Dodaj do ulubionych

lot do Polski - umieram z nerwow

27.04.07, 10:44
No wlasnie. Powody:
- Lece sama
- Victor ma piec miesiecy, chyba mu sie zeby wyzynaja, jest troche marudny,
NIE POTRAFI spac na kolanach ani w maxi cosi, a jak juz sie strasznie zmeczy,
to zaczyna robic histerie
- Lece german wings, a tam nie maja lozeczek dla dzieci, wiec bede go musiala
trzymac na kolanach
- Pewnie bede mu musiala dac butelke w samolocie, on nie bardzo potrafi jesc
w warunkach 'stresowych', boje sie, ze bedzie histeria.
- Zabieram go w maxi cosi, ktore jest powtornie ciezkie, nie wiem, jak sobie
z tym wszystkim poradze.

juz abstrahuje od innych 'zmartwien'- jak sie przyzwyczai do lozeczka
kempingowego u mojej mamy, ze bede ponad tydzien z nim spala w jednym pokoju
i po pierwsze ja sie nie wyspie, a po drugie on sie przyzwyczai do mojej
obecnosci, ze sie przez tez tydzien 'rozreguluje', a on tak ladnie spi i w
dzien i w nocy, tylko ma trudnosci z dostosowaniem sie do nowych warunkow :(
No i ze moja mama mnie zameczy tysiacem rad i uwag... Generalnie tak sie tym
wszystkim denerwuje, ze wcale sie nie ciesze na te podroz :((
Edytor zaawansowany
  • lenkaaa 27.04.07, 11:07
    a może zamiast zabierać maxi cosi na pokład samolotu, weź Victora w nosidełku (
    typu baby bjorn albo inne)- będzie Ci wygodniej nieść, bo maxi cosi sie nosi
    fatalnie ( możesz je nadać jako bagaż).
    Spróbuj wziąć jakąś nową zabawkę, może maluch sie zainteresuje; moja
    Emilia "czytała" magazyn pokładowy ( czytaj: darła go) i to ją też zajmowało na
    czas jakiś. Poza tym lubiła zaglądać do pasażerów siedzących za nami i wówczas
    to oni ją przez chwilę zabawiali :o)
    Trzymaj sie , jakos to bedzie :o) na szczęście lot nie jest aż taki potwornie
    długi, choć z własnego doświadczenia wiem jak bardzo dłuży się nawet pół
    godziny w samolocie z dzieckiem wiercącym się na kolanach :o)
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • anja0123 27.04.07, 11:33
    lenkaa, co do tego nosidelka, to chyba tez wezme, zeby sie z nim przemieszczac
    po lotnisku. ale jesli bede Victora godzine albo dluzej musiala trzymac w
    takiej pozycji, to on sie strasznie zmeczy (nie jest przyzwyczajony do
    nosidelka). W maxi cosi bede mogla go przynajmniej na troche posadzic (nie
    mowiac o tym, jak udam sie do toalety na lotnisku z dzieckiem w nosidle??) Tak
    wiec jak widzisz, wszystkim sie martwie... :(
  • nexus_of_a_crisis 27.04.07, 11:23
    koleżanka z pracy kiedyś mi mówiła, że małym dzieciom na pokładzie - zwłaszcza w
    czasie startu i lądowania - dobrze jest dać butelkę do ssania. przełykanie
    pomaga wyrównać ciśnienie w uszach, bo kiedy się zbyt mocno zatkają to sprawia ból.

    to akurat mogę potwierdzić sam - moje problemy z zatokami zaczęły się odkąd
    zacząłem latać a ustały odkąd laryngolog powiedział mi jakie ważne jest
    wyrównywanie ciśnienia i nauczył "pompować się" (zatkać palcami nos i próbować
    się nadmuchać). najpierw mu się popukałem w czoło, ale przy najbliższej okazji
    spróbowałem i to rzeczywiście w moim przypadku działa.

    małemu dzieciakowi nie dasz rady wytłumaczyć jak ma się przedmuchiwać - stąd ta
    butelka. może któraś mama potwierdzi?

    nex
  • lenkaaa 27.04.07, 11:29
    ja też wiecznie słyszałam o tym dawaniu picia podczas startu i lądowania, ale
    nigdy nie zauważyłam ,żeby mojemu dziecku przeszkadał start albo lądowanie -
    nigdy z tego powodu nie płakała; myślę ,że to sprawa indywidulna i zależy od
    dziecka.
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • anja0123 27.04.07, 11:30
    A smoczek wystarczy? Victor nie zabardzo lubi pic np. wode z butelki...
  • lenkaaa 27.04.07, 11:36
    jasne, myślę, że smoczek sie nadaje jak najbardziej, chodzi o to, żeby
    przełykać ; dlatego czasami dają cukierki przed lądowaniem lub startem ( choć
    teraz coraz żadziej się spotykam z rozdawaniem cukierków).
    Wiesz, ja też nie lubię spać w tym samym pokoju z córką. Ona ma lekki sen i jak
    jestem w Polsce i wchodzę spać koło północy, to ona wtedy często się budzi i
    mam problem. Nie mówiąc o tym, że jak zapłacze przez sen to wtedy mnie budzi i
    nie mogę zasnąć.
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • anja0123 27.04.07, 11:39
    No wlasnie, mam to samo. W dodatku Victor ma troche przerosniety migdal nosowy,
    wiec troche pochrapuje i sapie, a mnie wybudza nawet jego najslabszy odglos,
    jak spie w drugim pokoju i mam zamkniete drzwi...
  • kasia191273 27.04.07, 11:32
    ja wprawdzie w kwestii lotu nie pomogę, bo jechałam do PL samochodem z Niną na
    Wielkanoc, ale:
    - sprawdziły się butelki i mleko modyfikowane. Nina też nie umie jeść w
    okolicznościach stresowych, więc bez butelki umarłaby z głodu, bo piersi nie
    chciała w podróży
    - w PL spała z nami w jednym pokoju, w gondoli, też się bałam, że będzie się
    ciągle budzić i my nie uśniemy, ale nic z tych rzeczy: spała wg swojego rytmu,
    mimo że w NL śpi w swoim pokoju w łóżeczku
    - nad podziw dobrze zniosła odwiedziny, macanie przez innych i ogólnie całą tę
    rodzinną szajbę. Nie rozregulowała się wcale!

    Bądź dobrej myśli, zobaczysz, że będzie lepiej niż myślisz. Ja też się okropnie
    bałam.
    --
    NINA ur.14 stycznia 2007
  • anja0123 27.04.07, 11:35
    Dzieki Kasia, pocieszylas mnie troche :)

    Co do pokarmu, to Vitor jest od miesiecy na butelce, wiec ten problem u mnie
    odpada. A i tak w warunkach stresowych nie potrfai jesc, nie mowiac o tym, ze
    kolki w dalszym ciagu od czasu do czasu daja znac o sobie...
  • nesla 27.04.07, 12:59
    Jak ja cie rozumiem.. ! Ja sie odwazylam leciec sama z Milena jak miala 10
    miesiecy i nie wspominam podrozy zbyt pozytywnie, ale tragedii tez nie bylo.
    Niby mozna zabrac ze soba parasolke na poklad samolotu, ale mnie nie mial kto
    pomoc tej parasolki zlozyc przy wejsciu do samolotu i rozlozyc po wyjsciu z
    samolotu, do tego przy wsiadaniu trzeba bylo ZEJSC po schodach na plyte lotniska
    i potem WEJSC po schodach do samolotu i musialam obcych ludzi prosic o pomoc, bo
    nikt z obslugi nie raczyl pomoc. Maxi Cosi branie na poklad samolotu to wg mnie
    poroniony pomysl, lepiej oddac na bagaz. Jesli nie masz dodatkowego miejsca dla
    dziecka to sie nie zmiescisz z tym, wiec nie wiem po co to dzwigac?
    Sama podroza sie nie przejmuj, szybko zleci, wez tylko pare zabawek i cos do
    picia i jedzenia. Lot sam w sobie byl ok, gorzej z odprawa, bo dziecko mi
    zabierali i chcieli przeszukiwac, mnie kazali sie rozebrac do podkoszulki,
    niemalze chcieli rozlozyc wozek na czesci pierwsze podejrzewajac chyba ze
    przewoze narkotyki w stelazu wozka.. cuda wianki. Lecialam z Dortmundu tez jakas
    tania linia.

    --
    pozdrawiam
    nesla
  • maxijo 27.04.07, 13:14
    eee, tak zle z dzieckiem latac nie jest na krotkich dystansach, a jestem bardzo
    wygodnicka. Przy pierwszym locie maly mial rowniez 5 miesiecy, wybieralam loty
    w porze drzemek, jezdzilam wozkiem po lotnisku ( z maxi cosi), troche na
    raczkach, trafilam na w miare pusty samolot wiec dali mi caly rzad:). Maly
    troche poogladal nowosci,pobawil sie zabawkami, a potem poszedl spac. No ale u
    mnie byla piers, wiec ssanie, przelykanie i szybkie zasniecie byko
    zagwarantowane. W sumie start i ladowanie to kwestia kilku minut, troche trudno
    bylo karmic jak siedzial tylem do mnie, ale udalo sie. Takze moj wiercipieta o
    dziwo nie marudzil, ami udalo sie nawet zjesc i wypic.
    Co do pobytu w innym miesjcu to akurat mam kiepskie doswidczenia, moj maly
    reagowal i reaguje na zmiane otoczenia,bardzo zle sypia, takze wyjazdy sa
    raczej meczace. Ale pomimo to warto.
  • anja0123 27.04.07, 13:29
    No ale nesla, nie moge tego maxicosi wsadzic do luku bagazowego nad siedzeniem?
    Nie zmiesci sie???
  • nesla 27.04.07, 13:31
    Moim zdaniem sie nie zmiesci anja, ale nie mierzylam i nie probowalam.
    --
    pozdrawiam
    nesla
    (Milenka 8.11.04 & Ktos 30.04.07)
  • anja0123 27.04.07, 13:35
    kurcze no, dalas mi do myslenia. Teraz siedze i jeszcze bardziej sie denerwuje.
    To jak ja mam go nosic po lotnisku? W nosidle? spoci sie i zmeczy. I nawet siku
    nie bede mogla isc zrobic. O matko, nie dotrwam chyba do niedzieli, nerwy mnie
    zjedza (sorry, ze tak truje, neurotyczka ze mnie straszna). Nie leci
    przypadkiem ktoras z Was tym samym lotem, byloby mi razniej? ;)
  • nesla 27.04.07, 13:44
    Zadzwon do nich i zapytaj, moze wezma maxi-cosi do innego miejsca, niekoniecznie
    nad twoim siedzeniem. A dlaczego nie kupisz sobie wozka-parasolki i malego nie
    wlozysz do niego?? za mlody jest?
    --
    pozdrawiam
    nesla
    (Milenka 8.11.04 & Ktos 30.04.07)
  • anja0123 27.04.07, 13:46
    Nesla, zlotko, zlituj sie, co to jest wozek-parasolka????????? Ma piec
    miesiecy, jeszcze nie siedzi...
  • nesla 27.04.07, 13:51
    No taki co sie sklada jak parasolka, zaraz znajde link. Nie wiem od jakiego
    wieku dzieci moga w nich jezdzic, ale sa parasolki ktore rozkladaja sie do
    pozycji lezacej, wiec male moze w nim spac i mozesz zabrac ze soba na poklad,
    tylko musisz prosic o pomoc w zlozeniu i wlozeniu do samolotu, ale jako matka z
    wozkiem masz pierwszenstwo we wsiadaniu, tylko musisz sie ustawic blisko
    wejscia, bo jak nie to cie stratuja i nie przepuszcza (ja tak mialam) ;P

    szukam linku
    www.maclarenbaby.com
    --
    pozdrawiam
    nesla
    (Milenka 8.11.04 & Ktos 30.04.07)
  • lenkaaa 27.04.07, 14:01
    Nesla, mnie sie wydaje, że jednak łatwiej jest znieść dziecko po schodach na
    płytę lotniska ( jeśli samolot nie będzie przy "rękawie") w maxi cosi niż
    wyjmować dziecko z wózka, składać wózek i znosiś dziecko i wózek po schodach;
    sama pisałaś, że miałaś z tym problem, bo nikt z obsługi nie pomógł.
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • nesla 27.04.07, 14:05
    Tak, tylko nie wyobrazam sobie taszczyc dziecko w maxi-cosi (bez wozka) przez
    cale lotnisko.. to juz wole poprosic kogos o pomoc w zlozeniu wozka albo
    potrzymaniu dziecka.
    --
    pozdrawiam
    nesla
    (Milenka 8.11.04 & Ktos 30.04.07)
  • anja0123 27.04.07, 14:09
    no wlasnie ja tez nie, i w tym jest poblem! A moze wezme Victora w nosidlo,
    maxicosi na wozek do bagazu podrecznego, a potem, jak bede musiala siedziec i
    czekac, przeloze go do maxicosi???
  • lenkaaa 27.04.07, 14:19
    W sumie możesz i tak :o) Problem z parasolkami jest tego typu, że ne
    najmniejsze i najlżejsze nie rozkładają sie na plasko, a nie wyobrażam sobie
    wieźć 5-mies. dziecko w wózku na siedząco. Maclaren na parasolkę rozkładaną na
    plasko, ale jest bardzo cięzka: ok.7kg. ( mam model techno classic).
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • tijgertje 27.04.07, 13:51
    Jaki masz wozek?
  • lenkaaa 27.04.07, 13:57
    Anja, do luku nad siedzeniem pasażera maxi cosi na bank NIE WEJDZIE, jest
    zdecydowanie za duży, ale myślę, że będziesz mogła zostawić go tuż przed
    wejściem do samolotu, obsługa go zabierze i odda Ci jak będziesz wysiadać z
    samolotu. Jak leciałam KLM to dają zawieszkę "gate delivery" i bagaż czeka tuż
    przy wyjściu z samolotu. Tylko musisz obsłudze samolotu wyjaśnić, że chcesz
    odebrać przy wyjściu a nie dpoiero na pasie z innymi walizkami. Najlepiej
    zapytaj o taka opcję przy nadawaniu bagażu i odbieraniu kart pokładowych.
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • tijgertje 27.04.07, 13:50
    Nie zmiesci sie na pewno. Jak wezmiesz maxi cosi na poklad, to ci go zabiora
    tuz po wejsciu na samolot i schowaja gdzies z tylu. Po co chcesz brac maxi
    cosi? Nie lepiej wziasc normalny wozek, przy odprawie bagazowej go zglosisz, ze
    idzie z toba do wyjscia( i nie daj spobie wmowic, ze tak nie mozna!),
    dostaniesz zawieszke, przez cale lotnisko sobie przewieziesz dziecko w wozku,
    jak maz skretne kola, to idealny, bo mozna prowadzic jedna reka, a druga np
    ciagnac walizke. Jezdzialm tak sama z mlodym, najpierw pociagiem, potem
    samolotem, sama sie odwozilam. Przed wejsciem do rekawa albo do samolotu
    (jezeli podjezdza autobus) oddajesz bez pardonu malucha komus na rece i
    skladasz wozek, bedzie szybciej, z doswiadczenia wiem, ze obsluga nie zawsze
    wie, jak skladac wozki. Moze to byc normalny, duzy wozek, wcale nie parasolka.
    Stresowalam sie przed pierwsza samodzielna podroza, chcialam kupowac parasolke,
    ale jak sprawdzilam, jakie sa nieporeczne, to zrezygnowalam. Zawsze latalam z
    trojkolowcem, pierwszy raz mlody mial 2 miesiace, wzielismy stelaz z wpietym
    maxi cosi. Jezeli masz taka opcje przy swoim wozku, to polecam, stelaz oddajesz
    przy rekawie, maxi cosi na pokladzie, jak bedzie duzo wolnych miejsc, to zwykle
    pozwalaja dziecko posadzic na fotelu w maxicosi, ale nie maja takiego
    obowiazku, zalezy od obslugi. Latalam z mlodym kilka razy sama, pierwszy raz
    jak mial tez jakies 5 miesiecy, bylo naprawde ok. Za pierwszym razem tuz po
    wejsciu na poklad zrobil kupe (jakze by inaczej, hehe...) w tylnej toalecie we
    wszystkich samolotach sa przewijaki, wiec nie zdazylo mu przesiaknac:-) Po
    przylocie na miejsce wozek oddany przy rekawie musza ci oddac tuz po wyjsciu z
    samolotu! Jakby co, to sie upominaj, rob tak jak ja: nie wolno mi dziecka nosic
    ze wzgledu na problemy zdrowotne, albo ci oddaj wozek, albo ktos z obslugo
    bedzie ci niosl dziecko:-) Raz sie tak postawilam i powiedzialam, ze kroku bez
    wozka nie zrobie, oddali od razu, choc niby bylo to niemozliwe. Nic sie nie
    martw, bedzie dobrze! Jako bagaz podreczny polecam plecak, zawsze wtedy masz
    rece wolne, kladziesz go pod nogami, opracuj sobie jakis system, gdzie co masz,
    tak, zeby jedna reka moc wszystko wyjac. U mnie sprawdza sie to bez zarzutu i
    naprawde polecam. Maxi cosi nie bierz absolutnie, jezeli masz zamiar je niesc
    przez lotnisko!
  • anja0123 27.04.07, 14:04
    mam bugaboo, maly jeszcze w gondoli. no dobra, teraz Wam powiem prawde,
    dlaczego nie biore wozka, tylko sie nie smiejcie. Moja mama kupila w Warszawie
    Victorowi juz jakis czas temu wozek, zeby u niej tez mial. Uszyla mu spiworek i
    w ogole, no po prostu nie moge jej tego zrobic, zeby sie pojawic z wlasnym
    wozkiem!!!
    To maxicosi to mi nie potrzebne w samolocie, tylko raczej na lotnisku, wydaje
    mi sie, ze bedzie mu wygodniej, niz w nosidle, w koncu od wejscia na lotnisko
    do wejscia do samolotu mija co najmniej poltorej godziny... No wiec nie wiem,
    co robic...
  • tijgertje 27.04.07, 14:11
    Mama sie nie przejmuj, wez wozek! Jak jej powiesz, ile km na lotnisku trzeba
    zrobic, to zrozumie, a wozek sie przyda, jak bedziecie jechac wszyscy
    samochodem. Nie ma sensu sie mordowac. Spiworka Viktor przy takiej pogodzie
    chyba tez nie bedzie uzywac, bo zeby mamie przykrosci nie zrobic, to nie
    skazesz dziecka na smazenie przeciez:-))) Szczerze, jako weteranka, ktora
    lotnisk pare juz przemierzyla: bez wozka ani rusz! Raz musielismy sie
    przesiadac bez wozka, tragedia, w dodatku bylismy z mezem. Maxi cosi jest
    ciezkie jak nieszczescie, do samej odprawy paszportowej ci rece odpadna.
  • anja0123 27.04.07, 14:19
    Haha, nie znasz mojej mamy :)
    Na szczescie lece z Kolonii, a tam, wedlug mojego meza, gates sa zaraz za check-
    in. Nie trzeba duzo chodzic.
    Ale masz racje, powinnam wziac ten cholerny wozek... Moja mama sie troche za
    bardzo pospieszyla...
  • lenkaaa 27.04.07, 14:25
    Anja, mnie sie wydaje, że najlepszym wyjściem byłoby maxi cosi na stelażu od
    wózka;
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • marjanna1 27.04.07, 15:27
    anja0123 napisała:

    > No ale nesla, nie moge tego maxicosi wsadzic do luku bagazowego nad siedzeniem?
    >
    > Nie zmiesci sie???

    Na pewno sie nie zmiesci:)
    --
    "Bo są dwie Polski. Jedna ma dekoder Trwam, a druga dekodery zdrowego rozsądku."
    K.W.
  • anja0123 27.04.07, 14:11
    A co do drugiej czesci mojego postu: to uwazcie, ze mi sie Victor przez tydzien
    nie 'rozreguluje'? Nawet, jak bedzie non stop obsciskiwany prze cala rodzine? I
    ze jak wroce z nim po tygodniu do domu to od nowa sie szybko przyzwyczai??
  • tijgertje 27.04.07, 14:12
    Nawet jak sie rozreguluje (co jest raczej bardzo prowadopodobne), to po
    powrocie na kilka dni nie planuj za duzo, dziecko po 2-3 dniach wroci do
    starego rytmu. Wyjazd najprawdopodobniej bardziej wymeczy ciebie niz jego.
  • lenkaaa 27.04.07, 14:22
    tijgertje napisała:

    Wyjazd najprawdopodobniej bardziej wymeczy ciebie niz jego.


    Hi, hi, zgadzam sie całkowicie :o) Ja przy pierwszej wizycie u kochanej
    rodzinki, zamykałam sie w pokoju i ryczałam, tak mnie gnębili tymi swoimi
    złotymi radami dot. opieki nad dzieckiem.
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • anja0123 27.04.07, 14:26
    O boze, lenkaa, ja to juz teraz rycze po nocach, naprawde. BOJE SIE wizyty u
    wlasnej matki. Czy wiecie, ze z tchorzostwa skrocilam moj pobyt o dwa dni,
    przebukowalam bilet jakies dwa tygodnie temu, bo nie moglam zniesc mysli o 10
    dniach pobytu (mamie powiedzialam, ze z powodow logistycznych). Okropne, nie?
    Ale pocieszylas mnie, ze nie tylko ja mam ten problem ;))
  • lenkaaa 27.04.07, 14:40
    he, he, to jak chcesz - mogę Cie pocieszyć jeszcze bardziej, że w zeszłym roku
    na początku maja ( czyli Emilia miała 11 miesięcy) zdecydowałam się na wyjazd
    do rodziny uważając, że dziecko już duże i nie będą się mieli o co czepiać, ale
    było mi tak źle, że nawet kombinowałam jakby tu zmienic powrotny lot na
    wsześniejszy i jaką znajomą prosić o odwiezienie na lotnisko... Mężowi płakałam
    w słuchawkę, że chcę do domu ;o))))
    A jutro znowu wyjeżdżam do rodziny. Mam nadzieję, że w tym roku będzie
    normalnie, ale jak znam moją mamę, to doprowadzi mnie do szału gadając o czapce
    i uszach i nie wiem czym jeszcze..., że za lekko ubieram albo coś w tym stylu...
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • maxijo 27.04.07, 14:45
    no lenkaaaa, nie strasz anji, przeciez im dalej tym lepiej:)))
    zwlaszcza jak dziecko w samolocie nie spi i juz chodzi:)
  • lenkaaa 27.04.07, 14:49
    No chyba, żartujesz Maxijo !!!! Jak juz chodzi, to dopiero sie zaczyna polka,
    bo nie chce juz siedzieć ze mną, tylko lata po całym samolocie, usiłując wbiec
    do klasy biznes ;o))))))

    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • maxijo 27.04.07, 14:55
    wbiec do biznes klasy to poczatek dramatu, a z kieliszkow wina biznesmenom
    twoja Emila jeszcze nie spijala??
  • lenkaaa 27.04.07, 14:57
    JESZCZE nie :o) bo zawsze udało mi się ją chwycić tuż przed zasłoną
    oddzielającą.
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • tijgertje 27.04.07, 16:00
    Skad ja to znam:-))) JA kiedys pojechalam SAMA z poltorarocznym mlodym do
    Polski samochodem. Co tam prawie poltora tysiaca km:-))) Podroz zaplanowalam na
    2 dni, przenocowalam w Boleslawcu i bylo super:-) Za to w domu mialam dosc
    totalnie, 3 dni przed planowanym powortem nagle sie spakowalam i wyjechalam.
    Dlatego wlasnie nie lubie latac samolotem, mimo, ze znacznie wygodniej. Jade za
    tydzien. Rodzinke wyrtresowalam na tyle, ze zagrozilam, jak sie beda za bardzo
    czepiac, to ide do hotelu. Na razie dziala, bo wiedza, ze to nie puste
    obietnice:-)
  • maxijo 27.04.07, 14:24
    nie doczytalam dokladnie, a nie chcesz wziasc wozka? buga boo jest lekki,
    idealny, nakladasz maxi cos na wozek i spokojnie jezdzisz po lotnisku, przy
    wejsciu do samolotu oddajesz wozek ( stelaz) a malego w maxi cosi do samolotu 0
    przez chile) Maxi -cos nie miesi sie na siedzeniu. Stewardessa wziela go i
    postawila gdzies dalej, bo byl w samolocie bezuzyteczny, dziecko 5 miesieczne
    bedziesz i tak miala przez caly lot na rekach.
    Tak jest w KLM, podejrzewam ze w german wings tez.
    I nie stresuj sie tak, ja bylam ostatnio z malym w Polsce bez wozka, nosidelka
    i mialam tylko rece, a 14 kg to sporo.
  • nesla 27.04.07, 14:26
    No wlasnie Maxijo, bugaboo jako ze nie jest parasolka to nie oddasz go przy
    wejsciu do samolotu, tylko wozki typu parasolka mozna brac do samolotu, wszelkie
    inne trzeba nadawac jako bagaz.
    --
    pozdrawiam
    nesla
    (Milenka 8.11.04 & Ktos 30.04.07)
  • maxijo 27.04.07, 14:35
    Wlasnie zastanawialam sie jak ludzie z dwojka malych dzieci podrozuja, myslac o
    tobie, nesla:)))
    daje slowo ze moim sporym quinny sx a na nim maxicosi dojechalam do samego
    rekawa, a potem tylko w rekawie mialam maxi cosi. Moze cos sie zmienilo?
    Bugaboo po zlozeniu to prawie parasolka. Radze dowiedziec sie o wszystkie
    szczegoliki.
    Dla mnie z tak malym dzieckiem wozek byl obowiazkowy w podrozy, z nosidelka nie
    korzystalam nigdy bo Adamowi nie podobalo sie i byl dla mnie za ciezki. Coz,
    moja mama miala nie wiele do zasugerowania, doswiadczenia w tej kwestii nie ma
    zadnego.
  • nesla 27.04.07, 14:39
    Mialas szczescie. My w zeszlym roku lecac na Teneryfe nawet z Quinny Zapp
    mielismy problem i w koncu musielismy nadac jako bagaz, bylam wsciekla, bo ten
    wozek specjalnie kupilam z mysla m.in. o podrozach lotniczych. Powiedzieli TYLKO
    I WYLACZNIE parasolki i nawet sie klocilam z nimi, ze Zapp to JEST parasolka ale
    sie nie dali przekonac. Innym razem nie bylo problemu, zalezy od linii chyba.

    A z dwojka malych dzieci to ja sama NA PEWNO nie wybiore sie w podroz samolotem
    sama. W sierpniu planujemy jechac do Polski, ale samochodem w nocy i tez juz
    zaczynam sie bac jak to bedzie..
    --
    pozdrawiam
    nesla
    (Milenka 8.11.04 & Ktos 30.04.07)
  • tijgertje 27.04.07, 15:53
    Nesla, NIEPRAWDA! Ja nie mam parasolki, maja obowiazek wziasc KAZDY wozek, pod
    warunkiem, ze zlozony, a skaldaja sie teraz wszystkie. Ja latalam z Quinny Free
    style XL kilka razy roznymi liniami, fakt, wiekszosc ludzi latala z
    parasolkami, zakladajac, ze jak mniejsze i lzejsze to latwiej, ale z duzym
    wozkiem tez nie ma problemu. Jak zobaczylam ceny nowych parasolek, w dodatku
    najtansze na malutkich kolkach, ktore trtzeba prowadzic dwiema rekami...
    Normalnie zwatpilam. Nigdy mi nikt nie powiedzial, ze musi byc maly wozek, czy
    parasolka. Pytali czasem, czy chce od razu na bagaz oddac, czy przy wejsciu do
    samolotu, ale tyle, wymiarow nikt sie nie czepial.
  • anja0123 27.04.07, 14:27
    maxijo, ja mam stare maxicosi, niedopasowane do stelaza bugaboo.
  • lenkaaa 27.04.07, 14:33
    można dokupić specjalne adaptery, dzięki którym można zamontować maxi cosi na
    każdym stelażu. Ja nawet mam takie adaptery, tylko musiałabym ich poszukać.
    Jakbyś chciała, to daj znać.
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • maxijo 27.04.07, 14:39
    tak tak sa adaptery i w ogole musze powiedziec ze maxi cosi byl okresem
    przejsciowym miedzy gondola a spacerowka; ja nie chodzilam nigdy na dlugasne
    spacery, takze godzine, dwie w maxi cosi mozna jak najbardziej, a i dziecko
    bylo zadowolone.
  • anja0123 27.04.07, 14:46
    Lenka, mnie powiedzieli w sklepie, ze ten stary model maxicosi, ktory mam, nie
    nadaje sie do stelaza bugaboo nawet z adapterami.

    no dobra, czy jest tu ktos oprocz lenki, kto uwaza, ze poradze sobie bez
    wozka???

    Lenka, jak cie czytam, to jakbym sama siebie slyszala. Ja tez sie boje ze tam
    zwariuje. dobra, przyznam sie - poprosilam lekarza o leki uspokajajace
    specjalnie na ten wyjazd, bo tak sie boje, ze mnie rodzina (czyt. mama i
    babcia) do szalu i rozpaczy doprowadza.
  • lenkaaa 27.04.07, 14:56
    anja0123 napisała:

    > >
    > no dobra, czy jest tu ktos oprocz lenki, kto uwaza, ze poradze sobie bez
    > wozka???
    >
    Anja, sama najlepiej znasz swoje dziecko, jeśli wiesz, że Victor nie lubi zbyt
    długo przebywać w nosidle, to ja nie będę się upierać. Dla mnie maxi cosi było
    zawsze niemożliwe do niesienia z dzieckiem w środku - za cięzkie i kanciaste,
    obijało mi nogi i miałam siniaki.

    > Lenka, jak cie czytam, to jakbym sama siebie slyszala. Ja tez sie boje ze tam
    > zwariuje. dobra, przyznam sie - poprosilam lekarza o leki uspokajajace
    > specjalnie na ten wyjazd, bo tak sie boje, ze mnie rodzina (czyt. mama i
    > babcia) do szalu i rozpaczy doprowadza.

    No to bedę za Ciebie kciuki trzymać, żebyś "przetwała".


    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • maxijo 27.04.07, 15:01
    poradzisz sobie na pewno!!!!!!!!, wez nosidelko jesli kiedys juz probowalas
    malego nosic.
    Swoja droga, wspolczuje, leki uspokajajace na spotkanie z rodzina? fiu fiu,
    przeciez to ty jestes matka, chyba musisz im to wyraznie zakomunikowac,
    bedziesz miala przyjemniejszy wyjazd. Pamietaj, ze dzieci czuja emocje mamy.
  • anja0123 27.04.07, 15:06
    maxijo, czasem bywa, ze relacje w rodzinie (a zwlaszcza pomiedzy matka a corka,
    dzieki Bogu za synka ;)) sa, delikatnie mowiac, skomplikowane. Zgadzam sie z
    Toba, to nie jest sytacja normalna i na pewno nie zdrowa. Dla mnie najlepiej by
    bylo, gdybym w ogole nie jechala. Ale to by byla bardzo egoistyczna decyzja w
    stosunku do mojej mamy, ktora szaleje za wnukiem.
  • maxijo 27.04.07, 15:09
    faktycznie, zapomnialam ze moja mama to aniol, ale wiem ze bywa inaczej.
    Jeszcze raz powodzenia i potraktuj tez wyjazd jako oderwanie sie przez chwile
    od rutyny, pomimo ze z malym dzieckiem:)
  • lenkaaa 27.04.07, 15:19
    Anja, skoro w tym Dortmundzie nie ma dużej odległości między check in i
    gate'em, to weź to maxi cosi tak jak to sobie zaplanowalaś. Ostatecznie to
    tylko na Schiphol trzeba przemierzać kilometry zanim sie dojdzie do gate'u.
    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • kasia191273 27.04.07, 15:23
    ja właśnie wróciłam z PL, byłam chora przed wyjazdem z nerwów, jak to będzie.
    Dziecko, jak pisałam, zniosło wszystko bardzo dzielnie, i podróż 12 godzin w
    jedną stronę, i obściskiwanie, i wożenie, przekładanie i ciągły zamęt/ hałas.
    Ja natomiast pobyt zniosłam ciężko. Piszę to nie żeby Cię przygnębić, ale
    przeciwnie, powiedzieć, że inni też mają takie stresy, a jednak da się
    przeżyć;)))

    Siłą rzeczy było bardzo rodzinnie, bo dziadkowie po raz 1. widzieli dziecko.
    Sporo czasu w związku z tym w
    samochodzie, żeby wszystkich zadowolić. Oczywiście do końca się nie udało,
    ale gimnastykowaliśmy się bardzo, żeby nie tworzyć konfliktowych sytuacji,
    głównie przez rezygnowanie z odwiedzania wielu znajomych czy zwyczajnego
    przejścia się po Wrocławiu, na co mieliśmy ochotę. Cóż...Dziadek, dwie
    babcie i prababcia szaleli na punkcie dziecka, głównie przez zamykanie
    okien, grzanie w mieszkaniach do tropikalnych temperatur, ciągłe zakrywanie
    Niny i komentowanie, że 'pewnie jej zimno'- jak miała czkawkę (7 razy na
    dzień)- 'bo jej zimno', jak wkładała rączki do buzi (ciągle i po jedzeniu
    też)- 'pewnie głodna'. Nawet jak miała ciepłe rączki, babcie twierdziły, że
    zimne. Moja mama była oburzona, że nie sprawdzam co 30 sekund, 'czy jeszcze
    śpi', tylko spokojnie siedzę przy stole podczas drzemki dziecka w pokoju
    obok i czekam, aż zapłacze. Teściowa robiła mi uwagi, że chodzę na zbyt
    długie spacery (3 godziny w temp. 20 stopni, więc upał) i 'żebym tak nie
    hartowała dziecka'. No i że nie noszę do beknięcia, że zdejmuję Ninie czapkę
    w aucie, że nie myję piersi przed każdym karmieniem- wszystko to usłyszałam
    setki razy. Koszmar. Najpierw dostawałam szału, ale potem odpowiadałam jak
    zdarta płyta: dziecko przez 3 miesiące nie było ani razu przeziębione, nie
    miało pleśniawek, odparzeń, nic jej nie dolegało, więc wniosek z tego, że
    zajmuję się nią dobrze.
    Teściowa przypierniczała się ciągle, ale najbardziej mnie wkurzała, jak po
    raz dwusetny zrzędziła, że kot pogryzie Ninę i że w ogóle powinniśmy się go
    pozbyć. Co gorsza, wtórowała jej moja rodzina, więc wychodziłam z siebie i w
    poniedziałek lany w końcu ostro zakończyłam te gadki przy stole prosząc o
    to, żeby zamknąć raz na zawsze ten temat, powtarzany w każdym mailu, w
    każdym telefonie i przy każdym spotkaniu. Zamknęła się. Pewnie obraziła, ale
    nie mogłam dłużej.
    Jak karmiłam Ninę w innym pokoju, ciągle wchodziła i komentowała, że
    'dziecko ssie max. 10 minut, a potem to już tylko pieszczoty', więc w końcu
    powiedziałam, że skoro chce ssać dłużej, pozwalam jej, a pieszczoty są
    równie ważne jak mleko.
    To toporna baba, więc potrafiła np. wyrwać Ninie smoczka z buzi i w ten
    sposób ją obudzić. Albo na siłę ją kłaść, kiedy nie miała na to ochoty. Nina
    strasznie chce siedzieć i praktycznie leży tylko podczas snu, spaceru i
    zabawy na macie. Kiedy ktoś ją bierze na ręce na leżąco, protestuje. Chce
    siedzieć albo być trzymana w pionie. Wiem, że to wcześnie, ale i tak z
    dzieckiem nie wygrasz, więc po co zmuszać i powodować, że dziecko ryczy
    przez pół godziny???? A jak ryczy, to oczywiście oddać mamie...
    Podsumowując- teściowa wkurzała mnie strasznie, ale też czułam się dużo
    pewniej niż kiedyś, co pomagało zarówno w olewaniu jej, jak i ripostowaniu,
    jeśli już nie mogłam zdzierżyć. Wiem, że mnie nie lubi, ale wisi mi to jak
    kilo kitu na agrafce.

    Mam za to inną refleksję rodzinną. Widocznie się odzwyczaiłam od tej
    polskiej 'serdeczności', bo tu można naprawdę wyjść na ulicę w
    garnku na głowie i nikt specjalnie nie jest zszokowany, a w Polsce zawsze te
    obcinające spojrzenia innych pań od stóp do głów i komentarze. Okropne. Nie
    wiem, czy mnie się zdaje, czy za granicą naprawdę ludzie nie przypieprzają
    się do drobiazgów i nie są tak złośliwi. Ale do rzeczy. Wiem, że przytyłam i
    mam min. 10 kg do zrzucenia. Mam wagę i lustro i dobrze wiem, jak wyglądam i
    mi z tym bardzo, bardzo źle. Niestety, wróciłam do domu zdołowana totalnie,
    bo codziennie w Polsce słyszałam komentarze na ten temat i to od
    najbliższych. Przykładowe:
    - 'Kasia jest tłusta po dziecku' (teściowa przy śniadaniu wielkanocnym)
    - 'sadło Cię grzeje' (moja babcia, kiedy chciałam otworzyć okno)
    - 'no to ile Ty przytyłaś w tej ciąży' (moja mama z politowaniem)
    I macanie mnie bo brzuchu. I ciągłe przypominanie o czymś, co przecież samą
    mnie dołuje i nie potrzebuję publicznego komentowania. Okropne.
    Prawdopodobnie jestem przewrażliwiona, ale razi mnie strasznie brak
    delikatności. Nigdy, przenigdy nie powiedziałabym osobie przy kości czy
    grubej, że jest gruba. A już na pewno nie w obecności całej rodziny przy
    stole. Przecież dobrze wie sama, jaki ma problem...Kiedy np. mojej babci
    odpowiedziałam, że mi sprawia przykrość mówieniem w ten sposób, stwierdziła,
    że 'przesadzam'. Praktycznie każdego dnia płakałam z tego powodu. Toporność
    ludzi mnie strasznie boli. Czułam się jak monstrum. A mimo tych uwag na
    temat mojej tuszy ciągle podsuwały mi ciasta do zjedzenia...

    Druga rodzinna specjalność- oglądanie seriali. Niby tak czekali na nas,
    wymuszali czasem jeszcze nadliczbowe spotkania ('przyjedźcie, pogadamy'), a
    potem 20.00 i przymusowe oglądanie 'M jak Miłość'. Albo moja mama na prośbę,
    żeby ona wpadła do mnie, bo mnie jest trudno bez samochodu (mąż był gdzieś
    sam) odpowiada, że nie może, bo o 16.00 ma powtórkę 'Na dobre i na złe'.
    Rozumiem, że można lubić TV, ale czasem to przybiera absurdalne formy.

    No więc widzisz; NA PEWNO będzie lepiej niż u mnie, hehehe!
    Powodzenia!!!!!!!!!!!!!!!!!!


    --
    NINA ur.14 stycznia 2007
  • anja0123 27.04.07, 15:36
    Kasia, niektore rzeczy brzmia znajomo (te o tescowej nie, bo moja sie boi i nic
    nie zrobi bez pozwolenia. W ogole my nie pozwalamy nikomu brac dziecka na rece
    bez pytania).
    Ale te o polskiej 'serdecznosci'- znam to i tez niestety z wlasnej rodziny. u
    mnie tusza to tez temat niekonczacy sie. Niby gruba nie jestem, ale bylam jako
    dziecko. Za kazdym razem jak przyjezdzam, to jest to ulubiona kwestia mojej
    babci: czy przytylam, czy nie. Jesli tak, to slysze bardzo taktowne: 'dupa ci
    urosla', jesli nie to 'o, nie przytylas. Odchudzasz sie?' Teraz moj pociazowy
    brzuszek dostarczy pewnie kolejnych okazji do komentarzy. tematem naczelnym
    mojej mamy z kolei sa moje wlosy. Sa wiec albo za krotkie, albo zle obciete. A
    najfajniej bylo, jak sobie fundnelam aparat na zeby (najlepsza inwestycja
    mojego zycia). wiec najpierw cale zycie slyszalam, ze mam krzywe zeby, a jak
    zalozylam aparat, to reakcja mamy 'E, pewnie i tak ci sie nie wyprostuja'. Przy
    ogladaniu zdjec z tego okresu slyszalam za kazdym razem 'Ale ci ten aparat usta
    wydyma'. A zgdanijcie, co mama powiedziala, jak mi juz go zdjeli i
    zaprezentowalam nienaganny usmiech? Istotnie: 'PEWNIE I TAK CI SIE ZARAZ OD
    NOWA POKRZYWIA'!!!!'

    Chyba juz rozumiecie, dlaczego tak sie denerwuje? ;)
    Uff, troche mi ulzylo. Dzieki dziewczyny za wysluchanie.
  • anja0123 27.04.07, 15:38
    Acha, co do tego ogladania seriali - to dla mojej rodziny tez typowe ;)
  • tijgertje 27.04.07, 16:08
    Kasiu, te komentarze o tuszu to ja tez doskonale znam:-( Tyle, ze ja nie 10, a
    30kg powinnam zrzucic:-( To co, zrobimy licytacje? :-)))) A co powiecie na taki
    myk: Po ubieglorocznym poronieniu dowiedzialam sie, ze nie powinnam wiecej miec
    dzieci, bo kolejna ciaza oznacza dla mnie wozek inwalidzki. Nawet nie szanse, a
    pewnosc. Kilka miesiecy temu uslyszalam, ze powinnam znowu zajsc w ciaze, bo
    babcia chce miec wiecej wnukow! I to jest wlasciwie moj obowiazek i mam sie
    modlic, to wszystko bedzie dobrze, a jak nie, to ona do nas przyjedzie i mi sie
    dziecmi bedzie zajmowac. A na kontrargument, ze przeciez my pod jednym dachem
    dluzej jak tydzien nie wytrzymamy, a meza i reszty rodziny przeciez w Polsce
    tez nie zostawi, w dodatku zadnego jezyka nie zna, wiec wszedzie trzeba by z
    nia chodzic(=jezdzic), uslyszlam, ze na pewno wzystko jakos sie ulozy, tylko
    mam sie duzo modlic:-))) Co tam, niech sobie gadaja, ze gruba jestem:-)))
  • anja0123 27.04.07, 16:11
    Rzeczywiscie, tygrysku, troche przykro :(

  • nexus_of_a_crisis 28.04.07, 01:04
    > no dobra, czy jest tu ktos oprocz lenki, kto uwaza, ze poradze sobie bez
    > wozka???

    spokojnie sobie poradzisz. leciałem z małżonką niedawno do polski i obok nas
    siedziała kobieta z dwójka maluchów - jedno na oko gdzieś z pół roku, drugie
    starsze, może ze 2 lata. w dortmundzie kazali jej nadać wózek na bagaż i takoż
    uczyniła, po czym okazało się, że niemcy (chyba im się zdarzyło po raz pierwszy,
    w przeciwieństwie do b.a. :-) wysłali wózek innym samolotem, konkretnie do
    budapesztu. dali radę bez wózka, nawet bez większego problemu. nawet dali radę
    zrobic burzę bogu ducha winnym pracownikom lotniska, bo to przecież nie oni
    pomylili loty. burzę zresztą to za mało powiedziane - z zadrością obserwowałem i
    podziwiałem furię w czystej postaci z dzieciakiem na ręku, drugim dreptającym
    obok i wielką walizką. chylę czoła.

    nex

    ps. a propos: kiedyś kolega mi opowiadał odnośnie namiętnego gubienia bagaży
    przez b.a. - podobno autentyk, ale sam nie mogę potwiedzić. w czasie kiedy b.a.
    uruchomiło połączenia concordem z heathrow na jfk, reklamowali się na
    billboardach: śniadanie w londynie, obiad w nowym jorku - przy czym na jednym
    ktoś bystrze dopisał sprayem: "a bagaż w hong-kongu" :-D
  • mala9943 28.04.07, 22:36
    Anja,nie mam czasu przeczytac wszystkich wypowiedzi.Ja na Twoim miejscu nie
    bralabym maxi-cosi (bedzie Ci ciezko nosic),tylko nosidelko(wygoda i masz wolne
    rece) a w samolocie wezmiesz malego na kolana.A wozek to juz jak uwazasz.Jesli
    wezmiesz to powiesz mamie,ze musialas na podroz.Nie martw sie bedzie
    dobrze,zawsze ktos Ci pomoze w razie czego.Ja jechalam z malym w dzien
    samochodem 13 godzin i nie chce juz nawet wspominac tej podrozy....Tragedia...
    Trzymam kciuki i udanego urlopu!!! :DDD
    --
    mala9943.fotosik.pl/albumy/84318.html
    Dziecko to kawałek nieba, który odwiedził ziemię
  • anja0123 27.04.07, 16:14
    A ktos wie jak jest 'maxicosi' po angielsku? - bo chce zadzwonic do german
    wings...
  • kasia191273 27.04.07, 16:16
    maxi-cosi to nazwa fotelika/ firmy, więc powinni zrozumieć

    co innego, jakbyś powiedziała 'autostoel';)))
    --
    NINA ur.14 stycznia 2007
  • kasia191273 27.04.07, 16:18
    po angielsku car-seat
    --
    NINA ur.14 stycznia 2007
  • efkamarchefka2 27.04.07, 17:08
    no, ja myslalam, ze tylko ja mam taka mame "kochajaca".
    pomijajac fakt, ze tez wielokrotnie slyszalam, ze mam gruby tylek, zle sie
    ubieram, nie tak czesze, nikt mnie nie chce, jestem wredna itp. to jeszcze
    oczywiscie po urodzeniu Sary bylam zla matka. bo jak mozna nie dac dziecku
    jesc, kiedy chce - w rzeczywistosci chodzilo o slodycze na ulicy. ja
    wiedzialam, ze jak Sara zje cos slodkiego, to bedzie chciala pic, jak wypije
    sok, to bedzie chciala siku, a w srodku Aten na ulicy nie ma toalet. jak mozna
    nie pozwolic na ogladanie bajek przez 5 godzin z rzedu, kiedy dziecko chce? po
    co dziecku pokazywac jakies ciekawe rzeczy jak sie jest juz w innym kraju,
    kiedy ono woli ogladac telewizje? jak mozna nie kupic dziecku 10 balona,
    badziewnej cekinowej bluzki, ktorej nigdy nie zalozy, czy nie pozwolic na
    uzywanie kosmetykow, kiedy chce? widujemy sie srednio raz na 2 lata (bo mama
    mieszka w Grecji), ale wytrzymujemy razem 2 dni, a potem ciagle uwagi i
    sprzeczki. moja mama nie bardzo umie rozmawiac z Sarka, wiec stara sie okazac
    milosc kupujac stosy slodyczy i zabawek - zupelnie bez opamietania.
    to egoistyczne, ale dobrze uslyszec, ze moja mama nie jest jedyna "jedza".
  • beba3 02.05.07, 04:29
    Pamietam jak lecielismy z Anglii do Holandii bez meza. Trzy dziewczyny, jedna
    waliza i bagaz podreczy. Dzieci byly wieksze ale stres byl. Nawet nie chodzilo
    o to jak bedzie juz w samolocie ale o przejscia i o zgaspodarowanie czasu
    pomiedzy przesiadkami i w oczekiwaniu na lot.
    Udalo sie ale bylo to troche meczace.
    Wozek mielismy podwojny ale nim zaopiekowal sie maz lecacy dwa dni pozniej. Na
    szczescie.
    Odradzam branie wielkiego bagazu podrecznego i torebki. Plecak jest najlepszy.
    Walizka koniecznie na koleczkach i tez nie za ciezka.
    Jak bedziesz transportwac dziecko to juz musisz wykombinowac sama.
    Mysle ze stelaz i maxi-cosi brzmia bardzo rozsadnie.
    Stelaz powinni Ci zabrac do samolotu tuz przy wsiadaniu i maxi cosi mozesz im
    tez wtedy wepchnac jesli samolot bedzie pelen.
    Pytanie do mamam z doswiadczeniem w lotach z fotelikiem: Jesli sa miejsca i
    przydziela dziecku miejsce to czy zmiesci sie na nim fotelik maxicosi?
    Jesli nie, to od razu trzeba go zosatwic przy wesciu. A wozek kupiony przez
    mame sie przyda wlasnie w takim przypadku, jak wyzej, jeli poleci gdzies
    indziej czy tez jesli innym razem pojedzicie samochodem i miejsca bedzie Wam
    szkoda.
    Sytuacji rodzinnej nie zazroszcze. Chyba nigdy nie jest idealnie.
    Jesli wizyty sa dla Ciebie wiekszym stresem niz przyjemnoscia nie powiannas
    miec przynajmniej wyrzutow, ze nie masz mozliwosci tak czesto odwiedzac rodziny
    niz gdybys mieszkala w Polsce, w jednym miescie.
    Pokretne myslenie ale dziala. ;-)
    Dwie uwagi:
    Od kiedy wyjechalam i zostalam mama do mojej rodziny dotarlo ze jestem dorosla
    i zdolna do decydowania o sobie i o swoim dziecku. Co oczywiscia nie zwolnilo
    od dawania zlotych rad i ja zawsze podkreslam, ze chetnie wyslucham ale sama
    zadecyduje jak mam postapic. W praktyce nie zawsze konczylo sie to pokojowo.
    Boje o czapeczke znam. O jedzenie gotowane i krecone w domu tez. ;-)
    Czasmi trzeba sie posluchac starszych i madrzejszych. Po tym jak moja mama
    ugotowala osobno warzywka i miesko dla wnusi, przetarla, dalam jej mozliwosc
    nakarmienia corci. Pieknie plula i sie krzywila.
    Zupke doprawiona zjadl moj tata a mama pytala sie czy mam sloiczki dla dziecka
    bo idzie do sklepu. I byl spokoj! :-)
    Druga uwaga: Na wyjazdch rodzinnych staram sie zamieniac w osobe tolerancyjna,
    posiadajaca cala mase cierpliwosci i z przymrozeniem oka slucham wszelkich
    rewelacji serwowanych chojnie. Nawet maz mnie czasmi chwali za to! ;-)
    W kadym razie po wakacjach mam nie tylko spora kupke prania do zrobienia, musze
    jeszcze troche odpoczac i odreagowac. Ale to chyba wiekszosc tak ma? ;-)
    --
    Forum rodzicow w Holandii
    Singapur
  • nexus_of_a_crisis 03.05.07, 14:31
    beba3 napisała:

    > Druga uwaga: Na wyjazdch rodzinnych staram sie zamieniac w osobe tolerancyjna,
    > posiadajaca cala mase cierpliwosci i z przymrozeniem oka slucham wszelkich
    > rewelacji serwowanych chojnie. Nawet maz mnie czasmi chwali za to! ;-)
    > W kadym razie po wakacjach mam nie tylko spora kupke prania do zrobienia,
    > musze jeszcze troche odpoczac i odreagowac. Ale to chyba wiekszosc tak ma? ;-)

    hehehe jakbym słyszał samego siebie - u mnie chodzi o tesciową (dopiero po
    ślubie zrozumiałem tak na prawdę dowcipy o teściowych - hehe). problem mam taki,
    że czasem nie zdzierżę i zamiast ugryźć się w język nagadam jej tak, że zwykle
    aż jej w pięty idzie... na szczęście rzadko się z nią widuję, a jeszcze rzadziej
    nasze spotkania kończą się awanturą. niemniej jednak po którejś z kolei
    (awanturze) małżonka stwierdziła, że mnie nauczy jak z mamusią postępować - a
    nauka jej sprowadzała się w zasadzie do tego co napisałaś :-) i muszę
    powiedzieć, że jak na razie działa. do tego mam wymówkę do picia piwka z
    koelgami - mówię, że chcę odreagować ostatni pobyt u mamusi ;-)

    nex
  • flucha 06.05.07, 14:36
    Anja juz chyba wyleciala a ja wlasnie wrocilam i nadrabiam zaleglosci forumowe.
    Ale jesli chodzi o lotnisko w Dortmundzie, to ja nadalam fotelik juz przy check
    in, po wyladowaniu wjechal jako pierwszy.
    Lecialam z 3,5 miesiecznym dzieckiem i szsciolatkiem, dwoma walizami ( na
    szczescie na kolkach) i przezylam, nie bylo lekko, caly czas spocona:)goraca,
    malego ciagle to rozbieralam to ubieralam. Martwilam sie o kontrole
    paszportowa, bo starszy syn ma inne nazwisko ( zabralam ze soba wszystkie
    papiery, ktore mowily o tym, ze jest moim synem)jednak w Dortmundzie pani tylko
    sie zapytala czy to moj syn. Ja zestresowana zaczelam juz wyciagac papiery a
    ona, ze nie trzeba, ma tylko obowiazek zapytac. We Wroclawiu nikt nawet o to
    nie zapytal, wiec gdybym chciala go porwac to bez problemu:) A moze moj widok z
    malenstwem na reku, rozczochranej i spoconej powodowal, ze bylam bardziej
    wiarygodna:) Generalnie to ciesze sie, ze juz jestesmy spowrotem w Holandii.
  • beba3 09.05.07, 06:22
    Moj maz to az tak bardzo to mnie nie chwali ze pozwala isc na piwko z
    kolegami. ;-P Z kolezankami, to jeszcze... ;-)
    --
    Forum rodzicow w Holandii
    Singapur

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka