Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Budować dom czy kupić mieszkanie?

    IP: *.zax.pl 20.10.06, 11:22
    z tego co widze to zakup mieszkania to bezsens. mam 24 lata i zyje w krakowie.
    i tak po kilku latach trzeba bedzie sie wyniesc (dzieci, potrzeba
    powierzchni) do domu, a kredyt na mieszkanie trzeba by splacac jeszcze co
    najmniej 12 lat po wyprowadzce. lepiej wynajmowac cos jeszcze ze 2-3 lata i
    potem od razu zbudowac dom, bo nie wyjdzie drozej od mieszkania (a w
    przeliczeniu na metr wieeele taniej) - trzeba tylko wyhaczyc dobra dzialeczke.
    ale da sie.
    Edytor zaawansowany
    • mon.dan 20.10.06, 17:55
      1,5 roku temu kupiłam mieszkanie za 80 tys, dzis mogę je psrzedać za 150 - 160
      tys. Wiosną je sprzedaję i buduję dom. Hi hihi :-)))))))))
    • Gość: zet1 IP: *.aster.pl 20.10.06, 18:07
      A w Moskwie to już milion dolarów - jak GW pisała .
      W dodatku VAT ma wzrosnąć do 22% i rząd go wprowadz w tajemnicy jak na
      Węgrzech - ostatni dzwonek żeby kupować mieszkanie ./

      Na wiosnę ceny mieszkań w Warszawie mają skoczyć do 17tys za m2 .
      Radzę się pośpieszyć .
      Będzie może jeszcze drożej niż 17tys/m2 - bo jest nadwyżka popytu
      nad podażą .
    • Gość: michael IP: 83.238.161.* 21.10.06, 15:48
      A w Dublinie 40m2 za 550tys euro. Kto da więcej?
    • Gość: gosc IP: *.aster.pl 29.10.06, 10:21
      "bo jest nadwyżka nad podażą"...... cóż za argumentacja ceny > 17tys PLN/m2 -
      mam wrażenie ze kupiłes sobie kilka mieszkanek na kreche a teraz dostałeś mega
      cykora....hahahahaha!!!
    • anga1976 20.10.06, 19:03
      Ale kwestia wyboru dom czy mieszkanie to nie tylko sprawa
      opłacalności "finansowej". To też kwestia wygody i bezpieczeństwa, a także
      zaangażowania w utrzymanie nieruchomości. Jezeli nie ma nas w domu całymi
      dniami, a weekendy spędzamy aktywnie za miastem, to narazie dom nie jest nam
      potrzebny. Myśląc jednak o przyszłości, kiedy będę w domu z małymi dziecmi
      marzy nam się domek i dlatego kupujemy działkę na przyszłość. Ale z budowa
      poczekamy, teraz odpowiada nam to, że zamykamy za soba drzwi i nie martwimy się
      o nic. Z domkiem jest inaczej, tu wszelkie koszty ponosi własciciel.
    • Gość: evik IP: *.crowley.pl 20.10.06, 19:45
      W decyzji o budowie domu największy problem mopże stanowić koszt działki,
      niestety ziemia też poszła w górę. Za to samo postawienie własnego domu to
      koszt znacznie mniejszy niż w przypadku mieszkania. Nawet jeżeli cena się
      ostatecznie po zsumowaniu wyrowna to chyba wielkość przestrzeni życiowej
      przeważa na kozyść domu. Nawet najmniejszy domek jest lepszy niż mieszkanie.
      Takie jest moje zdanie.
    • Gość: Przyjaciółka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 20:51
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: eeee IP: *.eranet.pl 21.10.06, 20:49
      Głupotą i bajdurzeniem, zeby nie napisać dosadniej jest pisanie takich
      postów.Moze czas zauważyć w jakim świecie się zyje. A do menopauzy ta dziewczyna
      ma jeszcze spoko 20 lat.
    • Gość: monia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.06, 22:07
      Moj rocznik to 1975.... mam juz dom, wykonczony, nie mam dzieci ale jestem w
      dlugoletnim zwiazku. Moze wkrotce beda dzieci, niesprawiedliwe i nietaktowne
      jest stwierdzenie" ty masz tykle lat to na co czekasz, powinnas miec to i to i
      to .... a Ty co masz przepraszam?? Zarabianie na dom tez zabiera czas, a wtedy
      nie wgłowie np. zachodzenie w ciąże i rodzenie dzieci , choć każdy żyje swoim
      życiem i planuje tak jak mu najlepiej pasuje i tak to zostawmy .... nie wszyscy
      muszą iść według Planu ABC.... takiego jak twój :) ;)
    • Gość: eeee IP: *.eranet.pl 21.10.06, 23:18
      Daj spokój, tłumaczenie sie jakimś sfrustrowanym, chamowatym, żeby nie
      powiedziec prostackim osobnikom/osobniczkom to strata czasu. Zapewne "nasza"
      Przyjaciólka" rozmmaża sie namiętnie od kiedy to tylko możliwe, co chyba
      intelektowi nie służy jako, ze to forum o nazwie Dom a nie Dziecko (no fakt,
      pierwsza litera mogła ją zmylić:-). A post autora watku nie dotyczył dylematów
      dotyczących optymalnego wieku do prokreacji oraz problemów Hormonalenej Terapii
      Zastępczej a odrobinkę innych spraw. Ale kto by tam na takie szczegóły...
    • Gość: munia IP: *.Astral.Lodz.PL 22.10.06, 11:33
      No własnie. Ja pierwsze dziecko miałam w wieku 35 lat
      i co? Tak chciałam tak było.
    • Gość: michael IP: *.aster.pl 21.10.06, 03:39
      Hmm...bezsensem??? Jestem w Twoim wieku, półtora roku temu kupiłem na kredyt 50m2 mieszkanie w Warszawie (cena 3300zł/m2), w tej chwili cena m2 nielicznych mieszkań w ostatnim etapie osiedla kosztuje 5800zł. Kredyt (80%) ok. 150tys - do spłaty 210tys. Sprzedając je nawet teraz wyciągam ponad 200% wkładu własnego...

      PS. Koszt wynajmu mieszkania ok 50m2 to ok. 1200 - 1500zł. Rata kredytu niecałe 700zł + ok 350zł czynszu.
      Wniosek wyciągnij sam!
    • maretina 05.05.11, 15:15
      do ceny kupna dodaj koszt wykończenia, to wyjdzie Ci, że nie 3300 za metr, tylko 4300 :)
      --
      Blue Angels 2006
      To nie prawda, że Henryka Krzywonos zatrzymała tramwaj. To Jarosław Kaczyński wyłączył prąd!
    • polla10 21.10.06, 09:06
      na mieszkaniu nigdy nie stracisz to dobra inwestycja, jednakze co dom to dom.
      ja rowniez mialam taki dylemat gdzie zamieszkac , z tym ze mam juz meza
      dziecko. teraz jeszcze wynajmujemy mieszkanie i wiem ze dziecko potrzebuje
      przestrzeni tak bysmy nie wchodzili sobie na glowe, w mieszkaniu jest to
      niemozliwe. zdecydowalismy sie na dom i na wiosne ruszamy z budowa. Zycze
      trafnych dwecyzji...
    • Gość: dom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.06, 14:20
      ale czy dom jest rzeczywiście takim super rozwiązaniem?
    • Gość: gruj IP: 81.210.16.* 25.10.06, 15:20
      jak sie nie ma nic do powiedzenia to trzeba chociaz retoryczne zadac
    • Gość: nell83 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.06, 15:38
      HEJ

      WSZYSTKO MA SWOJE PLUSY I MINUSY.

      ja mieszkałam tak i tak i chyba póki się jest samemu to łatwiej w mieszkanku i
      bezpieczniej
    • herox 25.10.06, 17:00
      Wszystko tylko nie dom.
      Mieszkanie, mieszkanko, dziupla, nora, kwadrat, piwnica, suterena ... i wiele
      innych byle tylko w bloku.
      Tylko takie inwestycje przyniosą niespotykaną stopę zwrotu.
      Domy nie drożeją, już niedługo malutkie mieszkanka będą dużo droższe od domu.
      Popatrz co się stało w ostatnim roku - ceny skoczyły o 100% a mają jeszcze
      skoczyć o kolejne 100% albo więcej.
      Domów nikt nie lubi, bo to be. Teraz wszyscy lubią mieszkanka.
    • Gość: minka IP: 212.106.23.* 25.10.06, 19:30
      Bo mają na mieszkanka. Jak zaczną mieć zdolność do kupna domu, rzucą te
      przewartościowane dziuple na pożarcie (jak będzie komu)
    • Gość: trele IP: *.180.rev.vline.pl 26.10.06, 12:54
      swieta racja, mieszkania to przeciez sama przyjemnosc, kiedy sasiedzi znaja
      kazdy twoj krok, wiedza kiedy wchodzisz pod prysznic, jakiej muzyki sluchasz
      (byle nie po 22) bo moga klopotow narobic. wiedza tez z kim sie spotykasz i czy
      czasem ktos sie nie zasiedzial u ciebie. poza tym nocna balanga u sasiadow to
      sama rozkosz kiedy za dwie godziny musisz wstac do pracy, przeciez mozesz sie
      przylaczyc nieprawdaz. poza tym czasem jakis "zmeczony" sasiad z gory usnie pod
      twoimi drzwiami bo nie jest w stanie pokonac jeszcze paru schodow. i te
      przeklete osoby roznoszace ulotki dzwoniace do twojego domofonu o kazdej porze
      dnia a pozniej kupe sprzatania pod drzwiami.a ile swinstw jest przed blokiem(to
      dla tych co posiadaja pieski). mniemam herox ze nie masz jeszcze dzieci a
      szkoda to moze wtedy zrozumiesz w czym rzecz. mozna by tu jeszcze dlugo
      wymieniac. gratuluje wyboru mimo to.....
    • des4 26.10.06, 13:07
      herox napisał:

      > Wszystko tylko nie dom.
      > Mieszkanie, mieszkanko, dziupla, nora, kwadrat, piwnica, suterena ... i wiele
      > innych byle tylko w bloku.
      > Tylko takie inwestycje przyniosą niespotykaną stopę zwrotu.
      > Domy nie drożeją, już niedługo malutkie mieszkanka będą dużo droższe od domu.
      > Popatrz co się stało w ostatnim roku - ceny skoczyły o 100% a mają jeszcze
      > skoczyć o kolejne 100% albo więcej.
      > Domów nikt nie lubi, bo to be. Teraz wszyscy lubią mieszkanka.

      Nie powiedziałbym. Dom/mieszkanie slużą do mieszkania, nie do szacowania stopy
      zwrotu.

      No ale jak ktoś lubi kisić się na 50 m2 jego sprawa....
    • Gość: Gość IP: *.toya.net.pl 26.10.06, 14:19
      Czy ludzie wreszcie zaczną chwytać ironię czy już całkiem pogłupieli od tej
      propagandy funduszy nieruchomości i agencji?
    • Gość: Grodek IP: *.chello.pl 27.10.06, 21:14
      Rachunek jest prosty: mieszkanie w Warszawie 70m2 x 7000zł = 490 000. Do tego
      inne koszty ok. 30 - 50 tys i mamy grubo ponad pół miliona. Za te pieniądze
      wybuduję ponad 100 metrowy dom. Zwłaszcza że tak jak to jest na całym świecie w
      miarę wzrostu poziomu życia ludzie zaczną uciekać z blokowisk za miasto. A 10
      piętrowe bloki zaczną się zamieniać w slumsy dla biedoty przeznaczone głównie
      na wynajem. Może te niższe na strzeżonych osiedlach będą trochę droższe, ale
      zawsze będą to bloki.
    • Gość: jhj IP: *.acn.waw.pl 28.10.06, 08:14
      Zwłaszcza że tak jak to jest na całym świecie w
      >
      > miarę wzrostu poziomu życia ludzie zaczną uciekać z blokowisk za miasto. A 10
      > piętrowe bloki zaczną się zamieniać w slumsy dla biedoty przeznaczone głównie
      > na wynajem. Może te niższe na strzeżonych osiedlach będą trochę droższe, ale
      > zawsze będą to bloki.

      taaaa swiatowiec sie znalazl jest odwrotnie dzbanie uciekaja bo nie stac ich na
      mieszkania w centrum np. londynu
    • Gość: Grodek IP: *.chello.pl 28.10.06, 20:06
      Nigdzie nie napisałem że ktoś będzie uciekał z luksusowych kamienic w centrum
      miasta czy apartamentowców w dobrych dzielnicach, bo zawsze będą tacy których
      będzie stać na to by tam mieszkać i którzy będą tego chcieli. Dyskuja dotyczy
      raczej ludzi klasy średniej, którzy nie mają nieograniczonych środków
      finansowych. Pisząc o slumsach na wynajem mam na myśli blokowiska na Ursynowie,
      Tarchominie, etc. Na całym świecie ludzie w miarę wzrostu poziomu życia chcą
      przenosić się z mieszkań do domów. A tych na ogół nie buduje się w miastach ze
      względu na brak gruntów i ich ceny.
      To tylko w celu dokładniejszego wyjaśnienia co miałem na myśli.
      Polemizować z Tobą (jhj) nie będę, bo by dyskutować ze złośliwym idiotą na ogół
      trzeba zniżać się do jego poziomu by zrozumiał o co chodzi...
    • Gość: Mila IP: *.aster.pl 29.10.06, 00:11
      Ja, mówiąc szczerze, nie widzę wielkiego sensu w takich dyskusjach. Pomijając
      jakieś szczególne aspekty, dom czy mieszkanie - jest to kwestia wyboru!
      Po prostu. Mam znajomych, którzy nie chcieliby mieć domu i już, choc doceniają
      jego pewne zalety. Wolą ładne, nowe i przestronne mieszkanie w centrum miasta.
      Ja całe życie mieszkam w Warszawie, do tej pory w mieszkaniach. Teraz mieszkam
      w domu i spełniłam swoje marzenie. Owszem, są pewne minusy, ale za nic nie
      wróciłabym do mieszkania w bloku. Dom kupiłam świeżo oddany do użytkowania,
      170m2 z 1500m2 działką, 15km od Warszawy i nie żałuję ani trochę.
      Rozumiem jednak ludzi, dla których dom to kłopot, którego nie zrekompensuje
      cisza, spokój i własny ogródek. Wg mnie wykłócanie się co lepsze, jest
      bezsensu. Tak jakby przekonywać, ze niebieski jest ładniejszy od zielonego.
      Kwestia gustu i wyboru.
    • Gość: Grodek IP: *.chello.pl 29.10.06, 07:42
      A moim zdaniem ta dyskusja nie jest tak do końca pozbawiona sensu. Oczywiście
      wielu aspektów nie da się porównywać. Jednak w czasie ostatniego roku doszedł
      bardzo poważny problem przez który wiele osób zastanawia czy warto kupować
      mieszkanie, czy lepiej wybudować dom. Ten problem to ceny mieszkań, które
      osiągnęły granice absurdu. Podobnie jak Ty przez całe życie mieszkam w bloku w
      Warszawie. Nigdy nie rozpatrywałem zakupu czy budowy domu. Ostatnio wraz z żoną
      doszliśmy do wniosku, że czas powiększyć przestrzeń życiową, bo 2 pokoje stają
      się dla nas niewystarczające. Gdy policzyliśmy koszty zakupu 4 pokojowego
      mieszkania doszliśmy do kwot, za które można spokojnie kupić działkę i
      wybudować dom ok. 15-20 km od Warszawy. I właśnie w tej chwili jesteśmy na
      etapie realizownia tego drugiego planu. A decyzję podjęliśmy na skutek
      porównania mieszkania do domu (oczywiście w dużej mierze przez pryzmat
      finansów, ale jednak...)
    • Gość: Karman IP: *.76.classcom.pl 29.10.06, 18:52
      Nikt za nikogo nie zdecyduje. Taką decyzje i tak trzeba podjąć samemu. Każdemu
      pasuje co innego i co innego wybierze.

      Po jakimś roku baaardzo intensywnych poszukiwań razem z mężem kupiliśmy działkę
      w okolicach Krakowa. Z miesiąca na miesiąc widzieliśmy (i nadal widzimy...) jak
      ceny szybowały w górę, a działki dosłownie uciekały nam z przed nosa :(

      Moja rada: jeśli ktoś się zdecyduje na dom w ok. Krakowa, to niech już szuka
      działki, bo fajne oferty rozchodzą się bardzo szybko, ludzie wcale nie chcą tak
      chętnie sprzedawać, a ziemi nie przybywa...
    • Gość: janeksss IP: *.adsl.inetia.pl 11.11.06, 12:53
      a co sądzicie na temat peryferii miast, gdzie np w Krakowie na zadupiu jakim
      jest ruczaj są ceny takie jak w śródmieściu? Typowe stpialnie i słabo
      skomunikowane - tak je określono, prosze o info bo nosze się z zamiarem zakupu
      czegoś takiego - rozważam za i przeciw.
    • Gość: aslo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.06, 13:25
      jestem za budową domu..taki mam też plan..działka już zakupiona, więc do
      dzieła :))
    • Gość: mikejar IP: *.dyn.optonline.net 13.11.06, 20:34
      rodzinie z dzieckiem lub z dziecmi i oni przestaja placic to nie moge
      ich wyrzucic z wlasnego mieszkania i musze dac im zastepcze!!!!!!!
      Podobno teraz sa takie przepisy Oczywiscie nikogo nie bede meldowal
      Bardzo prosze o profesjonalna odpowiedz a nie bzdury !!!!!
    • Gość: coco IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 08:07
      mikejar napisał :
      'oczywiscie nikogo nie bede meldowal'
      jak ma byc dobrze w tym kraju, gdzie norma jest ciagle oszukiwanie?
    • kasia_kar 02.12.06, 22:27
      Nawet jeśli ich nie zameldujesz, nie będziesz miał możliwości ich wyrzucić.
      Meldunek nic do tego nie ma.
    • Gość: zuza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.11.06, 12:07
      ja mieszkam w bloku i teraz zaczynam budowe domu, z jednej strony żałuję, ze
      dopiero teraz. Bo budownictwo teraz pracuje na najwyższych obrotach i równiez
      ceny usług i materiałów poszły w gore, nie tylko metraz w blokach. Na początku
      chciałam dla inwestycji zakupic mieszkanie w Warszawie 50 mkw na Bemowie, cena
      była coś koło 270 tyś. Mój maż stwierdził, ze za te pieniadze wybudujemy dom 20
      km od Katowic (ciche maisteczko) i co sie okazało, za 117 metrówkw domu z
      garazem na dwa samochody bedę musiałą zapłacic 360 tyś!!? wiec teoria sie nie
      sprawdziła..
      przez miesiac wertowałam katalogi i szukałam projektu by obniżyc cene budowy,
      choc nie takie proste to jest by projekt dobrac do warunków działki. Nie wiem
      czy mi się opłaci ta budowa, w bloku na razie jest spokój, wracamy późno, wiec
      mieszkanie służy nam za hotel, a sąsiedzi za strażników. Juz mnie przeraza myśl
      sprzątania 100 mkw jak mam problem z 44.. do tego dojdzie ogórd i trawnik,
      dbanie o kazdy szczegół domu na włąsne ryzyko i koszt. w bloku sprawa należy do
      spółdzielni, ale znowu trzeba placic czynsze, eksploatacje, za malowanie ścian,
      które malują i niszczą cudze dzieci itp.. jak juz sami to mówiliście są plusy i
      minusy.
      a co do wynajmu, mysle, ze sie nie opłaca wynajmowac mieszkania, zawsze jak
      kupisz mozesz i sprzedac, po co komus kieszenie wypychac pieniędzmi za wynajem.
      Co do Krakowa, tam najszybciej ostatnio rosły ceny mieszkań, więc nie wiem ile
      zarabiasz, ze przez 12 lat chcesz kredyt spłacac, ja biore kredyt na dom na
      conajmniej 25 lat. Budowa pod Krakowe na pewno tania nei będzie wiec radze
      szybciej podejmowac decyzje
    • itsok 15.11.06, 14:46
      jak dzieci to tylko dom. non stop sa na swiezym powietrzu. a w mieszakniu to
      takie rzeczy jak spacer to sie wrecz planuje. kicha.

      okres wiosna-lato to po prostu rewelka. inaczej sie spedza czas. komfort zycia
      znacznie lepszy. polecam.
    • paulajal 17.11.06, 18:29
      A ja bym raczej nie chciała domu, bo w i pod polskimi miastami są mega korki,
      infrastruktura tragiczna, życie spędzone w aucie na dojazdach.

      To już na weekend wiosną/latem wolę się za miasto wybrać.
      --
      Paula
    • Gość: Jochen IP: 85.132.16.* 17.11.06, 21:51
      Czytam te wszystkie posty i trochę się dziwuję.
      To czy kupimy dom czy mieszkanie, jest decyzją nas samych.
      I to my musimy wziąć pod uwagę wszelkie aspekty i skutki tej decyzji.
      I dobrze by było gdybyśmy pomyśleli w kontekście następnych 10lat, a nie 2-3ch.

      Żałosne są popisy niektórych ludków, którzy ślinią się na forum i mówią jaki to
      duży dom kupili, jak duzy ogród, tyle przestrzeni dla dzieci... itd..
      Kretyni nie myślą nawet że za kilka lat te dzieci będą potrzebowały pójść do
      przedszkola, do szkoły... Wtedy dopiero zacznie się jazda! :-)
      Pobudka o 5:00 rano, dzieciaki płaczą, mycie, śniadanie, napieranie w korku do
      miasta (1 godzina, lub więcej), przedszkole/szkoła, praca.
      Potem to samo tylko w odwrotnej kolejności - odebrać dzieciaka, (już wieczór),
      tłuc się w korku, zajechać do pięknego domku, będac z..ym na maxa...
      Zadam teraz małe pytanko - gdzie i kiedy zechcecie spędzić "miłe" wieczory w
      przydomowym ogródku? :-P

      Wiele razy rozmawiałem ze znajomymi, którzy są starsi ode mnie, zatem mają
      więcej życiowego doświadczenia, zawsze podkreślali, jak problematyczne jest
      mieszkanie daleko od miasta, i jak ciężko jest pogodzic pracę, dojazdy i
      dzieciaki...

      Odnoszę wrażenie iż najwięksi entuzjasci domów to osobniki, które opieką nad
      dzieckiem obciążą babcie, lub swoje niepracujące żony.
      Ciekawi mnie jeszcze jak długo tak pociągną. Jak długo sami bedą się tłuc w
      korkach, i na ile wytrzymałe będa ich dzieci?

      Prawda jest jedna - mieszkanie -mniejszy komfort, więcej wolności (zamykasz
      drzwi i nie myślisz, tylko jedziesz na wakacje), łatwiej żyć (bliskość miasta)
      Dom - fajny, ale jak nie musisz codziennie być w pracy...

      Sam kupiłem mieszkanie -100m2 na Wilanowie, na przestrzeń nie będe narzekał, na
      powietrze też nie (trasy rowerowe, park, trasy narciarskie), do pracy mam na
      piechotę 8 min. Zona autem jakieś 12 min. Luzik.

      Pozdrawiam.
      Jochen.
    • Gość: Majka IP: *.aster.pl 17.11.06, 22:32
      Gość portalu: Jochen napisał(a):

      > Kretyni nie myślą nawet że

      a dlaczego od razu obrażasz ludzi, którzą mają dom pod miastem?
      skoro najpierw sam słusznie zauważasz:


      >To czy kupimy dom czy mieszkanie, jest decyzją nas samych.
      > I to my musimy wziąć pod uwagę wszelkie aspekty i skutki tej decyzji.
      > I dobrze by było gdybyśmy pomyśleli w kontekście następnych 10lat, a nie 2-
      3ch.

      Najpierw wiec, że sami musimy podjąć decyzję, że to co dla jednego jest
      uciążliwe, dla innego być nie musi.
      A potem piszesz o kretynach, dając do zrozumienia, że twoja droga jest jedyną
      słuszną.

      A ja za nic nie wróciłabym do mieszkania w bloku (również komfortowego, na
      Starych Bielanach), ale nie wyzywam cię od kretynów........
      Jestem szczęśliwa jak nigdy mieszkając w domu pod miastem i nie dlatego tylko,
      że taki duży dom, że taki duży ogród...
      ale nie chcę wcale nikogo przekonywać. Domu trzeba CHCIEĆ. Ze wszystkimi
      minusami i ...plusami. To indywidualna sprawa.
    • Gość: Jochen IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.06, 21:46
      jestem glupim kretynem!
    • Gość: jacek IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.11.06, 21:56
      kretyn zwykle jest glupi
      nawet tego nie odrozniasz?
    • Gość: fan Jochena IP: *.adsl.inetia.pl 04.01.09, 09:53
      "Żałosne są popisy niektórych ludków, którzy ślinią się na forum i mówią jaki to
      duży dom kupili, jak duzy ogród, tyle przestrzeni dla dzieci... "

      "Sam kupiłem mieszkanie -100m2 na Wilanowie, na przestrzeń nie będe narzekał"
    • Gość: Andrzej IP: 194.196.236.* 27.03.09, 11:51
      100% racji
    • Gość: agagrusz IP: *.adsl.inetia.pl 27.03.09, 18:12
      Hm... chciałabym tylko przypomnieć osobom z warszawki i okolic, że na waszym
      "wspaniałym" miescie Polska się nie konczy. I nie wiem czy wiecie, są miejsa w
      tym kraju, gdzie mozna normalnie dojechac z pracy do własnego domu, nie tracąc
      przy tym cennych godzin na stanie w korkach, dlatego wg mnie to żaden argument
      jeśli chodzi o budowanie się lub nie. No cóż, warszawiakom współczujemy...
      Warszawy.
    • Gość: bozawola IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 18.11.06, 22:31
      sprzedam dzialkę budowlaną 27 km od Warszawy, więcej informacji na stronie
      bozawola.webpark.pl
      cena 45 zł/1mkw
    • Gość: anik IP: *.net154.okay.pl 19.11.06, 14:24
      Witam,

      gdyby mnie było stać na 150 m mieszkanie z tarasem blisko centrum, to nie
      myslałabym o budowie domu. Ale mnie nie stac. Przy takich cenach stac mnie na 2-
      3 pokoje, w którym z braku przestrzeni nie wytrzymałabym. Dlatego w moim
      wypadku dom to jedyne rozwiązanie. Działkę już mam, dom chce budowac nie na
      lata (dla dzieci i potomnych), ale na teraz, więc będzie taki na jaki obecnie
      mnie stac. A za kilka lat moze go sprzedam i kupię bądź wybuduje cos innego.
      pozdr, .
    • jop 19.11.06, 17:43
      No cóż, mogę się pod tym podpisać. Ładne mieszkanie w centrum - chętnie, ale w
      moim mieście to taki kosmos cenowy, że nie ma szans, ponad 100 m2 w dobrym
      miejscu potrafi kosztować ponad milion złotych. Za 1/3 tej kwoty mogę mieć dom.
      Gdyby sprzedała obecne mieszkanie i wzięła spory kredyt, kupiłabym jakieś 70 m2.
      To stanowczo za mało na mieszkanie z grubsza docelowe.

      Nie wiem, co tam parę postów wyżej ktoś pobredza o godzinnym dojeżdżaniu.
      Kupiliśmy działkę o 5 minut jazdy od granic miasta, główny problem z dojazdami
      to korki, jeśłi są, a te są w samym mieście i bywają prawie wszędzie.

      Jedno z nas pracuje w domu, dzieci nie mamy i nie zamierzamy mieć, mamy dwa
      samochody, powinniśmy dać radę.
    • Gość: Jochen IP: 213.31.11.* 20.11.06, 15:50
      5 min. jazdy od granic miasta i.... korek. Dalej 1h z prędkoscią 10km/h.
      O tym piszesz "jop"?

      Widzę że moi znajomi mówią jakies brednie, albo nie umieją zorganizować sobie i
      dzieciom czasu... Męczą się z tymi dojazdami, prawda?

      Słuchajcie "jopa", dacie radę :-D
    • Gość: coco IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 08:20
      nie wszedzie sa problemy z dojazdem, prosze nie uogolniac. Dopoki mieszkalismy
      w miescie korki masakryczne byly norma, czlowiek po prostu po wielu latach
      stania w korkach przyzwyczail sie, musial, nie mielismy innego wyjscia. Teraz
      dom pod miastem, ok 1 km od rogatek, niecale 15 od centrum, jedzie sie super,
      bez problemow, korki zaczynaja sie dopiero w miescie i to juz prawie w centrum,
      bo mamy wjazd do miasta- droga szybkiego ruchu, tak wiec ok 10 km luzu, dopiero
      ostatnie 5 koszmar w miescie.
    • jop 21.11.06, 10:29
      W korek pakuję się teraz, natychmiast wyjechawszy z mojego osiedla - w
      granicach miasta, 5 minut od ścisłego centrum. Natomiast z mojej działki jadę
      bez najmniejszych problemów do ronda 3 minuty od centrum - akurat od tej strony
      rozbudowano w ciągu ostatnich kilku lat infrastrukturę dość intensywnie.

      Tak, uważam, że masz jakichś wyjątkowo bucowatych znajomych - nie ma nic
      gorszego niż ludzie, którzy nie wiedzą, czego chcą, podejmują jakieś
      nieprzemyślane decyzje, a potem kwękają.

      ("jop", jak już, tego się nie odmienia)
    • Gość: willy IP: *.pools.arcor-ip.net 18.04.07, 12:29
      bo na chodnikach nie ma czegos takiego jak korek. blokowiska, z ktorych trzeba
      dojezdzac autem, to nie centrum.
    • Gość: liwia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.06, 20:04
      Ja mieszkam w domu oddalonym od miasta 20km. Dojazd prywatnym samochodem meza
      do pracy i dzieci do szkoły zajmuje 25 minut. Tu nie ma zadnych korkow ani
      rano, ani w południe, ani wieczorem. Wsiada sie do samochodu i sie pruje. Korki
      i to ogromne to sa w centrum miasta w godzinach szczytu. W takich miejskich
      korkach mozna czesto stac i kilka godzin. Dzieci mam na tyle duze (jedno konczy
      gimnazjum, drugie szkołe podstawowa), ze wroca ze szkoły same autobusem,
      ewentualnie po szkole podjada jeden przystanek autobusowy do meza do pracy i
      razem z nim wroca naszym samochodem.
      Ktos wczesniej wspomniał, ze na mieszkaniu nigdy sie nie straci i tu sie
      kompletnie nie zgodze. Ja straciłam i to sporo. Sa takie mieszkanie w takich
      miejscach, ze sprzedaja sie szybko i za odpowiednie pieniadze, a sa takie
      mieszka, ktore nie sposob jest sprzedac. Kupiłam cztery lata temu mieszkanie
      60m kw. w wiezowcu z wielkiej płyty za cene 83 tys. Trzy lata pozniej
      postanowiłam je sprzedac i tu doznałam szoku. Sprzedawałam rok czasu mieszkanie
      zostało zgłoszone do wszystkich biur nieruchomosci jakie sa w moim miescie,
      ogłaszalismy sie rowniez sami i za chiny ludowe nie mogłam sprzedac tego
      mieszkania za cene 83ty. aby nie stracic. W biurach nieruchomosci usłyszałam,
      ze na takie duze mieszkania to nie ma chetnych, najlepiej sprzedaja sie
      mieszkania 30-40 mkw. do 50 m.kw. to jeszcze mozna sprzedac mieszkanie za
      odpowiednia cene, ale od 60 mkw. to juz jest problem. Swoje mieszkanie
      sprzedawałam rok czasu po roku trafił sie klient- młody chłopak ze wsi, ktory
      chciał usilnie mieszkac w miescie dawał mi za to mieszkanie 73 tys. Sprzedałam
      za te cene, bo to był jedyny człowiek ktory chciał kupic to mieszkanie.
      Jak czytam, ze ktos kupił mieszkanie za 80 tys, a teraz moze je sprzedac za 150
      tys. to chce mi sie smiac. Niech najpierw je sprzeda za te 150 tys, czy nawet
      120 tys, a potem sie chwali, ze zarobił.
    • Gość: Eliza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.06, 11:43
      Nie wiem skąd jest liwia, ale nie zgodzę się z tobą. Jestem z Wrocławia, 2 lata
      temu kupilam kawalerkę za 85 tys, teraz choć nie jest to jakaś super dzielnica
      mogę sprzedać ją za 220 tys.i to z pocałowaniem ręki. Mozna zarobić na
      mieszkaniu i to bardzo. wstrzymam się jeszcze troszkę i dopiero sprzedam, choć
      teraz juz mam wielu chętnych. Pozdrawiam.
    • Gość: liwia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.06, 12:09
      Ty masz do sprzedania kawalerke, a ja sprzedawałam mieszkanie 60m.kw. Przeciez
      napisałam wyraznie, ze najbardziej chodliwe sa teraz małe mieszkania. To samo
      powiedza ci posrednicy z biur nieruchomosci.
      Mieszkam w woj. mazowieckim

      Dodam, ze moja mama kawalerke 30m.kw. sprzedawała 1 dzien i jeszcze zrobiła
      licytacje, kto da wiecej, w ten jeden dzien miała szesciu chetnych na kupno.
      Kupił ten co dał najwiecej.
    • Gość: Eliza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.06, 12:18
      Ja oddnioslam się do twoich ostatnich dwóch zdań, z ktorych wynika iz nie
      wierzysz w mozliwośc zarobienia na mieszkaniu :)), a to inna sprawa ze
      mieszkania o wiekszym metrazu schodza wolniej, bo są /przynajmniej we
      Wrocławiu/ po prostu drozsze od tych mniejszych.
    • jsolt 20.11.06, 12:40
      ogólnie jestem za budową domu, szczególnie w sytuacji np. rodziny z dwójką
      dzieci, której przydałoby się mieszkanie co najmniej 4-pok., czyli nawet w
      wielkiej płycie koszt. ok. 350 tys. w stolicy...
      natomiast problem w tym, że dom sam się nie zbuduje, i nikt przy zdrowych
      zmyslach nie zostawi ekipy budowlanej samej na działce na wiele tygodni.
      a jeżeli ktoś ma zdolność kredytową np. na 500 tys. (zakładam, że nie dysponuje
      gotówką) to zazwyczaj oznacza, że dobrze zarabia, a jeżeli dobrze zarabia to
      pewnie dużo pracuje, a wychodząc z pracy np. o 19.00 trochę ciężko może być
      jechać jeszcze na budowę, szczególnie posiadając ewentualnie wspomniają wyżej
      rodzinę i dwoje dzieci, które pewnie chciałaby czasami widywać mamusię i
      tatusia.
      Pewnie, można jeździć w weekendy, ale w ten sposób to ten dom będą nam budować
      przez 3 lata.
      to już lepszym rozwiązaniem wydaje się być kupienie segmentu gdzieś pod miastem
      u developera, ceny są wciąż ok w porównaniu z mieszkaniami, pilnować nie trzeba
      a jedynie można ot tak sobie pojechać i spojrzeć jak idzie budowa.
    • mamamonika 20.11.06, 17:11
      Jesteśmy swieżo po przeprowadzce do domu, warunki brzegowe takie jak mówisz.
      Czasu brak, pracy od choroby, małe dzieci. Czas budowy - od czerwca zeszłego
      roku do września roku bieżącego.
      Segment od developera - nigdy w życiu. Widziałam, jak dev. stawiał takie cos
      niedaleko mnie, w cenach kosmicznych. Jakość taka, że się płakać chce, wszystko
      poszło na pniu, na etapie dziury w ziemi. A wygoda - pozorna - poprawki są
      droższe i bardziej upierdliwe od samodzielnie kontrolowanej budowy.
    • jsolt 20.11.06, 17:28
      mamamonika napisała:

      > Jesteśmy swieżo po przeprowadzce do domu, warunki brzegowe takie jak mówisz.
      > Czasu brak, pracy od choroby, małe dzieci. Czas budowy - od czerwca zeszłego
      > roku do września roku bieżącego.
      > Segment od developera - nigdy w życiu. Widziałam, jak dev. stawiał takie cos
      > niedaleko mnie, w cenach kosmicznych. Jakość taka, że się płakać chce,
      wszystko
      >
      > poszło na pniu, na etapie dziury w ziemi. A wygoda - pozorna - poprawki są
      > droższe i bardziej upierdliwe od samodzielnie kontrolowanej budowy.


      ok, tylko że developerzy często mają fajne działki pod małe osiedla w takim
      miejscu, że nikt ci tam nie sprzeda indywidualnej działeczki 800-1000 m,
      ewentualnie zakrzykną taką cenę za ziemię jak za gotowy segment prawie:(
      ostatnio 2 pary moich znajomych kupili właśnie pod piasecznem, są bardzo
      zadowoleni
    • Gość: Robert IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.06, 12:44
      Z tymi chętnymi na kupno to nieraz jest wesoło.
      Podam pezykład.
      Mój kumpel z pracy odziedziczył po rodzicach 25-letni dom murowany o
      powierzchni 120mkw. na działce 2000mkw. Postanowił go sprzedać. Wystawił cene
      130000 zł. Prawie wszyscy jego znajomi i część sąsiadów jego zmarłych rodziców
      chcieli ten dom kupić. Chętnych na kupno było duzo, więc kumpel postawił sprawe
      jasno: kto pierwszy spisze umowę przedwstępną i wpłaci zadatek ten dom kupuje.
      I w tym momencie wszyscy chętni na kupno zniknęli. Kumpel zgłosił dom do
      jakiejś agencji nieruchomości i srzedał go kilka miesięcy póżniej. Tak to jest
      z tymi chętnymi na kupno, chcą kupić dopóki nie trzeba zapłacić..
    • Gość: Marta z Plocka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 10:08
      Ja jestem jak najbardziej za domem, a konkretnie za kupnem gotowego domu ale
      nie nowego,najlepiej kilkuletniego, gdzie teren posesji jest juz
      zagospodarowany, media podlaczone, droga dojazdowa zrobiona itd. Jestem
      wygodnicka i wole isc na gotowe. W takim kupionym domu przeprowadza sie
      niewielki remont i mozna mieszkac spokojnie. Teren wokol domu jest zrobiony,
      wiec nie trzeba sie martwic, gdy przyjda deszcze, czy roztopy, ze bedziemy
      taplac sie w blocie. Nie ma problemu rowniez z tym, ze kilka dzialek dalej ktos
      sie buduje i droga przejedzie ciezki samochod z materialami budowlanymi,
      zepsuje droge, narobi wykolein i wielkiego blota.
      Co do mieszkan-przeprowadzalam sie w swoim zyciu juz 5 razy:cztery razy
      kupowalam i sprzedawalam mieszkanie i 1 kupowalam dom, w tym domu mieszkam
      obecnie i zamierzam pozostac w nim dlugo, a moze i na zawsze. Znalazlam swoje
      miejsce na ziemi. Kupujac i sprzedajac 4 razy mieszkania, w roznych dzielnicach
      mojego miasta 2 razy zarobilam, a 2 razy stracilam na mieszkaniu. Nie zgodze
      sie wiec ze stwierdzeniam, ze na mieszkaniu nigdy sie nie straci, owszem mozna
      zarobic kupujac i sprzedajac mieszkanie, ale nie zawsze. Niektore mieszkania sa
      warte takie kosmiczne sumy tylko dla swoich wlascicieli i dla nikogo wiecej,
      dlatego sprzedaja sie calymi latami, a nieraz nigdy nie da sie ich sprzedac.
      Dlatego zawsze kazdemu mowie " Nie mow hop poki nie przeskoczysz". Najpierw kup
      taniej, sprzedaj drozej, dopiero mow, ze zarobiles. Kupilem, sprzedalem,
      zarobilem, a nie kupilem, sprzedaje mam zamiar zarobic. Najpierw sprzedaj za te
      kosmiczna cene.
    • Gość: mruk IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.11.06, 19:01
      ja oczywiście kupiłem domek w mieście. działka ze starodrzewiem 1000 m jest
      zupełnie wystarczająca, chyba że ktoś jest rolnikiem to se kupi więcej. Latem
      zrzucam gajer, ide sobie w gaciach na trawke, popijam zimnego browaka i korki
      mam gdzieś.
      W jedną stronę do autobusu 1 min, w drugą kilka tramwajów 5 min. Jakie dowożenie
      dzieciaków? Jak chcemy na wczasy, to w domu mieszkają rodzice, zresztą firma
      ochroniarska w centrum kosztuje grosze.
      Nie no czywiście że dom
    • Gość: renia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.12.06, 09:38
      No właśnie, czyli jednak bez rodziców się nie da. ;-)
      Niestety, nie wszyscy rodzice podzielają entuzjazm swoich dzieci co do kupna
      domu, wiem, że moi mi nie pomogą, zresztą nawet nie mają samochodu, więc byliby
      w takim domku pod miastem uziemieni. W mieście wszędzie mają blisko i nie
      odczuwają potrzeby posiadania auta, jednak poza miastem to już konieczność.
      Dlatego ja najprawdopodobniej zdecyduję się na strzeżone osiedle szeregówek, to
      najwygodniejsza opcja - w moim przypadku.
      Uważam, że mieszkanie w mieście ma bardzo dużo plusów, szczerze mówiąc, nie
      kręci mnie ogródek, trawnik, kosiarka, podlewanie itp. Wakacje też zawsze
      spędzam daleko od domu, najchętniej za granicą. Ale marzy mi się dużo
      przestrzeni i dlatego stawiam na tę szeregówkę. Wiem, że to rozwiązanie według
      niektórych ma swoje wady, ale jestem zdecydowana. Pozdrowienia dla wszystkich
      stojących przed trudnym wyborem!
    • Gość: G IP: 213.77.31.* 06.12.06, 12:50
      Podzielam twoje zdanie. Dla mnie dom pod miastem to w tej chwili ma więcej wad
      niż zalet. Ja po przyjściu z pracy nie chcę zajmować się ogródkiem, trawą,
      krzakami, w zimie czekać na łaskę jak w trzeciej kolejności odśnieżą. Dłuższy
      dojazd do pracy to wcześniejsze wstawanie, wożenie dzieci do szkoły jeszcze
      bardziej komplikuje sprawę, w zasadzie trzeba mieć dwa samochody. Myśleć, że w
      czasie urlopu okradną czy nie, nawet jak jest jakaś agencja ochrony to złodzieje
      i tak w ciągu 10 minut są w stanie wynieść telewizor plazmowy albo dla jaj
      rzucić cegłę przez okno. Ja rozumiem, że ktoś tak lubi, ale dla mnie
      wygodniejsze jest jednak mieszkanie w mieście 120-150m2.
    • Gość: gosc IP: *.eranet.pl 05.04.07, 15:38
      Wiesz, prawda jest taka że jesli możesz sobie kupić mieszkanie o powierzchni 150
      m w Wawie to w gruncie rzeczy po kiego Ci dom. Jasne, ze takie mieszkanie jest o
      wiele lepsze. Problem w tym, ze wbrew temu co nam sugerują rozmaite ani troche
      niesponsorowane artykuły :-))) oraz "doradcy" oraz agencje, wcale nasza siła
      nabywcza nie jest wysoka a życie tak różowe i wielu ludzi woli sie zadłuzyć na
      dom (czytaj większą powierzchnię pod miastem) niż dziuplowate mieszkanie w nowym
      albo starym blokowisku w "city".
    • Gość: onyk IP: 150.254.111.* 02.12.06, 11:19
      Według mnie biorąc wszystkie za i przeciw to uważam,że tak:

      Ciasne mieszkanie w blokowisku c/a własny domek - lepszy domek

      Duże mieszkanie (>100m2),jeśli jest z dużym tarasem, garażem, w niskim,
      najlepiej strzeżonym budynku c/a własny domek - lepsze mieszkanie


    • Gość: Mysz IP: *.mokotowplaza.waw.pl 04.12.06, 15:54
      A ja uważam że warto mieć i to i to. Mieszkanie w mieście i dom pod miastem.
    • Gość: kupujący Białołęka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.07, 14:09
      Białołęka (Tarchomin) cena za 1m2 na rynku wtórnym (3-6 letnie) to minimum
      8.500 zł, a każdy kolejny miesiąc to wzrost o około 100 zł na każdym m2
      mieszkania. Czyli 40 m2 dzisiaj to cena 340.000 zł, a czekając kolejny miesiąc
      płacimy o 4.000 zł więcej, czyli 344.000 zł. Ja nie będę czekać, bo pensja nie
      wzrasta mi co miesiąc, a taniej na pewno nie będzie, a raczej dużo drożej jak
      tylko ruszy budowa MOSTU PŁN. DO METRA MŁOCINY, wtedy białołęka w tym rejonie
      pójdzie ostro w górę. Cena ta nie uwzględnia pośrednictwa Agencji za które
      doliczają jakieś 20.000 zł dodatkowo do ceny mieszkania za przyprowadzenie
      klienta.
      Radzę kupujcie bezpośrednio, no chyba że macie za dużo pieniędzy.
      Pozdrawiam
    • Gość: thesopranos IP: 192.193.245.* 06.04.07, 11:11
      nie martw sie - drozej na pewno nie bedzie bo ludzie nie maja takiej zdolonosci
      kredytowej - szczegolnie jak RPP podniesie stopy % do 5%

      A z drugiej strony Ci co maja pieniadze to przeciez nie kupia na
      Bialolece/Tarchominie mieszkania 40 m2 :))))

      Teraz poza krzykami ze bedzie drozej itp to juz agencjom i developerom nic nie
      pozostalo - szczegolnie Ci co kupuja teraz mieszkania na inwestycje albo
      dopiero co kupili to placza juz bo widza ze ceny np. w Warszawie siegnely
      kosmosu i nie bardzo chca rosnac.

      Poza tym teraz kazda firma bawi sie w developerke bo mozna zarobic 100%
      sprzedajac mieszkanie warte 200 tys za 400 tys, np. gant, 7bulls i pare innych
      krzakow, ktore zaczna oddawac mieszkania dopiero w 2008 roku na gruntach
      przewartosciowanych kilkakrotnie - wiec podaz baaaardzo wzrosnie juz w 2007 a
      2008 roku bedzie mozna sobie wybierac jak w ulegalkach.

      Do tego jeszcze w lipcu maja zmienic ustawe o planach zagospodarowania
      przestrzennego i wszystkie gruntu w granicach miast z automatu stana sie
      budowlane - podaz gruntow wzrosnie, ich ceny spadna, wiec nawet dom 100 m2 w
      warszawie (np. w Wawrze - 5 km do centrum) bedzie tanszy do zbudowania niz
      kupno mieszkania 40 m2 na wsi w bialolece.

      PiS stara sie wywiazac z obietnic tanich mieszkan wiec maja przeznaczac grunty
      nalezace do agencji mienia wojskowego, PKP oraz agencji rynku rolnego pod
      budownictwo spoleczne (maja byc przetargi dla spoldzielni, developerow, i
      prywatnych inwestorow). Wiec... wystarczy zalozyc ze szwagrem firme
      developerska albo 15 znajomych skrzynkac i zrobic spoldzielnie - wystartowac w
      tanich przetargach, wziac grunt - zobowiazac sie do wybudowania kilku domow
      albo blokow i juz... a jeszcze wszystko zrobic systemem gospodarczym przez
      nasza wlasna firme developerska zeby vat placic 7% a nie zlodziejski 22% :)))
      wykazac strate i nie zaplacic nawet grosza :)))

      Co do cen mieszkan w warszawie to sam mam 2 mieszkania tylko ze dosc male 50 i
      60 m2 i chcialbym mieszkac w fajnym cichym miejscu blisko np. metra, miec 150
      m2 z ogrodkiem itp - ale takich mieszkan praktrycznie nie ma a jak sa to
      kosztuja ok 2 mln. - a tak jak ktos napisal - w centrum sa takie korki ze
      roznica w km od centrum pomiedz 5 a 15 km to pikus

      Juz niedlugo ceny spadna - bo tak jest zawsze - polecam lekture histori:
      Światowe kryzysy pod koniec XX w. na rynku nieruchomości
      1988 -1993 - kryzys francuski; od 1991 do 1993 r. ceny nieruchomości
      komercyjnych w Paryżu spadły o połowę, mieszkań - o 25 procent;
      1988 - 1993 - norweski kryzys bankowy, spowodowany zbyt łagodną polityką
      monetarną, która stworzyła bańkę nieruchomościową;
      1991 - 1992 - kryzys w małych oraz średnich brytyjskich bankach, głównie przez
      ich zbyt wysokie zaangażowanie na rynku nieruchomości;
      1991 - 1993 - kryzys w Hiszpanii;
      1997 - azjatycki kryzys finansowy: jednym z jego głównych powodów był ostry
      spadek cen na rynku nieruchomości komercyjnych.
      1990 - 2000 - kryzys japoński: boom kredytowy, wywołany niskimi stopami
      procentowymi, wywindował ceny nieruchomości, będące głównym zabezpieczeniem
      pożyczek

      pzdr
    • Gość: kwiatostan IP: 80.50.243.* 06.04.07, 16:00
      Wątek jest z 2006 roku, mamy 2007. Ceny działek podskoczyły, ceny mieszkań się
      ustabilizowały. Czy teraz nadal lepiej kupić >100m2 w blokowisku, czy lepiej
      domek/segment pod Warszawą? Obecnie ceny segmentów w bezpośrednim sąsiedztwie
      Warszawy oscylują od 550 tys do 650 tys. za minimum 130m2. Budowa jest droższa z
      uwagi na cenę ziemi. Tam gdzie są stawiane segmenty ceny ziemi zaczynają się od
      300 zł/m2.
    • Gość: taa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.07, 13:02
      Ale ceny działek też rosną.ok 8 lat temu jak kupowałam działkę, płaciłam 30-40zł za metr(nie pamiętam dokładnie), a teraz moi sąsiedzi kupują 1 metr za 150zł.
    • Gość: adi IP: *.echostar.pl 21.04.07, 23:18
      > Ale ceny działek też rosną.ok 8 lat temu jak kupowałam działkę, płaciłam 30-40z
      > ł za metr(nie pamiętam dokładnie), a teraz moi sąsiedzi kupują 1 metr za 150zł.

      rosną... i bedą rosły jeszcze długo
    • Gość: ada IP: *.eranet.pl 13.10.08, 22:07
      jaaasne, ceny działek też będą rosły i rosły i rosły... Tak jak ceny mieszkań
      miały rosnąć aż do plus nieskończoności.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka