Dodaj do ulubionych

Pomocy decyzja o eutanazji, dzieci i w ogole....

02.07.14, 19:55
Labek, lat 12 i 3/4, jego i nasze dzieci- chlopcy 11 (Labek zawsze byl w jego swiecie) I 17 (Labek dolaczyl jak mial 4 lata, wiec wlasciwie tez zawsze byl)...maz (labek I on to jedno cialo)...no I ja, chyba najsilniejsza (chyba, ale nie mam wyjscia)...aha no i jeszcze Wariatka (Labka nr2, lat 6, osobista siostrzenica Labka) i Kot
Musze wam pisac jak Labka kochamy? Ile rzeczy z labkiem, dla labka, przez labka, zawsze razem... Labek po prostu zawsze byl.. no i...
No i Labkowi popsuly sie stay od 2/3 lat, robilismy kazde wariactwo zeby pomoc, ulzyc... ostatnio jest juz na kortyzonie od stycznia, przeciwbolowe juz nie dzialaly...ale ok, dawal rade, ciagle jeszcze cieszyl sie zyciem, bol byl usmierzony...naprawde bylo znosnie, dla niego znaczy sie

W styczniu pojawila sie narosl na palcu.. nie bylo zmian rakowych.. zylismy dalej i Labek tez
Kilka razy juz go wyciagalismy za ogon, raz tzrustka raz infekcja, rz choroba autoimmunologiczna... tysiace placilismy ale wygrywalimy, my i Labek

Wczoraj Labek zapadl na gorazcke (juz tak bywalo... dawal rade)... wetrynarz byl bezlitosny: Labka uspic,. Stary, stawow wlasciwie juz nie ma a w ogole to rak.. nieuleczalny czerniak... chyba....ale nawet jak zrobimy diagnostyke to co? Labek cierpi, a leczenia nie ma.

Szok. Wracamy do domu, Labek na antybiotykach, i morfinopodbyncyh, nawet lepij, "ugryzl" Wariatke jak mu do karmy sie dobierala, zjadl..

Dzis od rana bardzo zle Labek padniety, nawet glowy nie podnosil.. nie ZJADL!! (pamietajcie- to Labek!) na sygnale do naszej poprzedniej kliniki, takiej za duze $$$... na rekach, ja sama... maz dojechal z pracy.
Pani Wet., ktora juz 2 razy wyciagala go za ten jego czarny ogon, raz kazala mi samolot zmieniac z drugiego konca swiata bo Labek mial nie dotrzymac nocy (ja zmienialam, oczywiscie, a Labek dlaej z name jest..), no wiec P. Wet w placz, nie moze patrzec jak Labek cierpi.. ja w placz, bo przeciez ona mowi to samo co Ci wczoraj... maz w placz i w internet szukac pociagow dla starszego- bo juz wyjechany na wakcje...a Labek nie moze odejsc bez niego !! To ja tez wiem... Zreszta ja tez obiecalam ze Labek sam odchodzic nie bedzie, jezeli to na moich rekach.. i Syna Duzego, bo to Jego pies (chyba)...

Po tym calym placzu, jednak P.Wet wziela sie do roboty... podwoila antybiotyk, podala wiecj morfiny (metadonu po prawdzie..) boprala cytology (i znalazla te komorki czerniaka)..podlaczyla kroplowke, zrobila rentgeny, usg... malo widac;

Pojechalismy do pracy, na 2 goz, odebralismy Syna Malego....i pojechalismy do Labka do kliniki. A Labek juz na nogach, ogonem merdal i zapytal oczami "co ja jeszcze tu robie". Zostan, to jeszcze cie podlecza, powiedzialam mu.
Wieczorem zadzwonimy, przed noca.

Ale JUZ WIEMY: LABEK jest nieuleczalnie chory. Bo ja to pytanie dzisiaj zadalam: P. Wet, czy ty mi mowisz ze mam Labka uspic, bo cierpi- chwilowo- i stary jest- ale nic spmiertelengo mu nie jest!!!?
A P. Wet odpowiedziala: wlasnie ci mowie ze smiertelne mu jest.

Ale glownie P. Wet mowi ze LABEK CIERPI (teraz mial jeszczce taki plaster uwalniajacy morfine...jak dlugo tak sie da?)

A skad ja mam wiedziec ze ona sie nie myli? Przeciez Labek nie pakze ze cierpi... nigdy... sasiada musialam kiedys wolac zeby zapiszczal przy uciskaniu bolacego ucha -to wreszcie wiedzialam ze ma zapalenei!- bo nam, wlascicielom Labek NIE POKAZE bolu...

I co ja mam teraz zrobic? Wiecie ze placze jak to pisze? Wiecie.
Wiecie juz dlaczego na poczatku napisalam ze najsilniejsza to ja.. wiecie.

No to teraz powiedzcie JAK sie podejmuje ta decyzje???

Jak mowi sie o tym z Duzym Synem, nie o tym ze Labke nie dal rady... o tym ze MY musimy LABKA... no wlasnie... na kalwiature cisnie mi sie zabic i zgladzic...matko...!!
Jak to zrobic? Jak IM pomoc? Czy Syn MAly ma w tym brac udzial? Za dwa dni mam go zawiezc na oboz, na drugi koniec swiata (znowu... mam byc nieobecna 2 dni i 3 noce), to raz; Zalozmy ze Labek wytrzyma... przeciez nie powiem Malemu synowi przed ani w trakcie obozu, musimy przy nim byc, juz po...

A Syn Duzy? Moze potajemnie on tez wolaby zeby mu nie mowic, nie wciagac go w to, woli uslyszec ze Labek nie dal rady, a nie udawac doroslego i brac w tym udzial? Mamy prawo go wciagac? Alemamy prawo go pominac? o matko... mamy sie wziac w garsc (tzn ja siebie i Meza- bo on nie da rady, uwaza ze Duzy MA PRAWO sie pozegnac;;; ale czy to aby napewno jest "prawo" ?) i tylko do niego zadzwonic ze z Labkiem zle, i moze byc niech i niech sam decyduje?

Widzicie sami ze najmniej mowie tu o sobie, bo i po co, ja sie tu najmniej licze.. ale czego chcialby Labek?
I znowu cisnie mi sie na kalwiature... nie moglby Labka normalnie przejechac samochod (wybaczcie, spedzilismy dzisiatki nocy latajac po miescie szukajac Labka, bo Labek lubil uciekac na dziweczyny, wijac sie ze strachu ze go cos przejedzie... no i ot co ) no wlasnie, czy to jest CENA milosci? Ze to my mamy zdecydowac? Znaczy ja, bo tak juz u nas jest, decyzje w tym meskim gronie podejmuje ja....

No dobra, teraz sobie pomoglam, piszac tyle i dlugo, pora dzwonic do Labka.

Wy sprobujcie mi pomoc jak mam pomoc tym moim dwom- Duzemu i Malemu.
Dziekuje, wroce po telefonie do Labka. Znaczy do P. Wet dyzurnej.

Mama Labka














Edytor zaawansowany
  • acendino 02.07.14, 20:07
    Dzwonilam. Sucho bylo (bo tam zawsze tak jest, taka..kultura loalna.. tylko ta jedna P.Wet placze), ale tresciwie, zjadl, goraczki nie ma, jest o kilometry lepiej niz dzisiaj rano. I noc ma byc spokojna. Chyba zeby nie. Wtedy beda dzwonic- kazalismy przysiegac ze pozwola Labkowi umierac na naszych rekach.

    No ale jak Labek nie umrze? I decyzje trzeba bedzie podjac (bo jezeli Labek moze funcjonoawc, ale juz tylko na morfinie, to jak dlugo tak mozna?) to JAK ja podjac?

    Przepraszam Was za literowki, raz ze dysleksje mam z szoku, w ktorym chyba jednak jestem (ale IM nie moge pokazac) i slowotk tez, dwa klawiature mam zepsuta i bez polskich liter.

    Dalej sie ludzic? Ale co Labek na to? KTO MI POWIE CO MYSLI LABEK!! Bo ja to chyba chce wiedziec- co na to Labek. Takie za proste wydaje mi sie "daj mi odejsc bez ciagniecia tego bolu"... ja jestem fighterem, wiem czego chcialabym dla siebie- walczyc do konca, ale Labek?

    Dziekuje Wam jak chcialo sie Wam czytac. Za kazdy komentarz, przemyslenia bede wdzieczna.

    Mama Labka
  • acendino 02.07.14, 20:12
    Przeczytalam sie jeszcze raz.
    Normalnie egoistka. O siebie sie martwie- jak decyzje podjac- tak naprawde.
    Ale chyba po to tu przyszlam. Tylko tu moglam tak bez trzymanki.
    No nie, jeszcze o dzieci, Duzego i Malego sie martwie. Bardzo. i o Labka.
    Matko jak on w oczy patrzy...

    Czytalam posta o tym jak pies, juz na koncu, nagle wstal, udawal ze mu lepiej, tak jak Labek dzisiaj o 18tej... wszyscy dali sie nabrac, a w nocy byl koniec. Boze co bedzie dzisiaj w nocy? Ale przeciez dopiero co pisalam ze wolalabym zeby sam umarl, niz ta decyzja, wiec o co mi chodzi?
    Chyba o milosc.
  • rezurekcja 30.07.14, 00:38
    acendino napisała:

    > Boze co bedzie dzisiaj w nocy? Ale przeciez dopiero co pisalam ze wolalabym zeb
    > y sam umarl, niz ta decyzja, wiec o co mi chodzi?
    > Chyba o milosc.

    Kiedy sie przytulalam do swojego poprzedniego psa, zastanawialam sie czesto, jaki bedzie koniec. Czy sam, czy bede musiala decydowac ja.
    3 lata temu zdecydowalam. Lepiej nie mialo juz byc. Guz mózgu.
    Ale nie było łatwo zdecydowac.


    --
    DES na Fejsie
    Podpisz petycję
    z forum Onetu : Jak u mnie na wsi ktoś by przyznal się że ma HIV to by ludzie w promieniu kilometra się wyprowadzili.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka