Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Przeprowadzka z miasta na wieś

    IP: *.devs.futuro.pl 04.11.06, 22:30
    Zamierzamy zakupić działkę na wsi, 6 km od dużego miasta, w którym pracujemy
    i w którym uczą się nasze dzieci. Właściwie całe centrum życiowe naszej
    rodziny znajduje się w tym mieście. Marzymy jednak o spokoju, ciszy, a przede
    wszystkim przestrzeni, której tutaj nam brakuje. Lecz, gdy kupno działki i
    budowa domu, stają się coraz bardziej realne - zaczynam mieć coraz więcej
    wątpliwości; jak będzie z dojazdami, co z zajęciami poza lekcyjnymi dzieci,
    jak to będzie w czasie srogiej zimy oraz jakie będą stosunki między sąsiedzie
    i jakie relacje ze społecznością wiejską. W okolicy co prawda buduje się
    wiele nowych domów, jednak wieś pozostanie wsią i jej mieszkańców również
    jest tam wielu. Nie wiem jakie panują realcje i stosunki pomiędzy nimi a
    przybyszami z miasta.

    Czy ktoś kto ma podobne doświadczenia, podzieli się nimi?
    Edytor zaawansowany
    • Gość: maria IP: *.asta-net.com.pl 08.11.06, 21:55
      mam dom na wsi i mieszkanie w mieście ,powiem ci tylko tyle ,ze jeżeli muszę
      zostać w mieście czuję się tak jak bym przebywała w więzieniu.Społeczność
      wiejska to już nie to co kiedyś lepiej się z nią żyje niż z sąsiadami w
      bloku.Na wsi masz więcej czasu dla siebie i rodziny życie przybiera tam inne
      tempo a dojazdy do pracy pochłaniają mi mniej czasu niż przejazd przez miasto w
      czasie korków.Zobaczysz to co kiedyś w mieście nie zuważałam jestem poprostu
      bliżej natury jak inni na wsi mówią bliżej Boga.
    • Gość: cecylia IP: *.eranet.pl 08.11.06, 22:29
      Własnie pół roku temu wyprowadziłam się z męzem z Wrocławia na wieś i muszę
      powiedzieć ze zrobiłam najlepszą rzecz w swoium życiu. Jesteśmy z męzem już na
      emeryturach wiec było nam łatwiej bo odpadła mam troska o dojazd do pracy .
      Na wsi ludzie sa o niebo lepsi mniej zadufani w sobie a zarazem bardziej
      serdeczni. My "przybysze" musimy sie z asymilować z tą społecznością i nie
      wolno mam nosic nosa w górze a wszystko bedzie ok
    • dysleksja 09.11.06, 13:09
      Cecylio, mam taki sam pomysł, emerytura za 1 rok, ale jednak się boję.Nie
      tęsknisz do Wrocławia? Jednak to nasze miasto coś w sobie ma. W jakiej
      odległości od Wrocławia warto być, żeby tak naprawdę nie tracić z miastem
      kontaktu? Prosze o odpowiedź, Ela
    • Gość: Grodek IP: *.chello.pl 05.11.06, 09:12
      Mam podobne dylematy. Jesteśmy na etapie kupowania działki 22 km od centrum
      miasta. Całe życie mieszkam w Warszawie i nie ukrywam, że obawy są. Na pewno
      wyprowadzka generuje dużo problemów (zwłaszcza logistycznych), ma jednak
      również mnóstwo zalet. Może przedstawię Ci argumenty, które mnie skłaniają do
      wyprowadzki za miasto. Po pierwsze ceny mieszkań. Moim zdaniem osiągnęły
      granice absurdu. Moje 45 metrowe mieszkanie na warszawskim Żoliborzu mógłbym
      sprzedać za kwotę rzędu 300 - 320 tys. zł. Aby kupić mieszkanie, które by mnie
      interesowało musiałbym wydać ok. 500 - 550 tys. Paranoja - ponad pół miliona za
      mieszkanie w bloku (jaki by on nie był, zawsze będzie blokiem). Po drugie
      uważnie obserwuję co się dzieje w moim ukochanym mieście. Na osiedlach coraz
      więcej bandytyzmu, wszyscy (nie wyłączając mnie) siedzą w swoich "klatkach"
      wychodząc tylko do pracy, na zakupy, etc. Czasy gdy byłem dzieckiem i całe dni
      spędzałem z kolegami na podwórku na rowerach, grając w kapsle, piłkę, itp.
      minęły bezpowrotnie. Nie da się wypuścić dziecka samego na podwórko. A nie chcę
      żeby moja 4 - letnia obecnie córeczka spędzała całe dnie oglądając TV, czy
      grając na kompie tylko dlatego że my nie zawsze możemy wyjść z nią na spacer.
      Kolejny powód: w bloku w którym mieszkam ok. 50% mieszkań jest wynajmowanych.
      Rotacja mieszkańców jest taka, że nawet nie próbuję ich poznawać bo i po co? Za
      trzy miesiące będą inni. A ta rotacja powoduje, że i budynek i osiedle będą
      stawały się slumsem. Następnym etapem pewnie będą wynajmujący mieszkania
      obcokrajowcy wszelkiej maści (żeby nie było niedomówień, nie mam nic przeciwko
      nim, ale łatwo mi jest sobie wyobrazić że będą to ci którzy pracują na czarno
      itp. - czyli w dużej mierze średnie towarzystwo). Czyli znowu jako alternatywa
      mieszkanie na osiedlu z płotami, strażnikami, itp. (nie bardzo mi się to
      podoba) Co do dojazdów - nie jest to już to samo co kilka, kilkanaście lat
      temu. Lepszy bądź gorszy samochód jest dostępny dla praktycznie każdego. Czas
      dojazdu wydłuży mi się o pół godziny - wydaje mi się że jakoś to przeżyję.
      Ostatni i moim zdaniem również dość ważny argument przeciw mieszkaniu to koszty
      jego utrzymania. Oprócz kredytu, który musiałbym wziąć by powiększyć przestrzeń
      życiową są jeszcze coraz droższe czynsze, parking strzeżony (nawet nie po to by
      nie ukradli auta, lecz po to by po prostu mieć gdzie zaparkować przyjeżdżając
      do domu po godz. 20). Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Na pewno
      wyprowadzka do domu za miasto generuje równiż problemy (pewnie takie, z których
      nawet nie zdaję sobie sprawy), ale jak na razie skłaniam się do wyprowadzki.
      Aha, tak na wszelki wypadek nie pozbywam się mieszkania - niech zarabia na
      dom :-)
      Pozdr.
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 05.11.06, 09:23
      Wszystko co napisałeś, to jakby wyjęte z moich ust, jakbyś pisał o moim osiedlu
      we Wrocławiu. Zgadzam się w 100 % i dlatego właśnie szukamy działki za miastem.
      Lecz obawy są, te o których napisałam. Jednak chyba faktycznie jest więcej
      plusów aniżeli minusów.

      Pozdrawiam
    • Gość: Grodek IP: *.chello.pl 05.11.06, 10:44
      Na pewno nie ma rozwiązań idealnych. Wyprowadzając się "na wieś" liczę się z
      np. tym, że urządzenie imprezy dla znajomych będzie utrudnione. Z drugiej
      strony patrząc rok temu stuknęła mi 30-ka i te imprezy nie są już takie częste
      i tak "intensywne" :-( jak dawniej. A biorąc pod uwagę ilość czasu spędzanego w
      pracy odczuwam coraz większą potrzebę świętego spokoju i poświęcenia czasu
      rodzinie. Mam nadzieję, że dom za miastem pozwoli nam inaczej spojrzeć na pewne
      rzeczy i pozostać prawdziwą rodziną, a nie kilkoma osobami mijającymi sie w
      biegu rano i wieczorem. Najśmieszniejsze jest to, że gdyby ktoś zapytał mnie o
      takie rzeczy dwa lata temu obśmiałbym go. Chyba się starzeję... A co do samej
      wsi, na którą chcę się wyprowadzić: widzę tam coraz więcej ludzi myślących
      podobnie jak ja. Już teraz jest tam wodociąg, kanalizacja, gaz, internet. Przy
      obecnej rozbudowie miasta za parę lat do jego granic nie będę miał już 10 km
      tylko 5. Ale zawsze będę miał ogród do którego bedę mógł wyjść poleżeć na
      trawie, wypić kawę, itp. A moja powierzchnia życiowa będzie wynosić 150m2 domu
      + 1000m2 ziemi, a nie 60 czy 70m2 na którymś piętrze betonowego bunkra.
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 05.11.06, 11:09
      Święta racja.
      My chyba już też się starzejemy, ponieważ zupełnie odczuwamy potrzeby
      imprezowania, a coraz większą potrzebę spokoju, wypoczynku i izolacji.
      Uwielbiamy rodzinne imprezy, na które u nas na 45 m w bloku brakuje miejsca.

      Problemem natomiast wydają się zajęcia pozalekcyjne dzieci. Mój 11 letni syn
      uczęszcza na angielski, piłkę nożną, uwielbia kino. Nie wiem jak pogodzimy
      dojazdy do pracy, podwożenie do szkoły i jeszcze zajęcia poza lekcyjne syna.
      Drugi syn jest maleńki, więc na razie nie ma tego problemu.

      Fakt, coś za coś, jednak zupełnie nie wiem jak trzeba będzie się organizować
      mieszkając poza miastem.
    • Gość: Grodek IP: *.chello.pl 05.11.06, 12:06
      Nie wiem jak to wyglada u Ciebie, ale my nawet w tym momencie musimy korzystać
      z usług opiekunki. Przedszkole jest czynne do godziny 17, a o tej godzinie to
      my obydwoje wychodzimy z pracy. Nie wiem czy w przyszłości tez tak to będzie
      wyglądało, ale prawie na pewno będziemy nadal musieli żyć w ten sposób. Być
      może nie będzie to opiekunka, może będą to dziadkowie ale ktoś będzie musiał
      odbierać to dziecko również ze szkoły lub z zajęć dodatkowych. Czy dodatkowe
      kilka, kilkanaście kilometrów zmienia to tak bardzo? Pewnie trochę tak, ale
      chyba nie jest to coś nie do pokonania. Jeżeli chodzi o przedszkolne/ szkolne
      przyjaźnie to patrząc na siebie i na znajomych nie wygląda to już jak kiedyś.
      Przyjaźnie ograniczają się do urodzin w Mc Donald`s, na codzień każdy zyje
      swoim życiem. Szukając miejsca na dom wybieramy takie które będzie "rozwojowe".
      Buduje się tam sporo domów, więc ani my ani mała nie będziemy mieszkali w
      głuszy, bez sąsiadów, dzieci w okolicy, etc. Może się okazać, że ta społeczność
      będzie bardziej ze sobą zżyta niż ci mieszkający w bloku 5 metrów od siebie.
      Może idealizuję wiele rzeczy, ale porównując plusy i minusy tych pierwszych
      widzę trochę więcej.
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 05.11.06, 12:51
      Oczywiście nie mogę się z Tobą nie zgodzić.Faktycznie plusów jest więcej, a
      fakt przybywania nowych domów w okolicy również zmienia sytuację, otoczenie.
      Nie trzeba wkupywać się w dawne zarzyłe stosunki sądziedzkie ze społecznością
      wiejską, a tworzyć nowe z przybyszami z miasta. Problemy logistyczne są
      faktycznie najtrudniejsze do pokonania. Jeśli zdecydujemy się przeprowadzić,
      dwa samochody są niezbędne. Jedynie zajęcia syna na dojazdy do Wrocławia trezba
      będzie jakoś zorganizować. Sam samochodem nie pojedzie, natomiast nie wiem jak
      to będzie wyglądało z komunikacją autobusową. Pozostają rodzice, jednak
      wolałabym się od nich nie uzależniać i nie nadużywać ich pomocy tak na co
      dzień. Wiadomo rodzice są coraz starsi i nie mogę wymagać od nich bezwględnej
      dyspozycyjności. Od czasu do czasu, to co innego, ale tak na co dzień będzie to
      trudne, a wręcz niemozliwe. Pozostaje mi jednak wierzyć, iż wraz z przybywaniem
      coraz więszej liczby mieszkańców na wieś, komunikacja będzie lepiej
      zorganizowana i syn będzie dojeżdżał sam.
    • Gość: Sara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.06, 13:40
      Milka ,ja również mieszkam w pod wrocławskiej wsi ,na poczatku było ciężko,ale
      teraz nie wyobrażam sobie egzystencji na ciasnym betonowym podwórku
      blokowym.Każda zmiana miejsca zamieszkania jest stresująca dla dzieci,ale
      pociechy rosną i szybko adaptują się w nowym miejscu zamieszkania.
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 05.11.06, 14:08
      Saro, a gdzie mieszkasz i jak radzisz sobie z dojazdami?
    • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.06, 13:57
      Gość portalu: Milka napisał(a):
      > Nie trzeba wkupywać się w dawne zarzyłe stosunki sądziedzkie ze społecznością
      > wiejską, a tworzyć nowe z przybyszami z miasta.

      Wiele rozsądnych Twoich uwag przeczytałem, ale zaznaczone wyżej podejście,
      radzę zweryfikować. Miejscowa, wiejska społeczność jest u siebie, od lat.
      Ludzie, z miasta, to w większości przybysze, chcący zmienić układy,
      infrastrukturę, dopasować do swoich potrzeb (nic w tym złego), ale zmiana wg
      widzimisię przybyłych, bardziej radykalna niż możliwości dostosowawcze
      tambylców może rodzić konflikty. Co byś powiedziała, gdyby do Twojego domu
      wszedł gość i przestawiał Ci meble, obrazy wg własnego gustu i poglądów?
      Radzę wtopić się w miejscową społeczność, niż budować barykady. Po 5 latach
      mieszkania na wsi, mogę powiedzieć, że miejscowa społeczność ma więcej klasy,
      niż nie jeden mieszczuch :)
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 05.11.06, 14:07
      Może i masz rację. Ja nigdy nie mieszkałam we wsi, lecz mam wrażenie, że
      tamtejsi ludzie mogą być niezbyt przychylnie nastawieni do ludzi z miasta. Ale
      może tylko tak mi się wydaje.
    • Gość: toster IP: *.man.olsztyn.pl 08.11.06, 20:50
      to zalezy w duzej mmierze od ciebie
    • Gość: Zobo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.06, 21:31
      Nie przesadzajcie! Ludzie na wsi sa tacy sami jak w miescie, zalezy na kogo sie
      trafi. Bez obaw nie jestesmy jaskiniowcami. Z tego co zauważylem bardzo dobrze
      traktuje sie tu nowych sasiadów.
      Ps. Na wlasnym podworku można robic wszystko i nikt do tego sie nie przyczepi
      wiec imprezowac mozna na calego ;-)
      Zapraszamy!
    • Gość: anonim IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 20:59
      Wyprowadzajac sie z miasta na wies uwazajcie na tych ktorzy rowniez
      wyprowadzili sie z miasta na wies. To najgorsze barachlo. Wies tym ludziom
      kojarzy sie (nie wiem dla czego?)z brudem, balaganem, burdelem. Wyprowadzaja
      sie z miasta na wies po to aby smieci wywalac do lasu i na skrzyzowaniach drog,
      palic smieci, trzymac stosy rupieci w podworkach, zakladac hodowle psow czy
      golebi. Zwykle to robia na malutkich dzialeczkach 6-12 arow wsrod podobnych
      dzialeczek. Powoduja zgrzyty i niezgode bo dla nich wies kojarzy sie z burdelem
      z XV wieku. Jedynym argumentem jest "bo to wies".
    • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 21:09
      Gość portalu: anonim napisał(a):
      > Wyprowadzajac sie z miasta na wies uwazajcie na tych ktorzy rowniez
      > wyprowadzili sie z miasta na wies. To najgorsze barachlo.

      Nie zauważyłem, choć w mojej wsi oddaje się do użytku 10 domów rocznie.
      Nie uogólniaj. Jak ktoś jest chamem i brudasem, to niezależnie, czy ze wsi, czy
      zmiasta, takim pozostanie. Podobno Neron spałił Rzym, bo nie mógł znieść jeco
      smrodu.
    • Gość: tom IP: *.orange.pl 09.11.06, 07:16
      dziwi mnie to, że tak boisz się "społeczności wiejskiej". przecież nie
      mieszkają tam jakieś dzikie plemiona. smieszy mnie to, że z góry zakładasz, że
      z nikim ze "społeczności wiejskiej" nie nawiążecie znajomości, tylko będziecie
      czekać aż przyjedzie ktoś z "miasta".prawie umarłem ze śmiechu. podoba mi się
      podejście pana "Grodka" z którym dyskutowałaś, zaś Twoje zupełnie nie. dodam
      jeszcze na koniec, że mieszkam na wsi od urodzenia. po odejściu od komputera,
      pojadę jednym z dwóch samochodów do pracy, po powrocie obejrzę sobie jeden z
      ponad trzystu filmów na dvd i dokończę czytać książkę "moje pierwsze
      samobójstwo" jerzego pilcha(potrafię czytać). potem pójdę zapolować na jakiegoś
      mamuta, wszak trzeba coś jeść.

      pozdrawiam
    • Gość: monika IP: *.kredytbank.com.pl 09.11.06, 08:04
      usmiałam się do łez :-), co prawda jestem z dużego miasta ale mam duzo Rodzinki
      na wsi. Nie rozumiem podejscia do ludzi na wsi, ale tak samo nie rozumiem
      podejscia do nas - Warszawiakow :-(
    • Gość: elzunia IP: *.gprspla.plusgsm.pl 09.11.06, 12:02
      Bardzo dziękuję za tę wypowiedź. Oddaje w pełni rzeczywiste życie na współczesnej wsi w Polsce.
    • Gość: esemes IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 23:12
      typowo wiesniackie chwalenie sie. mam trzysta dvd, jestem KTOS!!!
    • Gość: eska IP: 195.136.49.* 10.11.06, 10:45
      do esemes-a : masz jakiś problem? chcesz o tym porozmawiać?
    • mam6lat 08.11.06, 22:38
      Grodek!
      myślimy podobnie - podpisuję zie pod kazdym Twoim zdaniem!!!!

      a na marginesie:
      pewnie jestesmy sasiadami (żoliborski Potok), jesteśmy równolatkami i nasze
      dzieci sa 4-latkami :)
      no i własnie szukamy ziemii - ale bliżej wyszkowa - więc dalej od w-wy
    • Gość: K IP: *.e-wro.net.pl 08.11.06, 21:04
      Pamiętaj, że dom za miastem to nie tylko przyjemności. To również duuużo
      obowiązków, o których przeciętny blokowiec nie ma zielonego pojęcia. Ogród sam o
      siebie nie zadba, dom sam się nie ogrzeje ani sam sobie dachu nie naprawi.
      Jeżeli jesteś typem człowieka co lubi tu i ówdzie pogrzebać, tu skopać a tam
      zagrabić, to nigdy się ze wsi nie wyprowadzisz. W przeciwnym razie uciekniesz z
      tamtąd szybciej niż ci się wydaje.
    • Gość: Sara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.06, 14:32
      Mieszkam w północnej części Wrocławia i z tej strony miasta również pracuję
      .Droga do centrum zajmuje 20 minut ,co prawda jeżdżą prywatne busy i
      autobusy,ale ten rodzaj przejazdu jest trochę kłopotliwy.W mojej wiosce są
      jeszcze działki na sprzedaż.
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 05.11.06, 14:44
      Więc jeśli możesz powiedz jaka to wioska, a jeśli jeszcze masz namiary na
      sprzedających działki budowlane - będę wdzięczna. Pozdrawiam, Milka
    • Gość: Majka IP: *.aster.pl 06.11.06, 00:13
      Ostatnio to coraz częstszy problem: mieszkanie w mieście czy dom pod miastem.
      Ja powiem tak: całe życie mieszkam w Warszawie, w wiekszości w bloku, przez 5
      lat w domu, ale też w mieście i z rodzicami.
      Teraz wyprowadziłam się 15 km od miasta do własnego domu. Do dziury zabitej
      dechami, ale bez historii, tzn. jest to osiedle w miarę nowych domostw, a nie
      typowa wieś.
      I... jestem zachwycona :)
      Fatalny dojazd (korki i korki) rekompensuje mi juz sama świadomość posiadania
      domu i ziemi (1500m). Patrzę na ten mój domek i radość z dumą się mieszają.
      nie umiem tego nazwać.
      Nie mam sąsiadów nad, pod i obok. Nie mam problemów z zaparkowaniem auta. Nie
      denerwują mnie śledzące mnie emerytki z okien. Jestem u siebie od początku do
      końca i nie muszę prestrzegać ciszy nocnej. Nie słyszę ruszających z
      przystanku, ryczących autobusów. Ani śpiewu pijaczków pod oknem. Wieczorem
      wpatruje się w ogień w kominku. Latem (jeszcze tu lata nie przeżyłam) pewnie
      będę się cieszyć ze swojego ogrodu i grill będzie mi wychodził bokiem. Rano nie
      zrywam się z psem na poranny spacer, tylko otwieram drzwi tarasu i wracam do
      łóżka. Życie knajpiane przestało mnie interesować już jakiś czas temu, a teraz
      przyjaciele są u nas częstszymi gośćmi niż gdy mieszkaliśmy w bloku. I mam
      gdzie ich przenocować, bo miejsca sporo. Wracając z kina wieczorową porą jadę
      raptem 15 min dłuzej niz przedtem.
      Obok las na spacery - bez ludzi. Las, las i las.
      Cisza, cisza i spokój.
      Sąsiedzi niedaleko, wiec nie czuję się jak na bezludziu. Ale też nie za ścianą.
      Oczywiscie są minusy: odległość powoduje, ze wizyta rodziny czy do rodziny to
      juz wyprawa zaplanowana poza godzinami szczytu. Dom to skarbonka bez dna (mnie
      jednak cieszy każda nowa rzecz zakupiona do domu). Imprezy u znajomych to: albo
      nie piję alkoholu, albo muszę zanocować. Gdy auto się zepsuje pozostaje Pekaes.
      Czasem stojąc w korku mam ochotę utopić się w Wiśle.
      Spore opłaty za ogrzewanie (gazowe)
      Inna sprawa, ze: dom mamy na strzeżonym, dość "młodym" osiedlu. Nie ma tzw.
      meneli, kradzieże (póki co..) u nas nie istnieją.
      Dzieci jeszcze nie mam, więc problemy typu szkoła i dodatkowe zajęcia na razie
      mnie nie dotyczą.

      Reasumując: ja jestem szczęśliwa, że dokonałam tej zamiany. W tej samej cenie,
      co ja kupiłam dom (130m2 + uzytkowe poddasze) moi znajomi kupują 60m2
      mieszkania w bloku.
      Ale dom trzeba CHCIEĆ. Ja, wracając z pracy i widząc z daleka światła w moim
      domu i dym z komina, czuje się bardzo szczęśliwa. Nie miałam takiego odczucia w
      żadnym z mieszkań, które zajmowałam.
      Są rzeczy, dla których trudno dokonać bilansu na zimno: co za, co przeciw.
      Przynajmniej ja tak uważam.

    • mario9975 06.11.06, 00:21
      No i ta możliwość wstania o poranku założyć tylko porannik lub "gacie" lub nie...
      i pijesz poranną kawę. No po prostu pięknie!
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 06.11.06, 20:06
      Pięknie napisane :)

      Mam nadzieję, że za jakiś czas i ja będę mogła napisać to samo.

      Pozdrawiam.
    • Gość: Majka IP: *.aster.pl 06.11.06, 22:10
      Gość portalu: Milka napisał(a):

      >
      > Mam nadzieję, że za jakiś czas i ja będę mogła napisać to samo.
      >
      > Pozdrawiam.

      Będziesz mogła :)
      jeżeli naprawdę chcesz domu i zdajesz sobie sprawę z tzw minusów (dla
      niektórych to grabienie liści, odśnieżanie itp), to będziesz szczęśliwa.
    • Gość: aga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 11:55
    • Gość: aga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 11:59
      Majeczko, pięknie i prawdziwie napisałaś. Do lata dodam jeszcze basen
      ("dmuchany") - idealny na upały.
    • Gość: kasia IP: *.devs.futuro.pl 09.11.06, 15:03
      Myślę, że oodałaś sedno sprawy związane z mieszkaniem w domu mam podobne
      odczucia. Pozdrawiam
    • Gość: czesiek wiesiek IP: *.ipgum.pl 06.11.06, 08:56
      ludzie jak macie wątpliwości, nie budujcie domu, całe życie mieszkaliście w bloku, nie będziecie potrafić mieszkać w domu,
      ja wychowywałem się w domu, w wawie mieszkam bo muszę - tu znalazłem pracę, niestety - nie nawidzę tego miasta,
      zamierzam sprzedać mieszkanie i pobudować się pod wawą, czas znowu żyć jak człowiek,
      a tu przez takich jak wy mieszczuchów, co z przyczyn czysto finansowaych (opłaca się kupić dom), nie z potrzeby, przekonania, przyzwyczajeń tylko ceny działek wzrosły,
      niech was .............
      post kieruję również do szczekających warsiawioków na przyjezdnych wsioków
    • Gość: Grodek IP: *.chello.pl 06.11.06, 21:02
      To czy chcę budować dom z powodów ekonomicznych, czy też innych to moja sprawa.
      Być może w ogóle nie wybuduję domu, tylko sprzedam działkę za 2 - 3 lata z
      zyskiem. A co do cen: odbijając piłeczkę mógłbym powiedzieć, że ceny mieszkań
      np. w Warszawie wzrosły przez takich jak Ty. A jeżeli nienawidzisz tego miasta,
      to droga wolna. Nie musisz tu żyć, ani pracować. Tylko, że taki jest właśnie
      problem z dużą częścią osób przyjezdnych (podkreślam: z dużą częścią, nie ze
      wszystkimi). Zarobić i jednoczśnie opluć miejsce, które daje pracę. Ale to juz
      temat na inną dyskusję i inne forum...
    • Gość: WAWA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.06, 22:51
      Święte słowa! Traktują Warszawę jak dziwkę - ciągną z niej, ile się da,
      najczęśćiej zameldowani nadal w swoich pipdówach, gdzie płacą podatki.
    • Gość: Alojzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.06, 23:04
      Z dziejszej Rzeczpospolitej (6 listopada):
      Jeżeli nowe władze Warszawy nie zmienią swoich działań i dalej będą utrudniać
      inwestorom możliwości rozwoju tego miasta, jednocześnie przymykając oczy na
      migrujących do Warszawy ludzi z całej Polski, będziemy się musieli liczyć z
      dalszym wzrostem cen. Chętnych do zamieszkania w Warszawie jest coraz więcej, a
      mieszkań przybywa bardzo niewiele. Trzeba pamiętać, że ten problem sam się nie
      rozwiąże - dodaje.
      Co w tej sytuacji robią deweloperzy? Z reguły w ciągu kilku godzin od chwili
      rozpoczęcia sprzedaży mają kupców już na 60 proc. inwestycji, więc na pozostałe
      40 proc. podnoszą znacząco ceny.

    • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.06, 23:18
      Zygmunt III był genialny :)
    • Gość: czesiek wiesiek IP: *.ipgum.pl 07.11.06, 07:49
      czy tu jestem czy nie to moja sprawa :-)
      nie zrozumiałeś co napisałem, sytuacja zmusza mnie do mieszkania w tym mieście,
      a ta sytuacja wynika w dużej mierze ze złej polityki naszych włodarzy - koncentracji wszystkiego co się da w stolicy, centralizmu, wspierania tylko wybranych miejsc, gdyby było więcej inwestycji państwa poza stolicą, więcej prawomocy na prowincji ty nie musiałbyś znosić takich cześków wieśków jak ja w swoim blokowisku i odwrotnie
    • Gość: Jestśmy kolonią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.06, 21:21
      Stajemy sie powoli kolonią administrowaną przez rozmaitych cwaniaczków z
      kapitałem, głównie z Unii. Ceny rosną dlatego, ponieważ agresywny kapitał
      spekulacyjny kupuje wszystko, co się rusza w dużych miastach. Zyski rzędu 40%
      rocznie nie dają nawet najlepsze fundusze inwestycyjne.Polski rząd jest
      bezradny, a młodzi ludzie własne M mogą sobie obejrzeć najwyżej w TVN.
      Szefami większych firm w Polsce są ludzie z Europy Zachodniej, Polacy kładą
      glazurę w Dublinie.
      Pamiętacie Matrixa? Czy już staliśmy się takimi bateryjkami dla Niemców,
      Francuzów i Holendrów?
      Olaf
    • Gość: Balcerkowa IP: 88.203.14.* 08.11.06, 21:39
      jak ktos cale zycie mieszkal w miescie to sie za chiny do wiochy nie przyzwyczai !
    • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.06, 21:55
      "Gó.., prawda", jak mawiał śp. ks. j. Tichner
    • Gość: ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.06, 12:04
      GRODEK, jesteś typowym niesympatycznym warszawiakiem(jeśli nim jesteś)
      i nie dziw się,że taka opinia o Was pokutuje w całym kraju.
      Za granicą też od razu poznać warszawiaka, a nawet już w samolocie
      Więc trochę pokory???
    • Gość: Grodek IP: *.chello.pl 09.11.06, 20:48
      Do Twojej wiadomości - jestem warszawiakiem w czwartym pokoleniu. A co do
      reszty Twego postu: czy to, że nie podoba mi się iż ktoś żyje w moim mieście,
      zarabia tu pieniądze, a jednocześnie opluwa miejsce które pozwala mu godnie żyć
      świadczy o tym że jestem niesympatycznym warszawiakiem?
    • embea 08.11.06, 23:36
      "nienawidzę" piszemy. Trochę szkół by się przydało.
    • orinus 08.11.06, 21:43
      Moje wrażenia z przeprowadzki na wieś są trochę inne, niż większości z Was, ale
      to dlatego, że nie była to wieś "podmiejska" ale "tradycyjna", 60 kilometrów od
      Warszawy. Przeprowadzka nastąpiła w 2000 roku, zmusiła nas do tego sytuacja
      rodzinna. Mieliśmy po 38 lat, nie mieliśmy dzieci, razem z nami wyprowadziła
      się teściowa z synem. Gospodarstwo, które kupiliśmy wraz z 12 hektarami ziemi,
      położone było na tzw. kolonii (do najbliższego sąsiada mielismy ok 300 metrów).
      Gospodarstwo (dom, budynki gospodarcze) nie miało ogrodzenia. Dookoła - pola.
      Początkowo planowaliśmy, że ja będę zajmował się gospodarką (uprawa zbóż), żona
      bedzie dojeżdżać do pracy do Warszawy. Taki stan trwał przez kila lat, później
      się totalnie zmieniło, ale to inna sprawa. Co mogę poradzić tym, którzy chcą
      coś takiego zrobić? Pamiętajcie, że moje spostrzeżenia dotyczą
      wsi "tradycyjnej", a nie takiej z której 80% mieszkańców pracuje w dużym
      mieście.

      Po pierwsze, od pierwszych dni pobytu starajcie się być mili dla sąsiadów, nie
      zrażając się ich reakcjami. Będą was uważać za chorych umysłowo, kompletnych
      wariatów, kretynów itd, bo tylko taki człowiek mając alternatywę mieszkania w
      mieście czy na wsi, wybiera wieś. Na przestrzeni wieków, miliony ludzi starało
      się uciec ze wsi do miasta, a wy robicie coś dokładnie odwrotnego. Nie dziwcie
      się więc, że będą was uważali za dziwaków. Tak więc mówcie wszystkim "dzień
      dobry", jeśli widzicie, że ktoś idzie drogą - zaproponujcie podwiezienie. I to
      od samego początku ("dziwni, ale grzeczni")

      Po drugie, czas na wsi płynie inaczej. Jeśli chcecie się zorientować jak,
      przeczytajcie sobie "Chłopów" Reymonta. Po jakimś czsie zorientujecie się, za
      co dostał Nobla. Jeśli przychodzisz do swojego sąsiada z jakąś sprawą usiądź,
      porozmawiaj o różnych rzeczach (tylko nie o tej z którą przyszedłeś), o
      pogrodzie, o drogach, o sklepach (broń Boże o polityce - na to przyjdzie czas).
      Poza tym narzekaj. Wszyscy narzekają i jest to w naszym kraju mile widziane. I
      dopiero po pewnym czasie, kiedy już się będziesz zbierał do wyjścia, powiedz z
      czym przyszedłeś. Inaczej uznają cię za (delikatnie mówiąc) źle wychowanego i
      na drugi raz niczego nie załatwisz.

      Po trzecie, nie okazuj ludziom lekceważenia, nawet jeśli traktujesz ich jak
      ludzi gorszej kategorii. To, że masz dwa fakultety, nie pomoże ci, gdy utkniesz
      samochodem w zaspie i nie będziesz wiedział jak sie z niej wydostać. Twój
      sąsiad może nie mieć wykształcenia, ale wyciągnie cię w kilka minut. Jeżeli
      zaproszą cię do domu i podadzą herbatę w niedomytej szklance - wypij ją,
      podziękuj i powiedz że smakowała. Będą cię obserwować - jeśli zauważą, że się
      brzydzisz, koniec. Wypij, opłaci się. Przy okazji - nie pij alkoholu. I tak ich
      nie przepijesz, a tylko okażesz sie palantem,facetem który nie umie pić. Mów,
      że się leczysz i coś łykasz. Jak będą chcieli, to i tak cię załatwią
      pytając "pan sąsiad nie pogardzi?". Spróbuj wtedy odmówić.

      Spóbuj dla tych ludzi coś zrobić. Napisz podanie. Doradź. Podwieź do lekarza.
      Rozmawiaj z nimi. Od pierwszego dnia, traktuj ich jak przyjaciół. Be
      poufałości, ale jak przyjaciół. Nigdy nie będziesz "swój" - na to trzba
      pokoleń. Na początku mogą być wścibscy. Bedą wiedzieli o tobie wszystko. Kiedy
      jesteś w domu, kiedy cię nie ma, kto do ciebie przyjeżdża, jakim samochodem.
      Jak chodzisz ubrany, wszystko. Będą cię śledziły setki oczu. Tak po prostu, z
      nudów. Być może pewnego dnia zauważą obcych, którzy wynoszą z twojego domu
      telewizor i komputer. I jeszcze jedno: postaraj się utrzymywać dobre stosunki z
      miejscowymi dzieciakami. Jeśli masz fajną brykę, pogadaj z nimi o samochodach;
      uśmiechnij się do dziewczyn. Za kilka lat podrosną, wejdą w wiek drobnych
      rozróbek i wówczas owa "przyjaźń" może cię uchronić przed kłopotami.

      No i jeszcze jedno. Nas ten temat nie dotyczył, ale warto o tym wspomnieć. W
      naszej okolicy zlikwidowano (z oszczędności) wszystkie małe szkoły podstawowe.
      Obecnie wszystkie dzieci dowozi się gimbusami do miasta (7 km). Jeżeli chcecie
      zapewnić swoim dzieciom dostęp do zajęć pozalekcyjnych, kółek zainteresowań
      itp, nie wybierajcie sobie miejsca z którego do najbliższego basenu jest 30 km.
      I druga sprawa. Jeśli zakładacie taki wariant jak nasz, to znaczy prawdziwą
      wieś, kilkadziesiąt kilometrów od dużego miasta, to pracując oboje po prostu
      nie dacie rady. Jedno musi siedziec na miejscu, a drugie dojeżdżać do pracy.
      Acha, byłbym zapomniał. Zorientujcie się, ile czsuy będzie do was jechać
      karetka pogotowia i jak w zimie jest z odsnieżaniem. Śmigłowiec nie zawsze
      przyleci.

      I tak dalej, i tak dalej. Życżę powodzenia.



    • Gość: . IP: *.aster.pl 08.11.06, 21:46
      Kilkoro moich znajomych posprzedawało mieszkania w Warszawie i zamiszkało
      w swoich jednorodzinnych domach w okolicznych wsiach (15-20km).
      I WSZYSCY żałują tego kroku!
      -bo problem ze szkołą dzieci, jakimiś zajęciami rozwijającymi zainteresowania,
      dodatkowe wożenie, opóźniony z tego powodu przyjazd do domu, dziecko dłużej
      w szkole;
      - bo robia się strasi, problem z lekarzem, nie zawsze lekarz chce przyjechać,
      zajmuje to o wiele więcej czasu, itp.
      - z początku znajomi chętnie wpadali, teraz kontakty ze znajomymi z powodu
      odległości to tylko w weekendy.
      Są też inne powody ich niezadowolenia, ale są i plusy, o których inni pisali.
      I mimo tych plusów - bilans jest ujemny, myślą o powrocie do Warszawy.
    • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.06, 22:03
      Bo mieszkają nie na wsi, ale na osiedlach podmiejskich z kiepską infrastrukturą
      i zbyt bliskim sąsiedztwem :(
      "Wsi spokojan, wsi wesoła..." (St. Wyspiański)
    • Gość: Jadwiga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.06, 22:09
      Mialam podobne dylematy,gdy 5 lat temu kupowałam stary dom na wsi "z charakterem
      " i nie załuje wogóle tej decyzji.Znajomi w mieści pukali się w głowę i dalej
      mieszkają w 40 metrowych klitkach,a ja mam ogród 1 hektar i pięny stary dom bez
      duchów,na szczęscie.Podobnie bałam się sytuacji z ludzmi na wsi,tym bardziej,że
      nie jesteśmy wierzący.Jednak wszystko było ok.Dzisiejsza wieś to nie ta sama
      wieś co pare lat temu.Sąsiedzi się nie wtrącają w nic.Nie spoufalam się z
      nikim,powiem dzień dobry i nie mam żadnych problemów.Nie żałuje tej
      przeprowadzki.mam powietrze,spokój,nie ma żuli i blokersów,kązda pora roku ma
      swój klimat.
    • Gość: ignacy IP: *.chello.pl 13.11.06, 12:27
      Chcąc zabłysnąć intelektem dobrze wiedzieć kogo się cytuje, a "Wsi spokojna,wsi
      wesoła" to pieśń Kochanowskiego
    • Gość: bratek IP: 83.18.143.* 13.11.06, 14:26
      Ja z kolei urodziłem się na wsi. "Tradycyjnej" żeby była jasność. Traktory,
      żniwa, 99% mieszkańców to praktykujący katolicy etc. Moim marzeniem, jako że
      zawsze chce sie mieć to, czego się nie ma, było zamieszkanie w dużym mieście.
      Nie 50 tysięcznym. No i stało się, wyprowadziłem się do Wrocławia. Po trzech
      latach(bardzo sympatycznych), postanowiłem pomieszkać w Warszawie(też miło, choć
      krótko, z różnych powodów). Obecnie znów mieszkam we Wrocławiu, po dość długiej
      przerwie i muszę przyznać, że szczerze myślę o powrocie na wieś. Byćmoże nie na
      swoją wieś, chciałbym raczej kupić stary dom, z kawałkiem pola. Hodować psy i
      jeść własnej produkcji pomidory i brokuły. Życie w mieście też się zmieniło,
      podobnie jak życie na wsi. W miastach coraz więcej "dziwnej" młodzieży, a na
      wsi, ludzie żyją spokojniej, bezpieczniej. W domu moich rodziców, na tradycyjnej
      wsi jest kanalizacja, większość mieszkańców ma Internet, są chodniki, asfalt, 5
      kilometrów od wsi jest miasteczko, a w nim ośrodek zdrowia, szkoła podstawowa i
      gimnazjum. Gmina w której wieś się znajduje, jest dość dobrze zarządzana,
      dlatego nie ma w niej bezrobocia, za to są plany budowy basenu...itd.
      Wydaje mi się, mówię do "miastowych", że chcąc wybrać mieszkanie na wsi, należy
      zwrócić uwagę na gminę w któtej wieś się znajduje. Znam doskonale gminy w
      których od X lat urzędują ci sami koledzy, przez co gminy wyglądają jak z lat
      50. W małych społecznościach niejednokrotnie można więcej skożystać. Przytoczę
      przykład.
      Rodzice mojego dobrego kolegi przeprowadzili się do mojej wioski z Sosnowca. I
      nigdy nie byli inaczej traktowani niż swoi. Założyli własną firmę, bo na wsi
      jeszcze wielu rzeczy nie ma, rzeczy które dla miastowych są normą. Teraz
      zatrudniają miejscowych, ciesząc się ogólnym szacunkiem. I nie jest problemem
      to, że do kościoła chodzą tylko na pasterkę:) Pozdrawiam.
    • mam6lat 08.11.06, 22:31
      6 km? - jaki to klopot - my będziemy ok. 50 od w-wy, gdzie pracujemy igdzie
      dzieci maja zajęcia..
    • embea 08.11.06, 23:33
      Tak mi się wydaje:-)
      My z mężem podjęliśmy taką właśnie decyzję jakieś 1,5 roku temu, a była ona o
      tyle trudna, że przeprowadzka będzie nie tylko z miasta na wieś (6 km od granic
      Poznania, więc taka wieś trochę miejska), ale w ogóle o 150km dalej. w
      styczniu-lutym zamieszkamy w domu na prawie 2 tys m kw działki. Mogliśmy byli
      oszczędności+kredyt przeznaczyć na wygodne mieszkanie gdzieś w centrum, ale
      nasze trzydzieści parę lat mieszkania w blokach zrobiło z nas społeczne zombie i
      było mowy o kolejnym pudełku na piętrze. Nawet teraz miły skądinąd sąsiad sika
      mi nad głową, za ścianą gra tv i wieje mi przez drzwi dołem, bo ktoś nie zamknął
      wewnętrznych drzwi klatki. Ktoś wylał cos na schody i zaschło, ktoś znów napalił
      papierochami na klatce, jezu... Dość tego :-(
      Pomijając koszty i niedogodności, to będzie dla nas spełnione marzenie tak
      mieszkać pod własnym dachem. Boję się zmiany środowiska córeczki, która w
      połowie roku pójdzie do innej zerówki, obawiam się jak w obcej wsi znajdziemy
      opiekunkę do malutkiego synka, ale wiem, że czas na zmiany jest teraz, a nie gdy
      już nie będziemy mieli siły,a może i pieniędzy.
      Życzę odwagi! 6 km to jest nic, dzieci sobie poradzą, czasem trzeba będzie po
      nie pojechać do miasta i odebrać,ale za to odetchniecie spokojem własnego domu.
    • Gość: lamia IP: *.w82-125.abo.wanadoo.fr 09.11.06, 00:01
      No i ja sie dopisze. My zrobilismy test. Wyjechalismy za granice. W Polsce
      mieszkamy w wielkim pieknym miescie Krakow. Mamy 60 m mieszkanie na dosc dobrym
      aczkolwiek starym osiedlu czyli wielka plyta. Mieszkanie po generalnym
      remoncie, wiec jest ok. Teraz mamy mozliwosc mieszkac w duzym domu z ogromnym
      ogrodem, ponad 150 letnim ogromnym debem. Francuska prowincja. Wokolo pola
      slonecznikow, lasy, mysliwi na koniach, z psami ..obok plotu chodza ogromne
      barzanty itgd itp. A dodam ze kawaleczek od nas stoja piekne prywatne zamki...
      Hmmm No i co? Niby bajka. A mi sie mazy powrot do mojego M3. Blisko ludzi.
      Rozmowy z sasiadami. Mnostwo dzieci gdzie sie nie pojdzie. 10 minut i jestem
      tramwajem na rynku. 15 minut i autobusem jestem w parku Jordana. Wszedzie
      blisko. na osiedlu dwa przedszklola...szkoly. W centrum wydzialy wyzszych
      uczelni. Wieczorami 5 minut samochodem i jestem w kinie. Szybko wracam. A na
      prowincji? Mieszkamy 15 minut od duzego mista. Do przedszkola dzieci
      samochodem. Do sklepu samochodem. W domu ful pracy, w ogrodzie tez. Fakt jest
      milo ale zeby non stop dybac wszedzie autem. Wszystko jest wyprawa. A jak
      dzieci beda wieksze? Zawiezc na basen, odebrac z basenu. Jezk w piatek. w
      sobote koniki czy co tam... I tylko po to zeby miec kominek? Kawalek trawnika?
      Warzywnik? Ja osobiscie po 2 latach testowania wole M3. Czemu? Bo i tak bede
      pracowac w Krakwie a czas jaki mam sie glowic i tracic na rozwozenie wszystkich
      wole spedzic z gazetka w reku nie myslac ze mam na podjezdzie 0,5 metrowy dywan
      z lisci... Itd itp...
      Kazdy co chce to ma. Ja testuje i nie mowie nie. Ale za pare dobrych lat. Jak
      odchowamy dzieci. Jak sie tym bede mogla cieszyc a nie biegac z jezykiem na
      wierzchu i kombinowac ze moje dzieci nie moga wsiasc w tramwaj i przejsc sie po
      ryneczku, byc za 10 minut na uczelni itd itp :)
      Zycze powodzenia.
      Ps. ja mysle o malym domku letniskowym z perspektywa rozbudowy na "stare lata"
      a poki sie robi kariere i chce sie wyksztalcic dzieci siedze w centrum na milym
      zielonym osiedlu (oczywisce jak tyko wrocimy), gdzie sie 5 krokow dalej pasie
      krowa, 7 minut jestem w lasku przy zoo, kawalek obok jest stadnina koni ...no
      i maly kryty basen 3 minuty obok... WIec czego wiecej do szczescia???
    • Gość: :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 00:31
      mieszczuchy tak maja ,ja nienawidzę blokow i tych tlumow ludzi ,wole
      ciszę ,spokoj ,bliskosc przyrody ,nawet polskie BaŻanty;),ogród i wlasne
      warzywa -a nie te kropione okropnienstwa,zasyfione windy i śmierdzące tramwaje
    • Gość: mmena IP: *.crowley.pl 09.11.06, 08:42
      6 km od miasta? A coz to za odleglosc? Zadna. Tak naprawde za 5 lat znow
      bedziesz mieszkac w miescie. Jesli juz chcesz sie wyprowadzic i miec spokoj to
      wybierz cos dalej.
    • kara_b 09.11.06, 08:48
      ja sie w pazdzierniku przeprowadziłam. póki co jestem zachwycona, oprócz
      cholernych myszy,wiem wiem,że z tym trzeba było się liczyć,ale szlag mnie
      trafia.zauważyłam,że znajomi zamiast umawiać się z nami w centurum w klubach
      chętnie przyjeżdzają i cieszą się jak dzieci,że idą na spacer do lasu.
      do obwodnicy mam ok 10km, do centrum drugie tyle. droge dojazdową mam piaskową-
      no zobaczymy jak zima bedzie wyglądać :)
      pozdr k
      --
      cholerne myszy wlazły do domu,zamknę się w wieży i zwariuję
    • Gość: aniczek IP: *.icpnet.pl 09.11.06, 13:24
      Weź kota, naprawdę pomaga!
    • Gość: dziubdziub IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 19:11
      Z własnego doświadczenia:
      Jak droga jest piaskowa to bardziej nalezy obawiać kilkudniowych opadów deszczu.
      Kiedy popada to nie należy być zaskoczonym że droga będzie przypominać morze
      błota.
      Po za tym jak sypnie śnieg to piaskarki nie ujrzycie + gwarantowane zaspy jeśli
      na poboczu nie ma krzaków. Ujeżdzony, zmarzniety śnieg przed domem i odcinek
      drogi w okolicy mojego domu posypuję popiołem z pieca CO i nie ma że ktoś to
      zrobi za mnie.
      Odwilż to kolejny koszmar.
    • Gość: WROCŁAW IP: *.wssk.wroc.pl 09.11.06, 09:37
      Do MILKA,
      Od miesiąca mieszkamy z dziećmi w naszym nowym domku pod Wrocławiem (2 km od
      rogatek miasta). Wiem, że jeszcze sprzedają działki.
      Jest inaczej niż w bloku i na pewno lepiej. Jak zawsze są plusy i minusy.
      Najgorsze są dojazdy (korki) i podwożenie dzieci.
      Wiem jednak, że to była słuszna decyzja.
      Jeśli masz ochotę pogadać lub o coś zapytac to napisz adres e-mail. Postaram
      się odpisać.
      Pozdrawiam Cię Milko i życzę powodzenia.
    • Gość: Di WROCŁAW IP: *.devs.futuro.pl 09.11.06, 12:13
      Witaj, a na jaki adres e-mail mam pisać?
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 09.11.06, 12:15
      Witaj, a na jaki adres mam pisać? Chętnie napiszę, ciekawa też jestem gdzie
      mieszkasz. 2 km od rogatek miasta to właściwie prawie jak w mieście.

      Pozdrawiam
    • Gość: WROCŁAW IP: *.wssk.wroc.pl 14.11.06, 09:30
      Milko, przepraszam że nie odpisywałam ale nie miałam możliwości wejścia na
      forum. Jeśli chciałabyś porozmawiać napisz mi swój adres e-mail. Będę dziś i
      jutro śledziła wątek i jak tylko pojawi się Twój adres e-mail na pewno odpiszę.
      Pozdrawiam
      Podwrocławianka
    • Gość: Kika IP: *.89.rev.vline.pl 09.11.06, 10:49
      Ja tez rozwazalam juz chyba tysiace razy za i przeciw przeprowadzki na wies. Od
      urodzenia mieszkam w duzym miescie, maz tez. W przyszlym roku wyprowadzamy sie
      na wies, ok 25 km od centrum miasta. Teraz czesto mysle tez jak to bedzie, to
      znaczy chodzi mi tylko o dojazdy bo reszta sie juz tak nie martwie, szkoly i
      przedszkole sa ok 2 km od naszej dzialki, szkolny autobus dowozi dzieci.
      Przychodnia tez tam jest.
      Dom sie buduje a ja jak tylko jestem na dzialce to moglabym tam siedziec i
      siedziec i nie chce mi sie wracac do miasta.
      Moje argumenty za przyprowadzka:
      1. Przede wszystkim piekny ogrod (prawie 3000m2), polozony przy koncu wsi,
      wokol lasy, naprzeciwko na polu sasiada pasa sie krowki, widoki sielskie,
      mmmm...:)
      2. Ogromna demoralizacja w miescie, chamstwo, rozboje, anonimowosc, ktora daje
      wrazenie ze juz polowa dzieciakow kradnie, a te troche starsze jak im sie cos
      nie spodoba moga wsadzic ci noz w plecy. Na wsi wieczorem jest cisza i spokoj,
      a w miescie po zmroku strach z domu wyjsc, nie mowiac juz o tym zeby przejsc
      przejsciem podziemnym. Noie chce zeby moje dzieci dorastaly w takim otoczeniu.
      3. Dla kontrastu nasz sasiad na wsi (ten od krowek :)) - nie znal nas ale od
      razu byl bardzo chetny do pomocy, uprzejmy, uczynny, sam zaglada do nas i
      pomaga w czym moze, jak nas na dzialce nie ma tylko ekipa budowlana to on
      zawsze zajrzy, zainteresuje sie, przechowa u siebie narzedzia, materialy, jego
      corki przyniosa herbate robotnikom. Byla naprawde niesamowicie zaskoczona.
      aaaa... a do tego czesto daje nam mleko prosto od krowek :))
      4. Mozliwosc zdrowszego trybu zycia - dla nas i dla dzieci. Dzieci moga sie
      bawic na podworzu, we wlasnej piaskownicy, zamiast siedziec w domu przed tv,
      moga wyjsc na dwor. I my tez, troche pracy w ogrodzie, spacery, zeby wyjsc na
      rower nie trzeba znosic go z 3 pietra, tylko wyprowadzic z garazu. A i tereny
      na wycieczki rowerowe inne niz na osiedlu w miescie.
      5. Mozliwosc zrobienia grilla kiedy tylko jest ochota, posiedzenia na tarasie
      na swiezym powietrzu.
      6. Latem mozliwosc wyjscia jeszcze w pizamie na dwor i przywitania dnia ;)
      7. Wlasne drzewka owocowe, bedziemy mieli wlasne sliwki, jablka, gruszki,
      czerasnie itd (takich gatunkow jak zechcemy) i to prosto z drzewa, nie pryskane
      i nie rosnace gdzies przy ruchliwej drodze. Wiem co daje dzieciom.
      8. Mozliwosc kupowania na co dzien wiejskich jajek od miejscowych, wiejskiego
      mleka.
      9. Zima zabawa z dziecmi w sniegu we wlasnym ogrodzie, wspolne lepienie
      balwana, lyzwy (mozna zrobic lodowiako) itp.
      10. Na grzyby wystarczy ze wstane raniutko, wezme koszyk i za pare minut jestem
      w lesie (piechota).
      11. Boze narodzenie nie tylko przy choince ale i przy kominku. No i ten widok
      za oknem...
      12. Bardzo wazne: moje dzieci nie musza sie bawic na miejskich placach zabaw,
      cdzie jest brud, psy sikaja do piaskownicy, nieodpowiedzialni wlasciciela
      wyprowadzaja amstaffy i tym podobne rasy bez smyczy i kaganca (wlasnie na place
      zabaw).
      13 Na pewno mniejszy poziom narkomanii niz w miastach
      14. Zaden sasiad nie bedzie mi wircil wiertara akurat wtedy kiedy usypiam
      dziecko, albo chce sie zdrzemnac, albo obejrzec cos w tv. Nie bedzie puszczal
      glosno muzyki za sciana w sobotnia noc.
      15. Nie ma tych chuliganow ktorzy pijani wykrzykuja cos pod blokami i
      terroryzuja porzadnych ludzi.
      I wiele innych argumentow...

      Moje obawy:
      ! Dojazdy do pracy. W tej sytuacji idealnie byloby miec jakis wlasny interes,
      ale to sie zobaczy, moze kiedys sie uda. Poki co trezba bedzie dojezdzac, ale
      te 25 km to przeciez nie taka tragedia, ludzie do naszego miasta dojezdzaja i
      60km i nie narzekaja.

      Ale w sumie bilans jest in plus, przynajmniej jak dla mnie :)

      Pozdrawiam i radze sie nie zrazac tylko dzialac. Jak sie przeprowadzisz to na
      pewno nie bedziesz zalowac.
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 09.11.06, 12:22
      Bardzo pięknie to ujełaś Kiko i nie sposób się z Tobą nie zgodzić.

      Pozdrawiam
    • Gość: betka IP: 213.134.138.* 09.11.06, 11:30
      Droga Milko, ja też 5 mc. temu wyprowadziłam sie z Wrocławia z bloku do domku
      pod miasto ;)). Oboje z mężem pracujemy a syn 13-letni chodzi do szkoły we
      Wrocławiu. Wierz mi, że można dać sobie z tym radę. Dojazdy, wożenie dziecka do
      szkoły, zajęcia dodatkowe i powroty. A jak miło jak wrócisz popatrzeć na
      zieloną trawkę, zebrać jabłka czy wypić rano kawę w trakcie spaceru z psem po
      ogrodzie..... A sąsiedzi?? Dzisiejsza wieś to już nie Ci ludzie co kiedyś...
      praktycznie większość uczy się lub pracuje w mieście, a oddychają świeżym
      powietrzem po pracy w domu ;)))) na pewno nie będziesz żałowała ;)) powodzenia
      i daj znać czy się zdecydowałaś ;)
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 09.11.06, 12:29
      Jak tak czytam wasze zachwyty; - kawka we własnym ogrodzie, przywitanie dnia o
      poranku, kominek, przytulny domek, a do tego przestrzeeń życiowa, nie
      wspominając już o większym spokoju i poczuciu bezpueczeństwa - coraz bardziej
      się przekonuję o słuszności mojego wyboru.

      Mamy na oku jedną fajną działeczkę, lecz na razie nie chcę zapeszać. Jak się
      wszystko wyklaruje - dam znać.

      Pozdrawiam
    • grisznak84 09.11.06, 11:50
      Moi rodzice to przerabiali - ale przenieśli sie dopiero jak byli pewni, ze my
      damy już sobie rade. Ze wsparciem czy bez, dzieci zostały w Warszawie :)
      --
      Pasja, marzenia, odwaga - Dziennik pokładowy naszych szans medalowych :)
    • ira.mak 09.11.06, 12:41
      Wszystko ma swoje złe i dobre strony.Do dobrych zaliczam mieszkanie-w życiu w
      bloku nie mialabym takiego-jestesmy we dwójkę na 120 m.Wygoda,przestrzeń-w
      porownaniu z moim mieszkaniem w bloku istny raj.Mamy dużą działkę-1,5 ha,sa to
      nieuzytki,dosadzamy sobie drzewka,sarenki mi biegają niemal pod oknem bo wies
      raczej z typu "koniec swiata".Poranne picie kawy na tarasie,nikt mi tu nie
      łazi....Sąsiadów raczej mało i praktycznie tacy że nie bardzo mam o czym z nimi
      rozmawiać.W sumie raj ale nie dla mnie.To jest raj mojego męża.Całe życie
      pracował pod ziemią w kopalni miedzi i chyba brakowało mu przestrzeni,a ja z
      kolei z początku myślałam tylko o tym żeby odpoczać od ludzi ,terminów,nawału
      pracy.Jestesmy juz na emeryturze i ja teraz nie wiem czy nie wolałabym wrocic do
      miasta-choćby ze wzgledu na to że tu z kazdym drobiazgiem trzeba jechać,co
      prawda samochod jest ale...Zima jest przykra.I w sumie nie tyle brak mi ludzi co
      oznak życia-tu czas w miejscu stoi.Nie zawsze człowiek ma ochotę gdzies jechać a
      przydałoby się trochę rozrywki.Dłuższy wyjazd we dwoje nie bardzo wchodzi w
      grę-bo kto przypilnuje na tym odludziu,kto nakarmi psy i koty?Paranoja.Gdybym
      miała jeszcze raz podjąc decyzje chyba nie zdecydowałabym się na to.Tyle
      wyrzeczeń i pieniedzy kosztowała nas budowa tego domu.Nie wiem czy obcowanie z
      przyroda mi to wynagrodzi-wolalabym co roku na np.Majorce.A tak chyba do końca
      dni swoich będę już skazana na ten koniec świata.Choć do miasta mam tylko i aż
      10 km.
    • Gość: lamia IP: *.w82-125.abo.wanadoo.fr 09.11.06, 16:40
      No wlasnie. O tym pisalam wyzej. To wyobcowanie. To odizolowanie i tylko trawa
      i kawa na tarasie. To jest mile. Miec wlasne warzywa, jabluszka, wlasnego
      jerza, kreta i myszy. Wszystko super. Tylko do tego sie trzeba urodzic. I
      trzeba sobie zadac pytanie jak chce sie zyc. Czy sisza i spokoj wsi czy raczej
      gwar i zgielk miasta. Ja jestem za miastem. Duza aktywnoscia, kontaktem z
      ludzmi. A wakacje miec od tego zeby uciec w zacisze wsi i odpoczac. Zima na wsi
      jest smutna, dom zimny, na kawe nie wyjdziesz. Ok widok z okna super. Ja
      osobiscie wole jezdzic na weekendy na wies do lasu a w tygodniu aktywnie
      spedzac czas. Wiem rowniez ze wies nie uchroni moich dzieci od narkowtykow,
      zlodziejstwa itd. Bo to my wychowujemy dzieci i przekazujemy im to co chcemy.
      jesli popadaja w narkowtyki to wies ani domek tu nie pomoga. Takie argumenty
      mnie smiesza ze sie uchroni dzieci!!! Wies to nie klosz ani czarna dziura.
      Kontakt predzej ze swiatem dzieci beda mialy i to od nas zalezy jak sobie z tym
      poradza. Ja na razie mieszkam w duzym domu na prowincji ale mam dosc. I
      zgadazam sie z ira.mak ze wies jest fajna jesli sie to lubi. Bo wszedzie dybac
      atem ...dziekuje. Ja po 2 latach mam dosc..na szczescie tylko rok do
      odbebnienia...
      Pozdrawiam
    • Gość: aga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.06, 12:27
      przeprowadzilismy sie z Warszawy 6 lat temu 50km , wies tylko kilka domów, inne
      życie , inni ludzie i inne zachowanie, nie żaluje, a mieszczuchy zazdroszczą.
    • Gość: ALA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 13:01
      Witam! wszystkich ziemskich posiadaczy!
      Super obudzić sie na wsi nawet jesli nie obudzą Cię ptaki obudzi Cię warkot
      traktora :)Mieszkałam w Warszawie na Żoliborzu mieszkanko 42m2 koszmar. na
      kupno wiekszego trzeba było dołozyć kosmiczne pieniądze.Wyruszylismy na
      poszukiwanie działek.Mieszkamy teraz 3o km od Warszawy i mamy więcej czsu
      dojazd z tej strony (mieszkam niedaleko trasy nr 7 do Gdańska ) jest prosty i
      nieczasochłonny. Dzieci chodzą do przedszkola i szkoły w normalnych godzinach.O
      16 jestesmy w domu.Za to każdy weekend , ferie , wakacje mamy wczasy na
      wyciągnięcie dłoni. Oboje pracujemy w szkole . Dużo czasu spędzamy razem,
      czynnie uprawiam sport.Rower piłka Mamy spora działkę 1800 m2. Syn z mężem
      grają w piłke na jedna bramkę.Grill, altanka, kominek to kolejne
      atrakcje.Jeszcze w tym sezonie nie włączalismy ogrzewania wystarcza kominek.
      Wszystko za jedyne 500 tys. złotych.dom ma powierzchnię 220 m2 . Prawie 300
      tys. dostalismy za mieszkanie reszta to kredyt i roczny wyjazd do pracy męża za
      granicę. Tym sposobem mamy raj na Ziemi. Kawa w nocnej koszuli na ogródku to
      jest to! A i znajomi lubią ,,wieśniaków" Jest do kogo przyjechać, mozna
      zanocować Ito nawet w ogrodzie. Zreszta szkoda tu spać. Telewizji nie oglądam
      miesiącami .Nie ma czego żałować .Wiadomości słucham jadąc rano do pracu w
      radio.
      POZDRAWIAM WSZYSTKICH SŁUCHACZY I GORĄCO NAMAWIAMM
      ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA:)))
    • Gość: AB IP: *.chello.pl 09.11.06, 13:35
      Kochani NOWI POLSCY WIESNIACY!!! Ta wymiana poglądów jest jedną z najlepszych,
      jakie czytałem kiedykolwiek w naszym Forum. Rzeczowa,asertywna,pomocna dla
      wszystkich, którzy chcieliby się przenieść poza kamienne miasto, a może
      wreszcie również inspirująca dla tych, którzy nigdy by na ten pomysł nie
      wpadli, a po tej lekturze wezmą go pod uwagę.Mieszkałem w wielu miastach Polski
      i Europy, w centrach, dzielnicach willowych, ale i tak po dojściu do emerytury(
      za 8 lat) wyjadę z żoną na wieś. Dla młodych ludzi to jest również ( dla wielu,
      choć oczywiscie nie dla wszystkich) zachęta do pozostania w kraju, poznania go
      lepiej niż można to uczynić, żyjąc w dużym mieście, do - proszę o wybaczenie
      tego trochę patetyzmu - POKOCHANIA GO. GAZETO !!! Zrób kampanię : MIeszczuchy
      pokochajmy naszą wieś i... zamieszkajmy nań!!! To najlepsza droga do poprawy
      warunków na niej, dla niej i jej mieszkańców, powrotu szacunku dla nich, do
      ucywilizowania nas samych.Tak, jak hr.Chłapowski rzucił hasło : Każdy Polak
      jeździ konno( trudne do realizacji przez wszystkich adresatów, ale jakże ważne
      jako wytyczna i zachęta), to my uczestnicy tego Forum krzyknijmy: każdy Polak
      mieszka na wsi! Też nie do realizacji jutro, ale jako motywujący program
      myślenia o naszej przyszłości w zgodzie z natura i naszymi własnymi
      pragnieniami.
      Pozdrawiam wszystkich uczestników tego emigracyjnego ( z miast , a nie z Polski)
      Forum.AB
    • Gość: Ola IP: *.gprspla.plusgsm.pl 17.11.06, 20:56
      No to mieszkamy w tej samej okolicy. My mamy do centrum 35km - okolice Sowiej
      Woli. Dopiero jedna zima za nami oraz problemy ze szkołą dzieci przed. Napisz co
      Wasze dzieci robią po szkole? Jak im organizujecie czas?
    • naatka 09.11.06, 13:30
      Wychowałam się na peryferiach miasta w domu jednorodzinnym z działką 15arów, a w
      okresie studiów mieszkałam w mieście w bloku parę lat, potem wraz z mężem
      przeprowadziliśmy się po ślubie na wieś i wynajmujemy domek mały ok. 15km od
      miasta. Mam więc porówanie jak się mieszka w domu w mieście, w domu na wsi i w
      mieście w bloku. O plusach mieszkania we własnym domu- dużo już napisano, jednak
      osoby wychowanew mieście w bloku chcę uprzedzić, że dom i działka- to nie tylko
      sielanka, cisza i kawka na tarasie, ale także ciężka praca, żeby to w porządku
      utrzymać. Jeśli po pracy chcesz odpoczywać sobie, w sobotę relaksować się- to
      zapomnij o domu- no chyba że stać się na sprzątaczkę, fachowca od drobnych
      napraw, ogrodnika. Mieszkają w domu ciągle coś trzeba robić i ktoś kto mieszkał
      sobie spokojnie w bloku często idealizuje sobie codzienność na wsi nie
      zauważając, że naprawdę trzeba się solidnie wysilać i finansowo i napracować
      żeby móc mieszkać w domu własnym. Dlatego ostrzegam- życie na wsi- to nie dla
      leni co chcą siedzieć po pracy przed telewizorem:-)
    • Gość: wiejska baba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 14:07
      mieszkam juz 6 rok na wsi . B żałuje , przewstrzenią sie już
      nacieszyłam ,znajomi przestali przyjezdzac, auto sie pokiepsciło , z miejscowa
      ludnoscia nie nawiazałam kontaktów i nawet wójt mi powiedział , zę jestem im
      obca bo nie nasza.....w d... mam te wies ( pierwsze 3 lata byłam zachwycona)
    • Gość: teresa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 14:13
      Droga Pani, ja również przeprowadziłam sie na wieś, blisko Krakowa do
      miejscowości Rączna gmina Liszki. Odległość od Krakowa-15 km. Dojazd -busikami
      15 minut, autobusem 239 25 minut. Komunikacja doskonała, jeszcze nigdy mnie nie
      zawiodła . Pracuję w Krakowie, czasem jeżdzę z synem samochodem, ale przeważnie
      korzystam z komunikacji. Trafiłam na cudownych sąsiadów, zawsze służą pomocą i
      radą.Razem przeżywamy i dobre i złe chwile . Jest to bardzo ważne właśnie
      dobrani intelektualnie i zainteresowaniami sąsiedzi. Razem uprawiamy ogródki, i
      wymieniamy doświadczeniami. Ja decyzję o przeprowadzce poza Kraków podjęłam
      wspólnie z synem,który również bardzo chciał przeprowadzić sie w ciche miejsce.
      Zazdrościliśmy starszemy synowi ,który już wcześniej podjął taką decyzję i wyb
      udował dom w gminie Czernichów. Ma małe dzieci które codziennie razem z
      rodzicami przyjeżdżaja do szkoły, przedszkola a rodzice do pracy.Okolica w
      której mieszkam obecnie jest piękna, lasy sosnowe, przystanek autobusu i busika
      około 3 minuty od domu. Warto podjąć decyzję ,przed zakupem działki zorientowac
      się w gminie jakie są plany ,np. czy nie planowana jest droga szybkiego ruchu,
      oczyszczalnia itp.Jeśli Pani ma ochote proszę coś więcej napisać na mój adres:
      machote interia.pl. Chetnie służę radą -Teresa
    • Gość: hajj IP: *.centertel.pl 17.06.14, 18:58
      Jeżeli ktoś będzie przeprowadzał się na terenie Warszawy to polecam tą firmę warszawa.przeprowadzki.pl/ . Ostatnio korzystałam z ich usług i byłam bardzo zadowolona.
    • aiszo 09.11.06, 17:34
      Poza idiotycznym wątkiem,czy warszawiacy są wredniejsi od niewarszawiaków,czy
      odwrotnie,jest to fantastyczna dyskusja:)))W styczniu miną 3 lata,jak
      przeprowadziliśmy sie z Wrocławia (blok) na wieś(5 km.od rogatek).Dom jest
      stary,"poniemiecki",więc mieszkamy w środku wsi.A teraz kilka wniosków z moich
      obserwacji:*mówić każdemu:dzień dobry,przestać po pół roku,jeżeli ktoś nie
      odpowiada.*ukrócić wchodzenie na podwórko obcych.Ludzie potrafili wejść bez
      uprzedzenia nie tylko na podwórko,ale i do domu.Teren jest ogrodzony,jest
      bramka,dzwonek.PO podwórku biegają dwa psy,które śpią w domu,a w dzień są albo w
      domu, albo na dworze(żadne kojce,czy budy i łańcuchy).Mają bardzo silny instynkt
      terytorialny.Na szczęście jeszcze nikogo nie pogryzły,lecz nie raz wybiegaliśmy
      przerażeni z domu.Na furtce też jest tabliczka "uwaga psy"*zakupy:we wsi są dwa
      sklepy.Jeden(300 m.) rodem z PRL-u,drugi rodem z kapitalizmu,lecz 2 km. od
      domu.Mamy jedno auto,ja nie mam prawka,więc dzwonię do męża,co ma
      kupić.Męczące.*Dzieci mam już na szczęście "duże",dwie studenki,więc jeżdżą
      same.Jak idą na imprezę,to nocują u przyjaciół lub u babci.*O plusach napisano
      już tyle,że nie będę się powtarzać.Ta poranna kawka w ogrodzie,te ptaszki
      budzące rano,te jaskółki wpadające do domu:))),te sarenki podchodzące pod płot.*
      I jeszcze jedno spostrzeżenie: Na mszy ksiądz ogłasza, kto dał i ile na remont
      kościoła,na sprzątanie i.t.p.Nazwiska!SZOK!A ile potem jest gadania we wsi!Na
      szczęście wymyśliliśmy formułę:"pewna osoba".*Nie jest prawdą,jak ktoś tu
      powiedział,że osoda z bloku nigdy nie bądzie szczęśliwa na wsi.Ja
      jestem.Wreszcie mam ogród,wyżywam się w nim.Kocham to.Kiedyś na 36 m2 miałam 64
      kwiatki doniczkowe. Teraz też mam ,ale większą satysfakcję sprawia mi
      "chodzenie" wokół"prawdziwych" roślin.*Rzeczywiście dom na wsi nie jest dla
      leniuszków.Cały czas jest coś do zrobienia.Dopiero tutaj zrozumieliśmy,dlaczego
      wg kościoła w niedzielę się nie pracuje.Po prostu nie ma się siły.Trzeba odpocząć.
    • Gość: gość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.11.06, 12:13
      Na mszy ksiądz ogłasza, kto dał i ile na remont
      > kościoła,na sprzątanie i.t.p.Nazwiska!SZOK

      O, chyba mieszkamy w tej samej wsi

    • Gość: Oskar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 18:00
      no tak. Wszystko pieknie, ale najgorsze w tym jest to, że człowiek jest zmuszony
      posiadać samochód, kiedy mieszka te kilkanaście kilometrów od miasta...
    • Gość: Ania IP: *.chello.pl 09.11.06, 18:54
      Mieszkam od urodzenia w Warszawie.Rok, ponad rok temu moja mama zakupila dom
      200 km stąd we wsi.
      Od pierwszego razu pokochałam to miejsce.Sąsiadów trafilismy rewelacyjnych
      (tych za płotem, inni są rózni ale w bloku bywa gorzej).Kiedy spedzałam tam
      zimowe ferie (-30 stopni) zapałałam checią przeprowadzki na stałe.Narazie to
      nierealne z przyczyn zupełnie innych ale wciąż gdy tam jestem wracam jak do
      więzienia.
      Dzieci z tej wsi dowozi autobus do szkoły kilka kilometrów dalej.Szkoła jest na
      bardzo dobrym poziomie.
      Zycie płynie wolno i spokojnie.Nasi sąsiedzi mówia , że gdy byli w Warszawie
      przerazilo ich to , że tam nikt na nikogo nie patrzy, wszyscy biegna.
      Tak faktycznie jest.
      Gdyby nie pewne moje zobowiązania nie wahałabym się.A jest to 200 km stąd:)
    • Gość: mif IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 19:42
      Gość portalu: Oskar napisał(a):
      > posiadać samochód, kiedy mieszka te kilkanaście kilometrów od miasta...

      Niekoniecznie. Są pojazdy mniej uciążliwe, np. hulajnoga, w ostateczności rower.
    • aiszo 09.11.06, 19:52
      Milka.Rozpętałaś burzę.Odezwij się.
    • Gość: Milka IP: *.devs.futuro.pl 09.11.06, 20:35
      :))) Faktycznie, nie sądziłam, iż mój post wywoła taką gorącą dyskusję. Cieszy
      mnie bardzo fakt, iż wiele opinii, które przeczytałam dały mi bardzo wiele do
      myślenia, a jednocześnie zachęciły do działania, do dokonania zmian.
      Przeczytałam wiele mądrych wypowiedzi, cennych rad i wskazówek.

      Oczywiście odzywam się czasem. Czytam, obserwuję i odpisuję.

      Pozdrawiam serdecznie.

      PS. Chętnie poczytam nowe wypowiedzi.
    • Gość: eska IP: 195.136.49.* 09.11.06, 21:32
      Zrobiłam to 3 lata temu i była to najlepsza decyzja w życiu. Mieszkam 12 km od
      miasta, w którym pracujemy oboje z mężem. Mamy dużą działkę, super otoczenie i
      rewelacyjnych sąsiadów. Zrób to! Nie będziesz żałowała na pewno.Organizacyjnie
      wszystko da się dopiąć po 2-3 miesiącach. Trzeba tylko nauczyć się
      funkcjonowania w pewnej odległości od miasta. Dzieci? Dowiezie Ci taksówka w
      ramach abonamentu ( sprawdź, są takie możliwości). Pozdrawiam ze wsi
    • wytuli 09.11.06, 23:40
      wszystko da sie ulozyc. Kiedys nie wyobrazalam sobie mieszkac poza centrum.
      Teraz mieszkam z dala od niego, w sumie poza w-wa juz i ciesze sie z tego
      bardzo! nie ma nic lepszego niz mieszkanie we wlasnym domu i wybieranie kiedy
      chcesz pojechac do miasta, a kiedy wolisz zostac w swoim kątku ;) Mieszkam tu
      juz ponad rok i zawsze gdy tu wracam czuje sie jak na wakacjach :P

      Ekstremalne wyprawy

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka
    Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.