Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    kuchnia otwarta na salon?

    30.08.06, 15:06
    Niedługo czeka mnie remont mieszkania. Z uwagi na małe rozmiary kuchni jak
    również przylegającego do niej pokoju pomyślałam o wyburzeniu dzielącej te
    pomieszczenia ścianki i stworzeniu w ten sposób otwartej przestrzeni. Boję
    się jednak o zbyt intensywne rozprzestrzenianie się zapachów z kuchni. Czy
    ktoś może podzielić się za mną swoimi doświadczeniami z posiadania takiego
    rozwiązania w domu/mieszkaniu?
    Pozdrawiam
    Edytor zaawansowany
    • login_ani 30.08.06, 15:24
      Witaj,
      ja miałam w swoim mieszkaniu ślepą kuchnię, w której nie dało się wytrzymać
      podczas gotowania latem. Wyburzyłam ścianę między kuchnią a salonem i nareszcie
      mi dobrze.
      Sposobem na zapachy kuchenne jest dobry wyciąg. Dzięki niemu również nie osadza
      mi się nalot z gazu/ tłuszczu na regałach w salonie.
      Poza tym otwarta kuchnia pozwala na to, by domownicy byli cały czas razem.
      Jedyne o czym musisz pamiętać, to to, aby meble kuchenne, kafelki, podłoga w
      kuchni, pasowały do reszty wnętrza.
      Powodzenia !!!
    • kszynka 02.09.06, 11:24
      całą sprawa polega na tym aby tak zorganizować oba pomieszczenia
      aby one zyskiwały na tym połączeniu

      --
      wakacje 2006
    • Gość: mm IP: *.acn.waw.pl 02.09.06, 15:58
      O rany, ile razy mozna obracac ten sam temat. Sto razy bylo o tym na forum.
      Nikt Ameryki nie odkryje te same za i przeciw. Wyszukiwarka!!!!!
    • Gość: tom IP: 195.205.167.* 04.09.06, 10:36
      uwazam ze kuchnia polaczona z salonem to super sprawa. jestem miesiac po
      slubie, niedawno z zona wprowadzilismy sie do naszego m i jak to na poczatku
      bywa nie gotujemy zbyt duzo. nasza kuchnia odgrodzona jest od salonu wyspa,
      ktora sluzy nie tylko jako element wystroju, ale takze mozna na niej uprawiac
      sex:)
    • joanna_poz 30.08.06, 15:56
      ja tez miałam takie rozwiązanie w swoim mieszkaniu i bardzo je sobie chwaliłam.
      Plusy to zwiększenie przestrzeni i możliwość uczestniczenia w zyciu toczącym
      sie w pokoju przy okazji mieszania w garnkach:)
      Dobry okap załatwia sprawę zapachów.

      Teraz żałuję, że w obecnym domu mam te dwa pomieszenia osobno.
    • kjuik123 04.09.06, 09:35
      owszem, swietny pomysl, ale co moze byc uciazliwe- ciagle sprzatanie na wysoki
      polysk. Nie zamkniesz drzwi do kuchni gdy przyjda niespodziewani gosci, tylko
      usiadziesz z nimi w salonie gdzie bede patrzec na nie umyte jeszcze naczynia,
      rozlane mleko na podlodze itd. Mnie to strasznie denerwuje dlatego wole osobne
      pomieszczenie, tym bardziej ze ulatwia yzic innym osobom w domu-wlaczasz mikser
      czy tluczesz mieso na kotlety nie musisz zmuszac reszty do wylaczenia telwizroa
      ani usilnych prob skupienia sie na ksiazce w rytm bum-bum-bum.a jesli chodzi o
      uczestniczenie w zyciu domownikow..nie przesadzajmy, nikt nie siedzi w tej
      kuchni az tyle zeby sie wyizolowac. Zreszta, u mnie zawsze gdy dzieje sie cos
      ciekawego a mama nie mogla byc z nami(np przygotowywala poczestunek dla gosci)
      to my przychodzilismy do niej, do kuchni wlasnie:)
    • Gość: Ania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.06, 11:08
      Zgadzam się. Mam w tej chwili otwartą i więcej nie popełnioę tego błędu!
    • Gość: gugel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.06, 16:21
      to co piszesz to czysta destrukcja - w kuchni nie trzeba "ciągle sprzątać" a
      tylko wtedy kiedy się "nabrudzi", a poza tym nie wyobrażam sobie żeby rozlane
      mleko w kuchni "zamkniętej" mogło sobie spokojnie wsiąkać w podłoże a
      w "otwartej" to juz nie wypada. A teraz z tym twoim bum-bum-bum - ile tych
      kotletów robisz na obiad, ile razy w tygodniu? Robiłaś je kiedyś w życiu?
      trwało to 2 minuty czy 2 godziny? Gotuję dla czterech osób i nigdy ciche bum-
      bum nie trwa dłużej niż 2 minuty...
    • Gość: kjuik123 IP: *.bochnia.pl 04.09.06, 17:46
      Na wyobraznie nie moge wplynac, ale nie zgadzam sie z Toba. O rzeczach
      oczywistych ludzie na pewnym poziomie nie powinni dyskutowac, dlatego pomine
      kwestie scierania rozlanego mleka. Szczerze podziwiam ze masz u siebie tak
      czysto ze mozesz absolutnie w kazdej chwili(!!!) oprowadzac gosci po mieszkaniu,
      ja niestety pieke, gotuje, smaze itd.. wiec w pewnych momentach wole nie martwic
      sie tym ze moglby ktos przyjsc i zobaczyc caly rozgardiasz. Moje , jak piszesz
      bum-bum, to byl przyklad. Taki 'ot', zapewne nie jestem az tak doswiadczona w
      tluczeniu kotletow by pisac na ten temat esej-pozostawie to Tobie. Skupie sie
      tylko na tym, ze gdy czytam literature piekna nie chce siedziec w lazience by
      nie slyszec huku dzialan kuchennych.Jako tak doswiadczona kucharka wiesz
      przeciez ze miksowanie, rozdrabnianie, krojenie nozem elektrycznym, wlaczanie
      przyrzadow(krajalnicy, blendera etc) i sto innych rzeczy ktore kazdy robi w
      kuchni jest halasliwe. Pewne rzeczy po prostu powinny zostac w kuchni, nie
      koniecznie wciagajac na sile reszte rodziny.
    • turms.niesmiertelny 05.09.06, 19:42
      I bingo!
      Zresztą, wg mnie można kuchnię łączyć ew. z jadalnią, ale z pokojem dziennym?
      Lub salonem?
      Błeech.
      :)

      P.S.
      No cóż, może nie wszyscy lubią czytać w ciszy.
      hyhy
    • Gość: katia IP: *.acn.waw.pl 01.09.06, 10:47
      Ja mam taka kuchnie. Taka była w mieszkaniu które kupiłam. na początku nie
      mogłam się przyzwyczaić, ale teraz jest super. Największy plus stały kontakt z
      resztą rodzinki.
      k.
    • Gość: uf IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.09.06, 11:14
      Ja tak mam
      Plusy: nio jest fajnie i wygodnie
      Minusy: zapachy, brudy, no i dla mnie przeszkodą są kuchenne hałasy - zmywarka,
      czajnik i wbrew pozorom dużo innych. TV spokojnie nie mozna obejrzeć.
      Rozwiązanie, przynajmniej ja tak planuje: szerokie przesuwne drzwi, ktróre 90%
      czasu będą otwarte i kuchnia będzie tworzyć jedną przestrzeń z salonem. Ale w
      razie potrzeby można się oddzielić
      pzdro
    • nike_air_max 02.09.06, 12:53
      Właśnie coś podobnego chciałem napisać.
      Hałasy z kuchni mogą być uciążliwe. Mam dość duży
      70m salon z kuchnią i jest właśnie tak
      że wieczorami trochę słychać lodówkę, jak ktoś robi herbatę
      to ten cholerny czajnik na prąd straszny rumor robi itp.
      Mycie naczyń czy to ręczne czy w zmywarce też hałasuje.
      Ogólnie to za dużo nie gotujemy więc jakiegoś
      dramatu nie ma ale..........
      Aha, zlew wypełniony brudnymi naczyniami wygląda w salonie
      trochę nie teges, szczególnie czasie imprezki kiedy przerób jest
      duży.
      I jeszcze karaluchy się rozłaża po całym pokoju zamiast siedzieć
      tam gdzie ich miejsce.
      .
      .
      .
      to ostatnie to żart oczywiście
    • niedzwiedzica_sousie 04.09.06, 09:24
      o ho ho, czyżbyśmy mieli do czynienia z wybitnym muzykiem? bo normalni ludzie
      nie mają takiego słuchu. żeby na 70 m2 słyszeć czajnik? może 7? albo czajnik
      100 litrowy?
      --
      albo rybka albo pipka jak powiedział Hamlet
    • titta 04.09.06, 11:07
      Muzykiem? Mi slon nadepnal na uszy (oba), a po mieszkaniu w tzw. studio, raz na
      zawsze wyleczylam sie z checi posiadania laczanej kuchni, wlasnie ze wzglegu na
      halas: okap, lodowka, zmywarka doprowadzaja mnie do bialej goraczki
      (szczegolnie wieczarem, gdy ogolnie jest cicho)...
    • nike_air_max 04.09.06, 12:49
      uważasz, że tylko Blechacz może usłyszeć czajnik?
      ja mówię o 70m2 to nie 70mb, do rzeczonego czajnika mam
      z kanapy w prostej linii jakieś 3-4m więc nie rozumiem
      twojego zdziwienia.
      ATSD czajnik ze stopą grzejną to usłyszy chyba każdy
      niezależnie od odległości.
      Oczywiście można zmienić czajnik ale myśmy się ogólnie już
      przyzwyczaili.
      Ja osobiście lubię przestrzenie i w małych pomieszczeniach
      czuję się teraz dość klaustrofobicznie chociaż wychowałem się
      w 2 pokojach na 40m2.
      Myślę, że pomysł na połączenie kuchni i salonu
      nie jest najgorszy ale są pewne ujemne strony, z którymi
      trzeba się liczyć.
    • Gość: kiksa IP: *.catv.net.pl 02.09.06, 13:19
      Rozsuwane drzwi nie są rzadną izolacją.
    • cholita 03.09.06, 01:36
      każde drzwi są izolacją - nie gorszą niż zwykle - skrzydło na zawiasach.
      ja mam kuchnię przeniesioną do pokoju, z którego jest wyjście na taras (cała
      instalacja była przekładana) i w ścianie do sąsiedniego pokoju jest dwumetrowej
      szerokości otwór z drzwiami łamanymi (dwa skrzydła)
      i to jest super - 90% czasu drzwi są i tak otwarte, ale jak przychodzi
      koleżeństwo do moich dzieci nastoletnich i zaczynają buszować po kuchni to
      spokojnie zamykam sobie te łamane drzwi i mogę dalej zalegać z książką na
      kanapie - i o to właśnie chodzi.
      Oczywiście kuchnia i pokój mają niezalezne drzwi do przedpokoju.
      A gdy są te drzwi otwarte to jest tak wielka przestrzeń! (całe mieszkanie ma 70
      m kw, kuchnia 14 a pokój 20)
      Stół wielki jest w kuchni - ale nie ma problemu z uroczystymi posiłkami - po
      prostu wcześniej się wszystko gotuje, sprząta w kuchni i potem zasiadamy .... a
      na kawę do pokoju, na kanapy.
      No i wyjście na wielki taras - jest w kuchni ale blisko przejścia do pokoju,
      więc wszystko się pięknie łączy - a latem i tak jak tylko nie pada to jemy na
      tarasie - i to właśnie zdecydowało o przeniesieniu kuchni do pokoju z tarasem.
      Polecam więc połaczenie kuchni z pokojem ale z drzwiami (szerokimi)
    • Gość: mili_vanili IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.06, 23:37
      mam od dwóch lat otwartą kuchnię na jadalnie i salon.

      obecnie robię wysoki barek by odgrodzić choć trochę widok zlewu/kuchenki od
      salonu. Nie zamknęłabym się znów w kuchni, ale choć częściowe zamknięcie jest
      lepsze (wspomniane drzwi np.).
      Lubię porządek, ale i lubię gotować, i nikt mi nie powie, że regularne
      gotowanie jest idealnie czyste. A i nie zawsze chce, by np. goscie patrzyli mi
      na ręce, garki, ścierki.
      Stanowcze NIE dla całkowicie odsłoniętej kuchni
    • nessuno 02.09.06, 17:03
      Gość portalu: mili_vanili napisał(a):
      > mam od dwóch lat otwartą kuchnię na jadalnie i salon.
      >
      > obecnie robię wysoki barek by odgrodzić choć trochę widok zlewu/kuchenki od
      > salonu.
      >nie zawsze chce, by np. goscie patrzyli mi
      > na ręce, garki, ścierki.

      Ło matko.Jadalnia,salon i barek lol.To robi wrażenie.W przeciwieństwie do
      gramatyki. GARNKI!
      Wiem, czepiam się i jestem niesympatyczny.

      --
      "marsz,marsz Dombrooski
      z ziemi polskiej do Wolski"
      wPISdu
    • Gość: Annie IP: *.pools.arcor-ip.net 04.09.06, 01:40
      > To robi wrażenie.W przeciwieństwie do
      > gramatyki. GARNKI!

      Gramatyki??
    • Gość: Gość IP: 80.50.243.* 02.09.06, 11:03
      Od czterech lat mieszkam w mieszkaniu z kuchnią połączoną z salonem i uważam, że
      jest to świetne rozwiązanie. Zapachy mi osobiście nie przeszkadzają, aż dotąd
      nie myślałam o nich w kategorii problemu, z odgłosami trochę gorzej, ale
      przecież ile czasu jest włączony mikser, woda w zlewie/zmywarka? A jak już
      zauważyły inne osoby, pozwala na bycie razem nawet jak jedna osoba siedzi w
      salonie, a druga gotuje. Poza tym bliskość kuchni jest bardzo wygodna. Na tyle
      jestem zadowolona z rozwiązania, że powielę je jeśli będę się przeprowadzała.
    • Gość: Michał IP: 193.110.99.* 02.09.06, 11:04
      Połaczenie daje przestrzeń, ale zapachów nigdy nie odgrodzisz, tracisz małe ale
      jednak oddzielne pomieszczenie, hałasy z kuchni nie do zaakceptowania w pokoju:
      czajnik, lodówka, zmywarka, zmywanie - za głosno, TV nie pooglądasz. Odradzam
      albo radzę łaczyć w ograniczonym stopniu.
    • leoleo 02.09.06, 12:33
      kwestia zapachów nie istnieje za wyjątkiem długiego gotowania kiszonej kapusty
      większa przestrzeń - stawiasz główny stół w miejscu byłej ściany, a wpokoju
      tylko jakiś malutki plus fotele
      jeżeli masz dzieci to masz je na oku
      jeżeli masz gości to masz z nimi kontakt
      jeżeli oglądasz tv to masz z nią wystarczający kontakt
      muzyka podczas prac w kuchni
      kwestia hałasów jest nieistotna - jeżeli koncentrujesz się na tv to nie myjesz
      garów a zmywarka nie chodzi 24 h
      oszczędzasz drogę - sama wiesz ile razy chodzisz naokoło (zwykle) z kuchni do
      pokoju
      mam 20-letnią praktykę
      leoleo
    • Gość: kiksa IP: *.catv.net.pl 02.09.06, 13:22
      No pomysł ze stołem w miejscu ściany super! Godny naszych dyplomowanych
      architektów. Tylko uwaga, żeby komuś nie wylać coś na plecy!
    • Gość: kiksa IP: *.catv.net.pl 02.09.06, 13:24
      A po co tyle chodzić? Przecież można jadać w kuchni.
    • ulapod 03.09.06, 22:52
      leoleo napisał:

      > jeżeli masz dzieci to masz je na oku

      To jest baardzo duzy plus. Można gotować obiad i zerkać na dziecko.
    • Gość: kiksa IP: *.catv.net.pl 04.09.06, 10:32
      Obserwacja małego (!) dziecka uznaję za plus. Poza tym widzę same minusy.
    • mika_p 06.09.06, 00:29
      Od małego dziecka lepiej odgrodzić się drzwiami - na przykład w momencie
      odlewania makaronu, ziemniaków, smażenia czegoś co pryska, pieczenia w
      piekarniku, trzeba być stuprocentowo pewnym, ze dziecko nie wejdzie pod nogi.
      Lepiej, żeby dziecko popłakało 2 minuty pod drzwiami kuchni, niż zostało
      oparzone gorącą wodą czy tłuszczem.
      A niestety, przez kilka kwartałów trwa taki okres w życiu dziecka, ze jest ono
      już dosc sprawne fizycznie by nie dac sie unieruchomić w kojcu, a dość
      głupiutkie, by nie słuchać poleceń.

      --
      Należę do Płockich Mam oraz Kwietniowych Mam 2005
    • mary_elx 02.09.06, 11:11
      Łączenie kuchi z salonem to atawizm projektantów i ludzi, którym takie
      rozwiązanie się podoba. Kuchnia połączona z salonem to rozwiązanie znane z tzw.
      kurnej chaty pańszczyxnianej, gdzie w jednej izbie był kumin i legowisko, a za
      przepierzeniem mieszkały bydlątka. W domach szlacheckich i mieszzczańskich
      NIGDY nie łączono kuchni z pomieszczeniami mieszkalnymi. Kuchnia była dla
      służby. To było pomieszczenie robocze, gospodarcze... potrzebne tak samo jak
      majtki czy biustosz, ale przecież nie wystawiane na widok publiczny! Równie
      dobrze możnaby połączyć z salonem toaletę! Przecież siedząc w wannie albo... na
      wychodku można tez oglądać TV i uczestniczyć w zyciu rodzinnym... W końcu każdy
      pisia i kupka, więc co to za problem robić to na widoku pozostałych domowników.
    • maisy 02.09.06, 11:40
      to wszystko prawda, ale wtedy mialo sie sluzbe, ktora nie uczestniczyla w zyciu
      towarzyskim domu, teraz ciezko pogodzic z tym prace w kuchni, jezeli nie ma sie
      sluzacej lub nie korzysta z cateringu, nie zawsze da sie wszystko zrobic
      wczesniej. No chyba za zapraszamy tylko na kawe i ciasto. Ale gusty i
      przyzwyczajenia sa rozne, jedni wola kuchnie otwarta a inni nie. I dlatego nie
      jest nudno.
    • Gość: ifonek IP: *.polcard.com.pl 02.09.06, 11:46
      Chciałabym mieć taką dużą kuchnię, żeby nie mieć jej połączonej z salonem. I
      jeszcze dużą spiżarnię. I salon z kominkiem. A w ogóle to marzy mi się taki
      klasyczny polski dworek, najlepiej gdzieś w górach. I nawet obywałabym się bez
      służby do sprzątania.... ;-)
      Niestety najczęściej nasze blokowe realia zupełnie nie przystają do "Polski
      szlacheckiej" czy nawet "mieszczańskiej".
      Mam kuchnię połączoną z salonem, dzięki temu cała rodzinka może sobie
      posiedzieć razem, sprzęty kuchenne wcale nie robią aż tyle hałasu, jeśli więc
      masz mały metraż do zagospodarowania to połącz te dwa pomieszczenia - w
      zabieganym życiu umożliwia to codzienne kontakty międzyludzkie.
    • panisiusia 02.09.06, 12:02
      Imho dosyć ciężko usiąść na wychodku. Zwłaszcza, jeśli jest się w łazience...
      A przez pannę Mary jakieś drobnomieszczańskie kompleksy przemawiają? Owszem,
      mogłabym zbudować osobne wyjście do kuchni, ale nie wiem, czy mój gotujący mąż
      chciałby być traktowany jak służba...
      W kuchni mojej prababci służące nie miały ciepłej wody, lodówki, musiały skubać
      kury i patroszyć ryby, latem godzinami smażyć konfitury, bo nie było
      żelfixów...Kuchnia była pomieszczeniem gospodarczym, a dziś jest towarzyskim.

      A jeśli już się bawić w heraldykę: większość społeczeństwa ma jednak
      nieszlacheckie korzenie, więc czemu miałaby kultywować nie swoje tradycje ;)
    • nessuno 02.09.06, 17:09
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • colombina 02.09.06, 19:14
      Wpadl mi ostatnio w rece magazyn architektoniczny i opis domu w Kalifornii,
      gdzie malzenstwo zrezygnowalo wogole z "salonu" i zorganizowalo cale dolne
      pietro domu jak wielka kuchnie w stylu wloskim. Wlasciciele uwielbiaja
      przyjmowac gosci i gotowac dla nich i przy nich, stad ten pomysl. Calosc
      wygladala imponujaco. Ale coz, maja ta przewage ze nie zyja w Polsce gdzie
      plebejskosc ich pomyslu bylaby od razu zauwazanona i nalezycie napietnowana.

      A rodakom zycze wiecej spontanicznosci i mniej opiniotworczosci.

      --
      "Ruskie tez jako slowianie walczyli za Polske." <presentation1>, Forum GW
    • Gość: mary IP: 217.153.205.* 04.09.06, 08:28
      to pewnie bym nie przyjął zaproszenia. Ale ja na szczęście nie mam takich
      znajomych. Ciekawe czy zaproszeni goście muszą pomagac w gotowaniu - np.
      obierają kartofle, lepią pierogi, oprawiają drób... Może nawet w dobrym tonie
      kalifornijskim jest przytrzymanie za nogi królika, kiedy pan domu będzie go
      obdzierał ze skóry i patroszył.... Dobrze, że są zmywarki, bo inaczej to pewnie
      wyoadałoby tez umyć gary po obiedzie.

      A wogóle to pójdźmy dalej: skoro można pitrasić przy gościach, to dlaczego nie
      zaprosić ich do innnych rodzinnych zajęć! Można na przykład iść razem do łóżka
      i wspólnie się tam "integhrować" w trójkę, czwórkę albo i piętnastkę. To akurat
      by mi sie może i podobało...
    • Gość: ana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.06, 11:37
      ja nie raz gotowałam przy gościach. Fakt że jestem wege
      więc nie sprawiam drobiu ani nie skóruję królika.

      Mam do tego celu ładny dżinsowy fartuszek ;)
    • Gość: kirk IP: *.catv.net.pl 04.09.06, 13:23
      Ten fartuszek jest przekonywujący!
    • Gość: ale, ale IP: *.aster.pl 04.09.06, 12:42
      ale co masz na myśli: trójkę, czwórkę czy piętnastkę?:))))

      a tak na serio, to mam taką kuchnię i ogólnie nie jest źle...ale, w następnym
      mieszkaniu coś wymyślę, żeby się jednak odgrodzić...tu zostawilam dużą
      przestrzeń i ogólnie mieszkanie sprawia wrażenie dużo, duzo większego i jest ok
      tylko te odgłosy, nie miałam pojęcie, że to tak przeszkadza...niestety i
      czajnik na prąd i zmywarka i zmywanie, i robienie hersbaty/kawy, wszytko
      przeszkadza w salonie jeśli się cos ciekawego ogląda....to jedyne
      zastrzeżenie...a i dodam, że kuchnia jest za winklem czyli salon + kuchnia
      tworzą literę L więc nie widzimy całej kuchni (to i dobrze bo nie musze ciągle
      sprzątać)jednak te odgłosy sa uciążliwe, neiestety...:((((
    • colombina 04.09.06, 15:00
      Gość portalu: mary napisał(a):

      > obierają kartofle, lepią pierogi, oprawiają drób... Może nawet w dobrym tonie
      > kalifornijskim jest przytrzymanie za nogi królika, kiedy pan domu będzie go
      > obdzierał ze skóry i patroszył.... Dobrze, że są zmywarki, bo inaczej to pewnie

      Masz klopoty ze zrozumieniem prosciutkego tekstu? Nie pisalam o tonie
      kalifornijskim, bo tu akurat w dobrym tonie jest akceptowanie u innych wybranego
      przez nich stylu zycia. Pisalam o jednej, konkretnej parze, ktora lubi co lubi
      i wg tego wybiera jak wyglada ich dom.

      > A wogóle to pójdźmy dalej: skoro można pitrasić przy gościach, to dlaczego nie
      > zaprosić ich do innnych rodzinnych zajęć! Można na przykład iść razem do łóżka
      > i wspólnie się tam "integhrować" w trójkę, czwórkę albo i piętnastkę. To
      > akurat by mi sie może i podobało...

      Co za skojarzenia? Ale jak mowi przyslowie, w starym piecu diabel pali.
      Ale z jednym musze sie zgodzic, ze lepsza taka integracja niz zwyczaje z dworkow
      szlacheckich, gdzie pan molestowal w czladnej mlode dziewczyny wbrew ich woli a
      zona udawala ze nic nie widzi.


      --
      "Ruskie tez jako slowianie walczyli za Polske." <presentation1>, Forum GW
    • Gość: mary IP: 217.153.205.* 04.09.06, 19:05
      >Ale z jednym musze sie zgodzic, ze lepsza taka integracja niz zwyczaje z
      >dworkow szlacheckich, gdzie pan molestowal w czladnej mlode dziewczyny wbrew
      >ich woli a zona udawala ze nic nie widzi.

      Ale dzięki temu i w tobie płynie odrobina szlacheckiej posoki...
    • colombina 04.09.06, 19:09
      Gość portalu: mary napisał(a):

      > Ale dzięki temu i w tobie płynie odrobina szlacheckiej posoki...

      ... a w tobie lokajskiej


      --
      "Ruskie tez jako slowianie walczyli za Polske." <presentation1>, Forum GW
    • niemyte_mohery 04.09.06, 21:55
      Tu trafilas, ponoc panie z wyzszych sfer lubily odkurzyc garnitur gentyczny ze
      stajennymi albo lokajami. Sadzac po jezyku i argumentacji <mary> w jej przypadku
      eksperyment genetyczny przodkini to klapa.
    • Gość: daro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.06, 21:06
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: Piotrrr IP: *.krakow.pl 03.09.06, 20:12
      Popieram Twoją wypowiedź w pełnej rozciągłości. Lepiej sam bym tegonie napisał :-)
    • nessuno 04.09.06, 16:28
      Gość portalu: Piotrrr napisał(a):

      > Popieram Twoją wypowiedź w pełnej rozciągłości. Lepiej sam bym tegonie napisał
      > :-)

      Chyba uraziłem jakiegoś durnego snoba,bo mój post wycięto.Dalej twierdzę,że
      szczytem snobizmu jest nazywanie kilkunastometrowego pokoju salonem tylko
      dlatego,że jest połączony z kuchnią.Wy durne snoby nawet nie znacie definicji
      salonu.Motłoch nowobogacki i tyle,a słoma dalej wystaje hehehe.
      --
      "marsz,marsz Dombrooski
      z ziemi polskiej do Wolski"
      wPISdu
    • Gość: catriona IP: *.cable.ubr03.harb.blueyonder.co.uk 02.09.06, 17:59
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: Piotrrr IP: *.krakow.pl 03.09.06, 20:10
      Sarmata się znalazł widzę, wiesz, oni marnie skończyli :-)
    • Gość: mary IP: 217.153.205.* 04.09.06, 06:34
      marnie skończyli. W łagrach na Syberii i w bierutowskich katowniach...
    • niemyte_mohery 04.09.06, 15:33
      Gość portalu: mary napisał(a):

      > marnie skończyli. W łagrach na Syberii i w bierutowskich katowniach...

      ale najpierw przepili i rozlajdaczyli dobrze funkajonujace panstwo.

      --
      Przed Radyja drżyj potęgą,
      jeśliś nie jest Prawy Polak,
      bowiem Polak pełną gębą
    • titta 04.09.06, 11:15
      A co? Nie widziales polaczenia salonu z prysznicem?

      Poza tym nawet w dworach szlacheckich kuchnia byla osrodkiem codziennego zycia:
      wszak pani domu nadzorowala co sie gotuje (jako strateg albo "przeszkadzajlo").
      Dopiero w palacach magnackich posiadywanie ze sluzba bylo dyschonorem.
      Mysle, ze najlepsze jest stare rozwiazanie: duza kuchnia, ze stolem - na
      codzien i salon dla gosci i od swieta (ew jeszcze odzielna jadalnia - na
      wielkie okazje). Tak to funkcjonowalo u moich dziatkow, tak funkcjonuje u
      rodzicow i ich sasiadow. Ja na razie mam salon-kuchnie-sypialnie w jednym...
      ale juz nie dlugo....
    • Gość: MMM IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.06, 20:32
      DYSHONOREM
    • Gość: Mik IP: *.laffertydesign.com 04.09.06, 12:19
      czasy sie zmieniaja.. majtek i stanika tez juz sie tak bardzo nie chowa, jak
      kiedys..
    • nike_air_max 04.09.06, 13:56
      Na dworze francuskim sikano do kominków
      a resztę załatwiano na klatkach schodowych.
      Ale kuchnia była osobna- taki atawizm szlachecki.
      A przecież co Francuz wymyśli.....
      Nie wszyscy jednak snobują się na szlachtę.

      btw masz łeb dzika "w salonie" na scianie?

      Zgodzisz się chyba, że czasy mamy teraz inne
    • Gość: mary IP: 217.153.205.* 04.09.06, 19:03
      z trzech dzików. Zastrzelone przez mojego ojca.
    • ewamalgorzata 02.09.06, 11:28
      Ja uważam, że połączenie pokoju dziennego z kuchnią ma sens w dwóch
      przypadkach: gdy kuchnia jest klaustrofobicznie mala i gdy jesteś w stanie
      utrzymywać w niej porządek. W moim poprzednim mieszkaniu przy powierzchni
      kuchni niecałych 6 m2 - było to niezłe rozwiązanie. W obecnym, gdzie kuchnia ma
      12 - nie miałam takiej koncepcji.. Poza tym: okazało się, że osobna kuchnia
      wcale nie ogranicza życia rodzinnego.. i tak wszyscy albo siedzą w kuchni albo
      w swoich pokojach:) Najmniej wykorzystywanym pokojem w naszym mieszkaniu jest
      własnie salon:) Całe zycie rodzinne toczy się w kuchni, gdzie jest i tak sporo
      miejsca, gdzie zmieścił się wreszcie duży, dębowy, okrągły stół, gdzie najmilej
      się siedzi z rodzina i z przyjaciółmi... Jak powiedziała moja przyjaciółka -
      "Tobie nie było potrzebne większe mieszkanie, tobie była potrzebna większa
      kuchnia":)
      --
      Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach
      Gdzie Bog zapomniał o grudniu
      I zawsze dźwięczy muzyka
    • Gość: MMM IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.06, 20:35
      Na 12 m2 zmieścił Ci się duży dębowy stół ???
    • maisy 02.09.06, 11:33
      Jestem za. Kiedys mialam kuchnie osobna, oddzielona od pokoju dziennego
      korytarzem i czulam sie w zwiazku z tym jak kura, bo omijaly mnie duze fragmenty
      zycia towarzyskiego. Sprawe zapachow rozwiazuje dobry wyciag, ktory do tego nie
      halasuje, postep w tej dziedzinie jest ogromny. Zmywarki sa tez rozne, teraz mam
      zabudowana i wogole jej nie slychac, tylko wtedy jak skonczy, bo piszczy.
      Poprzednio mialam glosna, ale wtedy wlaczalam ja glownie na noc (wtedy tez mam
      tanszy prad), albo gdy wychodzilam z domu. Co do lodowek, to dawno juz nie
      sptkalam sie z taka, ktora warczy. Nie wstawilabym natomiast pralki do otwartej
      kuchni, tutaj halasu nie da sie uniknac. Mimo tego, moim zdaniem kuchnia otwarta
      jest dla utrzymujacych porzadek i tych co lubia miec pochowane rzeczy. Widok
      wiszacych lyzek lub stojacych roznych butelek nie jest powalajacy. Ja mam
      kuchnie czesciowo oddzielona - od strony pokoju szafki o wys ok. 120 cm, ale
      nie na calej dlugosci, bo koncza sie stolem. Ewentualnego balaganu na plycie
      grzejnej i okolicach nie widac od strony pokoju. No i oczywiscie zabudowa kuchni
      musi pasowac do pokoju (np. zrezygnowalam z kafelkow na rzecz plyt maskujacych,
      cos jak blaty robocze tylko ciensze - moim zdaniem byl to dobry pomysl i
      sprawdza sie), w zwiazku z czym trzeba sie liczyc z wydatkami. Jakbym jaszcze
      raz miala urzadzac mieszkanie zrobilabym podobnie, ale wiem, ze niektorzy
      niezbyt dobrze sie w takich rozwiazaniach czuja. Pozdrowienia i zycze dobrych
      pomyslow.
    • Gość: ktosia IP: *.adsl.wanadoo.nl 02.09.06, 12:23
      Ja mam otwarta kuchnie,bardzo sobie chwale.Dobra wentylacja likwiduje zapachy.Nie mam halasliwych
      sprzetow tylko piekarnik czasem szumi :)
      Salon mam tak umeblowany,ze nie siedzi sie na wprost zlewu.Poza tym miedzy kuchnia a salonem mam
      zawieszone kotary i jak jest potrzeba moge kuchnie odseparowac wizualnie jednym ruchem
      reki.Najfajniej jest zaprosic kilku przyjaciol i razem gotowac pijac winko.Na codzien tez
      praktyczne,ogladasz na kanapie TV i tylko czasem podejdziesz do garnka zamieszac :)
    • Gość: bietka IP: *.kosson.com 02.09.06, 12:19
      Otwarta kuchnie powiększa przestrzeń której jest tak niewiele w małych
      mieszkaniach.Przydaje się rónież wtedy gdy prowadzisz dom otwarty i miewasz
      często gości. Przyjemniej jest wtedy uczestniczyć w towarzyskim spodkaniu nawet
      wtedy gdy obowiązki gospodyni wymagają twojej obecności w kuchni. Masz więcej
      przestrzeni, ale w zamian za to wszystkie kuchenne zapachy rozchodzą się po
      całym mieszkaniu. Nie wierz w to, że wyciąg załatwi skutecznie problem
      kuchennych odorków i osiadającym wraz z parą na wszystkich meblach tłustym
      kuchennym brudkiem :(
      Ja zdecydowałam się na kuchnię zamkniętą i chwalę to sobie :) Mam bardzo duże
      mieszkanie i nie musiałam walczyć o dodatkową przestrzeń. Mogę pozwolić też
      sobie na odrobinę bałaganu w kuchni.Przy licznej rodzinie naprawdę trudno jest
      utrzymać sterylną czystość :-(( która jest raczej niezbędna w sytuacji gdy
      kuchnia jest częścią salonu.


    • Gość: bietka IP: *.kosson.com 02.09.06, 12:38
      Dodam jeszcze dwa słowa do swojej wypowiedzi.Niestety w niektórych blokach
      zdarzają się karaluchy ;-( W takiej sytuacji ze względu na tych lokatorów
      lepiej pozostawić kuchnię zamkniętą.
    • lemikki 02.09.06, 12:57
      > Nie wierz w to, że wyciąg załatwi skutecznie problem
      > kuchennych odorków i osiadającym wraz z parą na wszystkich meblach tłustym
      > kuchennym brudkiem :(

      nie uważam byś powinna nie wierzyć w dobry wyciąg. mieszkałam kilka dobrych lat
      na poddaszu, w którym kuchnia była połączona z salonem i gdzie wyposażenie było
      wręcz luksusowe i takim pozostało. nie zauważyłam, żeby takie rozwiązanie
      przysparzało mi więcej brudu, czy tłustego osadu lub w jakiś inny sposób
      niszczyło wnętrze salonu. popieram pomysł i zgadzam się z większością.

      --
      Są rzeczy znane i nieznane, a pomiędzy nimi drzwi...
    • Gość: star99 IP: *.tpnet.pl 02.09.06, 12:24
      a ja osobiscie raczej odradzam, choc to zalezy od stylu zycia domownikow.
      sama do niedawna mialam tzw. aneks kuchenny, polaczony z salonem.
      bylo to rozwiazanie dosc ciekawe, bo meble kuchenne i plyta ceramiczna
      znajdowaly sie w obszarze salonu, oddzielone wysoka lada i wysokimi krzeslami, a
      czesc "gospodarcza", czyli lodowki i zlewo-zmywak znajdowaly sie we wnece
      niewidocznej od strony salonu.
      tylko ze dodatkowo mam otwarte schody na 2 kondygnacje, ktore stanowia czesc
      salonu i to juz byla lekka przesada.
      sama osobiscie to zaprojektowalam i wydawalo mi sie, ze wszystko jest
      przemyslane idealnie. poniewaz nigdy nie bylam typem pani domu, ktora realizuje
      sie w kuchni, wiec nie chcialam sie odizolowac od zycia domu.
      jednak koncepcja sie nie sprawdzila i teraz spora kuchnie mam urzadzona w innym
      pomieszczeniu a dawny aneks kuchenny plus wneka, (po rozbiciu sciany) stanowia
      dodatkowa przestrzen salonu.
      bezposrednim powodem byl fakt, ze mam 2 duze psy, dla ktorych gotowalam kasze i
      mieso. malo przyjemne zapachy rozchodzily sie nie tylko po salonie, ale po calym
      domu. poza tym doszlam do wniosku, ze przestrzeni salonu nigdy nie za duzo.
      w ogole zeby pokoj dzienny nazwac salonem to powinien on miec minimum 50 m2

      jesli mieszkanie jest male i rodzina niewielka (2-3 osobowa lub dla singla), to
      mysle, ze mozna sprobowac polaczyc kuchnie z pokojem.
      rowniez nie ma zadnego powodu, zeby korytarz byl zamknieta i niewykorzystana
      przestrzenia. blokowe mieszkanie moich znajomych bardzo zyskalo, gdy polaczono
      kuchnie, korytarz i pokoj dzienny (oddzielone dzwiami sa tylko 2 niewielkie
      sypialnie oraz oczywiscie lazienka). do mieszkania wchodzi sie bezposrednio z
      klatki schodowej i jest super.

    • nisiabu 04.09.06, 09:50
      Zgadzam się z poprzednią wypowidzią - czyli w małym mieszkaniu otwarta kuchnia, a jak jest dużo miejsca to fajnie mieć wydzielone miejsce. Moi rodzice mieli otwartą kuchnię, ja od dwóch lat tak mieszkam i bardzo mi się to podoba, połączyliśmy duży pokój w przedpokojem, i przenieśliśmy tam kuchnię a w dawnej kuchni (ok 6m) jest gabinet. Sprawdzało się w czasach bez dziecka, bo jak goście przyszli mogłam robiąc herbatę (nie trzeba od razu przy gościach gotować) z nimi rozmawiać, a teraz gotując mogę patrzeć cały czas na dziecko.
      Przez parę miesięcy przed remontem mieliśmy zamkniętą kuchnię 6m^2 było nam w niej ciasno, bo gotujemy razem, ale nawet jak jedno gotuje a ktoś chce herbatę zrobić, albo coś przegryźć to się zderzaliśmy i stół był mały (60x80), jak goście przychodzili to siedzieliśmy w kuchni...
      --
      Iga urodziła się w domu 15 lutego 2006, 3640g, 56cm.
    • Gość: Katarzyna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.06, 12:26
      Mam kuchnię przedzieloną ścianką z salonem (kompromis). Generalnie odradzam. To
      2 pomieszczenia o zupełnnie innych funkcjach. ta moda mi się nie podoba. Jest
      może dobra w domkach letniskowych, ale jeśli mona mieć osobno kuchnię - to
      świetnie.
    • Gość: kiksa IP: *.catv.net.pl 02.09.06, 13:15
      Dyskusja, jak o wyższości Świąt BN, nad Świętami WN. Naturalnie są różne punkty
      widzenia i jest to indywidualne, zależne m.in. od wieku, stylu życia,
      charakteru, liczności rodziny, jakości zachowań (ile czasu jestem w kuchni, czy
      i jakich gości przyjmuję)itd, itd. Miałem mieszkania: 1. z oddzielną tylko
      łazienką, 2."klasyczne", tzn. wszystko porozdzielane, 3. ze wspólną kuchnią.
      Urządzając obecnie mieszkanie przeforsowałem oddzielną kuchnię. Zwrócę uwagę na
      takie momenty: przychodzą goście w eleganckich kreacjach, garnitury. Jak się
      czują oglądając gary, bądź czując zapachy i natłuszczając siebie i swoje
      ubrania. I wyciąg nic tu nie pomoże. Proszę iść do knajpy i posiedzieć w
      pobliżu kuchni, albo lepiej do pizzerii, gdzie przyrządzają na sali
      restauracyjnej. Jeżeli jest to o czym marzylmy, to nie ma sprawy.
    • she8 02.09.06, 13:23
      Moja kuchnia z salonem mają łącznie 60m.Najpierw była to całkowiecie otwarta
      przestrzeń, dwa lata temu zrobiłam "słup", na środku, który oddziela częściowo
      te pomieszczenia.W nim (w tym słupie) umieściłam dużą szafkę typu kargo (z
      boku), z drugiej strony szafkę z szufladami, a wiszącą szafeczkę na szkło
      wbudowałam od strony kuchennej. Jest przestrzennie i ładnie.Ale - jek ktoś
      słusznie napisał - gusta nie podlegaja dyskusji.
    • alyra11 02.09.06, 13:46
      Mam kuchnie ok 13m2 , pokoj dzienny ok 22m2. Problemem jest brak miejsca na
      odswietne posilki, no bo jak swietowac np. wigilie w .. kuchni, nawet, gdy ta
      jest elegancka?
    • Gość: kiksa IP: *.catv.net.pl 04.09.06, 10:18
      No wiesz. Nie wszyscy uznają Wigilię za Swięto, np. muzułmanie.
    • Gość: milla7 IP: *.aster.pl 02.09.06, 14:05
      Ja również ma kuchnię polączoną z salonem, razem maja okolo 40m.
      Jak dla mnie to rozwiązanie ma więcej minusów niż plusów.
      Ja np. latem prawie wcale nie uzywam piekarnika. Gorąco jest i w kuchni i w
      pokoju. Tegoroczne lato dalo nam się porzadnie we znaki. Bo dzieci chciały na
      obiad a to pizzę a to kurczaczki pieczone a nawet od czasu do czasu ciasto
      Okna wychodzą na zachód.
      Teraz gdybym miała jeszcze raz sie urzadzac, przynajmniej cześciowo
      odgrodziłabym kuchnię od salonu.
    • bielinka 02.09.06, 14:21
      Jesli masz mala kuchnie i maly salon to polecam CI polaczeni tych pomieszczen.
      Sama tak mam. Chyba bym sie udusila w mojej kuchni, mimo okna, gdyby nie byla
      polaczona. Zapachy - przy wielogodzinnym gotowaniu bigosu rzeczywiscie
      klopotliwe ale ile razy gotujesz tego typu rzeczy? Balagan w zlewie - bez
      przesady, przeciez nie trzymasz tych naczyn dniami. Halasy - dobry sprzet to
      eliminuje, pozatym czy zyjesz w swiecie ciszy? Nalzey tylko dopasowac wystroj
      kochni do salonu, ale to tez jest sprawa wzgledna. Mozna wlasnie podkreslic ich
      odrebnosc. Gdybym miala duzy dom i mogla miec kuchnio-jadalnie o rozmairach 20
      m to nie laczylabym jej z salonem, ale jak moja kuchnia ma 2,5 x 1,5.... Ktos
      tu jeszcze pisal o problematycznej pralce. Ja akurat pralke mam w przedpokoju
      bo ani w lazience ani w kuchni si enie zmiescila :-) Ale zupelnie - no poza
      wirowaniem - nie przeszkadza i nie jest to jakis super sprzet tylko zwykly
      Indesit kupiony 7 lat temu. Nie daj sie zwiariowac, zrob tka jak Ci bedzie
      wygodnie.
      --
      Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
    • themod 02.09.06, 15:08
      Mieszkamy w 2 osoby w małym 2 pokojowym mieszkaniu.
      Dorzuce zatem moje argumenty przeciw łączeniu kuchni z salonem:
      po pierwsze zapachy - akurat sporo gotujemy, i nie da sie zatrzymac zapachow, poza tym osad pozostaje nie tylko na szafkach kuchennych, ale i na meblach pokoju. Po drugie pokoj połaczony nie jest juz na tyle funkcjonalny: brak intymnosci dla osoby ktora tam spi, gdy np ja sobie cos gotuje.
      Mysle ze rozwiazanie jest dobre ale w wiekszym mieszkaniu (+60 m2) lub przy małej ilosci mieszkancow.
      Pzdr
    • Gość: monika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.06, 18:43
      ja od roku uzywam takiego rozwiazania i jestem bardzo zadowolona, kluczem do
      sukcesu jest dobry wyciag i uzywanie go podczas kazdego gotowania, nawet wody i
      wtedy ani para ani zadne inne opary nie wiruja po mieszkaniu, jak rowniez
      zapachy. Nawet spalenizny nie czuc i to czasami jest problem jak sie
      zapomni......Pozdrawiam
    • Gość: Majka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.06, 22:55
      Czy mogłabyś podać jakiej firmy masz wyciąg (parametry).
    • magdalaena1977 02.09.06, 19:33
      Mieszkam sama i moje mieszkanko wybrałam właśnie dlatego , że miało (na 43 m2)
      osobna kuchnię. Jestem z tego bardzo zadowolona.
      Po pierwsze urządzanie wspólnego pomieszczenia wymaga pewnych poświęceń na rzecz
      stylu. Taki naprawdę klasyczny salon będzie głupio wyglądał, jeśli ni stąd
      będzie się łączył z kuchnią.
      Po drugie juz kilka rzeczy przypaliło mi się tak, ze zapach obejmował cała
      kuchnię (mimo sprawnego wyciągu).
      Po trzecie goście. Ja wolę mieć "brudne" zaplecze, gdzie odstawiam brudne
      talerze do zlewu, może mi się coś wylać itp. niż robić to na oczach wszystkich w
      salonie. IMHO dla przyjmowania gości w kuchni trzeba być superporządnickim i
      sprawnym kucharzem.

      --
      Magdalaena
    • ppo 02.09.06, 22:11
      Chyba, że jesteś fanatyczką sprzątania i zawsze masz w kuchni jak w sali
      operacyjnej. W przeciwnym razie niezapowiedziana wizyta teściowej może być
      krępująca. Kuchnia to kuchnia. Tam się gotuje, "paruje", smrodzi i hałasuje.
      Zwłaszcza w małym mieszkaniu kuchenna krzątanina może być denerwująca dla "pana
      i władcy" odpoczywającego przed telewizorem. Życzę mądrego wyboru.
      Pozdrawiam :)
      --
      God = Gold, Oil, Drugs
    • ppo 02.09.06, 22:28
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • niemyte_mohery 02.09.06, 22:55
      Przypomne niesmialo, ze zalozycielka watku chciala sie naradzic w sprawie
      "otwartej kuchni" a nie kto ma wieksze mieszkanie ;-))).

      Ale skoro juz <ppo> chwali sie swoim gabinetem, to przyznam za takiej powierzni
      byla moja kawalerka z czasow panienskich. Jedno duze pomieszczenie kuchnia z
      salonem (hi, hi, hi) i sypialnia (ha, ha, ha). W dodatku loze dzielilam ze
      zwierzeciem domowym, ktore niesamowicie sie rozpychalo. Na tych 30 m2
      prowadzilam rowniez bujne zycie towarzyskie i udane erotyczne. Moge tylko was
      zapewnic, ze powierzchnia to nie wszystko ;-)))

      ppo napisał:

      > Tzn. ten pokój, gdzie teraz siedzę. Biblioteka, szezlong, biurko o powierzchni
      > lotniskowca. Nie narzekam, tylko w zimie trochę zimno.


      --
      Przed Radyja drżyj potęgą,
      jeśliś nie jest Prawy Polak,
      bowiem Polak pełną gębą
    • Gość: córcia IP: *.gdynia.mm.pl 02.09.06, 23:15
      Jakies 15 lat temu wprowadzilismy sie do nowego miszkanka, kuchnia byla mikroskopijna, a duzy pokoj w miare... duzy :) Moi Rodzice wpadli na pomysl polaczenia wlasnie pokoju z kuchnia i wyszlo GENIALNIE.
      1. wszyscy jestesmy razem (mozna np gotowac i ogladac tv)
      2. nie ma problemu z przenoszeniem posilkow z kuchni do pokoju (jesli kuchnia jest mala, to i tak w niej nie zjesz)
      3. ktos napisal, ze musi byc w kuchni sterylnie-wcale nie. Przeciez nie robisz tam "bajzlu" ;) u nas jest czysto
      4. podejmowanie gosci-to wazne. Nie latasz jak z pieprzem z kuchni do pokoju, z kazda herbatka, zupka i nie wiadomo czym jeszcze. Mozesz sobie piec kurczaka i rozmawiac

      Na razie mieszkam z Rodzicami, ale kiedy sie wyprowadze, na pewno polocze kuchnie z pokojem, bo jest to wspaniale :-)))
      Pozdrawiam!
    • Gość: kiksa IP: *.catv.net.pl 03.09.06, 01:00
      1. wszyscy jestesmy razem (mozna np gotowac i ogladac tv)
      W tym celu wystarczy wstawić telewizorek lcd do kuchni.

      2. nie ma problemu z przenoszeniem posilkow z kuchni do pokoju (jesli kuchnia
      jest mala, to i tak w niej nie zjesz)
      Tzn. jak wędrują na stół?

      3. ktos napisal, ze musi byc w kuchni sterylnie-wcale nie. Przeciez nie robisz
      tam "bajzlu" ;) u nas jest czysto
      Kto nakazał, aby w pokoju było czysto? Znam nie jeden bajzel.

      4. podejmowanie gosci-to wazne. Nie latasz jak z pieprzem z kuchni do pokoju, z
      kazda herbatka, zupka i nie wiadomo czym jeszcze.
      Mozesz sobie piec kurczaka i rozmawiac
      A co na to goście?
      Na razie mieszkam z Rodzicami, ale kiedy sie wyprowadze, na pewno polocze
      kuchnie z pokojem, bo jest to wspaniale :-)))
      Zdrowia życzę!
    • Gość: Grażyna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.06, 08:14
      Wychowałam się w domu pobudowanym prawie 40 lat temu z dużą kuchnią.
      Zawsze razem siedzieliśmy w kuchni,tak ciągnęło nas do wspólnego pomieszczenia:
      mamusia robiła np na drutach,tatuś ogladał telewizję,a my dziewczyny oglądałyśmy
      modę,czy przyszywałam guzik.
      Teraz mamy dzieci,czasem wszyscy zjeżdżamy sie do Rodziców nadal wszyscy
      siedzimy razem. Juz nie ma się gdzie ruszyć,siedzimy mamusi na głowie przy
      przygotowaniu posiłków,razem też je często przyrządzamy dyskutując ze wszystkimi.
      Razem omawiamy wszystkie nasze sprawy.
      Mimo tej ciasnoty to jest najpiękniejsze-jesteśmy razem,a przecież dom jest duży
      i można byłoby rozejść się po pokojach.
      Ale po co byłoby jechać do Rodziców ??
    • Gość: kiksa IP: *.catv.net.pl 04.09.06, 10:29
      Drogie córcio i Grażyno, Piękne teksty, dziękuję. Temat gromadzenia się
      bliskich sobie w kuchni, przy palenisku, znam. Powtarzam - w kuchni. Czy
      wszyscy są tam przyjmowani, czy tylko rodzina? Bo w pewnych przypadkach mogłoby
      to trącić lekeważeniem. Znając szczupłość przeciętnych polskich pomieszczeń, co
      bywa tutaj argumentem za, mam pytanie. Czy ewentualni "nocni" goście, albo i wy
      sami śpicie w tej kuchni (kuchniosalonie)?
    • Gość: córcia IP: *.gdynia.mm.pl 05.09.06, 00:25
      Cóż... U nas pokój z kuchnią ma ok 40m kw, z czego kuchnia zajmuje może z 6 (to straszna kiszka). I jakoś nikt nie ma obiekcji, żeby tu spać, zresztą najczęściej nie ma takiej potrzeby, bo w domu jest wystarczająco miejsca. Ale sama nawet ostatnio spałam w kombinacji kuchnipokoju i... przeżyłam ;) co więcej-było całkiem sympatycznie. A jeśli chodzi o gromadzenie się, to oczywiście wszyscy... Znajomych ja i moja Rodzina mamy bardzo "luzackich", nie krępują się, nikt nikogo nie lekceważy... I jest super :)
    • Gość: córcia IP: *.gdynia.mm.pl 03.09.06, 15:34
      Droga Kikso, nie rozumiem, co chciałaś udowodnić swoim postem... Że nie mam racji?? Słabych argumentów użyłaś a na dodatek jakaś dziwna złośliwość zdaje się przebijać w Twoim poście...

      Jeśli chodzi o punkt pierwszy mówiłam: NA PRZYKŁAD o oglądaniu tv. Już wcześniej czytałam to w jakimś poście, ale powiem to jeszcze raz: w kuchniosalonie jest ogromny stół, na którym moje Rodzeństwo odrabia lekcje, ja przy nim czytam, Tata majsterkuje, a Mama pracuje, przy okazji zwyczajnie jestesmy razem, dyskutujemy, jesteśmy blisko, Dla mnie to szalenie ważne. Jeżeli np w międzyczasie ktoś chce zrobić kolację nie musi wychodzić z pokoju, opuszczać dyskusji, nadal jesteśmy RAZEM.

      Potrawy na stół zwyczajnie przestawia się z lady kuchennej, nie trzeba z nimi biegać po mieszkaniu

      W punkcie nr 3 chodziło komuś o to, iż w pokoju może być czysto, ale widok kuchni, gdzie wciąż się coś robi i jest bałagan sprawia, iż całość nie wygląda estetycznie. Nie zgadzam się z tym, u nas WSZĘDZIE jest porządek.

      Goście bardzo się cieszą, że spędzamy czas z nimi. Widzę, jak jest u mojej babci: biegnie pokroić ciasto, a goście krzyczą: "Chodź do nas, porozmawiaj z nami!" U nas tak nie ma

      Za życzenia zdrowia dziękuję, bo to się zawsze przyda, rozumiem, że ironiczne te życzenia, niemniej wypada podziękować.
    • lepudruk 03.09.06, 08:52
      Dyskusja toczy się wokół wielkości domu i jego rozwiazania.
      Moi serdeczni znajomi mają również duży dom, w którym pokój gościnny znajduje
      się na pierwszym piętrze i oddalony jest od kuchni dwoma ciągami schodowymi po
      9 trepów oraz dwoma zabiegami.
      Wiecie jak pije się wtedy herbatę lub kawę - gospodarz domu sześć razy idzie do
      kuchni.
      Ja u siebie wydzieliłem w salonie/pokoju gościnnym kuchnę i jestem zadowolony.
      W czasie rozmowy przygotowuję kawę, herbatę , kanapki itp. Oczywiście z drugiej
      strony kuchn jest jadalnia.
    • Gość: kij IP: *.aster.pl 03.09.06, 09:06
      Jak zwykle wszystko zależy od szczegółów. Jaki macie styl życia, rodzaj
      znajomych, priorytety? Czy bardziej ma być miło i przyjaźnie, czy bardziej ma
      to wszystko odpowiadać jakimś zewnętrznym standardom, "żeby nikt się nie
      czepiał"?
      Jesli macie ciepłych, luzackich znajomych, to nic milszego jak wspólne gadanie
      i gotowanie. Ale jeśli myślicie o przyjęciach dla ludzi firmowo "ometkowanych"
      i wodzacych krytycznym okiem po cudzuch strojach, sylwetkach, pomieszczeniach -
      to po połaczeniu kuchni z pokojem bedziecie mieć problem. Ale - bez tego też
      nie zyskacie uznania, bo przecież mieszkacie w bloku, a to już passe.. ;)
      Według mnie, zawsze jest ładniejsza otwarta, doświetlona z róznych stron
      przestrzeń niż pomieszczenia - pudełeczka, w których wzrok bez przerwy trafia
      na mury. Medycznie udowodniono, że zdrowsze dla oka i dla cyrkulacji powietrza
      są otwarte przestrzenie - a to, czy jest naszym oczom i płucom dobrze wpływa na
      nasz nastrój. Powinno więc być zdrowiej po otwarciu kuchni na salon.
      Kwestia estetyki to już wynik osobistych gustów, ale sądzę, że nie ma powodu
      aby kryć dzisiejsze bardzo ładne, czyste, proste w utrzymaniu urządzenia
      kuchenne. Nie używamy przecież, jak w przywoływanej "polsce szlacheckiej",
      zadymionych pieców węglowych z szuflami, pogrzebaczami i usmolonymi fajerami,
      nie trzymamy w kuchni poobijanych blaszanych wiader wody. Mamy estetyczne płyty
      ceramiczne, śliczne baterie i zlewy z maskowaniem /na wypadek brudnych
      naczyń+gości/ i w ogóle ślicznościowe sprzęty kuchenne. Jeśli więc salon nie
      jest w stylu Ludwika XVI tylko też są tam współczesne rzeczy, to wszystko nie
      będzie się "gryźć" i będzie bardzo fajnie. Takie jest moje zdanie.
    • Gość: Mądrze napisane IP: *.acn.waw.pl 03.09.06, 09:43
      kij, mądrze podsumowane
    • Gość: varrr IP: *.toya.net.pl 03.09.06, 11:20
      Ano wlaśnie :) wszystko zależy od urządzenia wnętrza i sposobu bycia ;)
      Mamy współczesne mieszkanie przerobione z pracowni plastycznej. Niby nie jest
      wielkie - całość 50 m2. Ale sufity - 4,5 m wysokości. Byłó tam na początku
      wydzielone pomieszczenie na kuchnie - jakieś 6-7 m2, co przy 4,5 m suficie
      dawało wrażenie studni o beznadziejnie małej powierzchni i bezsensownie wysokim
      suficie.
      Po konsultacji z plastykiem, ściany zostały poprzestawiane i wyburzone. Obecnie
      jest to duze współcześnie urządzone pomieszczenie z otwartą kuchnią, oddzieloną
      ceglanym barkiem od reszty. Wszystko zrobione jest w tym samym stylu -
      metal+drewno+surowe cegły; metalowe lampy na łańcuchach, kuchenka i okap w
      metalu, wbudowane w sufit halogenowe oświetlenie i wszystko bardzo dobrze ze
      soba współgra.
      Przy okazji mamy bardzo luzackich znajomych, którzy nawet podczas szykowania
      jedzenia w trakcie imprezy zawsze uczęstniczą przy każdej czynności i nie
      wyobrażam sobie, żebym miała sama siedzieć w zamkniętej na świat kuchni z dala
      od nich, przerywając non-stop burzliwe dyskusje ;)
      Bardzo sobie chwalę otwarta kuchnię. Choć zdaję sobie sprawę, że nie w każdym
      wnętrzu może sie to sprawdzić.
    • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.06, 22:59
      Ludwik Filip nie przeszkadza otwartej kuchni, a Ludwik XVI też nie obraziłby
      się.
      :)
    • kodem_pl 03.09.06, 12:51
      Nic sie nie osadza na meblach, wystarczy wyciag. W normalnych przypadkach
      (normalne to znaczy nie robienie pieczywa czosnkowego) praktycznie nic nie czuc.
      Glosno specjalnie tez nie jest. Jest za to wygodnie i jasno.
    • Gość: ew IP: *.cable.ubr01.dals.blueyonder.co.uk 03.09.06, 13:00
      Po 2 latach spedzonych w mieszkaniu z otwarta kuchni, musimy przeprowadzic sie
      do mieszkania z oddzielona "klaustrofobiczna" kuchnia i po prostu nie wiem jak
      to przzyje, bo nie wyobrazam sobie znowu tego odseparowania.
      Jesli masz szanse na zmiane swojej kuchni na otwarta naprawde warto to zrobic.
      Po jakims czasie bedziesz sie zastanawiac, jak moglas zyc inaczej.
    • Gość: Au9 IP: *.adslplus.ch 03.09.06, 14:18
      Warto. Warunek - silny i cichy wyciag w kuchni.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka
    Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.