Dodaj do ulubionych

Mamy zbuntowanych dwulatków-łączmy się!!!

07.12.09, 22:05
Drogie Mamy dwulatków i nie tylko,
rozpoczynam nowy wątek z nadzieją,że:

1)Nie powtarzam się z tematem
2)Znajdę pokrzepienie dla mojego maminego serca
3)Odkryję,że nie jestem jedyną rodzicielką wiecznie ryczącego małolata

W związku z powyższym zamieszczam przykłady kompletnego rozbrykania mojego pierworodnego:

-Przede wszystkim ulubiony zwrot Szymka to oczywiście "NIE" lub "NIE CHCĘ"
-Budzi się w nocy i krzyczy "NIE CHCĘ"
-Jest głodny,ale nie zje,bo..."NIE CHCE"!!!

Wszystkie próby zrobienia przy synu czegokolwiek od mycia przez jedzenie po wyjście kończy się dezaprobatą w postaci walenia pięściami w podłogę.
A wizyta u fryzjera czy u lekarza jest już z góry przesądzona...

Czasem trzeba na siłę,czasem sprytem...

Ale co z tego zapytuję? Moje życie od rana do nocy to ciągła walka,a w nocy...mam drugiego malucha do karmienia i przytulania :)
Dżizas,dziewczyny,powiem szczerze-mysląc,że sławetny bunt dwulatka mam już za sobą myliłam się po stokroć !
Jak Wy sobie radzicie?
Edytor zaawansowany
  • 07.12.09, 23:48
    z trudem przez to przechodzimy, bo trwa do tej pory, choc moze w
    mniejszym nasileniu (to dla Ciebie nadzieja!), bo zblizaja sie 3.
    urodziny

    nie mialam w tym czasie noworodka w domu, tym bardziej podziwiam, bo
    nierzadko wychodzilam z siebie

    --
    NINA ur.14 stycznia 2007
  • 08.12.09, 00:58
    Wspolczuje, ja mam wprawdzie starszego urwisa, ale jazdy z nim
    niezle byly;-) Tyle,z e ze mna to nie tak znowu latwo, hehe... Jedza
    jestem do potegi;-) Mlodego mam wyjatkowo upartego, am autyzm, wiec
    w sumie ma to we krwi i u niego nie ma, ze zrobi cos wbrew wlasnej
    woli. No i trzeba bylo do niego podstepem. Nie dalo sie go zmusic
    zadna sila, trzeba go zawsze przekonac, ze cos sam chce zrobic;-)
    Nie chce myc zebow? Mowie, ze dzisiaj jest dzien dla bakterii, zebow
    nie myjemy, pozwalamy bakteriom wyzrec w nich wieeelkie czarnbe
    dziury, i strasznie sie nad nim uzalam,z e go zeby tak okropnie beda
    bolec. Nie ma sily, sam sie upomina o dokmladne szorowanie, jeszcze
    mi o wyszorowaniu jezyka przypomni. To samo z jedzeniem. Do tej pory
    miewa humory i jak widzi, ze zaczynam nakrywac do stolu, to od razu
    zaczyna sie zrzedzenie, ze on nie chce. Klade na stole 2 nakrycia,
    mlodego ignoruje, jak zaczyna sie przypominac, to udaje wielkie
    zdziwienie, ze przeciez on glodny nie jest, wiec moze od razu isc na
    gore zakladac pizamke i poczekac na mnie w lozku. Zazwyczaj w akiej
    sytuacji pozera obiad w tempie niepodobnym do swojego;-)
    Zdarzaja sie jednak sytuacje, gdy dziecko musi sluchac i nie ma
    wypros, nie zawsze jest czas na przekomarzania z dzieckiem. W takich
    sytuacjach mlodego ostro stawiam do pionu, kaze cos zrobic tonem nie
    znoszacym sprzeciuwu i nie ma wyrpos. Mlody mial niecale 2 lata, jak
    zaczelam go stawiac pod karna sciana. Szybko zalapal, ze z mama nie
    wygra, dosc szybko wystarczalo, ze palcem czy wzrokiem wskazalam w
    strone karnego kata i dziecko zmienialo sie w aniola;-) W ogole
    strasznie fajnego mam syna;-)
  • 08.12.09, 07:08
    8zumirodam, nie jesteś jedyna :)...
    Mój brzdąc buntuje się od 17 m-ca życia i mu się nasila, codziennie udowadnia
    nam, że można "jeszcze bardziej"!
    Młody słowo "NIE!" opanował do perfekcji... potrafi powiedzieć krótkie "nie",
    przeciągane, aż do "niiieeee" takiego, od którego szyby z okien wylatują ;)... i
    do tego tak jakoś "fuknąć" odwracając się ode mnie z taką miną, jakbym miała
    przed sobą zbuntowanego nastolatka, a nie 23 miesięczne dziecię :o (skąd on to
    wziął?).

    Wizyta u fryzjera? Boże, dobrze, że nasza fryzjerka też jest mamą Malutków i nie
    zważa na bardzo głośne i pełne energii protesty, zaprzęgając do pomocy przy
    strzyżeniu-przytrzymywaniu pół teamu...

    Tigertje napisała, że używa podstępów :). Próbowaliśmy, próbowaliśmy - niestety
    Dzieć jakimś cudem wyczuwa podstęp i się nie daje nabrać :O! Jednego dnia zęby
    myje 20xdziennie(3xmy, reszta on sam dzierży szczoteczkę i "czyści"), a drugiego
    nie daje nam szansy na wyszczotkowanie paszczy. Podobnież ze ściąganiem kataru i
    sprayowaniem noska (teraz temat na czasie - przerobiony "w tę i wewtę")...

    Próbowałam - oczywiście - "karne miejsce" ale mi się "Dziad Mały" w
    twarznśmieje, jak go sadzam po tysiąckroć...
    Czasem odnoszę wrażenie, że to WOJNA ;)!

    A przychodzi czasem taki dzień, że Dzieć zachowuje się jak Anioł :O! Najpierw
    nie dowierzam spodziewając się podstępu jakiegoś okrutnego, a jak zaczynam się
    radować - to już jet koniec takiego "dnia aniołka" hyhy.

    Przykładów można mnożyć setkami... teraz właśnie "mały terrorysta" doszedł do
    wniosku, że skończył mi się czas na kawę i zaprzęga mnie do zabawy, pt. "ratuj
    zawartość zmywarki". Godzina 7:10 - najwyższy czas na zabawę "kto tu rządzi?" ;)

    Pozdrawiam

  • 08.12.09, 09:17
    U nas bunt dwulatka siegnal takiego apogeum, ze zapisalam sie na
    kurs "peuter in zicht", ktory troche mi pomogl zrozumiec dziecko.
    Troche tez pomogla dieta bezglutenowa i troche tez pomagaja lektury
    Jezyk Dwulatka, Jak mowic zeby dzieci sluchaly, jak sluchac zeby
    dzieci mowily, Rodzenstwo bez rywalizacji. Ale nie wszystko da sie
    ksiazkowo, jestesmy tylko ludzmi.. :)

    Niemniej lacze sie w bolu ;) Najbardziej czego nie znosze to jak
    David czasami nie chce byc odebrany ze zlobka. Zapiera sie rekami i
    nogami, zaczyna na mnie krzyczec i mowi ze nie pojdzie. Raz zdarzylo
    sie ze go w koncu wzielam i zanioslam kopiacego i wrzeszczacego do
    auta, ale maly jest taki silny i sprytny, ze jak sie zawezmie to nie
    ma sily zeby go wbrew jego woli wlozyc do auta i zapiac w foteliku.
    W koncu sie wyrwai i uciekl z powrotem do zlobka ;D Dobrze ze mi
    chociaz humor pozostal, jakis pan po drodze pocieszyl mnie ze jak
    jego dzieci byly male to sie tak samo zachowywaly..
    Na kursie "peuter in zicht" inne mamy czasem z placzem opowiadaly co
    ich danego dnia spotkalo, jak dzieci daly w kosc, tak ze dziewczyny,
    trzymajmy sie i oby do 3-cich urodzin! ;)
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • 08.12.09, 10:14
    nesla napisała:

    >
    > Niemniej lacze sie w bolu ;) Najbardziej czego nie znosze to jak
    > David czasami nie chce byc odebrany ze zlobka. Zapiera sie rekami i
    > nogami, zaczyna na mnie krzyczec i mowi ze nie pojdzie. Raz zdarzylo
    > sie ze go w koncu wzielam i zanioslam kopiacego i wrzeszczacego do
    > auta, ale maly jest taki silny i sprytny, ze jak sie zawezmie to nie
    > ma sily zeby go wbrew jego woli wlozyc do auta i zapiac w foteliku.
    > W koncu sie wyrwai i uciekl z powrotem do zlobka ;
    > trzymajmy sie i oby do 3-cich urodzin! ;)

    Nesla, a ja się boję co to będzie jak pierwszy raz zaprowadzę Młodego do PSZ...A
    im bliżej tym bardziej się obawiam. W styczniu Dzieć skończy 2 latka, a odmawia
    używania ludzkiej mowy - po polsku, chociaż wiem, że prawie wszystko rozumie. Co
    to będzie jak ten mój Dzikus trafi do holenderskiego środowiska?! Nie dość, że
    czasem zachowuje się jak opętany przez złe moce, to jeszcze raczej rozumieć nie
    będzie, nie wspominając nawet o mówieniu :/...
    Co do kursów na temat dzieci w tym wieku, to szanse mojego uczestnictwa w nich
    są marne - mój niderlandzki (mimo nauki w szkole) na razie marnie. A książki na
    temat, owszem - czytam (jak znajdę chwilkę) ale jakoś nie bardzo w praktyce mi
    pomagają. Na poziomie rozumu - wszytko jasne, tylko rzeczywistość-konkretne
    sytuacje z małym buntownikiem i związane z tym emocje blokują zastosowanie
    "tricków" w praktyce.
    W związku z powyższym, czasem czuję się jak najgorsza matka a świecie...
    Dzieć właśnie wykorzystał moją chwilkę nieuwagi i "udekorował" wykładzinę
    zawartością dolnej szafki kuchennej ;) (niestety rozmiary kuchni oraz brak drzwi
    nie pozwalają na umieszczenie wszystkiego poza zasięgiem "pana ciekawskiego")...

    Lecę ratować chociaż część składników hyhy
  • 08.12.09, 10:49
    Tak, teoria to jedno, a praktyka drugie..
    Jedno co sie staram naprawde robic to opanowywac zlosc (nie zawsze
    mi to wychodzi) i liczyc do 10 zanim wybuchne, wtedy troche zlosc mi
    przechodzi, schylam sie do poziomu dziecka i nazywam na glos to co
    on czuje i wtedy sie uspokaja. To dziala w wielu przypadkach.

    Mamamaxia, zobaczysz w PSZ da sobie rade, w grupie dzieci staja sie
    inne.
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • 08.12.09, 13:49
    moja corka skonczy w piatek 2 latka-o dziwo nie buntuje sie az tak
    duzo ale za to sa cyrki ze spaniem-czasami padam z mezem ze zmeczenia
    moje dizeice dopiero o 22 zasypia po calym dniu wariactwa i zabaway-
    rytulal mamy codziennie ten sam-kapiel o 19 zabawa czytanie 0 20
    kladziemy ja do lozka ,ale jest histeria i krzyk taki ze sasiedzi
    pewnie mysla ze ja mordujemy-z reguly dajemy jej troche poryczec ale
    po 15 minutach poddaje sie ,glaskanie po glowce cztanie bajek nic nie
    pomaga -krzyczy tak glosno,ze dopiero jak w koncu ja z lozeczka wyjme
    sie uspokaja-macie jakies rady dziewczyny-zanaczam ze spi w dzien
    okolo 2 godzin od 11 do 13-czy moze juz powinna w ciagu dnia nie
    spac-juz sama nie wiem!!pomocy
    --
    paulien suzanne 11.12.2007
  • 08.12.09, 14:20
    Gosia_hh,
    wprawdzie mój dzieć nie robi większych problemów z zasypianiem w swoim łóżeczku
    wieczorem (za to w dzień jak zaśnie to święto mam - jak w tym momencie) i z
    własnego doświadczenia nic doradzić nie mogę... Za to mam mądrą książkę,
    pt."Każe dziecko może nauczyć się spać" [Anette Kast-Zahn, Hartmut Morgenroth,
    wyd. Media Rodzina, ISBN 978-83-85594-59-8], w której opisane są różne przypadki
    i wraz z nimi różne metody na pokonanie problemów związanych z kładzeniem dzieci
    do snu. Takie wieczorne histerie mogą mieć różne przyczyny, więc ciężko coś
    doradzić. To może być przejściowa obawa przed porzuceniem, co nierzadko dotyczy
    dwu- i trzylatków. A może jakiś mebel bądź przedmiot zmienia wygląd w ciemnym
    pokoju i powoduje lęk [po odkryciu co to jest - wyrzucić z hukiem ;)]... Jeżeli
    Twoja córeczka ma potrzebę spania w dzień, to raczej nic na to nie poradzisz, a
    prawdopodobnie i tak nie wpłynie to na wieczorne histerie. Choć, zawsze można
    spróbować :).
    Wiesz, gdy mój prawie dwulatek wykazuje jakieś nerwowe zachowania związane z
    odnoszeniem o sypialni, wtedy uspokajająco i jeszcze "cieplej" niż zwykle,
    szepczemy mu do uszka: "Ach, jak Ty masz tutaj fajnie... o, i podusia już na
    Ciebie czeka... i Pytulanki są..." itp.. I to np. u nas się sprawdza.
    Pozdrawiam
  • 08.12.09, 14:28
    mamamaxia08 my juz wszystkiego prubowalismy-mowienie jej ze ma
    najlepsze lozko na swiecie i najlepsze misie ktore juz dawno spia nie
    wchodza w gre,przed spaniem musze standardowo za okno z nia zagladac
    zeby sie upewnic ze matka nie zartuje,ze juz ciemno sie zorbilo na
    dworze-nastepnie do wszystkiego musi powiedziec dobranoc-wydluza
    sprawe jak tylko mozna -cwana jest i tyle-raz na tydzien zasnie bez
    problemow ale w wiekszosci przypadkow krokodyle lzy i "ik wil niet
    slapen"....
    --
    paulien suzanne 11.12.2007
  • 08.12.09, 14:47
    Dobrze znam ja to cwaniactwo ;), Młody w innych przypadkach nie daje się
    podejść... rozumiem i to aż za dobrze, co masz na myśli...
    Może więc przyszedł czas na szukanie rozwiązania w fachowej literaturze
    (książka, o której pisałam pomogła dzieciom kilku moich znajomych) lub/i mieć
    nadzieję, że to przejściowy problem, czyli poczekać aż "samo przejdzie"...
    Twoja mała przynajmniej ludzkim językiem wyraża, że czegoś nie chce :), bo mój
    "zbój" używa - z różnym natężeniem głosu - li i wyłącznie słowa "NIE" ;)...
  • 08.12.09, 15:17
    Sprobuj usypiac z nią obok, przytulic, pogłaskac, zanucic kolysanke, poczytac
    ksiazeczki.
    Ja tak robie i dziala.
    A drzemke za dnia wyeliminuj kilka razy i zobaczy, czy bedzie roznica w zasypianiu.
    U nas Marysia od parunastu dni nie spi za dnia (a spala zwykle od 12 do 15-16),
    to wieczorem po 19 jest kapiel, czytanie ksiazeczek i po 5 minutach spi jak suseł :)

    --
    my_Flickr
    Mary_Lu
    BadVista
  • 08.12.09, 15:11
    A przy okazji tez moja corka (23msce).
    Nie wiem co to bunt dwulatka - fakt, corka ma swoje humory mniejsze i wieksze,
    ale ja tego po prostu nie zauwazam (a przynajmniej staram sie nie zauwazac).
    Przechodze nad tym do porzadku dziennego i koniec kropka. Nie uzalam sie, nie
    robie z tego problemu.
    Zje? Ok, nie zje, zje później.
    Pieluchy nie chce zmienic, spoko, mam czas, za 5 minut zmieni.
    Chce sie ze mna bawic akurat jak ja pije kawe? Boze, no co za problem - mowie,
    zeby przyniosla blok i mazaki i juz zabawa gotowa. Albo czytam jej ksiazeczki
    albo bawie sie tym, czym akurat ona chce sie bawic.
    W nocy tez sie budzi, ale dla mnie to nie problem wziac ja do naszego lozka -
    przeciez to jeszcze dziecko, potrzebuje mnie, meza i naszej bliskosci.
    Mycie zebów? Byl problem przez jakis czas, poki nie wpadlam na pomysl kupna
    szczoteczki elektrycznej i dla niej - problem zniknal od razu.
    Wlosy ja jej obcinam, wiec do fryzjera chodzic nie musze :P
    U lekarza wiadomo, ma prawo plakac i nie wiedziec co jest grane, tlumacze i tule
    i jakos mija wizyta.
    Sprytu tez uzywam, ale to raczej juz ostatecznosc.

    Ale to moze tylko ja taka dziwna jestem i moje dziecko tez? Ciekawe, czy drugie
    bedzie inne ;)


    A co do snu (i tego jak nauczyc spac), to polecam ksiazke "Zasypianie bez
    płaczu" W.Sears.


    --
    my_Flickr
    Mary_Lu
    BadVista
  • 08.12.09, 15:43
    mad_die napisała:

    > A przy okazji tez moja corka (23msce).
    > Nie wiem co to bunt dwulatka - fakt, corka ma swoje humory
    mniejsze i wieksze,
    > ale ja tego po prostu nie zauwazam (a przynajmniej staram sie nie
    zauwazac).
    > Przechodze nad tym do porzadku dziennego i koniec kropka. Nie
    uzalam sie, nie
    > robie z tego problemu.
    > Zje? Ok, nie zje, zje później.
    > Pieluchy nie chce zmienic, spoko, mam czas, za 5 minut zmieni.
    > Chce sie ze mna bawic akurat jak ja pije kawe? Boze, no co za
    problem - mowie,
    > zeby przyniosla blok i mazaki i juz zabawa gotowa. Albo czytam jej
    ksiazeczki
    > albo bawie sie tym, czym akurat ona chce sie bawic.
    > W nocy tez sie budzi, ale dla mnie to nie problem wziac ja do
    naszego lozka -
    > przeciez to jeszcze dziecko, potrzebuje mnie, meza i naszej
    bliskosci.
    > Mycie zebów? Byl problem przez jakis czas, poki nie wpadlam na
    pomysl kupna
    > szczoteczki elektrycznej i dla niej - problem zniknal od razu.
    > Wlosy ja jej obcinam, wiec do fryzjera chodzic nie musze :P
    > U lekarza wiadomo, ma prawo plakac i nie wiedziec co jest grane,
    tlumacze i tul
    > e
    > i jakos mija wizyta.
    > Sprytu tez uzywam, ale to raczej juz ostatecznosc.
    >
    > Ale to moze tylko ja taka dziwna jestem i moje dziecko tez?
    Ciekawe, czy drugie
    > bedzie inne ;)
    >
    >
    > A co do snu (i tego jak nauczyc spac), to polecam ksiazke
    "Zasypianie bez
    > płaczu" W.Sears.
    >
    >

    Maddie, to super, ze tak bezproblemowo przechodzicie ten okres. Ja
    podobnie mialam z corka, idealne dziecko, z mezem zartujemy, ze
    gdyby najpierw urodzil sie David to pewnie bysmy sie nigdy na drugie
    dziecko nie zdecydowali ;)

    Skoro tak swietnie sobie dajesz rade to moze nas podszkolisz, co ty
    na to? My ci zapodamy sytuacje a ty nam rozwiazanie?
    Ja zaczynam - co robic jak dziecko nie chce wracac do domu gdy
    przychodze go odebrac ze zlobka? (zaznaczam ze przeczekiwanie
    zaliczylam i udawanie ze ide bez niego tez zaliczone, nocowac w
    zlobku nie moze, wiec nie moge udawac ze nie slysze "nie"), ciekawe
    co wymyslisz, jak sie sprawdzi to podam wiecej przykladow :)

    --
    pozdrawiam
    nesla
  • 08.12.09, 17:05
    > Skoro tak swietnie sobie dajesz rade to moze nas podszkolisz, co ty
    > na to? My ci zapodamy sytuacje a ty nam rozwiazanie?
    > Ja zaczynam - co robic jak dziecko nie chce wracac do domu gdy
    > przychodze go odebrac ze zlobka?

    To ja Ci podam rozwiazanie, jak sama juz potrenuje, ok? Bo Maryś na razie do
    żłobka nie chodzi i raczej chodzic nie będzie.
    A co innego mowic o swoich doswiadczeniach, a co innego teoretyzować, nie?

    --
    my_Flickr
    Mary_Lu
    BadVista
  • 08.12.09, 16:03
    Wiesz mad-die,
    tu nie chodzi - jak to napisałaś - o użalanie się nad sobą... raczej o wymianę
    doświadczeń i dzielenie się odczuciami... Niektóre z nas nie mają tutaj nikogo
    lub prawie nikogo (rodzina i przyjaciele daleko), z kim mogłoby na luzie
    porozmawiać o tym co mniej lub bardziej "boli". Czasem też pomaga (przynajmniej
    mi) spojrzenie na sprawę oczami innej osoby, która akurat była uprzejma
    wypowiedzieć się nurtujące mnie zagadnienie, lub też - po prostu - wyrzucenie
    czegoś z siebie...
    A przy okazji, niektóre dzieci bardzo lightowo przechodzą ten okres swego życia,
    a inne hardcorowo... jednocześnie nie wszyscy rodzice (z różnych powodów) to
    okazy "chodzącego spokoju", mający komfort bycia na luzie i na takowym luzie
    podchodzącym do - bądź co bądź - czasem stresujących sytuacji...
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • 08.12.09, 17:12
    No dobra, ja tam uwazam, że dzieci ucza nas pokory. I ucza nas jak _my_ sie mamy
    zmieniac.
    Bo po co drzec koty o jakies bunty dwulatka, kiedy mozna uznac to za okres
    przejsciowy (i calkiem normalny w tym wieku) i skupic sie na czyms innym?
    No tak, ale znowu moje dziecko przechodzi ten czas lajtowo, to co ja wiem w
    ogole o zyciu z dwulatkiem w okresie buntu?
    Moze syn bedzie gorszy, to mi dopiecze :P

    --
    my_Flickr
    Mary_Lu
    BadVista
  • 08.12.09, 17:35
    Ja wcale nie uwazam, ze powinnam sie zmienic, moich dzieci tez
    zmieniac nie chce, tylko wychowac na dobrze funkcjonujacych w
    spoleczenstwie ludzi. Czescia wychowania jest rowniez stawianie
    granic i ekzekwowanie stosowania sie do pewnych obowiazujacych
    regul. Gdyby tak lajtowo podchodzic do wszystkiego to naprawde
    obawiam sie ze nie zdalo by egzaminu przy wszystkich dzieciach.
    Maddie, ty sie nie drocz tylko ciesz ze masz dziecko "latwe w
    obsludze" ;) ale nie zgadzam sie z toba, ze okres buntu dwulatka
    nalezy przeczekac zupelnie negujac jakiekolwiek przejawy
    absurdalnego zachowania. Uwazam, ze jako rodzic jestem
    odpowiedzialna za moje dzieci i powinnam im wpoic normy, uczyc co
    jest dobre a co zle, tlumaczyc, rozmawiac, dawac przyklad. Zupelne
    negowanie zlego zachowania zupelnie do mnie nie przemawia.
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • 08.12.09, 21:51
    Nie no jasne, ja tez wszystkiego nie neguje i nie udaje, ze nie ma problemu.
    Jak problem jest, to staram sie go rozwiazac.
    A ze mam - na razie - niewielkie problemy, to jakos sobie daje rade wlasnie tak
    lajtowo do tego podchodzac.
    Zobaczymy lada dzien jak sobie poradze z moim dzieckiem prostym w obsłudze i z
    drugim - niespodzianka i wielką niewiadomą ;)

    --
    my_Flickr
    Mary_Lu
    BadVista
  • 08.12.09, 22:33
    Jeeej,dziewczyny!
    Bardzo dziękuję za tyle odpowiedzi :)W jeden dzień napisałyście tyle
    fajnych rzeczy,że szczerze mówiąc dopiero zabieram się do czytania.
    Jest mi bardzo miło,zostać powitaną w Waszym gronie na równych
    prawach,choć,jak można wyczytać w temacie,gdzie się przedstawiamy,że do
    NL dopiero przyjeżdżamy :)
    Dziękuję Wam dziewczyny!!!
  • 09.12.09, 08:42
    Dzięki mad_die za linka :)
  • 08.12.09, 18:14
    Hehe, ja pamietam nesle, jak jeszcze Davida nie miala;-)
    Mad_die, nie da sie nic przeczekac, rodzic ma obowiazek wychowywac
    dziecko, a nie odwrotnie,z tym, ze niektore "egzemplarze" sa nieco
    oporniejsze i "przeczekiwanie" skonczy sie tym, ze bunt 2-latka
    zmnieni tylko nazwe i forme, stanie sie buntem 3-, 4-, 5- itd- latka
    i bedzie sie nasilac wprost proporcjonalnie do wieku. Ja sie z moim
    mlodym nie rozczulalam, jak zalsluzyl na kare, to odstawialam na bok
    czulosci. Nie, zebym nic innego nie robila, ale wyznaczalam bardzo
    jasne granice, ktorych przestrzegam z zelazna konsekwencja.
    Dzieciaki mojej kolezanki (2 i 3 lata) potrafia jej baaardzo dopiec.
    Tyle, ze ja widze, ze ona sobie moze wrzeszczec i grozic, a maluchyu
    maja to gdzies, przy mnie za to sa jak aniolki, bo wiedza, ze mi nie
    podskocza, wiedza doskonale, jak daleko moga sie posunac.
    Usmialam sie czytajac, jak nesla wynosila Davida ze zlobka. Mojego
    mlodego za kazdym razem wynosilam z PSZ;-) Liczyl;am do 3, albo
    szedl sam, albo bralam za fraki, przerzucalam przez ramie po
    strazacku (wtedy niewiele moze zdzialac) i wynosilam do samochodu
    jakby nigdy nic:-) Zreszta do tej pory mi sie zdarza, bo sie mlodemu
    w szkole czasem za bardzo podoba, tyle, ze teraz, jak wazy 24 kilo,
    to troche trudniej, za to jest bardziej kumaty i jak widzi, ze
    odpalam auto, to pedzi na zlamanie karku:-) Kiedys faktycznie mu
    numer wycielam, poprosilam jedna mame, zeby miala na niego oko
    (zostawala dluzej w szkole) i odjechalam, trabiac i machajac
    mlodemuz szerokim usmiechem. Powinnyscie zobaczyc jego mine, hehe...
    Objechalam ulice i wrocilam, nie bylo mnie polk minuty, ale
    poskutkowalo, teraz, jak mowie, ze jade, to on nawet jak udaje, ze
    nie slyszy zawsze zdazy, zanim odpale motor. I nawet sie zloscic nie
    musze, ale czasem stoicki spokoj jest nawet lepszy od gromow. Kazde
    dziecko jest inne i mysle, ze uniwersalnych rad nie ma, pewne myki
    sprawdzaja sie czesciej, czasem jeden piekun swietnie sobie poradzi,
    inny, mimo tych samych metod zostanie przez dzieciaka
    sterroryzowany, caly sekret jest w tym, ze to nie tylko dziecko
    potrzebuje instrukcji obslugi, ale kazda relacja konkretnego
    opiekuna z konretnym dzieckiem.
  • 09.12.09, 08:40
    tijgertje, kasia191273 , mamamaxia08, nesla-dzięki za słowa
    pocieszenia
    mad_die-nie chę generalizować,ale córeczki to córeczki,zazwyczaj
    jest z nimi mniejszy problem,chociaż jak gosia_hh pisze
    i one mogą dać popalić,heh...
    Ja mam to szczęście mieć dwóch synów :D
    Co innego jest płacz-a co innego dziki wrzask,czym innym upór-a czym
    innym bunt.Wiele razy daję sobię na luz,bo inaczej
    już bym oszalała!Mam jednak wrażenie,że mój syncio ma wewnętrzny
    przymus robienia złośliwych rzeczy...
    Zachowuję dystans,bo tak jak napisałyście,3 urodziny są coraz bliżej
    (no,jeszcze tylko 10 miesięcy,heh,heeh...).
    Zastanawia mnie tylko,czy w NL widujecie dzieciaki urządzające dzikie
    brewerie,czy też będę się musiała u siebie na strychu
    ukrywać ;) ?
    Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy i polecam książkę:
    "Język dwulatka" Tracy Hogg.
  • 09.12.09, 09:10
    8zumirodam napisała:
    > Co innego jest płacz-a co innego dziki wrzask,czym innym upór-a czym
    > innym bunt.Wiele razy daję sobię na luz,bo inaczej
    > już bym oszalała!Mam jednak wrażenie,że mój syncio ma wewnętrzny
    > przymus robienia złośliwych rzeczy...
    (...)
    > Zastanawia mnie tylko,czy w NL widujecie dzieciaki urządzające dzikie
    > brewerie,czy też będę się musiała u siebie na strychu
    > ukrywać ;) ?
    8zumirodam,
    się uśmiałam ze stwierdzenia o wewnętrznym przymusie robienia złośliwych rzeczy
    przez latorośl - jakbyś opisała mojego Gagatka :)...
    Aaa, i nie będziesz musiała ukrywać dzieci na strychu ;), tutaj widziałam nie
    raz, i nie dwa, różne dzikie akcje, które odstawiały dzieci w sklepie czy na
    ulicy (łącznie z moim Dzikusem) - nikt złego słowa nie powie, krzywo nie
    spojrzy, a jeszcze pocieszy dobrym słowem czy zażartuje :)... Całkiem niedawno
    mój dzieć wpakował się do nowo otwartego sklepu z ekskluzywną odzieżą męską... i
    z zabłoconymi butami wlazł na skórzany fotel... ja od razu do ekspedientki
    "sorry" z miną zbitego psa, a ona na to z uśmiechem, że to tylko małe dziecko i
    że luz :O. A żeby chyba zrobić mi na złość, Młody nie chciał zleźć z fotela i
    darł się jak opętany gdy go wynosiłam, hyhy. A pani dalej uśmiechnięta,
    otworzyła przed nami drzwi i pomachała na do widzenia. Takich przykładów można
    by mnożyć :).

    > Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy i polecam książkę:
    > "Język dwulatka" Tracy Hogg.
    A mogłabyś podać wydawnictwo i nr ISBN?
    Pozdrawiam
  • 09.12.09, 09:43
    moja corka ogolnie to tez zadnych wiekszych problemow nie sprawia-do
    kdv chodzi z ochata ale jak ja odbieramy to jest najszczesliwszym
    dzieckiem bo mame i tate widzi-z nami czuje sie bezpieczniej ,a te
    cyrki wieczorne sa po prostu meczace ,zeby kolo corki sie polozyc nie
    mam mozliwosci bo spi jeszcze w lozeczku ze szczebelkami i chyba by
    sie zapadlo ;).Do naszego lozka nie bede jej kladla bo po pierwsze
    wyglupy pierwsza klasa a nie spanie a drugie to ja nie bede uczyla
    spania z nami-ma swoje lozko swoj pokoj i mama tez zsaluguje na
    odpoczynek po pracy.nie wiem mad_die czy pracujesz,ale ja tak 4 dni w
    tygodniu i bardzo sobie cenie chociaz pol godzinki wieczorem dla
    siebie samej-moze zabrzmi to egoistycznie ,ale uwazam ze dziecko 2
    letnie nie bedzie mna rzadzic i jestem konsekwentna,moze jakbym w
    domu siedziala i nie pracowala inaczej bym na to patrzyla..
    --
    paulien suzanne 11.12.2007
  • 09.12.09, 09:57
    no wlasnie, mysle ze luz moze wynikac z duzej ilosci czasu/
    niepracowania? ale moge sie mylic

    jak sie pracuje, to dochodzi zmeczenie i stres, a i pospiech staje
    sie elementem zycia, stad sytuacje nerwowe- bo rano o okreslonej
    porze trzeba wyjsc, a dziec staje okoniem itp. Wowczas nie ma ani
    nastroju do zartow, przeczekiwania, cierpliwosci...

    do autorki: w NL, w przeciwienstwie do PL, ludzie sie nie wtracaja.
    Wiec i w kwestiach dzieci nie ma ani krzywych spojrzen, ani
    biadolenia babulek, jakie to dziecko biedne, jak go mama meczy, bo
    nie chce mu ustapic. Rodzice sa na ogol nieugieci, potrafia kilka
    razy tlumaczyc, jak nie dziala, wynosza delikwenta mimo wierzgania
    czy placzu


    --
    NINA ur.14 stycznia 2007
  • 09.12.09, 12:14
    A co do podejścia ludziów niderlandzkich to cieszy mnie ogromnie
    fakt,że nie będę okoliczną dziwaczką,"tą babą z Polski z dwoma
    ryczywołami".Trafiam w dobre miejsce!
    Ps:kilka lat temu będąc w Eindhoven jakiś czas, widziałam jedną
    scenę,która przypominała wolny wychów bydląt,hihihihii.....
  • 09.12.09, 13:37
    Luz wynika z podejscia do zycia. Jak ktos chce sie stresowac pierdołami, to
    niech sie stresuje.

    --
    my_Flickr
    Mary_Lu
    BadVista
  • 09.12.09, 09:57
    Gosia_hh,
    bardzo dobrze Cię rozumiem, chociaż ja akurat nie pracuję... ale podobnie jak Ty
    i większość mam, też potrzebuję trochę czasu dla siebie. I nawet jeśli ktoś
    nazwie to jakimś "przerośniętym" egoizmem, to jego problem... To, że jesteśmy
    mamami to nie znaczy, że przestałyśmy być odrębnymi jednostkami :). Ja też wolę
    żeby mój dzieć spał u siebie - i to z różnych powodów... ;). A przykład w
    rodzinie, pt. 9letnie dziecko wciąż nie chce spać samo (im dalej tym trudniej
    oduczyć) - bardzo skutecznie przekonało mnie, że jak dzieć ma swój pokój, to
    powinno się z tego korzystać :).
    Pozdrawiam
  • 09.12.09, 11:10
    moja corka uwielbia swoj pokoj i jeszcze nidgy nie udalo jej sie
    zasnac z nami-nawet na wakacjach spala sama w pokoiku obok-w wielkim
    wyrku u taty i mamy sie wariuje a nie spi-w niedzielne poranki gdy
    wstanie bierzemy ja do nas i wtedy sa wyglupy-nawet w polsce u moich
    rodzicow nie chciala spac z nami :)wiec ona dobrze wiem ze jak jest
    pora na spanie co ja czeka-ja oczywisice nuce jej kolysanki-glaszcze
    po glowce,masuje plecki,nic musze chyba troche przeczekac ten okres
    i sprubuje jej nie klasc spac no chyba ze sama sie upomni ze chce to
    ja poloze..
    --
    paulien suzanne 11.12.2007
  • 09.12.09, 13:06
    Gosia, twoja mala to jak i moj urwis;-) Z mama to jeszcze moze spac,
    mama jest super do przytualnia, ale dziecko z tata w jednym
    pomieszczeniu to impreza, o spaniu mowy nie ma;-) W ubieglym roku
    pierwszy raz wyjechalismy na kilka dni do hotelu, gdzie spalismy w
    jednym pokoju, ale mlodego sie kladlo, my z babyphonem szlismy na
    dol albo siedzielismy z jakims czytadlem na korytarzu, zanim nie
    zasnal. U dziadkow w Polsce ma swoj wlasny pokoj:-) A z tym
    zasypianiem... Mysle, ze lozeczko moze byc problemem. Czasem dzieci
    1,5- 2-letnie, jesli spia w lozeczku, to sie buntuja i wymiana na
    wieksze lozko neiraz pomaga, ale przyczyna moze lezec tez gdzies
    indziej. Czasem trudno ja znalezc i nie ma wyjscia, albo przeczekac,
    albo kombinowac metoda prob i bledow. U nas sprawdzaja sie stale
    rytualy i pory kladzienia do lozka, po kapieliu od razu pizama i do
    wyrka, jak tata zacznie sie z mlodym wyglupiac, to o spaniu mozna
    zapomniec:-/ Nie pracuje, ale bardzo sobie cenie wspolne wieczory z
    mezem bez dziecka;-) Mlody mial jakies 2 lata, jak zaczal wylazic z
    lozeczka, czasem w srodku nocy mial ochote na zabawe. Ustalilismy
    godziny, w ktorych sie spi, kupilam lampke wkladana do gniazdka z
    ustawianiem czasu, swieci od 19.30 do 7.00 (wczesniej do 7.30), w
    tym czasie jest pora na spanie. Mlody nie mial ochoty isc spac? Mogl
    sie bawic w pokoju, ale drzwi musialy byc zamkniete i z pokoju wyjsc
    nie mogl, jak cos waznego bylo, mogl nas wolac i wyjatkiem zawsze
    byly wyjscia do toalety. Jakis tydzien robil wedrowki i sie
    buntowal, ale konsekwentnie odprowadzany do lozka w koncu zalapal i
    czasem nawet nie wiedzialam, czy spi, okazywalo sie potem, jak
    weszlam do pokoju, a on spal z zabawkami czy na ksiazce przy
    zapalonym swietle;-) Jemu pomaga tez muzyka. Ma kilka swoich plyt,
    migiem zalapal obsluge i do zasypiania do tej pory wlacza albo jaks
    muzyke, albo ostatnio jakies sluchowiska. Z naszego doswiadczenia
    wynika, ze im dluzej przeciagamy moment pozegnania, tym dluzej trwa,
    zanim mlody zasnie. Jak byl mlodszy, to nikogo nie moglo byc w
    pokoju inaczej cyrki odstawial i o spaniu nie bylo mowy. Pokombinuj
    troche, jakas niewielka zmiana w schemacie kladzenia do lozka moze
    przyniesc ogromna poprawe.
  • 09.12.09, 13:43
    To, że jesteśmy
    > mamami to nie znaczy, że przestałyśmy być odrębnymi jednostkami :)

    A kto tu mówi o zyciu w jakiejs chorej symbiozie ze swoim dzieckiem?
    Ja po prostu uwazam, ze mozna dac dziecku siebie, w takiej ilosci w jakiej ono
    nas potrzebuje, a jednoczesnie sie w tym wszystkim nie zatracić.
    Mówie tu o zasypianiu - skoro moja corka potrzebuje mnie do zasniecia, to mnie
    ma. Od tego chyba jestem, nie?
    Film, winko i pogaduchy z mezem moga zaczekac. Jak zejde na dół 30minut później,
    to sie swiat nie zawali.

    --
    my_Flickr
    Mary_Lu
    BadVista
  • 09.12.09, 15:25
    Oj dziewczyny,ale nie zaczynajcie jakiejś kłótni...Przecież nie mamy
    się porównywać,a tym bardziej przepychać w kolejce po złoty medal!
    Każda z nas przeżywa macierzyństwo w inny sposób,bo każda jest inna.
    Ale Wy to wszystko przecież wiecie...Chodziło mi o to, by uskutecznić
    pogawędkę z łezką w oku-babskie marudzenie o przecież najukochańszych
    urwisach na świecie :)
  • 09.12.09, 18:31
    Jestem dziś cały dzień sama z dzieciakami.Kąpiąc młodszego syna
    domyślałam się,że dźwięki z kuchni oznaczają niespodziankę...Po wyjściu
    z łazienki moim oczom ukazał się osobliwy widok:otóż mój pierworodny
    wyciągnął z szafki duże opakowanie znanej herbaty i poodrywał dokładnie
    wszystkie żółte metki!!!Teraz torebki do zaparzania są o niebo bardziej
    praktyczne-mogę sobie je przywiązywać sznurkiem do uszka :D :D :D
  • 09.12.09, 13:35
    No to jej zmien lozeczko, co za problem? Wtedy nawet latwiej bedzie Ci ja
    utulić, posmerac, poglaskac.
    Moja corka spi w lozeczku takim juz bez szczebelkow, dzieki temu moze do nas
    przyjsc jak ma ochote.
    To ze nie pracuje , nie oznacza, ze nie jestem tak samo jak TY zmeczona po calym
    dniu zajmowania sie domem i corka plus byciem w ciazy. Ja nie wiem, jak kobieta
    nie pracuje zawodowo to sie nie meczy?
    Dla mnie opcja wycia przed spaniem i przeczekiwanie dziecka, tudziez usypianie
    godzine lub dwie sa nie do przyjecia. Dla nas rozwiazaniem bylo usypianie na
    naszym lozku, po czym przeniesienie corki do jej pokoju, na jej lozko.
    I teraz nasze lozko kojarzy jej sie ze snem, nie z zabawa - bo po to jest
    lozko, do spania.
    Jak chce sie bawic, idzie do pokoju swojego.
    I uwierz mi, to ze moje dziecko zasypia z nami/ze mna na naszym lozku nie
    oznacza, ze mna rządzi. Taki uklad nam pasuje.
    I nie, nie boje sie, ze nie bedzie chciala zasypiac sama za jakis rok czy dwa.
    Dorosnie do tego, jak i do wszystkiego innego.

    --
    my_Flickr
    Mary_Lu
    BadVista
  • 09.12.09, 12:08
    Znalazłam wersję elektroniczną książki:
    www.kmk-studio.com/forum/T_Hogg-Jezyk_dwulatka.doc
    isbn 978-83-89314-38-3
    Wydawnictwo Klub Dla Ciebie
  • 09.12.09, 15:05
    Dzięki :)! Młody zdecydował się na drzemkę, więc zacznę się "wgryzać" :)
    Pozdrawiam
  • 09.12.09, 19:50
    Oczywiscie ,ze koncem swiata nie jest jak moja corka z nami do pozna
    rzadzi-zawsze sie przytulamy i wyciszamy przed spaniem ma to swoje
    poztywne strony-ja wstaje do pracy o 6 rano i jestem z powrotem okolo
    17-18 -nie jest latwo chociaz wiem ,ze w domu tez sie ciezko pracuje
    nawet jak mam wolny dzien to porzadki trzeba zrobic wyprasowac zakupy
    zrobic i z corcia spedzic czas-kazda wolna minute jej
    poswiecam.narazie duze lozko nie wchodzi w gre bo gdy nocowala u
    babci w normalnyl lozu to spadla bo dziecie moje ruchliwe jest
    podczas snu "wedruje" po calym lozku..tylko pozazdroscic takiego
    malucha jak ty mad_die
    siedze wlasnie przed tv corka koloruje grzecznie jest wyciszona
    wykapana i pachnaca-zaraz wypijemy cieple kakao i sprubujemy isc spac
    ..bez histerii i krzykow
    --
    paulien suzanne 11.12.2007
  • 10.12.09, 14:10
    Polecam "opowieść o Neilu" ze str. 247-obśmiałam się jak fretka :D
    Z drugiej strony smutno,że takie to prawdziwe!!!
  • 14.12.09, 17:46
    a ja juz myslalam, ze jestem jedyna, ktora czasami ma dosc wlasnego
    dziecka. nasza Pyza czasami, po uslyszeniu, ze czegos nie wolno,
    wrecz wpada w histerie. rzuca sie na podloge, wali czolem.
    wyprowadzam ja do kuchni i zamykam drzwi (hehe, czasami kuchnia
    niepolaczona z salonem moze byc bardzo praktyczna). troche jeszcze
    wrzeszczy, nawet uderza czolem w drzwi, ale najdalej po minucie jest
    spokoj. drzwi wolno sie otwieraja, Pyza daje buziaka, razem
    mowimy "przepraszam". nastepnym razem pytanie - "chcesz do kuchni?"
    konczy zaczynajaca sie histerie.
    ale, oczywiscie, nie zawsze jest tak latwo.
    a do tego mam jeszcze starsza corke w okresie dojrzewania.
    sa dni, ze mam ochote spakowac sie i wyjechac:-)
  • 14.12.09, 17:49
    HIhihihihhihih.....Bajecznie :)
  • 14.12.09, 18:31
    Niop, bajecznie ;)
    ... fajnie, że masz drzwi do kuchni(moje niespełnione marzenie) i drzwi do
    salonu - bramka niedługo zamieni się w stosik szczebelków... Niektóre histerie
    mojego dziecia potrafią trwać, i trwać i trwać :O. Nic nie pomaga, czyli: próby
    przytulenia - porażka(grozi trwałym kalectwem rodzica), próby odwrócenia uwagi -
    kolejna porażka (nie daje się szelma nabrać), próby niezwracania uwagi -
    niemożliwe do wykonania (no, chyba żebym ogłuchła)... aaaa, i nie pomaga już (w
    przypadku histerii wynikającej ze zmęczenia materiału, czyli dziecia bez
    drzemki) wsadzanie do łóżeczka i odkurzanie - kiedyś działało. Obecnie plusem
    jest odkurzone mieszkanie, o :)!
    Jakieś rady? Młody ma prawie 2 latka...
    Pozdrawiam
  • 14.12.09, 18:45
    Nasz syn od zawsze ma fioła na punkcie odkurzacza!Sam go wyciąga z
    szafy robiąc straszliwy rumor i każe go sobie włączyć do prądu.Tyle,że
    miast odkurzać woli go odpalać jak motor,a potem "gazuje" pokrętłem od
    mocy,hihihihi...
    Moja rada?Daj Młodemu odkurzacz ;)
    Ps:przy okazji na nasze młodsze dziecko ten szum działa-ciekawe do
    kiedy?
  • 14.12.09, 19:03
    A propos odkurzacza: w związku z walkami o odkurzacz... tak, tak - dzieć też
    pała miłością wielką taką, że odkurzanie było przy nim niemożliwe, chyba że
    zasypiał (ale tą wersję mamy za sobą), nabyłam mu jego własny sprzęt :D.
    Uwielbia swój okurzaczyk i oczywiście duży też, ale przy histerii nie działa :(,
    a może się nawet stać przyczyną wypadku jakiegoś... bo Młody w histerii ma też
    (oprócz tłuczenia a nawet gryzienia) "odruch odrzutny", czyli rzuca wszystkim,
    co mu w łapki wpadnie... ech
    PS. teraz mam luzik i mogę pisać bo dzieć padł - cały dzionek bez drzemki z
    kilkoma histeryjkami zmęczyły dziecia bardzo :)
  • 14.12.09, 19:51
    O,a mój się wspina po szafce i mi laptopa rozbraja...
  • 15.12.09, 08:21
    Napisałam:
    > PS. teraz mam luzik i mogę pisać bo dzieć padł - cały dzionek bez drzemki z
    > kilkoma histeryjkami zmęczyły dziecia bardzo :)

    Żeby mi nie było za dobrze to Młody obudził się z rykiem koło 21 - za nic nie
    chciał zostać w łóżeczku i się położyć :O... potraktował to o godzinkę
    wcześniejsze pójście spać jak drzemkę, po której obudził się gotów do szaleństw.
    Czy ja w takich przypadkach - gdy on pada ze zmęczenia przed 19 - powinnam nie
    dawać mu zasnąć?? Że jak? Lampą po oczach?! ;)
  • 14.12.09, 21:13
    moje 4 miesieczna coreczka, bardzo sie uspokaja przy odkurzaczu,
    zazwyczaj zasypia:-)
  • 14.12.09, 21:23
    Podobno firma Elektrolux wydała płytę z nagranymi dźwiękami odkurzacza
    skierowaną właśnie do małych dzieci :) Ktoś pomyśli,że lepiej puszczać
    dziecku kołysanki,ale jak wiadomo "tonący brzytwy się chwyta".
    Moja koleżanka na ten przykład, stawiała leżaczek z niemowlęciem na
    płycie kuchenki włączając mu światełko i nawiew (czy też raczej
    "wywiew") okapu.Ten sam patent udawał się,kiedy brała ze sobą dziecko
    do łazienki-ona brała prysznic,a młody spał w najlepsze...Grunt to
    kreatywność!
  • 14.12.09, 22:35
    Coś Wam jeszcze napiszę tego pięknego wieczoru:
    Moi chłopcy (czyt.mąż+dwóch synów) wyjechali na 4 dni do
    dziadków.Miał to być mój czas psychicznej rekonwalescencji, czas na
    pobycie kobietą (maseczki,wino,seriale).Byłam przekonana,że po tym
    czasie,stanę w drzwiach jako piękna,szczuplejsza i pewna siebie
    kobieta!Jakież było moje zdziwienie,kiedy przez te cztery dni nie
    mogłam się pozbyć uczucia,że muszę gdzieś biec,spieszyć się i zarywać
    noc!!!No okropne-chciałam sobie przypomnieć,jak to jest być
    kobitką,która ma własne zainteresowania i umie sobie doskonale
    wypełnić czas...ale NIE! aleee NIE!!!Posprzątałam mieszkanie jakbym
    stawała przed komisją wojskową,hihihihihi...Do d....jest taki wolny
    czas!!!Miałam spać do południa :( Dziś wieczorem wrócili-jestem w
    szoku,że znów panuje w domu chaos...
  • 14.12.09, 22:36
    Moj David dzisiaj znowu odstawil cyrk jak go odbieralam ze zlobka..
    "za kare" dostal wiec griepprik ;)
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • 14.12.09, 22:52
    A co to takiego?Ja nie nl-języczna ;)
  • 15.12.09, 09:03
    griepprik-szczepionka przeciwko grypie
    --
    paulien suzanne 11.12.2007
  • 15.12.09, 16:46
    a teraz ja z zagadka: kto wie ile plyt dvd moze sie zmiescic w
    odtwarzaczu?
    dodat, ze odtwarzacz dvd to standart przeznaczony na 1 plyte.
  • 16.12.09, 14:24
    Chyba mniej więcej tyle, co papierków po czekoladkach ;)
  • 16.12.09, 15:05
    No ile?! ;)
    Ja wolałam nie sprawdzać za pomocą dziecia ile czego zmieści się w sprzęcie...
    jak tylko Młody zaczął pełzać, okazało się, że owy sprzęt fascynuje go
    baaardzooo i dla niego właśnie nauczył się podnosić do (prawie) pionu... żeby
    włączać i wyłączać wszystko co się da zrobić "diń" ;). Czym prędzej wymieniliśmy
    niski stolik tv na wysoką komodę. Dostęp i my mamy lekko utrudniony bo
    odtwarzacz jest w szufladzie ale za to bezpieczny hyhy.
    Pozdrawiam
  • 20.01.10, 17:04
    mamamaxia08 napisała:

    > Aaa, i nie będziesz musiała ukrywać dzieci na strychu ;), tutaj widziałam nie
    > raz, i nie dwa, różne dzikie akcje, które odstawiały dzieci w sklepie czy na
    > ulicy (łącznie z moim Dzikusem) - nikt złego słowa nie powie, krzywo nie
    > spojrzy, a jeszcze pocieszy dobrym słowem czy zażartuje :)...

    Moja tesciowa opowiada czasem jak to widzi takie wrzeszczace i czegos_tam_sie_domagajace dzieci w sklepach. I mowi, ze rozumie sytuacje - i ze zawsze *w myslach* mowi do rodzicow: "mama/papa, niet toegeven". ;)

    --
    "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
    Maria Skłodowska-Curie
  • 16.12.09, 15:14
    Dziewczyny,
    odebrałam telefon od koordynatorki, że latorośl moja oficjalnie została przyjęta
    do PSZ :). Za miesiąc pierwszy dzień a mi trochę "i smieszno, i straszno" - no,
    bo jak on tam się "odnajdzie" taki zbuntowany, mało kogo słuchający, nie mówiący
    w żadnym ludzkim języku, a rozumiejący tylko po polsku? Wiem, dzieci szybko się
    uczą ale... no właśnie, to "ale"...
    Jak Wasi buntownicy/buntowniczki reagowały na pierwsze kontakty w żłobku? Jak
    się zachowywały? I w ogóle: "JAK"?
    Czekam na słowa pociechy ;)...
    Pozdrawiam
  • 16.12.09, 15:57
    moja corka nie chciala zostawac w zlobku-miala dokladnie 1,5 roku gdy
    ja zapisalismy i bylo ciezko z rozstaniem placz juz w domu,dopiero po
    jakims czasie sie przyzwyczaila chodzi 2 razy w tygodniu niby jak juz
    tam jest to jest ok ,ale przed samym zlobkiem potrafi byc markotna az
    do dzisiaj-panie wychowawczynie mowia,ze jak nas nie ma to odrazu sie
    bawi i smieje no i jest to bardzo dobre dla jej rozwoju kontakt z
    rowiesnikami jest bardzo wazny-o jezyk sie nie boj-u corki w grupie
    jest tez polski chlopczyk ktory glownie w polskim sie porozumiewa bo
    rodzice oboje z polski,ale tam bardzo sobie szybko holenderski
    przyswoil i wsystko rozumie-glowa do gory bedzie dobrze troche
    rozlaki od mamy i taty wyjdzie na dobre zobaczysz!
    --
    paulien suzanne 11.12.2007
  • 17.12.09, 09:12
    w odtwarzaczu dvd miesci sie dokladnie 6 plyt!!!
    moj maz jest bardzo z Pyzy dumny.

    w zlobku nie bylo wiekszego problemu. mala chodzi dwa razy w
    tygodniu na okolo 6 godzin. pierwszy tydzien byl super - wielka
    fascynacja, czesc i rodzice moga isc. potem, niestety przytargala
    grype do domu, wiec przerwa w chodzeniu. kolejny raz do zlobka
    zakonczyl sie placzem. i tak prze 2 tygodnie. teraz znowu jest
    dobrze. moj maz jest Holendrem, wiec Pyza w obu jezykach troche
    mowi, ale faktem jest, ze dzieci lapia naprawde szybko, nawet jesli
    w domu nikt nie mowi po holendersku.
  • 28.12.09, 12:30
    moje dziecko 2 tyg temu skonczylo 2 latka-ja do tej pory nie mialam z
    nia wiekszych problemow-cyrki do spania zaczely sie jakis miesiac
    temu-teraz potrafi sie 10 razy w nocy obudzic wrzeszczac nee nee
    niet...wszelkie proby przytulania i wziecia do naszego lozka to
    katastrofa potrafi tak plakac,ze az zaczyna kaszlec i wymiotowac-w
    ciagu dnia ciezko ja jest czyms zajac na jedzenie nie ma czasu
    wszystko jest na nie-oboje z mezem znosimy to cierpliwie chcoaz te
    zarwane nocki sa ciezkie tymbardziej,ze o 6 rano trzeba do pracy
    wstac.mam wielka nadzieje,ze faza nie nie potrwa u nas dlugo :)
    --
    paulien suzanne 11.12.2007
  • 31.12.09, 18:33
    A mnie moje dzieci ostatnio miło zaskoczyły-w przedsylwestrowym szale
    zakupów,na tle holenderskich buntowników,nasze zachowały się bardzo
    grzecznie (no w sumie starsze,młodsze ma tylko 3 miesiące) :)
    Widząc zdenerwowane mamy wyciągające ze sklepu swe rozwrzeszczane
    dzieci dosłownie za kurtkę poczułam się trochę lepiej...Czyli nie tylko
    ja uprawiam "style walki wschodu",a moja narażona na ciągłe ataki
    cierpliwość przyniosła efekty!!!Byle tak dalej.
  • 03.01.10, 22:58
    Teraz się okazuje,że nasz dwulatek bardzo ciężko znosi przeprowadzkę
    do Holandii :(( Ledwo zaczął pojmować ojczysty język,a tu dzieci
    mówią do niego w jakimś "dziwnym narzeczu".Garnie się biedak do tych
    dzieciaków,a tu same niemiłe niespodzianki:dziś dostał od jakiegoś
    cygańskiego trzylatka śniegiem w twarz.Płacze po nocach i sypia z
    wszystkim przytulankami-dziś przytulił się do...swoich
    spodni!Wrzeszczy,płacze,buntuje się i rozrabia,a ja czuję się jak
    opiekunka w domu dla dzieci specjalnej troski...Już nie mam siły.Mam
    nadzieję,że zaaklimatyzuje się szybciej od nas i znajdzie szczęście w
    nowym kraju.Skrobnijcie coś o swoich przeżyciach.
  • 04.01.10, 09:17
    Mój Antek miał 2 lata i miesiąc jak przeprowadziliśmy się do
    Holandii. Pierwsze pół roku spędził ze mną w domu. Stopniowo oboje
    przyzwyczajaliśmy się do nowego kraju. pamiętam, że najgorzej
    przeżył pakowanie zabawek w domu w Polsce i wynoszenie ich do
    ciężarówki - strasznie wtedy rozpaczał. Ale gdy po przyjeździe
    rozpakowaliśmy wszystko i zobaczył, że ma rodziców, swoje zabawki i
    łóżko, to poczuł się jak w domu.
    Od początku oglądał bajki po holendersku, początkowo wolał polskie
    na komputerze, ale z czasem coraz bardziej wciągał się w te
    holenderskie w tv i tak osłuchiwał z językiem. Z dziećmi miał
    początkowo mały kontakt, bo w okolicy mało ich było. Dopiero po roku
    przeprowadziliśmy się w bardziej przyjazną dzieciom okolicę z
    placami zabaw i parkami. Na placach zabaw dłuugo był nieśmiały,
    unikał holenderskich dzieci. Ewentualnie z młodszymi czuł się
    dobrze, bo te za dużo nie gadały.
    Po pół roku poszedł do PSZ i wprost stęskniony był za dziećmi.
    Podobała mu się pani i zabawki szczególnie auta na podwórku),
    zaprzyjaźnił się z kilkoma dziećmi. Nie przeszkadzało mu, że do pani
    mówi po polsku, a ona odpowiada mu, nie rozumiejąc go, po
    holendersku. Według pani od początku rozumiał podstawowe komendy mi
    dobrze bawił się z dziećmi, stopniowo ucząc się języka. Szybko
    przynosił do domu nowe słówka, których używał w zabawie.
    Dla mnie właśnie to, że pierwsze dwa lata życia spędził w Polsce,
    pomogło mu, bo wciąż (ma 5 lat) j. polski jest da niego ważniejszy,
    a holenderski jest językiem ze szkoły. Bardziej martwię się o prawie
    dwuletnią córcię, tu urodzoną, bo ona zupełnie miesza póki co języki
    i sama uczy się holenderskich słówek i ciężko ją przestawić na
    polskie :)
    No cóż, wiadomo, że początki zawsze są ciężkie. Ja przez pierwsze
    1,5 roku nie wierzyłam, że się tu zaakilmatyzuję. A jednak ;)
    Dzieciom poświęcamy dużo czasu, by w domu czuły się bezpiecznie
    (codzienna rutyna), a poza nim by miały atrakcje w postaci fajnych
    wewnętrznych i zewnętrznych placów zabaw, czy spotkań ze znajomymi
    dziećmi (poza szkołą są to głównie polskie dzieci).
  • 04.01.10, 13:24
    Serce sie kraje jak sie czyta o problemach dzieci z aklimatyzacja,
    ja chyba bym nie miala odwagi z teg wzgledu sie przeprowadzac do
    kraju gdzie jest inny jezyk, ktorego moje dzieci nie znaja.
    Oczywiscie wiem, ze to na dobre dzieciom wychodzi, ale ten okres
    aklimatyzacji musi byc dla nich trudny, nie ma sie co dziwic, trzeba
    zrozumiec, przytulic, pomoc, dac jak najwiecej mozliwosci
    znalezienia nowych kolegow rowiesnikow, wtedy dzieci czuja sie
    akceptowane.
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • 20.01.10, 16:52
    Z duzym opoznieniem czytam ten watek. Moj synek wlasnie skonczyl dwa latka i...
    bardzo rozpoznaje to, o czym piszesz. U nas w sumie teraz jest juz o NIEBO
    lepiej. U Tobiasa najgorszy okres byl miedzy 9 a 18 miesiacami.

    Maly jest nieustepliwym facecikiem, ktory bardzo dobrze wie, czego chce. I nie
    da mu sie tak latwo niczego narzucic. W wychowywaniu go trzeba wiec znalezc
    dobra rownowage miedzy tym, na ile sie pozwala a tym ile sie nakazuje lub zakazuje.

    My w staramy sie trzymac zawsze tych samych zasad, zeby dziecko wiedzialo czego
    moze sie po nas spodziewac. "Nie" to zawsze nie. Ale jednoczenie uwazamy, zeby
    tego "nie" za duzo nie bylo. ;) Duza doza humoru tez czyni cuda. :)
    Akceptacja dziecka takiego jakie jest, szacunek dla jego suwerennosci i wczucie
    sie w jego swiat...

    Co oczywiscie nie zmienia faktu, ze czasem mamy ochote malego "achter het behang
    plakken". A moment, kiedy on w poludnie albo wieczorem zasypia jest dla nas
    cudowna chwila... ;)

    Jedno jest pewne, nie jestes jedyna mama, ktorej:

    - dziecko rzuca sie na podloge i wali piesciami i stopami przy kazdym sprzeciwie
    ze strony swoich rodzicow,
    - dziecko uzywa slowa "nie" w mniej wiecej kazdej sytuacji,
    - nie udaje sie wyjsc ze swoim dzieckiem do: fryzjera, dentysty, restauracji,
    - nie udaje sie swojemu dziecku zalozyc kurtki w czasie ponizej 3 minut,
    - nie udaje sie w sklepie przymierzyc dziecku butow bez pomocy taty i
    przynajmniej dwoch sprzedawcow,
    - nie udaje sie zakrecic gdzies podczas speceru bez protestow dziecka, ze chce
    isc w przeciwnym kierunku,
    - nie udaje sie gdzies skrecic samochodem bez wrzaskow dziecka, ze chce jechac
    prosto,
    - nie udaje sie wsadzic dziecka bez protestow do wanny,
    - nie udaje sie wyjac dziecka dziecka bez protestow z wanny,
    - nie udaje sie umyc dziecku glowy bez wrzaskow. ;)

    Ale... Jak juz pisalam, ten okres MIJA. Pamietaj i mysl o tym w najgorszych
    momentach... ;)

    --
    "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
    Maria Skłodowska-Curie
  • 20.01.10, 20:59
    ika.alias,ubawiłam się tymi przykładami :D Ale...muszę Cię zmartwić-
    ja też myślałam,że najgorsze już było,a miesiąc po 2 urodzinach
    nastało piekło hihihihihih...
    Już się przyzwyczaiłam i do tych wrzasków i występów solowych na
    ulicy.
    Staram się jak mogę,ale jak już pot leje mi się po plecach,jedno
    dziecko leży w kałuży/na ulicy/w psiej kupie,a drugie zaczyna płakać
    w wózku przez to,że stoimy to i mi się łezka w oku potrafi zakręcić.
    Z tego zmęczenia,z bezradności...
    I w sumie nie na dzieci narzekam w duchu ,tylko na moją słabą
    kondycję fizyczno-duchową.No i ręce mam tylko dwie :(
    Ale nos do góry i jak to mawiają "nie rusza panika załogi Titanica"
    :D
  • 21.01.10, 13:15
    Co mi zawsze bardzo pomagalo to... liczenie. Nie do dziesieciu albo dwudziestu, zeby utrzymac wlasna cierpliwosc. Ale liczenie ile razy moje dziecko cos robi. Kiedy Tobias mial z 10-11 miesiecy, to mial zwyczaj wchodzenia na subwoofer, zeby z niego dostawac sie dalej do sprzetu audio. A to jest jedna z tych rzeczy, ktorych mu nie wolno. Czasem mialam wrazenie, ze przez godzine sciagam go z niego - a on od nowa sie wspina. Zeby nie zwariowac, zaczelam wiec liczyc. 35 razy. ;) Po kilku dniach tych wspinan sie bylo coraz mniej i coraz mniej pod rzad. Nadal zdarza mu sie od czasu do czasu tego probowac, ale teraz mozna mu po prostu powiedziec, zeby zszedl. Albo wystarczy go raz albo dwa razy zdjac.

    To samo mielismy z przewijaniem. Nie mam zamiaru malego sila przytrzymywac. A o bieganiu z pielucha pelna kupy nie ma mowy, bo po pol godziny maly ma posladki koloru buraka. Wiec kiedy on probuje uciec z komody, spokojnie od nowa go klade. Kiedy zaczelam te metode stosowac maly mial 9 miesiecy - i odwracalam go po 25(!) razy. Po jakims czasie zrobilo sie tego mniej i mniej. Do teraz Tobias raz na kilka przewiniec robi z tego problemy. Ja go za kazdym razem odwracam i... licze. Od miesiecy nie wyszlam juz poza 10... ;) Gdybym nie liczyla, to najprawdopobniej mialabym wrazenie, ze maly ze 100 razy probuje mi uciec. ;)

    Co do rzucania sie na ziemie, to ostatnio mielismy smieszna scene... Tobiasowi czegos_tam nie wolno bylo robic. Niezadowolony powolutku odszedl od stolu i spokojnie poszedl do swojego miejsca z zabawkami. I dopiero tam... ze zloscia rzucil sie na swoj dywanik i zaczal bic piesciami w podloge. Moze to przez to, ze my w calym duzym pokoju mamy plytki i tylko w jego kaciku jest dywan? ;)

    --
    "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
    Maria Skłodowska-Curie
  • 21.01.10, 15:19
    Myslę,że to już "wyższa kultura awanturnictwa" ;)
    A my od tygodnia trenujemy z nocnikiem.Mówiono nam,że to zły moment i
    że trzeba zaczekać do wiosny-aż mu ten bunt "stopnieje",ale synek sam
    zasygnalizował,że chce używać nocnika.
    Nawet mu małe bokserki w Prenatalu kupiłam,ale je zdążył "ochrzcić" ;D
  • 20.01.10, 22:35
    Jak czytam co wypisujecie to sie bac zaczynam.Do tej pory etap buntu
    dwulatka wydawal sie jakis malo realny, ale nadchodzi wielkimi
    krokami!! Moj synek w maju skonczy 2 latka i na szczescie do tej
    pory ma jedynie goorsze dni, kiedy to daje popis umiejetnosci. Na
    ziemie sie nie rzucal jak na razie, tyko pare razy na kolana padal -
    wygladalo to jakby go z zalu oi rozpaczy z nog scinalo :) Regularnie
    od poczatku olewany w takiej sytuacji na razie zaprzestal tego.
    Czasem na NIE reaguje zrzucaniem wszystkiego ze stolu, badz
    rzucaniem tym co w reke wpadnie. Slowko NIE opanowal po polsku i
    niemiecku :) ale je respektujemy. Jesli cos proponujemy i mowi NIE
    to nie dostaje i juz i chyba zaczyna pojmowac konsekwencje zwiazane
    z odpowiadaniem nam NIE. Zakupy staram sie oczywiscie robic bez
    niego, a jak juz musze z nim to jest mocno w wozeczku przypiety :)))
    Moze sie drzec i wyginac, ale nic nie zbroi.
    No i jak tak Was czytam i mysle, ze u nas to dopier wstep do buntu
    to.... no coz, moze zrobie zapas srodkow uspakajacych dla nas :D
  • 21.01.10, 09:31
    moja corka od 3 miesiecy daje popisy -jedzenie porannej kanapki trwa
    czasami 1,5 godziny i oczywisice co chwile chce czegos innego-to
    ciasto nie dobre ,tego nie chce-chce tego czego w domu nie ma-w nocy
    potrafi obudzic sie z wrzaskiem mnie odpycha od siebie jak chce ja
    przytulic i uspokoic,czasmi nie jedna lezka mi sie kreci-jak musze w
    nocy wstawac do 2 letniego zbuntowanego dziecka po 5 razy widzac,ze o
    6 rano pobudka do pracy...
    posluchalam rad i nie klade jej w ciagu dnia juz spac i nawet sama
    nie chce.Myslalam,ze o 19 bez problemu bedzie szla spac po calym dniu
    zabawy ,ale gdzie tam histerie i wrzaski-zasypia dopiero okolo 21 -
    mam nadzieje ze okres buntu szybko minie ;))pozatym to bardzo kochane
    dziecko mam!!
    --
    paulien suzanne 11.12.2007
  • 21.01.10, 16:20
    Mamy Małych Buntowników, czy Wasze pociechy po powrocie ze żłobka/przedszkola
    dają Wam podwójnie w kość??
    Bo mój dzieć, chociaż pani twierdzi, że "was liefie" - w domu zachowuje się jak
    mały histeryczny diabełek :O. Myślałam, że gorzej być nie może - jakże się
    myliłam.... ;)
  • 21.01.10, 16:43
    Z tego, co slyszalam od innych mam, wiekszosc dzieci tak ma. Nasze dziecie takze. Dzieci musza wyladowac sie po dniu pelnym wielu wrazen. W KDV/PSZ na ogol bardzo grzecznie sie zachowuja. A we wlasnym domku, gdzie bardzo bezpiecznie sie czuja, wiedza, ze pozwolic sobie na bardzo duzo, bo rodzice je kochaja i akceptuja. Ja w kazdym razie tak sobie to tlumacze. ;) Ale znow ku pociesze: i to z czasem przechodzi albo objawy lagodnieja. ;)


    --
    "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
    Maria Skłodowska-Curie
  • 21.01.10, 19:13
    A ja sobie to tlumaczylam tym, ze synek juz zmeczony po calym dniu
    wrazen. Jakby nie bylo musi wstac najpozniej o 6.45, a bardzo czesto
    sam sie o 6.00 juz budzi. Co prawda spi w poludnie ale mimo wszystko
    dzien w przedszkolu uwazam za bardziej obfitujacy w przezycia niz
    jak ze mna w domu siedzi. No i wieczorem czesto juz marudzi, ale na
    ogol udaje sie go spacyfikowac wspolna zabawa.
  • 22.01.10, 20:24
    No i od dzis mamy tez NIE po holendersku. Jednym slowem chlopak moze
    nam juz w 3 jezykach odmawiac :))))
  • 24.01.10, 19:56
    Zaciągnęłam dziś swojego brzdąca do Design Huis.Niestety nasz
    dwulatek zbyt dosłownie potraktował moje słowa,że się dzieciak ma
    "otrzeć o nowoczesne wzornictwo" :D Najgorsze jest to,że wszystko co
    zostało wystawione można kupić,więc i metki z ceną sa dla każdego
    dostępne.Kiedy w pewnym momencie Młody zniknął,a z sali ze szkłem
    usłyszałam głośnie "ooo,mniam mniam!!!Hihihihih!) wpadłam w
    popłoch.Zrobiłam się blada kiedy złapałam moje kochanie wyciągające
    ręce do wazonu za 500 € !!! Mimo wszystko mam kompana do niedzielnych
    wycieczek po muzeach,galeriach itp.Spędziliśmy we dwójkę bardzo miłe
    popołudnie :)
  • 24.01.10, 20:44
    Podziwiam za odwagę! Ja to czasem horror przeżywam w zwykłym sklepie: próby
    zrzucania wszystkiego co znajduje się w zasięgu rączek są na porządku dziennym
    ;), to co by Młody wyprawiał w rzeczonym muzeum :O... no, chyba że bym go pasami
    związała hy hy...
    Pozdrawiam
  • 24.01.10, 23:24
    My staramy sie zabierac ze soba przynajmniej jedna - a najchetniej dwie -
    zabawki. Wtedy obie lapki sa zajete. ;) Zrobienie podwojnej listy zakupow
    (albo danie dziecku starej listy ;) ) jest tez dobrym rozwiazaniem. Z tym, ze
    najpierw trzeba dac mu aktualna liste. Kiedy dziecie zobaczy, ze mama/papa ma
    inna liste, bedzie na 1000% chcialo sie zamienic.

    Jezeli nic nie dziala, to wtedy dajemu malemu do trzymania cos z pulki
    sklepowej, na przyklad puszke z zupa albo pudelko z serkiem topionym. ^^

    --
    "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
    Maria Skłodowska-Curie
  • 25.01.10, 09:14
    mamamaxia08 napisała:

    > Mamy Małych Buntowników, czy Wasze pociechy po powrocie ze żłobka/przedszkola
    > dają Wam podwójnie w kość??
    > Bo mój dzieć, chociaż pani twierdzi, że "was liefie" - w domu zachowuje się jak
    > mały histeryczny diabełek :O. Myślałam, że gorzej być nie może - jakże się
    > myliłam.... ;)

    Hej, moja 4,5 letnia corka tak sie zachowuje podczas powrotu ze szkoly. Ze
    szkoly wychodzi usmiechnieta i w dobrym humorze ale juz po pary krokach w
    kierunku domu, bardzo czesto zaczynaja sie jakies przedziwne pretensje ( typu:
    "dlaczego nie przynioslas mi slodyczy?" mimo, ze jeszcze NIGDY nie przynioslam
    jej zadnych slodyczy odbierajac ja ze szkoly) a potem placz i zawodzenie..., w
    domu rzuca kurtke na ziemie, nagle oznajmia, ze przeciez ona chciala kolezanke
    zaprosic ( a w szkole nic nie mowila, bo przeciez bym jej pozwolila...) i
    generalnie szuka "zaczepki" i powodu do zrobienia "awantury"...
    He, he, czyli chyba cie nie pocieszylam, bo nie moge powiedziec, ze to "mija z
    wiekiem" ... ;)
    Tak niestety dziecko odreagowuje szkole, przedszkole.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.