13.05.17, 09:05
Ludzie pomidory sadzą. To post dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki w pomidoromanii smile Jeśli macie już jakieś doświadczenia, przemyślenia, dorzućcie je w komentarzach. Pytać też można, z chęcią odpowiem, jeśli tylko będę umiała. Człowiek się ciągle uczy, a więc zachęcam do dzielenia się swoimi doświadczeniami.
No to sadzimy. Wytyczamy miejsca do posadzenia. Często widziałam jak na ogródkach działkowych pod pomidory przeznaczano jedną, dużą grzędę. Sama tak kiedyś robiłam. Otóż nie jest to najlepszy sposób. Pomidory czują się zdecydowanie lepiej, mniej chorują, gdy mają większy przewiew. Jeśli ktoś ma taką możliwość, to doskonale byłoby posadzić je w jednym rządku, ewentualnie w dwóch. Ja sadzę w trzech i też dają radę. Im większe odległości między sadzonkami, tym większa szansa na powodzenie. Po pierwsze przewiew, a więc choroby grzybowe nie tak łatwo się zagnieżdżają, a po drugie słońce, które kocha pomidory. 60, a nawet 70 cm, to byłby ideał, 50 cm też może być.
Ja przed rozpoczęciem całej akcji sadzenia opatruję każdą sadzonkę etykietką Tyvek, podpisuję wypróbowanym markerem wodoodpornym albo po prostu długopisem. Etykietki kosztują grosze, a pozwalają na bezbłędną identyfikację. W ten sposób eliminuję odmiany, które w jakiś sposób mi podpadły i dokładnie wiem co mi smakuje, a co tak sobie. Kopiemy dołek, szpadlem, a nie jakąś tam małą łopateczką, na dno kładziemy trochę obornika, a jak ktoś nie ma i nie chce go kupować, to koniecznie kompost. Jedno i drugie jest do kupienia w PomiDorce, ale myślę, że większość z Was ma swój kompost. Nie ma się co łudzić, że posadzimy pomidory w naszej piaszczystej ziemi i będziemy je zbierać taczkami. Dołek wykopany, kompost nasypany, lejemy wodę. Pełny dołek wody, czekamy aż trochę wsiąknie. Przyciskamy boki doniczki, wyciągamy roślinę delikatnie i wkładamy do dołka z błotem. W myśl zasady "kto sadzi w błoto, ten zbiera złoto" smile Pomidory ode mnie nie są wyciągnięte, są zahartowane, a więc nie ma potrzeby sadzić ich głębiej niż rosły w doniczkach. Jeśli macie wyciągniętą rozsadę, trzeba je posadzić głębiej, prawie pod pierwsze liście właściwe. W książkach ogrodniczych jest napisane żeby od razu stawiać kołki, ja tego nie robię, bo sadzę tak dużo pomidorów, że po prostu brakuje mi sił i czasu. Wbijam je kilka dni później. Ale też nie można z tym czekać zbyt długo, bo pomidory naprawdę szybko się korzenią i wbijając kołki znacznie później, zniszczymy korzenie. Większe odstępy między pomidorami pozwalają na umieszczenie w przerwach różnych innych roślin, które dobrze rosną w ich towarzystwie. W narożnikach sadzę aksamitki - dla uroku i odstraszania owadów niepożądanych, między pomidorami selery, sałaty, bazylię, majeranek. W każdej przerwie coś. Oczywiście tylko na obrzeżach grzędy. Kiedyś próbowałam posiać fasolkę szparagową, ale to był niewypał. Fasolka w takiej dobrej ziemi rośnie bardzo bujnie i robi się zbyt tłoczno. Selery, sałata i bazylia, to najlepsze towarzystwo. Wczesną wiosną na grzędzie pod pomidory wysiewam szpinak, jest do zebrania parę dni po wysadzeniu pomidorów, a więc przez jakiś czas rosną razem. Oczywiście trzeba to tak wymierzyć, aby rzędy szpinaku wypadały między pomidorami. Moi rodzice wysadzali wczesną kapustę, a później między dorastającą kapustę sadzili pomidory. U mnie tak będzie z papryką w tym roku. Będę sprawozdawać. A tymczasem zbieram się do sklepu, bo dziś jestem solo smile Dobrego dnia Wam życzę. Pogoda piękna, można coś działać smile
Edytor zaawansowany
  • 14.05.17, 22:36
    Dziękujemy za mądry post.

    --
    Drink provokes the desire but takes away the performance.
    — William Shakespeare
  • 18.05.17, 09:33
    A jak walczyć z chorobami? Oczywiście nie pytam o chemię, tylko o coś "naturalnego". Słyszałam o opryskach wody z drożdżami albo z pokrzywą. Zaczynam przygodę z moim przydomowym ogródkiem i chętnie posłucham . Pozdrawiam
  • 18.05.17, 17:59
    Nic odkrywczego nie napiszę. Wszystko zależy od przebiegu pogody. Jak jest łaskawa, to znaczy jest ciepło i nie nadmiernie wilgotno, to nie ma problemu. Można wtedy robić opryski z drożdży, wbijać miedziane druciki w łodygi, pryskać roztworem świeżego, krowiego mleka, pryskać różnymi ziołowymi mieszankami. I cieszyć się, że dzięki temu się udało wyhodować super pomidory. Wszystko to robiłam i czasem mi się udawało. Ale jak leje nieprzerwanie przez wiele dni i jest zimno, to nie ma cudów. Pomidory w gruncie, bez ochrony chemicznej padną. Przeżyłam przeróżne rozterki związane z chemią. Przez rok uprawiałam pomidory w dwóch dużych namiotach foliowych nie stosując żadnych zabiegów chemicznych poza profilaktycznymi opryskami z roztworu krowiego mleka (1 l mleka i 4 litry wody). Ale pogoda wtedy była piękna, nie szalały żadne zarazy, liście były obrywane, aby nie dopuścić do nadmiernego zagęszczenia i braku przewiewu. Jak wspomniałam, przeżyłam różne rozterki związane z ochroną chemiczną. Pomidory uprawiam prawie wyłącznie w gruncie, pod chmurką. Powiedziałam sobie tak: albo pryskam najmniej jak się da, zachowując przedłużone okresy karencji i jem pomidory do października z pełną świadomością, że są pryskane 2-3 maks.4 razy albo likwiduję plantację w lipcu, gdy krzaki uginają są pod zielonymi pomidorami, które z dnia na dzień robią się czarne (były lata, że miałam w gruncie 120 krzaków i raz musiałam zlikwidować całe poletko) i kupuję pomidory w sklepie, na targu. Ile razy pryskane? Nie wiem, ale raczej kilkanaście. Bo żaden producent, który z tego żyje, nie pozwoli sobie na to, aby jego źródło utrzymania zeżarła zaraza albo szara pleśń, albo jakieś robaki lub inne nieszczęście. A więc leje chemię ile wlezie, bo pomidor ma wyglądać. Rozmawiałam kiedyś z chłopakiem, który uprawiał pomidory na wielką skalę. Gdy zapytałam dlaczego nie uprawia pysznych pomidorów o cieniutkiej skórce, różnych odmian czarnych, żółtych, pomarańczowych, a tylko pancerne twardziele odpowiedział krótko - "Dorota, ja nie dostaję ani złotówki za smak. Pomidor ma wyglądać. Musi przejechać czasem setki kilometrów, nie może dojechać w postaci pulpy." No i to tyle co do smaku. Dobrze, jeśli producent jest uczciwy i zachowa przewidziany instrukcją okres karencji, a nie każdy jest. Dlatego ja pryskam moje pomidory jeden raz w każdym letnim miesiącu. Sadzę je ok. połowy maja, a potem pryskam w połowie czerwca, lipca, sierpnia i czasem września. Na początku wybieram środki o dłuższym okresie karencji, np. tydzień, bo nie ma to większego znaczenia. Dopiero gdy pomidory owocują wybieram te o najkrótszym np. 3 dniowym okresie karencji, który i tak wydłużam do co najmniej 5 albo i więcej dni. Przed opryskiem zrywam wszystkie czerwone i te, które już pokazały kolor. Obrywam wszystkie chore liście, nawet jeśli mają jedną plamkę. I dopiero pryskam pokrywając całe krzewy dokładnie roztworem. Nie obrywam pomidorom zdrowych liści. Dopóki nie zaczną żółknąć, odżywiają krzew i każdy taki liść jest potrzebny. Nie jest prawdą, że trzeba oberwać liście od dołu, bo "choroba wchodzi od ziemi". Jeśli liście są zdrowe, to pierwszym momentem, gdy można je zacząć obrywać jest chwila, gdy owoce są w pełni wykształcone i zaczynają dojrzewać, a liście zasłaniają im słońce.
    Tak ja robię. Taką przeprowadziłam kalkulację i wybrałam mniejsze zło. Jak Państwo zrobicie, to Wasz wybór. Nikogo do niczego nie namawiam. Chemia to nic dobrego, ale zawsze warto sobie zadać kilka pytań i na nie odpowiedzieć, a następnie wybrać to, co dla Was najlepsze. Życząc dobrych wyborów i obfitych plonów, pozdrawiam serdecznie smile
  • 20.05.17, 09:55
    Dziękuję za wyczerpującą informację. Z bólem serca i wbrew swoim początkowym postanowieniom (moje pomidory będą eko albo nie będzie ich wcale), chyba zaopatrzę się w "chemiczne" witaminki. Ale jesli (czego życzę wszystkim pasjonatom przydomowych ogródków) pogoda będzie łaskawa, to nie użyję ich w ogóle. Czyli: jest ciepło i sucho, liście są ładne i wolne od niepokojących plam- nie pryskam. Jest wilgotno, padają obfite częste deszcze lub coś złego dopadnie liście- stosuję chemię. Mam zamiar traktować tą smutną konieczność incydentalnie i z daleko posuniętym umiarem.
    Ale mam jeszcze pytanie o podlewanie. A konkretnie chodzi mi o upalne dni. Podlewać bez dyskusji każdego dnia, czy w odstępach kilkudniowych? Mam mgliste wspomnienie wypadów z moją Babcią, która swoje podlewała każdego dnia. Nawet jak ziemia była lekko wilgotna, Tyle, że nie obficie. I pomidory zajadaliśmy wszyscy. Mam nadzieję, że głupio nie zapytałam. Pozdrawiam.
  • 20.05.17, 21:37
    Pani Małgosiu, nie ma głupich pytań smile Nie jest dobrze podlewać codziennie po troszkę. Takie podlewanie lubi tylko kalarepka i rzodkiewka. No i bardzo młode rośliny tuż po wykiełkowaniu. Pomidory absolutnie tego nie lubią. Ja swoich nie podlewam częściej niż raz na tydzień, ale wtedy leję tyle, że aż pływa. No chyba, że jest przez kilka dni pod rząd po 30 stopni, to podlewam dwa razy w tygodniu. Generalna zasada podlewania warzywnika jest taka, że powinno się podlewać rzadziej, ale większymi dawkami. A pomidory powinny mieć lekko przeschniętą powierzchnię i dopiero wtedy się podlewa.
    Teraz co do chemii. Dopóki nic się nie dzieje stosuję środki profilaktyczne, a jak już zacznie się dziać, to interwencyjne. Ważne jest, aby wiedzieć które są które. Na początku można zastosować Biosept. To wyciąg z grapefruita poprawiający odporność, ale nie pomoże jeśli choroba już zaatakuje. Nie wiem czy będzie umiała Pani ocenić czy już pryskać czy nie, no i jak często ogląda Pani swoje pomidory. Gdy jeszcze mieszkałam we Wrocławiu i miałam ogródek działkowy choroba unicestwiła mi wszystkie pomidory przez weekend. W piątek byłam na działce i pomidory były całkiem zdrowe (albo nie było widać oznak choroby lub ja ich nie zauważyłam), a w poniedziałek wszystkie były do wyrwania. Przez sobotę i niedzielę lało. Dlatego jestem za tym, aby robić opryski profilaktyczne. Do dzisiaj pamiętam to uczucie, gdy ładowałam do dołu 120 krzaków dosłownie oblepionych zielonymi pomidorami. Nie zjadłam wtedy ani jednego pomidora.
    Poniżej podam kilka najpopularniejszych środków.
    Środki profilaktyczne: Amistar, Indofil, Revus, Ridomil.
    Środki interwencyjne: Acrobat, Curzate, Mildex, Signum - działają również profilaktycznie.
    Dobrze jest wybrać dwa i stosować je naprzemiennie. Oczywiście kiedyś nie było potrzeby stosowania tylu środków chemicznych, bo nie było takiego zatrzęsienia chorób. Jeszcze pod koniec lat 70 mój tato, wielki miłośnik pomidorów, nie wykonywał żadnych oprysków. No ale cóż, teraz jest jak jest i nie ma co się obrażać na świat, że nie jest inaczej. Bardzo bym chciała, aby się Pani udały pomidory i żeby się Pani nie zniechęciła.
    A i jeszcze co do podlewania, główny powód, dla którego nie powinno się podlewać często i po trochę jest taki, że pomidory w takim systemie podlewania korzenią się głównie tuż pod powierzchnią. "Rozleniwiają się" i nie sięgają korzeniami wgłąb, bo nie mają takiej potrzeby. Stają się wtedy wrażliwe na nawet krótkotrwałe przesuszenie. Życząc miłej niedzieli pozdrawiam serdecznie. Dorota
  • 21.05.17, 19:15
    A kiedy Pani pierwszy raz opryskuje pomidory profilaktycznie na zarazę ziemniaczaną? Pytam bo ja to robię na przełomie czerwca i lipca. Jadnak kilka lat temu nico się spóźniłem i wszystkie krzaki padły. Wim, że trzeba obserwować pogodę ale czasem tak często pada, że nie ma kiedy wykonać zabiegu zwłaszcza, że trzeba jeszcze pracować zawodowo. Pozdrawiam i dziękuję za ciekawy wątek smile. Swoje pomidory wysadziłem wczoraj ok. 150 krzaków i coś koło 15 odmian. Niektóre nawet nie wiem jak się nazywają, bo owoce przywiezione zostały z podróży zagranicznych i stąd mam nasiona. Niestety pomidory o pięknych dużych owocach jak Bawole Serca czy Malinowe jako pierwsze atakowane są przez choroby. Sława Nadrenii czy Lima maja mniej efektowne owoce ale dłużej można się nimi cieszyć. Ja przynajmniej mam takie doświadczenia.
  • 21.05.17, 22:18
    Napisałam powyżej, ale może Panu umknęło. Pryskam moje pomidory jeden raz w każdym letnim miesiącu. Sadzę je ok. połowy maja, a potem pryskam w połowie czerwca, lipca, sierpnia i czasem września. Czyli w połowie każdego letniego miesiąca robię oprysk. Jeśli zachorują, używam środków interwencyjnych. Gdyby nie zadziałały, po tygodniu należy oprysk powtórzyć, najlepiej innym środkiem (też interwencyjnym). W ostatnich 12 latach był chyba tylko jeden rok, gdy musiałam po tygodniu pryskać jeszcze raz. Najczęściej nie pryskam więcej niż jeden raz w miesiącu, zwykle wychodzi 3 opryski w sezonie. Czasem, gdy jest bardzo dużo owoców we wrześniu, pryskam i w tym miesiącu, ale najczęściej wystarcza tylko obrywanie liści. 150 krzaków! Fiu, fiu... jest co robić. Odkąd dzieci są na swoim, sadzę tylko ok. 70 krzaków. Powodzenia życzę smile
  • 22.05.17, 16:28
    Norbertowi ogólnie dużo umyka, bo nie od dziś ma problemy z rozumieniem czytanego tekstu. Aż dziw bierze, że taki nieogarnięty osobnik bierze się za hodowlę pomidorów i to na dużą skalę smile Powodzenia.
  • 22.05.17, 16:36
    Oj tam, oj tam. Każdemu może umknąć, szczególnie przy moim słowotoku big_grin
  • 22.05.17, 16:48
    Może i słowotok, ale najeżony konkretami, a przy tym podany w lekkiej formie. Bardzo przyjemny styl narracji. Mogłaby Pani pokusić się o stworzenie poradnika ogrodniczego. Pozdrawiam smile
  • 22.05.17, 18:32
    Może i się skuszę. Przyznam, że jesteście Państwo (moi cierpliwi czytelnicy) powodem tego, że coś takiego zaczęło mi chodzić po głowie smile
  • 23.05.17, 18:32
    Coś znowu brawo_ja w życiu nie wyszło i trzeba wyładować gdzieś agresję?
  • 23.05.17, 20:02
    Jeżeli stwierdzenie faktów jest dla ciebie równoznaczne z wyładowaniem agresji to nie dziwię się, że twoim guru jest konus z Żoliborza smile Pozdrawiam
  • 19.06.17, 09:21
    Dzisiaj bladym świtem zrobiłam pierwszy oprysk na pomidory. Są piękne, nie mają żadnych oznak choroby, aż żal pryskać. No ale już się kilka razy dałam tak zwieść i później płakałam. Na stronie PIORIN wciąż aktywny jest komunikat o zarazie ziemniaczanej piorin.gov.pl/sygn/php/rpowiat.php?kod=WROL
    A jeśli tak, to znaczy, że zarodniki wraz z wiatrem wędrują w świat i tylko kwestią czasu jest, aby znalazły odpowiednie warunki i zamieszkały na naszych roślinach. Na początek warto zastosować delikatny środek z grupy miedziowych, które są dopuszczalne także w uprawach ekologicznych. Ja użyłam najzwyklejszego miedzianu i myślę, że na początek wystarczy. Kolejny oprysk, jeśli nic się nie będzie działo, zrobię za miesiąc. Wtedy użyję innego środka. Pozdrawiam i życzę dobrego tygodnia smile
  • 19.06.17, 13:53
    Pani Doroto, czy jest sens teraz dosadzać pomidory, ponieważ kilka krzaków straciło wierzchołki podczas ostatnich wiatrów i niestety nie puściły bokiem. Pozdrawiam smile
  • 19.06.17, 15:36
    Spokojnie można dosadzić, jeśli ma Pan rozsadę. Jednak poczekałabym, bo pomidory to bardzo żywotne rośliny i z całą pewnością puszczą boczne pędy. Kiedyś zmarzły mi pomidory 23 maja, były czarne równo z ziemią. Tak się wkurzyłam, że nawet mi się nie chciało ich wykopywać. Nie miałam nowej rozsady, a że to był taki nieoczekiwany podmuch zimna, to nie tylko mi zmarzły i był problem z kupieniem. Po ok. 10 dniach od korzenia pojawiły się nowe pędy i zebrałam wtedy całkiem sporo owoców. Tak więc, proszę być cierpliwym. Pozdrawiam smile
  • 19.06.17, 15:51
    Dziękuję za odpowiedź smile
  • 19.06.17, 18:36
    A czy miedzian można użyć jak są już małe pomidorki?

    --
    Łukasz Rostalski
    Twój dostawca internetu
    www.hinet.pl
  • 19.06.17, 22:21
    Można, jak najbardziej smile
  • 19.06.17, 22:26
    Już spryskałem, prawie mnie komary zjadły, ale mam nadzieję, że poświęcenie przyniesie rezultaty w postaci zdrowych i pysznych pomidorów big_grin

    --
    Łukasz Rostalski
    Twój dostawca internetu
    www.hinet.pl
  • 20.06.17, 08:36
    U mnie też żrą jak opętane. Za dużo cienistych zakątków. Jak mnie tak konsumują po kawałku, to zaczynam rozumieć "tujozę". Tam nawet komar się nie ukryje smile

  • 20.06.17, 15:20
    Dzień przed opryskiem oporządziłam moje krzaczki. Co oznacza, że poobrywałam pędy, podwiązałam po raz kolejny i podziwiałam jak pięknie rosną. No choć nie do końca są takie piękne wink Mają poskręcane wierzchołki, co wskazuje na nadmiar azotu, a co za tym idzie, trudności z pobieraniem miedzi. Mam nadzieję, że oprysk miedzianem troszkę uzupełni te braki i liście się wyprostują. Nie jest to niebezpieczne i nie wpływa na zawiązywanie owoców, ale wygląda dosyć niepokojąco i nieładnie. Posadziłam pomidory w nowych skrzyniach z ziemią zakupioną na wywrotce. Ponoć to ziemia z ornego pola, a więc nie wiadomo co to za jedna. Powinnam dać ją do zbadania, ale tego nie zrobiłam, no i jest jak jest.
    Gdy wiele lat temu zaczynałam uprawiać pomidory trudno było mi się nauczyć jak to jest „prowadzić pomidory na dwa pędy”. Tatko pokazywał mi, które pędy wyrywać, a które zostawiać. Jednak nie umiał mi tego jakoś prosto wytłumaczyć. I efekt mojego prowadzenia na dwa pędy był taki, że tych pędów było zawsze co najmniej 3-4. O ile z 3 pędami, nie było najgorzej, o tyle 4 i więcej, robiło już busz, w którym choroby grzybowe czuły się jak w raju. Gdy lato było ciepłe i długie, to pomidory zdążyły dojrzeć, ale niestety zaczynały się dużo później niż mogłyby. Teraz też czasem zdarza się, że jakiś pęd mi ucieknie, ale raczej rzadko.
    Gdy tak obrywałam te pędy, to zastanawiałam się jak prosto określić sposób prowadzenia pomidorów „na dwa pędy”. Wymyśliłam, że są dwie podstawowe zasady. Po pierwsze jako drugi pęd zostawiamy ten, który wyrasta z kącika liścia, który znajduje się tuż pod pierwszym gronem owocowym. Druga zasada, który definiuje sposób prowadzenia, to: należy potraktować oba pędy jak dwie oddzielne rośliny wyrastające z jednego „pnia”. I każdą z tych roślin należy pielęgnować tak, aby obrywać WSZYSTKIE pędy wyrastające z kącików liści. Ja lubię pomidory, a więc jeśli tylko mogę, oglądam je codziennie. I zawsze, naprawdę ZAWSZE znajdę jakiś jeden przeoczony pęd. Czasem mam wrażenie, że one się przede mną chowają smile Dzisiaj, gdy robiłam zdjęcia też znalazł się taki pędzik, którego nie zauważyłam wczoraj i dzięki temu mogłam zrobić zdjęcie smile
    Oczywiście, można prowadzić pomidory na jeden pęd i usuwać bezwzględnie wszystkie „wilki”. Ja tak robię tylko z koktajlowym „Megagroniastym”, bo i tak w gronach ma ponad 150 owoców i ledwo je utrzymuje i wykarmia. Zauważyłam, że w prowadzeniu na dwa pędy plony są większe, a pojedyncze pomidory są mniejsze i to mi odpowiada. Aby mieć wcześniejsze owoce sadzę wcześniejsze odmiany i nie muszę tego regulować poprzez prowadzenie na jeden pęd. Odmiana „Truskawkowy” z kącików liści wypuszcza wilki, które są gronami owocowymi, a więc nie usuwam ich bezwzględnie. Jeśli przez kilka lat uprawiacie te same odmiany, to po jakimś czasie wiecie czego najbardziej potrzebują.
  • 23.05.17, 18:26
    Dziękuję za odpowiedź. Chodziło mi o ten pierwszy zabieg. Ja tez w tym roku postaram się wykonać go w połowie czerwca. Te 150 krzaków to bardzo dobrze robi na kręgosłup zwłaszcza przy podwiązywaniu smile

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.