Dodaj do ulubionych

Moja dzisiejsza wizyta w schronisku poznańskiem...

18.12.04, 19:39
Przyznam szczerze, że zanim przyszłam opisać tą historię to musiałam nieco
ochłonąć.....
Wczoraj wieczorem odbyła się w mojej rodznie narada, której efektem była
decyzja: jedziemy po pieska do schroniska. Mamy pięć kocich znajdek i jednego
pieska wiec siły są nierówne;) Zdecydowalismy, ze jeszcze jeden piesek jest
niezbędny;))
Przed wizytą w schronisku pojechalismy jeszcze do sklepu i kupiliśmy zapas
karmy, dla tych piesków których zabrać nie mozemy. Zrobiłam również porządki
w mojej bieliźniarce i zapakowaliśmy stare nieużywane koce, pościele i
ręczniki.....
Do bramy schroniska zadzwoniliśmy dokładnie o 13.03. Przez domofon pan nam
powiedział, ze schronisko otwarte jest do godziny 13 i nie ma mowy, żeby nas
wpuścił.....
Już dzisiaj jakies psie nieszczęscie mogłoby przytulić się do nas w ciepłym
swoim domu, zasnąć we własnym koszyczku, najedzone smakołykami.....
Czy Wy rozumiecie postępowanie obsługi schroniska???
Jutro prawdopodobnie nie bedziemy dysponować samochodem. W poniedziałek
schronisko jest W OGÓLE zamkniete!!!
Czy ktos potrafi mi wytłumaczyć co sie tam dzieje?
Nie stawialiśmy żadnych wymagań pieskowi: nie musi być mały, młody, ładny,
zdrowy.... chętnie zabralibyśmy pieska, którego nikt inny nie chce. Jedyny
warunek był taki, zemusi się dogadywać z innymi psami i kotami....
Jesli myślicie, ze w schronisku brak jest psów to tu jest dowód, ze jest
inaczej:
schronisko.boo.pl/photo/psy/
--
Właśnie Ty możesz pomóc
Zajrzyj KONIECZNIE :)
Obserwuj wątek
    • mysiam1 Re: Moja dzisiejsza wizyta w schronisku poznański 18.12.04, 20:39
      miss_dronio napisała:
      chętnie zabralibyśmy pieska, którego nikt inny nie chce. Jedyny
      > warunek był taki, zemusi się dogadywać z innymi psami i kotami....


      Miss_dronio, obawiam się, że tego i tak Ci nikt nie powie, bo po prostu nie
      będzie wiedzieć. Jeszcze jeśli chodzi o psy, to można poobserwować, jak się
      zachowuje, ale o jego stosunku do kotów raczej niewiele wiadomo.
    • a_na Re: Moja dzisiejsza wizyta w schronisku poznański 20.12.04, 16:20
      miss_dronio napisała:
      > Nie stawialiśmy żadnych wymagań pieskowi: nie musi być mały, młody, ładny,
      > zdrowy.... chętnie zabralibyśmy pieska, którego nikt inny nie chce. Jedyny
      > warunek był taki, zemusi się dogadywać z innymi psami i kotami....

      Jeśli chodzi o takiego,którego nikt nie chce,to ten stary spaniel jest
      akurat...on ma nikłe szanse na adopcję....
      Mam takiego staruszka tylko czarnego - jest przekochany i super zgadza się z
      resztą sforki.
      O tego poznańskiego dowiem się jutro....umieścimy go na naszej spanielowej
      stronie adopcyjnej...

      --
      . /( . . )\
      (,,)( V )(,,).....a_na
      • pejsik Re: Moja dzisiejsza wizyta w schronisku poznański 20.12.04, 23:22
        Spaniel jest niesamowity...

        W Szczecinie tez tak jest. Chcialam zostac wolontariuszka to powiedzieli ze nie
        potrzebuja.
        Chcialam wziac psa - tez bylo tylko do penej godziny i ani minuty dluzej. Potem
        wyszly w mediach przekrety jak to pieniazki za psy szly do prywatnych kieszeni.
        Chyba tylko dlatego nikt inny nie mogl wydac zwierzaka..
        --
        no bo jest taka opcja...
      • pejsik Re: Moja dzisiejsza wizyta w schronisku poznański 20.12.04, 23:22
        Spaniel jest niesamowity...

        W Szczecinie tez tak jest. Chcialam zostac wolontariuszka to powiedzieli ze nie
        potrzebuja.
        Chcialam wziac psa - tez bylo tylko do penej godziny i ani minuty dluzej. Potem
        wyszly w mediach przekrety jak to pieniazki za psy szly do prywatnych kieszeni.
        Chyba tylko dlatego nikt inny nie mogl wydac zwierzaka..
        --
        no bo jest taka opcja...
    • agata.balu Re: Moja dzisiejsza wizyta w schronisku poznański 21.12.04, 11:38
      Pewnie sie domyślicie, ale Wam nie powiem gdzie. W moim mieście też jest
      schronisko. Godziny urzędowania ma wprawdzie długie, ale w tych godzinach
      urzedowania można ze świecą szukać jakiegokolwiek pracownika, który byłby
      żywotnie zainteresowany adopcją. Przeciez to dodatkowy wysiłek i za to mu nie
      płacą. Kiedy wreszcie uda sie znaleźć jakiegos pracownika i wymusic na nim
      działanie okazuje się, że "dokumenty" psa są nie do odnalezienia. No wcięło je
      więc proponuja innego, który jest "udokumentowany".
      Jeżeli jednak potecjalny "adoptant" sie uprze, ze właśnie ten pies a nie inny
      to po jakiejs pół godzienie poszukiwań udaje sie psa przypisac do odopwiednich
      dokumentów.
      Teraz zaczyna się czekanie na wizyte u weta, z których każdy własnie jest
      bardzo zajęty (schronisko zatrudnia ich pieciu). Wychodzi sie od weta ....no i
      wreszcie już! Teraz idzie gładko. Znudzony pracownik podaje do podpisania
      zobowiązanie napisane suchym prawniczym bełkotem (formularz adopcyjny
      Korabiewic jest ekstra! pierwszy napisany ludzkim językiem)i pyta (sic! pyta) o
      personalia i adres. NIKT TEGO NIE SPRAWDZA!!!
      Teraz mozesz juz zabrac psa. Wybrałes tłustego - nada sie na smalec. Wybrałeś
      ostrego - nada sie do trenowania na nim psa bojowego. Wogóle znajdzie sie
      mnóstwo zastosowań dla takiego schroniskowego psa.
      Oczywiście NIKT z pracowników schroniska nie sprawdza warunków w jakie trafił
      pies. Wolontariusz nie może - bo "ochrona danych osobowych". A kiedy juz
      wolontariusz sie uprze aby dokonac takiego sprawdzenia moze sie okazać, że
      nazwisko i adres są fałszywe.
      Dlatego też tylko adopcje dokonane przy pomocy wolontariuszy są wszystkie
      prawdziwe. Pracownicy schroniska chca tylko pozbyc się i gościa i psa.

      I tak mi sie wydaje, że to co się dzieje w schroniskach komunalnych to wina
      złego doboru pracowników. Jest moze najwyzej kilku ludzi, którzy lubia (nie
      mówie nawet kochaja) zwierzeta. Reszta przychodzi aby "odwalić dniówkę" i na
      koniec miesiąca otrzymać pensję. A zwierzęta? No cóż ..... to tylko
      zwierzęta.....

      --
      Może właśnie czekają na Ciebie?
      • miss_dronio Witam po dłuższej nieobecności:) 17.01.05, 22:00
        A odpowiadając na pytanie - ano mam:))
        Ale nie jest to, jak planowałam, piesek ze schroniska ale znaleziony ślepy
        kotek. Przed wczoraj moja szwagierka znalazła go w Strzeszynku. Jest w tak
        kiepskiej kondycji, że walczymy o jego życie. W tej chwili największy problem
        (wykazało to prześwietlenie) to pasożyty:( Jak uda sie przetrwać odrobaczanie
        to prawdopodobnie jedno oczko uda się uratować. Trzymajcie kciuki:)
        Pojawię się wkrótce i mam nadzieję, ze z dobrymi wieściami:)
        --
        Właśnie Ty możesz pomóc
        Zajrzyj KONIECZNIE :)
        • comma Re: Witam po dłuższej nieobecności:) 17.01.05, 22:58
          Być może właśnie dlatego nie udało się wtedy wziąć pieska, bo pisany był Wam
          mały, skrzywdzony przez los kotek! Trzymam kciuki za biedactwo, czekam na dobre
          wieści :-)))
          --
          On ne voit bien qu'avec le coeur. L'essentiel est invisible pour les yeux.
          • venus22 Re: Witam po dłuższej nieobecności:) 18.01.05, 07:51
            Obawiam sie, ze najwiekszym powodem takich warunkow w schronisku jest brak
            odpowiednich przepisow.

            zauwazylam ze od czasu kiedy w Polsce komuna upadla, zaszlo wiele zmian ale te
            najmniej wazne (no bo kogo to obchodzi) nie doczekaly sie jeszcze wlasciwego im
            powazania w rzadzie.
            I tak zwierzeta.. wyglada na to ze sa na samym koncu reforem, tuz za
            staruszkami, inwalidami itd.

            Moze gdyby ludzie pisali listy do gazety, robili programy w TV moze swiadomosc
            spoleczna by wzrosla.

            Nigdzie nie ma idealnych schronisk, przewaly wszedzie sie zdarzaja ale do licha
            zeby schronisko bylo otwarte to 13 a niektore dni zamkniete?

            Powinno byc tak ze weekendy w tym niedziela otwarte od rana do 16 aby ludzie
            ktorzy w normalne dni pracuja mogli przyjsc wziac psa a w normalne dni od rana
            do 20-tej.

            Kazde zwierze powinno byc w komputerze, ze zdjeciem, gotowe do wydania w kazdej
            chwili.
            kazde tez powinno miec tatuaz w uchu na wypadek zgubienia. I wykastrowane..

            I ZEBY WOLONTARIUSZ BYL NIEPOTRZEBNY ?!! zgroza!!!

            Tutaj zawsze prosza aby psy im wyprowadzac bo brakuje takich "umyslnych" .. co
            prawda tez glupio bo w okreslonych godzinach ktore nie kazdemu pasuja no ale sa
            wyprowadzacze.

            W lokalnycb gazetach zawsze donosza jak cos sie dzieje w lokalnych
            schroniskach..

            Venus
            • mysiam1 Re: Witam po dłuższej nieobecności:) 18.01.05, 09:52
              Venus, każde zwierzę w schronisku poznańskim ma tatuaż, jest w komputerze, jes
              gotowe do wydania, chyba, że jest np. chore. Wszystkie koty są
              wykastrowane/wysterylizowane. To, że takie są godziny otwarcia - tak, masz
              rację, to nie jest dobre...
              Wyprowadzać psów naprawdę nie ma gdzie, bo schronisko jest kilkanaście metrów
              od domów - dużego osiedla - i tam ludzie sami chodzą ze swoimi psami dalej na
              łąki albo do lasu,więc wyprowadzanie im psów schroniskowych przed nosem to nie
              jest dobry pomysł...A wątpię, żeby pozwolono chodzić komuś gdzieś dalej.
              Kiedyś na forum strony schroniska wiele osób pytało o pomoc, o to
              wyprowadzanie - dostawali odpowiedź, że wyprowadzanie nie, ale potrzebne są
              osoby do czesania i strzyżenia psów. Myślisz, że ktoś podjął ten temat? Każdy
              wyobraża sobie, że pomoc to ma byc pogłaskanie biednego pieska i uronienie paru
              łezek, a przecież gdyby psy były czesane i strzyżone, na pewno łatwiej
              znalazłyby domy - teraz wielu z nich nie widać oczu spod kłębów futra.
              • venus22 Re: Witam po dłuższej nieobecności:) 18.01.05, 21:52
                No to rzeczywiscie dziwne ze wydaniem psa bylo tyle zachodu..
                Piszesz ze koty za powycinane- to psy nie?
                Powinny byc. Juz samo to ze sa w schronisku swiadczy o tym ze jest ich nadmiar.
                Po co zabijac zdrowe zwierze jak mozna nie dopuscic do potomstwa?

                Schronisko powinno miec swoj wlasny, ogrodzony teren na spacery - tutaj tak
                maja.
                Szkoda ze nie ma chetnych do pielegnacji psow- moze trzeba sie czesto oglaszac
                w gazetach? radio? TV?

                W naszej telewizji od czasu do czasu schronisko reklamuje sie- pokazuja
                zwierzeta do zaadoptowania, prosza o donacje i wolontariuszy..

                Venus
                • mysiam1 Re: Witam po dłuższej nieobecności:) 18.01.05, 23:12
                  venus22 napisała:

                  > No to rzeczywiscie dziwne ze wydaniem psa bylo tyle zachodu..

                  Venus, myślę, że nie byłoby tyle zachodu, gdyby nie to spóźnienie. Podejrzewam,
                  że wydanie psa wiąże się z pewnymi formalnościami (jakieś rachunki itp.), więc
                  odpowiedzialna jest za to konkretna osoba, która wychodzi, gdy skończą się jej
                  godziny pracy.

                  > Piszesz ze koty za powycinane- to psy nie?
                  > Powinny byc. Juz samo to ze sa w schronisku swiadczy o tym ze jest ich
                  nadmiar.
                  > Po co zabijac zdrowe zwierze jak mozna nie dopuscic do potomstwa?

                  Ależ oczywiście, masz rację, jednak zwróć uwagę na to, że piszesz z daleka ;-).
                  Już sam fakt, że koty są wycinane plus schronisko prowadzi akcję darmowej
                  sterylki kotek wolnożyjących sprawia, że wet niemal cały dzień jest na sali
                  operacyjnej. Gdyby miał jeszcze robić to samo z psami, nie dałby rady. Chociaż
                  z pewnością wykastrowane psy dawałyby pewność, że nie zostaną przez nowych
                  opiekunów rozmnożone...
                  >
                  > Schronisko powinno miec swoj wlasny, ogrodzony teren na spacery - tutaj tak
                  > maja.

                  Nie wątpię, ale na przykład w Poznaniu schronisko znajduje się tuż przy osiedlu
                  domów - 30 lat temu to osiedle dopiero powstawało i taka lokalizacja wydawała
                  się być dobra; teraz to już nie są peryferie, a mieszkańcy mają płot schroniska
                  dosłownie parę metrów od swoich ogródków.

                  > Szkoda ze nie ma chetnych do pielegnacji psow- moze trzeba sie czesto
                  oglaszac
                  > w gazetach? radio? TV?
                  >
                  > W naszej telewizji od czasu do czasu schronisko reklamuje sie- pokazuja
                  > zwierzeta do zaadoptowania, prosza o donacje i wolontariuszy..

                  Cóż, żyjemy niestety w innych krajach, Venus... Tutaj schronisko jest dotowane
                  przez miasto, a wniosek kierownika o przyznanie pieniędzy na budowę szpitalika
                  dla zwierząt (teraz klatki z chorymi kotami stoją na korytarzu i niemal nie ma
                  sposobu, by się od siebie nie zarażały) został skwitowany przez jednego z
                  radnych propozycją, by schronisko zaczęło zajmować się zwierzakami we
                  współpracy z wietnamskimi restauracjami...Szkoda słów...

                  Aha, Venus, jeszcze jedna sprawa. Z tego, co wiem, w wielu krajach psy po
                  pewnym czasie pobytu w schronisku są usypiane, jeśli uzna się, że nie nadają
                  się do adopcji. U nas czegoś takiego nie ma. Są za to schroniska, które zamiast
                  200 psów (jak np. planowano) mają psów 400 i nie są z gumy. Choćby
                  zaprojektowano w nich tereny spacerowe, prędzej czy później i tak na ich
                  miejscu powstaną nowe boksy, bo zwierzęta trzeba gdzieś trzymać. Nasze
                  społeczeństwo na dźwięk słowa "eutanazja" reaguje histerią i alergią, jednak w
                  żaden sposób nie poczuwa się do pomocy tym biedakom przez adoptowanie ich.

                  • kraxa Mysiam KP to kazdy moze wypisac 10.02.05, 15:30
                    Jak komus bardzo zalezy to moze je odebrac kiedy indziej. Musze przyznac, ze
                    nie mialam takiego problemu w Gdanskim schronisku, z ktorego wzielam mojego
                    psiaka. Ale z drugiej strony Pani adopcyjna niezbyt entuzjastycznie odnosila
                    sie do adopcji tego konkretnego psa. "ja bym mu nie wierzyla, on tak
                    patrzy...Jak sie Pani nie spodoba, to mozna oddac". a mój huski byl lagodny jak
                    cielaczek po wypuszczeniu z boksu. Mnie akurat uwagi tej pani nie obeszly, bo
                    przyjechaBam wlasnie po TEGO psa, ale w innych osobach moglaby zasiac
                    niepewnosc nie tylko co do wyboru, ale pomyslu adopcji w ogóle. Trzeba
                    namawiac, zeby sie dobrze zastanowic, a nie przedstawiac rozwiazanie"mozliwosc
                    zwrotu" to nie towar i tego wyczucia moim zdaniem pracownikom schroniks w ogóle
                    brakuje
                    --
                    UKI-OKI
                • miss_dronio Re: Witam po dłuższej nieobecności:) 18.01.05, 23:33
                  W 100% racja Venus. Wydawanie psów "do 13" to jakaś hucpa. Psy chętnym do
                  adopcji powinny byc wydawane CAŁODOBOWO. No chyba, ze psóch w schronisku jest
                  za mało....
                  Nie ma ludzi do wydawania? To zatrudnic dodatkowych. Nie ma pieniedzy?? TO
                  ZNALEŹĆ!! W końcu kierownik schroniska pracuje tam na etat ZA PIENIĄDZE! Nie
                  sprawdza się to go zmienić! Na kogos kto się bedzie sprawdzał. Zresztą
                  kierownik poznańskiego schroniska to wyjątkowy burak! Widać, ze jest tam dla
                  kasy a nie dla zwierząt. Wyjatkowo nieprzyjemny typek. MOjej przyjaciółce,
                  która jakiś czas temu adoptowała dwa psy podczas całego pobytu w schronisku z
                  detalami opowiadał jak to "psy w schronisku sa pobudzone seksualnie". W końcu
                  nie wytrzymała i mu powiedziała, ze jak nie rozumie tej sytuacji to niech się
                  zamknie w klatce (nawet bez możliwości spaceru) na kilka miesięcy...
                  Kiedyś zaniosłam do schroniska znalezionego maleńkiego kotka. Kotek był
                  sliczny, mały i zdrowy. Ja mam w domu 5 kotów i nie mogłam przyjać następnego
                  tym bardziej, ze ten był zdrowy, sliczny i mały więc miał duże sznase na
                  adopcję. Zresztą akurat jak weszliśmy to zjawili się jacys ludzie, którzy
                  przyszli po kota i z miejsca zainteresowali sie kotkiem, ktrego przynieśliśmy.W
                  drzwiach spotkałam akurat kierownika schroniska. Zaczął się wydzierać "tylko
                  nie kot, znowu kot, po co go przyniesliście". Kot był mały, to była zima, stróż
                  z parkingu, na którym go znalazłam powiedział, ze kotek krzyczał tak od
                  wczoraj.... Gdybym kotka nie zabrała z pewnością by umarł. Jestem pewna, ze
                  ktoś "nie zaprawiony" w pomaganiu zwierzętom, gdyby spotkał się z przyjęciem
                  takim jaki nam zaserwował "pan kiertownik" nigdy więcej by się już nie
                  zainteresował płaczącym, małym kotkiem. TAKIE SA EFEKTY DZIAŁALNOŚCI PANA
                  KIEROWNIKA. Poznańskie schronisko działa FATALNIE! NIc tego nie usprawiedliwia.
                  Brak pieniedzy to tylko przeszkoda do pokonania a nie fakt wykluczający
                  prawidłową działalnośc schroniska.
                  --
                  Właśnie Ty możesz pomóc
                  Zajrzyj KONIECZNIE :)
                  • mysiam1 Re: Witam po dłuższej nieobecności:) 18.01.05, 23:48
                    MissDronio, ale to miasto daje tyle pieniędzy dla schroniska, to ono ustala
                    budżet, a nie kierownik. W ten sposób można mówić o wszystkim - o szpitalach,
                    szkołach...Jeśli chodzi o koty, to są akurat bardzo dobrze traktowane w
                    porównaniu z innymi schroniskami - w kociarni wszystkie są zdrowe, dobrze
                    wyglądają, mają pełne miseczki i ciepłe, miękkie legowiska.
                    Sprawami formalnymi zajmuje się tam chyba sekretarka i to ona pisze rachunki -
                    za psy przecież pobierana jest opłata i tego nie da się załatwić z "panem
                    Zdzisiem", który stróżuje.
                    • miss_dronio Re: Witam po dłuższej nieobecności:) 19.01.05, 00:03
                      > za psy przecież pobierana jest opłata i tego nie da się załatwić z "panem
                      > Zdzisiem", który stróżuje.
                      Mysiu, z tego wynika, ze istotna jest ta opłata nie adopcja psa....
                      Nawet jesli hipotetyczny "pan zdzisiu" ukradnie te pieniadze to przecież
                      NAJWAŻNIEJSZE jest, zeby pies znalazł nowy dom. To sie nawet finansowo
                      schronisku opłaca a i tak w takiej sytuacji finanse to sprawa drugorzędna....
                      > MissDronio, ale to miasto daje tyle pieniędzy dla schroniska, to ono ustala
                      > budżet, a nie kierownik.
                      Wiem. Wiem też, ze tych pieniedzy jest mało. Oznacza to, ze trzeba szukać
                      prywatnych sponsorów. Wsparcia od różnych organizacji. Współpracować z
                      oraganizacjami prozwierzęcymi z zagranicy (schronisko szczecińskie organizuje
                      adopcje polskich psów w Niemczech), pisac wnioski do UE (prawa zierząt to
                      priorytet w UE). To duzo więcej niż poprostu "rozdysponowac pieniądze od
                      miasta". Wiem, ze to nie jest proste. Dlatego kierownikiem schroniska powinien
                      zostać człowiek wykształcony, niezwykle zdolny, z głową pełna pomysłów,
                      pasjonat i wrecz fanatyczny miłośnik zwierząt a nie urzednik państwowy
                      pracujący za pensję "od - do". Ile wniosków do UE o finansowanie inwestycji
                      złożyło w 2004 roku poznańskie schronisko? Z iloma światowymi organizacjami
                      broniacymi praw zwierzą współpracuje? Ilu ma prywatnych sponsorów?
                      --
                      Właśnie Ty możesz pomóc
                      Zajrzyj KONIECZNIE :)
                      • mysiam1 Re: Witam po dłuższej nieobecności:) 19.01.05, 10:01
                        A mnie się wydaje,że to nie takie proste. Schroniska u nas są zarządzane przez
                        różne instytucje - jedne przez miasto czy gminę, inne przez TOZ albo tego typu
                        organizacje (zależy, kto wygrał przetarg). Podejrzewam, że od tego zależy, w
                        jaki sposób są finansowane i z jakich źródeł mogą dostać pieniądze.
                        Mówisz, że chodzi o adopcję psa, a nie o pieniądze - wiesz, do pewnego stopnia
                        tak, ale z drugiej strony część tych pieniędzy idzie właśnie na psy, które w
                        schronisku pozostały.
                        Jeśli chodzi o tego kotka, którego tam zaniosłaś, to jestem w stanie zrozumieć
                        kierownika. Wiesz, dlaczego? Każdy kotek, który tam trafia musi przejśc
                        kwarantannę - z braku miejsca trafia do szpitalika, w którym są chore koty. Nie
                        ma możliwości porządnej izolacji, chociaż maluchy są trzymane albo kawałek
                        dalej w klatkach, albo w dużych transporterach, jednak wiadomo, zarazki fruwają
                        i to żaden problem dla nich przedostać się te parę metrów. Te kocięta siedzą
                        tam, dopóki nie będą na tyle duże (no chyba, że je ktoś weźmie), by je
                        wykastrować (mają przedtem robiony test na białaczkę i FIV) i wypuścić do
                        kociarni - czasem więc parę miesięcy. Jeśli w szpitaliku zdarzy się
                        panleukopenia - jest pomór. Katar koci - całe klatki zarażają się od siebie i
                        miesiącami trwa leczenie, a chorych kotów (czy świeżo przyniesionych) przybywa.
                        Gdy jest grzyb - koty w szpitaliku są kąpane - wyobrażasz to sobie? A jest
                        jeden pracownik, który się nimi zajmuje, zresztą chodzi też o to, żeby inni
                        jeszcze tego grzyba nie poroznosili dalej.
                        Jest naprawdę ciężko, dlatego każdy zdrowy kociak, który tam trafia, ma
                        niestety dużą szansę na to, że szybko przestanie być zdrowy, a ludzie nie chcą
                        maluchów z cieknącymi noskami czy grzybem...Na pewno wiesz, jak mało odporne są
                        kocięta... I ten kotek będzie tam siedział miesiącami, a nie będzie miejsca dla
                        kotów ciężko chorych. Ilość klatek jest ograniczona i np. jeśli w jednej padnie
                        kot chory na "cośtam", to reszta powinna ze 2 tygodnie być na obserwacji, czy
                        się nie zaraziła. Nie jest to jednak w praktyce możliwe, bo te klatki są
                        potrzebne dla następnych kotów...
                        Od dwóch dni w schronisku są trzy maleństwa - wyglądają na zdrowe. Jednak to
                        tylko kwestia czasu, by coś złapały. Jeśli do jutra nikt ich nie weźmie,
                        zapewne ja to zrobię i będę szukać im domów, bo po pierwsze wymagają innej
                        opieki, a po drugie trzeba je socjalizować. Problemem jest tylko to, że na
                        pcozątku lutego wyjeżdżam i albo znajdą domy do tego czasu, albo będę musiała
                        im szukać domu zastępczego na czas mojej nieobecności.
                        Aha, kierownik jest jak jest, ale rozmawiałam z nim parę razy i wydaje mi się,
                        że zwierzęta są dla niego ważne. On nie dostaje jakiejś sumy, którą może
                        dysponować tak, jak chce, podejrzewam, że raczej są to kwoty na konkretne
                        sprawy - np.na sterylkę bezdomnych kotów (na ileś kotek rocznie), na testy, na
                        karmę, na leki...
                              • venus22 Re: A jeszcze lepsza.... 21.01.05, 05:30
                                jesli chodzi o kotka to troche zawila historia- w koncu ktos kto przynosi
                                zwierzatko do schroniska mysli ze przynosi we wlasciwie miejsce- i chyba tak
                                jest??

                                No tak, pieniadze.
                                Zawsze ich brak..

                                Venus
                                • mysiam1 Re: A jeszcze lepsza.... 21.01.05, 17:02
                                  venus22 napisała:

                                  > jesli chodzi o kotka to troche zawila historia- w koncu ktos kto przynosi
                                  > zwierzatko do schroniska mysli ze przynosi we wlasciwie miejsce- i chyba tak
                                  > jest??

                                  Teoretycznie tak. W praktyce jeśli nie ma pomieszczeń na kwarantannę i szpital
                                  z prawdziwego zdarzenia, bądź nie ma pieniędzy na dostosowanie tego, co jest,
                                  kocięta przynoszone do schroniska łapią błyskawicznie wszelkie możliwe choroby
                                  i nawet jeśli przeżyją, stanowią obraz nędzy i rozpaczy. O tym się nie mówi,
                                  ale koty znoszą schronisko o wiele gorzej niż psy. Często są trzymane w
                                  ciasnych klatkach (w większej kociarni są tylko zdrowe koty), bez kontaktu z
                                  człowiekiem - jeśli są to koty porzucone, które zaznały już zycia domowego,
                                  pobyt w schronisku to dla nich bardzo często śmierć. Wpadają w depresję,
                                  przestają jeść i pić, nie reagują, po prostu powoli umierają.
                                  Dlatego to takie ważne - by jeśli znajdzie się kota, wyczerpać wszelkie
                                  możliwości umieszczenia go w domu - choćby tymczasowym, gdzie
                                  zostanie "odchuchany" i wyadoptowany dalej, a nie zawozić go do schroniska,
                                  gdzie nawet przy najlepszych chęciach nie stworzy się takich warunków (i nie
                                  tylko chodzi tu o ciepłe posłanie i pełną miskę), jakie miałby w domu, w którym
                                  ma człowieka "na własność".

                                  Venus,nie wiem, czy bywasz w Polsce, ale jeśli tak, zarezerwuj sobie, proszę,
                                  trochę czasu na odwiedzenie paru polskich schronisk. Bo z daleka i w teorii to
                                  naprawdę inaczej wygląda.
                                  • venus22 Re: A jeszcze lepsza.... 21.01.05, 20:54
                                    Mysia, nie moglabym. Juz samo czytanie przeraza mnie, chociaz zdaje sobie
                                    sprawe ze coz, zycie. Takie jest zycie.

                                    mam nadzieje ze z czasem bedzie lepiej. Ze rzad cos zrobi w tym kierunku.

                                    Venus


                                    • mysiam1 Re: A jeszcze lepsza.... 21.01.05, 21:46
                                      venus22 napisała:

                                      > Mysia, nie moglabym. Juz samo czytanie przeraza mnie, chociaz zdaje sobie
                                      > sprawe ze coz, zycie. Takie jest zycie.
                                      >
                                      > mam nadzieje ze z czasem bedzie lepiej. Ze rzad cos zrobi w tym kierunku.
                                      >
                                      > Venus

                                      Rozumiem, dla mnie też bywa to ciężkie, chociaż akurat w poznańskim schronisku
                                      tego nie doświadczyłam, ale w innym, z którego brałam moje koty - bardzo...
                                      Może tu staram się nie podchodzić do tego zbyt emocjonalnie, bo mam określone
                                      zadania do zrobienia i na tym próbuję się skupiać. Ale i tak pomyślałam sercem
                                      i zabrałam maluchy, a co będzie na wiosnę, gdy zacznie się sezon na kocięta???
                                      Ile kociaków będzie siedziało w klatkach i nic nie będę mogła zrobić, bo
                                      przecież nie wezmę ich wszystkich...
                                      Venus...rząd rządem, ale to w głowach ludzkich, w mentalności musi dokonać się
                                      zmiana...a to jeszcze trudniejsze niż przeprowadzenie "odgórnie" reform czy
                                      napisanie nowych praw.
                                      • venus22 Re: A jeszcze lepsza.... 21.01.05, 22:55
                                        >>rząd rządem, ale to w głowach ludzkich, w mentalności musi dokonać się
                                        zmiana...<<

                                        swiete slowa, Mysiam, swiete slowa.

                                        najlepsza metoda dotarcia do "nieoswieconych rzesz" jest edukacja.
                                        Filmy, pamflety, ulotki, pisma, pogadanki itd..
                                        chodzenie po szkolach i tlumaczenie dzieciom co to jest pies i kot, jak sie z
                                        nimi obchodzic, czego nie wolno, no i ja wierze w ograniczenie mozliwosci
                                        rozmnazania.

                                        gdyby tylko byla na to kasa..i chetni..

                                        a swoja droga moze znalezli by sie jacy wolontariusze ze specjalnie
                                        wytresowanym psem (po prostu grzecznym, przyzwyczajonym do tlumow i dzieci) aby
                                        chodzic po szkolach i uczyc dzieci jak szanowac zwierzeta.. bo dzieci to
                                        podstawa..

                                        Venus
                                        • mysiam1 Re: A jeszcze lepsza.... 21.01.05, 23:35
                                          tak....tylko tym musi być jeszcze zainteresowana sama szkoła... W
                                          jakiejś "psiej" gazecie czytałam niedawno, że w jakimś rejonie Polski (niestety
                                          nie w moim) podobne zajęcia są prowadzone - na temat zachowania w obecności
                                          psów, jakieś podstawy psiego "sposobu myślenia" itd. Szkoda, że to nie program
                                          ogólnopolski.
                                          Wiesz, ja też jestem za ograniczeniem rozmnażania,ale powiedz, jak tego typu
                                          akcje prowadzić w społeczeństwie, które na temat swojego własnego rozmnażania
                                          nie wie za dużo...
                                          • venus22 Re: A jeszcze lepsza.... 22.01.05, 08:13
                                            Tutaj tez szkola musi byc zainteresowana. Ale dobrze ze to jest.
                                            Co do ograniczenia rozmnazania- to wierze ze wlasnie weterynarze powinni dac
                                            przyklad.
                                            Ale nie sadze aby to predko nastapilo..

                                            W Ameryce jest inaczej bo i miejsce wieksze i ludzi wiecej. To na pewno ma
                                            znaczenie.
                                            W samych Stanach podobno usypia sie okolo 8-12 milionow psow i kotow rocznie.
                                            To wychodzi przy 10 milionach 192 308 na tydzien lub 27 473 na dzien.
                                            Podobno co godzine rodzi sie 415 dzieci i 3.500 kotow.

                                            Dlatego moze tutejsza propaganda aby sterylizowac jest znacznie silniejsza niz
                                            w Polsce.

                                            Ciekawa jestem, jakby tak zbadac jakie by byly statystyki w Polsce..

                                            Venus
                                            • mysiam1 Re: A jeszcze lepsza.... 22.01.05, 13:15
                                              Venus, myślę, że u nas rodzi się wystarczająco dużo kotów, żeby sterylizację
                                              uznać za potrzebną, ale...bardzo wielu ludzi uważa, że to krzywda dla kota, że
                                              kotka/suczka musi urodzić chociaż raz, że koty "muszą sobie poużywać, a jak się
                                              urodzi, to się potopi" i tym podobne. Tak samo uważa się, że bardziej
                                              humanitarna od eutanazji jest powolna degeneracja psa i śmierć w schronisku
                                              rozłożona na raty.
                                              Zaklęte koło, Venus, naprawdę.
                                              • venus22 Re: A jeszcze lepsza.... 22.01.05, 22:25
                                                Tak, wiem Mysiu. Wierze ze z czasem sie to zmieni. :)

                                                A tak w ogole, to pomyslalam sobie ze moze przez rozne porownania i przyklady
                                                daje wrazenie ze tutaj jest niebo dla psow i kotow.

                                                Poza tym ze wiecej sie sterylizuje i ma sie takie uslugi jak darmowe worki na
                                                odchodzy w parkach, kubly na to, weterynarz na prawie kazdym kroku, to
                                                schroniska tez sa przepelnione,
                                                z tym ze wlasnie (nie wiem kto za to placi) dosc czesto mozna na lokalnym
                                                programie w TV zobaczyc zwierzeta do adpopcji. Pokazuja je z malym objasnieniem
                                                jak trafily do schroniska, jakie maja usposobienie.
                                                Za adopcje sie placi ok 100$ sa to mysle srednie koszty utrzymania zwierzat w
                                                schronisku plus sterylizacja. W koncu ktos musi za to placic..
                                                Organizuje sie od czasu do czasu akcje na zebranie kasy, np "walk with your
                                                dog"- spacer z twoim psem - majacy na celu zebranie funduszy na schronisko.
                                                Polega to na tym ze np zobowiazujesz sie zaplacic za kazdy km jakas sume i jak
                                                ta osoba (z psem) tak zrobi to wyplacasz.
                                                Rozne sa sposoby zdobywania pieniedzy.
                                                Ostatnio u nas od dluzszego czasu jest przyjeta zasada ze jesli nie trzeba to
                                                zwierzat sie nie usypia. Ale nie wiem dokladnie jak to dziala bo w koncu jakies
                                                limity pomieszczeniowe sa..
                                                no i wolontariusze. ostatnio ktos wpadl na pomysl aby 'wykorzystac' sprawnych
                                                fizycznie enerytow do pomocy. Oni czuja sie przydatni a schronsko ma jakas mala
                                                pomoc. Wyprowadzaja tez np lagodne psy.


                                                U kazdego weterynarza sa obrazki przedstawiajace jak wyglada populacja kocia
                                                lub psia po kilku latach romnazania, i moim zdaniem, to robi wrazenie.


                                                Ale tak ogolnie tez nie brakuje bydlakow maltretujacych zwierzeta,
                                                bezmyslnych "rozmnazaczy", i czasem opieka nad zwierzetami nie wywiazuje sie
                                                tak jak powinna.

                                                Ludzie wszedzie sa ludzmi..

                                                Venus
                                                • mysiam1 Venus... 22.01.05, 22:36
                                                  ...gdyby u nas emerytów o coś takiego poprosić...hmm..wolę nie myśleć...;-)
                                                  Ech...nie wiem, czy jedno pokolenie wystarczy, żeby zmieniła się mentalność...
                                                  U nas psy są zaniedbane i brudne, a gdy osobom pytającym o wolontariat mówi
                                                  się, że owszem, mogą - czesać i strzyc psy, to jest to jakaś ujma na
                                                  honorze...więc psy dalej wyglądają jak jedno wielkie nieszczęście i dalej
                                                  siedzą sobie w schronisku...
        • miss_dronio Mój rekonwalescent!:))) 27.01.05, 12:50
          Kotek zdrowieje i pieknieje w oczach:) Brzuszek spadł, powiekszona wątroba
          wraca do normy, badania krwi nie wykazały chorób. Odrobaczanie przebiega
          pomyslnie. Kotek ma coraz większy apetyt, ciagle sie myje i domaga pieszczot. A
          wczoraj po raz pierwszy polerował pazurki na naszych rattanowych meblach:)))
          Cały czas walczymy o oczka. Wkrótce opis zapoznania z naszą piątką pozostałych
          urwisów:)))
          Pozdrawiam!
          --
          Właśnie Ty możesz pomóc
          Zajrzyj KONIECZNIE :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka