Dodaj do ulubionych

Jak udaje się wam przeżyć na studiach?

IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 13.09.04, 08:20
Chciałabym się dowiedzieć ile potrzebujecie pieniędzy, żeby się utzymać przez
miesiąc na studiach. Czy pracujecie? Dostajecie od rodziców? Może jakiś
kredyt lub stypendia? No i przede wszystkim ile was to kosztuje.
Edytor zaawansowany
  • Gość: Aga IP: 81.15.254.* 13.09.04, 10:06
    Mieszkanie: 500 zl czynsz, ok. 50 zl - oplaty. Okolo 400 zl na jedzenie, bilety
    (w tym bilety do domciu...), książki, kino itp. W sumie okolo tysiąca zlotych
    miesięcznie, strasznie dużo. Biorę kredyt studencki (457 zl do tej pory),
    resztę doklada mama i babcia.
  • Gość: XXX IP: *.bwl.de / *.bwl.de 13.09.04, 11:45
    miejsce: Lodz
    cena akademika (balbina, jesli ktos zna): 130 PLN
    miesieczne wydatki (jedzenie, kserowki, ksiazki, kino, bilet miesieczny, bilety
    do domu) : ok. 700 PLN
    zrodlo dochodow: rodzice, stypendium naukowe, korki z jezyka.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 13.09.04, 13:52
    ksera, bilet miesięczny, książka czasem, i ciuch, kary w bibliotekach hehe -
    200-400
    jedzonko - 120-150
    chemia+kosm - 50
    wieczorne wyjścia - 0-70
    czynsz+woda+prąd+wywóz śmieci+gaz - 560
    telefon - 40-50 (łącznie z abonamentem)
    komórka - 0
    net - 53
    + wydatki meblowe
    język - 150
    drugi język - 100
    szkoła - dużo

    =
    od 1273 + dużo do 1583 + dużo

    dochody:
    miejsce x: byle jakie ale w miły sposób, stosunkowo pewne
    miejsce y: takie sobie w nużący sposób, niepewne
    miejsce z: duże w stresującogenny sposób, pewne w krótkich okresach czasu


    I jak tu żyć?
  • Gość: ;) IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 14:35
    Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

    > ksera, bilet miesięczny, książka czasem, i ciuch, kary w bibliotekach hehe -
    > 200-400

    podejrzane.....
    jeśli faktycznie pracujesz naukowo to masz środki z uniwerku na xsera, książki
    itp. wydatki to sie nazywa grant
  • Gość: ;) IP: *.pl / 217.197.72.* 17.09.04, 14:41
    oprócz tego tanie miejsce w hotelu asystenckim, tani net i pewnie jeszcze tanią
    stołówke, łżesz jak pies richelieu
  • eirenne 17.09.04, 22:46
    Taki jesteś pewien, że doktoranci mają na uczelni jak u Pana Boga za piecem?
    Akurat w moim otoczeniu jest paru doktorantów i doktorów. Zapewniam Cię, że
    większość z nich guzik dostała od uczelni. Owszem, istnieją granty, ale nie
    każdy je dostaje. Pewna pani doktor podczas pisania pracy doktorskiej nie
    dostała ANI ZŁOTÓWKI na badania, nie dofinansowano jej kursu języków, a o
    kserowaniu za darmo mogła pomarzyć zazwyczaj, bo albo brakowało tuszu albo było
    popsute. Książki? Zazwyczaj jak nie kupiła, to nikt jej nie dał, a w bibliotece
    czasem tez nie ma potrzebnych pozycji. Inny mój znajomy na uczelni technicznej
    nie może się doprosić uczelni o monitor do komputera, więc odpada mu praca na
    uczelni i musi korzystać z netu i drukować w domu. Nikt mu nie zwraca wydatków
    na neostradę...
  • Gość: kurak IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:55
    ja świetnie wiem, że nie wszyscy dostają granty na badania - kiepscy doktoranci
    ich nie dostają.
    reprezentujesz błedne przekoanie, że jak już dostaniesz się na studia
    doktoranckie to fundusze na badania należą ci się jak psu buda. nic bardziej
    mylnego. grant można otrzymać na projekt. nie ma projektu (albo jest kiepski)
    nie ma grantu. proste jak budowa cepa. i bdb, że tak jest.
    miejsce w hotelu też nie wszyscy dostają, np. są kolejki, a miejsce w kolejce
    zależy od postępów doktoranta, itp., itd.

    postawa roszczeniowa emanuje od pani, droga pani erienne.
  • eirenne 18.09.04, 16:42
    Ten post jest wart zabicia śmiechem. :-DDDDDDDDDDDDDDDD
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 17:55
    jak latwo niektorych rozbawic....

    P.S. jest takie okreslenie "smiac sie jak glupi do sera" - tutaj pasuje jak
    ulal
  • eirenne 18.09.04, 18:45
    Chcesz o tym porozmawiać?
    Powiedz, jakie masz doświadczenie a propos studiów doktoranckich? :)))))
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 18:59
    posluchaj niuniu

    moje dosw. w temacie studiow doktoranckich jest tutaj zupelnie nieistotne i
    nie mam obowiazku odpowiadac na twoje durne pytania, ale zrobie wyjatek i
    oswiece cie: w pazdzierniku zaczynam studia doktoranckie

    P.S. dalej nie mam pojecia po co ci ta informacja
  • eirenne 18.09.04, 19:34
    No to skoro dopiero zaczynasz, to tak naprawdę guzik wiesz o studiach doktoranckich, bo ich jeszcze nie znasz zwyczajnie:)
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 19:00
    aha to troche nietaktowne smiac sie z wlasnych (watpliwej jakosci) dowcipow
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 03:00
    uparłeś się z tymi grantami, sęk w tym, że doktorant nie jest pracownikiem
    naukowym, nie jest zatrudniony i grant, jeśli już w ogóle chce myśleć o nim,
    zostaje przydzielony mu w kontekście jego pracy w szkole, nie dodatku do
    własnej pracy dr. A czasem są to sumy duże, zwłaszcza, że gdy się trafi gdzieś
    jechać to 100% za bilet.
    Ksero? Jeśli w macierzystym zakładzie ksero jest na stanie to raczej problemu
    nie ma, choć przy kserowaniu x 100 i więcej już się krzywią
    Książki? Grant na książki? hehehe

    granty przyznaje się głównie na drogie programy komp, takie jakich jeszcze
    szkoła nie posiada. Bo raczej przeciętnego człowieka na program za 10 tys stać
    nie będzie (poza wątkowym studentem za 5000 u ojca ;). Poza tym na aparaturę na
    przykład. Grantu na życie się nie przyznaje, to się nazywa zapomoga. Książki..
    są takie które warto mieć własne, większość wystarczy wypożyczyć. Chociaż
    pewnie na niedostępne możnaby uzyskać. Jak narazie takich naprawdę
    niedostępnych nie spotkałam, bo nawet na moją prośbę potrafi biblioteka
    sprowadzić z US niedostępną w Polsce publikację. Więc czego chcieć.
    przyssałeś się i tyle, jak pijawka

    a chodzi w wątku tylko o to, panie Pijawko, że można jeść i tanio i smacznie,
    czego przykład jest w postach 230którymś

    i to jest forum studia więc problem grantów tego forum nie dotyczy, jest więc
    nie na temat, a z wątkami nie na temat...
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 10:29
    Z tego, co piszesz wnioskuję że nie masz bladego pojęcia o procedurach
    przydzielania środków na badania, a ani nawet na co można takie środki
    przeznaczyć. W dodatku pierwszy raz spotykam kogoś kto twierdzi, że biblioteka
    na własny koszt sprowadzała ksiązki z zagranicy dla doktorantów, czy
    pracowników naukowych. Zastanów się choć przez chwilę nad bredniami, które
    wypisujesz: gdyby biblioteka uniwersytecka miała sprowadzać z zagranicy
    ksiązki dla wszystkich zainteresowanych pracowników uniwerku to koszty tego
    byłyby astronomiczne. Zwłaszcza, że jak piszesz "bo nawet na moją prośbę
    potrafi biblioteka
    > sprowadzić z US niedostępną w Polsce publikację." BUHAHAHAHA jak to na
    _twoją_prośbę ????? jesteś taką ważną personą, że wystarczy _twoja_prośba_ i
    już książka za kilkaset złotych leci do ciebie z USA na koszt podatnika ????
    _chyba_cie_pogięło_ jeśli myślisz, że dam się nabrać na tę kiepską ściemę.
    Doprawdy, jak na osobę udającą na forum naukowca mogłabyś się wysilić na coś
    choć odrobinę inteligentnego.
    Czepiam się akurat tego, ponieważ uważam że podejesz się na forum za kogoś kim
    nie jesteś i w sumie nic mi do tego, tylko po co tak chamsko najeżdzasz na
    różnych forach na wszystkich, którzy odstają od twojego wyimaginowanego stylu
    życia.
  • facecja 18.09.04, 12:48
    kurak LOL

    jak już gdzies się pytałam - powiedz prosze, gdzie studiujesz, albo lepiej,
    KIEDY to było, bo widać blade masz pojęcie choćby o bibliotekach

    nasza biblioteka sprowadza na życzenie STUDENTA - nie tylko doktoranta
    podręczniki z innych bibliotek rozsianych po całym kraju - na co też idą
    przecież pieniądze, bo pocztą kosztuje, a kurierem nie daj Boże jest jeszcze
    drożej
  • Gość: ;) IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 13:50
    Wiesz facecjo miałam ci już nie odpisywać, bo jesteś kompletną idiotką, jednak
    w przypływie miłosierdza uświadomię cię dziecko drogie, że wypozycaznie
    międzybiblioteczne nie obejmuje sprowadzania książek z USA. Jesli nie wierzysz
    to sama sprawdź.
    Richelieu tu sobie trolluje w najlepsze, a takie głupie niunie jak facecja
    łykają jej ściemę jak przysłowiową już kajzerkę za 30 gr.
  • facecja 18.09.04, 14:00
    przyszłości kulturalnej i naukowej kraju, oto fragment wypowiedzi:

    > Wiesz facecjo miałam ci już nie odpisywać, bo jesteś kompletną idiotką,

    nie wspominając już o tym, że nie widzi nic poza własną zaściankową uczelnią,
    jej aklademikami bez lodówek oraz bułek tańszych niż 50 groszy w osiedlowym
    sklepiku - i na dodatek nie wierzy, że jednak może być inaczej

  • Gość: ;) IP: *.pl / 217.197.72.* 18.09.04, 14:48
    > nie wspominając już o tym, że nie widzi nic poza własną zaściankową uczelnią,
    > jej aklademikami bez lodówek oraz bułek tańszych niż 50 groszy w osiedlowym
    > sklepiku - i na dodatek nie wierzy, że jednak może być inaczej

    BUHAHAHAHAHAHA

    naprawde myślisz, że napisz tu swój życiorys?
    chyba zwariowałaś dziecko
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 14:58
    bo niewiele trzeba byś stał się odpowiedni do
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 17:22
    bo fakt, że jeździsz po mnie, bo ci na to pozwalam króliku doświadczalny, nie
    świadczy o tym, że jeździć możesz po innych użytkownikach
    te wszystkie egzaltowane lale też nie są w porządku

    to nie jest groźba tylko przypomnienie abyś język powstrzymywał jednak. Rzucać
    można argumentami nie epitetami. Zaś kiedy argumentów brak zostają same epitety
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 18:06
    glupiutkie gesi i egzaltowane lale to w odniesieniu do niektorych jest zwykle
    stwierdzenie faktu

    takie swiadectwo sobie wystawiacie swoimi wypowiedziami wy madre,
    inteligentne, gospodarne (oczywiscie zartuje) istoty
  • Gość: Agnieszka IP: *.toya.net.pl 18.09.04, 15:18
    Rok temu skończyłam studia doktoranckie na UŁ. Korzystałam z wypożyczalni międzybibliotecznej, z katalogu centralnego, wymiany zagranicznej. NIEODPŁATNIE!!!! Żeby takie rzeczy wiedzieć, trzeba troszkę postudiować...:-)))
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 17:59
    a co to maja byc za pogrozki??? jest tu wiele watkow nie na temat (nawet w tym
    watku wiele postow schodzi z glownego tematu), ale ty uczepilas sie oczywiscie
    tego jednego, ktory poddaje w watpliwosc twoja prawdomownosc

    a co do grantow (ze tak sobie pozwole bezczelnie nie na temat) to co ty
    pieprzysz, ze dosataje sie je w kontekscie pracy w szkole??? granty dostaje
    sie na konkretne projekty badawcze, jesli sa wystarczajaco dobre i kbn czy
    inna instytucja uzna, ze sie naleza
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 19:16
    GRANT W KONTEKŚCIE PRACY W SZKOLE??????????

    Co Ty, Richelieu, pijana jesteś?

    I jeszcze to:

    <i to jest forum studia więc problem grantów tego forum nie dotyczy, jest więc
    nie na temat, a z wątkami nie na temat...>

    Jak to nie dotyczy? Studia doktoranckie --> granty.

    A co, myślałaś że tylko będą na tym forum pytania o to, czy kapcie w worku
    trzeba przynieść na rozpoczęcie roku akademickiego i będziesz mogła zaimponować
    swoim obyciem na Uczelni?
  • eliela 18.09.04, 20:03
    :)
    kazda agresja-słowna,fizyczna jest objawem niepewności.epitety i inne 'srodki
    wyrazu' sa wlasnie objawem tego.zauwazmy tylko,ze niepewnosc daje wiekszą
    nadzieje na zmianę pogladow niz calkowita,zimna obojetnosc.
    bardzo podobają mi sie na forum watki,ktore wnoszą wiele do dyskusji,nie chodzi
    o niuanse i półsłówka(jak rowniez wzajemne przekrzykiwanie się),lecz o wyważone
    wypowiedzi,z których coś wynika-reszta idzie na odsiew.
    przyglądam się wiec,jako tegoroczny pierwszoroczniak,Waszym wypowiedziom z
    milym stoickim spokojem.liczę tylko,nie urazajac nikogo,ze nie wszyscy studenci
    zyja i wyrazaja swoje opinie w taki sposob:) ciekawe opinie,trafne rady juz
    powoduja polityczne myslenie,ale mimo tego-bardzo chyba wszystkim nam daleko do
    siebie i slodzenie badz uzywanie wulgaryzmow tego nie zmieni.
    pozdrawiam cieplo:)
    pozdrawiam całą brac studiującą:)
  • Gość: ego IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.09.04, 16:32
    Ja dopiero zaczynam pierwszy rok, ale już mam narzucony odgórnie budżet,
    którego będę musiała się trzymać.
    miejsce: Wrocław
    czynsz: 300 zł + opłaty (w granicach 50 zł)
    + do tego wyżywienie, bilet miesięczny, bilety na powrót do domu, ewentualne
    oszczędności przeznaczam na rozrywki
    skąd: renta rodzinna (ok. 770 zł) plus ewentualne dodatki na pociąg do domu od
    rodziny

    To tyle. Mam nadzieję, że uda mi się mieścić w tych granicach. A co do
    stypendium... Będę się starała otrzymać naukowe, ale kto wie ;)
  • Gość: Goya IP: 80.50.201.* 13.09.04, 18:14
    Studiuje w Bialymstoku a to moje założenia, których staram się trzymać :):
    300 zł czynsz za mieszkanie
    50 zł opłaty
    40 zł komórka
    60 zł kosmetyki i chemia
    jedzenie,imprezy, jakis ciuszek,ksiazki,czasem płyta-wychodzi 1000 zł
    miesiecznie
    dostaje 1000 zł renty rodzinnej po tacie i kredyt studencki(do tej pory 460
    zł),ktory wzielam jeszcze kiedy jej nie miałam, po prostu oszczedzam :)
    pozdrawiam
  • xenopus 13.09.04, 18:26
    Warszawa-600zł.
    Wystarcza na akademik, sprawy bieżące (jedzenie, chemia, kosmetyki), bilety
    miejskie i do domu, komórkę, przyjemności.
    Źródło: stypendium socjalne, kredyt, rodzice.
  • kajka19 13.09.04, 21:27
    jak patrze na Wasze rozpiski to zastanawiam sie czy ja zyje marzeniami (bo na
    razie zaczynam dopiero studia i zobacze jak to wszystko wyjdzie w praktyce)
    albo oszczednie zyje, bo u mnie wyglada to tak:
    max 300zl - mieszkanie wraz ze wszystkimi oplatami
    i drugie 300zl na wszystko pozostale, wiec jedzenie, przejazdy po miescie,
    dojazdy do domu (jeden w obie strony kosztuje mnie 32zl). Jak na razie nie mam
    kredytu ani stypednium. Dorabiam troche sama by jakims stopniu odciazyc mame.
    Czyli reasumujac: +/- 600zl. Krakow
  • Gość: soul IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 21:35
    no własnie, też mam nadzieję, że uda mi sie ograniczyć do maximum 600
    złotych... bo 1000 to chyba lekka przesada :-[|]
    też chciałabym troszkę odciążyc rodziców, tylko nie za bardzo wiem, jakiej
    pracy miałabym się podjąć.:może jakieś ulotki?/ korepetycje?/
    no i nie wiem czy na pierwszym roku będą na tyle zorganizowana, zeby się
    wyrabiać jeszcze z pracą
  • camerthon 13.09.04, 22:04
    Gość portalu: soul napisał(a):

    > no własnie, też mam nadzieję, że uda mi sie ograniczyć do maximum 600
    > złotych... bo 1000 to chyba lekka przesada :-[|]

    Wiesz, zależy gdzie bedziesz studiowac i czego od Ciebie beda wymagac. Kosmiczne
    pieniadze pochlaniaja podreczniki, a na niektorych kierunkach po prostu trzeba
    niektore kupic, bo nie da sie inaczej. Podrecznika objetosci encyklopedii nie
    skserujesz, a musisz go znac na wylot.Koszty oryginalu: 120zl, potrzebny
    najnowszy, zaktualizowany. I bu :( Takze mozesz byc o 100zl miesiecznie do
    przodu jezeli odpadnie Ci taki problem (no oczywiscie rozkladajac koszt
    podrecznikow kupowanych w pazdzierniku rownomiernie na wszystkie miesiace, zeby
    rodzice nie dostali zawalu serca...).
    Wiec z tym maximum 600zl moze byc ciezko. Powiedzmy 700-800 wliczajac kazdy
    wydany grosz na kazda dodatkowa kartke xero i bilet na pociag. Chociaz sama sie
    czasami zastanawiam co ja takiego robilam, ze znowu zatrzymalam sie w okolicach
    1000zl..do niego tak naprawde wcale nie trudno dotrzec, miesiac ma 30 dni,
    czyjes urodzinki, swieta etc :( Tak czy owak, 600 moze nie, ale 700 z ogonkiem
    jest calkiem realne.

    No i oczywiscie rzecz sie dzieje w Krakowie, w moim przypadku. I przyznaje sie z
    reka na sercu: na koszt rodzicow w 99%...

    camerthon


    --
    Forum Studentów Psychologii
    Forum Studentów 1-go roku
  • Gość: soul IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 22:39
    ędę stuiowała w trójmieście, gdzie bedę kompletnie sama... a mieszkam daleko,
    okolice krakowa
  • Gość: zuzka IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 13.09.04, 21:49
    Ja dopiero zaczynam studia i pieniądze do rozdysponowania to 400 zł. Babcia
    zostawiła mi mieszkanie, więc nie tracę na wynajmowaniu, a sama poszukałam
    współlokatorki, to dzięki temu za pieniadze od niej będę mogła pokryć opłaty.
    Nie wiem dlaczego ale generalnie pieniadze się mnie nie trzymają, wiec boję się
    że mi nie wystarczy. Nie chcę obciążać jeszcze bardziej rodziców i miejsce
    studiów wybrałam własnie ze względu na to mieszkanie. Wiem że niektórzy
    zarabiają 600zł za miesiąc ale ja na prawdę nie wiem jak za coś takiego można
    przeżyć.
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.04, 22:18
    No po tym,co tu czytam,to czuje sie jak ascetka:)Studiuje w Katowicach.Moje
    wydatki:
    mieszkanie+opłaty=375zł
    jedzonko=około 100zł ale wtedy żyje jak królowa:)
    książki(nie potrzebuję ich dużo - studiuję polonistykę,więc wydatki na podr.mam
    tylko na poczatku semestru)=75zł
    kserówki=25zł
    jakieś kino czy kawiarnia lub teatr=50zł
    razem około 625zł,ale jak już napisałam wyżej,jeśli tyle wydaję,to żyje jak
    królowa:)
    utrzymuję się s kredytu studenckiego=460zł+stypendium naukowe=około
    250zł=710zł, a więc jeszcze czasem uda mi się coś zaoszczędzić.
    gdybym znalazła tańsze mieszkanie, co przy tegorocznym popycie było rzeczą
    niemożliwą, to przeżyłabym i za 500zł. A gdybym miała 1000 zł do wydania???Nie
    mogę sobie tego wyobrazić:)
    Pozdrowionka!!!
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.09.04, 22:32
    Sorry, ale wytłumacz mi jak to robisz, że żyjesz jak królowa wydając
    na "jedzonko" - jak to nazywasz - 100 zl??? Jesli to podzielimy przez 30 to
    wychodzi 3,33 zl na dzień. Woda mineralna kosztuje 1 zł. Jogurt kosztuje 1,60.
    Rozumiem, że można kupić sobie śniadanie za 3 zł ale żyć codziennie za 3,3 jak
    królowa?
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 13.09.04, 22:57
    woda mineralna za złotówkę i jogurty to właśnie życie jak królowa. Za 1,8-2
    jest kilogram porcji rosołowych, a na tym da się ugotować obiad dla 4 osób z
    włoszczyzną za następną złotówkę. Jogurt jeszcze rozumiem, od czasu do czasu,
    ale żywe kultiury bakterii to czysta zagrywka marketingowa. Zaś woda mineralna
    to właśnie luksus.
    śniadanie za 3 zł? wiesz ile śniadań schodzi w stołówkach? mało, bo co za
    głupek wyda rzeczywiście 3 zł na śniadanie kiedy za 3 zł ma 20 małych bułek lub
    kostkę masła lub 1,5 litra mleka lub 40 g nescafe lub kilogram pomidorów lub 10
    dag najlepszej szynki ze sklepu z tradycyjną wędliną.

    też widzę, kanapka 2 zł, a studenty głupie kupują, cola 3 zł a studenty kupują.
    Ja rozumiem, że ekstra okazja i że chipsy, że cola, ba, że wino drogie i wódka,
    ale na codzień jada się codziennie
  • Gość: soul IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 23:07
    hehe, ja w sumie od kilku lat się "odchudzam", ale mieszkając z moją mamą nie
    za bardoz mi się to udaje... no bo ciasteczka, serki, jogurciki:O
    może teraz mi się uda
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 13.09.04, 23:19
    odchudzanie kosztuje więcej niż normalne jedzenie. To znaczy odchudzanie z
    głową, bo nie można jeść mniej tylko inaczej, a to inaczej to właśnie jogurty,
    owoce
  • Gość: soul IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 23:31
    mi wystarczy brak dostępu do słodyczy::-(>)
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 00:42
    Jeśli zna się miejsca, gdzie można jedzonko kupić bardzo tanio,to można
    przeżyć.Oczywiscie nie ogę sobie pozwolić an żadne luksusy. Słodycze,
    czipsy,czy cola nie wchodzą w grę, pozwalam sobie jedynie na kawe,żeby sie
    obudzić:) Sklepiki na uczelni omijam szerokim łukiem;wolę sama zrobić sobie
    kanapki. Poza tym liczę tylko około 5 dni w tygodniu,bo w weekendy jestem
    zwykle w domu. A jeśli znajdzie się fajną współlokatorkę,to można kupować
    jedzenie na spółkę i razem gotować.Zawsze można też poświęcić kilka wakacyjnych
    dni na zrobienie zapasów (papfyka,ogórki czy jakiś dżemik ze słoika bardzo sie
    później przydaje). Wystarczy się dobrze rozejrzeć,znaleźć tani sklepik i robić
    zakupy z głową:)
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.09.04, 01:50
    Aaa, no właśnie, dokładnie tak myslałam - to są właśnie ci nasi biedni
    studenci, którzy niby żyją za 100 zł, jednakże tradycyjnie co piątek jadą do
    domu, gdzie i mama i babcia nagotują zupy, nasmażą tych schabowych które się
    później w słoikach i pudełkach przywozi do akademika i przez następne trzy dni
    konsumuje.

    A ja jestem z Warszawy i nigdzie nie jeżdżę i nikt mi obiadów nie przygotowuje
    ani ciast dla mnie przez pięć dni nie piecze :(((

    Jasne, że można się przemordować za 3,33 zł dziennie mając w perspektywie 2,5
    dnia wyżerki w domu, ale zupełnie inaczej to wygląda kiedy człowiek miałby
    REALNIE latami żyć codziennie równo za 3,33; codziennie: świątek - piątek przez
    dwie godziny porcje rosołowe gotować i z tego mieć "cały obiad", na śniadanie
    bułka ale już bez masła czy nie daj boże sera, a nie daj boże żółtego, i już
    strach powiedzieć że jeszcze do tego zachciałoby mu się kanapeczkę np. z
    pomidorkiem i jakąś sałatą (sama sałata kosztuje ok. 1 zł najmarniej - to 1/3
    dziennego budżetu).

    Dlatego nie wierzę w 100 zł miesięcznie na jedzenie (nie namawiam do piwa,
    wina, ale czasami chyba coś w ogóle trzeba pić, jakieś soki, kefir, mleko
    może?)

    Ja na samo sniadanie jestem w stanie zjeść np. puedłko serka homo waniliowego
    (jakieś 1,90), dwie kajzerki (nie wiem, załóżmy że po 30 gr) plus trochę dżemu
    masła kawa i herbata to jak nic daje 3 zł i nie mówię o stołówce tylko o
    sklepie spożywczym.

    A potem mam ochotę na jakiś obiad (tak przy okazji to mam takie pytanie: czy wy
    na obiad wracacie do domu - czy tam do akademika - nie wiem, gdzie mieszkacie,
    gotujecie go sobie, zjadacie i dopiero wracacie z powrotem na uczelnie?) który
    jednak kilka złotych kosztuje, no i na małą kolację...
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 14.09.04, 02:43
    wiesz co, ludzie mają 1000 zł na 4 osoby i mniej, gdy zapłacą czynsz to
    zostanie akurat na tyle by porcje rosołowe kupić i zobaczyć podszewkę w portfelu

    Widzę, że nie znasz się na gotowaniu, jeśli twierdzisz, że to 2 godziny stania
    przy garach. Bez sensu to, bo ja gotować nie lubię, ale w końcu to normalna
    czynność. Nastawia się garnek, wrzuca mięsko, zagotowuje wodę, zbiera pianę,
    przykrywa i się gotuje samo, po 1,5 godziny zielone i po dłuższej chwili masz
    rosół. Stania 15 minut a nie 2 godziny, chyba że we wspólnej kuchni w akademiku
    gdzie trzeba swojego gara niestety pilnować. Wtedy bierze się książkę do kuchni
    i po kłopocie

    dlatego nawet po tym co tu napisane jest w tym wątku widać, że student to ma
    jednak wymagania. Gdzie te żywienie z paczki makaronu i słoika koncentratu
    pomidorowego plus szczypta bazylii, łyżka mąki i kapka śmietany.. żarcie na
    cały dzień.
    Hm, przekłada się to również na oczekiwania pracowe, niestety

    Potrafię normalnie jadać za 150 zł miesięcznie i to nie dlatego, że mnie nie
    stać, a dlatego, że nie uważam by codzienny jogurcik był do szczęścia potrzebny
    mojemu układowi trawiennemu

    to tak tylko ;)
    a, i u mnie kajzerki kosztują 15 gr a nie 30
    fajnie mam

    kilowatodzina za to aż 37 groszy, to prawie najwięcej w Polsce, grr
    w kujawsko-pomorskiem na przykład tylko 18, a mają możliwość nocnej taryfy 3
    gr. Oni to dopiero mają dobrze, bo ja więcej prądu ciągnę z nocnej


    reasumując bo się plątam
    przeciętny student z pierwszych lat XXI wieku zabiera domowe nawyki hańbiąc
    dobre imię żaka bogacizną, która daje kompletny brak inwencji. Nie mówiąc o
    tym, że po studiach stawia ludzi przed stanem prawie nadprzepaściowym, gdzie
    wypuszcza na rynek pracy takich wygodnickich jak ja na ten przykład, że kilka
    zer jest za mało do normalnego społecznego jak bozia przykazała,
    funkcjonowania, zgodnie z rolami społecznymi i tak dalej
  • kamaoka 14.09.04, 07:52
    Gość portalu: Richelieu* napisał(a):
    > Potrafię normalnie jadać za 150 zł miesięcznie i to nie dlatego, że mnie nie
    > stać, a dlatego, że nie uważam by codzienny jogurcik był do szczęścia
    potrzebny
    >
    > mojemu układowi trawiennemu

    no widzisz, to sie ciesz, a niektorym jogurt jest potrzebny - zeby zachowac
    zdrowie, wiec widzisz to nie sa zcasem zadne fanaberie, ale wymagania
    zdrowotne:)
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 12:14
    DZIĘKUJĘ Richelieu za poparcie!!!!Rzeczywiście nie potrzebuję do szczęscia
    jagurcików i tymn podobnych. Jak już wcześniej wspomniałam utrzymuję się z
    kredytu studenckiego,a można go dostać, jeśli ma sie w domu problemy finansowe.
    Przez czałą klasę amturalną stało nade mną widmo pracy a nie stidiów,bo moich
    rodziców nie stać było,żeby mnie na nie posłać.Ale dowiedziałam się o
    kredytach, doszedł jeszcze tytuł finalistki Olimpiady Literatury i Języka
    Polskiego, dzięki któremu załapałam się na stypendium na moim uniwersytecie od
    razu na pierwszym roku i tylko dzięki temu mogę studiować. Problemy finansowe
    rodziców po pierwsze nauczyły mnie oszczędnego życia, a po drugie
    uświadomily,że wystarczy niewiele żeby przeżyć. A apropo schabowych itp. to Ty,
    droga Ulo, powidziałaś, a ja dodam,że widuje się je u mnie w domu bardzo
    rzadko, a to, z czego robię sobie zapasy, rośnie mi na ogródku.Pewnie zapytasz
    jeszcze, że skoro jesetm taka biedna,to skąd mam pieniądze na internet i stałe
    łącze:)Trochę poodkładałam, trochę zarobiłam i jest:)
    A mieszkam w mieszkaniu w centrum Katowic, wiec nigdzie nie muszę dojeżdzać, a
    gotowanie sprawia mi ogromną przyjenmność.:)Pozdrawiam:)
  • Gość: truskawkowe-studio IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 12:19
    jogurty niestety to rzadko samo zdrowie... jak juz to tylko te taniutkie i
    naturalne z data waznosci tydzien naprzod. te danone, slodzone kupa cukru i
    barwnikami , z trwaloscia na prawie pol roku to szajs. takze mozna go sobie
    darowac nie? :]
  • Gość: krzysiek IP: 217.153.22.* 14.09.04, 19:19
    Musze powiedziec ze ten watek naprawde uczy pokory. Sam jestem studentem, ale
    nie wyobrazam sobie zycia za kwoty rzedu tych o ktorych mowicie. Przeczytanie
    kilku postow o miesiecznym jedzeniu za 100zl daje czlowiekowi troche inna
    perspektywe i wzbudza szacunek. Zycze powodzenia i 'kreatywnosci' w skromnym,
    ale godnym studenckim zyciu.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 14.09.04, 21:16
    podoba mi się Twoje podejście
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 21:36
    Mnie również:)I dziękuję krzyśku,że się nie kłócisz:)Pozdrowionka:)
  • kamaoka 16.09.04, 14:06
    Gość portalu: magdziorek napisał(a):
    a to, z czego robię sobie zapasy, rośnie mi na ogródku.

    hehe, i jestes ta laureatka olimpiady, ta? na ogrodku hihi:)
  • facecja 16.09.04, 14:12
    kamaoka napisała:

    > Gość portalu: magdziorek napisał(a):
    > a to, z czego robię sobie zapasy, rośnie mi na ogródku.
    >
    > hehe, i jestes ta laureatka olimpiady, ta? na ogrodku hihi:)


    czy tylko ja nie zrozumiałam tego błyskotliwego wpisu?
  • Gość: ma killa IP: *.satfilm.net.pl / *.satfilm.net.pl 14.09.04, 23:07
    Ludzie !!! Zastanówicie się co wy piszecie !!! Mówicie o takich kwotach na
    jedzenie i na tym oszczędzacie.... za 100 zł na miesiąc to możecie tylko
    przygotować sobie GRÓB...bo nie odżywiając sie właściwie,potem będą choroby.Mam
    już klika lat i kiedyś robiłem tak jak wy ( aaa tam , nie zjem nic nie sie
    stanie ).Zrezygnujcie z wyjsć na dyskoteki,kina teatry,ale jedzcie po
    ludzku !!! Albo w przyszłości będziecie mieli dwa wyjścia : ogromne kwoty na
    lekarzy,albo śmierć.Pozdro i naprawdę nie kłamię :(
  • facecja 15.09.04, 14:22
    jeść po ludzku to znaczy drogo? a nie przyszło Ci do głowy, że właśnie tanie
    może być najzdrowsze: domowy makaron zamiast malmy, kanapka z serem zamiast
    hamburgera, warzywa z ogródka albo z targu zamiast tych z supermarketu
  • Gość: quille IP: *.ists.pl / *.ists.pl 16.09.04, 12:59
    jak czytam te wasze wypowiedzi to nie mogę się oprzeć uczuciu... że wam po
    prostu zazdroszczę :D wiem że niekórzy z was zaraz powiedzą, że nie ma czego,
    bo to cięzko jest samemu jak się np przybaluje a do końca miesiąca tydzień a
    wportfelu tylko dycha...

    ja podczas całych studiów będę mieszkać z rodzicami w Krakowie (trudno żebym
    zdawała do innego miasta jak mam uniwerek w mieście...) i nie zaznam takiego
    życia... i bardzo żałuję - to naprawdę uczy odpowiedzialności, gospodarności i
    zaradności
  • mamalgosia 15.09.04, 13:56
    jak to obliczyliście? 3,33 zł dziennie? No, to nei wiem, jaka królowa się tak
    odżywia.
    Ale miesiąc akademicki to nie 30 dni, jeśli się w piątek już jedzie do domu.
    Przeciętnie są 22 dni nauki, z czego poniedziałki można przetrwać na prowiancie
    domowym, we wtorek np. dietka, w piątek juz brzuszek czeka na obiadek domowy,
    więc zostaje tylko środa i czwartek.
    Ale i tak 100 złotych jak na królowę to lekka przesada
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 14:03
    Dajcie ludzie spokój,jeśli nie znacie realiów:) Zaczynam żałować,że cokolwiek
    tu napisałam, bo mam już dość głupich docinków od ludzi, którzy nie wiedzą, jak
    wygląda sprawa:)Jeśli was stać na objadanie się,to macie szczęście i dajcie mi
    wreszcie spokój, bardzo proszę:)Pozdrawiam drogą brać studencką:)!!!
  • Gość: zuzka IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 15.09.04, 14:17
    Na dobrą sprawę nie znam jeszcze realiów życia studenckiego i nie wiem czy da
    się wyżywić za 100zł/msc. Coś w tym jednak musi być skoro pani pracująca za
    600zł w hipermarkecie może jakoś utrzymać siebie i swoją rodzinę. Jeśli chodzi
    o mnie to może co 3 tyg będę przyjeżdżać do domu, wiec na codzień sie będę
    musiała sama wyżywić. Ostatnio kupowałam coś na śniadanie i kolację i za 4
    bułeczki z 6 plasterkami szynki zapłaciłam 2zł więc tak sobie analizuje że
    200zł w moim przypadku na jedzenie będę musiała wydać. Nie chodzi mi o to żeby
    się objadać szynką, tylko po prostu jeść w miarę zdrowo i generalnie jeść, nie
    tylko zupę chmielową.
  • mamalgosia 15.09.04, 14:25
    PO prostu rzeczowo opisałam sytuację, niczego i nikogo się nie czepiam.
    No, może trochę tego wyrażenia o królowej...:))
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 14:58
    A mnie się Richelieu Twoje podejście nie podoba.

    Moim zdaniem: albo piszmy prawdę, albo nie piszmy wcale.

    Nie ma sensu naciągać ludzi na to, że za 100 zł miesięcznie je się jak królowa.
    Kto tak pisze, ten albo jest wyjątkowo nietypowy (zdarzają się tacy, był np.
    jeden co wlazł na słup i jadał tylko po dwa listki sałaty dziennie, bo trzy
    uważał już za rozpustę, Szymon Słupnik się nazywał), albo też po prostu naciąga
    rzeczywistość do swoich wyobrażeń o tym, jak powinna ona wyglądać - i to jest w
    sumie Twój przypadek.

    A ja zupełnie nie rozumiem, w jakim celu z nadmiernej ascezy robisz cnotę?

    Abstrahując od konkretnego przypadku pytającej założycielki wątku, która
    dowiaduje się że za 3,33 zł dziennie można żyć jak królowa (co prawda co dwa
    miesiące, 31, będzie miała głodówkę oczyszczającą, ale za to w lutym poczuje
    się już nie jak królowa, a jak Caryca - bo będzie miała ekstra 6,66 do
    dyspozycji!)- i może nieopatrznie w to uwierzyć; widzę w takiej postawie jak
    Twoja szerszy problem.

    Może odpowiedzmy sobie więc na pytanie: w jakim celu idzie się na studia?

    Czy chodzi o survival, grę pod tytułem: jak przeżyć za jak najmniejszą ilość
    pieniędzy jak największą ilość dni? Jeśli tak, to nie ma sprawy, możemy się
    ścigać, jestem w tym dobra - zaliczyłam schyłek PRL, wiem jak się "zdobywa"
    kawałek żółtego sera po pięciu godzinach stania w kolejce; a jeśli wolisz
    bardziej ekologicznie, to byłam wiele lat w harcerstwie i mogę przeżyć miesiąć
    w lesie na grzybach, jagodach i dzikich jabłkach i jeszcze zdobyć nagrodę za
    najpiękniejszy szałas, jeśli romantycznie - to przejechałam autostopem całą
    Europę i wiem jak smakują winogrona podarowane przez wesołych chłopaków z
    jakiejś włoskiej cooperativy gdy się cały dzień nic nie jadło, a jeśli swojsko,
    miejsko - to znam ceny makulatury w skupie, zarówno gazetowej jak i tekturowej.

    Ale chyba nie chodzi o to?

    Skoro się już ktoś wybiera na studia, to chyba jego głównym celem NIE jest
    PRZEŻYĆ, tylko:
    1. uczyć się, i to jak najlepiej
    2. chodzić do kin teatrów itp. ogólnie korzystać z "przybytków kultury i
    sztuki"
    3. socjalizować się
    4. jak studia nie są trudne, to warto by było wziąć drugi kierunek
    5. siedzieć w bibliotece i czytać wszystko co wpadnie w ręce, napisać coś o tym
    krytycznie
    7. dyskutować z kolegami i wykładowcami, polemizować, spierać się, nie móc
    usiedzieć spokojnie bez zadania trudnego pytania
    8. myśleć, kombinować i ogólnie knuć jak by tu zmienić świat na lepsze
    (zwłaszcza jeśli chodzi o kierunki humanistyczne, ale nie tylko) - warto by w
    tym celu w jakiejś organizacji podziałać, podemonstrować może trochę, powalczyć
    o prawa kobiet, mężczyzn, gejów - co tam kto chce
    9. warto by też się choć z kilka razy zakochać, może być i z wzajemnością

    Jeśli podejdziemy do tych studenckich zadań poważnie, to po prostu logicznie
    bez sensu jest marnowanie czasu na takie gospodarowanie pieniędzmi, żeby wyżyć
    za 3,33 dziennie.

    Dużo bardziej ekonomicznym - pod każdym względem - rozwiązaniem jest w takiej
    sytuacji studencka stołówka, w której zawsze jest ciepły obiad, zjadamy go w
    pół godziny i już.

    I tu dochodzimy do sedna sprawy, mianowicie zamiast prześcigać się w
    osiągnięciach i kto da więcej - mamy już 100 zł, zaraz odezwie się jakiś
    stachanowiec że on się wyrabia nawet w 90 zł miesięcznie i że jak się pojedzie
    o 4 rano na giełdę to można tanio dostać lekko tylko nadpsute warzywa więc dla
    chcącego nic trudnego; należy się raczej skoncentrować na wspólnej walce o
    dobrą, tanią i dużą stołówkę studencką!

    Ludzie, jesteśmy w Europie! W Berlinie, a Amsterdamie, w Brukseli, gdzie się
    nie ruszyć w ośrodkach akademickich najważniejszym punktem kampusu jest otwarta
    od rana do wieczora wielka gigantyczna stołówka, a w niej obiady, śniadania i
    kolacje, mięsne, wegetariańskie i wegańskie do wyboru. Student nie po to jest
    studentem, żeby się zajmował gotowaniem, tylko nauką! W tych stołówkach
    jedzenie jest zawsze dobre i świeże, choć oczywiście nie jakieś luksusy, raczej
    podstawowe, proste potrawy. Do stołówki przychodzą doktoranci, profesorowie -
    wszyscy! Jest tam czysto, ładnie i przyjemnie. To jest jednocześnie centrum
    życia towarzyskiego. Tam wiszą ogłoszenia, plakaty. Tam czuje się puls
    uniwersytetu. A każdy ma abonament na posiłki i można się starać o
    dofinansowanie.

    Owszem, na UW jest stołówka, choć nie ma wiele wspólnego ze stołówkami o
    których ja mówię, bo po prostu jedzie w niej starą szmatą, jest duszno i jest
    bardzo krótko otwarta, to jednak póki co można z niej korzystać. Alternatywę
    stanowią bary mleczne.

    I żeby nie było wątpliwości - nie krytykuję tu nikogo za to, że nie starcza mu
    pieniędzy (choć jak się okazuje, to 100 zł to była jednak przesada, bo dochodzi
    jedzenie z domu). Krytykuję mentalność, zgodnie z którą im biedniej, tym
    lepiej, "bo to, panie dziejku ja makaron z sosem jadłam, ojciec jedli, a młodym
    się w głowach poprzewracało i tak nie może być, bo to jak świat światem panie
    dzieju żaki biedowały i mają biedować i amen!"
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 15:06
    mój post był skierowany do Richelieu a nie do magdziorka, co wynika z treści
    ale jeszcze dodaję aby nie było nieporozumień
  • Gość: OrganizedConfusion IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 15:20
    wreszcie ktoś coś sensownego napisał
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 15.09.04, 16:28
    i po co taki elaborat?

    zobacz to co zuzka napisała, że coś w tym musi być jeśli kobieta pracująca w
    hipermarkecie zarabia 600 na całą rodzinę

    o królowej to nie było moje, coś Ci się

    zwróciłam uwagę tylko, że ani mineralna ani jogurt do życia neizbędne nie są..
    na co podniosło się larum, że jednak są. O konkternych sumach nei mówiłam,
    tylko i wyłączie o tym jogurciku. Hm, mówiłam, ale o sobie, a ja jestem
    niejadek od zawsze.

    A meritum mojego stanowiska jest teza, że czym trudniej studentowi przeżyć za
    niewielkie sumy tym trudniej będzie mu po studiach na bezrobociu. Jakie
    przeżycie? Mówiąc o socjalizacji wpadasz, bo wydając duże sumy na jogurty nie
    będziesz przygotowana do życia, będziesz po studiach zbulwersowana, że 600 zł,
    które podawane jest tu jako minimum na jedzenie i na pokój i na bilety i na
    książki, ma Ci starczyć na całą rodzinę. Przecież pierwsze prace są właśnie do
    tysiąca, a bywa i tak, że pierwsza pracę stanowi wolontariat.

    Mentalność, organizacje studenckie, walczenie o prawa, dyskusje, polemizowanie
    to wszystko tuptanie i klaskanie. Nikt tego poważnie nie bierze, no, ale
    student też chce mieć jakąś rozrywkę to niech ma. Na zdrowie


    Ależ się zdenerwowała, łojezu, a chodziło tylko o mineralną i jogurcik
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 15.09.04, 16:30
    zresztą co tam
    pełnym zdaniem

    to nie ja pisałam o 100zł ani o królowej, więc przytyk akurat do mnie jest z
    Twojej strony Twoim pomydleniem
  • Gość: U. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 17:09
    cytat z Richelieu:

    <Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.*
    Gość: Richelieu* 13.09.2004 22:57 odpowiedz na list

    woda mineralna za złotówkę i jogurty to właśnie życie jak królowa.>
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 15.09.04, 17:44
    no, wody mineralne i jogurty codziennie to nie jest życie za więcej niż 100-150
    zł, a za conajmniej 300
    i tu jest różnica, bo pomiędzy 100zł a mineralnymi i jogurtami jest jeszcze
    mnóstwo sum
  • Gość: ech IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 18:07
    dzizas co za snobizm... a jedzcie sobie jogurty jak was na to stac a jak was
    nie stac to jedzcie jedzenie domowe, gotujcie obiadki i nie licytujcie sie kto
    ma racje...
    osobiscie darze wiekszym szacunkiem tych ktorzy potrafia sprytnie przezyc za
    600zl, ugotowac cos smacznego (sluchajcie obiad za okolo 2-2,5zl: piers z
    indyka, ziemniaczki, pomidorek - to chyba normalne i smaczne jedzenie...) i
    korzystac z kulturalnej oferty miasta na tyle na ile to mozliwe (przeciez sa
    tez darmowe wjazdy) niz tych ktorzy z rozbawieniem wydaja pieniadze rodzicow i
    jeszcze dziwia sie innym, ze mozna zyc taniej. bo co, mamusia moze jak
    przeczyta to sie zastanowi na co dziecko tyle wydaje skoro inni potrafia wydac
    mniej? co innego jak ktos sam na siebie zarabia. mysle ze wlasne pieniadze
    szanuje sie bardziej i racjonalniej sie je wydaje.
    pozdrawiam
  • Gość: lola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 19:05
    juz tak pomijajac i grzecznie nie komentujac glupoty Uli, powiem tylko ze ja w
    Katowicach studiuje za niecale 600 zl miesiecznie :] mam po prostu tansze niz
    Magdziorek mieszkanko, bo place z oplatami 250zl. i na jedzenie tez niew ydaje
    wiecej niz 100zl miesiecznie. czaaasem 120zl - wiem bo licze. utrzymuje sie z
    kredytu i z tego co dorobie na boku. nie wiem jak bardzo rozpuszczonym trzeba
    byc zeby na koszt rodzicow obzerac sie codzien dupiastym jogurcikiem, jak za
    cene jednego takiego gowienka mozna ugotowac garnek zupy :] Ula, powiem za
    Krzyskiem - wiecej pokory i nauki zycia. na razie to sama nie dalabys sobie
    raczej rady.

    jogurciki <rotfl> :D
  • Gość: apollina IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.04, 20:58
    A ja mam pytanie do tych osób, które mają kredyt studencki. Sama zaczynam
    studia w tym roku i będę się starała o takowy kredyt i dlatego pytam:ile trwa
    załatwianie formalności, kredyt dostaje się od grudnia więc czy dostaje sie
    wyrównanie za paźdz. i listopad,jaki jest max dochód na os w rodzinie by taki
    kredyt dostać?? Ogólnie interesuje mnie wszystko o kredytach studenckich i jak
    to wygląda w praktyce...Z góry dzięki;))
  • Gość: Aga IP: 81.15.254.* 15.09.04, 21:11
    Wierzę wam na slowo, że można żyć, jedząc codziennie najtańsze rosloki,
    najtańsze makarony, najtańsze pasztety itp. Ale - jakim kosztem? Mam i tak
    chory żolądek, czy mam go sobie rozstroić do reszty, jedząc byle co? Póki nie
    muszę się umartwiać, póki moją rodzinę na to stać, to wolę jeść tanio, ale
    normalne rzeczy, a nie suplać po 3,3 zl za dzień, bo tym sposobem tylko nerwicy
    mozna się nabawić. Lubię jogurciki, lubię kajzerki po 30 gr, pijam wodę
    mineralną, bo taka z kranu, biala od chloru, lekko mnie przeraża. Boże, jaka ja
    rozpustna jestem...
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 15.09.04, 21:35
    wodę się zagotowuje i przelewa do butelek zostawiając kamień na spodzie
    czajnika, jeśli już koniecznie chce się mieć wodę w butelce do szkoły

    od umartwiania do rozsądku kawał drogi i o to chodzi w tej dyskusji

    a chory żołądek to już inna sprawa, na to trzeba specjalnej niestety diety, a
    nie jogurcików. Hm, smażeniny nie wolno
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 21:46
    Na razie to sama daję sobie radę i to calkiem dobrze :)

    Czego chyba nie można powiedzieć o Tobie? Jesteś mocno sfrustrowana, na co
    wskazuje nadmiar uzytych przez ciebie wyrażeń uważanych za obrażliwe:

    "- obżerać się dupiastym jogurcikiem
    - za cenę takiego gówienka"...

    1. (takimi słowami sobie w rodzinie o jedzeniu dyskutujecie? A może Ty tak
    bluzgasz, bo po prostu jesteś GŁODNA?)

    2. (widać, że się chyba w Bułgarii ani Grecji nie było i nie zna się
    fenomenalnych walorów jogurtu...) ale mniejsza z tym.

    Sedno problemu tkwi gdzie indziej - albo ktoś chce się na studiach umartwiać,
    przysposabiać do trudów życia za 600 zł - i to juz teraz - jak nam Richelieu
    zapowiedziała - nie na osobę, ale na rodzinę (!!! no no, a może jak się ma 600
    zł w perspektywie to warto by się nad tą "rodziną" jeszcze zastanowić?:) albo
    chce się studiować i ŻYĆ!

    Wybór jest oczywiście indywidualny.

    Ciekawe tylko, że zdecydowana większość europejskich studentów nie wyobraża
    sobie zycia bez stołówek, które wywalczył sobie w swoim czasie prężny ruch
    studencki, a Polacy chcą się zawziąć i przetrzymać za 100 zł gotując sobie
    nocami płucka w garze (tak jako ciekawostkę dodam że gotują w akademikach w
    Europie Azjaci, ale oni z innego powodu niż narodowa pokora i poczucie
    niższości i generalnie stosunek typu: mnie się nie należy, oni gotują bo im
    zwykły ryż nie smakuje, przywożą sobie swój specjalny).

    Trenujcie sobie swoją pokorę, pięcioletnia wytrenowana pokora wobec pracodawcy
    faktycznie się przyda jak znalazł, niech wam do głowy nie przyjdzie czegoś
    więcej niż 600 zł oczekiwać od życia, czynnie zwalczajcie związki zawodowe w
    swojej firmie (szef to może docenić) a umierając pamiętajcie żeby zrobić to
    cicho i oszczędnie i po sobie w miarę możliwości posprzątać.

    A swoją drogą to żal mi ludzi, w których nie ma odrobiny buntu i radości zycia.
    Rozumiem: stare babcie, ale młode dziewczyny? Studentki? Śpiewała Maryla
    Rodowicz: "Nie daj mi Boże, broń Boże skosztować tak zwanej <życiowej
    mądrości>... Dopóki życie trwa..." Pisał Janusz Korczak: "Dzieci, dumne miejcie
    marzenia, wielkie miejcie dążenia". Wszystko jak do ściany.

    Ja lubię jeść dobre rzeczy, bo w ogóle lubię żyć "pełną piersią", a nie ciułać
    i uczyć innych pokory. Kto oglądał film "Czekolada" (był chyba w niedzielę w
    TV)? Kto go oglądał, niech się zastanowi, kogo przypominają Richelieu i lola.

    Natomiast powstrzymajcie się dziewczyny w miarę możliwości od plecenia andronów
    na temat innych bo strasznie wam to kiepsko wychodzi. Ja żyję na koszt
    rodziców???? Ha ha, kulą w płot! Ale wygłoszone tonem pewnym siebie, prawda? Ja
    nie umiem gotować? No cóż, moi znajomi i mój chłopak mają zupełnie inne zdanie.
    Tak więc trochę pokory zanim się zacznie wygadywać brednie na temat innych i
    mierzyć ich własną ciasną miareczką - życzę!
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 15.09.04, 22:11
    epitety w Twoją stronę, w czyjąkolwiek stronę, są rzeczywiście nie na miejscu

    "czekolada", pełna pierś, życie
    ok, dziewczyno, studentko, buntowniczko. Młodość ma swoje prawa, również prawo
    do tuptania nogą obutą w but o cienkiej podeszwie. Tup, raz dwa Cię zaboli

    Myślisz Ulko, że dostaniesz więcej niż 600 na początku? Zajrzyj na F Praca, na
    archiwalne wątki zwłaszcza, jak się biedaczki po studiach rzucały, że nie będą
    za 600 tyrać bo nie po to studiowały. Też nie poszłabyś do pracy za 600? A
    potem płacz i zgrzytanie, że chcą doświadczenia, ale jak je zdobyć. To do
    znudzenia, a dziennikarze potem wypisują te same linijki od 10 lat. A
    bezrobocie wiadomo jakie.

    Żyć, co to znaczy? Opierać się na przeciętnym filmie o modelowym wręcz
    scenariuszu? Gdyby nie Binoche nie było by na co patrzeć, bo i Depp miał rolę
    nieciekawą. Swoją drogą kakao na wodzie z chili faktycznie takie jakieś ;)
  • Gość: devil IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 23:14
    Też czytuję forum praca i na początku byłam przerażona informacjami, jakie tam
    znalazłam. Ale- abstrahując od tematu wątku, nie zawsze warto zadowalać się
    minimum. Popieram Ulę- w którymś momencie studiów rodzice skazali mnie na życie
    na własny rachunek (słusznie zresztą). Skończyły się luksusy, więc zaczęłam
    główkować ;-) i znalazłam pracę natychmiast, jeszcze na IV roku studiów.
    Pracuję w banku, w wymarzonym departamencie, realizuję się ;-). W planie mam
    doktorat (Richelieu, kiedyś pytałaś mnie o publikację), zarabiam na początek 3
    tys. (szok, szczególnie po lekturze forum p.). Wyszło tak, a nie inaczej, bo
    nie chciałam skazać się na minimum. Fakt jednak, że zawsze miałam to co
    chciałam (jedynaczka ;D) więc trudno mi byłoby się pogodzić z życiem za
    kilkaset złotych (kolejny szok). Nie wiem co będzie dalej, może zweryfikuję
    swoją postawę ;-)))
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:30
    Ulo, Ty rzeczywiście nie rozumiesz:) Jem za ile jem nie z wyboru,ale z
    konieczności i nie jest to żadna asceza na pokaz. Jeśli spojrzysz jeszcze raz
    na mój pierwszy post, to przeczytasz tam,że na kino, kawiarnie itp. wydaję
    około 50 zł.Z powodzeniem mogłabym to wydać na mineralną czy jogurcik,ale wolę
    zobaczyć coś ciekawego, zakosztować nieco studenckeigo życia; z resztą nie
    trzeba chodzić po knajpach,żeby zobaczyć jak to jest. Piszesz o studentach w
    Europie, a czy zdajesz sobie sprawę jaka między nimi z nami jest przepaść? Ile
    zarabiają ich rodzoce, a ile nasi?Pewnie że mogłabym chodzić sobie na
    stołówkę.W zeszłum roku nawet było to możliwe, bo dwudaniowy
    obiad+kompot+mineralna+surówka kosztował w abonamencie 4,50.Teraz będzie
    kosztował koło 8 zł, bo wycofano dopłaty do obiadów.Owszem mogłąbym się starać
    o dopłatę do wyżywienia,ale nie mam na takową szns, bo próg finansowy jest tak
    niski, że rzadko kiedy komukolwiek uda się go nie przekroczyć.
    Piszesz,że żal Ci ludzi,"w których nie ma odrobiny buntu i radości życia"; a
    skąd Ty możesz wiedzieć ile np. we mnie jest radości życia. Nawet sobie nie
    wyobrażasz, jak bardzo się cieszę, że w ogóle studiuję i jak bardzo to
    uskrzydla. O wiele bardziej, niż obiad ze stołówki:)Gotowanie sprawia mi
    przyjemność, obojętnie co gotuję:)Nie musi to być wykwintny obiad z 5 dań:)A i
    czasem,żeby spełnić swoje marzenia trzeba zrezygnować z luksusów. Bo ja mam
    właśnie "dumne marzenia i wielkie dążenia",tylko drogę do ich spełnienia nieco
    pod górkę:)Pozdrawiam
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:35
    Piodziękownia dla Loli i Ech!!!:)A co Lolu studiujesz i gdzie miszkasz???
  • Gość: U. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 00:51
    magdziorek, jak to jest że będąc finalistką Olimpiady z Literatury, tak
    nieuważnie czytasz? Posty o których mówisz nie były skierowane do Ciebie; jeden
    był do Richelieu a drugi do loli. Jest bowiem zasadnicza różnica między tym, że
    ktoś po prostu nie ma pieniędzy - (coż, zdarza się i może się zdarzyć każdemu z
    nas) a tym, że ktoś co prawda pieniądze ma, ale z biedowania robi ideologię i
    wmawia ludziom, że to jest dobre.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 00:58
    po raz enty
    nie widzisz nic pomiędzy biedowaniem a szastaniem pieniędzmi?

    wpadanie w skrajości to też cecha młodości
  • Gość: Aga IP: 81.15.254.* 16.09.04, 08:09
    A to kupowanie jogurcików jest równoznaczne z szastaniem pieniędzmi??? Znam
    droższe produkty żywnościowe...
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 11:26
    kupowanie jogurcików codziennie jest szastaniem, na tym polega różnica między
    jedzeniem świątecznym a codziennym

    a znać można, jeść też, nawet kawior z prawdziwym szampanem i truskawki w
    grudniu. Ale gdy jest okazja, bo kiedy codziennie zrobimy święto czym uświęcimy
    to właściwe? Chlebem ze smalcem bo egzotyczne?
    Jak sprawisz przyjemność swojemu lubemu kiedy nie będzie w stanie rozpoznać
    kiedy jest dla Ciebie codzienny a kiedy niecodzienny
  • facecja 16.09.04, 12:16
    Gość portalu: Aga napisał(a):

    > A to kupowanie jogurcików jest równoznaczne z szastaniem pieniędzmi??? Znam
    > droższe produkty żywnościowe...

    moim zdaniem tu nie chodzio sam fakt kupowania jogurtu, tylko o
    podejście: "nie mogę dnia przeżyć bez danona", a jeśli ktoś się nie może obejść
    bez tego to i trudno się przestawić z drożdżówek na zwykły chleb albo z z
    morlinek na zwykłe parówki. I jeszcze to powtarzanie: "muszę jeść drożej, żebym
    była zdrowa, bo drożej to lepiej, a tanie jest szkodliwe"...
  • Gość: Aga IP: 81.15.254.* 16.09.04, 13:39
    Nie chodzi o to, żeby jeść drogo. Chodzi o to, żeby jeść normalnie. Kiedy widzę
    ludzi, którzy wcinają pasztet po 2 zl za pól kilo i mielonkę w podobnej cenie,
    żeby im potem na imprezy i farby do wlosów starczylo, to mnie lekko skręca
    (świeżo poznalam taki przypadek). A jak ktoś jest w stanie jeść smacznie za 120
    zl na miesiąc, to szczerze chylę czola.
  • facecja 16.09.04, 13:56
    Gość portalu: Aga napisał(a):

    > Nie chodzi o to, żeby jeść drogo. Chodzi o to, żeby jeść normalnie. Kiedy
    widzę
    >
    > ludzi, którzy wcinają pasztet po 2 zl za pól kilo i mielonkę w podobnej
    cenie,
    > żeby im potem na imprezy i farby do wlosów starczylo, to mnie lekko skręca
    > (świeżo poznalam taki przypadek). A jak ktoś jest w stanie jeść smacznie za
    120
    >
    > zl na miesiąc, to szczerze chylę czola.


    ja sobie to od innej strony wyobrażam - dziwię się ludziom, którzy rezygnują z
    książki (nawet podręcznika)/kina/jakiegoś ciucha po to, żeby codziennie zjeść
    ten niesczęsny ;) jogurt czy napić sie bonaquy - na co jakby nie patrzeć ze 30
    zł. miesięcznie idzie
  • mamalgosia 16.09.04, 09:26
    teraz to już zupełnie zbaraniałam. I jeszcze to "gówienko" na dodatek. Ależ
    studenci są teraz wulgarni...:(
  • Gość: :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 14:13
    coz, wina lezy po stronie producentow tychze "gowienek". gdyby byli uczciwi i
    nie klamali, pewnie nie byli by obrzucani blotem.
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 11:15
    nie wiem jak bardzo rozpuszczonym trzeba
    > byc zeby na koszt rodzicow obzerac sie codzien dupiastym jogurcikiem, jak za
    > cene jednego takiego gowienka mozna ugotowac garnek zupy :]

    Chyba robisz sie agresywna. Ciekawe czy to przez ta zupe?;) Nie trzeba byc
    rozpuszczonym, zeby za pieniadze rodzicow "obzerac sie dupiastym jogurcikiem".
    Jesli rodzice moga dawac mi tyle, zebym nie musiala kombinowac, co zjesc, aby
    przezyc i co wyjdzie najtaniej, to korzystam z tego bez oporow. Nie widze
    powodu, dla ktorego mialabym sie glodzic i odmawiac jogurtow, serkow, wody
    mineralnej, a nawet...wedzonego lososia od czasu do czasu (tak tak dobrze
    przeczytalas :P). Tak samo nie widze powodu, abym miala nie kupowac kosmetykow
    czy ubran, jesli akurat sa mi potrzebne. I mam gdzies, co pomysla o tym takie
    zawistne panienki jak ty czy richelieu. Najbardziej nie lubie zagladania innym
    do portfela i glupiego wydziwiania, ze za duzo wydaja. Twoje wydaja? Nie? No
    wlasnie :).
  • facecja 15.09.04, 22:33
    Gość portalu: Ula napisał(a):

    >Student nie po to jest
    > studentem, żeby się zajmował gotowaniem, tylko nauką!

    O proszę, muszę to pokazać mojej mamie (mieszkam jeszcze w domu), bo często
    zdarza jej się kazać mi obierać ziemniaki, zmywać naczynia, czy nie daj Boże
    zupy przypilnować. Na nic moje wołanie, że nie po to się uczę, żeby stac przy
    garach. Każe i koniec! Normalnie znęca się nade mną!

    Zauważ proszę, że nie jestesmy w Amsterdami, Berlinie czy Nowym Yorku. W Polsce
    nie tylko przecietni ludzie, ale i uniwersyteccy profesorowie nie jadają
    codziennie na mieście, ale wybierają domowe obiadki - kwestia nie tylko
    ekonomii, ale i mentalności. Zdziwiły mnie dość mocno Twoje słowa, bo jak dotąd
    słyszałam tylko opinie, że własnie wyprowadzka, mieszkanie studenckie czy
    akademik - ze wszystkim, co się z tym wiąże, to istna szkoła życia - bardzo
    PRZYDATNA szkoła życia. To już nie chodzi o przystosowanie się do ewentualnych
    600 zł. pensji - chodź to akurat byłoby przydatne dla wielu studentów, nie
    tylko tych co aspirują na stanowisko kasjera w biedronce, ale i (i tu się może
    zdziwisz) tych, którzy zamierzają pracować w administracji publicznej. Bo przez
    pierwsze 12 miesięcy (a niewiadomo, czy tego okresu mi jeszcze nie wydłużą)
    obowiązuje mnie tzw. staż, gdzie zarabiać mogę 600-700 zł. Oprócz tego
    dostosowania potrzeb do mozliwości studenci, których spotkałam nauczyli się po
    prostu samodzielności. Moim zdaniem nauka gotowania przyniesie mi w życiu
    więcej dobrego niż pikietowanie, demonstrowanie, walka z wiatrakami - jaką jest
    zabieganie o tanie stołówki w polskich warunkach, więc czas wolałabym
    przeznaczyć na pilnowanie rosołku niż bieganie z transparentem po mieście.
    To życie studenckie, które opisujesz - owszem, jest kuszące, ale odstaje od
    polskich warunków i zalatuje amerykańszczyzną. I większość studentów nie moze
    sobie na nie pozwolić - głównie ze względów finansowych (co na to być
    poradziła?), a jadanie każdego posiłku w stołówce na pewno nie pomoże poczuć
    tej sielankowej atomsfery.
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:39
    Widzę,że odwiedza ten wątek coraz wiecej rozsądnych osób:)Dzięki i Tobie,
    Facecjo!!!Pozdrowionka:)
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 15.09.04, 22:47
    ok, ok, ale żeby nie było to z kolei manifestacją przeciw Uli tylko przeciw
    jorurcikowi

  • Gość: lola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 08:51
    heh, ale numer z ta Ula. jogurcik to byla taka metafora panno madralinska :]
    wode mineralna mam i na jogurty rowniez mnie stac. tyle ze wyroslam juz z epoki
    fascynajcji reklama i nie kreca mnie bzdety ktorymi non-stop jetsesmy
    karmieni :D wole ugotowac sobie normlany obiadek z zupa, salatka, miesem, lub
    makaron z sosem pomidorowym itp.itd. wszystko minimalnym kosztem, bo normalne,
    zdrowe jedzenie wbrew pozorom jest taniutkie (i polecam je na chorobe zoladka -
    lepsze niz dupiaste jogurciki, w ktorych nie ma ani jeden witaminy, czy zywej
    bakterii). rano wcinam kanapki, do budy biore jeszcze czasem bulke. po powrocie
    do chaty gotuje i tyle. nie wyobrazam sobie np. przezerac 300 albo 400 zl, a
    znam takie przypadki :/

    studiuje psychologie, mieszkam na Al.Rozdzienskiego :] i tez wydaje kupe kasy
    na ksiazki, kino itp. pozdro dla Magdziorka
  • Gość: Aga IP: 81.15.254.* 16.09.04, 09:36
    > wyroslam juz z epoki fascynajcji reklama i nie kreca mnie bzdety ktorymi non-
    stop jetsesmy karmieni :D

    Ja nie jestem karmiona, ja się sama karmię. Tym, co mi smakuje, nie tym, co
    reklamują. Nie mamy pięciu latek, no naprawdę...

    I jem mniej więcej podobnie jak ty - plus jogurciki;) I staram się żyć
    oszczędnie, wybieram tańsze dżemy, mleko, sery itp. - ale bez przesady -
    jedzenie kupowane za 3,3 na dzień nie może być wysokiej jakości. Cudów nie ma.
  • Gość: zdziwiona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 19:41
    Rany, ja przeżeram na same obiady w pracy 200-300 złotych. Ale zarabiam 10 razy
    więcej ;)
  • facecja 15.09.04, 22:53
    Gość portalu: magdziorek napisał(a):

    > Widzę,że odwiedza ten wątek coraz wiecej rozsądnych osób:)Dzięki i Tobie,
    > Facecjo!!!Pozdrowionka:)

    Nie ma sprawy! Podoba mi się ta dyskusja, bo (i tu pora na wyznanie w stylu
    amerykańskich filmówdzięki niej ;)) dzięki niej uwierzyłam, że i ja mam szansę
    na pomieszkanie z daleka od domu, a nie wieczne dojeżdżanie - bez jednoczesnego
    rujnowania rodziców moich kochanych. Dzięki!
  • Gość: zuzka IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 16.09.04, 09:45
    Tak czytam te wszystkie opinie i wydaje mi się że kilka osób popada poprostu w
    skrajnośc. Zawsze gdy wyobrażałam sobie siebie na studiach myślałam, że to
    będzie krok w tak na prawde dorosłe życie. W domu też niby gotuję, sprzątam i
    kupuje coś na kolację, ale jest to pod okiem mamy. Teraz będzie trzeba samemu
    gospodarować finansami i już nie będzie żalu do mamy ze nie dała na nowe
    spodnie, tylko samemu będzie trzeba pomyśleć czy ich zakup nie zrujnuje
    budżetu. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób stwierdzi że to są rzeczy prozaiczne
    i każdy sobie z nimi radzi. Wystarczy jednak wejsc np na forum kuchnia gdzie
    wypowiadają się byli studenci jak to inni gotowali ziemniaki bez wody i
    kurczaka bez garnka. A na studiach chyba chodzi o to żeby nauczyć się żyć na
    miarę własnych możliwosci nie tracąc przy tym radości ze studiowania i radości
    życia.
  • Gość: meg IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:40
    ok 1500 zł miesięcznie
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:59
    Oczywiście, że jest to kampania przeciw jogurcikowi!I przeciw mineralnej!
  • Gość: pola IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.04, 23:51
    o rany,no to ja tu musze wystapic w obronie-jogurcika i mineralnej,rzecz jasna
    otoz jogurcik na sniadanko codziennie,a nawet dwa,ba,z musli i kawa.
    a do plecaka butelka wody na zajecia.
    nono stac mnie-straszne,nie?czekam na lincz.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 00:14
    na lincza czeka gruszka i majchrzak
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 00:20
    i co do "stać mnie, straszne, nie?"

    nie o stanie lecz o nie trzymaniu się kasy chodzi. Stać zaś se możesz póki nogi
    od tupania nie ścierpną. Jak się ma chęć na tupanie to każdy ma jakieś
    zboczenie zawodowe. Tylko widziałam mnóstwo "jogurcików" gdy rodzic
    jogurtożercy gotował zupę ze szczawiu. I to jest straszne

  • Gość: Tymon IP: *.k1.isko.net.pl 16.09.04, 00:29
    Dokladnie tak, Richelieu. Wlasnie o trzymanie kasy chodzi. Ostatnio moj znajomy
    stwierdzil, ze mimo dobrej pensji jego sytuacja zawsze jest podobna - w
    trzeciej dekadzie miesiaca na rachunku jest juz tylko rezerwa. Wiecej zarabia
    ale i wiecej wydaje (na glupoty najczesciej).
    Ja mam szczescie pracowac w trakcie koncowki studiow juz w swoim zaplanowanym
    zawodzie. Mimo, ze zarabiam niemalo, bo ~2xsrednia krajowa, moja wydatki od
    dluzszego czasu sa na podobnym poziomie. Wazne jest to, zeby szanowac swoja
    prace i wysilek i miec cel, bo pieniadze sa tylko srodkiem.
  • facecja 16.09.04, 12:22
    Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

    > Tylko widziałam mnóstwo "jogurcików" gdy rodzic
    > jogurtożercy gotował zupę ze szczawiu. I to jest straszne
    >

    oj taam, zupa szczawiowa jest dobra i smaczna, no a jak dla mnie, wiejskiej
    dziołchy niewiele jest tańsza od ogórkowej czy porowej ;)

    ale na poważnie: ja też znam takich - studentów głównie, którzy oszczędzają na
    różnych rzeczach, byle tylko zjeść sobie co rano danonka albo mleko z
    nesquickiem (jakkolwiek to się pisze). dziwych ludzie dokonują wyborów,
    naprawdę...
  • Gość: Zowix IP: *.NET / *.stella.net.pl 15.09.04, 23:05
    Kraków
    Mieszkanie: 250 zl z oplatami
    Wyzywienie: 200-250 zl
    Bilet miesięczny 45 zl
    150 zl na pozostale wydatki (ksiazki, ksero, telefon, kino, jakas gazeta itp )
  • Gość: aga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 23:10
    1500 zł w tym (500zł za studia)
  • Gość: stu IP: *.chello.pl 16.09.04, 10:42
    Dziewczynom przeznaczajacym na wyzywienie kolo 100 zl miesiecznie zycze tylko
    by nie zaszly w ciaze. Nawet jak ja donosisz, to nie wroze dziecku zdrowia...
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 11:16
    to poważniejsze oszczerstwo od nazwania dziewczyny na przykład kurwą,
    szanowny/a stu, bo kurwa jest abstraktem raczej

    co do ciąży, bzdury pleciesz, że normalne odżywianie pozbawia kobiety
    możliwości zajścia w ciążę. Ba, nawet bardzo ubogie odżywianie tego nie
    odbiera. Więcej szkodzi stres.
    I największy współczynnik dzietności występuje właśnie w rodzinach biednych,
    jasne jak słońce i dzieci o tym wiedzą.
  • Gość: lola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 11:56
    hahah ! nielzy arguemnt z ta ciaza. tylko wyobraz sobie ze normalne zarcie,
    tanie, nie naszpikowane konserwantami i barwnikami, nie reklamowane dzien i noc
    w tv, jest po prostu zdrowsze. uwierz mi ze cale pokolenia wyrosly zdrowo,
    szczuplo i bez chorob na chlebie, miesie, salatkach, ryzu, makaronie, owocach,
    mleku i domowych przetworach. nie bylo karmieni jogurcikami danone,
    snickersami, nie pili danvity i nie wpierdzielali posklejanych rafinowanym
    cukrem musli. ja musli robie sama z platkow owsianych, otrebow, posiekanych
    orzechow i rodzynek. rano tylko mleko i juz. z takiej paki mam mausli na prawie
    trzy tyg. a kosztuje ono niezbedne minimum :] wy kupujcie dalej 100gramowe
    paczuszki po piec, lub osiem zeta. ej ja naprawde zdrowo, smacznie i duzo jadam
    za ok. 120 zl miesiecznie :] mnostwo warzyw, mieso, ryby, ciemne pieczywo i
    wlasnie musli. pije mleko, na mineralna tez mam. robie sobie spaghetti, gotuje
    pyszne zupy warzywne - nie wiem ile tego bymm usiala jesc by wydac 300/400zl.
    naprawde. i tak jak ktos juz wyzej wspomnial: sa ludzie ktorzy za 700zl
    utrzymuja siebie i dwojke dzieci. naprawde myslicie ze te dzieci sa
    niedozywione, anemiczne i cherlawe? o naiwnosci. zycze szybkiego dorosniecia :/
  • Gość: lola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 11:56
    aha, Magdziorek. napisalam juz wczesniej, ale nie wiem czy widzialas: studiuje
    psychologie i mieszkam na Al. Rozdzienskiego

    :>
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 12:06
    Hej Lolu!!!Właśnie weszłam na forum i jestem w trakcie czytania:) Mieszkałam w
    akademiku z psychologami:) Fajni ludzie i widzę, że fajni są nie tylko
    psychologowie z akademika.Ja mieszkam na osiedlu Paderewskiego, naprzeciw
    Biblioteki Śląskiej.Drogo tam wprawdzie,ale wszędzie bardzo blisko i nie muszę
    tracić kasy na dojazdy.Czegoś tańszego nie sposób było znaleźć,bo z szukaniem
    trchę się spóźniłam:)Jestem teraz na II roku, a Ty?
    Mimo że czasem robiło mi się przykro, kiedy czytałam,co ludzie tu wypisują, to
    cieszę się bardzo,że wywiązała się taka dyskusja.Niektórym może otworzyły się
    oczka.
    Pozdrawiam cieplutko Koleżankę z Katowic!!!
  • facecja 16.09.04, 12:26
    łeee, to fajnie masz, bo u nas ciemne pieczywo jest droższe od białego - co
    jest dziwne, bo przecież łątwiejsze do "wyprodukowania"
    a może ja w jakimś dziwnym regionie ubogim z zboża mieszkam?
  • Gość: lola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 12:42
    wiesz co? ja najczesciej wcinam bulki ciemne - 40gr. poza tym wlasnie musli.

    Magdziorek - ja tak jak Ty, II rok.
  • Gość: quille IP: *.ists.pl / *.ists.pl 16.09.04, 13:37
    jesteś wspaniała, wiesz? :D pokazałaś wszystkim, że pomimo tego, ze jest się z
    biedej rodziny można wszystko - można iść na studia - trzeba tylko znaleźć
    sposób i być upartym - w twoim przypadku to była olimpiada :)

    to naprawdę super - życzę ci jak najlepiej i muszę jeszcze dodać, ze wobec
    takich ludzi jak ty mam naprawde dużo pokory i szacunku - ja, jedynaczka,
    córeczka tatusia i mamusi, która zawsze miała i ma wszystko podane na tacy... i
    nie wie jak to zmienić :-/
  • Gość: Aga IP: 81.15.254.* 16.09.04, 13:41
    O ile pamiętam, jesteś finalistką olimpiady polonistycznej. Jak to wyszko, że z
    tego tytulu przyznano ci stypendium na I roku? Pytam z ciekawości, bo nie
    slyszalam wcześniej o czymś takim. Sama też jestem finalistką tejże olimpiady.
  • Gość: lola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 13:42
    ja tez jestem z usia i wiem ze sa u nas takie stypendia przyznawane
    olimpijczykom.
  • facecja 16.09.04, 13:51
    Gość portalu: quille napisał(a):


    > to naprawdę super - życzę ci jak najlepiej i muszę jeszcze dodać, ze wobec
    > takich ludzi jak ty mam naprawde dużo pokory i szacunku - ja, jedynaczka,
    > córeczka tatusia i mamusi, która zawsze miała i ma wszystko podane na tacy...
    i
    >
    > nie wie jak to zmienić :-/

    mogę się wtrącić? bo wątek w coraz ciekawszą stronę podąża

    zawsze jest tak, że jak coś mamy, to chcemu czegoś odwrotnego

    ja już gdzieś wpomniałam, że koleżanki z grupy, które mieszkają daleko od
    uniwerku i są zmuszone wynajmować mieszkanie zazdroszczą mi (codziennie
    dojeżdżam) obiadków u mamy i spędzania czasu z rodziną. Ja antomiast tego w
    ogóle nie doceniałam, jedyne moje amrzenie to w końcu wyrwać sie z domu
    i "pozyć jak student". Teraz, kiedy to marzenuie nabiera realności odczuwam
    paniczny strach - że nie podołam, że nie będę mogła odpowiednio gospodarować
    pieniędzmi, że albo będę ze stresu jadła duzo i drogo, albo tak mało i schudne
    tak, że rodzice każą wracać w obawie przed anemią. Boję się, że po prostu będę
    za moją rodziną tęsknić, że trudno mi będzie się obejsć bez rozmaitych wygód
    takich jak chociażby komputer z internetem, muzyka. I chyba ostatnia rzecz,
    której isę boję, to to, że w mieście pełnym życia będę miała miej czasu na
    naukę, niz tutaj, w moim buszu - gdzie uczę sie nawet z nudy. Poza tym z
    kosztami mieszkania wiążą się inne wyrzeczenia: planowałam sobie intensywny
    kurs językowy i zdać na certyfikat - niestety muszę to odłożyć.
    Tak więc Quille w tej chwili z chęcia bym się z Tobą zamieniła (jak jeszcze
    dodam, że macie w Krakowie najlepszy w POlsce wydział prawa i administracji to
    nie zastanawiałabym się ani chwili), ale jak już powiedziałam - człowiek zawsze
    chce czegoś odwrotnego.

    PS: przepraszam resztę za offtopic
  • Gość: quille IP: *.ists.pl / *.ists.pl 16.09.04, 15:04
    wiesz jak to jest - trawa w ogródku sąsiada jest zawsze bardziej zielona ;)

    zawsze byśmy chcieli co innego niż mamy - nie twierdzę, że długo bym wytrzymała
    i byłoby mi przyjemnie z daleka od rodziny i domu, ale chciałabym spróbować :)
  • kamaoka 16.09.04, 14:33
    hehe, znow sie dolacze do dyskusji:)
    po pierwsze primo:) kto mowil ze jak jogurcik to danona?!?! kutwa, chodzi mi o
    jogurt NATURALNY, nie wiem jak to zrobie w wawie, ale na trazie u mnie kupuje
    te z anszej spoldzielni, z zielonych pluc polski, wiec raczej jest to zdrowsze
    niz te wszystkie danonki itp, a robie to bo LEKARZ MI KAZAL - mam chory
    zoladek, nie moge jesc smiecio-zarcia, dlatego nie bede kupowala jakis
    najtanszysch smieci z hipermarketu tylko dlatego ze sa tanie - cztery zycia
    kurczaka, te sprawy...
    po drugie primo:) nikt z nas nie deprecjonuje wartosci domowych obiadkow - ba!
    domowy obiadek jest napradwe tani, wystarczy kupic kuraka, ziemniaki, pomidor,
    wszysto razem wyniesie o wiele wiecej niz te przyslowiowe 3,33zl, ale przeciez
    jedna osoba, do tego dziewczyna, nie zje tego na raz, nie?:P podzieli sie na
    prorcje i mamy obiad za 4 zl, no ale obiad... a zostaje jeszcze kolacja i
    najwaznijeszy posilek dnia - sniadanie...
    aha, jak ktos ma mozliwosc wyjazdow do domu to swietnie, no ale nie robmy
    komedii - jak sie jezdzi do domku, przywozi zapasy to moze i mozna przezyc ten
    meiisac za 100zl na jedzeinie, tylko ja sie pytam po co wydawac kase na bilety
    do domku?
    aha, zauwazmy tez jedna rzecz jedzenie i ogolnie zycie jest drozsze w wawie niz
    np w innych miastach - te same rzeczy kosztuja tu po prostu wiecj i nic na to
    nie poarzdimy:(
    pamietaj richelieu ze twoja opinia nie jest "jedynie sluszna opinia", bo takich
    nie ma:)
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 17:39
    jedynie słusznej opinii nikt nie ma, choć niektórym się wydaje że mają

    fakt, w Warszawie jest najdrożej w Polsce, ale zarabia się też najlepiej. I te
    nieszczęsne 100 trzeba by umiejscowić gdzieś, bo być może w Warszawie jest to
    niemożliwe, ale u mnie, hm, w Katowicach i okolicach, zupełnie realne, sama
    wydaję góra 150 zł, jak pisałam wyżej, ale prawdę mówiąc potrafiłabym wydawać
    100 i mniej gdyby zaszła taka konieczność. Zarabiam to i wydaję. 5zł na dzień

    A student niepracujący jest w tej głupiej sytuacji, że nie wie kiedy będzie
    miał pierwszą normalną pracę, za którą dostanie jakiekolwiek pieniądze. A
    przyzwyczajony do codziennych luksusów nie zbierze się do machania łopatą na
    budowie czy innego siedzenia na kasie w hipermarkecie
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 19:01
    Studenci drodzy!

    Dobrze Wam radzę - jak nie chcecie pozostać frustratami wychowującymi małych
    frustratów, którzy na jedzenie mówią "wpierdalanie" i zieją nienawiścią do
    wszystkiego co nie jest siermiężne, tanie i smutne; to nie bierzcie "swojej
    pierwszej pracy" za 600 zł - machania łopatą czy sprzedawania smalcu w GS,
    tylko:

    ALBO mierzcie wysoko i róbcie coś w maiarę godziwie opłacanego,

    ALBO, jeśli macie machać łopatą, to przynajmniej jedźcie to robić na zachód.

    A w czasie studiów zajmujcie się studiowaniem i studenckim życiem, a nie
    trenowaniem przed jeszcze cięższym życiem, jakie rzekomo ma was czekać po
    studiach. (co za pokręcona koncepcja!)
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 19:40
    a skąd wiesz, że dostaniesz pracę za conajmniej 2 tys zaraz po studiach? Taka
    wykształcona będziesz czy cuś, że przed Twoim CV zegną się kolana? Jak się nie
    ma co się lubi to się lubi co się ma, szukając międzyczasie czegoś lepszego.
    Ale nie da się zaczynać od lepszego, chyba, że ma się zorganizowaną ściezkę
    kariery zawodowej (co za szumna nazwa) od kołyski.

    i kto tu mówi o "wpierdalaniu"? Tanie i smutne? klapki na oczach po setce
    postów, że tanie jest radosne.

    studia zaś nie darmo nazywane są szkołą dorosłości, bo na nich młody człowiek
    ma okazję zetknąć się z każdym przejawem dorosłego życia, łącznie z pracą. I
    Twoje zachowanie jest dość dziwne, hm, przestarzałe powiedzoałabym, by po tylu
    nwoływaniach do ppdejmowania pracy, po trzech publikacjach GW "młodzi w pracy",
    po artykułach do znudzenia klepiących aż nudne się to staje, znalazł się taki
    rodzynek jak Ty. Nikt przeciętny tak sobei nie "leje" na doświadczenie
    zawodowe. A nieprzeciętni są albo bogaci z koneksjami co nie muszą albo menele
    co nie chcą.

    I teraz "jogurcik". Jeśli ma się własne pieniądze to stosunek do nich jest
    zupełnie inny do sytuacji gdy kasa z nieba zlatuje. Sytuacja absolwentów jest
    taka sobie i przeważająca większość nich cieszy się gdy pierwsza praca będzie
    za najniższą krajową
  • Gość: pani psycholog IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 19:54
    A ja mam cytat na każdą okazję :)

    <Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl
    Gość: lola 16.09.2004 11:56 odpowiedz na list

    "i nie wpierdzielali posklejanych rafinowanym cukrem musli">

    A kto tak mówi? A tak mówi nasza pani psycholog :))

    Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że nie mieszkam w Katowicach i że np. moje
    dziecko nigdy się na taką miłą i mądrą i tak genialnie przenikliwą (patrzcie,
    jak od razu mnie ustawiła, że się sama nie utrzymam, a tymczasem ja robię to z
    powodzeniem od lat, taka wpadka boli odpowiedzialnego człowieka, ale przecież
    nie panią psycholog lolę)... więc cieszę się niezmiernie, że nikt z moich
    bliskich się na taką panią psycholog nie natknie :)

    Zapraszamy do gabinetu pani psycholog, tylko niech komuś z torby mineralna nie
    wystaje, bo miła empatyczna pani psycholog wrzaśnie: "Wypierdalać mi z tym
    gówienkiem"! No co, takie życie, życie jest ciężkie, już nam Richelieu o tym
    zapomnieć nie da :)
  • Gość: lola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 20:23
    nigdy w luznej dyskusji nie uzylas brzydszego slowa?

    to moze zacznij przywykac ze ludziom nie tylko kwiaty sypia sie z ust :) i nie
    boj sie. umiem prowadzic kulturalna dyskusje, ale w sytuacji gdy panienka Ula
    obraza biedniejsza od siebie Magdziorek, unosze sie i co mi zrobisz? poza tym
    do skonczenia studiow jeszcze trzy lata - zapewne nabiore oglady w stosunku do
    nieprzystosowanych do zwyczajnego zycia panienek Urszulek.

    heh. jak sie nie ma czego czepic to najlepiej zlapac za slowko.
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 20:44
    A tak z ciekawości, to w którym miejscu obraziłam Magdziorek? I skąd wiesz, że
    ona jest biedniejsza ode mnie? Znowu kupa buńczucznie palniętych andronów.
    Jesteś strasznie słabym psychologiem i powinnaś mniej zajmować sie gotowaniem a
    więcej siedzeniem w bibliotece i studiowaniem.

    Co do mojej interakcji z Magdziorek, polegała ona tylko na mojej prośbie o
    uciślenie, jakim to cudem żyje ona za 100 zł miesięcznie jak królowa.
    Magdziorek szybko odpowiedziała, że przywozi sobie jedzenie z domu, co
    dokładnie potwierdziło moje przypuszczenia - i po prostu okazało się, że mam
    rację. Wykazanie, że ma się rację nie powinno być w zasadzie obrazą dla tych,
    którzy - jak się okazuje - jej nie mieli, ale niektórzy mimo wszystko tak to
    traktują :)

    Do mojej propozycji stołówki studenckiej niestety nie dorosłyście jeszcze :(
    Wolicie swój przaśny, pokorny, zatęchły, zawistny (he he, widzisz jak pięknie
    można bez przekleństw, to dopiero jest sztuka:)) zaścianek. OK, powodzenia w
    pokornym życiu za 600 zł życzy

    Ula

  • Gość: zuzka IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 17.09.04, 09:27
    Ojej to naprawdę wspaniale że Twoje przypouszczenia okazały się trafne, co za
    przenikliwość umysłu! Tak się jednak obecnie składa, że bez znajomości,
    imponującego CV i dużej porcji szczęscia o płacy ponad 1000zł to na starcie
    marzyć chyba jest trudno. A tej osobie która proponuje wyjechać za granicę
    chciałbym powiedzieć, że jeśli wszyscy wyjadą to się jakby w naszym państwie
    nic nie zmieni bo zostaną tylko ci dla których im gorzej tym lepiej. I nie
    bądźmy takimi materialistami. Bo czasem lepiej zarabiać mniej mieć spokojne
    sumienie i radość z życia. Tak mi się przynajmniej wydaje.
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 00:46
    PS. Nie, nigdy w luźnej dyskusji nie użyłam brzydszego słowa. To jest właśnie
    cecha ludzi kulturalnych.
  • facecja 16.09.04, 21:44
    Gość portalu: Ula napisał(a):

    > to nie bierzcie "swojej
    > pierwszej pracy" za 600 zł - machania łopatą czy sprzedawania smalcu w GS,

    szkoda, że nie przeczytałaś dokłądnie mojego postu, bo byś wiedziała, że 600
    złotych można zarabiać nie tylko machając łopatą, ale i przekładać papierki w
    urzędzie administracji publicznej przez pierwsze 12 miesięcy po ukończeniu
    studiów.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 22:00
    a przez następne lata niewiele więcej. Chociaż administarcja publiczna to
    bardzo fajne miejsce dla osoby, która chce mieć stały dochód. Wszystkie
    świadczenia płacone, każda nadgodzina płacona. Wychodzi się równo o 15,30
    (najwyżej 15,45 ;), można się zwolnić z kilku godzin jednego dnia nadrabiając
    nastęonego i nikt nie ma o to pretensji. Co godzina 5 minut przerwy bo praca
    przy komputerze, vov. Przerwa na obiad, choć widziałam w ciągu 8 godzi przerwę
    na śniadanie, 2. śniadanie, obiad, podweczorek, że wyjściach na papieroska nie
    wspomnę.

    A, według najnowszego rozprządzenia należy podać do publicznej wiadomości
    (czyżby w biuletynie) aplikującyc na stanoiwsko i przyjętego, tak aby nikt nie
    miał wątpliwości kto i za co został przyjęty. Ciekawe czy to zadziała. Jak
    narazie się nie zapowiada
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 22:49
    facecja, bardzo Cie przepraszam za pominięcie Twoich trzech groszy i poprawiam
    się, zatem odpowiedni wers mojego posta powinien brzmieć: "zamiast machać
    łopatą LUB przekładać papierki w administracji publicznej..." ale rozwiązanie
    jest to samo: jedżcie na zachód robić to samo i zarabiać DUŻO więcej!

    Dlaczego za każdym razem kiedy podaję proste rozwiązanie dla waszych bolączek
    to udajecie, że go nie ma i dalej pogrążacie się z lubością w swojej
    martyrologii?

    Jest taka książka "W co grają ludzie" (czytałam ją w podstawówce, a Ty lola,
    jako wybitny psycholog pewnie też ją znasz:) no i wynika z niej niestety, że to
    dosyć powszechna postawa ale na dłuższą metę dla tzw. domowników nie do
    zniesienia :)
  • facecja 16.09.04, 23:06
    Gość portalu: Ula napisał(a):

    > facecja, bardzo Cie przepraszam za pominięcie Twoich trzech groszy i
    poprawiam
    > się, zatem odpowiedni wers mojego posta powinien brzmieć: "zamiast machać
    > łopatą LUB przekładać papierki w administracji publicznej..." ale rozwiązanie
    > jest to samo: jedżcie na zachód robić to samo i zarabiać DUŻO więcej!
    >

    nie za bardzo - ucze się polskiego prawa, po to, żeby pracować w polskim
    urzędzie i żeby gnębić Polaków

    i naprawdę nie jestem aż tak delikatna, żebym nie mogła wytrzymać tego okresu
    przejściowego - ale jak niektórzy nie mogą, to niech jadą na Zachód, krzyżyk na
    drogę - tylko czy podróż na Zachód, nauka np. europejskiego prawa ewentualnie
    praca fizyczna nie mająca nic wspólnego z wykształceniem, rozłąka z
    najbliższymi (nie daj Boże wyjśc za mąż przed 30) - jest naprwadę prostszym
    rozwiązaniem? jak dla kogo...
  • Gość: Aga IP: 81.15.254.* 16.09.04, 23:02
    Taaak, to miejsce wprost cudowne... Pracowalaś kiedyś w urzędzie? Przeżylaś
    dziesiątki petentów każdego dnia, a każdy uważający, że jego sprawa jest
    najważniejsza lub wręcz jedyna? Siedzialaś za darmo po godzinach pracy, bo
    czekal stos decyzji na jutro? Dzieliaś się jednym komputerem z trzema innymi
    osobami w malym pokoju? No, to tak wlasnie wygląda praca w urzędzie...
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 23:08
    dzieliłam, siedziałam, wysłuchiwałam
    i gorsze były dla mnie biurowe plotki o wszystkim co się rusza od
    rozwścieczonego petenta. Bo petentowi rozwiązuje się w miarę możliwości jego
    problem, a gdy możliwości brak a on nadal się rzuca to się dziada wywala
    a bab plotkujących i opoeprzających się w robocie wyrzucić nie można.
    Autentycznie 4 posiłki i 10 wyjść na papierosa

    teraz robię to co lubię, płacą mi za to trochę i jest git, jak to mówią
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 11:40
    Na czynsz, rachunki, tel., internet ok. 500zl, jedzenie kolejne 500, ksiazki,
    ubrania, kosmetyki, bilety autobusowe i kolejowe, sporadycznie wizyty u
    lekarzy
    kolejne 500. W sumie 1500 na wszystko.
  • Gość: kurak IP: *.pl / 217.197.72.* 17.09.04, 10:49
    > po drugie primo:) nikt z nas nie deprecjonuje wartosci domowych obiadkow -
    ba!
    > domowy obiadek jest napradwe tani, wystarczy kupic kuraka (...)

    dobrze, ze nie wiesz jakie świnstwa jedzą te kuraki, ile jest w nich chemii,
    hormonów i za przeproszeniem ich wlasnych gówien, którymi sa karmione
  • kamaoka 18.09.04, 18:17
    > dobrze, ze nie wiesz jakie świnstwa jedzą te kuraki, ile jest w nich chemii,
    > hormonów i za przeproszeniem ich wlasnych gówien, którymi sa karmione

    to ze wsi moge wziac, od znajomych, nie popadajmy w paranoje:>
  • studencina999 16.09.04, 21:57
    Pracuję w firmie u ojca. Zarabiam na czyst 5000 zł, ale bez premii. Poza tym
    dostaję drobne kieszonkowe. Obiady jem zwykle na mieście, ale staram się
    dobierać starannie lokale, żeby nie przeszkadzało mi jakieś chamstwo. Nie
    jestem rozrzutny, codzienny posiłek obiadowy nie przekracza 60 złotych.
    Oczywiście, czasem skoczę na kawę do Gourmet czy Coffee Heaven, ale tylko jak
    mam przerwę między zajęciami.

    Od niedawna dostaję także stypendium w związku z uzyskaniem w ubiegłym roku
    wysokiej średniej, a więc można powiedzieć, że utrzymuję się sam.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 22:04
    u ojca.. łiii
    student ma problem głównie z dyspozycyjnością, nie to co ci, którzy łapną fuchę
    taką, że nie mają stałych godzin. I jeśli nie koneksje to nici

    swoją pierwszą pracę też zdobyłam dzięki koneksjom. Sprzątałam na budowie,
    roboty wykończeniowe i takie tam inne. Pracę załatwił mi ojciec, robotnik
    wykwalifikowany po zawodówce. My to mamy fajnie z naszymi koneksjami, nie?
  • kamaoka 16.09.04, 22:15
    widze ze czerpiesz niesamowita przyjemnosc z podkreslania jaka jestes biedna, z
    jakiej prostej rodziny pochodzisz... no tak, niektorzy przeginaja w jedna a
    inni w druga strone:)
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 22:24
    Ale przyznasz chyba sama,że jak na studenta zarobek rzedu 5000zł i obiady za 60
    zł to rzadkość:)Jak już pisałam wyżej na miesięczne utrzymania wydaję ponad 600
    zł.Mnożąc to razy 9 miesięcy wychodzi niecałe 6000zł. Czyli miesięczny zarobek
    tego studenta wystarczylby mi prawie na rok studiów.Oczywiście rozumiem,że nie
    mogę porównywać Warszawy i Katowic i nie mam zamiaru.Tylko czasem w głowie mi
    sie niektóre rzeczy nie miszczą:)Pozdrawiam:)
  • studencina999 16.09.04, 22:35
    A co w tym takiego dziwnego?
  • kamaoka 16.09.04, 22:50
    zatem nie pozostajwe mi nic innego jak powiedziec ze sie dziewczyno marnujesz
    na tych studiach - ty bar otworz, jestes bardzo zaradna i jesli nawet bralabys
    od kazdego studenta po 150zl za wyzywienie miesieczne, czyli 50zl zarobku bys
    miala, to mnozac to razy 120 studentow, a tylu sie ich NA PEWNO znajdzie, bo
    liczac ze przecietnie wydaje sie no powiedzmy 300zl, to zaplacenie nawet 150 to
    czytsy zysk dla kazdego, uzbierasz tym samym na kazdy kolejny rok studiow:)
    mowie calkiem serio:)
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 23:27
    nie kamaoko, to tylko podkreślenie wartości koneksji

    na rodzinę nie liczę od x lat
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 22:18
    Jeszcze raz serdeczne dzięki!Loli za obronę,a Qille za Jej słowa na mój temat:)
    Autentycznie się wzruszyłam:)I gratuluję krytycznego sopjrzenia na samą
    siebie.To bardzo trudna sztuka.Pozdrawiam serdecznie!!!!
  • eirenne 16.09.04, 22:25
    Bardzo fajna jesteś dziewczyna:-) Trzymam za Ciebie kciuki od pierwszego Twojego
    postu w tym wątku. Wiesz, jest o wiele więcej osób i nie tylko na forum, którym
    Twoja zaradność i uroda ducha imponuje, serioserio;-)
  • Gość: lola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 22:32
    tak jest.
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 23:17
    Czy Ty Mówisz poważnie?:)Bo robię się coraz bardziej podejrzliwa.W kazdym razie
    dzięki!!!Pozdrowionka!!!
  • eirenne 16.09.04, 23:23
    Poważnie i powiem więcej, cholernie Ci tej zaradności zazdroszczę.
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 23:32
    Fajnie czytać takie posty:)DZIĘKI:)
  • Gość: U. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 23:14
    A karmaoce za rozwiązanie, jakie wymysliła.
  • kamaoka 16.09.04, 23:30
    hehe, kaMaoce:)
    a po drugie tez bym chciala byc taka obrotna, ale chyba nie dam rady, bo jednka
    mam te wymagania - woda mineralna, jogurt naturalny:)
  • studencina999 16.09.04, 22:21
    Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

    > u ojca.. łiii

    Jestem szczęśliwym posiadaczem wspaniałego ojca i nie widzę w tym żadnego
    problemu.

    > student ma problem głównie z dyspozycyjnością, nie to co ci, którzy łapną
    fuchę
    >
    > taką, że nie mają stałych godzin. I jeśli nie koneksje to nici

    Ojciec szukał kogoś kto ma takie predyspozycje jakie i ja miałem. Dziwne żeby
    zatrudnił kogoś z ulicy zamiast własnego syna, który uczciwie pracuje, robiąc
    co do niego należy i nie ma żadnych luzów tylko dlatego, że jest synem
    dyrektora.

    > swoją pierwszą pracę też zdobyłam dzięki koneksjom. Sprzątałam na budowie,
    > roboty wykończeniowe i takie tam inne. Pracę załatwił mi ojciec, robotnik
    > wykwalifikowany po zawodówce. My to mamy fajnie z naszymi koneksjami, nie?

    Wolałbym aż do tego stopnia się nie spoufalać. Nie wyobrażam sobie siebie
    zapieprzającego na budowie. Jak będzie trzeba, wynajmę ekipę remontowo-
    budowlaną, a sam wyjadę na wakacje. W końcu nie można się nadto stresować, z
    nadmiaru stresu człowiek staje się nerwowy i bezużyteczny. Najlepiej
    zrelaksować się gdzieś w ciepłych krajach i wrócić jak już jest po wszystkim :-)
  • facecja 16.09.04, 22:27
    eh, za mało wiarygodna ta Twoja podpucha, ale nie martw się, jeszcze tylko
    jakieś 2 lata na forum i nikt nie pozna, żeś prowokator
  • studencina999 16.09.04, 22:32
    Nie mam zamiaru wstydzić się ani tego, że dobrze zarabiam, ani tego że przy tym
    znajduję czas na przyjemności i nie muszę zniżać się do pewnego pzoiomu życia.
    Fakt, że nie jadłaś pewnie nigdy w życiu obiadu za 60 zł nie upoważnia Cię do
    twierdzenia, że tacy ludzie nie istnieją. Oczywiście, to typowe: myśleć, że są
    tylko tacy ludzie jak ja i nikt inny więcej...
  • facecja 16.09.04, 22:47
    ja po prostu w swojej naiwności wierzę, ze zarówno studenci jak i ludzie
    zarabiający 3 średnie krajowe oraz dzieci ludzi sukcesu po prostu prezentują
    pewien poziom, rozpoznawalny chociazby w takiej wypowiedzi
  • studencina999 16.09.04, 22:55
    Wydaje mi się, że do poziomu mojej wypowiedzi nie można się przyczepić. Wyzywam
    kogoś? Używam nieparlamentarnych słów? Chyba kieruje Tobą zawiść wynikająca z
    niezrealizowania. Poza tym widzę, że to Tobie jeszcze wiele brakuje, nic
    dziwnego że ciągle tkwisz w marazmie i wyliczasz sobie ile możesz wydać na
    kajzerki.
  • facecja 16.09.04, 23:02
    jak to dobrze, że znalazł się w końcu ktoś, kto wszystko o mnie wie: o
    kajzerkach, o wyliczaniu pieniędzy - w końcu to cała prawda o mnie!

    jaka szkoda, że nie czytujesz swoich postów, może wtedy dowiedziałbyś się, że
    ogólnopojęte buractwo/prostactwo/słoma z wystająca z butów (niepotrzebne
    skreślić) tak samo jak wulgaryzmy swiadczą o poziomie wypowiedzi
  • nadja 18.09.04, 00:43
    Nic dodac nic ujac :-)
    pzdr
    n
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 23:14
    obiad za 60 zł, wielkie mecyje. Kiedy jest okazja to można i za 60, ale
    codziennie? Wariactwo, to co jadasz od święta? Gdzie zapraszasz dziewczynę, tam
    gdzie wpadasz codziennie w porze lanczu? to tak jakbyś do makdonalda zaprosił.

    kwalifikacje wycenione zaś na 5tys, hohoho, podwójnym profesorem jesteś?
  • studencina999 16.09.04, 23:35
    W Warszawie jest dużo różnych miejsc. I takich, gdzie idzie się na kulturalny
    lunch, i takich, gdzie idzie się na elegancką kolajcę. Do wyboru, do koloru.
    Rzeczywiście nie zapraszam dziewczyny do miejsc, w których jadam lunch,
    ponieważ zasługuje ona na znacznie lepsze miejsca. Z McDonald's nie korzystam.

    Nie jestem podwójnym profesorem, ale posiadłem zdolności w zakresie ekonomiczno-
    matematycznym, pozwalające mi na zajęcie takiego stanowiska, jakie zająłem, i
    za taką płacę, jaką otrzymuję. Nie jestem jedyny i choć niektórzy na forum
    traktują mnie jak wybryk natury, zapewniam, że MOŻNA. Tylko należy sobie
    postawić odpowiednio wysoką poprzeczkę i starać się nad nią przeskoczyć.

    Wszelkie próby obrażenia mnie (słoma itp.) wynikają z zawiści, ale nie ma co
    się załamywać i złorzeczyć. Może niektórym w końcu też się uda, jak tylko
    przestaną glorfikować swą mniej lub bardziej pozorną biedę i zaczną wreszcie
    pozytywnie myśleć o sobie i swojej przeszłości. Wszelkie próby leczenia
    kompleksów poprzez obrzucanie obcych ludzi inwektywami na forum publicznym nie
    są dobrym pomysłem, ale nie mnie to tłumaczyć. Od tego jest rzesza psychologów.
  • Gość: klop IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 23:48
    no masz stary szczescie ze ten Twój ukochany tatuś nie umarł na raka :)
    bo bys pewnie sam nawet podstawówki nie skończył... :)
    pozdrawiam
  • studencina999 17.09.04, 18:57
    Gość portalu: klop napisał(a):

    > no masz stary szczescie ze ten Twój ukochany tatuś nie umarł na raka :)
    > bo bys pewnie sam nawet podstawówki nie skończył... :)
    > pozdrawiam

    Gratuluję poziomu. Szkoda, że Ty nie umarłeś, byłoby jednego głupka mniej.
    Świetny żart, swoją drogą. Na którym kierunku takich uczą? Na głąbistyce?
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 16.09.04, 23:49
    a może Twój ojciec tyle Ci płaci nie za to, że jesteś aż tak dobry, ale, że
    jesteś jego synem. Głąba by nie zatrudnił u siebie, ale własne dziecko
    zazwyczaj widzi się przez różowe itd.
    stanowisko dla młokosa (jeśli takim jesteś) za 5 tys było, ale 10 lat temu.
    Teraz żaden student, ani absolwent nawet, nic takiego nie znajdzie

    z macdonaldem to przenośnia, bo to bar niewiadomodlakogo, dla dzieci za drogi a
    właśnie do nich jest adresowany. No i shit straszny sprzedaje, brr
    tylko jeśli codziennie wydajesz na żarcie 60 zł (jezu, tyle forsy w błoto), to
    na randce przynajmniej 300
  • Gość: krzysiek IP: 217.153.22.* 17.09.04, 13:16
    wczesniej bralem udzial w tej dyskusji, poniewaz zaimponowalo mi to, ze nawet
    majac kiepski start w zyciu (finansowy), dzieki wlasnej zarazdnosci mozna
    studiowac i odnosic sukcesy (patrz olimpiada polonistyczna magdziorka).
    Jednak jest duza roznica miedzy pochwala zaradnosci a gloryfikacja ubostwa, w
    ktora to strone poszedl watek (wykpiwane jogurciki). To jednak inna sprawa,
    mozna jesc za 100zl miesiecznie, ale mozna tez jesc sniadanie w Bristolu (250zl
    za 2 osoby), gdzie trzeba wczesniej rezerwowac miejsce. Wedle czasu i ochoty.
    Ja jednak chcialbym zaprotestowac przeciwko frustracji i braku wiary we wlasne
    mozliwosci, ktory przebija sie przez wiele watkow zarowno tu jak i na forum
    praca. Ludzie, nie dajcie sie wpakowac do pracy za 600zl. Naprawde, koniunktura
    gospodarcza jest teraz bardzo dobra, i DA SIE, bez ukladow, znajomosci, znalezc
    ciekawa prace za godne wynagrodzenie. Przekonalem sie o tym sam, na 3roku
    studiow na praktykach zarabiam wiecej niz srednia krajowa, aplikowalem przez
    internet do firmy z innego miasta nie znajac tam nikogo. Jest wiele serwisow
    (jobpilot, pracuj.pl itp) na ktorych czeka mnostwo ogloszen. Powodzenia w
    szukaniu, wiecej optymizmu i motywacji.
    Pozdrawiam
  • eirenne 17.09.04, 14:00
    Masz rację, że da się znaleźć pracę za więcej niż 600zł, choć wydaje mi się, że
    większe szanse na takową mają osoby po politechnice. Ale to temat na inny wątek.
    Sęk w tym, żeby uświadomić absolwentowi, że czasem warto się przemęczyć za
    grosze i że jest to tak samo ważna praca, jak ta za 5000zł. No i może to, że
    czasem na więcej taki absolwent nie zasługuje... (tylko nie bijcie mnie za to
    hihihi).
    A wracając do tematu, ja tu nie zauwazyłam gloryfikacji ubóstwa, tylko próbę
    uświadomienia sobie, że można żyć pięknie i bogato bez większych sum pieniędzy
    na koncie, że być może wcale nie potrzebujemy aż tylu rzeczy, aby godnie żyć...
    A jogurcik to tylko przykład, metafora rzeczy zazwyczaj zbędnej (oczywiście
    pomijam przypadek kamaoki, która sama napisała, ze lekarz zalecił jej picie
    jogurtu, to co innego).
    Wątek czytam uważnie, bo sama 9 miesięcy temu zaczynałam samodzielne życie i
    wiem doskonale, ile pieniędzy traciłam na jedzenie, a ile wydaję teraz i o ile
    lepiej się odżywiam:))) Na początku też myślałam, ze codziennie jogurcik, serek
    homogenizowany, mineralka tylko najdroższa... i też się dziwiłam, jak można
    normalnie żyć za 600zł, bo sama miałam ponad dwa tysiące... Teraz mam jeszcze
    więcej do dyspozycji, ale już się nauczyłam szanować każdy grosz, choć daleko mi
    do takiej przemyślności, jaką ma magdziorek:) Oszczędność jest cnotą, piękną
    zaletą, zaś dawanie ujścia bezmyślnej konsumpcji zasługuje na naganę. Też się
    nachodziłam po restauracjach, pubach, uprawiałam tzw czynne życie towarzyskie,
    czy tam studenckie, nazwijcie to jak chcecie. Ale Richelieu ma rację-
    restauracja po pewnym czasie przestaje być ekskluzywna a staje się banalnym
    mcdonaldem. Kasa zakłada klapki na oczy i rozleniwia. Człowiek staje się płytki
    jak kałuża;-D
    Wiecie co, nie myślcie, ze potępiam studentów, którzy wydają więcej, nie mam
    zamiaru nikomu zaglądać w portfele:) Ale wydaje mi się, ze niektórzy zakładają,
    że muszą mieć tyle i tyle, żeby coś w życiu osiągnąć. Nieprawda. Ten watek o tym
    świadczy i tylko o tym:) Pozdrawiam:)
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.197.72.* 17.09.04, 14:24
    Erienne, umknęło Ci że życie za 100 - 150 zł miesięcznie jest poniżej granicy
    ubóstwa i jeśli ktośc naprawde MUSI utrzymać się za taką kwotę to jest w
    tragicznej sytuacji i powinien robić wszystko, by to jak najszybciej zmienić.
    Zwróć uwagę, że nie dyskutuje się tu o obniżeniu wydatków na wódke, knajpy,
    inne używki i rozrywki, tylko o odmawianiu sobie podstawowych produktów
    spożywczych. Nie można przeżyć życia na podrobach i ketchupie (chociaż wątpie
    by stówa starczyła nawet i na to). Richelieu przedstawia nędzę jako styl życia,
    nie jako przejściowy kryzys (sic!) podkreślam, że jest tu mowa o
    najprawdziwszej w świecie NĘDZY, NĘDZY jakiej doświadcza głodujący lud
    trzeciego świata. Twierdzenie, że można tak żyć jest chore. Spróbuj miesiąc
    przeznaczać 150 zł na jedzenie to zrozumiesz o czym piszę. IMHO panny
    koloryzują, gdyż jest fizycznie niemożliwe utrzymanie się za taką kwotę. 300 zł
    na jedzenie to jest bardzo niewiele, a tu jest mowa o połowie, a nawet 1/3
    tego.
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 14:52
    Wlasnie o to chodzi. Pewnie da sie przezyc za 3zl dziennie, jedzac suche
    bulki, ale na dluzsza mete trudno sobie to wyobrazic. A z niektorych postow
    tutaj przebija postawa pt." niezaleznie od tego, ile bede miala kasy, nie
    kupie sobie nic bardziej "luksusowego" (o ile jogurt za zlotowke mozna
    okreslic mianem produktu luksusowego), tylko zacisne zeby i wytrzymam i wy
    wszyscy tez tak powinniescie, a jak wydajecie wiecej, to jestescie
    rozpieszczonymi gowniarzami, ktorzy wpierdalaja dupiaste jogurciki za
    pieniadze swoich rodzicow".

    Brrrr. Zycie sklada sie z drobnych przyjemnosci i skazywanie sie na taka
    asceze jest dla mnie niezrozumiale, ale rozne sa wybory ludzkie..

    Nasuwa mi sie jeszcze refleksja, ze np. taka pani richelieu i ta druga
    (przyszla pani psycholog) w przyszlosci zapewne obrzydza maksymalnie zycie
    swoim partnerom/dzieciom, gorszac sie i nie pozwalajac na jakiekolwiek
    przyjemnosci i "luksusy".
  • eirenne 17.09.04, 14:55
    Hmmmm, a przeczytałaś cały wątek DOKŁADNIE?
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 14:59
    Przeczytalam caly watek dokladnie i wyciagnelam wlasnie takie wnioski jak
    powyzej. Czesc osob wypowiadala sie rozsadnie, natomiast posty tych dwoch
    osob, o ktorych napisalam odczytalam (nie tylko ja) jako nawolywanie do
    ascezy.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 15:10
    mimo żeś studentka. Nie będzie drobną przyjemnością to co jest powszednie. Bo
    powszedniość implikuje postawę "to mi się należy" co z kolei z braku możliwości
    stawia człowieka w sytuacji gdy nie może pozwolić sobie na żadną przyjemność
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 16:09
    zgodnie z zaprezentowanym przez ciebie sposobem rozumowania najlepiej nie
    miec nic i zyc w nedzy, bo jesli mamy cokolwiek, to zawsze moze sie zdarzyc,
    ze to stracimy

    no coz, zycze powodzenia w przystosowywaniu sie do zycia w nedzy

    P.S. probowalas juz spac na dworcu lub smietniku?
  • sistinas 17.09.04, 16:21
    Studentko, nie zniżaj się do tego tonu, którym posługują się te panny. Ktoś
    chce być biedny-jego sprawa.
    BTW- nie miałam pojęcia, że jogurt to luksus. Myślałam, że luksus to np. sushi
    albo ośmiornice :)
  • facecja 17.09.04, 17:39
    Gość portalu: studentka napisał(a):

    > Wlasnie o to chodzi. Pewnie da sie przezyc za 3zl dziennie, jedzac suche
    > bulki, ale na dluzsza mete trudno sobie to wyobrazic. A z niektorych postow
    > tutaj przebija postawa pt." niezaleznie od tego, ile bede miala kasy, nie
    > kupie sobie nic bardziej "luksusowego" (o ile jogurt za zlotowke mozna
    > okreslic mianem produktu luksusowego), tylko zacisne zeby i wytrzymam i wy
    > wszyscy tez tak powinniescie, a jak wydajecie wiecej, to jestescie
    > rozpieszczonymi gowniarzami, ktorzy wpierdalaja dupiaste jogurciki za
    > pieniadze swoich rodzicow".
    >
    > Brrrr. Zycie sklada sie z drobnych przyjemnosci i skazywanie sie na taka
    > asceze jest dla mnie niezrozumiale, ale rozne sa wybory ludzkie..
    >
    > Nasuwa mi sie jeszcze refleksja, ze np. taka pani richelieu i ta druga
    > (przyszla pani psycholog) w przyszlosci zapewne obrzydza maksymalnie zycie
    > swoim partnerom/dzieciom, gorszac sie i nie pozwalajac na jakiekolwiek
    > przyjemnosci i "luksusy".

    Powiem pewnie to samo, co Richelieu, ale inaczej:

    uważam, że szczęśliwsi są ludzie, którzy te małe przyjemności, o których
    piszesz, poświęcają dla dużych przyjemności
    czasami to się wiąże z oszczędnością, czasem nie, w zalezności od sytuacji
    majątkowej
    ale gdy mamy sytuację 2 studentów dysponujących budżetem 300 zł, jedna 300
    złotych przejada, druga przejada 150, a pozostałe 150 inwestuje w
    książki/płyty/teatr/kino/kurs językowy - więc życie której osoby będize
    ciekawsze i szczęśliwsze?
  • eirenne 17.09.04, 14:53
    Przecież ja nie każę nikomu żyć za 100zł przez całe życie:-))) Jasne, należy
    oczekiwać coraz więcej od życia i pracować, walczyć, kto się nie rozwija ten się
    cofa:-D
    Zapomniałam napisać, ze wychowałam się w niebogatej rodzinie i doskonale wiem,
    jak się żyje bez jogurciku i mineralki:-D I wiem, że do głodowania jest jeszcze
    daleka droga...
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 14:54
    nędza dla każdego co innego znaczy i można odczuwać nędzę wydając i 500zł na
    jedzenie
  • eirenne 17.09.04, 14:56
    Otóż to.
  • Gość: devil IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 15:16
    Cóż to za herezja, że nadmierna konsumpcja zasługuje na naganę?? Zarabiam-
    kupuję. Oczywiście nie znaczy to, że zachęcam wszystkich do wystawnego życia,
    ale to co robię na własny rachunek nie powinno podlegać moralnej ocenie ogółu.
    Z drugiej strony- czy kupowanie masy książek i płyt nie jest nadmierną i
    naganną konsumpcją sensu largo? ;-)
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 15:24
    > Z drugiej strony- czy kupowanie masy książek i płyt nie jest nadmierną i
    > naganną konsumpcją sensu largo? ;-)

    podobnie jak wydawanie kasy na drugi kierunek zaocznie, zwlaszcza bezużytwczny
    z punktu widzenia rozwoju zawodowego
  • Gość: devil inside IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 15:27
    Albo zagraniczne wycieczki krajoznawcze. Inni nie jeżdzą i żyją ;-))))))))))))
  • eirenne 17.09.04, 15:31
    Nie nadmierna, tylko BEZMYŚLNA. Czujesz różnicę?
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.197.72.* 17.09.04, 15:38
    co bezmyślnego jest w zdrowym odżywanaiu się?
    uważam, że nie nie bardzo rozumiesz ile to jest 100 - 150 zł w kontekście
    wydatków żywnościwych całego miesiąca. to jest głodówka.
  • eirenne 17.09.04, 23:06
    Gdzie ja napisałam, że bezmyślne jest zdrowe odżywianie? Podaj cytat:)
    A jakie Ty masz doświadczenia w głodowaniu?
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.197.72.* 17.09.04, 23:16
    wspierasz ideologie głodówki to wyklucza zdrowe odżywianie

    doświadczenia w głodowaniu należy wymagać raczej od tych, którzy gloryfikują
    głodówkę, a nie od jej przeciwników.
  • eirenne 18.09.04, 01:53
    Więc nie wiesz, czy faktycznie głoduje się, mając na wyżywienie 100zł. I nie
    wiesz zapewne od jakiej sumy głodowanie się zaczyna. A więc czemu się odzywasz,
    skoro nie wiesz, o czym piszesz? W takim razie nie jesteś partnerem do dyskusji,
    ale zwykłym demagogiem.

    Ale czekaj.
    Podaj przykład zdrowego odżywiania. Z cennikiem. O! I udowodnij, że nie można z
    cenami zejść niżej:)

    PS. Wspieram używanie rozumu, także podczas zakupów żywności.
  • Gość: devil inside IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 15:45
    Skup się i wyjaśnij- bezmyślna wg Ciebie czy bezmyślna w moim subiektywnym
    mniemaniu. Otóż bezmyślna konsumpcja IMHO to np. wizyta w knajpie, w której
    ostatnio byłam (na szczęście nie płaciliśmy ;))), gdzie słabe jedzenie kosztuje
    150 złotych za osobę i to bez alkoholu. Ale np. mój kolega z pracy, który
    siedzi obok może uważać tę formę odżywiania za jak najbardziej słuszną. I co mu
    zrobisz? Zarobił ciężko pracując to ma i nic nikomu do tego.
  • facecja 17.09.04, 17:46
    może bezmyślna to taka, która do niczego nie prowadzi - człowiek konsumuje,
    konsumuje coraz więcej, potrzebuje coraz więcej, rosnie frustracja, że potrzeby
    sa wyższe od możliwości?

    a trzymanie pewnych swoich potrzeb na wodzy, po to, by zaspokoić
    inne, "głębsze", jest zaletą, której nie mam, ale chcę! ;)

    i zgodze sie z Tobą, że to bardzo subiektywna sprawa i potrzeby które są w moim
    mniemaniu zbędne przez innych są uznane za podstawowe i odwrotnie
  • Gość: devil inside IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 18:09
    Popadasz w skrajność. W miarę smaczne jedzenie, "kultura", edukacja etc. to nie
    rozbuchana, bezmyślna konsumpcja, która wprawia w nieustającą frustrację.
    Trudno to ocenić, jak się nie doświadczyło. Jakiś czas temu, gdy rodzice nieco
    się zbuntowali stworzyłam sobie taką teorię, że uwolniłam się od potrzeb
    konsumpcyjnych ;-)))))). Niestety, pierwsza pensja obaliła moją teorię. Ja
    wcalę nie chcę więcej, ja chcę moje minimum :)
  • facecja 17.09.04, 18:15
    Gość portalu: devil inside napisał(a):

    > Popadasz w skrajność. W miarę smaczne jedzenie, "kultura", edukacja etc. to
    nie
    >
    > rozbuchana, bezmyślna konsumpcja, która wprawia w nieustającą frustrację.
    > Trudno to ocenić, jak się nie doświadczyło. Jakiś czas temu, gdy rodzice
    nieco
    > się zbuntowali stworzyłam sobie taką teorię, że uwolniłam się od potrzeb
    > konsumpcyjnych ;-)))))). Niestety, pierwsza pensja obaliła moją teorię. Ja
    > wcalę nie chcę więcej, ja chcę moje minimum :)

    Własnie nie kulturę mam tu na myśli, ale wręcz oszczędzanie na kulturze, na
    przyjemnościach duchowych czy intelektualnych tylko dlatego, że nie można się
    pozbyć pewnych nawyków, chociazby żywieniowych, np. "nie napiję się jakiegoś
    beznadziejnego piwa, bo piję tylko heinekena", "nie będę jadła takich kanapek,
    bo chleb jem tostowy a ser tylko plesniowy" - i tak naprawdę na nic takiego się
    nie wydaje tej kasy, ale okazuje się, że na kino w tym tygodniu już nie
    wystarcza...
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 18:31
    1. mowa nie jest o rezygnowaniu z markowego piwa, tylko ze zwykłej wody
    mineralnej i zwykłego jogurtu - czujesz róznice?
    2. przyjemności duchowe i intelektualne moga być tanie, a nawet darmowe;
    książki można wypożyczać (albo kupować w empiku i oddawać po 3 dniach, tam tak
    można ;), filmy też można wypożyczać, albo ściągać z netu, muzykę tym bardziej,
    bilety do muzeów są na ogół tanie, a studenci w dodatku mają zniżki.
    architekturę gotyckich kościołów można podziwiać za darmo. zostaje właściwie
    tylko teatr, czyli powiedzmy 20 zł na miesiąc.
    3. chleb tostowy jest tańszy od zwykłego i paskudny, ser pleśnioiwy jest w
    cenie sera żółtego.

  • facecja 17.09.04, 19:39
    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

    > 1. mowa nie jest o rezygnowaniu z markowego piwa, tylko ze zwykłej wody
    > mineralnej i zwykłego jogurtu - czujesz róznice?

    1. czuję różnicę, ale niewielką, bo ja np. bez mineralnej się potrafię obejść
    przez 10 miesiecy, pijam ją tylko latem i już taka dziwna jestem, bo sądzę, że
    skoro mi to jeszcze nie zaszkodziło, to i innym nie powinno
    2. tu jest mowa o najedzeniu się za określona kwotę, a nie o mineralnej i
    jogurcie, które wszyscy obrali za pewien symbol...

    > 2. przyjemności duchowe i intelektualne moga być tanie, a nawet darmowe;
    > książki można wypożyczać (albo kupować w empiku i oddawać po 3 dniach, tam
    tak
    > można ;), filmy też można wypożyczać, albo ściągać z netu, muzykę tym
    bardziej,
    >
    > bilety do muzeów są na ogół tanie, a studenci w dodatku mają zniżki.
    > architekturę gotyckich kościołów można podziwiać za darmo. zostaje właściwie
    > tylko teatr, czyli powiedzmy 20 zł na miesiąc.

    żeby cokolwiek ściągać z netu, trzeba jeszcze mieć i dostęp i własny komputer,
    bo w kafejce albo w bibliotece filmu nie pooglądasz, muzyki nie posłuchasz, a
    20 zł. na teatr, to właśnie chociazby miesięczny wydatek na wodę mineralną

    > 3. chleb tostowy jest tańszy od zwykłego i paskudny, ser pleśnioiwy jest w
    > cenie sera żółtego.

    u mnie jest inaczej, taki region widocznie...
  • eirenne 17.09.04, 23:23
    Gość portalu: devil inside napisał(a):

    > Skup się i wyjaśnij- bezmyślna wg Ciebie czy bezmyślna w moim subiektywnym
    > mniemaniu. Otóż bezmyślna konsumpcja IMHO to np. wizyta w knajpie, w której
    > ostatnio byłam (na szczęście nie płaciliśmy ;))), gdzie słabe jedzenie kosztuje
    >
    > 150 złotych za osobę i to bez alkoholu. Ale np. mój kolega z pracy, który
    > siedzi obok może uważać tę formę odżywiania za jak najbardziej słuszną. I co mu
    >
    > zrobisz? Zarobił ciężko pracując to ma i nic nikomu do tego.


    Bezmyślna konsumpcja? Kupowanie pierdół i pierdółek na prawo i lewo, "bo
    chcę", "bo mnie stać", "bo bez tego moje życie będzie uboższe i spadnie mi
    samoocena, albo co gorsza kumple uznają mnie za biedaka" i przybieranie pzy tym
    nadętej miny, jaka charakteryzuje rozpieszczone jednostki.

    PS. Jak już mówiłam, nie zaglądam nikomu do portfela i jeśli ktoś ma ochotę
    przejeśc całą pensję, to życze mu smacznego i tyle:) Nie potępiam nikogo. Ale
    potępiam bezmyślne trwonienie pieniędzy i uważanie się przy tym za pępek świata.
    Potępiam postawę roszczeniową wobec świata podpartą wybujałym mniemaniem o
    sobie. Potępiam brak pokory i zapatrzenie w czubek własnego nosa.
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 23:29
    > Bezmyślna konsumpcja? Kupowanie pierdół i pierdółek na prawo i lewo, "bo
    > chcę",

    tutaj jest mowa o rezynacji z jedzenia, nie z "pierdółek"

    > Potępiam postawę roszczeniową wobec świata podpartą wybujałym mniemaniem o
    > sobie. Potępiam brak pokory i zapatrzenie w czubek własnego nosa.

    no to potępiłaś richlieu i spółkę :P
  • eirenne 18.09.04, 00:58
    > tutaj jest mowa o rezynacji z jedzenia, nie z "pierdółek"

    Jesteś pewien, że umiesz czytać ze zrozumieniem? :-)

    > no to potępiłaś richlieu i spółkę :P

    Buehehehehehe:-DDDDD nie wydaje mi się:)
    Poza tym: jesteś pewien, ze umiesz czytać ze zrozumieniem? :) Napisałam
    wyraźnie- nie potępiam ludzi. A tych postaw o kórych pisałam trudno się
    dopatrzyć u Richelieu:)
  • facecja 17.09.04, 17:35
    Gość portalu: devil napisał(a):

    > Cóż to za herezja, że nadmierna konsumpcja zasługuje na naganę?? Zarabiam-
    > kupuję.

    OK, ale tutaj w większości wypowiadają się ci, którzy nie zarabiają, którzy sa
    utrzymywani przez rodziców
    i czy uczciwa jest postawa "to mi się należy i koniec!" - takiego studenta
    nawet w stosunku do własnych rodziców?
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 17:57
    nikt tutaj nie napisal, ze cos mu sie nalezy i koniec

    zakladam, ze rodzice daja nam tyle, na ile moga sobie pozwolic i tak jak
    mowilam nie mam wielkich oporow w wydawaniu pieniedzy od rodzicow. W koncu nie
    sluza mi one do zaspokajanie bog wie jakich zachcianek, a na codzienne zycie.
    nie sadze tez, zeby normalni niepatologiczni ludzie, ktorzy nie maja problemow
    finansowych, oczekiwali od swojego dziecka, ze wyzywi sie za 100zl miesiecznie
    i bedzie zylo w nedzy, podczas gdy sami maja o wiele wiecej. przynajmniej w
    moim srodowisku nie spotkalam sie z takim przypadkiem.

    oczywiscie jesli rodzice nie sa w stanie pomagac finansowo, trzeba wziac
    sprawy we wlasne rece, ograniczyc wydatki, rozejrzec sie za praca. jednak
    dopoki nie jest to potrzebne i dopoki rodzice moga mi pomagac, wole poswiecac
    czas na nauke, a nie kombinowanie jak wyzyc za 3zl.

  • Gość: krzysiek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 22:38
    zdecydowanie. Zapewnianie przez rodzicow dobrych warunkow do nauki i rozwoju
    (np. kurs jezyka zamiast stania nad garkami gotujac obiadki) jest inwestycja,
    ktora prawie zawsze sie zwraca. I dla dziecka, i dla rodzicow.
    A pieniadze daja komfort i wygode umozliwiajaca skupienie sie na rzeczach
    naprawde waznych.
    Gdybym po paru/parenastu godzinach pracy lub nauki mial stac w sklepie i sie
    zastanawiac, czy kupic jogurt za 1 zl czy 3 zl, to bym zwariowal. Cos za cos.
  • eirenne 18.09.04, 01:23
    Racja. Z drugiej strony: znam rodziców, którzy zapewnili dzieciom wszystko,
    tudzież bezstresowe studiowanie i możliwość zajęcia się sobą, prawdziwie w nich
    zainwestowali. Dzieci ładnie kończą studia. I nie bardzo się garną do pracy. Bo
    ta jest mało płatna, bo ta nie w zawodzie, bo coś jeszcze innego. Bo po co
    właściwie szukać, skoro rodzice zawsze przygarną, przytulą i nakarmią. "Bo nie
    po to studiowałem, żeby..." i tu następuje dobrze znana wyliczanka. Pytam: czy
    taki dzidziuś hodowany pod kloszem ma prawo rościć sobie prawa do wysokiej
    pensji na starcie, skoro całe życie polegał jedynie na tym, co wypracowali rodzice?
  • Gość: devil IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 08:34
    A ja jestem dzidziusiem, który kończy prestiżową uczelnię, napracował się na
    tej uczelni, a nawet dochrapał publikacji naukowej. Czemu mam nie żądać
    wysokiej pensji? Szczególnie, że wszyscy znajomi z uczelni pracują i mają
    przyzwoite pensje. Wiesz, trzeba się cenić, oczywiście są pewne granice. Ja
    dostałam tyle, na ile zasłużyłam. Mimo pomocy rodziców we wcześniejszej fazie
    edukacji, doszłam do wszystkiego sama.
  • facecja 18.09.04, 13:11
    z tego co zrozumiałam, to nie jesteś takim dzidziusiem, o jakim mówi eirenne,
    bo jak mówiłas od pewnego momentu musiałaś polegać na samej sobie, nie na
    rodzicach
  • Gość: devil IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 18:12
    Pół na pół, bo polegać na sobie musiałam dopiero, gdy znalazłam pracę. Do tego
    momentu rodzice łożyli na wszelkie moje potrzeby- nie było żadnej "luki"
    finansowej :)
  • eirenne 18.09.04, 18:32
    Mowią, uderz w stół... :)
    Masz absolutną rację, istnieją pewne granice, za którym dzidziuś nie ma prawa żądać od świata grzechotek za powiedzenie "gaga" zamiast sklecenia pełnego zdania:)
  • Gość: devil IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 19:46
    Zważ, że granice wyznaczają rodzice. Czasem odnoszę wrażenie, że moi są
    zdziwieni zbyt szybkim oddzidziusieniem. Podsumowując, nie chciałabym być
    mierzona Twoją miarą, ani też nie aspiruję mierzyć innych.
  • eirenne 18.09.04, 20:02
    Ok, szanuję Twoje zdanie i szczerze życzę powodzenia:)
  • wegetujaca.vegeta 19.09.04, 13:10
    >. Pytam: czy
    > taki dzidziuś hodowany pod kloszem ma prawo rościć sobie prawa do wysokiej
    > pensji na starcie, skoro całe życie polegał jedynie na tym, co wypracowali
    rodz
    > ice?

    wysokosc pensji zalezy od kwalifikacji. czasy, gdy przy dostawaniu pracy wazne
    bylo rowniez pochodzenie robotniczo-chlopskie juz sie skonczyly.
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 19.09.04, 13:36
    tylko do niektorych jeszcze to nie dotarlo
  • Gość: devil IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 18:00
    Ja powiem tyle- owszem, byłam utrzymywana przez rodziców. Do czasu. Gdy
    zasugerowali przejście na własny rachunek, dotarło do mnie, że jak nie zacznę
    myśleć nad swoją "karierą" to nie starczy mi na:
    -książki
    -muzykę
    Pal licho żarcie, choć przyznam, że spokojnie przejadam kilkaset złotych i
    naprawdę uważam, że to norma. Lubię żyć przyjemnie, zaś smaczny jogurt czy
    dobry ser to "mała przyjemność". IMHO jak napisałam wystawne obiady, jedzone w
    celu szpanowania to marnotrawstwo- ale nic mi do czyichś wydatków. Ale
    konkludując- gdy dotarło do mnie to powyżej ;-), zaczęłam tak ustawiać swoją
    edukację i aktywność społeczną ;-))), że znalazłam pracę BEZ PROBLEMU,
    znakomicie płatną, a przy okazji w departamencie, do którego jako zwykła
    studentka nie miałabym dostępu. I tyle. Ja zarabiam na siebie, pracuję
    wysilając się intelektualnie ponad 8 godzin. Stać mnie na co zechcę i tyle. Czy
    będę oszczędzać czy konsumować to już mój problem.
  • Gość: devil IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 18:03
    Przyznam, że jestem przyzwyczajona do "jogurtów,mineralnej", bo pochodzę w
    miarę zamożnego domu. Dlatego nie bardzo wyobrażam sobie, żebym zarabiając
    dobrze musiała nagle przejść na subiektywną ascezę :)
  • eirenne 17.09.04, 22:52
    > Z drugiej strony- czy kupowanie masy książek i płyt nie jest nadmierną i
    > naganną konsumpcją sensu largo? ;-)

    Jeśli kupujesz książki na kilogramy, a nie ze względu na treść, to to nie jest
    nawet konsumpcja tylko prywatny, ekskluzywny skup makulatury:-)
  • Gość: devil IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 08:28
    Kupuję hurtowo, żeby wyposażyć półki ;-))))))))
  • sistinas 17.09.04, 16:08
    W firmach konsultingowych,m.in. Ernst&Young, McKinsey, PriceWaterhouseCoopers 3-
    4 tys. dla praktykantów to norma. Naprawdę.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 16:14
    tylko kto tam się dostaje na praktykę?
  • sistinas 17.09.04, 16:19
    Cóż- młodzi i zdolni. Wiesz, wiele można w życiu osiągnąć. Zależy od
    priorytetów, szczęścia etc. Napisałam to po to, żeby uświadomić Ci, że nie
    wszędzie i nie zawsze jest źle.Moja koleżanka, po filologii rosyjskiej
    (teoretycznie powinna być na bezrobociu) zarabia w pierwszej pracy 1700 netto.
    Ładnie,jak na humanistyczne studia. I tyle. To taki off-topic.
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 16:33
    Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

    > tylko kto tam się dostaje na praktykę?

    tu wyszły na jaw kompleksy
    richelieu bedzie uczyć sie uczyć i uczyć inwestować w kolejne studia, w
    korepetycje z języków obcych, do tego doktorat i żyć w przekonaniu, że dobra
    praca jest dla nie_wiadomo_kogo

    jesli masz takie kawlifikacje, jakimi się chwalisz na różnych forach od 2 lat,
    dodatkowo wsparte doświadczeniem zawodowym nie powinnaś mieć problemu ze
    znalezieniem dobrej pracy. ty natomiast rozwodzisz się nad urokami rzekomo
    nieuniknionej ascezy jakbyś była analfabetką z zapadłej wsi bez żadnych
    perspektyw.
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 16:54
    sadzac po jej postach, nie wroze jej raczej znalezienia dobrej pracy

    i mysle, ze to dobrze, ze dziewczyna zdaje sobie z tego sprawe, mierzy sily na
    zamiary i nie wymaga zbyt wiele od zycia

    a jak sie nie ma, co sie lubi, to sie lubi, co sie ma (chocby to byly tylko
    nedzne, lekko nadpsute podroby czy porcje rosolowe)
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 17:12
    masz rację, jestem znerwicowaną babą z problemami psychosomatycznymi i
    pogłębiającą się depresją, mającą paranoiczne wizje przyszłości, coraz wyższe
    kwalifikacje a mimo to coraz gorsze mnienanie o sobie
    hihi
  • Gość: ??? IP: *.aster.pl 17.09.04, 17:45
    Słuchaj, jeżeli tak nie jest, to albo cierpisz na rozdwojenie jaźni, albo
    zalecasz innym to, czego sama nie robisz, co jest hipokryzją.
  • wegetujaca.vegeta 19.09.04, 12:54
    Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

    > tylko kto tam się dostaje na praktykę?

    osoby, ktore sa swoj czas na studiach poswiecaly na podnoszenie wlasnych
    kwalifikacji
  • Gość: porcje rosolowe IP: *.pl / 217.173.202.* 19.09.04, 12:57
    wegetujaca.vegeta napisała:

    > Gość portalu: Richelieu* napisał(a):
    >
    > > tylko kto tam się dostaje na praktykę?
    >
    > osoby, ktore sa swoj czas na studiach poswiecaly na podnoszenie wlasnych
    > kwalifikacji


    zamiast zajmować się gotowaniem porcji rosołowych
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 23:52
    A kto tu gloryfikuje swoją biedę?Ktoś, tworząc ten wątek, zadał pewne
    pytanie.To,że odpowiedzi są tak rózne i wzbudzają tyle kontrowersji, świadczy o
    tym,że chociaż żyjemy w jednym kraju, przepaść między nami jest ogromna. Kazdy
    żyje tak, jak pozwalaja mu na to warunki i nie widzę powodu,żeby kogokolwiek
    obrażać. W odpowiedzi na Twój pierwszy post napisałam,że pewne rzeczy nie mogą
    pomieścić mi się w głowie. Chodziło mi ot,że dla mnie zarobki w wysokości 5000
    zł są kwotą kosmiczną.I nie zamierzam Cię Tym obrażać, tak samo jak nie było
    moim zamiarem obrażanie Cię poprzez przeliczenia, których dokonałam.Piszę to
    wszystko,żeby nie było żadnych watpliwości. A poprzeczkę ustawiłam sobie
    wysoko,tylko że na tyczkę nie mam co liczyć. Pozostają więc włąsne siły i
    chęci.Pozdrawiam:)
  • Gość: gajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 17:41
    Hej, ja po prostu nie mogę w to uwierzyć, że niekyórzy z was uważają, że
    wydawanie 150 zł na jedzenie/miesieznie to głodowanie. Spytajcie się rodziców
    ile wydają pieniędzy na obiad dla np. 4 osób (lub policzcie, jeśli sami
    gotujecie). Na osobę wychodzi średnio 2-3 zł (przynajmniej tak jest umnie) o ile
    gotuje się oczywiście w większych ilościach (dla 1 osoby na kilka dni). Do tego
    np. 5 kajzerek dzienie (licząc śniadanie, kanapki do szkoły, kolacje), 3
    plasterki wędliny, dżem, jabłko, szklanka mleka/kawa,herbata, od czasu do czasu
    np. tabliczka czekolady, sok w kartonie. No i ile wychodzi na dzień? 4,5 zł
    dziennie. Jedzenie przyzwoite. Ale jeśli ktoś je na mieście to niech oczywiście
    nie myśli, że kupi sobie obiad za 3 zł. Dodatkowo jesli ktos codziennie musi
    napić się coli albo jakiegos redbulla i zaliczyc po uczelni makdonald, to niech
    sie nie dziwi, że na jedzenie wydaje kilkaset złotych. No tak to wygląda.
    Pozdrawiam:)
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 17:51
    Gość portalu: gajka napisał(a):

    > Hej, ja po prostu nie mogę w to uwierzyć, że niekyórzy z was uważają, że
    > wydawanie 150 zł na jedzenie/miesieznie to głodowanie. Spytajcie się rodziców
    > ile wydają pieniędzy na obiad dla np. 4 osób (lub policzcie, jeśli sami
    > gotujecie). Na osobę wychodzi średnio 2-3 zł (przynajmniej tak jest umnie) o
    il
    > e
    > gotuje się oczywiście w większych ilościach (dla 1 osoby na kilka dni).
    -------------------------------------------------------

    3złx30 dni = 90 zł same obiady

    reszty nie bede komentowac, bo to nie ma sensu

    >Do tego
    > np. 5 kajzerek dzienie (licząc śniadanie, kanapki do szkoły, kolacje), 3
    > plasterki wędliny, dżem, jabłko, szklanka mleka/kawa,herbata, od czasu do
    czasu
    > np. tabliczka czekolady, sok w kartonie. No i ile wychodzi na dzień? 4,5 zł
    > dziennie. Jedzenie przyzwoite.
  • facecja 17.09.04, 18:00
    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

    >
    > 3złx30 dni = 90 zł same obiady
    >

    to musisz zweryfikować rachunek, bo:
    student bywa 4-8 dni w miesiącu w domu, je więc obiady domowe 3x(30 - 6) = 72

    i bywa, że je sobie przywozi - niech kotlety i rosół starczą na 1 dzień, to
    odpadają kolejne 2-4 dni(w zależności, czy jeździ do domu co tydzień czy co dwa
    tygodnie), czyli 3x(30 - 9) = 66 zł.
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 18:17
    > student bywa 4-8 dni w miesiącu w domu, je więc obiady domowe 3x(30 - 6) = 72
    >
    > i bywa, że je sobie przywozi

    tajamnica wyżywienia za 100 zl na studiach jest właśnie taka, ze student w
    rzeczywistości żywi sie w domu w weekendy i przywozi ze sobą wałówke. znam
    całkiem sporo osób, które na tej zasadzie wydają na żywność 100 zł miesięcznie.
    najbardziej niezwykłe ze wszystkiego jest to, że o jedzeniu w domu wypowiadają
    się tak, jakby było ono za darmo.

  • facecja 17.09.04, 18:24
    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):


    > najbardziej niezwykłe ze wszystkiego jest to, że o jedzeniu w domu
    wypowiadają
    > się tak, jakby było ono za darmo.
    >

    pytanie nie brzmiało przypadkiem, "z czego się utrzymujecie na studiach?", a
    nie "jak wygląda wasz budżet domowy?" ?? mówimy tu o wydawaniu pieniędzy
    przeznaczonych na utrzymanie studenta (przez rodziców, ale nie zawsze, także ze
    stypendiów albo kredytu) a nie utrzymanie całej rodziny

    poza tym wydaje mi się, ze osoby przeznaczajace na jedzenie 300-400 zł. jadają
    w domu, czy może sądzisz, ze przez te 2 dni odwiedzin głodują albo przywożą
    sobie kanapki?

  • Gość: schabowe w słoiku IP: *.aster.pl 17.09.04, 18:27
    No więc właśnie, to jest też jakiś dziwny model: ja, miasto i pieniądze to jedno
    - a dom, matka zamieniona w maszynę do gotowania dla całej rodziny to drugie;
    ten dom na wsi czy w małym miasteczku to jakiś dziwny metafizyczny świat bez
    pieniędzy (często też matka zamieniona w maszynę do prania, np. brat mojego
    kolegi jak przyjeżdżał do domu to regularnie wstapiwszy w progi wywalał mamie
    plecak brudnych skarpetek i gaci do prania, bo co będzie na pralkę w mieście
    wydawał, a mama się do tego raz - dwa zabierała...) więc taka mała wymiana - ja
    ci mamo brudne gacie, ty mi kotlety na następny tydzień, bo to widzisz - jestem
    oszczędny (he he)
  • Gość: gajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 18:01
    a ja nie mowie konkretnie o sumie 100 zł tylko 120 - 150
    4,5x30 =135
    5x30= 150
    A co nigdy nie jadłeś obiadu za 2-3 zł?
    Ja jem codziennie :) i zyje i mam sie dobrze:)
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 18:19
    wprawdzie tu nie forum kuchnia, ale bardzo prosze o przykładowe menu na tydzień
    z obiadami za 3 zł oraz obiadami i śniadaniami za złotówke
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 18:28
    obiad: ziemniaki + kefir (ewentualnie zamiast kefiru moze byc troche kapusty)
    sniadanie: sucha bulka (30gr)
    kolacja: drozdzowka (1zl)

    P.S. dla chcacego nic trudnego kuraku
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 18:39
    > obiad: ziemniaki + kefir (ewentualnie zamiast kefiru moze byc troche kapusty)
    ziemniaki z kapusta zgoda, ale kefir to juz rozpusta (jak jogurt) proponuje
    zastapic go zsiadlym mlekiem z worków
    > sniadanie: sucha bulka (30gr)
    sucha kromka chleba wyniesie jakies 5 gr
    > kolacja: drozdzowka (1zl)
    za kare za grzeszne myśli o rozpustnej drżdżówce nie będzie kolacji !!!

    okazało się, że mozna jeszcze taniej 2zł na dzień, kto da mniej?
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 18:44
  • Gość: ? IP: *.aster.pl 17.09.04, 17:57
    Dokładnie, popieram to zdanie:

    <Nasuwa mi sie jeszcze refleksja, ze np. taka pani richelieu i ta druga
    (przyszla pani psycholog) w przyszlosci zapewne obrzydza maksymalnie zycie
    swoim partnerom/dzieciom, gorszac sie i nie pozwalajac na jakiekolwiek
    przyjemnosci i "luksusy".>

    Więc tak sobie czytając - mam to samo wrażenie, bo mam taką koleżankę która
    przez taką mamusię ma przerąbane zycie. Odkąd pamiętam - a co najśmieszniejsze,
    jej rodzice zarabiali duzo wiecej niz moi. I właśnie pamiętam jak karczemną
    awanturę jej mama zrobiła właśnie o jednen nieszczęsny jogurcik (na wyjeżdzie w
    liceum sobie kupiłyśmy po zdrożnym jogurciku)!

    Oczywiście nie było mowy żeby wpaść na jakąś kawkę, lody, szarloteczkę na
    mieście, jak się spotkałyśmy od czasu do czasu już na 1 roku studiów będąc.
    Potem takie osoby mają problemy ze sobą, a towarzysko są trudno akceptowane, bo
    co - wszyscy idą np. na kawę a ona zostaje i patrzy nienawistnie przez szybę? (A
    jej ojciec - poważnie - dostał w końcu zawału and now he is dead :(
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 18:04
    Na osobę wychodzi średnio 2-3 zł (przynajmniej tak jest umnie) o il
    > e
    > gotuje się oczywiście w większych ilościach (dla 1 osoby na kilka dni). Do
    tego
    > np. 5 kajzerek dzienie (licząc śniadanie, kanapki do szkoły, kolacje), 3
    > plasterki wędliny, dżem, jabłko, szklanka mleka/kawa,herbata, od czasu do
    czasu
    > np. tabliczka czekolady, sok w kartonie. No i ile wychodzi na dzień? 4,5 zł
    > dziennie.

    Naprawde myslisz, ze za 1.5zl kupisz piec kajzerek, trzy plasterki szynki,
    jablko, co jakis czas sloik dzemu, karton mleka, soku czy paczke herbaty?
    Musze rozwiac twoje zludzenia - nie kupisz. Kupisz jedynie 5 kajzerek. A z tym
    obiadem za 3zl, to tez bym nie byla taka pewna. Jeden filet z kurczaka to
    wydatek rzedu 2.5zl. Poza tym od czasu do czasu trzeba kupowac rzeczy typu
    maka, olej, sol i od razu caly budzet na dany miesiac sie wali...
  • Gość: gajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 18:36
    ale karton mleka może starczyc na np. 4dni, ;2 litry soku tez, nie mówiąc juz o
    słoiku dzemu, paczce kawy czy kilogramie cukru. Obiad za 2,5 zł jest naprawdę
    możliwy i wcale nie trzeba codziennie jesc kotletów z piersi kurczaka, a aby
    obnizyc koszty mozna ugotowac na kilka dni. Zakladam też że zakupy robi sie w
    super- i hipermarketach, gdzie mozna kupic wiele rzeczy na promocji. Ale
    oczywiscie sytuacja takiego oszczedzania dotyczy glownie osob które np. zyja z
    kredytu studenckiego, stypendium itp. - maja one wyliczona sume pieniedzy i nie
    moga wydac ani zlotowki wiecej. Zapewniam was, że nikt nie dmawia pojscia na
    kawe czy piwo z przyjaciolmi ze skapstwa, po prostu taakie osoby maja
    ograniczone fundusze i zwyczjnie nie stac ich na to.
    Pozdrawiam
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 17.09.04, 18:39
    ale tlumacze ci, ze 1.5 wystarczy tylko na bulki. nie zostanie nic, zby co
    kilka dni kupic mleko, dzem czy cos tam jeszcze.
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 18:41
    Gość portalu: gajka napisał(a):

    > ale karton mleka może starczyc na np. 4dni,

    też podkreślam konieczność zagospodarowania zsiadłego mleka
  • studencina999 17.09.04, 19:04
    Jestem młodym człowiekiem i nie widzę powodu, dla którego miałbym sobie
    odmawiać przyjemności pójścia do teatru, kina, dyskoteki, na wystawę czy
    wyjechania na wakacje w jakieś fajne miejsce. Kiedy się będę bawić? Kiedy będę
    stary i chory?

    Jeśli ktoś narzeka, że zarabia mało pieniędzy, a stać go na to, żeby płacić za
    internet i cały dzień siedzi na forum, użalając się nad sobą, to coś jest nie
    tak. Słusznie napisał ktoś wyżej, że złą sytuację należy starać się zmienić, a
    nie siedzieć i biadolić, jak jakaś stara babcia pod kościołem, bo to wstyd.

    Nie wiem, skąd takie dziwne przeliczenia, że skoro lunch jem za 60 zł, to
    dziewczynę na obiad muszę zaprosić za cztery razy drożej. Nie wyceniamy sobie z
    dziewczyną posiłków i raz płacę ja, raz ona, nie ma reguły. Uważam wyliczanie
    sobie kto ile dla kogo wydał na obiad za dość kiepską podstawę budowania
    związku. To temat na inne forum, ale skoro już ktoś był uprzejmy dossać się do
    mnie prywatnie, to odpowiadam. Siedzenie z kalkulatorem i wyliczanie co komu i
    za ile wypada/się opłaca uważam za oznakę buractwa.
  • Gość: gajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 19:20
    zauwaz ze istnieje cos takiego jak lodowka ;)
    I chyba nie umiecie czytac - to nie chodzi o to żeby nie jesc bo szkoda na to
    kasy, tylko chodzi glownie o osoby, ktore nie stac na to zeby wydac 300 zł na
    jedzenie bo są w ciezkiej sytuacji materialnej. Jak ktos ma pieniadze, to
    wiadomo, ze nie będzie oszczedzac na kazdej bułce.
    Przykład taniego obiadu:
    makaron z sosem = sos w słoiku starczy na 2 obiady= ok.3zł (są i tańsze)
    Makaron 250 g. = 1zł (starcza na 2 obiady)
    Razem 2 zł za obiad.
    zapiekanka ziemniaczana:
    1 kg. ziemniaków 0,4zł
    0,3 kg. pieczarek 2 zł
    0,5 kg marchewki 0,5zł
    1 kalafior 1,5zł
    brokuły 2 zł
    0,1 kg sera zoltego do posypania 1,3
    Starcza na 3 obiady, cena za 1 obiad=ok.2,6
    Kajzerki mozna w supermarkecie kupic za 0,2 zl
    Śniadaie:
    1 kajzerka, 1 jajko, porcja dzemu, szklanka mleka
    razem:0,9
    pozdrawiam
  • Gość: magdziorek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.04, 20:36
    Fajne przepisy:)Zapiekanki ziemniaczanej jeszcze nie próbowałam gotować,ale
    skorzystam z przepisu na pewno:)Cieszę sie,że jest więcej osób,które potrafią
    zrozumieć sytuację moją i wielu innych studentów.Pozdrowionka cieplutkie dla
    Gajki.
    A! Ja absolutnie się nad sobą nie użalam:)
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 20:49
    no masz
    baty za wszystkich, za Ciebie też, a tu żadnego odzewu pozytywnego

    janosikowanie to niedobra inwestycja ;)
  • Gość: gajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 21:01
    dziekuje serdecznie magdziorek:) również pozdrawiam i zycze milego studiowania:))
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 21:07
    olej lub margaryna (to oczywiście można "pożyczyć")
    energia elektryczna lub gaz 20 gr
    kuchenka mikrofalowa 300 zl (chyba że na ognisku chcesz to piec)

    rozumem, ze kolacji nie jadasz, kawy herbaty nie pijesz

    przez 7 dni w tygodniu 12 miechów i 365 dni ten sam jadłospis z wyjątkiem
    wigilii i śniadania wielkanocnego

    aha jeszcze lodówka - teraz chyba ok 1000 zl, ale można tez kupić używaną za
    stówe
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 21:15
    bidny jesteś, że po jednym użyciu kuchenka Ci wybucha a lodówka wysiada
  • studencina999 17.09.04, 21:23
    A dla mniej wymagających:

    Skórki od chleba wyrzucone dla kotów przez sąsiadkę: 0 zł,

    Woda deszczowa, nałapana w kubek do mycia zębów: 0 zł,

    Stek ze złapanego szczura lub gołębia: 0 zł + opłaty manipulacyjne (energia)

    I można żyć!
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 21:43
  • studencina999 17.09.04, 23:02
    Bo wszystko wywalają na net i zamiast pracować, siedzą na nim od rana do
    wieczora. Jutro idę na dobry obiad, zamówię sobię jako przystawkę kajzerkę z
    kefirem dla ekstrawagancji.
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 21:27
    po jednym, czy po 1001 skądś tę kuchnkę i lodówkę trzeba mieć, a realia są
    takie że tego typu sprzęt rzadko jest na wyposażeniu akademika, czy stancji.

    suma sumarum twoja ideologia ascezy jest w gruncie rzeczy dość kosztowna
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 21:53
    kuchnie gazowe są w najtańszym akademiku. Z lodówkami faktycznie różnie, bo w
    tych bardzo tanich może nie być, choć w większości jednak są.
    Jednak, jeśli koniecznie chcesz o tej lodówce, to u moich rodziców jest lodówka
    25-letnia i chłodzi, zaś u jednej moich nauczycielek stoi chłodząca i bardzo
    dobrze funkcjonująca lodówka z lat 60.
    Liczba lodówek kupionych w ciągu życia na własny użytek jest zatem, hm, może
    być zatem niewielka.
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:08
    Nie chodzi o kuchnie gazową, tylko o piekarnik (mowa była o zapiekance), które
    rzadko są w akademikach, tudzież na stancjach
    Dziękuję za propozycję lodówki, obawiam się jednak że nie skorzystam, ponieważ
    nie mam możliwości przewiezienia jej do innego miasta.

    Piszesz, jak ktoś, kto nie ma pojęcia o tym że życie poza stałym miejscem
    zamieszkania, skąd zazwyczaj trzeba się wyprowadzać na wakacje więc w gre
    wchodzą 2 przeprowadzki w roku, różni się dość istotnie od mieszkania w domu.

    Na razie nie udało wam sie wymyślić menu za 5 zł dziennie na tydzień, ani nawet
    na 1 dzień.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 22:36
    chyba Ty nie masz pojęcia jak się mieszka w akademiku, a nawet jeśli mieszkałeś
    to nie wiesz, że w każdym jest kuchnia na każdym piętrze, a w kuchni palniki i
    piekarniki i szafki i lodówki. Nie mówiąc już o takich akademikach, nawet
    stosunkowo bylejakich, gdzie 4 osoby mają wspólną kuchnię oddzielającą ich
    pokoje od głównego korytarza, Albo takie akademiki że 1 kuchnia 1 student

    czyżbyś dotychczas jadał wyłącznie na mieście, a jedynym domowym jedzeniem była
    zupa z torebki taka prosto do kubka bo garnka już nie masz?
  • Gość: kurak IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:47
    i co mam ci pisac, że wiem jak się mieszka, czy że nie wiem?
    to bez znaczenia, bo i tak tego nie sprawdzisz

    ale moge podać ci nazwy kilku akademików o tzw. podwyższonym standardzie
    (kuchnia, łazienka, telefon, balkon), gdzie takiego wyposażenia nie ma, i
    bardzo wielu o standardzie przeciętnym, gdzie też ich nie ma. będziesz mogła
    sobie to sprawdzić. ty natomiast wymienisz te dobrze wyposażone i zobaczymy
    których jest więcej.
    tak, czy śmak fakt jest taki, że stosunkowo wąska liczba studentów może sobie
    pozwolić na kucharzenie bez ograniczeń i przechowywanie żarcia bóg wie jak
    długo.
    co nie zmienia nic w sprawie menu za 5 zł dzinnie na tydzień, którego nadal nie
    wymyśliłyście:D
  • facecja 17.09.04, 23:03
    Gość portalu: kurak napisał(a):


    >
    > ale moge podać ci nazwy kilku akademików o tzw. podwyższonym standardzie
    > (kuchnia, łazienka, telefon, balkon), gdzie takiego wyposażenia nie ma, i
    > bardzo wielu o standardzie przeciętnym, gdzie też ich nie ma.

    tak więc moja wizja z taszczeniem lodówki pociagiem nie była taka absurdalna?
  • facecja 17.09.04, 21:55
    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

    > po jednym, czy po 1001 skądś tę kuchnkę i lodówkę trzeba mieć, a realia są
    > takie że tego typu sprzęt rzadko jest na wyposażeniu akademika, czy stancji.
    >

    :D
    ej celowo to robisz, żeby mnie rozbawić?
    czy studiowałeś jak dotąd tylko w hawanie - no tam to rzeczywiscie lodówek w
    kazdym akademiku moze nie być...
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:11
    > :D
    > ej celowo to robisz, żeby mnie rozbawić?
    > czy studiowałeś jak dotąd tylko w hawanie - no tam to rzeczywiscie lodówek w
    > kazdym akademiku moze nie być...

    pierwsze widzę, kogoś kto uważa że lodówki są w standardzie wyposażenia
    polskiego akademika, ciekawe gdzie ty mieszkalaś do tej pory.....?
  • facecja 17.09.04, 22:19
    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

    > > :D
    > > ej celowo to robisz, żeby mnie rozbawić?
    > > czy studiowałeś jak dotąd tylko w hawanie - no tam to rzeczywiscie lodówe
    > k w
    > > kazdym akademiku moze nie być...
    >
    > pierwsze widzę, kogoś kto uważa że lodówki są w standardzie wyposażenia
    > polskiego akademika, ciekawe gdzie ty mieszkalaś do tej pory.....?

    buahahaha

    już widzę te taqbuny studentów w pociągach do Wrocławia, targające ze sobą
    lodówki z najdalszych krańców Polski :)

    wiesz, nawet w najbardziej zapyziałym wrocławskim akademiku lodówka stoi, nawet
    więcej niż jedna - i żaden student jej sobie nie przywiózł

    mało tego, jest jeszcze tzw. piecyk gazowy - czyli 4 paliniki + piekarnik

    do tego zlew, kran z kurkami, nawet jakiś stół, w łązience prysznice a w
    ubikacji sedesy i pisuary - czy ty to wszystko wiozłeś ze sobą z domu czy może
    kupowałeś na miejscu? jeśli kupowałeś, to co robiłeś, gdy się wyprowadzałeś na
    wakacje?

    PS: nie wpsominam już o stancjach czy mieszkaniach studenckich, bo w każdym
    niemeliniarskim są na wyposazeniu podstawowe sprzety gospodarstwa domowego
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:37
    wiesz facecja, ty jako osoba mieszkjąca z rodzicami (tak się na tym watku
    przedstawiłaś) nie możesz mieć bladego pojęcia o tym, jak wygąda życie w
    akademiku, na stancji, czy mieszkaniu studenckim, ani o tym jaki jest ogólny
    standart tychże lokali. Fakt, że odwiedzasz znajomych w akademiku, którzy
    akurat mają lodówkę nie czyni cię jeszcze kompetentną w kwestii życia z dala od
    domu rodzinnego. W tej sytuacji możesz sobie pisać brednie o domowym makaronie
    [buhahaha już widze jak ludzie w akademiku wałkują ciasto na makaron :],
    stawiać zamianę markowego piwa na tańsze obok odmawiania sobie podstawowych
    produktów spożywczych, bredzić że kino ważniejsze, niż jedzenie, bo ty dziecko
    kompletnie nie wiesz o czym piszesz. Można się nieźle ubawić, kiedy czyta się
    jak taka pusta, egzaltowana lala, bez pojęcia o życiu, nieznająca wartości
    pieniądza wypowiada się na temat możliwości przeżycia za 100 zł miesięcznie.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 22:45
    czy pusta egzaltowana lala jest odpowiedzią na jakże celną uwagę o Tobie
    taszczącym muszlę klozwtową do akademika?
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:49
    czy niski chwyt retoryczny polegający na sprowadzaniu do absurdu problemu
    wyposażenia kuchennego akademików, mieszkań studenckich i stancji jest twoją
    odpowiedzią na moje pytanie o przykładowe menu za 5 zł dziennie na tydzień,
    którego ciągle nie ma?
  • facecja 17.09.04, 22:59


    czy nie zauwazyłeś, że przepis, o który apelowałeś już został podany, ale
    został przez Ciebie sprowadzony do absurdu, więc sam go już nie możesz
    zinterpretowac? pomóc?
  • Gość: gajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 23:01
    oj śmiać mi się chce kurak, jak się wykłucasz o te lodówki i kuchenki;)
    nie wiem czemu się przyczepiłeś do tej zapiekanki, podałam też drugą propozycję,
    całkiem bezproblemową, wystarczy makaron ugotować i podgrzać sos.
    Co do reszty menu - na kolacje można zrobic np. omlet/jajecznicę na
    kiłbasie/parówce/wędlinie, wyjdzie ok. 1 zł.
    Herbatę i kawę można kupić w większych ilościach, więc nie będzie to jakaś
    wielka suma na dzień.
    Pozdrawiam i życzę wszystkim worka pieniedzy aby mogli się obżerać ile wlezie,
    pić mineralną i jeść jogurciki ;)
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 23:13
    gajka, wudze że ty jak facecja jesteś osóbka, która nie ma pojęcia o czym pisze.

    nie prosze o przepis, tylko o menu na tydzień, a wiedz dlaczego? dlatego, że
    gdybyś zrobiła dokładne wyliczenia wyszłoby ci, że nie masz za co kupić tej
    kawy i herbaty w większych ilościach, a kiedy skumulujesz takie niedociągnięcia
    jak pominięcie oleju okaże się, że uzbierała się z tego kolejna stówa.

    dzięki wam za rozrywkę, musze przyznać, że równie pustych panien dawno nie
    widziałam :D
  • facecja 17.09.04, 23:18
    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):


    >
    > dzięki wam za rozrywkę, musze przyznać, że równie pustych panien dawno nie
    > widziałam :D

    oj, to lepiej zajmij się tymi pustymi panienami, które aktualnie OGLĄDASZ, bo
    takiej rozrywki dzielić nie przystoi z forum STUDIA
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 23:43
    za 2zł można kupić koncentrat barszczu
    starcza na 5-7 1-litrowych garnków
    do tego zwykłe przyprawy (pieprz, majeranek), 2 łyżki oleju, łyżka vegety
    makaron 400gr na 2 osoby po 2-3 talerze

    za 1,5 zł można kupić przecier pomidorowy
    starcza na 3 1-litrowe garnki
    do tego łyżka mąki, 30ml śmietany, 2 łyżki oleju, łyżka vegety, bazylia,
    pieprz, papryka ostra
    mniej mąki będzie zupa pomidorowa, więcej - sos lepszy niż knorr czy inne
    badziewie

    zupa ogórkowa (2 osoby głodne bardzo)
    za 50-70 gr 3 kiszone ogórki
    0.5 kg ziemniaków
    łyżka mąki, 30 ml śmietany, łyżka vegety, sól

    zupa serowa zwana neapolitańską (3 osoby)
    2 żółtka, 10 dag sera, 20 dag makaronu, 30 dag śmietany, łyżka vegety

    zupa ziemniaczana (3 osoby)
    0,5 kg ziemniaków, mała cebulka, łyżka mąki, pietruszka, sól, łyżka oleju lub
    masła, łyżka vegety, (ps. ziemniaki komponują się z mnóstwem przypraw więc
    można se dodać)

    zupa marchwiowa
    5 marchwi
    pół łyżki mąki
    pół łyżki oleju
    20 dag śmietany
    żółtko
    sól, cukier, łyżka vegety
    + sitko do przetarcia

    zupa z groszku
    puszka groszku
    pół łyżki mąki, pół łyżki oleju
    20 dag śmietany
    żółtko
    sól, cukier, vegeta
    +sitko

    jajko sadzone + 3 ziemniaki +ogórek kiszony
    filet z ryby 20 dag (2zł)

    to najszybsze rzeczy pod słońcem. można oczywiście dodać marchew, pietruszkę,
    seler zamiast vegety, ale one miękną po 45 min-1 godz
    mięsa nie wymieniam bo niektórym może się dłużyć w kuchni


    talarki z ziemniaków na oleju z tymiankiem
    racuchy z ziołami (2 jajka, 4 łyżek mąki, szklanka zsiadłego mleka (pasuje jak
    ulał dla bezlodówkowców), 2 łyżki oleju, pół łyżki drożdży, 2 łyżki ziół
    (jakich kto lubi), można zamiast ziół użyć jabłek 1 duże lub 2 małe +cynamon i
    przyprawa do piernika i łyżka cukru pudru

    i
    bułki duże 30 gr, ser 15-18 zł/kg co daje za 1 plasterek.. no ile?, to samo z
    wędliną, masło 2,5-3,5zł starczy na.. tydzień?
    kawa 15zł-ok 70 kubków
    herbata (rozrzut duży bardzo)
    mleko 2zł, otworzone wytrzyma w chłodzie 3 dni
    dżemy 3zł starczą na 6-7 porcji

    cukier starczy na..
    sól starczy na..
    pieprz starczy na..



    kurcze, że też takie banalne rzeczy wypisywać
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 17.09.04, 23:50
    zaś lodówka
    albo chowa się w najzimniejszym miejscu
    albo do miski wlewa zimnej wody i tam wkłada mleko, masło, sery w worku

    oczywiście nie zstąpi to lodówki (które są), ale na jakiś czas rozwiązuje
    problem z żywnością, przynajmniej w okresie upałów, a te nie są długo
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 00:02
    wyżej 2 posty, bo zabłądzisz w tym gąszczu
  • eirenne 18.09.04, 00:44
    Dodam tylko, że można zamienić vegetę na tańsza przyprawę warzywną bez zmiany
    smaku- dodatkowa oszczędnośc dla myślących:)
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 01:23
    vegetą nazywam jakąkolwiek przyprawę, choć niektóre są takie "rewelacyjne", że
    nawet soli już nie trzeba hehe.

    zapomniałam dodać, że owoce w sezonie są b. tanie więc nawet brzoskwinia czy
    winogrona zmieszczą się w 5 zł jeśli wziąć 2 sztuki lub kiść. Nie mówię o
    jabłkach co to kg za 1,5

    no a jeśli komuś mięsko to i tak w końcu uda z kurczaka (czyli najdroższe mięso
    z kury) to tylko 8-10zł, na kilo wychodzi 4 sztuki, do tego ćwierć kostki
    margaryny, jakieś zioła i cześć. Jedna noga piecze się stosunkowo krótko

    schab 12zł/kg , 20 dag to aż nadto, ćwierć bułki tartej, jajko, olej do
    usmażenia

    no i pycha
    choć ryby są jeszcze tańsze (dałam 2 zł za 20 dag, a przecież śledzie są już za
    6, a nawet łosoś za 18-20)
    a ziemniaki, całe 50 gr za kg, do obiadu 0,2-0,3 kg to ile wyjdzie?


    Tylko żeby się to młodym chłopcom chciało przy garach stać i tu jest problem
  • eirenne 18.09.04, 01:33
    Niusy z hipermarketu:
    - winogrona 3zł/kg
    - pomidory na zupę 1,20- 1,60zł, kilogram spokojnie starcza na zupę na trzy dni
    (dla jednej osoby)
    - bułka tarta 1zł/kg, starcza na rok chyba
    - jabłka 1,20zł
    - śledzie w oleju 2,25zł/200g dodać śmietanę i jabłko, jest sałatka śledziowa na
    parę dni
    - śmietana 1,30zł
    - kiełbasa 5,90zł/kg
    - makaron czterojajeczny 1,25zł
    Reszty mięsa nie sprawdzałam, bo akurat mam w lodówce zapas:) Nie wspominam o
    innych warzywach i owocach, bo w końcu jest czas zbiorów i wiadomo, ze są
    taniutkie (a jakie zdrowe hehe)
    Ach i jeszcze zapomniałam:
    - odrobina dobrej woli- bezcenne;-DDD
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 01:39
    to kupuje się ziemniaki (50gr), olej (3,5zł), przyprawy (1,2-1,5) tymianek,
    bazylia, curry, papryka, przyprawa do kurczaka, do grilla, cokolwiek co kto lubi

    obiad wtedy wygląda tak
    0,5 ziemniaków (25 gr)
    olej do głębokiego smażenia - 200 ml (70 gr) z zastrzeżeniem, że oleju się nie
    wylewa po jednym użyciu, można go użyć nawet 2-3 razy więc 1/3 z tego to 25 gr
    przyprawy (duża szczypta ;) 5 gr-10 jak ktoś się uprze

    ile wychodzi? 60 gr za obiad palce lizać
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.197.72.* 18.09.04, 10:39
    > oleju się nie
    > wylewa po jednym użyciu, można go użyć nawet 2-3 razy

    Radze ci porozmawiać z lekarzem na temat toksycznych właściwości kilkakrotnie
    używanego oleju. Żarcie, które tutaj roponujesz ludziom szybko doprowadziłoby
    ich do choroby wrzodowej i anemii.

    Poza tym przepis nie jest najgorszy, jeśli zastosować tu olej z winogron lub
    oliwek (ok. 10 zł za litr) naturalnie 1 raz.

    Pozostałe brednie moze przeczytam, ale nie dziś.
  • facecja 18.09.04, 12:56
    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):


    > Poza tym przepis nie jest najgorszy, jeśli zastosować tu olej z winogron lub
    > oliwek (ok. 10 zł za litr) naturalnie 1 raz.

    my tu mówimy o jedzeniu za 150 zł. przez najzwyklejszych ludzi, którzy to
    używają oleju słonecznikowego, nie zauważyłaś tego w swej bystrości?


    > Pozostałe brednie moze przeczytam, ale nie dziś.

    no tak, bo cięzko jest przyznać racje
    "tylko parę przepisów" - a ile trzeba? 365???
  • Gość: gajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 15:21
    no tak, wszystkie jesteśmy puste, bo zdajey sobie sprawę, że pieniądze nie
    wszystkim spadają z nieba i niektórzy muszą trochę pomyśleć i kombinować jak zyć
    za 150 zł (chodzi o jedzenie) i nawet im się to udaje. Jeśli uważasz, że
    jesteśmy puste, to ja juz nie wiem co o Tobie powiedzieć...widać Ty także jadasz
    za 60 zł obiadki, albo może żywisz się w fastfoodach, bo tam to na pewno olej
    jest świeżuteńki.
    Ot co, kurak to poprostu kolejny zadufany w sobie bufon, w dodatku kiepsko mu
    idzie czytanie ze zrozumieniem.
    Wyłączam się z dyskusji bo mi się niedobrze robi jak czytam takie bzdury jak Ty
    wypisujesz.
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.197.72.* 18.09.04, 10:58
    Jadłospisu na tydzień - 3 posiłki dziennie za 5 zł nadal nie ma, tylko kilka
    przepisów, ale mniejsza z tym.
    Serio myślisz, że można najeść się samą zupą? Przyjmijmy jednak, że można
    ugotowac obiad za 3 zł.

    śniadanie
    2 bułki 60 gr, 2 plasterki sera 1 zł, masło powiedzmy 20 gr, kawa, cukier 30
    gr. = 0,6 + 1,0 + 0,2 + 0,3 = 2,10
    kolacja j.w.
    czyli 3,0 + 2,1 + 2,1 = 7,2 zł 1 dzień siermiężnego wyżywienia
    a gdzie owoce?
    kłamiesz Richelieu, gdybyś naprawde żyła na 5 zł dzinnie nie pomyślałabyć nawet
    o takim "zbytku" jak ser, czy wędlina, tylko o tanim pasztecie z hipermerketu w
    niedzile i smalcu na codzień.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 14:02
    powiedział jadłospis na tydzień
    ok, kiedy jest jadłospis na tydzień to mówi, że mu się nie chce czytać
    były owoce, gdybyś umiał czytać przeczytałbyś
    ale widocznie nie umiesz
    a giligili
    berek
    teraz ty gonisz
  • facecja 17.09.04, 22:56
    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

    > wiesz facecja, ty jako osoba mieszkjąca z rodzicami (tak się na tym watku
    > przedstawiłaś) nie możesz mieć bladego pojęcia o tym, jak wygąda życie w
    > akademiku, na stancji, czy mieszkaniu studenckim, ani o tym jaki jest ogólny
    > standart tychże lokali. Fakt, że odwiedzasz znajomych w akademiku, którzy
    > akurat mają lodówkę nie czyni cię jeszcze kompetentną w kwestii życia z dala
    od
    >
    > domu rodzinnego. W tej sytuacji możesz sobie pisać brednie o domowym
    makaronie
    > [buhahaha już widze jak ludzie w akademiku wałkują ciasto na makaron :],
    > stawiać zamianę markowego piwa na tańsze obok odmawiania sobie podstawowych
    > produktów spożywczych, bredzić że kino ważniejsze, niż jedzenie, bo ty
    dziecko
    > kompletnie nie wiesz o czym piszesz. Można się nieźle ubawić, kiedy czyta się
    > jak taka pusta, egzaltowana lala, bez pojęcia o życiu, nieznająca wartości
    > pieniądza wypowiada się na temat możliwości przeżycia za 100 zł miesięcznie.

    jak to dobrze, ze znalazła się kolejna osoba tak dobrze mnie znająca, uff całe
    szczęście

    widzę, że Ci lepiej idzie wyobrażanie sobie mnie niż błyskotliwe odpisanie na
    moje ironiczne zapytanie, fajnie, że w przypadku braku poczucia humoru chociaż
    wyobraźnie masz

    powodzenia życzę w dalszym studiowaniu a moze i uczeniu się na pamięć moich
    postów, wtedy mnie an pewno poznasz tak dobrze, że bez trudu rozpoznasz na ulicy

    aha - nie trzeba mieszkać przez 5 lat w "dwudzestolatce" żeby wiedzieć, jakie
    mają tam sprzęty na wyposażeniu
    a makaronu domowego nie robi się z dnia na dzień :)
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 23:04
    ogląd wyposażenia dwudziestolatki (cokolwiek to jest), nijak ma się do
    doświadczenia na własnej skórze życia poza domem rodzinnym. fakt, że tego nie
    dostrzegasz, świadczy tylko o tobie jako pustej, egzaltowanej lali. zaś to, że
    jesteś wielce zaskoczona, tym że ktoś może mieć po prostu dobrą pamięć skłania
    tylko do smutnej refleksji nad twoim losem....
  • facecja 17.09.04, 23:08
    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

    > ogląd wyposażenia dwudziestolatki (cokolwiek to jest), nijak ma się do
    > doświadczenia na własnej skórze życia poza domem rodzinnym. fakt, że tego nie
    > dostrzegasz, świadczy tylko o tobie jako pustej, egzaltowanej lali. zaś to,
    że
    > jesteś wielce zaskoczona, tym że ktoś może mieć po prostu dobrą pamięć
    skłania
    > tylko do smutnej refleksji nad twoim losem....

    wiesz, nie muszę doswiadczać na własnej skórze rozmaitych rzeczy, by wiedzieć,
    że takowe istnieją bądź nie albo jak wyglądają
    z pustą egzaltowaną lalą to mnie zraniłeś, zraniłeś wręcz na wskroś :P
    a co do pamięci - niezykle prędko Ci się ona włączyła, po jakichś paru
    godiznach duyskusji, brawa, brawa :)
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 23:20
    dziecko drogie tu nie jest mowa o "rozmaitych rzeczach", tylko o zwykłym zyciu,
    które się toczy z dala od ciebie. kompletnie nie łapiesz w czym rzecz.
    głupiutka gęś z ciebie po prostu.
  • facecja 17.09.04, 23:22
    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

    > o zwykłym zyciu,
    >
    > które się toczy z dala od ciebie.

    tak właśnie, rozszyfrowałas mnie, jestem zahibernowana
  • Gość: zniesmaczony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 23:25
    Boszsz, jaka ty głupia jesteś...
  • studencina999 17.09.04, 23:28
    15 kajzerek ułożyć wokół spacerującej po parku łazienkowskim kaczki (jak
    przystanie albo usiądzie). Całość zalać jogurtem (niskotłuszczowym, z
    promocji).
  • amused.to.death 18.09.04, 13:36
    > [buhahaha już widze jak ludzie w akademiku wałkują ciasto na makaron :],

    mój kolega (!) pierogi robił.
    Wszystko zależy od przystosowania się, pamiętam, że jak niektórzy gotowali w akademikach obiady...eh...trudno było przejść obok kuchni bez przełykania śliny...

    --
    Don't give up
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 11:22
    Zapiekanka ziemniaczana:

    ziemniaki
    pieczarki
    cebula
    10dag wedliny
    2pomidory
    mleko+maslo+maka (na sos beszamelowy)
    oliwa z oliwek do podsmazenia cebuli, wedliny i pieczarek
    ser zolty do posypania
    przyprawy

    do tego przydalaby sie jakas surowka i herbata

    wychodzi znacznie wiecej
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 15:04
    1. to nie ziemnaiczana tylko grzybowo-mięsna
    2. sos besamelowy bez gałki muszkatałowej to nie sos bezsamelowy
    3. oliwa z oliwek jest właśnie luksusem i nikt mający 150 na jedzenie nie
    będzie używał jej do smażenia

  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:57
    jasne
    w takim razie poprzednia propozycja to tez nie ziemniaczana tylko brokulowo-
    grzybowa

    o galce muszkatalowej wiem, tylko zapomnialam napisac - mozesz sobie doliczyc
    jej cene jeszcze
  • nadja 18.09.04, 00:46

    Studencino - gadasz bzdury.
    Sloma wystaje Ci z butow, to prawda.
    I mowi Ci to ktos, kto nie ma Ci czego zazdroscic.
    pzdr
  • Gość: burak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 08:24
    A ty słonico wracaj na swoje forum
  • Gość: olka IP: *.net 18.09.04, 10:08
    Ludzie w naszym kraju jest w niektórych regionach 30% bezrobocie i Polska to nie
    tylko wielkie miasta,pojęcia nie macie co się dzieje.Jak się ma 500 zł to można
    się za tę kwotę utrzymać i trzeba ,innej możliwości nie ma i pracy też nie ma
    dla wszystkich,przykład,że ktoś zarabia kilka tys. nic nie mówi,bo nie wszyscy
    mogą tę pracę miec.
  • Gość: taki_owaki IP: 80.51.255.* 18.09.04, 12:42
    Tak sobie czytam te wasze posty i śmiech mnie łapie, zapiekanki, jogurty
    itd.. :P

    Nie ma co się kłócić, pytanie w temacie jest takie "Jak się wam udaje przeżyć
    na studiach" no i trzeba na nie odpowiadać, a nie irytować się tym, że jeden
    wydaje na obiad < 3 zł a inny >60 zł.

    Takie jest życie, którego tutaj nie zmienimy.

  • facecja 18.09.04, 13:00
    Gość portalu: taki_owaki napisał(a):

    > Tak sobie czytam te wasze posty i śmiech mnie łapie, zapiekanki, jogurty
    > itd.. :P
    >
    > Nie ma co się kłócić, pytanie w temacie jest takie "Jak się wam udaje przeżyć
    > na studiach" no i trzeba na nie odpowiadać, a nie irytować się tym, że jeden
    > wydaje na obiad < 3 zł a inny >60 zł.
    >
    > Takie jest życie, którego tutaj nie zmienimy.


    masz rację, trochę dystansu zabrakło

    tylko wiesz - o ile jedzącym za 150 zł na miesiąc przychodzi do głowy, że inni
    przejadają 2000, ale w drugą strobnę to nie działa i stąd głosy: "to
    niemożliwe", "kłamiecie", "musicie jesc chleb ze smietnika, inaczej się nie
    da..."

    a dyskusja prowadzi do tego, by pokazac, że jednak się da, żeby rodzice nie
    mówili: "dziecko, nie pójdsziesz na studia, bo nie mogę przeznaczyć 1500 zł na
    twoje utrzymanie, a przeciez za mniejsza cenę nie przezyjesz..."
  • Gość: taki_owaki IP: 80.51.255.* 18.09.04, 13:45
    No tak, to jest typowe dla Polaków...sam czegoś nie ma i chciałby, żeby inni
    też nie mieli. Ale to już dyskusja na inny temat.

    Rodziców jednego stać na 500zł miesięcznie, innego na kilka tysięcy. Każdy musi
    sobie jakoś radzić.

    100zł miesięcznie na jedzenie to rzeczywiście jest mało, ale to dobrze, że są
    tacy, którzy za tyle próbują żyć, nigdy nie wiadomo co Cie w życiu może spotkać.

    Suma wydawana na jedzenie jest kwestią INDYWIDUALNĄ i zależy od bardzo wielu
    czynników.
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 13:54
    > Suma wydawana na jedzenie jest kwestią INDYWIDUALNĄ i zależy od bardzo wielu
    > czynników

    bingo!
    powiedz to richelieu, ona uważa że jej doktryna przeżycia za 5 zł dziennie
    powinna mieć charakter powszechny
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 14:04
    źle rozumujesz, ciężko Ci chyba z takim stanem
    kurko z rosołu za 4 zł/kg
  • facecja 18.09.04, 14:08
    Gość portalu: taki_owaki napisał(a):

    > No tak, to jest typowe dla Polaków...sam czegoś nie ma i chciałby, żeby inni
    > też nie mieli. Ale to już dyskusja na inny temat.
    >

    wyjaśnij mi tylko, do czego konkretnie to się tyczy

    bo jeśli do tych, którzy żyją skromniej, to przecież - chociaż niektórzy w
    swoim zacietrzewieniu tego nie zauważają - wątek nie polega na nawoływaniu do
    ascezy, tylko zszedł na takie tory dlatego, że pewne osoby uznały życie za 150
    zł za niemożliwe, a inne postanowiły pokazać, że jednak się da

    a to już indywidualna sprawa, czy się pewne sposoby wykorzysta czy nie - tylko,
    że raczej jest to sprwa rodziców łożących na studenta niż samego studenta
  • amused.to.death 18.09.04, 14:03
    Przeczytałam cały długi wątek i nie mogę przestać myśleć, że kwestia przeżycia na studiach to kwestia przede wszystkim myślenia i gospodarności.
    Pamiętam, że na studiach miałam mało kasy, ale jakoś wystarczało i nigdy nie wydawało mi się, że klepię biedę:) Zresztą znajomi z akademika byli w podobnej sytuacji więc razem musieliśmy się nauczyć jak żyć by przeżyć.

    Teraz, po studiach, nie muszę się już zastanawiać czy starczy do końca miesiąca. Mogę iść na zakupy i nie myśleć o tym ile zapłacę. A jak czasami podliczam wydatki na jedzenie, wciąż nie wychodzi dużo.

    Ostatnio znajmoma powiedziała 'nie wiem jak ktoś przeciętny tak jak my mógłby odłożyć .... zł'. Ja mogę. Nawet kupując książki, płyty, chodząc do kina, wydając na siłownie, knajpy, etc. A zarabiamy tyle samo, więc to raczej ja się dziwię, co ona robi z pieniędzmi, że ich nie ma?

    Nigdy się nie zastanawiałam, czy kasa, którą miałam w trakcie studiów na pewno wystarczy, po prostu musiało wystarczyć.

    --
    Don't give up
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:12
    PONIEDZIALEK
    kuracja oczyszczajaca
    dzien jablkowy
    kupujemy 1-1.5kg jablek
    do tego pijemy przegotowana wode

    WTOREK
    sniadanie: kromka chleba + 1 jajko + szklanka goracej wody (o herbacie
    zapomnijcie rozrzutnicy)
    obiad: 3ziemniaki, robimy frytki (oleju uzywamy nie 2-3 razy tylko co najmniej
    10 Richelieu, nie mozna wylewac dobrego oleju po dwoch uzyciach)
    kolacja:jablko lub dwa(jesli jestesmy wyjatkowo glodni)

    SRODA
    sniadanie: kromka chleba, 1maly pasztet
    obiad: talerz kapusniaku (kapusta, ziemniak, cebula, sol, woda)
    kolacja: jogurt naturalny TESCO (tak tak i na jogurt nam wystarczy kochani)

    CZWARTEK
    sniadanie: kromka chleba razowego (dla urozmaicenia), plasterek twarogu, kilka
    krazkow cebuli
    obiad: kapusniak z poprzedniego dnia
    kolacja: kromka chleba, plasterek zoltego sera

    PIATEK
    sniadanie: kawalek twarogu(z poprzedniego dnia) rozdrobnionego widelcem i
    posypanego lyzeczka cukru
    obiad: rosol (na porcjach rosolowych) i odrobina makaronu
    kolacja: kromka chleba ze smalcem

    SOBOTA
    sniadanie: 2jablka(dawno nie bylo witaminek)
    obiad: korzystajac z wolnego dnia zamiast sie uczyc lub chodzic do kina, teatru
    czy muzeum przez kilka godzin lepimy pierogi ruskie: maka, woda, jajko, cebula,
    troche tluszczu, ziemniaki, twarog
    kolacja: nie jest przewidziana
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 15:23
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:47
    Nie nasmiewam sie z niezamoznych, tylko na prosbe kuraka probuje stworzyc
    jadlospisy za 3 lub 4 zl dziennie. Chyba zdajesz sobie sprawe, ze na nic wiecej
    taka kwota nie starczy??

    P.S. A niezamozni moga z nich skorzystac, wiec w pewnym sensie wyswiadczam im
    przysluge
  • facecja 18.09.04, 15:50
    Gość portalu: studentka napisał(a):

    > Nie nasmiewam sie z niezamoznych, tylko na prosbe kuraka probuje stworzyc
    > jadlospisy za 3 lub 4 zl dziennie. Chyba zdajesz sobie sprawe, ze na nic
    wiecej
    >
    > taka kwota nie starczy??
    >

    i co z tego, że na nic więcej? a to takie straszne przezycie zjeść kapuśniak,
    nawet z poprzedniego dnia albo pierogi, a na kolacje 2 kromki chleba?
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:55
    nic strasznego (tylko na dluzsza mete nie da sie w ten sposob odzywiac i
    zachowac zdrowia - patrz moj post nizej o zdrowym odzywianiu)

    zreszta zapytaj richelieu - to ona twierdzi, ze sie nasmiewam z kogos
  • Gość: kurak rosołowy IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 15:59
    1. studentka się nie naśmiewa tylko przedstawia co realnie można zjeść za 5 zł
    dziennie, a że kogoś to śmieszy to już insza inszość
    2. jeśli już ktoś się naśmiewa :)))) to nie z niezamożnych, tylko z ludzi
    którzy głodzą się, żeby mieć pieniądze na "kulturę"
  • Gość: August IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 15:25
    Każdy człowiek ma prawo do godnego jedzenia, mieszkania i zaspokojenia innych
    potrzeb fizycznych i intelektualnych.

    A kapitalizm pozbawia wiekszość ludzi tego rodzaju praw.

    Niektórzy mówią w takiej sytuacji: NIE!, inni, tak jak Richelieu, lola czy
    facecja czynią z życia w warunkach narzucanych im przez system ZASŁUGĘ czy
    CNOTĘ. To tak, jak czyniła czereda pańszczyźnianych chłopów umierając pokornie
    na gruźlicę w folwarku gdy dziedzic żył w obscenicznych luksusach, a oni
    przymierając głodem mówili, że Bóg tak chce.
  • facecja 18.09.04, 15:30
    dobrze Auguście, a teraz przeczytaj pozostałe 270 postów, może wtedy przyjdą Ci
    do głowy bardziej trafne wnioski i przedstawisz je nam w równie błyskotliwy
    sposób
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 15:49
    Richelieu, sorry ale te Twoje przepisy to jakby przedszkolak nas uczył
    gotowania: zupa pomidorowa - talerz wody plus dużo czerwonej farby, teraz
    dobrze to zamieszać...

    No zobaczcie, obiad z zupy pomidorowej wg Richelieu:

    <za 1,5 zł można kupić przecier pomidorowy
    starcza na 3 1-litrowe garnki
    do tego łyżka mąki, 30ml śmietany, 2 łyżki oleju, łyżka vegety, bazylia,
    pieprz, papryka ostra
    mniej mąki będzie zupa pomidorowa, więcej - sos lepszy niż knorr czy inne
    badziewie>

    Po pierwsze taki przecier kosztuje ok. 3 zł a nie 1,5 (ceny w Warszawie w
    osiedlowym supermarkecie) po drugie zeby była zupa to się to dodaje do WYWARU
    (z mięsa, kurczaka albo tylko warzywnego jak ktoś nie jada mięsa). Pół kurczaka
    na bazarku - 6,50 zł, włoszczyzna 1,50. By się przydał do zupy pomidorowej
    jakiś ryż lub makaronik.

    I już wyliczenie Twoje idzie do kosza.

    A zupa ogórkowa wg Richelieu?:

    <zupa ogórkowa (2 osoby głodne bardzo)
    za 50-70 gr 3 kiszone ogórki
    0.5 kg ziemniaków
    łyżka mąki, 30 ml śmietany, łyżka vegety, sól>

    Z trzech kiszonych ogórków bardzo niewiele Ci tej zupki wyjdzie. No szczerze
    powiedziawszy potrzeba słoik przetartych ogórków który kosztuje w supermarkecie
    1,50 (wczoraj kupowałam). Ale przede wszystkim znowu jakby bazy - wywaru
    zabrakło...

    Ty pouczasz mnie że nie umiem gotować? Faktycznie, może są dziedziny w których
    jestem lepsza niż gotowanie, dlatego szkoda mi na nie czasu. Ale zawsze jak coś
    robię, to lubię zrobić to dobrze.. A już zupy to zdecydowanie znacznie
    ekonomiczniej robić jest w dużych ilościach i wolałabym żeby mi je gotowano w
    czystej i nowoczesnej stołówce. Jak sama mam gotować, poświęcać na to swój
    drogocenny czas, to umiem ugotować dobrą zupę. Ale w zasadzie bym wolała żeby
    coś tak prostego jak zupa gotowano mi na UW (oczywiście nie według Twojego
    nowatorskiego przepisu). A ja jak mi się zachce to ugotuję jakieś ciekawsze
    rzeczy - teraz jesienią to np. jakieś kurki na masełku z warzywami i winkiem...
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 16:06
    przykro mi że mieszkasz w Warszawie i kupujesz w osiedlowym sklepie, ja nie
    mieszkam ani w Warszawie ani w drogich sklepach nie kupuję. Chyba że w
    osiedlowym jakiś produkt kosztuje fktycznie taniej

    no i nie czytasz uważnie, zrób coś z tym rozkojarzeniem
    talerz wody i farbka, właśnie tak, bo farbką jest przecier pomidorowy (1,5 zł u
    mnie), zaś zamiast wywaru użyć można przyprawy warzywnej. Oczywiście można
    kupić pół kilo porcji rosołowych (1,7-2 zł/kg) tylko miałam na uwadze, że się
    studentom zwyczajnie nie chce 2 godziny na obiad czekać. Marchew, pioetruszka,
    seler, też można, jednak jest znacznie droższa od przyprawy warzywnej, a chodzi
    o to by było w miarę tanio. Masę ludzi stosuje jako wywar kostkę kurczakową czy
    przyprawę warzywną, dodaje oleju i żyje.
    makaron był, nie zobaczyłaś dobrze

    i jeszcze raz, przykro mi niezmiernie że mieszkasz w Warszawie i do
    supermarketu masz 2 godziny drogi
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 16:32
    Niepotrzebnie jest Ci przykro, bo ja osobiście strasznie się cieszę, że
    mieszkam w Warszawie.

    Rozkojarzenia u siebie nie zauwazyłam, wprost przeciwnie - żelazną logikę,
    która własnie Cię zgubiła, bo myślałaś, że można sobie bezkarnie pofantazjować,
    pomądrzyć się o życiu za 100 zł - a tu znalazło się kilku powaznych ludzi
    którzy nie lubią jak ktoś gada rzeczy w które sam chyba nie wierzy, no i wielki
    BLAMAGE pani Richelieu - wykazali, że ktoś tu nieźle ściemnia.

    A jacy męczący ci dyskutanci, inaczej niż na WSP Kielce na przedmiocie
    Negocjacje panią Richelieu uczono - kurczę, co to jest, nie denerwują się i nie
    plączą w zeznaniach! Też coś! Przecież to Pani Richelieu wystawia stopnie,
    ocenia ile kto może zarobić po studiach - a nie stopnie dostaje! A tu się
    dwójka z gotowania szykuje... A, więc to pewnie jedna i ta sama osoba się pod
    żóżne nicki podszywa! Nie ma innego wyjścia! Co prawda z innych IP ale to
    drobiazg.
  • Gość: Richelieu* IP: 195.117.90.* 18.09.04, 16:37
    ściema? to dlaczego Agnieszce na początku wątku nikt nie
    odpowoedział? ;)/kurakowi zabrakło agrumentów więc klei sobie nowe
  • Gość: Ula IP: *.aster.pl 18.09.04, 17:04
    Richelieu napisała:

    <makaron był, nie zobaczyłaś dobrze>

    ależ Richelieu droga, podobnie jak za każdym razem kiedy kwestionowałaś moje
    słowa a ja poddawałam Ci usłużnie odpowiedni cytat, tak i tym razem twierdzę,
    że makaronu nam do pomidorowej pożałowałaś. Był, owszem, w barszczyku z
    koncentratu makaronik (?!) ale w pomidorowej - nie. I wiem dlaczego - bo by się
    kosztorys posypał :)

    W sumie to żal mi tych Twoich studentów, jesli oceniasz ich tak samo rzetelnie
    jak mnie (co najmniej 4 buńczuczne błędy w ocenach) to mogą mieć pewne
    uzasadnione pretensje do Ciebie...
  • facecja 18.09.04, 15:36
    Gość portalu: August napisał(a):

    > Każdy człowiek ma prawo do godnego jedzenia, mieszkania i zaspokojenia innych
    > potrzeb fizycznych i intelektualnych.
    >

    jak już cos robimy, to róbmy to dokładnie:

    "3. Każdy pracujący ma prawo do odpowiedniego i zadowalającego wynagrodzenia,
    zapewniającego jemu i jego rodzinie egzystencję odpowiadającą godności ludzkiej
    i uzupełnianego w razie potrzeby innymi środkami pomocy społecznej.: art. 23
    Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka

    "1. Każdy człowiek ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt
    jego i jego rodziny, włączając w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę
    lekarską i konieczne świadczenia socjalne, oraz prawo do ubezpieczenia na
    wypadek bezrobocia, choroby, niezdolności do pracy, wdowieństwa, starości lub
    utraty środków do życia w inny sposób od niego niezależny." Art. 25 tego samego
    aktu.

    ale rozumiem, że niektórym olej słonecznikowy narusza jego godność...
  • Gość: :DDDDDDDD IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 15:52

    > ale rozumiem, że niektórym olej słonecznikowy narusza jego godność...

    ROTFL
    ROTFL
    ROTFL


    to dziewcze zabije mnie śmiechem :DDDDDDDDDDDDD
  • Gość: studentka IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:45
    NIEDZIELA
    sniadanie: kajzerka + plasterek szynki + herbata
    obiad: pierogi ruskie + surowka z kapusty
    kolacja: jogurt lub szklanka mleka