Dodaj do ulubionych

Zastanawiam się czy tylko ja tak mam, czy to norma

16.03.05, 21:44
Witam
Zastanawiam się czy normą jest potrzeba bycia zaakceptowanym przez grupę,
którą się szkoli.
Zauważyłam u siebie, że gdy wchodzę do nowej grupy, to na początku skupiam
się na tym by zdobyć sympatię uczestników. Może nawet nie sympatię a „nić
porozumienia”. Ważne jest dla mnie by w oczach słuchaczy widzieć, zrozumienie
tego co do nich mówię.
Jeśli w grupie na starcie pojawia się opór, to staram się robić wszystko, by
uczestnicy przestali oporować. W wielu grupach udaje mi się to zrobić już na
początku zajęć w ciągu kilkunastu pierwszych minut. Jak mi powiedziała kiedyś
superwizora- szybko „kupuję sobie grupę”. I to „kupienie sobie grupy” jest
dla mnie istotne. Gdy trafia się uczestnik z pokerową twarzą, taka sytuacja
mnie męczy do tego stopnia, że prowadząc szkolenie skupiam się jednocześnie
na tym, by na owej twarzy pojawił się jakiś grymas. Kiedyś prowadziłam długie
szkolenie w pewnej poważnej państwowej instytucji, przez 3 tygodnie „męczyłam
się” z panem prezesem, który na zajęciach był w masce prezesa, dopiero w
trzecim czy czwartym tygodniu ćwiczeń pan prezes pokazał ludzką twarz a ja od
razu poczułam się lepiej.
Zastanawiam się czy tylko ja tak mam, czy to norma?
Jak wy znosicie pokerowe twarze i czy też oczekujecie sympatii od grupy?
Edytor zaawansowany
  • fnowakowski 16.03.05, 22:23
    akceptacja grupy - rzecz miła i w wiekszosci przypadkow chyba ulatwiajaca prace

    czy konieczna do sukcesu w szkoleniu? nie wiem!

    za pokerowymi twarzami na ogol kryje sie...pustka , albo nieobecnosc umyslowa
    :-)

    ale mysle, ze ta proba nawiazanie pozytywnej relacji w poczatkowej fazie szkolenie to zawodowy standard - ja zawsze podchodze do tego w ten sposob - nie moge negowac czlonkwo grupy, ich wiedzy i przekonan (bo sa onne subiektywnie sluszne) - musze je najpierw zaakceptowac i zrozumiec - a potem ewentualnie przerobić i zmodyfikować (choćby to oznaczało obrót o 180 stopni, najpierw wychodze zawsze od punktu widzenia klienta) - no a ta technika wymaga nawiazania czegos w rodzaju sympatii...

    krótko - mysle, ze dobry trener tak ma :-) - zreszta narcyzm i ekshibicjonizm w duzym nasileniu w tej pracy niezbedny ;-)
  • fnowakowski 16.03.05, 22:25
    to ostatnie zdanie to juz czesc innego toku mysli...ale moze innym razem :-)
  • calac 22.03.05, 12:44
    > za pokerowymi twarzami na ogol kryje sie...pustka , albo nieobecnosc umyslowa
    > :-)

    Hi hi dokładnie. Pokerowa twarz to dosyć nobilitujące określenie. Częściej jest
    chyba tak, że osoba taka jest z gatunku fikusów (stoi w kątku, chłonie cenny
    tlen, na liściach osadza mu się kurz).

    Choć i tak wolę myślę, że jeśli nie udało się przekonać wszystkich uczestników -
    to można było zrobić wszystko inaczej.
  • trainings 17.03.05, 01:10
    > Może nawet nie sympatię a „nić porozumienia”. Ważne jest dla mnie by w oczach
    > słuchaczy widzieć, zrozumienie tego co do nich mówię.
    Oj tak :)
    Tak jak napisał już kolega o narcyźmie i odkrywaniu siebie.
    Jak już człowiek jest na scenie, eksploatuje gardło, wytęża umysł, zostawia
    kawałek siebie. Boimy się odrzucenia. Gdybyś się nie przejmowała - to
    oznaczałoby, że albo rutyna Cię zjad(ł)a - albo nie pasujesz, olewasz robotę.
    Takie emocje nie są może przyjemne - ale są wskaźnikiem zmotywaoani do pracy.
    Potwierdzenie jest potrzebne. A tym bardziej na początku - bo od dobrego
    wejścia wszystko zależy. A przecież im wyżej uczetsnicy umocowani - w tym
    większym stopniu mogą zaprosić trenera do powrotu wcześniej do domu niż
    zamierzał. I wtedy klapa.

    Ale nic na siłę - nadskakiwanie i uwodzenie na siłe - niewiele daje, a najmniej
    satysfakcji włąsnej. Staram się po prostu skoncentrować na merytoryce,
    obserwuję grupę, zbieram drobne smaczki w wypowiedziach, zapisuję w pamięci -
    wracam i z nich korzystam, komentując akurat omwianą sprawę. Bez napinania i
    myślenia, że za wszelką cenę musi wyjść, udać się. To dodaje autentyzmu, buduje
    kontakt.
    A ludzie w masce odpuszczają - często bardziej niż na nas zwracają uwagę na
    innych w grupie - o wielu sprawaach relacjach spoza sali nie wiemy.

    Jak nie ma tej nici - tym bardziej warto to nagłośnić i zapytać się czy nie
    pomylili sali :)

    Na szczęście mimo podobieństw - nie ma powtarzalności między grupami - i naszym
    stanem akurat tego dnia.



  • k_i_k_a 17.03.05, 15:44
    no ja traktuję to jaką normę, innej możliwości nie widzę :)
    Zresztą - prowadząs rówżengo rodzaju szkoelnia ćwiczę z ludźmi jak zdobywać
    sympatię, wzbudzać zaufanie... by być bardziej skutecznym, dlaczego zatem sama
    miałabym tego nie robić? Sama doskonale wiesz, że łatwiej pracuje się, a
    szczególnie przyjmuje wiedzę od kogoś, kogo się lubi :)
    A z oporującymi to też dla mnie standard - staram się przekonać zawsze.
    Ostatnio niestety trafiło mi się szkolenie, na którym miałam zarząd dwóch
    integrujących się firm... tyle, że jeden z prezesów upodobał sobie jechać po
    drugim... koszmar. A kiedy już zaczął mnie wprost wciągać w sytuacje: "niech
    panie jako profesjonalista powie jak to jest....", po to by zdyskredytować
    drugiego, to poczułam się zażenowana... reszta uczestników też to chyba
    widziała. Nie dałam się wciągnąć w tą gierkę. Zaowocowało to niższą oceną ze
    strony 1 osoby na konieć... wszystkie ankiety 8-9-10 (na 10 pkt skali), jedna -
    5... Aż nazbyt oczywiste od kogo....;) No i w tej sytuacji powiedziałam sobie w
    pewnym momencie, że nie będę się starała go przekonać, bo szmacić się nie
    zamierzam. Musiałabym w oczach innych uczestników pozbawić się godności. Ale
    generalnie - sympatię zawsze staram się pozyskać :)

    --
    ... ciepła... ciepła i jasności tej zimy mi trzeba...
  • fnowakowski 17.03.05, 15:59
    jasne, ze to jest technika nie cel sam w sobie

    zawsze sie jakis rodzyn niezadowolony trafi...:-), na sile go nie ma co przekonywac - tym bardziej ze pozostali uczestnicy doskonale widza ze gosc sie upiera "dla zasady"
  • iwa01 21.03.05, 01:39
    dziękuję za Wasze komentarze
    poza tym, ze zajmuję się szkoleniami, to pracuje też na uczelni, a może przede
    wszystkim pracuję na uczelni a szkolenia są dodatkiem, z czegoś trzeba przeciez
    żyć ;-))
    kiedy patrzę na niektórych kolegów pracowników naukowo-dydaktycznych, to mam
    wrażenie, że wchodzą na zajęcia robią co sobie zaplanowali ale nie zwracają
    uwagi na studentów, nie jest dla nich istotne co student zrozumiał i czy w
    ogóle zrozumiał.
    Dla mnie kontakt ze studentem czy uczestnikiem szkolenia jest podstawą, bo
    dzieki temu wiem jaka jest efektywnośc moich zajęć. Poza tym w odróżnieniu od
    paru kolegów, wychodzę też z założenia, że ja jestem dla studentów a nie oni
    dla mnie.
  • trainings 21.03.05, 09:02
    > Dla mnie kontakt ze studentem czy uczestnikiem szkolenia jest podstawą, bo
    > dzieki temu wiem jaka jest efektywnośc moich zajęć. Poza tym w odróżnieniu od
    > paru kolegów, wychodzę też z założenia, że ja jestem dla studentów a nie oni
    > dla mnie.
    Tak właśnie myślę! :)
  • fnowakowski 22.03.05, 13:01
    jest jeszcze grupa studentow , ktorzy by chcieli zeby wykladowcow najlepiej wogole nie bylo ;-)
  • very_famous 23.03.05, 23:16
    W mojej pracy najistotniejsze aby złapać kontakt z grupą. Aby wspólpraca była w
    ogóle możliwa i owocna - oni także muszą kontaktowac się ze mną. Jak trafi się
    grupa mało komunikatywna - nie chcą sie odzywac - to proszę aby chociaż kiwali
    głowami. Na ogół to działa :)
    --
    Zakazane forum siostry bliźniaczki

    VERKA 3 :)
  • kaha1 24.03.05, 09:32
    długo zastanawiałam się co tu napisać.
    Ja nie staram się o to aby grupa mnie lubiła, ale też specyfika pracy zupełnie
    inna. Dla mnie na pierwszym planie są relacje między uczestnikami i dbałość o
    to aby były jasne. Jeśli pracuję z grupą długo to zachęcam do tego aby mówili
    mi o złości na mnie i wierzcie mi dużo jej się pojawia.
    .. to chyba tyle
  • very_famous 24.03.05, 13:00
    Mnie cały czas śmieszy zachowanie "kalafiorów" jak to ładnie ktoś napisał ;-)
    Jeśli czegoś nie potrafi zrobić albo nie rozumie - to mowy nie ma aby poprosić o
    pomoc. Łatwiej się jest obrazić, pier...ć klawiaturą i nieodzwywać sie do
    wykładowcy. Zabawne bo płacą forsę a pokazują fochy.
    --
    Zakazane forum siostry bliźniaczki

    VERKA 3 :)
  • iwa01 25.03.05, 03:00
    dziękuje za komentarz, zastanawiałam się czy i co tu napiszesz :-)
    pozdrawiam


  • kaha1 28.03.05, 19:39
    i jak?
  • leszek.stepien1 16.06.05, 17:29
    Dla mnie bycie "w kontakcie" i empatii z grupą jest warunkiem prowadzenia
    szkolenia
    Staram sie nie zapomnieć:
    1. grupa nie jest monolitem i nie wszyscy są "w oporze" i myślą tak samo.
    najgłośniejsi nie są głosem grupy.
    2. to, co widzę na twarzach ludzi nie zawsze jest tym, co jest w mojej głowie
    (kamienna twarz może być spowodowana nie niechęcią do trenera ale wogóle czyms
    innym)
    3. Grupa przechodzi przez proces na szkoleniu i świadomość tego może bardzo
    pomóc trenerowi. etapem procesu jest konflikt i prawie zawsze zaistnieje bez
    względu jak świetny jest trener. jak sobie z tym poradzi? - to świadczy o
    umiejętnościach i warsztacie
    4. W grupie występują różne role, między innymi błazen który tak naprawdę nie
    jest groźny, a nawet go czasem trzeba bronić przed agresją grupy. niektórzy
    wykorzystują wstępną fazę treningu żeby zaistnieć i różnie się zachowują. to
    też nie problem. działania takich uczestników nie mają nic wspólnego z
    akceptacją trenera.
    5. głęboko wierzę w to co przekazuje na szkoleniu, nie wciskam kitu - to daje
    mi prawo bycia traktowanym z szacunkiem. daję też prawo innym do własnego
    zdania na ten temat. nigdy się nie spieram z innym zdaniem (asertywność)
    6. na szkoleniu daję uczestnikom wolność wyboru - nie musza brać udziału. ale
    to komfort prowadzenia własnej firmy szkoleniowej :)
    ale się rozpisałem ..... :)
  • kaha1 16.06.05, 20:31
    jestem pod wrażeniem wiedzy z zakresu procesu :)
    gdzie ma siedzibę twoja firma?
    i gdzie się szkoliłeś, gdzie tak dobrze przygotowują do pracy?
  • leszek.stepien1 17.06.05, 15:29
    cześć kaha. moja firam mieści się w warszawie, ale szkolenia, ze względu na
    specyfikę prowadzimy głównie w górach lub na północy kraju. szkoliłem sie w
    wielu miejscach i wielu tematach ale tak naprawdę to poszukiwałem "drogi".
    teraz, po latach doświadczeń mam tą drogę i fajnie mi sie pracuje z grupami.
    pozdrawiam
  • trainings 17.06.05, 08:45
    Mądrze to ująłeś - rzeczywiście monolitycznych grup nie ma, są uczestnicy z
    muchami w nosie, obojętni a i zwolennicy. Robię co mam zrobić - jak najlepiej
    potrafię, bez walki - z wyrażeniem swego zdania i pokazaniem dlaczego jest
    właśnie takie a nie inne. Dyskusje nie-teoretyczne a dotykające specyfiki pracy
    w danej firmie, dotykające doświadczeń pojedynczych osób są bardzo ciekawe -
    pozwalają zobaczyć elementy jakiejś teorii w praktycznym zastosowaniu - co w
    polskeij rzeczywsitości bywa czasem całkiem śmieszne/targiczne - kiedyś
    uczestniczka z pełną swobodą opowiadała mi o sukcesie w coachingu, który dla
    niej polegał na tym, że mogła szybko podjąć decyzję o zwolnieniu - "bo co się
    będzie z nieukiem męczyć"... brrr
    Po prostu trzeba od wnoszenia pudeł - po uściski dłoni na parkingu przed
    wyjazdem czuć, że się jest dla grupy.
  • leszek.stepien1 17.06.05, 15:31
    cześć trainings
    zgoda w 100% :)
    pozdrawiam
  • k_i_k_a 20.06.05, 14:02
    tak sobie przeczytałam co napisaliście... i aż się uśmiechnęłam :)
    Do niedawna myślałam, że są to tak oczywiste rzeczy, że nie warto nawet
    wspominać, bo przecież każdy o tym wie... Ale... Od kilku miesięcy biorę udział
    w jednej szkole trenerów... ot, tak - żeby sprawdziś własne umiejętności, żeby
    dowiedzieć się jak inni pracują, porównać... Prowadziłam też sporo szkoleń,
    miałam okazję widzieć warsztat innych trenerów. I to co kiedyś wydawało mi się
    oczywiste (chyba tylko z racji tego, że ci, z którymi współpracowałam byli
    naprawdę DOBRZY), takie oczywiste już przestało być... Bo kiedy widzę, jak
    ludzie rozpływają się nad jakością szkolenia i warsztatem trenera, który jest
    wg mnie mocno średni... to zaczynam sie zastanawiać - o co w tym chodzi?? Z
    bólem stwierdzam, że wcale nie ma aż tak dużo ludzi, którzy w tym zawodzie
    reperezentują naprawdę wysoki poziom. Te doświadczenia pokazały mi, że może
    niepotrzebnie uważałam się za aż tak małego żuczka... ale to wcale jakoś mnie
    nie cieszy.
    Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że dalej będę spotykać DOBRYCH trenerów, no i
    chyba czas zacząć mówić o rzeczach, o których mówienie dotychczas wydawało mi
    się nie na miejscu... ("...no bo to takie trywialne, wszak każdy sznujący się
    trener o tym wie...").
    Pozdrawiam gorąco :)))))
    --
    ...cała jestem czekaniem na konwalie...
  • kaha1 21.06.05, 19:16
    ale ci rozbuchali ego na tej szkole ;)
  • user2000 21.06.05, 19:49
    " niektórzywykorzystują wstępną fazę treningu żeby zaistnieć i różnie się zachowują. to też nie problem. działania takich uczestników nie mają nic wspólnego zakceptacją trenera." - słowa - leszka.stepien1
    Zgadzam się i uważam że tak naprawdę możemy tu oprzeć się o etapy budowania grupy. Na co dzień kierując zespołami - staram się nie ingerować dopóki nie atakują siebie. Uważam bowiem, że sztuczne "ustawianie" grupy to jeden z większych błedów. Niestety - mając tylko kilka godzin, musimy w pewnym stopniu poszufladkować ludzi i zareagować wcześniej - i tu chyba miejsce na umiejętności i wyczucie.
    Co do kamiennej twarzy - ja mam taką zasadę. Szkolenie jest dla grupy, nie dla jednego. Rozumiem jednak różnice w postrzeganiu świata przez kobiety i mężczyzn. W kobietach chyba jest jednak większa potrzeba przynależności - dlatego może inaczej to widzimy.
    Oczywiście daleki jestem od stwierdzenia, że sympatia grupy nie pomaga. Pomaga jak najbardziej - ale sympatia grupy, a nie jednej osoby.
  • oldek 13.02.06, 00:23
    W wielu przypadkach zaakceptowanie przez grupę może być w ogóle warunkiem
    skuteczności szkolenia. Ja szkolę często z autoprezentacji i wystąpień
    publicznych - jak nie zdobędę zaufania i sympatii grupy (czy też poszczególnych
    uczestników) na samym początku, to oni nie będą chcieli (kwestia emocji, nie
    racji) przyjąć ode mnie informacji zwrotnych. A te niekiedy mogą być mocno
    ingerujące w osobę i jej sposób bycia - np. wskazanie błędów językowych, które
    popełnia, czy "nietakiegojaktrzeba" ubioru, etc..

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka