Dodaj do ulubionych

W najsłabszym ogniwie

24.03.05, 16:21
wystąpiła dziewczyna podająca się za psychologa - trenera. Szczuka oczywiście
oceniła jej zawód identycznie jak ja, ale. ! Na stronie programu, w opisach
zawodników, widnieje wmianka, że ta uczestniczka za wygrane pieniądze
chciałaby sfinansować szkołę trenerów. Jak to więc. Bez szkoły śmie nazywać
się trenerem?
Może więc i ja się zgłoszę, będziecie mieli przynajmniej jednego oponenta
mniej, jeśli mnie przyjmą. Bo i wśród Was widzę politologów na przykład, bez
szkół trenerskich, więc do diaska, co trzeba przedstawić aby na "krzywy ryj"
przyjęto, bo wykształcenie kuleje.
Edytor zaawansowany
  • 24.03.05, 16:52
    chyba politologa? (czyli mnie :-)

    gdzie cie maja przyjac na krzywy ryj, na kurs trenerski?

    tam przyjmuja kazdego kto zaplaci :-)

    Nazwyać w tej chwili nie możesz się lekarzem, inżynierem, architektem - reszta zawodów nie ma obostrzeń kto sie może tak czy inaczej nazywać...

    Tak jak wspomnieliśmy wcześniej nie wykształcenie się liczy ale wiedza i umiejętnosci pracy z ludźmi...

    Wśród prezesów firm jest wielu historyków albo filozofów - czy biznesem mogą się tylko zajmować studenci ekonomi

    A może polityka powinna być zarezerwowana dla politologów :-)?

    Na szczeście żyjemy w społeczeństwei gdzie w większości papier nie determinuje twoich możlwości zawodowych - choć w niektórych przypadkach ułatwia pewne drogi.
  • 24.03.05, 17:27
    nie na kurs ternerów, bo jak zauważyłeś, tam przyjmują każdego kto zapłaci ;)

    mówię o biurach doradztwa czy firmach szkoleniowych, w których pracujecie.
    Czyli zielonego szczypiorka bez doświadczenia, bo w końcu kiedyś musieliście
    zacząć
  • 24.03.05, 17:39
    przygotowac sensownie zrobiony program

    wsyalac do firm szkoleniowych

    zrobic dobre wrazenie

    zarzadac konkurencyjnej zaplaty

    przeprowadzic udane szkolenie

    NIC PROSTSZEGO - szcegolnie , ze uwazasz, ze to bardzo latwe i banalne :-)
  • 24.03.05, 17:55
    Ty tak zrobiłeś? ot tak? wysyłałeś i przyjęto łebka z ulicy>
  • 24.03.05, 18:31
    z ogloszenia w GW

    fakt,

    1)miale doswiadczenie w pracy ze studentami

    2) mialem doswiadczenie w pracy urzednika - a szkolenie bylo dla kadry biurowej

    No i sie udalo...

    Jednak do dzisiaj pracuje tylko na zlecenia - ale staram sie o jakies trwalsze formy wspolpracy (trener wewnetrzny) bo to bardzo niestabilne zrodlo dochodow [jakby ktos slyszal :-) , to prosze o info)
  • 24.03.05, 21:03
    oo, coraz lepiej, może jesteś mną z tym doświadczeniem ;)
  • 24.03.05, 18:52
    > przygotowac sensownie zrobiony program
    > wyslac do firm szkoleniowych
    > zrobic dobre wrazenie
    > zarzadac konkurencyjnej zaplaty
    > przeprowadzic udane szkolenie
    > NIC PROSTSZEGO - szczegolnie , ze uwazasz, ze to bardzo latwe i banalne :-)
    Tak - nasza dyżurna oponentka nie raz i nie dwa mówiła, że to łatwe i
    banalne... chyba zacznę oglądać to ogniwo :)

    >Ty tak zrobiłeś? ot tak? wysyłałeś i przyjęto łebka z ulicy>
    A w taki sposób robi się jak najgorsze wrażenie - więc chyba tracisz punkty w
    przedbiegach, bo nawet gdybyś znała osobiście kolegę FN - to nieprzystoi tak
    publicznie ... od "łebków"m - więc najpierw AUTO-szkolenie z savoir-vivre - w
    ulubionej formie - czyli lektura pl.wikipedia.org/wiki/Savoir-vivre

    >co trzeba przedstawić aby na "krzywy ryj" przyjęto, bo wykształcenie kuleje.
    I znowu jakaś dziwna mieszanka wyższości, pobłażania i chęci obrażenia tych, co
    nie myślą podobnie. Zresztą nie po raz pierwszy.
  • 24.03.05, 19:39
    gratuluję Fnowakowski tak ciekawego życiorysu! Musisz być na prawdę przebojowym
    człowiekiem :)

    - a swoją drogą ciekawy ten trener bez trenerskich umiejętności :)
    (bo czego się ta pani innego chciała na tej szkole nauczyć?)
  • 24.03.05, 20:38
    Kłaniam się nisko :) Tak się składa, że o mnie mowa...;)


    Fajnie czytać jak błyskawicznie forujecie wyroki o umiejętnościach... na
    podstawie jednej wzmianki, że zaczęłam szkołę trenerów. A nie słyszeliście nigdy
    o podwyższaniu kwalifikacji? Nie słyszeliście, jak menedżerowie kształcą się w
    kierunku zarządzania??? Ponoć człowiek uczy się całe życie, a tu taka nagonka na
    kogoś kto liczy na to, że może jeszcze czegoś się dowie, kto chciałby porównać
    się z innymi, zaczerpnąć pomysły, posłuchać opinii profesjonalistów na temat
    swojego warsztatu??? Nawiasem mówiąc - w innym miejscu wspominałam, że zaczęłam
    szkołę - tam jakoś nie pojechaliście po mnie...;)
    A dla wyjaśnienia - jestem psychologiem ze specjalizacją zarządzanie, od ponad
    dwóch lat aktywnie prowadzę szkolenia. Szkoła jest roczna i skierowana do osób
    które mają już jakieś doświadczenia. W kilkunastoosobowej grupie jest kilka
    osób, które nawet dłużej ode mnie prowadzą szkolenia.
    No ale jak widzę - jeśli ktoś powie, że chce się doskonalić i podwyższać
    kwalifikacje, to biada mu... wszak wszelką wiedzę posiąść powinien zanim zacznie
    ją wcielać w życie... potem już uczyć się nie powinien...;))
    Pozdrawiam wszystkich zwolenników ustawicznego rozwoju :))))
    Wesołych Świąt :)
    --
    ...cała jestem czekaniem na konwalie...
  • 24.03.05, 21:08
    Powoli - ustalmy fakty - chyba niezbyt dokładnie przeczytałaś/zrozumiałaś i
    zbyt prędko odniosłaś to do siebie. I zbyt pochopnie uogólniasz.

    Wg mnie było tak:
    1. Wyrok ferowała tylko jedna osoba (ta która założyła wątek). Wcześniej dała
    się poznać jako osoba niezbyt przyjaźnie nastawiona do tego zawodu i w ogóle
    zasadności prowadzenia szkoleń jako takich (zresztą jesteś od dawna - to
    pamiętasz).

    2. I rzeczywiście złośliwie Ci dowaliła - bo tak lubi (czemu - nie wiem - może
    jest wtedy większa, i jeszcze większa, największa? :)
    Patrz cytat: "Szczuka oczywiście oceniła jej zawód identycznie jak ja, ale. !"
    i inne kwiatki takie jak "dziewczyna podająca się za psychologa - trenera..."

    3. Nikt później nie "wys-forował" się, aby zajmować się Twoją osobą i udziałem
    w programie! Żadna z wypowiedzi, poza pierwszą, nie dotyczyła
    programu "Najsłabsze Ogniwo". Nie mam zwyczaju komentowania czegoś czego nie
    widziałem.

    4. FN trafnie prowadził dalej polemikę dotyczącą tego, w jaki sposób można stać
    się trenerem.

    5. Ja odezwałem się "w kwestii formalnej" - dotyczącej kolejnej napaści
    tzw. "zgeneralizowanej" - w podobnym duchu co kiedyś. I jak widać - propozycja
    związana z dbaniem o to, by nie krzywdzić niepotrzebnie innych dość trafną
    była - bo słusznie odezwałaś się buntując się przeciw takiemu wyzłośliwianiu
    się... jak widać świat nie taki wielki i obiekt złośliwości tuż obok.

    6. Nie uważam, że chęć dokształcania zasługuje na krytykę. I nikt nie jechał tu
    po Tobie a propos szkoły trenerskiej - nie znajduję tu śladó dla tak poważnych
    zarzutów:
    > a tu taka nagonka na kogoś kto liczy na to, że może jeszcze czegoś się dowie,
    > kto chciałby porównać się z innymi, zaczerpnąć pomysły, posłuchać opinii
    > profesjonalistów na temat swojego warsztatu...

    7. W związku z powyższym - także pozdrawiam wszystkich zwolenników ustawicznego
    rozwoju :))))
  • 26.03.05, 13:08
    ależ broń Boże nie Ciebie się to tyczyło :) moja odpowiedź była odpowiedzią na
    post kahy1 :)))) A u niej znalazło się:

    - a swoją drogą ciekawy ten trener bez trenerskich umiejętności :)
    (bo czego się ta pani innego chciała na tej szkole nauczyć?)

    I to już tyczyło się własnie mnie osobiście :)

    A tak w ogóle to naprawdę traktuję to z przymrużeniem oka, bo jak poważnie
    traktować zarzuty w rodzaju: lekarze nie powinni leczyć, skoro w trakcie
    prowadzenia praktyki kontynuują nauką na kursach lub specjalizacjach... ;) No
    bo to tego rodzaju zarzut...:)

    Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz wyjaśniam - nie Ciebie się tyczyła moja
    wypowiedź, a nawiasem mówiąc - właśnie Twoje wątku i posty uważam za jedne z
    wartościowszych i mądrzejszych na Twoim forum :)

    Pięknego czasu świątecznego
    --
    ...cała jestem czekaniem na konwalie...
  • 25.03.05, 11:02
    ...a czy to nie jest czasem tak, że prawie wszystkie posty w tym wątku są
    ilustracją zasady: "Jak ktoś ma w ręku młotek to wokół widzi same gwoździe".
    Więc z mojej strony:
    dla k_i_k_i - poparcie
    dla fnowakowski - szacunek
    dla r.richelieu - Ce n'est son pas me meblez!
    pstryk... skończyło się
  • 25.03.05, 12:27
    zapomniałeś o meritum czyli o Trainings
  • 25.03.05, 16:47
    ...to się z nią podziel mebelkami :-)
  • 25.03.05, 17:42
    to jest on ;) nie sugeruj się tym, że przy każdym "odpowiedz cytując"
    wyskakuje "training napisała"

    co do mebli, mam na zbyciu kuchenne, w starym dobrym stulu klocka oklejonego
    tapetą, tapeta de lux ala beżowy marmur, materiał: solidna sklejka. Można by
    rzecz, że to meble w tak modnym obecnie stylu oldschool
  • 24.03.05, 21:01
    oo, większe braki w wychowaniu masz Ty, trainngs, kiedy wtrącasz się do
    sytuacji, której poprzednik, choć było to do niego, nie skomentował. Łebek może
    być równie droczącym się określeniem jak "Ty obrzydliwy potworze" wypowiedziane
    w chwili pozytywnego uniesienia. Trener chyba powinien to wiedzieć.

    I tu nie ma formalnych relacji, bo forum to miejsce towarzyskie, gdzie
    profdrhab i jego student, matka i syn, 80 i 12-latek, stoją na tym samym
    poziomie niewiedzy.

    A wikipedię.. ;) weź się trainings nie kompromituj. Wiki jest owszem
    ciekawostką, ale w żadnym wypadku nie może stanowić porządnego źródła
    informacji. Jeśli każdy może się tam wpisać, a metody weryfikacji są mało
    skuteczne to jak można Wiki ufać? Jest to takie samo forum jak nasze.

    Trainings, uśmiechnij się. A moje pobłażanie ma źródło właśnie w tym, że
    psychologów uważam na specjalistów. Jeśli zostają paniami od prowadzenia
    szkoleń z opanowania stresu, które może rowadzić i nie psycholog, to tak jakby
    ich wykształcenie było niepotrzebne. Nasz politolog to właśnie piękny przykład
    na to, że można nie mieć wykształcenia niby kierunkowego, a jednak potrafić. I
    za to go cenię.
  • 24.03.05, 21:29
    > nie skomentował.
    Może jeszcze skomentuje.

    > ...droczącym się określeniem...
    ???
    Nie rozśmieszaj mnie nazywając TON swojej wypowiedzi "pozytywnym uniesieniem".
    Jak może zdążyłaś zauważyć - komuś baardzo konkretnemu zrobiło się przykro.
    I nic do rzeczy nie mają tu żadne "obrzydliwe potwory".
    Chyba, ze to projekcja :P

    > Trener chyba powinien to wiedzieć.
    I znowu ulubiony ten ulubiony ton wyższości. Może jakaś mała transgresja, by
    się przydała, jakieś przekraczanie granic - to tak a propos wykształcenia i
    kompetencji zawodowych.

    > I tu nie ma formalnych relacji, bo forum to miejsce towarzyskie, gdzie
    > profdrhab i jego student, matka i syn, 80 i 12-latek, stoją na tym samym
    > poziomie niewiedzy.
    I tak. I to samo powinno dotyczyć kultury osobistej. Powinni STAĆ. Gorzej - gdy
    leżą. Płasko. W tym zakresie mam małą tolerancję na niewiedzę. WIEM TO JAKO
    TRENER.

    > A wikipedię.. ;)...
    A to było takie droczące - wg mnie. I jak najbardziej TOWARZYSKIE. A jak
    Twierdzisz - "... forum to miejsce towarzyskie". Nie czuję dysonansu.

    > weź się trainings nie kompromituj...
    > Jeśli zostają paniami od prowadzenia szkoleń z opanowania stresu, które może
    > prowadzić i nie psycholog, to tak jakby ich wykształcenie było niepotrzebne.
    A ja Cię za to nie cenię.


  • 24.03.05, 21:55
    ech. Każdą krytykę tak przyjmujesz? Przecież trener powinien być opanowany w
    każdej sytuacji. Nawet kiedy przyjdzie mu "kalafior" na szkoelnie i będzie
    rozbijał grupę od wewnątrz, podważał jakość tego co mówisz i generalnie "grał
    Tobie na nosie".

    Ostatnio byłam na szkoleniu z aplikowaniu o środki z efsu i śmiało mogę
    prowadzącą pochwalić. Więc jednak jeśli ktoś zasłuży .. i potrafi pokazać mi
    coś czego nie wiem.

    A politologowi nie rób za niańkę, bo jeszcze raz powtórze, jego akurat cenię,
    że daje sobie radę na rynku opanowanym przez psychologów. Osobiście znam kilku,
    straszna to rzecz mieć do czynienia w relacjach bardzo bliskcih z takim
    psychologiem, bo zawsze wie lepiej
  • 24.03.05, 22:40
    > Każdą krytykę tak przyjmujesz?
    Ten wątek nie mnie dotyczył. I nie mojej osoby dotyczyłą Twoja krytyka. Jakoś
    nie widzę pokory, nie słyszę "przepraszam" pod adresem osoby, która od Ciebie
    to słowo usłyszeć mogłaby.

    Słyszę za to kolejne złośliwości - "powinien", "w każdej", "każdą", "rynek
    opanowany przez psychologów", "straszna rzecz mieć do czynienia z TAKIM
    psychologiem, bo zawsze wie lepiej".

    Skąd wiesz, co powinien - a czego nie powinien robić trener, psycholog?
    Nie straszni mi psychologowie. Nie uważam, że ZAWSZE wiedzą lepiej. Zamiast się
    obawiać - czasem warto posłuchać. Każdego - nie tylko psychologa. Słuchać i
    usłyszeć. Do tego potrzebna cisza. A nie zgiełk i założenie, że każdy psycholog
    to WRÓG, który opanował OBCĄ dziedzinę wiedzy.

    A i Politologowi możesz oddać szacunek - choćby przez duże "P".
  • 24.03.05, 23:21
    wtrącasz się w nie swoje sprawy. Tyle. Przyszłaś mnie tresować własnymi
    wyrażeniami, a ja z założenia opieram się każdej tresurze.
    No i co jeszcze powiesz terenrko lwów, na takiego łebka jak ja, który
    przyszedłby na Twoje szkoelnie i z miejsca Cię ocenił. Jako, że ja gadać lubię
    i gadam zawsze, więc miałabyś we mnie integrującego grupę tylko wtedy, gdy
    oceniłabym Cię pozytywnie. A co gdyby tak nie było? Jak sobie wtedy radzisz z
    takimi, jak to nazywacie, "kalafiorami"?
  • 25.03.05, 00:21
    r. richelieu napisała:

    Jako, że ja gadać lubię
    > i gadam zawsze, więc miałabyś we mnie integrującego grupę tylko wtedy, gdy
    > oceniłabym Cię pozytywnie. A co gdyby tak nie było? Jak sobie wtedy radzisz z
    > takimi, jak to nazywacie, "kalafiorami"?


    Wiesz co Richelieu? Nie jestem psychologiem, nie jestem szkoleniowcem. Brałam
    czasem udział w szkoleniach i dlatego sądzę, że mam prawo się wypowiedzieć.
    Bardzo dziwną postawę przyjmujesz... Wyobraźmy sobie, że jesteś uczestnikiem
    szkolenia. Jest grupa osób w której jesteś Ty, i człowiek, który przyszedł to
    szkolenie przeprowadzić. Nie przypadł Ci do gustu, o co zapewne nietrudno. Ale
    przecież w Tobie można mieć integrującego grupę tylko wtedy, gdy oceniasz
    człowieka (przypominam - przed chwilą poznanego!) pozytywnie? A co jeśli test
    Jej Wysokości Richelieu wypadnie negatywnie? Zaczynasz gadać, bo gadać lubisz?
    Ty lubisz, ma się rozumieć. A czy grupa lubi Twoje gadanie? Może komuś innemu
    bardzo się podoba? Może koleżanka dwa krzesła dalej jest bardzo zainteresowana,
    odpowiada jej temat, program, sposób przeprowadzenia szkolenia i sam trener? I
    ona ocenia go pozytywnie? Czy Ty wtedy po prostu nie przeszkadzasz jednym
    pracować a drugim korzystać z możliwości dowiedzenia się czegoś? Może, w
    odróżnieniu od Ciebie nie wiedzą jeszcze wszystkiego? Może jednak nie jesteś
    pępkiem świata? Przyszedł Ci kiedyś do głowy taki pomysł?

    pieskuba
    --
    Od stóp do głów wpatrzone w nów,
    Leciały w niebo stada krów.
  • 25.03.05, 00:30
    Oo, szkolenia są zwykle prowadzone systemem warsztatowym, więc to prowadzący
    zachęca do gadania. Nie mówię przecież o gadaniu takim jak dzieci w
    podstawówce, bo nie mogą wysiedzieć 45 minut, tylko o gadaniu na temat. Że zaś
    na ten sam temat jest wiele opinii.. Jeśli prowadzący jest dobry to potrafi
    opanować różnice w zdaniach, a moja ocena nie powstaje po 10 minutach tylko po
    kilku godzinach.

    Zwracałam tylko uwagę Trainings, że nie dość że się wtrąca to twiedzi nie
    tylko, że ja mówię co ktoś powinien, ale wręcz sama dyryguje czyimiś
    odczuciami.

    --
    przyroda i przestrzeń
    socjolog
  • 25.03.05, 07:46
    > ale wręcz sama dyryguje czyimiś odczuciami.
    Od zawsze myslałem, że ODCZUCIA się ma - takie lub inne I że owe uczucia nei
    poddają się łatwo dyrygowaniu.
    Inaczej nasi przodkowie nie portafiliby unikać zagrożeń :)

    > to prowadzący zachęca do gadania.
    I wielość opinii tylko mu pomaga. Pisałaś wcześniej, że przynosisz "z miejsca"
    ustaloną opinię. Groźne może być trwanie przy swoim - bo to swoje - i nie
    zmienianie opinii pod wpływem nowych informacji.
  • 25.03.05, 00:33
    > wtrącasz się w nie swoje sprawy.
    Kto założył ten wątek? Kto jest sprawcą zamieszania?

    > wystąpiła dziewczyna podająca się za psychologa - trenera. (...)
    Ona JEST psychologiem. I trenerem.
    TY pierwsza rzuciłaś kamienieniem - nikt inny - TY.
    Wtrąciłaś się w jej sprawy. Teraz rozglądasz się nerwowo i jakoś tego nie
    widzisz. Kamień osiągnął cel. Ta osoba poczuła się urażona i B.WYRAŹNIE o tym
    napisała. Do Ciebie. I do mnie. I do innych, którzy tu zaglądają.
    MOŻE czeka, aż ją przeprosisz? Może nie. Jak byłaś taka odważna - weź
    odpoiwedzialność nie tylko za swój radykalizm - ale i za posprzątanie po nim.

    > Na stronie programu, w opisach zawodników, widnieje wzmianka, że ta
    > uczestniczka za wygrane pieniądze chciałaby sfinansować szkołę trenerów. Jak
    > to więc. Bez szkoły śmie nazywać się trenerem?
    Ile kliknięć trzeba, by dopaść takich informacji i komuś dogryźć? Trzeba wpaść
    na pomysł. By tak zupełnie bezinteresownie wyśmiać to, że ktoś chce zapłacić
    sobie za kurs. Co w tym śmiesznego? Co?
    I uważasz, że można się z kogoś wyśmiewać - ot tak? Że to takie
    niezobowiązujące?
    Mnie nie do śmiechu, gdy dajesz sobie prawo, by komuś dowalać, pisząc, że się
    PODAJE i ŚMIE coś robić.

    Czy wiedząc, że TU pisze - równie łatwo powtórzysz to co napisałaś?

    Pułapka nienawiści: zobaczyć w okienku => zacząć szukać czegoś czym można
    uderzyć => znalaleźć => uderzyć => poczuć dumę.

    A teraz nie potrafisz przeprosić.
    Uciekasz od tego co zrobiłaś.
    Nie opierasz się swojej własnej tresurze - by być opierającą się tresurze.
    Nieustannie.

    Co powiedzieć na szkoleniu? A czemu uznajesz, że Trener ma się koncentrować na
    kimś, kto neguje sens szkolenia? Chyba czerpiesz siłę (której Ci brak???), by
    koncentrować na sobie uwagę i domagasz się w ten sposób uznania.

    W realu pewnie uznałbym, że lepiej skoncentrować się na tych, którzy chcą się
    uczyć.
    Oceniać wolę PO - a nie przed (z miejsca). W psychologii, pardon, jest taki
    termin UPRZEDZENIA. I on mi tu mocno pasuje do tego, co nazywasz oceną z
    miejsca. Bo wg mnie - brak możlwiości poznania wyklucza możliwość podjęcia sądu.
    Udane szkolenie na szczęście nie zależy od tego czy trener potrafi udanie
    poradzić sobie z trudnym uczestnikiem. I z całą pewnością nie wyłącznie od od
    tego, co dzieje się w relacji SCENA - WIDOWNIA.
    I tym różni się szkolenie od konkursu piekności - lub - jak kto woli - brzydoty
    (intelektualnej).
    Są takie szkolenia, gdy dzięki tym co się chce i godzą się na (buberowski:)
    dialog jest CUDOWNIE. I dla takich spotkań warto z ludźmi rozmawiać. Gdy się
    TYLKO obwieszcza - mniej słychać. I zupełnie nie jest wtedy ważne, jakie oceny -
    z miejsca - czy z końca - się dostanie.

    To co dał mi ten czas "nie-dailogu" to większa pewność, że poznam Cię - jeśli
    usiądziesz na szkoleniu, które poprowadzę.






  • 25.03.05, 01:31
    Autentycznie nie rozumiem. Do tej pory byłam pewna, że czepiasz się tego,
    że "obraziłam" fnowakowskiego, bo nazwałam go łebkiem, które to wyrażenie
    osobiście stosuję do kolegów, których lubię.
    Teraz czuję wyraźnie, że to Ty jesteś tą dziewczyną z najsłabszego ogniwa albo
    jej znajomą. Powtórzenia wyrazów: Ty, Co? jakby mało Ci było ekspresji.

    To jest forum, nie zauważyłś? Na f edukacja wycina się wątki zawierające dane
    osobowe nauczycieli, bo są w końcu osobami prywatnymi. Na f studia takich
    wątków nie wycinam, bo nauczyciel na tym szczeblu jest już niejako osobą
    publiczną, którą dorośli ludzie mają prawo oceniać dopóty, dopóki nie będą
    używać wyrażeń niecenzuralnych. Dlaczego więc osoba, która zgłosiła się do
    programu oglądanego przez 2? miliony ludzi ma nie być poddana takiej ocenie?
    Nie kwestionuję bycia psychologiem tej dziewczyny z NO, ale bycia trenerem.

    Ty pierwsza, nikt inny tylko Ty- Grochola i inne takie przy Tobie "wymiękają".
    Różnica taka, że te pisarki same określiły siebie jak górna niższa półka.
    Kamień osiągnął cel. Och, serce krwawi, bo baba z forum ośmieliła się
    powiedzieć coś o mnie. Szczuka mi dopiekła, ale taka jej rola, a babie z forum
    nic do mnie. Podła! Podła! Nie przeprosi, że nazwała mnie nie-trenerem. Podła.
    Kanieniami rzuca lecz ja z patelnią na której smażyłam naleśniki odbiłam ten
    kamień i teraz ją ugodził prosto w serce. Dobrze jej tak neiwdzięcznej. Ale co
    to? Nie krzywi się z bólu?

    "Och jaka fantastyczna jestem, może napiszę powieść dla kobiet."

    Przesadzasz z robieniem z forum kółka wzajemnej adroracji. Nie znosisz krytyki
    i każesz grzecznie się bawić wszystkim uczestnikom bez otwierania ust, chyba że
    chcą smarować Tobie.

    Więc, kogo i za co?
  • 25.03.05, 01:42
    ok, więc Kiko przeprszam, jeśli (jeśli?) Cię uraziłam. Trainings za to pokazała
    się jako osoba kompletnie niezrównoważona, wtykająca nos w nie swoje sprawy czy
    to Nowakowskiego czy Kiki, jakby to ją miało obchodzić. Ani jeden ani druga nie
    odniosły się w ogóle do tego co napisałam, tylko akurat Trainings. Po co? Czy
    to nie pierwszy symptom starobabinowatości, siedzenia w oknie czy za firanką i
    interesowania się sąsiadami? I wykłócającego się o byle co? Jeśli ktoś zgłasza
    się do programu to liczy się z tym, że ludzie będą w domach o nim opowiadać,
    takie to dziwne? O mnie opowiadają, o Tobie Tranings też. I każdemu kto nie
    zachwyca się Tobą zaraz każesz klęczeć na grochu? I w życie Twojej Matki i
    Twojej dorosłej córki też się wtrącasz?
  • 25.03.05, 02:48
    na tym forum są wątki z których jednoznacznie wynika, że założyciel forum jest
    facetem
    tyle tytułem wyjasnienia i przepraszam że się wtrąciłam

    a wasza kłotnia mi się nie podoba i tyle
  • 25.03.05, 08:51
    Ze starobabinowatym podziękowaniem :)

    Z dolnej półki, bez patelni, za to cały obsmarowany.

    Jeszcze całkiem rześki - GOSPODARZ (FORUM)
  • 25.03.05, 11:02
    Co z tego, że jest płci męskiej kiedy przy zakładaniu konta zazanaczył, że jest
    kobietą?
  • 25.03.05, 08:43
    r.richelieu napisała:

    > ok, więc Kiko przeprszam, jeśli (jeśli?) Cię uraziłam.
    I tylko o to mi chodziło.

    > Trainings za to pokazała się jako osoba kompletnie niezrównoważona, wtykająca
    > nos w nie swoje sprawy czy to Nowakowskiego czy Kiki, jakby to ją miało
    > obchodzić.
    Tak wg mnie powinien zachować się gospodarz forum. A oprócz tego - rzuć okiem i
    w innym niż wikipedia zbiorze danych na słowo projekcja - w ujęciu nie-
    kinematograficznym.

    > Ani jeden ani druga nie odniosły się w ogóle do tego co napisałam, tylko
    > akurat Trainings.
    Poddam się ich ocenie sytuacji. A myślę, że czytając co wyżej - napiszą.

    > Po co? Czy to nie pierwszy symptom starobabinowatości, siedzenia w oknie czy
    > za firanką i interesowania się sąsiadami? I wykłócającego się o byle co?
    I to jest zaproszenie do dyskusji? W taki sposób komunikujesz się - by potem
    mówić, że ktoś nie znosi krytyki. Cóż - ta starobabinowata osoab ma alergię na
    chamskie traktowanie innych. A ty masz talenta w tę stronę zwrócoe.

    > Jeśli ktoś zgłasza
    > się do programu to liczy się z tym, że ludzie będą w domach o nim opowiadać,
    > takie to dziwne?
    Wiesz - mnie interesuje nastawienie i forma tego OPOWIADANIA. To mnie razi.

    > O mnie opowiadają, o Tobie Tranings też. I każdemu kto nie
    > zachwyca się Tobą zaraz każesz klęczeć na grochu?
    ? Nie przypominam sobie wątków "z grochem" - no chyba, że twój z Grocholą.
    Nie mam (i było tak od zawsze) mocy dyryrgowania innymi. Mogę mówić, jak
    odbieram to co robią. To może skłonić je do powiedzenia mi, ze racji nie mam,
    może też skłonić je do zmiany.
    Tu powinno być miejsce na swobodny przepływ myśli - nie tylko zgodnych z jedną
    linią. I kazdy może sobie coś wziąć.
    Wróć do swych pierwszych wątków. Szkolenia są do niczego, ternerzy są
    niekompetentni, itd.
    Twoja krytyka dla krytyki - bez krytyki w krytyce - co najwyżej dotyka osoby -
    zamaist spraw. Nie wszyscy mają patelnie.

    > I w życie Twojej Matki i Twojej dorosłej córki też się wtrącasz?
    ? To kolejny powód by odesłać Cię choćby do Wikipedii - w sprawie savoir vivre.
    Wiesz - będąc z innymi osobami wpływasz na nie a one na Ciebie. I smutny jest
    świat tych, którzy tylko w relacji walki i wtrącania to widzą. Bo czasem można
    się spotkać.
  • 26.03.05, 13:28
    wiesz co???? Szczerze - nie zależy mi na Twoich przeprosinach. Zupełnie. I nie
    zależy mi na tym, byś właśnie Ty uznawała jakiekolwiek moje kwalifikacje. Ważne
    jest dla mnie to, jak odbierają mnie uczestnicy i inne osoby, które znają się
    na warsztacie ternerskim. Ważne dla mnie są słowa profesjonalistów w tej
    dziedzinie, i to gdy dzwoni do mnie nieznajoma osoba, z prośbą o spotkanie w
    sparwaie szkolenia, bo zarekomendowali mnie UCZESTNICY innego, prowadzonego
    przeze mnie.
    Do Ciebie napisałam odpowiedź tylko w jednym celu - byś w przyszłości
    zastanowiła się, zanim będziesz forować kolejne wyroki o kimś innym. Bo tak jak
    napisałam wyżej - w myśl Twojego tonu potępić by należy lekarzy, którzy
    prowadzą praktykę, a kwalifikacje ustawicznie podnoszą...
    Pozdrawiam.
    --
    ...cała jestem czekaniem na konwalie...
  • 26.03.05, 15:14
    Dobrze, że napisałaś. Dzięki.
    Pozdrawiam świątecznie wszystkich - oponentów i tych po jasnej stronie mocy
    trenerskiej :)
  • 25.03.05, 08:17
    r.richelieu napisała:

    > Autentycznie nie rozumiem.
    Poczytaj swoje wypowiedzi.

    > Do tej pory byłam pewna, że czepiasz się tego,
    > że "obraziłam" fnowakowskiego, bo nazwałam go łebkiem, które to wyrażenie
    > osobiście stosuję do kolegów, których lubię.
    A niby skąd mamy to wiedzieć? - Twój post był napastliwy i trochę szyderczy. I -
    taki był kontekst słowa, o tóym piszesz. Nikt nie czuł, że to wyraz "lubienia".

    > Teraz czuję wyraźnie, że to Ty jesteś tą dziewczyną z najsłabszego ogniwa
    > albo jej znajomą.
    Mylisz się. Znam ją tylko z wypowiedzi, które możesz TU poczytać. I zobaczyłem,
    że dostała po głowie - wg mnie - tylko po to, byś mogła znaleźć uzasadnienie
    swojej tezy. To nie fair.

    > Dlaczego więc osoba, która zgłosiła się do
    > programu oglądanego przez 2? miliony ludzi ma nie być poddana takiej ocenie?
    A napisałaś czym w swoim zachowaniu zasłużyłą sobie na to, by nie znający jej
    wcześniej człowiek po zobaczeniu takiego programu powiedział, że podaje się za
    psychologa-trenera? Jeśli mnie przekonasz, że znalazłaś tam informacje, które
    mogą zakwestionwać to kim jest - napisz. To jest forum. Jeśli tylko obrażasz -
    to wybacz - al to sobie mystawiasz niezbyt pochlebna opinię. I na to chciałem
    zwrócić Ci uwagę.

    > Nie kwestionuję bycia psychologiem tej dziewczyny z NO, ale bycia trenerem.
    A czemu?

    > Och, serce krwawi, bo baba z forum ośmieliła się
    > powiedzieć coś o mnie. Szczuka mi dopiekła, ale taka jej rola, a babie z
    > forum nic do mnie. Podła! Podła! Nie przeprosi, że nazwała mnie nie-trenerem.
    > Podła.
    Wiesz - jakoś to w jedną stronę działa - bo jak się ktoś stara powiedzieć coś
    Tobie - to mu nie wolno. Bo trafi na półkę. Tobie - i owszem, wolno. Bo jesteś
    babą na forum, co biega z brzytwą. A potem chce powiedzieć, że tylko przez
    przypadek coś pocięła - i tak naprawdę to można wszystko w żart i ironię
    obrócić. Vide => "podła...podła" i "patelnia".

    > "Och jaka fantastyczna jestem, może napiszę powieść dla kobiet."
    Życzę rzetelnych recenzentów.

    > Przesadzasz z robieniem z forum kółka wzajemnej adroracji. Nie znosisz
    > krytyki i każesz grzecznie się bawić wszystkim uczestnikom bez otwierania
    > ust, chyba że chcą smarować Tobie.
    Tylko gdzie ta KRYTYKA? Nie lubię złośliwego wywyższania się - by zostać
    zauważonym.
    Na razie użyłaś niewinnej osoby do pokazania, że Ci trenerzy to jacyś okupanci,
    co nikogo nie dopuszczą do zawodu, a i tak to co robią - do niczego, nie mają
    szkół - bo zbierają, itd. Gdzie tu poważne argumenty. Nie znoszę napadania na
    ludzi. A że nie wszyscy potrafią rozmawiać szeptem i na temat - cóż poradzić.

    > Więc, kogo i za co?
    Nie mnie.
  • 25.03.05, 09:28
    napisałam dwa zdania a następnego dnia... lawina postów (oczywiście nie w
    związku ze mną). hmm. tylko komentarz do tego co ja napisałam - nie nazywałam
    się trenerem dopuki nie zrobiłam sobie uprawnień, z szacunku do tych co te
    uprawnienia mają.
    Mówiłam po prostu, że prowadzę grupy i szkolenia (choć robiłam to 4 lata).
    Dlatego oceniłam według siebie. Być może trochę szybko. Pozdrawiam.
  • 25.03.05, 11:14
    Czy gdybyś znał osobiście (zmień jednak te ustawienia, bo głupio patrzeć
    na "trainings napisała") osobę publicznę, którą na forum oceniano by w sposób
    niesprawwiedliwy, chamski, oszczerczy, to też narobiłbyś rabanu? Więc idź na
    forum kino, telewizja i zobacz co mówi się o tcyb ludziach. Skąd mam wiedzieć,
    że Kika jest tą dziewczyną, nie przedstawiła się zanim nie założyłam wątku i na
    pewno inaczej odnosi się do osób, które się lubi, z którymi się przebywa, nawet
    w przypadku kiedy powinie im się noga. W żaden sposób nie zakwestionowałam
    wiedzy Kiki, zresztą w programie wygrała, ale fakt, że ludzie nadają sobie
    etykietki na zapas. Może ja nazwę się architektem?

    Po drugie, twierdzę właśnie, że szkoleniowcy po psychologii od stresu czy innej
    obsługi klienta marnują się. Że uczą dupereli, do których nie potrzeba
    psychologii. Dziadowskość jest więc w szmych szkoleniach, a nie w prowadzących.
    I o tym też pisałam. Tylko czy to jest psychologia? Jeśli lekarz zacznie
    wynosić baseny po pacjentach to będzie wykonywać pracę lekarza?
  • 28.03.05, 19:40
    richelieu a ty masz z tego co tu piszesz (jeśli dobrze zrozumiałam?) masz
    jakieś forum poświęcone edukacji?
  • 29.03.05, 02:29
    Zawód „trener”- pojawił się z Polsce wraz ze zmianami w naszej gospodarce.
    Kiedyś byli nauczyciele, instruktorzy, szkoleniowcy i nikt z nich nie kończył
    jakiś specjalistycznych szkół nadających im uprawnienia do szkolenia dorosłych.
    Wraz z napływem kapitału zagranicznego, zagranicznych firm i mód, pojawił się
    trener- trener biznesu. Warto zauważyć, że chyba żaden z pierwszych
    szkoleniowców mianujących się już wedle nowej nomenklatury „trenerem” nie miał
    ukończonej szkoły trenerów biznesu, a raczej był w tej dziedzinie samoukiem.
    Wielu spośród nich do tej pory mianuje się „trenerami”, mimo że nadal nie
    pokończyli szkół trenerów biznesu, co więcej sami prowadzą takie szkoły.
    Niektorzy wcale nie są psychologami. Czy w związku z tym należy im odebrać
    uprawnienia do szkolenia?
    Szkoły trenerów biznesu to niezły interes dla tych co je założyli i prowadzą.
    Nie nadają one żadnych państwowych uprawnień, może otwierają drogę do zdobycia
    licencji PTP. Poza tym na rynku są jeszcze inne szkoły nadające państwowe
    uprawnienia do edukowania dorosłych na rozmaitych kursach, w których
    uczestnictwo kosztuje o wiele mniej a jak ma się szczęście- można się
    wyedukować bezpłatnie.
    Poza tym, z tego co zauważyłam na rynku szkoleniowym tak naprawdę liczą się
    umiejętności a nie papiery, no i niestety oczywiście układy :-(
  • 29.03.05, 02:58
    Napisałaś:
    > z tego co zauważyłam na rynku szkoleniowym tak naprawdę liczą się
    > umiejętności a nie papiery, no i niestety oczywiście układy :-(

    Pierwsze zdanie - optymistyczne - też tak myślę :) - i to dalej prowadzi do
    wniosku, że akurat w zawodzie TRENERA nie jest wg mnie konieczne posiadanie licencji PTP - bo jak słusznie zauważyłaś - szkoleniami zajmują się ludzie wielu profesji, choć psychologów sporo. Inaczej sprawa ma się - gdy popatrzymy na psychoterapię i przedyskutowaną w innym wątku ustawę o zawodzie p. - tu rygory formalne być powinny, bo zagrożenia innego kalibru.

    A - układy - cóż, życie w tak skorupmpowanym kraju jak ten wiąże się z tym, że układy często odbierają chęć pracy. Ale relanie patrząć - wątpię, by zniknęły
    :(
    pzdr. nocną zmianę
  • 29.03.05, 10:06
    wlasciwie moglbym sie podpisac pod powyzszym postem, wypowiem sie tylko na temat certyfikacji psychoterapeutów.

    O ile sama pomysl, ze ludzi zajmujacy sie zdrowiem (w tym przypadku psychicznym) powinni posiadac szczegolne i zweryfikowane umiejetnosci nei budzi zastrzeżeń, to juz jakie konkretnie i przez kogo sprawdzane jest kwestia dyskusyjna.
    Status naukowy psychoterapii jest caly czas dyskusyjny,tzn wiekszosc szkół psychoterapeutycznych nie ma udowodnionej skutecznosci, niektóre wrecz wykazuja skutecznosc na granicy bledu statystycznego. Te które wydaja sie skuteczne (techniki behawioralne, niektóre terapie kognitywne) działają w ograniczonym zakresie zaburzeń. Problem może być więc taki, że kryteria kto może być psychoterapeutom bedzie określać jakaś semi prywatna instytucja pozostająca poza kontrolą systemu ubezpieczenia społęcznego (w tym i zdrowotnego). Certyfikacja PTP jest , nawet w środowisku postrzegana jak wlaśnie taka próba monopolizacji rynku (bo głównie o pieniadze tu chodzi, nie o dobro klienta) przez osoby z akademickim tytułem psychologów i stosujacych metody błogosławione przez zarząd PTP.

    Mnie podoba się system Amerykański (największy rynek usług psychologicznych ma świecie), gdzie jest miejsce dla zrówno dla psychiatrów, dyplomowanych psychologów jak i pracowników socjalnych (na których zresztą spada większość zajęć z pacjentami). Weryfikacji dokonuje głownie ten kto daje pieniądze [stan, ubezpieczalnia, klient]. Certyfikacje branżowe są ważne, ale mają chatrakter marketingowy, nie prawny.

    (Zwrócę uwagę na system edukacji w usa . Jest on diametralnie różny, punktowy, nie przedmiotowy - możesz studiować 3 lata np fizykę, a potem 2 psychologię i pisać pracę z psychologii. Wielu wybitnych psychologów ma wykształcenie np. biologiczne bądź filozoficzne oraz doktoraty z psychologii [niech ktoś spróbuje napisać w Polsce doktorat z psychologii po innych studiach - grono polskich profesorów nie dopuszcza takich przypadków!!!!).
  • 29.03.05, 10:53
    nie wiem czy wiecie że niedługo odbędzie się kongres psychoterapeutyczny pod
    patronatem europejskiego stowarzyszenia psychoterapeutów, który ma na celu
    utworzenie organizacji niezależnej i nadrzędnej nad PTP, właśnie po to aby nie
    było "kliki". Nie ma być (ponoć) składek, a członek kongresu może być zrzeszony
    i w PTP i w innych organizacjach. Kongres chce weryfikować psychoterapeutów na
    wzór norm europejskich, nie zamykając drogi do prowadzenia terapii ludziom,
    którzy nie są psychologami. Ciekawa jestem jak to dalej będzie wyglądać, ale
    pomysł jest ciekawy i stanowi jakąś alternatywę.
  • 29.03.05, 10:56
    a jakie to forum richelieu?
  • 29.03.05, 11:25
    ciekawa informacja, jesli bedziesz wiedziec cos wiecej - albo pojawia sie informacje w necie prosimy o namiary...:-)
  • 29.03.05, 11:45
    szukaj na stronie Polskiego Instytutu Psychoterapii Krótkoterminowej, jak będę
    wiedzieć coś o stronkach to dam ci znać, puki co wiem od osób które na kongres
    idą i mnie zapraszają :)
  • 29.03.05, 19:38
    > O ile sam pomysł, że ludzie zajmujący sie zdrowiem (w tym przypadku
    > psychicznym) powinni posiadać szczególne i zweryfikowane umiejętnoćci nie
    > budzi zastrzeżeń, to już jakie konkretnie i przez kogo sprawdzane jest
    > kwestia dyskusyjna.
    Tu się zgadzamy. Nie upieram się czy to ma być PTP - czy jakaś okręgowa izba
    psychologów. Na dziś, moim zdaniem, nie ma alternatywy. Jeśli nie PTP ma
    reprezentować środowiko psychologów - to kto? Chyba też nie powinno się
    odbierać prawa psychologom do tworzenia organizacji.

    > Status naukowy psychoterapii jest caly czas dyskusyjny,tzn wiekszosc szkół
    > psychoterapeutycznych nie ma udowodnionej skutecznosci, niektóre wrecz
    > wykazuja skutecznosc na granicy bledu statystycznego.
    I tu zgoda - ale na tym polu ogromnie dużo do zrobienia - można by o
    metodologii badań nad psychoterapią rozmawiać godzinami; jeśli założymy, że
    istnieją uniwersalne czynniki leczące i że ta skuteczność wyższa niż placebo -
    to warto jednak certyfikować. Niezależnie od szkoły.

    I jak słusznie zauważasz:
    > Problem może być więc taki, że kryteria kto może być psychoterapeutom
    > bedzie określać jakaś semi prywatna instytucja pozostająca poza kontrolą syste
    > mu ubezpieczenia społęcznego (w tym i zdrowotnego).
    Weterynaryjny system zdrowotny jest bardziej wydolny niż ludzki. Mój czworonóg
    ma w zwykłym gabinecie założoną kartotekę elektroniczną wszelkich chorób i może
    liczyć na "indywidualne podejście" - czyli lekarz wita go po imieniu :)
    Ludzki system daleki od tego poziomu. Dowiadywałem się kiedyś o stawkę
    godzinową za pracę psychologa - coś ok. 6 pln kasa płaciła. Raczej nie liczę by
    dziś było inaczej. Nie wierzę, że urzędnicy tegoż systemu są przygotowani
    merytorycznie do obsługi usług psychologicznych - choć byłoby świetnie, gdyby
    fundusz gwarantował np. 1-2 lata psychoterapii. Tego możemy się uczyć od UE -
    bo choć tam też się zaczyna oszczędzać - to finansowanie rocznej psychoterapii
    po stawkach innych niż 1,5EUR/h nie jest fantasmagorią. Nie dożyję czasów, gdy
    kasa chorych będzie finansowała psychoterapię tak, by można było się i rodzinę
    z tego utrzymać.
    Widzę zagrożenie w firmach takie jak łódzki jupiter czy inne dziwne twory jak
    szkoła psychologii integracyjnej z Lublina - można sobie zobaczyć w innych
    wątkach. Jak pokazała historia - lobby biznesowe szybko wydeptało ścieżki do
    polityków. I gdyby nie PTP to pewnie dziś zapisy ustawy sprzyjałyby takim
    CAŁKIEM nieprofesjonalnym firmom, których właściciele widzą w usługach
    psychologicznych szansę zysku.

    > Mnie podoba się system Amerykański (największy rynek usług psychologicznych
    > ma świecie), gdzie jest miejsce dla zrówno dla psychiatrów, dyplomowanych
    > psychologów jak i pracowników socjalnych (na których zresztą spada większość
    > zajęć z pacjentami).
    Mnie też - zwłaszcza rola pracowników socjalnych - tu ogromne pole do
    profilaktyki i działań "w polu". A kto u nas z tych co chcą pracować z
    pacjentami i leczyć pójdzie na kurs pracownika socjalnego :)))

    I jeszcze coś - w USA APA jest silną, prestiżową organizacją - niezależną od
    wpływu jednej szkoły terapii. Czy ktoś w za "wielką wodą" chce podważać rolę
    APA jako organizacji reprezentującej psychologów? A że jakość nieporównywalna -
    cóż - nie tylko w tym jak działa PTP i APA są różnice. Jeśli ktoś z oponentów
    PTP był w siedzibie PTP - to zrozumie o czym pisze.

    > próba monopolizacji rynku (bo głównie o pieniadze tu chodzi, nie o dobro
    > klienta) przez osoby z akademickim tytułem psychologów i stosujacych metody
    > błogosławione przez zarząd PTP.
    Tak nie jest, że Ci z akademickim stopniem to monopolizują i chodzi im o kasę -
    a reszcie chodzi o walkę z monopolem i wolontariat.
    A jakie są te błogosławione metody przez PTP?

    > (Zwrócę uwagę na system edukacji w usa . Jest on diametralnie różny,
    > punktowy, nie przedmiotowy - możesz studiować 3 lata np fizykę, a potem 2
    > psychologię i pisać pracę z psychologii.
    U nas też tak można - są międzywydziałowe studia - na wydziale psychologii UW
    od początku lat 90 jest wielu studentów innych wydziałów. Kończą studia i mają
    dyplom. W czym problem? Jeśli kogoś onteresuje psychologia kliniczna i chce być
    psychoterapeutą - to czemu ma nie zdobywać wykształcenia w tym zakresie - jeśli
    chce wykonywać zawód, w którym to wykształcenie ważne - jeśli nie podstawowe?

    > Wielu wybitnych psychologów <w USA> ma wykształcenie np. biol
    > ogiczne bądź filozoficzne oraz doktoraty z psychologii [niech ktoś spróbuje
    > napisać w Polsce doktorat z psychologii po innych studiach - grono polskich
    > profesorów nie dopuszcza takich przypadków!!!!).
    Tu się mijasz z prawdą. Przez wiele lat DZIEKANEM WYDZIAŁU PSYCHOLOGII był
    BIOLOG - takie było podstawowe i pierwszokierunkowe wykształcenia tegoż
    profesora - też wybitnego.
    Osobiście znam MATEMATYKA, POLONISTKĘ i POLITOLOGA(!), którzy zrobili doktoraty
    na Wydziale Psychologii UW lub w PAN - pracują jako wykładowcy. I to nie są
    jakieś wyjątkowe osoby. Jakie więc grono polskich profesorów nie dopuszcza i
    kogo?
  • 29.03.05, 20:47
    "Widzę zagrożenie w firmach takie jak łódzki jupiter czy inne dziwne twory jak
    szkoła psychologii integracyjnej z Lublina - można sobie zobaczyć w innych
    wątkach. Jak pokazała historia - lobby biznesowe szybko wydeptało ścieżki do
    polityków. I gdyby nie PTP to pewnie dziś zapisy ustawy sprzyjałyby takim
    CAŁKIEM nieprofesjonalnym firmom, których właściciele widzą w usługach
    psychologicznych szansę zysku."
    - trochę dzielisz włos na czworo. O szkoleniach w biznesie piszesz, że wolny
    rynek zweryfikuje oferty, a na terapię to myślisz, że ludzie idą do pierwszego
    trafionego miejsca, bez żadnej weryfikacji. Nie patrzą na certyfikaty i
    rekomendacje tylko najcenniejszą część swego jestestwa powierzają pierwszemu z
    ulicy.

    To ja ci powiem jak to jest. Ludzie pytają kto jest najlepszy, potwierdzają to
    u paru innych osób i dopiero starają się o termin (tak robią rodzice u mnie w
    szkole, tak robią znajomi którzy szukają pomocy dla siebie, tak robią ci
    których znam, a chcą znależć kursy doskonalące umiejętności). Co ciekawe nikt
    nie pyta czy wykształcenie tej osoby to psychologia :)))

    Obawiam się, że ton w jaki formułujesz swoją wypowiedź jest wodą na młyn tym,
    którzy chcą aby tylko psycholodzy wykonywali zawód psychoterapeuty. A ja się z
    tym, jak wiesz, nie zgadzam :)

    i jeszcze jedno - "Na dziś, moim zdaniem, nie ma alternatywy. Jeśli nie PTP ma
    > reprezentować środowiko psychologów - to kto? Chyba też nie powinno się
    > odbierać prawa psychologom do tworzenia organizacji." - PTP może
    reprezentować psychologów i chwała im za to. Nikt takiego prawa im nie odbiera
    (zwł. kongres psychoterapeutyczny - o tym już pisałam), ale my tu mówimy o
    psychoterapeutach a to nie jest tożsame.
  • 29.03.05, 22:37
    > O szkoleniach w biznesie piszesz, że wolny
    > rynek zweryfikuje oferty, a na terapię to myślisz, że ludzie idą do
    > pierwszego trafionego miejsca, bez żadnej weryfikacji. Nie patrzą na
    > certyfikaty i rekomendacje tylko najcenniejszą część swego jestestwa
    > powierzają pierwszemu z ulicy.
    To nie dzielenie włosa na czworo - nie roztrząsam nadmiernie jednej kwestii -
    po prostu uważam, że szkolenia i psychoterapia to dwie zupełnie odrębne
    dziedziny, w których wiedza psychologiczna (nie tylko ona) ma zastosowanie.
    Stąd użycie tego zwrotu chyba nie jest najtrafniejsze.

    Te dwie profesje wymagają także odmiennych umiejętności i innej postawy. Jak
    ktoś ostatnio zauważył - w uproszczeniu - trener jest na scenie i musi pogodzić
    się ze swoistym ekshibicjonizmem. Natomiast nie wyobrażam sobie terapeuty,
    który podczas spotkania z pacjentem jest tak wyraźny imocny - jak powinien być
    trener przed grupą. Tu mamy inny rodzaj spotkania - to oczywiste.
    Stąd też wymogi formalne i możliwość swobodnego przepływu osób mających bardzo
    różnorodne wykształcenie a chcących odnaleźć swoje miejsce w szkoleniach jest
    jak najbardziej OK.

    Szkolenia mogą, są (i powinny być weryfikowane) przez rynek. I w zdecydowanej
    większości, tej poza-układowej, tak się dzieje.

    W przypadku wykonywania zawodu psychoterapeuty, jak słusznie zauważasz, rzecz
    dotyczy spraw o wiele bardziej istotnych - czyli owego "jestestwa"!
    Gdy trener spartaczy szkolenie - to przybędzie kilku oponentów tej formy
    kształcenia. Jeśli wyrażą swe opinie w ankietach oceniających szkolenie -
    trener może nie wrócić do tej firmy, może mieć kłopoty - bo tu liczy się zysk i
    firma zadba o swój interes dziękując za współpracę lub wprowdzając "program
    naprawczy" - jeśli wierzy w tę osobę. Choć ceną niekiedy wiedza uczestników i
    ich zadowolenie/brak - to system szkoleniowy ma sposoby, by się przed pomyłkami
    bronić. Także na poziomie weryfikacji trenerów i próbnych szkoleń - zanim
    pojadą na szkolenia.

    W przypadku psychoterapii problemów o wiele więcej - stąd nie może być
    wyłącznie tak, że to DOPIERO rynek ma weryfikować ich umiejętności.
    Do kogo pójdziesz z pretensjami za nieudaną terapię?
    Polecam wstrząsający tekst z sobotnich "Wysokich Obcasów". Tym bardziej
    utwierdzam się w przekonaniu, że "Polak potrafi" - i to w najgorszym tego słwoa
    znaczeniu, nie mówiąc już o postawie dyrektora BARDZO ZNANEGO szpitala:

    kobieta.gazeta.pl/wysokie_obcasy/1,53581,2614650.html
    Dlatego Twoje argumenty, że poczta pantoflowa jest najlepszym sposobem
    poszukiwania informacji o skuteczności terapii i zdolnościach terapeuty nie
    trafiają do mnie. To może być wskazówka, ale nie kryterium jedyne.
    Przecież wiesz, że w trakcie psychoterapii pojawia się tak wiele złożonych
    zjawisk, że agresja skierowana na psychologa może być jedną z pozytywnych oznak
    jego pracy. Ale zdarza się tak, że dla pacjenta lęk przed zmianą będzie o wiele
    silniejszy niż chęć zrozumienia mechanizmów, jakie nim powoodują. I przerwie
    terapię. I będzie mówił, że to OKROPNY psycholog, dokonał w nim spustoszenia i
    nie dało się do niego chodzić. Czy oznacza to, że terapeuta był be? Nie.
    Pacjent też nie. Tak to działa. Stąd trudności w ocenie psychoterapii.
    Kiedyś zaglądałem na różne fora związane z psychologią i terapią - sprawdź,
    jaki jest stosunek głosów krytykujących efekty pracy psychologa do liczby
    wypowiedzi - pomogło mi, wyzdrowiałem, to skuteczny terapeuta... uratował mi
    życie.
    Gdyby opierać się na vox populi - kto by szukał pomocy psychologicznej, a
    dołączanie do grona tych nieudaczników, co są niekompetentni i nie pomagają też
    nie byłoby prestiżowe. Dlatego szkoda, że nie mamy profesjonalnych pracowników
    socjalnych czy doradców psychologicznych, pedagogicznych. Bo mogliby zapobiegać
    i wcześniej kierować do terapeutów tych potrzebują.
    Wiadomo, że zadowolony pacjent poleci terapeutę - ale akurat w psychoterapii
    zadowolenie pacjenta nie jest dla mnie wyrocznią. Pamiętam konferencję sprzed
    10 lat, gdzie nikt inny jak WE miał bardzo ciekawe wystąpienie o zjawisku
    świadomego utrzymywania pacjenta przez terapeutę w terapii - by ten nie odszedł
    z terapii (a z nim jego pieniądze). Pojawiał się tam też wątek marketingowy - i
    funkcja publikacji w mediach jako sposobu rekrutowania pacjentów.
    Nie tak trudno sobie wyobrazić sytuację, gdy pacjent jest zadowolony z relacji
    z terapeutą - a nic się nie zmienia na poziomie objawów, nie ma wyraźnie
    określonego kontraktu lub nie jest realizowany. Taki rytm spotkań daje
    stabilność, możliwość powiedzenia partnerowi - "Przecież się leczę i to za
    ciężkie pieniadze, o co Ci chodzi!" I pacjent rekomenduje terapeutę z
    przekonaniem, że tak być powinno.

    > tak robią rodzice u mnie w szkole tak robią znajomi którzy szukają pomocy dla
    > siebie, tak robią ci których znam, a chcą znależć kursy doskonalące
    > umiejętności.
    Kursy - OK! - terapia - nie. Czasem ten polecony może nie pasować - dobranie
    terapeuty nie plega jedynie na dograniu kalendarza spotkań i wynegocjowaniu
    ceny i miejsca. Terapeuta powinien móc pracować z jak najszerszą grupą osób,
    które potrzebują jego pomocy - ale powinien też potrafić przekazać osobę do
    innego terapeuty - to sprawa superwizji, decyzji włąsnej i pacjenta. To
    niekiedy trudna decyzja - bo pojawia się problem poczucia wartości i wiary w
    kompetencje.

    > Co ciekawe nikt nie pyta czy wykształcenie tej osoby to psychologia :)))
    Czy według Ciebie ten argument ma świadczyć o kompetencji i dbaniu o swe
    jestestwo? Ja myślę sobie, że to objaw braku kultury w korzystaniu z usług
    psychologicznych. Jak się idzie z problemem - to wstyd i pytanie o kompetencje
    tym bardziej nie na miejscu? Wg mnie trzeba pytać, wręcz trzeba mówić o tym,
    jakie ma się kompetencje, wg jakiej szkoły się pracuje, itd. To wszystko
    podczas zawierania kontraktu. I choćby po to potrzebne są zajęcia na temat
    psychoterapii.

    Czy pytasz o to czy lekarz w przychodni skończył AM? Potocznie stawiany jest
    znak równości między psychologiem - psychoterapeutą - psychoanalitykiem -
    trochę dalej jest psychiatra (bo lekarz), a pedagog - to taki psycholog od
    dzieci. Swoją drogą to świetny temat na ciekawą pracę magisterską o potocznej
    wiedzy dotyczącej tego czym "pomagacze od głowy" się zajmują i jakie dyplomy
    mają.
    Taka nonszalancja w powierzaniu swego losu ludziom bez przygotowania to nic
    innego jak woda na młyn wszelkim szarlatanom co uważają, że ich mocne
    przekonanie o tym, że potrafią pomagać wystarcza zamiast dyplomu i certyfikatu.
    Doradzam zawsze znajomym pytanie potencjalnego "psychoterapeuty" o to, jakie ma
    wykształcenie, czy ma certyfikat i jak długo pracuje w zawodzie. To tak a
    propos ochrony ICH jestestwa przed błędami jatrogennymi.

    > To ja ci powiem jak to jest. Ludzie pytają kto jest najlepszy, potwierdzają
    > to u paru innych osób i dopiero starają się o termin...
    Wg mnie w tej profesji NIE MA patentu na najlepszość. Stąd wiele pomyłek i
    rozczarowań. Spotkanie i praca terapeutyczna nie jest wyścigiem - muszę mieć
    najlepszego terapeutę, bo jestem zbyt cenny dla tego 2, 3 i 4 na liście?
    To absurd. Tu nie ma patentu na skuteczność. Polecenie moze zwiększyć
    prawdopodobieństwo sukcesu - ale nie da gwarancji. Terapeuta katalizuje.
    Pacjent SIĘ zmienia. I może u najczęściej polecanego - ale nie musi.

    Pola do ewidentnych błędów w psychoterapii, które są niewidoczne dla pacjenta
    (i dla niewyszkolonej osoby) jest o wiele wiecej niż przy szkoleniach. Stąd
    weryfikacja umiejętności zawodowych powinna być dokładna i nie powinno być tak,
    ze osoby bez akademickiego kursu psychologii klinicznej i stażu praktycznego
    wykonują ten zawód zgłaszając odpowiedni numer klasyfikacji zawodów "usługi
    psychologiczne" - nie musząc legitymować się dyplomemm akade
  • 29.03.05, 22:55
    ...akademickim.

    Trochę na końcu zniknęło:)
    A jak macie trochę czasu - poczytajcie zalinkowany tekst. I nie o taki dyplom
    mi chodzi.
    Za to wyraźnie widać, że można zostać ordynatorem w pod-stołecznym szpitalu bez
    weryfikacji np. publikacji zawodowych i referencji z porzedniego miejsca pracy!
    I w dodatku pracodawca czuje się w porządku - "bo ta Pani tu już nie pracuje!"

    Za to mamy ewidentny (choć niechlubny :( wkład w reformowanie systemu opieki
    psychiatrycznej w Nowej Zelandii. Moja koleżanka ze studiów tama ma praktykę
    psychologa, z polskim dyplomem, prawdziwy. I chyba nie jest jej łatwo
    przyznawać się do tego po tej aferze.

    tvnz.co.nz/view/news_national_story_skin/453730%3fformat=html
  • 30.03.05, 09:27
    Poruszyłeś tu niezmiernie ważną rzecz - "grzebania" w człowieku. Podchodzę do
    tego podobnie jak Ty, uważam że to niezwykle odpowiedzialne zajecie, wymagające
    nie tylko solidnego przygotowania akademickiego, ustawicznej kontroli i
    rozwoju, ale także ogromnego dystansu i wglądu w siebie. I podobnie jak Ty
    myślę, że nie można zarzucać PTP próby zmonopolizowania środowiska, bo kto -
    jeśli nie PTP - ma w tej chwili czuwać nad kwalifikacjami? Jeśli powstanie
    alternatywa, która nie będzie tylko grupką "opozycjonistów z założenia" - to
    świetnie. Ale jak na razie powstające innego rodzaju "organizacje zrzeszające
    psychologów" o pomstę do nieba wołają. I rynek tego niestety nie zweryfikuje (a
    przynajmniej niezbyt szybko, a w tym czasie owe zrzeszenia mogą sporo bałaganu
    w głowach ludziom narobić).
    Myślę, że źródło tej dyskusji leży w tym, że doszło tu troszkę do pomieszania
    wątków. Jak zrozumiałam wchodząc na to forum - miało być ono skierowane do
    trenerów biznesu i uczestników szkoleń. Oczywiście wypowiadać może się każdy.
    Ale zauważyłam, że gdy np. mówi się o trenerach (w domyśle, w zgodzie z
    założeniami forum - trenerach biznesu) pojawiają się zarzuty o ich braku
    fachowości i kwalifikacji, jeśli nie są licencjowanymi trenerami. Rzecz w tym
    jednak, że do tego typu działalności licencje NIE SĄ WCALE KONIECZNE. Co innego
    trener pracujący z grupą terapeutyczną - tu wiedza i doświadczenie kliniczne
    jest niezbędne, bo on z założenia ma "grzebać w ludziach", otwierać ich, a
    potem - pozamykać. Trener biznesu jeśli takie umiejętności posiada - chwała mu
    za to, ale uważam że w tym wypadku jest wręcz niewskazane nazbyt klinicznie
    podchodzić do uczestników szkoleń. Cel prowadzenia szkoleń jest jasny -
    wykształcenie odpowiednich postaw i nabycie umiejętności, a nie ZAŁATWIANIE
    PROBLEMÓW UCZESTNIKÓW. Niestety zauważyłam już kilka razy, że trenerzy, którzy
    długo parali się prowadzeniem zajęć terapeutycznych mają tendencję do
    przegadywania problemów na szkoleniach. Widziałam jaki to ma wpływ na grupę. I
    uważam, że w ten sposób można bardziej człowiekowi zaszkodzić, niż pomóc, bo
    wystarczy niepodomykać otwartych z dobrej woli rzeczy (a czasu wszak na
    szkoleniu na to niewiele) i problem gotowy.
    Myślę, że kaha1 trochę utożsamia trenerstwo z prowadzeniem grup terapeutycznych
    właśnie (patrz: (cytuję z pamięci) "ja nie śmiałam nazywać się trenerem dopuki
    nie zrobiłam uprawnień... z szacunku dla tych, którzy te uprawnienia
    posiadają..."). Jakich uprawnień? Licencji PTP? Przecież one wcale nie są
    wymagane przy prowadzeniu szkoleń biznesowych. Tu raczej trzeba posiadać
    szeroką wiedzę ze społecznej i zarządzania, niż umiejętności kliniczne; a
    niestety tej wiedzy czasem psychologom klinicznym bardzo brakuje. I na co komu
    wtedy licencja, "potwierdzone umiejętności pracy z grupą", skoro wiedzy
    merytorycznej nie staje?
    A kończąc już... chyba nigdy nie będę podchodzić z nabożnym pietyzmem
    do "licencjonowanych trenerów"... na szacunek "z definicji" też się raczej nie
    zdobędę... Miałam okazję prowadzić kiedyś szkolenie z licencjonowaną ternerką,
    terapeutką. Dość mocno zareklamowała się na początku szkolenia z tej strony.
    Życie szybko zweryfikowało jej podejście. Przy pierwszym ćwiczeniu jedna
    dziewczyna nagle rozpłakała się, wybiegła na korytarz (bez szczegółów - coś jej
    się pootwierało). Ta "zewszystkichstron" licencjonowana trenerka nawet się nią
    nie zainteresowała, nie przyszło jej do głowy, żeby mnie zostawić z grupą, a
    dziewczyną chwilę się zająć. To ja musiałam z nią chwilę pogadać, bo gdybym
    tego nie zrobiła, być może dziewczyna w ogóle nie wróciłaby na szkolenie.... A
    kiedy ta trenerka dodatkowo weszła na swojego konika, czyli omawianie typów
    temperamentu (dodam, że o teorii Strelaua nie słyszała w ogóle i
    pojęcia "wysoko- i niskoreaktywny" były jej kompletnie obce) i
    zcharakteryzowała choleryków jako "rzutkich, świetnie radzących sobie z
    problemami, dobrze działających w sytuacji stresu i dobrze zorganizowanych"
    (hmmmm... chyba się identyfikowała ;))) - to ręce mi opadły... Zatem wybacz
    kaha1 - czapki z głowy nie ściągnę przed kimś, kto li tylko posiada licencję
    trenera... To niestety dla mnie za mało w przypadku szkoleń biznesowych. W
    prowadzeniu grup terapeutucznych, warsztatów integracyjnych może być doskonały,
    ale szkolenia biznesowe wymagają troszkę czegoś innego.
    Pozdrawiam słonecznie i wiosennie :)
    --
    ...cała jestem czekaniem na konwalie...
  • 30.03.05, 10:23
    Przeczytałem z zainteresowaniem. Mieszanie celu, kontekstu i powodów, w jakich
    grupa się zbiera oraz nieumiejętne pojmowanie roli przez trenera - tak się
    kończy.

    Mnie zawsze fascynuje pęd ku nowym organizacjom, które powstają - by ukrócić
    wszelkie zło. I oto jest gdzieś mityczny Kongres, który ukróci prywatę armii
    osób z PTP, co się rządzą i nie pozwalają na rozwój aspiracji zawodowych.
    Wg mnie zamiast szukać - lepiej zająć się angażowaniem się w działania PTP - to
    organizacja, którą można zmienić.

    A Galen opisał swoją typologię temeperamentu w II w. naszej ery, potem trochę
    Kretschmer do niej nawiązał - ale ten podział był popularny i aktualnym przed
    II wojną światową. Do dziś w języku potocznym robi furorę - "Ty to jesteś
    choleryk":P Nikt z poważnych teoretyków temperamentu nie patrzy na te hasła
    inaczej niż jak na zapis historyczny już.

    Dlatego szkoda, że ktoś popularyzuje mity nie znając teorii Strelau'a - a tak
    naprawdę to chyba największy wkład polskiej psychologii akademickiej w dorobek
    światowy:(
    Aha - chwała Ci za to, że wyszłaś wtedy z sali. Gdy działa się w pojedynkę w
    takiej sytuacji warto zrobić przerwę i sprawdzić co się dzieje. Taki mini
    kontrakt na powrót za jakiś czas. Bo grupa czeka i nie ma zbyt wiele miejsce na
    uprawianie terapii w trakcie szkolenia. To takie abc pracy z grupą i jednostką
    w grupie.
  • 30.03.05, 11:28
    dlatego własnie o tym napisałam... dla mnie to też podstawa, jak to nazwałeś -
    abc... Tylko w tym wypadku licencja psu na budę raczej była, a ja, laik
    paskudny nielicencjonowany, wiedziałam, że dziewczyny ot tak zostawić nie mogę,
    zwłaszcza że mogłam grupę zostawić z inną osobą. I właśnie tu wychodzą chyba w
    miarę solidne podstawy, jakie wynosi się ze studiów.
    A Strealu... wstyd mi było, że ktoś, kto razem ze mną szkolenie prowadzi
    opowiada ludziom takie farmazony i jeszcze każe im szukać analogii w codziennym
    życiu... Już widziałam oczami wyobraźni analogiczne zajęcia dla pielęgniarek z
    zakresu przystawiania pijawek...;) Chwała Bogu nie było na sali nikogo, kto by
    słyszał o szybkości przewodzenia impulsów itd, bo to by dopiero była siara. No
    ale licencję miała...;)))
    --
    ...cała jestem czekaniem na konwalie...
  • 30.03.05, 11:39
    Taki kamyczek do ogródka (ogrodu!) samorozwój i dbanie o wysoki poziom kompetencji zawodowych :)
  • 30.03.05, 12:58
    nic dodać...

    Wiedza psychologiczna jest tylko jednym z elementow skladajacych sie na dobrego trenera biznesu... bez wiedzy i praktyki w (zależnie od prowadzonych treningów) sprzedaży, zarządzaniu personelem, obsługi klienta, komunikacji rynkowej, marketingu czy czego tam jeszcze raczej nic dobrego nie stworzy z grupą.

    Są szkolenia psychologiczne dla biznesmenów - są szkolenia dla biznesmenów w których potrzebne są elementy psychologii.

    W ogóle troche mi głupio stawać w opozycji do ludzi zajmujących się psychologią, dziedziną, którą zajmuję się z zainteresowaniem od lat, ale może to dlatego ,że wiem jak niewiel papiereki z polskich szkół mówią o prawdziwych umiejetnosciach. Ja np nie mam licencji, ale terie temepramentów Strelaua znam dość dobrze :-), a o cholerykach mógłbym też troche opowiedzić ale oczywiscie na zajęciach z HISTORII PSYCHOLOGII. No i kto jest wiekszym fachowcem? :-P, ;-)
  • 30.03.05, 12:46
    dobra historia [obejzalem nawet filmik , w ktroym pada zdanie "we wszi Pruszków nie ma nic oprócz zakładu dla uysłowo chorych :-)...

    ale na marginesie naszej dyskusji warto zauważyć, że Pani doktor pracowała pod superwizją i nikt nie miał zastrzezeń do jej fachowości.
    Błąd jaki popełniła miał charkter proceduralny nie medyczny (wypisla groznego chorego bez badania...a nie popełniła błąd w diagnozie)
    czyli generalbnie radziła sobie bez specjalizacji całkiem dobrze ;-)... no i jeszcze ta zmian płci ...co za barwna osobowość...

    mam nadzieje, że nikt nie odbierze tych uwag jako chęć obrony pani doktor ;-)

  • 30.03.05, 13:58
    "Dlatego Twoje argumenty, że poczta pantoflowa jest najlepszym sposobem
    poszukiwania informacji o skuteczności terapii i zdolnościach terapeuty nie
    trafiają do mnie." - nie jestem pocztą pantoflową. Mam niewartą wiele
    rekomenfację i działam na zasadzie marnego pracownika socjalnego, nie warto
    wspominać, jestem pedagogiem.
    Rozumiem, ze mimo, ze pracujecie w biznesie, a nie w terapii wiecej wiecie ode
    mnie na jej temat, bo jestescie wykwalifikowanymi psychologami.Racja gdzie ja
    sie wpycham, powinnam trzymac sie swojego stołka.

    i widze kika ze jestes urazona moim postem, choc wczesniej nie powiedzalas
    tego. Ale to nie powód żeby atakować ludzi z rekomendacją trenerską w ogóle. Na
    mnie masz prawo się złościć.
  • 30.03.05, 15:57
    nie wiem co poczytałaś jako atak. Napisałam tylko, że do prowadzenia szkoleń
    wcale nie są wymagane uprawnienia, co więcej - nie są konieczne, konieczne są
    umiejętności. I napisałam też, że MAM WRAŻENIE jakby doszło do utożsamienia
    jednego z drugim. Nie atakowałam Cię, a wyjaśniałam, dlaczego nie przyjmuję
    założenia, iż osoby z licencją ternerską zasługują na większy szacunek niż te,
    które takowej nie posiadają.
    Nie poczułam się też urażona Twoimi słowami. Każdy ma prawo do swojego zdania.
    Wyjaśniłam skąd wynika moje, ot co.
    Pozdrawiam.
    --
    ...cała jestem czekaniem na konwalie...
  • 30.03.05, 16:10
    Stara prawda (udowodniona zresztą eksperymentalnie na bazie nauk psychologicznych) : jak już ktoś włoży wysiłek w zdobycie jakiegoś dobra (niech to bedzie jakiś dyplom czy kolekcja motyli) to uważa to za coś niezwykle cennego, bez względu na autentyczną wartość i użyteczność. :-)

    I doskonale wiecie, że najlepszym terapeutom może być mądra baba z kurnej chatki - poza techniczmnymi umiejetnościami liczy się jeszcze ten ferment który zachodzi pomiędzy klientem i terapeutom a tego na żadnych kursach (ani w książkach) nie uczą.

    Może WSZYSCY przestańmy leczyć na tym forum kompleksy i zajmiemy się rzeczową dyskusją - bo a nuż potencjalni klienci patrzą i się w czoło pukają :-)...
  • 30.03.05, 19:30
    hehehehehehehe
    oj masz rację hehehehe
    bardzo słuszna uwaga hehhe a to mnie rozweseliłeś!!! dzięki poprawił mi się
    humor, a miałam dziś doprawdy parszywy.
  • 30.03.05, 19:40
    kika niczego nie odebrałam za atak, mam tylko wrażenie, że zła byłaś za to co
    napisałam. Moje wypowiedzi w stosunku do trenerów biznesu mają się tak jak
    wasze do terapii -znam z teorii :))
  • 31.03.05, 17:00
    podaje za ostatnim numerem chrakterów:
    ____________________________________________



    Jestem członkiem zarządu European Association for Gestalttherapy [Europejskiego Stowarzyszenia Terapii Cestalt - przyp. red.] odpowiedzialnym za ogólnoeuropejskie standardy szkolenia terapeutów według metody Gestalt. Przewodniczę też Swiss Charter for Psychothe-rapy [Szwajcarskiemu Stowarzyszeniu Psy¬choterapii - przyp. red.]. Z zainteresowaniem obserwuję prace, jakie trwają w Polsce nad prawną regulacją dotyczącą problematyki psychoterapii. Chciałbym dołączyć swój punkt widzenia do dyskusji toczącej się na ten temat na łamach „Charakterów".
    Jak wyjaśnia Zofia Milska-Wrzosińska [Mo¬nopol czy wolnoamerykanka, „Charaktery" nr 12/2004 - przyp. red.], w Polsce prawo wydawa¬nia psychoterapeutom certyfikatów mają Pol¬skie Towarzystwo Psychologiczne i Polskie Towa¬rzystwo Psychiatryczne. Taka sytuacja sprzyja ochronie monopolu psychologów na uzyska¬nie licencji psychoterapeuty, której obecnie nie mogą otrzymać na przykład osoby z innym wykształceniem. Tracą na tym pacjenci, pogar¬szają się jakość psychoterapii i perspektywy jej rozwoju. Utrzymując taki monopol, psychologo¬wie kierują się prawdopodobnie wyłącznie swo¬im interesem ekonomicznym, co jest problema¬tyczne z etycznego punktu widzenia.
    Psychoterapia rozwinęła się nie tylko na bazie psychologii i medycyny, ale też na bazie filozo¬fii, socjologii, teologii, etnologii, lingwistyki, literatury, biologii czy neurologii. Dlatego każ¬dy, kto studiował choć jedną z wymienionych nauk, wchodzi w pole psychoterapii z określo¬nym podejściem badawczym. Może nauczyć się zawodu psychoterapeuty w ramach kursów podyplomowych, szkolących w wybranej meto¬dzie psychoterapeutycznej, dających też nie¬zbędne podstawy z zakresu psychologii i medy¬cyny. Tak właśnie rozwinęła się ta profesja i tak powinna - w całej swej różnorodności - rozwi¬jać się w przyszłości. Jeżeli wprowadzimy pra¬wo dające komukolwiek monopol, oderwiemy psychoterapię od jej korzeni. Przestanie ona być niezależną nauką i zawodem, zredukuje się do praktycznego zastosowania psychologii lub psychiatrii. Utraci swoje bogactwo nauko¬we, dziedzictwo i jakość, a poszkodowani będą głównie pacjenci.
    Żadna procedura wydawania certyfikatów (ktokolwiek by ją przeprowadzał) nie zagwa¬rantuje wyeliminowania groźby nieetycznych nadużyć w relacji terapeutycznej. Oczywiście szkolenie psychoterapeutów powinno zmie¬rzać do zminimalizowania ryzyka nadużyć.
    Nie każdy psycholog lub psychiatra moż zajmować się psychoterapią. Musi najpien ukończyć podyplomowe szkolenie, które obej muje teorię wybranego podejścia terapeutycz nego, terapię opartą na doświadczaniu siebh i superwizję, a ponadto praktykę kliniczną Wszystkie te elementy powinny być trakto wane integralnie w ramach jednego podejście terapeutycznego. Podejścia psychoterapeu tyczne muszą być poparte naukowo i prezen¬towane wraz z wynikami badań dowodzących ich efektywności. Obowiązkiem towarzystw zrzeszających psychoterapeutow jest okre¬ślenie minimalnych standardów edukacji wobec wszystkich rozpoczynających eduka¬cję psychoterapeutyczną (bez względu na ich wyuczony zawód). European Association for Psychotherapy [Europejskie Towarzystwo Psy¬choterapii - przyp. red.] wydaje Europejski Cer¬tyfikat Psychoterapii tym psychoterapeutom, którzy ukończyli wymagane szkolenia i uzy¬skali rekomendację zarówno EAP, jak i swoich narodowych towarzystw psychoterapii.
    Europejskie Stowarzyszenie Terapii Gestalt wymaga od kandydatów na psychoterapeu¬tow odbycia pełnego podyplomowego szkole¬nia, trwającego łącznie minimum 1450 godzin, w tym: 600 godzin teorii i metodologii (opartej na doświadczeniu), 400 godzin praktyki klinicz¬nej, 150 godzin superwizji, 250 godzin osobiste¬go doświadczenia terapeutycznego, 50 godzin zajęć według własnego wyboru. Terapeuta, któ¬ry z pozytywnym rezultatem przejdzie taki tre¬ning, będzie dobrze przygotowany do prowa¬dzenia praktyki psychoterapeutycznej (w Polsce jak dotąd jedynym pełnoprawnym członkiem EAGTjest Instytut Terapii Gestalt z Krakowa). Instytuty EAGT co pięć lat przechodzą proce¬durę weryfikującą jakość nauczania. Dlate¬go stwierdzenie Zofii Milskiej-Wrzosińskiej, że nie każdy terapeuta wykorzystujący metodę Gestalt jest automatycznie psychoterapeutą, krzywdzi terapeutów EAGT. Zgadzam się z nią natomiast, że istnieją programy szkoleniowe, które nie spełniają określonych przez nas stan¬dardów. Osoby po takich niepełnych szkole¬niach nie mają prawa nazywać siebie psycho-terapeutami Gestalt.
    Mam nadzieję, że w Polsce powstanie takie prawo dotyczące psychoterapii, które umoż¬liwi wykonywanie tego zawodu osobom róż¬nych specjalności (nie tylko psychologom czy psychiatrom), zapewni wysokie standardy szkoleń podyplomowych, uzna oficjalnie kom¬petencje nie tylko psychoterapeutow z PTP, ale również posiadaczy certyfikatów ECP, EAGT czy powołanego właśnie Polskiego Towarzy¬stwa Psychoterapii. A to będzie oczywiście wymagało od ludzi wykonujących ten zawód nieustannej nauki.
    Peter Schulthess, pschulthess@goldnet.ch
    Psychoterapia po europejsku

    ___________________________________________________

    co prawda nie wymieniono politologow, ale biorac pod uwage ze politologia skupia wszystkie te nauki jak w soczewce....he he he ;-)
  • 31.03.05, 21:14
    :)
    :*
  • 31.03.05, 23:18
    ten właśnie gestalt polski organizuje kongres o którym pisałam. oto stronka z
    informacjami: www.gestalt.pl/strona.htm

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.