Dodaj do ulubionych

O Wisłockiej, autorce "Sztuki kochania"-pouczające

13.07.14, 17:42
Niemal nikt nie zabiera głosu w wątkach otwieranych w niniejszej "prywatnej" grupie dyskusyjnej. Od czasu do czasu dodaję jednak tutaj nowe wątki, gdyż posługuję się tymi wpisami na seminariach prowadzonych w trakcie zajęć na uczelni. Niniejsza wpisy umożliwiają mi odesłanie osób dyskutujących ze mną do istotnych zapisów.

Kiedy dokonuję kolejnego wpisu ? Nowego wpisu dokonuję gdy dostrzegam coś co mnie samego zadziwiło.. albo kiedy dostrzegam, że ktoś ujął coś bardzo celnie, tak iż przydaje się do dla realizowania wnioskowania, poszukiwania rozwiązań różnych dylematów, wskazywania na ważne ustalenia.

Jak już pisałem zakres tematyczny tych wpisów jest bardzo szeroki. Nie przestrzegam tu żadnych przegródek. Najogólniej niniejsza „prywatna grupa dyskusyjna ma umożliwiać rozumienie świata i żyjących tu ludzi .

W czasach mojej młodości bestsellerem była książka Michaliny Wisłockiej. W Wysokich Obcasach z dnia 5 lipca 2014 wydrukowano wywiad z córką M. Wisłockiej. Początek jest dostępny pod .:
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16266306,Sztuka_kochania__czyli_trojkat_z_dwojka.html

Osobiście uważam, że wydanie książki „Sztuka kochania” było ogromnym wydarzeniem. Książka wywarła duży wpływ na ..hm.. powiedzmy zachowania ludzkie w naszym kraju. Osobiście sądzę, że dokonane pod wpływem tej książki przemiany zapatrywań i postaw były „społecznie pozytywne” .

Tym nie mniej warto próbować zrozumieć osobowość kogoś takiego jak Michalina Wisłocka aby rozwijać swoje umiejętności i wiedzę na temat „co od czego zależy”
Dlatego właśnie warto przeczytać wywiad z jej córką „Krystyną Bielewicz”. Poniżej zamieszczam mały fragment tego artykułu, który dotyczy relacji Michaliny Wisłockiej z jej mężczyznami.

[„.. Dużo było tych mężczyzn?

Nie wiem, ja ich nie liczyłam. Z tych ważniejszych: Fernandzio - mecenas, Włodzio - dyrektor Nowej Huty, Rysio - redaktor, który pomagał jej przy pisaniu "Sztuki kochania", Wieloryb - komandor marynarki. Przygód raczej nie miała, była bardzo kochliwa. Jak się zakochała, to ten mężczyzna stawał się dla niej całym światem. A potem bardzo szybko okazywało się, że w drugą stronę tak nie jest, że tylko ona widzi w nim królewicza z bajki. I tak było za każdym razem. Jeżeli chodzi o miłość, była nieskończenie naiwna. Kochała tak bardzo po babsku, kładła się na podłodze jak dywanik, by on mógł po niej stąpać.

Skoro tak kochała, to dlaczego już nigdy nie wyszła za mąż?

Miała propozycje od trzech z tych panów. Rysiek bardzo chciał się z nią ożenić i ona nawet była skłonna się za niego wydać, bo to był opiekuńczy, ciepły facet, ale jak powiedział, że musi mieć dziecko, to się wycofała. Miała bez przerwy kłopot, co zrobić z jednym dzieckiem, i wcale nie miała zamiaru mieć drugiego. Powiedziała: "Szukaj sobie żony, która ci urodzi dziecko". No to sobie znalazł. Potem byli niby już tylko współpracownikami i ta żona chyba w to wierzyła.

Włodek rozwiódł się ze swoją żoną i oświadczył się mamie. Ale ona nie chciała za niego wyjść, bo potrzebował takiej kobiety jak Wanda - piorącej, gotującej i czyszczącej. Taką miał żonę wcześniej i takiej sobie życzył. A ona się do tego nie nadawała. Jak sobie wyobraziła siebie gotującą obiadki i prasującą mu sztywne koszule, to jej się zrobiło słabo. Powiedziała mu, że nie jest szczotką do zamiatania, która w kącie stoi i można ją w każdej chwili wziąć. Jak tyle czasu zwlekał, to ona teraz już nie chce.

Wieloryb też coś mówił, że się rozwiedzie, to nawet sama słyszałam. Ale mama przypadkowo poznała jego żonę i powiedziała: "Tak cudownej kobiety w życiu nie widziałam. Między nami wszystko skończone!". Potem już tylko pisali do siebie listy.

Miłość miłością, ale miała dość trzeźwy ogląd swojej sytuacji.

Praca była zawsze na pierwszym miejscu. Nie chciała, by cokolwiek ją ograniczało.
Co pani mama miała w sobie takiego, że ci mężczyźni tak do niej lgnęli? Podobno nie była zbyt piękna.

Była przeciętnej urody. Ani ładna, ani brzydka, ale miała w sobie bardzo dużo uroku. Była bezpośrednia i była bardzo ciekawą kobietą. Oni się z nią nigdy nie nudzili. Poza tym od razu stawiała ich na piedestale. Facet, który jej się podobał, nie miał szans. Jak spojrzała na niego tymi kosymi oczkami, to od razu był jej. Zresztą co powoduje, że na piękną kobietę nikt specjalnie nie zwraca uwagi, a za średnio piękną mężczyźni uganiają się jak wściekli? Nie wiem.

Podobno Wieloryb usiłował panią pocałować.

Mama raczej nie kończyła związków definitywnie. Bardzo wielkie przyjaźnie z byłymi kochankami ciągnęły się do końca życia. Wieloryb też, zawsze jak przyjeżdżał do Warszawy, wpadał na godzinkę pogadać. Raz poszedł do mojego pokoju się pożegnać i zaczął mnie obcałowywać. Miałam 14 lat i to było dla mnie obrzydliwe. Opowiedziałam o tym mamie i tak się wściekła, że pogoniła Wieloryba na amen…”]

Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka