Re: adopcja zagraniczn...

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Ktos cos wie, ktos doswiadczyl? Znacie rodzicow adopcyjnych?
    Jakie sa realne szanse na to, by malzenstwo mieszane polsko-
    holenderskie przed 40, z jednym dzieckiem biologicznym w wieku 3
    lat, moglo zaadoptowac np dziecko z Polski?
    • 16.06.09, 10:04 Odpowiedz
      Szanse sa, ale trzeba przejsc rozne procedury, badania lekarskie i
      psychologiczne, kursy, licz sie tez z wysokimi kosztami. moze to
      trwac 2 nawet do 7 lat:-( Mysmy mysleli o adopcji , ale ze jest
      gorna granica wieku i moj chlop byl za stary, to niestety musielismy
      odpuscic. Nie pamietam dokladnie, czy w momencie rozpoczecia
      procedury czy w momencie adoptowania dziecka zadne z partnerow nie
      moze byc starsze niz 40 lat. Ryzyko jest, ze jak jestescie przy
      gornej granicy, to dostaniecie starsze dziecko. Z Polska maja umowy,
      wiec adopcja jest mozliwa. Musisz poszukac, zapytaj u domowego,
      bedzie wiedzial, gdzie cie dalej przekierowac, zeby zdobyc rzetelne
      informacje.
      • 16.06.09, 10:09 Odpowiedz
        Tu znajdziesz info:
        www.adoptie.nl/
        • 16.06.09, 12:35 Odpowiedz
          hej, a nie mozna zalatwiac przez polskie biuro w Polsce? A co do
          wieku to ja myslalam ze wystarczy ze jedno z rodzicow nie jest
          starsze od adoptowanego dziecka o wiecej niz 40 lat.
          Kolezanka pracowala w biurze adopcyjnym w Czestochowie przy kosciele
          i nie bylo ono drogie, rodzice placili 1000 zlotych no i oczywiscie
          wszystkie testy psychologiczne i chyba jakies kursy przygotowawcze
          czy cos takiego.
          z tego co mi sie wydaje to w Polsce o wiele szybciej mozna "znalezc"/
          zaadoptowac dziecko niz w Holandii.
          Powodzenia, zycze aby Wam sie udalo!
          • 16.06.09, 12:51 Odpowiedz
            Nie mozna adoptowac dziecka z Polski przez polskie biuro, jezeli
            mieszka sie w Holandii. Wszystkie adopcje zagraniczne musza byc
            przez tubylcze instytucje, przepisy takie maja, zeby zapobiec
            nielegalnym adopcjom i nie dopuscic do handlu dziecmi.
    • 16.06.09, 15:23 Odpowiedz
      Z tego co wiem, to roznica wieku miedzy rodzicami a najmlodszym dzieckiem nie moze byc wieksza niz 40 lat. Czyli mozna adoptowac takze i po 40-stce, ale wtedy troche starsze dziecko.

      Czas czekania jest bardzo zalezny od tego ile dzieci chce sie zaadoptowac. Znajomi mojej przyjaciolki (mieszkajacy w Polsce) adoptowali kilka miesiecy temu troje malych dzieci (rodzenstwo). Poniewaz rodzenstw sie nie rozdziela (przynajmniej oficjalnie, bo wiem z opowiadan, ze w praktyce inaczej sie zdarza) i poniewaz niewiele jest ludzi, ktorzy chca na raz trojke dzieci adoptowac, to ich czas czekania nie byl taki dlugi.


      --
      "Three things cannot be long hidden: the sun, the moon, and the truth."
      ~ Buddha
      • 21.06.09, 00:10 Odpowiedz
        Na adopcje z Polski szans nie mamy, za krotki staz malzenski i
        jestesmy za starzy.Min.5 lat w zwiazku, i wiek ponizej 40 lat.
        Rozgladalam sie po stronkach biur, ktore przeprowadzaja tu adopcje
        zagraniczne, i moze bylaby szansa na adopcje z Chin, czas
        oczekiwania znow nie taki dlugi, ale... nie jestemy adwokatami czy
        chirurgami plastycznymi, by nasze dochody wynosily ponad 80.000
        tysiecy dolarow rocznie.
        No to kto w koncu moze w tym kraju adoptowac dziecko????
        • 21.06.09, 09:26 Odpowiedz
          Andevi, moze najprosciej wybrac sie do takiego biura? Udziela Wam wtedy dokladnych informacji jaka jest szansza na adopcje w Waszej konkretnej sytuacji.
          Andevi, takie biura musza sie przede wszystkim kierowac dobrem dziecka. Pragnienie posiadania dziecka, chocby wielkie i szczere, jest drugorzedne. Dlatego te wymagania dotyczace wieku rodzicow, stazu (stabilnosci) zwiazku itd.

        • 21.06.09, 11:58 Odpowiedz
          Do andevi

          Podaj prosze te stronki gdzie mozna poczytac o adopcji dziecka z
          Chin, bardzo jestesmy z mezem zainteresowani, ale fakt ze obydwoje
          jestesmy Polakami ale mieszkajacymi tu na stale moze miec jakies
          znaczenia? I ile czasu trzeba czekac na dziecko z Chin?
          Dzwonilam rowniez do osrodka w Posce i pani mi powiedziala ze nie
          wszystkie sady pozwalaja na adopcje krajowa jesli sie mieszka za
          granica, ale sad w Bielsku jest przychylny gdy rodzice sa Polakami,
          maaja zameldowanie w Polsce i wyraza chec powrotu do Polski. Wiec
          moze rowniez mielibysmy jakas szansz na dziecko z Polski.

          • 19.07.09, 23:05 Odpowiedz
            ala, na innym forum zgadalam sie z kobieta, ktora adoptowala dzieci
            w Polsce, a w Holandii jej je odebrano:( Twierdzi, ze holenderskie
            sady nie uznaja wyrokow polskich sadow.Tragedia.
            Czyli nie mozesz w Polsce adoptowac i tu przyjechac z dziecmi,
            raczej osiedlic sie tam, gdzie beda bezpieczne, i one, i Wy jako
            rodzice adopcyjni.Jesli chce sie adoptowac do Holandii, musi w tym
            posredniczyc Raad vd Kinderbescherming (sa super w bezprawnym
            odbieraniu dzieci!).Na innym watku mozesz poczytac o moich
            przejsciach z bratnia organizacja AMK.
            Wierze, ze ta kobieta nie zmysla, bo i ja sie o takie zagrozenie
            otarlam.
        • 22.06.09, 18:16 Odpowiedz
          >ale... nie jestemy adwokatami czy
          > chirurgami plastycznymi, by nasze dochody wynosily ponad 80.000
          > tysiecy dolarow rocznie.

          Z tej strony do ktorej podalas linka:

          "Minimaal één van de aanvragers dient een vast dienstverband te hebben. Het inkomen moet minimaal US$ 10.000,-- per gezinslid bedragen inclusief het verwachte adoptiekindje. Inkomsten via pensioen, verzekeringsgeld of sociale dienst worden niet meegerekend. Bovendien moet het totale familiebezit (inboedel, auto, huis, etc.) minstens US$ 80.000,-- bedragen."

          Tutaj nie jest napisane, ze trzeba miec roczne dochody ponad 80.000 dolarow rocznie... A juz na pewno nie "80.000 tysiecy".
          • 23.06.09, 15:08 Odpowiedz
            go.ga napisała:
            minstens US$ 80.000,-- bedragen."
            >
            > Tutaj nie jest napisane, ze trzeba miec roczne dochody ponad
            80.000 dolarow ro
            > cznie... A juz na pewno nie "80.000 tysiecy".

            :)) fajnie z tymi tysiczkami wyszlo, sama sie usmialam, gdy to
            przeczytalam w twoim poscie:)

            Tam jest tez napisane, ze wymagane minimum dochodow to 10 tysiecy
            dolarow na osobe, liczac adptowane dziecko.Zasilki nie wchodza w
            rachube, wiec maja to byc dochody pochodzace z pensji. Nasza rodzina
            liczy w tej chwili trzy osoby (ja, maz i syn), gdybysmy adoptowali
            malucha, to bedzie jeszcze z nami mieszkala babcia, a moze w
            miedzyczasie przybedzie nam i biologiczne dzieciatko, wiec maz
            musialby zarabiac ok.50-60 tysiecy rocznie. Preferowany przy adopcji
            model rodziny, to mamuska pozostajaca w domu i opiekujaca sie
            dziecmi. No, takich dochodow nie osiagniesz przy miesiecznej pensji
            1400 euro... A nawet, gdyby to byly dwie pensje.
            Poza tym trzeba miec "posiadlosc" o wartosc minimum 80 tysiecy
            dolcow (dom, samochod).Ktos, kto mieszka w huurwoning i nie ma auta,
            pod to nie podpada.Zwlaszcza, jesli ma duza rodzine.
            • 23.06.09, 19:56 Odpowiedz
              > a moze w
              > miedzyczasie przybedzie nam i biologiczne dzieciatko,

              i tu mnie zaciekawiłaś :) Chcecie adoptować dziecko i starać się o
              kolejne biologiczne? Ja też od zawsze myślałam i myślę o adopcji,
              ale wpierw chcę urodzić wszystkie biologiczne dzieci i ewentualnie
              potem adoptować. Wydaje mi się zresztą, że tak jest zalecane (m.in.
              przez psychologów), żeby adopcyjne dziecko było minimum 3 lata
              młodsze od najmłodszego biologicznego. To chciałabyś tak prawie
              naraz adoptować i urodzić? to chyba za duży stres dla całej
              rodziny ...
              • 23.06.09, 22:15 Odpowiedz
                Na adopcje czeka sie i do 7 lat, przy naszym wieku po 40 to juz
                raczej na niemowle szans nie mamy, gdyby sie adoptowalo, to dziecko
                starsze wchodzi w rachube.Dziecko adoptowane nie musi byc najmlodsze
                w rodzinie! Owszem, musi byc mlodsze od obecnego juz dziecka
                biologicznego.
                Co do rodzicielstwa biologicznego, jest u nas duze ryzyko
                przekazania potomstwu wad genetycznych, stad zastanawialismy sie nad
                adopcja.Ale jest i szansa na zdrowe dziecko. Nie, nie rodzilabym i
                jednoczesnie adoptowala:)Chyba nawet takiej opcji nie ma, ale tego
                nie wiem.
                • 24.06.09, 09:00 Odpowiedz
                  Faktycznie, gdy trzeba czekać nawet 7 lat... To dopiero musi być
                  stresujące czekanie :(
                  No cóż, życzę Wam powodzenia. Mam nadzieję, że się Wam uda i że nie
                  bedzie to jednak zbyt skomplikowane :)
            • 24.06.09, 10:39 Odpowiedz
              andevi napisała:

              > Tam jest tez napisane, ze wymagane minimum dochodow to 10 tysiecy
              > dolarow na osobe, liczac adptowane dziecko.

              > model rodziny, to mamuska pozostajaca w domu i opiekujaca sie
              > dziecmi.

              Czy chodzi im o sumy brutto czy netto? Zakladam, ze brutto, bo u mnie w pracy to
              nawet nasz dyrektor (120-sto osobowej firmy) nie zarabia 40 tysiecy netto.

              > Poza tym trzeba miec "posiadlosc" o wartosc minimum 80 tysiecy
              > dolcow (dom, samochod).Ktos, kto mieszka w huurwoning i nie ma auta,
              > pod to nie podpada.Zwlaszcza, jesli ma duza rodzine.

              A jak liczy sie dla nich kupny dom, ale za to calkowicie wziety na hipoteke?
              Wtedy masz cos, co jest kilka razy wiecej warte niz 80 tysiecy. Ale w
              rzeczywistosci jestes wlascicielem ogromnego... dlugu. ;)

              Rozmawialam tez przed chwila z kolegami z pracy. Dwoch z nich zna pary z
              adoptowanymi dziecmi z Chin. Obie te pary mieszkaja w wynajetych domach. I obie
              maja normalna, albo nawet troche gorsza sytuacje finansowa niz przecietna
              holenderska rodzina...

              --
              "Three things cannot be long hidden: the sun, the moon, and the truth."
              ~ Buddha
              • 19.07.09, 23:21 Odpowiedz
                Rozmawialam tez przed chwila z kolegami z pracy. Dwoch z nich zna
                pary z
                adoptowanymi dziecmi z Chin. Obie te pary mieszkaja w wynajetych
                domach. I obie
                maja normalna, albo nawet troche gorsza sytuacje finansowa niz
                przecietna
                holenderska rodzina...


                W Holandii nie ma mozliwosci adopcji krajowej, chyba, ze jest to
                dziecko nowej partnerki, a wiec pasierb. Natomiast bardzo popularna
                forma sa tzw.pleegfamielies (rodziny zastepcze). Tacy
                ludzie "zdobywaja" swoje dzieci dzieki Raad vd Kinderbescherming czy
                Jeugdzorg, ktore to organizacje sa wyspecjaizowane w odbieraniu
                dzieci ich biologicznym rodzicom. Wystarczy, ze Polacy, ktory tu
                pracuja sezonowo przyjada z dzieckiem, mieszkaja w bungalow z 8
                innych wspollokatorow, ktos zyczliwy ich przeskarzy, ze dziecko nie
                ma warunkow, no i klops. Dziecko jest odbierane rodzicom i trafia np
                do pary homoseksualnej(sic!).
                Tak wiec jest szansa na malego Polaczka, Chineczke, Surinamka,
                wystarczy tylko sie udac z wnioskiem do w/w instytucji i najlepiej
                jeszcze anonimowo oskarzyc biologicznych rodzicow upatrzonego z gory
                dziecka.Takie przekrety w tym kraju sa mozliwe.O zgrozo...
                • 19.07.09, 23:41 Odpowiedz
                  Andevi, rodzina zastepcza to nie to samo co adopcyjna. Nawet jesli
                  dziecko zostanie odebrane rodzicom, to nie jest to tak hop siup i
                  juz, do widzenia. Zazwyczaj jest to umieszczeie czasowe, np do czasu
                  rozprawy czy np odwyku rodzica itp. Rodzina zastepcza opiekuje sie
                  dzieckiem, ale to rodzice nadal maja decydujacy glos w waznych
                  decyzjach. dziecko moze byc w rodzinie zastepczej kilka dni, ale tez
                  dobrych kilka lat. Jedyny minus: rodzina zastepcza nie moze
                  adoptowac dziecka, ktorym sie opiekuje i wczesniej czy pozniej musi
                  sie z nim rozstac. Zadowalalo by cie takie cos? Myslelismy o takim
                  rozwiazaniu, ale moj chlop sie stanowczo nie zgodzil i po
                  przemysleniu musialam mu przyznac racje. Nie bylabym w stanie zyc ze
                  swiadomoscia, ze w kazdej chwili dziecko, ktore traktuje jak wlasne
                  bede musiala oddac albo rodzicom bilogicznym, albo adopcyjnym:-(
                  • 20.07.09, 10:49 Odpowiedz
                    Tygrysku, mnie po prostu bulwersuje to, jak latwo w tym kraju mozna
                    odebrac dziecko rodzicom, zarowno biologicznym, jak adopcyjnym. I na
                    pewno wiedzac o tym, nie bralabym udzialu w takim precederze,
                    wpisujac sie na liste rodzin zastepczych.
                    Odebrac dziecko mozna pod byle pretekstem, i umiescic tam, gdzie
                    latami nie ma kontaktu z matka czy ojcem. Gdy poczytalam sobie o
                    metodach, jakie stosuje Raad vd Kinderbescherming, doznalam szoku...
                    Zreszta, probke tego mialam, gdy przechodzilam sama sprawe z
                    AMK.Zostalismy z zemsty oskarzeni, zarzuty zupelnie wyssane z palca,
                    no ale sprawa byla i to nas sprawdzano, a nie zasadnosc zarzutow,
                    nam chciano odebrac dziecko i nas wyslac do psychiatryka. Az sie we
                    mnie gotuje, gdy sobie o tym pomysle.
                • 20.07.09, 11:20 Odpowiedz
                  Przez ostatnie lata wyszlo na jaw kilka przypadkow dzieci zamordowanych przez swoich rodzicow. Rodziny byly znane w Kinderbescherming. Potem bylo duzo dyskusji na temat tego, ze w Holandii za dlugo czeka sie z decyzja odebrania dzieci rodzicom. Czyzby teraz byl przekret w druga strone?

                  --
                  "Three things cannot be long hidden: the sun, the moon, and the truth."
                  ~ Buddha
                  • 20.07.09, 11:55 Odpowiedz
                    Ja mysle, ze prawda lezy posrodku. Wcale nie jest tak latwo odebrac
                    dzieci rodzicom i kinderbescherming wychodzi z zalozenia, ze
                    najlepiej pomoc rodzinie , aby dzieci mogly mieszkac z rodzicami,
                    ale chyba w niektorych sytuacjach szybciej wkraczaja do akcji, jesli
                    maja podstawy twierdzic, ze istnieje realne zagrozenie dla dziecka.
                    W takim wypadku nie ma znaczenia, czy donos jest bezpodstawny czy
                    nie, nie sa jasnowidzami i dopoki nie sprawdza sytuacji to dziecko
                    faktycznie moze czasowo zostac ulokowane w rodzinie zastepczej.
                    Mysle, ze wcale nie odbieraja dzieci tak szybko i latwo, jak
                    twierdzi andevi, ale jestem za tym, zeby faktyczniedzialali szybko,
                    jesli dostaja jakies zgloszeie swiadczace o tym, ze dziecku dzieje
                    sie krzywda. Gdyby saisiedzi doniesli na mnie, ze znecam sie nad
                    dzieckiem ,bo ciagle wrzeszczy (teoretycznie), to wolalabym, zeby
                    sprawdzili sytuacje, niz ja olali, bo wowczas ludzie przestaliby w
                    ogole reagowac na to, co sie z dziecmi dzieje, potem tylko glosno w
                    telewizji, wszyscy sie za glowy lapia i pytaja, gdze byl
                    kinderbescherming. Jesli rodzice sie nad dzieckiem znecaja, a
                    sasiedzi o tym wiedza, to powinni wydzwaniac do skutku.
                    • 20.07.09, 21:38 Odpowiedz
                      Zgadzam sie jak najbardziej, ze nie powinni lekcewazyc niepokojacych
                      zgloszen, zreszta tego nie robia, maja obowiazek kazde zgloszenie
                      przyjac i sprawdzic.
                      Chodzi mi natomiast o takie przekrety, kiedy ludzie zaadoptowali w
                      Polsce dzieci, przyjezdzaja tu i chca je zarejestrowac, a dzieci
                      automatycznie bez wyjasnienia sa im odbierane! Sad holenderski
                      twierdzi, ze adopcja byla nielegalna, choc sad polski wydal
                      odpowiednie dokumenty i adopcja zostala przeprowadzona zgodnie z
                      prawem. Rodzice adopcyjni nawet nie wiedza, gdzie przebywaja ich
                      dzieci, a na pewno maluchy nie zostaly odeslane do Polski.Moim
                      zdaniem kinderbescherming nie jest od tego, by podwazac decyzje
                      sadow zagranicznych.No bo ktos, kto tu mieszka na stale, a ma
                      polskie obywatelstwo, zaadoptowal w Polsce dzieci omijajac procedury
                      adopcji zagranicznej.I Raad na tym grubych tysiaczkow nie zarobila.
                      • 20.07.09, 22:14 Odpowiedz
                        andevi napisała:

                        Chodzi mi natomiast o takie przekrety, kiedy ludzie zaadoptowali w
                        > Polsce dzieci, przyjezdzaja tu i chca je zarejestrowac, a dzieci
                        > automatycznie bez wyjasnienia sa im odbierane! Sad holenderski
                        > twierdzi, ze adopcja byla nielegalna, choc sad polski wydal
                        > odpowiednie dokumenty i adopcja zostala przeprowadzona zgodnie z
                        > prawem.

                        Moim
                        > zdaniem kinderbescherming nie jest od tego, by podwazac decyzje
                        > sadow zagranicznych.No bo ktos, kto tu mieszka na stale, a ma
                        > polskie obywatelstwo, zaadoptowal w Polsce dzieci omijajac
                        procedury
                        > adopcji zagranicznej.I Raad na tym grubych tysiaczkow nie zarobila.


                        Tu sie zgodzic niestety nie moge. Wlasnieomijanie przepisow moze
                        tylko sprawic sporo klopotow i wiadomo, kto na tym najbardziej
                        ucierpi. Nie zgadzam sie, ze Holandia musi zgadzac sie z decyzjami
                        sadow zagranicznych, bo prawo wielu krajow koliduje z prawem nie
                        tylkoholenderskim, ale i europejskim. Idac tym tokiem myslenia
                        powinni np zgadzac sie na morderstwa kobiet muzulmanskich w imie
                        obrony "honoru" rodziny. Jezeli ludzie, rowniez z polskim
                        obywatelstem mieszkaja na stale tutaj, to MUSZA o adopcje w Polsce
                        wystepowac przez tutejszy urzad. Jezeli sad w Polsce wydal zgode na
                        adopcje to albo nie wiedzial, ze chodzi o wywiezienie dziecka na
                        staleza granice, albo zlamal umowe z Holandia okreslajaca warunki
                        adopcji zagranicznej, bo o taka w tym wypadku chodzi. Wiem,z e
                        omijanie przepisow to polska specjalnosc ale szkoda mi tylko dzieci,
                        ktore staja sie ofiarami takich sytuacji.
            • 01.07.09, 14:29 Odpowiedz
              Przy pensji 1400 Euro to ciezko utrzymac 3 osobowa rodzine. Chyba
              panstwu chodzi o to zeby nie doplacac, bo przy takich dochodach
              rodzina zyje wspomagana przez zasilki/ulgi od panstwa.
              Panstwo patrzy na to tak: po co nam adoptowany Chinczyk - na
              utrzymanie ktorego nie stac tej rodziny i musimy im placic. Panstwo
              mysli tak: Jak ktos chce adoptowac to niech adoptuje taki, ktorego
              stac i nie trzeba za to doplacac. Przykre to, ale chyba wlasnie tak
              jest.

              --
              Julia Emma & Jason Junior website
              • 01.07.09, 21:59 Odpowiedz
                s
                > Panstwo patrzy na to tak: po co nam adoptowany Chinczyk - na
                > utrzymanie ktorego nie stac tej rodziny i musimy im placic. Panstwo
                > mysli tak: Jak ktos chce adoptowac to niech adoptuje taki, ktorego
                > stac i nie trzeba za to doplacac. Przykre to, ale chyba wlasnie tak
                > jest.

                Ale Schinella, na tej stronie jest napisane, ze sa to wymagania (jedne z wielu) ze strony Chin dotyczace adopcyjnych rodzicow a nie ze strony Holandii.
                Sa tez tam panstwa ktore nie stawiaja tego typu wymagan, ani dotyczacych finansow ani dotyczacyh wieku przyszlych rodzicow, na przyklad Guatemala. Nie ma tez problemu z zaadoptowaniem dziecka z Rosji, z tym, ze trzeba sie liczyc z tym, ze dziecko moze byc "problemowe".
                Generalnie im wiecej wymagan stawiaja przyszli rodzice (dziecko biale, zdrowie, niemowle itd.) tym wiecej wymagan stawia sie im.
    • 22.06.09, 10:47 Odpowiedz
      www.adopcja.org/
      www.tpdzg.org.pl/index.php?page=4
      Te organizacje sa w Polsce upranione do przeprowadzania adopcji
      zagranicznych.

      www.kindentoekomst.nl/
      a tu masz o adopcji z Chin w Holandii.
    • 26.06.09, 20:57 Odpowiedz
      Tu cos znalazlam.Kontrowersyjne, ale dziala!

      adopcjazewskazaniem.pl

      Podkreslam, ze taka adopcja jest wedlug prawa polskiego legalna,
      mozna terz w ten sposob adoptowac za granice.No i koszty sa o niebo
      nizsze:)
      • 27.06.09, 17:52 Odpowiedz
        Hej Andevi

        Mozesz mi cos wiecej powiedziec o adopcji dziecka z Chin?
        Czy rodzina polska mieszkajaca tutaj ma szanse i gdzie trzeba sie
        zglosic i jak dlugo sie czeka?
        Widzialam Twoj post na AZW bardzo wzruszajacy moze tez sprobuje cos
        tam napisac
        Pozdrowienia
        • 27.06.09, 23:40 Odpowiedz
          Dziewczyny, wiem tyle, co sama przeczytalam na roznych stronkach
          oficjalnych i mniej, poczytalam pare blogow ludzi bogatych i
          bogatszych, ktorym sie udalo. Znam tez kilka matek z adoptowanymi
          Chineczkami(moje uczennice). Snobki, ze az sie ..... chce!

          Mam tez przyjaciolke, kobiete po 65, ktora od kilku lat matkuje mi
          tu w Holandii.Jest z Indonezji, jej maz jest Holendrem, maja dwoje
          biologicznyc dzieci i dwoje adoptowanych z Indonezji wlasnie.
          Opowiedziala mi pokrotce swoja historie.
          W momencie decyzji o adopcji jej maz byl juz na granicy
          dopuszczalnego dla adopcji zagranicznej wieku, tzn.dobiegal 40-stki.
          Obeszli to w ten sposob, ze ktos z jej rodziny zaadoptowal legalnie
          dziecko w Indonezji.Dziecko pojechalo do Holandii w odwiedziny do
          babci, i tu zostalo powierzone opiece prawnej owej rodzinie
          adopcyjnej. Po 5-6 latach, od kiedy dziecko juz u nich przebywalo,
          wszczeli proces adopcyjny, tym razem podwojna adopcje, bo mieli na
          widoku jeszcze jedno dziecko. Obie adopcje sie udaly. Ich dzieci
          adopcyjne sa juz dorosle.
          Powiedziala mi tez o innej, mniej legalnej mozliwosci. Matka
          biologiczna rodzi w domu i dziecko rejestrowane jest na matke
          adopcyjna, nie biologiczna. No, to wedlug mnie adopcja ze wskazaniem
          jest tu lepszym wyjsciem, przynajmniej o tyle, ze jest legalna. Ale
          jak to wyglada w praktyce, tego jeszcze nie wiem, ale sie dowiem:)
          • 18.08.09, 17:28 Odpowiedz
            Adevi
            Czy ja dobrze doczytalam ze jestes w ciazy?
            Tzn ze odpuszczasz adopcje? Tzn nie macie szans?
            Nie rozumiem za bardzo Twojej sytuacji...
            --
            Forum rodzicow wHolandii
            Singapur
            • 19.08.09, 16:59 Odpowiedz
              Moja sytuacja?
              W polowie kwietnia stracilam dziecko.Ciaza obumarla w 14 tygodniu, w
              16 tygodniu zabieg usuniecia. Badania genetyczne, ktorych wynik
              dostac mielismy 7 lipca, nie zostaly przerowadzone, bo genetykom nie
              udalo sie juz wyhodowac materialu z pobranych tkanek, jako ze te
              byly juz od 2 tygodni martwe. Tak wiec do tej pory nie wiemy, co
              bylo przyczyna smierci dziecka. Badania prenatalne w ciazy tez
              niekompletne, bo dziecko nie dozylo do czasu, w ktorym zwykle robia
              amniopunkcje. Test potrojny i badanie przeziernosci karkowej
              wykazaly ryzyko 1:21, ze dziecko ma jakies wady genetyczne,
              najprawdopodobniej zespol Dawna.
              Liczylismy sie z tym, ze moze jestesmy nosicielami jakiejs choroby
              przenoszonej w genach, ze moze ryzyko poczecia dziecka chorego czy
              ryzyko obumarcia ciazy jest zbyt wielkie.Stad zaczelismy sie
              interesowac tematem adopcji.Po prostu, informacyjnie.Jakie sa
              procedury, jakie szanse, ile to kosztuje, jak to sie robi. Dlatego
              zalozylam ten watek.
              W miedzyczasie mialam kontrole po stracie dziecka, kolejna serie
              badan. Wyniki dobre, nie bylo ani infekcji, ani nie jestesmy
              nosicielami, lekarz wiec dal zielone swiatlo na starania o kolejna
              ciaze. Juz w drugim cyklu po zabiegu starania zostaly uwienczone
              sukcesem:) Wczoraj wlasnie mialam pierwsze USG, widzielismy
              dzidzie.Ma dokladnie 10 tygodni i 3,10cm, rozwija sie prawidlowo.
              Oczywiscie jestem teraz pod lupa, ciaze bedzie prowadzil ginekolog,
              a nie polozna, kontrole co dwa tygodnie, badania prenatalne
              obowiazkowo.
              Poza tym w kwestiach zawodowych zamieszanie. Od stycznia uzeram sie
              z szefem, ktory mi odebral bezprawnie godziny.Wzielismy adwokata.
              Proby ugody nie daly rezultatu, wiec jestesmy w trakcie sporzadzania
              aktu oskarzenia, zbierania materialow, i sprawa przeciwko szefowi
              rusza lada dzien. Nota bene, 27 maja dostalam wypowiedzenie, bedac
              na zwolnieniu po zabiegu...
              Nie mam ani pracy, ani prawa do zasilku, no i jestem w ciazy, wiec
              nowej pracy najprawdopodobniej tez nie dostane(kto chce zatrudnic
              ciezarna?).Nieciekawie.
              • 20.08.09, 15:10 Odpowiedz
                No to juz rozumiem o co chodzi bo gdzies we wczesniejszych watkach cos
                wspominalas ale niedokladnie.
                Bardzo mi przykro z powodu straty ciazy. To nigdy nie jest latwe i ciezko
                znalesc slowa pocieszenia...
                Gratuluje kolejnego zaciazenia i tego ze dzidzia rozwija sie dobrze.
                Z praca faktycznie nieciekawie. A czy jestes pewna ze chcesz ta sprawe szefowi
                zakladac? Obojetnie czy wygrasz czy przegrasz i co ew wygrana Ci da. Zastanawiam
                sie co przegrana czy tez sam fakt zalozenia sprawy moze Ci przyniesc. Czy nie
                zaszkodzi i nie zniecheci do zatrudnienia Ciebie gdzies indziej? Mysle ze warto
                jeszcze pomyslec od konsekwencjami. Oczywiscie ja nie jestem strona w konflikcie
                i latwo jest mi mowic. Z drugiej strny obiektywnie patrze na sytuacje. Przespij
                sie jeszcze z tydzien zanim podejmiesz decyzje.
                Bez pracy rozumiem ze nie jest za fajnie ale z drugiej strony bedziesz miec czas
                aby dopatrzec dzieciaczka, zadbac o siebie i o ciaze. Byc moze trzeba bedzie
                zacisnac pasa finansowo ale pomysl, ze za rok czy rok z kawalkiem nic nie stanie
                na przeszkodzie aby pracy szukac i miec spore szanse na jej znalezienie. Juz
                teraz pomysl jak zapewnic opieke dwojce malcow abys mogal bez problemow wrocic
                do pracy. I juz teraz szukaj potencjalnych pracodawcow. Prac nie musi byc na
                teraz, moze byc na pozniejszy termin.
                Zycze Ci wszsytkiego dobrego! Malo stresow, duzo wypoczynku i radosci z
                rosnacego brzuszka! :-)
                --
                Forum rodzicow wHolandii
                Singapur
                • 20.08.09, 21:21 Odpowiedz
                  Dzieki beba!

                  Co do sprawy z szefem.Od poczatku. Pracowalam w szkolce muzycznej w
                  trzech roznych lokacjach, dwie w regionie Haarlem, jedna w regionie
                  Bollenstreek.Koniec roku szkolnego 2008, dostaje propozycje od
                  szefa, ustnie, zamiany lokacji z kims, kto musi dojezdzac z
                  Amsterdamu w nasze strony, gdy ja dojezdzam do pracy pod
                  Amsterdam.Wyrazam zgode.Dostaje wiec od wrzesnia nowa lokacje w
                  Bollenstreek. We wrzesniu na plenarce dowiaduje sie, ze moje stale
                  godziny pod Amsterdamem dostala nowo zatrudniona(od wrzesnia!)
                  nauczycielka, ja natomiast dostalam ZASTEPSTWO za koleznake na
                  macierzynskim(sic!).Juz wtedy powinnam reagowac.Obiecanki cacanki,
                  ze jak kolezanka wroci z urlopu,to i tak pozostane w tym regionie,
                  dadza mi nowych uczniow w sasiedniej wsi itp..
                  Kolezanka miala wracac w styczniu.Od listopada nie moglam sie
                  dopytac, jak bedzie wygladala moja praca od stycznia.W koncu zostalo
                  to rozwiazane poza moimi plecami, uczniowie powiadomieni, ze wracaja
                  do dawnej nauczycielki, gdy ja dostalam grafik bez zmian.Przyszlam
                  wiec do pracy, a uczniowie nie przyszli, bo juz od dwoch tygodni
                  mieli lekcje w inne dni z innym nauczycielem.Tym to sposobem
                  odebrano mi prawie wszystkie godziny, zostawiajac tylko 3 i pol
                  tygodniowo z tego, co mialam przed zamiana lokacji.Mniej wiecej w
                  tym samym czasie zglosilam w pracy fakt ciazy. Interwencje w
                  adminstracji nie odniosly skutku, odeslano mnie do UVW po zasilek
                  wyrownawczy (sic!).Poszlismy wiec do radcy prawnego, zostalo
                  wystosowane pismo do szefa, by oddal godziny lub wyplacil
                  rekompensate. Szef odpowiedzial telefonicznie pogrozkami, ze jesli
                  wstapimy na droge prawna, to mnie zwolni. Wzielismy wiec adwokata.
                  Dostalam jakis ochlap w postaci miesiecznego zastepstwa pod
                  Amsterdamem, kolejne 3 godzinki. No, w sumie mialam jakies 7 godzin
                  z 15 odebranych.
                  W miedzyczasie ciaza obumarla, operacja, 6 tygodni zwolnienia.Po
                  czym dostalam wezwanie na komisje lekarska.Jako ze pobieralam
                  zasilek wyrownawczy, pierwsze spotkanie bylo z lekarzem z UVW.Ten
                  stwierdzil gleboka traume u mnie i koniecznosc robienia intensywnej
                  terapii psychologicznej i dal kolejne 6 tygodni zwolnienia.Pare
                  godzin pozniej, niezaleznie od tego, mialam spotkanie z arboartsem(z
                  ramienia pracodawcy).A ten nawet mnie nie badajac stwierdzil, ze
                  jestem w pelni zdolna do pracy i od 5 czerwca mam wracac do pracy,
                  ale... W MAX.WYMIARZE GODZIN 3 TYGODNIOWO!
                  No, nie kijem, a cala pala.Szef jest kryty, nie musi oddawac godzin.
                  Odwolalam sie, poszla second opinion od lekarza z UVW, poszlo pismo
                  od adwokata, skutkiem czego z dn.27 maja br. szef mi prace
                  wypowiedzial. Jako ze jestem niezdolna do pracy.Na ziekte wet
                  pozostawalam w sumie 18 tygodni.
                  W tej chwili zbierane sa materialy, dowody, robione wyliczenie
                  rekompensaty, ktora szef jest mi dluzny, no i sporzadzany akt
                  oskarzenia. Sprawa jest jak najbardziej do wygrania, bo szef nie ma
                  nic, co by go krylo, dzialal jak najbardziej bezprawnie.No, moze nie
                  dostaniemy az 6 tysiecy euro z tych wyliczonych przez adwokata, ale
                  zawsze cos.No i przede wszystkim zostanie zniesiony bezprawny zapis
                  o prawie konkurencji, ktory blokuje mi droge do podjecia pracy w
                  innej szkole muzycznej w regionie. A moze byc i tak, ze sad nakaze
                  przywrocenie mnie na poprzednie stanowisko w pelnym wymiarze godzin.
                  Tak wiec zalozenie sprawy moze byc tylko z korzyscia dla nas.
                  Nie bede zmuszona zeznawac, jesli dobrze odrobimy swoja prace
                  domowa, pomozemy w zebraniu materialu dowodowego, to nawet nie
                  musimy ogladac sedziego. Adwokat mnie reprezentuje, rozprawa
                  odbedzie sie w ten sposob, ze szef zostanie wezwany przed sedziego,
                  przesluchany, i wydany wyrok. I tyle.Koszty sprawy i adwokata tez
                  ponosi oskarzony. My zaplacilismy jednorazowo 380 euro, reszte
                  wynagrodzenia adwokata placi panstwo.
                  Tak to przydlugo wyglada.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.