Dodaj do ulubionych

Gdy odchodzi zwierzę - jak sobie radzić??

14.04.05, 19:41
Mój pies umiera, męczy się. Nawet jeśli uda się go postawić na nogi to nie na
długo, może cierpieć, może go boleć. Jest marna szansa że będzie funcjonował
jak dawniej. A ja nie umiem pozwolić mu odejść. Boję się że podejmując
decyzję o eutanazji skreślam go, skazuję na śmierć, a może nie zrobiłam
jeszcze wszystkiego, może jeszcze można zaczekać, pomóc mu jakoś. Nie chcę
być samolubna i zatrzymać go tu na siłę za wszelką cenę, ale tak trudno jest
mi zdecydować. Nie chcę już patrzeć na jego cierpienie, bo mi się serce
kraje, ale nie umiem sobie wyobrazić jak będzie bez niego, nie chcę innego
psa, nie chcę już nigdy przeżywać takiej utraty przyjaciela, przyjaciela
który kocha bezinteresownie i na zawsze. Ja też go kocham. Był z nami 15 lat.
Nie umiem sobie z tym poradzić, z jego odejściem, mam wyrzuty sumienia, że
mogę coś jeszcze zrobić.
Edytor zaawansowany
  • naise 14.04.05, 19:44
    Mam tyle wyrzutów sumienia, ile to ja razy na niego nakrzyczałam, ile razy
    dostał po tyłku za pogryzione lub obsikane buty, ile razy nie chciało mi się iść
    z nim na spacer, ile razy wygoniłam go ze swojego pokoju :( Tak mi teraz wstyd i
    przykro, mam nadzieję że mi wybaczy :(
  • pierozek_monika 14.04.05, 20:00
    sądząc po tym co napisałaś, że przeszłość, ze tak ci wstyd za jakieś
    zachowania, bardzo kochasz swojego psa. Dlatego nie wątpię, że i on o tym wie.
    Że jesteś całym jego światem, tym który zna, i napewno jeśli stać Cię na takie
    retrospekcje to musiałaś być dla psa dobra. Nie wydaje mi się by w oceanie
    wielu wspaniałych kontaktów, które dawały mu bezpieczeństwo i spokój pamiętał
    teraz że były jakieś zgrzyty.
    Jaką byś nie podjęła decyzję, on Cię będzie kochać do ostatniej swojej chwili i
    nawet ból jest znośny przy kimś - kogo się kocha, a sam gdyby mógł, to oddał by
    prawo decyzji Tobie.
    Bądź przy nim, daj mu teraz wiele uczucia, Twoja obecność - to będzie najlepsze
    znieczulenie - ciesz się nim - póki jeszcze możesz.
    Sama mam w pamięci wszystkie zwierzęta, które ode mnie odeszły. To są do tej
    pory bolesne wspomnienia - ale wolę takie, niż nie mieć ich wcale.
    Pozdrawiam
  • naise 14.04.05, 20:20
    Ale ja nie mogę być w tej chwili przy nim, on jest pod wpływem silnych leków
    tata pojechał porozmawiać z weterynarzem, ale dopóki był w domu byłam przy nim
    kiedy tylko mogłam, niestety jego stan nie pozwalał nam na zostawienie go w
    domu, bardzo cierpiał a my nie umieliśmy mu pomóc. Lekarze też są bezradni, nie
    potrafią jednoznacznie określić przyczyny, dopadło go w jednej chwili zbyt wiele
    infekcji, uaktywniły się ukryte do tej pory zmiany w narządach. Tata pojechał do
    kliniki jest niewielka poprawa, lekarze nadal próbują, jeszcze jest nadzieja,
    ale boję się uwierzyć, zeby znów tak bardzo nie cierpieć.
  • wiesia.and.company 15.04.05, 08:42
    Jeśli tylko możesz towarzyszyć mu do końca, to bądź przy nim (choć to naprawdę
    sprawa bardzo indywidualna). Monika bardzo pięknie napisała, lepiej bym nie
    umiała. Nie wyrzucaj sobie tego, co było. Bądź teraz. Współczuję Ci bardzo,
    sama to przechodziłam i nie ma lekarstwa na ból. Środki uspokajające ziołowe
    (Persen forte) były mi pomocne.
    Raz jeszcze bardzo Ci współczuję i Twojemu Tacie.
    Wiesia
  • naise 15.04.05, 09:55
    Niestety piesek nie przeżył nocy, a musiał zostać w szpitalu. Wieczorem była
    poprawa, już sam wstawał, jak tata przyszedł do podszedł do niego - chyba się
    pożegnać (a może tylko udawał bohatera, że jest mu lepiej żeby nie było nam tak
    przykro). Mimo ciągłego podawania mu kroplówki i silnych leków, psina znów
    zaczął strasznie wymiotować. Pani weterynarz która obiecała nam że nie będzie
    się męczył nie mogła nic więcej zrobić (podpisaliśmy zgodę na eutanazję).
  • naise 15.04.05, 10:09
    Myślę że to nasza wina, za wcześnie myśleliśmy że nie przeżyje, a mógł jeszcze
    żyć. Może gdybyśmy wierzyli. Poza tym pomyślałam wczoraj że bałabym się go teraz
    wziąć do domu, po tym co widziała, jak cierpiał jak się męczył - bałabym się, że
    znó się to zacznie, że jak go zostawię samego to coś mu się stanie :( Nie
    powinnam była tak myśleć :(
  • pierozek_monika 15.04.05, 10:46
    Nie wiń siebie - naprawdę. Jeśli był w cieżkim stanie - nie żył by siłą waszej
    woli. Wasze wsparcie mogło by mu ukoić jedynie męczarnie.
    Bardzo mi przykro, ze się rozstałaś z przyjacielem :(
  • fedorczyk4 15.04.05, 12:47
    Naise, czytając Twoje posty w oczy bije jak barzdo kochałaś swojego psa. Nie
    wolno miec wyrzutów sumienia, nic więcej nie mogliście zrobić, miał szczęśliwe
    życie i tylko to się liczy. Pozdrawiam i współczuję.
  • naise 15.04.05, 13:07
    Wiesz za jego życia nie okazywałam mu tego wystarczająco. Nawet nie wiedziałam
    że tak się do niego przywiązałam. Niestety często dopiero po śmierci kogoś
    bliskiego człowiek uświadamia sobie co(kogo) stracił. Wcześniej było dla mnie
    naturalne że pies po prostu jest, a ile raze zemściłam na niego, jak nabroił, a
    czasami bez powodu bo miałam zły humor, a on cierpliwie to znosił, kochał
    bezinteresownie. Gdybym mogła cofnąć czas tak wiele bym zmieniła, przede
    wszystkim nie bagatelizowałabym objawów, które wydawały mi się mało ważne -
    wiadomo stary pies - tak sobie tłumaczyłam. Nie chcę innego psa, nie mogłabym
    przeżyć tego po raz kolejny, wiem że wiele zwierząt cierpi w schroniskach i w
    samotności, one nie mają kogo kochać, ale serce by mi chyba pękło jakbym znów
    musiała patrzeć na agonię ukochanego psa i nie móc mu pomóc :(
  • pierozek_monika 15.04.05, 13:20
    taka kolej rzeczy. Rodzimy się, umieramy...
    Ciekawe jednak jak długo wytrwasz w zapewnieniach :) kiedy zacznie Ci
    doskwierać pustka, brak tuptania, machania ogonem, szczeknięcia - nieobecność
    psiego towarzysza :))
    Nie wzbraniałabym się tak, bo to nie zdrada a tak jak mówię, wszystko przemija.
    Kiedyś przyjdzie Ci się pożegnać z bliskimi i to też będzie bolało - a na pewno
    nie izolujesz się od nich, nie powściągasz swoich uczuć...
    Poprostu tego nie ga się uniknąć.
    No wyważysz sobie kiedyś co wybrać: kolejną miłość i potem ból, czy jej brak
    Teraz chyba za wcześnie rzeczywiście na takie decyzje.
  • naise 15.04.05, 13:48
    Już mi brakuje :(
    Jak mam wyjść do sklepu to sobie myśle że przy okazji jak będę szła z psem to
    pójdę. Poza tym mój pies zawsze przeganiał gołębie siadające na balkonie, a
    teraz gołębie siadają i w ostatniej chwili powtrzymuję się żeby go nie zawołać
    żeby je przepędził (bo paskudzą niestety).
    Mieszkam jeszcze z rodzicami i oni też bardzo to przeżyli, tak samo jak ja się
    zarzekają że nie chcą innego psa. Dla nas wszystkich było to bardzo trudne,
    zwłaszcza że pies nie mógł nam powiedzieć co go boli, ani czego potrzebuje.
    Stało się to nagle, zaczęło się od zatrucia, potem wyszły inne sprawy, jeszcze
    tydzień temu biegał i skakał - mimo swojego wieku był bardzo wesoły i żywotny.
  • m.malone 15.04.05, 14:07
    On umarł, a Ty musisz przeżyć jego odejście. Jak sobie radzić? Chyba nie ma
    recepty (ja nie znam). Bardzo boli i musimy jakiś czas żyć z tym bólem. Kochałaś
    go i on Ciebie kochał. Pamiętaj nie o Twoich złych humorach, a o tych wielu
    dobrych chwilach, jakie sobie dawaliście - to się liczy.

    Wierzę, że wszystkie zwierzątka, które od nas odeszły, gdzieś tam są w swoim
    niebie. I nie cierpią.

    I dobrze, że myślisz o zwierzętach porzuconych i cierpiących. Może choć jednemu
    z nich zapewnisz dobre życie.

    Bardzo Ci współczuję

    A tu:


    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=631
    możesz zobaczyć parkę, która wzięliśmy z przytuliska. Po śmierci Joty dom był
    straszliwie pusty. I nie czekaliśmy długo z decyzją.
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • naise 15.04.05, 14:31
    Dziękuję wszystkim, ale mimo że bardzo mi go brakuje nie chcemy nowego psa, tzn.
    z jednej strony myślę sobie że jak pies ma kogoś do kochania, a tym bardziej
    kogoś kto kocha jego to jest szczęśliwy, więc może warto byłoby pomóc jakiemuś
    piesiowi ze schroniska lub takiemu którego ktoś już nie chce (lub nie może)
    mieć. Wiem że nasz pies odchodził od nas mając wspomienia, mimo że nie było nas
    w tym momencie z nim, to mam nadzieję że zapamiętał nas dobrze, natomiast pieski
    ze schorniska odchodzą niezauważone, bo każdy z nich jest tym kolejnym (choć
    może tak nie jest-niewiem), nikt po nich nie cierpi, często nie zapłacze, przez
    całe życie (lub większość) były jednymi z wielu innych.
    Z drugiej strony wiem jaka to była przykrość dla mnie i mojej rodziny, jak
    cierpieliśmy razem z nim, nie potrafiąc mu pomóc - nie umiałabym chyba kolejny
    raz tak bardzo przywiązać się do zwierzaka i tak go pokochać - mimo iż nie
    zdawałam sobie z tego sprawy gdy żył. Nie chciałabym żeby sytuacja się
    powtórzyła, żebyśmy znów musieli przez to przechodzić :(( Bardzo mi smutno
  • weatherwax 26.04.05, 22:56
    naise, on na 100% WIEDZIAŁ, że go kochacie, cieszył się, że ma dom. Wiedział,
    wierz mi.
    Miał 15 lat, nie był już przecież bardzo młodym psem.
    Nie chcesz powiedzieć, jak miał na imię?

    Może chcesz zasadzić mu kwiatek w Ogrodzie Psiej Szczęśliwości? Ja tak zrobiłam
    po odejściu mojej przyjaciółki. Tu masz adres.

    www.dognet.pl/ogrod/regulamin.html
    Wiem, jak to boli, mija już rok, a ja wciąż myślę o Pumie...
    Ale z drugiej strony, ten kto odszedł za Tęczowy Most już nie wróci, a jeśli
    można dać dom komuś jeszcze... Przecież nie zapomnisz nigdy tamtego psa, ale
    możesz bardzo, bardzo uszczęśliwić innego. Tego się nie robi dla siebie, tylko
    dla tego zwierzątka. Chociaż - dla siebie też - nie ma tej strasznej pustki
    wdomu.
    Pozdrawiam.
  • naise 27.04.05, 00:15
    Dziękuję wszystkim. Zdecydowaliśmy się pomóc suni ze schroniska. Jest z nami już
    8 dni i mamy nadzieję że wzajemnie się uszczęśliwimy, choć nadal myślimy i
    wspominamy naszego Pierwszego Przyjaciela
  • m.malone 27.04.05, 00:59
    Naprawdę. Bardzo się cieszę. O Przyjaciołach się nie zapomina. Dla nich zawsze
    jest to ciepłe miejsce w sercu. A sunibędzie z pewnoscia dobrze. Może ja
    pokażesz na forum Foto naszych zwierzat?
    Pozdrowienia dla Ciebie i twoich bliskich (dla suni rzecz jasna też)


    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • naise 27.04.05, 10:42
    Jasne zaraz wrzucę tam jej fotkę :)
  • m.malone 27.04.05, 10:56
    widziałem:) Śliczna i z pewnością bardzo miła. Pięć miesięcy to jeszcze nie wiek
    - będzie rosła. Życzę duzo radości:)))
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • weatherwax 27.04.05, 23:22
    Gratulacje! Dla suni i dla Was :-))
    Wiele dobrego życzę.
    Oczywiście, że będziecie Go wspominać i pamiętać. Zawsze. To przecież był Wasz
    Przyjaciel.
  • naise 27.04.05, 23:32
    Dziękujemy !!

    Codziennie patrzę na jego zdjęcie - wisi na ścianie, niestety mieliśmy jak się
    okazało niewiele jego fotek. Zastanawiam się czasem co by teraz robił gdyby był
    z nami. Pamiętam że spędziliśmy razem tego Sylwestra, że nie zostawiliśmy jak
    zwykle psa samego, ale byłam z nim, byliśmy w domu, spokojnie bez hałasu. Był z
    nami u babci w Wielkanoc czatował pod stołem na smaczne kąski, ech... przykro mi
    jak sobie pomyślę, ale jakoś sobie radzimy, na szczęście mamy się kim zająć, nie
    siedzimy bezczynnie i nie myślimy co by było gdyby...
    Dziękuję wszystkim i pozdrawiam :)
  • wiesia.and.company 28.04.05, 14:33
    No cóż, natura nie lubi pustki. Bardzo dobrze zrobiłaś - uratowałaś nową
    duszyczkę od strasznego losu! I widziałam zdjęcie - jest śliczna i zasługuje na
    lepszy los! U Ciebie będzie jej dobrze, czytam Twoje zaniepokojone posty i
    jestem spokojna o zdrowie i przyszłość Twojej Misieńki.
    A wspomnienia wspaniałej przeszłości z Ukochanym Nieobecnym? No cóż, bolesne,
    ale dobrze, że masz właśnie takie, a nie inne, bo znaczył dla Ciebie tak dużo.
    Pozdrawiam (i ja też tak mam)
  • naise 28.04.05, 15:02
    Dzięki Wan wszystkim.
    Rzeczywiście po śmierci pierwszego pieska strasznie jestem przewrażliwiona na
    punkcie zdrowia suczki. Każdy szczegół który według mnie odbiega od normy musi
    zostać dokładnie zbadany :) Wiem że przesadzam, ale mam nadzieję że niedługo
    samo mi przejdzie ;)
  • weatherwax 01.05.05, 19:04
    Ja cię rozumiem, ale wiedz, że tak bardzo szybko to nie przechodzi.

    16 maja minie rok od śmierci naszej kotki Pumci. Miesiąc później wzięliśmy dwa
    koty.
    Otóż do dziś drżę, gdy wydaje mi się, że koteczka jest jakaś nieswoja. Umieram
    z niepokoju. Jeśli chodzi o kocurka - jestem jakoś spokojniejsza, wydaje mi
    się, że jest silniejszy i zdroeszy. Przewrażliwienie pewnie.

    Pozdrawiam Ciebie i sunie :-)
  • wiesia.and.company 04.05.05, 16:14
    Weatherwax, mam te same objawy, co i Ty. Też drżę, że coś złego się przytrafi,
    a ja może za późno odczytam objawy, albo przegapię i boję się, okropnie się
    boję utraty kolejnego mojego kociaczka. A mój astmatyk jest nieprzewidywalny.
    Kaszle, kaszle i jest OK. Kaszle, przewraca się i jest OK. Kaszlnie, przewraca
    się i sinieje, i tragedia, bo muszę natychmiast taksówką zawieźć na tlen i
    lekarstwa w iniekcji, inaczej za późna byłaby reakcja. Senność kota (chyba
    normalna?) już mnie niepokoi, bo tak się zaczęła cukrzyca u mojego Ukochanego,
    nieżyjącego już Felutka. O rany, tfu, tfu, na ... urok!
  • weatherwax 05.05.05, 22:22
    O rany! Nie wiedziałam, że kot może mieć astmę!
    Życzę mu dużo zdrowia :-)

    A moja Łapka jest alergiczką. Trzeba uważać, bo jest uczulona na kurczaka i
    ogólnie drób. Przez to też się o nią bardziej trzęsę. Kocuruś może jeść
    wszystko, ale daję im to samo, żeby kotce nie było przykro.

    Sorry, że odbiegam od tematu wątku :-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka