Polityczna nagonka na Polakow Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Co sadzicie? Odbije sie to na nas, Polakach czy po wyborach minie? Wkurzaja mnie tymi postulatami, nie majacymi wiele wspolnego z rzeczywistoscia.
    Ostatni chocby, obowiazkowy inburgering... ja juz pomijam koszty kursu, nie kazdego bedzie na to stac! nie kazdy, ciezko pracujacy czlowiek bedzie mial czas na kurs.
    Ale argumentacja? Bo szkoly sie zala, ze maja polskie dzieci nie mowiace po niderlandzku z tego powodu ze rodzice nie znaja niderlandzkiego???? Gro dzieci nie mowi po nidrlandzku, bo dopiero przyjechala do Holandii i nie miala szansy sie nauczyc jeszcze. Jeszcze wieksza grupa dzieci mowi w domu po polsku bo to ich i ich rodzicow jezyk ojczysty, a nie dlatego ze rodzice nie znaja holenderskiego! Ledwo sie panie w przedszkolach i szkolach podszkolily na temat dwujezycznosci, a teraz odgornie wracaja stare zalecenia.

    www.polonia.nl/?p=4400
    --
    Polonijne Stowarzyszenie Kulturalno-Oswiatowe
    osstoja.nl/
    • No muszą coś gadać nie? Jakimś rookworstem politycznym rzucić, nie?
      Olać ich i robic swoje - to jest metoda.

      A tu coś bardziej pozytywnego:
      applogic.pl/Elsevier_De_Polen_gaan_niet_weg.pdf
      --
      my_Flickr
      Mary_Lu
      Witek
      • już ja to widzę jak np. expaci anglojęzyczni czy francuskojęzyczni, którzy tutaj na rok/dwa przyjechali robią chętnie te kursy, a przecież nie mogą zaleceniami tylko Polaków objąć, bo to byłaby dyskryminacja...
        Ja się na razie nie spotkałam z negatywnymi reakcjami, w CB nadal radzą, żeby mówić w języku ojczystym...za niedługo czeka nas pierwsze starcie z peuterspeelzaal...ale poznałam ostatnio dużo mam anglojęzycznych i każda mówi tak do swojego dziecka...wiadomo angielski status ma wyższy, ale nie można się poddawać...
        Nie pozostaje nam nic innego tylko swoim własnym przykładem świadczyć o tym jacy jesteśmy...
        • zawsze trzeba sobie jakiegos murzyna znalesc, teraz padlo na nas. w wrzesniu pamietam w het paroolu artykul pod tytulem - polacy nowymi marokanczykami...
          zwyczajny populizmy i tyle, olac i nie denerwowac sie.
          a zadnego ingurgeringu nie zrobie i juz:-))
          wlasnie czytam undutchables, kto jeszcze nie czytal serdecznie polecam!
    • Eetam, skończyła się kampania wyborcza, i przeszła burza. Populistyczny bełkot. Dzisiaj złapałam w konsulacie gazetkę z reakcją rzecznika prasowego największych szczekaczy na oficjalna notę konsularną: 'powiedział, ale wcale nie to powiedział'. Konkretnie, że tak naprawdę chodziło o lepszą kontrolę uitzendbureaus i przestrzeganie przez nie pośrednictwa obowiązku meldunkowego, w trosce o zatrudnionych Polaków. Piękne, prawda?

      W zasadzie większość wykonawczych przepisów holenderskich i instrukcji kancelaryjnych w zakresie prawa pracy i prawa do zasiłku stoi w sprzeczności z dyrektywami europejskimi. Ja się rozeszłam z 'panem Holendrem' (z pomocą tubylczej policji), i dostałam z urzędu dwóch adwokatów (mecenas od prawa rodzinnego - świetną, i drugą do załatwiania odwołań w urzędach - w gabinecie ma całą ścianę odwołań), pracowników socjalnych, pedagoga dla dziecia (takiego, że nawet nasłany przez policję 'rutynowo' gminny kurator po rozmowie telefonicznej 'zamknął teczkę') itd. Testuję te rozwiązania prawne na własnej skórze - zawsze jest haczyk w postaci regulacji międzynarodowych ratyfikowanych przez Holandię. Obecna kiełbasa wyborcza też jest w sprzeczności z prawem unijnym, nie mówiąc już o... faktach. W gminie, która się zgłosiła o 'pomoc' w rozwiązaniu 'polskiego problemu' (tak, nawiązanie celowe) , Polacy złożyli dwa podania o przyznanie WWB, oba zostały (prawdopodobnie nielegalnie, art. 24 dyrektywy unijnej z 2004) odrzucone.

      Mówię płynnie po holendersku (wystarczająco, żeby załatwiać bez tłumacza wszystkie sprawy administracyjne, w tym pisywać podania i długie maile 'formalne', zeznawać przed sądem rodzinnym, rozmawiać z lekarzami i czytać NRC), mam tubylczy tytuł 'doctorandus' (odpowiednik M.A.) z 'tradycyjnego' uniwersytetu, jak przestawię się na angielski - nabierają się nawet Amerykanie :). I publicznie mówię do syna po polsku.
      Ostatnio zagadała do mnie nowa sąsiadka (Filipinka, ma córeczkę, 2 lata, mówi do niej tylko po holendersku): 'Jak to, przecież jak będziesz do niego mówić w swoim języku, to będzie miał problemy w szkole?'. Odpowiedziałam politycznie 'Ja jeszcze robię błędy, więc niech uczy się tubylczego od tubylców.' Następnym razem odwinę się takiemu 'zatroskanemu': 'Najwyżej będzie geniuszem matematycznym'.
      Byłam ostatnio na prezentacji dotyczącej artykułu Ellen Bialystok (2008?) 'Bilingualism: The Good, the Bad, and the Indifferent'. Dobrze zebrane porównanie wszystkich dobrych i złych stron dwujęzyczności. Akurat tych 'złych' nie jest tak dużo, a korzyści jest znacznie więcej.
      [A tak, jestem lingwistką, i nic nie irytuje mnie bardziej, niż 'politycznie poprawni' imigranci ekonomiczni. Na forum wielojęzycznym jest takich anegdot cała masa, głównie z Wysp.]
      • a czy moglabys cos napisac o tych minusach dwujezycznosci? ja wlasciwie same plusy widze :)) bardzo mnie to interesuje.
        jestesmy malzenstwem polsko-holenderskim z trojka dzieci, mieszkamy w PL.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.