Dodaj do ulubionych

Przyznac sie....

02.10.07, 13:28
Taki luzny watek przyszedl mi do glowy, jak rozpakowywalam zakupy, a
wlasciwie jak wyciagalam z torby worek z pokrojona kapusta :P

Czy sa rzeczy, zwyczaje, czynnosci, ktore przejelyscie w Holandii, a
o ktore przed przyjazdem albo zaraz na poczatku pobytu tutaj byscie
siebie nie podejrzewaly? Albo takie, ktore na poczatku uwazalyscie
za dziwne, a teraz to normalka? :)Zaczynam:
- kupuje (nie zawsze, ale czesto) gotowe pokrojone warzywa (patrz:
kapusta, obrane marchewki, itp)
- jak pije kawe w pracy to nie wyciagam lyzeczki z kubka.

To na razie tyle, pewnie jeszcze cos mi sie przypomni...:)

--
Dogs come when they're called; cats take a message and get back to
you. M. Bly
Edytor zaawansowany
  • a.polonia 02.10.07, 13:30
    i jeszcze kocham stampot z kiszona kapusta :P


    --
    Dogs come when they're called; cats take a message and get back to
    you. M. Bly
  • kruszynka28 02.10.07, 14:10
    To tak na szybko:
    - tez kupuje czasem obrane warzywa: najczescie brukselke ;-)
    - jezdze na rowerze w butach na obcasie i spudniczce, no i jak pada deszcz tez
    oczywiscie!
    - dzieciom nie zakladam rajstop(chlopcy)
    - uwielbiam kawe ze spienionym cieplym mlekiem
    - kupilam z dwa razy gotowe nalesniki ale jak przeczytalam co maja w skladzie to
    przeprosilam patelnie ;)
  • monikat4 02.10.07, 14:31
    Hej.Rowniez jezdze na rowerze elegancko ubrana,na obcasach,zawsze
    kupuje posiekane,obrane warzywa-jestem leniwa w gotowaniu i wygodna.
    --
    Monika
  • anja0123 02.10.07, 16:52
    hah, fajny temat :) o rowerze, warzywach i lyzeczce w kawie - jak
    powyzej. Poza tym:
    - myje naczynia na sposob holenderski, czyli w misce i bez
    splukiwania
    - jem 'po holendersku', czyli skladane kanapki, stamppot, stroop na
    chleb itd
    - mowie 'smacznego' przed obiadem, chociaz w Polsce to niekulturalne.
    - chodze w kozakach od wrzesnia do kwietnia
    - oduczylam sie brania tony tabletek przy byle przeziebieniu
    - z wlasnej i nieprzymuszonej woli zawijam koldre pod materac
    - utrzumuje w domu temperature, ktore kiedys uznalabym za polarna

    przypuszczam, ze jeszcze troche tego by sie znalalo, ale na razie
    nic mi do glowy nie przychodzi.

    Czego natomiast nie jestem w stanie przejac:
    - noszenie polbutow na gole stopy
    - nienoszenie zima czapki
    - zaczynanie dnia od kawy
    - jedzenie dropow (bleeeeeeeeeeeee!)

  • lenkaaa 02.10.07, 18:07
    anja0123 napisała:

    > hah, fajny temat :) o rowerze, warzywach i lyzeczce w kawie - jak
    > powyzej. Poza tym:
    > - myje naczynia na sposob holenderski, czyli w misce i bez
    > splukiwania

    To również sposób brytyjski. Chyba tylko w Polsce istnieje zwyczaj
    mycia naczyń pod bierzącą wodą.... Ja nadal tak robię, chociaż
    króluje zmywarka.

    > - jem 'po holendersku', czyli skladane kanapki, stamppot, stroop
    na
    > chleb itd
    > - mowie 'smacznego' przed obiadem, chociaz w Polsce to
    niekulturalne.

    Niekulturalne ??????????? Pierwsze słyszę.....


    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • lenkaaa 02.10.07, 18:11
    Mnie przychodzi do głowy jedynie:
    - jeżdżenie na rowerze w deszczu (gdy trzeba coś załatwić, bo
    samochodu nie mam)
    - kupowanie wspomnianych juz wcześniej obranych i pokrojonych
    warzyw, a czasem nawet częściowo ugotowanych, chleba, który można
    jedynie dopiec w piekarniku i gotowych obiadów, które "gotuje się"
    przez 7 minut w mikrofali i już gotowe (z AH)

    --
    "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
    !!! moje ulubione !!!
  • schinella 02.10.07, 20:09
    O dzizas ;-)... ja sie chyba jeszcze nie sholendrzylam ale:
    - nie zakladalam corce-niemowleciu obsesyjnie czapeczki latem
    - kupuje co sobote ciete kwiaty do wazonu
    - segreguje smieci
    - udzielam sie na street party - ostatnio robilam zarelko
    - przyzwyczailam sie do holenderskich schodow, tych co to niewiele
    roznia sie od drabiny
    - uwielbiam stroop wafels

    Nie jezdze na rowerze, nie kupuje gotowego zarcia, nienawidze
    czarnych slonych licorice (schuine zoute albo zoute knoopjes)
    bleee...
    --
    Julia Emma website
    Julita website
  • nesla 02.10.07, 20:24
    Fajny watek Pola ;)

    Dziewczyny, sholendrzylyscie sie bardziej niz wam sie wydaje ;)

    ja:
    - kupuje pokrojone warzywa, a nawet warzywa w sloikach
    - jezdze na rowerze z dzieckiem (chwilowo nie jezdze bo jedno dziecko jeszcze za
    male ale niedlugo bede miec dwojke dzieci na rowerze, ale w deszczu nie jezdze,
    wsiadam wtedy w auto i to sie na razie nie zmieni)
    - nie ogrzewam praktycznie pietra (tylko lazienke i pokoj dzienny na dole)
    - nie nosze czapki
    - bywa ze kupuje gotowe obiady na wynos (w weekendy najczesciej)
    - mam zywoplot w ogrodku
    - segreguje smieci
    - chodze na imprezy sasiedzkie

    ale
    - NIE jem pindakaas ani stroopu ;)
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • a.polonia 02.10.07, 20:44
    z ta temperatura w mieszkaniu to sie na razie trzymam, nie cierpie
    zimna, chociaz kto wie, jak kiedys bedzie trzeba dwa pietra
    ogrzewac, to moze dokumentnie sholendrzeje :))))



    --
    Dogs come when they're called; cats take a message and get back to
    you. M. Bly
  • asiekok 02.10.07, 21:51
    No ja tez wiele przejelam, a miedzy innymi:
    -myje naczynia szczotka,
    -Pare dni temu zjadlam pierwszy raz chleb z owocowa posypka!!Nawet zjadliwe,
    - W srody robie najczesciej spagetti albo makaroni a w sobote chinszczyzne.
    Teraz nie tak czesto bo...
    - jestem na diecie Sonii Bakker,
    -jezdze rowerem do pracy, ale nigdy jak deszcz pada, albo mocno wieje,
    -rano pije kawe i zjadam ciastko (ale patrz wyzej)
    - chodze i organizuje spotkania miedzy osma i dziewiata wieczorem
    -dal malego mielismy najpierw kolyske w ktorej spal jeszcze moj maz jak byl maly
    (ale Sebastian nie byl kolyska zachwycony, niestety)
    Moglabym jeszcze tak pisac i pisac :)

    --
    Misio
  • bebeka 02.10.07, 21:56
    Jesli chodzi o mnie to:
    -pije ogromne ilosci kawy (to tak po "holendersku"), ale najchetniej
    kawe parzona z fusami (wplywy polskie)
    -jem pindakaas (sam, ze sloika (Calve), nigdy z chlebem, bo w tej
    kombinacji staje mi w gardle)
    -kupuje mrozone warzywa i je dusze do obiadu, zeby skrocic czas jego
    przygotowywania
    -kupuje warzywa w sloiczkach (najczesciej czerwona kapuste z
    jablkiem firmy HAK)
    -nauczylam sie w Wiatrakowie jesc brukselke (spruitjes) i tym
    sposobem zapomnialam o "traumie" z jej powodu z czasow dziecinstwa
    -lubie zuurkoolstampot i stroopwafels
    -mowie przed rozpoczeciem posilku "smacznego" (robilam to tez w
    Polsce i musze przyznac, ze po raz pierwszy slysze, ze jest to
    niekulturalne!)

    Chyba nigdy nie zdolam przejac nawyku:

    -mycia naczyn inaczej jak pod biezaca woda albo w zmywarce. Nie
    wyobrazam sobie nieplukania naczyn po umyciu ich w wodzie z plynem!
    Chemii jemy i tak wystarczajaco duzo.
    -wychodzenia z domu z niedosuszonymi (lub wrecz mokrymi) wlosami
    -jedzenia wstretnych drop (jeden zupelnie mi wystarczy)
    -przywiazywania tak wielkiej uwagi do swietowania urodzin; czasem
    mam wrazenie, ze zwlaszcza jedno "przykazanie" tutaj jest naprawde
    swiete: "Gij zult altijd verjaardagen vieren".

    Pewnie znalazlabym jeszcze kilka innych przykladow, ale na dzisiaj
    wystarczy.
  • tijgertje 02.10.07, 21:44
    Nooo, ja to sholendrzalam straszliwie:-/
    -Nie grzeje sypialni i spie pod letnia koldra
    -nie faszeruje sie tonami lekow i nie biegam z dzieckiem do lekarza
    przy pierwszym kichnieciu
    -nie nosze rajstop pod spodniami
    -CHODZE W SPODNIACH i w butach na plaskich obcasach (w Polsce kiedys
    tylko spodnice, sukienki, kostiumiki i buty na 7-cm obcasach)
    -kupuje krojone warzywa, polprodukty i kant-en-klare obiady czasami
    -chodze po domu w BUTACH!
    -wstyd sie przyznac: wychodze z domu bez makijazu:-(((
    -jem pindakaas (uzaleznienie po wakacjach w "hameryce"), uwielbiam
    appelstroop,stamppoty (ale tylko wlasnej roboty),
    -w zimie nosze kurtki (zamiast plaszcza do kostek) i chodze bez
    czapki.
    -jem chleb z truskawkami
    -do posilku zamiast herbaty pije kefir albo wode zamiast herbaty
    -kawe pije na okraglo w ilosci i mocy budzacej umarlaka:-)
    -jem gotowane warzywa nie posypywane przyrumieniona bulka:-)
    -jem ryby morskie:-)
    -wysylam zasmarkane dziecko do przedszkola i ciagam na spacer (o
    zgrozo!)
    -jadam carpaccio i niedosmazone befsztyki (kto to widzial, surowe
    miecho wcinac???)
    -zbieram znaczki w supermarketach:-)

    Jeszcze nie jadam muisjes i innych posypek na chleb, nie podchodzi
    mi szpinak i grochowka pt "lyzko, stoj na bacznosc". Nie jezdze na
    rowerze w deszczu (chyba, ze bez mlodego, jak nie bardzo mam inne
    wyjscie). Nadal wyjmuje lyzeczke z kubka i tak mi juz pewnie
    zostanie:-)

    Jak mi cos jeszcze przyjdzie do glowy, to dopisze.
  • tijgertje 02.10.07, 21:47
    o! Dropu chyba nigdy nie polubie. Nie wiem, jak moje dziecko moze to
    jesc???

    Jeszcze na rzecz sholendrzenia:
    -nigdy nie czestuje niczym obcego dziecka bez zapytania rodzica o
    zgode:-)))
  • go.ga 02.10.07, 22:46
    - nie zaslaniam wieczorem zaslon w oknach
    - dzien zaczynam od kawy (ale robilam tak zawsze, wiec nie wiem, czy
    sie liczy)
    - jezdze na rowerze niezaleznie od pogody
    - ubieram sie o wiele bardziej sportowo i na luzie niz w Polsce
    - na urodzinach skladam zyczenia najblizszej rodzinie jubilata i
    zajmuje grzecznie miejsce w kregu
    - bez skrepowania pytam o zyczenia prezentowe (urodzinowe,
    swiateczne itd), bez skrepowania sama odpowiadam na podobne pytanie,
    czasem nie daje prezentu tylko bon do odpowiedniego sklepu
    - jem wszystko oprocz dropjes

    ale:
    - unikam (ale zdarza mi sie) kupowania pokrojonych warzyw, jestem
    zwolenniczka kuchni od podstaw
    - nie jem na lunch cup-a-soup ;-)
    - nie integruje sie z sasiadami
  • kasia191273 02.10.07, 23:38
    - w domu W OGOLE nie mam firan ani zaslon
    - zaczynam kazdy dzien od kawy
    - kocham Snelle Jelle (czy inne rodzaje ontbijtkoek)
    - sortuje smieci
    - nie ubieram dziecku czapki, jak nie wieje i nie jest zimno
    - jem lunch, a tzw. obiad kolo 20.00
    - lubie sama chodzic na kawke i ciacho, jak jestem np. na zakupach
    (podkreslam, ze sama, bo w PL chyba kobieta czuje sie skrepowana?)
    - coraz mniej rzeczy prasuje;)))
    - nosze szale i szaliki zawiazane na szyi 'w petelke';)))
    - nie umiem zyc bez agendy, wpisuje tam WSZYSTKO, co musze,
    powinnam, chce
    - duzo czesciej sie usmiecham na co dzien- moze to i czesto
    powierzchowne, ale jakos poprawia humor pomachac do sasiada czy w
    sklepie wymienic sympatyczne uwagi. Wiem, ze nie jest to podszyte
    zadna glebia i stanowi tutejsza formule, gedragscode, ale jednak ma
    sie wrazenie, ze ludzie serdeczniejsi w takich codziennych sytuacjach
    - czesto zamawiam chinszczyzne
    - dosc czesto kupuje gotowe dania np. stampot

    --
    NINA ur.14 stycznia 2007
  • nesla 03.10.07, 09:51
    Pije nieprzegotowana wode i podaje starszemu dziecku nieprzegotowana wode z
    sokiem :-O
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • zuzka71 03.10.07, 10:11
    nawet czlowiek nie zdaje sobie sprawy jak wsiakl;) pola jak zwykle cos fajnego
    wymyslila;) no to co mi przyszlo do glowy:

    - jezdze na rowerze nie tylko ze w deszcz i wiatr jak dzisiaj, ale w
    zaawansowanej ciazy i ze starszym dzieckiem na siodelku
    - kupuje gotowce jedzeniowe
    - na imprezach urodzinowych nie przygotowywuje juz jak na poczatku tony zarcia,
    ograniczam sie do polowy z poczatkowej ilosci i gotowcow, zwlaszcza dla dzieci
    (poffertjes enz)
    - pije i dziecko tez wode z kranu (on tez z syropami)
    - do szkoly nie daje juz banana na tussendoortje/10 uurtje ale ciacho i soczek
    (no co dzieci w szkole mlodemu powiedzialy ze banany sa vies...)
    - urodzilam pierworodnego w domu i wiele bym dala zeby to powtorzyc i tym razem;P
    - lubie takie puste pogaduchy z sasiadkami i usmiecham sie przyjaznie do obcych
    na ulicy
    - zbieram rozne znaczki w skleoach i targowiskach
    - coraz czesciej kupuje kwiaty do wazonu (ktoras mi to uswiadomila wlasnie)
    - dziecko zawsze latalo 'niedoubrane' i dzis poszedl do szkoly mimo lekiego
    kaszlu (stwierdzilam po obejrzeniu gardla, ze tylko 'spiki' mu skapuja do gardla
    stad kaszel;P )
    - pierwszy spacer dziecie moje pierworodne zaliczylo w wieku 4 dni (o la boga to
    byl grudzien i ja zmarzlam;P
    - mysle ze lubie tu mieszkac to tez jakas forma sholendrzenia;)

    pozdrowki
    zuzka
    --
    ktosiu

    "Szukaj swojej przygody!A gdy już znajdziesz, zmierz się z nią wszystkim co
    masz, z całą swoją mocą, doświadczeniem i pasją!"
  • go.ga 03.10.07, 10:38
    O, wylecialo mi z glowy. Tez zbieram znaczki, wycinam je rowniez z
    opakowan po kawie i herbacie D&E, zbieram Air Miles i mam karty
    bonusowe do sklepow, gdzie regularnie robie zakupy. Dzizas...
  • a.polonia 03.10.07, 15:56
    ahaha, coraz wiecej sobie rzeczy uswiadamiam ...:))))
    z tymi znaczkami to jest tak, ze w tym roku po raz pierwszy udalo
    nam sie zebrac caly album zomer zegels z AH, ale oczywiscie
    zapomnielismy wykorzystac i sie przeterminowal :) no nic, w
    przyszlym roku lepiej :))

    I jeszcze do czego sie nie przyzwyczaje - to sposob swietowania
    urodzin, juz sama zrezygnowalam z obchodzenia wlasnych urodzin, bo
    krag mnie przyprawia o dreszcze, a dwa razy probowalam to zmienic
    (szwedzki stol zrobilam) i byl niewypal, wiec pass..
    --
    Dogs come when they're called; cats take a message and get back to
    you. M. Bly
  • narutek 03.10.07, 13:48
    no to pieknie, nawet nie zdawalam sobie z tego sprawy:)
    -jezdze rowerem w deszczu;
    -pije wode z kranu;
    -nie ogrzewam pietra w domu i spie w temp. ok 17 stopni;
    -zbieram znaczki, zdrapki itp w marketach;
    -itp.itd.

    ale co najbardziej mnie zadziwnia? mowienie do szefa po imieniu! moj
    bezposredni przelozony to naprawde niezla szycha jest bo jest
    menagerem na Luxemburg w duzej firmie logistycznej. i ja, ja (taka
    szara myszka z Polski!!) mowie do niego na "ty"! a najbardziej
    lubie, jak przedstawia mnie ludziom jako swoja "prawa reke" :)
    uwielbiam go! w Polsce musialabym do niego mowic pewnie ze
    spuszczana glowa i per "panie dyrektorze".
  • flucha 03.10.07, 15:09
    Ja niby 10 miesiecy i chyba jeszcze nie wsiaklam, ale;
    - nie zaslaniam okien, w Polsce tez nie zaslanialam, wrecz nie
    mialam firanek
    - jeszcze nie jezdze na rowerze, przyznaje czesciej jezdzilam w
    Polsce:)
    - w sypialni mam 18 stopni, ale tylko w nocy (nienawidze zimna)
    - dziecku nie ubieram rajtuz pod spodnie, w Polsce tak robilam
    - nie pije wody z kranu, ale tak po prawdzie to nie wiem czy
    odroznilabym gdyby ktos mi dla z kranu zamiast SPA :)
    - znaczki i zdrapki zbieralam tez w Polsce
    - do szefa i wielu innych starszych kolegow w pracy mowilam na Ty
    rowniez w Polsce
    eeeeeeee, sluchajcie moze ja sie urodzilam Holenderka:)???
    No nie, czarnych cukierkow baaardzo nie lubie:)
  • efkamarchefka2 03.10.07, 15:13
    he! moze ja jestem za krotko, tylko 11 m-cy, bo nie zholendrzylam
    sie prawie wcale
    - lubie stroopwafels
    - lubie stamppot - tylko z endywia i tym drugim zielonym nie - blee
    - spie w zimnej sypialni, ale tylko dltego, ze nie mam wyjscia - moj
    maz nie zasnie w cieplej
    - uzywam kruik do lozeczka Maryski, ale tylko dlatego, ze tesciowa
    kupila i nie wyobraza sobie, ze mozna nie uzywac - musze przyznac -
    dziala!!! na poczatku Maryska odmawiala spania w lozeczku
    - mowie dzien dobry obcym ludziom na ulicy
    - na 3 tyg. przed porodem jezdzilam rowerem
    - pije wode z kranu i segreguje smieci, ale to robilam tez w Polsce
    - uwielbiam olibole i nalesniki z boczkiem i stroopem

    nie przyzwyczaje sie:
    - do niezaslonietych okien
    - tutejszej biurokracji i niezorientowanych urzednikow
    - przepuszczania ludzi wyjezdzajacych z prawej strony, nawet jesli
    sa to malutkie osiedlowe uliczki
    - nie polubie wedlin, sledzi, frykandeli i innych takich
    - denerwuje mnie, ze w sklepach nie ma reklamowek do zakupow, wiec
    jak czasami zapomne torby, to musze sobie kupic
  • a.polonia 03.10.07, 16:00
    a ten boczek i stroop to na jednym nalesniku??? fuuuuj :)))

    A w temacie reklamowek - to polecam duze plocienne torby zamiast
    reklamow, staram sie miec przy sobie (taka ogromniasta z
    DILLE&KAMILLE), srodowisko bedzie ci wdzieczne :)

    --
    Dogs come when they're called; cats take a message and get back to
    you. M. Bly
  • gosia_hh 03.10.07, 16:27
    ja rowniez sie torszke sholendrzylam:
    -pcham sie rowerem gdzie tylko mozna bo wiem ze maja pierszenstwo a
    na poczatku zawsze stawalam jak samochod nadjezdzal bo sie balam ze
    mnie przejedzie
    -uwielbiam nalesniki ze stroopem i chleb z hagelslag jem rowniez
    pindakaas z kolorowymi glizdami na chleb
    -regularnie robie stampota i nasi i bami
    -gdy wyprawiam urodizny nie szykuje juz tyle jedzenia jak na
    poczatku tylko kupuje salatki brie i taparnade na bagietki i jeden
    rodzaj ciasta
    -staram sie robic pranie w weekandy i rowniez nie ogrzewam sypialni
    chociaz pewnie jak nam sie niunia urodzi to bede prala czesciej w
    tygodniu jak nie codziennie,-
    rowniez nie mam firanek i zaslon tylko rolety
    -kupuje regularnie gotowo pokrojone warzywa i dania szczegolnie w ah
    -jem na deser kwark albo jogurt,
    -mam wielkie sczescie ze moj mezczyzna czesto i chetnie gotuje
    sprzata pierze odkurza na co moja rodzinka w polsce ciagle z
    podziwem patrzy , poniewaz moja mama niestety wciaz robi wsztstko w
    domu a moj tata sie byczy na kanapie i palcem nie tknie...jestem
    chyba pierwsza kobieta w mojej rodzinie , ktorej partner robi zakupy
    i chetnie bierze sie do prac domowych...dla mnie jest to
    tez "zjawisko" , zkotrym w holandii juz nie raz sie spotkalam a w
    polsce wciaz nalezy do rzadkosci....tzn tak mi sie wydaje...

    nie moge przywyczaic sie do smaku chleba wiec najczesciej kupuje
    niemiecko podobne pieczywo w piekarni
  • ala11 03.10.07, 17:07
    Ja to dopiero 2.5 m-ca tu mieszkam i jak na razie nie moge
    powiedziec bym przybrala ichniejsze zwyczaje, jednakze jest tu duzo
    rzeczy z ktorymi nie moge sie pogodzic i chyba nigdy nie zmienie
    swojej postawy wybec:
    -niewydawania reszty w sklepach (pare groszy)
    -braku mozliwosci placenia visa, o czekach nie wspomne
    -koniecznosci placenia gotowka w pomniejszych sklepach i knajpach
    -przyrzadzania ichniejszych kanapek golymi rekami na twoich oczach -
    co uwazam za ignorancje klienta
    -braku swietlicy przed i po szkole dla dzieci
    -braku posilkow - kantyny w szkole
    -kompletnego braku supermarketow
    -niemoznosci kupienia chleba w niedziele
    -strasznie wysokich cen mleka.

    Nie porownuje tego wszystkiego z Polska w ktorej juz dawno nie
    mieszkam. Ale Holandie wybralam dobrowolnie wiec mysle ze z czasem
    moj stosunek zlagodnieje a ja zaakceptuje tutejsze zwyczaje - poza
    tym to chyba nie bede miala wyjscia. Mam nadzieje ze znajde cos co
    mi sie spodoba tutaj i przekona do dluzszego pozostania.
    Pozdrowienia
  • a.polonia 03.10.07, 17:22
    ala, ale to nie mial byc watek narzekajacy


    --
    Dogs come when they're called; cats take a message and get back to
    you. M. Bly
  • ala11 03.10.07, 17:26
    Sorry, ale nie moglam sie oprzec i mysle ze z czasem mi sie zmieni
    albo przywykne
  • a.polonia 03.10.07, 17:38
    Ok, watkow narzekajacych troche juz bylo na forach holenderskich, a
    przywykniesz na pewno, gwarantuje, sama zobacz co my tu wypisujemy w
    tym watku :))) moze nie do wszystkiego, ale do wielu rzeczy sie
    przekonasz :), tego Ci zycze.
    --
    Dogs come when they're called; cats take a message and get back to
    you. M. Bly
  • nesla 03.10.07, 17:46
    Przypomina mi sie jeszcze, ze:
    - nie nosze praktycznie gotowki, place prawie zawsze PIN-em
    - w parkomatach place chipem
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • tijgertje 03.10.07, 19:40
    ala11 napisała:
    -przyrzadzania ichniejszych kanapek golymi rekami na twoich oczach -
    > co uwazam za ignorancje klienta
    O! to akuurat mi sie podoba:-) Zreszta jak wszystkie otwarte
    kuchnie. Przynajmiej widze, ze nikt mi w nia nie naplul:-)))
    Kolejny argument za sholendrzeniem:-)

    A co do chleba: tez przejelam juz totalnie system tubylczy: jak
    chleb, ktory lubimy jest w sklepie, to kupuje od razu na tydzien i
    mroze:-)
  • anitax 03.10.07, 21:11
    Chyba jestem szczegolnie odporna na tutejsze wplywy, bo po 8 latach
    w Holandii:
    - jezdze samochodem, rowerow nawet nie mamy (mimo, ze maz
    Holender ;-)
    - niewyobrazalne jest dla mnie rodzenie dzieci w domu
    - na pierwsze odwiedziny po porodzie zgodzilam sie po dopiero
    po kilku tygodniach (wyjatek dla najblizszej rodziny)
    - nie pozwalalam obcym brac na rece noworodka
    - niemowlakowi zakladalam czapeczke
    - termofor (dostalam w prezencie) nigdy sie nie doczekal uzycia
    - wazna jest dla mnie kariera zawodowa
    - nie posylam dziecka do zlobka
    - jednym z wazniejszych kryteriow przy zakupie domu byly
    normalne schody
    - w calym domu mam zaslony
    - pranie robie jak mam czas, czesto w tygodniu
    - naczynia myje wylacznie pod biezaca woda lub w zmywarce
    - nie zbieram znaczkow, air miles itp.
    - unikam jak moge tubylczych imprez urodzinowych
    - niejadalne sa dla mnie: drop, stroop, pindakaas, frikadel,
    tutejsze krokiety i inne specjaly z budek fastfood, sos sate, frytki
    z majonezem, slodkie posypki na chleb, geste zupy, szczegolnie z
    kulkami miesnymi w srodku, ontbijtkoek
    - gotowe jedzenie z supermarketu jadamy tylko w ostatecznosci
    - chleb wylacznie swiezy, rozmrozonego chyba bym nie zjadla
    - jogurty jadam na sniadanie, a nie na deser
    - na lunch jadam salatki lub cos na cieplo, do picia woda
    mineralna, w zadnym wypadku mleko
    - chodze w kozakach tylko jak sa mrozy
    - bardzo trudno mi tu kupic ubrania, wole pojechac np. do
    Belgii
    - makijaz zaczynam od podkladu
    - oczekuje, ze mezczyzni mnie przepuszcza w drzwiach
    - do glowy by mi nie przyszlo zeby cokolwiek pic z lyzeczka w
    kubku
    - co do warzyw, maz gotuje, nawet nie wiem czy kupuje gotowe
    czy sam kroi (moj tato tez gotowal, wiec nie uwazam tego za
    specyfike Holandii)

    Holandia jednak jakis tam wplyw na mnie wywarla:
    - przestalam prasowac posciel i reczniki
    - slabiej grzejemy sypialnie (na szczescie ktos wymyslil
    elektryczne przescieradlo)
    - jadam stampot (wylacznie z andywia)
    - stalam sie bardziej bezposrednia w pracy.
    Jak mi sie cos jeszcze przypomni, to dopisze.

  • efkamarchefka2 04.10.07, 09:26
    na jednym, na jednym :-) pychaaa!
    staram sie zabierac ze soba torbe zawsze przed wyjsciem po zakupy,
    ale czasami zdarzaja mi sie jakies nieplanowane i wtedy troche mnie
    denerwuje, ze nie mam jak ich zabrac ze soba.
    przypomnialo mi sie jeszcze:
    - okropna lyzeczka w kubku, do ktorej sie nie przyzwyczaje
    - znajomi, ktorzy pchaja sie do odwiedzin juz 2 dnia po porodzie,
    jakby mieli nie zdazyc
  • tijgertje 04.10.07, 21:30
    Przypomnialam sobie jeszcze cos strasznego: synowi nadalama az 3
    imiona! :-))) Gdybym wtedy wiedziala, ze bedze miec tylko jednego,
    to na czwarte pewnie tez bym sie zdecydowala:-)
  • beba3 05.10.07, 05:55
    Z zdziwieniem stwierdzam ze zapewne dlatego mi sie w Holandii podoba
    bo sie calkiem dobrze dostosowalam!
    Niestety brak znajomosci jezyka jest chyba najwieksza przeszkoda w
    sholedrzeniu! ;-)
    Generalnie przejelam wiekszosc nawykow o ktorych piszecie!
    Wyjatki:
    Dzieci maja po jednym imieniu ale rozumiem o co chodzi z tymi trzema
    imionami i akceptuje wiec sie nie liczy jako wyjatek? ;-)
    Ogrzewam caly dom. Wszystkie pomieszczenia! Nawet te w ktorych nie
    przebywamy. Nie mam glowy zaplanowac sobie ze godzine pobedziemy w
    salonie a potem zapewne przeniesiemy sie na 'gore' i trzeba bedzie
    15 min wczesniej podkrecic kurki. Sa podkrecone i juz.
    Czapki sa noszone przez dzieci i mnie. Okazjonalnie przez meza.
    Wciaz robie kupy zarcia na imprezy i planuje to zmienic, ograniczyc.
    Jest juz lepiej ale potrzebuje jeszcze kilku lat... ;-)
    Restza jak wyzej: jedzenie holenderskie uwazam za smaczne ale jadam
    od czasu do czasu. Polprodukty uzywam ale jak mam czas zawsze
    zaczynam od 'podstaw'. Wode piejemy z kranu. Rowerem zaiwanialam
    nawet podczas sniezycy (byly takie dwie dwa lata temu).
    Do szkoly i przedszkola staralam sie dawac dziecku kanapki a nie
    ciastka.
    Lubilam robic gorace lunchy od nalesnikow (wlasnych lub zagrzanych),
    po zupe, jajko itp. Taki pierwszy obiad, drugi wieczorem.
    przemieszlay sie wyjatki z regola. ;-P
    Co do mowienia 'smacznego' to slyszlam w Polsce od specjalist na
    temat kulturalnego zachowania przy stole, ze nie mowi sie przy
    stole 'smacznego' jesli jest to jakies bardziej oficjalne spotkanie,
    obiad w gronie obcych osob itp. Zyczenie sobie ;smacznego' w
    rodzinie, w gronie osob znanych jest mile i pozadane. Zalezy to
    zreszta od zwyczajow.
    Ja jak nie wiem czy wypada formuluje po prostu cale zdanie i wplatam
    do konwersacji. Cos jak: Jedzenie wyglada bardz dobrze i bedzie
    zapewne bardzo smakowac. Czy cos w ten desen. ;-)
    A jak jestm gospodarzem to: zapraszam do stolu, prosze sie
    czestowac, mama nadzieje, ze bedzie msakowac.
    I nikt nie czuje sie urazony. :-)

    Oj jak bym sobie wciala pofercies i dropy! I dla odmiany: kiszonej
    kapustki bym tez podjadla i ogoreczka kwaszonego! ;-D
    --
    Forum rodzicow w Holandii
    Singapur
  • tijgertje 05.10.07, 10:16
    Beba!!! Myslalam, ze juz o nas calkiem zapomnialas:-( Dobrze, ze
    jednak nie:-) No jakos nie widze,z ebys bardzo sholendrzona byla. Ja
    za to zapomnialam o jeszcze jednej rzeczy. Dla mnie to juz chyba nie
    ma ratunku:-( Otoz dzis po poludniu przyjdzie pani z Brandwonden
    Stichting, zostawi mi puszke, a ja sie modle o ladna pogode, bo w
    najblizszym tygodniu biore mlodego i zasuwamy z ta puszka od drzwi
    do drzi:-) Trzeba wam wiecej argumentow? :-)))
  • mad_die 05.10.07, 10:27
    mam zmywarkę w domu, o co bym siebie nie podejrzewała ;) i jeszcze myślę o kupnie suszarki do prania :D
    o rowerze, warzywach krojonych czy w połowie gotowych nie wspomnę :)
    Jeszcze nie przekonałam się do kupowania ciast, choć podobno pieczenie ich samemu świadczy o mniejszej zamożności portfela... Ale ja mam to w nosie, bo ichnie - nawet najlepsze ciasta - nie umywają się do moich najgorszych ;)

    --
    my_Flickr
    Ktoś
    BadVista
  • nesla 05.10.07, 10:44
    przy dzieciach to sobie nie wyobrazam nie miec zmywarki i suszarki, w Polsce
    chyba tez bym miala, ale Tijgertje mnie zszokowala!! :D chwali ci sie!!! A w
    temacie to ja mam abonament na goede doelen i co miesiac place, w Polsce chyba
    bym tego nie robila..

    Beba a jakie stricte azjatyckie zwyczaje przejelas???
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • mad_die 05.10.07, 10:50
    > przy dzieciach to sobie nie wyobrazam nie miec zmywarki i suszarki,

    No właśnie, dlatego myślimy o kupnie :)

    --
    my_Flickr
    Ktoś
    BadVista
  • monivk 06.10.07, 12:24
    ja to chyba jakas lewa jestem.wiekszosc tej holenderszczyzny mi nie
    podchodzi i tak robie swoje:)wszystko mi sie szybko nudzi i na
    wszystko mam fazy.moge tylko powiedziec ,ze na poczatku strasznie
    przybralam na wadze ,bo holenderski dobrobyt mnie
    przytloczyl.zauwazylam (radosnie,bo tak samo jak wszyscy w kolo),ze
    tez moge przejsc transformacje, tez moge miec pupke i koleczko
    ratunkowe na wysokosci pasa. po prostu wzieli mnie przez zaskoczenie.

    chyba stalam sie serdeczniejszym czlowiekiem.usmiech nie schodzi mi
    z twarzy,witam sie z obcymi ludzmi,slowo hallo i hoi wypowiadam w
    nieskonczonosc.
    juz mialam pic wode z kranu,ale wtedy zobaczylam jak moja lazienka
    oblazi kalkiem(amsterdamska woda ma najwyzszy wskaznik
    twardosci:P),wtedy wyobrazilam sobie moj zoladek oblozony kalkiem
    jak moja lazienka kafelkami.

    znaczki i inna makulature oddaje tesciowej.wkurza mnie nawet ,ze
    tyle wszedzie tych papierkow.

    jak tak pomyslec to raczej moj holenderski maz przyjal wiele moich
    czy tez polskich(?) nawykow;PPP.

    do tej pory nie potrafie w odpowiedzniej kolejnosci wypowiedziec
    jego pozostalych po erwinie 3 imion,chociaz idzie to nawet
    logicznie: erwin, wilhelmus, nicolaas, theodorus ,a przynajmniej tak
    mi sie zdaje:P

    czasami mysle,ze uchodze za niezlego dziwolaga.u mnie naprawde
    jakos wszystko na odwrot.oni ontbijtbiscuits a ja torebke suszonych
    owocow.
    aha.laze wszedzie z mp3.przypuszczam ze za rok bede glucha:)))czy to
    holenderskie?chyba nie.po prostu taki trend,ulegam wiec bardziej
    trendom niz holenderszczyznie samej w sobie.

    --
    mam nadzieje,ze jestem takim czlowiekiem za jakiego bierze mnie moj
    pies
  • ada9611 08.10.07, 09:13
    Przyznaje sie bez bicia,scholendrzalam,kawe pije z lyzeczka,prosze
    sie nie smiac,sama smilam sie z mojej szwagierki na pocztku gdy ta
    pila z lyzeczka,teraz sama pije,jak nie zapomne,jadam stampoty
    wlasnej roboty,obchodze sinterklaas ,[dla dzieci],na urodziny tez
    nie robie tyle zarcia,nabylam chyba ten nawykj z woda,wode pijemy z
    kranu ,a jakze,,rajstop juz dawno nie nakladam dzieciom pod
    spodnie,moj syn sie zbuntowal w wieku 5 lat,czapki posiadamy ,ale
    tylko jak wieje i zimno,,i wlasciwie mozna by ciagnac,i ciagnac,aha
    w mojej garderobie jest tylko jedna spodnicai to letnia,to chyba
    znak ze schlopilam,czy jak?
  • andevi 09.10.07, 00:20
    Oporne ze mnie ciele, ale jak przeanalizowalam, to przyznaje, ze na
    sporo sie zgodzilam, co mnie wczesniej razilo czy przynajmniej
    dziwilo.
    Co do urzadzenia domu:
    - pod prysznicem mam zaslonke, nie mam brodzika, wanny czy
    kabiny.Wlasciwie u nas kacik prysznicowy jest obudowany z trzech
    stron, wiec woda sie nie rozlewa, i pewnie dlatego ta zaslonka
    przeszla:)
    - mam okienka nad drzwiami, i nie zaslaniam ich ani nie
    zamalowuje.Nawet dostrzegam ich uzytecznosc (?!!!)
    - nie mam firanek i okna sa w dzien odsloniete, zaslaniamy dopiero
    na noc
    - nie ogrzewamy sypialni, a w pokoiku malego jest stale uchylony
    lufcik
    - na balkonie mam kupcze kwiatki, a nie wyhodowane z nasionka czy z
    zaszczepki, co zawsze wczesniej robilam
    - nie mamy dywanow, obrusow, serwetek, narzut, za to mnostwo
    swiecznikow, swiatelek, swieczek, lampionikow i innych duperszmitow.
    - mamy vitrinekast, szklana i podswietlana, a w niej bibeloty typu
    pamiatki narodowe po zdechlym kocie:)

    Co do dziecka:
    - kapiemy malego w wanience na stelazu.Moja mamuska, gdy do nas
    przyjechala, jakos nie bardzo byla do tego przekonana.No coz, moi
    bratankowie w Polsce byli kapani albo na stole w kuchni, albo w
    duzej wannie.
    - nie nakladamy malemu czapeczki tzw.od slonca czy od wiatru, (czy
    od humoru babci?)lata od wiosny do poznej jesieni z gola lepetyna
    - rajstopki zakladam tylko wtedy, gdy maly buntuje sie na skarpetki
    i cierpliwie je objada.No, po to, by cos jednak na tych nogach
    bylo.Ale wtedy juz nie zakladam spodni.
    - maly je chleb "od malego", czyli od 6 miesiaca, ale dopiero teraz
    (14 miesiecy) odwazylam sie wprowadzic maslo i zolty ser.Jakos nie
    bardzo mu podchodzi, woli goly chlebek
    - uzywam sloiczkow z gotowym jedzeniem.W Polsce bardzo mmie to
    wkurzalo, ze musialam zejsc dwa osiedla w poszukiwaniu obiadkow dla
    niemowlat i dopiero w sieci E.Leclerc dostalam to, czego szukalam:(

    Co do naszego jedzenia:
    - co niedziele albo sobote mamy chinszczyzne
    -nie gotuje zup
    -czesto uzywam polproduktow
    - jem wiecej nabialu.Jako dziecko mialam skaze bialkowa, wiec nie
    pilam mleka, tu sie odwazylam, no i nic mi nie jest:)
    - pije o wiele za duzo kawy:(
    - kupilam te smieszne lyzeczki do kawy z herbami, strasznie mi sie
    podobaja:)
    - naczynia myje w misce, ale w drugiej misce je plucze.Za to nie
    wycieram, a susze na suszarce.

    - jezdze duzo rowerem, w ciazy tez jezdzilam.No, jednak w deszczowa
    i wietrzna pogode wole wsiasc do autobusu
    - ubieram sie na sportowo, a wiec spodnie, plaskie buty, kurtka,
    szal, nawet do pracy.
    - nie maluje sie

    jak mi sie cos jeszcze przypomni, to sie dopisze, poki co zmykam
    spac.
  • agnieszkaela 09.10.07, 00:34
    Tak czytam o niektorych "sholendrzeniach" i zastanawiam sie czy nie
    wynikaja one z lepszej sytuacji materialnek? :-) domu nie
    przegrzewam tak samo jak w Polsce bo liczniki bija :-)
    - lykam paracetamol na wszystkie dolegliwosci
    - nie biegam do lekarza z dzieckiem z kazdym stluczonym kolanem i
    kazdza goraczka (choc ciagle czesto dzwonie)
    - nie przegrzewam dziecka, lekko ubieram i nie zakladam latem i
    wiosna czapki
    - kupuje i sprzedaja uzywane ubrania, meble, zabawki i ciesze sie ze
    cos fajnego tanio kupie
    -moge wyskoczyc do sklepu bez makijazu i w domowym dresie


    --
    Filip ur.27-09-2005
  • marjanna1 10.10.07, 18:21
    Tak czytam to wszystko i musze sie przyznac, ze wiele rzeczy, o ktorych piszecie
    ja robilam tak w Polsce.:) Wiec wyglada na to, ze to nie sholendrzenie a zwykla
    zmiana nawykow.:)

    Jedno jest pewne, w Polsce nie jezdzilam na rowerze przy kazdej pogodzie, a juz
    na pewno nie w spodnicy i szpilkach. Tutaj jak najbardziej i bardzo mi sie to
    podoba.:)
    Nie grzeje rowniez calego domu, tylko dol, czyli salon.:)
    No i kupuje tutaj pokrojone warzywa. W Polsce nie kupowalam z braku takowych,
    ale jakby byly to bym chetnie nabywala. Nie jestesm fanka gotowania, wiec im
    mniej roboty tym lepiej.:) Czyste lenistwo.:)

    Pozdrawiam
    --
    Poziomki uzyskujemy przez przewracanie pionków.
  • agnieszkaela 10.10.07, 22:59
    Marjanna, poplakalam sie ze smiechu nad poziomkami z Twojej
    sygnaturki :-)
    --
    Filip ur.27-09-2005
  • marjanna1 11.10.07, 15:23
    :))))
    --
    Poziomki uzyskujemy przez przewracanie pionków.
  • corneliss 11.10.07, 20:51
    no a co ;) to ja:
    zbieram znaczki,najkejki, zegelsow nie, uzywam bonuska i kart rabatowych, zbieram air mile
    jezdze na rowerze z mlodym, w ciazy tez sporo jezdzilam, nawet na wycieczki, nie tylko trasa praca-dom
    kupuje w second handach meble i rozne inne rzeczy, na marktplaats tez sporo
    mieszkanie ogrzewam od niedawna (od tygodnia) ale ja mam jeden poziom
    krojona kupuje tylko kapuste, aa i czasem mieszanke salat - a to z lenistwa
    poki co mlody chodzi bez rajstopek pod spodniami, ka nie uzywam w ogole nawet w najwieksze mrozy, czepke wkladam mu z daszkiem, ale tez bez przesady
    robie chinszczyzne i rozne wariacje na temat
    kupuje egzotyczne warzywa i owoce
    ubolewam nad malutka lodowka w zabudowie i brakiem piekarnika (ale to sie wkrotce zmieni)

    nie jem: stampota, dropow, pindakaas, stropwafels ani tych cudnych krokietow, kuleczek itp. miazgi
    nie przyzwyczaje sie do wyjacego godzinami (tak po 10 dziennie) psa u sasiada, smieci na mojej ulicy
    nie maluje sie

    jak mi sie cos przypomni to dopisze
    na wspomnienie marjankowej sygnaturki wciaz sie chichram :)))))
  • corneliss 12.10.07, 18:47
    no i jeszcze:
    nie prasuje ubran, chyba ze na jakies wyjscie wieksze
    pije kranowke i dziecko tez (z dodatkiem syropow)
    gary myje pod biezaca woda i splukuje ale juz nie wycieram
  • andevi 12.10.07, 22:28
    No to jeszcze dopisze cos w zwiazku z sasiadami.
    Wyjacych psow tez strawic nie moge, na szczescie u nas nie wyja.Ale
    to mi nasunelo inna mysl: jak sie zachowujecie, gdy macie
    uciazliwych sasiadow, albo nauczyciel cos nie tak zrobil i dziecko
    wam sie poskarzylo, albo wogole ktos wam na odcisk nadepnal
    itp..Zauwazylam, ze w wiekszosci Holendrzy unikaja kontaktow wprost,
    natomiast zaraz skarza do wyzszych instancji, a wiec np
    woonbouwvereeniging, dyrektora szkoly, dzwonia na policje, zamiast
    po prostu zwrocic czlowiekowi uwage.Osobiscie strasznie nie lubie,
    jak ktos na mnie do szefa kabluje(pracuje w szkole), no ale jak
    przychodzi co do czego odnosnie sasiada, ktory od rana do nocy i w
    srodku nocy puszcza metal, no to ide za rada meza i dzwonie na
    policje, zamiast wydrzec sie na sasiada:)
  • corneliss 12.10.07, 22:39
    ja tego sasiada od wyjca prosilam kilka razy, straszylam policja i schroniskiem dla zwierzat, zostawialam mu lisciki, raz wywrzeszczalam sie malo kulturalnie przez okno - ale zrobilam to celowo
    upominam, a jak nie skutkuje dzwonie na policje itp.

    a pytanie mam: czy wy korzystacie z tzw. 'nocnego licznika' i np. wlanczacie na noc pranie? u mnie naookolo sasiadom a to zmywarka w nocy dziala, a to pralka...
    osobiscie nie uzywam bo to chyba nalezy zglosic (poza tym wynajmuje mieszkanie)
  • mad_die 13.10.07, 10:06
    Korzystamy, tzn mamy zamiar korzystać, jak nam w końcu licznik naprawią ;) Bo jak do tej pory (tzn od września, odkąd jesteśmy w posiadaniu tego domu) licznikowi się coś wzięło i przestawiło i nocną taryfę mamy za dnia a dzienną w nocy :D Więc jak się zapewne domyślasz i pranie i zmywanie robię w dzień :D hehe

    A co do ogrzewania - jak mieliśmy stare okna to musiałam grzać już tak od 16-17 (z przerwami oczywiście) bo zimno było jak nie wiem co. Za to teraz, jak mamy nowe, polskie, fachowo założone, piec prawie w ogóle się nie włącza. Co więcej - musiałam termostat przestawić, zeby włączał się automatycznie przy temperaturze niższej niż 15 stopni :D

    --
    my_Flickr
    Ktoś
    BadVista
  • andevi 13.10.07, 17:17
    My tez mamy nocna taryfe, ale ze wzgledu na sasiadow nie wlaczam
    prania po 20.00, przeciez jak wiruje, to chodzi jak traktor, a
    ludziska chca spac, maja male dzieci itd..Mieszkamy w bloku, no i po
    prostu lepiej nie miec etykietki "aso", no nie? U nas ludziska
    raczej spokojne, tylko ten jeden metalowiec jakis
    niewydarzony...Zreszta, nocna taryfa obejmuje rowniez weekendy, wiec
    pranie robie albo za dnia, albo w soboty.
  • schinella 13.10.07, 21:39
    Co to za nocna taryfa, nigdy o tym nie slyszalam. Czy to jest
    wszedzie? Czy trzeba gdzies zglosic zeby miec?
    Ja akurat zmywarke wlaczam przed pojsciem spac, pralke czasami tez,
    jak maz sie rozbierze i wrzuci kolejna koszule do kosza.
    Nikomu nie przeszkadza bo mamy wlasny dom. Ale nie wiedzialam ze
    jest jakas nocna taryfa.

    --
    Julia Emma website
    Julita website
  • beba3 18.10.07, 10:18
    Czy masz dwie taryfy czy jedna zalezy od licznika (bardzo stary ma
    jedna, nowsze juz z podzialem) i to jednak trzeba zglosci,
    zadeklarowac. Albo masz jenda taryfe na cala dobe albo troche
    drozsza w ciagu dnia niz poprzednia ale tansza w nocy i weekendy.
    jak oboje pracujecie to oczywiscie oplaca sie miec dwie taryfy.
    Jak siedzisz w domu i sprzatasz generalnie mieszkanie i pierzesz w
    ciagu dnia to jedna taryfa jest lepsza.
    Tak jakos sobie wyliczylam kiedys ale ze i tak czasmi pralam w
    wekkendy to nie sadze abym byla w stanie sie w tym polapac. ;-)

    Nesla:
    Beba a jakie stricte azjatyckie zwyczaje przejelas???

    + Po przerwie na doinformowanie sie zaczelismy pic wode z kranu jak
    w Holandii.
    +/- Kupuje jedznie gotowe. Wychodzi taniej i oczywiscie szybciej i
    wygodniej. Bez stania przy garach. Gotuje okazjonalnie co swiadczy
    przeciwko mnie. Powinnam nie potrafic gotowac wcale i nie uprawiac
    tego zgubnego procederu. ;-)
    - Nie chodze w pizamie do jadlodajni. Dzieci tez nie chodza w
    pizamach po dworzu. Jeszcze! ;-P
    + Szoruje lazienke przez zalewanie. Ociupinki minusik ze wczesniej
    ja wyszoruje porzadnie a zalewam na koncu. ;-) Tak tu sie sprzata.
    Zlewa wszystko: mokre oznacza czyszczone (czyste?). Samo szybko
    wysycha i jest zaliczone sprzatanie. Ja jeszcze dosuszam. ;-)
    - Uzywam chusteczek higienicznych do wycierania nosa, do przetarcia
    rak przed i po jedzeniu. Uzywam w tym celu nawet _mokrych_
    chusteczek!!
    - Rece myje zazwyczaj przed pojsciem do tolety ale zawsze _po_.
    Nie tak jak niektorzy li i wylaczie przed a po to albo wcale
    albo 'jak swiecona wode'. ;-)
    + Kupuje jedznie i jem w 'drodze'. Kawa przez slomke i w worku to
    moj faworyt!
    + Nosze ze soba wode w bidonie albo butelke.
    + Nawet przy pieknej pogodzie mam ze soba skladany parasol.
    + Zakupilam sobie Croksy czyli cos jak hodaki ale cale z gumo-
    plastiku w dziury. Szkaradzienstwo pod wg estetycznym ale
    praktyczne...
    +/- Nosze namietnie kalpki. Przechodze powoli na sandaly bo
    zauwazylam ze 'szuram' jak miejscowi.
    - Nie kupuje za duzych butow.
    + Zdaza mi sie brac bluze ze soba aby w pomieszczeniu z klima sie
    doubrac. ;-) Tzn bywa mi juz zimno jak Singapurczykom.
    + Rozumiem juz pewne zjawiska jak np ogarniczenie wyposazenia domu
    do niezbednych sprzetow i nie zagracanie domu ozdobkami, bibelotami
    a nawet ksiazkami (plesnieja a biblioteki sa dobrze zaopatrzone).
    + Chodze po domu boso. Okazjonalnie w kapciach sprowadzonych z
    Polski. ;-)
    + Idac chodnikiem wybieram zacieniona strone np pod filarami a nie
    jak turysci ide w pelym sloncu.
    + Parasol otwieram rowniez gdy nie pada a slonce porzadnie daje po
    oczach.
    +/- Nie umiem sie pchac do metra ale juz walcze o siedzenie. ;-)
    + W pelni akceptuje ustepowanie miejsca przez trzesace sie staruszki
    mlodym i pelnym energii dzieciom. No, dobrze, moze nie w pelni ale
    korzystam z tych mijsc i szokuje tym ze sama pcham na nie czasmi
    swoj tylek a dopiero potem biore dzicko na kolana.
    - Ustepuje miejsca nie dzieciom a kobietom w ciazy, starszym osobom.
    Ach, te stare przyzwyczajenia...
    - Siadm na pierwsze wolne miejsce w autobusie a nie 'przechodze do
    tylu'. Kiedy jest scisk to nie markuje przechodzenia do tylu a
    naprawde sie przesuwam aby ludzie mogli wsiasc.
    + Przysypiam w metrze.
    + SMSuje w metrze ale
    - nie mam MP3, gier, laptopa czy innych badziew elektronicznych.
    - Myje naczynia polska metoda a nie holendersko - singapurska.
    - Jem chleb lub platki na sniadanie a nie ryz czy makaron.
    + Kupilam maszyne do gotowania ryzu.
    + Uzywam Microfale.
    - Mam suszarke do ubran.
    - Robie zapasy jedzeniowe.
    - Pytanie "ile placisz ze mieszkanie, przedszkole dziecka, ile
    zarabiasz, ile oszczedzasz itp" wciaz mnie draznia i naprawde nie
    moge pozbyc sie alergii na nie, kiedy zadaja mi je obcy ludzie np w
    autobusie.
    Mysle ze jeszcze torche tego jest ale daje to jaki taki obraz mojego
    pojmowania zycia w Singapurze. ;-)

    Tygrysie!
    Chodzenie i zbieranie skladek to jeszcze nie moj poziom
    zholendrzenia ale mysle ze jak jezyk tubylczy opanuje (jesli kiedys)
    to kto wie, kto wie? ;-D
    --
    Forum rodzicow w Holandii
    Singapur
  • nesla 19.10.07, 11:21
    Beba :D:D:D Ale kosmos masz tam w tym Singapurze! ale fajnie sie czyta :D
    --
    pozdrawiam
    nesla

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.