Dodaj do ulubionych

Kozetka na szkoleniu!

19.12.04, 12:08
Opis sytuacji. Uczestnicy - bezrobotni zakładający swój biznes. Szkolenie z
zakresu negocjacji. Pierwsza rundka pod tytułem kilka słów o sobie. Jest
dziesięć osób, wszystkie opowiadają o wakacjach, podróżach,
zainteresowaniach. Dziewiąta opowiada o 17 latach bicia przez meża, o
zostawieniu jej z dzieckiem, o braku pracy, o wypadku samochodowym, 15
operacjach w tym dwóch nowotworowych. Spokojnie, rzeczowo, nie rozpłakuje
się. Jaka jest prawidłowa rekcja trenera? Co należy zrobić?
Edytor zaawansowany
  • kaha1 19.12.04, 13:17
    wesprzeć, ale nie otwierać, nie dopytywać, bo ci się zrobi grupa terapeutyczna.
  • trainings 19.12.04, 15:14
    Tak jak pisała kaha1 - nie otwierać. Pogadać na przerwie, zapytać się czy
    potrzebuje innego wsparcia i czy korzysta z niego? Grupy osób "w kryzysie"
    zwykle tak reagują - to sposób poradzenia sobie z sytuacją, adaptacja - lub w
    przypadku osób "uzależnionych" od isnstytucji pomocowych - pewna gra -
    odtsosowanie sie do układu ról - terener/przedstawiciel instytucji jako ten
    dający i ja - osoba, której się nie udaje, i to na całej linii -
    profesjonalnie! (Gdyby się zaczęło udawać - to byłoby dopiero dziwnie :) i to
    bez złośliwości. Chyba terapeuci pracujący z ofiarami mogliby tu więcej napisać
    o zagrożeniach z wchodzeniem w rolę "ratownika" i uczeniem się roli "ofiary".

    To, że relacja była z pozycji bardziej racjonalnej i kontrolowanej - a nie
    polegała na ekspresji emocji pokazuje na pewien stopień pogodzenia się z tym
    wszystkim - a może też wykorzystania swej historii do zdobycia szczególnego
    miejsca w grupie?
    Nie oceniając, ani nie umniejszając skali nieszczęść (prawdziwości tych faktów
    nie jesteśmy w stanie ocenić - a osoby w pozycji "ofiary" mogą mocno
    koloryzować, bo to pzowala na spójny wizerunek).

    W kontekście udziału w szkoleniu a nie w terapii grupowej - takei zachowania
    łamiące normę grupy mówienia o sprawach bezpiecznych i fundowanie nie-
    sielankowego uderzenia - to wg mnie sprawdzony sposób tej osoby do wyrobienia
    sobie dość szczególnej roli w grupie:
    - ofiary, osoby oczekującej wsparcia ("zajmijcie się mną"),
    - pokazania swej wyższości ("zobaczcie co mnie spotkało - jestem lepsza od Was
    bo przetrwałam)
    - pokazania agresji, siły ("po tym wszystkim jeszcze nie mam roboty i muszę tu
    być") - i co Wy i Ty trenerze na to? - odwrócisz moją historię?

    Tak czy owak - zachowanie, o jakim piszesz było zbudowane, by zaznaczyć swą
    odrębność, uprzedzić niepowodzenie, czy uzyskać szczególne względy w
    traktowaniu jej przez trenera czy grupę.

    Jeśli to cykliczne szkolenie i spotkasz tę osobę jeszcze:
    - sprawdź, czy któraś z hipotez prawdziwa - a może będziesz miała inne pomysły
    na interpretację jej działań?
    - zobacz jak traktuję ją grupa (bo grupy mają cudowny dar radzenia
    sobie "naturalnie" z taką sytuacją) - opiekuje się nią?, czy też nie chce jej
    przyznać szczególnych praw - i np. każdy wyciąga jakieś swoje nieszczęście - bo
    każdy jakieś małe ma (nieprawdaż?)- by pokazać, że nikomu nie jest lekko.

    Swoją drogą, to cieżki orzech do zgryzienia, jeśli trzeba dopiąć celu szkoelnia
    i przełamać takie zakotwiczenie na dramatycznych historiach. Bo jak tu budować
    motywację do działań mających wyprowadzić uczestników z bezrobocia i skłonić do
    aktywności - gdy taki kontekst się pojawia? No chyba, że mocno pokazać kotrast,
    przestrzec przed wejściem w spiralę kłopotów - gdy będzie się bezczynycm, itd.
    Ciekawa historia - i chyba w grupach obarczonych jakimś "problemem" na wejściu -
    nie tak rzadka... Bo mogę sobie wyobrazić ujawnianie takich pozamerytorycznych
    spraw w gupach rodziców chorych dzieci, terapii uzależnień, depresji..
  • iwa01 19.12.04, 21:43
    kilka lat temu, gdy juz pracowałam w branży szkoleniowej zachciało mi sie
    uzupelnić wyksztalcenie, dalej sie rozwijac, nauczyć się czegoś nowego od
    fachowcow, mieć jeszcze na to formalne potwierdzenie w postaci dokumentu i
    zapisałam się do dosyc drogiej szkoły trenerskiej.
    Kurs zaczął się pięciodniowym treningiem interpersonalnym, na którym
    pootwierano wiele sytuacji problemowych, a to ktoś jest świezo porzucony przez
    męza, a to ktos innym ma żonę i zamężną kochanke i jest mu trudno, a to ktoś
    jest w depresji i jest chodzacym lękiem. Gdyby taka terapia, bo dla mnie ten
    terning byl jak grupa terapeutyczna, trwala tylko te 5 dni nawet bym
    wytrzymala.
    Niestety na kolejnych spotkaniach co miesiac zamiast realizowac cele dla danego
    spotkania, trenerzy zajmowali sie cudzymi problemami. Gdy wyrazilam swoja
    opinie, ze place za zdobycie wiedzy a nie uczestnictwo w terapii grupowej,
    organizator usiłował mi wmówić, ze własnie na tym polega nauka w szkole
    trenerskiej, co wiecej spora czesc grupy (ta z problemami) byla po stronie
    organizatora. W polowie szkolenia, niestety po wylozeniu wielu tysiecy zloty
    ale przed wyłozeniem kilku następnych, razem z kolezanka takze z ternerskim
    doświadczeniem, zrezygnowalam, bo nic sie nie zmianialo, zadnych konkretow,
    tylko omawianie problemow i udzielanie sobie informacji zwrotnych, tylko rundka
    za rundka. To byl stracony czas i pieniadze i nauka, ze szkolenie to nie grupa
    terapeutyczna i uczestnicy szkolenia nie koniecznie maja ochorte rozwiazywac
    cudze problemy, bo zaplacili za zupelnie co innego.
  • trainings 19.12.04, 22:15
    > Gdyby taka terapia, bo dla mnie ten terning byl jak grupa terapeutyczna, trwala tylko te 5 dni nawet bym wytrzymala. Niestety na kolejnych spotkaniach co miesiac zamiast realizowac cele dla danego spotkania, trenerzy zajmowali sie cudzymi problemami...

    Trafiasz w sedno - gdybyś umówiła się na terapię grupową - to wszystko byłoby OK! Wg mnie padłaś ofiarą niespełnionych marzeń trenerów, by być terapeutami!
    Powinnaś domagać się zwrotu pieniedzy. Trening interpersonalny - 5 dni pracy, aby uruchomić proces, poznać się - OK! To co później - pomyłka.
    I nie dziwię się nawet grupie - jeśli czuli się bezpiecznie w swoim towarzystwie, a spraw do poukładania trochę było - to chętnie odpływali, bo czuli, że sobie układają ważne sprawy. I pewenie byłaś nawet uznana za taką czarna owcę, co nie rozumie głębi i wago spraw. Ale przyszłaś tam po X, a wmawiali Ci, że masz zadowolić się nie-X i jeszcze być wdzięczna.

    To co dziwi - to to, że trenerzy/firma która to zorganizowała tę szkołę niby-trenerską zgodziła się na taką maniupulację i zmianę formuły/tematyki spotkań przez grupę.
  • calac 19.12.04, 22:46
    A czy to jest tak, że iwa01 może napisać o jaką szkołę chodzi? Wybieram
    miejsce swej trenerskiej edukacji i takie zdania, refleksje, odbicia, strzępy
    są dla mnie ważne...
  • iwa01 20.12.04, 01:18
    wolalabym nie podawac nazwy, rzeczywiście byłam czarną owcą

    Calacu mozesz zadac mi pytanie odnosnie szkoly do ktorej sie wybierasz a ja
    odpowiem Tak lub Nie, moge tylko powiedziec, ze byla to szkola Warszawska

    niestety w tej szkole na poczatku popelniono jeszcze jeden blad, do tej samej
    grupy przyjeto ludzi ze spora praktyka i zupelnych laikow, wiec nawet te
    momenty (okolo 20% calego czasu), gdzie realizowano program byly dla mnie nie
    interesujace, czulam sie tak jakby w liceum tlumaczono mi, ze 2+2=4



  • calac 20.12.04, 08:21
    Trop???
  • iwa01 20.12.04, 23:35
    BINGO
    skąd wiedziałeś?
  • calac 21.12.04, 00:43
    Napisałaś, że szkoła była droga.
    Po za tym w Warszawie to chyba jedyna w miarę sensowna alma mater
    szkoleniowców. Dziwne jest to, że w opinii moich znajomych, bardziej
    doświadczonych osób ze środowisk poznańskich, Trop postrzegany jest jako
    miejsce, które raczej nie stawia na podejście zbyt głębokie. Raczej biznesowo.
    Bez grzebania w ludziach... Wiele zależy od tego kto dokładnie zajmował się
    grupą.
    Ja czekam na odważne działania EFS-u w Polsce, jeśli chodzi o szkoły
    trenerskie. Wiem właśnie z Tropu i krakowskiego MATRIKA, że będą się do tego
    przymierzać. Poczekam, ukończę i będę żył długo i szczęśliwie...
    Pozdrawiam serdecznie...
    Calac
  • trainings 21.12.04, 00:47
    Czego Tobie, sobie i wszystkim życzliwym - życzymy! :)
  • iwa01 21.12.04, 01:36
    Kiedy trafilam do TROPU do szkoly trenerskiej mialam już praktyke szkoleniowa w
    CKL, bylam edukatorem, wspolpracowalam z osrodkami doskonalenia nauczycieli,
    pracowalam na stale dla "pewnej" firmy i zachcialo mi się czegos wiecej, czulam
    ze potrzebuje zewnetrznych bodzcow by moc sie rozwijac.
    wszystko dzialo sie w 2000 roku, moze w miedzyczasie cos sie w firmie T zmienilo

    w mojej grupie tez byli ludzie, ktorzy wiedze (a bylo jej niewiele)
    przekazywana przez trenerow traktowali jak objawienie, a ja dostawalam po raz
    kolejny to czego sie uczylam przez 5 lat na studiach i dodatkowych formach
    doskonalenia
    poza tym mysle, tez ze grupa w ktorej sie uczylam byla poddatna na terapie,
    zbyt wiele osob doswiadczyl los i chyba ich wlasne zycie i stan emocjonalny byl
    dla nich wazniejszy niz konkretna wiedza, za ktora placili
    z tej grupy liczacej prawie 20 osob, tylko kilka moze 5 zostalo dydaktykami

    W trakcie nauki w szkole biznesu doszlam do wniosku, ze firmie na reke jest
    prowadzenie "terapii" a nie szkolenia, bo przeciez tak naprawde porzadne
    wyszkolenie nas stanowi dla firmy zagrozenie, bo staniemy sie dla nich
    konkurencja, wiec moim zdaniem stwarzano pozory, ze niby nas czegos ucza a tej
    konkretnej wiedzy bylo niewiele.
  • kaha1 21.12.04, 20:50
    z mojego doświadczenia to jest tak że praca na samym sobie musi być elementem
    szkoły trenerów i jest wymagana do uzyskania certyfikatu. Przeżywając na sobie
    proces najłatwiej nauczyć się i później skutecznie prowadzić osoby na grupie.
    Oczywiście teoria i przede wszystkim superwizje podnoszą i doskonalą warsztat,
    ale na szkole trenerów jest miejsce na wszystkie te elementy.
  • trainings 21.12.04, 23:35
    Szkolenie trenerów i praca nad "procesem" - zgadzam się.
    Dawanie zwrotów, poruszanie prywatnych – i inne techniki terapii grupowej - już
    znacząco wykraczają poza konwencję pracy edukacyjnej grupy w szkole trenerskiej.

    Często organizowane są treningi interpersonalne, grupy otwarcia na początku
    cyklu - i zwiera się specjalny kontrakt, że te 5-7 dni ma służyć poznaniu się i
    tu
    mogą pojawiać się tematy prywatne - ale raczej jako diagnoza stanu wyjściowego
    do dalszej pracy merytorycznej i możliwość "wyłowienia" osób, które na terapię
    powinny trafić – niż leczenie.

    Czemu:
    Szkolenie trenerów nie jest wyłącznie szkoleniem dla psychologów - jak mają
    sobie poradzić emocjonalnie z całą górą problemów i spraw trudnych osoby bez
    ukierunkowanego wykształcenia? A co z posługiwaniem się terminami wyjętymi
    z ICD/DSM w kontekście osób innych profesji - spokojnie w tym zawodzie
    można znaleźć osoby także z technicznym wykształceniem?

    I wreszcie PO CO to terapia ma się mieszać ze zdobywaniem umiejętności
    trenerskich?

    Jak ktoś odkryje potrzebę terapii - niech równolegle trafi do grupy/lub
    terapii indywidualnej/ i zajmie się tymi wątkami.
    Rozumiem, że słuchanie o doświadczeniach innych jest bardziej wciągające i może
    rozwijać w inną stronę - ale jak ktoś chciał dowiedzieć się o sztuce trzymania
    markera a dowiaduje się o krętych losach historii życia innych adeptów sztuki
    trenerskiej i to dominuje - bo tak rozumiałem tamten post - to wg mnie
    firma/trenerzy/uczestnicy łamią zasady, wg których ich praca została
    zorganizowana w danym miejscu i czasie.

    I niezależnie od bardzo prawdopodobnych ciągot grupy do pogłębiania prywatnych
    wątków (zgodnie z etapami procesu)- odpowiedzialność trenera prowadzącego
    zajęcia powinna wyrażać się w takim kierowaniu tym co się dzieje, by nie
    pracować głębiej na prywatnych doświadczeniach uczestników, które nie dotyczą
    postaw, wiedzy czy umiejętności trenerskich. Kropka. Pokazywać raczej proces -
    a nie leczyć - bo to ważne dla trenera.

    Bo jak potem adept sztuki trenerskiej ma odróżniać proces grupowy "w służbie"
    edukacji - od procesu grupowego "w służbie" terapii? I jak ma nauczyć się
    umiejętności radzenia sobie z wątkami prywatnymi na szkoleniu - gdy nie radzą
    sobie z tym osoby go uczące?

    Nie ucieknie się w pracy grupy pracującej dłużej od ujawniania prywatnych
    spraw, nawiązywania i pogłębiania znajomości - ale to nie jest głównym celem
    pracy grupy.
    I pewnie jeszcze wiele ważnych powodów do ograniczania wątków poza-trenerskich
    można by znaleźć.
    pzdr:)

  • iwa01 22.12.04, 02:11
    Trainings trafiłeś w sedno, dzięki

    wiem, ze proces grupowy jest istotny , nie każdy trener ma się nim jednak
    zajmować, bo może przez to nie zrealizować podstawowych celów postawionych
    sobie dla konkretnego szkolenia.
    czasem szkolenie jest przecież bardzo krótkie, zaledwie kilka godzin

    Trener to nie nauczyciel a szkolenie to nie szkoła. Gdyby jednak sytuacje ze
    szkoły trenerskiej przenieść na grunt zwykłej podstawówki czy ogólniaka , to
    okazałoby się, że nauczyciel w klasie zamiast uczyć dzieci kolejnych literek,
    tabliczki mnożenia czy historii powszechnej, wałkowałby tematy rodzinne,
    rozwody, utratę pracy przez rodzica, śmierć brata itd., niespełnione miłości i
    inne problemy dotyczące uczniów i uwierzcie- miałby co robić przez te 200 dni
    nauki w kolejnych klasach, zawsze znalazłby się ktoś z ważnym dla niego na ten
    moment problemem, tylko to nie byłaby nauka, to byłoby realizowanie ukrytego
    programu.

    w szkole trenerskiej, której byłam uczestnikiem, 5 dniowe wyjazdowe szkolenie z
    budowania zespołu wyglądało tak, pierwszego dnia trzech trenerów usiłowało
    zrobić z nami jakieś ćwiczenie, zapowiadało się bardzo ciekawie, jednak już po
    30 minutach okazało się, ze mieli nam do zaproponowania zwyczajny harcerski
    zwiad terenowy, dobry dla dzieciaków. Grupa się oburzyła (sporo płaciliśmy za
    wyszkolenie nas, wiec i nasze oczekiwania były wprost proporcjonalne do ceny
    kursu), a kolejne 4 dni to już była terapia, maglowanie tego co się w grupie
    dzieje. O realizowaniu założonych celów nikt nie myślał, a może to było nawet
    organizatorom na rękę.
    Nie wiem czy ci sami trenerzy gdyby mieli zorganizować podobne szkolenie-
    budować zespół z pracowników jakiejś firmy, gdyby im taka terapie odstawili, to
    czy klient by im zapłacił i zamówił u nich kolejny program. Myśmy byli zbiorem
    jednostek, z których sporą część, mówiąc językiem Briget Jones,
    stanowili "popaprańcy", którzy po czterdziestce postanowili zmienić swoje
    życie, raptem z agenta ubezpieczeniowego, handlowca, dziennikarza czy
    bezrobotnego- stać się trenerem.

    Właśnie na szkoleniu wyjazdowym dowiedzieliśmy się przypadkiem jaka jest
    filozofia wypracowywania zysków w tejże szkole. Uczestnicy płacili za kurs,
    spore pieniążki. Trener prowadzący był na stażu, czy też praktyce w tejże
    szkole i musiał płacić za to by ów staż móc odrobić, kolejny zysk firmy.
    Pozostali trenerzy w większości także byli stażystami bądź praktykantami,
    czasem pojawiali się trenerzy z trenerskim doświadczeniem i byli to najczęściej
    właściciele szkoły lub etatowa pracownica szkoły trenerskiej.
    Jak widać szkola trenerów biznesu to czysty zysk dla jej organizatora.
    Trener prowadzący już podczas treningu interpersonalnego przyznał się, że miał
    problemy alkoholowe, był członkiem AA, potem animatorem czy terapeutą w grupie
    AA a następnie postanowił przejść do biznesu, rozpoczął szkolenie i został
    trenerem a branży biznesowej.

    To też wiele mówi o tej firmie.

    I jeszcze jedno wcześniej kończyłam specjalistyczny kurs edukatorski, przez rok
    uczono mnie jak nauczyć nauczycieli pewnej metody nauczania, tak by umieli ją
    skutecznie wykorzystywać. Na tamtym kursie dostawałam konkrety i nikt się w
    naszych życiorysach nie babrał, a i tak się poznaliśmy, zżyliśmy jak rodzina i
    mimo, ze reprezentowaliśmy całą Polskę, to do tej pory (a to już 7 lat) co roku
    prawie całą grupą się spotykamy, by wymieniać doświadczenia.

    Z ludźmi ze szkoły trenerskiej nie mam kontaktu.


    a "kozetkę" to można sobie zrobić ze swoim superwizorem

  • calac 22.12.04, 08:35
    Ja się na tym nie znam, ale:

    na raz - jestem na takim etapie "trenerskiego" rozwoju, że w niewielkim
    fioletowym zeszycie zapisuję wszystkie dokonania. Dziś ich liczba dobija 30
    sztuk warsztatów, szkoleń, spotkań integracyjnych. Ze studentami, bezrobotnymi,
    dla biznesu i NGO-sów. Pamiętacie jeszcze taki etap w swoim życiu, jaką radość
    daje kżde spotkanie się z nową grupą :-) Mam nadzieję, że to nigdy nie
    przechodzi...

    na dwa - kiedyś, rok temu rzucono mnie na głęboką wodę. Myśle, że taka metoda
    jest dobra: albo człowiek tonie albo pływa...ja myślę, że na razie dryfuję -
    tzn. utrzumuję się na powierzchni wody i czasem delikatnie wiosełkiem czy
    czymkolwiekbądź kieruję tą łódkę we właściwą stronę

    na trzy - Na Boga, jeśli w Trop gubi trop, to po jakich śladach pójść, żeby
    nauczyć się czegoś konkretnego. Wiem, praktyka, ale chyba jest w Polsce jakieś
    sensowne miejsce trenerskiej edukacji??? Pomóżcie...

    na cztery - Od wczoraj pasmo suckesów:
    - Kobieta mojego życia obroniła się wczoraj i już od kilkunastu godzin jest
    magistrem teatrologii
    - Ja zdałem dwa egzaminy i skończyłem jeden z dwóch - obok psychologii -
    kierunków moich studiów - dziennikarstwo
    - Mój wątek na forum osiąga właśnie liczbę 13 postów - a przecież kompletny ze
    mnie żółtodziób :-)

    Fajnie, że jest takie miejsce, fajnie, że jesteście...
    Pozdrawiam
    Świąt Wesołych życzę...
    Calac
  • iwa01 22.12.04, 11:37
    trudno powiedziec czy trop gubi trop a moze po doswiadczeniach z takimi grupami
    jak ta w ktorej uczestniczylam trop odnalazl trop, przeciez ja sie u nich
    probowalam wyszkoli 4 czy 5 lat temu, przez ten czas wiele sie moglo zmienic
    poza tym jedna z kolezanek w tym samym czasie zapisala sie na studia
    podyplomowe "trenerskie", nie wiem jak sie dokladnie nazywaly, ale wiem ze
    odbywaly sie w ramach wydzialu resocjalizacji na UW i jakosc zajec byla wysoka.
    bardzo zalowalam, ze ja udalam sie to szkolki trenerskiej zamiast na renomowana
    uczelnie, ktora ten sam zakres tematyczny oferowala za 50% ceny.
    o tych studiach dowiedzialam sie po tym jak podpisalam umowe z tropem

    i jeszcze jedno, kiedys przy podpisaniu umowy z tropem przed przystapieniem do
    szkolenia, nalezalo sie zobowiazac, ze sie od owego szkolenia nie odstapi, to
    znaczy nawet jak nie bedzie spelnialo Twoich oczekiwan i tak musisz placic.
    Moze teraz cos sie zmienilo. W kazdym razie o czyms takim jak gwarancja jakosci
    i zwrot kosztow lub mozliwosc rozwiazania umowy nie byly mozliwe.

    Jeśli robi się coś z pasją, to radośc ze spotkania z nową grupa pozostaje na
    zawsze. A jaka jest radośc gdy się gdzieś kogoś spotyka przypadkiem, mówiśz
    dzień dobry, czlowiek sie usmiecha i oboje równocześnie wypowiadacie miejsce
    bądz temat szkolenia.
    A jak fajnie jest gdy dostajesz meile od uczestników szkolenia, w których
    dzielą sie z Tobą jak wykorzystują wiedze i umiejetności , których ich
    nauczyłeś.
    Dla tych chwil warto żyć, one dają tyle pozytywnej energii.

    gratuluję "pasma sukcesów"
    ja cały czas zmagam się z doktoratem

    spokojnych świąt i wielu inspiracji do nowych programów szkoleniowych na Nowy
    Rok
  • trainings 23.12.04, 08:53

    > na cztery - Od wczoraj pasmo suckesów:
    - Kobieta mojego życia obroniła się wczoraj ...
    - Ja zdałem dwa egzaminy i skończyłem jeden z dwóch - obok psychologii -
    kierunków moich studiów - dziennikarstwo
    - Mój wątek na forum osiąga właśnie liczbę 13 postów - a przecież kompletny ze
    mnie żółtodziób :-)
    Jeśli od roku działasz i Ci nie przeszło - to nie odbieraj sobie zasług
    nazywając się żółtodziobem.
    Dalszych sukcesów - tych życiowych i wielu, wielu wątków forumowych :)

    > Pamiętacie jeszcze taki etap w swoim życiu, jaką radość
    > daje każde spotkanie się z nową grupą :-) Mam nadzieję, że to nigdy nie
    > przechodzi...

    Nie wiem - czy nigdy - ale mi po 9 latach jeszcze nie przeszło :)
    Rzeczywiście z tymi spotkaniami tak jest - nie są takie same - i to jest
    ciekawe w tej pracy, że nie tylko się daje - ale i dużo dostaje.

    > Fajnie, że jest takie miejsce, fajnie, że jesteście...
    > Pozdrawiam
    > Świąt Wesołych życzę...

    Dzięki! Cieszę się, że kilka osób tu wpada i można sobie spokojnie pogadać!
    Wesołych...!!! :P
  • kaha1 23.12.04, 21:29
    małe sprostowanie - ja pisałam o szkole trenerów, która przygotowywuje do pracy
    z grupą terapeutyczną. Jeśli chodzi o szkoły trenerów biznesu to nie znam się
    na tym jak one powinny wyglądać.
    Wesołych świąt ;)
  • trainings 23.12.04, 22:29
    > ... o szkole trenerów, która przygotowuje do pracy z grupą terapeutyczną...
    No to zmienia nieco perspektywę :)
    I pewnie warto uściślić znaczenia terminu "trener" - czyli osoba zajmująca się
    edukacją/rozwojem umiejętności. Pracuje z grupą - ale szkoleniową.

    Natomiast w kontekście zajmowania się leczeniem np. podczas psychoterapii
    grupowej - to osobę podejmującą się takiej roli nie nazywa się inaczej jak
    tylko terapeutą - nie trenerem.

    A proces szkolenia terapeuty ZAKŁADA w większości szkół przejście własnej
    psychoterapii - stąd być może całe nieporozumienie? Jeśli zapłaciłaś za
    szkolenie w psychoterapii - to nic dziwnego, że prowadzący prowadzili także
    terapię. Pytanie - czy miały tam także miejsce zajęcia z teorii? Edukacja z
    zakresu psychoterapii i sama terapia powinny być wyraźnie oddzielone.
  • kaha1 24.12.04, 23:19
    trener warsztatu - to mój tytuł rekomendacji PTP i tym terminem się posługuję.
    Psychoterapeuta jest gównie rozumiany jako osoba zajmująca się terapią
    indywidualną. Dlatego nie używam tego terminu.
    Dokładnie o takim szkoleniu pisałam, dlatego kiedy poczytałam wasze posty,
    pospieszyłam z wyjaśnieniem. A jeśli chodzi o teorię, to nie da się jej
    uniknąć, jest elementem całej szkoły, nie ma sensu prowadzić szkoły jeśli się
    jej uczestników nie edukuje. Sama terapia nie jest wystarczającym
    przygotowaniem do pracy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka