Dodaj do ulubionych

Afrykanistyka UW

24.07.19, 16:02
Jak się studiuje afrykanistykę na Uniwersytecie Warszawskim?

Afrykanistyka to specyficzny kierunek. Bardzo kameralny i z wręcz rodzinną atmosferą, bo wszyscy się tu znają. Nabór odbywa się rotacyjnie na trzy języki: suahili (Kenia, Tanzania), hausa (Nigeria, Niger) i amharski (Etiopia). Jeśli odbywa się na dwa, to najlepsi kandydaci mogą wybrać, na który chcą iść. Zwykle wybierają suahili. Na amharski jest najmniej chętnych, bo to język używany na najmniejszym obszarze z wymienionych i do tego uchodzi za dość trudny. Trzeba opanować sylabariusz służący do jego zapisywania, a sama kultura Amharów jest dość hermetyczna. Hausa jest raczej lubiany, choć ostatnio stracił na popularności ze względu na działalność Boko Haram. Na północy Nigerii jest obecnie dość niebezpiecznie i to zniechęca do wyjazdów. Hausa ma też dwa tony i trzy samogłoski obce dla Polaka. Ale na przykład gramatykę ma dość przystępną. Suahili też jest dość przystępny, przyjemny dla ucha i używany na największym obszarze.

Niestety nauka języków to największa bolączka tego wydziału. Metody nauki są przestarzałe, uczy się na podręcznikach i na tekstach, bez rozwijania zdolności komunikacyjnych. Do tego samych godzin nauki jest mało jak na Wydział Orientalistyczny. Native speakerzy się czasem trafiają (na przykład w formie doktorantów z wymiany), ale wcale nie poprawiają sytuacji. Raczej uczą nas, czym w praktyce są różnice kulturowe. 😊 Na stałe zatrudniony jest tylko jeden native, leciwy już Etiopczyk, który jednak nie jest lubiany, bo nie umie uczyć. Od jakiegoś czasu jest też Kenijczyk John (używa drugiego imienia Martin), który lepiej to ogarnia. Od drugiego roku wchodzi lektura tekstów, która polega po prostu na czytaniu tekstów źródłowych, a nie z podręcznika.

Sam wydział to tak naprawdę tylko jeden korytarz na drugim piętrze. Mieści się oczywiście na kampusie centralnym UW. Afrykanistyka liczy trzy sale wykładowe, trzy gabinety wykładowców i bibliotekę. No i kibelek na półpiętrze, który wiecznie przecieka przez sufit na schody, bo budynek jest już dość stary. Życie toczy się tu leniwie i czasem jest trochę chaotyczne, tak po afrykańsku, ale to ma swój urok.

W programie studiów jest sporo przedmiotów do wyboru. Z tych obowiązkowych, oprócz WF-u, lektoratu i ogunów, jest też nauka drugiego języka afrykańskiego, który zwykle przydzielany jest z góry. Może to być jeden z pozostałych języków katedry, ale może też być arabski. I wtedy jest tragedia, bo arabski na arabistyce zaczyna się o 8 rano. A na afrykanistyce żadne zajęcia nie zaczynają się przed 9.45 😊 (Tak na marginesie to Wydział Orientalistyczny ma nieco inne godziny niż pozostałe wydziały UW, co bywa problemem dla wielokierunkowców). Na pierwszym roku zawsze jest wstęp do afrykanistyki, Taki wykład o historii badań i afrykańskich rodzinach językowych. Obowiązkowe są też wykłady z antropologii, filozofii i wstępu do wybranych badań (np. językoznawczych, literaturoznawczych). Obowiązkowa jest historia Afryki, która prowadzi dr Rubinkowska i robi to bardzo fajnie. Tyle że wykład dotyczy przede wszystkim historii państw przedkolonialnych, o kolonializmie i dekolonizacji studenci muszą sobie doczytać sami. Jest wykład z literatury afrykańskiej w językach europejskich z prof. Krzywickim, który jest sympatyczny i ma dużą wiedzę, ale jego wykłady są dość senne. Lubi też spojlerować i opowiadać fabułę powieści. Są też religie Afryki z prof. Piłaszewiczem, który też bardzo dużo wie, ale też bywa nieco nużący. I sztuka Afryki z dr Will, ona zdecydowanie bardziej dynamicznie prowadzi swoje zajęcia. No i wiedza o języku afrykańskim, czyli tak naprawdę gramatyka opisowa naszego wiodącego języka. No i seminarium. Tu rada dla suahilistów: nie piszcie u Kraski, bo nigdy nie wygrzebiecie się z poprawek. Na magisterskich obowiązkowe są tylko nauka języka, lektura tekstów, seminarium i zajęcia metodologiczne zgodne z seminarium (np. językoznawcze). Reszta to przedmioty do wyboru, których oferta się zmienia. Zawsze jest coś języku, literaturze, kulturze, czasem trafią się zajęcia o islamie albo stosunkach międzynarodowych.

Na afrykanistykę przyjmuje się po kilkanaście osób do grupy językowej, ale część się wykrusza. Na studiach magisterskich jest jeszcze mniej osób, grupy trzy- i czteroosobowe to nic dziwnego. Czasem zdarza się nawet, że na zajęciach jest wykładowca i jeden student, wtedy można zrobić zajęcia w gabinecie, bo nawet sala wykładowa niepotrzebna. Wykładowcy są naprawdę w porządku, to pasjonaci z dużą wiedzą, tylko czasem nie potrafią jej przekazać. Studenci to też raczej intersujące osoby: od fanów Boba Marleya z dredami po świeckie misjonarki. Niestety do krajów afrykańskich nie ma czegoś takiego jak program Erasmus. Jeśli ktoś chce wyjechać, to musi napisać projekt badawczy i samodzielnie zdobyć dofinansowanie.
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka