To stary wątek, ale i stare wspomnienia.
W 1998 budowałem z ojcem dom i mieliśmy na to 60000 zł. Działka już była i prąd
na działce.
Domek 107m mieszkalnej, 135m zabudowy, bez piwnicy, strop wylany z garków "na
zaś" i teraz jest tam graciarnia. Woda ze studni. Do budowy zatrudniony tylko
murarz i tynkarz (nadzór oczywiście) - resztę robiliśmy sami.
Standard? Taki, żeby się wprowadzić i zamieszkać, a resztę z czasem. I jestem
przeciwnikiem budowania na wysoki połysk wydając kupę kasy, a nadal mieszkać
gdzie indziej. To też zwiększa koszty, bo trzeba i budować i płacić czynsz.
W międzyczasie wyskoczyło wesele siostry.
Kiedy się wprowadzaliśmy taki był stan: dom z zew jeszcze nieotynkowany, brak
wykończenia schodów na strych, brak płytek w łazience, brak parapetów; meble w
kuchni przytargane z poprzedniego mieszkania i dorobienie z dopasowaniem do
nowych wymiarów.
Ściany 1,5 pustaka komórkowego -szarego- (36cm), w podłodze 10cm styropianu, a
ściany bez ocieplenia.
Reszta w trakcie, ale już mieszkaliśmy!
Od tamtego czasu ceny się zmieniły, ale chyba nie skoczyły trzykrotnie. Nie wiem
ile trzeba by zapłacić ekipie z pełnym wykończeniem, a sobie zostawiać tylko
doglądania, więc tu się nie wypowiem.
Wiem jedno. W sklepach niby wszystko jest, ale nie zawsze to co potrzeba i nie
zawsze wszystko chce ze sobą pasować - nawet jeśli są niby standardowe rozmiary.
I ile wydaliśmy na paliwo w poszukiwaniach i wymianie rzeczy na pasujące tego
nikt nie wie.
pozdrawiam
--
www.nawalonych7krasnali.za.pl