Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz zaluje

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.07, 11:20
    Edytor zaawansowany
    • Gość: europejka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.07, 16:26
      na pewno niejedna osoba,ale malo kto sie przyzna :P
    • Gość: Tomek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.07, 18:52
      A czego tu żałować ?Prusaków,sąsiadów,brak balkonu,który jak już jest to służy
      za składzik,czy może kosmicznego czynszu?
    • Gość: marta IP: *.chello.pl 26.02.07, 18:59
      Czego zalowac, ze np
      dojazdy mecza
      wszedzie jest daleko
      zielen ci brzydnie
      musisz dzieci wozic do szkoly
      odbierac je
      wozic na zajecia
      o 17 na wsi jest juz ciemno
      nic sie nie dzieje
      mozna by duzo wymieniac.....
    • Gość: aaaa IP: *.eranet.pl 26.02.07, 22:34
      Pod warunkiem, ze przez prowincję rozumiemy zabitą dechami wiochę, xdziesiąt km
      od najblizszego miasta gdzie już tylko wróble wyją. Jezeli przez prowincję
      rozumiemy osiedla pod duzymi miastami to skąd mają niby być te wszelakie
      problemy? Na ogól mają wszystko co trzeba łącznie ze szkołami. Dojazdy nie męczą
      tylko gdy pracujesz w granicach rzutu mokrym beretem.
      Szczerze mówiąc nie bardzo też rozumiem na czym polega zjawisko fizyczne róznych
      pór zachodzenia słońca :-)))
      BTW trudno Ci bedzie uzyskac odpowiedź. na tym forum (pewnie tak jak i na
      innych) wszechobecne jest zjawisko redukcji dysonansu poznawczego (tak to się
      chyba nazywa). Z grubsza polega to na tym, ze osoby, które kupiły czy to dom czy
      mieszkanie będą broniły własnej decyzji jak niepodległości niezależnie od tego
      czy w efekcie jest więcej za czy przeciw. Ci którzy mają mieszkania w "mieście"
      (i na ogól bywaja najwyzej w domach znajomych) bedą tu wymieniali jakieś
      niemiłosierne listy wad tegoż rozwiązania, właściciele domów zrobią to samo w
      odniesieniu do mieszkań...
      Ale poszukaj w archiwum tego forum-kilka miesiecy temy był tu bardzo ciekawy
      watek, niestety dokładnie nie pamietam tytułu-było coś o domu na wsi. Był o tyle
      fajny, ze bez obrzucania się inwektywami ludzie dzieli się swoimi
      doswiadczeniami i odczuciami-a były bardzo różne i fajne i niefajne.
    • des4 27.02.07, 08:10
      Ja wybudowałem się na prowincji, tj. w moim rodzinnym mieście po powrocie z
      Warszawy. I nie żałuję. Mieszkam na granicy miasta, okolica jest bezpieczna,
      dużo zieleni, łąki, na naszej uliczce wszyscy się znamy z sąsiadami, mam
      wszelkie udogodnienia cywilizacyjne, do pracy dojeżdżam 15 minut, zarabiam
      niewiele mniejsze pieniądze niż na porównywalnym stanowisku w Wawie, z
      oddalenia obserwuję wyścig szczurów w warszawskiej centrali...

    • marcia81 27.02.07, 10:53
      No dobra ale nie mecza Was dojazdy? Stanie w korkach? Oczywiscie pytanie
      kieruje do osob ktore w takowych korkach staja. Czy troche to nie przyslania
      zalet domu, ktory pewnie ma ich wiele? Ze wracacie poznym wieczorem do domu i
      zostaja wam tylko weekendy, ze juz nigdzie nie wyjedziecie, bo przeciez jest
      dom, to po co wyjezdzac. Mowie tylko o wypadach, nie o wakacjach.
      Sama planuje kupno wiec stad moje pytania.
      pozdr
    • trypel 27.02.07, 11:09
      marcia81 napisała:

      > No dobra ale nie mecza Was dojazdy? Stanie w korkach? Oczywiscie pytanie
      > kieruje do osob ktore w takowych korkach staja. Czy troche to nie przyslania
      > zalet domu, ktory pewnie ma ich wiele? Ze wracacie poznym wieczorem do domu i
      > zostaja wam tylko weekendy, ze juz nigdzie nie wyjedziecie, bo przeciez jest
      > dom, to po co wyjezdzac. Mowie tylko o wypadach, nie o wakacjach.
      > Sama planuje kupno wiec stad moje pytania.
      > pozdr

      Przez 8 lat mieszkałem na wsi 35 km od PKiN, dojazd do pracy zajmował mi 30
      minut, koledze co mieszkał na Saskiej Kepie min 35-40 (praca na Ursynowie). pól
      roku temu przeprowadziłem się na Ursynów (rozwód ), do pracy mam 1 minute,
      tydzień temu kupiłem działke 35 km od wawy i zaczynam budowac nowy dom bo mam
      dośc miasta :) to znaczy mieszkajac na wsi mam zalety miasta na wyciagniecie
      reki bez jego wad :) a dlaczego masz nie wyjezdzac?? to zabronione majac dom?
      ja wyjezdzam z reguły 1 weekend w miesiacu, latam na urlopy i jakos nie widze
      zwiazku :)
      A stanie w korkach jest integralna czescia mieszkania w miescie :) tak naprawde
      dojazd do granic miasta trwa chwilke a reszte czasu i tak sie przebijasz :)


      --
      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
    • des4 27.02.07, 11:10
      ja ktoś wyżej napisał, problem korków dotyczy tylko Warszawy i ewentyalnie
      kilku innych największych miast. Znakomita większośc Polaków mieszka w
      miejscowościach gdzie tego typu rzeczy jak korki czy późne powwroty do domy nie
      są jakimś większym problemem.

      Zauważam tu jakis warszawocentryzm, a przecież Warszawa to wyjątek, a nie
      reguła w naszym kraju...
    • trypel 27.02.07, 11:23
      Ze znanych mi miast w których mieszkałem lub bywam czesto, korki (i to takie
      przyzwoite) dotyczą Wrocławia, Warszawy, Gdańska, Krakowa, Poznania, Górnego
      Śląska (ufff), Szczecina... mysle że zliczając mieszkańców tych miast i ich
      przyległosci to okaże się że jednak spora częśc mieszkańców mieszka własnie
      tam :)
      --
      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
    • Gość: penar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 11:55
      trypel napisał:
      > Ze znanych mi miast w których mieszkałem lub bywam czesto, korki (i to takie
      > przyzwoite) dotyczą Wrocławia ...


      Bez przesady, zależy skąd ( od której strony ) jest dojazd.
      Ja np. mam dom w Sobótce ( u podnóża Ślęży, na terenie parku krajobrazowego, z
      fantastycznym widokiem na Masyw Ślęży, Wieżycę, Radunię,.. - góry, las, w tym
      też starobukowy, itd. Wszystko "zaraz" za oknem. Zmieniające się codziennie i
      o każdej porze roku widoki, panorama, gra barw, kolorów, cieni, itd.- godzinami
      można patrzeć (...))
      Oprócz tego prawie że wodę mineralną w kranie, spokój, ciszę...itd. jednym
      słowem żyć się chce (...)
      Jest to ok. 35 km od centrum Wrocławia. ( Dość powolny, tzn. senny, zwyczajny )
      dojazd do centrum zajmuje mi ok.30 min. A prawie że do Rynku prowadzi
      dwupasmówka (...).
      Do centrum Bielany ( największe centr.handl.we Wrocł.) mam po drodze (do Wrocł.)
      15 min.
      Nigdy w życiu nie zamieniłbym na jakąkolwiek działkę we Wrocławiu ( nawet w
      Rynku - chyba ewent. tylko po to, aby ją sprzedać i znowu ... )
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 27.02.07, 12:41
      Te widoczki to może i fajne, ale z Sobótki do centrum to sie jedzie
      przynajmniej godzinę. A co z dziećmi - języki , basen ,szkoła , imieniny ,
      urodziny , itd. Co do Bielan to tam 15min to sie szuka wolnego miejsca , a od
      piątku do niedzieli to 30min traci sie na wyjechanie z tego centrum .Moim
      zdanie dom -30 km od miasta w którym sie pracuje , dzieci chodza do szkoly i na
      różne kółka to =porazka . No chyba ,że na starość. No ale ...
      najwazniejsze ,że Tobie pasuje. Sas
    • des4 27.02.07, 12:48
      Gość portalu: Sas napisał(a):

      > Te widoczki to może i fajne, ale z Sobótki do centrum to sie jedzie
      > przynajmniej godzinę. A co z dziećmi - języki , basen ,szkoła , imieniny ,
      > urodziny , itd. Co do Bielan to tam 15min to sie szuka wolnego miejsca , a od
      > piątku do niedzieli to 30min traci sie na wyjechanie z tego centrum .Moim
      > zdanie dom -30 km od miasta w którym sie pracuje , dzieci chodza do szkoly i
      na
      >
      > różne kółka to =porazka . No chyba ,że na starość. No ale ...
      > najwazniejsze ,że Tobie pasuje. Sas

      Nie nazwałbym tego porażką. W cywilizowanych krajach dojeżdzanie 30 km do
      dożego miasta to standard, w USA dojeżdza się nawet i 100 km. Wszystko jest
      kwestią infrastruktury, które i u nas prędzej czy póniej się rozwinie. Jeśli
      jest dobra droga dojazdowa, spokojnie mozna mieszkać w takiej odległości...
    • des4 27.02.07, 12:54
      I jeszcze uzupełnienie. Basen? Przegapiłeś parę lat skoro basen kojarzy ci się
      miastem. Obecnie w gminach funkcjonuje sporo basenów i infrastruktury
      sportowej. mieszkam w Rzeszowie i w zasadzie w większości gmin w promieniu 20-
      30 km od miasta jest basen...
      Podobnie jest ze szkoła i zajęciami pozalekcyjnymi. Większość kraju to nie
      Bieszczady czy podlaskie puszcze z doktorem Judymem i Siłaczką. Lokalne szkoły
      organizują teraz całkiem przyzwoite zajęcia pozalekcyjne. No chybam że się ktoś
      snobuje na elitarne przybytki.
      A imieniny czy urodziny mogę obskoczyć nie zdarzają się co tydzień. Zresztą
      wśród naszego kręgu znajomych jest zwyvczja, że dzieci odwozi z imprez rodzic
      solenizanta/tki, żaden problem...
    • Gość: sAS IP: *.net81.citysat.com.pl 27.02.07, 16:08
      To Ty masz być zadowolony z domu 30km od centrum .Jezeli spełniło sie Twoje
      marzenie to gratuluję . Kazdy ma inne marzenia.Sas
    • des4 28.02.07, 07:41
      Akurat tak sie złozyło, że mieszkam dokładnie na granicy miasta, jednak nie
      widziałbym problemu gdyby to było 20 km dalej - 15 minut dluższy dojazd i tyle.
      Mam masę znajomych, którzy mieszają w tej odległości i doskonale sobie dają
      radę - po prostu miejscowości na szeroko rozumianych "przedmieściach" mają
      coraz lepszą infrastrukturę i coraz lepiej rozwinięte funkcje usługowe i
      socjalne. Stopniowo będziemy dochodzić do standardów panujących w
      cywilizowanych krajach gdzie więszkość ludności żyje na przemieściach lub w
      małych miejscowościach dojeżdzając do pracy do dużych miast...
    • Gość: adq IP: *.acn.waw.pl 07.03.07, 18:02
      Mam nadzieje, ze tak szybko nie dogonimy ,,krajow cywilizowanych'', poniewaz w
      odniesienieniu do takiego Londynu (wiem, ze na razie nam daleko) nie jest
      mozliwe spotkanie w tygodniu ludzi, z np. 5 strefy z przeciwleglych stron Londynu.
      Poniewaz, aby sie spotkac musieliby poswiecic ladnych pare godzin na dojazd.
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 27.02.07, 16:01
      I tu masz rację - wszystko jest kwestią infrastruktury. W zeszłym roku
      zbudowano w naszym cywilizowanym kraju 7km autostrad.Ale ma być lepiej , bo
      gadają ,ze ma być lepiej. Porównywanie Polski do USA JEŚLI CHODZI O
      INFRASTRUKTURE TO CHYBA NIE NAJLEPSZY POMYSL . Sas
    • Gość: penar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 13:50
      Gość portalu: Sas napisał(a):
      > Te widoczki to może i fajne, ale z Sobótki do centrum to sie jedzie
      > przynajmniej godzinę.

      Naprawdę ?
      Linią autobusową DLA 502 45 min. ( z zatrzymywaniem się na kilkunastu
      przystankach po drodze ).
      Od kilku dobrych lat jeżdżę tą trasą i może 1, 2 razy musiałem czekać, albo
      robić objazd, ale to z powodu wyjątkowego jak np. wypadek i blokada drogi, itp.

      Gość portalu: Sas napisał(a):
      A co z dziećmi - języki , basen ,szkoła , imieniny ,
      > urodziny ,

      A co nie wiesz, że w Sobótce jest basen, szkoły, itd. ? Oczywiście możesz
      jeździć, gdzie Ci się tylko podoba.


      Gość portalu: Sas napisał(a):
      Co do Bielan to tam 15min to sie szuka wolnego miejsca

      Pewnie, jak się chce parkować przed samym wejściem i to w dodatku w niedzielę
      to może i tak. Tego nie wiem.
      Ja w Niedzielę nie muszę i nie chcę jeździć na zakupy.

    • eric_theodore_cartman 13.03.07, 15:18
      Gość portalu: penar napisał(a):

      > trypel napisał:
      > > Ze znanych mi miast w których mieszkałem lub bywam czesto, korki (i to ta
      > kie
      > > przyzwoite) dotyczą Wrocławia ...

      nie zaluje

      Przydomowe oczyszczalnie ścieków
    • m.w 27.02.07, 11:28
      Moze gdybym kupiła dom na zadupiu 20 -30 km od granic Warszawy to bym załowała,
      bo ciągle gdzieś jeździmy, sporo znajomych do nas przyjeżdza, a że kupiłam dom
      3 kg od granicy warszawy i 20 min od centrum to jestem zadowolona. W pracy
      jestem szyciej niz jak bym miała jechać z ursynowa czy tarchomina w kazdej
      chwili moge wyskoczyć do miasta, taryfa do nas nie kosztuje fortuny, jeżdzi
      autobus. Do tego mam lasy pod nosem, za domem pola ... fakt w naszej wsi nie ma
      sklepów, chodników i co mnie najbardziej boli ani jednego placu zabaw dla
      dzieci, ale mam nadzieje że i to w najbliższej przyszłosci się zmieni.




      --
      pozdrawiam
      Gośka
    • marcia81 27.02.07, 11:34
      Moj wymarzony dom znajduje sie jeszcze 10km za łomiankami, szkola pod nosem,
      przychodnia pod nosem,rodzina na bielanach, czyli bliziutko, ale jednak
      cholerka obawy sa! Sklepy tez sa, chodniki tez. Boje sie ze bede sama siedziala
      w tym domu i zglupieje, tu to chociaz wyjde przed blok, usiade na lawce przy
      piaskownicy i pogadam z ludzimi, boje sie ze tam bedzie doskwierac mi
      samotnosc.
    • trypel 27.02.07, 11:39
      Samotnośc? Odkąd wybudowałem pierwszy dom WSZYSCY znajomi majacy mieszkania
      wpadaja kiedy tylko moga :) w lecie praktycznie codziennie miałem gosci :) (na
      szczescie to lubie) potem po kolei wswzyscy zaczeli brac z nas przykład :)
      Samotnosc zdecydowanie nie grozi na wsi... no i nie ma przyjemniejszej rzeczy
      jak wieczorne piwko z sąsiadem przez płot :)
      --
      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
    • m.w 27.02.07, 11:54
      he he skąd ja to znam :)
      do nas tez ktoś co chwila wpada, ale nie wiem czy tez by tak wpadali gdybysmy
      mieli dom ze 30 km od miasta

      --
      pozdrawiam
      Gośka
    • Gość: Martika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 20:32
      Też się tego bałam, samotności, tylko że po przeprowadzeniu się do bloku po 7
      latach znałam 2 słownie dwie osoby, z którymi rozmawiałam pod klatką, a po
      przeprowadzeniu się do domku 2 miesiące temu mam zaprzyjaźnionego pana ze
      sklepu, sąsiedzi zawsze się przywitają i zamienią kilka sympatycznych zdań,
      nawet obcy ludzie zaczepiali mnie na ulicy z sympatycznym "jak się pani
      mieszka... czy się pani u nas podoba itp. Psy już na mnie nie szczekają, uznały
      mnie za swoją a znajomi chętniej przyjeżdżają, bo i salon większy i jak impreza
      to sąsiedzi nie stukają a i grilla jest gdzie zrobić, a i przenocować gości
      jest gdzie. Prowadzę firmę i miałam pietra czy klienci będą chcieli przyjechać
      bo to za miastem, a oni mówią, że szybciej dojechali niż do starej firmy i bez
      korków i jest gdzie zaparkować. A jak trzeba coś w mieście załatwić to jest
      przepychanka bo nikt nie chce jechać, bo nam tu dobrze.
    • lajlah 27.02.07, 16:04
      M.w , to gdzie Ty kupiłaś ten dom? Ja mieszkam prawie 20 km od W-wy i mamy
      mnóstwo sklepów, ładne chodniki, ścieżkę rowerową. To chyba zależy od gminy,
      ale czasem bliskość stolicy oznacza większe "zadupie", jak czytam.
      --
      Pan Bóg mnie stworzył, a diabeł opętał, jestem więc na wieki i grzeszna i
      święta.
    • m.w 28.02.07, 11:15
      Mieszkam w Kludynie - gmina Babice Stare, zaraz przed Izabelinem
      Klaudyn to wiocha totalna, bez chodników, kanalizacji, placy zabaw itp, a
      wydatki przewidziane na nasza wiochę na ten rok przez gminę są tak znikome ze
      nawet pozadnej działki za tą kasę by tu nie kupił.
      Juz są głosy zeby przenieść "nas" do gminy izabelin lub warszawy bo Gmina
      Babice traktuje nas chyba jak piate koło u wozu :/ cóż moze sie coś zmieni.
      Ale nie załuje kupienia domu w takim miejscu bo niestety jestesmy na stałe
      związani z Warszawą a z Klaudyna jest naprawde bardzo blisko.


      --
      pozdrawiam
      Gośka
    • marcia81 27.02.07, 11:29
      No wlasnie mieszkam w wawie i chce kupic do 20 km za wawa i troche sie boje
      dojazdow, korkow. Mimo ze narazie nie pracuje bo wychowyje moje blizniaki, ale
      musze patrzec do przodu i wtedy pojawiaja sie zle mysli dot dojazdow, strasznie
      sie boje ze obrzydza mi dom :(((
    • Gość: maja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 11:41
      My mamy tak : budowa na wsi, 20 km od małego miasta, gdzie mieszkamy. Jedziemy
      ok. 20 km normalnym tempem, bez korków. Dom przy lesie, ostatni przy drodze
      dalej tylko las. Nie ma autobusu, ok. 2 km. Piekna okolica, ale nie myslimy
      tylko kategoriami "kawka na tarasie w piżamach w niedzielne poranki". Boimy
      się, czy się uda, czy ta decyzja okaże sie słuszna. Nie chcielibysmy żałować.
      Byliście pewni na 100 % swoich decyzji odnosnie takich przeprowadzek ? Nasz
      świat i plany nie ograniczają się do zbudowania domu. Lubimy podróżować. A
      tutaj mówia nam, że trzeba siedziec i domu pilnować !

    • trypel 27.02.07, 11:51
      Nie daj sobie tego wmówic!! siedziec i pilnowac - chore!! To TYLKO dom -
      przedmiot - on jest dla Ciebie a nie Ty dla niego. Co to przeszkadza w
      pilnowaniu i wyjezdzaniu? Ja nie byłem pewien przy I domu, przy II jestem
      pewien na 100% :) i własnie ta kawka na tarasie, pies, żaby kumkające,
      świerszcze, kominek, grzyby...
      --
      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
    • marcia81 27.02.07, 12:02
      Nie wiem czy masz dzieci. Ja mam i o nich tez mysle,ze beda mialy wszystko
      utrudnione, na samym poczatku my je bedziemy wozic mimo ze mamy szkole pod
      nosem ale bede musiala znalezc im w wawie bo przeciez kto je odbierze a tak to
      to poprosze maja mame. Jak beda starsze to beda bidulki staly na przystankach i
      czekaly na PKS ktory jezdzi dwa raz na godz. Pozniej beda chcialy wychodzic na
      imprezy do warszawy, no i co? Jak wroca, nocnych tam nie ma. Moga spac u babc
      ale nie wiem czy to dobry pomysl, przeciez beda sie upijac i bedzie im glupio
      isc do babci (pisze takie rzeczy bo jeszcze nie tak dawno sama bylam mloda i
      lubilam sie pobawic, nie mowie o jakis libacjach alkoholowych) No i nie ma co
      ukrywac ale gdzie te dzieci beda siedziec, na przystankach autobusowych, w
      miescie to wyjda przed blok na lawke lub pojda do pubu. Tak pisze co mi w
      glowie siedzi. Nie krytykujscie mnie. Naprawde chce kupic ten dom.
    • Gość: Kajka IP: *.eranet.pl 27.02.07, 12:11
      Marcia, ja - jak napisałam niżej - nie miałam ŻADNYCH watpliwości kupując dom
      za miastem. Ty je masz. Zastanów sie. Może intuicja ci podpowiada, ze w twojej
      sytuacji nie bedzie to najlepszy pomysł?
      PS. Dorosłe dzieci moich znajomych z imprez wracają własnym samochodem (nie
      piją), a jak chca się napić, to rodzice je przywożą. Nie zdaża się to często,
      więc nie jest uciążliwe. Albo nocują u znajomych i wracają rano autobusem. Albo
      taksówka (100zł). Wszystko można zorganizować, jak się chce
    • sahibus 27.02.07, 13:16
      > Nie daj sobie tego wmówic!! siedziec i pilnowac - chore!!

      Zgadzam sie ze to chore, ale w normalnym kraju.
      Tutaj gdy po powrocie z wyjazdu nie bedziesz miec: bramy, drzwi garazowych,
      pieca, kilku okien włącznie z futrynami, nie wspominając juz o takich
      drobiazgach jak duze AGD albo krążący "goście" o 3 nad ranem po parterze których
      słyszysz z sypialni i w strachu czekasz aż wyjdą udając że nic nie słyszysz bo
      jeszcze zrobią Ci krzywdę - możesz zmienić zdanie...
      To wszystko są przypadki moich znajomych - tzn nie zdażyło sie to oczywiście
      jednorazowo u jednej osoby, ale wszystko autentyki.
      Są oczywiście systemy antywłamaniowe, chodzisz po ogródku z pilotem deaktywując
      odpowiednie strefy ale czy to wygodne?
      Troche przerysowuję ale tak to wygląda nieraz.
      Nie wiem jak teraz jeżdzi PKS, ale pamiętam że jak skończyłem podstawówkę to
      zaczęła sie tragedia z dojazdami do szkoły.
      Wychowalem sie na wsi i chcialbym mieszkac w domu. Mamy ładna małą działke, ale
      po chlodnej analizie postanowilismy pomieszkac jeszcze 15 lat w miescie. Tylko
      czy po 50tce bedzie nam sie chcialo budowac?
    • Gość: aaaa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.07, 19:11
      Stary co Ty opowiadasz, zreszta jak wynika z postu nie masz swoich doswiadczen
      z domem. To niby co trzeba robić, siedziec 24h z siekiera albo sie lancuchem do
      bramy przykuc. Podstawa to dobry sasiad i monitoring tez nie zawadzi. Przeciez
      to mozna oszalec caly czas myslec ze cos ukradna.
    • m.w 27.02.07, 12:05
      Bylismy pewni !
      Od dawna już marzylismy o domu i kawałku ogródka - własnie po to zeby pies miał
      gdzie latać, dziecko miało swoją piaskownice, zeby rano pić kawę na tarasie a
      wieczorem spotkac się przy wybudowanym własnorecznie (no rękami męza) grilu ze
      znajomymi.
      A wyjazdy - w zeszłym roku nie mielismy czasu na wyjazdy - pod koniec maja sie
      przeprowadzalismy a potem cieszylismy ogródkiem, wypadlismy tylko na weekend.
      Na ten rok już mam dwoje chętnych zeby posiedzieć u nas w domu z psami, bo nie
      zawsze mozna je ze sobą wziąć. I nie chodzi o to zeby pilnowac domu tylko
      właśnie o te psy, mieszkając w bloku bylismy zmuszeni zawsze je zabierać bo nie
      kazdy wyjdzie na spacer z bydlęciem 40 kg który nie kazdego swego kolege
      kocha ;) teraz mogą sobie posiedziec przez tydzień czy dwa bez spaceru bo mają
      ogródek.


      --
      pozdrawiam
      Gośka
    • Gość: Kajka IP: *.eranet.pl 27.02.07, 11:56
      marcia81 napisała:

      > No dobra ale nie mecza Was dojazdy? Stanie w korkach? Oczywiscie pytanie
      > kieruje do osob ktore w takowych korkach staja. Czy troche to nie przyslania
      > zalet domu, ktory pewnie ma ich wiele? Ze wracacie poznym wieczorem do domu i
      > zostaja wam tylko weekendy, ze juz nigdzie nie wyjedziecie, bo przeciez jest
      > dom, to po co wyjezdzac. Mowie tylko o wypadach, nie o wakacjach.
      > Sama planuje kupno wiec stad moje pytania.
      > pozdr

      Mnie nic nie przysłania zalet domu, a wszelkie niedogodności rekompensuje mi z
      nawiązką co innego.
      ale to wszystko zależy od oczekiwań i charakteru danej osoby. Całe życie
      mieszkałam w Warszawie, ale nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak tu, gdzie
      mieszkam teraz. Z tarasu widze las, mam dookoła piekne tereny, na rower czy
      długie spacery z psem. Jest pieknie nawet teraz, w brzydką bezśnieżna zimę.
      Oczywiście - jak zabrakło smietany, to nie było, ze wyskoczę do sklepu za
      rogiem. Do auta i powrót za pół godziny. Ale ... nauczyłam sie pilnowac, zeby
      spiżarnia była zaopatrzona we wszystko.
      Autobusów nie ma (jest pekaes), ale dzieciaki zabiera gimbus, wiec nie trzeba
      ich wozić i odbierać codziennie. Zresztą...jeżeli jeździ się codziennie rano do
      pracy, to nie jest to jakiś wielki problem.
      Mieszkam 30 km od centrum W-wy, 13km od granicy. Korki? owszem, ale w
      warszawie. Mój dojazd do pracy wydłużył się więc o 10 min, bo tyle zajmuje mi
      trasa do miasta. Potem korek, więc nie ma znaczenia, ze mieszkam tu gdzie
      mieszkam.
      Do domu zawsze wracałam późno i teraz tez tak jest. za to w weekendy jest
      wspaniale, rano wstaje i ide z psem na spacer, który (pies) już zdażył
      zapomnieć co to smycz.
      W domu wcale nie trzeba siedzieć i go pilnować :) Można zainwestować w
      monitoring, ale jak mają cię okraść, to i tak cię okradną :)
      Latem niezapomniane grille w ogródku wspólnie z sąsiadami.
      Ja widze same zalety.
      Dużo by wymieniać.
      Jednak nalezy pamiętać, że zależy to od indywidulanego podejścia. ten kto jest
      szczęśliwy w duzym mieście, nie wiem czy będzi tak sam na prowincji.
      Ja nie miałam watpliwości ani przez chwilę, odkąd postanowiliśmy kupic ten dom,
      nie miałam CIENIA zwatpienia.
      Jezeli jednak się wahasz i obawiasz, to się zastanów, bo to może oznaczać, ze
      będziesz żałować.
    • marcia81 27.02.07, 12:12
      Masz racje, jesli ktos cos bardzo chce to nie widzi przeszkod aby to
      zrealizowac i widzi same plusy. Ja tez tak mialam to niedawna ale teraz jakos
      mnie wzielo.
    • Gość: maja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 12:12
      Obawa, wahanie, cienie watpliwości nie musza oznaczac klęski w przyszłości.
      Świadczą one może bardziej o wiekszej dozie pesymizmu, braku wiary we własne
      siły, no i bogatej wybraźni. Bo tylko człkowiek z wyobraźnią boi się.
      Życie na wsi odpowiada naszym usposobieniom. Mamy na tej działce domek, w
      którym pomieszkujemy w sezonie już 4 lata. Dzieci w wieku gimnazjalnym, za 3
      lata jedno już wyjedzie. Niby wszystko gra, a czasami wrodzony pesymizm bierze
      górę .
    • marcia81 27.02.07, 12:27
      Napisze tak: Mam 16mies blizniaki, moje zycie wywrocilo sie do gory nogami, nie
      bylo latwo, przeszlam niezla szkole zycia. Teraz jest juz super. Dzieci same
      sie bawia, mam z nimi super kontakt, bardzo je kocham. Jednak siedzenie z
      dziecmi nie jest latwe, po pewnym czasie zaczyna czlowiekowi doskwierac
      samotnosc, brakuje towarzystwa. Latem jest bosko, spacery, kolezanki z
      piaskownicy, jednak zima juz nie jest tak kolorowo, juz nie ma codziennych
      spacerow, czlowiek siedzi w domu i nie ma co ze soba zrobic. Jednak idzie
      wiosna, znowu moje zycie troche by sie odmienilo. No i tu wlasnie pojawia sie
      ta mysl, ze pojde do domu i mimo pieknego lata wiosny bede sama, dlatego
      zaczyly sie watpliwosci, moze gdybym miala prace, tak bym nie myslala, ale
      zrozumcie mnie, jak sie siedzi z dziecmi to glupie wyjscie przed blok jest
      wydarzeniem. Teraz moge sie jedynie cieszyc wyjsciem na zakupy do leclerca.
      Bardzo chce miec dom z ogrodkiem aby moje kochane brzdace bawily sie calymi
      dniami na dworku, lataly w samych pieluchach, aby mialy wielki pokoik itd.
    • trypel 27.02.07, 12:46
      Jak masz małe dzieci to nawet sie nie zastanawiaj. Pierwsza sprawa - z dzeci
      znajomych i moijego wychowanych na wsi ŻADNE nie ma żadnej alergii, te
      miejsckie mają każde..., moja mała od wiosny spedzała cały dzien na dworze, z
      psami, kotami, na trawie... łaziła z opiekunką po lesie a nie po centrum
      handlowym, piła mleko od krowy :) na mojej wsi jest szkoła z gimnazjum gdzie
      dealer narkotyków dostałby widłami wiec sie nie pojawia :0 gdzie nauczycielki
      znaja wszystkich rodziców i nie wahaja sie do nich dzwonic jak jest problem...
      Jedyny minus wsi to to że pizzy nie mozna zamówic :)
      --
      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
    • czesiu71 27.02.07, 12:46
      Byłem i jestem pod pewnym względem w podobnej sytucji, jak Ty - też mam
      bliźniaki, z tym że 20-miesięczne i jeszcze 4-letnią córę i podobnie jak Ty
      zastanawiałem się nad nowym lokum. I wyprowadziliśmy się z Warszawy, ale na
      zasadzie kompromisu - nie jest to dom, lecz segment skrajny, z bardzo małym
      (ale jednak!) ogródkiem, 3 km. od granicy Wawy, w centrum Łomianek. Nie mamy
      niestety super widoków za oknem, choć okoliczne ogrody nie wygladają wcale źle,
      ale mamy wszystko pod ręką - począwszy od sąsiadów, poprzez sklepy i markety w
      odległosci 10 min. piechotą, przystanek Łki kursującej do Wawy podobnie, ale
      jednocześnie nieco dalej Puszczę i nadwiślańskie łąki. Może to jest
      rozwiązanie? Nam się bardzo podoba! Jako typowy mieszczuch na typową wieś chyba
      bym sie nie przeprowadził...
    • marcia81 27.02.07, 12:55
      Tez o tym myslalam ale w samych łomiankach jest dla nas za drogo, za dom
      placimy 630tys, ma 250m, dzialke 1100m. W łomiankach nic w podobnych cenach nie
      mozemy znalezc. Dlatego szukalismy dalej no i znalezlismy. Dom jest piekny.
      Okolica tez.
    • credaq 27.02.07, 13:17
      Wedlug mnie dom cieszy ludzi w wieku 1-6 i powyżej 25 roku życia. Nie znam
      nastolatka który by się jakoś wybitnie cieszył z posiadania domu na wsi. Po
      prostu takie zalety domku jak cisza, spokój, piekny widok, przestrzeń
      przegrywaja z niedogodnościami typu meczące dojazdy do szkoły, do kumpla, na
      zajęcia pozalekcyjne, imprezy itp.
    • sahibus 27.02.07, 13:52
      Górna granice podniósłbym nawet do 30tki, a w zasadzie do momentu gdy pojawiaja
      sie dzieciaki i ... człowiek zaczyna tesknić za ciszą ;-)))))))))
    • marcia81 27.02.07, 13:57
      ja mam 26 lat, dwojke dzieci a w domku chcialam mieszkac od dawna.
    • Gość: oskar IP: *.pools.arcor-ip.net 27.02.07, 13:07
      co prawda nie w polsce, ale problemy podobne. kiedy mowimy o prowincji to
      mowimy od 15 km od miasteczka, ktore jest 60 km od duzego miasta.

      okolica byla piekna, lasy, rzeka, tylko 10 sasiadow. znudzilo mi sie po
      tygodniu. w domu bylem caly czas jak uwieziony. za najdrobniejsza sprawa trzeba
      bylo jezdzic. ja wychowalem sie w centrum i dla mnie wyjscie do kina to bylo 5
      minut spacerem a nie 30 min samochodem. wyjsca do pubu wogole sie skonczyly -
      nie bylo z kim a powrot taksowka by dosc drogi. dopoki mielismy jedno auto to
      trzeba bylo normalna logistyke uprawiac. od kiedy mielismy 2 auta bulilismy za
      wszystko podwojnie. dowozenie dzieciakow do przedskola i szkoly, a potem do
      kolezanek albo na zajecia to juz byla pelnoetatowe szoferowanie.

      poza tym ja nienawidze wszelkich prac ogrodowych, odsniezania itp. moja trawa
      byla zawsze zolta i przeschnieta jak na stepie, az mi sasiedzi zwracali uwage.
      poza tym bokiem mi wyszlo spedzanie weekendow na wiecznym majsterkowaniu,
      umawianiu sie z roznymi majstrami itd. cala administracje nieruchomosci
      musialem w koncu sam robic. najgorzj bylo jak kiedys zostalem sam w domu i bez
      auta na weekend. malo szalu nie dostalem.

      teraz mam duze miaszkanie 3 km od starowki i to jest to! mamy obok park, cicha
      okolica, mamy jedno male auto, b.dobra komunikacje, wszystko blisko. wreszcie
      nie mam tego uczucia uwiezenia na bezludnej wyspie.
    • marcia81 27.02.07, 13:24
      To skad u Ciebie decyzja o domu! Skoro tak jak piszesz niczego nie lubiles
      robic kolo domu, to kto wpadl na taki pomysl. Ja bardzo cenie sobie spokoj,
      zielen, a mysl o ogrodzie napawa mnie radoscia! Dlatego pomyslelismy o domu.
    • Gość: oskar IP: *.pools.arcor-ip.net 27.03.07, 01:26
      > To skad u Ciebie decyzja o domu! Skoro tak jak piszesz niczego nie lubiles

      ja poza wakacjami u babci nigdy nie mieszkalem na prowincji a dom byl w
      pakiecie mojego kontraktu.
    • Gość: Kajka IP: *.eranet.pl 28.02.07, 00:43
      dlatego ja pisałam, że to zależy od danej osoby. Ten, kto jest szczęśliwy w
      mieście - mimo marzeń o domu - nie musi być szczęśliwy na wsi.
    • Gość: analizator.textów IP: *.echostar.pl 28.02.07, 23:23
      > poza tym ja nienawidze wszelkich prac ogrodowych, odsniezania itp. moja trawa
      > byla zawsze zolta i przeschnieta jak na stepie,

      po cholerę się wprowadzałes do domku?? człowieku, szaleju się najdłeś?? ;)
      ja uwielbioam takie zajęcia, tak samo jak wypady na rowerze do lasu który mam
      150 m od domu czy też granie z synem i sąsiademw pinh-ponga (stól zawsze w
      garażu stoi)

      > teraz mam duze miaszkanie 3 km od starowki i to jest to! mamy obok park, cicha
      > okolica, mamy jedno male auto, b.dobra komunikacje, wszystko blisko. wreszcie
      > nie mam tego uczucia uwiezenia na bezludnej wyspie.
      ja tez nie miałem uczucia zycia na bezludnej wyspie jak mieszkałem w bliku,
      gdzie za scianą było mieszkanie studenckie, a nade mną mieszkało młode
      małżeństwo, gdzie po remoncie połozyli sobie terakotę na podłodze, a ta pinda do
      23ej chodziła kuwa w szpilkach dzień w dzień!!

      a poza tym - to było moje 3 mieszkanie i w każdym z nich doskonale odróżniałem,
      czy w danej chwili w ubikacji piętro wyżej mocz oddawała sąsiadka, sąsiad (mniej
      słyszalny), czy tez ktoś spoza domowników ;)))
    • Gość: oskar IP: *.pools.arcor-ip.net 27.03.07, 01:32
      Gość portalu: analizator.textów napisał(a):

      > po cholerę się wprowadzałes do domku?? człowieku, szaleju się najdłeś?? ;)
      > ja uwielbioam takie zajęcia, tak samo jak wypady na rowerze do lasu który mam
      > 150 m od domu czy też granie z synem i sąsiademw pinh-ponga (stól zawsze w
      > garażu stoi)

      jak wyjasnilem powyzej - dom byl w pakiecie kontraktu. w poblizu zreszta nie
      bylo zadnych mieszkan bo to bylo usa.

      > ja tez nie miałem uczucia zycia na bezludnej wyspie jak mieszkałem w bliku,
      > gdzie za scianą było mieszkanie studenckie, a nade mną mieszkało młode
      > małżeństwo, gdzie po remoncie połozyli sobie terakotę na podłodze, a ta pinda
      do 23ej chodziła kuwa w szpilkach dzień w dzień!!

      gdy mysle o mieszkaniu to nie o betonowych slamsach, tak samo jak myslac o domu
      nie mysle o rozpadajacej sie drewnianej chacie ze slawojka za stodola.
      podobnie o sasiadach. drechy i pijane gumofilce to nie to o czym mowimy.

      > a poza tym - to było moje 3 mieszkanie i w każdym z nich doskonale
      odróżniałem,
      > czy w danej chwili w ubikacji piętro wyżej mocz oddawała sąsiadka, sąsiad
      (mnie
      > j
      > słyszalny), czy tez ktoś spoza domowników ;)))

      w obecnym mieszkaniu wszystkie sciany zewnetrze sa podwojne. nigdy nie
      slyszalem sasiadow, mimo ze sa tacy co maja male dzieci i robili niedawno
      kinderbal. za to w domu (kanadyjczyk) wlasnie bylo pelno efektow o jakich
      wspominasz. jak w nocy pies biegl po korytarzu na gorze to slychac bylo glosne
      bom-bum-bum. kanaliza tez nam dostarczala roznorodnych wrazen.
      aha i byl to dom nowy, ktorego wartosc byla spoooro powyzej sredniej.
    • lajlah 27.02.07, 15:57
      My mieszkamy ok. 20 km od Warszawy. Na "wsi".
      Mąż pracuje w W-wie, dojeżdża codziennie autem , zajmuje mu to ok. pół godziny
      w jedną stronę. Korków nie ma, bo trasa dobra, zaczynają się dopiero w samej W-
      wie. Syn ma do szkoły 0,5 kilometra, piętnaście minut spacerkiem, pięć minut
      szybkim chodem. Mamy "pod nosem" aptekę, kilkanaście sklepów różnych branż, dwa
      ośrodki zdrowia, saloniki fryzjersko- kosmetyczne, 3 solaria, obiekty
      typu "kebab, pizza". Do najbliższego miasta powiatowego 2 km, tam już jest
      kino, teatr, poczta, kluby, puby, firmy i firemki itp., szpital, przychodnie
      specjalistyczne, butiki, supermarkety sztuk 5:) Mamy niedaleko rzekę, las,
      łąki, fajną ścieżkę rowerową, a do stolicy niedaleko, więc czego chcieć więcej?
      Można dojechać pociągiem, autobusem lub autem.
      Domek na ładnej działce, dużo zieleni, a dzisiejsza prowincja, to już nie jest
      dziura zabita dechami,z wychodkiem za krzakiem i błotnistą drogą, tylko małe
      osiedle domków w rozwijającej się okolicy (przynajmniej pod Warszawą), mamy
      wodociągi i kanalizację, wywóz śmieci, ochronę posesji, chodniczki wyłożone
      kostką brukową. Jedyny minus, trzeba mieć sprawne auto, a najlepiej dwa, ale
      bez tego i w mieście niełatwo.
      --
      Pan Bóg mnie stworzył, a diabeł opętał, jestem więc na wieki i grzeszna i
      święta.
    • Gość: ala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 18:47
      Kupilam dom 20km od Wawy i wytrzymalam dwa lata.Ja po prostu nie trawie
      polskiej prowincji balagan architektoniczny brak infrastruktury o osrodkach
      kultury nie wspomne Lubie zycie w miescie wszystko na wyciagniecie reki,ale co
      kto lubi.A na stare lata tez wole ladne mieszkanko ,kino ,teatr i podroze i
      wypady w lecie do znajomych na prowincje, bo niestety warszawskie okoliczne
      gminy najlepiej wygladaja we wstecznym lusterku.Pozdrawiam
    • Gość: ala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 19:20
      Chcialam zobaczyc opinie tych ktorzy tak jak ja zalowali wyprowadzki pod miasto
      a tu prawie sami entuzjasci wsi,ale moze sie odezwa
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 28.02.07, 12:48
      Zgadzam sie z Tobą , Tyle ,że ja zrobiłem przyjemne z pożytecznym i
      wybudowałem dom w mieście. Sas
    • Gość: jeszcze mieszczuch IP: *.echostar.pl 28.02.07, 23:28
      po prostu coraz mniej jest idiotów, którzy chcą się pichcic w wielkomiejskim
      smrodzie.
      Ludzie mądrzy i wykształceni - jak na Zachodzie - uciekają z centrów miast,
      tylko plebs i hołota tam zostaje po godzinach pracy
    • des4 01.03.07, 07:56
      Gość portalu: jeszcze mieszczuch napisał(a):

      > po prostu coraz mniej jest idiotów, którzy chcą się pichcic w wielkomiejskim
      > smrodzie.
      > Ludzie mądrzy i wykształceni - jak na Zachodzie - uciekają z centrów miast,
      > tylko plebs i hołota tam zostaje po godzinach pracy

      Dobrze wiedzieć, że na zachodzie np. w NY wokół Central Parku, w Londyńskiej
      Belgravii i Mayfair czy paryskiej X dzielnicy mieszka plebs i hołota....

      Odrobiłeś już lekcje????
    • Gość: iurek IP: *.echostar.pl 11.03.07, 23:04
      ja byłem kilkadziesiąt razy... i wiem, gdzie w centrum Paryża są okolice, gdzie
      białego nie uświadczysz nawet w ciągu dnia.
      A odwiedziłeś kiedyś centrum Rotterdamu, city położone tuż obok dworca? kiedy
      pod wieczórurzędnicy zbiorą się i wyjadą - niech cię ręka boska broni spróbowac
      przejść od city w kierunku portu na Renie. Będziesz miał szczęście, jeżeli
      przechodząc przez dzielnice imigrantów tylko spuszczą ci wpie.dol...

      nie kompromituj się publicznie
    • Gość: zoska IP: *.chello.pl 01.03.07, 09:49
      Wolalabym aby nie wyzywano nas od idiotow, do tej pory dyskusja byla prowadzona
      na jakims poziomie. Kazdy robi to co lubi!A idiotom jest ten kto tak pisze.
    • Gość: analizator.textów IP: *.echostar.pl 11.03.07, 23:06
      > na jakims poziomie. Kazdy robi to co lubi!A idiotom jest ten kto tak pisze.

      buahahaha!! ;))) "idiotom"!?! ;))
      gdzieś ty się uczyła ortografii, dziecko?;) poza tym - to jest forum dla ludzi
      wykształconych, a nie po 6 klasach podstawówki ;)
    • Gość: Tomek IP: *.chello.pl 27.02.07, 19:15
      Niezłe bajki opowiadacie. Wszyscy mieszkają 20km od Warszawy i do pracy
      dojeżdżają w 30 minut. Ja mieszkam na Sadach Żoliborskich i do pracy na
      Domaniewską jadę 30 minut. A jestem rodowitym Warszawiakiem i znam niezłe
      skróty. Może oświecicie mnie jak Wy to robicie? Albo przestaniecie opowiadać
      bzdury...
    • Gość: oki IP: *.chello.pl 27.02.07, 19:32
      każdy posiadacz domu pod warszawą jedzie do pracy 20 minut (tak rzeczywiście
      deklarują), natomiast warszawaiacy 30-50... jednym słowem kolejna zaleta
      wyprowadzki z miasta
    • trypel 27.02.07, 20:36
      To jest włąsnie zaleta pracy i mieszkania w odpowiednim miejscu :)
      Mieszkałem jak pisałem 40 km od PKiN a pracuje na Ursynowie. Do Janek miałem 10
      minut, z Janek do Puławskiej max 8-10,na Puławskiej jakies 300 m korka to daje 5
      min i koło Geanta w prawo i za 2 minuty w biurze :)
      Rekord to 25 ale wtedy jechałem szybko a max 45 jak był wypadek w Jankach.
      I kolega z Saskiej Kępy jechał ZAWSZE dłuzej niż ja :)
      Przyznaję że gdybym pracowal na Tarchominie to dojezdzałbym 1,5 godziny :)
      --
      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
    • Gość: Tomek IP: *.chello.pl 27.02.07, 20:48
      Jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę. Nie bierzesz tylko jednego pod uwagę.
      Że domu / mieszkania nie kupuje się pod konkretne miejsce pracy. Za rok możesz
      pracować na Pradze / Bielanach czy gdziekolwiek indziej i dojazdy zajmą Ci 1,5
      godziny. Pisałem już w innym poście o rozmowie z człowiekiem, który zapewniał
      mnie że z Ząbek do centrum jedzie samochodem 20 minut. Dopiero później wygadał
      się że jedzie do pracy na 10, a wraca o 19. Tak to jest z posiadaczami domów za
      miastem. W wypadku Warszawy podają czas jazdy do granic miasta jako łączny czas
      dojazdu. Albo "zapominają" powiedzieć o prawdziwych godzinach w których jeżdżą.
      Mam kolegę, który dojeżdża z Tarchomina na Służewiec w pół godziny. Tylko by
      tego dokonać musi wyruszyć z domu o 6.50. Jeżeli spóźni się o 15 minut to czas
      przejazdu wydłuża mu się do 1 godziny. takie są fakty, o których często nie
      mówią mieszkający poza miastem, lub na jego peryferiach.
    • trypel 27.02.07, 20:54
      Masz racje co do godzin dojazdu. Jestem tym szczesciarzem który jest w biurze o
      8 a wychodzi... koło 20 :) wiec dojazd jest łatwy i prosty :)
      Ale inna sprawa ze szukajac nowej roboty moge sobie pozwolic na komfort
      wybierania tam gdzie mi pasuje. A Ursynow mi pasuje akurat :)
      Ale przyznaj że mieszkanie w Tarczynie czy na Okęciu jesli chodzi o czas dojazdu
      do centrum rózni się o 15 min -tyle ile sie jedzie z Tarczyna na Okecie :)
      --
      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
    • Gość: Tomek IP: *.chello.pl 27.02.07, 21:11
      Zależy co uważasz za Okęcie. Jeżeli Raszyn to się zgodzę. W przypadku np.
      okolicy ul. Krakowiaków, lub 17 Stycznia już bym polemizował. Jest jeszcze
      jeden problem. Gdy na "Trasie Krakowskiej" zdarzy się wypadek (jak np. ostatnio
      gdy ciężarówka najechała na autobus) lub gdy spadnie śnieg (nie każda zima jest
      taka łaskawa jak tegoroczna) to w 15 minut raczej nie masz szans dojechać z
      Tarczyna nawet do granic Warszawy. Na podparcie swjej tezy podam kolejny
      konkretny przykład: czas dojazdu z Rembertowa na Służewiec (tam pracuję dlatego
      cały czas podaję go jako przykład) jednego z moich współpracowników standartowo
      wynosi ok. 1 godziny (co uważam już jest długo). Gdy spadł śnieg na przełomie
      stycznia i lutego jechał równo 2 godziny i 10 minut. Ja z Żoliborza, nawet w
      tych warunkach przebiłem się w 45 minut.
    • trypel 27.02.07, 21:23
      Nie zapominaj że teraz mieszkam na Ursynowie... jak wtedy spadł snieg to
      jechalem akurat o 16 z Marriotta do domu... 2,5 godz :) wiec sytuacje skrajne
      pomińmy milczeniem :)
      Jasne że mieszkanie na wsi jest droższe (dojazdy) i człowiek nieraz dojezdza
      dłużej ale dla mnie i tak dom oznacza dom na wsi a nie mieszkanie w bloku :)
      --
      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
    • Gość: ewa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.07, 19:23
      OK. Ja tez sobie jezdze luzik ale nigdy w godzinach szczytu (mam to szczescie,
      ze nie musze być w pracy 9-17). Jezdze z Legionowa. Ale w godzinach szczytu to
      jest dramat. Jak musialam dojezdzac na Al. Krakowska miałam min. 1,5 godziny w
      jedna strone wyjete z zycia. 3 godziny dziennie w samochodzie? Ja dziekuje.
      faktem jest, że stopuja mnie korki w samej Warszawie-na Modlinskiej przed
      Auchan (żeby wjechac na Grota 20 min stania). Nie jest w cale tak rozowo. Ale w
      sumie gdybym dojezdzala na Krakowska z Bialoleki czy np. Targowka tez byloby
      przerabane. na szczescie z tego nieszczesnego Legionowa jest jeszcze pociag...
      Ale szczerze mowiac to koszmarem dojazdowym zwykle nie jest te 20 km czy ile od
      granic miasta tylko to co jest w samym miescie, tak sadze. W Warszawie
      generalnie mozna chyba dostac cholery.
    • Gość: Kajka IP: *.eranet.pl 28.02.07, 00:46
      Mieszkam pomiędzy Jabłonną a N. Dworem Mazowieckim. Pracuję przy Dworcu
      warszawa-centralna. 10 minut jade do Modlińskiej (Tarchomin). 20 minut zajmuje
      mi reszta.
    • Gość: Kajka IP: *.eranet.pl 28.02.07, 00:53
      acha, wychodze z domu 8.45.
      Mój mąż wychodzi z domu o 8 i jest w pracy 8.45-9.00 w zależności od korków na
      Modlińskiej.
    • Gość: ~^V^~ IP: 81.15.171.* 01.03.07, 14:43
      Gość portalu: Kajka napisał(a):

      > acha, wychodze z domu 8.45.
      > Mój mąż wychodzi z domu o 8 i jest w pracy 8.45-9.00 w zależności od korków
      na
      > Modlińskiej.

      aaaa, to jakies cuda na kiju. nawet jak wchodze do autobusu przed 6 rano i jade
      511, to zajmuje to 40-45 min. do Wilsona.
      moze ty masz naped rakietowy ?? przyznaj się
    • Gość: Tomek IP: *.chello.pl 28.02.07, 06:44
      Rano w 20 minut z Tarchomina na Centralny? To jakim cudem cała reszta jedzie
      godzinę? Tylko Ty masz jakiś szczególny patent na korki na Modlińskiej i na
      mostach?
    • des4 28.02.07, 07:54
      Wątek traktuje o domu na PROWINCJI a wy zażarcie dyskutujecie o wadach i
      zaletach mieszkania 3 czy 20 km od Warszawy. Jak to prowincja? Myślę że
      jesteście dośc rozpieszczeni. Ot typowe dylematy "miastowych". Jeśli byście
      musieli mieszkać, jak ktoś wyżej napisal, 20 km od miasteczka i 60 km od dużego
      miasta to sądzac z waszych wypowiedzi nie dalibyście zsobie zupełnie rady. A
      przecież masę ludzi mieszka w takich lokalizacjach i znakomicie funkcjonuje,
      nie narzekając na brak tych udogodnień, bez których wy, jak widać, nie
      potrafilibyście funkcjonować. I nie są to, jak tu się często określa, wsioki
      czy inne wieśniaki, ale ludzie którzy cieszą się życiem. Czy to ża mieszkają
      tam a nie blisko wielkiego miasta od razu ma stanowić o ich "wartości"? To że
      mają inne aspiracje niż wy nie musi opznaczaćże są gorsi....
    • Gość: ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.07, 08:20
      Warszawiacy za bardzo odbiegli od tematu. Myslę, ża autorowi nie chodziło tylko
      o zamieszkiwanie na obrzeżach Warszawy. Chodzi tez o tych , którzy mieszkają na
      wsi pod Włoszczową.
    • trypel 28.02.07, 08:31
      OK. Znajomy mieszka 215 km od firmy. W Niemczech. Dojezdza codziennie 2 godz w
      jedna strone i uparcie nie chce sie przeprowadzic... Oczywiscie koszty pokrywa
      firma ale strata czasu jest niewyobrazalna :(
      To się nazywa dojazd do pracy...
      --
      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
    • Gość: ewa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.07, 19:27
      Niestety nie wierze ze w godzinach szczytu chyba ze helikopterem pokonujsz
      korek do skrzyzowania przy pałacu, potem ta samą metodą korki na Modlinskiej a
      potem na Wisłostradzie/Al. Prymasa itd. Pracowałam w ok. DC i jezdzilam z
      Legionowa i to co piszesz to moze jest prawda dla sobotniego wieczoru. Tym
      bardziej, wyglada na to, ze mieszkasz w Sierdach lub okolicach.
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 28.02.07, 12:51
      Wiesz , ludzie mówią tak ,jak przydrożne reklamy . Tesco - 1 minuta. Sas
    • Gość: lajlah IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.07, 15:03
      Ano, tak panie Tomku, że jak ma się dobre auto i dobrą trasę, to tyle się
      jedzie z prowincji do Warszawy. A jak ktoś mieszka na prowincji, to nie
      znaczy, że nie zna skrótów w W-wie. Mój mąż 30 lat mieszkał w stolicy, więc
      jeszcze trochę pamięta:) Poza tym codziennie po niej jeźdźi niestety.
    • Gość: Tomek IP: *.chello.pl 28.02.07, 21:07
      Jaaasne. Dobre auto załatwia wszystko. Da się nim np. przeskoczyć korek na
      dojazdówce do miasta. A może teleportować przy jego pomocy?
    • jsolt 28.02.07, 21:17
      ja mieszkam na stegnach i na domaniewską jadę ponad 30 minut...

      z tym że ja akurat pracuję na 9.00, ot taka głupia godzina - spotykam się na
      trasie z 90% ludu pracującego - być może ci 30-minutowi rekordziści spod wawy
      jeżdżą na 7.00 albo na 11.00, albo na nocną zmianę?:-)
    • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.07, 08:31
      na reszte polski:-)mi wogole nie przeszkadza zycie na prowincji mojego miasta,a
      jak sobie przypomne jak mieszkalem w blokowisku w klitce 40paro metrowej to
      dziwiem sie ludzom ktorzy za cene wykonczonego domu kupuja betonowe mieszkanka
      gdzie nie ma miejsca nawet dla wiekszego psa.
    • Gość: Tomek IP: *.chello.pl 28.02.07, 21:49
      Nikt nie broni reszcie Polski się wypowiadać. A co do drugiej części Twojej
      wypowiedzi: nie każde mieszkanie ma 40m2 powierzchni i nie każdy chce mieć psa,
      nieważne małego czy dużego.
    • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.03.07, 09:34
      Oki ale jezeli za cene 40 metrowj klitki mozna postawic dom to za wieksze
      mieszkanie 60-80 metrowe mozna postawic dom kupic 2 nowe samochody dla siebie i
      zony i jeszcze zostanie na niezla wycieczke i nie tylko :-)
      Pozdrawiam
    • Gość: zoska IP: *.chello.pl 01.03.07, 09:46
      Nie koniecznie,wlasnie kupuje mieszkanie na bielanach 100 za 530tys. Za 40m nie
      kupisz dzialki i nie postawisz domu, nie kupisz dwoch dodatkowo aut i nie
      wykupisz wycieczki. Mowie o okolicach wawy. Kupisz conajwyzej dzialke i
      wylejesz fundamenty.
    • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.03.07, 10:25
      Za 530 tys mozna wybudowac dom kupic samochody,i jeszcze duzo zostanie pod
      warunkiem ze nie bedzie to centrum warszawy.
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 01.03.07, 10:37
      Tak - na psim polu -psią bydę ze starym maluchem w garazu i zostanie na
      wizyte u lakarza. Sas
    • Gość: zoska IP: *.chello.pl 01.03.07, 10:47
      Moja znajoma kupila ostatnio dzialke pod warszawa a dokladnie 3 km za
      łomiankami, zaplacila za 1100m 250tys (takie sa aktualne ceny), czyli na twoja
      budowe domu, kupno samochodow i wycieczke zostaje ci 280tys, watpie ze sie
      zmiescisz. Ja nie krytykuje osob ktore mieszkaja w domu na prowincji, ja tylko
      nie lubie czytac glupot ze za 40m mieszknie mozna sobie kupic dzialke,
      wybudowac dom, kupis dwa samochody i wyjechac na fajne wakacje! Bez przesady.
    • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.03.07, 14:56
      Hmm w moim rejonie na prowincji szczecina dzialka kosztuje od 15 tys wzwyz,ja
      zakupilem za 30 tys dzialke o wielkosci 0.25 h.
    • Gość: zoska IP: *.chello.pl 01.03.07, 15:17
      No wlasnie jest kolosalna roznica miedzy ta przekleta wawa a innymi miastami :(
      Ja sie wypowiadalam odnoszac sie do cen wawy.
    • Gość: Tomek IP: *.chello.pl 01.03.07, 22:27
      > Za 530 tys mozna wybudowac dom kupic samochody,i jeszcze duzo zostanie pod
      > warunkiem ze nie bedzie to centrum warszawy.

      Jasne. I jeszcze 100k PLN w coś zainwestujesz :-)
      Podam Ci przykład że się mylisz. Gołe pole o powierzchni 1000m2 w połowie drogi
      pomiędzy Czosnowem, a Lesznem kosztuje 150k PLN. A kupno takiej działki
      graniczy z cudem, gdyż według nowego podziału min. powierzchnia działki
      budowlanej w gminie Czosnów to 1200m2. Pamiętajmy również, że jest to zadupie
      25km od Placu Wilsona, bez komunikacji, latarń, chodników i działka
      nieuzbrojona. Dodaj więc sobie kolejne 30 tys (lekko licząc) na doprowadzenie
      mediów, wyrównanie pola które będzie kiedyś drogą do Twojej posesji, ogrodzenie
      (niewysoką siatką, bo na nic lepszego nie starczy), zebranie humusu przed
      budową, itp. To już mamy 180k PLN. Notariusz, podatek, pozwolenia - kolejne
      10k. Mamy już 190 000 PLN. I masz ogrodzony kawałek pola! Idźmy dalej. Wszyscy
      twierdzą, że dom kosztuje średnio 2000 PLN/m2. W dzisiejszych czasach
      przyjąłbym raczej min. 2500 (bo budowlańcy siedzą np. w Irlandii). Dom o
      powierzchni 130m2 (bo dla rodziny nie ma sensu mniejszego budować) będzie Cię
      więc kosztował 325 000. Doszliśmy już do kwoty 515 000 PLN. I masz goły dom,
      wykończony w średnim standarcie. A gdzie meble, ogród, itp.? Nie zapominaj
      również o kosztach dojazdów, które poniesiesz w trakcie budowy. I o ponoszeniu
      tych kosztów później, podczas mieszkania. Jeżeli będziesz dojeżdżał do centrum
      Warszawy z rzeczonej wsi pod Czosnowem to każdy dojazd będzie Cię kosztował:
      30km x 2 x 0,78zł/km (stawka ryczałtowa ustalona przez Ministerstwo Transportu -
      wątpię by była zawyżona) = 46,80zł/dziennie x 20 dni roboczych w miesiącu =
      936zł. A jak to wyliczenie bedzie wyglądało gdy dzieci pójdą do szkoły? Bo
      chyba ich nie poślesz do wiejskiej podstawówki?
      Oszukuj się dalej, że za 530 000 wybudujesz dom i jeszcze Ci zostanie...
    • trypel 02.03.07, 08:38
      Gość portalu: Tomek napisał(a):


      > Jasne. I jeszcze 100k PLN w coś zainwestujesz :-)
      > Podam Ci przykład że się mylisz. Gołe pole o powierzchni 1000m2 w połowie
      drogi
      >

      To ja też podam przykład że się mylisz :)
      działka 1000 m kw w okolicach Żabiej Woli (20 km od Janek wzdłuż Katowickiej -
      chyba najlepsze miejsce komunikacyjnie) kosztuje między 50 a 75 tys pln goła a
      od 80 do 100 tys w pełni uzbrojona. Zakładamy tę uzbrojona, dom tak jak mówiłes
      2500 za metr co za 120 m kw daje nam 300 tys, no i mamy za 400 tys pln dom na
      działce, przy asfalcie, z wodą, gazem, latarniami itd... do najbliższego
      sklepu - samoobsługowy z terminalem, mamy od 1 km do 3 :) do najblizszego
      wiejskiego góra 500 m (od cholery ich jest), szkoła z gimnazjum gdzie nikt nie
      słyszał o dealerach, basen w Grodzisku 10 km, tam mamy równiez WKDke...
      samochodem do Janek jedziemy 10 minut (kino + sklepy) no a na samochód zostało
      sporo kasy przeciez :)
      Mozna jak widac...

      --
      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 01.03.07, 09:49
      Tylko ,że domek za miastem będzi Cie kosztowal conajmniej 30tys rocznie /
      dojazdy , stracony czas , itp/.Ale moze będziesz miał -zdrowe powietrze.Sas
    • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.03.07, 10:21
      Jakie dojazdy?akurat mnie dojazdy nic nie kosztuja,pracuje na swojej
      prowincji,to samo dotyczy sie czasu-wiem ze nie kazdy moze sobie pozwolic na
      zmiane pracy ze wzgledu na miejsce zamieszkania,ale zachecam do tego-prace
      teraz latwo znalesc.Powietrze u mnie zdrowe-mysle zeby je pakowac i wysylac do
      warszawy ;-)
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 01.03.07, 10:39
      Wszystko O.K. a jednak nie wielu chce sie z Toba zamienić. Sas
    • Gość: abe IP: *.eranet.pl 01.03.07, 14:02
      Wielu to znaczy hipersuperfachowiec i konsultant (to jakbyscie jeszcze nie
      zauważyli) Sas. Sorry za taki post, ale gdzie się nie otworzy watku tam zawsze
      sa pogardliwe i obraźliwe posty sasa.

      >Wszystko O.K. a jednak nie wielu chce sie z Toba zamienić. Sas
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 01.03.07, 14:35
      Takie sa moje odczucia i nie musze płynąć z prądem bo z prądem płynie... O
      nikim i o niczym - moim zdaniem ,nigdy nie wypowiadałem sie pogardliwie i
      obraźliwie . Jezeli Ty tak to odbierasz to Twoj problem . A jeżeli nie chcesz
      czytać POGARDLIWYCH I OBRAŹLIWYCH postów Sasa to nikt Cię nie zmusza do
      wybierania mojego niku. Sas
    • aga.roro 01.03.07, 21:39
      a jadnak Twoj dom w tak doskonałej idealnej lokalizacji nie służy chyba zbytnio
      Twojemu samopoczuciu. Już po krótkim poczytaniu forum rzuciło mi się w oczy, że
      Sas jakiś taki mocno czepialski i mało przyjemny w konwersacji.
      Wyluzuj Sas, mieszkasz przecież w idealnej lokalizacji, której wszyscy Ci
      zazdrościmy, serio!!
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 02.03.07, 10:02
      A gdzie napisałem ,ze mój dom znajduje sie w idealnym miejscu? Nie jestem
      Amerykaninem , który umierając mówi ,że wszystko jest O.K. Patrze na swiat
      krytycznie , byle co mnie nie zadowala, ścigam tych -piszacych głupoty , bo
      jeszcze ktos uwiezy.Osobiście nigdy nikomu nic nie zazdrościlem i nienawidzę
      ludków-zazdrośników. Ja sie nikogo nie czepiam , tylko pisze jak widze dany
      temat z mojego krytycznego punktu widzenia. Być moze Tobie podoba sie wszystko
      i wszyscy - mnie nie. Sas
    • aga.roro 05.03.07, 23:12
      Sas, w pewnych sprawach na pewno masz rację, być może nawet w większości..
      mnie tylko chodzi o formę wypowiedzi, moim zdaniem jest mało grzeczna i tyle. A
      moja wypowiedź to raczej dowód, że nie podobają mi się wszyscy jak leci:)
      Krótko czytam forum, od około 2 tyg, a Twoja osoba rzuciła mi się w oczy, a co
      dopiero innym.. A o zazdrości pisałam ironicznie:)
      Ale przecież nie będziemy się na siebie gniewać z powodu różnicy poglądów, do
      których każdy ma prawo?
      pozdrawiam:))
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 06.03.07, 11:13
      Jezeli uraziłem Panią / a/ swoją retoryka to bardzo przepraszam . Poprostu
      jestem jak Ameryka - albo ktos kupuje mnie takim jakim jestem - albo nie
      Gniewańka -to nie w moim stylu - pozdrawiam Sas
    • Gość: abe IP: *.eranet.pl 01.03.07, 14:00
      Ty jesteś zdrowy na umyśle? 30 tys rocznie, czyli 2500 tys miesiecznie? To chyba
      1000 rezydencja i wliczamy pensje ogrodnika i kamerdynera? Albo jak na przyklad
      co roku robi się kapitalny remont, a taki tam nowy dach co roku. A Ciebie ten
      domek w miescie ile kosztuje?
      Madrzysz sie i madrzysz na tym forum, nie zdarzyło cis ię jeszcze powiedziec nic
      konkretnego ani z sensem tylko w kazdym wątku dyszysz jadem i pogardą dla innych
      rzecz jasna w odróznieniu od ciebie kompletnie glupich forumowiczow. Ty się
      facet na wszystkim znasz kosztach budowach detalach basenach za daleko czyli
      zapewne masz problem z ego. Ergo nie znasz sie na niczym.

      Tylko ,że domek za miastem będzi Cie kosztowal conajmniej 30tys rocznie /
      > dojazdy , stracony czas , itp/.Ale moze będziesz miał -zdrowe powietrze.Sas
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 01.03.07, 18:34
      Moze skończ z wyzwiskami , Ergo i policzmy. Mieszkając 30km za miastem
      powinien być w domu samochód/ najlepiej -dwa/. Ten samochod / najlepiej dwa/
      spali srednio 10 lit benz/ ruch miejski/ co daje miesięcznie ok. 300 lit x
      4zł=ok 1200zł./ najlepiej x2/.Koszty biletów komunikacji państwowej - średnio
      200-300zł na rodzinę.Drobne remonty -srednio 300zł miesięcznie, dojazdy
      nauczycieli języków , fachowców ,lekarza- 200zł- a w tej pozycji mozesz miec
      problemy bo ci wszyscy maja na mieście roboty full. Mozna jeszcze dodac koszty
      utrzymania auta/ najlepiej dwóch/. mozna dodać koszty monitoringu , itd.
      Tak ,że zamiast obrazać - pomyśl , policz a potem się wypowiadaj - najlepiej
      jak masz coś do powiedzenia. Zaznaczam jeszcze ,że tez mieszkam w domu -więc
      pisze z autopsji. Sas
    • Gość: lajlah IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 20:24
      Tu się zgodzę z Sasem. Mieszkanie na prowincji kosztuje i to nieźle. Kosztuy
      utrzymnia domu są oczywiście takie same jak wszędzie. Ale już dojazdy kosztują
      bardzo wiele. Trzeba dobrze przemyśleć, czy się opłaca dojeżdżać codziennie do
      pracy. Poza tym rzeczywiście, wygodnie mieć dwa auta, a to niestety kosztuje.
      Także jeżeli ktoś myśli, że dom na prowincji to oszczędność, to grubo się
      myli.
    • czesiu71 02.03.07, 14:52
      Coś chyba kolega lekko przesadził z tymi wyliczeniami - trzeba mieć chyba jakąś
      wielką ruine, by płacić za remonty 300 zł. miesięcznie.
      Raz na pół roku tak, ale nie co miesiąc.
      Wielu ludzi traktuje dom za miastem jako alternatywę mieszkania w mieście, ale
      Ty przedstawiasz to tak, jakby dom był finansową studnią bez dna.
      Zawsze trzeba porównywać z alternatywnymi rozwiązaniami - czyli dom z dużym
      mieszkaniem w mieście - czyli czynsz 1000 PLN/miesiac, opłaty, ochrona
      (również), parking strzeżony itd. Dolicz także koszty benzny - porównywalne,
      gdyż jeżdżać szmochodem, nawet na krótszych odcinkach, ale w korkach spalasz
      równie dużo paliwa.
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 02.03.07, 18:45
      Napisałem - srednio rocznie. Przeciez Wiesz ,że za 300zł w domu nic nie
      zrobisz. Sas
    • Gość: karol IP: *.chello.pl 04.03.07, 22:22
      Jakby tak bylo, to moi rodzice by poszli z torbami, oboje juz na emeryturze, a
      maja na utrzymaniu duzy, pietrowy dom, ktory trzeba ogrzac, za wode, gaz
      oczywiscie zaplacic, czasami cos naprawic, wymienic. Tymczasem, z tych 2
      emerytur udalo im sie ostatnio nawet kompleksowo dom ocieplic...Mieszkaja na
      prowincji, tez trzeba wiekszosc spraw zalatwiac jezdzac samochodem (lekarz,
      apteka, wieksze sklepy). A ja za halasliwe mieszkanie w bloku (60 metrow kw.)
      place co miesiac 600zl plus prad. Szczerze mowiac, nie wyobrazam sobie, jak
      mozna spedzic cale zycie na powierzchni 60 metrow kwadratowych...a to i tak
      biorac obecne ceny to troche wiecej niz moze sobie pozwolic typowa polska rodzina.

      Juz sie nie moge doczekac az sie wyprowadze pod Warszawe, jestem w trakcie
      szukania dzialki, mam nadzieje, ze mieszkanie, ktore posiadam pozwoli mi
      sfinansowac poczatek budowy, a reszta na kredyt. Jak dobrze pojdzie to za rok
      zaczne budowe :)

      Dojazdow sie nie boje, zakladam,ze podstawowy sposob dojazdu do centrum Warszawy
      to bedzie kolej, dzieki czemu czas dojazdu bez wzgledu na korki itd. bedzie max
      30 minut (to 10 min wiecej niz obecnie zajmuje mi dojazd metrem do centrum
      Warszawy). Do stacji PKP dojade samochodem lub chocby rowerem - skoro ludzie na
      zachodzie Europy tak moga, to czemu ja nie :)


    • Gość: lajlah IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.07, 09:45
      Ludzie, o co tu się kłócić? Jak świat światem zawsze będą zwolennicy mieszkania
      na wsi i w mieście i nie ma co się na siłę przekonywać. Mnie i mojemu mężowi
      np. odpowiada życie na prowincji, mimo, że co 5 lat musimy zmieniać auto na
      nowe, bo dziennie mąż "robi" ok. 50 km dojeżdżając do pracy w obie strony,
      (firmę ma na Białołęce, więc jedzie naprawdę ok. 30 minut),jeśli zmieni miejsce
      pracy, to zawsze można sprzedać dom i się przeprowadzić, A ja musze mieć drugie
      auto na swoje potrzeby. Jeśli kogoś na to stać, to jaki problem?
      Ale nie wyobrażam sobie życia w mieście(mieszkałam w W-wie pół roku i miałam
      dość)w bloku, na np. 50-70 metrach. Jednak rozumiem tych, którzy nie mogliby
      żyć tak jak my, wolą uroki miejskiego życia i ok, jesli komuś to odpowiada.
      Denerwują mnie tylko utarte slogany, że prowincja to wiocha zabita dechami.
      Nieprawda, jak już pisałam to zależy od gminy i jej starań. Jadąc obrzeżami
      Warszawy np. Targówek, tam to dopiero, zero chodników, gnieniegdzie pasą się
      krowy, chałupy jak za króla Ćwieczka, fajnie jak jest asfalt i to jest
      Warszawa, przynajmniej na mapie, parę kilometrów od centrum:)
    • Gość: ala do lajlah IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.07, 13:38
      A gdzie to taka piekna gmina jesli to nie tajemnica.Pozdrawiam
    • Gość: lajlah IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.07, 14:53
      A jest to gmina Wołomin. Ja mieszkam 2km od tego miasteczka i bardzo sobie
      chwalę. Gmina bezpieczna, bo mafii już nie ma:)Kilka lat temu fundnęli nam
      nawet chodniczki z kostki brukowej i fajową ścieżkę rowerową.
    • Gość: Tomek IP: *.chello.pl 28.02.07, 21:15
      No i pewnie poszerzyli Łodygową, Kawęczyńską, a na Radzymińskiej i Szwedzkiej
      korków nie ma. Przez Marsa można codziennie śmigać ze średnią prędkością
      120km/h, podobnie jak Traktem Lubelskim. Trasa Toruńska też nie jest codziennie
      zakorkowana... Pominąłem jakąś możliwość dojazdu do Warszawy?
      Ja naprawdę nie mam nic przeciwko mieszkaniu poza miastem. Ktoś to lubi, a ja
      akurat nie. Każdy żyje jak chce. Nie lubie tylko gdy ktoś próbuje wciskać innym
      kit... A opowieści ludzi mieszkających poza Warszawą o tym jak to rzekomo w 20
      minut dojeżdżają do Centrum są właśnie takim kitem.
    • Gość: lajlah IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 14:21
      Po pierwsze nie napisałam, że do centrum, tylko na Białołękę (podobno świetnie
      znasz W-wę, więc chyba orientujesz się gdzie ona jest). Gdyby miał dojeżdżać
      codzień do centrum, to nie mieszkalibyśmy tam gdzie teraz. A rano (ok.7)trasa
      Toruńska jest na tyle przejezdna, że jedzie właśnei 30 minut, a często mniej. Z
      pracy wychodzi o 17 i najpóźniej 17.40 wwjeżdża go garażu.
      Co do Marsa, chyba tylko idiota jeźdźiłby tamtędy na Białołękę (a ta trasa
      zakorkowana jest zawsze)z naszego miejsca zamieszkania.
    • Gość: lajlah IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 14:30
      A tak poza tym, jaka to różnica, dojeżdżać 20 km z prowincji do pracy, a wlec
      się do niej przez całą Warszawę? Nie każdy kto mieszka w mieście ma pracę koło
      domu, nieprawdaż?
      Jak już pisałam, zdecydowaliśmy się na zamieszkanie na prowincji znając
      wszystkie aspeky takiego życia, i licząc się z kosztami dojazdów. Poza tym
      tutaj mam 150-metrowy dom na działce 1200 metrów, oddzielne garaże na
      samochody, piękny i zadbany ogród (bo to moje hobby), dwa psy, bo lubimy
      ziwerzęta, a co w mieście za tę kasę? 50m2 na siódmym piętrze? Dziękuję
    • Gość: ala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 16:22
      Dlaczego zaraz na 7 pietrze.Nie brakuje w wawie ladnych mieszkan w niskich
      kameralnych budynkach tak jak na mojej ukochanej Ochocie.Dla domu na prowincji
      zaraz robicie przecie w postaci wstretnych blokowisk , a w Wawie nie brakuje
      pieknych miejsc i osiedli
    • Gość: lajlah IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 20:13
      Ano właśnie, oto jak działają utarte acz nieprawdziwe stereotypy. Dla jednych
      dom z ogrodem na prowincji- to chałupa na wsi, a dla innych mieszkanie w
      wielorodzinnym budynku w mieście- to ciasna nora w blokowisku:)
      Dlatego nie ma co przekonywać się na siłę, co jest lepsze.
    • Gość: w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 21:52
      obecnie miszkam 20km od centrum wawy.dojazd do pracy rano to jeden wielki
      korek, ale nie narzekam, bo nie ma na co! korki sa w całej wawie.wystarczy
      czasem jechaać przez centrum wawy, lub postac na rondzie babka. owszem dojazd
      czasem męczy, ale jakze cieszy gdy mówiąc kolokwialnie spieprza sie z tej wawy
      do siebie. i jesli nie musze to do wawy nie jezdze, bo u siebie(jabłonna)mam
      wszystko, co więcej świeższe powietrze i lasy.ostatnio kupiłam działkę 10km
      dalej nad zegrzem i za rok będe do wawy dojeżdzać 30 km!i jakoś mnie to nie
      przeraża!przeraża mnie natomiast wielki, czasem chamski i obłudny szum
      miasta:>uroki mieszkania dalej sprawiaja, że masz wawę na wyciągnięcie dłoni w
      każdej chwili, ale masz możliwośc ucieczki od niej...zobaczcie jak upalnym
      latem ludzie,którzy nie mają gdzie uciec..dusza się w tym mieście..w sensie
      dosłownym, jak i przenośnym..
    • Gość: zoska IP: *.chello.pl 01.03.07, 22:41
      Ja mam 3 dzialki i tylko wybieram w ktory weekend gdzie jade. A wawe mam w
      tyg.Dlatego nie mazy mi sie dom.
    • Gość: zoska IP: *.chello.pl 01.03.07, 22:41
      marzy znaczy :)
    • mynia_pynia 05.03.07, 22:45
      Przez 26 lat mieszkałam w pod wrocławskiej wsi Żerniki.
      Było super tak do 12 roku życia. Koledzy na miejscu, rodzice nawet nie pytali
      gdzie idę bo wiedzieli że nie daleko ;).
      Schody zaczęły się w wieku 12 - 16 lat gdy poszłam do szkoły we Wrocławiu, oj
      jak mi ciężko było wstawać o 6h !!! Bardzo często wracałam do domu po 18h, bo
      to na basen to na angielski albo do koleżanek na ploty.
      Oczywiście byłam w takim wieku, że rodzice nie musieli mnie nigdzie
      odprowadzać, czy dowozić, bo dawałam sobie rade sama.
      Totalny kryzys i nienawiść do tej wsi osiągnęłam w wieku 16-26 lat. ZADUPIE !!!
      Począwszy od szkoły średniej kilka razy w tygodniu nocowałam u koleżanek, bo
      imprezki, bo uczyłyśmy się, bo mi się nie chciało wracać ostatnim autobusem o
      22h do domu!!! Rodzicom już ręce opadały, nawet chcieli mi zacząć liczyć za
      pobyt w domu jak za dobę hotelową ;) - bo tak traktowałam dom.

      Największe szczęście... ;) Przeprowadzka do Wrocławia, nareszcie skończyłam się
      uczyć, poszłam do pracy i było mnie stać utrzymanie się samej (bez rodziców -
      co nie oznacza, że bez znajomych ;)

      Obecny etap : kupiłam działkę na wsi oddalonej jeszcze bardziej od miejscowości
      w której się wychowałam - i tu następuje pytanie... po jakiego chu....'a ;)????

      Niestety nie umiem odpowiedzieć, jest mi bardzo dobrze we Wrocławiu, koszt
      budowy domu i kupno działki to tyle samo, co mała szeregówka.
      Coś czuje, że sobie pomieszkam na wichurze przez kilka lat i jak mnie deprecha
      dopadnie to wrócę, wielu moich znajomych buduje się na wsi, ale nie pozbywają
      się mieszkania w mieście, tak na wszelki wypadek ;).

    • Gość: Ida IP: 80.72.34.* 08.03.07, 08:21
      Posiadanie domu to posiadanie przede wszystkim sporej ilości wolnej
      gotówki.Jednym słowem, najpierw potrzebny jest stoliczek (stoliczku nakryj
      się;)), a potem można już żyć;)Bo jest tak: jak chcesz mieć ciepło w domu, to
      licz się z wydatkami na ogrzewanie w zimę(500-1500 zł. miesiecznie), chcesz mieć
      duży ogród; musisz mieć kogoś do trawy, chyba,że nie pracujesz;)Na benzynę 1000
      zł. miesięcznie, jak dach przecieka 2000itd. Ktoś do sprzątanie też by się
      przydał, bo po powrocie z pracy i odebraniu dzieciaków z przedszkola(godź.
      18)chce ci się już tylko wypoczywać;)Itd, itp. No i jesteś na etacie szofera
      swoich dzieci, dopóki nie zrobią prawa jazdy. W moim przypadku to dopiero za
      jakieś 10 lat;)Ale pożytki też są;) Można się opalać na tarasie;) No i powietrze
      czyste, choć to też rzecz względna;) Pod Katowicami ta opcja nie wchodzi w grę;)
      Pzdr.Ida z Warszawy, a raczej z okolic Warszawy
    • Gość: Sas IP: *.net81.citysat.com.pl 08.03.07, 12:37
      Pisalem o tym , ale nikt na podane przez Ciebie fakty , króre i ja
      przytaczalem nie zwraca uwagi . Narazie - na etapie zachlystnięcia sie NOWYM.
      Otrzeźwienie przyjdzie ,kiedy za fakty trzeba będzie ponosić koszty. Abtyu
      wybudowac dom trzeba mieć pieniądze. Aby w tym domu żyć i utzymac go w
      należytym stanie nalezy pieniędzy mieć jeszcze więcej. A co do powietrza -
      uważasz ,że w okolicach Katowic / mieszkam niedaleko/ powietrze jest dużo
      bardziej zanieczyszczone niż w okolicy W-wy?To temat na inna dyskusję. Śląski
      Okręg Przemyslowy - dawno przeszedł do historii. Pozdrawiam Sas
    • czesiu71 08.03.07, 13:06
      Ludzie nie bądźcie jednostronni - a utrzymanie porównywalnego, czyli dużego
      mieszkania nie kosztuje??? Czynsz miesiac w miesiąc to conajmniej 800 złociszy
      x 12 mies., to wydatek prawie 10000 PLN rocznie. A czy jak decydujecie się na
      mieszkanie, to rezygnujecie z samochodu? Pewnie nie, wiec dorzućcie
      kilkadziesiąt zeta za strzeżony parking. Więc jak już to auto macie, to już nim
      jeżdzicie, stojąc często w miejskich korkach, co też kosztuje. A mieszkanie nie
      wymaga remontu? Itd. itd.
    • Gość: ala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.07, 14:54
      Utrzymanie domu jest naprawde duzo drozsze niz mieszkania,chyba ze co wynika z
      moich obserwacji ,pali sie byle czym by zaoszczedzic,smieci wurzuca byle dalej
      od siebie i na wszystkim oszczedza,tylko co to za zycie.A i ten piekny ogrodek
      wokol domu to naprawde spory wydatek,nawozy dosadzenia nawadnianie i
      etc.Pozdrawiam
    • Gość: dyzio IP: *.echostar.pl 11.03.07, 23:13
      > Utrzymanie domu jest naprawde duzo drozsze niz mieszkania,chyba ze co wynika z
      > moich obserwacji ,pali sie byle czym by zaoszczedzic,smieci wurzuca byle dalej
      > od siebie i na wszystkim oszczedza,tylko co to za zycie.

      ale bzdury. Chyba, że mieszkasz na jakiejś poPGRowskiej wsi - w czworakach, to
      możliwe.
      Przy obecnych technologiach budowy - nowoczesnych i energooszczędnych,
      utrzymanie domu jest znacznie niższe niż mieszkania, a komfort nieporównywalny.
      jaka to ulga leżąc u siebie w wannie nie słyszeć strumienia moczu sąsiadki z
      góry (sąsiad z reguły sika po brzegach muszli, tylko kończy w oczku wodnym ;) )

      > A i ten piekny ogrodek
      > wokol domu to naprawde spory wydatek,nawozy dosadzenia nawadnianie i etc
      Nawozy to grosze, sama możesz zresztą produkowac kompost z odpadków zamiast je
      wywozić gdzieś i rozrzucać po rowach. A własne nawadnianie jest za darmo gdy ma
      się pompę głebinową
    • Gość: Ida IP: 80.72.34.* 10.03.07, 10:08
      Witaj,
      Dzięki za pozdrowienia;)
      A co do Katowic to tak palnęłam, ale bardzo się cieszę,że tam jest już czyściej;)
      Przy okazji dorzucę coś jeszcze a propos domów. Otóż, należy segregować śmieci,
      bo można dostać mandat( podobno 500 zł.). Radzę więc wszystkim nowym posiadaczom
      domów podpisać korzystną, choć nie tanią, umowę z firmą wywożącą śmieci;)
      Pzdr.Ida
    • Gość: Maa IP: *.eranet.pl 11.03.07, 23:56
      dla mnie ta dyskusja jest bez sensu.
      Taki wybór naprawdę zależy od konkretnego człowieka. To, co dla jednego jest
      uciążliwością, dla innego przyjemnością.
      Dzisiaj cały dzien spędziłam w ogrodzie porządkując teren. Gdy mówiłam o tym
      znajomym, oni mi WSPÓŁCZULI, bo oni to spędzili dzień na kanapie z mała przerwa
      na rodzinną wycieczkę do Arkadii.
      Współczuli! A ja czuję się wspaniale i nie zamieniłabym tych godzin na żadne CH
      ani leżenie na kanapie.
      Natomiast rozumiem, ze akurat tym moim znajomym to nie pasuje.
      Mnie tak.
      Dojazd? gdy wyjeżdżam z W-wy, to oddycham z ulgą i cieszę, że z każdym
      kilometrem , że jestem bliżej swojego domu. Zawsze, gdy do niego dojeżdżam i
      widze z daleka , zwalniam, zeby na niego popatrzeć i się nacieszyć widokiem.
      Weekendy, odkąd temperatura skoczyła powyżej 0 C, spędzam w ogrodzie. A
      wczesniej, nawet w największe mrozy, chodziłam na długie spacery.
      Zreszta... mogłabym tak wymieniac w nieskończoność. Ten, kto tego nie rozumie,
      kto nie chciałby mieszkać w domu, w pewnym oddaleniu od "cywilizacji", ten
      nigdy nie da się przekonać i ja to szanuję.
      ale JA jestem szczęśliwa.
      Oczywiscie, ze dom to skarbonka bez dna. To akurat prawda. Ale powiem szczerze,
      że zakup żadnego z ciuchów nie sprawił mi takiej radości jak zakup gresu na
      taras.
      Oczywiscie, ze do pracy (bez korków, bo jeżdżę i wracam póżniej) jeżdzę pół
      godziny. ale co tam.
      Do sklepu najbliższego mam 1 km, ale co tam
      Stacji benzynowej nie ma w mojej wsi, ale co tam.
      itp itd
      mnie to nie przeszkadza, traktuję to jako swojego rodzaju urok. Tak jak
      odśnieżanie zima, zeby w ogóle móc dojść do furtki.
      Natomiast co najmniej przesadą jest to ciągłe wspominanie o uciążliwości
      PALENIA W PIECU?? Nie latam z kubełkiem na węgiel :)
      piec jest gazowy i sam się włącza i wyłącza i dostosowuje do temp na zewnatrz.
      Nawet więc jak wyjde z domu, gdy jest +15, a w międzyczasie zrobi sie -15, to i
      tak w domu będę miała ciepło.
      Reasumując: mogłabym tak pisać w nieskonczoność.
      Ale to nie ma sensu. Nie przekonam tego, kto nie chce, że zupełnie inaczej
      brzmi śpiew ptaków, gdy siedzę na swoim tarasie i słucham, niż ten sam śpiew w
      miejskim parku.
      Nie zamieniłabym sie za nic. Za żadne skarby. Za najpiekniejszy apartament w
      Warszawie. Choć w Warszawie mieszkałam całe swoje życie.
      Nadchodzi najpiękniejsza pora roku, a ja z radością przygotowuję swój ogród na
      jej nadejście. Cała reszta nie ma żadnego znaczenia.
      Szczęśliwa w swojej skarbonce na zadupiu:)
      M.
    • Gość: gosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.07, 15:51
      A czy czujesz sie bezpiecznie w domu na wsi
    • Gość: Maa IP: *.eranet.pl 13.03.07, 23:30
      Gość portalu: gosc napisał(a):

      > A czy czujesz sie bezpiecznie w domu na wsi

      Tak. Akurat ja u siebie tak.
      Okolica wydaje sie bezpieczna, nie pamietam kiedy było tu jakiekolwiek
      włamanie, nie wspominając o czymś wiecej. To prawdziwe "zadupie", w bliskim
      sąsiedztwie są jedynie inne domy, więc nie sądzę, aby sąsiad miał ochotę mnie
      napaść. Mój mąż często wyjeżdża, a ja zostaje sama z psem i kotami :), chodzę z
      nim (psem) na wieczorno-nocne spacery i nigdy nic nie wzbudziło mojego
      niepokoju (tfu, tfu)

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka