Dodaj do ulubionych

„Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” w praktyce

23.05.16, 20:12
Chciałabym zapytać tych z Was, którzy jesteście chrześcijanami, jak u Was w praktyce wygląda świętowanie niedzieli. Bo brakuje mi pomysłu, jak to świętowanie powinno wyglądać z punktu widzenia współczesnego dużego miasta i pracy umysłowej, zwłaszcza takiej, którą można wykonywać w domu o dowolnej porze.
Zastanawiam się, czy praca zawodowa jest dla Was "bardziej" czy "mniej" pracą niż fizyczne czynności domowe np. pranie i gotowanie. Czy są rzeczy, których nie robicie w niedziele właśnie ze względów religijnych? Np. czy nie robicie zakupów w niedziele?
I jeśli tak, to jak właściwie spędzacie cały dzień (poza mszą świętą, która trwa zwykle godzinę)?
Do czego jesteście zdolni, żeby zachować świętość niedzieli np. czy zrezygnujecie z wyjścia ze znajomymi w sobotę, jeśli takie wyjście oznaczałoby konieczność pracy w niedzielę?

Pytam trochę dlatego, bo zauważyłam, że część osób się dziwi, jak mówię że chodzę na siłownię właśnie w niedziele, ponieważ unikam w tym dniu pracy zawodowej.
--
Magdalaena
Edytor zaawansowany
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 24.05.16, 08:59
    Pamiętam z czasów nastoletnich taką kilkutomową książkę ks. Malińskiego o życiu Jezusa. Skądinąd naiwniutka, pokazywała apostołów na podobieństwo grupy oazowej ;). Ale zapamiętałam jeden motyw - oczywiście fabularyzowany, czyli wymyślony przez autora - jak Jezus tłumaczy swoje nowatorskie podejście do przestrzegania szabatu. Że ścisłe trzymanie się 613 żydowskich przykazań oznaczało, iż w szabat nie można nawet zrobić dłuższego spaceru. Tymczasem książkowy Jezus tłumaczył, że jeśli kogoś spacer uspokaja, to odpoczynek szabatowy może być w formie spaceru, czyli nie trzeba przykazań brać dosłownie. Pamiętam, że to mi całkiem trafiło do przekonania. :)

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 24.05.16, 09:00
    BTW znajduję tam dziś ciężki błąd rzeczowy, bo tradycja 613 przykazań jest późniejsza niż czasy Jezusa. :)

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • maadzik3 24.05.16, 09:09
    Jezus był rabinem swoich czasów, brał udział w dyskusjach wówczas toczonych w judaizmie, a stwierdzenie że szabat dla człowieka a nie człowiek dla szabatu (niekoniecznie dosłownie) jest starsze od niego. W tym sensie w ewangeliach widać echa sporów teologicznych (ale wszystko w ramach judaizmu) tamtych czasów. Nawiasem mówiąc to podejście było i jest dominujące w judaizmie i niedawno ortodoksyjny (acz nie haredim) rabin opowiadał że jak ktoś jest lekarzem i dzwoni pacjent w potencjalnie pilnej sprawie to niech odbiera telefon nawet na sobotnim nabożeństwie w synagodze :)

    --
    When I m not in my right mind, my left mind gets pretty crowded
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 24.05.16, 11:25
    Tak, ta książeczka ks. Malińskiego stwarzała sztuczną opozycję między "surowym" judaizmem a "miłosiernym" chrześcijaństwem.

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • verdana 24.05.16, 14:36
    Ratowanie życia w judaizmie zawsze ma pierwszeństwo przed szabatem - i nie tylko chodzi o życie ludzkie. Można na przykład wyciągnąć zwierzę ze studni.
  • mkw98 24.05.16, 10:12
    Mój mąż pracuje w co drugi weekend, bo prowadzi zajęcia ze studentami. Taka praca. Ja też kiedyś prowadziłam zajęcia ze studentami w niedzielę, w obecnej pracy również czasami muszę pracować w weekendy i w niektóre święta. Ostatnio rzadziej, bo mam trochę inny zakres obowiązków no i małe dziecko, ale kiedyś się zdarzało. Nie mam z tym większego problemu, niektórzy muszą pracować w niedzielę i tyle. Ale zakupów w galeriach staram się nie robić. Czas spędzam dosyć standardowo - leniuchowanie, spotkania z rodziną i znajomymi, spacery, wycieczki, parki, muzea, koncerty. Czasem jakaś aktywność fizyczna. Nadrabianie kontaktu z przyrodą.
    Trochę zależałoby mi na tym, żeby niedziela była "bardziej niedzielą", czyli znaleźć więcej czasu na jakąś formę spędzania czasu z najbliższymi związaną ze wspólną modlitwą czy refleksją nad Ewangelią.
  • luna15 30.05.16, 18:14
    Robię wszystko to co lubię i co mnie relaksuje, czyli np; podlewam ogród, zakupy tez jak najbardziej o ile nie sa kosztem np; czasu z dzieckiem; czyli jeśli idziemy kupować rower dla młodego i on piszczy z zachwytu to ok, jeśli zakupy w gospodarstwie domowym i mały jęczy z nudów a my wybieramy zmywarkę to nie ok.
  • verdana 30.05.16, 22:48
    Hm. Tylko zakupy w niedzielę oznaczają, że jedna osoba się relaksuje, a druga nie ma szans święcić dnia świętego.
  • magdalaena1977 31.05.16, 09:30
    co do zakupów w niedzielę:

    1. tak samo pracy innych osób wymaga wizyta w muzeum, na basenie, w kinie, w restauracji czy na siłowni. Dlaczego zatem zwiedzanie albo teatr miałoby być szlachetniejszym sposobem spędzania czasu niż zakupy?

    2. no właśnie mam wątpliwości, czy te wszystkie inne osoby też chcą święcić dzień święty. Czytałam, że np. w Anglii w niedziele tradycyjnie otwarte były sklepy prowadzone przez muzułmanów czy buddystów, w każdym razie nie-chrześcijan.
    W Polsce innych grup wyznaniowych jest niewiele, ale sporo jest osób niewierzących / niepraktykujących (chociaż formalnie ochrzczonych) dla których niedziela to taki sam dzień jak każdy inny i praca nie stanowi wówczas problemu.
    Jeśli zaś chodzi o ochronę przed wyzyskiem biednych pracowników sklepów, to zajmuję się tym zawodowo i nie wierzę w to, żeby zachowania klientów mogły coś zmienić.

    --
    Magdalaena
  • mary_ann 31.05.16, 17:25
    "W Polsce innych grup wyznaniowych jest niewiele, ale sporo jest osób niewierzących / niepraktykujących (chociaż formalnie ochrzczonych) dla których niedziela to taki sam dzień jak każdy inny i praca nie stanowi wówczas problemu."

    Dlaczego zakładasz, że dla wierzących/niepraktykujących to taki sam dzień jak inny? Nawet jeśli nie podzielasz uzasadnienia religijnego wyjątkowości niedzieli , konieczność pracy w dzień, kiedy Twoje dzieci, rodzina i znajomi mają wolne bywa naprawdę dotkliwa i może mieć negatywny wpływ na Twoje życie w wielu aspektach.
  • verdana 31.05.16, 18:00
    Zakupy w niedzielę nie są koniecznością. Jest oczywiste, ze nie wszyscy muszą w niedzielę świętować - do muzeum w dzień powszedni iść trudno, zakupy da sie raczej zrobić. I jestem przekonana, zę pracowników do sklepu nie dobiera sie na zasadzie wyznaniowej - pracują, bo muszą. Takze ci, którzy chcieliby dzień święty świecić, ale musza utrzymać siebie i rodzinę. Mam uwierzyć, że w niedziele wszyscy sprzedawcy w sklepach to niewierzacy, a właściciel mówi "Rozumiem, dla Pani niedziela to dzień święty, nie ma sprawy, proszę nie przychodzić". Sporo tych niewierzących jest w Polsce - sprzedawcy, ich rodziny... Ktoś, kto uwaza, że świecenie niedzieli jest wazne, kupując w niedzielę jest hipokrytą - świecenie niedzieli ma byc ważne, ale dla niego. Inni niech pracują.
  • magdalaena1977 31.05.16, 20:17
    verdana napisała:

    > Zakupy w niedzielę nie są koniecznością. Jest oczywiste, ze nie wszyscy muszą w
    > niedzielę świętować - do muzeum w dzień powszedni iść trudno

    Dlaczego trudno?
    Muzea są otwarte w dni powszednie, czasami nawet dłużej niż w niedziele. A w dodatku każde z nich ma jeden dzień w tygodniu za darmo. Jak byłam na studiach, mieliśmy obcykane główne warszawskie muzea - do tej pory pamiętam, że do Zamku Królewskiego chodziliśmy we czwartki.
    Tak samo kina - w weekendy jest drożej, a w tygodniu można złapać jakąś promocję np. 2 bilety w cenie 1.
    --
    Magdalaena
  • mary_ann 31.05.16, 21:58
    magdalaena1977 napisała:

    > verdana napisała:
    >
    > > Zakupy w niedzielę nie są koniecznością. Jest oczywiste, ze nie wszyscy m
    > uszą w
    > > niedzielę świętować - do muzeum w dzień powszedni iść trudno
    >
    > Dlaczego trudno?
    > Muzea są otwarte w dni powszednie, czasami nawet dłużej niż w niedziele.

    To chyba co najwyżej parze singli :) Bo nie rodzinie z większymi dziećmi, w której każdy ma inny rozkład dnia i dopiero w niedzielę (czasem w sobotę) wszyscy są "na kupie". To właśnie w tym sensie -organizacyjno-społecznym -niedziela jest tak wyjątkowa i cenna.
  • magdalaena1977 01.06.16, 15:44
    magdalaena1977 napisała:

    > Dlaczego trudno?
    > Muzea są otwarte w dni powszednie, czasami nawet dłużej niż w niedziele.

    mary_ann napisała:

    > To chyba co najwyżej parze singli :)

    Także bezdzietnym małżeństwom, emerytom, rodzicom niemowlaków, studentom ...

    > Bo nie rodzinie z większymi dziećmi, w której każdy ma inny rozkład
    > dnia i dopiero w niedzielę (czasem w sobotę) wszyscy są "na kupie".
    > To właśnie w tym sensie -organizacyjno-społecznym -niedziela
    > jest tak wyjątkowa i cenna.

    Jako osobie samotnej i bezdzietnej nie z wyboru robi mi się przykro, kiedy czytam takie zdania. Albo kiedy w parafii zapraszają na rodzinne świętowanie niedzieli i okazuje się, że jest to impreza dla przedszkolaków i ich rodziców :-(
    Bo wtedy mam wrażenie, że według takiej filozofii osobie bezdzietnej poza mszą świętą tak jakby nic nie zostaje z tego całego świętowania.
    Jeśli wykluczę rozrywki wymagające korzystania pracy z innych ludzi, to mogę najwyżej spać do południa, iść na spacer po kościele, a potem wrócić do domu i oglądać seriale. Strasznie blado wygląda taka niedziela.
    --
    Magdalaena
  • mary_ann 01.06.16, 16:30
    >>Jako osobie samotnej i bezdzietnej nie z wyboru robi mi się przykro, kiedy czytam takie zdania.

    Przykro mi, ale naprawdę nie widzę sensownego uzasadnienia. Dlaczego - myślę, że wyniknie to z dalszego ciągu mojego posta.

    >> Albo kiedy w parafii zapraszają na rodzinne świętowanie niedzieli i okazuje się, że jest to impreza dla przedszkolaków i ich rodziców :-(
    Bo wtedy mam wrażenie, że według takiej filozofii osobie bezdzietnej poza mszą świętą tak jakby nic nie zostaje z tego całego świętowania.

    Jeśli wykluczę rozrywki wymagające korzystania pracy z innych ludzi, to mogę najwyżej spać do południa, iść na spacer po kościele, a potem wrócić do domu i oglądać seriale. Strasznie blado wygląda taka niedziela.

    No bardzo blado. Ponieważ możesz jeszcze np:

    - spotkać się z przyjaciółmi (bezdzietnymi albo z dziećmi) - kawa, obiad, winko, grill, impreza na fest - co tam sobie chcesz - u nich lub u ciebie
    - iść na rower, rolki, łyżwy, pobiegać (jeśli skreślamy basen itp korzystanie z pracy innych ludzi, choć tego przecież nie proponowałam, podobnie jak rezygnacji z muzeum, kina, koncertu czy teatru, ktore spokojnie dopisałabym do listy)
    - poczytać
    -pobawić się w rękodzieło czy inne sztuki plastyczne
    - pouczyć nowego języka
    - posłuchać muzyki (można równolegle z innymi czynnościami)
    - w razie możliwości zająć się ogrodnictwem (bardzo relaksujące)
    - pospacerować/pobiegać z psem (?)
    - i wiele, wiele innych rzeczy...
  • verdana 01.06.16, 18:25
    Co innego impreza w parafii, a co innego muzea czynne w takich godzinach, że rodzina z dziećmi nie ma szans do nich iść. Single mogą do muzeum chodzić kiedy chcą, ale dzieci nie. Osoby pracujące zazwyczaj też nie. Trudno uznać, ze muzea, baseny itd mają być dostępne tylko dla osób samotnych. I nie chodzi o to, aby w niedzielę nie pracował nikt (zapominasz, że ludzie w elektrowni i telewizji też pracują, ksiądz w kościele pracuje.) Chodzi raczej o to, aby w niedzielę nie pracowali ci, bez których pracy obejść można sie bez problemu. I tak, bez kupowania obchodzi sie ogromna ilość społeczeństw - Niemcy na przykład.
  • mary_ann 02.06.16, 08:03
    "I tak, bez kupowania obchodzi sie ogromna ilość społeczeństw - Niemcy na przykład."

    Niemcy, Austriacy, w dużej mierze Francuzi.
    W Austrii, nawet w miejscowości turystycznej, gdzie u nas sklepy spożywcze byłyby otwarte świątek-piątek nieomal 24/24, już w sobotę po południu wszystko jest zamknięte na głucho, o niedzieli nie wspominając.
  • luccio1 03.06.16, 22:41
    mary_ann napisała:

    > "I tak, bez kupowania obchodzi sie ogromna ilość społeczeństw - Niemcy na przyk
    > ład."
    >
    > Niemcy, Austriacy, w dużej mierze Francuzi.
    > W Austrii, nawet w miejscowości turystycznej, gdzie u nas sklepy spożywcze były
    > by otwarte świątek-piątek nieomal 24/24, już w sobotę po południu wszystko jest
    > zamknięte na głucho, o niedzieli nie wspominając.

    Dla mnie jest to pośredni przymus jedzenia w te dni w lokalach. A co ma robić człowiek chory, który znosi tylko to, co sam sobie przygotuje - po swojemu?
  • katriel 04.06.16, 00:16
    Nie rozumiem. A co stoi na przeszkodzie, żeby zakupy spożywcze na niedzielny posiłek zrobić w sobotę rano albo w piątek?

    --
    Wodospady, fontanny, witraże - mój blog o życiu z małym Aspim.
  • turzyca 07.06.16, 09:41
    Jak kazdy tubylec idzie taki czlowiek w sobote rano na targ i kupuje sobie swieze owoce, warzywa i kwiaty.

    --
    Wróżenie z fusów.
  • magdalaena1977 01.06.16, 18:36
    mary_ann napisała:

    > No bardzo blado. Ponieważ możesz jeszcze np:
    >
    > - spotkać się z przyjaciółmi (bezdzietnymi albo z dziećmi)

    No właśnie pisałam, że większość znajomych woli się spotykać ze mną w dni powszednie a niedziele spędzać Z RODZINĄ.

    > - iść na rower, rolki, łyżwy, pobiegać
    > - pospacerować/pobiegać z psem (?)

    czyli to samo co spacer, tylko z akcesoriami ;-)

    > (jeśli skreślamy basen itp korzystanie z
    > pracy innych ludzi, choć tego przecież nie proponowałam, podobnie jak rezygnac
    > ji z muzeum, kina, koncertu czy teatru, ktore spokojnie dopisałabym do listy)

    Ja naprawdę nie rozumiem użalania się nad kasjerką z marketu, a nad kasjerką z pływalni nie.
    Więc albo akceptuję korzystanie z pracy innych dla mojej wygody (i chodzę na siłownię do centrum handlowego) albo nie (i wtedy siedzę w domu).

    > - poczytać
    > - posłuchać muzyki (można równolegle z innymi czynnościami)

    Oglądanie seriali wymieniłam jako przykład biernego konsumowania kultury.

    > - pobawić się w rękodzieło czy inne sztuki plastyczne
    > - pouczyć nowego języka
    > - w razie możliwości zająć się ogrodnictwem (bardzo relaksujące)

    To akurat nie są aktywności, które JA wykonywałabym DLA PRZYJEMNOŚCI, ale wiem że wiele osób spotkałoby się z dezaprobatą, bo "fizycznie pracują w niedzielę". Pewna prawniczka opowiadała mi kiedyś z jakim potępieniem patrzyła na nią cała rodzina, kiedy w ramach odpoczynku postanowiła uszyć sobie płaszcz w Poniedziałek Wielkanocny.

    A umysłowa praca w niedzielę jest takim kusząco łatwym rozwiązaniem - można to robić po cichu samotnie w domu, ew. iść do biura, gdzie w weekend jest cicho i spokojnie. Poza mszą, nie mam wtedy innych zobowiązań - żadnych wizyt lekarskich, spraw w urzędach czy spotkań towarzyskich.
    A jeśli niedzielę przebąbluję na zasadzie kościół - spacer - obiad u rodziców - książka, to w tygodniu tej pracy mam więcej i może się okazać, że na prawdziwe przyjemności np. spotkanie z przyjaciółką czy łażenie po sklepach już nie ma czasu :-(
    I dlatego kiedy nie odnajduję się w tej idealnej kościelnej wizji "niedzieli z rodziną", to mam wrażenie, jakby dla takich osób jak ja nie było w Kościele miejsca :-(

    I trochę mi przykro, że tyle osób krzywo patrzy na moje względnie kompromisowe rozwiązanie.
    W niedzielę po kościele chodzę do galerii handlowej na siłownię (a jest to przykry obowiązek niż przyjemność), potem odpoczywam, zjadam lunch, zajrzę do jakiegoś sklepu, czasami do kina.
    --
    Magdalaena
  • verdana 01.06.16, 19:50
    Nie rozumiesz. Część ludzi musi pracować w niedzielę. Część nie musi. Jeśli zamkniemy baseny na niedzielę, to większość ludzi nie popływa w ogóle. Albo raz w tygodniu, zamiast dwa - a pływanie jest ważne, służy zdrowiu. Jeśli zamkniemy sklepy, to kupią to co maja kupić i tak. Czy kupią w piątek, czy w niedzielę nie stanowi szczególnej różnicy. A mnóstwo ludzi nie będzie musiało pracować. Jest naprawdę wiele przyjemności poza kupowaniem.
    Rozumiem, że protestujesz przeciw wizji "niedzieli z rodziną" jako jedynej obowiązującej. Ale rodzina jest dla ludzi bardzo ważna i jednak jeśli sie ją ma, a dzieci szczególnie, to spędzanie z nimi czasu jest podstawą wychowania. Więc jednak czym wiecej rodziców pracuje w weekendy, tym gorzej dla ich dzieci. Im mniej- tym lepiej.
  • magdalaena1977 01.06.16, 21:54
    verdana napisała:

    > Jeśli zamkniemy sklepy, to kupią to co maja kupić i tak.

    Naprawdę?
    Zupełnie nie wiem, skąd to przekonanie.

    Czy Ty kupujesz to samo jeśli masz czas spokojnie pochodzić po sklepach i jeśli wpadasz na godzinkę zmęczona po pracy?
    --
    Magdalaena
  • magdalaena1977 01.06.16, 22:01
    verdana:

    > A mnóstwo ludzi nie będzie musiało pracować.

    No właśnie - jeśli zamkniemy sklepy w niedziele, mnóstwo ludzi nie będzie pracować. Zmniejszy się ilość "sklepogodzin" i część ekspedientek zostanie zwolniona. Owszem ci, co zostaną, będą mieli wolne niedziele, ale ci zwolnieni będą mieli wolny cały tydzień :-(
    Czytałam kiedyś, że żaden rząd nie zdecydował się dotychczas na zamknięcie sklepów w niedziele, bo oznaczałoby to zwolnienie dużej grupy pracowników, w tym sporej ilości kobiet bez wykształcenia, które nie znajdą innej pracy.



    --
    Magdalaena
  • verdana 01.06.16, 22:44
    To jest argument czyto ekonomiczny. Chyba rozmawiamy o grzechu i religii. Jesli przyjmiemy, ze religia nie ma tu absolutnie nic do rzeczy, i nie ma znaczenia, czy ludzie musza grzeszyć czy nie, byle zarobili - to ma sens. Prywatne kliniki aborcyjne też są dochodowe, dają pracę wielu ludziom i ja na przykład jestem bardzo za. Czy wobec tego można uznać, że nic złego sie nie dzieje, bo jak ludzie zarabiają, to grzech sie nie liczy?
  • verdana 01.06.16, 22:41
    Tak. Kupuję, jak potrzebuję.
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 02.06.16, 08:14
    magdalaena1977 napisała:

    > verdana napisała:
    >
    > > Jeśli zamkniemy sklepy, to kupią to co maja kupić i tak.
    >
    > Naprawdę?
    > Zupełnie nie wiem, skąd to przekonanie.
    >
    > Czy Ty kupujesz to samo jeśli masz czas spokojnie pochodzić po sklepach i jeśli
    > wpadasz na godzinkę zmęczona po pracy?

    Hm, "kupią i tak" to jest dobry argument, gdy mowa o wpadnięciu do sklepu po bułki i marchewkę. Ale np. zakupy w sklepie meblowym? Gdy musi się zebrać cała rodzina, żeby zdecydować? Gdy niektóre sklepy, np. Ikea, są tylko w dużych miastach i dla kogoś z małej miejscowości zakupy meblowe to cała wyprawa?

    Podział na to, co ludzie muszą i nie muszą jest dla mnie niejasny. Muszą iść do kina w niedzielę? Przecież mogą w sobotę. Tymczasem studenci pracujący w kasach i jako bileterzy, gdyby mogli pracować tylko w soboty a nie w niedziele, to straciliby połowę zarobku. Ludzie muszą oglądać telewizję w niedzielę? Przecież nie muszą - pracownicy telewizji nie powinni w niedzielę pracować, nie jest to konieczne. Tak samo radio. Konieczne nie jest. I tak można doprowadzić rzecz do absurdu.

    Nie jestem za wolną amerykanką na rynku. Do jakiegoś stopnia powinno to być regulowane, ale niekoniecznie na zasadzie zamykania w niedzielę - może konieczność płacenia więcej za pracę w niedzielę? Chyba już tak jest? W każdym razie argument o usługach koniecznych i niekoniecznych nie za bardzo cokolwiek tłumaczy.

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • verdana 02.06.16, 08:23
    Sobota jest wolna... I nikt nie protestuje przeciw pracy w sobotę z przyczyn religijnych.
  • slotna 22.06.16, 23:21
    > Hm, "kupią i tak" to jest dobry argument, gdy mowa o wpadnięciu do sklepu po bu
    > łki i marchewkę. Ale np. zakupy w sklepie meblowym? Gdy musi się zebrać cała ro
    > dzina, żeby zdecydować? Gdy niektóre sklepy, np. Ikea, są tylko w dużych miasta
    > ch i dla kogoś z małej miejscowości zakupy meblowe to cała wyprawa?

    Skoro naprawde musza kupic meble, to je kupia - np. wezma wolne w pracy na wczesniej umowiony dzien ("zmarnuja" dzien urlopu, za to zyskaja wolna niedziele).

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • mary_ann 23.06.16, 12:29
    slotna napisała:

    > > Hm, "kupią i tak" to jest dobry argument, gdy mowa o wpadnięciu do sklepu
    > po bu
    > > łki i marchewkę. Ale np. zakupy w sklepie meblowym? Gdy musi się zebrać c
    > ała ro
    > > dzina, żeby zdecydować? Gdy niektóre sklepy, np. Ikea, są tylko w dużych
    > miasta
    > > ch i dla kogoś z małej miejscowości zakupy meblowe to cała wyprawa?
    >
    > Skoro naprawde musza kupic meble, to je kupia - np. wezma wolne w pracy na wcze
    > sniej umowiony dzien ("zmarnuja" dzien urlopu, za to zyskaja wolna niedziele).
    >

    Ale, po pierwsze, takie sklepy jak IKEA są czynne w dni powszednie bardzo długo. Chyba do 21.
    I ja np jeśli muszę tam pojechać, to zawsze jeżdżę w tygodniu. Kupowanie tam czegoś w weekend to porażka. Trzeba być moim zdaniem masochistą, żeby polować na miejsce na parkingu, potem gnieść się w dzikim tłumie, nie móc w razie czego doczekać się żadnej informacji od obsługi, a potem stać w gigantycznej kolejce do kasy.
    Przy czym akurat uważam, ze takie duże sklepy w centrach poza miastami to mogą sobie być otwarte w niedzielę, bo to bardziej centra rozrywki niż sklepy. Ikeę wielu ludzi po prostu zwiedza przy kiepskiej pogodzie, kupuje doniczkę i ramki do fotografii, a potem idzie do restauracji:)
  • pavvka 23.06.16, 14:38
    mary_ann napisała:

    > Przy czym akurat uważam, ze takie duże sklepy w centrach poza miastami to mogą
    > sobie być otwarte w niedzielę, bo to bardziej centra rozrywki niż sklepy. Ikeę
    > wielu ludzi po prostu zwiedza przy kiepskiej pogodzie, kupuje doniczkę i ramki
    > do fotografii, a potem idzie do restauracji:)

    A to jest akurat sprzeczne z zasadą "niech będzie czynne to co jest konieczne". Dlaczego w niedzielę ludzie mają móc kupić doniczkę, a chleba nie?
    --
    Why do computer programmers confuse Halloween with Christmas?
    Because Oct 31 = Dec 25.
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 23.06.16, 16:29
    @slotna
    > Skoro naprawde musza kupic meble, to je kupia - np. wezma wolne w pracy na wczesniej umowiony
    > dzien ("zmarnuja" dzien urlopu, za to zyskaja wolna niedziele).

    Oczywiście, dużo jest w tym racji, ale jednak nieraz trudno jest zrobić tak, żeby ojciec i matka wzięli urlop w ten sam dzień i jeszcze dzieci miały zwolnienie ze szkoły. Chociaż fakt, że można to robić w sobotę.

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • slotna 22.06.16, 23:12
    > Czy Ty kupujesz to samo jeśli masz czas spokojnie pochodzić po sklepach i jeśli
    > wpadasz na godzinkę zmęczona po pracy?

    Ja tam kupuje to, co mi jest aktualnie potrzebne. Jedyne lazenie po sklepach bez konkretnego celu jakie uskuteczniam, to pamiatki na wakacjach (przywoze slodycze, przyprawy, ubrania, jakies drobiazgi do domu itp.).

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • mary_ann 02.06.16, 08:29
    Tak na szybko, więcej wieczorem, bo lecę do pracy.


    > No właśnie pisałam, że większość znajomych woli się spotykać ze mną w dni powsz
    > ednie a niedziele spędzać Z RODZINĄ.


    Magda, wyobraź sobie, że wiem, o czym mówisz. Znam to specyficzne wykluczenie. Ale mam wrażenie, że oczekujesz, że organizacja życia społecznego nie będzie uwzględniała faktu, że statystycznie większość ludzi (albo przynajmniej spora ich część) żyje niepojedynczo.


    > > - iść na rower, rolki, łyżwy, pobiegać
    > > - pospacerować/pobiegać z psem (?)
    >
    > czyli to samo co spacer, tylko z akcesoriami ;-)

    No trochę marudzisz. Albo nie trochę :)) Nie znam Cię zresztą, więc trudno komuś nieznajomemu proponować akwarystykę albo szachy.
    Nie jest aby tak, że brak Ci po prostu jednej konkretnej rzeczy (np. towarzystwa bliskich osób w niedzielę) - i dlatego wszystko inne jest do d...? Znam z autopsji.


    > > (jeśli skreślamy basen itp korzystanie z
    > > pracy innych ludzi, choć tego przecież nie proponowałam, podobnie jak rez
    > ygnac
    > > ji z muzeum, kina, koncertu czy teatru, ktore spokojnie dopisałabym do li
    > sty)
    >
    > Ja naprawdę nie rozumiem użalania się nad kasjerką z marketu, a nad kasjerką z
    > pływalni nie.


    A ja rozumiem i stosuję. W niedużym mieście basen masz jeden (kasjerkę pewnie jedną), a biedronek, lidlów i żabek jak mrówków, że się tak wyrażę. Na każdym rogu. Dodaj do tego kino, a ciągle nie będzie równowagi - to raz. No i pisałam i bedę pisać do znudzenia - basen to jednak specyfika. Robisz w rozrywce.
    Tak, zgadzam się, granica jest arbitralna. Ale co najmniej kilka znanych mi społeczeństw Europy Zachodniej stawia ją mniej więcej tu.


    > Więc albo akceptuję korzystanie z pracy innych dla mojej wygody (i chodzę na si
    > łownię do centrum handlowego) albo nie (i wtedy siedzę w domu).

    Buuu, zaraz w domu...

    >
    > > - poczytać
    > > - posłuchać muzyki (można równolegle z innymi czynnościami)
    >
    > Oglądanie seriali wymieniłam jako przykład biernego konsumowania kultury.
    >
    > > - pobawić się w rękodzieło czy inne sztuki plastyczne
    > > - pouczyć nowego języka
    > > - w razie możliwości zająć się ogrodnictwem (bardzo relaksujące)
    >
    > To akurat nie są aktywności, które JA wykonywałabym DLA PRZYJEMNOŚCI,

    trudno Ci dogodzić...


    ale wiem
    > że wiele osób spotkałoby się z dezaprobatą, bo "fizycznie pracują w niedzielę".
    > Pewna prawniczka opowiadała mi kiedyś z jakim potępieniem patrzyła na nią cała
    > rodzina, kiedy w ramach odpoczynku postanowiła uszyć sobie płaszcz w Poniedzia
    > łek Wielkanocny.


    Przecieram oczy ze zdumienia. Nie wiedziałam, ze w Polsce występuje katolicki wariant ultraortodoksyjnego szabatu. Upiec ciasto w tej narracji wolno?
    A tak w ogóle - co Cię to obchodzi? Ty być miała ochotę pobawić się w rękodzieło? Uważasz to za grzech?

    Chciałam wcześniej dopisać jeszcze jakiś wolontariat (ludzie, zwierzęta), ale to to już pewnie praca do kwadratu...



    > A umysłowa praca w niedzielę jest takim kusząco łatwym rozwiązaniem - można to
    > robić po cichu samotnie w domu, ew. iść do biura, gdzie w weekend jest cicho i
    > spokojnie. Poza mszą, nie mam wtedy innych zobowiązań - żadnych wizyt lekarskic
    > h, spraw w urzędach czy spotkań towarzyskich.
    > A jeśli niedzielę przebąbluję na zasadzie kościół - spacer - obiad u rodziców -
    > książka, to w tygodniu tej pracy mam więcej i może się okazać, że na prawdziwe
    > przyjemności np. spotkanie z przyjaciółką czy łażenie po sklepach już nie ma c
    > zasu :-(
    > I dlatego kiedy nie odnajduję się w tej idealnej kościelnej wizji "niedzieli z
    > rodziną", to mam wrażenie, jakby dla takich osób jak ja nie było w Kościele mie
    > jsca :-(
    >

    Samo się nie znajdzie. Poszukaj innych osób w swojej sytuacji, zróbcie coś razem może?


    > I trochę mi przykro, że tyle osób krzywo patrzy na moje względnie kompromisowe
    > rozwiązanie.

    Tzn. co jest względnie kompromisowym rozwiązaniem? Siłownia i kino? Ktoś patrzy na to krzywym okiem?
  • magdalaena1977 02.06.16, 11:25
    mary_ann napisała:

    > Magda, wyobraź sobie, że wiem, o czym mówisz. Znam to specyficzne wykluczenie.
    > Ale mam wrażenie, że oczekujesz, że organizacja życia społecznego nie będzie uw
    > zględniała faktu, że statystycznie większość ludzi (albo przynajmniej spora ich
    > część) żyje niepojedynczo.
    > (...)
    > Nie jest aby tak, że brak Ci po prostu jednej konkretnej rzeczy (np. towarzys
    > twa bliskich osób w niedzielę) - i dlatego wszystko inne jest do d...? Znam z
    > autopsji.

    Trochę tak jest. I dlatego wkurza mnie narracja, zgodnie z którą osoby, które są i tak w lepszej sytuacji, mają jeszcze dodatkowo zyskiwać extra czas na quality time z rodziną.
    Coś jak pomysł, żeby dyżur w wigilię brał zawsze singiel z Warszawy.

    > Przecieram oczy ze zdumienia. Nie wiedziałam, ze w Polsce występuje katolicki w
    > ariant ultraortodoksyjnego szabatu. Upiec ciasto w tej narracji wolno?
    > A tak w ogóle - co Cię to obchodzi?

    No właśnie mam problem z odnalezieniem się w takim tradycyjnym zestawieniu czasu: praca - święto - odpoczynek. Bo np. dla mnie sprzątanie i gotowanie (nie mówiąc o wolontariacie) są dużo bardziej uciążliwe i niemiłe niż praca umysłowa.
    --
    Magdalaena
  • beznickova 02.06.16, 12:46
    > (...) wkurza mnie narracja, zgodnie z którą osoby, które s
    > ą i tak w lepszej sytuacji, mają jeszcze dodatkowo zyskiwać extra czas na quali
    > ty time z rodziną.
    > Coś jak pomysł, żeby dyżur w wigilię brał zawsze singiel z Warszawy

    Dlaczego w ?lepszej?? W innej po prostu. Pod jednymi względami łatwiejszej, pod innymi trudniejszej. Organizacyjnie raczej to drugie ? moje staropanieńskie ;) życie jest logistycznie znacznie mniej skomplikowane niż ludzi posiadających dzieci. A ten rodzinny czas, o którym pisała choćby Verdana, jest imho ważny i cenny nie tylko z ich perspektywy, ale także z punktu widzenia społeczeństwa, bo to, ile te dzieci dostaną uwagi, ma swoje przełożenie na to, jak wygląda/będzie wyglądał świat, w którym żyjemy wszyscy.

    Dlatego do mnie trafia idea, żeby dawać tę weekendową przestrzeń komu się tylko da (także pracującym w ?nierozrywkowych?* usługach singlom) i wynagradzać dodatkowo pracę w ponadstandardowym czasie; natomiast na poziomie konkretnych rozwiązań prawnych trzeba oczywiście wziąć pod uwagę te czynniki ekonomiczne, o których wspomniałaś ? nie znam się na strukturze zatrudnienia i nie umiem przewidzieć, jak skończyłoby się skopiowanie w polskich warunkach np. modelu austriackiego.

    Osobną kwestią jest szerzej rozumiana kultura pracy. Mieszkałam przez jakiś czas w Czechach i pamiętam, jak np. w dużym mieście w jedno z ichniejszych święto państwowych nie pracowała większość restauracji ? nikogo to tam nie szokuje. Standardem jest też np. że osiedlowy sklepik jest otwarty w soboty i niedziele powiedzmy od 7. do 11. ? kto musi, zdąży zrobić zakupy, a pracownicy mają wolne popołudnie. Generalnie czuć, że rytm życia zwalnia w weekendy (wyjątkiem jest tu oczywiście nastawiona na turystów Praga) ? i nie ma to nic wspólnego z religią.

    Dlatego zawsze mnie irytuje, kiedy w Polsce w takie dyskusje wplata się wątki kościelne ? mam wrażenie, że z wielką szkodą dla meritum, bo zawsze odezwą się głosy o pragnącym regulować wszystkie sfery życia Kk, gdy tymczasem to jest dyskusja o kulturze pracy właśnie ? jakiej chcemy i na jaką nas stać.




  • beznickova 02.06.16, 12:49
    W miejscu znaków zapytania miały być półpauzy ;)





    --
    "(...) jeżeli pan uważa, że filozofia jest przyznaniem się do niewiedzy, to naturalnie moje wiersze robią się coraz bardziej filozoficzne"
    Czesław Miłosz
  • mary_ann 02.06.16, 17:20
    "Dlatego zawsze mnie irytuje, kiedy w Polsce w takie dyskusje wplata się wątki kościelne ? mam wrażenie, że z wielką szkodą dla meritum, bo zawsze odezwą się głosy o pragnącym regulować wszystkie sfery życia Kk, gdy tymczasem to jest dyskusja o kulturze pracy właśnie ? jakiej chcemy i na jaką nas stać"

    Dokładnie tak! O kulturze pracy i wyobrażeniu o jakości życia, dodałabym.


    A swoją drogą dla mnie osobiście cała świętość żydowskiego szabatu czy katolickiej niedzieli jest w gruncie rzeczy o tym - nie o nakazie czczenia Boga, tylko trosce o higienę człowieka. Sankcja grzechu wynikała ze znajomości natury ludzkiej - miała kłaść tamę chciwości, zmuszać do zatrzymania się i refleksji, zadbania o siebie i otoczenie.

  • magdalaena1977 31.05.16, 20:03
    mary_ann napisała:

    > Dlaczego zakładasz, że dla wierzących/niepraktykujących to taki sam dzień jak i
    > nny?

    Nie zakładam, że WSZYSCY niewierzący tak mają, ale że są wśród nich takie osoby. A sama słyszałam i czytałam takie wypowiedzi, że niedziela to taki sam dzień jak każdy inny.
    Zresztą w Boże Ciało widziałam sporo otwartych małych sklepików / knajpek. Zakładam, że właściciele - przedsiębiorcy woleli pracować i zarabiać niż świętować.

    > Nawet jeśli nie podzielasz uzasadnienia religijnego wyjątkowości niedzieli,
    > konieczność pracy w dzień, kiedy Twoje dzieci, rodzina i znajomi mają wolne
    > bywa naprawdę dotkliwa i może mieć negatywny wpływ na Twoje życie w wielu aspek
    > tach.

    Dla mnie sporym utrudnieniem jest to, że publiczne imprezy (jak np. Międzynarodowy Dzień Celiakii) czy przyjęcia u znajomych odbywają się w sobotę. I ja często mam do wyboru - nie iść albo iść i odpracować w niedzielę.
    --
    Magdalaena
  • verdana 31.05.16, 20:13
    Czym innym jest wybór - nie iść do znajomych czy iść i odpracować, niż przymusowa praca w niedzielę, chcesz czy nie. Chodzi mi nie o to, ze są ludzie, którzy chcą pracować w niedzielę (sama pracowałam, cóż), nie o to, ze dla niektórych to jest niewygoda, ale nie żaden grzech. Tylko o to, część osób, która uważa, że tak, oczywiste jest, że trzeba dzień święty święcić - i sama to robi, bo co innego byłoby grzechem - ale ne zwraca uwagi na to, że decydując sie na zakupy, uniemożliwia innym święcenie tego dnia, choć uważa to za grzech.
  • magdalaena1977 31.05.16, 20:23
    verdana napisała:

    > ne zwraca uwagi na to, że decydując sie na zakupy, uniemożliwia
    > innym święcenie tego dnia, choć uważa to za grzech.

    Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałam, ale mam wrażenie, że zakładasz, że gdybym nie chodziła na zakupy w niedzielę, to sklepy byłyby wtedy zamknięte.
    Jeśli naprawdę tak myślisz, to czy mogłabyś napisać skąd ten wniosek?
    --
    Magdalaena
  • verdana 31.05.16, 21:10
    Myślę, ze istnieje coś takiego, jak przeciwstawianie się złu, nawet jeśli nie przynosi natychmiastowych efektów. Wegetarianie nie jedzą mięsa, mimo, ze doskonale wiedzą, że mięso nie zniknie ze sklepów, bo oni z niego zrezygnowali. Ludzie nie oglądają dziennika na TVP, choć szanse, ze dzięki temu zniknie sa zerowe. Jeżeli coś jednak samemu się robi, namawia innych i to zaczyna być ruchem masowym - to wtedy tak, jest szansa, ze potencjalne 90-70-60% katolików w Polsce nie odwiedzających sklepów w niedzielę, bo to grzech, przyczyni się do ich zamknięcia.
  • maadzik3 31.05.16, 21:41
    O jak bliska mi jest ta wypowiedź o przeciwstawieniu się złu nawet gdy w danej chwili wydaje się to walką z wiatrakami. Tłumaczę to ostatnio komuś mi bliskiemu i albo ja nie umiem tłumaczyć albo ta osoba nie chce zrozumieć, ale ciężko mi z tym bardzo. Dzięki za tego posta Verdano

    --
    "When you have a dream, you've got to grab it and never let go." – Carol Burnett
  • mary_ann 31.05.16, 21:54
    verdana napisała:

    > Myślę, ze istnieje coś takiego, jak przeciwstawianie się złu, nawet jeśli nie p
    > rzynosi natychmiastowych efektów. Wegetarianie nie jedzą mięsa, mimo, ze doskon
    > ale wiedzą, że mięso nie zniknie ze sklepów, bo oni z niego zrezygnowali. Ludzi
    > e nie oglądają dziennika na TVP, choć szanse, ze dzięki temu zniknie sa zerowe.
    > Jeżeli coś jednak samemu się robi, namawia innych i to zaczyna być ruchem maso
    > wym - to wtedy tak, jest szansa, ze potencjalne 90-70-60% katolików w Polsce ni
    > e odwiedzających sklepów w niedzielę, bo to grzech, przyczyni się do ich zamkni
    > ęcia.

    W pełni się zgadzam.
    Btw, to nie musi w ogóle mieć cokolwiek wspólnego z grzechem, wystarczy moralny dyskomfort. Osobiście nie uważam pracy w niedzielę za grzech (niestety sama do takowej bywam zmuszona), ale właśnie ten przymus pracy budzi mój sprzeciw. tego powodu - niechęci do uczestniczenia w złej praktyce - unikam robienia zakupów w ten dzień. Nie powiem, zdarzają mi się wpadki organizacyjne - kiedy zabraknie mi czegoś do sałatki, a tu goście na horyzoncie, albo kiedy nagle dziecko potrzebuje butów, a nijak nie da się znaleźć wspólnego momentu w tygodniu. Ale nigdy nie robię planowych zakupów w niedzielę.

    W niektórych krajach europejskich, a szczególnie wyrazistym przykładem jest chyba Austria - za sprawą związków zawodowych bardziej niż tradycji religijnej - prawo jest w tej mierze o wiele bardziej restrykcyjne. Uważam prywatnie, że chroni w ten sposób jakość życia.

  • magdalaena1977 01.06.16, 07:49
    verdana napisała:

    > Myślę, ze istnieje coś takiego, jak przeciwstawianie się złu, nawet jeśli nie p
    > rzynosi natychmiastowych efektów. Wegetarianie nie jedzą mięsa, mimo, ze doskon
    > ale wiedzą, że mięso nie zniknie ze sklepów, bo oni z niego zrezygnowali. Ludzi
    > e nie oglądają dziennika na TVP, choć szanse, ze dzięki temu zniknie sa zerowe.

    Mnie takie zachowania wydają się bezsensowne i żałosne. Ja cierpię, a drugiej stronie wszystko jedno - coś jak na złość mamie odmrożę sobie uszy ;-)
    A jakoś nie przypominam sobie sytuacji, żeby unikanie jakiejś usługi przez grupę ludzi powodowało jej zamknięcie. Żeby być brutalną - nie chodzę do agencji towarzyskich, a te jakoś jednak funkcjonują.

    Zresztą mam wrażenie, że niektóre z Was mają jakieś odrealnione wizje rynku pracy. IMHO zmuszanie ludzi do pracy w niedzielę, to jest mały pikuś. Dużo bardziej wkurza mnie niezawieranie z ludźmi umów o pracę albo zawieranie na nieprawdziwe warunki zatrudnienia. Niepłacenie składek. Nieprzestrzeganie zasad BHP, co skutkuje zwiększoną ilością wypadków. Albo brak ewidencji czasu pracy i dodatków za nadgodziny.
    A takich firm nie da się bojkotować - zwykle stanowią 100% rynku, bo dzięki oszukiwaniu pracowników mają dumpingowe ceny, którymi wykosiły uczciwą konkurencję.

    I nie wierzę w to, żeby jakiekolwiek działania pojedynczych klientów mogły tu coś zmienić. Zmiana musi mieć charakter politycznej decyzji połączonej z realnymi negatywnymi konsekwencjami dla osób, które nie przestrzegają nowych regulacji.

    a teraz ja muszę iść do pracy - na dalsze odpowiedzi możecie liczyć po południu.
    --
    Magdalaena
  • mary_ann 01.06.16, 17:04
    Magdalaena napisała:
    "Mnie takie zachowania wydają się bezsensowne i żałosne. Ja cierpię, a drugiej stronie wszystko jedno - coś jak na złość mamie odmrożę sobie uszy ;-)

    Kompletnie tego nie rozumiem. Przecież nikt nie chodzi po ulicy w koszulce "nie kupuję w niedzielę" (jeśli sa tacy, to nie nich mowa). To są prywatne, nieostentacyjne wybory i nie wiem, skąd ci się urodziło to cierpiętnictwo czy "na złość".


    >>A jakoś nie przypominam sobie sytuacji, żeby unikanie jakiejś usługi przez grupę ludzi powodowało jej zamknięcie. Żeby być brutalną - nie chodzę do agencji towarzyskich, a te jakoś jednak funkcjonują.

    Ale mam wrażenie, że np. popyt na przedstawienia cyrkowe z udziałem zwierząt spada.

    >>Zresztą mam wrażenie, że niektóre z Was mają jakieś odrealnione wizje rynku pracy. IMHO zmuszanie ludzi do pracy w niedzielę, to jest mały pikuś. Dużo bardziej wkurza mnie niezawieranie z ludźmi umów o pracę albo zawieranie na nieprawdziwe warunki zatrudnienia. (...)

    Obawiam się, ze rynek pracy pod tym kątem akurat znam. Problemy, o których piszesz, są zapewne poważniejsze, jednak nie mogę absolutnie zgodzić się, ze "małym pikusiem" dla samotnej matki jest przymus pracy w niedzielę i zorganizowania kogoś do dziecka bądź konieczność pozostawienia tego ostatniego pod pod czułą opieką czterech ścian (że o samej utracie potencjalnie wspólnego czasu nie wspomnę); zapewniam Cię, że wolne przedpołudnie w środę, kiedy dziecko jest w przedszkolu/szkole nie jest tu żadną rekompensatą.
  • mary_ann 31.05.16, 21:37
    Nie zakładam, że WSZYSCY niewierzący tak mają, ale że są wśród nich takie osoby. > . A sama słyszałam i czytałam takie wypowiedzi, że niedziela to taki sam dzień
    > jak każdy inny.

    Napisałaś, że jest ich sporo. Ja nie mam takiej pewności. Mam na myśli to, czy dla wielu osób jest to naprawdę dla nich "dzień jak każdy inny" w sensie entuzjazmu dla ew. pracy, a nie przekonania co do świętości.


    > Zresztą w Boże Ciało widziałam sporo otwartych małych sklepików / knajpek. Zakł
    > adam, że właściciele - przedsiębiorcy woleli pracować i zarabiać niż świętować.

    Knajpki to specyficzna grupa - obsługująca działalność typowo związaną z czasem wolnym (podobnie jak kina, teatry, muzea. parki rozrywki). W przypadku sklepów - to, że były otwarte, znaczy, ze otworzyć je chcieli właściciele, a nie, że pani za ladą była zachwycona (czy pytana o zdanie). Właściciele, z których niektórzy sami zapewne spędzili ten dzień poza pracą.
  • magdalaena1977 01.06.16, 07:24
    mary_ann napisała:

    > Napisałaś, że jest ich sporo.

    Chodziło mi o to, że jest sporo osób niewierzących / niepraktykujących. Na pewno procentowo więcej niż praktykujących katolików.

    > Knajpki to specyficzna grupa - obsługująca działalność typowo związaną z czasem
    > wolnym (podobnie jak kina, teatry, muzea. parki rozrywki).

    No właśnie dla mnie centrum handlowe też jest placówką do której chodzę dla przyjemności w czasie wolnym. I mam wrażenie, że wiele innych osób też tak to postrzega. I cenią sobie np. możliwość pojechania całą rodziną do IKEI na wspólne zakupy.

    Zresztą o takim postrzeganiu zakupów świadczy IMHO właśnie to, że w niedziele sklepy są czynne. Bo przecież zakłady produkcyjne (poza tymi pracującymi w ruchu ciągłym) w niedziele są zamknięte.

    > W przypadku sklepów to, że były otwarte, znaczy, ze otworzyć je chcieli
    > właściciele, a nie, że pani za ladą była zachwycona (czy pytana o zdanie).

    A co z kelnerami i kucharzami? Paniami w muzeum?
    Przecież wszyscy oni decydując się na konkretną pracę wiedzieli, kiedy dana placówka jest czynna. Tak jak piekarz wybierając zawód musi się liczyć z tym, że raczej nie będzie spał do południa, bo piekarnie z zasady zaczynają pracę przed świtem.
    --
    Magdalaena
  • sebalda 01.06.16, 09:55
    Oczy przecieram i znowu utwierdzam się w przekonaniu, że często bliżej mi nie tylko mentalnie, ale i moralnie do ateistów niż do niektórych katolików:( Mocno, ale naprawdę jestem w szoku.
    Jak można nie rozumieć idei przeciwstawiania się złu w najmniejszym, nawet symbolicznym wymiarze? Że to bezsensowne? Ale prawe i to wystarczy!
    Ostatnio rozmawiałam z młodym, błyskotliwym, uroczym człowiekiem, który śmieje się ze swojej matki i ze mnie, że się, jego zdaniem, sztucznie podniecamy obecną sytuacją w Polsce, że się denerwujemy z powodu różnych przejawów zła w naszym kraju i w jego oczach to jest daremne i śmieszne właśnie, bo przecież i tak na nic nie mamy wpływu. A w ogóle co mnie to wszystko obchodzi, skoro mnie osobiście nie dotyczy. Otóż dotyczy, bo nie po to urodziłam i wychowałam dzieci, żeby mnie na starość musiały utrzymywać, a jak tak dalej pójdzie z rozdawnictwem i wprowadzaniem wszystkich obietnic wyborczych, to dla mojego pokolenia na bank nie wystarczy pieniędzy na emerytury. No ale i tak nie mam na to wpływu, więc po co się angażować emocjonalnie. I w tym momencie mój małżonek powiedział coś wyjątkowo słusznego i jakże oczywistego. Gdybyśmy tak zawsze myśleli, nigdy nie obalilibyśmy komuny. Proste? Proste:P
  • mary_ann 01.06.16, 12:53

    > No właśnie dla mnie centrum handlowe też jest placówką do której chodzę dla prz
    > yjemności w czasie wolnym. I mam wrażenie, że wiele innych osób też tak to post
    > rzega. I cenią sobie np. możliwość pojechania całą rodziną do IKEI na wspólne z
    > akupy.

    Ja się zgadzam, że wielu ludzi tak to postrzega.


    > Zresztą o takim postrzeganiu zakupów świadczy IMHO właśnie to, że w niedziele s
    > klepy są czynne.


    To działa w obie strony. Czyli także tak, że ludzie przychodzą, bo jest otwarte.


    > A co z kelnerami i kucharzami? Paniami w muzeum?
    > Przecież wszyscy oni decydując się na konkretną pracę wiedzieli, kiedy dana pla
    > cówka jest czynna. Tak jak piekarz wybierając zawód musi się liczyć z tym, że r
    > aczej nie będzie spał do południa, bo piekarnie z zasady zaczynają pracę przed
    > świtem.

    A co z lekarzami? Strażakami? :)
    Tak, granica jest cienka. Gdzieś każdy sam musi ją sobie postawić, jako społeczeństwo też powinniśmy wypracować jakiś consensus.
    Pomijając obszary "ratunkowe" (sprawa oczywista), widzę różnicę miedzy handlem (działalność codzienna), a sektorami typowo związanymi z obsługą czasu wolnego.

    Argument "wiedział, gdzie się zatrudnia" jest dla mnie cyniczny - oferta pracy ma zwykle charakter binarny, bierzesz z dobrodziejstwem inwentarza albo dziękujemy. I nie każdy w ofertach może przebierać jak w ulęgałkach.

    Najbardziej przy tego typu dyskusjach uwiera mnie to, że najzagorzalszymi zwolennikami elastyczności w tej materii (gotowości do pracy ew niedzielę) są świetnie zarabiający ludzie na stanowiskach kierowniczych, którzy dziwnym trafem sami nie pracują w soboty, niedziele, święta i długie weekendy. Takie moje subiektywne doświadczenie ;)
  • pavvka 01.06.16, 15:06
    Ale ludzie pracujący w sklepach też mają jakieś dni wolne. I zdaję sobie sprawę że praca w weekend jest komplikacją życiową choćby dla ludzi mających dzieci w wieku przedszkolno-wczesnoszkolnym, ale ja osobiście nie miałbym nic przeciwko temu żeby zamiast soboty i niedzieli mieć wolne w np. wtorek i środę. Miałoby to kilka zalet, jak możliwość załatwienia w wolnym dniu spraw urzędowych i zrobienia zakupów przy mniejszych kolejkach. Dlatego też z mojego niereligijnego punktu widzenia nie czuję że wszystkim pracującym w weekendy dzieje się krzywda.

    --
    "There's a word for people like that...No, I'm saying, there's a word and I don't know what it is. I'm not being fucking poetic."
  • mary_ann 01.06.16, 16:39
    pavvka napisał:

    > Ale ludzie pracujący w sklepach też mają jakieś dni wolne. I zdaję sobie sprawę
    > że praca w weekend jest komplikacją życiową choćby dla ludzi mających dzieci w
    > wieku przedszkolno-wczesnoszkolnym, ale ja osobiście nie miałbym nic przeciwko
    > temu żeby zamiast soboty i niedzieli mieć wolne w np. wtorek i środę. Miałoby
    > to kilka zalet, jak możliwość załatwienia w wolnym dniu spraw urzędowych i zrob
    > ienia zakupów przy mniejszych kolejkach. Dlatego też z mojego niereligijnego pu
    > nktu widzenia nie czuję że wszystkim pracującym w weekendy dzieje się krzywda.
    >

    Tak, oczywiście, to jest problem dla osób, którym przeszkadza niekompatybilność z otoczeniem (dziećmi, współmałżonkiem, partnerem, przyjaciółmi).
    Ja też doceniałam czasem możliwość załatwienia różnych spraw przed południem. Zauważ jednak od razu drugą stronę medalu - w niedzielę z konieczności niejako odpoczywałabym, "wymuszony" dzień wolny zwykle właśnie wykorzystuje się na inne czynności niż odpoczynek.
  • pavvka 01.06.16, 17:06
    mary_ann napisała:

    > Tak, oczywiście, to jest problem dla osób, którym przeszkadza niekompatybilność
    > z otoczeniem (dziećmi, współmałżonkiem, partnerem, przyjaciółmi).

    Zależy jakie się ma to otoczenie. Mam wrażenie, że ludzi, którzy nie pracują standardowo od poniedziałku do piątku, jest w dzisiejszych czasach naprawdę dużo. W zasadzie w całych szeroko pojętych usługach tak jest.
    --
    "There's a word for people like that...No, I'm saying, there's a word and I don't know what it is. I'm not being fucking poetic."
  • mary_ann 01.06.16, 17:43
    pavvka napisał:

    > Zależy jakie się ma to otoczenie. Mam wrażenie, że ludzi, którzy nie pracują st
    > andardowo od poniedziałku do piątku, jest w dzisiejszych czasach naprawdę dużo.
    > W zasadzie w całych szeroko pojętych usługach tak jest.

    Dlatego pisałam o kompatybilności :) Myślę, że problem dotyczy głównie rodzin z dziećmi, samotnych rodziców, par, w których jedno pracuje w systemie ruchomym, ale drugie klasycznie poniedz.-piątek.

    Co mnie co najwyżej dziwi, to że bagatelizują go katolicy
  • mary_ann 01.06.16, 17:48
    Niechcący za wcześnie wysłałam :)

    Co mnie co najwyżej dziwi, to że bagatelizują go katolicy. Bagatelizowanie problemu przymusu pracy w niedzielę wydaje mi się kolidować z kościelnym przekazem, stawiającym w centrum rodzinę, i to rodzinę najchętniej tradycyjną oraz liczną.
  • verdana 01.06.16, 17:55
    Ja myślę jeszcze o czymś innym. Ja mogę iść do centrum handlowego bo lubię, bo uwazam,z e jest po to, aby inni ludzie mogli się w niedzielę pobawić. Ale dla mnie praca w niedzielę nie jest grzechem, podobnie jak seks przed ślubem, antykoncepcja, homoseksualizm czy wzywanie imienia bożego nadaremno. Ale jeśli uznaję, że to wszystko jest grzech, to jak mogę swoim zachowaniem zmuszać innych do popełnienia grzechu? Katolik czy nie - wszystko jedno. Przykazanie przecież dano wszystkim ludziom, a wiec chrześcijanin powinien nie skłaniać nawet niechrzescijanina do grzechu.
  • verdana 01.06.16, 17:52
    Ja całe lata pracowałam w weekendy. To jest mordercze dla rodziny - a starałam sie bardzo mieć wolne niedziele, lub chociaż część niedzieli. Co z tego, ze miewałam wolne w dni powszednie, skoro moje dzieci były wtedy w szkole, a maż w pracy? Żadnych wspólnych wyjść, wyjazdów. Przestałam pracować w weekendy, ale są rzeczy, ktorych juz odrobić się nie da.
  • slotna 22.06.16, 23:17
    Moja matka pracowala w systemie zmianowym. Nie dosc, ze z pracy wracala po 22, to czesto miala zajete weekendy. Nie polecam :P

    Pozniej sama pracowalam tak przez kilka lat, akurat na emigracji, wiec duzo mnie nie omijalo, ale dopiero teraz, kiedy mam wszystkie weekendy wolne, czuje, jakie to bylo dla mnie niekomfortowe.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • slotna 22.06.16, 23:29
    > To działa w obie strony. Czyli także tak, że ludzie przychodzą, bo jest otwarte

    U mnie w miescie na poczatku lat 90 trzeba bylo pamietac, zeby zrobic zakupy na weekend, bo sklepy byly czynne w sobote do 14. Pare lat pozniej bylo juz kilka sklepow czynnych rowniez w niedziele. Teraz sa tam dyskonty otwarte w niedziele standardowo, a male sklepy zostaly totalnie przebranzowione na calodobowe-monopolowe...

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 23.06.16, 16:35
    slotna napisała:

    > U mnie w miescie na poczatku lat 90 trzeba bylo pamietac, zeby zrobic zakupy na
    > weekend, bo sklepy byly czynne w sobote do 14. Pare lat pozniej bylo juz kilka
    > sklepow czynnych rowniez w niedziele. Teraz sa tam dyskonty otwarte w niedziel
    > e standardowo, a male sklepy zostaly totalnie przebranzowione na calodobowe-mon
    > opolowe...

    Jest jeszcze taka sprawa, że czasy, gdy w Polsce sklepy były zamknięte w niedzielę, to były jednocześnie czasy, gdy nie można było niczego ciekawego kupić. Celebracja zakupów jako rozrywki przyszła wraz z wielkimi sklepami pełnymi atrakcyjnych towarów. Za komuny shopping chyba nie był specjalnie atrakcyjną rozrywką ;)

    Tak że weszliśmy w to, bo po upadku komuny handel nagle otworzył przed nami wrota sezamu. Być może gdyby za komuny były super sklepy z super towarami, to ludzie też by zaraz chcieli, żeby były otwarte w niedzielę. Chcę po prostu powiedzieć, że dawniej było dobrze, bo... nie było za bardzo czego kupować.


    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • slotna 24.06.16, 18:46
    Och, w latach '90 bylo co kupowac, zapewniam cie. Zreszta, daleko nie szukajac, moj ojciec mial sklep (nie spozywczy). Najpierw zamkniety w weekendy, potem w soboty do 14:00, potem...

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • luna15 06.07.16, 09:55
    Praca w niedziele w sensie przymusu jest u nas bardzo demonizowana.To nie do końca tak.Pracowałam w usługach prawie całe studia i nie do końca to tak wyglądało jak piszecie.
    Większość osób nie musiała ale chciała pracować w weekendy bo łatwiej im było to zgrać ze studiami wieczorowymi lub dziennym, były bitwy o te dyżury.Msze są też rano i wieczorem i na taka msze można iść nawet jak się pracuje.Kwestia czasu z rodzina - jest najtrudniejsza to przeskoczenia - przy bardzo małym dziecku nie ma to znaczenia ale przy starszym już tak bo w zwykły dzień jest w szkole czy przedszkolu.Niemniej sa takie osoby które preferują dni w wolne w tygodniu bo wtedy łatwiej załatwić bieżące sprawy choćby w urzędzie poza godzinami kolejek.Podsumowując nigdy nie byłam świadkiem "zmuszania" do pracy w niedziele.
  • mary_ann 07.07.16, 08:00
    luna15 napisała:

    > Praca w niedziele w sensie przymusu jest u nas bardzo demonizowana.To nie do ko
    > ńca tak.Pracowałam w usługach prawie całe studia i nie do końca to tak wyglądał
    > o jak piszecie.
    > Większość osób nie musiała ale chciała pracować w weekendy bo łatwiej im było t
    > o zgrać ze studiami wieczorowymi lub dziennym, były bitwy o te dyżury.

    Ale zauważ, że piszesz głownie z perspektywy osób młodych. Ktoś, kto ma rodzinę, a zwłaszcza dzieci chodzące w tygodniu do szkoły czy przedszkola, patrzy na sprawę inaczej.
    Może tam nie miało miejsce zmuszanie.
    Ja całe lata byłam zmuszana do pracy w niedzielę - i to pod groźbą utraty zatrudnienia. Taka oferta w pakiecie. Skutki dla rodziny odczuwam jako dotkliwe, długofalowe i, co gorsza, właściwie nie do odrobienia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka