Dodaj do ulubionych

Kino w życiu ,życie w kinie .

17.11.13, 11:37
Będzie to historia Zbyszka W. w kinie , jak i historia kina w Zbyszku W. Lecz nie zamierzam tutaj pisać elaboratów tak naukowych, żeby zniechęcić was do czytania lub swoimi wnioskami zaćmić bardzo mądre głowy , które przestudiowały , opisały , wywnioskowały wszystkie argumenty na temat powojennego kina i w zasadzie odbiorcom tych utrwalonych historii wystarczy się delektować , kiwać głowami ze zrozumieniem lub niezrozumiałą irytacją, kiwać głowami popierając ten ruch z drwiącym uśmiechem, w wypadku niezgody na przeczytane krytyczne i pozytywne sądy.

Czy zastanawialiście się ile filmów obejrzeliście w swoim życiu ? Jaki wpływ na nie miały zobaczone obrazy? Kiedy pierwszy film wywołał na waszej twarzy uśmiech a kiedy z niecierpliwością czekaliście na wyjście do kina na upatrzony film , jak i kiedy chcieliście z kina wyjść przed zakończeniem seansu . Z perspektywy lat śmiem twierdzić ,że im więcej było ograniczeń związanych z możliwością obejrzenia obrazu jakiejś wytwórni filmowej, tym bardziej smakowała treść filmu a i nie bez znaczenia był zapach jaki docierał do nozdrzy . Szczególnie w tych starych kinach , gdzie jeszcze królowała taśma celuloidowa , stare projektory grzały jak kaloryfery potęgując zapach „kina” .
Urodziłem się i o ho ho, ale za to w 1954 roku, gdy nakręcono i premierę miał polski film „ Celuloza „ Jerzego Kawalerowicza . Dla mnie, wierzgającego bobaska oblepionego chorobami, ten obraz wtedy był bez znaczenia , ale już kilka lat później musiałem skonfrontować opowieści dziadka i ojca o zupełnie innym miejscu niż przyszło mi żyć .Dlatego zdziwieniu mojemu nic nie mogłem przeciwstawić . Choćby dlatego , że jeszcze przez przynajmniej 15 lat spostrzegałem w krajobrazie kraju pozostawione ślady przez miecz wojny . Gdzie wolno, ale mimo wszystko, posuwała się odbudowa i rozbudowa kraju . Filmowcy wykorzystywali w swych scenariuszach obrazy prawdziwej Polski nieraz sytuując ją poza obecnym czasem, czym udowadniali, że ta rzeczywistość jest jednak czymś zamazana . Na ulicach królowały nie tylko samochody z demobilu , ale furmanki z końmi z woźnicami na koźle z batem w ręku . Jaka przepaść dzieliła tę część Europy, od tej zachodniej wystarczy napomknąć, że w Duisburgu uruchomiono pierwsze słupki parkingowe dla posiadaczy aut . Własnych aut .
Wróćmy jednak do celuloidowej taśmy . Kto wie czy to nie w momencie kiedy decydowały się losy mojego poczęcia ( 26 marca1954) odbyła się arystokratyczna impreza filmowców amerykańskich i rozdanie nagród za 1953 rok Academy Awards. Najlepszym filmem został „Stąd do wieczności” ( nomen omen taki los człowieka ) w reżyserii Freda Zinnermanna i dla porządku dodajmy ,że główne role odtwarzali Burt Lancaster , Montgomery Clift , Frank Sinatra , Ernest Borgnie .
A najlepszym aktorem został Marlon Brando, aktorką zaś Audrey Hepburn , zjawiskowa młoda dama wyszła na scenę po odebranie nagrody w kremowej sukni ,modnej na tamte czasy, w krótko obciętych włosach, postrzępionych z dużą zawartością lakieru . Wywołana przez Donalda O’Connora i Gary Coopera , który z ekranu kinowego przedstawił wszystkie nominowane aktorki żeńskie a zwycięzcę za rolę w Rzymskich Wakacjach ,jakiś zapewne dyr. jakiegoś instytutu filmowego wręcza jej Oskara . Czemu wspominam te sceny, bo mniej więcej z dziesięcioletnim, albo ciut większym opóźnieniem oglądałem później wszystkie te filmy i postacie aktorów , już co nieco więcej rozumiejąc i smakując filmy . Lecz zanim mogłem się nimi rozkoszować musiałem ulec i ilości obejrzanych obrazów jak i wybrednemu smakowi , który kierował mnie w stronę popularnych wtedy westernów i przygodowych . Ostatecznie dzieckiem się jest raz w życiu. Żegnam się z wami ( w tym odcinku) piosenką , najlepszą, wybraną i nagrodzoną w tamtym konkursie . Którą zaśpiewała Doris Day - Secret Love z filmu Calamity Joe i gdy w nawiasie za podanym tytułem wpiszecie lirics i spokojnie wysłuchacie sobie jej na youtubku {Doris Day - A Secret Love (lyrics)} , przenosząc się w zupełnie inny świat .Ale , ale, czy wiecie ,że Pani Doris żyje , Sto LAT – Dwieście lat w zdrowiu big_grin Pozostaje mi z wami pożegnać się do następnego odcinka, kiedy bardziej obrosnę w piórka mogąc wreszcie jakiś film opowiedzieć . A piosenka nie odstępuje mnie ani na krok rozbrzmiewając spokojnie tylko pies spogląda na mnie zupełnie nie rozumiejąc po co , kot zaś mruczy sapiąc głośno przez sen, ot starość ...
Obserwuj wątek
    • sagittarius954 Kolorowe...wszystko kolorowe 22.11.13, 18:51
      Przełom kinowy rozpoczął się, kiedy wróciłem spod skrzydeł babcinych do domu w Warszawie i rozpocząłem szkołę . Wpadając w tryb szkolnego rygoru ani się spostrzegłem, kiedy zacząłem bywać w kinie . Filmy w tamtych czasach przyjeżdżały do szkoły i były wyświetlane na płóciennych ekranach . Wszyscy lubili film tym bardziej, że odpadały lekcje i to zwykle dwie, trzy godziny . Bodajże w 1963 roku zasiadłem wraz klasą ma drewnianej podłodze Sali gimnastycznej i oglądaliśmy film polski Janusza Nesfetera - Kolorowe pończochy . Przyznam się, zapamiętałem ten film dlatego, że setnie się wtedy na nim wynudziłem . Zupełnie nie interesowała mnie tematyka tego filmu , pierwsza część uciekła zupełnie, dopiero w drugiej części z ekranu powiało rzeczywistością uczniowską . Znajome ulice , znajomy klimat podwórek , szkoły i zachowania klasy w stosunku do dziewczynki . Drugi raz zobaczyłem ten film w tv w latach siedemdziesiątych a trzeci będąc w wojsku . I za każdym razem coś odzyskiwałem z tematyki filmu . Dwie nowele , w pierwszej części Matylda, córka urzędniczki, będąca w szkole średniej , borykała się z biedą w domu . Upragnione pończochy, kolorowy łut szczęścia nie mógł być spełniony a sama była poddawana lustracji koleżanek z klasy myśląc o samobójstwie. Drugi film o ówczesnych rówieśnikach moich opowiada o Jadźce, która nie uczy się najlepiej , lecz nikt ani w szkole z nauczycieli ani rówieśników nie zadaje pytania dlaczego , ocenia ją niewłaściwie . Dopiero jej opowiadanie przeczytane przed klasą o najpiękniejszym dniu w życiu zmienia przynajmniej u jednego kolegi opinię o niej a ona przekonuje się do niego, kiedy widzi ścierającego napis „dziadówka” z desek płotu . Jest w tym czarnobiałym filmie klimat poezji i odwzorowania prawdziwej Polski . Ulic z brukowanymi ulicami , mieszkań ciemnych w czynszówkach pozostałych po wojnie , przemądrzałych uczni pyszniących się swoja wiedzą jak i biedy wszechobecnej i trudnej do wykorzenienia . Tak jak wtedy kilkadziesiąt lat temu młodym ludziom zależało na pończochach i przyjaźni tak dzisiaj ubiór i akceptacja klasy dalej jest w cenie . Film mimo upływu lat nie traci nic ze swego romantyzmu a i dodaje wskazówek do zrozumienia świata i rządzących nim prawidłowości . Do obejrzenia jest na youtubie , wystarczy wpisać w jej wyszukiwarkę - Kolorowe pończochy .1960 r. Aby przenieść się mogliście w tamte dzisiejsze czasy . Zachęcam gorąco do obejrzenia ,tym bardziej że film trwa 65 minut.
      W jednym wątku pokonaliśmy 9 lat a w tym czasie powstawały nie tylko w Polsce wartościowe obrazy. Musimy odnotować ,że w 1963 roku najlepszym filmem okazał się Lawrence z Arabii w reżyserii Sama Spiegela , najlepszym aktorem Gregory Peck a najlepszą aktorką Anne Bencroft Najlepszą zaś piosenką filmową Days of Wine and Roses Do muzyki – Henry Manciniego ze słowami Johnny Mercera a posłuchac jej możecie tutaj – Andy Williams –Days of Wine and Roses( Year 1963) oczywiście wyszukiwarce kopiując ten adres . 35 uroczystość rozdania Oskarów odbyła się 8.04.1963 roku w Santa Monica a uroczystość poprowadził Frank Sinatra . Dziś wracając do tamtych czasów z łatwością i to wielką , bez wysiłku zobaczymy to za czym kiedyś pewnie tęskniliśmy, gadając nieraz na przerwach między lekcjami. Wielu z tych aktorów już nie ma odeszli z tego świata , zostawiając na taśmie celuloidowej marzenia . Nasze wspólne marzenia. Słyszycie głos Andy Williamsa , czyż nie były to dni wina i róż i te takty delikatnie przesuwające się po gamie , wywołujące pragnienie ....

    • sagittarius954 Re: Kino w życiu ,życie w kinie . 23.11.18, 04:34
      Ponieważ dotarliśmy do 1963 roku ... a był to rok przełomowy , kiedy czasoprzestrzeń zaczęła się zmniejszać błyskawicznie , to co było wielkie okazało się wcale niewysokie a to co wydłużało się lub nie miało czasu nagle zaczęło przyspieszać niebezpiecznie To właśnie wtedy odkryłem zależności w przyrodzie choć jej wybryki były minimalne w stosunku do tego co dzisiaj pokazuje . No żeby w Arabii Saudyjskiej były potopy ...

      Choć zimy dawały się we znaki a płot babciny zasypany śniegiem trwał w nim do wiosny . Świat z ekranu tv był dla mnie nieznany , bo raz , kiedy byłem w domu z rodzicami zaraz po 20 tej stawało mi na przeszkodzie zastawiane krzesełko z przyzwoicie ułożonymi na nim ubraniami a po drugie kiedy byłem u babci jej telewizor psuł się nagminnie i nigdy nie mógł przekroczyć okresu dwóch tygodni bezawaryjnej pracy . Dopiero 25 lat później tajemnica psucia się tamtego tv wyjaśniła się kiedy zmierzono wartości napięcia docierające do domu .
      Ale cóż było wtedy robić , mądrych nie było , pozostawało radio pełne wdzięku i wizji które wybuchały w przynajmniej moim mózgu .
      Rok później zmiana miejsca zamieszkania spowodował zmianę naszego życia i nagłe wdarcie się kina do zwykłego młodzieńczego życia .
      Kino Reduta , Kos, Mazowsze, Dar wreszcie W-Z sprawiły iż młody człowiek tęsknił za zapachem tych kin , wreszcie za tematami i obrazami , które łatwiej dobijały się do człowieka niż wykłady wcale ładnych nauczycielek .

      Mimo wszystko tv i tak panowała w życiu a perełki ot chociażby dr Kildare przyćmiewały na krótkie okresy czasu wszystkie sprawy i wymiatały o 20.00 ulice . Dopiero później dobiła do filmów piłka nożna , właśnie klubowa a później reprezentacyjna .

      Ale kiedy wyrwało się pieniądze od rodziców trzeba było je jakoś spożytkować . Głód kina odznaczał się też mała ilością obejrzanych filmów , co naprawdę jest bardzo ważne . Aż się dziwię czy dzisiejszych przedszkolaków zainteresują filmy dwadzieścia lat później . Mimo wszystko z tamtego okresu pamiętam film Jazon i Argonauci , ale co dziwne , umiejscowić go w latach nie potrafię , chociaż tak na logikę było to w drugiej dekadzie lat 60 tych .

      Inaczej do filmu W Krainie Komanczów , na który z chłopakami nawet umawialiśmy się na wagary . Westerny w kinie były dużym wydarzeniem, tym bardziej ,że telewizja też dokładała swoje pozycje tego gatunku ,ale ogólnie w tv królowały „ kombajnem przez prerię „ radzieckie produkcje „ od których nijak nie można było się uwolnić .

      Przeglądając po tytułach filmy na filmwebie odkryłem ,że z tamtego okresu filmy dostają od oglądających je ponad 6.0 punktów w rankingu . Co dla mnie to oznacza i jakie wnioski wyciągam . Filmy dekady lat 60 tych są lepsze od gniotów produkowanych obecnie . Nieraz wydaje mi się ,że filmy dzisiejsze nie wiadomo dlaczego powstają . Film to ciekawa historia opowiedziana w ciekawy sposób. A o dzisiejszych filmach można powiedzieć że film to każda historia opowiedziana byle jak .dlatego też z filmu wieje nudą . Jednak najlepszym okresem dla widza w kinie miały być nadchodzące lata 70 te .

      Miała to sprawić nie tylko dorosłość wykiełkowana po dwudziestu latach wzrostu każdego, pragnienie zrośnięcia się z kinem , ale też naprawdę bardzo ciekawy repertuar , który docierał do naszych kin. Mimo cenzury , mimo nieufności władzy komunistycznej, w kinach miał się rozpocząć nowy okres .

      Ale póki co jesteśmy jeszcze w latach 60 tych ...pobądźmy w nich jeszcze przez chwileczkę .
    • sagittarius954 Re: Kino w życiu ,życie w kinie . 10.12.18, 11:04
      Babcia Gandzia.

      Wczoraj po powrocie do domu, zapragnąłem obejrzeć coś co sprawi mi przyjemność i radość a jednocześnie nie będzie zbytnio wydumanym elitarnym stadium o nowoczesności życia .
      wybór mój padł na film Babcia Gandzia , francuski zresztą co oznaczało podtrzymanie francuskich wydarzeń .

      Co zwykle z filmu zapamiętujemy , zwykle prostą narrację czasami w wyniku zawirowań pamięci odbiegającej od linii wyartykułowanej przez twórców .Oczywiście i tak mnie się przydarzyło , bo nagle zobaczyłem w tym filmie i uroczą Bernadette Lafont i w zasadzie te sprawy jakie umknęły mi w poprzednich odtwarzaniach . Ale śmiałem się i było mi fajnie póki nie zapragnąłem zobaczyć historii głównej aktorki i w jakich filmach grała.

      Jakież było moje zdziwienie i zaskoczenie ,że już w rok po nakręceniu filmu zmarła . Po prostu zniknęła z kadrów , chciałoby sie powiedzieć , celuloidowej taśmy . Pozostała na tych wszystkich filmach ,aby cieszyć nie tylko swoja urodą ,ale i talentem . I nagle z wieczoru radości wszedłem do pokoju zadumy . Choroba dosięgła panią Lafont i zabrała ją ,a le przecież nie jej role utrwalone na wielu wspomnieniowych playlistach . Była naprawdę ładną kobietą i uroczą w swojej starości .

      A jak wyglądała w latach sześćdziesiątych ? No mówię wam ...zresztą każdy może to sprawdzić i zerknąć okiem . Statystyki mówią że zagrała w 120 filmach , co świadczy bardziej o troskę o swój byt , bo przecież w kapitalizmie nie pracuje się dla idei , w tym właśnie w tych młodzieńczych jeszcze latach ,w 22 filmach fabularnych .

      Dla mnie i tak pozostanie w pamięci jako babcia gandzia częściowo przez przypadek a częściowo z premedytacją wchodząca w narkotykowy biznes . A ponieważ zawsze myślę że ludzie są sami w sobie dobrzy , no może oprócz kilkoro dupków big_grin ,to pani Lafont odpoczywa sobie teraz bawiąc się w cieple innego i jakże radosnego świata .

      Cóż to taki wkręt , ostatecznie żyjemy nie tylko przyszłością ale i przeszłośćią z której powinniśmy wyciągać wnioski, nawet jeśli sa podane w formie stosunkowo lekkiej i nie całkiem prawdziwej .

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka