Dodaj do ulubionych

mowa nienawisci

18.05.13, 18:16
Poseł Wipler: "Jak mówi, aby oszczędzić swoim dzieciom traum, wybrał dla nich przedszkole i szkołę, do których nie są przyjmowane dzieci rozwodników i samotnych rodziców."
Aha, więc jak za czasów kodeksu napoleońskiego dzieci samotnych rodziców mają zniknąć, nie dziedziczyć, pozostać w ukryciu i optymalnie (skoro już są) szybko umrzeć? Tak to brzmi.
Straszne że są takie przedszkola, straszne że ludzie tak myślący mogą być posłami
--
"życie jest nie po to by je rozumieć a po to by je przeżyć najlepiej jak się da... " by Katse
Edytor zaawansowany
  • verdana 18.05.13, 18:54
    Ciekawe, czy jeśli poseł lub jego żona wpadną pod samochód, to w ramach ograniczenia traumy dzieci zostaną usunięte z przedszkola, jako dzieci samotnego rodzica. Toż samo, gdy żona posła, nabrawszy rozsądku, spakuje się i odejdzie.
    --
    zpopk.blox.pl
  • maadzik3 18.05.13, 19:51
    tez o tym pomyslalam - o wdowach i wdowcach. Myslisz ze jest szansa na nabranie rozumu przez poslowa? ;)
    --
    "życie jest nie po to by je rozumieć a po to by je przeżyć najlepiej jak się da... " by Katse
  • slotna 18.05.13, 20:11
    A co to za szkola i na jakiej zasadzie robi taka selekcje?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • luna15 18.05.13, 20:31
    To nie nienawiść a brak mądrości , ze zastosuję tu eufemizm.
    Mi takich ludzi bardzo szkoda.Tacy się urodzili, nie są zdolni do refleksji, bywa.
  • verdana 18.05.13, 22:22
    O nie, to własnie jest nienawiść. Nie usprawiedliwiajmy ludzi, którzy chronia swoje dziecko przed innymi dziećmi, bo poglądy rodziców im nie odpowiadają.
    --
    zpopk.blox.pl
  • sebalda 18.05.13, 22:52
    Dla mnie najgorsze jest to, że właśnie ci ludzie zarzucają innym najgorsze rzeczy. Sami są nietolerancyjni (czyniąc zresztą z tolerancji bardzo złą cechę), pełni pogardy i niechęci do wszelkich "innych", zapiekli i fanatyczni, ale każdemu, kto ośmieli się skrytykować ich podejście i styl życia, zarzucają to, że stosują mowę nienawiści, że ich dyskryminują, że atakują. A jest dokładnie odwrotnie. Nie ma lepszej linii niż odwracanie kota ogonem. NAM wolno mówić dowolne rzeczy, rzucać kalumnie, oskarżać i pluć, ale jeśli ONI ośmielają się wyrazić choć cień krytyki, to są najgorsi. Stosują "mowę nienawiści".
    Ja nie sądzę, by można było to jakoś tłumaczyć, mówić, że tego typu ludzie nie wiedzą, co czynią, tacy się urodzili. Tacy, to znaczy jacy? Nietolerancyjni i zapiekli? Tak zostali wychowani, to na pewno, ale znam ludzi, ktorzy potrafili się przeciwstawić indoktrynacji domowej, którzy potrafią myśleć samodzielnie, to nie boli, to jest możliwe. Oczywiście znam też takich, którzy tak zostali wychowani i tym się zasłaniają lub tym są tłumaczeni. Ja tego nie kupuję. Obciążenia rodzinne mogą być różnorakie, można dźwigać różne traumy z dzieciństwa, ale nad wszystkimi można pracować. Nad wypaczonym światopoglądem chyba jednak najłatwiej w sumie.
  • mary_ann 19.05.13, 11:25
    Ja się zgadzam z Luną - to nie jest, a w każdym razie nie musi być nienawiść. Nie mamy podstaw, by uważać, że ci ludzie przepełnieni są np. nienawiścią do rozwodników. Raczej aż tak bardzo wierzą w jakiś efekt wzorca, że gorączkowo odgradzają dziecko od miazmatów zepsutego świata - wierząc, że przez ten sztuczny okres ochronny zdążą je jakoś "zimmunizować" na jego wpływy.

    Mnie, jak Lunie, jest tych ludzi (a jeszcze bardziej ich dzieci) głównie żal. Takie zachowanie świadczy przede wszystkim o ogromnym poziomie lęku i - w gruncie rzeczy - niewierze w atrakcyjność wybranego modelu życia.
  • sebalda 19.05.13, 17:24
    Mary_ann a Ty widziałaś film Służące? Jeśli nie, to polecam. Tam też nikt nie widział w swoim zachowaniu znamion nienawiści, dyskryminacji, upodlenia drugiego człowieka. Dla mnie to jest jednak to samo. To dyskryminacja w czystej postaci. To wyraz pogardy: moje dzieci nie będą się zadawały z TAKIMI!
    Jestem z natury naiwna i lubię wierzyć, że ludzie nie są jednak tacy źli, ale to podejście bardzo, bardzo mi się nie podoba. I w gruncie rzeczy wolę otwartą wrogość, niż udawanie, że nie, przecież ja nic do NICH nie mam, ale nie chcę mieć z NIMI do czynienia. Pozuję na dobrego, gorliwego katolika, patriotę, dobrego człowieka, ale okazuję cichą pogardę tym, którzy mi się nie podobają, tym, którzy są inni, którzy mają inne poglądy. Mało rzeczy na świecie denerwuje mnie tak jak fałsz i pozowanie, kreowanie się na prawego.
  • mary_ann 24.05.13, 10:30
    sebalda napisała:

    > Mary_ann a Ty widziałaś film Służące? Jeśli nie, to polecam. Tam też nikt nie w
    > idział w swoim zachowaniu znamion nienawiści, dyskryminacji, upodlenia drugiego
    > człowieka. Dla mnie to jest jednak to samo. To dyskryminacja w czystej postaci
    > . To wyraz pogardy: moje dzieci nie będą się zadawały z TAKIMI!

    Widziałam ten film i uważam, że każdy powinien go zobaczyć (Podobnie, jak przeczytać książkę Lindquista "Wytępić całe to bydło" - choć to wstrząsająca lektura).
    I widzę, że rozbieżność między nami jest chyba pozorna, ma charakter w gruncie rzeczy językowy. Ty wymieniasz jednym tchem "nienawiść, dyskryminację i upodlenie".
    Ja po prostu trochę inaczej rozumiem nienawiść., Dla mnie to uczucie czynne, intensywne, głęboko przeżywane, dalekie od obojętności. Z tego powodu nie powiedziałabym, że przedstawione w filmie białe kobiety z Południa odczuwały nienawiść do swoich czarnych służących. Nie znaczy to bynajmniej - mam nadzieję, że to oczywiste - że nie żywiły wobec niż poczucia wyższości, pogardy czy ich - jak byśmy to dziś powiedzieli - nie dyskryminowały.
    A tak na marginesie - już nie w kontekście prawicowego polityka oczywiście, ale pewnych przykładów z historii, dotyczących stosunku do całych grup etnicznych: wydaje mi się, że może istnieć coś wcale nielepszego od nienawiści, co jednak nienawiścią nie jest. Nienawidzić można człowieka. A zdarza się, że ofiarę się totalnie odhumanizowuje, traktuje jak istotę niższą, "niewartą" nawet nienawiści. Eichmann o Żydach mówił w Jerozolimie beznamiętnie, nie miał do nich żadnego osobistego stosunku. Ot, należało szkodniki wytępić - jak komary. Nie nienawidzi się komarów, szkoda wysiłku. Rozgniata się je "bo przeszkadzają", bez emocjonalnego zaangażowania, bez przywiązywania wagi moralnej, i idzie dalej.
  • sebalda 24.05.13, 11:45
    Mary_ann, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości:) Masz racje, to nie jest nienawiść. Tyle że ja uznaję te wszystkie pozostałe zachowania i odczucia w stosunku do innych ludzi czy grup za nie mniej podłe i nieludzkie, ba, za bardziej nieludzkie niż sama nienawiść właśnie. I podane przez Ciebie przykłady tego właśnie też dowodzą. To dodatkowo zwalnia osoby prześladujące od odpowiedzialności: ja do NICH przecież nic nie mam, tylko niech mi nie każą na siebie patrzeć, niech siedzą w szafach, niech się nie wychylają, niech niczego nie chcą, a najlepiej by było zamknąć ich w gettach (no o tym ostatnim się może głośno dziś nie mówi). Szczerze mnie oburza postawa pozornej tolerancji, obłuda i hipokryzja takich osób.
    I jeszcze uwaga. Spośród takich pozornie tolerancyjnych, łaskawie pozwalających żyć tym INNYM, bardzo często wywodzą się bezpośredni oprawcy, przy "sprzyjających" okolicznościach, w stanie zagrożenia, wojny.
  • mary_ann 24.05.13, 12:24
    sebalda napisała:

    > Mary_ann, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości:) Masz racje, to nie jest nie
    > nawiść. Tyle że ja uznaję te wszystkie pozostałe zachowania i odczucia w stosun
    > ku do innych ludzi czy grup za nie mniej podłe i nieludzkie, ba, za bardziej ni
    > eludzkie niż sama nienawiść właśnie.

    Ok. Zauważ, że ja nigdzie nie napisałam, że taka postawa jest lepsza czy mniej groźna od nienawiści (starałam się to zastrzeżenie wręcz podkreślić). Chciałam powiedzieć tylko jedno - że dla mnie to nie jest nienawiść, nie użyłabym w stosunku do tej postawy tego określenia. Choć rozumiem pewien skrót myślowy.

    >>Spośród takich pozornie tolerancyjnych, łaskawie pozwalających
    > żyć tym INNYM, bardzo często wywodzą się bezpośredni oprawcy, przy "sprzyjając
    > ych" okolicznościach, w stanie zagrożenia, wojny

    Zasadniczo - tak.
    Ale ostrożnie zaliczałabym ludzi (np. posła Wiplera z wyjściowego przykładu) do tej kategorii.
    Nie znam człowieka, wszyscy tutaj gdybamy, ale na podstawie znanych mi podobnych przypadków nie mam podstaw, by sądzić, ze jest kandydatem na oprawcę. Raczej wyczuwam, że jest człowiekiem przelęknionym pewnymi zmianami w świecie, odrzucającym je, i w desperacji - bo nie widzi innej metody - odizolowującym się od tego złego świata.
  • sebalda 24.05.13, 12:39
    Mary_ann droga, nie musisz się tłumaczyć, ja z Tobą nie polemizuję i wiem doskonale, na ile zdołałam Cię poznać, że nie wartościujesz tych rzeczy. Pisałam jedynie o tym, jak ja to odbieram, jaki mam stosunek do tego typu zachowań, o tym, że najbardziej na świecie rażą mnie obłuda, hipokryzja, fałsz, często bardziej od otwartej nienawiści. I wiem, że takie postawy często przeradzają się w nienawiść, gdy tylko zostaną poluzowane pewne granice.
    Oczywiście, że nie zawsze osoby tego pokroju zamieniają się w oprawców, ale historia zna takie przypadki, wcale nie takie odosobnione. Pogromy żydowskie wykonywane przez ludność cywilną nie były wyrazem czystej nienawiści przecież, ale czegoś zupełnie innego. Znam ludzi, którzy szalenie się obrażają, gdy nazwie się ich antysemitami, ale.... jednocześnie mówią: "Ja do Żydów nic nie mam, ale oni są pazerni, oszukują, są podstępni, nieszczerzy, przewrażliwieni..." i cała długa lista przywar, obraźliwych stereotypów, oskarżeń.
    A z samotnie wychowującymi dzieci czy rozwodnikami to już w ogóle jest szczyt niesprawiedliwości, ale o tym chyba nawet nie muszę pisać. Co do pana posła, pewnie masz rację.
  • mamalgosia 19.05.13, 10:39
    maadzik3 napisała:

    > Poseł Wipler: "Jak mówi, aby oszczędzić swoim dzieciom traum, wybrał dla nich p
    > rzedszkole i szkołę, do których nie są przyjmowane dzieci rozwodników i samotny
    > ch rodziców."

    On wybrał - to jedno. Ale skąd wziął takie placówki???
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • mamalgosia 19.05.13, 10:40
    Może ktoś wie, gdzie są gimnazja, które nie przyjmują dzieci grubych rodziców?
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • mary_ann 19.05.13, 11:17
    mamalgosia napisała:

    > Może ktoś wie, gdzie są gimnazja, które nie przyjmują dzieci grubych rodziców?

    Albo takie, które nie przyjmują dzieci głupich rodziców?
  • mamalgosia 19.05.13, 14:45
    Myślisz o moim synu?:)
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • mary_ann 19.05.13, 18:56
    mamalgosia napisała:

    > Myślisz o moim synu?:)

    Tak, on przyszedł mi do głowy jako pierwszy, ale ponieważ się połapałaś, muszę pomyśleć o kimś innym na to miejsce.
  • mamalgosia 19.05.13, 21:23
    Jeszcze jest mój drugi syn
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • otryt 27.05.13, 23:45
    Materiał powstał w oparciu o zmanipulowaną wypowiedź. Cała dyskusja w tej notce dotyczy czegoś, czego nie było. Jest więc bezprzedmiotowa.
  • mary_ann 28.05.13, 08:12
    otryt napisał:

    > Materiał powstał w oparciu o zmanipulowaną wypowiedź. Cała dyskusja w tej notce
    > dotyczy czegoś, czego nie było. Jest więc bezprzedmiotowa.

    Nie do końca bezprzedmiotowa, bo zjawisko nie wydaje się odosobnione. O, popatrz tutaj:

    Małgośka, ale taki jest świat! I takie rodziny teraz są wszędzie!

    Dlatego wysłaliśmy dzieci do szkoły katolickiej. Mamy pewność, że środowisko rówieśnicze jest tam normalne.

    W tej szkole nie ma rodzin patchworkowych?

    Jak patrzę na klasę Marysi, to wszystko jest tam uporządkowane.

    Siostrzyczki pilnują przy rekrutacji?

    Nie sądzę. Po prostu tacy ludzie tam posyłają dzieci. Wszystkie mają mamę i tatę.

    Dzieciak z rodziny patchworkowej byłby dla Marysi nieodpowiednim towarzystwem?

    Szanujemy wszystkich ludzi.

    No jasne.

    Zrozum. Walczymy o to, żeby nasze dzieci żyły w spójnym świecie. Żeby im się zgadzało.


    Wywiad Małgorzaty Terlikowskiej, żony Tomasza T., dla "Wysokich Obcasów"
    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,13607538,Malgorzata_Terlikowska__Maz_chce__dzieci_chca__a_ja.html
  • otryt 29.05.13, 00:10
    Zmanipulowany materiał w gazecie dotyczył posła Wiplera. Wiadomo, chodzi o walkę polityczną, słupki w sondażach. Trudno podejmować dyskusję, gdy materiał, który dał początek notce nie jest prawdziwy.

    Zacytowałaś fragment głośnego wywiadu z Małgorzatą Terlikowską. Szukałem bardzo długo tych słów nienawiści w jej ustach i nie znalazłem. Z całym szacunkiem, Mary_ann, ale czy mogłabyś je wskazać?

    Mowa nienawiści, to niezwykle mocne sformułowanie, lada chwila zapewne trafi do kodeksu karnego. Sprawa jest poważna, bo można pójść do więzienia. Tylko tych słów strasznych nie widzę.

    Dobrej nocy:-)
  • luccio1 29.05.13, 04:07
    Jak wygląda wypowiedź w całości?
  • otryt 29.05.13, 10:25
    luccio1 napisał:

    > Jak wygląda wypowiedź w całości?

    Rzecz dotyczy wypowiedzi posła Przemysława Wiplera na Kongresie Rodzin i Kobiet Konserwatywnych, który odbył się w Poznaniu.

    GW napisała zdanie:

    "Jak mówi, aby oszczędzić swoim dzieciom traum, wybrał dla nich przedszkole i szkołę, do których nie są przyjmowane dzieci rozwodników i samotnych rodziców."

    A oto, co sam zainteresowany, mówi o przedszkolach, szkołach, rodzinach, rozwodach. Opowiada, że zna ból dziecka rozwodzących się rodziców, bo to przeżył. Zresztą oceń Łukaszu sam, czy jego wypowiedź można w ten sposób streścić, jak to zrobiła GW.

    wpolityce.pl/artykuly/53937-przemyslaw-wipler-o-rodzinie-jesli-ktos-uwaza-inaczej-jestem-otwarty-na-polemike-ale-z-moimi-pogladami-a-nie-z-ich-karykatura

    Już abstrahując już od wszystkiego, od polityki, światopoglądu, itp. Z czysto praktycznego punktu widzenia wybrałbym takie przedszkole, gdzie dzieci mają dwoje rodziców, choćby z tego względu, że przy przyjmowaniu mojego dziecka nie wyprzedzili mnie w przedbiegach samotni rodzice (często tylko na papierze), którzy uzyskują dodatkowe punkty. Jesteśmy więc jako rodzina z góry na przegranej pozycji, bo tych punktów nie dostaniemy.

    Pozdrawiam
  • sebalda 29.05.13, 13:15
    Otrycie, ale w linku są tłumaczenia posła, a nie to, co pierwotnie powiedział i co zostało zmanipulowane, według niego. Tego nadal nie wiemy. Ja najchętniej przeczytałabym jego pierwotną wypowiedź.

    Mam wiele młodych koleżanek i obserwowałam ich wielki stres związany z przyjmowaniem ich dzieci do przedszkola. To jest niezwykle poważny problem i zgadzam się z tym, że uciekanie się do podstępów w tej kwestii jest niegodne, a samotne rodzicielstwo powinno być dokładniej weryfikowane. Ten system demoralizuje i już o tym rozmawialiśmy, bo punkty można też dostać na przykład za alergię dziecka i to też jest pokusa dla zdesperowanych rodziców, by za wszelką cenę dostać miejsce w przedszkolu czy żłobku.
    Ale to wszystko nie zmienia faktu, że samotnie wychowujący dziecko rodzice potrzebują tego miejsca najbardziej, to jest często ich być albo nie być. Czy uważasz, że pierwszeństwo przyjęcia dziecka NAPRAWDĘ samotnie wychowującego rodzica jest złe? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że nie każde samodzielne rodzicielstwo jest czymś zawinionym przez tego rodzica? Że są wśród nich wdowy i wdowcy na przykład, porzucone żony, rzadziej mężowie, osoby, ktore uciekły od małżonków katów???
  • otryt 29.05.13, 14:09
    sebalda napisała:

    >Otrycie, ale w linku są tłumaczenia posła, a nie to, co pierwotnie powiedział
    > i co zostało zmanipulowane, według niego. Tego nadal nie wiemy.
    > Ja najchętniej przeczytałabym jego pierwotną wypowiedź.

    Tak masz rację. Potrzebna jest pełna dokumentacja dźwiękowa z Konferencji, byśmy mogli na sto procent rozstrzygnąć. Albo z mediów elektronicznych dłuższy kawałek z inkryminowaną wypowiedzią. Mamy słowo przeciwko słowu. Jednak poseł Wipler w dłuższym artykule przedstawił w portalu wpolityce.pl swoje poglądy na interesujące nas kwestie. Czy masz jakieś zastrzeżenia do tej dłuższej wypowiedzi?

    >Czy uważasz, że pierwszeństwo przyjęcia dziecka
    > NAPRAWDĘ samotnie wychowującego rodzica jest złe?

    A jak myślisz? Sam jestem dzieckiem wychowywanym przez samotną matkę, które przeżyło dramat rozwodu rodziców. Wiem co to znaczy.

    >Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że nie każde samodzielne rodzicielstwo
    >jest czymś zawinionym przez tego rodzica?

    A jak myślisz, czy mogę tego nie wiedzieć? Widziałem już w życiu co nieco. Nie mam 12 lat.

    >Że są wśród nich wdowy i wdowcy na przykład,

    Zaraz się rozpłaczę.
    Moja religia uczy, by szczególnie troszczyć się o wdowy i sieroty. Myślę, że nikt złego słowa by nie powiedział, gdyby dziecko wdowy przyjęto poza kolejnością.

    >porzucone żony, rzadziej mężowie, osoby, ktore uciekły od małżonków katów???

    To całkiem sporo ludzi. Czy zostały jeszcze jakieś miejsca w tym przedszkolu, czy mam już szukać innego?
  • sebalda 29.05.13, 14:19
    otryt napisal:

    >Jesteśmy więc jako rodzina z góry na przegranej pozycji, bo tych punktów nie dostaniemy.

    Otrycie, nie rozumiem, skąd u Ciebie ten sarkazm, skoro napisałeś takie zdanie, z ktorego jasno wynikało, że razi Cię pierwszeństwo rodziców samotnie wychowujących dzieci w przyjmowaniu ich do przedszkola. Nie mogłam na takie dictum nie przypomnieć, że samodzielne rodzicielstwo nie zawsze jest zawinione. A tworząc placówki, do których przyjmowane są dzieci mające wyłącznie dwoje rodziców, dyskryminuje się nie tylko dzieci rodziców rozwiedzionych, ale też samotnych nie ze swojego wyboru. Dla mnie to jest w ogóle nieludzkie.
  • otryt 29.05.13, 14:50
    sebalda napisała:

    >otryt napisal:

    >Jesteśmy więc jako rodzina z góry na przegranej pozycji, bo tych punktów nie dostaniemy.

    Otrycie, nie rozumiem, skąd u Ciebie ten sarkazm, skoro napisałeś takie zdanie, z ktorego jasno wynikało, że razi Cię pierwszeństwo rodziców samotnie wychowujących dzieci w przyjmowaniu ich do przedszkola.

    To zdanie akurat nie jest żadnym sarkazmem. Razi, nie razi. To proste wyliczenie. Mnie akurat ten problem nie dotyczy. Moje dzieci startują lada chwila na studia, a tam miejsc jest dużo. Jeśli mamy w przedszkolu 50 miejsc, a 30 zostanie zajęte przez te grupy samotnych, które wymieniłaś, poza kolejnością, to dla dzieci mających dwoje rodziców pozostanie tylko 20 miejsc. Są więc na przegranej pozycji. Nieprawdaż? Z pewnym żartem, ale broń Boże bez cienia złośliwości napisałem inne zdanie:

    "To całkiem sporo ludzi. Czy zostały jeszcze jakieś miejsca w tym przedszkolu, czy mam już szukać innego?"

    To dokładnie ta sama sytuacja, co w kolejkach przed sklepem mięsnym w czasach PRL. Kolejka stoi od północy, bo święta tuż tuż. Pierwsi w kolejce załapią się na szynkę, drudzy na schab. W drugiej dziesiątce będzie jeszcze karkówka, w trzeciej już tylko serdelki, nerki i płucka. Stoją sobie ludzie w kolejce i liczą swoje szanse, oczami wyobraźni oglądając szynkę na świątecznym stole. Już tylko godzina została do otwarcia sklepu. I co się dzieje? Przychodzą licznie kombatanci wojenni, przykuśtykało pięciu inwalidów o kulach, dziesięć kobiet w ciąży. Niektóre mają nawet 50 lat. Przyszło sześć kobiet z dzieckiem na ręku, dwóch całkiem młodych krwiodawców wymachujących przed nosem jakąś legitymacją. A przed oczami mojej wyobraźni szynka znika ze stołu świątecznego, zastępuje ją karkówka, potem chudy kurczak, a na końcu czuję w ustach smak cynaderek.:))
  • sebalda 29.05.13, 15:58

    > To zdanie akurat nie jest żadnym sarkazmem.
    Otrycie, sarkazm zarzucałam Ci nie z powodu tego zdania, ale z powodu Twojej odpowiedzi na mój post będący odpowiedzią na post, w którym umieściłeś to zdanie. Prościej: sarkazm wyczułam w następnym Twoim poście, drugim po tym, w którym pierwszy raz napisałeś o miejscach w przedszkolu.
    Kurcze, nie wiem, czy to jasno napisałam;)

    Zapytam może, co proponujesz dla rodziców samotnie wychowujących dzieci. Należy zlikwidować im te dodatkowe punkty, żeby nie było tak jak z szynką przed świętami?
  • otryt 29.05.13, 18:37
    sebalda napisała:


    > Zapytam może, co proponujesz dla rodziców samotnie wychowujących dzieci. Należy
    > zlikwidować im te dodatkowe punkty, żeby nie było tak jak z szynką przed świętami

    Na szczęście nie ja jestem od proponowania rozwiązań, czy punkty zachować czy znieść? Przyznaję tylko, że system jest absurdalny i stąd być może ten mój lekki ton. Dodatkowe punkty, jeśli już są, powinny działać na zasadzie wyjątku. Gdy wyjątków mamy więcej niż ludzi poddanych zwykłej regule, mamy sytuację absurdalną. Ktoś takie uregulowania przyjął i ktoś musi je poprawić, by było dobrze dla wszystkich. To identyczna sytuacja jak w tramwaju, w którym mielibyśmy 60 albo 80 procent miejsc dla inwalidów. A gdy pokażę absurd takiej sytuacji, to mi powiedzą, że biednych inwalidów nie rozumiem i jestem obojętny na ich los.

    Gdy pod sklepem mięsnym spotkasz dwadzieścia staruszek w ciąży, to możesz być pewna, że szynki nie dostaniesz i musisz szukać gdzie indziej szczęścia. Ludzie łatwo się uczą. Następnego dnia tych staruszek w ciąży będzie pięćdziesiąt. Wtedy nawet pasztetowej nie dostaniesz.:))

  • slotna 29.05.13, 19:44
    > To identyczna sytuacja jak w tramwaju, w którym mielibyśmy 60 albo
    > 80 procent miejsc dla inwalidów. A gdy pokażę absurd takiej sytuacji, to mi po
    > wiedzą, że biednych inwalidów nie rozumiem i jestem obojętny na ich los.

    Inwalidzi zazwyczaj nie stanowia 80% pasazerow tramwajow, wiec nie ma potrzeby wyrozniac tylu miejsc. Ale jesli nadmiarowy inwalida sie w tramwaju pojawi i akurat nie ma gdzie usiasc, ladnie jest ustapic mu miejsca, nie sadzisz?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • otryt 29.05.13, 20:16
    slotna napisała:

    >Ale jesli nadmiarowy inwalida sie w tramwaju pojawi i akurat
    >nie ma gdzie usiasc, ladnie jest ustapic mu miejsca, nie sadzisz?

    Tak zawsze robię:)
  • slotna 29.05.13, 20:54
    > Tak zawsze robię:)

    No to i samotnym rodzicom chyba tez bys ustapil, gdybys sam takim nie byl?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • otryt 29.05.13, 20:59
    slotna napisała:

    > No to i samotnym rodzicom chyba tez bys ustapil, gdybys sam takim nie byl?

    Cieszę się, że mnie tak postrzegasz:)
    Miłego weekendu:)
    Ja wyjeżdżam na parę dni i spadam.
  • slotna 29.05.13, 21:27
    > Cieszę się, że mnie tak postrzegasz:)

    Nijak cie nie postrzegam, bo cie nie znam, wlasnie usiluje sie czegos dowiedziec.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • verdana 29.05.13, 17:07
    Innymi słowy, uważasz Otrycie, ze jesli Twoi rodzice się rozwiedli, to bardzo dobrze byłoby, aby państwo w żaden sposób nie pomogło Twojej matce. Jesli dziecko samotnej matki nie dostanie sie do przedszkola, to matka, która nie moze iść do pracy nie ma za co zyć. W przypadku pary, jednak pozostaje jeden rodzic, który moze zarabiać. Innymi słowy uważasz, że dziecko rozwiedzionych rodziców powinno dodatkowo ucierpieć - matak, która zostaje bez przedszkola, czasem zostaje bez środków do życia. Ale jesli sie rozwiodła, to niech cierpi i ona i dziecko? Naprawdę uwazasz, ze tak powinno być, bo skoro rozwody są złe, to trzeba dodatkowo utrudnić życie samotnym rodzicom, ale juz nie tym, którzy z domu odeszli...
    --
    zpopk.blox.pl
  • mary_ann 29.05.13, 17:34
    Otryt napisał:

    >>Zacytowałaś fragment głośnego wywiadu z Małgorzatą Terlikowską. Szukałem bardzo długo tych słów nienawiści w jej ustach i nie znalazłem. Z całym szacunkiem, Mary_ann, ale czy mogłabyś je wskazać?

    Zaraz, zaraz.
    Ja cały czas w wątku "mowa nienawiści" trzymałam się opinii, zż w (cytowanej) wypowiedzi Wiplera nie mamy moim zdaniem do czynienia z nienawiścią.
    Potem Ty zakwalifikowałeś całą dyskusję (całą, czyli, jak rozumiem, z moimi wpisami włącznie) jako bezprzedmiotową, ponieważ poseł Wipler Twoim zdaniem cytowanych słów nie wypowiedział. Rozumiem, że chodziło o posyłanie dzieci do szkól bez "nienormalnych rodzin".
    Ani wypowiedzi Wiplera, ani Terlikowskiej nie traktuję jako mowy nienawiści, natomiast uważam je za równorzędne (ta druga może zastąpić pierwszą), dlatego dyskusja moim zdaniem nie jest bezprzedmiotowa.
  • otryt 29.05.13, 20:12
    mary_ann napisała:

    >Zaraz, zaraz.
    >Ja cały czas w wątku "mowa nienawiści" trzymałam się opinii,
    > w (cytowanej) wypowiedzi Wiplera nie mamy moim
    >zdaniem do czynienia z nienawiścią.

    Jeśli nie mamy do czynienia z nienawiścią, bo jej nie ma, to dyskusja jest bezprzedmiotowa.
    Taki tytuł wątku nadała Maadzik, która temat nienawiści rozkręca jeszcze mocniej dodając od siebie zdania:

    „Aha, więc jak za czasów kodeksu napoleońskiego dzieci samotnych rodziców mają zniknąć, nie dziedziczyć, pozostać w ukryciu i optymalnie (skoro już są) szybko umrzeć?”

    Jak się ma to do wypowiedzi Wiplera? Nijak.


    >Potem Ty zakwalifikowałeś całą dyskusję
    >(całą, czyli, jak rozumiem, z moimi wpisami włącznie)
    >jako bezprzedmiotową, ponieważ poseł Wipler Twoim
    >zdaniem cytowanych słów nie wypowiedział.

    Nie wypowiedział.
    W notce do Łukasza podałem link do wypowiedzi i poglądów Wiplera.

    Napisałaś rzeczywiście:

    „Nie znam człowieka, wszyscy tutaj gdybamy, ale na podstawie znanych mi podobnych przypadków nie mam podstaw, by sądzić, ze jest kandydatem na oprawcę. Raczej wyczuwam, że jest człowiekiem przelęknionym pewnymi zmianami w świecie, odrzucającym je, i w desperacji - bo nie widzi innej metody - odizolowującym się od tego złego świata.”

    No dobrze, to mniej więcej się zgadzamy. Nie nienawidzi, lecz jest przelękniony zmianami, jak piszesz. Tego nie wiem, nie znam człowieka.

    >Rozumiem, że chodziło o posyłanie dzieci do szkól bez "nienormalnych rodzin".

    Raczej chodziło o pewność, że w szkole dziecko napotka „normalne środowisko”.

    Ty albo ja możemy zapisać dziecko do szkoły, jaką uważamy za najlepszą. I nic nikomu do tego. To nasze osobiste sprawy, nie musimy tłumaczyć naszych decyzji. Najwyżej naszym najbliższym.


    Z tą mową nienawiści jest trochę tak samo jak z faszyzmem. To epitet, oskarżenie, które jak się już do kogoś przyklei, to odkleić niezwykle trudno. Ma kompletnie zdyskredytować i uczynić trędowatym w sferze publicznej, zadać mu śmierć cywilną i społeczną. Lada chwila pojawi się paragraf w kodeksie karnym, bo już prace na tym trwają. I wtedy skończy się wolność słowa. Wszystko co nie pasuje do sztampy politycznej poprawności może być uznane jako mowa nienawiści. Na razie społeczeństwo jest oswajane z tematem i widzę, że nauka nie idzie w las.

    Analogia z faszyzmem jest oczywista. To Józef Stalin wymyślił i wydał odpowiedni dekret swoim propagandystom, aby wszystkich oponentów, przeciwników politycznych, osobistych wrogów nazywać faszystami. 7 września 1939 roku Państwo Polskie zostało nazwane przez Stalina faszystowskim. Nieważne, że to Stalin był w tamtym okresie wiernym sojusznikiem faszystowskich Niemiec, nieważne że podpisał pakt Ribbentrop-Molotow i za chwilę uderzy z drugiej strony na Polskę. Fakty się nie liczą. Stalinowska metoda dyskredytacji trzyma się mocno po dziś dzień.

    Pozdrawiam:)
  • mary_ann 29.05.13, 20:28
    otryt napisał:

    >>jeśli nie mamy do czynienia z nienawiścią, bo jej nie ma, to dyskusja jest bezprzedmiotowa.
    Taki tytuł wątku nadała Maadzik, która temat nienawiści rozkręca jeszcze mocniej dodając od siebie zdania(...)

    Nie, nie zgadzam się, dyskusja nie jest bezprzedmiotowa, co najwyżej jej TYTUŁ może być być nieadekwatny. Sama dyskusja wyewoluowała - jak to zwykle na forach bywa - w kilku kierunkach - m.in. zaczęliśmy dyskutować o bez/sensie izolowania dzieci od "realnego" życia. To, czy Wipler powiedział to, co wg maadzik powiedział, nie miało już na tym etapie znaczenia. (Przytoczyłam zresztą b. podobne słowa Terlikowskiej). Nic tych naszych rozważań nie unieważniło, nie odebrało im sensu. Tak czy inaczej, nie uważam dyskusji za bezprzedmiotową, choć niekoniecznie dotyczy ona mowy nienawiści. To są dwie różne sprawy.
  • otryt 29.05.13, 20:39
    mary_ann napisała:

    >Tak czy inaczej, nie uważam dyskusji za bezprzedmiotową,
    >choć niekoniecznie dotyczy ona mowy nienawiści.
    >To są dwie różne sprawy.

    I tu bym się zgodził. Temat izolowania bądź nie dzieci od realnego świata ciekawy i ważny.
    Generalnie decyzję w tych sprawach pozostawiłbym rodzicom. Oni najlepiej znają swoje dzieci, ich wrażliwość. Jedni postąpią tak, drudzy inaczej, zawsze w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Innym nic do tego. A państwo powinno swoje łapska trzymać jak najdalej.
  • slotna 29.05.13, 20:51
    > Generalnie decyzję w tych sprawach pozostawiłbym rodzicom. Oni najlepiej znają
    > swoje dzieci, ich wrażliwość.

    Znaczy, myslisz, ze Terlikowscy cenzuruja dzieciom obraz swiata powodowani doglebna znajomoscia ich glebokiej wrazliwosci?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • luccio1 29.05.13, 04:22
    W materiale takim, jaki przedstawiono powyżej, widzę jedno:

    niezłomną pewność siebie Pana Posła. To nie jest wypowiedziane słowami - ale to przecież da się wyczuć: "wiem najlepiej!".

    Takich ludzi osobiście nie trawię i trzymam się od nich jak najdalej. Takich ludzi mało kto szanuje.

    Ja sam przewodzę Rodzinie, która jest patchworkiem. Moja przybrana Córka sama wybrała mnie na Swego drugiego ojca - i tym się szczycę.
    Czy Pana Posła ktokolwiek wybrałby z własnej woli na Ojca - śmiem wątpić.
  • sebalda 29.05.13, 09:46
    Ja myślę, że określenie "mowa nienawiści" jest w opozycji do tego, co PIS cały czas insynuuje PO. Kto jak kto, ale Tusk zawsze waży słowa, sytuacje, w których użył bardziej zdecydowanych czy dosadnych zdarzają się na prawdę rzadko. W przeciwieństwie do Kaczyńskiego (szczególnie w kontekście "zamachu") i jego akolitów. Paranoja polega na tym, że przeciwnikom politycznym ciągle zarzuca się mowę nienawiści, a samemu uprawia się ją w znacznie większym i poważniejszym wymiarze. W katolickim radiu często słychać nawoływanie do nienawiści, to samo dotyczy katolickich gazet, ale to przeciwnikom się takie praktyki wmawia.
    Oczywiście słowa posła nie są stricte słowami nienawiści. Ale oznaczają pogardę i dyskryminację (jeśli choć ocierają się o tę wymowę, jaką tu przedstawiono, nie śledziłam tego). Czy pogarda jest daleka od nienawiści? Pewnie tak, ale jedna i druga są złe.
  • luna15 29.05.13, 14:58
    Tak jeszcze się zastanawiam, czy jeśli ktoś ma solidne podstawy, jest kształtowany w domu, widzi pozytywne uczucia między domownikami to może zostać "skażony" tylko dlatego że przebywa w środowisku dalekim od ideału rodziców? Bo jakby tego się obawia autor wypowiedzi.
    Chce spójności - ale czego bo chyba nie świata bo na dłuższa metę nie da się wybierać znajomych dziecku.
  • sebalda 29.05.13, 15:23
    una15 napisała:

    > Tak jeszcze się zastanawiam, czy jeśli ktoś ma solidne podstawy, jest kształtow
    > any w domu, widzi pozytywne uczucia między domownikami to może zostać "skażony"
    > tylko dlatego że przebywa w środowisku dalekim od ideału rodziców? Bo jakby te
    > go się obawia autor wypowiedzi.
    > Chce spójności - ale czego bo chyba nie świata bo na dłuższa metę nie da się wy
    > bierać znajomych dziecku.

    Bardzo słuszne uwagi. Mam w domu takiego, co wbrew całemu środowisku w wieku prawie 18 lat nie pije, nie pali, nie używa inwektyw, nawet czekoladki z likierem nie zje:) Najbardziej ceni sobie niezależność i nonkonformizm. Nigdy nie założył (no może jak był bardzo mały i nie miał jeszcze preferencji;) jeansów. Nigdy! No fakt, z tymi jeansami to nie moja zasługa, bo sama noszę na okrągło:))) Jak czytam o przemożnym wpływie środowiska na dziecko, to jakoś ciężko mi uwierzyć, jak patrzę na syna. Córka zresztą też nie jest typowa:)))
  • mamalgosia 29.05.13, 16:29
    Nie bardzo rozumiem: negujecie wpływ środowiska na dzieci/młodzież? Tak ogólnie? Na przykład, że jeśli dziecko z domu, w którym się nie pali papierosów i w jakiś sposób potępia palenie, to jak on się znajdzie wśród kolegów palących, to na pewno nie zapali? Bo tak wychowany?
    Bardzo bym chciała, żeby zawsze tak było, ale bynajmniej nie jest
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • luccio1 29.05.13, 16:54
    W mojej klasie w liceum prawie wszyscy próbowali palić. Jedni tylko spróbowali, inni utknęli w tym na kawał dalszego życia.
    Ja nie spróbowałem. Nie paliłem nigdy - udało się. W domu i w najbliższym otoczeniu nikt nie palił.
  • verdana 29.05.13, 17:13
    Przede wszystkim środowisko domowe nigdy nie jest idealne. Ja na przykład uzywam słów, uznawanych za obelżywe, nadmiernie często. I nie jestem szczególnie pracowita. Możena by wymieniać długo wady i moje i męża. Jeśli bedziemy izolować dziecko, uznając, ze tylko z domu wynosi dobre wzorce, to albo sie mamy za idealnych, alebo zapominamy, ze dziecko przejmuje ze srodowiska nie tylko złe cechy, ale i dobre. Przy czym nic nie da selekcjonowanie środowiska z punktu widzenia "dobrych domów", bo dzieci z dobrych domów nie muszą wcale byc lepsze niz te z domów nieidealnych.
    Poza tym wpływ środowiska i to róznorodnego pomaga poszerzyć horyzonty. No i najwazniejsze - jak długo mozna trzymać dziecko w izolacji, w zamknietej enklawie? Czy dziecko wychowane na jednolitych wzorcach, bez świadomości,z ę szkoła, w której sie obraca, nijak sie mma do rzeczywistości - nie zacznie odreagowywać na studiach czy w życiu dorosłym tej izolacji? Czasem łatwiej sie zdemoralizować, jeśli przez 18-19 lat nie trzeba było nigdy bronić własnych poglądów i uważać, że wszystko wokół jest dobre i nie trzeba wyrobić sobie własnego, niezależnego od rodziców, poglądu na wiele tematów.
    --
    zpopk.blox.pl
  • paszczakowna1 29.05.13, 17:55
    > Poza tym wpływ środowiska i to róznorodnego pomaga poszerzyć horyzonty. No i na
    > jwazniejsze - jak długo mozna trzymać dziecko w izolacji, w zamknietej enklawie
    > ? Czy dziecko wychowane na jednolitych wzorcach, bez świadomości,z ę szkoła, w
    > której sie obraca, nijak sie mma do rzeczywistości - nie zacznie odreagowywać n
    > a studiach czy w życiu dorosłym tej izolacji?

    Dla mnie najważniejsze jest co innego - jak można świadomie przedstawiać dziecku fałszywy obraz rzeczywistości i uważać takie postępowanie za rzecz dobrą? Co, mówimy dziecku, że wszystkie dzieci żyją w domach z mamą i tatą (połączonymi ślubem katolickim, oczywiście) i starannie dbamy o to, by się nasze kłamstwo nie wydało?
  • mamalgosia 29.05.13, 18:39
    Ale to do mnie? Bo ja tego nie neguję:)
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • slotna 29.05.13, 23:18
    > Nie bardzo rozumiem: negujecie wpływ środowiska na dzieci/młodzież? Tak ogólnie
    > ? Na przykład, że jeśli dziecko z domu, w którym się nie pali papierosów i w ja
    > kiś sposób potępia palenie, to jak on się znajdzie wśród kolegów palących, to n
    > a pewno nie zapali? Bo tak wychowany?

    Nie na pewno, ale szanse, ze zapali sa mniejsze. Rzecz w tym, ze nie da sie w nieskonczonosc ukrywac przed dzieckiem istnienia papierosow; tak jak nie da sie ukrywac istnienia rozwodow, rodzin niepelnych, patchworkowych, homoseksualnych etc.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • mamalgosia 30.05.13, 11:00
    Owszem, nie da się i nie ma sensu. Jednak po 17 latach pracy w szkole negowanie przez kogoś wpływu środowiska zwyczajnie mnie rozśmieszyło.
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • slotna 30.05.13, 11:23
    Dziewczyny nie negowaly wplywu srodowiska, tylko pisaly, ze nie musi ono nic przesadzac.

    Ale ciekawe, co bedzie z dziecmi Terlikowskich - jak dorosna i odkryja jak naprawde wyglada swiat, moga sie na rodzicow niezle wkurzyc...

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • mary_ann 30.05.13, 11:57
    mamalgosia napisała:

    > Owszem, nie da się i nie ma sensu. Jednak po 17 latach pracy w szkole negowanie
    > przez kogoś wpływu środowiska zwyczajnie mnie rozśmieszyło.

    Ale są różne wpływy. Slotna podlinkowała Ci badania pokazujące, że dzieci niepalących rodziców pozostają w kwestii palenia dość odporne na wpływ środowiska (czego jestem żywym przykładem). Nie każdy wpływ środowiska będzie oznaczał chęć naśladownictwa, może oznaczać jedynie oswojenie z istnieniem zjawiska (co być może dla Terlikowskich samo w sobie jest już nie do przyjęcia).
    Nie znam badań wskazujących na to, by dzieci, które zetknęły się z rozwodami w środowisku rówieśniczym,, znajdowały się w grupie podwyższonego ryzyka własnego rozwodu.
  • mamalgosia 30.05.13, 13:00
    Nie wiem. Może tak być, że dziecko patrzy, że to rozwiązanie jak każde inne i potem mniej mu się chce starać w zyciu małżeńskim? A może odwrotnie? moi rodzice się rozwiedli, a ja się teraz staram jeszcze bardziej i walczę, żeby nasze małżeństwo przetrwało ewentualne burze.
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • mary_ann 30.05.13, 13:19
    mamalgosia napisała:

    > Nie wiem. Może tak być, że dziecko patrzy, że to rozwiązanie jak każde inne i p
    > otem mniej mu się chce starać w zyciu małżeńskim? A może odwrotnie? moi rodzice
    > się rozwiedli, a ja się teraz staram jeszcze bardziej i walczę, żeby nasze mał
    > żeństwo przetrwało ewentualne burze.

    No, ale zaraz. Jedno z dwojga. Albo boimy się, że dziecko może zobaczyć, że to jest "rozwiązanie jak każde inne" (jeśli tak, to oznaczałoby, że w gruncie rzeczy boimy się, że dziecko dostrzeże, ze jest to rozwiązanie atrakcyjne - jednym słowem, nie jesteśmy pewni przewagi swojego systemu wartości i chcielibyśmy go bronic przy pomocy izolowania się od alternatyw), albo jednak rozwiązanie to ma swoje ewidentne minusy i wtedy myślące dziecko (któremu trzeba dać szansę rozwinąć własny ogląd spraw) jednak prędzej czy później to dostrzeże i da mu to więcej niż domowe pogadanki, prawda?

    A wszystko to i tak nie takie proste, bo decyduje wiele czynników, a nie tylko rodzina i środowisko....
  • sebalda 30.05.13, 13:48
    Izolowanie i ochrona dziecka mogą przynieść opłakane skutki. To jak z systemem odpornościowym. W jaki sposób się kształtuje? Przez zwalczanie atakujących je drobnoustrojów chorobotwórczych. Żeby nabyć odporności, organizm musi się z nimi zetknąć, zmobilizować do zwalczenia ich (przez przechorowanie) i tak wykształcić system obronny. Podobnie jest, według jeszcze niepodważonych (choć nie wiemy, czy do końca słusznych) hipotez na temat alergii i moje dzieci są tego idealnym przykładem. Córce wygotowywałam wszystkie przybory do jedzenia do końca pierwszego roku życia i jest alergiczką, synowi płukałam pod bieżącą wodą, nie przejmowałam się zanadto higieną i nie ma alergii.
    Izolowane dziecko nie będzie wiedziało o tym, że na świecie istnieje zło, gdy się w końcu z nim zetknie, a kiedyś to przecież nastąpi, kompletnie nie będzie przygotowane na danie mu odporu.
    Jeszcze analogia z ochroną. Moja mama często mnie krytykowała. Mam wiele kompleksów. Postanowiłam za wszelką cenę oszczędzić tego dzieciom i córkę za wszystko chwaliłam. Cokolwiek zrobiła, było najlepsze. Fakt, że była bardzo zdolnym, mądrym i fajnym dzieckiem, ale moje pochwały czasem były przesadne. Jakaż była jej rozpacz, gdy w wieku 5 lat ścigała się z koleżankami i nie była pierwsza. Katastrofa, tragedia. Jak to, ona, taka najlepsza we wszystkim, nagle nie jest najlepsza? To mnie nauczyło, że nie można chronić dziecka przed porażką za wszelką cenę.
    A jak najlepiej uczyć dzieci? Przez dyskusję, pokazywanie różnych opcji i wskazywanie, które są lepsze, a które gorsze. Dziecko musi mieć porównanie, żeby potem móc coś ocenić samodzielnie. Musi się stać wewnątrzsterowne, gdy będzie stale otoczone ochronnym kloszem, jak się tego nauczy?
  • mamalgosia 30.05.13, 14:47
    mary_ann napisała:



    > A wszystko to i tak nie takie proste, bo decyduje wiele czynników, a nie tylko
    > rodzina i środowisko....
    dokładnie


    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • sebalda 30.05.13, 12:03
    mamalgosia napisała:

    > Owszem, nie da się i nie ma sensu. Jednak po 17 latach pracy w szkole negowanie
    > przez kogoś wpływu środowiska zwyczajnie mnie rozśmieszyło.

    Ponieważ ja "negowałam" wpływ środowiska, to się poczuwam do tego, by odpowiedzieć. Jak słusznie zauważyła Slotna, ja nie negowałam, ale chcialam zwrócić uwagę na to, że ten wpływ nie jest aż taki przemożny, by trzeba było się go obawiać jak diabła i izolować za wszelką cenę od niego dzieci. Na przykładnie swoich dzieci (to chyba dla mnie najbardziej wiarygodny przykład, jakby nie patrzeć) i innych mi znanych mogę orzec, że jeśli włożę duży wysiłek i będę zaangażowana w wychowanie swoich dzieci, a przy tym sama dawała przykład, to z dużym prawdopodobieństwem mogę domniemywać, że moje dzieci będą mniej podatne na wpływy niż dzieci zaniedbywane w tych kwestiach przez mniej zaangażowanych rodziców.
    Zarzuciłaś mi gdzieś Mamalgosiu, że jestem źle nastawiona do Twoich wypowiedzi, a jak Ty jesteś nastawiona do moich? Czy często nie wiesz lepiej, co ja chciałam napisać?
  • verdana 30.05.13, 13:52
    Ovzywiście, ze istnieje wpływ środowiska, tylko absolutnie nie mogę zrozumieć, dlaczego uznaje się go za zły z definicji. Wygląda na to, zę poza własną rodziną dziecko spotyka się tylko ze złem i ze środowisko moze zdemoralizować, a nigdy nie pomóc. Poza tym mozna tez rozwazyć, na ile wpływ środowiska jest konkurencyjny wobec domu i czy nie jest tak, że czym mniej atrakcyjny i przyjazny dom, tym wpływ środowiska wiekszy.
    Widze "wpływ srodowiska" na ludzi w szkole mojego syna - naprawdę, zazwyczaj jest pozytywny.
    --
    zpopk.blox.pl
  • mamalgosia 30.05.13, 14:48
    verdana napisała:

    > Ovzywiście, ze istnieje wpływ środowiska, tylko absolutnie nie mogę zrozumieć,
    > dlaczego uznaje się go za zły z definicji.

    Ale nikt tutaj nie uznaje za zły z definicji. Tylko w zalinkowanym artykule pojawiły się takie sugestie
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • luccio1 30.05.13, 16:58
    Wybaczcie, że się powtarzam, bo już o tym mówiłem:

    prawie wszystkie zawody są obwarowane egzaminami kwalifikacyjnymi: państwowymi i/lub korporacyjnymi (znacznie trudniejszymi od państwowych, i gdzie jeszcze trzeba okazać się w trybie uznaniowym godnym dopuszczenia do przystąpienia do egzaminu).

    Na bycie Rodzicem żadnego egzaminu nie trzeba. Ojcem można stać się nawet w wyniku jednego jedynego aktu seksualnego z kimś - nie zamierzając tego, ani nawet nie przewidując.
  • mary_ann 30.05.13, 17:12
    luccio1 napisał:

    > prawie wszystkie zawody są obwarowane egzaminami kwalifikacyjnymi: państwowymi
    > i/lub korporacyjnymi (znacznie trudniejszymi od państwowych, i gdzie jeszcze tr
    > zeba okazać się w trybie uznaniowym godnym dopuszczenia do przystąpienia do egz
    > aminu).
    >
    > Na bycie Rodzicem żadnego egzaminu nie trzeba.


    Korczak powiedział (cytuję z pamięci, bo nie mogę na szybko odnaleźć dokładnego brzmienia cytatu), że na kiosk z wodą sodową trzeba mieć koncesję, a dziecko może mieć każdy.

    (No, ale chyba nie chcemy państwowej kontroli nad prokreacją, prawda? Choć paradoks, zaiste, smutny)
  • mamalgosia 30.05.13, 18:07
    J. Korczak "Senat szaleńców"

    „(…)na budkę z wodą sodową trzeba mieć koncesję. Legitymacje, kwalifikacje, kapitał zakładowy, kontrola”, a „rodzi każdy, kto chce i ile chce”
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • mary_ann 30.05.13, 18:24
    Dzięki, Mamałgosiu, ja to też znalazłam na jakiejś stronie, ale nie byłam pewna, czy to prawidłowe brzmienie, zaniepokoił mnie zapis (przerwa w cytacie - jakby ktoś też cytował z pamięci). Dotarłaś do źródła?
    I mnie się wydawało, że to było w "Jak kochać dziecko".
  • mamalgosia 30.05.13, 18:03
    Do małżeństwa też nie ma sprawdzianu predyspozycji.

    Ciekawe jest to, że największy dar - przekazywania życia - Bóg przekazął nam całkiem bezwarunkowo
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.