Dodaj do ulubionych

Zawiozłam dzisiaj Maxa do PSZ i...

10.05.10, 09:58
...okazało się, że ZAMKNIĘTE :O! A nie-Małż mówił mi, że jeszcze 2 tygodnie
wakacji nie minęły - to go słuchać nie chciałam bo mi się wydaje, że dzieć to
już z cały miesiąc ze mną siedzi ;)! Sprawdziłam jeszcze na stronach od kiedy
do kiedy te majowe wakacje trwają i wyszło, że do 9 maja dla szkół i innych
placówek, i zgłupiałam ;)...
Edytor zaawansowany
  • tijgertje 10.05.10, 10:05
    oficjalne zalecene "z gory" jest wlasnie tydzien wakacji, ale w
    praktyce w maju odkad w Wiatrakowie siedzie (10 lat minelo) to
    zawsze w maju dzieciaki 2 tygodnie wolnego maja. w czwartek znowu
    swieto i tak mieliby poszatkowane. mnie chlop dzisiaj rano z lozka
    usilowal wyciagnac przed 7.00, zeby mlodego do szkoly zebrac, ale ze
    mi ciezko sie z cieplego lozka wygramolic, to uruchomialm szare
    komorki na tyle, zeby mu uswiadomic, ze wakacje jednak jeszcze
    trwaja;)
  • mamamaxia08 10.05.10, 10:31
    Oczywiście wiem, że w czwartek jest wolne ale Max chodzi do PSZ w pon. i środy
    :)... a tak przy okazji - jak to jest, że 2 tygodnie w m-cu dzieć siedzi w domku
    a kasują całą (niemałą) stawkę? Ale się zbulwersowałam, hehehe.
  • 8zumirodam 10.05.10, 11:13
    No ładnie mamamaxia08-to mężowi kanapki do pracy w dzień wolny chcesz
    robić,to dziecia w wakacje do psz posyłać...;D
    Wyrodna kobieto!
    --
    I've seen so many strange things in my life and they were all today...
  • mamamaxia08 10.05.10, 15:33
    Skąd wiesz o tych nieszczęsnych kanapkach, których o mało co nie zrobiłam?
    Czyżby z "kątowni"? ;) :)
  • 8zumirodam 10.05.10, 20:57
    Nie!Ze Skypowni ;)
    --
    I've seen so many strange things in my life and they were all today...
  • 8zumirodam 10.05.10, 20:59
    Mamamaxia,
    przeprowadźcie się do Brabancji-nie wiem jak inne miasta,ale nasze jest
    bardzo prorodzinne.I urzędy pomocne...
    --
    I've seen so many strange things in my life and they were all today...
  • tijgertje 11.05.10, 09:45
    Ja tez mieszkam w Brabancji;) Nie wszystko jest idealne, ale mysle,
    ze tubylcza mentalnosc, zwlaszcza na wsiach chyba najbardziej
    zblizona jest do polskiej, rodzina jest bardzo wazna i nie wiem, czy
    gdzie indziej tyle imprez i potancowek organizuja (choc ja nie
    chodze, nie lubie zbiegowisk i glosnego umpa-umpa). A urzedy
    faktycznie dosc przyjazne sa, ostatnio szczena mi opadla, jak sie
    pani z gminy (leerplichtambtenaar) bez zajakniecia zgodila, zeby
    mlody do konca roku mial 2 popoludnia wolne. We wrzesniu mamy juz
    umowione spotkanie z nia i dyrektorka, bedziemy myslec co dalej.
  • tijgertje 10.05.10, 11:14
    Stawki sa naliczane za rok szkolny z podzialem na miesiace, nie za
    pojednyncze obecnosci, stad za ta sama cene raz wyjdzie 4 razy,
    innym razem 7, czasem nawet 8. w wielu przedszkolach rodzice placa
    automatycznie i nikt by sie nie polapal, jakby za kazdym razem inna
    stawke musieli sciagac.
  • mamamaxia08 10.05.10, 12:31
    Tigertje,
    tym razem pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą w kwestii naliczania opłat za
    psz. Z tego, co się orientuję płatność za miesiąc opieki w przedszkolu równa
    się: konkretna stawka za godzinę X ilość godzin (20h/m-c), co w naszym przypadku
    daje prawie 60 euro ściągane automatycznie z konta. Czyżby stawka była
    "przeliczona" na faktyczną ilość godzin, które zapewnia psz w roku szkolnym? Dla
    mnie to "wyższa szkoła jazdy". Dlatego nie rozumiem, że za 10 godzin mam
    zapłacić jak za 20.
    A w temacie "ściągania automatem" - wiele płatności odbywa się w takim trybie,
    np. operator telefonii komórkowej jest w stanie ściągać m-c w m-c kwotę
    faktyczną za dostarczone usługi, czyli - w moim przypadku - inną za każdym
    razem. Więc system faktycznego naliczania jest chyba możliwy do wdrożenia, także
    w przypadku psz.

    Wprawdzie to nie w temacie ale kolejna bulwersująca mnie sprawa, to że w "mojej"
    gminie nie bierze się pod uwagę wysokości zarobków w rodzinie przy wyliczaniu
    opłat za psz. Wszyscy płacą taką samą stawkę godzinową :O. Dodatkowo brak
    jakiegokolwiek programu "pomocowego" dla dzieci obcokrajowców, by np. miały
    większe możliwości nauczenia się języka. 5 godzin w tygodniu to jest - moim
    zdaniem - za mało, skoro rodzice mówią w innym języku niż język otoczenia. Ja
    np. usłyszałam od koordynatorki, że ona sprawdzi czy BĘDĘ MOGŁA posyłać dziecko
    więcej razy, ale jeśli nawet jest to możliwe (bo ona nie wie)- to będę musiała
    zapłacić za to z własnej kieszeni.
    Chyba będziemy musieli zmienić miejsce zamieszkania - bo zaczynam widzieć, że
    nasze gemeente jest jednym z gorszych, prawie pod każdym względem... Tylko, żeby
    to było takie łatwe...

    Dzisiaj jestem w "refleksyjno-bojowym" nastroju, więc proszę nie brać moich
    wpisów "do siebie" :). Potrzeba "wylania" alów(?)/żali(?) była dziś u mnie
    silniejsza od potrzeby pozostania "cicho" ;)...
    Pozdrawiam
  • tijgertje 10.05.10, 13:57
    No cos ty, kazdy czasem sobie musi uzyc, a lepiej na forum, niz np
    na dzieciach:)
    PSZ podlegaja gminom i nie ma odgornych zarzadzen co i jak maja
    robic. U nas w gminie byly 4PSZ i kazda miala inne zasady, inne
    stawki itp, dopiero w tym roku gmina ich zmusila do wybrania
    wspolnego zarzadu i zastosowania wszedzie tych samym metod i tych
    samych zasad naboru i platnosci, mimo tego i tak roznice sa duze. U
    nas `niby` tez byla stawka godzinowa, ale w praktyce wygladalo to
    tak, ze wyliczali ile zamierzaja srednio godzin w roku wypracowac i
    dzielili to na miesiace, podawali ceny za 2 i 3 dni, ale np dzieci
    ktore chodzily w poniedzialki i czwartki wyrabialy mniej godzin, bo
    w te dni akurat wypada najwiecej swiat i dni wolnych, mimo, ze
    wszyscy placili tak samo i wysokosc oplat nie jest zalezna od
    wysokosci zarobkow. Np u nesli stawka byla duuuzo wyzsza niz u nas,
    ale u nas tez nie bylo i nie ma zadnych dodatkowych mozliwosci dla
    dzieci obcokrajowcow, w psz mlodego mieli miejsca, wiec mozna bylo
    zapisac na dodatkowy dzien i rodzice decydowali, w ktore dni dziecko
    chodzi. Pod nosem mam psz do ktorej mlodego w zyciu bym nie wyslala,
    wozilam go do sasiedniej wsi. u nas rodzice dostaja list, kiedy maja
    dziecko przyprowadzac i nie ma wypros, kolezanka ma 2 synow (rok
    roznicy), kazdego wozi w innym czasie i w psz maja to gdzies,
    rodzicom zabraniaja mowienia do dziecka w obcych jezykach a na
    poczestunek urodzinowy ZALECAJA paczuszki chipsow. Roznice w psz sa
    gromne (bylo tu juz o tym pare razy), wynika to glownie z tego, ze
    nie ma zadnej instancji poza gminami, ktora je nadzoruje, nie maja
    jednolitych programow (o ile jakiekolwiek maja! bo chodzi o
    stworzenie dzieciom mozliwosci do wspolnej zabawy, niekoniecznie
    kierowanej:/ ). Gdyby tak jak sluchy chodzily wprowadzono
    obowiazkowò `voorschool` od 2 lat, wowczas byloby podobnie jak ze
    szkolami, moznaby je bardziej ujednolicic, ale wcale nie jestem
    przekonana, ze ministerstwu zalezy na przejeciu psz, za duzo by to
    kosztowalo. Musiano by zatrudnic osoby z odpowiednim wyksztalceniem,
    nie tak jak to teraz czesto bywa wolontariuszy, stworzyc programy,
    wyrownac mozliwosci dla dzieci z rodzin obcokrajowcow i wpakowac w
    ta forme opieki/nauki sporo subsydii. Oczywiscie czesc przeszlaby z
    obecnych zlobkow, ale ludziom tez wcale nie zalezy, zeby wszystkie 2-
    latki do szkoly wysylac.
  • mamamaxia08 10.05.10, 14:23
    Tigertje,
    dziękuję Ci bardzo za wyrozumiałość - naprawdę bardzo tego potrzebowałam... :)
    Zadziwiają mnie wielce te różnice między gminami i ciekawa jestem z czego one
    wynikają. Dlaczegóż to w jednych są programy, a w innych nie ma. Wiem, wiem - to
    zależy od środków finansowych. Czy gmina "żyje" tylko z podatków "gminnych", czy
    jest także finansowana ze środków "państwowych"? Jak sobie porównuję podatki (w
    opłatach) z podobnymi w innych gminach (np. za śmieci, wodę, auto) czy ceny (np.
    mieszkań, domów, aut) to wychodzi, że płacić za wszystko musimy najwięcej :O, a
    korzyści z tego płynących mamy dużo mniej niż mieszkańcy "tańszych" gmin. Więc
    zadaję sobie pytanie: o co tak naprawdę chodzi? O np.(nie)sprawność urzędników,
    czy o co?
    Gdybym wiedziała, że tak tu sprawa wygląda i na dodatek miała jakikolwiek wybór
    (a nie miałam) w kwestii miejsca zamieszkania - w życiu nie zdecydowałabym się
    na zamieszkanie w tutejszej gminie. Zero programów pomocowych (jak już pisałam),
    problemy w załatwianiu spraw urzędowych (też już kiedyś wspominałam), nie
    wspominając już o kilkuletnim staraniu się i oczekiwaniu na mieszkanie/dom ze
    spółdzielni (u nas "obowiązuje" jedna, innych korporacji brak),itp.,itd. + inne
    "kwiatki". A teraz przeprowadzka (póki co) nie wchodzi w grę z różnych powodów.
    Chyba jednak wybiorę się do HA celem "wyżebrania" środków antydepresyjnych bo
    coś zbyt długo, w zbyt czarnych barwach odbieram rzeczywistość...
    Pozdrawiam
  • ika.alias 11.05.10, 15:43
    Dlugie czekanie na przydzial mieszkania "spodzielczego" jest niestety problemem
    w calej Holandii... W Amsterdamie czeka sie po 10 lat, w Nijmegen niedawno bylo
    to 7 lat. Wlasnie z tego powodu mnostwo ludzi decyduje sie nawet na kupno
    mieszkania/domu. Bo to jest finansowo korzystniejsze od wynajmowania mieszkania
    od osob prywatnych.

    No, ale spojrzmy na to z innej strony: w Polsce czekalo sie po 30-40 lat. ;) A
    teraz to mozna juz chyba tylko kupic...

    --
    "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
    Maria Skłodowska-Curie
  • mamamaxia08 11.05.10, 18:49
    Oki, są miejsca gdzie czeka się bardzo długo, ale są też takie gdzie czeka się
    kilka miesięcy :O. I to nie tylko rodziny z dziećmi a samotni faceci. To nie
    "bajki" bo sama niestety (bo o proweniencji tego pana lepiej nie mówić) znam
    takiego Polaka, który po 4 miesiącach oczekiwania "dostał" 90 metrowe mieszkanie.
    Niestety, nie każdy dostaje hipotekę...
  • ika.alias 11.05.10, 22:56
    Co mozesz zrobic, to rozejrzec sie za miejscami w ktorych (w przyszlosci) chcialabys mieszkac. Mozna wtedy zapisac sie do kilku spoldzielni. To na ogol duzo nie kosztuje. A w niektorych spoldzielniach czas od zapisania liczy sie jako czas "czekania" (zaleznie od spoldzielni). Jezeli kiedys bedzie gotowi do przeprowadzki, to czekanie na przydzial bedzie troche krotsze.

    Oprocz tego na ogol latwiej dostac przydzial, jezeli oddaje sie spoldzielni w zamian jakies mieszkanie/dom. Jezeli wiec znajdzie sie cos nowego do wynajecia w tej samej spoldzielni, to wtedy tez latwiej jest to dostac.

    Jedyna komplikacja jest to, ze kazda spoldzielnia ma swoj wlasny system przyznawania mieszkan/domow. Wiec trzeba w kazdej podpytac jak to jest.

    --
    "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
    Maria Skłodowska-Curie
  • mamantkaa 10.05.10, 14:05
    Że wakacje jeszcze są, to pamiętam, choć Zuza tak naprawdę dopiero
    ostatnie dwa tygodnie przed wakacjami przyzwyczaiła się do PSZ. No i
    teraz czasem rano staje przy oknie i woła "przedszkole", bo
    chciałaby iść pobawić się z dziećmi, a tu nic z tego. Zobaczymy jak
    jej się będzie szło za tydzień.
    A po wakacjach majowych zacznie chodzić 3 razy w tygodniu, właśnie
    ze względu na naukę języka, więc mamomaxia masz rację, że Wasza
    gmina jest do d... ;) Bo my dostaliśmy trzeci darmowy dzień w PSZ. I
    opłaty zależą u nas od zarobków, tyle że te tabelki to dla mnie
    jakieś zaniżone są, bo ja nie pracuję, a odkąd tu mieszkamy to
    łapiemy się na najwyższy próg. I obecnie płacę 78 euro, więc więcej
    niż u Was bez podziału ze względu na zarobki.
  • anitax 13.05.10, 15:05
    > A w temacie "ściągania automatem" - wiele płatności odbywa się w
    > takim trybie,np. operator telefonii komórkowej jest w stanie
    > ściągać m-c w m-c kwotę faktyczną za dostarczone usługi, czyli - w
    > moim przypadku - inną za każdym razem. Więc system faktycznego
    > naliczania jest chyba możliwy do wdrożenia, także
    > w przypadku psz.

    W przypadku telefonii, rejestracja polaczen jest automatyczna.
    Wprowadzenie podobnego systemu w PSZ byloby dosc klopotliwe,
    kosztowaloby wiecej czasu, nie wspominam juz o mozliwosciach
    pomylek. Koszty by zreszta nie zmalaly, wprost przeciwnie, bo ktos
    musialby to ogarnac od strony administracyjnej.

    > Wprawdzie to nie w temacie ale kolejna bulwersująca mnie sprawa,
    > to że w "mojej" gminie nie bierze się pod uwagę wysokości zarobków
    > w rodzinie przy wyliczaniu opłat za psz. Wszyscy płacą taką samą
    > stawkę godzinową.
    To chyba normalne. Za fitness, basen czy wizyte lekarska tez kazdy
    placi tyle samo. Mnie bardziej dziwi roznicowanie stawek w
    zaleznosci od zarobkow.

    > ona sprawdzi czy BĘDĘ MOGŁA posyłać dziecko więcej razy
    Dopytaj dokladnie, bo czesto dzieci wymagajace zwiekszonego kontaktu
    z jezykiem maja pierwszenstwo. Najlepiej jesli obecna wychowawczyni
    Cie poprze uzasadniajac dodatkowe dni koniecznoscia poprawy
    znajomosci jezyka przed pojsciem do szkoly.
  • 8zumirodam 13.05.10, 19:04
    > > Wprawdzie to nie w temacie ale kolejna bulwersująca mnie sprawa,
    > > to że w "mojej" gminie nie bierze się pod uwagę wysokości
    zarobków
    > > w rodzinie przy wyliczaniu opłat za psz. Wszyscy płacą taką samą
    > > stawkę godzinową.
    > To chyba normalne. Za fitness, basen czy wizyte lekarska tez kazdy
    > placi tyle samo. Mnie bardziej dziwi roznicowanie stawek w
    > zaleznosci od zarobkow.

    Dziwne jest o tyle,że ja nie mogąc przedstawić przez dwa miesiące
    wysokości zarobków,musiałam płacić najwyższą stawkę.
    A gdy już pieniądze od pracodawcy zaczęły regularnie wpływać na
    konto,administracja psz to uwzględniła i dzięki temu płacimy teraz
    24€,a nie jak wcześniej prawie 90€.
    Nie wiem na ile jest to polityka gminy,co Korein Kinderplein,które
    prowadzi hurtowo kinderopvang w całej Brabancji.
    No ale skądś ta reszta stawki musi się brać...
    Aha-po przedstawieniu wysokości zarobków dostaje się zwrot max 3
    mies. wstecz.Wyrównuje on "niesłusznie" naliczoną wysoką opłatę.
    --
    I've seen so many strange things in my life and they were all
    today...
  • mamamaxia08 14.05.10, 07:34
    mamamaxia08 napisała:
    > > > Wprawdzie to nie w temacie ale kolejna bulwersująca mnie sprawa,
    > > > to że w "mojej" gminie nie bierze się pod uwagę wysokości
    > zarobków
    > > > w rodzinie przy wyliczaniu opłat za psz. Wszyscy płacą taką samą
    > > > stawkę godzinową.
    Anitax napisała:
    > > To chyba normalne. Za fitness, basen czy wizyte lekarska tez kazdy
    > > placi tyle samo. Mnie bardziej dziwi roznicowanie stawek w
    > > zaleznosci od zarobkow.

    Anitax, to chyba przesada porównywać fitness czy basen do psz. Wbrew pozorom do
    psz nie posyłamy dzieci dla przyjemności (tak jak chodzimy np. na basen), tylko
    po to by mogły się lepiej rozwijać i np. uczyć języka tubylczego w środowisku
    rówieśniczym.
    Szumirodam napisała:
    > Dziwne jest o tyle,że ja nie mogąc przedstawić przez dwa miesiące
    > wysokości zarobków,musiałam płacić najwyższą stawkę.
    > A gdy już pieniądze od pracodawcy zaczęły regularnie wpływać na
    > konto,administracja psz to uwzględniła i dzięki temu płacimy teraz
    > 24€,a nie jak wcześniej prawie 90€.(...)

    Szumirodam za ile godzin pobytu dziecia w psz na miesiąc tyle płacisz? :)

    I to mnie właśnie dziwi - te ogromne różnice... ale to już bodajże Tigetje
    wyjaśniała, że to z powodów braku jednej instytucji nadzorującej... nie zmienia
    to jednak faktu, że mnie to wkurza.
    Pozdrawiam





  • majadeblij 14.05.10, 11:08
    czesc dziewczyny,

    jak to czytam to po prostu nie wierze, i mysle ze my jakis innych
    holandiach mieszkamy. Ja mieszkam w tej kolo amsterdamu, a wy??
    Po pierwsze, nigdy w zyciu nie slyszalam, zeby stawka byla
    proporcjonalna do zarobkow! placa wszyscy rowno, tylko nie rowno
    dostaje sie zwrot z podatkow : jak mniej zarabiasz wiecej ci
    zwracaja, ale to sie zalatwia przez Belastingdienst..
    Nigdy w zyciu nie mialam kontaktu z gmina, jesli chodzi o
    przedszkole. Moze, my mowimy o dwoch roznych przedzkolach??
    Poza tym, nasze przedzkola nidgy nie sa zamkniete w wakacje, nawet w
    pracy sie zapytalam czy kots o tym slyszal, zeby w wakacje szkolne
    przedszkola bylo zamkniete, ale nikt o tym nie slyszal.
    Nastepna sprawa to taka, ze ja place kilkaset euro za przedszkole
    miesiecznie (mala chodzi teraz 2 dni i place chyba 600E, oczywiscie
    czesc zwraca mi belasting) wiec nie rozumiem jak w placicie tak
    malo. Mieszkam tu dlugo i wydawalo mi sie, ze sie bardzo dobrze
    orjentuje, ale naprawde nie mam pojecia o czym wy piszecie...
    pozdrawiam,
    maja
  • nesla 14.05.10, 12:31
    Nie przeczytalam calego watku wiec jak cos napisze nie tak to mnie
    poprawcie.

    Maju wydaje mi sie ze mylisz dwie rzeczy - PSZ (peuterspeelzaal) i
    KDV (kinderdagverblijf) no i moze jeszcze BSO (buitenschoolse
    opvang).
    1) Za KDV placisz niezaleznie od zarobkow stawke jaka widnieje w
    umowie z KDV, a zwrot dostajesz od fiskusa zaleznie od zarobkow.
    Podobnie jest z BSO.
    2) za PSZ placisz stawke zalezna od zarobkow i nie dostajesz zwrotu
    od fiskusa. U nas ta stawka wynosila okolo 70 Euro za miesiac za 2 x
    3 godziny w tygodniu, to byla maksymalna stawka w naszej gminie i
    maksymalny czas jaki dziecko moglo spedzic w PSZ.

    Jeszcze przy okazji na marginesie chcialam Was uczulic na
    sprawdzanie wszystkich faktur ze zlobkow i na sprawdzanie kwot jakie
    dostajecie z belastingu. U nas az roi sie od bledow tak ze strony
    zlobka jak i fiskusa, az mnie czasem niemoc ogarnia przy tej
    papierkologii, ale nie ma wyjscia, bledy trzeba wyjasniac albo
    nieslusznie placic.. wiec obecnie wyjasniamy kinderopvangtoeslag za
    2008, bo nie usmiecha mi sie placic za bledy urzedasow.
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • majadeblij 14.05.10, 13:11

    dzieki,
    ja myszlalam ze psz to przeszkole - ze to taki skrot forumowy:-))))

    gapa ze mnie,

    dzieki za wyjasnienie!

    co do bledow to masz racje, my ostatnio odkrylismy pomylke na 200E
    prawie, co prawda nie rachunku kdv, tylko a wode...
  • 8zumirodam 14.05.10, 13:24
    > Szumirodam za ile godzin pobytu dziecia w psz na miesiąc tyle
    płacisz? :)
    Hmm,niech policzę....ok 45h.Zależy jaki miesiąc-generalnie 11h w tyg.
    --
    I've seen so many strange things in my life and they were all today...
  • mamamaxia08 14.05.10, 13:34
    8zumirodam napisała:
    > Hmm,niech policzę....ok 45h.Zależy jaki miesiąc-generalnie 11h w tyg.

    Niepotrzebnie zapytałam - bo teraz to już w ogóle jestem jeszcze bardziej
    rozdrażniona ;). Chyba się poważnie zastanowimy nad przeprowadzką... :)
  • anitax 14.05.10, 23:56
    > Anitax, to chyba przesada porównywać fitness czy basen do psz.
    > Wbrew pozorom do psz nie posyłamy dzieci dla przyjemności (tak jak
    > chodzimy np. na basen), tylko po to by mogły się lepiej rozwijać i
    > np. uczyć języka tubylczego w środowisku rówieśniczym.

    No coz, dla mnie akurat rozwoj fizyczny jest rownie wazny, jak
    rozwoj intelektualny, a umiejetnosc plywania - szczegolnie w kraju,
    gdzie wszedzie jest woda - wazniejsza niz wyklejanki w papieru.
    PSZ jest przede wszystkim placowka umozliwiajaca dzieciom kontakt z
    rozwiesnikami i zabawe pod okiem wychowawczyn. Uczeszczaja tam
    dzieci, ktore na codzien sa pod opieka ktoregos z rodzicow,
    gastouder czy niani, ktorzy - zakladam - o ich rozwoj dbaja przez
    caly dzien i to duzo lepiej niz panie w PSZ. Na ogol chodza tam
    dzieci holenderskie, ktore jezyk tubylczy opanowuja w domu.
    Przyznam, ze nadal nie rozumiem dlaczego oplata za PSZ mialaby
    zalezec od zarobkow rodzicow. Nie mam nic przeciwko dofinansowaniu
    przez gmine dodatkowych dni dla dzieci obcojezycznych. Ale nie
    rozumiem dlaczego za ta sama usluge PSZ niepracujaca pani Jansen
    mialaby placic 1/3 ceny, ktora placi pani X.
  • nesla 15.05.10, 11:26
    anitax napisała:

    Nie mam nic przeciwko dofinansowaniu
    > przez gmine dodatkowych dni dla dzieci obcojezycznych. Ale nie
    > rozumiem dlaczego za ta sama usluge PSZ niepracujaca pani Jansen
    > mialaby placic 1/3 ceny, ktora placi pani X.

    Anitax, a widzialas kiedys tabele z zarobkami ktore kwalifikuja do
    nizszej oplaty za PSZ? Zapewniam Cie, ze gdybys ja zobaczyla to nie
    mialabys takich obiekcji. Anitax, te progi podane sa nie dla
    niepracujacych mam, ale sa rozne sytuacje zyciowe i niektore
    pracujace samotne mamy maja dochod 17.000 rocznie i musza z tego
    utrzymac cale swoje gospodarstwo domowe, to dla nich sa te dotacje
    dla PSZ. Ja to tak widze.
    W Polsce jest przedszkole dotowane przez panstwo, a w Holandii nie
    ma przedszkola, wiec nitktore dzieci z biednych rodzin nie maja
    kontaktu z dziecmi i socialnego obycia az do momentu kiedy ida do
    szkoly podstawowej, nie chodzi tu tylko o jezyk, ale o caloksztalt
    rozwoju dziecka, ktore od pewnego wieku ma potrzebe bycia w grupie.
    Ta dotacja troche redukuje ta bariere.
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • 8zumirodam 15.05.10, 13:17
    > Ale nie
    > rozumiem dlaczego za ta sama usluge PSZ niepracujaca pani Jansen
    > mialaby placic 1/3 ceny, ktora placi pani X.
    Anitax,jest dokładnie na odwrót.To pracująca pani X zapłaci 1/3 ceny,a
    pani Jansen zapłaci pełną stawkę.

    --
    I've seen so many strange things in my life and they were all today...
  • mamamaxia08 15.05.10, 15:29
    Anitax, owszem - rozwój fizyczny jest bardzo ważny ale nauka języka jest jednak
    chyba ważniejsza (ale to tylko moje zdanie). A propos nauki języka "tubylczego"
    przez nas rodziców - my niestety nie mamy takich możliwości ponieważ oboje
    jesteśmy Polakami i dopiero holenderskiego się uczymy... Twoim zdaniem mam
    dziecku zafundować korepetycje u prywatnego nauczyciela, by w wieku 4 lat idąc
    do szkoły było w stanie porozumiewać się i uczyć? [pytanie retoryczne].
    Nikt od Ciebie nie wymaga byś wszystkich (w tym mnie) rozumiała, bo jak mówi
    stare polskie przysłowie "syty głodnego nie zrozumie"... ;)

    Nesla,
    dzięki za proste i logiczne ujęcie w słowa tego co miałam na myśli :).

    Pozdrawiam
  • anitax 15.05.10, 17:18
    Mamomaxia08, mieszasz dwie kwestie - odplatnosci za PSZ w zaleznosci
    od zarobkow i PSZ jako zrodlo nauki jezyka dla obcokrajowcow.

    Jak najbardziej popieram projekty integracyjne, szczegolnie
    ukierunkowane na dzieci. Jesli gmina oferuje dodatkowe darmowe
    godziny dla dzieci obcokrajowcow, super. Jestem natomiast przeciwna
    uzaleznianiu cen od zarobkow. Albo podatek liniowy i doplaty dla
    slabiej zarabiajacych, albo stawka progresywna i te same ceny. W
    obecnej sytuacji lepiej zarabiajacy placa podwojnie, wysokie podatki
    i maksymalne stawki za uslugi.

    A odnosnie nauki jezyka, wierze w jedna metode -
    totalne "zanurzenie" w jezyku, czyli maksymalne kontakty z
    rowiesnikami i starszymi dziecmi (na placu zabaw, w parku itd),
    piosenki, filmy w danym jezyku, teatrzyki, wystepy. Prywatny
    nauczyciel w tym wieku nie ma sensu.
  • mamamaxia08 15.05.10, 18:59
    anitax napisała:

    > Mamomaxia08, mieszasz dwie kwestie - odplatnosci za PSZ w zaleznosci
    > od zarobkow i PSZ jako zrodlo nauki jezyka dla obcokrajowcow.

    Ależ one są jak najbardziej ze sobą powiązane - gdybym miała "wykupić" kolejne
    godziny pobytu dziecka w psz to musiałabym oczywiście zapłacić odpowiednio
    więcej. Najwidoczniej nie jesteś stanie zrozumieć, że może mnie być na to nie
    stać. Dla mnie właśnie psz jest (czy też miał być) - póki co - źródłem języka
    holenderskiego dla mojego dziecka.

    > Jak najbardziej popieram projekty integracyjne, szczegolnie
    > ukierunkowane na dzieci. Jesli gmina oferuje dodatkowe darmowe
    > godziny dla dzieci obcokrajowcow, super.

    A jeśli takowe nie istnieją na danym terenie, to... mam czekać aż pójdzie do
    szkoły żeby mój syn nauczył się języka, tak?

    > Jestem natomiast przeciwna
    > uzaleznianiu cen od zarobkow. Albo podatek liniowy i doplaty dla
    > slabiej zarabiajacych, albo stawka progresywna i te same ceny.

    Możesz być przeciwna - Twoje prawo - "niestety", mimo tego że się sprzeciwiasz -
    w wielu miejscach w NL istnieje uzależnienie ceny psz od zarobków.

    > A odnosnie nauki jezyka, wierze w jedna metode -
    > totalne "zanurzenie" w jezyku, czyli maksymalne kontakty z
    > rowiesnikami i starszymi dziecmi (na placu zabaw, w parku itd),
    > piosenki, filmy w danym jezyku, teatrzyki, wystepy.

    I tego właśnie oczekiwałam po PSZ - zanurzenia w języku.
    A prawie codzienne wyjścia na place zabaw kończą się zwykle tym, że jesteśmy tam
    z Młodym sami. Nie mam pojęcia z czego to wynika ale bardzo rzadko w tych
    miejscach spotykamy inne dzieci, bez względu na porę, o której się tam wybieramy.

    Prywatny
    > nauczyciel w tym wieku nie ma sensu.
    To miało być pytanie retoryczne czyli nie oczekiwałam odpowiedzi...


  • 8zumirodam 15.05.10, 22:36
    > A prawie codzienne wyjścia na place zabaw kończą się zwykle tym, że
    jesteśmy ta
    > m
    > z Młodym sami. Nie mam pojęcia z czego to wynika ale bardzo rzadko
    w tych
    > miejscach spotykamy inne dzieci, bez względu na porę, o której się
    tam wybieram
    > y.

    Oj tak...Holendrzy nie spędzają chyba czasu z dziećmi na placach
    zabaw :( U nas bawią się tylko starszaki tureckie,za którymi co
    prawda mój syn pędzi ,ale ja nie mogę dopuścić do tego,żeby 2,5 latek
    zniknął mi z oczu...
    W naszym przypadku na prawdę zostaje tylko psz.No bo co innego?
    Ale nie martw się mamamaxia-i te dwa dni w tyg nauczą Maxa
    języka.Dzieci potrafią w parę chwil załapać podstawy od kolegów.
  • 8zumirodam 15.05.10, 23:14
    Dodam jeszcze coś od siebie:
    Chodzi mi o Huurtoeslag.Ten dodatek można otrzymać od Belastingu gdy
    koszt najmu mieszkania nie przekracza ok.630€,a my płacimy za wynajem
    750€.W związku z tym nie dostajemy ani grosza.Pewnie,skoro "stać" nas
    na taaaakie luksusy to musimy bulić z własnej kieszeni.
    Ale jak znaleźć mieszkanie/dom dla 4 os. rodziny w niższej cenie,jak
    istnieją pewne normy dotyczące odpowiedniego metrażu?
    Macie pojęcie jak musiałam się pocić,by wytłumaczyć agencji najmu,że
    na prawdę nie potrzebuję dodatkowego pokoju dla 3 mies. niemowlęcia?
    Składamy niedługo dokumenty o mieszkanie spółdzielcze,ale nie wiem
    czy do końca roku zostanie nam takowe przyznane.
    Jedni mówią,że nie trzeba się martwić (ze względu na liczbę dzieci)
    inni straszą latami oczekiwań.
    Jak do tej pory wszystko (poza tym cholernym huurtoeasleg,ale to było
    do przewidzenia) idzie gładko.Wszelkie dodatki na ubezpieczenie i na
    dzieci spływają na konto (stokroć dzięki Mamamaxia!),ale prawdziwym
    przełomem będzie koniec roku,kiedy bedziemy musieli zmienić
    mieszkanie (to jest opłacone do grudnia) i płacić za wszystko na
    bieżąco.
    Pewnie właśnie zboczyłam z tematu,ale w sumie tak tu o wszystkim
    dyskutujemy...
    Chciałabym tez,żebyście zrozumiały,że niektóre dziewczyny na forum
    (tudzież ich mężowie)zarabiają najniższe stawki i każdy cent jest
    wart przemyślenia.
    Nie dla każdego Holandia do wielki Amsterdam,duże
    korporacje,kariera...
    Warto o tym pamiętać.
    --
    I've seen so many strange things in my life and they were all
    today...
  • majadeblij 16.05.10, 11:17
    8zumirodam,

    wydaje mi sie, ze nikt tu nie zapomina, ze nie dla kazdego Holandia
    to kraj mlekiem i miodem plynacy. ale chodzi tu o cos innego.
    na poczatku, chialam zaznaczyc, ze badzo sie ciesze, ze holandia
    jest takim socjalnym krajem i z 'przyjemnoscia' place podatki, bo
    wiem, ze jak nam sie noga podwinie, to nie musze odrazu szukac
    miejsca pod mostem i wiem ze moje dzieci nigdy nie beda glodne.
    Ale.....teoretycznie, rodziny ktore maja wiecej dochodow, czesto
    praktycznie nie maja duzo wiecej bo - tak jak anitax napisala placa
    duzo wiecej podatkow, a po drugie nie kwalifikuja sie do roznorakich
    znizek. Czy to jest sprawiedliwe? Nie wiem....Czasem, mnie to
    okropnie denerwuje. Maz siostry mojego m. zajmuje bardzo wysokie
    stanowisko menadzerskie w duzej firmie i zarabia bardzo dobrze. Moja
    szwagierka, pracuje 3,5 dnia w tygodniu - i po zaplaceniu
    przedszkola dla dwojki z pensji zostaje jej 150E. Ze wzgledu na duze
    zarobki meza, nie dostaja duzych zwrotow z podatkow. Czy to jest
    spawiedliwe, dlaczego tak kara sie kobiety ktore chca pracowac i sie
    zawodowo rozwijac!?
    My, nasz pierwszy dom kupilismy niedawno - bylismy wiec starterami.
    Ale ze wzglegu na zarobki, nie kwalifikowalismy sie na zadne
    socjalne projekty. U nas gmnina buduje domy, ktore sa stosunkowo
    tanie, ale tylko dla ludzi ktorzy stosunkowo niewiele zarabiaja - na
    przyklad dom w ktorym mieszkamy byl 10 lat temu wybudowany w takim
    socjalnym projekcie - i wtedy kosztowal 95.000, duzo ponizej ceny
    rynkowej normalnych domow w naszej gminie. Rodziny, ktore go kupily
    nie mogly go sprzedac przez 5 lat - ale po 5 latach prawie wszyscy
    domy posprzedawali, srednio po 200.000! Ponad 100 zarobku przez 5
    lat! suma sumarum, te rodziny mieszkaja teraz w ladniejszy i
    wiekszych domach niz wiele innych rodzin, zarbiajacych '
    teoretycznie' wiecej... O wynajmnie nawet nie mamy co marzyc, bo na
    wieksze domy zazwyczaj jest maksimum zarobkowe, wiec my jako
    starterzy bylismy zmuszeni do zakupu 'drogiego' domu, ktory wcale
    nie jest ani wiekszy ani ladniejszy niz domy socjalne. Nie
    wspominajac juz o kosztach KDV i BSO - w naszym przypadku kolo 1000E
    miesiecznie. Mala chodzi 2 razy w tygodniu, a mlody 3 razy do BSO -
    dwa krotkie dni i jeden dluzszy.
    Czasami mam wiec wrazenie, ze w tym kraju nie warto miec ambicji
    zawodowych - bardziej sie 'oplaca' zostac w domu z dziecmi.
    pozdrawiam serdecznie,
    maja
  • nesla 16.05.10, 12:33
    Zgadzam sie z Majadeblij, przywileje socjalne i dotacje sa ok pod
    warunkiem, ze nie ma przekretow i niesprawiedliwosci. Ja odnosze
    wrazenie, ze my z naszymi srednimi zarobkami nie kwalifikujemy sie
    do prawie zadnych dotacji (no chyba, ze dotacja mozna nazwac
    kinderopvangtoeslag..) a placac podatki sponsorujemy wiele
    socjalnych projektow, o ktorych wspomniala Maja.
    To co wspomnialas Maju o zonie dobrze zarabiajacego meza jest prawda
    i z jednej strony niby ma sens (zarobki liczy sie per gospodarstwo
    domowe a nie indywidualnie) a z drugiej strony jest zupelnie bez
    sensu bo stymuluje czesto swietnie wyksztalcone mamy dobrze
    sytuowanych rodzin do niepracowania.. bo ktora mama po
    przekalkulowaniu dochodu i wartosci emocjonalnych bycia z dzieckiem
    bedzie potrafila obiektywnie podjac decyzje : praca czy dom..??
    Tez zbaczam z tematu, ale czasami moje frustracje mnie przerastaja.
    Organizacja opieki nad dziecmi w Holandii jest po prostu
    skandalicznie fatalna. Mam wrazenie, ze mieszkam w kraju, w ktorym
    kobietom wydaje sie ze sa super wyemancypowane (fakt, w porownaniu z
    kobietami z krajow gdzie nosi sie burki moze im sie tak wydawac, ale
    coz to za punkt odniesienia..???) a nie maja podstawowych warunkow
    do rozwoju indywidualnego, na dodatek dzieci wychowywane w tych
    warunkach przejmuja i kontynuuja taki sposob wychowania i zycia.
    Jak to mozliwe ze nie we wszystkich zlobkach sa cieple obiady, w
    szkolach nie ma stolowek, BSO dzialaja jak im sie podoba, za TSO
    trzeba placic z wlasnej kieszeni, administracja i biurokracja
    zwiazana z BSO/TSO/KDV/PSZ sa gigantycznych rozmiarow i nie do
    ogarniecia przez zapracowanych ludzi, ktorzy maja milion
    wazniejszych spraw na glowie niz nurkowanie w startach faktur sprzed
    kilku lat.. Bledy i amatorszczyzna urzednikow i pracownikow
    administracyjnych wciaz mnie zadziwiaja.. Do tego roznice w CAO,
    ochronka i nianczenie pracownikow panstwowki (oplacanych przeciez z
    naszych podatkow), ktorzy maja mnostwo przywilejow nieznanych w
    bedrijfsleven. Na dokladke jeszcze podejscie pracodawcow, ktorzy nie
    toleruja chorob pracownikow, ani ich dzieci.
    No to sobie ponarzekalam ;) Pewnie w innych krajach jest sto razy
    gorzej, ale czasem ponarzekac sobie trzeba, nie? ;)
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • ika.alias 19.05.10, 15:07
    nesla napisała:

    > To co wspomnialas Maju o zonie dobrze zarabiajacego meza jest
    prawda

    W tym roku oni cos zmienili. Teraz zwrot podatkow jest chyba zalezny
    od zarobkow najmniej zarabiajacego rodzica. Celem tych zmian byla
    stymulacja kobiet (ktore na ogol mniej zarabiaja, bo mniej pracuja)
    do pracowania i zarabiania wiecej (=wiekszy zwrot podatkow).

    A na czym sie pewnie skonczy? Rodzice dostana mniej zwrotu i...
    niektore kobiety pewnie przestana pracowac. Bo juz im sie zupelnie
    nie bedzie oplacac.

    > Organizacja opieki nad dziecmi w Holandii jest po prostu
    > skandalicznie fatalna.

    To sie zgadza... Ale wiesz co... Ja sama uwielbiam mozliwosc pracy
    na czesc etatu. Moj maz i ja pracujemy oboje po 4 dni w tygodniu.
    Oboje mamy szanse na pelnowartosciowa prace i jednoczesnie na
    spedzanie dodatkowego czasu z dzieckiem. Wiekszosc moich kolezanek w
    Polsce (z ktorych duzo ma imponujace kariery) marzylaby o takiej
    sytuacji... O tym, zeby byc w stanie miec i prace zawodowa, i
    jednoczesnie byc o jeden albo dwa dni w tygodniu wiecej ze swoimi
    dziecmi...

    > Mam wrazenie, ze mieszkam w kraju, w ktorym
    > kobietom wydaje sie ze sa super wyemancypowane

    One sa chyba troche bystrzejsze niz my, Polki. ;) Nie chca cale
    zycie tak harac i sie przepracowywac jak nasze mamy. Albo jak my.
    Pracuja sobie troche, troche zajmuja sie dziecmi (mezowie reszta),
    troche domem (mezowie i sprzataczki reszta), troche gotuja (mezowie
    reszta), maja mnostwo hobby i jezdza na wakacje z przyjaciolkami.
    Zyc nie umierac. ;)

    > Do tego roznice w CAO,
    > ochronka i nianczenie pracownikow panstwowki (oplacanych przeciez
    z
    > naszych podatkow), ktorzy maja mnostwo przywilejow nieznanych w
    > bedrijfsleven.

    No, ja jestem pracownikiem budzetowki i czuje, ze musze nas
    bronic. ;) To prawda, ze mamy wiecej przywilejow, ale mamy i DUZO
    nizsze wyplaty. Znam sekretarke firmy budowlanej (pracujacej na
    budowie, w baraku), z praca z zadma odpowiedzialnoscia i niewielkimi
    wymaganiami, ktora zarabia wiecej niz ode mnie albo od moich
    kolegow. Lacznie po przeliczeniu naszych dodatkow i dodatkowych dni
    urlopowych. ;) Wiec to jest cos za cos. ;)

    Prawda jest to, ze pracownicy buzdzetowki sa bardziej chronieni
    przed zwolnieniami. Ale... tylko ci starsi pracownicy, w wieku 50
    lat plus. Albo ci, ktorzy maja wysokie pozycje i dobre kontakty z
    pewnymi ludzmi na jeszcze wyzszych stanowiskach.

    Moj maz –zwykly, szeregowy specjalista IT- zostal wlasnie z cala
    swoja grupa przeniesiony do innej czesci czesci uniwerka. I to bylo
    doslownie: kto nie chce przejsc dostaje zwolnienie. Koniec kropka.
    Zadnych dyskusji, nic.

    > No to sobie ponarzekalam ;) Pewnie w innych krajach jest sto razy
    > gorzej, ale czasem ponarzekac sobie trzeba, nie? ;)

    Jak najbardziej! Po to tutaj przeciez jestesmy. :)

    Ja tez sobie lubie ponarzekac. Ale na koniec staram sie myslec jak
    Polyanna: o tych, ktorzy maja gorzej. Na przyklad o tych polskich
    przyjaciolkach, ktore z najwieksza przyjemnoscia zamienilyby sie ze
    mna i pracowaly 4 dni w tygodniu. ;)

    Pa pa,

    ika.

    --
    "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
    Maria Skłodowska-Curie
  • anitax 16.05.10, 13:18
    Nesla, dzieki za wyjasnienie, troche to zmienia postac rzeczy.

    Mamomaxia08, zastanawialam sie, co bym zrobila na Twoim miejscu, bo
    bardzo mi sie podoba, ze starasz sie dziecku zapewnic rowny start.
    Mysle, ze szukalabym wsparcia i rad we wszelkich mozliwych
    instytucjach. Przedstawilabym problem - dziecko, ktore wychowywuje
    sie w polskiej rodzinie, ktoremu chcialabys zapewnic kontakt z
    jezykiem i innymi dziecmi, zeby nie mial problemow jak pojdzie do
    szkoly.

    Zaczelabym od PSZ, urzedu gminy, przyszlej szkoly, lokalnej
    biblioteki, moze nawet kosciola …. Moze z tego nie wyniknie nic, ale
    moze ktos wpadnie na jakis dobry pomysl i cos doradzi. Jedyne co
    masz do stracenia to czas na poumawianie sie i spotkania. Holendrzy
    sa na ogol zyczliwi, jak zobacza, ze chcesz pomoc dziecku w
    integracji, moze cos pomoga.

    PSZ
    Popytalabym panie ktore dzieci mieszkaja blisko Was, z ktorymi
    bylaby szansa na wspolna zabawe w wolne dni czy w czasie wakacji.
    Moze moglabys zaproponowac, ze od czasu do czasu chcialabys zaprosic
    jakies dziecko do Was. Takie wspolne odwiedzanie sie jest tu norma.
    Moze panie z PSZ moglyby ulatwic takie kontakty z innymi mamami. PSZ
    moze tez Was wesprzec przy staraniu sie o dodatkowe dni.

    URZAD GMINY
    Na pewno sa jacys urzednicy od edukacji czy spraw dzieci.
    Poprosilabym o rade jak pomoc dziecku w nauce jezyka. Moze sa jakies
    programy, moze mozna sie starac o indywidualne dotacje, moze bedzie
    cos organizowane dla dzieci w wakacje …

    SZKOLA
    W szkole, do ktorej chodzi moja corka jest podobno nieformalna grupa
    NT2. Dzieci w czasie lekcji maja zajecia zastepcze, gdzie tylko ucza
    sie jezyka, prowadzi je jedna z mam. Kto wie, moze w Twojej okolicy
    tez cos takiego istnieje i moze Max moglby w takich zajeciach
    uczestniczyc zanim rozpocznie nauke w szkole. Nauczyciele moga sie
    zaangazowac, bo w koncu to moze byc tez ich problem, jak dziecko bez
    znajomosci jezyka trafi do ich klasy.

    BIBLIOTEKA
    Moze w bibliotece sa filmy dla dzieci, ktore Max moglby ogladac w
    domu i uczyc sie w ten sposob jezyka. Pszczolka Maja i Teczowe Rybki
    sa dostepne po polsku, i po holendersku, wiec moglabys mu puszczac
    na zmiane. Jesli najpierw obejrzy po polsku, latwiej mu bedzie
    zrozumiec wersje holenderska.

    KOSCIOL
    Parafie czasem organizuja rozne zajecia dla dzieci. Poza tym
    praktykujacy stanowia na ogol niewielka grupe, gdzie wszyscy sie
    znaja, wiec moze tez cos podpowiedza, znajda kogos, kto ma duze
    dzieci i chetnie odstapi pudlo z kreskowkami dla maluchow albo plyty
    z piosenkami dla dzieci.

    Piszac o "zanurzeniu" w jezyku, mialam raczej na mysli codzienny
    kontakt z jezykiem chocby mialaby to byc stala piosenka po NL przy
    sprzataniu zabawek, krotki filmik, "Teletubisie", pozniej
    moze "Ulica Sezamkowa" itd. Codziennie chocby 15 minut, zeby dziecko
    sie osluchalo z jezykiem, nawet jesli na poczatku niewiele rozumie.
    Dzieci chlona wiedze jak gabka, ani sie nie obejrzysz, jak Max
    zacznie rozumiec lokalny jezyk.
  • anitax 16.05.10, 13:28
    Poprzedni post wkleil mi sie chyba nie w tym miejscu, co chcialam ...

    Odnosnie posiadania dzieci w Holandii i w innych krajach:
    Ja sie sfrustrowalam dopiero jak wrocilam ze Szwecji. Tam urlop
    wychowawczy trwa 1,5 roku, jest do podzialu miedzy matke i ojca,
    ktorzy dostaja w tym czasie 80% pensji. Na ogol matka zostaje w domu
    przez rok, ojciec przejmuje obowiazki przez kolejne 6 miesiecy,
    pozniej wracaja sobie na poprzednie stanowiska, a urlop traktowany
    jest z najwiekszym zrozumieniem zarowno przez pracodawcow, jak i
    kolegow. Kobiety sa czynne zawodowo, zajmuja wysokie stanowiska. To
    jest dla mnie rownouprawnienie i polityka prorodzinna ...
  • mamamaxia08 16.05.10, 13:37
    anitax napisała:

    > Nesla, dzieki za wyjasnienie, troche to zmienia postac rzeczy.

    Ja też się dołączam do podziękowań.

    Zaczelabym od PSZ, urzedu gminy, przyszlej szkoly, lokalnej
    > biblioteki, moze nawet kosciola …. Moze z tego nie wyniknie nic, ale
    > moze ktos wpadnie na jakis dobry pomysl i cos doradzi. Jedyne co
    > masz do stracenia to czas na poumawianie sie i spotkania. Holendrzy
    > sa na ogol zyczliwi, jak zobacza, ze chcesz pomoc dziecku w
    > integracji, moze cos pomoga.
    >
    > PSZ
    > Popytalabym panie ktore dzieci mieszkaja blisko Was, z ktorymi
    > bylaby szansa na wspolna zabawe w wolne dni czy w czasie wakacji.
    > Moze moglabys zaproponowac, ze od czasu do czasu chcialabys zaprosic
    > jakies dziecko do Was. Takie wspolne odwiedzanie sie jest tu norma.
    > Moze panie z PSZ moglyby ulatwic takie kontakty z innymi mamami. PSZ
    > moze tez Was wesprzec przy staraniu sie o dodatkowe dni.

    Anitax, od tego zaczęłam "na starcie"... dowiadywałam się o możliwość posyłania
    Maxa częściej niż 2 razy w tygodniu. Koordynatorka stwierdziła, że nie wie ale
    się dowie (do tej pory echo). Powiedziała mi jedynie, że "walczy" od ok. roku z
    gminą o finansowanie kolejnego dnia dla dziecka z Kazachstanu. Jej argumentacja
    nie dała pozytywnych wyników bo gmina "się zaparła, że nie".
    >
    > URZAD GMINY
    > Na pewno sa jacys urzednicy od edukacji czy spraw dzieci.
    > Poprosilabym o rade jak pomoc dziecku w nauce jezyka. Moze sa jakies
    > programy, moze mozna sie starac o indywidualne dotacje, moze bedzie
    > cos organizowane dla dzieci w wakacje …

    Raczej nie mam szans na "załatwienie" czegokolwiek przez i od gminy. Nie są
    chętni do pomocy, nawet gdy o takową pomoc stara się wspomniana koordynatorka.
    Nie chcę już narzekać ale - niestety - nasza gmina należy do tych, które
    stwarzają problemy... nie wiem czy wszystkim mieszkańcom ale imigrantom na pewno
    tak (nie jestem jedyna, która odniosła takie wrażenie) :/.
    >
    > SZKOLA
    > W szkole, do ktorej chodzi moja corka jest podobno nieformalna grupa
    > NT2. Dzieci w czasie lekcji maja zajecia zastepcze, gdzie tylko ucza
    > sie jezyka, prowadzi je jedna z mam. Kto wie, moze w Twojej okolicy
    > tez cos takiego istnieje i moze Max moglby w takich zajeciach
    > uczestniczyc zanim rozpocznie nauke w szkole. Nauczyciele moga sie
    > zaangazowac, bo w koncu to moze byc tez ich problem, jak dziecko bez
    > znajomosci jezyka trafi do ich klasy.

    To jest pomysł, za który bardzo Ci dziękuję - spróbuję w miejscowej szkole :).
    >
    > BIBLIOTEKA
    > Moze w bibliotece sa filmy dla dzieci, ktore Max moglby ogladac w
    > domu i uczyc sie w ten sposob jezyka. Pszczolka Maja i Teczowe Rybki
    > sa dostepne po polsku, i po holendersku, wiec moglabys mu puszczac
    > na zmiane. Jesli najpierw obejrzy po polsku, latwiej mu bedzie
    > zrozumiec wersje holenderska.

    Bajki oczywiście, że będę mu puszczać po holendersku... choć Max na razie nawet
    na polskich nie potrafi się skupić ;).

    >
    > KOSCIOL
    > Parafie czasem organizuja rozne zajecia dla dzieci. Poza tym
    > praktykujacy stanowia na ogol niewielka grupe, gdzie wszyscy sie
    > znaja, wiec moze tez cos podpowiedza, znajda kogos, kto ma duze
    > dzieci i chetnie odstapi pudlo z kreskowkami dla maluchow albo plyty
    > z piosenkami dla dzieci.

    Może i tu spróbuję... przekonana nie jestem do organizacji przykościelnych ale
    dla dobra syna jestem w stanie "schować" swoje urazy "do kieszeni"...

    >
    > Piszac o "zanurzeniu" w jezyku, mialam raczej na mysli codzienny
    > kontakt z jezykiem chocby mialaby to byc stala piosenka po NL przy
    > sprzataniu zabawek, krotki filmik, "Teletubisie", pozniej
    > moze "Ulica Sezamkowa" itd. Codziennie chocby 15 minut, zeby dziecko
    > sie osluchalo z jezykiem, nawet jesli na poczatku niewiele rozumie.
    > Dzieci chlona wiedze jak gabka, ani sie nie obejrzysz, jak Max
    > zacznie rozumiec lokalny jezyk.

    Mam nadzieję, że tak właśnie będzie :).
  • tijgertje 16.05.10, 20:42
    mamamaxia08 napisała:
    dowiadywałam się o możliwość posyłania
    > Maxa częściej niż 2 razy w tygodniu. Koordynatorka stwierdziła, że
    nie wie ale
    > się dowie (do tej pory echo). Powiedziała mi jedynie, że "walczy"
    od ok. roku z
    > gminą o finansowanie kolejnego dnia dla dziecka z Kazachstanu. Jej
    argumentacja
    > nie dała pozytywnych wyników bo gmina "się zaparła, że nie".

    Nie, zebym sie czepiala, ale to, ze zapytalas, a pani dala taka
    deklaracje, to jeszcze o niczym nie swiadczy. Jesli naprawde ci na
    czyms zalezy, to nie wystarczy sie zapytac. Musisz pytac za kazdym
    razem jak jestes w przedszkolu, jak po 2 tygodniach nie ma
    rezultatu, zapytaj wprost, kto odpowiada za to w gminie i wydzwaniaj
    do nich do znudzenia. Moze i sa "cieci" na obcokrajowcow, ale wez
    pod uwage fakt, ze wielu z nich tylko stawia zadania, oczekuja
    dotacji niemal do wszystkiego, a ktos za to musi zaplacic. Jesli
    jednak udowodnisz, ze masz "odpowiednia" motywacje, zalezy ci na
    mozliwosci integracji, a nie tylko finansach, to mozliwe, ze
    sobie "przypomna" o jakichs rozwiazaniach. Na koordynatorow, i
    nauczycieli nie licz, ze cokolwiek ci zalatwia. Sama musisz tego
    pilnowac. Niestety doswiadczen w tej kwestii mam az nadto. Przyklad:
    mlodemu do "rugzakcje" w teczce braklo papiera z GGZ i podpisow
    nauczyciela na kilku papierach. Ja papier z GGZ dostarczylam juz
    nastepnego dnia po otrzymaniu listu, dzwonilam natychmiast (raz nie
    wystarcza nigdy chyba) i dopilnowalam, zeby nastepnego dnia mozna
    bylo odebrac. W szkole upominalam sie 2 razy wtygodniu (tyle dni
    pracuje nauczycielka), ale koordynatorka miala papier, pracuje w
    sali obok i jej za daleko bylo. Dokladnie 32 dni zajelo podpisanie
    tych papierow! W pewnym momencie mialam wrazenie, ze koordynatorka
    juz sie przede mna chowa, ale i tak wiedzialam, gdzie ja znalezc:)
    Tak to juz jest niestety, ze jak sie na nieodpowiednich ludzi trafi,
    to trzeba im tygodniami i miesiacami po odciskach deptac. Z drugiej
    strony np mimo, ze WSZYSCY, zarowno szkola, jak i GGZ zapewniali
    mnie, ze nie ma mozliwosci, zeby dziecko, ktore skonczy 6 lat
    chodzilo mniej godzin do szkoly, okazalo sie, ze wystarczyla jedna
    rozmowa z dyrektorka, 2 telefony do gminy, "randka" z urzedniczka od
    obowiazku szkolnego i gduba teka z jego papierami, a pani na dzien
    dobry sama zaproponowala mu 2 popoludnia wolne;) Malo sie nie
    poryczalam, z taka ulga od niej wychodzilam, pierwszy raz od 2 lat z
    hakiem nie musialam wydzwaniac i pytac po kilkadziesiat razy. Tyle
    tylko, ze nikomu wczesniej nawet nie przyszlo do glowy, zeby
    sprobowac, bo skoro nie wolno, to i tak nie warto;)
    U nas w gminie oficjalnie nie ma zadnych dofinansowan do PSZ,
    zadnych programow dla dzieci obcokrajowcow, zadnych dodatkowych
    lekcji w PSZ czy szkole. Jednak np w ramach integracji gmina wyslala
    2 chlopcow z naszej szkoly na zajecia plastyczne, maja chodzic,
    gmina niby za nich placi, ale postawili warunek, mama ma obowiazek z
    nimi chodzic i pomagac prowadzacej, w rezultacie mama glownie
    sprzata, myje pedzle, robi napoje dla dzieci itp. dla wszystkich
    stron jest to korzystne, prowadzaca pracuje krocej, wiec kurs jest
    tanszy, gminadoplaca symboliczne grosze za tych chlopcow, zarowno
    oni jak i mama osluchuja sie z jezykiem i zostaja zmuszeni, zeby go
    uzywac.

    Biblioteka to dobry pomysl, czesto miewaja rozne zajecia dla dzieci,
    dzieci moga dostac karte bez oplaty. Zagladaj tam czesto, bo miewaja
    rozne foldery o zajeciach i imprezach w okolicy. place zabaw to u
    nas tez raczej pustkami swieca, w bibliotece, jak wyczaisz kiedy
    dzieciaki chodza, warto chocby isc posiedziec z mlodym godzinke,
    poogladac ksiazeczki na miejscu, moj mlody jak byl mlodszy to zawsze
    w kaciku zabaw jakiegos kolege czy kolezanke znalazl.
  • mamamaxia08 17.05.10, 13:06
    tijgertje napisała:


    >
    > Nie, zebym sie czepiala, ale to, ze zapytalas, a pani dala taka
    > deklaracje, to jeszcze o niczym nie swiadczy. Jesli naprawde ci na
    > czyms zalezy, to nie wystarczy sie zapytac. Musisz pytac za kazdym
    > razem jak jestes w przedszkolu, jak po 2 tygodniach nie ma
    > rezultatu, zapytaj wprost, kto odpowiada za to w gminie i wydzwaniaj
    > do nich do znudzenia. Moze i sa "cieci" na obcokrajowcow, ale wez
    > pod uwage fakt, ze wielu z nich tylko stawia zadania, oczekuja
    > dotacji niemal do wszystkiego, a ktos za to musi zaplacic. Jesli
    > jednak udowodnisz, ze masz "odpowiednia" motywacje, zalezy ci na
    > mozliwosci integracji, a nie tylko finansach, to mozliwe, ze
    > sobie "przypomna" o jakichs rozwiazaniach.

    Tigertje, nie czepiasz się tylko wskazujesz mi drogę :).
    Masz rację, że powinnam tam iść osobiście. Pójdę jak tylko dostanę od
    wychowawczyni namiary na konkretną osobę w gminie (koordynatorka jest "w
    rozjazdach").
    Przyznam się, że wyszłam z założenia, że mogłaby to za mnie załatwić fachowa
    siła typu koordynatorka a ja dodatkowo mam uraz do załatwiania spraw w naszym
    gemeente :/... Nigdy nie byłam tam po jakąkolwiek dotację czy inne
    dofinansowanie, a spotkałam się z niechęcią i próbą "odpalantowania" np. podczas
    meldowania :O. Gdyby nie telefon do właściciela posesji - pan urzędnik nie
    zameldowałby nas bo "nie ma domu o takim numerze". A na koniec usłyszeliśmy, że
    "możecie przyjść zadać parę pytań jak się DOBRZE nauczycie holenderskiego"...
    mało mnie szlag nie trafił... Holenderskiego dalej - niestety za DOBRZE nie znam
    i dlatego mam pewne obawy, co do kontaktów z kolejnym urzędnikiem gminnym ;).
    Może jednak nie będzie tak strasznie i uda mi się sprawę pozytywnie załatwić.
    Oczywiście, nie nastawiam się, że od razu.

    Wstępnie umówiłam się z mamą kolegi Maxa z PSZ na placu zabaw. Raz spotkaliśmy
    się na placu i potem Peter pytał mamę o Maxa :). Zobaczymy co z tego wyjdzie bo
    pogoda jest "niestabilna"...

    Pięknie dziękuję za wsparcie i pozdrawiam :)
  • anitax 17.05.10, 17:16
    A na koniec usłyszeliśmy, że
    > "możecie przyjść zadać parę pytań jak się DOBRZE nauczycie
    holenderskiego"...

    Rece opadaja, ale nie zrazaj sie. Jak sie sytuacja powtorzy,
    usmiechnij sie milo do pana i spokojnie powiedz
    "Ale ja wlasnie chcialam spytac o rade jak sie SZYBKO i DOBRZE
    nauczyc holenderskiego, szczegolnie jak SZYBKO i DOBRZE nauczyc
    jezyka moje dziecko". Mam nadzieje, ze pan nam cos doradzi/pomoze...
    Powodzenia!
  • mamamaxia08 19.05.10, 15:30
    Dzisiaj złapałam koordynatorkę - wychowawczyni poinformowała ją o mojej prośbie
    i udzieliła mi informacji, że..... mam zapytać o sociale dienst. Żadnego
    nazwiska nie zna - ręce mi opadły i nie drążyłam sprawy np. z kim załatwiała
    sprawę tego dziecka z Kazachstanu... Jeszcze na moje tłumaczenia o nauce języka
    zaczęła coś mówić o jakiejś specjalnej szkole (jak już Młody do szkoły pójdzie)
    - to już mi się odechciało z nią rozmawiać w ogóle. Trudno, widocznie tak tu już
    jest - nikt nie zrobi nic ponadto co ma np. w umowie. Wystudiowane uśmiechy
    załatwiają sprawy...
    Zostaje mi pytać w gemeente o sociale dienst i tak zrobię...
  • ika.alias 11.05.10, 15:24
    He he, wcale sie nie dziwie. Tobias ostatnio przez 4 tygodnie pod rzad nie byl w
    zlobku. A nadal musielismy zaplacic za to prawie 900 euro... ;)

    --
    "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
    Maria Skłodowska-Curie
  • majadeblij 11.05.10, 20:37
    ??? u nas wakacje ale przedszkola normalnie otwarte.
    zawsze mi sie wydalalo, ze szkolne wakacje nic nie maja do
    przedszkola czy tez bso. mlodej przedszkole otwarte, wlasnie dzis z
    wakacji wrocilismy, jutro do przedszkola a mlody do bso, na caly
    dzien..
  • ika.alias 11.05.10, 22:49
    Mozliwe, ze niektore PSP opieraja sie tylko na wolontariuszach. A jezeli oni
    maja dzieci w wieku szkolnym, to na pewno chca miec wakacje w tym samym czasie
    co szkolne wakacje. Podejrzewam, ze wolontariuszom szef nie moze powiedziec, ze
    musza podzielic sie praca - i ze kilkoro z nich moze zapomniec o wakacjach. ;)

    --
    "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
    Maria Skłodowska-Curie
  • nesla 14.05.10, 12:33
    Moze odbiegam od tematu, ale macie jakies sposoby, pomysly na opieke
    nad dziecmi podczas "studiedagen" kiedy to BSO jest nieczynne a
    szkola zamknieta?? Corke mi latwo upchnac w nieformalnych kregach,
    ale z synkiem bede miec problem od przyszlego roku jak pojdzie do
    szkoly..
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • anitax 15.05.10, 00:00
    Nesla, jedyny pomysl jaki mam na opieke nad dziecmi w tym kraju, to
    au-pair, bo wszelkie inne rozwiazania w polaczeniu z lokalna
    organizacja mnie po prostu przerazaja. Mialam nadzieje, ze jak oboje
    beda w szkole, poradzimy sobie sami, ale jakos czarno to widze.
    A swoja droga, dziwi mnie, ze BSO jest zamkniete jak szkola
    ma "studiedagen". Wydawalo mi sie, ze oni zapewniaja opieka w czasie
    wszystkich ferii i innych dni wolnych od szkoly.
    Moze w Twoim przypadku "gastouder" by sie sprawdzila ...
  • nesla 15.05.10, 09:33
    Anitax, niestety na au-pair to nie jest dla mnie rozwiazanie, juz to
    maglowalam i podsumowujac dla mnie jest wiecej minusow niz plusow
    takiego rozwiazania. Problem mam z kilkoma dniami w roku wolnymi i z
    tego powodu nie bede przeciez sprowadzac au-pair na caly rok.. ale
    dzieki za sugestie. Poczekam, moze ktos podsunie jeszcze jakies inne
    rozwiazania. Gastouder tez juz przerabialam i juz nie mam sily sie
    bawic w kolejna, mialabys sumienie slac dziecko do gastouderki ktora
    widza 3 razy w roku? No bo w ciagu wakacji dzieci w wieku szkolnym
    tez sie nudza u takiej osoby bez wzgledu na to jak duzy ma ogrod i
    jak jest kreatywna, jednak BSO jest moim zdaniem lepszym
    rozwiazaniem dla dzieci w wieku szkolnym.

    A co do BSO to u nas jest czynne jesli w danej lokalizacji jest
    wiecej niz 5 dzieci chetnych w danym dniu. W wakacje nie ma wiec
    problemu kiedy wszystkie szkoly w okolicy sa zamkniete, ale
    studiedagen sa planowane indywidualnie w kazdej szkole osobno, a u
    nas w szkole nie ma BSO w ogole, wiec corka chodzi czasami do innej
    lokalizacji. Pociesza mnie plan powstania BSO w szkole do ktorej
    chodzi corka, wtedy problem powinien sie rozwiazac, pod warunkiem ze
    ten plan zostanie zrealizowany.. bo to tylko plan na razie.
    Nie wiem jak na zachodzie Holandii ale u nas wciaz dzieci sa
    odbierane na lunch i wciaz duzo mam nie pracuje lub pracuje w
    niewielkim wymiarze czasu i potrzeba BSO jest ograniczona.
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • majadeblij 15.05.10, 11:18
    nesla, nie wiem jakie masz kontakty z mamami innymi - ale my sie
    czasem dogadujemy w takich przypadkach. mam 2-3 zakumplowane mamy z
    klasy mlodego jak ja mam dzien wolny od pracy to czasami pomagam
    jakiejs mamie w potrzebie i na odwrot. nie wiem, jaka wasza sytuacja
    rodzinna, ale my tez czasem babcie i dziadka wykorzystujemy:-))
    pozdrawiam,
    maja
  • nesla 15.05.10, 11:30
    Maja, no wlasnie.. te nieformalne kregi zdaja egzamin u corki, ktora
    jest grzeczna i posluszna, ale obawiam sie ze synka zadna dobra
    dusza nie bedzie chciala przygarnac ;) bo to lobuz straszny.. ;)
    Moze sie zmieni jeszcze jak pojdzie do szkoly, ale na dzien
    dzisiejszy dziadkowie, ciotki itp nie daliby sobie z nim rady
    rowniez z uwagi na ich zdrowie.
    Wymiana z mamami wchodzi w gre jesli ma sie czym wymieniac, a ja
    wszystkie dni wolne mam maksymalnie wyplanowane i nawet
    niespecjalnie mam kiedy odplacac sie usluga opiekuncza ;/
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • majadeblij 15.05.10, 14:18

    nesla, dla posieszenia - nasz tez loboooz okropny:-)) naprawde! ale
    na szczescie jest jeszce kilka innych lobozow w klasie, mowie ci
    chlopcy to zupelnie inna historia niz dziewczynki. jak mam w domu 2,
    czasem 3 to po kilku godzinach czuje sie jak po wojnie, a gdybym jak
    agentka policyjna za nimi nie chodzila to dom bylby zrojnowany a oni
    porzadnie pouszkadzani:-) jak przyjechala kiedys do mnie kolezanka z
    corka i corki kolezanka, to nie moglam sie nadziwic, ze dzieci moga
    byc takie grzeczne!!!! poza tym jak ida do szkoly, to sie bardzo
    zmnienaja, ale o tym to sama wiesz najlepiej.
    a moze jaka, mama, tudziez sasiadka za oplata?? moze ktos sobie
    dorabia tak?
    ja tylko mam nadzieje, ze moja corka bedzie typowa dziewczynka:-)) i
    nie pojdze w slady brata:-))) ale jak narazie to wlasnie wyglupy
    brata ja najbardziej interesuja i ciesza:-))
    pozdrawiam,
    maja

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.