosuj opiekę naprzemienną dalej. Exia
    dostosowała się dla ciebie przez naście miesięcy tkwiąc w warszawce to zrób to
    samo teraz dla niej. Co za problem? Nie stać cię na takie małe poświęcenie dla
    ukochanych dzieci?

    > oświadczenie podpisane własnoręcznie przez żonę: "Oświadczam, że nie
    > prowadzę z rodzicami wspólnego gospodarstwa domowego" Potrafisz
    > inaczej to zinterpretować?

    widać mimo twojej wspaniałomyślności, woli mieszkać w domu opłaconym przez
    rodziców niż w mieszkaniu opłacanym przez ciebie, widać jak skrzętnie wyliczasz
    ileż to nakładów już na nią niewdzięczną poczyniłeś nie ma się co dziwić.

    Nie rozumiesz spraw podstawowych. Że nie masz prawa do układania życia ex tylko
    pod twoje potrzeby. Chciałeś mieć dzieci w domu, trzeba było dbać o rodzinę i w
    niej trwać. TERAZ TEJ RODZINY NIE MA bo ję rozbiłeś zdradą i kochanką i musisz
    się dostosować do tego, ze exia ma inny plan na swoje życie niż zaspakajanie
    tylko twoich potrzeb.
  • young-and-bored 08.09.09, 19:23
    A co on miałby robić w tym Włocławku ? Podpisywać co miesiąc listę w
    tamtejszym Urzędzie Pracy ?
  • donabate 08.09.09, 14:44
    ravny napisał:

    > Niby kto doprowadził do sytuacji że dzieci nie mają ojca i matki pod jednym
    > dachem? Jasno widać, że facet który zdradził i poleciał za kochanką bo urocze
    > momenty z inną były dla niego ważniejsze niż całość rodziny dla dzieci.

    Ja tam nie wiem jak było u taty Ali i Kacpra, ale gdyby lepsze momenty były u
    żony to pewnie by został. Ale jak było to ja skond mam wiedzieć. Każdy psycholog
    powie, że jak nie ma pożycia to figa z makiem ze związku.
  • donabate 08.09.09, 14:47
    Paniom, od momentów chciałem tylko przypomnieć, iż aby męża w domu przytrzymać
    trzeba zamiast bachranowych majtek wieczorem nakładać szpilki oraz ponczoszki,
    to gwarantuje trwałość pożycia. A nie jazgot jaka jestem nieszczęśliwa.
  • panda_zielona 08.09.09, 15:23
    donabate napisał:

    > Paniom, od momentów chciałem tylko przypomnieć, iż aby męża w domu
    przytrzymać
    > trzeba zamiast bachranowych majtek wieczorem nakładać szpilki oraz
    ponczoszki,
    > to gwarantuje trwałość pożycia. A nie jazgot jaka jestem
    nieszczęśliwa.

    Tiaaa i ta nowa miłość zawsze ale to zawsze nawet po kilkunastu
    latach małżeństwa będzie każdego wieczora paradować w pończoszkach
    i szpilkach.No chyba,że jak przestanie to się zmieni na
    nową.Rozśmieszyłeś mnie.
  • donabate 08.09.09, 16:39
    Rozczaruję Ciebie ale trzeba ... jak tego brak to jak
  • tiny54 08.09.09, 16:53
    autor wątku chciałby mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko.
  • lampka_witoszowska 09.09.09, 02:06
    proste - żeby dobre układy z byłą żoną utrzymać to też trzeba się
    postarać - zrozumieć, wczuć się w jej sytuację i nie oceniać, za to
    wierzyć w jej dobrą wolę, bo chodzi nie tylko o dzieci ojców, ale i
    matek
    proste, prawda?

    całkiem jak paradowanie w szpilkach i kusych majtaskach
    (co polecam - owo paradowanie - również panom, którzy jednak
    zrozumienia dla swoich byłych nie miewają, bo im głupota nie
    pozwala - to wtedy jednak te szpilki i majtki, naprawdę, głupiej już
    nie będzie niż z takim "światopoglądem"...)

    --
    Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
    (sygnaturka kradziona)
  • kami_hope 09.09.09, 00:06
    A oto słowa mężczyzny, który siedzi nieopodal na sofie:
    (pozwolę sobie zacytować, nie ma to jak męski punkt widzenia na
    męski punkt widzenia)
    "Szpilki, pończoszki itp. to tylko substytuty kobiecości przynależne
    prostytutkom, które poza zaspokajaniem atawistycznych popędów
    mężczyzn nie mają im nic innego do zaoferowania. Opierając związek
    na tychże tylko atrybutach równie dobrze można założyć rodzinę z
    etatową pracownicą czerwonej ulicy w Amsterdamie."

  • magd.a 09.09.09, 00:51
    Kami, w drugą stronę, można się zastanowić, jacy mężczyźni kierują się takimi
    wyborami. I sprawa jasna wink
  • dorata351 08.09.09, 14:46
    Moim skromnym zdaniem to zarówno panowie jak i panie, którzy
    zostawiają własne dzieci w imię nowej miłości a potem walczą o
    widzenia itd. są żałośni. Zasłaniają sie jakimiś bzdurnymi rzeczami
    chyba tylko po to żeby uspokoić własne sumienie. A może tak by się
    poświęcić dla dobra tych ukochanych pociech?
    A pan autor wątku pokrzywdzony oczekuje czego? Że ta wredna żona
    będzie mieszkać w sąsiedztwie, zeby jemu było wygodniej? A on dbał o
    nią zdradzając i oszukując. Drogi panie człowiek to nie mebel i jak
    się znudzi raczej nie da się go wystawić na śmietnik. Daj kobiecie
    szansę, upokorzyłeś ją i oczekujesz od niej zrozumienia. Dlaczego
    nie myslałeś o dzieciach kiedy bzykałeś kochankę?
  • donabate 08.09.09, 14:49
    dorata351 napisała:

    > Moim skromnym zdaniem to zarówno panowie jak i panie, którzy
    > zostawiają własne dzieci w imię nowej miłości a potem walczą o
    > widzenia itd. są żałośni.

    Pani Dorotko, czy nie zauważyła Pani iż ex. małużonka potraktowała swoje
    przedmioty jak mebelki.
  • donabate 08.09.09, 14:54
    Pani Doroto,

    Chciałem zdjąć Pani różowe okularki z nosa. Mianowicie, kiedy moja jeszcze żona
    bzykała jak to Pani powiedziała za zgodą i wiedzą w mieszkaniu teściowej, to ja
    byłem ostatnim szmaciażem bo dałem sobie dorobić rogi. Wszyscy dopingowali moją
    ex. że dobrze robi, szkoda tylko że ona sobie zabrała dzieci jak mebelki do
    swojego pokoju. Więc, mamy u mnie i zdradę ex. i przemoc wobec dzieci. Czy więc
    zdrada mojej ex. jest dobra a zdrada ojca ali i kacpra zła.
  • dorata351 09.09.09, 08:02
    No to przepraszam, zdrada Twojej ex nie jest dobra, a pewnie gorsza
    (w moim mniemaniu). Mam nauczkę, żeby nie oceniać na przyszłość, nie
    znając tematu od podszewki. Szkoda tych waszych dzieciaczków, bo
    wasza walka pewnie nie ułatwia im życia.
  • young-and-bored 08.09.09, 15:14
    Moim zdaniem to opieka naprzemienna nigdy tutaj nie funkcjonowała,
    funkcjonowała jedynie siłą rozpędu jako stan przejściowy na pewnym etapie
    waszego rozstania. Pomyliłeś się, zakładając że ten kompromis może trwać
    permamentnie, czyli także w trakcie i po rozwodzie.
  • insula.incognita 08.09.09, 20:55
    young-and-bored napisał:

    > Moim zdaniem to opieka naprzemienna nigdy tutaj nie funkcjonowała,
    > funkcjonowała jedynie siłą rozpędu jako stan przejściowy na pewnym etapie
    > waszego rozstania. Pomyliłeś się, zakładając że ten kompromis może trwać
    > permamentnie, czyli także w trakcie i po rozwodzie.

    Być może zabraklo dobrej woli którejś ze stron.
    Moj przyklad: wyniosłam się (wściekła), zostawiając dziecko z ojcem. Po czym zabrałam dziecko od ojca.
    Dziecko bylo ze mną przez póltora roku. Ojciec w tym czasie miał kontakty z dzieckiem nieograniczone, kiedy tylko chciał.
    Dzięcie skończyło w tym roku podstawówkę, mieszkało caly czas ze mną.
    Ale już gimnazium rozpoczęło u ojca (w innych miastach mieszkamy). Tak uznaliśmy , że będzie najlepiej dla dorastającego chłopaka.
    Na czas liceum, przyjedzie do mnie - bo wieksze miasto i wieksze mozliwości dla dalszego rozwoju.
    Pełna zgoda. Dziezko nie cierpi, odkąd przestalismy się rzucać sobie do gardeł (tuz po rozstaniu). Teraz jest idylla, a syn traktuje zmianę mieszkań i miast, jako coś normalnego.
    Wszystko jest mozliwe, trzeba tylko chcieć, i nie kierować się własnym interesikiem, tylko szeroko pojętym dobrem dziecka.


    --
    Jeśli czarny kot przebiegł mi drogę, to... ten kot będzie miał pecha.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 21:19
    Takiej racjonalności oczekiwałem od żony. Racjonalnie było przez
    pełne dwa lata, potem okazało się, że jest źle, bo dzieciom jest
    dobrze. Gratuluję Pani zdrowego rozsądu i wyobraźni, moje dzieci nie
    mają tyle szczęścia.
  • insula.incognita 08.09.09, 21:29
    To nie jest li tylko skutek mojej racjonalności, ale również eksa.
    Czy Pan to brał pod uwagę? (o Panu mówię, w relacjach z Pana ex).
    Powiem tak, choć może zabrzmi katolicko zbytnio czy cóś (choć nie religią
    kieruję się w swoim życiu): czasami warto nadstawić drugi policzek (to o moim
    exie i jego postawie po naszym rozstaniu). I kolejna wązna rzecz: warto wybaczać
    ( to o mnie).
    Życzę wytrwałości i wyrozumiałości , chociażby ze względu na dzieci.





    --
    Myślisz, że żartuję?
    Niepotrzebnie myślisz!
  • ulkar 08.09.09, 21:36
    Insula... i Twój syn mówi do partnerki twego byłego męża "mamo"? Bo
    tak zwracają się do kochanki autora watku jego dzieci ....
  • insula.incognita 08.09.09, 21:41
    Mówi po imieniu. Sam sobie tak wymyslił.
    Zresztą, do mnie tez mówi po imieniu i do ojca też.




    --
    Myślisz, że żartuję?
    Niepotrzebnie myślisz!
  • ulkar 08.09.09, 21:46
    I nie przeszkadzałoby Ci gdyby do partnerki byłego zaczął mówić
    mamo?
  • insula.incognita 08.09.09, 21:49
    Nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.
    Ale znając swój charakter, pewnie na początku bym się zbulwersowała, a potem
    dała sobie spokój.



    --
    Jeśli czarny kot przebiegł mi drogę, to... ten kot będzie miał pecha.
  • natasza39 08.09.09, 21:45
    ulkar napisała:

    > Insula... i Twój syn mówi do partnerki twego byłego męża "mamo"? Bo
    > tak zwracają się do kochanki autora watku jego dzieci ....

    Z tego co pisze autor wątku dzieci są jeszcze małe i słowo "mama" to dla nich
    kobieta która się nimi opiekuje na co dzień. Jeśli matka mieszkałaby z partnerem
    zapewne tak samo wyrywałoby się im "tata" do tego faceta. Nastolatki doskonale
    rozróżniają emocjonalność tych słów. Małe dzieci niekoniecznie.
    Wytłumaczono tym dzieciom, ze mamę maja jedną i ok. Po temacie jest.

    Emocjonalna reakcja niektórych piszących w tym wątku na fakt, ze kilkuletniemu
    dziecku po kilku tygodniach mieszkania pod jednym dachem z ojcem i jego
    partnerką wyrywa się do niej "mama" jest śmieszne i przesadzone.
    Gdyby facet nakazywał swoim dzieciom mówić tak do obcej dla nich baby, to
    mogłybyście się oburzać, ale jak się maluchom wyrwało, a ojciec skorygował to
    już nie przesadzajcie.
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • ulkar 08.09.09, 21:49
    Natasza, ciekawe jakbyś się czuła gdyby to chodziło o Twoje
    dzieci... tym bardziej kiedy owa "mama" sama nie ma swoich
    dzieci ... spróbuj się postawić się w sytuacji matki ...
  • natasza39 08.09.09, 21:55
    Nie poczułabym się jak śmieć, gdyby mojemu kilkulatkowi wyrwało się do innej
    kobiety "mama". Wytłumaczyłabym mu, że mamę i tatę ma jednych i poinstruowałabym
    exa, aby tez tej zasady pilnował.
    A to, że tamta kobieta nie ma dzieci jest dla mnie bez znaczenia.
    To chyba Tobie, bez urazy, przychodzi taka myśl, ze "zabrała chłopa, a teraz
    zabiera dzieci".
    Jak dzieci są emocjonalnie związane z mamą i ja kochają, to żaden fakt tego nie
    zmieni.


    ulkar napisała:

    > Natasza, ciekawe jakbyś się czuła gdyby to chodziło o Twoje
    > dzieci... tym bardziej kiedy owa "mama" sama nie ma swoich
    > dzieci ... spróbuj się postawić się w sytuacji matki ...

    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • ulkar 08.09.09, 22:05
    Natasza, póki co nie mam tego problemu, nie rozodzę się .. na
    razie... próbuje tylko postawic się w sytuacji matki... i wcale by
    mnie nie zdziwiło, że ta "dobra kobieta" nie mając własnych dzieci,
    ale mając instynkt ustawia się, może nawet nieświadomie, w jakimś
    sensie w roli matki nie swoich dzieci... nie twierdzę, że odbierze
    dzieci.. ale namąci im nieźle w zyciorysie pospołu z ojcem ... który
    wybrał swoim dzieciom życie w rozbitej rodzinie...
  • natasza39 08.09.09, 22:11
    Hola, hola.
    99% znanych mi kobiet woli jednak własne dzieci mieć niż wychowywać cudze, więc
    nie podejrzewam, ze jest inaczej w tym przypadku.
    A co do rozbijania rodziny.
    Nie palę faceta na stosie, bo nie wiem jak było.
    Moze obydwoje rozpieprzyli rodzinę.
    A tak w ogóle, to mleko się rozlało juz.
    I nie czas mówić, kto rozpieprzył, ale czas pomyśleć o tym jak zniwelować skutki
    tego co się rozlało, aby jak najmniej cierpiały dzieci.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:06
    > I nie czas mówić, kto rozpieprzył, ale czas pomyśleć o tym jak
    zniwelować skutki tego co się rozlało, aby jak najmniej cierpiały
    dzieci.

    Dzieci będą cierpieć. Poznały świat, który zaakceptowały, polubiły i
    za nim w tej chwili tęsknią. Biorąc pod uwagę, to co do tej pory
    działo się w sądach, ja złudzeń nie mam - dzieci spędzą młodość we
    Włocławku. Matki nie interesują ich potrzeby, mimo że wyraźnie je
    artykuują. Przykład? Przyjeżdżam po dzieci, matka wychodzi z nimi z
    klatki schodowej a te wyrywają się i biegną do samochodu, w którym
    siedzi Sylwia. Patrzy jak otwierają się drzwi i dosłownie "ładują"
    jej się na kolana obejmując za szyję. Jakie wnioski można z takiego
    zachowania wyciągnąć, mając zdrowe podejście do "rozlanego mleka" a
    jaka jest ta rzeczywistość... Wnioski są chyba oczywiste...
  • tricolour 08.09.09, 23:15
    ... byś nie przyjeżdżał z kochanką do dzieci.

    Przyjeżdżaj sam, a kochankę zostaw z jej dziećmi. Nie ma? Niech pobędzie
    sama i poczeka na Ciebie.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:22
    tricolour napisał:

    > ... byś nie przyjeżdżał z kochanką do dzieci.
    Czasami tak się dzieje, przyjeżdżam sam. Podbiegaja do samochodu i
    jest rozczarownie... "Sylwia nie przyjechała?" Staram się unikać
    takich rozczarowań...
  • natasza39 08.09.09, 23:28
    alaikacper.pl napisał:

    > tricolour napisał:
    >
    > > ... byś nie przyjeżdżał z kochanką do dzieci.
    > Czasami tak się dzieje, przyjeżdżam sam. Podbiegaja do samochodu i
    > jest rozczarownie... "Sylwia nie przyjechała?" Staram się unikać
    > takich rozczarowań...

    Teraz to mnie rozśmieszyłeś. ROFTL!
    Zamiast ułagodzić ex, ty ją rozjuszasz, żeby sie dzieci nie rozczarowały...
    Gdybyś chciał dobrze wykazałbyś się odrobina empatii wobec było nie było matki
    własnych dzieci, na których ci zalezy.
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • natasza39 08.09.09, 23:25
    tricolour napisał:

    > ... byś nie przyjeżdżał z kochanką do dzieci.
    >
    > Przyjeżdżaj sam, a kochankę zostaw z jej dziećmi. Nie ma? Niech pobędzie
    > sama i poczeka na Ciebie.


    Epatowanie exi widokiem twojej Sylwii jest nie na miejscu i służy chyba tylko
    temu, żeby ja podkurwić.
    Po cholere ja zabierałeś do tego Włocławka?
    Jej tez się dziwię. Wie jaka jest sytuacja i cyrki z obłapianiem cudzych dzieci
    urządza pod chałupą exi.

    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • sonia_30 08.09.09, 23:30
    Stara się dzieci nie rozczarowywać...
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:30
    byś nie przyjeżdżał z kochanką do dzieci.
    > >
    > > Przyjeżdżaj sam, a kochankę zostaw z jej dziećmi. Nie ma? Niech
    pobędzie
    > > sama i poczeka na Ciebie.
    >
    >
    > Epatowanie exi widokiem twojej Sylwii jest nie na miejscu i służy
    chyba tylko
    > temu, żeby ja podkurwić.
    > Po cholere ja zabierałeś do tego Włocławka?
    > Jej tez się dziwię. Wie jaka jest sytuacja i cyrki z obłapianiem
    cudzych dzieci
    > urządza pod chałupą exi.
    Znowu wracamy do początku, jak zrobić, żeby było dobrze dla dzieci,
    skoro rozczarowaniem jest dla nich brak tej kobiety w samochodzie. A
    może wystarczyłoby, gdyby mama pożegnała się z dziećmi przed windą?
    Dałoby się tak? Odpowiadam, nie da się tak...
  • natasza39 08.09.09, 23:34
    Jak owej Sylwii tak zależy na dobru dzieci niech czeka 100 m, za rogiem. Wtedy
    "rozczarowanie" dzieci będzie trwało minutę (przeżyją na pewno), a twojej exi
    nie bedzie się żółć ulewała.

    Tylko mi nie pisz, ze lało i nie mogła zaczekać za rogiem, bo ci napiszę, ze sa
    parasole.
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • tricolour 08.09.09, 23:37
    ... kolega ma gotową odpowiedź na każdy dylemat. W centrum tej odpowiedzi
    jest DOBRO, KURWA, DZIECI.
  • zmeczona100 08.09.09, 23:45
    No jak to- przecież deszczu nie zapowiadali.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:09
    tricolour napisał:

    > ... kolega ma gotową odpowiedź na każdy dylemat. W centrum tej
    odpowiedzi
    > jest DOBRO, KURWA, DZIECI.
    Ciebie drażnią ludzie, którzy ośmielają się mieć swoje zdanie i
    bronią go, gdy nie dostają argumentów, które mogłyby je zmienić?
    Niczego nie zamierzam wymyślać i nie zamierzam zmieniać tego na co
    one czekają, zawsze kiedy to możliwe będzie na nie czekać w
    samochodzie. Nie będzie czekać za rogiem i ukrywać się jak szczur.
    Może kiedys dotrze do mamy, że coś jest na rzeczy że dzieci lubią
    wyjeżdżać bardziej niż wracać
  • natasza39 09.09.09, 00:17
    to też dla KURWA DOBRA DZIECI!

    alaikacper.pl napisał:
    > Może kiedys dotrze do mamy, że coś jest na rzeczy że dzieci lubią
    > wyjeżdżać bardziej niż wracać

    A kiedy dotrze do ciebie, że jak tak dalej pójdzie, to dzieci nie będą chciały
    już wyjeżdżać tylko mieć ŚWIĘTY SPOKÓJ!
    Po jaka cholerę drażnisz tą matkę, skoro spędziłeś z kobieta lat 15 powinieneś
    ja znać.
    Nie ustapisz?
    Ona pewnie tez nie.
    Ktoś musi.
    Jeśli nie, to będziesz dalej fundował dzieciom cyrk pt. Chodźcie do tatusia
    będzie fajnie, a potem od matki będa obrywały, ze było fajnie.
    Któregoś pięknego dnia powiedzą ci, że nie pojadą z tobą, bo nie chcą
    wysłuchiwać od matki.
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • magd.a 09.09.09, 00:31
    Dla mnie jest ciekawe, czy dzieci tak by się rwały do spotkań z ojcem, gdyby
    Sylwii nie było. Bo jeśli Sylwia jest specjalnie przywożona pod dom exżony, "bo
    dzieci ją chcą" więc dostają natychmiast(kosztem uczuć i nerwów matki), to ja
    zaczynam Sylwii współczuć.....maskotkowania.
    Gdzieś wyżej wspomniano o opinii rdk , ze ojciec nie jest wylewny w uczuciach do
    dzieci a równocześnie nadwrażliwy...czy coś takiego, inne słowa, ale ta
    sytuacja potwierdza, ze ralacje tego trójkąta są zaburzone. I z "dobrem dziecka"
    to wiele wspólnego nie ma. Ale to trzeba chcieć zobaczyć!
  • chalsia 09.09.09, 23:47
    > Może kiedys dotrze do mamy, że coś jest na rzeczy że dzieci lubią
    > wyjeżdżać bardziej niż wracać

    Ty naprawdę nie masz zielonego pojęcia o dzieciach. Albo (co bardziej
    prawdopodobne) jesteś tak totalnie zaslepiony niechęcia do eks, że wszystko
    (nawet to co normalne) będziesz tłumaczył na jej niekorzyść.
    To absolutnie normalne i standardowe zjawisko, że chętniej zaczyna się coś
    fajnego (wyjazd, ciekawy weekend, itp) niż się to kończy i wraca do codzienności.


    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • sonia_30 08.09.09, 23:36
    "Znowu wracamy do początku, jak zrobić, żeby było dobrze dla dzieci,
    skoro rozczarowaniem jest dla nich brak tej kobiety w samochodzie. A
    może wystarczyłoby, gdyby mama pożegnała się z dziećmi przed windą?
    Dałoby się tak? Odpowiadam, nie da się tak..."

    No owszem wracamy do początku - wszak na badaniu w RODK
    stwierdziłeś, że najlepiej byłoby gdyby matka dzieci znikła...i już
    wtedy wiedziałeś że tak się niestety nie da..
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:12
    > No owszem wracamy do początku - wszak na badaniu w RODK
    > stwierdziłeś, że najlepiej byłoby gdyby matka dzieci znikła...i
    już
    > wtedy wiedziałeś że tak się niestety nie da..

    Teraz też wiem, że tak się nie da, nie zmieniłem zdania. Każdy mój
    wniosek do Sądu, jest wnioskiem o opiekę naprzemienną...
  • magd.a 08.09.09, 23:39
    Czyli jednak..... chcesz się pozbyć matki dzieci i zastąpić ją im kochanką.
    Jeszcze wymagasz od matki by się usunęła w cień bo juz kochanka na dzieci czeka
    w aucie.... Mentalnie...obrzydliwe.
    Może zróbcie sobie z Sylwią swoje dzieci, nie będziecie musieć ich kraść
    prawowitej matce. Fuj.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:52
    magd.a napisała:

    > Czyli jednak..... chcesz się pozbyć matki dzieci i zastąpić ją im
    kochanką.
    > Jeszcze wymagasz od matki by się usunęła w cień bo juz kochanka na
    dzieci czeka
    > w aucie.... Mentalnie...obrzydliwe.
    > Może zróbcie sobie z Sylwią swoje dzieci, nie będziecie musieć ich
    kraść
    > prawowitej matce. Fuj.
    nic nie zrozumiałaś... szkoda
  • sonia_30 08.09.09, 23:18
    A za tym jak ich Rodzice byli razem nie tęsknią?
    A sytuacja opisana ciekawa... Z Tobą się nie witają, pędzą na oślep
    do Twojej Kobiety? No właśnie..jakie wnioski wyciągasz?
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:21
    > A za tym jak ich Rodzice byli razem nie tęsknią?
    Tęsknią, wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. Mam tą satysfakcję, że
    dzieci mają odwagę powiedzieć mi że fajnie by było gdyby mama i tato
    byli razem, ale wiedzą że tak się nie da...

    > A sytuacja opisana ciekawa... Z Tobą się nie witają, pędzą na
    oślep
    > do Twojej Kobiety? No właśnie..jakie wnioski wyciągasz?
    To Ty wyciągasz złe wnioski. Ze mną witają się pod drzwiami
    mieszkania, zdążą się przywitać zanim zjedziemy windą na dół...
  • kami_hope 09.09.09, 00:28
    alaikacper.pl napisał:
    > Dzieci będą cierpieć.
    To Twoje życzenie.
    Nie będą cierpieć jeśli przestaniesz grać na ich emocjach.

    Jeśli Ty bawisz się w wieszcza, to i ja Tobie coś obwieszczę:
    Skończy się Twoja walka o "dobro dzieci", kiedy Sylwia urodzi swoje
    (Wasze). Doświadczysz nowych uczuć... i stwierdzisz, że to co
    poprzednio było, to głupota, problemy dopiero nadejdą...

  • tricolour 09.09.09, 00:34
    Widzisz Ty miejsce jeszcze na jakieś dodatkowe dzieci w tym bałaganie?
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:48
    tricolour napisał:

    > Widzisz Ty miejsce jeszcze na jakieś dodatkowe dzieci w tym
    bałaganie?
    TO nie ma związku ze sprawą, nie odpowiem
  • kami_hope 09.09.09, 00:51

    Mój Boże, ech... Tri, mnie ręce opadają. Ale ludzie, którzy już
    zrobili taki bałagan i bałaganią wciąż, pewnie bałaganić będą nadal.
    Ja myślę, że ten facet nie prędko się opamięta. Jeśli banał stał
    się argumentem na to kogo dzieci lubią bardziej (powitania w
    samochodzie, itp.) - to jakież racjonalne argumenty trafią do rozumu
    tegoż bohatera? Żadne. Hermetycznie zamknięty umysł!

    (oczywiście nie ma miejsca w tym chorym układzie na kolejne dziecko)
  • zmeczona100 09.09.09, 09:01
    tricolour napisał:

    > Widzisz Ty miejsce jeszcze na jakieś dodatkowe dzieci w tym
    bałaganie?

    A skąd niby te dzieci mają się wziąć?

    Pan był w związku 15 lat, co znaczy, że nie jest już pierwszej
    świeżości. Tak bardzo się nastarał w życiu i zmęczył (no kto to by
    wytrzymał takie tempo- wstawać z własnej woli przed szóstą do
    dzieci), że najpewniej nie w głowie mu kolejne pociechy i podobne
    problemy. Pan najpewniej już zrealizował swoje plany prokreacyjne.
    Zresztą, biegając między urzędami, spędzając kolejne noce w necie na
    pisaniu bloga, bieganiu po forach i wykłócaniu się o argumenty,
    pewnie nawet czasu (i siły) nie ma na pomyślenie o tym, a co dopiero
    mówić o realizacji.
    Sylwia może cierpliwie czeka, aż się towarzysz uspokoi i nabierze
    dystansu, no i wreszcie zacznie żyć ich życiem, a nie tylko
    problemami, których jest twórcą. Tylko po drodze może się okazać, że
    jednak Sylwia ma instynkt macierzyński i nie chce czekać, aż się
    kochanek opamięta; może na jej drodze znajdzie się jakiś inny,
    bardziej interesujący, a przede wszystkim bardziej wewnętrznie
    poukładany mężczyzna, niż jej obecny....

    A może Sylwia i Pan są siebie warci- wskazuje na to jej czynny udział
    w tworzeniu szopki przed exią. Żyją teraz zgodnie (?), bo mają
    wspólny plan, a jak już nie będzie możliwości jego realizacji
    (decyzją sądu), to może się okazać, że nie łączy ich nic, co dawałoby
    trwałość dla związku... Bo samo łóżko może łączyć do pewnego momentu,
    a potem do głosu dochodzi fizjologia i nawet Viagra rady nie da.
    Skończą się problemy, to i związek się skończy.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 09:31
    Gdy zaczyna brakować argumentów w odniesieniu do faktów, zaczynacie
    szukać ich w sferze domysłów - może stary, może bez sił, może bez
    inicjatywy a może z uwiądem...
    Próbujecie wnioskować o rzeczach, co do o których nie macie
    odpowiedniej ilości danych, by wnioskowanie było logiczne i
    prawdopodobne. Założyłem wątek o sytuacji dziecie, które coś miały,
    mimo że związek się rozleciał a potem zabrano im nawet ten kawałek
    stabilizacji. NIE będę wdawał się w dyskusje na temat planów moich i
    partnerki, bo to nie jest przedmiotem dyskusji. Macie zadziwiającą
    zdolność znalezienia w każdej mojej wypowiedzi jakiegoś zdania,
    które można zinterpretować dokładnie na opak. Przykład: nawet pomoc
    po odejściu została wyśmiana. Pewnie zdaniem autorki, lepiej by było
    gdybym zachował się jak większość, zwinął dupę i zniknął? Napisałem,
    to nie po to, żeby wykazywać jakąś chorą martyrologię, pokazałem co
    zrobiłem, żeby dzieciom rano dać 2 godziny snu. Tylko kogo stać na
    to, by dostrzec taki drobiazg, jak dzieci w tym wszystkim.
    Widzicie "szopki", wspólny plan, bo jest walka i inne drugoplanowe
    wypadki. Uważasz że trwa walka? Po walce jest już dawno, Sąd podjął
    decyzję a gdybyś przeczytała historię na stronie do końca
    znalazłabyś zdanie: "Zagadka - który wniosek znajdzie uznanie w
    oczach Sędziów SA? Ja wątpliwości nie mam - przegram. Pytanie tylko,
    czy ta przegrana jest przegraną moją, czy dzieci."
  • zmeczona100 09.09.09, 10:11
    alaikacper.pl napisał:

    > Gdy zaczyna brakować argumentów w odniesieniu do faktów, zaczynacie
    > szukać ich w sferze domysłów - może stary, może bez sił, może bez
    > inicjatywy a może z uwiądem...
    To nie są domysły, tylko na to wskazuje doświadczenie wielu z tego
    forum. Warto po prostu z niego korzystać, aby nie przerabiać tego na
    własnej skórze.


    > Próbujecie wnioskować o rzeczach, co do o których nie macie
    > odpowiedniej ilości danych, by wnioskowanie było logiczne i
    > prawdopodobne.

    No jasne, przecież wiadomo, że my nie dorastamy Ci do pięt w
    logicznych wywodach.
    Fakty mówią same za siebie i nie wymagają interpretacji.

    Założyłem wątek o sytuacji dziecie, które coś miały,
    > mimo że związek się rozleciał a potem zabrano im nawet ten kawałek
    > stabilizacji.

    Sytuacja ta to nie przyczyna, a skutek, więc nie da się tego
    oddzielać.

    NIE będę wdawał się w dyskusje na temat planów moich i
    > partnerki, bo to nie jest przedmiotem dyskusji.

    Przedmiotem dyskusji jest- rzekomo- dobro Twoich dzieci. Skoro dobrze
    Wam wszystkim się układa, to rzecz jasna, że Twoje wspólne plany z
    partnerką, dotyczą też dzieci- a sytuacja dzieci jest- zdaje się-
    przedmiotem tego wątku?


    Macie zadziwiającą
    > zdolność znalezienia w każdej mojej wypowiedzi jakiegoś zdania,
    > które można zinterpretować dokładnie na opak.

    A może to jednak przeszkadza Ci obiektywizm w naszych wypowiedziach?


    Przykład: nawet pomoc
    > po odejściu została wyśmiana. Pewnie zdaniem autorki, lepiej by
    było
    > gdybym zachował się jak większość, zwinął dupę i zniknął?

    Gdybyś tę pomoc traktował jako normę, to nie byłaby wyśmiana. Bo
    wyszło to tak, jakby kobiecie składać wyrazy uznania, szacunku za to,
    że raczyła urodzić dziecko, z którym była w ciąży.
    Skoro ktoś decydował się na dziecko, to NORMĄ jest, że o nie dba.
    A propo pomocy- pomagać przy dzieciach to może opiekunka, dziadkowie;
    rodzice mają obowiązek wychowywania.


    Napisałem,
    > to nie po to, żeby wykazywać jakąś chorą martyrologię, pokazałem co
    > zrobiłem, żeby dzieciom rano dać 2 godziny snu.

    Taaa. A przy okazji sprawdzić, w czym żona wychodzi do pracy. Może
    kupiła sobie jaką kieckę i nie daj Boże można na niej oko zawiesić?

    Tylko kogo stać na
    > to, by dostrzec taki drobiazg, jak dzieci w tym wszystkim.

    Skoro Ciebie na to nie stać...


    > Widzicie "szopki", wspólny plan, bo jest walka i inne drugoplanowe
    > wypadki. Uważasz że trwa walka? Po walce jest już dawno, Sąd podjął
    > decyzję a gdybyś przeczytała historię na stronie do końca
    > znalazłabyś zdanie: "Zagadka - który wniosek znajdzie uznanie w
    > oczach Sędziów SA? Ja wątpliwości nie mam - przegram. Pytanie
    tylko,
    > czy ta przegrana jest przegraną moją, czy dzieci."

    Ależ jaka to zagadka, skoro odpowiedź znana jest od dawna?
    Dzieci są tu przegrane od początku. Teraz chodzi o Twoje ambicje.



    --
    "Żona, która wymaga czegokolwiek poza sporadyczną obecnością
    misia,jest z definicji wredna" (by triss_merigold6)
  • alaikacper.pl 09.09.09, 10:32
    > > Gdy zaczyna brakować argumentów w odniesieniu do faktów,
    zaczynacie
    > > szukać ich w sferze domysłów - może stary, może bez sił, może
    bez inicjatywy a może z uwiądem...
    > To nie są domysły, tylko na to wskazuje doświadczenie wielu z tego
    > forum. Warto po prostu z niego korzystać, aby nie przerabiać tego
    na własnej skórze.

    DOświadczenie oparte jest zazwyczaj na wielu powtarzających się
    przypadkach. Mój przypadek nie jest jednym z wielu. Mnie udało się
    wprowadzić system opieki naprzemiennej, który został zrujnowany po
    2LATACH, nie po dwóch dniach. Żona nie wyjechała do mamusi po
    tygodniu od mojej wyprowadzki unosząc się honorem, zauważyłaś, że
    stało się to 2LATA później. Zaślepienie i wiara w czyste intencje
    mojej żony są na tym forum zdumiewające. Wy po prostu założyliście,
    że jest święta i tak ma zostać.

    > > Próbujecie wnioskować o rzeczach, co do o których nie macie
    > > odpowiedniej ilości danych, by wnioskowanie było logiczne i
    > > prawdopodobne.
    >
    > No jasne, przecież wiadomo, że my nie dorastamy Ci do pięt w
    > logicznych wywodach.
    > Fakty mówią same za siebie i nie wymagają interpretacji.

    Ten wątke odnosił się od Sylwii, naszych planów, nowych dzieci itp.
    Nie napisałem że jesteś idiotką bo ni potrafisz logicznie myśleć.
    Napisałem, że nie możesz wyciągnąć wniosków nie znając faktów, o
    których mówisz że mówią same za siebie...

    > Macie zadziwiającą
    > > zdolność znalezienia w każdej mojej wypowiedzi jakiegoś zdania,
    > > które można zinterpretować dokładnie na opak.
    >
    > A może to jednak przeszkadza Ci obiektywizm w naszych
    wypowiedziach?

    Zapewniam Cię, że obiektywizm by mi nie przeszkadzał...

    > Skoro ktoś decydował się na dziecko, to NORMĄ jest, że o nie dba.
    > A propo pomocy- pomagać przy dzieciach to może opiekunka,
    dziadkowie;
    > rodzice mają obowiązek wychowywania.

    ??? łapiemy się za słówka? Pomagać,dbać, wychowywać w tym kontekście
    dla mnie znaczą to samo, no ale jak już się dowiedziałem z Waszych
    wypowiedzi ja jestem inny...

    > Ależ jaka to zagadka, skoro odpowiedź znana jest od dawna?
    > Dzieci są tu przegrane od początku. Teraz chodzi o Twoje ambicje.

    Pozostanę przy swoim zdaniu, dzieci zaczęły przegrywać w lutym
    2008r. a ambicje to ja mam...
  • donabate 08.09.09, 21:49
    Moja córka Gosia lat 4 chciała mówić do mojej partnerki mamo, i wytłumaczyliśmy
    jej że ona już ma mamę i będzie miała ją na zawsze. Gosia zrozumiała i była
    Kasia. Mimo tego Gosia chciała mieć takie same nogi jak Kasia i cycuszki smile.
    Nie chodzi o dyskryminowanie, mamy ale danie szansy wszytkim.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 21:47
    I po co jątrzysz? To poważna dyskusja a Ty sobie głupie happeningi
    urządzasz? NApisałem tyle razy że powinno dotrzec. MÓWIĄ DO NIEJ
    SYLWIA!
  • ulkar 08.09.09, 21:51
    Ale to jest jedyny i główny problem, nie spotkania z ojcem, a z
    rzeczoną SYLWIĄ ... ona jest obca... i nic nie ma do twoich
    dzieci... i to wszystko... to tak jakby dziećmi z nagła zaczęli
    zajmowac się sąsiedzi... tez obcy...
  • insula.incognita 08.09.09, 21:55
    ulkar napisała:

    > Ale to jest jedyny i główny problem, nie spotkania z ojcem, a z
    > rzeczoną SYLWIĄ ... ona jest obca... i nic nie ma do twoich
    > dzieci... i to wszystko... to tak jakby dziećmi z nagła zaczęli
    > zajmowac się sąsiedzi... tez obcy...

    Nie, to nie jest tak. Rodzina ojca, jest rodziną waszego dziecka.
    I albo sie ludzie szanują, albo drą koty w nieskończoność udowadniając sobie
    nawzaejm nie wiadomo co.
    Skutek jest taki - że wszyscy są przegrani.




    --
    Prawdziwa kobieta nawet z mężczyzny potrafi zrobić człowieka.
  • natasza39 08.09.09, 22:07
    Dokładnie tak jak napisała.
    Jeśli zona autora watko wywiozła dzieci i odseparowała je od ojca dlatego, że:
    dzieci (podkreślam kilkuletnie)traktowały partnerkę ojca jak kogoś bliskiego, to
    źle świadczy o matce.
    Normalna, spełniona zawodowo i dojrzała emocjonalnie kobieta i matka potrafi
    oddzielić to co dobre dla dzieci od tego co dobre dla niej.
    Ja doskonale rozumiem nienawiść matki do kochanki męża, ale nie wolno jej karać
    dzieci za to, ze one nie nienawidzą partnerki ojca dostatecznie głęboko.
    Sorry, ale czy ta matka byłaby bardziej zadowolona gdyby od ojca dzieci wracały
    zasmarkane i sponiewierane przez nowa partnerkę ojca?
    Wtedy byłoby dobrze?
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 21:57
    Powtórzę po raz kolejny, powiedz moim dzieciom, że Sylwia to obca.
    Chętnie popatrzę na reakcję... ZGADZAM się z Tobą, że nic nie ma do
    moich dzieci. Potrafiła im tłumaczyć, potrafiła przekonać je do
    siebie nie siłą, ale ciepłem. Dba o nie tak samo, jak o mnie, za to
    też ją rozstrzelasz?
  • ulkar 08.09.09, 22:11
    Dobra, nie moja sprawa, róbta co cheta, w obronie praw kochanki,
    dlaej drzyj koty z matka dzieci, zamiast spotykac się z dziećmi. Ech
    los, niektórym to się trafiaja rodzice sad Nigdy nie powiedziałam, że
    ojciec nie może spotykać się z dziećmi, czy to, że mozna bez powodu
    i z powodu własnej zranionej godności ograniczać kontakty ojca z
    dziećmi. Chociazby dlatego, że sama miałam cudownego ojca...
    ciepłego, wspierającego i rozumiejącego nas chyba lepiej niż mama.A
    w sytuacji opisywanej przez autora wątku widzę tylko ten problem o
    którym pisałam i jedyną racjonalna motywacje działania matki. Ale
    cóż, mozna stawiać dobre samopoczucie własne i Sylwii ponad dobro
    dzieci nie mówiąc już o porzuconej zonie, co tam Ona się przeciez
    nie liczy ....
  • alaikacper.pl 08.09.09, 22:19
    Uściślając -
    1. Nie ja drę koty, odbieram dzieci i oddaję w terminach ustalonych
    przez Sąd, o ile uda mi się je odebrać. Odsyłam na stronę tam są
    fakty, jak to żona nie utrudnia. Na marginesie, właśnie miałem
    spędzić po wakacjach pierwszy weekend z dziećmi, miałem...
    2. Matka nie działała racjonalnie. Gdyby działała i faktycznie były
    to motywacje, służące obronie dzieci, przygotowałaby je na wyjazd a
    nie po nocy, uciekała jak szczur. Gdybym miał dobre samopoczucie,
    już dawno machnąłbym ręką i korzystał z tego co mam.
    3. A ona? Liczyła się bardzo długo, opisałem to wcześniej, teraz?
    Teraz jest wrogiem i proszę mnie dobrze zrozumieć, nie moim
    wrogiem...
  • natasza39 08.09.09, 22:20
    ulkar napisała:

    > Dobra, nie moja sprawa, róbta co cheta, w obronie praw kochanki,
    > dlaej drzyj koty z matka dzieci, zamiast spotykac się z dziećmi

    Jakoś nie odebrałam pierwszych postów jako "obronę praw kochanki".
    Szanowne respondentki skierowały raczej watek w stronę ta właśnie.
    Za bardzo się skupiacie, na:
    1. Winie autora za rozbicie małżeństwa.
    2. Poczuciu skrzywdzenia matki.
    3. Obecności kochanki autora w życiu jego dzieci.

    A wszyscy maja w dupie (jak zwykle zresztą) co dla dzieci byłoby najlepsze.
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • tricolour 08.09.09, 22:25
    Gdyby była rodzina w komplecie, kochająca się. No, ale nie ma.

    Jest za to wina zony i aparatu sądowego za całość krzywdy dzieci. Autor
    chce dobrze, a sądy i matka chcą źle. I stąd napierdalanka - dla dobra
    dzieci.
  • natasza39 08.09.09, 22:30
    Zamknęłabym mamuśkę z tatuśkiem w jednej celi i wypuściła dopiero wtedy gdy się
    dogadają i uzgodnią wspólne stanowisko. Dałabym im jakiegoś negocjatora, żeby
    sobie łbów nie pourywali.

    To nie może tak być, żeby górę brały albo "jedynie słuszne" stanowisko i sposób
    jaki wymyślił sobie tata, albo "urażona ambicja i fobie" matki.
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 22:47
    > Zamknęłabym mamuśkę z tatuśkiem w jednej celi i wypuściła dopiero
    wtedy gdy się
    > dogadają i uzgodnią wspólne stanowisko. Dałabym im jakiegoś
    negocjatora, żeby
    > sobie łbów nie pourywali.

    Byliśmy kiedyś na mediacji. Trwała dwie godziny i było ich dwoje.
    Wielokrotnie usłyszałem od nich: "Nie wolno nam stawać po
    którejkolwiek stronie i przyznawać racji jednej ze stron, ale proszę
    pomyśleć, czy to co mówi mąż nie jest rozsądne"... Jak łatwo się
    domyśleć, mediacja nic nie dała - pozostaliśmy przy swoich
    stanowiskach. Wg mojej żony, w tej chwili jest kompromis, trudno w
    takiej sytuacji oczekiwać, że mediacja cokolwiek by dała.
  • tricolour 08.09.09, 23:03
    ... jeśli zwraczasz tylko uwagę na to, co mediator mówił o TOBIE DOBREGO
    do Twojej żony.

    Jeszcze raz podkreślę: sami zrobicie z dzieci kaleki emocjonalne: TY
    ZROBISZ do spółki z żoną. Żaden sąd, RODK czy inne instytucje.
  • sonia_30 08.09.09, 23:12
    Ano właśnie... Sporo czasu już minęło od rozstania, czas na to by
    emocje wytonować, stanąć z boku, zobaczyć siebie w tej całej
    sytuacji i swoje minusy również, a może przede wszystkim..
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:14
    zwracałem uwagę i słuchałem uważnie tego co mówił. Nie skierował
    takich słów w drugą stronę... MAsz zdolność odnalezienia w każdym
    moim zdaniu podtekstu, który ma mnie zdeprecjonować. Nie przyjmujesz
    do wiadomości, że to co piszę może wyglądać tak, jak piszę. Ja
    doskonale rozumiem, że trudno w to uwierzyć...
    Kaleki emocjonalne... Przykład. W lipcu spędzaliśmy wakacje, był
    temat kota, który rósł w hodowli dla nas. Dzieci widziały zdjęcia,
    dopytywały i były przygotowane do spotkania z futrzakiem, zaraz po
    wakacjach. W ubiegły piątek miałem odebrać dzieci. One czekały na
    spotkanie z nami i ze zwierzakiem, o którym rozmawialiśmy przez
    miesiąc. Czekały i czekają nadal... Żona nie wydała dzieci,
    twierdząc, że ten termin, to nie mój termin. Tak samo zrobiła przed
    wakacjami dwukrotnie. Jak myślisz jak czuły się dzieci, które już za
    chilę miały się spotkać z nowym... Kto przyczynił się do kolejnej
    małej ranki w ich umysłach...
  • tricolour 08.09.09, 23:17
    ... Twoja historia ma logiczny ciąg wydarzeń.

    Zaczęłą się od rozbicia rodziny. Wiesz o tym? To jest bardzo poważne
    pytanie, bo na swojej stronie decyzję o rozwaleniu rodziny ująłeś jabyś
    sie wysmarkał.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:25
    > ... Twoja historia ma logiczny ciąg wydarzeń.
    >
    > Zaczęłą się od rozbicia rodziny. Wiesz o tym? To jest bardzo
    poważne
    > pytanie, bo na swojej stronie decyzję o rozwaleniu rodziny ująłeś
    jabyś
    > sie wysmarkał.

    Mam się teraz zaczerwienić? Napisałem już kilka razy wyżej, nie było
    woli utrzymywania związku, który nie istniał znacznie wcześniej, z
    obu stron. Zapamiętaj proszę...
  • tricolour 08.09.09, 23:35
    Że właściwa (najlepsza emocjonalnie) kolejność, to rozwód, a potem związek?

    Masz logiczny ciąg wydarzeń - jakbyś się na tym forum nie wywijał, to i
    tak to na nic: rozwaliłeś rodzinę i od tego się zaczęło.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:46
    > Że właściwa (najlepsza emocjonalnie) kolejność, to rozwód, a potem
    związek?

    Nie, Że woli p[rzetrwania w związku nie było z obu stron.
    > Masz logiczny ciąg wydarzeń - jakbyś się na tym forum nie wywijał,
    to i
    > tak to na nic: rozwaliłeś rodzinę i od tego się zaczęło.
    I jeszcze raz. Woli przetrwania w związku nie było z obu stron.
  • tricolour 08.09.09, 23:54
    ... odpowiedzialny człowiek kleci pozew rozwodowy, rozwodzi się, dzieli
    majątek, stabilizuje życie.

    Potem zabiera się za nowe związku, by swojej przyszłej kobiety nie narażać
    choćby na epitet "zdzira", na jaki tutaj sobie - poniekąd słusznie -
    zapracowała.
  • natasza39 08.09.09, 23:54
    po tym coś teraz napisał...
    Chcesz zmienić świat na lepsze? Zacznij od siebie.
    Walnij się w pierś dla "dobra dzieci" i zacznij od siebie.
    Może warto te swoje godności i racje czasem odstawić na bok.
    Nie mówię o jakimś kalaniu się, ale uczciwym przedstawieniu sytuacji i
    wyjaśnieniu do końca spraw z żoną.



    alaikacper.pl napisał:

    > > Że właściwa (najlepsza emocjonalnie) kolejność, to rozwód, a potem
    > związek?
    >
    > Nie, Że woli p[rzetrwania w związku nie było z obu stron.
    > > Masz logiczny ciąg wydarzeń - jakbyś się na tym forum nie wywijał,
    > to i
    > > tak to na nic: rozwaliłeś rodzinę i od tego się zaczęło.
    > I jeszcze raz. Woli przetrwania w związku nie było z obu stron.
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • sonia_30 08.09.09, 23:55
    No tak tak, to wiemy, ale skoro nie było woli, to należało związek
    zakończyć, poustalać co trzeba i dopiero wtedy zastanawiać się jak
    do tej rzeczywistości resztę życia dostosować
  • magd.a 08.09.09, 23:14
    Tak czytam wątek,
    i


    > 1. Winie autora za rozbicie małżeństwa.
    > 2. Poczuciu skrzywdzenia matki.
    > 3. Obecności kochanki autora w życiu jego dzieci.

    Ależ z tego wypływa cały problem i konflikt między byłymi małżonkami więc jak
    najbardziej powinno się skupić na tych sprawach żeby awantury (autor przyznał,
    że nadal były awantury z exzoną i teściową) zażegnać. Więc nie było tak, że
    wspaniale opieka naprzemienna im działała. Prawdopodobnie zbagatelizowanie
    swojej winy (brak zadośćuczynienia), olanie poczucia skrzywdzenia porzuconej
    przez zdradzajacego, promocja spełnionej w pełnym związku kochanki w opozycji do
    sfrustrowanej porzuconej matki dzieci, to krople które zaważyły na decyzji.

    > A wszyscy maja w dupie (jak zwykle zresztą) co dla dzieci byłoby najlepsze.

    Najlepsze by było, jakby wszyscy byli piękni i bogaci i mieli kochajacych i
    wiernych partnerów. W tym przypadku ojciec z kochanką są jeszcze w sobie
    zakochanymi ludźmi, zapewne zadowolonymi,bo dopięli swego i trudno, żeby dzieci
    nie lgnęły do ludzi, którzy sa szczęśliwi i skaczą koło nich, żeby pokazać jak z
    nimi jest miło. Matkę więc powinno się wyautować bo pewnie chodzi wściekła na
    sytuację, sfrustrowana brakiem seksu i samotnością, poniżona porzuceniem i
    zdradą męża; po co dzieciom taka matka, jeszcze zły wzór życia im pokaże.
    Dzieci małe więc szybko się do nowej mamy przyzwyczają, tym bardziej, ze to
    teraz tato pokazuje się im szczęśliwy z nową panią więc uwierzą, że tak jest
    najlepiej bo nie chcą ojca tracić..... To bez trudu można forsować jako
    "najlepsze" dla dzieci. Ojciec
    wytyka powyżej, że matka uciekła bo dzieci były szczęśliwe wracając od niego i
    opowiadały o kochance. Skąd ta pewność że tak to wyglądało? Czy zamontował
    kamerę w mieszkaniu , która podgladała byłą zonę? Albo przepytywał dzieci
    wyciągając od nich szczegółowe informacje o byłej żonie? Bo inaczej się tego
    nie da wytłumaczyć.

    Któraś z wypowiadających się osób napisała powyżej o zamiennej opiece nad synem,
    jak to u niej zadziałało. I świetny pomysł, przy jednym dziecku i to synu,
    któremu wzór ojca się przyda. Mieszkanie w różnych miastach temu nie przeszkadza
    by się dogadać.
    Gdy syn jest mały to wychowuje go matka, kilkunastolatek przechodzi pod egidę
    ojca razem ze zmianą stopnia szkoły, jesli jest taka wola i zgoda wszystkich.
    Ale przy większej ilości dzieci, różnym ich wieku i różnej płci zaczynają się
    schody. Do tego teraz takie czasy, że rzadko kto mieszka całe życie pod jednym
    adresem, a zmiana mieszkania na inne miasto, kraj lub chociaż dzielnicę po
    rozwodzie przez jednego z ex to zaczyna być standard. Bo kto do kogo ma się
    dostosowywać, jeśli każdy ma już swoje życie idące w innym kierunku niż zycie
    exa? Jestem za jednym domem dla dziecka w dłuższym czasie, a nie bujanie się pół
    miesiąca tu, pół tam, plus rywalizacja między rodzicami.

  • natasza39 08.09.09, 23:21
    magd.a napisała:
    Jestem za jednym domem dla dziecka w dłuższym czasie, a nie bujanie się pó
    > ł
    > miesiąca tu, pół tam, plus rywalizacja między rodzicami.
    >


    W takim razie może ojciec powinien wystąpić o wyłaczną opiekę nad dziećmi?
    Wiadomo, ze w Polsce jest to niemożliwe.
    A zatem opieka naprzemienna, albo tak jak do tej pory....
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • magd.a 08.09.09, 23:32
    A może skonfliktowanym rodzicom obojgu odebrać prawa do dzieci póki nie
    wypracują jasnych i akceptowalnych dla obojga zasad. Bo każda osoba jest pewna,
    że to ona wie co jest dla dzieci najlepsze i forsuje swoją wizję. A była taka
    przypowieść o Salomonie; przy kłótni o dziecko rozkazał by je rozcięto na pół,
    po połowie dla każdej, która twierdziła że to jej.... ta prawdziwa wolała oddać
    swoje dziecko innej niż skazać na uśmiercenie.

  • tricolour 08.09.09, 23:36
    ... a o USA nawet nie wspomnę: dziecko do rodziny zastępczej, a rodzice do
    leczenia, bo oboje chorzy z nienawiści.
  • natasza39 08.09.09, 23:40
    w rodzinę, ale...
    jeśli rodzice nie mogą się dogadać co do opieki nad dziećmi, dzieci są na tyle
    małe, ze nie mogą decydować o sobie, to do rodziny zastępczej, może wtedy
    opamiętałaby się i matka i ojciec


    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • natasza39 08.09.09, 23:38
    wisi na głównej stronie forum w stronę ojca.

    Hehehe.
    "Ojcowie" myślą tak jak Tysmile
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • magd.a 08.09.09, 23:50
    Poważnie? smile Ja jednak myślę, że raczej przypowieści Salomona, są tak
    skonstruowane, żeby każdy do swojej sprawy mógł je podpiąć :p) (To tak jak
    horoskopy?hmm) Znam fajnych ojców; oraz ojcow tak dennych(a w ich własnym
    przekonaniu troszczących się oczywiście o dobro dzieci,siłą i bronią), że nawet
    w żadnej z przypowieści o takich nie doczytałam, by stosownie zacytowac co myślę
    wink.
  • alaikacper.pl 08.09.09, 23:51
    A była taka
    > przypowieść o Salomonie; przy kłótni o dziecko rozkazał by je
    rozcięto na pół,
    > po połowie dla każdej, która twierdziła że to jej.... ta prawdziwa
    wolała oddać
    > swoje dziecko innej niż skazać na uśmiercenie.

    Dziękuję... A co ja robię teraz? Nigdy nie zdażyło się by dzieci
    wróciły do matki po terminie, nigdy nie zdarzyło się, by jakikolwiek
    wywalczony w Sądzie zapis został przeze mnie zlekceważony. A co robi
    żona? Np. nie oddaje dzieci na czas, który powinny spędzić ze mną.
    Widzisz analogię?
  • natasza39 09.09.09, 00:06
    Jawisz mi się po lekturze całego wątku i pobieżnej(przyznaję) lekturze twojej
    stronki jako człowiek, który MA ZAWSZE RACJĘ w punktach spornych patrz punkt
    pierwszy.
    Mam zwyczaj brać w obronę tego kto pisze na forum i ma samych przeciwników i
    odwrotnie sprowadzać na ziemie tych, którym lukruje się w całym wątku, ale tym
    razem większość miała rację. MEA CULPA.
    Nie dostrzegasz żadnej winy w sobie i nie potrafisz absolutnie w niczym przyznać
    racji swojej żonie.
    Tak się nigdy nie dogadacie.
    Apeluję po raz wtóry. Schowaj tzw. "męska godność" do kieszonki, przybij się w
    piersiątka. To będzie pierwszy krok.
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:37
    Jestem zamordystą, jestem bardzo fanatycznym zamordystą, ponieważ
    wymagam od siebie, dokładnie tyle samo, ile wymagam od innych. Gdy
    odszedłem od żony, przychodziłem codziennie rano o 6, żeby dzieci
    mogły spać do ósmej, ubierałem je i szliśmy do przedszkola.
    Zamordyzm polegał na tym że mogąc spać do 8.45, wymagałem od siebie
    pobudki o 5.45. Gdy wprowadziłem opiekę naprzemienną, mogłem sie
    wyspać dwa dni w tygodniu, gdy dzieci były u mnie. Zamordyzm jednak
    nie pozwolił mi na wylegiwanie się i wstawałem w pozostałe dni
    biegnąc przed 6 do dzieci i mijając się w progu z matką, która szła
    do pracy. Potem zamordyzm skierowałem w kierunku motoryzacji.
    Kupiłem jej prawie nowy samochód, bo to kobieta i ze starym
    smaochodem na drodze, mogło być różnie a w końcu miała jeździć z
    dziećmi. Zamordystycznie odebrałem sobie kasę, któą mogłem
    przeznaczyć na podróż z kochanką dookoła świata. Taki jestem zły
    zamordysta i mimo śwaidomości krzywdy, jaką wyrządziłem dzieciom
    potrafię spojrzeć na swoją zamordystyczną gębę w lusterku wieczorem.
  • tricolour 09.09.09, 00:57
    ... tutaj się nie nabiorą.

    Trzeba się bardziej wysilić.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 01:09
    Tzn... twierdzisz, że opowieść z wątku o zamordyźmie jest
    nieprawdziwa?
  • natasza39 09.09.09, 01:13
    alaikacper.pl napisał:

    > Tzn... twierdzisz, że opowieść z wątku o zamordyźmie jest
    > nieprawdziwa?

    Może i prawdziwa, ale nie na tematsmile
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • tricolour 09.09.09, 01:17
    ... dopowiem jeszcze, że wyprodukowanie strony w Necie jest dowodem na
    niedojrzałość. Mało tego: Twój nowy związek nie radzi sobie z prostą - w
    sumie - sytuacją porozwodową, bo zamiast rozwiązać problem z pomocą nowej
    kobiety szukasz pomocy wśród stada obcych ludzi.

    Reasumując: rozwaliłeś rodzinę, nie potrafisz po sobie posprzątać (gdybyś
    miał wątpliwości, to spójrz na efekty), a nową wybrankę wsadziłeś w bagno.
    W takiej sytuacji zamordyzm jest atrakcyjną formą sprawowania kontroli w
    burdelu.

    Tylko dlaczego żyć w burdelu?
  • alaikacper.pl 09.09.09, 09:36
    > ... dopowiem jeszcze, że wyprodukowanie strony w Necie jest
    dowodem na
    > niedojrzałość.
    ??? Pisałem CI już po co strona powstała, odsyłam do tego wątku.

    Mało tego: Twój nowy związek nie radzi sobie z prostą - w
    > sumie - sytuacją porozwodową, bo zamiast rozwiązać problem z
    pomocą nowej
    > kobiety szukasz pomocy wśród stada obcych ludzi.

    O tym też Ci już pisałem. Prosiłem zapamiętaj...

    > Reasumując: rozwaliłeś rodzinę, nie potrafisz po sobie posprzątać

    Zanim spotkaliśmy się na pierwszej rozprawie napisałem pozew i dałem
    go do przeredagowania żonie. NIe miała uwag. Uwagi pojawiły się na
    sali sądowej...
  • zmeczona100 09.09.09, 08:29
    alaikacper.pl napisał:

    (...) Taki jestem zły
    > zamordysta i mimo śwaidomości krzywdy, jaką wyrządziłem dzieciom
    > potrafię spojrzeć na swoją zamordystyczną gębę w lusterku
    wieczorem.

    A pomnik już Ci jakiś wystawili?

    No taaaak.... Jak kobieta wychowuje dzieci, to są to jej obowiązki i
    nic wielkiego. A jak mężczyzna bierze w tym udział, to trzeba go
    podziwiać, jak wiele poświęca mimo, że nie musi...
  • alaikacper.pl 09.09.09, 09:39
    > nic wielkiego. A jak mężczyzna bierze w tym udział, to trzeba go
    > podziwiać, jak wiele poświęca mimo, że nie musi...

    Odebrałaś to jako chwalenie się??? Odpieram zarzuty, podając
    przykłady. Głęboko mam, czy ktoś docenia, co zrobiłem po rozejściu.
  • triss_merigold6 09.09.09, 09:39
    Jestem w szoku, że ex żona zgodziła się na wizyty ex męża po 6 rano,
    żeby codziennie mógł zajmowac się dziećmi i odprowadzać je do
    przedszkola. SZOK. Nie po to się qrwa ludzie rozstają, żeby się
    codziennie oglądać i to w mocno intymnych okolicznościach.
    Zaznaczam, że dla mnie poranne przygotowania SĄ INTYMNE i nie życzę
    sobie asysty byłego kręcącego się po chałupie.
    Stopień ingerencji w życie byłej żony za pośrednictwem dzieci jest
    dla mnie przerażający i zupełnie się kobiecie nie dziwię, że uciekła
    do innego miasta.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 09:47
    > Jestem w szoku, że ex żona zgodziła się na wizyty ex męża po 6
    rano,
    > żeby codziennie mógł zajmowac się dziećmi i odprowadzać je do
    > przedszkola. SZOK. Nie po to się qrwa ludzie rozstają, żeby się
    > codziennie oglądać i to w mocno intymnych okolicznościach.

    Jestem w szoku, jak bardzo nie chcecie (bo nie tylko Ty) czytać ze
    zrozumieniem, tego co piszę. Napisałem, że przychodziłem rano i
  • alaikacper.pl 09.09.09, 09:48
    > Jestem w szoku, że ex żona zgodziła się na wizyty ex męża po 6
    rano,
    > żeby codziennie mógł zajmowac się dziećmi i odprowadzać je do
    > przedszkola. SZOK. Nie po to się qrwa ludzie rozstają, żeby się
    > codziennie oglądać i to w mocno intymnych okolicznościach.

    Jestem w szoku, jak bardzo nie chcecie (bo nie tylko Ty), czytać ze
    zrozumieniem, tego co piszę. Napisałem, że przychodziłem rano i
    MIJALIŚMY SIĘ W DRZWIACH, a moze Ty wychodzisz do pracy w majtkach i
    stąd takie wnioski?
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:03
    (autor przyznał,
    > że nadal były awantury z exzoną i teściową) zażegnać. Więc nie
    było tak, że
    > wspaniale opieka naprzemienna im działała.
    W całym moim związku z żoną, który trwał 15 lat awantura była jedna,
    ta po której wyjechała do Włocławka...

    trudno, żeby dzieci
    > nie lgnęły do ludzi, którzy sa szczęśliwi i skaczą koło nich, żeby
    pokazać jak
    > z
    > nimi jest miło. Matkę więc powinno się wyautować bo pewnie chodzi
    wściekła na
    > sytuację, sfrustrowana brakiem seksu i samotnością, poniżona
    porzuceniem i
    > zdradą męża; po co dzieciom taka matka, jeszcze zły wzór życia im
    pokaże.

    Po to była opieka naprzemienna, żeby ojciec nie kojarzył się z
    przyjemnością a matka z obowiązkiem i frustracją. Dałem jej 2tyg w
    miesiącu na układanie sobie nowego życia.

    > wytyka powyżej, że matka uciekła bo dzieci były szczęśliwe
    wracając od niego i
    > opowiadały o kochance. Skąd ta pewność że tak to wyglądało? Czy
    zamontował
    > kamerę w mieszkaniu , która podgladała byłą zonę?

    Nie montowałem kamerek... odprrwadzałem dzieci do domu,
    przychodziłem rano, żeby pomagać ubierać przed wyjściem do
    przedszkola, wtedy słyszałem

    > wyciągając od nich szczegółowe informacje o byłej żonie? Bo
    inaczej się tego
    > nie da wytłumaczyć.
    Czyżby... Wierzysz w to co napisałem dwie linijki wyżej, czy brniemy
    w spiskową teorię?

  • magd.a 09.09.09, 00:47
    > Po to była opieka naprzemienna, żeby ojciec nie kojarzył się z
    > przyjemnością a matka z obowiązkiem i frustracją. Dałem jej 2tyg w
    > miesiącu na układanie sobie nowego życia.


    Dziękuję w jej imieniu, że wyznaczyłeś, zezwoliłeś, pozwoliłeś, dałeś jej czas,
    by sobie w końcu kogoś znalazła i układała nowe życie skoro ty już masz od dawna
    Sylwię.....
    Uwielbiam byłych, którzy tak łaskawie układają życie tym, których zdradzili i
    porzucili.... Taka szczera troska..... A równocześnie kochanka wożona pod jej
    drzwi, by widziała ,że jej dzieci też wolą tę drugą...
    Zamordysta jesteś jak to padło wyżej,bez grama empatii, do 15 wspólnie
    przeżytych lat z matką twoich dzieci. Przykry obrazek. I sam go namalowałeś.
    Ale skoro "dałeś jej 2 tygodnie na układanie nowego życia" to ona chce je ułożyć
    w innym mieście i z daleka od Ciebie. Przyjmij to do wiadomości.
  • sonia_30 08.09.09, 21:55
    Troszkę chyba za daleko idziemy.. Dzieci autora wątku są małe,
    powiedziałmy mamo same z siebie, nikt im w ten sposób zwracać się
    nie kazał.
  • kicia031 08.09.09, 21:11

    --
    Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z łóżka. Co jednak
    masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?
    Nancy Mann
    Wiedzmowo
  • triss_merigold6 08.09.09, 21:23
  • donabate 08.09.09, 21:50
    jaki tam desant, gdzie granaty i Ak-47
  • onlytroska 08.09.09, 23:40
    Dzisiaj jestem juz "stara baba", ale bylam (a moze ciagle jeszcze
    jestem)dzieckiem rozbitej rodziny. Pamietam jak to bylo.
    Wszyscy i jeszcze raz wszyscy macie tu racje. Bylo mi dobrze u mamy i w jej
    nowym zwiazku i bylo mi dobrze u taty w jego nowym zwiazku. Ale nie mam
    wspomnien ze Swiat Bozego Narodzenia, wakacji,Komuni Sw.itd,itp. gdzie rodzice
    byliby razem.Mialam dwie rodziny "babciow, ciotkow, wujow" w cztery de i co z
    tego. Moi rodzice nie byli razem I ta teskonta towarzyszyla mi latami i chyba az
    do dzisiaj, bo wiem co czuja te dzieci.Moje urodziny obchodzone byly w dwoch
    rodzinach kolezanki zazdroscily prezentow, a ja im zazdroscilam taty i mamy
    RAZEM. Nie mam zalu (ale dopiero dzisiaj) za to co zrobili rodzice.
    Ale pamietam moj zal-zal dziecka potem paniennki- mialam rodzicow ale osobno i
    to jest ta krzywda jaka (moze niechcaco )ale zrobili mi moi bliscy moj tata i mama.
    Dzisiaj jestem juz babcia i moja historia powtorzyla sie, moj najukochanszy
    wnusio zyje w rozbitej rodzinie.Bo nie umieli czy tez nie chcieli, bo bylo nudno
    a moze i tez trudno,te tysiace powodow ktore podaja ludzie na tej stronie- gowno
    znacza.Rodzicow nie ma razem! Dzisiaj sie mlodym nie chce podjac trudu
    walki,poswiecenia i tego wszystkiego co tylko mogloby uratowac rodzine.Mimo, ze
    w ofercie tyle terapii,poradni,psychologow itp.
    Dzisiejsze kobiety sa czasami gorsze od mezczyzn. Macie wszyscy racje ale kazde
    po kolei tez wine. Bede sledzila ten watek. Pozdrawiam wszystkich utrapionych i
    umeczonych.
  • natasza39 08.09.09, 23:49
    Moja matka jest z rozbitej rodziny, wychowywana przez ziejącą nienawiścią do
    dziadka babcię.
    Ja sama nie stworzyłam mojemu dziecku rodziny marzeń a mój obecny mąż poddał się
    i nie walczył o dzieci, postanowił zaczekać aż dorosną i odbudować więzi z
    dziećmi. Kibicuję mu, ale nie uczestniczę w tym.
    Grzech jaki się robi dzieciom rozwaleniem rodziny nie da się niczym naprawić,
    ale można się starać zniwelować tego skutki.

    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • onlytroska 08.09.09, 23:54
    Ps. Najbardziej przypadla mi do gustu wypowiedz Magdy. Pozrawiam!
  • magd.a 09.09.09, 01:19
    Only, moi staruszkowie, dla odmiany nie rozwiedli się i tez długo im tego nie
    mogłam wybaczyć.. bo małżeństwem byli fatalnym i wzajemną kultywowana
    nienawiścią zrobili dzieciom dużą krzywdę, niechcący, niewidzący, skupieni na
    swoim ciężkim zyciu i uzasadnionych ale nierozwiązanych ani nie wybaczonych
    wzajemnych pretensjach. Czy po rozwodzie by było lepiej..... Może, gdyby jedno
    drugiemu zniknęło z oczu i poukładalo się od nowa jako jednostka. Z racji
    wspólnych dzieci i kiepskich finansów oraz uwarunkowań otoczenia.... mało
    realne, więc by była kontynuacja konfliktu plus piętno rozwodu... Teraz to
    widzę. I oceniam ich łagodniej niż kiedyś. I teraz, gdy jadę do nich w
    odwiedziny, to jadę do Domu. I mimo wszystko, bardzo cenię te niezerwane korzenie.
  • young-and-bored 09.09.09, 00:11
    Czytałem Twoją majową apelację, Twoje stanowisko jest rozmyte,
    piszesz coś o Konstytucji, konwencjach, dwóch lewych butach u
    dziecka, jakieś wnioski o ustalenie przebiegu zdarzeń w dniu 7.
    lutego, "wnioski opcjonlane" na wypadek gdyby Sąd Apelacyjny nie
    uznał tych pierwszych wniosków. Kompletnie nie wiadomo o co Ci
    chodzi, tak jak temu drugiemu panu, który zamieścił na swoim blogu
    pismo do sądu w Lublinie na 80 stron.
    No sorry, ale nie dziw się, że z takim podejściem przegrywasz
    z żoną, której adwokat punktował Cię na każdym kroku - kolejno w
    kwestiach zabezpieczenia miejsca pobytu dzieci, alimentów, Twojej
    wyłącznej winy. Niby inteligentny facet, a tak jakbyś nie wyciągał
    wniosków. Za chwilę spunktują Cię jeszcze w Apelacyjnym na kolejny
    1000 i parę weekendów do tyłu. Jeśli nie było jeszcze rozprawy, to
    weź sobie chociaż na tą jedną rozprawę prawnika, może zdoła coś z
    tego odkręcić.

    pozdrawiam,
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:27
    Byłeś na sali sądowej na takiej rozprawie? Tam siedzi adwokat + 3
    adwokatów za zielonym stolikiem. Uważasz że mało osiągnąłem? 3
    miesiące w roku przy takiej postawie matki to kolego SUKCES. Zapytaj
    tych co widzą dzieci 2 godziny raz w miesiącu w sobotę a potem chwal
    adwokata mojej żony.
    Moje pismo rozmyte? A może po prostu trudne... Bo temat trudny to i
    trudnym językiem napisany...
  • tricolour 09.09.09, 00:33
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:43
    Naszego? Tzn, czyje ono jest? Ja nie przyszedłem tutaj oczekiwać,
    nie przyszedłem po pocieszenie, albo żeby się wyżalić, mimo że wielu
    probowało tak zinterpretować moje posty. Przyszedłem pokazać
    problem, którego m.in. Ty z uporem nie chcesz dostrzec. Jak ktoś
    napisał "mleko się wylało", można je było posprzątać umyć podłogę i
    cieszyć się porządkiem. A co się dzieje? Taplam się w śmierdzącej
    serwatce, bo z drugiej strony nie ma rąk gotowych do wzięcia ze mną
    szmaty w ręce, by znowu było czysto...
  • natasza39 09.09.09, 00:48
    i nie rób maślany z przyjazdami Sylwii pod dom exi!
    Jak nie będziesz jej epatował swoim "szczęściem" może wyluzuje
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 00:52
    natasza39 napisała:

    > i nie rób maślany z przyjazdami Sylwii pod dom exi!
    > Jak nie będziesz jej epatował swoim "szczęściem" może wyluzuje
    Nie znasz mojej żony... Nie odpuści... Napisałem, że decyzję o
    wyjeździe bez żadnego przygotowania dzieci podjęła po pierwszej w
    naszym wspólnym życiu awanturze, napiszę jeszcze raz PIERWSZEJ.
    Minęło 19 miesięcy od wyjazdu a ja właśnie w piątek nie odebrałem
    dzieci, mimo że mam w ręku nakaz. Ja jestem pewien, że nigdy nie
    będę wiedział co znowu wymyśli, ale wiem na pewno że nie wyluzuje
  • natasza39 09.09.09, 01:03
    alaikacper.pl napisał:
    Napisałem, że decyzję o
    > wyjeździe bez żadnego przygotowania dzieci podjęła po pierwszej w
    > naszym wspólnym życiu awanturze, napiszę jeszcze raz PIERWSZEJ.


    A w innym wpisie wpiszesz, ze ciągle tylko kłóciliście się.
    W takim razie na czym polega różnica pomiędzy kłótnią a awanturą?
    --
    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 01:05
    Kłotnie zaczęły się po wyjeździe. PRzed wyjazdem była jedna, trudno
    uwierzyć?
  • natasza39 09.09.09, 01:11
    alaikacper.pl napisał:

    > Kłotnie zaczęły się po wyjeździe. PRzed wyjazdem była jedna, trudno
    > uwierzyć?

    No to dlaczego takie nie kłócące się małżeństwo nie jest nadal ze sobą?

    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • tricolour 09.09.09, 01:18
  • alaikacper.pl 09.09.09, 09:40
    > > Kłotnie zaczęły się po wyjeździe. PRzed wyjazdem była jedna,
    trudno
    > > uwierzyć?
    >
    > No to dlaczego takie nie kłócące się małżeństwo nie jest nadal ze
    sobą?

    Zapytaj mojej żony, dlaczego, gdy powiedziałem że już mi się nie
    chce, odpowiedziała "w sumie to dobrze, bo mnie też"
  • zmeczona100 09.09.09, 09:43
    laikacper.pl napisał:


    > Zapytaj mojej żony, dlaczego, gdy powiedziałem że już mi się nie
    > chce, odpowiedziała "w sumie to dobrze, bo mnie też"

    Pytanie było do Ciebie, więc skąd trudność napisać na nie odpowiedź?
    Biedny misiu nie miał ochoty na zajmowanie się papierami, póki nie
    znalazł "motywacji"? Misiu był za wygodny?

    --
    "Żona, która wymaga czegokolwiek poza sporadyczną obecnością
    misia,jest z definicji wredna" (by triss_merigold6)
  • alaikacper.pl 09.09.09, 09:51
    > Pytanie było do Ciebie, więc skąd trudność napisać na nie
    odpowiedź?
    Odpowiedziałem - nie miałem motywacji do dalszego trwania w związku,
    który dawno umarł. Żona potwierdziła, tylko że umarł z obu stron.
    Tak trudno zrozumieć obopólną niechęć?

    > Biedny misiu nie miał ochoty na zajmowanie się papierami, póki nie
    > znalazł "motywacji"? Misiu był za wygodny?

    Proszę bez infantylności, a meritum nie rozumiem.
  • zmeczona100 09.09.09, 10:00
    alaikacper.pl napisał:


    > Odpowiedziałem - nie miałem motywacji do dalszego trwania w
    związku,
    > który dawno umarł. Żona potwierdziła, tylko że umarł z obu stron.
    > Tak trudno zrozumieć obopólną niechęć?

    A Tobie tak trudno zrozumieć, że w takiej sytuacji LUDZIE SIĘ
    ROZWODZĄ i zaczynają żyć własnym życiem? A Ty czekałeś i tkwiłeś w
    tym, więc pytam o powód tego trwania.

    >
    > > Biedny misiu nie miał ochoty na zajmowanie się papierami, póki
    nie
    > > znalazł "motywacji"? Misiu był za wygodny?
    >
    > Proszę bez infantylności, a meritum nie rozumiem.

    Nie rozumiesz? Dobre sobie!
    Misie nie odchodzą, jeśli nie zostaną do tego zmuszeni (przez żonę,
    kochankę), bo są zbyt wygodni.Po co odchodzić, skoro to wiązałoby się
    np. z ogarnięciem swoich spraw, którymi do tej pory zajmowała się
    żona? Po co składać pozew, skoro to wymaga zachodu, gromadzenia
    kwitów, papierków, biegania po urzędach? Toż w tym czasie można zająć
    się choćby zaspokajaniem swego popędu seksualnego z młodą,
    niezmęczoną wychowaniem dzieci panienką.

    --
    "Żona, która wymaga czegokolwiek poza sporadyczną obecnością
    misia,jest z definicji wredna" (by triss_merigold6)
  • alaikacper.pl 09.09.09, 10:07
    > A Tobie tak trudno zrozumieć, że w takiej sytuacji LUDZIE SIĘ
    > ROZWODZĄ i zaczynają żyć własnym życiem? A Ty czekałeś i tkwiłeś w
    > tym, więc pytam o powód tego trwania.
    Na co czekałem? Przecież to ja złożyłem pozew a że trwa to tyle ile
    trwa... Pisałem wcześniej - pozew został zakwestionowany na sali
    sądowej, wcześniej wszystko było teoretycznie uzgodnione. NIE JA
    ZMIENIŁEM ZDANIE NA SALI SĄDOWEJ!

    > Misie nie odchodzą, jeśli nie zostaną do tego zmuszeni (przez
    żonę,
    > kochankę), bo są zbyt wygodni.Po co odchodzić, skoro to wiązałoby
    się
    > np. z ogarnięciem swoich spraw, którymi do tej pory zajmowała się
    > żona? Po co składać pozew, skoro to wymaga zachodu, gromadzenia
    > kwitów, papierków, biegania po urzędach? Toż w tym czasie można
    zająć
    > się choćby zaspokajaniem swego popędu seksualnego z młodą,
    > niezmęczoną wychowaniem dzieci panienką.

    Odrażające wnioski, spłycające poważny temat do poziomu dupy...
  • zmeczona100 09.09.09, 10:36
    alaikacper.pl napisał:


    > Na co czekałem? Przecież to ja złożyłem pozew a że trwa to tyle ile
    > trwa...

    Jak rozumiem z tego- wola trwania była więc w Was przez ok. 15 lat, a
    przestała być od momentu poznania kochanki?
    czy może rozwód trwa u Was 15 lat, bo zona "się czepia" na sali
    rozpraw?

    Pisałem wcześniej - pozew został zakwestionowany na sali
    > sądowej, wcześniej wszystko było teoretycznie uzgodnione. NIE JA
    > ZMIENIŁEM ZDANIE NA SALI SĄDOWEJ!

    Kompletna cholera z niej- smiała zmienić zdanie i tak pokomplikować
    misiowi nowe życie. Jak ona śmiała??

    > Odrażające wnioski, spłycające poważny temat do poziomu dupy...

    Też tak myslę, dlatego nie dziwię się Twojej żonie. Bo gdyby dupa nie
    pojawiła się na Twoim widkokręgu, to dzieci miałyby nadal (ponoć)
    nieawanturujących się (czyli żyjących w zgodzie) obydwoje rodziców.
    --
    "Żona, która wymaga czegokolwiek poza sporadyczną obecnością
    misia,jest z definicji wredna" (by triss_merigold6)
  • chalsia 10.09.09, 00:18
    > Odrażające wnioski, spłycające poważny temat do poziomu dupy...

    a czyż temat dupy nie przyczynił się do aktualnej sytuacji?
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • zmeczona100 09.09.09, 08:33
    alaikacper.pl napisał:


    > Nie znasz mojej żony...

    To ona nadal jest Twoją żoną?
    A no tak... W świadomości nadal masz nad nią władzę- tzn. chciałbyś,
    aby tak było, a raczej- nie widzisz innej możliwości.

    Ja jestem pewien, że nigdy nie
    > będę wiedział co znowu wymyśli

    Cholera, to masz problem- straciłeś nad nią kontrolę i stąd Twoje
    problemy. A tak tupnąłbyś nogą, ryknął i byłoby po sprawie. A ta
    zdzira się stawia i jeszcze swoich myśli nie chce Tobie
    podporządkować.
  • alaikacper.pl 09.09.09, 09:44
    > To ona nadal jest Twoją żoną?

    Tak, ona nadal jest moją żoną.

    > Cholera, to masz problem- straciłeś nad nią kontrolę i stąd Twoje
    > problemy. A tak tupnąłbyś nogą, ryknął i byłoby po sprawie. A ta
    > zdzira się stawia i jeszcze swoich myśli nie chce Tobie
    > podporządkować.

    Też pisałem kilka wątków wyżej - nigdy nie "ryczałem" na moją żonę.
    Mam Ci jeszcze oświadczyć że nie jestem wielbłąd?
  • zmeczona100 09.09.09, 09:50
    Oświadczaj, co chcesz- na mnie one wrażenia nie robią.
    Jesteś tak zapatrzony w siebie, w swoje racje, że nie docierają do
    Ciebie racjonalne argumenty, które tu masz podawane, jak na tacy.
    Masz klapki na oczach, jesteś egoistycznie nastawiony, a w swym
    zacietrzewieniu całkowicie się zatraciłeś i wyzbyłeś możliwości
    samooceny, spojrzenia na siebie z boku. Zrozum, że jeśli tu
    napisałeś, to naraziłeś się na ocenę swojego postępowania; przecież
    musiałeś przewidzieć to, że oceny mogą być skrajnie różne i wcale
    niezgodne z Twoimi oczekiwaniami.
    Każdy z nas ma prawo do swojej interpretacji Twojej sytuacji, to
    prawo dałeś nam pisząc tu pierwszego posta. Dostałeś tu gotowe
    odpowiedzi na wątpliwości sądu, odpowiedź na to, co sądowi może nie
    pasować w Twoim postępowaniu przy decyzji o opiece nad dziećmi.
    Jeśli 100 osób Ci mówi, że masz ogon, to może jednak warto się
    odwrócić i sprawdzić?


    --
    "Żona, która wymaga czegokolwiek poza sporadyczną obecnością
    misia,jest z definicji wredna" (by triss_merigold6)
  • alaikacper.pl 09.09.09, 10:03
    > Ciebie racjonalne argumenty, które tu masz podawane, jak na tacy.

    Argumenty w stylu przeprowadź się do Włocławka? Masz rację nie
    docierają...

    > Zrozum, że jeśli tu napisałeś, to naraziłeś się na ocenę swojego
    postępowania; przecież musiałeś przewidzieć to, że oceny mogą być
    skrajnie różne i wcale niezgodne z Twoimi oczekiwaniami.

    Ależ, ja byłem przekonany, że tak właśnie będzie.

    Dostałeś tu gotowe
    > odpowiedzi na wątpliwości sądu, odpowiedź na to, co sądowi może
    nie pasować w Twoim postępowaniu przy decyzji o opiece nad dziećmi.

    Sądowi i RODK przede wszystkim nie pasowała przeszłość związana z
    opieką naprzemienną, stworzyli więc wirtualną rzeczywistość.
    Czytałaś raport? Tam jest między innymi, że dzieci mieszkały z matką
    a ojciec mógł je często widywać...

    > Jeśli 100 osób Ci mówi, że masz ogon, to może jednak warto się
    > odwrócić i sprawdzić?

    Ten wątek, to nie jest plebiscyt. Przychodząc tu miałem określone
    poglądy i nie znalazłem ani jednego argumentu za tym, by dzieci
    miały rodziców tak daleko od siebie jak teraz...
  • zmeczona100 09.09.09, 10:27
    alaikacper.pl napisał:


    > Argumenty w stylu przeprowadź się do Włocławka? Masz rację nie
    > docierają...

    To masz problem.



    > Sądowi i RODK przede wszystkim nie pasowała przeszłość związana z
    > opieką naprzemienną, stworzyli więc wirtualną rzeczywistość.
    > Czytałaś raport? Tam jest między innymi, że dzieci mieszkały z
    matką
    > a ojciec mógł je często widywać...

    Rzeczywistość się zmieniła- dzieci mieszkają z matką, odległość (i
    postawa ojca) nie pozwala na opiekę naprzemienną, więc trzeba
    zabezpieczyć dzieciom prawo do unormowania swojego życia. No chyba,
    że oczekujesz nakazu sądu, by Twoja byłaniebyła przeprowadziła się z
    powrotem do Warszawy, bo Ty tak chcesz. Ot, kuriozum jakieś.


    >
    > Ten wątek, to nie jest plebiscyt.

    Przyjęcie do wiadomości, że może jednak inni mają rację, nie jest
    żadnym plebiscytem- świadczyć może jedynie o gotowości do zmiany
    swojego stanowiska.

    Przychodząc tu miałem określone
    > poglądy i nie znalazłem ani jednego argumentu za tym, by dzieci
    > miały rodziców tak daleko od siebie jak teraz...

    Przecież Cię nie zabetonowali w tej Warszawie tak na amen?
    Twojabyłaniebyła widocznie miała powody, by uciec spod Twojej
    "opieki"; żadna odpowiedzialna kobieta nie decydowałaby się na kroki,
    które doprowadziłyby do ryzyka utraty opieki nad dziećmi, w tym ich
    bezpieczeństwa finansowego. Gdyby te powody jej ucieczki znikły, to-
    daje głowę- wróciłaby tam, gdzie byłoby lepiej jej i jej dzieciom.
    --
    "Żona, która wymaga czegokolwiek poza sporadyczną obecnością
    misia,jest z definicji wredna" (by triss_merigold6)
  • alaikacper.pl 09.09.09, 11:03
    > Twojabyłaniebyła widocznie miała powody, by uciec spod Twojej
    > "opieki"; żadna odpowiedzialna kobieta nie decydowałaby się na
    kroki, które doprowadziłyby do ryzyka utraty opieki nad dziećmi, w
    tym ich bezpieczeństwa finansowego. Gdyby te powody jej ucieczki
    znikły, to - daje głowę- wróciłaby tam, gdzie byłoby lepiej jej i
    jej dzieciom.

    Powodem jedynym, powtarzam jedynym, była awantura. OD tamtej pory
    twierdzi, że boi się o własne życie, ponieważ groziłem jej, że ją
    zabiję. Bzdura, ale nie udowodnię Ci, że było inaczje. Sprawa
    zakończy się procesem w sądzie. Zaglądaj na stronę, po 2.10.2009r.
    będzie wyrok. Jeżeli mnie uniewinnią, padnie JEDYNY argument, który
    kazał jej nagle wyjeżdżać z wawy. Wtedy pomyśl o odpowiedzialności
    tzw. normalnej kobiety.
  • chalsia 10.09.09, 00:15
    > poglądy i nie znalazłem ani jednego argumentu za tym, by dzieci
    > miały rodziców tak daleko od siebie jak teraz...

    nie, bo na to nie ma argumentu, bo odległość nie ułatwia kontaktów, to zupelnie
    oczywiste.

    ALE, jednocześnie, z prawnego punktu widzenia Twoja żona (????) czy eks żona
    (????) nie ma obowiązku mieszkania w konkretnym miejscu i nie ma prawa, które by
    ją zmusiło do tego.

    A zwazywszy na Twoją osobowość i postawę (co świetnie ujął Takisiakinijaki)
    (oraz na postawę matki też) akurat naprzemienna opieka NIE jest wskazana, bo nie
    spełniacie warunków dotyczących współpracy..

    PS. ciekawa jestem co Sylwia na to, by zostać całodobową macochą.
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • alaikacper.pl 10.09.09, 00:33
    > ALE, jednocześnie, z prawnego punktu widzenia Twoja żona (????)
    czy eks żona
    > (????) nie ma obowiązku mieszkania w konkretnym miejscu i nie ma
    prawa, które b
    > y
    > ją zmusiło do tego.

    Odpowiedz sobie co by było, gdyby to ona była zwolennikiem opieki
    naprzemiennej a ja pewnej nocy wyjechałbym bez uprzedzenia...

    > A zwazywszy na Twoją osobowość i postawę (co świetnie ujął
    Takisiakinijaki)
    > (oraz na postawę matki też) akurat naprzemienna opieka NIE jest
    wskazana, bo nie spełniacie warunków dotyczących współpracy..

    Współpracowaliśmy DWA LATA, umknęło Ci

    > PS. ciekawa jestem co Sylwia na to, by zostać całodobową macochą.
    Była ich opiekunką... całodobową przez 16 miesięcy, też Ci umknęło?
  • chalsia 10.09.09, 01:05
    > Odpowiedz sobie co by było, gdyby to ona była zwolennikiem opieki
    > naprzemiennej a ja pewnej nocy wyjechałbym bez uprzedzenia...

    jak to co, to samo co teraz, tylko w druga strone

    > Współpracowaliśmy DWA LATA, umknęło Ci

    nie umknelo. Ale Ty zyjesz przeszloscia. Bylo i minelo. Teraz jest inaczej i JUZ
    nie spelniacie warunkow.

    > Była ich opiekunką... całodobową przez 16 miesięcy, też Ci umknęło?

    nie umknelo. Ale ona nie byla macocha calodobowa. Ona jedynie calodobowo
    wspoluczestniczyla w zajmowaniu sie nimi przez POLOWE tygodnia.
    Macocha calodobowa okresla partnerke lub zone mezczyzny, ktorego dzieci
    mieszkaja NA STALE z ojcem i z nia. Matka dzieci albo nie ma z nimi kontaktu
    albo ma kontakt *na dochodne*

    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • chalsia 10.09.09, 01:13
    > Macocha calodobowa okresla partnerke lub zone mezczyzny, ktorego dzieci
    > mieszkaja NA STALE z ojcem i z nia. Matka dzieci albo nie ma z nimi kontaktu
    > albo ma kontakt *na dochodne*

    i to robi zasadnicza roznice w stosunku do tego, co Sylwia miala okazje poznac.

    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • magd.a 09.09.09, 10:04
    a tu żonaty facet!.... od kilku lat prowadzący podwójne życie, aktualnie
    wściekły, że idealnie dla niego prosperujący trójkąt z dwoma podporządkowanymi
    JEMU kobietami, na zmianę opiekującymi się JEGO dziećmi, jednak się nie
    sprawdził....

    pięknie!
  • young-and-bored 09.09.09, 10:09
    Wyrok mu się jeszcze nie uprawomocnił, no to jak nie żonaty jak żonaty.
  • magd.a 09.09.09, 10:28
    Jak w pysk strzelił, żonaty wink. I ten ból, że nie można tak "pstryk!" i zony
    nie ma, jest nowa szczęśliwa idealne rodzina z Sylwią i odchowanymi
    dzieciaczkami. Sielanka.
  • young-and-bored 09.09.09, 10:50
    Sielanka to mogłaby jeszcze być, bo co jak co, ale kobitkę ma facet fajną.
    Niestety wychodzi na to że zamiast się zająć przyszłością, a nie przeszłością
    na którą nie ma już wpływu, to przez kolejne 10 lat będzie wolał bezsilnie
    trwać pod oknami eksi w jej miasteczku, tak jak to było w ostatni weekend
    nieparzysty.
  • magd.a 09.09.09, 11:19
    No problem z tym, że facet jak widać zabiera się do wszystkiego od d... strony.
    I związek z Sylwią też może zmarnować, bo fajne kobietki też mają ograniczony
    poziom cierpliwości i wyrozumiałości. Ale jak żadne argumenty nie docierają,
    bo dalej niż czubek nosa nic nie widzi i nie odpuści po trupach, bo musi być
    dokładnie tak jak on chce...Nie pierwszy i nie ostatni taki przypadek. Ja jestem
    za jednym domem dla dzieci i dużym udziałem drugiego rodzica, ale tego się nie
    da zorganizować w sytuacji gdy któraś strona czuje się zagrożona utratą dzieci.
    A autor pokazał się tu jako ten, co lubi rozporządzać innymi bez cienia refleksji.
  • ulkar 09.09.09, 13:02
    No...ta "fajna kobietka" ... przyczyniła się do rozbicia rodziny
    dzieciom, (żona to powinna prezent jej kupić z wdzięczności że ja
    wyzwoliła od takiego męża hihi, żona, dzieci niestety nie sad ). Nie
    wierzę, że nie wiedziała jaka facet ma sytuacje rodzinną. Pewnie
    naopowiadał jaki jest nieszczęśliwy i jaka ma niedobrą żonę i o tym
    jak to się im w łózku nie układa i "fajna kobietka" zamiast wysłac
    go do sądu żeby się z ta "złą" rozwiódł wpóściła go do łózka... ok,
    nie musiało być tak ale 90% sytuacji podobnych do opisywanej tak
    wygląda... i wtedy kiedy przyczyniała się do rozwalenia spokoju
    dzieciom (przecież w ich domu NIGDY nie było awantur) nie myślała o
    dzieciach... a teraz jest TAKA DOBRA i OPIEKUŃCZA ... hehe
  • alaikacper.pl 09.09.09, 10:11
    > a tu żonaty facet!....
    piękny przykład. Zakładając wątek, prosiłem o zapoznanie się z
    dokumentacją. Tam jest napisane że rozwód trwa. Wyciągasz wnioski
    mając szczępki informacji i na ich podstawie krytykujesz moje
    decyzje. Jesteś jedną z tej setki, o której tu piszą, która wie
    lepiej? Jesteś jedną z setki uprzedzonych do hasła - ojciec
    domagający się praw. Nawet to źle rozumiesz, bo ja nie domagam się
    praw dla siebie. O tym też już tu pisałem...

  • magd.a 09.09.09, 10:24
    Wyciągam wnioski z tego co i jak tutaj piszesz. I coraz mniej dziwię się żonie,
    że wyjechała w siną dal z tego burdelu który tam macie. Ty w każdym zdaniu
    domagasz się praw dla siebie i swojej wygody, pogrywając dziećmi. Takie
    krótkowzroczne bezmózgowie prezentujesz, co przykład z przywożeniem kochanki pod
    drzwi żony z argumentacją "bo przecież dzieci chcą Sylwię widzieć"
    (tiaaa...akurat koniecznie pod drzwiami żony. i jeszcze sugestia by to
    żona-matka zostawała w windzie i nie patrzyła na witanie dzieci z kochanką)
    doskonale prezentuje.
    TY sam swoimi bezmyślnymi zachowaniami przyczyniasz się walnie do trwania
    konfliktu i w efekcie krzywdzenia dzieci. Przestań być takim egocentrykiem, to
    może to zauważysz. Zacznij zmiany od swoich zachowań.
  • zmeczona100 09.09.09, 10:28
    Magda, ale po co ona ma zmieniać swoje zachowania, skoro one mu nie
    przeszkadzają? To problem innych, bo innym przeszkadzają.

    --
    "Żona, która wymaga czegokolwiek poza sporadyczną obecnością misia,jest
    z definicji wredna" (by triss_merigold6)
  • magd.a 09.09.09, 10:37
    Facetowi się chyba zwyczajnie nudzi. Wystarczyłoby spokornieć w zapędach, użyć
    głowy do analizy przyczyn i skutków, a z niewielkimi ustępstwami by dostał to
    co chciał z zyskiem dla wszystkich. Ale woli odstawiać pokazowe autokratyczne
    pieniactwo i robić dzieciom cyrk. Nie wiem, może tą energią żyje i napędza nowy
    związek. Nadal nie wiem, czy dzieci tak garnęły by się do taty, gdyby nie było
    Sylwii. Ale cóż, jego cyrk. Dzieci dostaną emocjonalnie w dupę, ale kogo to
    obchodzi?
  • triss_merigold6 09.09.09, 10:33
    Oczekujesz, że żona dostosuje się do Twojej wizji opieki
    naprzemiennej. A ona nie chce i ma rację, bo opieka naprzemienna
    wcale nie jest taka super dla dzieci, wręcz przeciwnie - są paczkami
    przerzucanymi z lokalu do lokalu. Poza tym żona ma prawo układania
    sobie życia w innym mieście i skorzystała z tego prawa wyjeżdżając
    do Włocławka, tam gdzie ma rodzinę.
  • ulkar 09.09.09, 10:46
    I wniosek jest z tej dyskusji generalnie jeden. Po ok. 200 postach
    okazuje się, że prawa ojca do dzieci i dzieci do ojca TAK, prawo
    kochanki do dzieci NIE. I to tyle w temacie, im bardziej dzieci lgną
    do kochanki tym bardziej zaburza to ich naturalne relacje z matką.
    Nie będę pisała dlaczego i skąd to sie bierze, bo każdy kto ma
    trochę zdrowego rozsądku wie, a pisania byłoby zbyt wiele. W kazdym
    razie nie z faktu, że matka jest niedobra. Nie wiem, czy matka nie
    powinna tej kwestii usankcjonować sądownie.. hmm... nie znam się,
    ale może.... TATA TAK , kochanka NIE.
  • natasza39 09.09.09, 00:55
    że porzuciła dobrze płatna pracę i jest teraz na twojej łasce.
    Zrobiła tobie na złość i przy okazji odmroziła sobie uszy.
    Przenigdy nie chciałabym być na utrzymaniu takiego zamordysty.
    Mój mąż tez zostawił byłej zonie nowy samochód, żeby mogła z dziećmi jeździć,
    ale nigdy jej tego nie rzygał, tak jak robisz to w tym wątku ty. Nie chce mi się
    liczyć ale spoko ze 20 razy o tym pisałeś.


    ---------------------------------------------------------------------
    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
    głupcami.
  • tricolour 09.09.09, 00:52
    ... czyli tych, którzy je współtworzą. Tą grupe nazywam "my".

    Przyszedłeś, pokazałes problem ze SWOJEJ strony. Gdyby była Twoja żona, to
    pokazałaby ze swojej i byłby pełniejszy obraz.
    Twierdzisz, że nie dostrzeagam problemu i jest w tym o tyle racja, że nie
    dostrzegam go tam, gdzie Ty, a dostrzegam w innym miejscu, na które - tym
    razem - Ty nie chcesz sie zgodzić.

    Dokładnie taka sama sprawa jest z Twoją byłą żoną: ma własne zdanie, inne
    niż Ty. Żadne z Was nie kieruje się dobrem dzieci.
  • young-and-bored 09.09.09, 00:52
    W kwestii kontaktów sporo Ci zasądzili, ale weź poprawkę na
    miejsce - Sąd Okręgowy w Warszawie można uznać jeszcze za stosunkowo
    cywilizowany.
    Sam widziałeś co się działo w Rejonówkach - odpisywali Ci
    zupełnie "od czapy" - Ty np. składasz wniosek o wydanie dzieci ojcu,
    a rejonówka z Mokotowa Cię w kwietniu pyta czy podtrzymujesz
    swój wniosek odnośnie "ferii zimowych" z dziećmi, bo przecież luty
    minął... To teraz zastanów się jakby się mógł ustosunkować do Twoich
    zapędów wychowawczych Sąd Rejonowy we Włocławku (w składzie
    przewodnicząca składu + jej dobra znajomka w roli pełnomocnika
    Twojej żony)...

    Może i Twój temat jest trudny, za to apelacja Twojej żony jest
    bardzo czytalena - kasa, kasa, kasa.
  • takisiakinijaki 09.09.09, 09:22
    Smutne to wszystko...
    Nie będę rozpisywał się o tym, o czym pisałem w 'bliźniaczym' wątku -
    szanowania prawa do prywatności swoich dzieci.
    To osobna kwestia, która autor wątku nazwał 'idiotyzmami'.

    Napiszę, co mnie uderzyło w wypowiedziach autora wątku:

    1. "wymagam od siebie dokładnie tyle samo ile wymagam od innych"
    Mój komentarz: jaaasne... tyle, że mnie wolno podejmować decyzje za
    nie tylko siebie, ale i za żonę i dzieci, zaś ex żona ma żyć jak
    ubezwłasnowolniona - BO MA KIEROWAĆ SIĘ DOBREM DZIECI. Tym się
    kierowałeś jak rozwalałeś rodzinę?

    2. "niem odszedłem od żony nie było w nas obu woli funkcjonowania
    związku"
    A ona o tym wiedziała, że u niej tej woli również nie było?

    3. "dałem żonie 2 tyg. na układanie nowego życia"
    No proszę, jednak 'łaskawy pan' z Ciebie. Ale swój czas na układanie
    nowego życia jeszcze pdczas trwania małżeństwa sam sobie przyznałeś.
    Znaczy się - generalnie Ty rozdajesz karty.

    I jeszcze jedna uwaga: opieka naprzemienna możliwa jest JEDYNIE w
    sytuacji POROZUMIENIA rodziców dziecka we wszystkich aspektach jego
    życia: wychowawczym, edukacyjnym, finansowym.
    Jedynie w takich przypadkach osoby związane ze znajomością
    psychologii dziecka opiekę naprzemienną uznają za możliwą do
    rozważenia!

    Nie mogę oczywiście diagnozować na odległość, mogę jedynie wydać
    swój osąd w tej sprawie jako psycholog dziecięcy - nic z twoich
    opisów nie wskazuje na to , żeby dzieci miały jakiekolwiek szanse na
    korzystaniu z tego co Ty nazywasz 'opieką naprzemienną'

    Nie oczekuję komentarza od autora - co ja tam mogę wiedzieć, co my
    tu wogóle wszyscy możemy wiedzieć...
    I tak będzie tak jak Pan Wiem Wszystko I Zawsze Mam Rację postanowi,
    chyba że ktoś rozsądny z odpowiednimi kompetencjami mu w tym da radę
    przeszkodzić...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka