dom na wsi - za i przeciw Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
      • Gość: we IP: *.acn.waw.pl 03.03.06, 15:36
        mieszkalam 6 lat w chyliczkach, pod wawą, icielkla, wrocilam na ursynow-mam
        blizej do lasu, metro 500m, autobusow fura..wymieniac co jeszcze?
      • Wpadamy do znajomych do małego drewnianego osiedla we wsi Garbatka k/Tarczyna a
        właściwie k/ Złotokłosu i Woli Mrokowskiej w gminie Lesznowola . Dojazd szosa
        krakowska lub Przez Piaseczno a póżniej Złotokłos. Osiadle jest w sadzie
        jabłoniowym. 14 domków uroczych( dworki ) małych ok.120 m2. Działki zadbane
        1000 m2. Dojeżdzaja Oni do pracy na Mokotów ok. 30-40 " . Ale jakie powietrze.
        Wokół jeszcze pusto ( pola,sady ) ale już niedługo ruszają następne osiedla .
        Bardziej to się zurbanizuję. Słyszeliśmy ,że w tej okolicy bardzo dużo sie
        buduje. Chcemy coś zmienić na kilka lub kilkanaście lat. Wyjść za miasto i
        zamieszkać w domku. Koniecznie parterowym,gdyż na starość nie bedziemy mieli
        siły,żeby chodzić na piętro. Mały domek itd.Tam już jest prawie miasto.Podobne
        domy, sympatyczni ludzie. Póżniej zostawimy to dzieciom.Jest bezpiecznie,
        czysto, szkoły, media, lasy Rozalińskie i Młochowskie.
        • Gość: Andrzej74 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.06, 19:07
          A tak w ogóle to ile ta wasza agencja nakupiła tej ziemi na tym zadupiu, że tak
          bezczelnie po raz piętnasty zachwalasz te ziemię pod Tarczynem? Ja po raz
          piętnasty ci napisze, że tylko idiota mógłby się tam osiedlić. A kupowanie
          ziemi rolnej z myślą, że za 30 lat sie tam przeniesiesz to głupota. Bo przez 30
          lat mogą tam wybudować 3 autostrady i 5 oczyszczalni ścieków oraz jedno
          wysypisko do kompletu. Jesteś gościu żałosny z tą mamoną, która ci na mózg pada
          i nawet honoru nie masz żeby skończyc z tym spamem, choć niejeden ci tu na
          forum naubliżał!! Ale takiemu jak ty to nawet jak w twarz pluja, to mówi, że
          deszcz pada. Pośrednik od siedmiu boleści!
          • Gość: Do Andrzeja74 IP: *.com.pl / *.u.mcnet.pl 05.06.06, 09:00
            To w takim razie ja jestem idiotką, bo mieszkam pod Tarczynem (pracuję na
            Mokotowie koło Galerii Mokotów i do pracy jadę 30-35 minut o wiele krócej niż
            ci, któryz mieszkają w Warszawie).
            • Gość: Lukas IP: 217.153.150.* 05.06.06, 14:27
              Wyglada na to, ze nie tylko jestes idiotka ale i obrzydliwa klamczucha. Nawet
              nie masz na tyle inteligencji, zeby pamietac to, co sama napisalas. Bo jeszcze
              w marcu kupilas ziemie rolna pod Zakroczymiem, czyli na polnoc od Wa-wy z
              nadzieja ze niedlugo sie ze stolicy wyprowadzisz...

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25&w=37684993&wv.x=2&a=37833406
              Obrzydliwym klamcom z agencji nieruchomosci mowimy wynocha!!!
              • Gość: kajaba IP: *.com.pl / *.u.mcnet.pl 06.06.06, 09:44
                O czym Ty mówisz człowieku, ja mam dom pod Tarczynem. Pomyliłeś posty to był
                mój post kajaby tylko w autorze nie wpisałam swojego nicka.
                • Gość: kajaba IP: *.com.pl / *.u.mcnet.pl 06.06.06, 09:46
                  Spójrz na IP z posta a potem się wypowiadaj (moi zdaniem 4nogi to facet a ja
                  jestem kobietą).
    • Gość: MC IP: *.era.pl 03.03.06, 15:30
      Mieszkam na wsi. Wiem także jak się mieszka w mieście. Mieszkałem jakiś czas na
      Ursynowie.
      Przeprowadzając się na Ursynów zakładałem, że będę miał więcej czasu dla siebie
      - w końcu odpadnie mi dojazd (aktualnie mam 50-60 minut samochodem lub WKD).
      A jeżeli będę miał więcej czasu dla siebie, to kino, knajpy i inne ośrodki będę
      częściej odwiedzał. Okazało się to błędnym założeniem. Po powrocie do mieszkania
      (40 m2) nie chciało mi się już nigdzie wychodzić. Zresztą wychodząc za dzwi
      mieszkania już nie jestem u siebie.

      Mieszkając teraz na wsi (150 m2) mam do dyspozychi działke 800 m2 i wychodząc za
      drzwi ciągle jestem u siebie. Latem po powrocie do domu, mogę spokojnie położyć
      sie pod drzewem na leżaku i ciągle jestem u siebie.
      Kupiłem sobie basen dmuchany - latem można spokojnie do niego wejść.

      Komfort psychiczny bycia ciągle u siebie, niezależnie od tego co robię jest
      zdecydowanie wart poświećenia 30 minut dojazdu do pracy.

      Jest też inny aspekt życia na wsi.
      Jeżeli masz dzieci, wyjscie w mieście z dziećmi na podwórko to cała wyprawa.
      Zawsze musisz z tym dzieckiem być i go obserwować.
      Jeżeli mieszkasz na wsi, dziecko zawsze może wyjść na podwórko i samo się bawić.

      Mieszkając na wsi i pracując w mieście - nie mam żadnych problemów z robieniem
      zakupów, byciem w kinie lub teatrze. Owszem, trzeba dojechać, ale mi to nie
      przeszkadza.

      Jeżeli chodzi o imprezy, to tutaj też jest przewaga mieszkania na wsi. Impreza
      może być zarówno w domu jak i na zewnątrz...
    • Gość: Rita IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.06, 16:49
      Mieszkałam 30 lat w bloku na 8 piętrze,po założeniu rodziny przeniosłam się na
      wieś.Nie wyobrażałam sobie że bedzie tak dobrze!!!Kiedy chcę wychodzę przed
      domek,delektuję się powietrzem,zapraszam gości, griluję,mam dwa psy, 4
      koty.Spokój,cisze-obecnie za nic w świecie tego bym nie
      zamieniła.Telefon,internet,samochód-jak w mieście.Swieże wiejskie
      jaja,mąkę ,mleko i nowych znajomych.Jest cudownie.Pozdrawiam
      wszystkich ,,wiesniaków,,
    • Gość: manitoba IP: *.sggw.waw.pl 03.03.06, 17:12
      Dużo zależy od wieku i upodobań (aktywności). Dla ludzi ruchliwych, lubiacych
      podróże, często wyjeżdżajacych mieszkanie na wsi nie jest najlepszym
      rozwiazaniem. Jeśli masz dzieci w wieku szkolnym, które maja wiele zajec
      pozalekcyjnych to rownież w wiekszości przypadkow utrudnienie. Mieszkam w Wa-
      wie, moi najbliźsi znajomi 25 km pod. Wszyscy mamy dzieci w wieku szkolnym.
      Wbrew pozorom to ja częsciej bywam w plenerze (czytaj poza miastem uprawiajac
      jakieś aktywności typu rower, bieganie) bo kilka razy w tygodniu. Ja jestem
      często w domu o 13-14 oni o 17-19 przy tym samym systemie pracy. Często są
      uwiazani aktywnościami dzieci. Natomiast zazdroszczę niedzielnych kawek na
      tarasie z widokiem na rzeczke... Coś za coś. Generalnie jednak uważam, że praca
      w dużym mieście, a mieszkanie gdzieś dalej to pomyłka. Co innego gdy można tam
      przenieśc aktywnośc zawodową czyli wyprowadzic sie totalnie a wmieście bywac
      incydentalnie.
      • Gość: lamia68 IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 03.03.06, 18:36
        Ale temat wzbudził zainteresowanie ! Dzięki za wypowiedzi, bo są one cennym
        źródłem informacji dla jeszcze nie zdecydowanych na wyprowadzkę poza miasto na
        wieś. na pewno trudno zbilansować wszystkie za i przeciw, ponieważ są one
        róznego "kalibru". temat można rozpatrywać w kilku różnych aspektach : co do
        upodobań, sposobu zycia, rachunku ekonomicznego ( czyli porównanie kosztów zycia
        w blokowym mieszkaniu a domku ). Czy ktoś z was robił kiedyś takie szczegółówe
        zestawienie kosztów mieszkania w bloku a domku. My pteraz łacimy samego czynszu
        ( małe miasto) za 60 m2 w bloku 600 PLN. Do tego prąd, gaz, telefon i inne ...
        Wydaje sie drogo ....
        • Gość: 0lek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.06, 18:54
          Jest minus mieszkania za miastem, wszyscy znajomi w wolne dni zwalają sie na
          grila, piwo itp(jeśli odpowiednio wcześniej nie wyłączy sie tel.). Co
          dziwne... nawet ci co mieszkają w okolicznych domach.
        • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.06, 00:52
          Dom 220 m2, nowy, ocieplony. Ogrzewanie gaz ziemny + kąpiel i sporadyczne
          gotowanie na gazie. 3 osoby + goście nocujący. Za gaz rachunki nie przekraczają
          500 zł w najzimniejszych miesiącach (za styczeń - 489 zł, ostatni za luty
          wyniusł 386 zł). Rachunki za IX - XI i III - IV wychodzą 180 -220 zł. W lecie
          60- 90 zł. Prąd - średio 100 zł miesięcznie Śmieci - 14 zł miesięcznie.
          Kominiarz 2 x w roku, po 40zł. Woda + ścieki - różnie, w lecie więcej wody na
          podlewanie. Podatek 180 zł rocznie, czyli 15 zł miesięcznie. Bilet automusowy
          do miasta - 2,50 zł
          W sklepie chleb z okolicznych, chyba 7 piekarni. Jadąc do miasta mijam 4, w tym
          2 piekące chleb na zakwasie, bez chemii. 120 m do rzeźnika i wędliny bez
          wypełniaczy. Kiełbasa w cenie 13 -15 zł, ale jaka!!!! Jajka na fermie z kurami
          karmionymi paszą własnej produkcji - jajko: 0,33 zł. Po drodze do miasta w
          środę i piątek targ. Buty porządne, zimowe: Mc Arthura kupiłem za 85 zł
          Bielizna tańsza niż Makro. Warzywa tańsze niż w mieście, na targu. Ziemniaki,
          30m, sąsiad przywozi na taczkach po 20kg, po 40 gr za 1 kg. Mleko na zsiadłe,
          że można kroić, też u niego kupuję. Truskawki w sezonie dowożą po śmiesznie
          niskich cenach. Jabłka i gruszki dostaję od okolicznych sąsiadów, za
          pozbieranie samemu. Itd.
      • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.06, 00:17
        Gość portalu: manitoba napisał(a):
        > Wbrew pozorom to ja częsciej bywam w plenerze (czytaj poza miastem uprawiajac
        > jakieś aktywności typu rower, bieganie) bo kilka razy w tygodniu.

        Musisz marnować czas na dojazd za miasto, żeby pobiegać, czy inaczej się
        uaktywnić :) Ja przyjeżdżam z pracy i biegam za kosiarką :)
        W zimie musisz wyjechać na narty, a ja narty zapinam przy furtce. Idziesz
        ulicami zaśnieżonymi, albo zlanymi solą, a ja odśnieżam drogę dojazdową po
        każdym śniegu :)
        Fajna zaprawa i ruch na świeżym powietrzu. Inni muszą iść na siłownię i
        powdychać trochę odorku spoconych ciał :)
    • Gość: miastowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.06, 19:00
      Mieszkam w domu, wprawdzie nie na wsi, ale na peryferiach Wroclawia
      (praktycznie to wies). Mam szczerze dosc i niedlugo wyprowadzam sie do bloku.
      Dlatego, ze nie cierpie tych wszystkich dodatkowych obowiazkow, ktore mam na
      glowie, a ktore w bloku robic za mnie bedzie administracja. Ludzie, ktorzy
      nigdy nie mieszkali w domu mysla, ze to sielanka. Niestety dodatkowych
      obowiazkow jest mnostwo i trzeba byc po prostu hobbysta, by je lubic. Znam
      kilka osob, ktore marzyly o "domku z ogrodkiem", marzenie to zrealizowaly i po
      paru latach ucielky z powrotem do bloku. Bo gdy ktos duzo pracuje, to nie ma
      ochoty na pol drugiego etatu (sprzataczki, ogrodnika, dekarza, elektryka,
      palacza, zamiatacza/odsniezacza chodnika i wiele innych...) po pracy.
      • Gość: bob IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.06, 19:26
        Wychowywałem sie w domu.Jako nastolatek zamieszkałem w centrum 250 tyś miasta w
        bloku.Dorosłem. Rodzice uciekli do domu za miastem (w mieście po 2 godzinnej
        bytności boli ich głowa).Dorosłem, założyłem rodzine. Jestem w pełni świadomy i
        mam skale porównawczą mieszkania w mieście i poza miastem.Od dawna liczyłem sie
        z budowa domu co obecnie czynie. I nigdy tego nie będe żałował.
        • Gość: mysz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.06, 20:26
          Ja urodziłam się w 30 tys. mieście, potem kilka lat w wielkim mieście. Teraz
          mamy dom 25 km od dużego miasta, taras ,psy, garaż na dwa samochody.Liczyłam
          koszty utrzymania domu i są one porównywalne z opłatą za 50 m mieszkanie w
          bloku.Dom zostawimy córce a sobie już remontujemy mały domek-emerytkę:75
          arów,las z trzech stron, strumień, 10 arów stawu- jeździmy tam ciągle i mamy
          dobre kontakty z miejscowymi( zawsze się kogoś weźmie na stopa i pogada).Pozdro
          dla mieszczuchów.
      • Gość: gp IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.06, 21:50
        skąd ja to znam??
        pracując po 60-80 godz. tygodniowo posiadanie własnego domu jest fajne, gdy ktoś
        o niego dba. Wszystko jest piękne : trawa, powietrze, widoki... jak jesteś
        wypoczęty, lub przyjechałeś na agrowczasy. Zgadzam sie z tobą, że mieszkanie na
        wsi jest niepraktyczne dla ludzi intensywnie i dużo pracujących- w mieście
        (chyba, że jak wcześniej wspomniałem masz "służbę domowo- ogrodową").
        Na emeryturze, to juz inna sprawa. Przeprowadzę się na wieś, choć z mojego bloku
        na końcu osiedla widać ogromne pola, rolewiska i mokradła i wogóle nie czuć
        typowego miasta
    • Gość: miastowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.06, 19:17
      Zastanawia mnie, czemu tak wiele osob cieszy sie, ze wychodzac za prog dalej
      jest "na swoim", albo ze zamiast 60 m2 ma teraz 200 m2. Mieszkam w duzym domu
      (ktorego mam dosc, o czym post wyzej) i nie moge pojac, jak duza przestrzen
      przeklada sie na komfort zycia. Wyliczono, ze przecietnie czlowiek potrzebuje
      do zycia ok. 10 m2. Akurat tyle przestrzeni sam wykorzystuje, reszta sie
      marnuje. Przeciez nie bede biegal po domu tam i z powrotem. Podobnie calkiem mi
      obojetne, czy wychodzac za prog bede u siebie, czy tez na wspolnej klatce
      schodowej. Nie pojmuje kompletnie tej zachlannosci na przestrzen i potrzeby jej
      zawlaszczania...
    • 1.SĄSIAD SPALA W KOTLE WSZYSTKO ZA WYJATKIEM WĘGLA-W WIGILIĘ ZŻYGAŁEM SIĘ ZE
      SMRODU NA WŁASNYM PODWÓRKU.
      2.DRUGI SĄSIAD NIE MÓWI JAK CZŁOWIEK TYLKO RYCZY NA RODZINĘ,Z UŻYCIEM"KWIATKoW
      TYPU:"JEŁOPY", "DEBILE" ITP. I RYCZY TAK OD RANA DO WIECZORA....
      3.W KAŻDĄ SOBOTĘ OD RANA DO WIECZORA RYCZĄ KOSIARKI(TRWA RANKING NA
      NAJGŁOŚNIEJSZĄ-REKORDZISTA MA SILNIK Z MALUCHA BEZ TŁUMIKA)
      4.CAŁE NOCE SZCZEKAJĄ BEZ POWODU KUNDLE.CZASAMI WYJĄ..
      5.KIEDY SĄSIEDZI ROBIĄ GRILLA,WRZASKI CICHNĄ NAD RANEM,
      6.PO CO KOMU TE OGROMNE DZIAŁKI Z OGROMNYMI TRAWNIKAMI-KOSZENIE -10 GODZIN,
      7.SĄSIEDZI-EMERYTOWANI GÓRNICY-PÓŁIDIOCI(25 LAT W ATMOSFERZE METANU-RESZTKI
      MÓZGU)-UWAŻAJĄ INTELIGENTA Z MIASTA ZA DARMOZJADA I ZŁODZIEJA-BO MA LEPSZY
      SAMOCHÓD,
      8.SĄSIAD ZE WSI BUDUJE DOM-NAWET Z NAJLEPSZEGO PROJEKTU ZROBI RUDERĘ,
      9.NIE CHODZISZ DO KOŚCIOŁA-JEHOWA ABO CO.........
      10.NIE KRADNIESZ DRZEWA Z LASU-KAPUŚ?
      11.NIE TRZYMASZ PSA PRZY BUDZIE-IDOTO TY.......
      12.SĄSIADKA NIE PATRZY CAŁY DZIEN NA TWOJE PODWÓRKO-ONA PO PROSTU PRZENIKA
      TWOJĄ PRYWATNOŚĆ KĄTEM OKA,
      13.SĄSIADKI NA WSI OBGADAJĄ CIĘ ARTYSTYCZNIE-WYJECHAŁ W DELEGACJĘ BEZ BABY-
      KU..ARZ...........
      14.SĄSIADKA ZE WSI KUPUJE TYLKO W LIDLU-JEDZIE TAM 10 KM-BO JEST TANIEJ NIŻ U
      PRYWACIARZA.A ŻE NIEJADALNE?POJĘCIE WZGLĘDNE.
      15.KURY SĄSIADA SĄ SPRAWIEDLIWE-PRZESKOCZĄ OGRODZENIE I ZAWSZE OBSRAJĄ
      ARTYSTYCZNIE TWOJĄ KOSTKĘ BRUKOWĄ.
      16.CO TO ZA SĄSIAD BEZ LEWEJ RZEZNI W GARAŻU
      (LAKIERNI,BLASZARNI,TOKARNI,SPAWALNI-NIEPOTRZEBNE SKREŚLIĆ).
      17.SĄSIAD MA ZA PUNKT HONORU UCHLAĆ SIE PO PRACY W BARZE A NASTEPNIE WRACAć NA
      BANI AUTEM("TO TYLKO PÓŁ KILOMETRA").
      18.NA WSI-ALBO JESTEŚ STRAŻAKIEM I WKUPUJESZ SIE-ALBO ŚWINIĄ I SKNERĄ.
      19.SPRZĄTASZ KOŚCIÓŁ WG LISTY.CHYBA ,ŻE JESTEŚ FORSIASTY,RZUCISZ GROSZE
      PLEBANOWI-I WTEDY JEST ON TWOIM PRZYJACIELEM.
      20.KONIEC-JESTEŚ U SIEBIE.CI W MIEŚCIE TO DOPIERO MAJĄ PIEKŁO.
      • Gość: bob IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.06, 20:44
        Mieszkanie w miejskich slamsach bywa uciążliwe.
        Na twoim miejscu nie zastanawiałbym sie, wybuduj sobie dom za miastem.
      • Mieszkam na wsi 23lata.Wcześniej duże miasto,króre mnie przytlaczało.Mamy
        domek,ogród.Za płotem staw,park i mała rzeczka.Sąsiadów mam bardzo
        życzliwych,że troszkę wści..cy-nie przeszkadza mi to, nie potrzebuję alarmu
        itd.Mogę na nich liczyć.Do miasta 10min samochodem,busem 15min.Nie mam problemu
        z zakupami.Pani sklepowa dowiezie to co potrzebuje nawet imbir.Kosiarki są
        używane w sobote 9-12(umowa z sąsiadai).Jeżdzę rowerem,ćwiczę w parku,do
        kościola chodzę z wyboru nie z konieczności.Księdzu podaję rękę -
        nie "czapkuje".Mieszkańcy wsi nie latają z widłami, większość kształci dzieci
        po renomowanych polskich uczelniazch.Sa zatargi jak wszędzie.Sa też stojący pod
        sklepem a raczej sięddzący pod parasolem.Nie ma nocnych ekscesów ,bijatyk
        aczkolwiek pogotowie przyjeżdża szybko.Ludzie są życzliwsi skorzy do
        pomocy.Utrzymanie domu:prąd 150-200zł. mam zamrażarkę w ktorej trzymam skarby
        lata tz.soki, warzywa(ekologiczne bez opryskow)mam elektryczny bojler na okres
        letni.Telef-jak wszyscy.Butla gaz -40zł na dwa miesiące.Woda +kanalizacja-40-
        50zł.Drzewo do kominka i pieca 240 na cały rok,węgiel-1000-1200 na
        rok,intrn.50żl to całe opłaty.Do lasu na poziomki,jagody i grzyby 20
        min.rowerem.Jeżdzę na basen 17 km.do kina itd.Jeżeli lubi Pan
        spokój,ciszę ,spiewy ptakow,kumkanie żab,zapach koszonej trwy zapraszam na
        wieś.Ja uwielbiam chodzenie po rosie gołymi stopami(darmowy masaż)Czerpie siłe
        i radość z natury.Proszę mi powiedzieć kto mieszkający w mieście może wyjść
        rano na taras,balkon,ogród w przykrótkiej koszulce.Ja wychodzę.W 2005 roku
        musiałam "siedzieć" w upał na trzecim piętrze 5godz.myślałam ,że
        oszaleje.Niemilosierny upał, mimo rolet.Piętro wyżej ktoś torturowal pianino,na
        balkonie ujadał pies.Na klatce schodowej wszelkie zapachy od schabowych po
        kocie odchody, klatka schodowa opluta ,wulgaryzmy na ścianach.Pod blokiem
        wrzaski dzieci biegających po betonie.To nie dla mnie. Cenię sobie możliwośc
        zjedzenia czereśni prosto z drzewa.Pomidor pachnie słońcem a maciejka wieczorem
        upaja.Nie lubię jeżdzić do miasta więc znajomi przyjeżdzają do nas.Wracają do
        siebie chorzy.Wieś trzeba lubieć.Zeby to wszystko mieć trzeba pracować i nie
        bać się spocenia .Taka dodatkowa praca to samo zdrowie i satysakcja.Na wsi ma
        sie prywatnośc a sąsiedzi są wszędzie .Pozdrawiam wszystkich mieszczuchów.
      • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.06, 01:01
        griu napisał:
        > 2.DRUGI SĄSIAD NIE MÓWI JAK CZŁOWIEK TYLKO RYCZY NA RODZINĘ,Z
        UŻYCIEM"KWIATKoW

        A Ty krzyczysz w całym poscie swoim.
        Nie pisz caps-lock'iem :)
      • Swietny tekst...no ale taka jest Polska cała!
    • Gość: AnGeL!kA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.06, 22:45
      Na wsi można mieszkać ale jak sie ma już rodzinę (tzn 25-30 lat) itd. Ja
      mieszkam od urodzenia na wsi i mam doscyć.... tu nie ma wcale co robić... co
      tam internet, tv itp ?? W miastach można wyjść do kina, imprezy itp a tutaj nie
      ma gdzie, brak qmel :/ poprostu cos okropnego ;( Wolałabym mieszkać w mieście
      (tzn w tym wieku); mam doscyć słuchania w szkole od koleżanek gdzie byly, co
      robia co dzienie... a mi poprostu pozostaje siedzenie w domu, bo wszedzie jest
      daleko....
    • Gość: plastus1957 IP: *.dyn.optonline.net 03.03.06, 22:56
      jestem za
      • Gość: babka_lancetowata IP: *.bater.net.pl 04.03.06, 00:42
        mam mieszane uczucia.
        Moge powiedziec,ze wies znam od podszewki.
        Mimo ze cale moje 19sto letnie zycie mieszkam w miescie.
        Zawsze wakacje spedzalam na wsi.i wszelkie wolne przez dlugi czas.
        Co do warunkow.Chwilami nie moge uwiezyc ze mowimy o tej samej polskiej wsi.
        Ta ktora ja znam,to taka gdzie:
        -ksiadz wytyka z ambony kto ile czego mu nie/dal
        -na pogrzebie(z autopsji niestety): ksiadz mowi o nie wyremontowanej drodze na
        cmenatrz
        -warunki sanitarne dla co zamożniejszych
        -odleglosc od "miasta" w sensie, miejsca gdzie mozna sie zaopatrzyc, to 10 km ,
        do "pobliskiego" sklepu, 2km-czynnego 2 razy dziennie(zaleznie od humoru
        wlasciciela) z rana od 6 do 8 i wieczorem od 17 do 19
        -szkoly, sa autobusy -kilkaset metrow odleglosci, ale w miare czesto jezdzace.
        Z moich wlasnych juz doswiadczen- bardzo zly dostep do opieki medycznej. Zero
        profilaktyki, a dostep do stomatologa to juz luksus dla burżujstwa.
        Dzieci często mogą na tym stracic- np kiedy rodzina ma wiecej niz jedno
        dziecko, w tym jedno niepelnosprawne.Wtedy to niepelnosprawne jest poprostu
        traktowane jako "gorsze" czy, o zgrozo, ulomne.
        Ludzie, w sumie jest tam kilkanascie domów.Są bardzo wścibscy, w zasadzie nie
        ma mlodych ludzi, lub jesli sa-to bardzo zawistni.
        Jako dziecko, bawilam sie super.
        To o czym wspominacie,czyli trawka,łąka, bieganie po blocie po deszczu.
        Ale kiedy spedzilam tam przeszlo 2 miesiace wakacji, jako juz odrobine starsza
        dziewczyna.Bylo zle.Do biblioteki dostep katastrofalny.A jest ona,dodam, w co
        najmniej bardzo miernym wypasazeniu.
        Zero mozliwosci ochrony srodowiska.To co zachwalacie.Ale czym to sie rozni od
        zycia miejsciego?
        Mam wrazenie ze tu zyje bardziej ekologicznie.W miescie prawie 200 tysiecznym,
        i dojezdzajac do przeszlo 300 tys na studia i do pracy.
        Moge segregowac smieci, moge miec kanalizacje.
        Tymczasem na wsi-odpady organiczne,do jakiegos stopnia szkodliwe nie sa.
        Jesli chodzi o inne, w stylu szkło,plastik-sa palone w piecach,a to juz nie
        jest raczej super ekologiczne.Do tego szamba, i wylewanie ściekow do ziemi,co
        jest tansze.Wypalanie pol.
        Podejscie ludzi (juz jako niemal dorosla osoba) na zasadzie, albo obsmiewania
        (pseudo intelektualista) albo narzekania-tzn swoj, bo życie ciężkie.
        Daleko od wszystkiego..
        Na chwile obecną-napewno nie.
        Gdzie dostep do przyzwoitej biblioteki chociazby?
        Studiuje dziennikarstwo, i nie moglabym nawet zyc w miejscu, w ktorym nie
        moglabym brac czynnego udzialu w zyciu kulturalnym.
        Wiec uscislijcie -dla kogo wies?
        -i moze, o jakich regionach mowicie?
        Polska naprawde jest podzielona jesli chodzi o standardy wiejskie, ich braki.
        Kusi perspektywa spokojniejszego zycia po pracy. Ale odraza zgola odwrotny
        rezultat.Obowiazki,brak kontaktu..
        • Gość: babka_lanceotwata IP: *.bater.net.pl 04.03.06, 00:43
          dodałam że ksiadz ma najwiekszy dom w okolicy i żone i dzieci?
          • Gość: bob IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.06, 12:37
            Dobrze że mieszkasz w mieście.
            Zgłoś sie do lekarza
          • Bo to jest tak, ze wiekszośc mieszczuchów którzy marzą o ucieczce mysla nie o
            wsi , ze się tak wyraże sensu stricte tylko wsie czy małe miasteczka bardzo
            blisko wielkich miast, gdzie mieszka aspirujaca (cokolwiek to nie znaczy) klasa
            średnia a a więc ludzie podobni. W miescie sie pracuje, kupuje i leczy, na wsi
            oddych świeżym powietrzem i cieszy mieszkaniem nie w klatce.
            Ale te prawdziwe wsie z tą sielska anielską nie maja wiele wspólnego. Jeżdzę od
            dzieciństwa do krewnych, na wieś połozona 90km od najblizszego miasta. Za zadne
            skarby świata bym tam nie zmieszkała. Jeden lekarz na całą okolicę (w dodatku
            debil), jeden sklepik, przystanek autobusu jakis km. W zimie dojazd bywa
            niemozliwy, ulubiona rozrywka ludzi to obgadywanie sie, dewocja posunieta do
            granic niepojmowalnych. Tam dopiero zrozumiałam siłę Radia Maryja
            Cóz, miło spedzić parę dni ale miesiące i lata? Dzieki ale postojeę. Tak, ze
            mili Państwo zdaje się, ze są dwa całkowicie różne rodzaje "wsi".
    • Gość: Ida IP: 80.72.34.* 09.03.06, 23:08
      Przeciw: wszędzie daleko,nikt cie nie odwiedza, bo mu się nie chce taki kawał
      zasuwać, a potem jeszcze wrócić, dzieci mają problem(szkoła,korepetycje itp.),
      jak wychodzisz, by się ululać, to płacisz taki rachunek za taksówkę,że już ci
      się nawet ululać odechciewa, nie możesz wyskoczyć spontanicznie praktycznie
      nigdzie, bo wszędzie daleko i trzeba cały dzień ustawić,nie masz sklepu tuż za
      rogiem jak ci się skończą papierosy, zakupy robisz w supermarkecie raz na
      miesiąc,a potem wtaszczasz je pół dnia do domu, musisz ciąć wstrętne trawsko,
      które ciągle tylko rośnie i rośnie,wokół wyją cudze kundle,a szefem straży
      miejskiej jest syn sołtysa, więc nawet nie masz się komu poskażyć itd, itp.:)
      za: świeże powietrze i względna cisza(jak psy przestają wyć, czyli mało...
      • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.06, 04:59
        Gość portalu: Ida napisał(a):

        > które ciągle tylko rośnie i rośnie,wokół wyją cudze kundle,a szefem straży
        > miejskiej jest syn sołtysa, więc nawet nie masz się komu poskażyć itd, itp.:)

        Fajnie, wieś na prawach miejskich :)
      • Gość: kajaba IP: *.com.pl / *.u.mcnet.pl 10.03.06, 09:59
        A ja się nie zgadzam z Twoją opinią. Kundle wyją tak samo w blokach jak i na
        wsi (przy czym w blokach bardziej słychać), znajomi przyjeżdżają do nas co
        tydzień zwłaszcza kiedy jest ciepło i można spokojnie pobiesiadować do nocy na
        tarasie (w bloku na balkonie grilla nie zrobisz), daleko wszędzie? Rzecz
        względna (my mieszkamy 30 km od Warszawy) i jesteśmy szybciej w pracy niż kiedy
        mieszkaliśmy w podwarszawskim Piasecznie (wtedy mieliśmy 14 km do pracy a
        jechaliśmy znacznie dłużej - wiecznie zakorkowana Puławska). Nie muszę się
        nigdzie ululać poza domem, bo równie dobrze mogę w domu, zakupów nie muszę
        taszczyć na któreś tam piętro w bloku (nawet z windą) tylko podjeżdżam
        samochodem pod wejście domu, trawkę z przyjemnością tnie mój mąż a nasze
        dziecko może cały dzień być na dworze (w ogrodzie)czego nie dało się zrobic
        mieszkając w bloku (zwłaszcza w nowych osiedlach gdzie zieleni jak na
        lekarstwo). Generalnie w życiu byśmy już nie wrócili do bloków pomimo
        niedogodności np. odśnieżanie w zimie itp.
        • Gość: Ida IP: 80.72.34.* 03.06.06, 23:28
          Mam tylko małe "ale", co do twojego stwierdzenia,że :"Nie muszę się nigdzie
          ululać poza domem, bo równie dobrze ,mogę w domu[...]". Ja też mogę i robię to
          jak mam ochotę, ale lubię też wychodzić;)To,że Ty "nie musisz", nie znaczy,że
          inni też "nie muszą".A ci którzy "muszą", powinni wiedzieć,że za taxę z wioski
          podwarszawskiej i z powrotem zapłacą około 200, 300 zł.Wątek ten traktuję jako
          informacyjny, bo są ludzie, którzy jeszcze się wahają, czy kupić dom pod miastem.
          Pzdr.Ida
          • Gość: kajaba IP: *.com.pl / *.u.mcnet.pl 05.06.06, 08:55
            Jeżeli kogoś stać na dom pod Warszawą to stać również na taksówkę. Pozdrawiam
            Kajaba
      • Oto kilka niezbędnych warunków aby być szczęśliwym mieszkając na wsi, gdy
        wychowało się w mieście:
        Źródłem utrzymania musi być praca w pobliżu, praca twórcza, emerytura.
        Trzeba mieć charakter domatora, o imprezach należy zapomnieć
        Należy lubić pracę fizyczną
        Nie utrzymywać żadnych kontaktów z tubylcami z wyjątkiem "dzień dobry"
        Zaopatrzyć się w dużego i szybkiego psa do stóżowania (najlepiej 2 psy)
        Wyjazdy do miasta po sprawunki szczegółowo planować i wyjeżdzać nie częściej niż
        2 razy w miesiącu (chyba ża paliwo stanieje)
        Założyć domofon lub videodomofon
        Obowiązkowo należy się zaopatrzyć w:
        dużą zamrażarkę (oprócz lodówki)
        agregat prądotwórczy
        ciężarówkę (ważniejszy niż osobowy)lup przyczepkę
        automat do wypieku chleba
        zestaw podstawowych narzędzi ręcznych i mechanicznych (piła, siekiery,
        kompresor, wiertarka, szlifierka itp)
        rowery, taczka.
        A w ogóle, to jest świetnie i gorąco zachęcam
    • Gość: baba kalwaryjska IP: 87.207.221.* 12.03.06, 21:39
      W zamieszczonych wyżej wypowiedziach da się zauwazyć iż osoby pochodzace z
      małych(czy dużych )wiosek nie doceniają życia na wsi.Widzą same a przynajmniej w
      większej częsci minusy takiego zycia. Narzekają głównie na towrzystwo ,rozrywki
      itp . Dziwi mnie to ,bo sama jestem mieszczuchem od urodzenia i codziennie nie
      chodze do kina i nie biegam po knajpach. Bez tego mozna się obyć .Zapewniam. A o
      ile przyjemniej jest wybrać się choćby raz w miesiącu z przyjacółmi do lasu .Ja
      również zimą siedzę w domu no chyba ,ze jest śnieg i oddaję się zimowemu
      szaleństwu na pobliskiej osiedlowej górce saneczkowej.
      Natomiast osoby z miasta ,które z własnego wyboru zamieszkały na wsi widza
      więcej plusów.I tak trzymac.
      I ja ,nie odbiegajać od tej zasady uwazam ,ze nie ma nic piekniejszego niz
      mieszkanie na wsi.Mam nadzieje ,ze w niedalekiej przyszłości uda mi się
      zrealizowac swoje marzenia i zamieszkać na wiosce,z dala od knajp,multiplexów,
      hiper -supermarketów i innych koszmarów!
      pozdrawiam
      • Ale czasem odległość od rozrywek może być uciążliwe.....
      • Gość: Ida IP: 80.72.34.* 03.06.06, 23:39
        Niestety, wydaje mi się,że Twoja hipoteza: "osoby pochodzące z małych(czy
        dużych)wiosek nie doceniają życia na wsi." jest nie tylko błędna, ale także
        obraźliwa dla ludzi urodzonych na prowincji. Bez wątpienia tacy ludzie doskonale
        potrafią docenić plusy i minusy życia na wsi. Czyżbyś sugerowała,że są niespełna
        rozumu, bo tacy z nich prostacy,że nie doceniają zalet "sielskości"? Ja także
        jestem mieszczuchem od urodzenia i mi to odpowiada.Wychowałam się na warszawskim
        Powiślu, "przeszłam" zarówno mieszkanko w kamienicy, domek w głuszy, jak i żywot
        w apartamentowcu. Najgorzej wspominam domek w głuszy. W każdym razie, bardzo nie
        podobają mi się takie uproszczenia rodem z "Wesela" i powiastek
        pozytywistycznych. Czas najwyższy zmienić lektury i spojrzeć trzeźwym okiem na
        rzeczywistość.Pzdr.Ida
    • Witam

      Przecztytałem cały wątek i nasuwa się mi taki wniosek - z jednej strony
      przeciwnicy mieszkania pod miastem najbardziej narzekają na to, że będą mieli
      utrudniony dostęp do z rozrywki i kultury (kino, teatr, imprezy) a zdrugiej
      strony nie przeszkadza im, wręcz tracą wszystkie nawyki wysokiej kultury jak
      wchodzą do swojego bloku. Dresiarstwo, hałas, psy, brud itp. to im absolutnie
      nie przeszkadza. Jak by ktoś nieznający rzeczywistości przeczytał te wypowiedzi
      to by pomyślał - w dużych miastach wszyscy wieczorami walą do teatru na
      imprezy, koncerty - średnio kilka razy w tygodniu. A na wsi istna katorga -
      ciągłe odsnieżanie, koszenie trawy i ogólnie brak kultury i oświaty.

      A tak na poważnie: mieszkałem osiemaście lat w kamienicy, dziesieć lat w bloku
      a teraz na wsi we własnym domu (2 hektary, 40 km od dużego miasta, bus do
      centrum miasta co 10 minut, czas jazdy busem 1g.15minut).

      Gdybym miał całe życie budawać mieszkanie po za miastem, a następnie zamieszkać
      we własnym domu, mieszkać choćby jeden dzień TO JEST WARTO!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Czas zamieszkiwania w bloku uważam, za stracony ale bardzo potrzebny - nie ma
      lepszej motywacji do budowy własnego domu niż pomieszkać z blokersami.

      Pozdrawiam
      PI
      • Gość: realistka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.06, 16:05
        Chcialabym dodac rowniez cos od siebie....
        Od urodzenia mieszkam w duzym miescie,nie znam innego zycia.Nigdy nie
        jezdzilam na wies,bo po prostu nie mialam do kogo(cala rodzina w miescie).
        Moj chlopak zaprosil mnie kiedys na wycieczke,wlasnie na wies do swojej ciotki.
        Bylam bardzo niezadowolona,bo moje wyobrazenie o wsi bylo
        straszne,obrzydliwe,cuchnace i nie mialam ochoty tam jechac,ale uleglam jego
        namowom i choc niechetnie,ale pojechalam.Juz siedzac w samochodzie, oczami
        wyobrazni widzialam co tam zastane....Bylam pewna,ze ledwo stojaca chalupe z
        rozsypujacym sie drewnianym plotkiem,po podworku biegajace sra..ce kury,na
        laweczce przed domem ciotka w chuscinie a obok wujek z laska w
        gumiakach,wszechobecny smrod roznoszacy sie dookola z obory i ogolnie panujacy
        balagan.Rowniez bylam pewna,ze nic tam nie przelkne,bo po prostu sie pozygam.
        Po dwoch godzinach jazdy,gdy dotarlismy na miejsce nie moglam uwierzyc wlasnym
        oczom.Zamiast rozlatujacego sie domku stal dom murowany,bardzo zadbany,ani
        jednej kury tylko dookola piekny,duzy ogrod,malownicza okolica a i sama ciocia
        oraz wujek bardzo serdeczni.Najbardziej zdumial mnie widok telefonu w domu,bo
        wydawalo mi sie,ze na wsi takich wynalazkow nie maja,ale jak dowiedzialam
        sie,ze ich corka ma internet to szczeka mi opadla...
        W chwili obecnej ten chlopak,ktory mnie tam zabral jest moim mezem.Mieszkamy w
        moim ogromnym miescie,ktore niestety z dnia na dzien mnie rozczarowuje.NIGDY W
        ZYCIU - nie chcialam slyszec o przeprowadzeniu sie poza miasto,budzilo to we
        mnie wstret.Moje argumenty jakimi sie poslugiwalam byly takie same jak
        wiekszosci ludzi,ktorzy mieszkaja w miescie od urodzenia czyli - dostepnosc
        supermarketow,drobnych sklepow,targow,bazarow,ciuchow,kawiarni,myjni
        samochodowych,stacji paliw a takze klimatu miejskiego.Nie bez znaczenia byla
        utrata znajomych.Minelo pare lat a ja ciagle trwalam w takim przekonaniu,ze
        miasto to jest to,co kocham.I znow na mojej drodze stanal przewrotny los.
        Moja z kolei ciocia kupila dzialke rekreacyjna,na ktorej ma uroczy drewniany
        domek,olbrzymi grill,na ktory wlasnie nas zaprosila.Widok zapierajacy dech
        (okolice Skoczowa)...bedac tam kilkakrotnie,odpoczywajac od kurzu,halasu,korkow
        ulicznych zaczelam doceniac uroki malych miejscowosci...mozliwe,ze to
        przychodzi z wiekiem,gdy zmienia sie czlowiekowi swiatopoglad :D
        I tak wspolnie z mezem zaczynamy powolutku myslec o wyprowadzeniu sie z miasta
        za pare lat,choc nadal jest to dla mnie trudna decyzja,bo co innego byc
        chwilowo oderwanym od zgielku by wypoczac a co innego na stale.Jednak coraz
        czesciej o tym mysle a to jest dla mnie znak,ze zaczynam miec miasta powoli
        dosyc.Nie bez znaczenia jest lokalizacja,bo wies wsi nie jest rowna,ale jak juz
        sie znajdzie swoje wymarzone miejsce to na pewno dobrze sie mieszka a poza
        tym,majac samochod wszedzie mozna dojechac.
        A teraz o PLUSACH i MINUSACH:
        PLUSY W MIESCIE: = wszystko to,co pisalam powyzej a takze to,ze mieszkajac w
        bloku,czuje sie bezpieczniej majac sasiada za sciana.
        MINUSY W MIESCIE: = coraz wiekszy ruch uliczny,strata czasu by dojechac z
        jednej ulicy na druga,brud,tlok i zyjacy kazdy sobie.
        PLUSY NA WSI: = na pewno ciszej,zajecie sie swoim ogrodkiem sprawia przyjemnosc
        oraz poranna kawka w promieniach slonca :)
        MINUSY NA WSI: = daleko do wszystkiego co jest w miescie na wyciagniecie reki a
        takze mniej bezpiecznie,nie majac sasiada za sciana :P
        Osobna sprawa,jest tesknota za miastem,bo na pewno nie bedzie latwo
        zaaklimatyzowac sie,po latach mieszkania w duzym miescie:/
        Reszte plusow i minusow napisze jak juz kiedys wyprowadze sie z miasta i
        odczuje to na wlasnej skorze.Na razie nadal sie waham i rozwazam za i
        przeciw.:)
        • Fajnie to wszystko ujęłaś. Jako mieszkaniec "wsi" dodam od siebie, że
          ci "sąsiedzi przez ścianę" w bloku byli dla mnie z reguły utrapieniem (trafił
          się fan muzyki techno) niż powodem do czucia się bezpiecznym. To właśnie teraz,
          mieszkając na wsi czuję się bezpiecznie z dala od blokersów i wszelkiej maści
          menelstwa. A sąsiadów mam wspaniałych! W bloku mieszkaliśmy obok siebie i
          poza "dzień dobry" nie zamieniłem z nim nigdy słowa, a teraz z sąsiadami
          spotykam się częściej niż z rodziną. To także oni i dobre z nimi stosunki dają
          mi poczucie bezpieczeństwa, którego w bloku nie miałem.
          A jesli chodzi o wypady na imprezy do miasta to chyba częściej teraz to robię,
          niż wtedy, gdy wszystko było pod nosem. Jedyny minus to fakt, że zawsze trafia
          mi się rola kierowcy i nawet piwka nie moge wypić :(
          --
          Pozdrawiam
          Paweł
    • Hej. Ja co prawda mieszkam prawie na wsi ( a prawie robi wielką róznicę :D), to
      jest miasto (miasteczko) pare km pod Wawą. Jestem tutaj już od kilku lat i mimo,
      ze czasami klne na czym swiat stoi to nie mam jednak ochoty wracać do Warszawy.
      Najwiekszy mankament to dojazdy. To jest jeden wielki koszmar dojechac na 9tą od
      strony Tarchomina i Białołeki. Smiać mi się chce do łez jak widze, ze
      deweloprzey wszedzie reklamuja 20 min do centrum. Chyba helikopterem albo z
      prękoscią 200 km/godzine nie zwracajac uwagi na czerwone swiatła. Bo samochodem
      poza godzinami szczytu bez korków to ok 35-40 min a rano i po południu z
      zyciorysu wyjeta co najmniej godzina w jedna stronę. Bardzo cięzko było mi się
      przyzwyczaić zwłaszcza w zimie, gdy wychodzisz z domu io wracasz jest ciemno.
      Teraz szczęsliwie te dojazdy mnie tak bardzo nie dotyczą bo wiekszośc pracy
      robie z domu.
      Ale uwielbiam ten swięty spokój tutaj, tutaj czas płynie jakos wolniej, nie
      widze dresiarzy i nie boje się, zę jak postawię samochód to zaraz mi się włamią.
      Mam tu przeszkola, szkoły, baseny itp dla dzieci. I ludzie sa chyba mniej anonimowi.
      Chyba nie ma idealnego rozwiązania, wszystko zależy od usposobienia, trybu życia
      , moze troche też od wieku (bo z upływem lat zaczynasz cenic cisze i świety
      spokój i przestaje brakować imprez do białego rana u znajomych w Warszawce).
      Wszystko ma wady i zalety...
      • godzinę to i ja jadę (czyt. stoję) do pracy w przecudnych warszawskich korkach
        w okolicach marynarskiej - a pracuję dosłownie kilka kilometrów od firmy...
        ludzie z legionowa i zalesia szybciej dojeżdżają do roboty niż ja
        • No tak, fakt. Ludzie jeżdzacy Marynarską czy Wołoską maja teraz przechlapane. Z
          Legionowa rzeczywiscie znacznie szybciej...

          jsolt napisała:

          > godzinę to i ja jadę (czyt. stoję) do pracy w przecudnych warszawskich korkach
          > w okolicach marynarskiej - a pracuję dosłownie kilka kilometrów od firmy...
          > ludzie z legionowa i zalesia szybciej dojeżdżają do roboty niż ja
          • A co gdy pojawią się dzieci? Jak je odstawić ze szkoły do dmu? Jak dowieźć
            później na jakieś zajęcia pozalekcyjne? Same PKSem czy czymkolwiek?
            Sama mam rozterki - działka w mieście czy na wsi, ale co do maista - te same
            obawy co wszyscy (nowobogaccy itd),a co do wsi - w zasadzie tylko problem z
            dziećmi...
            • Najlepsza opcja to zmaieszkac blisko miasta, na takiej "wsi" gdzie są szkoły,
              baseny, szkoły językowe, zajęcia dodatkowe etc.Ja tak mieszkam, mam tu
              absolutnie wszystko a do Wawy autobusy MZA.I generalnie problem jest identyczny
              jak w miescie. Z taka prawdziwa wsią dechami zabitą to raczej trzeba uważać....
    • urodziłam i wychowalam się na wsi
      całe dzieciństwo i młodość marzylam o wielkim miescie
      Najpierw z rodziną wyprowadziliśmy się do 3miasta, ale mnie dalej ciągnęło w
      wielki świat - czyt. do większego miasta i tak.. wylądowałam w Warszawie
      Po 10 latach gonitwy w 3mieście i 6-ciu w Warszawie mam serdecznie dość
      Chociaż BARDZO lubie Warszawę - to miasto właśnie mnie wypaliło do końca..
      Teraz - oboje z mężem marzymy o domku za miastem. O psiaku, który będzie nas
      witał po powrocie do domu, o ogródku, w którym mozna w niedzielny letni poranek
      wypić kawę na sloneczku, o ciszy..
      Prowadzilismy przez wiele lat bardzo intensywne (jeśli można to tak nazwać)
      życie. Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażaliśmy sobie życia za miastem.
      Mowiąc szczerze - jeśli w rodzinie jest przynajmniej jeden samochód - a teraz
      samochód nie jest już takim luksusem jak to było kiedyś i prawie każdego na
      jakiś tam stać - to nie widzę problemu w osiedleni się na wsi czy poza miastem.
      --
      nawet flądra nie jest bezstronna
      • Wszystko święta racja. O ile nie mamy dzieci. Jesli są to chyba raczej trzeba
        rozważyć "wieś podmiejską". Bo na takiej głebokiej pojawia się problem szkoły,
        dostępu do lekarza (na wsiach jest dramat) itd.


        cadorna napisała:

        > urodziłam i wychowalam się na wsi
        > całe dzieciństwo i młodość marzylam o wielkim miescie
        > Najpierw z rodziną wyprowadziliśmy się do 3miasta, ale mnie dalej ciągnęło w
        > wielki świat - czyt. do większego miasta i tak.. wylądowałam w Warszawie
        > Po 10 latach gonitwy w 3mieście i 6-ciu w Warszawie mam serdecznie dość
        > Chociaż BARDZO lubie Warszawę - to miasto właśnie mnie wypaliło do końca..
        > Teraz - oboje z mężem marzymy o domku za miastem. O psiaku, który będzie nas
        > witał po powrocie do domu, o ogródku, w którym mozna w niedzielny letni poranek
        >
        > wypić kawę na sloneczku, o ciszy..
        > Prowadzilismy przez wiele lat bardzo intensywne (jeśli można to tak nazwać)
        > życie. Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażaliśmy sobie życia za miastem.
        > Mowiąc szczerze - jeśli w rodzinie jest przynajmniej jeden samochód - a teraz
        > samochód nie jest już takim luksusem jak to było kiedyś i prawie każdego na
        > jakiś tam stać - to nie widzę problemu w osiedleni się na wsi czy poza miastem.
        • a ja mam własnie poważny dylemat:
          1. kupić dom w mieście (220 m plus działka 600m), blisko lasu, a jednocześnie
          blisko centrum, ale po pierwsze za 500.000, a po drugie od nieznajomych
          zupełnie ludzi
          2. czy kupić dom 18 km od miasta, na wsi, piękny (180 m plus działka 2500 m),
          dojazd do miasta zajmuje 10-15 min, z oczkiem wodnym, pięknym ogrodem, za
          350.000 i od rodziców mojego dobrego przyjaciela, więc mnie na pewno nie
          oszukają.

          Na razie nie mamy dzieci, ale staramy się mieć :) wiec za jakieś 6-8 lat pojawi
          się problem szkoły i zajęć dodatkowych, a z drugiej strony na ten dom na wsi
          mogę wziąć połowe mniejszy kredyt...
          Zwariuję chyba od tych dylematów.....
    • ja wolę do miasta,u nas nie ma takich możliwości finansowych, Trzeba dojeżdzać
      do ŁOdzi, Krakowa , do Warszawy to kłopot ale większy biznes.
    • Gość: leeloo2002 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.06, 14:28
      czesc,

      ja jako nastolatka mieszkalam pod miastem. Nie wspominam tego najlepiej, bo jak
      juz jechalam do domu, to na "amen", zadnych wyjsc pozniej. Z kolei gdy mialam
      po poludniu jakie zajecia pozalecyjne ( a zdarzalo sie to nawet 4 X w tygodniu)
      No i w efekcie wyjezdzalam z domu przed 7, a wracalam na 21-22.
      Moim dzieciom na pewno tego nie zafunduje.
      Poza tym, pomysl o meczacych dojazdach. Chyba nie naciezysz sie ta wsia, jesli
      bedziesz dojezdzal po godz lub wiecej w jedna strone
      • Zgadzam się,że dojazdy potrafią być męczące,choć z tym też rożnie bywa.U mnie
        pociąg kursuje co godzinę i do tego mini bus co 30 minut,więc nie jest tak
        źle.Jako 13-latka musiałam sie przeprowadzić na wieś,30 km od mojego miasta,bo
        rodzice akurat sprzedali mieszkanie w bloku.Przeklinałam ich samych i ich
        głupotę.Co ja mogę robić na takim zadupiu.Ale mój sposób myślenia o 'zadupiu'
        szybko się zmienił.Dziś nie wyobrażm sobie już życia w mieście,w tym
        smrodzie,chaosie i pośpiechu.Za każdym razem gdy muszę jechać na zajęcia do
        'rodzinnego' miasta ogarnia mnie zniechęcenie i wstręd.We wsi moja rodzina jest
        jedynym miastowym nabydkiem.Nie wiem czy sąsiedzi nam zazdroszczą(w sumie nie ma
        czego,bo do nowobogaczy na pewno nie można nas zaliczyć),nie interesuje się tym
        co o nas mówią czy myślą.W końcu ślubu z nimi nie brałam.Jest wprost bajecznie.
        • Sorry ale jak ktos jest zakonnica albo nie potrzebuje moze rówieśników na
          poziomie, to mu wieś nie przeszkadza ale dla młodych, normalnych to tragedia.
          ja mieszkam w Pęcicach i do kolejki w Komorowie mamy kawałek. Dopóki mi rodzice
          nie kupili bryki to była po prostu TRAGEDIA!!!!!!!! A i teraz jak jade na
          imprezę do Wawki to muszę nocować u kogoś, bo na taksówkę szkoda kasy. Mój brat
          też czeka na samochód jak na zbawienie, jakikolwiek rzęch by go urządzał.
          Rodzice mają oboje samochody. A teraz policz: 3 samochody, benzyna,
          ubezpieczenia i jeszcze inne wydatki. Dom na wsi to dla bogatych albo tych, co
          na wsi pracują lub z domu nie wychodzą, dla młodych TRAGEDIA!!!!
    • Gość: uff IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.06.06, 09:28
      czyli domek w mieście (wroc), działka 1000, dobrze nasłoneczniona, cicha i
      odizolowana. Po nawietrznej, także smrody z centrum idą w przeciwną stronę.
      Jasne że nie będzie cicho jak na wsi, ale dla mnie typowego szczura miejskiego i
      tak szok. Słońce świeci, trawa zielona, sąsiad nie naparza młotkiem za ścianą.
      Dzieciaki za 15 lat jak pójda na studia to może się wyprowadzę na wioskę.
      Ale teraz po co
      Pozdrawiam
    • Gość: klepicz IP: *.server4you.de 27.06.06, 13:54
      Teraz gdy upał niemiłosierny króluje chcę krzyczeć - Na wieś! Na wieś! Na wieś!
      Ale potem przyjdzie jesień, która szybko zamieni się w ciemną, szarą, okropną
      zimę. Wtedy nie wyobrażam sobie życia poza miastem. Dom letni - tak. Ostateczna
      wyprowadzkia na wieś - nie.
    • Gość: Johan IP: *.server4you.de 27.06.06, 14:02
      Właśnie. Ciekawym jest, że jak odwiedzam znajomych mieszkających w domkach to w
      tych domostwach zimą zawsze jest zimno. Albo część domu jest ogrzana, albo jest
      18 stopni i niby jest ciepło i trzeba chodzić w swetrze. Takie wakacyjne refleksje.
    • Gość: ebon IP: *.my.littlecorner.org 27.06.06, 17:08
      Jedno jest pewne. Albo w mieście, albo na wsi. Nie w pasie przedmiejskim, tzw.
      comuter belts, gdzie kwitną centra handlowe ale nie ma prawdziwego życia
      miejskiego, dobrej architektury, klubów , kawiarni, sztuki itd. Prawdziwa wieś
      zresztą też to nie jest. Taki okropny sen znany z amerykańskich filmów.
      • Gość: mamamonika IP: *.chello.pl 27.06.06, 17:34
        Z mojego "commuter belt" jest jakieś 10 minut do "downtown". W korku. A jest
        jak na wsi :-)
        Na szczęście Polska to jeszcze nie do końca Hameryka ;-)
    • coraz więcej ludzi wynosi się z drogiego miasta.
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/nieruchomosci_060717/nieruchomosci_a_22.html
      • Gość: Anika IP: *.icpnet.pl 20.07.06, 16:12
        Czytam Wasze posty i oto kilka nasuwajacych sie wnioskow:
        1. ile osob tyle preferencji
        2. co dla jednego jest wada, dla innego moze byc wielka zaleta
        3. dziwi mnie jednak, ze w zyciu na wsi upatrujecie ciagle bycie - "pod presja"
        jak to nazywacie -sasiadow. Moim zdaniem to tylko i wylacznie stan waszego
        umyslu, mieszkajac bowiem i w bloku mozna cierpiec na manie przesladowcza
        pt "czy widza mnie sasiedzi i co na to powiedza " ;)
        4. Ciekawa jestem bardzo- a wlasciwie moze nie ( w koncu czytam statystyki) ilu
        to z Was mieszkancow miast korzysta regularnie z dostepnych dobr kultury? Czy
        chloniecie z nich mozliwie duzo? Czy sadzicie, ze zycie na wsi uniemozliwiloby
        to Wam?
        5. Widzenie stereotypowe swiata- to cecha wielu postow, jak bardzo lubicie
        naklejac etykiety, szufladkowac, tworzyc kategorie... ;)
        6. Wies to nie to samo co przedmiescia, albo urocze miejscowosci graniczace z
        aglomeracjami wiejskimi- kazdy jednak podklada sobie wlasne tresci, definicje...


        A teraz cos ode mnie- jestem z urodzenia mieszczuchem, mieszkanka starej dobrej
        dzielnicy, z tzw extra lokalizacja....Efekt? Czuje, ze sie dusze, brakuje mi
        tej wlasnie przestrzeni, o czym ktos tu wczesniej pisal. O tak - ja potrzebuje
        swojej przestrzeni, moze nie wlasciwie swojej, ale- bezmiaru wokol, spokoju...
        I realizuje zmiany- wybieram kompromis, a wiec nie wies stricte, ale oddalone o
        15 km niespelna od centrum miasta urocze miejsce, w otoczeniu wcale nie
        nowobogackich sasiadow ;) z duza dzialka. I uwierzcie - najwiekszym z mozliwych
        obrzydzeniem napawaja mnie nie tyle nawet mieszkania ale ogromne osiedla
        szeregowcow, gdzie zagladasz sasiadowi do talerza na tarasie ;) ( to tylko moja
        opinia) Tak wiec krok pierwszy: czego potrzebuje, czego szukam ? mam juz za
        soba. Teraz w trakcie realizacja.. Do miasta dojezdzac bede codziennie.Co wiec
        sie zmieni? Wyeliminuje w czasie wolnym wielkomiejski chaos i zaduch
        betonowych pejzazy
        To jest wyjscie dla mnie idealne.Kazdemu z WAs zycze rowniez znalezienia
        takowego, ale koniecznie po uprzednim wsluchaniu sie w siebie samego a nie w
        opinie innych tylko
    • te duże odległości tak się skurczyły. Przecież 20-30 km to prawie miasto. 10
      lat temu trudno było sobie to wyobrazić.
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-171

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.