Dodaj do ulubionych

Pieniadze dla Polakow leżą w zachodnich klinikach!

05.07.09, 06:31
Zyje nam sie coraz lepiej czego dowodem sa setki przeprowadzanych
transplantacji roznych organow od polskich dawcow w zachodnich i
amerykanskich klinikach.
Piszą tak:

„Sprzedam swoje narządy. Takie, bez których będę mogła dalej żyć.
Zdrowa. Jagoda.”

„Piotrek. Mam 25 lat. Sprzedam nerkę. Jestem zdrowy, ale zadłużony”.

„Sprzedam nerkę. Młodą. Pilnie. Kinga”.

„Kobieta 40 lat, zdrowa, niepaląca, niepijaca, cena do uzgodnienia.
PILNIE !!!”.

„Pilnie sprzedam nerkę dla ratowania rodziny i własnej godności.

„Chcę sprzedać nerkę z powodów materialnych. Mam 22 lata. Nerka jest
moją własnością i państwo nie ma nic do tego”.

„Jestem zdrowy, silny. Sprzedam nerkę, szpik oraz dwa płaty wątroby
z braku środków na utrzymanie. Mam krew ABRh+, 29 lat” - pisze
mężczyzna przedstawiający się jako Robert. Dzwonię.

- Słucham... Jakie ogłoszenie? - słuchawkę podnosi ktoś; szczerze
zdziwiony. - A sprawdził pan od kiedy to ogłoszenie wisi?

- Nieaktualne? - pytam.

- Nieaktualne - odpowiada mężczyzna i wyznaje, że już jest po
wszystkim. Z zawodu jest mechanikiem. Miał kilkunastu oferentów i
sprzedał bardzo szybko. Nerkę kupiła w czerwcu 34-letnia Polka
pracująca w USA. Dała 28 tysięcy i zapłaciła za wszystkie badania.
Badanie HLA - ustalenie genotypu dawcy odbyło się legalnie w jednym
z warszawskich szpitali i kosztowało ok. 1500 złotych. Operację
pobrania i przeszczepienia narządu przeprowadzono w jednej z
prywatnych klinik w Niemczech. Mężczyzna mówi, że dwa dni przed
zabiegiem był poddawany ogólnym badaniom, a potem leżał w szpitalu
jeszcze przez 10 dni. Pieniądze dostał przed wyjazdem do Niemiec,
przelano je na konto.

- Przydały się. Byliśmy z żoną bez pracy. Mamy dziecko... Teraz już
mam robotę, ale nie żałuję - zapewnia.

- Dwa dni?! - nie może uwierzyć docent Zbigniew Włodarczyk,
kierujący kliniką transplantologiczną w Bydgoszczy. Pokazuje „Kartę
badań przedoperacyjnych dawcy nerki”. Jest na niej kilkanaście
pozycji. - Badania trwają kilka tygodni. Niektóre powtarzamy
kilkakrotnie. Po co? Żeby mieć stuprocentową pewność, że nie
zaszkodzimy dawcy. Jego interes jest ważniejszy od interesu biorcy.
Taka jest zasada.

Nie będę się targował!

Zbigniew Włodarczyk wyjaśnia, że niedokładnie przebadany dawca sam
może skończyć na dializach.

Celka pisze, że jest zdrową, silną kobietą lat 45 i że sprzeda nerkę
pilnie. Podaje numer komórki.

- Dałam ogłoszenie, ale potem wyszły takie historie, że to już
nieaktualne - mówi zakłopotana. Naprawdę ma na imię Gosia, mieszka
na południu Polski i pracuje w sklepie. Twierdzi, że kierowała nią
ciekawość. Teraz żałuje.

- Od razu miałam kilka konkretnych propozycji. Mężczyzna z Monachium
zgodził się na 50 tysięcy. W ogóle się nie targował - mówi. Jest jej
przykro. - Bo to wszystko zdeterminowani ludzie dzwonią. Wchodzą w
to jak w dym, zgadzają się na każdą cenę i chwytają się tej mojej
nerki, jak ostatniej szansy.

Bezdzietny kawaler z Gdańska, z zawodu elektromonter, od marca bez
powodzenia próbuje sprzedać swoją nerkę. Mówi, że jest zdecydowany
na wszystko. Jego cena to 32 tysiące złotych i ani grosza mniej.

- Nie będę się targował. Nerka to nie jest jakiś drobiazg - stawia
jasno sprawę. Dlaczego sprzedaje? - Moja mama ciężko zachorowała na
astmę i cukrzycę - mówi. Opowiada, że miał wiele telefonów. Kilka
bardzo konkretnych, a jeden z pogróżkami.

- Jakiś facet powiedział, że to jest karalne i że mi koło dupy
zrobi - mówi monter. W ciągu pół roku otrzymał ok. 40 ofert.
Większość telefonujących chciała zbić cenę. Jeden z oferentów
proponował wyjazd do Niemiec, operacja miała się odbyć w Hamburgu.

Ogłoszenia od kupców pojawiają się w Internecie dużo rzadziej i są
krótkie.

- Zrobimy wszystko dla ratowania syna - mówi kobieta z województwa
pomorskiego. Jest lekarzem pediatrą. Napisała: „Szukam nerki BRh-” i
podała numer telefonu. Jej syn ma 17 lat i od urodzenia choruje na
wielotorbielowatość nerek. Został wciągnięty na krajową listę
biorców, gdzie średni czas oczekiwania wynosi rok z kawałkiem.

- Wszyscy nam mówią, że to już niedługo - dodaje kobieta i
przyznaje, że jeśli otrzyma konkretną propozycję, nie będzie się
wahała. - Sprzedamy samochód, wszystko co będzie trzeba.

Nie ustaliła jeszcze miejsca wykonania operacji, ale jest gotowa
poszukać go za granicą. Wie, że w Polsce zabieg przeszczepienia
pokątnie pozyskanej nerki to przestępstwo. - Nie chcemy męczyć syna,
ale stracić go też nie chcemy - mówi.

Polscy lekarze są zszokowani.

- Nie sądziłem, że handel narządami odbywa się u nas na taką skalę -
mówi profesor Wojciech Rowiński, krajowy konsultant ds.
transplantologii. Daje głowę, że nie ma w Polsce nielegalnych
przeszczepień. - To jest u nas niemożliwe. Choćby dlatego, że do
takiej operacji potrzebny jest zespół specjalistów. Brudnych
interesów nie robi się grupowo.

Na jednym z lokalnych portali internetowych zamieszczam ogłoszenie -
„Nerkę kupię. Tylko poważne propozycje”. Jeszcze tego samego dnia
moją skrzynkę mailową zaczyna wypełniać korespondencja od ludzi z
całej Polski.

Szymon nie wie, ile żądać...

Spawacz z Podkarpacia, któremu „zależy na kasie” odda nerkę za 45
tys. zł. 36-letni urzędnik ze stolicy zrobi to za 20 tysięcy. Szymon
lat 18 nie wie, ile zażądać, ale jest „bardzo zainteresowany”. Pisze
do mnie kilkakrotnie i pyta, dlaczego się nie odzywam. Mariusz spod
Białegostoku odda narząd w zamian za opłacenie rachunku
telefonicznego w wysokości 3,6 tys. zł! Piszą i dzwonią. Kobiety,
mężczyźni, młodzież. Wszyscy to samo - dla kasy, dla pieniędzy, dla
forsy, trudna sytuacja, kredyty, jedyne wyjście. I wszyscy dodają -
PILNEEEEEE!

Po kilku dniach dzwoni Andrzej, ten spod Torunia. Zrozpaczony.

- Słuchaj, musisz mi pomóc. Może masz namiary na jakiegoś innego
kupca? Pary z gęby nie puszczę. Błagam...

PS. Imiona bohaterów zostały zmienione.

Piotr Schutta, Piątek, 26 Czerwiec 2009

Teskst opublikowany za zgodą readkcji WPROST


Polskie prawo ZABRANIA platnego oddawania narzadow. Możecie byc
pewni iż po ukazaniu sie ogloszenia zaraz bedzie w domu Policja.
Zastanawialem sie czy slusznie. Podobno jestesmy wolni i kazdy z nas
moze dysponowacswoim zyciem. Jakie przeslanki zatem zadecydowaly ,
ze w tym przypadku karze sie wiezieniem? Okazuje sie ze to NIE
troska o nasze zdrowie , ale dbalosc o to aby nie przynosic Polsce
wstydu. Sprzedaz dziewictwa na tyle juz jest popularna w sieci, ze
ogloszenia pietnastolatek sa na porzadku dziennym. Media tlumacza to
lakonicznie - " Swiat sie zmienia". Zgadzam sie z tym. Pytanie tylko
czy na lepsze czy na gorsze. Poza tym normy etyczne sie nie
zmieniaja.
Powoli stajemy sie zwierzetami. Wielkie europejskie ZOO a w klatkach
Polacy, Bulgarzy i Rumuni. Im market o ktory walczy pookafka nie
jest potrzebny, bo i po co.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka