Dodaj do ulubionych

czy trudno być wierzącym w Polsce?

04.10.13, 08:40
Jak sądzicie?
Ciekawa jestem Waszych refleksji po lekturze tego listu i obserwacji własnych.

wyborcza.pl/1,95892,14717098,Ateisci_wykluczeni___To_ja__gdy_odmawiam_rozaniec.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk
Edytor zaawansowany
  • luna15 04.10.13, 09:23
    Autorka trochę przejaskrawia- wg mnie.
    Nie jest trudno być wierzącym ale trochę trudno być praktykującym.Nawet może nie trudno a "obciachowo".
    Czym to jednak jest w porównaniu z prześladowaniami chrześcijan w innych krajach, tam gdzie za wiarę można zginąć, nic, pikuś.

    Mnie niewierzący "irytują" nie dlatego że nie wierzą, ale dlatego ze często ich reakcja zabarwiona jest kpiną, nie powątpiewaniem, zdziwieniem, ale właśnie kpina, drwiną.
  • maadzik3 04.10.13, 09:37
    Autorka poszla po bandzie. Widuje w duzych miastach ludzi zegnajacych sie gdy tramwaj/ autobus przejezdza kolo kosciola. W praktyce wiec co chwile. Niektorzy ze wspolpasazerow wygladaja na zdziwionych, niektorzy pewnie na rozbawionych, wiekszosc nawet nie zauwaza lub ma to w powazaniu. Uwag nie slyszalam.
    Rozaniec na ulicy pewnie wywolalby zdziwienie, ale dziwic sie wolno, dopoki nie ma kpiny/ nieprzychylnych uwag nie widze problemu. Mysle tylko o slowach z ewangelii jak nalezy sie modlic (NIE na rogach ulic jak pamietam), a I samej mi sie zawsze wydawalo ze modlitwa wymaga skupienia, nie jst bezmyslnym klepaniem I trudno ja mowic w drodze na przystanek, ale kazdy ma prawo do innego podejscia. Na pewno wieksze zdziwienie (statystycznie) wzbudzilby Sikh w turbanie, czy buddyjski mnich albo chasyd wiec nie ma chyba specjalnie o czym mowic.
    Natomiast co do obecnosci religii rk w przestrzeni publicznej jest duza, czasem dominujaca (krzyze w urzedach, msze w szkolach, zawieszanie lekcji na czas rekolekcji) co czasem laczy sie z dyskryminacja inaczej wierzacych (pamietam jak pare lat temu termin jakiegos waznego egzaminu szkolnego przypadl w dzien prawoslawnej wigilii I to na terenach z dosc powszechnym prawoslawiem; kuratorium tlumaczylo sie ze wszystko jest w zgodzie z prawem, taka sytuacja w odniesieniu do terminow swiat katolickich wywolalaby pewnie 3 wypowiedzi biskupow o ataku na kosciol). Wiec nie, nie wydaje mi sie zeby trudno bylo byc katolikiem, zreszta jak by to mialo byc mozliwe przy ponad polowie spoleczenstwa przyznajacej sie do katolicyzmu???? Wiec pani chce chyba nie tolerancji czy akceptacji a poklasku a to juz jest cos zupelnie innego
    --
    "right" "left" "right" "wrong"
  • iwoniaw 04.10.13, 09:55
    No i przyszła Madzik i napisała wszystko, co sądzę na ten temat. :-)

    --
    Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
  • paszczakowna1 04.10.13, 09:43
    Lektura powoduje irytację.

    Pani czuje się wykluczona, prześladowana i dyskryminowana, bo wokół siebie ma ludzi, którzy nie są identyczni z nią i nie zachowują się jak ona. (A jej zachowanie jest faktycznie nietypowe.) Jako jedyna robi znak krzyża na stołówce i ludzi się (ach! och!) dziwnie patrzą, jak odmawia różaniec na ulicy ludzi się znowu dziwnie patrzą (nie wykluczam, że też bym spojrzała, bo nie jest to standardowy w Polsce sposób manifestowania religijności), musi pracować w niedzielę (no, to jest faktycznie problem), a już najgorzej ją dyskryminuje, że nie ma w Polsce absolutnego zakazu przerywania ciąży. (I z jakimś bucem się zadawała, co już zupełnie nie wiem, jak wiąże się z tematem.)

    No i nikogo, ale to nikogo wierzącego nie zna. Domniemywam, że jej jej definicja "wierzącego" obejmuje nader wąskie grono ludzi.

    Wnioskuję zatem, że pani by się nie czuła wykluczona, prześladowana itd dopiero wtedy, gdy na stołówce żegnali by się wszyscy, wyjęcie różańca na ulicy ludzie witaliby brawami, a aparat państwowy egzekwowałby wypełnianie zaleceń katechizmu katolickiego.
  • magdalaena1977 04.10.13, 11:53
    paszczakowna1 napisała:

    > Jako jedyna robi znak krzyża na stołówce i ludzi się (ach! och!) dziwnie
    > patrzą, jak odmawia różaniec na ulicy ludzi się znowu dziwnie
    > patrzą (nie wykluczam, że też bym spojrzała, bo nie jest to standardo
    > wy w Polsce sposób manifestowania religijności),

    No właśnie - mało kto robi znak krzyża przed jedzeniem (ja nie robię) i odmawia różaniec na ulicy.

    > musi pracować w niedzielę (no, to jest faktycznie problem),

    Pytanie polega na tym, co to znaczy "musi". Bo są prace, które trzeba wykonywać w ruchu ciągłym i chyba nikt nie potępia tramwajarzy, chirurgów czy dziennikarzy. Chrześcijańska niedziela to nie szabat u ortodoksyjnych żydów, którzy w sobotę nawet światła sobie nie włączą.
    Z drugiej strony - czy jeśli jej tak zależy, nie może znaleźć sobie pracy z wolnymi niedzielami?

    Dziwi też totalny brak znajomych katolików.

    Z drugiej strony - faktycznie pewien problem jest.
    Razi mnie, kiedy w np. artykułach prasowych przyjmuje się postawę antychrześcijańską jako neutralną. Np. nie czytałam tekstu o życiu po porzuceniu i rozwodzie, gdzie nie przyjmowano by automatycznie dopuszczalności nowego związku.
    Jest takie fajny festiwal psychologiczno - rozwojowy Progressteron, na którym zawsze wybieram sobie jakieś zajęcia. Niestety jeśli w opisie pojawia się duchowość, już wiem, że oznacza buddyzm, jin i jang, czy coś innego, a nigdy chrześcijaństwo. Jeśli pojawia się temat seksualności, z opisu wynika, że katoliczka nie ma tam czego szukać.
    Wkurza mnie też taka powszechna akceptacja kłamstwa czy oszustwa np. w formie podpisywania lewych umów, niepłacenia podatków, wyłudzania świadczeń z ZUS.
    --
    Magdalaena
  • maadzik3 04.10.13, 12:03
    ja tylko w kwestii szabatu - stwierdzenie ze szabat jest dla czlowieka nie czlowiek dla szabatu pochodzi wprost z Talmudu I znani mi ortodoksyjni rabini zgodnie twierdzili ze np. praktyka lekarska ma oczywiscie pierwszenstwo (w zakresie ratowania zycia I zdrowia). Gdy jest to potrzebne karetke wzywa sie w szabat nawet do najbardziej ortodoksyjnych dzielnic chasydzkich (podobnie jak straz pozarna), a lekarze bedacy na dyzurze pod telefonem maja go wlaczony rowniez w synagogach. Oczywiscie publiczny transport nie dziala w szabat :)
    --
    Many people quit looking for work when they find a job.
  • slotna 04.10.13, 15:32
    > Razi mnie, kiedy w np. artykułach prasowych przyjmuje się postawę antychrześcij
    > ańską jako neutralną. Np. nie czytałam tekstu o życiu po porzuceniu i rozwodzie
    > , gdzie nie przyjmowano by automatycznie dopuszczalności nowego związku.

    Eee, nie rozumiem zarzutu. Artykuly prasowe sa pisane tak, zeby byly interesujace dla jak najwiekszej liczby czytelnikow - a kogo by zainteresowal tak ortodoksyjny punkt widzenia? Przeciez Polacy powszechnie stosuja antykoncepcje (coz, ze czesto nieprawidlowo :P), rozwodza sie, uprawiaja seks przedmalzenski itd. Jesli ktos zyje scisle wg wskazan KK i interesuja go teksty pisane wylacznie z tego punktu widzenia, to przeciez ma do wyboru pisma katolickie.

    A w ogole - czy naprawde we wszystkich wyznaniach nie mozna miec nowego zwiazku po rozwodzie, ze to az "antychrzescijanskie"?

    > Jest takie fajny festiwal psychologiczno - rozwojowy Progressteron, na którym z
    > awsze wybieram sobie jakieś zajęcia. Niestety jeśli w opisie pojawia się duchow
    > ość, już wiem, że oznacza buddyzm, jin i jang, czy coś innego, a nigdy chrześci
    > jaństwo. Jeśli pojawia się temat seksualności, z opisu wynika, że katoliczka ni
    > e ma tam czego szukać.

    Widocznie takie jest zapotrzebowanie - zajecia z katolicyzmu mozesz miec w kosciele, wspolnocie, parafii, takie z seksualnosci pewnie tez (nauki przedmalzenskie?).

    > Wkurza mnie też taka powszechna akceptacja kłamstwa czy oszustwa np. w formie p
    > odpisywania lewych umów, niepłacenia podatków, wyłudzania świadczeń z ZUS.

    O rany, jak totalnie nie widze zwiazku. Mnie tez wkurza, ale co to ma wspolnego z tym watkiem? Ta akceptacja jest wynikiem czy skutkiem przesladowania chrzescijan (ktorzy, jak przypuszczam, wciaz stanowia w Polsce znaczaca wiekszosc, wiec najwyrazniej sami oszukuja :P zwlaszcza samych siebie, patrz powyzsze)?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • pavvka 04.10.13, 15:48
    slotna napisała:

    > > Wkurza mnie też taka powszechna akceptacja kłamstwa czy oszustwa np. w fo
    > rmie p
    > > odpisywania lewych umów, niepłacenia podatków, wyłudzania świadczeń z ZUS
    > .
    >
    > O rany, jak totalnie nie widze zwiazku. Mnie tez wkurza, ale co to ma wspolnego
    > z tym watkiem? Ta akceptacja jest wynikiem czy skutkiem przesladowania chrzesc
    > ijan (ktorzy, jak przypuszczam, wciaz stanowia w Polsce znaczaca wiekszosc, wie
    > c najwyrazniej sami oszukuja :P zwlaszcza samych siebie, patrz powyzsze)?

    Ja podobne wrażenie odniosłem przy tym zdaniu:

    > Dlaczego nieustannie pierniczy
    > sz o obowiązkach, moralności, uczciwości i innych nieżyciowych wartościach?

    Autorka zdaje się sugerować, że moralność jest domeną religii, a w szczególności katolicyzmu.
    --
    "See, you think I give a shit. Wrong. In fact, while you talk, I'm thinking; How can I give less of shit? That's why I look interested."
  • slotna 04.10.13, 16:09
    > Ja podobne wrażenie odniosłem przy tym zdaniu:
    >
    > > Dlaczego nieustannie pierniczy
    > > sz o obowiązkach, moralności, uczciwości i innych nieżyciowych wartościac
    > h?
    >
    > Autorka zdaje się sugerować, że moralność jest domeną religii, a w szczególnośc
    > i katolicyzmu.

    Oh my, no totalnie. Przyznam, ze artykulu nie chcialo mi sie czytac ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • mkw98 04.10.13, 17:45
    pavvka napisał:

    > Autorka zdaje się sugerować, że moralność jest domeną religii, a w szczególnośc
    > i katolicyzmu.

    Autorka jest ateistką i wiele czasu oraz energii poświęca w swoich tekstach - zarówno na blogu jak i gdzie indziej - na mozolne tłumaczenie, że etyka katolicka nie jest jedyną możliwą. : -)

    Pewnie, że zagadnienia moralne nie są domeną religii katolickiej, ale pewien system etyczny jest jej ważną częścią.

    Myślę więc, że to zdanie trochę wyrwałeś z kontekstu - przecież w tym akapicie stroną obśmiewana są osoby, dla których ważna jest zewnętrzna strona religii (huczne chrzciny), a nie jej istotna treść, w tym ów system etyczny.
  • magdalaena1977 04.10.13, 20:22
    slotna napisała:

    > Eee, nie rozumiem zarzutu. Artykuly prasowe sa pisane tak, zeby byly interesuja
    > ce dla jak najwiekszej liczby czytelnikow - a kogo by zainteresowal tak ortodok
    > syjny punkt widzenia? Przeciez Polacy powszechnie stosuja antykoncepcje (coz, z
    > e czesto nieprawidlowo :P), rozwodza sie, uprawiaja seks przedmalzenski itd.

    A czy nie uważasz, że wegetarian jest w Polsce mniej niż praktykujących katolików? A jakoś artykułów, gdzie bierze się pod uwagę ich ograniczenia, jest całkiem sporo.

    > Jesli ktos zyje scisle wg wskazan KK i interesuja go teksty pisane wylacznie z te
    > go punktu widzenia, to przeciez ma do wyboru pisma katolickie.

    Ale takich pism nie ma. Tzn. są czasopisma dotyczące samej wiary i obrzędów religijnych, jest trochę związanych z polityką czy tematyką społeczną. Ale nie spotkałam żadnego magazynu lifestylowego czy tygodnika opinii, który byłby pismem jednoznacznie katolickim czy choćby ogólnie chrześcijańskim.
    Chyba, że ktoś z Was czyta takie gazety i może mi polecić coś w stylu katolickich Wysokich Obcasów.

    > A w ogole - czy naprawde we wszystkich wyznaniach nie mozna miec nowego zwiazku
    > po rozwodzie, ze to az "antychrzescijanskie"?

    Określenie "antychrześcijańskie" odnosiło się do wszystkich moich przykładów.

    > Widocznie takie jest zapotrzebowanie - zajecia z katolicyzmu mozesz miec w kosc
    > iele, wspolnocie, parafii, takie z seksualnosci pewnie tez (nauki przedmalzensk
    > ie?).

    No właśnie nie mogę. Nie znam katolickich odpowiedników takich imprez.
    I to chyba nie miałoby sensu. Rekolekcje organizuje się dla przedstawicieli konkretnego wyznania, ale czy miałoby sens katolickie kółko robótek ręcznych?
    Zresztą ja nie domaga się przyjęcia postawy katolickiej za swoją, a jedynie uwzględnienia jej w palecie wielu opcji.

    > > Wkurza mnie też taka powszechna akceptacja kłamstwa czy oszustwa
    > > np. w formie podpisywania lewych umów, niepłacenia podatków,
    > > wyłudzania świadczeń z ZUS
    >
    > O rany, jak totalnie nie widze zwiazku. Mnie tez wkurza, ale co to ma wspolnego
    > z tym watkiem?

    To jest dla mnie część pakietu pt. trudności z byciem chrześcijaninem w dzisiejszych czasach.
    --
    Magdalaena
  • slotna 04.10.13, 21:56
    > A czy nie uważasz, że wegetarian jest w Polsce mniej niż praktykujących katolik
    > ów? A jakoś artykułów, gdzie bierze się pod uwagę ich ograniczenia, jest całkie
    > m sporo.

    Przypuszczam, ze wegetarian jest wiecej niz katolikow, ktorzy na serio nigdy by sie po rozwodzie z nikim innym nie zwiazali. I pewnie wege czesciej kupuja magazyny lajfstajlowe niz tacy ortodoksyjni katolicy, wiec oplaca sie dla nich pisac, a dla katolikow nie.

    > Ale takich pism nie ma.

    No to mowie - widocznie nie ma popytu. A jesli uwazasz, ze jest i jest niezaspokojony, to mozesz sama zalozyc taka strone, forum czy chociaz fanpage na facebooku, obczaic rynek i wystartowac z magazynem :)

    > Określenie "antychrześcijańskie" odnosiło się do wszystkich moich przykładów.

    A ja pytalam czy zwiazek po rozwodzie jest niedopuszczalny dla wszystkich chrzescijan?

    > Rekolekcje organizuje się dla przedstawicieli kon
    > kretnego wyznania, ale czy miałoby sens katolickie kółko robótek ręcznych?

    Sprawdz :) W anglikanskim kosciele (przynajmniej w UK) to jak najbardziej funkcjonuje.

    > Zresztą ja nie domaga się przyjęcia postawy katolickiej za swoją, a jedynie uwz
    > ględnienia jej w palecie wielu opcji.

    Ale wlasciwie o co ci chodzi? Bo na razie mowisz, ze prywatne firmy czegos tam nie robia. Widocznie im sie nie kalkuluje. Panstwowo to chrzescijanstwo w niektorych dziedzinach jest wrecz jedyna opcja :P

    > To jest dla mnie część pakietu pt. trudności z byciem chrześcijaninem w dzisiej
    > szych czasach.

    Nie rozumiem. Po pierwsze, co ma chrzescijanstwo do tego? Po drugie gdzie konkretnie ta trudnosc - ze trzeba krasc i oszukiwac, ze trzeba patrzec jak inni klamia i oszukuja? Po trzecie - w innych czasach bylo uczciwiej? Eee...

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • magdalaena1977 04.10.13, 23:16
    slotna napisała:

    > A ja pytalam czy zwiazek po rozwodzie jest niedopuszczalny dla wszystkich chrze
    > scijan?

    Nie.
    Wydawało mi się, że wiesz i że było to pytanie retoryczne.

    > > Zresztą ja nie domaga się przyjęcia postawy katolickiej za swoją,
    > > a jedynie uwzględnienia jej w palecie wielu opcji.
    >
    > Ale wlasciwie o co ci chodzi? Bo na razie mowisz, ze prywatne firmy czegos tam
    > nie robia. Widocznie im sie nie kalkuluje. Panstwowo to chrzescijanstwo w niekt
    > orych dziedzinach jest wrecz jedyna opcja :P

    To jest tak samo jak z byciem biuściastą, albo z byciem otyłą.
    Też nikt mnie oficjalnie nie dyskryminuje, ale jest mi niemiło, że prywatne firmy nie mają dla mnie analogicznej oferty, co dla osób o innych cechach.

    > > To jest dla mnie część pakietu pt. trudności z byciem chrześcijaninem w
    > > dzisiejszych czasach.
    >
    > Nie rozumiem. Po pierwsze, co ma chrzescijanstwo do tego?

    Ja nie kradnę i nie oszukuję z powodów religijnych.

    > Po drugie gdzie konkretnie ta trudnosc - ze trzeba krasc i
    > oszukiwac, ze trzeba patrzec jak inni klamia i oszukuja?

    Niemiłe jest to, że inni nie widzą problemu w tym, że oszukują. I moje nieoszukiwanie traktują jako dziwactwo. Że z moimi wartościami jestem osamotniona.

    > Po trzecie - w innych czasach bylo uczciwiej? Eee...

    Raczej nie. Ale były okresy, kiedy praktykowanie katolicyzmu wiązało się z większymi przykrościami ;-) A ja przedstawiam listę na teraz.
    --
    Magdalaena
  • mary_ann 04.10.13, 23:25
    magdalaena1977 napisała:
    >>Ja nie kradnę i nie oszukuję z powodów religijnych.

    Czyli uważasz, że gdybyś któregoś dnia zwątpiła, zaczęłabyś kraść i oszukiwać?
    Nie ma tu nic do roboty wewnętrzne przekonanie czy wychowanie wyniesione z domu?

  • magdalaena1977 05.10.13, 00:04
    mary_ann napisała:

    > magdalaena1977 napisała:
    > >>Ja nie kradnę i nie oszukuję z powodów religijnych.
    >
    > Czyli uważasz, że gdybyś któregoś dnia zwątpiła, zaczęłabyś kraść i oszukiwać?
    > Nie ma tu nic do roboty wewnętrzne przekonanie czy wychowanie wyniesione z domu
    > ?

    Nie mam pojęcia, jakie miałabym wewnętrzne przekonania, gdybym przestała wierzyć w Boga - co uważałabym za dobre, a co za złe.
    Na pewno wychowanie wyniesione z domu, to dla mnie za mało, żeby dokonywać poważnych etycznych wyborów. Dorosły człowiek powinien sam podejmować takie decyzje.
    --
    Magdalaena
  • mary_ann 05.10.13, 00:14
    >>Na pewno wychowanie wyniesione z domu, to dla mnie za mało, żeby dokonywać poważnych etycznych wyborów. Dorosły człowiek powinien sam podejmować takie decyzje.

    Jedno drugiego nie wyklucza. Wychowanie nas w dużej mierze kształtuje, wpływa na nasze postawy (oczywiście nie jako jedyny czynnik - to był tylko przykład) - także u ludzi dorosłych.

    A tak przy okazji to akurat postawy religijne pozostają w dość wyraźnym związku z odebranym wychowaniem:-)
  • slotna 05.10.13, 01:42
    > Nie.
    > Wydawało mi się, że wiesz i że było to pytanie retoryczne.

    No wlasnie zwatpilam - ale w takim razie nie rozumiem twojej odpowiedzi. Po pierwsze, niewspominanie o czyms nie jest anty-. Anty- jest sekowanie czegos. Po drugie, skoro chrzescijanstwo dopuszcza kolejne zwiazki, nie sa one niechrzescijanskie.

    > To jest tak samo jak z byciem biuściastą, albo z byciem otyłą.
    > Też nikt mnie oficjalnie nie dyskryminuje, ale jest mi niemiło, że prywatne fir
    > my nie mają dla mnie analogicznej oferty, co dla osób o innych cechach.

    Gdyby nie mialy, to bys tych magazynow nie kupowala. A kupujesz, skoro wiesz, co pisza, cos tam jednak znajdujesz ciekawego.

    > Ja nie kradnę i nie oszukuję z powodów religijnych.

    Prooosze, powiedz, ze zartujesz, bo zaczne sie ciebie bac.

    > Niemiłe jest to, że inni nie widzą problemu w tym, że oszukują. I moje nieoszuk
    > iwanie traktują jako dziwactwo. Że z moimi wartościami jestem osamotniona.

    Ale to nie jest wartosc zarezerwowana dla chrzescijan li i jedynie, o katolikach nie mowiac! Zreszta pewnie mozna praktykowac i oszukiwac.

    > Raczej nie. Ale były okresy, kiedy praktykowanie katolicyzmu wiązało się z więk
    > szymi przykrościami ;-) A ja przedstawiam listę na teraz.

    Ok, zle zrozumialam :) Swoja droga, to jest ciekawe, bo ja, praktykujac, wskazalabym pewnie calkiem inne problemy.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • magdalaena1977 05.10.13, 11:12
    slotna napisała:

    > > To jest tak samo jak z byciem biuściastą, albo z byciem otyłą.
    > > Też nikt mnie oficjalnie nie dyskryminuje, ale jest mi niemiło, że prywatne
    > > firmy nie mają dla mnie analogicznej oferty, co dla osób o innych cechach.
    >
    > Gdyby nie mialy, to bys tych magazynow nie kupowala. A kupujesz, skoro wiesz, c
    > o pisza, cos tam jednak znajdujesz ciekawego.

    Jak nie ma 75J, to lepiej kupić 95DD i przerobić niż latać bez stanika ;-)

    > > Ja nie kradnę i nie oszukuję z powodów religijnych.
    >
    > Prooosze, powiedz, ze zartujesz, bo zaczne sie ciebie bac.

    Zupełnie nie wiem, dlaczego Was to tak bulwersuje?

    > > Niemiłe jest to, że inni nie widzą problemu w tym, że oszukują.
    > > I moje nieoszukiwanie traktują jako dziwactwo.
    > > Że z moimi wartościami jestem osamotniona

    > Ale to nie jest wartosc zarezerwowana dla chrzescijan li i jedynie,
    > o katolikach nie mowiac!

    No nie, ale piszę z pozycji katolika. Nie wiem, jak się czuje protestant czy ateista.
    --
    Magdalaena
  • mary_ann 05.10.13, 11:21
    magdalaena1977 napisała:
    Zupełnie nie wiem, dlaczego Was to tak bulwersuje? (Ja nie kradnę i nie oszukuję z powodów religijnych.)

    No bo to ma kilka niebezpiecznych implikacji.

    - konsekwentnie powinnaś postrzegać ateistów jako ludzi amoralnych lub zagrożonych amoralnością;
    - ... i siebie jako osobę potencjalnie amoralną w wypadku utraty wiary;
    - jeśli uważasz religię za gwarancję uczciwości, a zatem pewnego porządku społecznego, to możesz być zwolenniczką rozwiązań uprzywilejowujących tę religię (jako "dobrze robiącą" społeczeństwu);

    To tak na szybko, ale i tak dosyć straszne.
    Mam wrażenie, ze kiedyś była tu podobna dyskusja z Mamałgosią...
  • verdana 05.10.13, 14:14
    Nas bulwersuje, ponieważ własnie przyznałaś, ze nie oszukujesz i nie kradniesz nie dlatego, że sumienie Ci tego zabrania i ze uważasz to za złe - nie kradniesz i nie oszukujesz, bo jesteś posuszna nakazowi Kościoła. Innymi słowy, nie kierujesz sie własnym sumieniem, ono milczy, zostało zastąpione przez posłuszeństwo nakazom wiary. To oznacza, że sama z siebie mogłabyś kraść i oszukiwać, gdyby to nie było zabronione.
    Wybacz, ale wygląda to na kompletną atrofię moralności i sumienia.
    --
    zpopk.pl ze sa dobre, ale tego nie czująć
  • mary_ann 05.10.13, 14:53
    verdana napisała:

    > Nas bulwersuje, ponieważ własnie przyznałaś, ze nie oszukujesz i nie kradniesz
    > nie dlatego, że sumienie Ci tego zabrania i ze uważasz to za złe - nie kradnies
    > z i nie oszukujesz, bo jesteś posuszna nakazowi Kościoła.

    Ściśle rzecz biorąc - jeśli dobrze zrozumiałam - chodzi o posłuszeństwo nakazowi wiary. To nie jest, a w każdym razie nie musi być, to samo, co posłuszeństwo nakazowi Kościoła:-)
  • verdana 05.10.13, 16:02
    Wiary, oczywista oczywistość. Ale jednak przefiltrowanymi przez nauczanie KK, bo o ile jest przykazanie "nie kradnij", to "nie oszukuj" już nie ma...
    --
  • mary_ann 05.10.13, 16:07
    verdana napisała:

    > Wiary, oczywista oczywistość. Ale jednak przefiltrowanymi przez nauczanie KK, b
    > o o ile jest przykazanie "nie kradnij", to "nie oszukuj" już nie ma..

    Ale nie potrzeba Kościoła, by czytać odpowiednio szeroko "a bliźniego swego, jak siebie samego":-)
  • verdana 06.10.13, 14:13
    Och, samooszukiwanie się kwitnie:)
    --
    zpopk.pl
  • magdalaena1977 05.10.13, 15:08
    verdana napisała:

    > Nas bulwersuje, ponieważ własnie przyznałaś, ze nie oszukujesz i nie kradniesz
    > nie dlatego, że sumienie Ci tego zabrania i ze uważasz to za złe - nie kradnies
    > z i nie oszukujesz, bo jesteś posuszna nakazowi Kościoła. Innymi słowy, nie kie
    > rujesz sie własnym sumieniem, ono milczy, zostało zastąpione przez posłuszeństw
    > o nakazom wiary.

    ja najpierw przyjmuję całościowo naukę zbawienia i etykę katolicką, a potem w jej świetle w swoim sumieniu oceniam poszczególne czyny, jako dobre lub złe.
    Wydawało mi się, że wszyscy tak robią, tylko czasami mają inny zestaw wartości i jak to jest ujęte w konstytucji, wywodzą je z innych źródeł.

    > To oznacza, że sama z siebie mogłabyś kraść i oszukiwać, gdyby
    > to nie było zabronione.

    Co to znaczy sama z siebie?
    --
    Magdalaena
  • magdalaena1977 05.10.13, 15:02
    mary_ann napisała:

    > No bo to ma kilka niebezpiecznych implikacji.
    >
    > - konsekwentnie powinnaś postrzegać ateistów jako ludzi amoralnych
    > lub zagrożonych amoralnością;

    Dlaczego amoralnych? Po prostu mających inny system wartości. Częściowo zgodny z moim, częściowo nie.
    Są ludzie, którzy uważają, że aborcja z przyczyn społecznych jest dopuszczalna moralnie. Są tacy dla których zabijanie zwierząt na mięso jest złe.

    > - ... i siebie jako osobę potencjalnie amoralną w wypadku utraty wiary;

    Dlaczego? Pomysł utraty wiary wydaje mi się dość nierealny i zupełnie nie wie, jaki system wartości przyjęłabym wtedy.

    > - jeśli uważasz religię za gwarancję uczciwości, a zatem pewnego porządku społ
    > ecznego, to możesz być zwolenniczką rozwiązań uprzywilejowujących tę religię (j
    > ako "dobrze robiącą" społeczeństwu);

    Nie uważam religii za gwarancję uczciwości. Przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu, naprawdę przeważająca część społeczeństwa była ochrzczona i praktykowała. I jakoś nie panował raj na ziemi.
    --
    Magdalaena
  • verdana 05.10.13, 16:06
    Ale przyjmujesz, ze system wartości, w którym mieści sie kradzież i oszustwo jest dostępny dla ludzi niewierzących, jak najbardziej, tylko dla wierzących już nie. O ile pewne kwestie sa w społeczeństwie europejskim dyskusyjne, to akurat kradzież i oszustwo w nich się nie mieści. Wierzący byliby zatem ludźmi, którzy - jeśli sa wierzący naprawdę, a nie tylko ochrzczeni, z definicji uczciwszymi od tych, którzy będąc niewierzący, i nie musza wcale nie kraść, mogą zdecydować, ze to jest dobre. Tak czy inaczej głęboka wiara byłaby połączona z uczciwością, brak wiary - niekoniecznie.
    --
    zpopk.pl
  • magdalaena1977 05.10.13, 16:46
    verdana napisała:

    > Ale przyjmujesz, ze system wartości, w którym mieści sie kradzież i oszustwo je
    > st dostępny dla ludzi niewierzących, jak najbardziej, tylko dla wierzących już
    > nie. O ile pewne kwestie sa w społeczeństwie europejskim dyskusyjne, to akurat
    > kradzież i oszustwo w nich się nie mieści. Wierzący byliby zatem ludźmi, którz
    > y - jeśli sa wierzący naprawdę, a nie tylko ochrzczeni, z definicji uczciwszymi
    > od tych, którzy będąc niewierzący, i nie musza wcale nie kraść, mogą zdecydowa
    > ć, ze to jest dobre. Tak czy inaczej głęboka wiara byłaby połączona z uczciwośc
    > ią, brak wiary - niekoniecznie.

    Nie do końca rozumiem, o co Ci chodzi, ale na pewno nie jest to mój tok myślenia.

    W praktyce częścią problemu jest to, dla wielu ludzi owszem teoretyczna kradzież i oszustwo są złem, ale pewne zachowania nazywają inaczej np. mówią, że "załatwić sobie".
    --
    Magdalaena
  • verdana 06.10.13, 14:15
    No, ale uznajesz, że jeśli ktoś jest wierzący, to nie będzie tak myślał. Niewierzący może uważać, że to jest w porządku. Innymi słowy, niewierzący są podejrzani. Bo człowiek nie jest uczciwy sam z siebie, tylko dlatego, ze tego wymaga od niego wiara. Bez wiary nie ma żadnego powodu, aby być uczciwy.
    --
    zpopk.pl
  • turzyca 04.10.13, 22:12
    Rekolekcje organizuje się dla przedstawicieli kon
    > kretnego wyznania, ale czy miałoby sens katolickie kółko robótek ręcznych?

    Dlaczego nie?

    Znam parafialne:
    - kluby karciane
    - grupy gimnastyczne
    - kluby wycieczkowe
    - seniorskie kluby wycieczkowe
    - grupy taneczne
    - grupy samoksztalceniowe
    - grupy porannozakupowe (tak, spotyka sie w celu wspolnego pojscia na targ i wypicia kawy)
    - grupy spotkaniowe dla:
    -- dzieci
    -- nastolatkow od 12 r.z.
    -- mezczyzn po 55 r.z.
    -- kobiet w wieku srednim
    -- starszych kobiet
    -- seniorow ogolnie
    itd...


    W moim miescie katolicy sa mniejszoscia, mamy trzy parafie na krzyz, do tego jeszcze umiarkowanej wielkosci, w mojej w tym roku do komunii przygotowuje sie 37 dzieci.

    Tak, nie mieszkam w Polsce.
    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • slotna 04.10.13, 22:16
    O, a powiedz czy zeby nalezec do takiego kolka parafialnego trzeba byc wyznawca?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • turzyca 04.10.13, 22:24
    slotna napisała:

    > O, a powiedz czy zeby nalezec do takiego kolka parafialnego trzeba byc wyznawca
    > ?
    >

    Wydaje mi sie, ze niekoniecznie, oni tu opanowali uzywanie marchewki. Przyjdzie taki senior gimnastykowac sie na siedzaco, po dwoch latach zacznie zostawac na modlitiwie, a po kolejnych trzech to nawet na msze przychodzic. ;)
    I to naprawde dziala, wczesniej przesiadalam sie kolo zboru, ich tablica ogloszen jest ustawiona akurat tak, zeby dalo sie wykorzystac dwie minuty czekania na autobus, i jak tak czytalam, jakie filmy puszczaja, czy ktoredy na wycieczke chodza, to az nabieralam ochoty, zeby zajrzec. Tylko zazwyczaj mialam zajecia w tym czasie.
    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 05.10.13, 10:15
    magdalaena1977 napisała:

    > Tzn. są czasopisma dotyczące samej wiary i obrzędów rel
    > igijnych, jest trochę związanych z polityką czy tematyką społeczną. Ale nie spo
    > tkałam żadnego magazynu lifestylowego czy tygodnika opinii, który byłby pismem
    > jednoznacznie katolickim czy choćby ogólnie chrześcijańskim.

    Nie rozumiem twojej definicji tygodnika opinii. To jest właśnie pismo związane z polityką i tematyką społeczną.

    Np. Tygodnik Powszechny jest tygodnikiem opinii.

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • magdalaena1977 05.10.13, 11:07
    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

    > Nie rozumiem twojej definicji tygodnika opinii. To jest właśnie pismo związane
    > z polityką i tematyką społeczną.
    >
    > Np. Tygodnik Powszechny jest tygodnikiem opinii.

    TP czytam, jest ok, ale jest tam IMHO trochę za dużo o życiu Kościoła na świecie (które mnie aż tak nie interesuje), a trochę za mało o świeckich sprawach bieżących.
    --
    Magdalaena
  • vilez 05.10.13, 07:25
    > Razi mnie, kiedy w np. artykułach prasowych przyjmuje się postawę antychrześcij
    > ańską jako neutralną. Np. nie czytałam tekstu o życiu po porzuceniu i rozwodzie
    > , gdzie nie przyjmowano by automatycznie dopuszczalności nowego związku.

    Wyznam, że nie rozumiem. Przecież z automatu należy przyjmować, że ludzie po porzuceniu i rozwodzie mogą chcieć wstąpić w nowy związek. Nie muszą, ale mogą. To jest domniemanie jak najbardziej neutralne, a nie - postawa antychrześcijańska.
  • vilez 04.10.13, 10:29
    Pani autorka listu prezentuje typowe myślenie tunelowe, tu: katolikocentryczne. Ma żal, że nie widzi tylu katolików, ilu by chciała i w takim wydaniu, w jakim by chciała. Czyli uprawia chciejstwo.
    Ja natomiast czułam się ewidentnie napastowana religijnie, gdy w w przedziale pociągu z Częstochowy byłam raczona odmawianym na głos różańcem przez panie w liczbie trzech- nie pomagały delikatne napomnienia, że panie mogłyby to robić w ciszy, ew. półgłosem czy szeptem. Nie, one musiały na głos. Po czym przeszły do pieśni. Też się czuły przez nasze napomnienia i prośby "wykluczane".
    Wiem, sytuacja rzadka, ale emblematyczna.
  • mary_ann 04.10.13, 11:07
    vilez napisała:

    >>kiedy w w przedziale pociągu z Częstochowy byłam raczona odmawianym na głos różańcem przez panie w liczbie trzech- nie pomagały delikatne napomnienia, że panie mogłyby to robić w ciszy, ew. półgłosem czy szeptem. Nie, one musiały na głos.

    To jest sytuacja jak z "Dnia świra"...
  • vilez 04.10.13, 14:41
    I tak się czułam ;)
  • mary_ann 04.10.13, 12:04
    Chciałabym o tyle oddać autorce sprawiedliwość, że wiem, iż nie jest łatwo być poza mainstreamem - jakimkolwiek. Każda osoba w takiej sytuacji budzi a priori pewien mój szacunek, o ile stosuje się do pewnych elementarnych reguł społecznego współżycia.

    Jednak mam wrażenie, że list jest dobrą ilustracją pewnego coraz częściej występującego zjawiska: "wykluczeniem" lub "dyskryminacją" nazywany bywa najpospolitszy dyskomfort spowodowany tym, że cały świat nie jest taki, jak my. Że się nie zachwyca, że sprawdza, że szuka dziury w całym, że ironizuje. I to odbieram jako zdecydowanie nieprzyzwoite, bo świat codziennie dostarcza przykładów prawdziwych, krwawych prześladowań.


    Jak to w widzeniu tunelowym (trafne określenie), autorka pomija kontekst i kompletnie gubi proporcje. Zapomina, że mieszka w kraju, w którym religia katolicka nauczana jest w szkołach publicznych za pieniądze podatników, księżom i zakonnikom podatnik opłaca ZUS, z Kościołem Katolickim negocjuje się kształt systemu podatkowego i in. ustaw, kapelani są w wojsku i szpitalach, a żadna uroczystość państwowa nie obywa się bez ich udziału.

    Skarży się za to, że musi pracować w niedzielę - zupełnie tak, jakby była to represja o wymiarze religijnym, do tego nieunikniona.

    A tak w ogóle to mam wrażenie (wrażenie, więc dowodów nie dostarczę, co najwyżej podzielę się przesłankami), że autorka listu "prześladowana" jest nie za wiarę, ale postawę i charakter:-(
  • maadzik3 04.10.13, 12:16
    moge sie podpisac?
    --
    www.christianzionist.blox.pl
  • mary_ann 04.10.13, 13:06
    maadzik3 napisała:

    > moge sie podpisac?

    A pod czym?:-)
  • maadzik3 04.10.13, 14:39
    a pod Twoja wypowiedzia. Znaczy zgadzam sie :)
    --
    normalni ludzie to ci, których bliżej nie znamy
  • mkw98 04.10.13, 13:26
    Eeej, skąd Wy macie tyle czasu na dyskutowanie? Podzielcie się : )

    Ad meritum - ja bym rozróżniła dwa pytania: 1. czy trudno jest być wierzącym w Polsce i 2. czy wierzący są dyskryminowani.

    Ad. 2) oczywiście nie są, wystarczy odrobina zdrowego rozsądku, żeby to stwierdzić
    Ad 1) trudno. nawet bardzo.

    Tu, ze względu na brak czasu nie mogą się na razie rozpisywać, za to pozwolę sobie zacytować przydługi fragment z bloga lemingarnia (zapewne wielu z Was zna ten blog, a tym, którzy nie znają - bardzo polecam, choć nie zawsze mi z autorką po drodze):

    Możesz niestety zostać także katolikiem świadomym. Będziesz mieć przesrane. Będziesz mieć przesrane tak bardzo, że bardziej przesrane będzie mieć już tylko polski ateista.
    Podczas rozmów towarzyskich będziesz uchodzić za dziwoląga badającego sobie, a fuj!, śluz płodny i odmawiającego stosowania pigułek antykoncepcyjnych. Jeśli będziesz na tyle głupi i dodasz, że szanujesz prawo innych ludzi do podejmowania indywidualnych wyborów w swoim życiu, ale sam czujesz się zobowiązany do wierności Kościołowi, zaczniesz budzić pewien niepokój, bo nikt nie będzie wiedział, o co Ci właściwie chodzi.

    Spocisz się z frustracji, kiedy na spotkaniu przedkomunijnym w klasie Twojego dziecka, inni rodzice zaczną dociekać, czy dzieci NAPRAWDĘ muszą nauczyć się aktów wiary i przynosić karteczki z mszy niedzielnej.

    Wyjdziesz na staroświeckiego smutasa, kiedy nie roześmiejesz się po wysłuchaniu opowieści, jak to koleżanka poszła do batmana na dzień przed swoim ślubem i podczas spowiedzi zełgała, że nie współżyje z przyszłym panem młodym, haha.

    Zaczniesz omijać serwisy newsowe, bo trudno będzie Ci znieść szarganie symbolu Twojej wiary przez polityków różnych opcji politycznych, którzy wykłócają się o obecność krzyża w sali sejmowej zapominając, że dla niektórych ludzi ten krzyż ma wymiar bardzo intymny, duchowy i prywatny, stanowi wielkie zobowiązanie, a nie tylko wielki przywilej.

    Dla kolegów z SoliDeo będziesz nie dość koszerny. Zdradziecko kompromisowy, unurzany w relatywizmie i szarościach. Będą nienawidzić Cię bardziej niż Palikota, bo on przynajmniej nie kala posadzki ich kościołów, ty zaś tam przychodzisz jak do siebie, a przecież nie zasługujesz na miano prawdziwego katolika. Nie chcesz zabijać aborcjonistek ani decydować o kształcie świeckiego prawa. Kto Cię więc opłaca, sługusie rozmydlonej moralności?
  • mkw98 04.10.13, 13:27
    Katolicy niepraktykujący, okazjonalni bywalcy mszy świętych, usłużni księgowi nowych przybudówek na plebaniach i zawartości tacy, mają Cię za nieszkodliwego kretyna. Poza sytuacjami, kiedy stajesz się, czas powiedzieć to wprost, upierdliwym psujzabawą, którego należy spacyfikować.

    Dlaczego nie chcesz brać czynnego udziału w festynach rodzinnych chrzcin obficie oblewanych alkoholem? Czemu nie chcesz pomóc przekonać kuzynki, ateistki, że powinna ochrzcić dziecko, po to by dać mu wybór? Dlaczego nieustannie pierniczysz o obowiązkach, moralności, uczciwości i innych nieżyciowych wartościach?

    Z jakiego powodu odmawiasz nazywania sąsiadki, świadka Jehowy, "kociwiarą" i nie śmiejesz się z żartów stryja Włodzimierza, kiedy opowiada o zakazie pedałowania?
    Jakim prawem przebąkujesz, że przesunięcie krzyża do przestrzeni prywatnej posiada wiele racji, a współczesny apostolat chrześcijański to świadczenie swoją postawą i czynem, a nie obwieszanie się symbolami?

    Po prostu brakuje Ci poczucia humoru, ot co.

    Pewnego dnia obudzisz się uświadamiając sobie, że w Twoim kraju wszechobecnych krzyży i postnych posiłków w szpitalach nie ma miejsca dla świadomych katolików, a religia totemiczna i obrzędowa nie zamierza się wcale posunąć na ławce, aby zrobić Ci miejsce.


    Źródło: lemingarnia.blogspot.com/2011/12/swiadomosc-psuje-impreze.html
  • vilez 04.10.13, 14:44
    Ale tak prześladowanym to się można czuć w każdej dziedzinie, nie tylko religijnej ;) Wystarczy być np. socjologiem czy psychologiem jakościowym nie -ilościowym, bądź strukturalistą a nie postmodernistą lub odwrotnie :D
  • mkw98 04.10.13, 16:43
    vilez napisała:

    > Ale tak prześladowanym to się można czuć w każdej dziedzinie, nie tylko religij
    > nej ;)

    A gdzie tam coś było o czuciu się prześladowanym?
  • vilez 04.10.13, 18:14
    Dałam emotinkonkę.
  • mary_ann 04.10.13, 17:02
    mkw98 napisała:

    > Katolicy niepraktykujący, okazjonalni bywalcy mszy świętych, usłużni księgow
    > i nowych przybudówek na plebaniach i zawartości tacy, mają Cię za nieszkodliweg
    > o kretyna. Poza sytuacjami, kiedy stajesz się, czas powiedzieć to wprost, upier
    > dliwym psujzabawą, którego należy spacyfikować.

    Jw, źle dobrane towarzystwo.

    > Dlaczego nie chcesz brać czynnego udziału w festynach rodzinnych chrzcin obfici
    > e oblewanych alkoholem? Czemu nie chcesz pomóc przekonać kuzynki, ateistki, że
    > powinna ochrzcić dziecko, po to by dać mu wybór? Dlaczego nieustannie pierniczy
    > sz o obowiązkach, moralności, uczciwości i innych nieżyciowych wartościach?

    A co to w ogóle ma wspólnego z wiarą? Masz tu kompletny miszmasz: niedopasowanie lifestylowe (mam ten sam problem i po prostu nie bywam na takich imprezach) oraz błędne utożsamienie uczciwości i cnoty wszelakiej z religią (uwaga - chyba, ze chodzi o to "nieustanne pierniczenie":-)))


    > Z jakiego powodu odmawiasz nazywania sąsiadki, świadka Jehowy, "kociwiarą" i ni
    > e śmiejesz się z żartów stryja Włodzimierza, kiedy opowiada o zakazie pedałowan
    > ia?

    jw

    > Jakim prawem przebąkujesz, że przesunięcie krzyża do przestrzeni prywatnej posi
    > ada wiele racji, a współczesny apostolat chrześcijański to świadczenie swoją po
    > stawą i czynem, a nie obwieszanie się symbolami?

    też było

    > Po prostu brakuje Ci poczucia humoru, ot co.

    może dystansu raczej

    > Pewnego dnia obudzisz się uświadamiając sobie, że w Twoim kraju wszechobecnych
    > krzyży i postnych posiłków w szpitalach nie ma miejsca dla świadomych katolików
    > , a religia totemiczna i obrzędowa nie zamierza się wcale posunąć na ławce, aby
    > zrobić Ci miejsce.


    Albo po prostu życie myślących ludzi nie zawsze jest słodkie. Ale ta nakreślona sylwetka to wcale nie zawsze taki "świadomy człowiek".

    > Źródło: lemingarnia.blogspot.com/2011/12/swiadomosc-psuje-impreze.html
  • magdalaena1977 04.10.13, 13:39
    Nie otworzę teraz bloga, ale z zacytowanym tekstem zgadzam się w 100%.
    --
    Magdalaena
  • mary_ann 04.10.13, 13:40
    mkw98 napisała:

    > Eeej, skąd Wy macie tyle czasu na dyskutowanie? Podzielcie się : )
    >

    Ja ci odpowiem, ale to będzie bardzo niszowa odpowiedź. Ale mam wk... w totalny, to sobie ulżę, a co:-)
    Powinnam być w pracy na kolejnym zebraniu w pewnej sprawie. Ale nie poszłam. W (bezowocnym) proteście, bo czara goryczy mi się przelała. Gdyż nie będę kolaborować przy wdrażaniu modelu, który uważam za szkodliwy dla edukacji studentów. No i ciekawe, co dalej:-)
    No to sobie siedzę, próbuję ochłonąć i piszę:-)
    I ogólnie jeszcze mam chwilowo ciut więcej czasu, bo jeden rocznik jest na praktykach. Ale niedługo na pewno nie będę się tyle udzielać, nie:-) I od weekendu pracuję znowu w niedziele, czyli jestem prześladowana religijnie.
  • maadzik3 05.10.13, 20:35
    no i co dalej z tym wdrazaniem i Twoim sprzeciwem?
    --
    When I'm not in my right mind, my left mind gets pretty crowded
  • mary_ann 05.10.13, 21:41
    maadzik3 napisała:

    > no i co dalej z tym wdrazaniem i Twoim sprzeciwem?

    Jeszcze nie wiem. Ale niechybnie się "na dniach" dowiem:-)
  • mary_ann 04.10.13, 16:52
    Wiesz, a ja się z tym wpisem w wielu miejscach w szczegółach nie zgadzam. Czuję bluesa, rozumiem intencję, ale dość mocno tu naciągnięto rzeczywistość dla efektu.

    Podczas rozmów towarzyskich będziesz uchodzić za dziwoląga badającego sobie, a
    > fuj!, śluz płodny i odmawiającego stosowania pigułek antykoncepcyjnych. Jeśli b
    > ędziesz na tyle głupi i dodasz, że szanujesz prawo innych ludzi do podejmowania
    > indywidualnych wyborów w swoim życiu, ale sam czujesz się zobowiązany do wiern
    > ości Kościołowi, zaczniesz budzić pewien niepokój, bo nikt nie będzie wiedział,
    > o co Ci właściwie chodzi.

    Niepokój to kulturalna, a do tego uzasadniona reakcja. Jak ktoś się uczył historii, to niestety wie, do czego prowadzi kierowanie się zaufaniem do instytucji. Co innego, gdyby "świadomy katolik" stwierdził, że jego wybór motywowany jest wiernością wierności własnym przekonaniom.


    > Spocisz się z frustracji, kiedy na spotkaniu przedkomunijnym w klasie Twojego d
    > ziecka, inni rodzice zaczną dociekać, czy dzieci NAPRAWDĘ muszą nauczyć się akt
    > ów wiary i przynosić karteczki z mszy niedzielnej.

    Karteczki to czyli podpis celebransa zaświadczający, że dziecko było na Mszy. Dziecko, które przed I Komunią ma przystąpić do I spowiedzi, zatem uważane jest za dość dorosłe, by oceniać własne sumienie i by traktować je jako osobę dość dorosłą i wiarygodną. Nie widzisz sprzeczności? Uważasz to rozwiązanie za wychowawcze? Ja też protestowałam przeciw podpisom. A nawet je zbojkotowałam. Powiedziałam, że jeśli ksiądz chce, może moje dziecko zapytać, czy było na mszy. A jeśli mu nie wierzy, to jak ma mu wierzyć w czasie spowiedzi?

    Co do prawd wiary, sądzę, ze ew. protesty (niezwykle rzadkie i pochodzące od świadomych katolików, bo większość ma sprawę totalnie w d...) mają miejsce wtedy, gdy dzieciom każe się bezmyślnie wkuwać na pamięć trudne formułki teologiczne, niczego nie wyjaśniając. A następnie odpytuje z wyklepania bez zrozumienia.
    Generalnie jednak masa rodzicielska nie podskakuje. I mogę Ci dużo napisać o tym, jak kończą się próby oporu przeciw bizantyjskiej oprawie, rozbudowanym "spontanicznym" laudacjom, itd


    > Wyjdziesz na staroświeckiego smutasa, kiedy nie roześmiejesz się po wysłuchaniu
    > opowieści, jak to koleżanka poszła do batmana na dzień przed swoim ślubem i po
    > dczas spowiedzi zełgała, że nie współżyje z przyszłym panem młodym, haha.

    To chyba "świadomy katolik" dziwnie dobiera sobie towarzystwo, jeśli składa si,ę ono z takich paskudnych hipokrytów...


    > Zaczniesz omijać serwisy newsowe, bo trudno będzie Ci znieść szarganie symbolu
    > Twojej wiary przez polityków różnych opcji politycznych, którzy wykłócają się o
    > obecność krzyża w sali sejmowej zapominając, że dla niektórych ludzi ten krzyż
    > ma wymiar bardzo intymny, duchowy i prywatny, stanowi wielkie zobowiązanie, a
    > nie tylko wielki przywilej.

    No tak, ale to już katolicy katolikom zgotowali ten los:-)

    > Dla kolegów z SoliDeo będziesz nie dość koszerny. Zdradziecko kompromisowy, unu
    > rzany w relatywizmie i szarościach. Będą nienawidzić Cię bardziej niż Palikota,
    > bo on przynajmniej nie kala posadzki ich kościołów, ty zaś tam przychodzisz ja
    > k do siebie, a przecież nie zasługujesz na miano prawdziwego katolika. Nie chce
    > sz zabijać aborcjonistek ani decydować o kształcie świeckiego prawa. Kto Cię wi
    > ęc opłaca, sługusie rozmydlonej moralności?


    A to jest problem, który mają wszyscy myślący ludzie, i nie ma on nic wspólnego z wiarą czy religią. Człowiek myślący zawsze jest dla jednych "za bardzo koszerny", dla innych za mało. Niezależnie od tego, o co chodzi. Kiedy rozmawiam z ludźmi, których uważam za mądrych, bardzo często uskarżają się na takie właśnie poczucie. A reprezentują bardzo różne opcje lub też usytuowani są różnie w ramach tych samych. Poczucie osamotnienia w poglądach jest chyba dość powszechnym doświadczeniem:-)
  • mkw98 04.10.13, 17:57
    Nie, no jasne, ze wiele rzeczy jest tutaj przejaskrawionych i podkręconych, to jest rodzaj felietonu, a nie poważny esej. Ale (sama będąc osobą ze skłonnościami do dzielenia włosa na siedemnaścioro i obwarowywania wszystkiego dziesiątkami "o ile się nie mylę") raduję się, jeżeli ktoś czasami to i owo podkoloryzuje, żeby uwypuklić istotę problemu (no i pasjami lubię jej styl).

    Co do karteczek jakichkolwiek (do chrztu, do komunii, do ślubu...) to ja jestem przeciwna z zasady i zawsze mam ochotę wyściskać księży, którzy ich nie wymagają. :-)

    Co do towarzystwa (i niedopasowania lifestyle'owego, o którym piszesz niżej) - część towarzystwa sobie sami wybieramy, a część "sama się" dobiera, np. w pracy, w rodzinie i nie mamy na to wpływu.

    Co do krzyża w sejmie -
    > No tak, ale to już katolicy katolikom zgotowali ten los:-)

    Pełna zgoda, ale to nie czyni problemu mniej bolesnym, a wręcz przeciwnie, rzekłabym.

    Co do osamotnienia w poglądach - generalnie znowu się z Tobą zgadzam (nudne to się robi...), ale mam wrażenie, że w przypadku kwestii związanych z wiarą to osamotnienie jest szczególnie bolesne, bo, po pierwsze, poglądy religijne są na ogół mocno sprzężone z różnymi emocjami (przepraszam, nie mam chwilowo pomysłu jak to ładniej napisać), po drugie wiara teoretycznie powinna dawać jakieś poczucie wspólnoty ze współwierzącymi, a nie alienować...
  • slotna 04.10.13, 18:04
    > (no i pasjami lubię jej styl).

    A ja nie znosze. Nawet z jej komentarzami na innych blogach czy fejsbuku mam problem - zacietrzewia sie, uzywa masy ozdobnikow, piec akapitow zanim przejdzie do sedna. Szkoda, bo wielu notek nie przeczytalam (i tej tez mi sie nie chce :P), a nieraz byly o waznych rzeczach; ew. musialam przelatywac wzrokiem te (imo) nudziarstwa.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • verdana 04.10.13, 18:08
    Mnie jednak ten tekst drażni, bo autorka myli dwie rzeczy - zdziwienie, czy niechęć innych osób skierowana do tych, którzy przestrzegają zasad religii (przy czym mam wrażenie, zę nie jest to aż tak powszechne, ale może się mylę) i swoją niechęć do osób, które tych zasad nie przestrzegają. Tzn. właściwie, aby się dobrze poczuła nie tylko jej zachowanie musi być aprobowane - wszyscy dookoła powinni zachowywać sie zgodnie z tym, co ona uznaje za słuszne i tylko wtedy czuła by, ze jest wszystko w porządku.
    Tak nie bywa i więcej - być nie powinno. Samo narzekanie, ze tak nie jest świadczy o tym, że coś jednak z myśleniem o świecie i społeczeństwie jest fundamentalnie nie w porządku.
    --
    zpopk.pl
  • magdalaena1977 04.10.13, 20:30
    mkw98 napisała:

    > Co do towarzystwa (i niedopasowania lifestyle'owego, o którym piszesz niżej) -
    > część towarzystwa sobie sami wybieramy, a część "sama się" dobiera, np. w pracy
    > , w rodzinie i nie mamy na to wpływu.

    Nie mówiąc o tym, że nikt nie jest idealny i jeśli chcemy w ogóle mieć jakichś znajomych, musimy akceptować jedynie częściową kompatybilność. W efekcie ja mam grupkę znajomych ultrakatolików, których poglądy polityczne staram się ignorować i alternatywną grupę Lobbystek, które podobnie patrzą na życie, ale to ja reprezentuję tam radykalny taliban ;-)
    --
    Magdalaena
  • mary_ann 05.10.13, 15:04
    > Co do towarzystwa (i niedopasowania lifestyle'owego, o którym piszesz niżej) -
    > część towarzystwa sobie sami wybieramy, a część "sama się" dobiera, np. w pracy
    > , w rodzinie i nie mamy na to wpływu.

    Pod wpływem Twojego postu zdaąm sobie sprawę, że jestem ekstremistką w tej dziedszinie (do czego niekogo nie namawiam, bo ponosze tego bolesne często konsekwencje) - rzeczywiście uciekam konsekwentnie z miejsc, gdzie ludzie mi "nie paszą". Głownym kryterium przy wyborze pracy jest dla mnie "z kim", a nie "co" (i za ile). No i niestety w relacjach rodzinnych też dość konsekwentnie unikam przykrości.


    > Co do osamotnienia w poglądach - generalnie znowu się z Tobą zgadzam (nudne to
    > się robi...), ale mam wrażenie, że w przypadku kwestii związanych z wiarą to os
    > amotnienie jest szczególnie bolesne, bo, po pierwsze, poglądy religijne są na o
    > gół mocno sprzężone z różnymi emocjami (przepraszam, nie mam chwilowo pomysłu j
    > ak to ładniej napisać),

    ale chyba rozumiem:-)

    po drugie wiara teoretycznie powinna dawać jakieś poczu
    > cie wspólnoty ze współwierzącymi, a nie alienować...

    A tego właśnie nie jestem pewna. Ciekawy temat.
  • sebalda 05.10.13, 23:33
    W kraju tak bardzo wyznaniowym jak nasz, narzekanie na dyskryminację katolików jest dla mnie absurdem. Chyba że się chce nieustannego poklasku i zachwytu dla swojej religijności, jak tego najwyraźniej oczekuje autorka listu.
    Wczoraj oglądałam z dzieciakami Wiadomości. Syn często do nich z nami siada, ale córka bardzo rzadko, często ogląda wiadomości innych telewizji (ze względów językowych). Była zbulwersowana (jakże słusznie), że 90% czasu poświęcono informacjom religijnym. Najpierw 15 minut o ks. Gilu, potem 10 min o wizycie papieża w Asyżu. Inne informacje krajowe 5 min (w tym śmieszny felietonik), a światowych - 0 min. No zaiste katolicy są w Polsce spychani na margines:P
    Wśród znajomych i w pracy jestem w mniejszości, jeśli chodzi o bycie praktykującą katoliczką. Nie kryję się z tym, że chodzę co tydzień do kościoła, nikt nigdy nie wyraził ani dezaprobaty, ani zdziwienia z tego powodu.
    Brak zrozumienia, szykany, niechęć, zniewagi i obelgi spotkały mnie głównie ze strony ortodoksyjnych katolików za moją nieortodoksję. To też jest dla mnie znaczące.
  • mamalgosia 06.10.13, 10:43
    Trudno - pewnie zalezy co się rozumie pod tym slowem. Według mnie jesli chodzi o techniczne sprawy, to bardzo łatwo, wszystko jest tacy podane, kościół blisko, religia w szkole, godziny nabożeństw do wyboru.
    Ale spotykam się z wysmiewaniem (od osob na niższym poziomie) lub z ironią, inteligentną kpiną (od osób na wyższym poziomie). I to od - ze tak powiem - obu stron. Myślę, że najgorzej to byc niszowcem
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • maadzik3 06.10.13, 11:39
    Niszowcem byc trudno, ale z drugiej strony niszowcy - wszyscy - zwykle dobrze wiedza czego chca, z czym sie identyfikuja i ze sa niszowi. W tym sensie kazda osoba o uksztaltowanym swiatopogladzie (religijnym, ekonomicznym, politycznym, spolecznym czy chocby dietetycznym) jest w jakis sposob niszowa - przemyslala to, podjela decyzje, okreslila sie i zgodzila na postawienie w sytuacji konfliktu jezeli bedzie taka sytuacja/ potrzeba. Niszowosc jest wiec cecha ludzi myslacych a nie idacych z tlumaem :) Nawet jesli nisza jest liczna :) co sie czasem zdarza
    --
    Many people quit looking for work when they find a job.
  • mamalgosia 06.10.13, 14:17
    Niestety jeszcze nie spotkałam nikogo w mojej niszy:( Przyjaciółka czasem bywa, ale przeważnie jestem w niej sama
    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka