porod w szitalu z znieczuleniem zzo Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • chcialabym uzyskac informacje o znieczuleniu zewnetrznooponowym.Ja
    powiedzialam ze chce miec prod z zniecuzlenie,ale jak to dokladnie
    sie odbywa w nl.Czy musze byc wczenisje w szpitalu czy moge jak
    najdluzej posiedziec w domu.czy moza chodzic po zniecuzleniu,czy
    moznarodzic w dowolnej pozycji?Czy dam sobie rade nie znajac dobrze
    jezyka?Bardzo sie boje,ze nie poradze sobie.I kiedy musze zgloscic
    dziecko i gdzie.Do Hagi musze jechac po paszport,ale bede musiala go
    odebrac tez w Hadze czy juz w Gminie(my oboje jestesmy polakami)?
    pozdrawaim

    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]
    http://www.suwaczki.com/tickers/34bwxzkrdzy3eftq.png[/img][/url]
    • To ja spróbuję odpowiedzieć - coś niecoś jeszcze pamiętam ze swojego porodu ;)...

      Jeśli chodzi o znieczulenie. Gdy trafiłam do szpitala odwieziona przez położną
      (wcześniej zaznaczyłam położnym, które prowadziły ciążę, że chcę rodzić w
      szpitalu; moje ubezpieczenie pokrywało koszty porodu w szpitalu), to rozmawiałam
      z lekarzem położnikiem, która poinformowała mnie o znieczuleniach z których mogę
      skorzystać. Wybrałam to, które mi najbardziej opowiadało (pompka), na które
      wyraził zgodę ordynator. W odpowiednim momencie zostałam podłączona do aparatury
      i poinformowano mnie jak korzystać z pompki, jak to znieczulenie działa i czy ma
      wpływ (nie ma) na dziecko. Głównie leżałam ale mogłam też pochodzić, pójść pod
      prysznic czy do toalety. Nie wiem jak jest z zewnątrz oponowym dokładnie - ale
      chyba przy takim znieczuleniu za bardzo ruszać się nie da (?).
      W kwestii języka. Rodząc w ogóle nie znałam niderlandzkiego - spokojnie
      dogadywałam się po angielsku i z połoznymi, i z lekarzem.
      Paszport będziecie musieli odebrać w konsulacie.
      Pozdrawiam
      • ZZO nazywa się tutaj 'ruggenprik'.
        O ile dobrze zrozumiałam, to przy ruggenprik tracisz pełne czucie poniżej
        wkłucia, i musisz być stale podpięta pod KTG, bo środek znieczulający działa
        także na dziecko. Dodatkowo, jeżeli jest konieczność przeprowadzenia nagłej
        cesarki (przy ZZO zwiększone ryzyko), to trzeba zakładać inne wkłucie (wyżej?)
        lub dawać całkowitą narkozę, bo to najszybciej działający środek umożliwiający
        CC. Dalej - przy ZZO dostajesz też 'strzał' z oksytocyny, żeby podtrzymać
        intensywność skurczów i przyspieszyc drugą fazę.
        'Mamamaxia08' opisała tzw. remi (remifentanyl), stosunkowo bezpieczny i szybki
        do zatrzymania (wyłączasz pompkę i przestaje działać w parę minut).

        Poród w szpitalu na życzenie, jeżeli nie ma pokrycia przez dodatkowe
        ubezpieczenie, to dodatkowy koszt ok. 300 eur. Jeżeli masz 'medisch indicatie'
        (wskazanie od położnej), to jest w pełni pokryty przez podstawowe ubezpieczenie.
        Do 5 cm rozwarcia możesz zażyczyć sobie przejazdu do szpitala 'na życzenie'. Bez
        znieczulenia rodzisz z położną prowadzącą, jeżeli masz ochotę na którąkolwiek z
        form (poza 'remi' i 'ruggenprik - ZZO' jest jeszcze jakaś opcja pośrednia, w
        folderze KNOV, czyli związku położnych, jest to opisane dość dokładnie, niestety
        po tubylczemu; może jest też wersja angielska?), to przejmuje Cię lekarz
        położnik, przy 'ruggenprik' musi być też chyba anestezjolog.

        Tu na stronie Związku Położnych znalazłam folder o mozliwych znieczuleniach po
        angielsku:
        www.knov.nl/docs/uploads/Pijn-Engels_printversie.pdf
        Ja mam taki wstręt do białych fartuchów, szpitalnego zapachu i całej tej
        otoczki, że jak na razie szpital biorę pod uwagę jako ostateczność. Co do samego
        znieczulenia - jak sobie poczytałam dokładniej, to o ile 'remi' mnie jako-tako
        przekonuje (właśnie przez krótki czas działania i moją kontrolę nad ciałem), tak
        już dwa pozostałe sposoby - nie. Po prostu biorę pod uwagę, że mimo moich
        'naturalnych' chuci może mi się odwidzieć właśnie nagle w trakcie.

        I jeszcze refleksja nad tutejszymi położnymi. Parę dni temu wróciłam z Warszawy.
        W Warszawie zafundowałam sobie USG 'trójwymiarowe', przeprowadzał je lekarz 'z
        polecenia', bardzo fajny, ze szpitala na Żelaznej. W zasadzie
        powiedział-potwierdził (w czasie 30 min. badania w 36 tyg.) wszystko to, co
        wiedziałam na podstawie dwóch standardowych USG tutaj (17. i połówkowe) i
        zwykłych kontroli moich położnych.
        Natomiast tubylcza położna nie była nastawiona 'a na co i po co' to dodatkowe
        USG, ale dopisała przyniesione przeze mnie wyniki do swojej dokumentacji.

        Co do paszportu - paszport w gminie wyrabia się tylko dla tubylczych dzieci (mój
        się załapuje, a wczoraj przy okazji wymiany prawa jazdy zmolestowałam panią w
        urzędzie dzielnicy o to, co i jak... cichaczem dodam, że ja i współsprawca nie
        jesteśmy małżeństwem, a tylko w związku 'samenwonen', więc jak jest taka
        potrzeba, to mogę w oddzielnym wątku opisać całą procedurę od zadeklarowania
        ojcostwa do wyrabiania dokumentów w mieszanej parze krok po kroku).

        Monisia, pomijając te medyczne wywody, na kiedy termin? Ja juz mam dość
        brzuszyska i słonich nóg, i na 10. sierpnia wpisałam sobie szorowanie podłogi w
        kuchni do terminarza. ;)
        • sarahdonnel napisała:
          > Co do paszportu - paszport w gminie wyrabia się tylko dla tubylczych dzieci (mó
          > j
          > się załapuje, a wczoraj przy okazji wymiany prawa jazdy zmolestowałam panią w
          > urzędzie dzielnicy o to, co i jak... cichaczem dodam, że ja i współsprawca nie
          > jesteśmy małżeństwem, a tylko w związku 'samenwonen', więc jak jest taka
          > potrzeba, to mogę w oddzielnym wątku opisać całą procedurę od zadeklarowania
          > ojcostwa do wyrabiania dokumentów w mieszanej parze krok po kroku).

          Opisz proszę te procedurę jak możesz, mam podobną sytuację. Nie jestesmy malżeństwem i nie wiem jak to tu wygląda w takiej sytuacji:)
    • monisia81 napisała:

      Czy dam sobie rade nie znajac dobrze
      > jezyka?Bardzo sie boje,ze nie poradze sobie.
      Poradzisz sobie na pewno :)

      I kiedy musze zgloscic
      > dziecko i gdzie.
      Jak najszybciej musicie zgłosić dziecko w gemeente (o ile sobie przypominam to
      do 3 dni) żeby wyrobić akt urodzenia.
      Miejcie przy sobie swoje międzynarodowe akty urodzenia (skrócone).
      Jeżeli nie jesteście małżeństwem tato dziecka będzie musiał podpisać kilka
      dokumentów "uznania dziecka", dopiero wtedy dostaniecie akt urodzenia. Najlepiej
      od razu poprosić też o wystawienie międzynarodowego - to ułatwi sprawę przy
      wyrabianiu paszportu dziecku.

      Jak najszybciej też zgłoście dziecko do swojego ubezpieczyciela. Najpierw tylko
      z dokumentem ze szpitala, że "takie i takie dziecko, takich a takich rodziców"
      się urodziło (jeżeli będziecie czekać na akt urodzenia z gemeente bo np. nie
      jesteście małżeństwem, a potem już z aktem. O nas CZ zażądał też paszportu - pan
      chyba nie lubił obcokrajowców, w gminie nam powiedziano, że akt urodzenia jest
      dokumentem dla noworodka :).

      Do Hagi musze jechac po paszport,ale bede musiala go
      > odebrac tez w Hadze czy juz w Gminie(my oboje jestesmy polakami)?

      A propos wyrabiania paszportu... Musicie sobie przygotować kilka dokumentów,
      szczególnie jeżeli nie jesteście w formalnym związku. Wasze paszporty, Wasze
      akty urodzenia, międzynarodowy akt urodzenia dziecka i - gdy nie jesteście mężem
      i żoną - przetłumaczony na j.polski (u tłumacza przysięgłego) akt uznania dziecka.

      Powodzenia i pozdrawiam
      • 25.07.10, 09:35
        Zapomniałam dodać, że wszystkie dokumenty potrzebne w konsulacie muszą być w
        oryginale! Dla siebie zróbcie kopie - mogą się kiedyś przydać...
        I wszędzie miejcie przy sobie swoje paszporty :)

        Ważne jest też żeby u ubezpieczyciela wyraźnie podkreślić, żeby objęli dziecko
        ubezpieczeniem zgodnie z datą urodzenia! Bo jeżeli z jakiś powodów zostaniecie
        1, 2 dni w szpitalu to wtedy ubezp. pokryje koszty pobytu dziecka... Nam zrobili
        numer i ubezpieczyli dziecko od 7 dnia po urodzeniu (z dniem, w którym
        dostarczyliśmy akt urodzenia dziecka), a potem ścigali o zapłacenie ponad
        tysiąca euro za 3 dniowy pobyt Maxa w szpitalu!

        Pozrawiam
        • To skoro wchodzimy w papierologię, my zdecydowaliśmy się zrobić tak, jak poniżej.

          Współsprawca, obecnie oficjalnie ojciec, jest Holendrem, ja - Polką. Forma
          związku - 'samenwonen', czyli bardzo luźna. Ja legitymuję się cały czas swoim
          dowodem osobistym.

          Żeby syn miał tubylczy paszport i nazwisko ojca 'z automatu', przed urzędnikiem
          stanu cywilnego w urzędzie dzielnicy (mieszkamy w Amsterdamie, stąd taka
          możliwość, normalnie załatwia się to w gminie, w której jest się zameldowanym)
          podpisaliśmy, PRZED URODZENIEM DZIECKA, akt 'Erkenning ongeboren vrucht'.
          (Uznanie płodu przed narodzinami).
          W tym 'cyrografie' mój partner przyznaje się do ojcostwa, ja to potwierdzam, i
          wybieram dla dziecka (i następnych dzieci urodzonych w tym związku) nazwisko.
          [Akurat wybraliśmy po ojcu, bo moje ma przymiotnikową odmianę, i mielibyśmy
          'kwiatka' z żeńską końcówką dla chłopca.] Ten akt, podpisany przed urodzeniem
          dziecka, daje też dziecku automatyczne prawo do holenderskiego paszportu i prawo
          do dziedziczenia ustawowego. Po urodzeniu dziecka też można taki akt uznania
          podpisać, ale wtedy papierologii jest więcej. Lepiej, jeżeli nie jesteście
          małżeństwem, zrobić to teraz. Jeżeli jesteście małżeństwem
          (cywilnym/konkordatowym z Polski), to w ogóle nie ma potrzeby się tym zajmować,
          Twój mąż jest automatycznie ojcem dziecka i opiekunem prawnym.

          W urzędzie dostaje się tego podwójną kopię. Dziecko zgłasza się w tej gminie, w
          której się urodziło, a nie w gminie, w której jesteście zameldowani, tzn. jeżeli
          mieszkacie w Diemen, a dziecko urodzi się w szpitalu AMC w Amsterdamie-Zuidoost
          (przysłowiowy rzut beretem), to należy je zgłosić (w ciągu 3 dni roboczych) nie
          w Diemen, a właśnie w Amsterdamie-Zuidoost. Wtedy ew. jest ten akt uznania
          (podpisany wcześniej w Diemen) potrzebny. Narodziny zgłasza dowolny świadek
          narodzin (jeżeli zdecydujesz, że chłopa nie chcesz akurat wtedy widzieć - bo
          tak, i jest przy Tobie mama, przyjaciółka, siostra, sąsiadka, a nawet tylko
          położna i kraamverzorgster, to ta osoba ma obowiązek zgłosić narodziny dziecka).
          Warto wcześniej na karteczce drukowanymi literami, z wszystkimi możliwymi
          'polskimi' znakami, napisać wybrane imiona i nazwisko dziecka. To często umyka,
          a w USC (w gminie) mają możliwość wpisania imion i nazwiska tak, jak sobie tego
          życzysz, z wszystkimi kropkami i kreskami z dowolnego języka.

          W momencie, kiedy dziecko dostaje BSN (odpowiednik peselu), można je dopisać do
          ubezpieczenia rodzica. Czyli dokładnie po zgłoszeniu w gminie.

          Dalej, jeżeli rodzice dziecka nie są małżeństwem. Automatycznie opiekunem
          prawnym małoletniego jest jedynie matka, o ile sama nie jest ubezwłasnowolniona
          sądownie lub niepełnoletnia poniżej 16 roku życia (powyżej 16 r.ż. sąd może
          wyrazić zgodę na 'upełnoletnienie' matki).
          Podpisanie aktu uznania dziecka przez ojca nie jest tożsame ze staniem się
          ojcem-opiekunem prawnym. Po urodzeniu dziecka należy dostarczyć (również pocztą)
          do sądu rodzinnego właściwego ze względu na miejsce zamieszkania wypełniony
          wniosek (formularz dostępny na stronie sądu rodzinnego) z kopiami 'wypisów'
          (uittreksel) z gminy wnioskodawców (w tym matki jako opiekuna prawnego z
          automatu) i aktem urodzenia dziecka, o nadanie statusu opiekuna prawnego
          (ouderlijk gezag). Drugim opiekunem prawnym nie musi być ojciec per se, musi to
          być osoba pełnoletnia nie ubezwłasnowolniona sądownie, za zgodą matki dziecka.
          Decyzja również przychodzi pocztą.
    • Monisia moge sie wypowiedziec na temat porodu ze znieczuleniem do kregoslupa,bo
      taki przezylam. Powiem szczerze-jak mi Bozia da jeszcze jedno dziecko to tylko
      porod ze znieczuleniem...innego nie chce.
      Musisz wczesniej powiedziec lekarzowi w jaki sposob chcesz rodzic-on zaznaczy to
      w karcie. Pozniej wybieracie dzien porodu, zglaszasz sie do szpitala i
      czekasz....Porod wywolywany jest sztucznie. W odpowiednim momencie przyjdzie po
      Ciebie anestezjolog i zaaplikuje zastrzyk.
      Sam zastrzyk nic nie boli...lekkie bole ,ktore juz mialas znikaja...juz nic nie
      czujesz. Smialam sie,ze moge rodzic dziecko czytajac ksiazke.
      Jedynym minusem znieczulenia jest to,ze musisz przenocowac w szpitalu,ale to
      przeciez nie jest takie uciazliwe.
      Jezeli masz mozliwosc rodzic z tym znieczuleniem to polecam.

      • miska_nl napisała:

        > Pozniej wybieracie dzien porodu, zglaszasz sie do szpitala i
        > czekasz....Porod wywolywany jest sztucznie.

        Takze w sytuacji, kiedy nie ma sie zadnych indykacji do wywolania
        porodu? Nie wiedzialam, ze tutaj cos takiego jest mozliwe...

        --
        "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
        Maria Skłodowska-Curie
    • Ja mam termin na 18 pazdziernik wiec jeszcze troszke mi czasu
      zaostalo do konca,ale chcialabym sie do informowac o wszystkim co
      dotyczy ciazy,porodu i zarejestrowniu dziecka.Ja mam meza wiec
      jezeli chodzi o uznanie dziecka to nie bedzie problemu:)
      Dobrze ze piszecie na co zwracac uwage,zwlaszcza o tym
      ubezpiecznieu -nie wpadlabym na to i tez zapisalabym dziecko od
      momentu kiedy oni tam sobie kaza wpisac.Jezyka nie znam angielskiego-
      tak torszke komunikatywnie.Holenderski lepiej mi znany :)
      Mam juz zaznaczone w karcie,ze mam miec podane znieczulenie.Rodze w
      szpitalu bo choruje na tarczyce i mam torbiel na jajniku.Bardzo
      dziecuje za informacje.Jak wam sie jeszcze cos przypomnij to prosze
      piszcie-Pozdrawiam Monika
      --
      [url=http://www.suwaczki.com/][img]
      http://www.suwaczki.com/tickers/34bwxzkrdzy3eftq.png[/img][/url]
      • Monisia tu masz link...bardzo przydatna informacja
        www.haga.polemb.net/files/wk/info-wniosek_transkrypcja_aktu_urodz_pl.pdf
        Pozniej, po ok. 4-6 tyg od zlozenia wniosku przyjdzie Wam poczta , na adres
        holenderski polski akt urodzenia maluszka. Przynajmniej w moim przypadku tak bylo.

        Paszport w ambsadzie wyrabiasz dla dzidziusia od reki, poczekacie z godzinke,
        czasem nawet i krocej ...
        • Ach i jeszcze jedno, bys sie pozniej nie zdziwila, ze ktos w urzedzie gminy
          zmienil Waszemu maluskzowi imie...Moja siostra (i inne znane mi dziewczyny)
          mialy ten problem. Moj siostrzeniec na hol. akcie urodzenia i we wszystkich
          instytucjach jest tu Nicolas'em a w Polsce "ochrzcili "| Go na Mikolaj...
          • Ponieważ w polskim prawie jest określona lista imion 'do wyboru', i imię obco
            brzmiące można nadać tylko w sytuacji, w której przynajmniej jedno z rodziców
            nie jest obywatelem RP. Jeżeli oboje rodzice są Polakami, to z założenia
            urzędnik stanu cywilnego musi nadać imię 'z listy'.

            Czyli np. u mnie by nie zmieniali, bo ojciec nie jest Polakiem.
            Natomiast żeby zapobiec problemom z transkrypcją, znalazłam imię z polskiej
            listy, bez diakrytów, pisane identycznie po angielsku (jesteśmy anglofonami w
            domu, partner jest Holendrem naturalizowanym), i po niderlandzku. Drugie
            supersłowiańskie, ale też bez polskich znaków.

            Ja mam takie 'cudowne' imię, czy nawet imiona (och, jak go nie lubiłam jako
            dziecko ;), że we wszystkich językach europejskich jest rozpoznawalne, wymawia
            się podobnie i pisze się tak samo, i teraz też synowi chcę dać taki 'prezent' na
            całe życie. Jedyne, co robią, to nagminne zmienianie końcówki nazwiska na męską,
            ale zrzucam to na to, że urzędnicy są przyzwyczajeni do potomków polskich Żydów
            sprzed 2. wojny i ich 'polskich' nazwisk (w Amsterdamie i Amstelveel jest ich
            całkiem sporo). Moja nauczycielka niderlandzkiego miała właśnie polskie
            nazwisko, o ile w rodzinie jeszcze się odmieniało, tak na dokumentach miała już
            '-ski' i zrezygnowała z wykłócania się, co też mnie doradziła. ;)
        • miska_nl napisała:

          > Paszport w ambsadzie wyrabiasz dla dzidziusia od reki, poczekacie z godzinke,
          > czasem nawet i krocej ...

          A propos czekania godzinkę... 2 razy mieliśmy pecha i nie wystawiono nam
          paszportu "od ręki". Raz było "bardzo dużo wniosków i się nie wyrabiali", a za
          drugim razem w dzielnicy nie było prądu i nie działały urządzenia... he he he.
          Także trzeba się liczyć, że mogą wystąpić sytuacje awaryjne i trzeba będzie
          odbyć podróż 2 razy.
          Nie mogę zrozumieć tylko: po co trzeba "targać" ze sobą dziecko, skoro i tak na
          nie nikt nawet nie spojrzy ;)...
        • > Paszport w ambsadzie wyrabiasz dla dzidziusia od reki, poczekacie z godzinke,
          > czasem nawet i krocej ...

          ja nie wiem czy przypadkiem cos sie nie zmienilo w tej kwestii bo w 2008 i 2009
          dali nam na miejscu a w tym roku kazali przyjechac drugi raz (podobnie mieli
          znajomi i szwagierka).
          --
          Ewa
          • Nie chodzi o to, że teraz do 'stałych' zbierają odciski palców i odbiór jest też
            wyłącznie osobisty na podstawie odcisków palców?

            Ja wyrabiałam w Warszawie 2 tygodnie temu (przy okazji, i taniej), i teraz
            odbiorę dopiero przy następnym wyjeździe. Teraz nawet nie można było
            przyspieszyć jako 'nagłego'.
            Dwa lata temu bezproblemowo moja ciotka wyrabiała w Warszawie, składała podanie
            o przyspieszenie, a odbierała przez pełnomocnika czy miała przesyłany do
            konsulatu w Kanadzie do odbioru.
            • A oto co znalazłam na stronach Wydz.Konsul. w kwestii paszportów - plik w wordzie:

              www.haga.polemb.net/files/wk/informacje%20paszportowe%2019.02.2010.doc
              Szczerze mówiąc, muszę pomyśleć nad tymi informacjami... Czy dziecku do 5 r.ż.
              też trzeba wyrobić paszport biometryczny? Chyba nie... Ale oczekiwanie na
              paszport tymczasowy - bez składania wniosku o biometryczny - też trwa 14 dni?
              Pogubiłam się troszkę ;)...A jak zadzwonię do Hagi to pewnie i tak nie dowiem
              się "całej prawdy" ;)...
              Pozdrawiam
              • Mojemu synowi skonczyl sie pierwszy paszport(wazny rok), dzwonilam do Hagi
                bodajze w maju ,by sie dowiedziec na czym "stoimy". Poinformowano mnie ,ze
                kolejny (drugi) paszport mlody otrzyma znow na rok i od reki-czyli tak smao jak
                za pierwszym razem...Nie wiem,moze znow do nich zadzwonie?
      • Czyli w zasadzie tylko wybór typu znieczulenia, i dopilnowanie męża, żeby w
        ciągu 3 dni poszedł do gminy zgłosić dziecko. I załatwienie kraamzorg, o ile
        położna/gin jeszcze nie poprosili o wypełnienie papierów.

        Z wyprawki - nie zapomnij o zabraniu do szpitala fotelika samochodowego, inaczej
        nawet taksówkarz może robić problemy. Ja nawet nie mam samochodu (mój partner
        chce mi zafundować na tenczas jakiegoś gracika, a sobie jako motywacje do
        zrobienia prawa jazdy ;), ale Maxicosi z drugiej ręki nabyłam na wszelki
        wypadek, na pchlim targu w Konninginedag za 10 eur. W niektórych
        dziećsupermarketach dodają gratisowo albo ze zniżką do wózków, możesz też
        poszukać, podobnie jak wózka, na Marktplaats (takie Allegropodobne coś).

        Ja jestem z 15. października (to tak ciekawostka), a zostało mi teraz wg terminu
        ok. 20 dni, i już mam dość (pisałam, że 10. sierpnia szoruję podłogę w kuchni?).
        Mój partner też chce 'już'. Ja mam dodatkowy argument, uczelnię.

        W ulotce od położnych (zalinkowana) są opisane 3 typy znieczulenia:
        - pompka z remifentanylem, to, co opisywała Mamamaxia: kroplówka, mało
        inwazyjna, skuteczna (ilość środka znieczulającego regulujesz sama), szybko
        odwracalna, jeżeli uznajesz, że już nie potrzeba, albo wręcz ze względów
        medycznych trzeba założyć ZZO do nagłej cesarki, nie kładą Cię na siłę;
        - zastrzyk z petydyną (wymaga podpięcia pod KTG, czyli leżenia, a skuteczność
        statystycznie rzędu 50% i poniżej);
        - ZZO, o którym też już trochę było i od strony entuzjastycznej, i od strony
        sceptyczno-krytycznej.

        Plus jeszcze metody nie wymagające interwencji czysto medycznej, czyli prysznic
        i zaangażowanie współsprawcy w masaż dolnej części pleców (ja w szkole rodzenia
        mruczałam przy tym jak bardzo zadowolony kot ;), kiwanie się z jednej nogi na
        drugą, ciepły termofor itd. Dodatkowo akupunktura, akupresura i stymulacja
        słabymi impulsami elektrycznymi.

        Ze swoją położną przegadałam też kwestię pękania i nacinania krocza, to drugie
        jest tu praktyką bardzo niepopularną, odkąd odbieranie porodów wróciło do 'bab'.
        Z drugiej strony, dostałam (od mamy) poduszkę z 'groszkiem' ze Smyka do siedzenia.

        I jeszcze ostatnie - rzeczy wyprawkowe, w porównaniu do Polski, są tu albo
        drogie, albo średniej jakości. Jeżeli możesz przelecieć się do Polski teraz na
        parę dni, albo np. zamówić w Smyku na polski adres/z polskiego konta i poprosić
        kogoś o przesłanie większą paczką (12 - 20 kg kosztuje 160zł), to bardzo
        polecam. Wychodzi taniej niż kupowanie na miejscu, nawet z kosztami, a jakość i
        wybór powala. Jeżeli zamierzasz korzystać z chusty do noszenia - ja czaiłam się
        na kupno w Holandii, a potem obejrzałam najbardziej znane polskie, i podobały mi
        się bardziej, o cenie nie wspominam. Podobnie biustonosze do karmienia, te
        tutejsze są straszne albo kosztują majątek, lepiej zamawiać w Anglii albo w Polsce.

        Podobnie, zapisz się na wszelkie paczki z lokalnymi dziećgadżetami, nazywa się
        to 'zwangerkados' czy inne 'babydoos' (jest w Etosie, raczej reklamówki i jakieś
        tam próbki, ale ta z Prenatal to absolutna rewelacja, butelki, smoczki, duże
        paczki chusteczek w ładnych pudełkach, dużo pampersów i kupony zniżkowe na
        jeszcze więcej pieluch). Wielki Prenatal, poza sklepem internetowym, jest w
        Bijlmer w Amsterdamie, w tym rejonie co Ikea, MediaMarkt i kino Pathe, oraz
        stadion Ajaksu. Tam jest też (po drugiej stronie torów) przyzwoite centrum handlowe.

        Fajne ciuchy ciężarówkowe są w większych C&A, np. w Amsterdamie naprzeciwko
        Bijenkorf (ja nie musiałam ich nosić do 34 tygodnia, spodnie z golfem ze mnie
        spadały, mieściłam się w ciuchach sprzed schudnięcia albo w 'hipisowskich'
        sukienkach).

        Poszukaj też w bankach promocyjnych lokat-książeczek mieszkaniowych dla dzieci
        (potrzebny jest tylko BSN dziecka, zakąłda opiekun prawny, czyli Ty albo mąż, a
        nazywam 'książeczka mieszkaniowa', bo też co parę lat jest bonusowo
        dooprocentowana, jak kiedys polskie książeczki mieszkaniowe), ja znalazłam w
        swoim banku taką, że można założyć internetowo i przelewać bardzo drobne kwoty
        (pierwsza wpłata 10 czy 20 eur), uważam, że to akurat fajny pomysł (zawsze
        cośtam na osiemnastkę dostanie, nawet żeby to było na bilet do odwiedzenia
        drugich dziadków, bo mieszkają daleko ;).

        A, jeżeli lecisz do Polski teraz - to LOT nie wymaga do 34. tygodnia żadnych
        dodatkowych dokumentów, potem durnowaty formularz z pieczątką lekarza/położnej
        prowadzących (MEDIF, do ściągnięcia ze strony internetowej). Bilet do Warszawy i
        spowrotem, rezerwowany tydzień przed wylotem, kosztował mnie mniej niż rozważany
        przez mojego partnera EasyJet do Londynu (ja do Londynu wolę w ogóle jeżdzić
        autokarem Eurolines, prom jest moim fetyszem) - ok. 150 eur. Wygodnie, bez
        przepychanek tanioliniowych, i z papierowym wydaniem Wyborczej na pokładzie.
        Krótkie loty są dużo bezpieczniejsze niż długie podróże samochodem, jak linia
        lotnicza się broni, to z własnego lenistwa i niechęci do ryzykowania kosztów, a
        nie 'w trosce o bezpieczeństwo pasażera'.
        Potem LOT akceptuje już niemowlaki od 4 tyg. na pokładzie.
        KLM nie wiem, ale raz leciałam, i powiedziałam, że jak dostanę bilet służbowy
        albo będę mogła kupić poniżej 30 eur w jedną stronę, to się zastanowię, bo
        strasznie są toporni, i pewnie mają więcej 'foszków' zdrowotnych.

        To napisałam chyba wszystko, co mi przychodzi do głowy, ale jak coś, to pytaj
        (bo ja i tubylczo, i angielskojęzyczna jestem)... Za do miesiąca będę mogła się
        przyznać, co wyszło z moich szatańskich planów.

        Trzymam kciuki.
    • Zrobiłam wywiad wśród znajomych medyków (chłopów, czyli z jednej strony
      neutralnych, z drugiej - ze zdecydowanie mniejszym progiem wytrzymałości na ból
      ;) na temat 'technicznych' aspektów trzech znieczuleń proponowanych w Holandii
      przy porodzie:
      - ZZO (w dwóch formach: wlew regulowany 'odgórnie' przez anestezjologa i pompka
      sterowana przez pacjentkę);
      - zastrzyku domięśniowego z petydyną (okazało się, że to pospolity dolargan,
      pono dobry 'usypiacz' podawany np. chorym z nowotworem w polskich karetkach)
      - pompce z remifentanylem

      Dostałam też trochę prasy medycznej do poczytania, ze szczególnym wskazaniem na
      jeden artykuł, który linkuję:

      www.medigo.pl/a,i,10024,porownanie_jakosci_znieczulenia_urodzacych_otrzymujacych_remifentanil_metoda_analgezji_dozylnej_sterowanej_przez_pacjenta_lub_ciaglego_znieczulenia_zewnatrzoponowego
      Artykuł jest bardzo 'fachowy', ale można się w niego wczytać i coś wyciągnąć.
      Jeżeli linka jest za długa, to trzeba skopiować adres w okno przeglądarki.

      Natomiast owi zaprzyjaźnieni medycy radzą, że im mniej inwazyjnie i szybciej
      odwracalnie, tym lepiej, bo to jednak interwencja medyczna. Czyli 'Jak już
      koniecznie coś musisz, to 'remi'. A najlepiej trzymaj się z dala od wszelkich
      trucizn i zatrudnij chłopa do masażu.'
      Artykuł oczywiście linkuję po to, żeby pokazać 'obiektywniejsze' źródła, bo to w
      końcu prywatna sprawa pomiędzy kobietą a lekarzem/położną, na co się zdecydują.
    • Szukałam ze względu na kontrolę NIK w polskich szpitalach informacji o możliwych typach znieczulenia (w Pl chyba poza prywatnymi klinikami przestaną je podawać, bo pobieranie opłaty jest nielegalne wg NIK, a NFZ refunduje tylko 'z przyczyn medycznych').

      Wobec tego wygrzebuję wątek i linkuję folder KNOV o metodach radzenia sobie z bólem porodowym po POLSKU:
      www.knov.nl/docs/uploads/Pijnfolder_Pools.pdf
      Folder jest pięknie przetłumaczony!

      Może komuś jeszcze się przyda?
      • Ja dostalam go jakis czas temu od poloznej. Musze przyznac, ze zarowno wtedy, jak i teraz, przestraszylam sie tymi wszystkimi skutkami ubocznymi...

        --
        "Nothing in life is to be feared. It is only to be understood."
        Maria Skłodowska-Curie
        • Ja dostałam po tubylczemu, i wewnętrzną ulotkę mojej praktyki po tubylczemu i po angielsku, dla partnera z alergią na tubylczy w kontekście medycznym ;). A rodziłam 2 i pół mies. temu. Jak wątek był zakładany, to też było mniej wersji nie-niderlandzkojęzycznych.

          Mnie się podoba, że jest za i przeciw, tak, że masz szansę podjąć decyzję na podstawie argumentów merytorycznych.

          Potem jeszcze poprosiłam o jakiś artykuł z prasy fachowej, dostałam to, co linkowałam.
    • Dziewczyny, no włosy mi dęba stają jak czytam co się w PL dzieje w temacie znieczuleń do porodu. O ile zgadzam się z NIK, że opłata za znieczulenie (w końcu większość w PL ubezpieczona jest w ZUS-ie) jest bezprawna, to nie mogę zrozumieć że teraz to już w ogóle np. w opolskim szpitalu ginekologiczno-położniczym znieczulenia dostać bez "wskazań lekarskich" nie można. Jak sobie pomyślę, że gdyby nie moje ciągoty do przemieszczania się po kraju i świecie, to prawdopodobnie tam by mi przyszło rodzić - to... brak mi słów! Teraz już tylko łapówki zostają (jak ktoś umie takie sprawy załatwiać) i błagać lekarza by "wskazał lekarsko", że znieczulenie "tej a tej" pani jest niezbędne.
      Aż mnie dzisiaj zatrzęsło jak sobie obejrzałam w necie rozmowę z DD TVN na ten temat. Się wypowiadały 2 "specjalistki", w tym jedna z akcji/fundacji Rodzić Po Ludzku - których stanowisko dotyczące owych znieczuleń wgniotło mnie w sofę. Nosz jasna cholera - kobieta by prawdziwie pokochać dziecko powinna cierpieć podczas porodu :O to jest dopiero argument przeciw znieczuleniom! To Prokop - jakby nie było facet - prawie oczy ze zdziwienia przecierał słysząc "rewelacje" padające z ust tych pań... Bez względu na to czy temat rozbija się o pieniądze, czy też o jakąś ideologię - dla mnie nie do pomyślenia żeby w XXI wieku, w środku Europy tak było. A jednak jest...
      • Zaraz, zaraz, Mamomaxia, ale o co tyle krzyku..? W Holandii znieczulenia tez chyba nie podaje sie standardowo..? Moze cos sie zmienilo przez ostatnie lata, ale gdy ja chodzilam na kurs rodzenia to nas na nim uczono jak radzic sobie z bolem porodowym i wiekszosc kobiet miala mocne postanowienia rodzic naturalnie i bez znieczulenia. Pierwsze dziecko co prawda urodzilam z zzo, ale drugie tutaj w szpitalu holenderskim BEZ ZNIECZULENIA. Na dodatek porod wywolywany oksytocyna, wiec planowany i indykacje mozna bylo sobie dopisac, czego nie zrobiono. Ja sie zgadzam, ze rodzenie bez znieczulenia jest okrutne i kazda kobieta powinna miec prawo do niego, ale Polska nie jest jedynym krajem gdzie znieczulenie podaje sie tylko jesli istnieje ku temu indykacja medyczna. W Holandii nawet nie mozna nikogo przekupic ;)
        --
        pozdrawiam
        nesla
        • O co "tyle krzyku"? Właśnie o to, że w PL np. w Opolu - żadna kobieta NIE dostanie znieczulenia, nawet jak będzie mdleć z bólu jeżeli lekarz nie zaordynuje.
          Rodziłam w NL niecałe 3 lata temu. Mnie na wstępie zapytano czy życzę sobie znieczulenie. Na odpowiedź "tak" otrzymałam (jeszcze raz-bo pierwsze otrzymałam od moich położnych) wszystkie niezbędne informacje, potrzebne od zdecydowanie się na jedno z trzech. Po konsultacjach pani położnik z ordynatorem - dostałam to, które wybrałam. Nawet mi do głowy nie przyszło, że będę musiała kogoś przekupić na tę okoliczność... Widocznie coś się zmieniło w NL... Rzeczywiście - znieczulenie nie jest tu ,standardem - bo standardem jest rodzenie w domu. Ale jak już trafisz do szpitala - nawet jeżeli jest to tylko Twoje "widzimisię", tak jak to było w moim przypadku, to masz prawo do podjęcia decyzji czy chcesz znieczulenie czy nie (no, chyba że są ku temu przeciwwskazania ale to inna para kaloszy). Nie śledzę jaki jest stosunek w innych krajach UE do znieczuleń porodowych, więc nie wiem gdzie jeszcze jest tak jak w PL.
          • W Holandii wcale nie jest tak, ze jak rodzisz w szpitalu, to ci na zawolanie znieczulenie dadza, a juz na pewno nie jest tak, ze zawsze masz wybor. Teoretycznie mozna prosic o znieczulenie, w praktyce "po godzinach" nie ma w szpitalu ani gina ani tym bardziej anestezjologa, a bez zgody pierwszego absolutnie nic nie dostaniesz, bez drugiego co najwyzej zastrzyk i tyle. ZZO podadza tylko przy malym rozwarciu, a z rozwarciem ponizej 5-6cm do szpitala zazwyczaj nawet nie przyjma, jak juz sie dojedzie, to na znieczulenie jest za pozno. No i prawda jest taka, ze teraz widocznie w Opolu bedzie tak jak w Wiatrakowie, wszystko zalezy od ludzi, na ktorych trafisz przy porodzie. Przy jednych dostaniesz znieczulenie na kiwniecie palcem, przy innych mozesz wyc i mdlec z bolu i co najwyzej uslyszysz od poloznej, ze masz sie nie wydurniac. Taka prawda. mi niezaleznie od miejsca zamieszkania nie przyszloby do glowy,z eby kogokolwiek przekupywac. Jesli ludzie daja "w lape", to w polskiej sluzbie zdrowia nigdy dobrze nie bedzie, jesli pacjenci dziela sie na rownych i rowniejszych.
            • tijgertje napisała:

              > W Holandii wcale nie jest tak, ze jak rodzisz w szpitalu, to ci na zawolanie zn
              > ieczulenie dadza, a juz na pewno nie jest tak, ze zawsze masz wybor. Teoretyczn
              > ie mozna prosic o znieczulenie, w praktyce "po godzinach" nie ma w szpitalu an
              > i gina ani tym bardziej anestezjologa, a bez zgody pierwszego absolutnie nic ni
              > e dostaniesz, bez drugiego co najwyzej zastrzyk i tyle.
              Co to znaczy "po godzinach"? W szpitalu byłam koło 20. Oprócz położnej przez cały poród mniej więcej do godziny 4 rano (gdy przewieziono mnie na blok operacyjny w godzinę po porodzie) - towarzyszyła mi (z doskoku bo nie byłam jedyną rodzącą) pani ginekolog-położnik. Ostatnią osobą, którą pamiętam z bloku operacyjnego jest właśnie anestezjolog, który tłumaczył mi, co robi i jak się będę czuła...
              ZZO podadza tylko przy
              > malym rozwarciu, a z rozwarciem ponizej 5-6cm do szpitala zazwyczaj nawet nie p
              > rzyjma, jak juz sie dojedzie, to na znieczulenie jest za pozno.
              Mnie przyjęto z rozwarciem 2-3 cm - nikt nas nie odsyłał.. Omówiliśmy sytuację z położną jeszcze w domu. Ona (po raz kolejny opowiedziała o możliwych znieczuleniach - co, kiedy i jak) i zapytała czy chcę jeszcze zostać w domu, czy może wolałabym znaleźć się w szpitalu. Chciałam do szpitala i pojechaliśmy. Tyle w tym temacie.

              No i prawda jes
              > t taka, ze teraz widocznie w Opolu bedzie tak jak w Wiatrakowie, wszystko zalez
              > y od ludzi, na ktorych trafisz przy porodzie. Przy jednych dostaniesz znieczule
              > nie na kiwniecie palcem, przy innych mozesz wyc i mdlec z bolu i co najwyzej us
              > lyszysz od poloznej, ze masz sie nie wydurniac.
              Miałam chyba wyjątkowe szczęście w takim razie, że mieszkałam tam gdzie mieszkałam, że trafiłam w związku z tym do tamtejszego szpitala i że "moje" położne (i prowadząca ciążę obecna w końcowej fazie porodu, i ta "szpitalna") były jakie były...

              Taka prawda. mi niezaleznie od
              > miejsca zamieszkania nie przyszloby do glowy,z eby kogokolwiek przekupywac. Jes
              > li ludzie daja "w lape", to w polskiej sluzbie zdrowia nigdy dobrze nie bedzie,
              > jesli pacjenci dziela sie na rownych i rowniejszych.
              Ja, choćbym bardzo chciała - nie umiałabym nawet zaproponować. A o nierównościach w traktowaniu pacjentów w PL... cóż, tu się z Tobą zgodzę - szanse na poprawę są niewielkie, choćby z powodu chorego systemu finansowania służby zdrowia i "łapówkarskiej" mentalności generowanej przez owy system.
          • Mnie niestety w szpitalu nie zapytano czy bede zchciala rodzic ze znieczuleniem, mimo, ze porod byl wywolywany i mialam wskazania ze wzgledu na cisnienie i przybyty zator plucny. Kiedy juz naprawde chcialam cos dostac, okazalo sie, ze jest za pozno. I szczescie , ze mala byla naprawde malutka, i urodzila sie bardzo szybko. Ale fakt, ze przed porodem nie dostalam zadnych informacji i nikt mnie o decyzje nie pytal. To tylko jeden minus calego pobytu w szpitalu, na reszte nie moge narzekac.
            Co do "zwangerschapcursus", to na moim dzieki cwiczenim i wszystkim innym informacjom naprawde moglysmy sie z dziewczynami przygotowac do radzenia sobie z bolem porodowym. Mialam z nimi pozniej kontakt, i zadna nie dostala (potrzebowala) znieczulenia. Takie dzielne bylysmy :-)
            • Widać , że: albo miałam jakieś wyjątkowe szczęście, albo coś się zmieniło w NL w tym temacie, albo wszystko zależy od szpitala... Ale gdyby mnie nie zapytano na "dobry wieczór" w szpitalu, sama bym zapytała o możliwości - szczególnie, że położne mnie poinformowały, że mam PRAWO do znieczulenia. I z tego, co się orientuję to moje (elektroniczne) ciążowe dossier zawierało informację, że chciałabym skorzystać ze znieczulenia. Może trzeba - po prostu - wcześniej o tym poinformować położną o chęci skorzystania ze znieczulenia - nie wiem. Oczywiste jest też dla mnie to, że nie każda kobieta i nie w każdym momencie porodu może dostać znieczulenie, szczególnie dotyczy to ZZO . Może gdybym wybrała ZZO (ale ja absolutnie go nie chciałam) to mógłby zaistnieć problem ale ja wybrałam pompkę remi i problemu nie było, chociaż było koło 20.
              • Mamomaxia, prawo prawem a praktyka jest inna. Ja tam potrafie o siebie zadbac i skoro potrafilam zadbac o zzo przy pierwszym porodzie to chyba nie sadzisz ze bylam zbyt malo stanowcza i wygadana aby zadbac o znieczulenie przy drugim porodzie (w tym samym szpitalu)? Po prostu to nie jest takie oczywiste jak ci sie wydaje. Rozne sa kobiety rodzace, rozni sa lekarze, rozne sytuacje.. Ja chcialam zzo, ale porod odbyl sie szybko i stwierdzono ze sie nie oplaca podawac. Umarlam z bolu i do dzisiaj zaluje sie zzo nie dostalam, bo pamietam ten bol dokladnie do dzisiaj, a porod corki ze znieczuleniem wspominam bardzo pozytywnie.

                W kazdym razie to nie jest tak ze w Polsce nikomu znieczulenia nie podaja, a w Holandii podaja na kazde zawolanie bez indykacji.. to ze twoj jednostkowy przypadek byl taki a nie inny jeszcze nie swiadczy o regule.
                --
                pozdrawiam
                nesla
                • nesla napisała:

                  > Mamomaxia, prawo prawem a praktyka jest inna. Ja tam potrafie o siebie zadbac i
                  > skoro potrafilam zadbac o zzo przy pierwszym porodzie to chyba nie sadzisz ze
                  > bylam zbyt malo stanowcza i wygadana aby zadbac o znieczulenie przy drugim poro
                  > dzie (w tym samym szpitalu)? Po prostu to nie jest takie oczywiste jak ci sie w
                  > ydaje.
                  Szczerze mówiąc, to nic mi się nie wydaje i nikogo nie osądzam. Opieram się na doświadczeniu własnym bo niby na czyim? A skoro mowa o prawie, to powinno się chyba robić wszystko by było przestrzegane, szczególnie jeżeli dotyczy nas bezpośrednio...
                  Poza tym, ja nie robiłam w stosunku do nikogo "osobistych wycieczek"...

                  Rozne sa kobiety rodzace, rozni sa lekarze, rozne sytuacje.. Ja chcialam
                  > zzo, ale porod odbyl sie szybko i stwierdzono ze sie nie oplaca podawac.
                  A może trzeba było zapytać o inne - niż ZZO - możliwości?

                  > W kazdym razie to nie jest tak ze w Polsce nikomu znieczulenia nie podaja, a w
                  > Holandii podaja na kazde zawolanie bez indykacji.. to ze twoj jednostkowy przyp
                  > adek byl taki a nie inny jeszcze nie swiadczy o regule.
                  Powtórzę jeszcze raz: opieram się li i wyłącznie na swoim przypadku bo ten jest mi najbliższy. I raczej nie byłam jedyną szczęściarą, której dano możliwość podjęcia decyzji czy chcę być znieczulona czy nie.
                  I raczej to właśnie ból, o którym piszemy jest jak najbardziej wskazaniem do podania środków znieczulających (jeżeli nie ma przeciwwskazań) , nie ważne czy to w Holandii, w Niemczech czy na Marsie.
                  Nigdzie nie napisałam, że PL NIKOMU się nie podaje znieczulenia, jedynie to że sytuacja gdy kobieta ma zerowy wpływ na to czy "należy" jej się znieczulenie (na podstawie własnej oceny bólu i możliwości jego znoszenia), to np. w opolskim szpitalu gin.-położ. stworzy dodatkowe warunki dla łapówkarstwa.
                  • Spokojnie, ale o co sie tak denerwujesz..? przeciez pisze najzwyczajniej reagujac na twojego posta, a ty zaczynasz takim tonem i o "wycieczkach personalnych", wrzuc na luz kochana, przeciez tylko gadamy..
                    --
                    pozdrawiam
                    nesla
                    • Nesla, masz rację - wrzucam na luz :). Jedynym moim usprawiedliwieniem na zacietrzewienie jest fakt, że kilka osób (z odległości ponad tysiąca kilometrów) wqrwiło mnie (sorry) tak, że gdzieś musiałam parę wypuścić... inaczej bym pękła chyba ;). A że nie miałam możliwości nawrzucać tym, co to mnie do białej gorączki doprowadzili to sobie tutaj "odbiłam" - przepraszam.
    • Mialam, cudo! Dzieki zzo urodzilam.Bez chyba bym sie wykonczyla. Nie trzeba byc wczesniej w szpitalu. Odjezdzasz na znieczulenie kiedy skorcze stana sie nie do zniesienia. Nie da siechodzic (ja nie moglam). Stracilam czucie od pasa w dol.Cudowna sprawa. Nie dasz rady rodzic w dowolnej pozycji, bo nawet sobie nogi sama nie podniesiesz. Ale uwierz mi -warto sie "poswiecic".
      W Nl praie wszyscy mowia po angielsku,zwlaszcza w szpitalach.
      • Ja rodzilam z ZZO w Holandii 4 lata temu. Zaznczylam juz wczesniej ze chce a w szpitalu upomnialam sie o nie. Nie wiem jak to stracilyscie czucie od pasa w dol? Ja mialam czucie normalnie w nogach nie czulam jedynie bolu. Znieczulenie podawano mi kroplowka i przy 9 cm. odlaczono abym czula boleparte i mogla urodzic.
        • Znieczulenie dobierane jest (jak sadze) do kazdej osoby indywidualnie. Mnie dobierano ponoc ... 2 godziny, bo pierwsza wersja okazala sie malo skuteczna tzn. czulam bol w prawej dolnej czesci brzucha. Moj maz myslal, ze wykorkowalam na tej sali do znieczulen. Wstrzykiwano mi sie jeszcze raz. I jak mnie znieczulono to juz na amen. Bylo cudnie. Nie czulam kompletnie zadnego bolu. Tzn czulam, ze mam nogi ale nie bylam w stanie nimi samodzielnie poruszyc. Skorczow partych nie czulam. Parlam na komende i udalo sie w 20 minut (pierwsze dziecko). Nie potrzeba czuc partych zeby wyprzec dzieciatko, czego jestem najelpszym przykladem. Nie wiem czy u wszystkich by to wyszlo, ale u mnie poszlo idealnie, osobiscie twierdze, ze duzo lepiej niz gdybym czula bol, bo skupialabym sie na bolu a nie na zadaniu do wykonania.
    • Ja rodziłam w lutym w szpitalu w Goudzie. Dostałam znieczulenie w udo(niewiem jak sie nazywa), po którym mogłam się ruszać, czułam skurcze, ale nie czułam przy parciach bólu i nie czułam dziecka. Minus był taki, że działało usypiająco i potrafiłam zasypiac na minute dwie między skurczami. zastrzyk dostałam na godzinę przed partymi. Mi kazano rodzić na leżąco. Jak nie znasz żadnego(ang. hol.) języka to za łatwo pewnie nie będzie. W końcu tam padają też różne medyczne terminy. Nie będzie raczej czasu żebyś mogła rozmawiac na migi. Dziecko do trzech dni trzeba zgłosić w gminie gdzie rodziłaś, a nie gdzie mieszkasz.Oprocz tego trzeba tez zglosic w ubezpieczalni. Paszport wyrabiałam miesiąc temu na rok- nie ma innej mozliwosci (nie biometryczny). Kosztował 17 euro. 2 tyg czas oczekiwania odbior w abasadzie hadze.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.