Dodaj do ulubionych

Studenckie związki na odległość ;)

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.06, 12:59
J.w Jak to u Was wygląda? Jaka dzieli Was odległośc? Jak często się widujecie?
Czy taki związek ma sens czy lepiej się nie łudzić? Jakie macie wspolne plany
po studiach?

Proszę o Wasze opinie i ew. dygresje na temat ;)
Edytor zaawansowany
  • Gość: June IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.06, 14:54
    Hmmm... ja przez 2 lata byłam z chłopakiem, który studiował w innym mieście, ja
    jeszcze chodziłam wtedy do liceum. Nie było tak źle, bo przyjeżdżał do mnie co
    weekend, ale wtedy chronicznie się cierpi na brak czasu na co innego. Znam pary,
    które są już ze sobą naprawdę długo a studiują bardzo daleko od siebie. Widać
    miłosć wszystko zwycieży :)
  • Gość: asia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.06, 19:21
    Hej!Tkwie w takim studenckim zwiazku na odleglosc.JA studiuje w Lublinie a on w
    Krakowie ale jak narazie nam sie uklada i mam nadzieje ze bedzie tak dalej bo
    to dopiero roczek minal.Bywa czasami ciezko ale da sie przezyc.Co po stuiach
    czas pokaze ale planujemy wspolna przyszlosc:)(zeby tylko nie zapeszyc)
  • klymenystra 31.08.06, 22:23
    heh... palacy problem dnia. ja w Krakowie, on w Zielonej Gorze... widujemy sie
    srednio raz na 2 tygodnie-albo ja jade do niego,albo on do mnie. czasem wiaze
    sie to z nieobecnoscia na zajeciach- zeby urwac kawalek piatku i poniedzialku...
    nie wiem, jak to bedzie w tym roku, bo w zeszlym mialam stypednium i kasa na
    bilet byla. a teraz- stypednia obcieli, wiec chyba bede musiala wiecej lekcji
    wziac, zeby sobie dorobic.
    czy taki zwiazek ma sens? mysle, ze jesli obie strony sa zaangazowane, to jak
    najbardziej. bywa ciezko, szczegolnie z mojej strony, dla mnie tesknota czasem
    jest nie do wytrzymania. dobrze, ze sa komorki, skype, listy... on to znosi
    lepiej, jego zycie wyglada troche inaczej.
    ma to tez swoje dobre strony- mam duzo czasu dla przyjaciol-znaczy-duzo wiecej
    ;). poza tym te wspolne weekendy wynagradzaja wszystko. gdyby ukochany mieszkal
    w Krakowie, pewnie moja mama nie zgadzalaby sie, zeby mieszkal z nami raz na
    jakis czas. a tak- przynajmniej spedzamy razem kilka dni i mamy moznosc poznac
    sie lepiej przez takie glupie sprawy jak gotowanie, czy dzielenie czasu miedzy
    siebie, a nauke. gdybysmy sie widywali codziennie, to zapewne bylyby to chwile
    odciecia od swiata. a w obecnej sytuacji- nie sa, bo nie mozna zrezygnowac z
    normalnego zycia na 3 dni. i ucze sie, jak to jest zyc z tesknota. mam zamiar
    wyjechac na rok za granice, on na pol roku- bedzie latwiej poradzic sobie tak
    daleko od siebie po tym treningu :) jesli nasz zwiazek przetrwa- ostatnio mamy
    kryzys, ale niezwiazany z odlegloscia. tym bardziej, ze on nie jest z Krakowa,
    tylko Chelma (tego obok Lublina), wiec nawet teraz, w wakacje, nie widzimy sie
    caly czas.
    wspolne plany? jesli sie uda, to pewnie znajdziemy jakies wyjscie. wyroslam z
    tego, ze swoja przyszlosc wiaze z Krakowem (tylko w jednym wypadku chcialabym
    koniecznie tu zostac- ma to zwiazek z planem zawodowym)- bo realizowac sie w
    kilku innych opcjach moge gdzie indziej. on tez ma swoje plany, ale do tej pory
    zawsze udawalo nam sie to pogodzic. poza tym wierze, ze kiedy zrobi licencjat,
    to przyjedzie do Krakowa i razem spedzimy tu dwa lata.a potem? kto wie...
    na razie trzymajcie kciuki, zebysmy sie nie rozstali.
    pozdrawiam
    --
    --le ciel est bleu mais personne n`en profite--

    Nakarm głodne dziecko
  • Gość: fire IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.06, 11:14
    Ja Kraków, on Przemysl. Tesknota mnie zżera, ale jakos dajemy rade. Widujemy sie
    co jakis czas, no ale sa swieta, ferie, wakacje, ona przyjezdza do mnie, wtedy
    mozemy spedzic kilka dni tylko we dwoje :) Mi sie marzy zebysmy spedzili razem w
    Krk przynajmniej czesc wakacji :)
  • Gość: up IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.06, 20:11
    up up
  • Gość: przemik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.06, 20:14
    ja przez taką rozłąkę stracilem dziewczynę :( - pojechała na studia - wiadomo
    nowi ludzie - odbilo jej troszke a mi smutno :(
  • Gość: Lola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.06, 20:38
    miałam chłopaka o rok starszego, byliśmy ze sobą przez całe moje L.O., czyli
    przez 3 lata, gdy zaczynała klasę maturalna on wyjechał na studia, 200km od
    naszego miasta.
    rozstalismy się po mojej maturze.
    znalazł sobie inną.
    długo się z tego leczyłam, dobre pół roku.
    sama wyjechałam na studia, poznałam Miłośc mojeo życia, miezkamy razem.
    mój ból po utacie tego pierwszego chłopaka tłumaczę sobie brakiem doświadczenia
    życiowego. do dziś nurtuje mnie fakt, jak to można się nagle odkochać...
  • mish_a 01.09.06, 20:45
    Mi sie na szczęście odległość skończyła(trwala prawie rok)
    Ja i mój Ł. bylismy przez rok oddzieleni.A teraz juz od połowy wrzesnia
    będziemy mieszkać razem.

    --
    Zawsze staję po swojej stronie.
  • Gość: peikko IP: *.prenet.pl 01.09.06, 21:10
    wasze wypowiedzi mnie pocieszają:) dają mi nadzieję, że może i mnie się uda
    utrzymac związek. ja od października przenosze się do torunia, on zostaje w
    kraku. to zbyt daleko, żeby się często odwiedzać. zostały nam "zaledwie" 4
    lata, zanim zamieszkamy znowu razem.. oby się udało..
    pozdrawiam!
  • Gość: :( IP: *.is.net.pl 02.09.06, 11:11
    On w Krakowie, ja w Łodzi...tak było przez rok.To był baaardzo cieżki rok w
    naszym związku, przez niemal pół roku nie mogłam się przyzwyczaić, ze widzę go
    tak rzadko, tylko w weekendy. Stało się to bardzo męczące, te spotkania, jakby
    rytuał.. zawsze to samo, tylko w sobote i niedziele mielismy czas, żeby
    normlanie porozmawiać, załatwić wspólne sprawy. Ale z czasem ich było coraz
    mniej. Również dlatego, że studiujemy dwa zupełnie różne kierunki- przez całe
    trzy lata liceum nie mieliśmy problemów, zawsze były tematy do rozmowy. Ale rok
    bez siebie 'na co dzień' sprawił, że zaczęlismy się oddalać.On wolał rozmawiać o
    swojej fizyce...ja zmieniłam nieco zainteresowanie, chciałam wychodzic do
    teatru, dla niego to było śmieszne. Oboje mieliśmy nowych znajomych, zmienił się
    troche, ja pewnie też..dla mnie inne rzeczy były wazne, dla niego inne. I tak,
    powoli uczucie zgasło.
  • Gość: Magda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.06, 11:23
    znam pare która studiowałam w roznych miastach oddalonych 300km od siebie i dali
    rade są mimo to razem nawet slub biorą:)odwiedzali sie kiedy się dało.Ale bywa i
    odwrotnie uczucie gasnie,mi chyba nawet bardziej odpowiadałoby to gdybysmy
    studiowali w róznych miastach.
  • Gość: zrozpaczona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.06, 11:44
    Jak tak czytam o waszych zwiazkach to nieraz sie pocieszam, ze sa tez tkaie
    osoby, ktore tak jak ja walcza z odlegloscia.
    Ja jestem z chlopakiem, ktory bedzie chodzil do szkoly lotniczej kolo wawy. A
    ja ide w calkiem inne miejsce na studia. Bedzie nas dzielila neizla odleoglosc.
    A jakby tego bylo malo, to jego szkola to tak jak wojsko. Teraz mowi mi niby ze
    bedzie przyjezdzal do mnei co weekend. ale przeciez ja wiem jak jest w wojsku
    nei zawsze dostanie ta przepustke czy wogole taki ziwazek ma sens?
  • aga1029 22.08.19, 09:00
    hej, jak wyszedł wam ten związek jeśli on był na studiach wojskowych? akurat takiego wątku szukałam.
  • Gość: oleczka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.06, 14:34
    ja Torun, on Wrocław. czasem jest bardzo ciezko... ale spotykamy sie co dwa
    tygodnie czasem co tydzien i jakos dajemy rade. jestesmy po pierwszym roku i
    teraz wydaje sie nam ze moze bedzie latwiej. kiedy juz sie spotkamy to jest to
    dla nas jak swieto. na szczescie jestesmy z jednego miasta wiec teraz wakacje
    spedzamy razem. ta sytuacja sprawia ze wprost niecierpie miejsca gdzie studiuje
    i jest to dla mnie (dla niego równiez) smutna koniecznosc i obowiazek przebywac
    tam. jak sie kogos bardzo kocha to nie ma zadnych przeszkod :) ufamy sobie a to
    jest najwazniejsze. mysle ze jesli przetrwamy ta probe to przetrwamy
    wszystko :) "Fata viam invenient" (przeznaczenie znajdzie droge) serdecznie
    pozdrawiam
  • Gość: s. IP: *.27-151.libero.it 03.09.06, 21:56
    Bylam w takim zwiazku ponad 3 lata, wczesniej przed pojsciem na studia bylismy
    cale liceum rezem. Jezdzilismy do siebie na weekendy,czasami jak tu ktos wyzej
    napisal, rowniez kosztem piatkowych badz poniedzialkowych zajec.
    Niestety,znalazl sobie kogos innego, oczywiscie w miescie,w ktorym studiowal...
    Rozstalismy sie, ale moge tylko powiedziec, ze przy wspolnych checiach, takie
    zwiazki maja jak najbardziej sens:) Teraz,z usmiechem na twarzy wspominam te
    wspolne weekendy:)do tesknoty mozna sie przyzwyczaic, na poczatku jest ciezko,
    ale zyjemy na szczescie w takich czasach, ze telefony(ach te rachunki;(),
    internet ulatwiaja sprawe.pozdrawiam cieplo i zycze powodzenia;)
  • Gość: jusia IP: *.dip.t-dialin.net 13.09.06, 22:17
    ech..

    A ja Manchester, a on Düsseldorf.

    A za pol roku bedzie: ja Manchester, a on Kobe, Japonia (to jest dopiero dramat!
  • Gość: potem IP: 195.116.183.* 14.09.06, 09:05
    'wspieramy cie'

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka