Dodaj do ulubionych

zbliza sie pol roku

25.07.06, 09:20
Powoli zbliża się pół roku od naszej przeprowadzki. Pisałam na to forum
podczas początków, więc może niektórzy są ciekawi, jak się potoczyło.
Potoczyło się dobrze. Oboje mamy dobrą pracę - mój programista w IT, ja w
księgowości (przydatne się okazało zrobienie kursu MYOB w kiwuskiej firmie),
oboje w city, tak, że chodzimy do pracy na piechotę - odpowiednio 3 i 20 min.
Za rok -półtora planujemy kupić na kredyt jakieś mieszkanie w centrum (domki
się nam nie podobają).
Bardzo mi się podoba udzielana imigrantom pomoc merytoryczna - jak ktoś się
jeszcze nie zainteresował programem Kiwi Ora, to polecam, dają za free
wypasiony atlas NZ i mnóstwo pożytecznych przewodników oraz opiekuna, do
którego można dzwonić z pytaniami o różne rzeczy. Prezentami ponoć także
obsypuje Lifeworks, ale tego nie sprawdzałam. Organizowane przez Chamber of
Commerce kursy KCS, na których wyjaśnia się imigrantom tajniki kiwuskiej
mentalności ze szczególnym uwzględnieniem pracy też są dobre (przed tym kursem
seryjnie rozwalałam rozmowy kwalifikacyjne i nie wiedziałam, dlaczego).

Nasi znajomi to głównie imigranci, większość z długim stażem. Wynika to ze
specyfiki naszych miejsc pracy - szczególnie charakterystyczne jest moje,
gdzie jedynym Kiwi jest ochroniarz, a stanowiska merytoryczne są w 100% zajęte
przez imigrantów :D (w takim miejscu mój angielski jest ok, w firmie czysto
kiwuskiej miałabym, przypuszczam, poważne problemy z komunikacją). Bardzo mi
się podoba praca w zespole, gdzie ludzie są z 3 różnych kontynentów nie licząc
Oceanii, a każdy z innego kraju. Tej różnorodności mi brakowało w Polsce. Choć
w sumie to bym chciała znaleźć tych Kiwusów więcej, żeby poćwiczyć na nich
rozumienie języka kiwuskiego, ale nie mam pojęcia, gdzie się gromadzą. :D

Życie na skraju CBD jakoś nas chroni przed nudą, udało się nam nawet znaleźć
kilka w miarę dobrych knajp i restauracji. Przyznam się jednak, że wysłuchując
tego, co mówią inni, mam wrażenie, że ścisłe centrum Auckland jest taką jedyną
enklawą miejskiej rozrywki w całej NZ. Dlatego nie ruszymy się stąd z
wyjątkiem wycieczek krajoznawczych. Spędzony na wsi (czytaj: dzielnica
Auckland z domkami i niczym poza tym) pierwszy miesiąc był dla mnie strasznie
dołujący i niedawno się dowiedziałam, że nie tylko na mnie to tak działa. Może
więc niektóre opowieści o koszmarach kiwuskiej prowincji są prawdą, na
szczęście jest ta enklawa :)

To tak w ramach zwiększania ilości pozytywnych postów na tym forum, choć po
początkowym porażeniu dawką płynącego stąd negatywizmu zamierzałam już tu nie
zaglądać. Ale widzę, że od czasu do czasu ktoś zagląda i pisze, że jest
wystraszony i zdołowany, więc tak dla równowagi piszę, że można tu sobie
fajnie ułożyć życie w w miarę krótkim czasie.

--
nz.pasnik.pl
Obserwuj wątek
    • paiha Re: zbliza sie pol roku 25.07.06, 10:50
      Ale pozytywny post. Realistyczny i pozytywny. Czytalam Ciebie z przyjemnoscia wielka i chetnie
      poczytalabym jeszcze:) Ciesze sie, ze odnalazlas/odnalezliscie sie w nowym miejscu. Jednak to prawda,
      co mowia uczeni:), ze kazda zmiana jest na lepsze:)
      Paiha

      A co do negatywizmu na forum to coz, czytasz uwaznie, wiec wiesz, ze plynie jednym strumieniem; do
      niedawna dziwilam sie, skad w Kaszubie ( bo mysle przede wszystkim o nim, inne osoby nie sa tak
      jednostronne w swym opiniowaniu) tyle niecheci, frustracji, zlosci, gniewu, wrecz nienawisci do tego
      kraju, ale znalazlam w necie jego slowa z poczatku pobytu w NZ, pelne entuzjazmu, sympatii, a nawet
      podziwu dla NZ, pomyslalam sobie, ze zycie na emigracji musialo go mocno doswiadczyc, skoro tak
      bardzo zmienila sie jego postawa, i wowczas zaczelam mu wspolczuc. Szczerze Ci zycze, Kaszubie,
      bys w kraju, ktory teraz wybierzesz na miejsce pobytu, znalazl wiecej szczescia.
      • cashoob Re: zbliza sie pol roku 25.07.06, 13:32
        to jest nadzwyczajnie proste i nie wiem co tu rozumiec, po pol roku nie zna sie
        zgilizny wewnetrzej tej krainy, nie zna sie tempoty kiwusow dla ktory polska to
        kolejna wyspa pacyfiku (mowie o czarnej czesci ludnosci), jak sie jest pol roku
        to sie nie doswiadcza beszczelnego wyzysku o chamstwa tubylczego i glembokiego
        zlewania wszystkiego i wszystkich jak leci, nie zna sie lenistwa graniczacego z
        paranojom jak i braku odpowiedzialnosci za co kolwiek i kiedy kolwiek. natomiast
        jak sie mieszka jak ja dlugo i dlugo napierw tu a potem tam i sie pracuje gdzie
        ja pracuje i sie widzi na codzien dziesiatki ludzi i sie z nimi rozmawia i sie
        widzi co robiom to sie spostrzega ze 15% jest normalne a reszta to skonczone
        bydlo i wiesnioki bez pojecia o swiecie zewnetrznym, bydlo zasiedziale w swych
        zakutych lbach i nie wystawiajace nosa poza granice lini brzegowej. jak sie tak
        pozyje teraz pare ladnych lat (na mojej stronie dane sa celowo znieksztalcone
        coby nikt nie byl w stanie mnie latwo wyszukac) i sie nie ma do kogo japy
        otworzyc i porozmawiac o byle czym i miec satysfakcje z owej konwersacji i
        jedyne o czy mozna porozmawiac to ile sie napalil koles ostatnio marychy albo
        ile bramek wkopali australijczykom w rugby to sie czlowiek najpierw flustruje
        potem zas zaczyna nienawidziec tego syfu i tempoty, rozmowa o serialach w tv
        oraz nowych melodyjkach w telefonie tez mi nie idzie. jak sie potem zaczyna byc
        zaleznym od tego syfu i tempoty i ta tempota i syf zaczyna dotyczyc bezposrednio
        (np kurier zostawi ci paczke z sprzetem elektronicznym pod domem i deszcz to
        zaleje na amen a dach jest 2 metry obok tej paczki) to sie czlowiek zaczyna
        zastanawiac po kiego wala siedzi i tkwi w tym bagnie i jest zalezny od tego
        badziejstwa. a jak sie siedzi w jednym miejscu na tylku i sie zna jezyk na
        poziomie ksiazki a polotne zarty lub rozumienie gier jezykowych i podtektuw jest
        wyczynem to sie nie lapie jak sie z ciebie nabijajom i robiom jaja tak i sie
        wiec jest szczesliwym i chwali NZ pod niebiosa. Ja akuratnie nie chwalac sie
        znam anielski tak jak znam i rozumiem kiedy sie oglednie w oczy wrecz nabija lub
        obraza mnie i innych ludzi i dlatego nie jestem w stanie tego zaakceptoowac.
        niestey wiekszosc polakow w NZ ma angielski na poziomie mula i rozumieja piate
        przez dziesiate lub zyja w enklawach polonijnych i nie uzywaja jezyka i te osoby
        najwiecej krzycza o nz majac guwniane pojecie o faktycznym stanie istnienia bo
        nawet sie wyslowic poprawnie w jezyku kraju w kturym mieszkaja nie potrafiom.
        tak wiec dla tych ludzi sprawy ulotne i subtelne nie istnieja tak i wiec nie
        maja na co sie denerwowac a ze mieszkaja na wsiach lub miasteczkach wielkosci
        wsi polskiej to i nie som zalezni do talatajstwa jakie panuje w tym kraju. Ja
        zalezny jestem i bardzo mnie meczy ze musze sie bic o byle co nie wspomne ze do
        knajp dawno przestalem chodzic jako ze BIG SCREEN to nie moj styl spedzania
        czasu i nie podnieca mnie banda bawoluw ganiajacych za pilkom. na koniec napisze
        ze socjalizm jaki tutaj panuje i gloryfikacja klasy robotniczej mnie przeraza i
        to tez bedzie powod mojego wyjazdu, raz w komunizmiezylem i drugi raz mi sie nie
        chce, jak sie doda do tego wzrastajacy problem maorysow i przestepczosci to sie
        czlowiek zastanawia po diabla w tym kraju jeszcze siedzi skoro mial dokladnie to
        samo w PLu. Po pol roku bylem zachwycony bo nei znalem realiow zycia i nie
        znalem kraju od srodka, teraz znam i nie akceptuje go i tych ludzi ktorzy nie
        potrafiom sie poprawnie wyslowic. Nie akceptuje tez ze jedynymi ludzmi z ktorymi
        jest o czym rozmawiac to som ludzie z RPA i UK tudziesz jakies niedobitki z
        Europy a reszta to jak te owce zyje i niezdaje sobie sprawy z wlasnego
        istnienia. W PLu moglem sobie wybrac srodowisko i ludzi z ktorymi chcialem miec
        kontakt a w NZ wyboru nie mam bo chyba mnie mama za duzo w glowe bila i mam za
        wysokie standardy. Mam nadzieje ze wyczerpujaczo wyjasnilem owe zagadnienie.
        --
        ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
        czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
        dzyn dzyn...
        • paiha Re: zbliza sie pol roku 25.07.06, 14:08
          Kaszubie, wierze, ze Twoje niezadowolenie nie bierze sie z nudow, ale ma podstawy w doswiadczeniu,
          nie zgadzam sie tylko z rozciaganiem tego, co Ty przezyles na zyciorysy wszystkim Polakow, ktorzy w
          NZ zamieszkali. U zadnego z moich nzelandzkich znajomych nie spotkalam sie z takim sfrustrowaniem
          i poczuciem niezadowolenia, jak u Ciebie, co nie znaczy, ze wszystko im sie tam podoba. I nie sa to
          osoby, dla ktorych znajomosc angielskiego jest wedzidlem dla mysli. Jestem jak najbardziej za
          realistycznym podejsciem do emigracji, zwlaszcza na drugi koniec swiata, za solidnym przygotowaniem
          do niej, niemniej od wiekow to, co ludzi pchalo do podejmowania takich odwaznych decyzji byly
          marzenia i nie ma co ludziom ich odbierac. I jeszcze jedno: NZ jest dla Ciebie krajem, do ktorego
          emigrowales, zapominasz albo ignorujesz fakt, ze ludzi interesuje NZ jako cel turystycznej podrozy.
          Wydaje mi sie, ze na tym Forum jest miejsce dla wszystkich: emigrantow, tubylcow, globtrotterow, a
          nawet dla marzycieli i fantastow:) Odmiennosc to zaleta, nie wada. Moim zdaniem:) Paiha
        • abere8 Re: zbliza sie pol roku 25.07.06, 23:08
          cashoob napisał:

          > to jest nadzwyczajnie proste i nie wiem co tu rozumiec, po pol roku nie zna sie
          > zgilizny wewnetrzej tej krainy, nie zna sie tempoty kiwusow dla ktory polska to
          > kolejna wyspa pacyfiku (mowie o czarnej czesci ludnosci), jak sie jest pol roku
          > to sie nie doswiadcza beszczelnego wyzysku o chamstwa tubylczego i glembokiego
          > zlewania wszystkiego i wszystkich jak leci, nie zna sie lenistwa graniczacego z
          > paranojom jak i braku odpowiedzialnosci za co kolwiek i kiedy kolwiek. natomiast
          > jak sie mieszka jak ja dlugo

          To znaczy jak dlugo? Bo mi ze dwa tygodnie temu 3 lata stuknelo. Przyjechalam tu
          bez zadnych papierow (tzn. na Visitor Permit), a maz, mimo ze nie Polak, tez nie
          Kiwus, wiec oboje jestesmy obcy i nie bylo nam latwo przez pierwsze poltora
          roku. A teraz jakos sobie dajemy rade, chociaz bywa ciezko, ale to chyba
          normalne, ze zycie emigranta jest ciezkie (ale o ile ciekawsze!).

          Powiedzialabym ze okolo 90% osob, z ktorymi sie tu zetknelam, jest zyczliwych i
          sympatycznych. Czesto zdarza sie, ze kiedy mowie komus, ze jestem z Polski, to
          ten mnie pyta, z ktorej czesci, bo byl a to w Krakowie, a to w Gdansku,
          Lublinie, czy chociazby przejazdem w Warszawie. Jeden dosc dobry moj kumpel
          zjechal pol swiata, byl w Zwiazku Radzieckim, kiedy upadal komunizm, a jest
          Maoryso-Samoanczykiem, jakbys go zobaczyl (okolo 40 lat, z brzuszkiem od piwa),
          to pewnie bys go sobie zaszufladkowal na swoj sposob, a on ma prace, nie siedzi
          na zasilku. A ze jego pisany angielski pozostawia wieeele do zyczenia, to co z
          tego? (nigdy nie znalam nikogo, kto robilby tyle bledow, bedac native speakerem) :-)

          Tak ze ponawiam moje pytanie: jak dlugo trzeba tu mieszkac, zeby odkryc te
          wielka prawde o NZ, tak jak Ty to juz zrobiles?

          I druga sprawa - gdzie tu mozna znalezc enklawy Polakow, gdzie sie mowi tylko po
          polsku? Pomylilo Ci sie chyba z Chinczykami, bo oni maja swoje sklepy, kluby
          itp. Ale Polacy? To predzej w Stanach czy w Wielkiej Brytanii. Ja mam kontakt ze
          Zwiazkiem Polakow i musze powiedziec, ze coraz mniej osob tam zna polski :-/
          --
          Jak się piszesz, tak cię widzą.
          • aikus Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 04:56
            wg mnie to mozecie sie czepiac tylko formy wypowiedzi cashooba. osobiscie znam
            pary, ktore sprzedaly w polsce wszystko, zeby zaczac wszystko od nowa na Nowej
            Ziemi. ktos im naopowiadal BAJEK i teraz zbieraja zniwo swojej wlasnej glupoty.
            zaraz po przyjezdzie wydali czesc pieniedzy na zbyteczne rzeczy, wynajeli
            drogie mieszkanie i czekali, ze praca zapuka do ich domu. nie znajac
            angielskiego probowali znalezc dobra prace. jednak zadna godna nie napatoczyla
            sie na nich. czasami ktos zyczliwy chcial pomoc, konczylo sie spaleniem miejsca
            pracy. a co najsmiesniejsze to dalej sie trzymaja tych co bajki opowiadaja. a
            oddzielna bajka jest Urzad Immigracyjny, ktory tak im na reke szedl, ze ja
            pierwszy raz o takich przypadkach slyszalem.
            moze wiec cashoob dotrze swoja forma do tych rekinow co wszystko lykaja i
            bedzie mniej takich latwowiarkow.
            sa tez tacy emigranci, ktorym sie udalo. wyladowali z nie wiecej niz 1000$ w
            kieszeni i lichym angielskim lub wcale, teraz sie dobrze im wiedzie. wiekszosc
            sie trzyma z boku polonii, spotykajac okazjonalnie. czesc przyjazni sie ze soba
            i spotykaja bardzo czesto. dorobili sie wlasna praca, wygrali bitwy z Urzedem
            Immigracyjnym i ... zyja wlasnym zyciem.
            nie znam zadnego emigranta-polaka, ktory by nie myslal o sprobowaniu swoich sil
            w innym kraju, Australii, Kanadzie, USA itp. jak raz wyemigrujesz to pozniej
            nie jest to taka sama ciezka decyzja.
            madrosc kiwusow wymaga wiele do zyczenia, prawo nz: sa rowni i rowniejsi [wg
            kolejnosci: azjo-, euro- kiwi, maorysi]
            mam nadzieje, ze potencjalny emigrant 2x wszystko z forum przeanalizuje i
            dopiero podejmie decyzje. przeczyta pozytywy (Nowa Zelandia ma ich naprawde
            duzo) ale i negatywy - bedzie na nie przygotowany a nie zaskoczony na miejscu.
            powodzenia
            • cashoob Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 08:11
              normalnie jakbys mie to z ustuf wyjol czlowieku, a na dodatek to jakbys czytal
              czlowieku co pisze ze zrozumieniem :) ale nie rozumiem dlaczego sie nie czepiasz
              ortografii, nie moge tego zrozumiec. szokujace :)
              --
              ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
              czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
              dzyn dzyn...
        • i2i2i2 Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 07:50
          cashoob napisał:

          > ja pracuje i sie widzi na codzien dziesiatki ludzi i sie z nimi rozmawia i sie
          > widzi co robiom to sie spostrzega ze 15% jest normalne a reszta to skonczone
          > bydlo i wiesnioki bez pojecia o swiecie zewnetrznym, bydlo zasiedziale w swych

          Wiesz, moze bez uzywania tak ostrych wyrazen jak "bydlo", bo ludzi nawet
          prostych trzeba szanowac - regula kilkunastu procent ludzi na poziomie odnosi
          sie do kazdego narodu.

          Jakbys w Polsce miał do czynienia z mlodzieza z blokowisk, dresiarzami,
          nawiedzonymi sluchaczkami Radia Maryja z zapadlej wsi czy innymi grupami
          prostakow, to bys sie skarzyl dokladnie na to samo i tak samo mocno. Oczekiwac
          od jakiegokolwiek narodu, ze kazdy jego przedstawiciel (albo ponad polowa)
          bedzie na poziomie, to po prostu nierealistyczne.

          Po Twoim opisie widzę, że musiałeś trafić na jakieś, pardon my British, niższe
          klasy społeczne. Ludzie wykształceni (a tu częścią tego wykształcenia jest też
          pomieszkanie trochę poza Oceanią) np. powszechnie kojarzą rolę Polski w II
          wojnie światowej (jeden chciał ze mna o tym pogadać i było mi głupio, bo miałam
          na ten temat mniejszą wiedzę niż on - nie interesowałam się tym kawałkiem
          historii) i generalnie nie różnią się na minus od zachodnioeuropejskiej klasy
          średniej.
          • cashoob Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 08:39
            tutaj nalezy spojrzec na to ze strony takiej, znam ludzi wyksztalconych w NZ,
            erudytuw, profesorow, inzynierow, pisarza znam, znam artyste jednego (nie mylic
            z artystom), i nie powiedzilbym ze w NZ jest jak gdzie indziej. Chyba stany
            tylko bija glupotom spolecznom ten kraj. W PLu mamy tez to samo ale jest jedna
            roznica, Jam z PLu i w PLu jestem u siebie i moge to tolerowac lub nie ale jam
            byc u siebie a w NZ Jam byc w NZ i nie widze powodu dlaczego to mam tolerowac. a
            Jak sobie pomaszerowac po roznych srodowiskach to sie znajdzie wiecej klasy
            spolecznej typu glomby jak tych lepszejszych. A dla mnie to jest bydlo i bedzie
            bo bekanie, pierdzenie, smarkanie, zjadanie gili, lazenie na boso z pazurami jak
            u smoka, gadanie do siebie, czy prostytucja na kazdym rogu to jest bydlo i opini
            nie zmienie. w PLu byle dresiaz ma wiecej taktu i lepiej sie potrafi zachowac
            jak tutejszy odpowiednik dresiarza. Wiec nie widze powodu dlaczego mam sie
            hamowac w opini (moze i moje opinie sa skrajne ale dzieki temu przemawiaja do
            wyobrazni). Gdybym spraw nie genaralizowal to i by moje opisy i zdjecia czy tesz
            wontki ztego forum poszly w zapomnienie po tygodniu a tak ludziska pamietaja i
            sie zastanawiac zaczynaja czy faktycznie warto i wtedy zaczynaja szukac i
            znajduja i sa przygotowani i jak tu przyjada to jak sie im nie podoba albo nie
            uda to moga miec tylko pretensje do siebie. Ja tez mam dni kiedy mi sie tu
            podoba, kiedy slonce mi lep ogrzeje, ptak mi narobi na szybe i wody akurat w
            spryskiwaczu zabraknie albo kiedy zrobie kawal dobrej roboty i dostane opienicz
            za kogos innego i wtedy tez mi sie milo robi i wiem ze zyje ale takich dni jest
            malo a wiecej jest takich kiedy gdzie syfoza i zalamanie plus glupota na potenge
            mnie oslabiaja i nie mam sily juz z tym walczyc. Flustracja pochodzi z jednego
            zrodla, NZ to wyspa (jak sie wyspe objedzie a potem drugom i sie pojedzie
            wszedzie gdzie sie da pojechac a sie chodzic nie lubi to sie okazuje ze tu juz
            nic wiecej nie ma tylko kupa krzakow i czarnych), zycie jest drogie, prace nie
            latwo dostac, i nagle sie okazuje ze jest sie w klatce bo niestety wyjazd po za
            wyspe jest drogi i nie czasto stac na niego, potem dochodzi brak rodziny,
            ograniczenie znajomosci do minimum i nagle czlowiek zadaje sobie pytanie czy
            warto bylo ten caly Raj na Ziemi okupic takimi wyrzeczeniami przez tyle lat.
            Wedlug mnie nie warto, ale kazdy ma inne potrzeby i jednym wystarczy ze
            wynajmuja dom od kogos i sie mogom pochwalic lazienkom nie swojom a innym nie
            wystarczy i szukaja cos wiecej. Dla mnie przyroda to nie szal pal i w PLu na
            kajakach tez mi sie podobalo albo w Gorach lub jeziorach i do NZ wcale jechac
            nie trzeba zeby sie cieszyc przyrodom a syf po turystach jest tu jak i tam.
            Trzeba tez dodac ze jak sie zyje normalnie to potem zaczyna nie byc stac na
            wycieczki bo sie dom kupi i remontuje a potem dzieci przylezom od sonsiada lub
            bociek przyniesie i nagle juz nie ma czasu a pozostaje szara rzeczywistosc i
            nagle czlowiek sobie uswiadamia ze ma to wszystko i nic no chyba ze sie pochodzi
            z dna spolecznego i sie zylo w budzie dla psa i potem sie jest zachwyconym
            jajkiem na talezu i sonsiadem chinczykiem za scianom tak jak Piter sie zachwyca.
            Ale jak sie mialo w PLU przecietny standard zycia i godziwom robote za srednie
            kase to do NZ sie za chiny ludowe nie oplaca jechac. My z zonem zostawilismy dwa
            mieszkania dobrom robote i kawal ziemi w PLU i nie sadze ze mimo tak dobrej
            posady jak mam to kiedys odrobie te straty. Bo sie poprostu tutaj nie da a
            zarzynac sie jak debil nie bede zeby wyrobic troche kasy po 50-tce, wole wrucic
            tam skad pochodze i kisic sie w swoim swiecie i swoich problemach jak tutaj
            siedziec i miec raz dziennie stres bo jakis matol jak nie chce mie zabic na
            drodze to nie uwarza przy pracy i chce mnie zabic jakoms deskol lub latajacymi
            obiektami niezidentyfikowanymi. Temat wyczerpany reszta pozostaje do
            rozpatrzenia we wlasnym czajniku.
            --
            ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
            czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
            dzyn dzyn...
    • kasia763 Re: zbliza sie pol roku 25.07.06, 11:35

      Uff tez ci dziekuje :) Zabrzmialas tak spokojnie i rozsadnie, ze i mnie sie ten
      spokoj udzielil.
      Moze i dla humanistki znajdzie sie tam jakies miejsce? :)
      --
      O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
      Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
      • myshen82 Re: zbliza sie pol roku 25.07.06, 19:38
        Popieram, wreszcie rozsadna wypowiedz obiektywna :) i napisana po polsku :)

        bardzo Ci dziekuje za info o Kiwi Ora, na pewno skorzystam...

        Cashoob- nie wiem jakim prawem oceniasz poziom angielskiego imigrantow ktorych
        nie znasz... skad wiesz, jak mowia, skad wiesz czy ich angielski jest
        ksiazkowy?
        --
        "Marysiu! Przecież mówiłem Marysi!!! Pięć kilogramów cukru do siatki i do domu,
        do domuuuuuuu!!!!!!!"

        takie tam zapiski wloskie
      • i2i2i2 Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 08:04
        > Moze i dla humanistki znajdzie sie tam jakies miejsce? :)

        Nie chcę zniechęcać, ale humanista musi się przygotować na trudniejsze
        przejścia. Chyba, że potrafi się angielskim posługiwać tak dobrze jak polskim.
        Nie mam złudzeń, że ja i mój facet znaleźliśmy dość szybko dobre prace tylko
        dlatego, że mamy umiejętności, których niezbędnym składnikiem nie jest robienie
        dobrego wrażenia na osobach spoza własnego zespołu roboczego czy też umiejętność
        ładnego mówienia i bezproblemowego rozumienia za pierwszym razem wszystkiego, co
        jest przez kogokolwiek powiedziane. Ja jeszcze długo nie będę się tu nadawała do
        żadnej pracy, która wymaga odbierania telefonów od nieznanych osób, negocjacji,
        rozmów z klientem itp. i zastanawiam się, po ilu latach przestanę wymiękać przy
        kiwuskim tempie mówienia i akcencie :)
        • kasiul_stadt Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 12:48
          Kilka miesiecy w hotelu wytrenje nawet najmniej podatne ucho. Raptem po 3
          miesiacach osluchalam sie w tym melanzu akcentow i umiem nawet prowadzic rozmowe
          z ludmi znajacymi podstawowe zwroty przez telefon. W domu szkol sie na filmach
          typu Braveheart, Jakob The Liar, Trainspotting, Snatch i filmach Bollywoodu w
          wersji ang.
          --
          In the real world
          as in dreams
          nothing is quite what it seems.
        • jasyr100 Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 16:50
          Witaj

          Coz, od ponad dwoch tygodni jestem szczesliwym posiadaczem biletu (Malaysia
          Airlines). Wylatuje z ukochanej Ojczyzny o swicie 15 listopada. Podroz do
          Auckland via Frankfurt i Kuala Lumpur potrwa prawie dwa dni. W Malezji pobede
          az 11 godzin i na dzien dzisiejszy jeszcze nie wiem co ja ze soba wtedy zrobie.

          Jezeli zas chodzi o cel podrozy... Od jednej zyczliwej osoby dostalem namiary
          na stosunkowo tani nocleg w schronisku (hostelu) w Auckland. Postaram sie
          przetrwac w nim okres aklimatyzacji by potem ruszyc na poludnie. Niestety
          wszystkie moje kontakty nowozelandzkie albo zamarly albo calkowicie zanikly, o
          co oczywiscie jak zwykle moge miec tylko do siebie pretensje.

          Nie ukrywam, ze bardzo obawiam sie dwoch rzeczy - utraty bagazu w czasie
          podrozy, na co wplywu nie bede miec zadnego, oraz nie wpuszczenia mnie na teren
          NZ, bo np zle mi bedzie patrzylo z oczu.
          Podobno urzednik celny ma prawo odmowic turyscie wjazdu bez podania przyczyny.
          Zastanawiam sie co moge zrobic, by do takiej sytuacji nie dopuscic.

          Nie mam niestety zadnych namiarow na prace. Bede sie wiec błąkał i czasem
          niesmialo dopytywal ludzi, czy nie potrzebuja dwoch dodatkowych lewych,
          niezgrabnych, niewykwalifikowanych rak do pracy. Nie rozpaczam i nie uzalam
          sie, przyjmuje wszystko z nalezyta pokora.

          Sprawy w Polsce powoli zawiazuje. Udalo mi sie na dluzszy okres wynajac
          mieszkanie, nie wiem jednak kto z rodziny bedzie mogl i chcial sie nim
          opiekowac. Kwestie bankowe, notarialne i sadowe sa w fazie zamykania, choc
          wszystkie procedury swoje potrwac jeszcze musza.

          Z pieniedzmi jest gorzej niz wczesniej zakladalem. Przy wjezdzie na NZ
          musze "legitymowac" sie posiadaniem 6000 PLN (3000 dolarow na trzy miesiace).
          Mam nadzieje, ze urzednicy celni zadowola sie jakims swistkiem z polskiego
          banku potwierdzajacym posiadanie na koncie takiej kwoty. Z drugiej strony nie
          wiem o jaki swistek chodzi, jaki wniosek w banku zlozyc by go otrzymac.

          Oczywiscie z kazdym kolejnym tygodniem bede coraz mocniej podekscytowany. Nic
          bardziej mnie w zyciu nie uszczesliwialo niz podroze, zwiedzanie, poznawanie.
          Obawiam sie troche zmeczenia po przylocie, problemow aklimatyzacyjnych, w
          sytuacji gdy na zadne wsparcie nie bede mogl liczyc. Ale wszystko przemija,
          takie problemy rowniez.

          Z jezykiem jest bardzo zle. Mialem potworny nawal pracy, ogromne cisnienie
          zwiazane z kolejnymi tzw "wysylkami" projektow do Stanow i Eire, nie znalazlem
          wiec czasu na nauke brytyjskiego. Szef zaproponowal mi wyjazd do Eire (jest tam
          juz 3 moich kolegow z biura, dwoch w Dublinie, jeden w Limericku), ale nie
          moglem sie zgodzic, bo wciaz do zalatwienia byly formalnosci bankowe, sadowe,
          notarialne, wymagajace mojego stalego pobytu tutaj, co wiecej akurat wtedy
          odeszli moi poprzedni lokatorzy, musialem sie wiec postarac o znalezienie w ich
          miejsce innych, co okazalo sie rzecza niepokojaco trudna. Dopiero ostatnio
          trafilo mi sie mile malzenstwo, ktore podpisalo ze mna umowe na wynajem na
          okres minimum roku.

          Poza tym szef oczekiwalby, ze pobede w Eire co najmniej 9 miesiecy, jezeli nie
          dluzej. A na to z oczywistych powodow nie moglbym sie zgodzic. Szef jesszcze
          nie wie, ze go po 12-13 latach opuszcze :)

          Z rozumieniem brytyjskiego jest zdziebko lepiej. Ostatnio we Lwowie spotkalem
          Pakistanczyka z Londynu, starszego ciemnoskorego Amerykanina z Ohio, a w drodze
          do Polski geja z Norwegii - ze wszystkimi sie jakos dogadalem.

          To w zasadzie tyle. Sprawy tocza sie powoli, ale do przodu. Ja jak zwykle wiele
          rzeczy zaniedbuje, zostawiajac je na ostatnia chwile. Nie mam jeszcze butow
          trekingowych, ani pokrowca na namiot, ani przeciwdeszczowej kurtki. Ale bilet
          juz mam... Tak jak pisalem na tym forum jakies pol roku temu - klamka zapadla i
          nic ani nikt mnie od tej podrozy nie odwiedzie.

          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr





          • kasiul_stadt Re: zbliza sie pol roku 27.07.06, 00:00
            Swistek o ktorym mowisz to po prostu potwierdzenie stanu majatkowego konta,
            powiedz w banku co potrzebujesz a oni beda wiedziec. Tylko nie zalatwiaj tego na
            ostatnia chwile, nie wiem jak jest teraz, moze sie zmienilo ale wieki temu gdy
            ja takie cos potrzebowalam jeszcze do wizy turystycznej, wypisanie takiej
            smiesznej karteczki zajelo im 3 dni.
            utrata bagazu raczej nie powinna sie zdarzyc... Jesli odmowia ci wstepu do NZ to
            i tak z tym nic nie bedziesz mogl zrobic wiec nie ma sie co martwic na zas, co
            ma byc to bedzie - skoro sie zdecydowales to chyba za pozno na trapienie sie
            rzeczami nie zaleznymi od ciebie.
            --
            In the real world
            as in dreams
            nothing is quite what it seems.
          • paiha Re: zbliza sie pol roku 27.07.06, 16:52
            Piotrze,
            najpierw praktycznie. Jesli chcesz moge Ci oddac preparat homeopatyczny (byla o nim mowa w watku
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25053&w=44409915), rzecz godna uwagi, bo
            wyprobowana, powinna zadzialac i w Twoim przypadku, dzieki czemu bedziesz sie czul dobrze nawet
            po tak dlugiej podrozy.

            Piszesz, ze zostawiasz sobie wiele na ostatni moment, coz kwestia spojrzenia:) Pamietaj, ze masz
            przed soba jeszcze prawie 4 miesiace, to moze byc bardzo duzo i wystarczajaco, by pozamykac
            wszystkie sprawy i dobrze sie przygotowac. Wszystko zalezy od tego, czym ten czas wypelnisz i jak go
            zagospodarujesz. Nie mysl o czasie, ktory minal, a ktory moze nie byl tak wykorzystany, jak
            zamierzales, mysl o czasie, o tygodniach przed soba. Masz marzenia, masz cel, masz wole, masz sile,
            to ogromny kapital, kazdego dnia doceniaj jego wartosc.

            Wybacz, ze teraz bedzie tak osobiscie, ale odnioslam wrazenie podczas lektury tego postu, ze brakuje
            Ci dobrych mysli na swoj wlasny temat. Piotrze, mysl o sobie lepiej! To jest bardzo wazne nie tylko dla
            Twojego dobrego samopoczucia i kondycji psychicznej, to wazne rowniez z punktu widzenia celu, jaki
            sobie postawiles. Ludzie postrzegaja nas w duzej mierze przez pryzmat tego, jak sami siebie widzimy.
            Tym emanujemy. Kontakty miedzyludzkie generalnie sa dosc powierzchowne, zwlaszcza w relacjach
            zawodowych, dlatego tak wazne jest tzw. pierwsze wrazenie. Miej swiadomosc swoich slabych stron,
            ale tez nie zapominaj o tym, co potrafisz. To eksponuj, jesli chcesz np. znalezc prace. Nie mysl i nigdy
            nie mow w ten sposob: "Bede sie wiec błąkał i czasem niesmialo dopytywal ludzi, czy nie potrzebuja
            dwoch dodatkowych lewych, niezgrabnych, niewykwalifikowanych rak do pracy." Absolutnie
            zabraniam!:) Jak rowniez zamartwiania sie rzeczami, na ktore nie masz wplywu, o czym juz wspominala
            Kasiul-a. Niemniej poziom znajomosci angielskiego, jaki bedziesz prezentowal w dniu wyjazdu to w
            99% od Ciebie zalezy. W ciagu 4 miesiecy mozna w tej dziedzinie zrobic naprawde sporo. Zwlaszcza jak
            sie ma taka motywacje, jak Ty, ktorej tylko pozazdroscic:)
            Serdecznie
            Paiha
            • jasyr100 Re: zbliza sie pol roku 27.07.06, 19:10
              Dziekuje za dobre slowo...

              Jednak... nic nie przychodzi latwo, zwlaszcza mnie w ostatnim okresie, w ciagu
              ostatnich 3 lat...

              Mam marzenia, one ulatwiaja mi zasypianie :), mam cel, choc nieskonkretyzowany,
              mam wole, calkowita prawda, jezeli zas chodzi o sile... Coz, brakuje mi sily,
              brakuje mi energii, brakuje mi wiary.

              To co sie ze mna dzieje i wokol mnie nastraja mnie strasznie przygnebiajaco.
              Nie chce sie wdawac w szczegoly, ale jestem bardzo rozczarowany, poczawszy od
              samego siebie. Jestem tez rozczarowany ludzmi, Polakami, polityka, kultura,
              ksiazka, sportem, moze jeszcze muzyka sie ostala, choc gwoli prawdy ostatnio
              nic nadzwyczajnego dla siebie nie odkrylem poza tegoroczna plyta Toola.

              Nie mam sily. Nie mam sily by kamerowac Warszawe, choc planowalem to zrobic
              przed koncem swojego urlopu. Dzis nie mialem sily by wstac i zadzwonic do
              agenta ubezpieczeniowego, choc jest to dla mnie sprawa zywotna. Na jutro
              umowilem sie w banku, ale byc moze tez nie znajde sily, by tam pojsc. Po 5-
              dniowym pobycie we Lwowie, miescie absolutnie dla mnie magicznym, nie moge
              znalezc w sobie sil, a fakt, ze od poniedzialku wracam do pracy wpedza mnie
              niemal w panike.

              Po powrocie do Polski poczulem sie strasznie rozczarowany i zalamany, ze
              musialem tutaj wrocic. Dlaczego musialem tutaj wrocic, skoro we Lwowie czulem
              sie szczesliwy (sic!)?

              Tak, brakuje mi wiary we wlasne mozliwosci. Powod jest prosty - sa one
              dramatycznie male. Taka jest prawda i nie ma co sie oszukiwac. Jestem
              czlowiekiem wzglednie uswiadomionym, racjonalnym, starajacym sie nie patrzec na
              siebie i swiat przez pryzmat rozowych okularow, tylko po to by poprawic sobie
              samopoczucie. Ja patrze realistycznie. Gdy widze czarna sciane przed soba nie
              nazwe jej biala, by zdzialac cuda i glowa ja przebic. Bo nie przebije, a
              ludzenie sie w tym zakresie byloby czynnoscia samobojcza.

              Wiem, ze czlowiek, gdy jest slaby, gdy czuje sie slaby emanuje ta slaboscia
              wokolo. Masz pod tym wzgledem absolutna racje. Ale ja nie potrafie i nie chce
              udawac kogos kim nie jestem, np udawac czlowieka silnego, pewnego siebie i
              swoich mozliwosci. Zycie jest krotkie, moze warto, a moze nie pozostac w nim
              soba. Kompromisy sa wazne, ale wszystko musi miec swoje granice. Pragne na
              Nowej Zelandii znalezc spokoj i cisze, oraz jakas prace, ale zebrac o to nie
              bede, nie bede sie plaszczyl, bo w moim systemie wartosci nie ma miejsca na
              postawy typu cel uswieca srodki.

              Ja nie moge poswiecic brytyjskiemu wystarczajaca ilosc czasu, bo mam strasznie
              meczaca i absorbujaca prace. Dowiedzialem sie od kolegow, ze w ciagu ostatnich
              dwoch tygodni siedzieli w sobboty i po godzinach. Z doswiadczenia wiem, ze
              najgorsza pod tym wzgledem jest jesien. Nie mam na to zadnego wplywu, nie mam
              tez w tym wzgledzie nic do gadania.

              Nie potrafie nie zamartwiac sie rzeczami, ktore sa ewentualnosciami :) Zawsze
              wszystko doglebnie analizowalem, staralem sie przewidywac niczym w szachach o
              10 ruchow naprzod. Istnieje zagrozenie, ze mnie cofna z granicy, bo nie okaze
              sie wystarczajaco przystojny na przyklad. Albo nie spodoba sie moje
              plaskostopie. Albo jak na 33 letniego faceta bede mial zbyt wiele siwych
              wlosow. Albo nie bede zbyt ladnie pachnial po podrozy. No i moj angielski jest
              zenujaco slaby... Podobno granicznicy nowozelandcy sa nieobliczalni. Co zrobie,
              gdy mnie nie wpuszcza? Moje plany wezma w leb! Plany, ktore mam od ponad dwoch
              lat! Jak mozna o takiej ewentualnosci nie myslec?!

              Boje sie, a przede wszystkim boje sie swojej przyszlosci. Z drugiej jednak
              strony jestem juz naprawde wszystkim zmeczony i czasami jest mi po prostu
              wszystko jedno.

              Przepraszam, ze znowu tak troche smetnie, ale nie mam zwyczaju twierdzic, ze
              swieci slonce, gdy akurat pada deszcz :)

              Pozdrawiam cieplo
              Piotr
              • cashoob Re: zbliza sie pol roku 31.07.06, 06:40
                tak sie zastanowilem i powiem ze wielkosc smutku jakom tu poznalem przerasta
                moje narzekanie, a jak na 33 lata to mi sie nie widzia a raczej na 70, co ty
                niezyjesz czy jak? chlopie nogi do gory i wio po kaczych lbach do przodu. jak
                cie na lotnisku nie bendom chcieli w puscic to daj im do mnie telefon, sprawa
                prosta niech zadzwoniom. spac tez jest gdzie. a jak nie masz telefonu to masz
                emaila to skrobnij i ci podam. no chyba ze juz ci ktos tutaj wczesniej rence
                zapodal. i sie przygotuj do rozmowy na lotnisku bo po panie sylwestrze to bym
                sie nie zdziwil jak pod lupe by cie wzieli. 3000 powinno ci starczyc na 3
                miesiace pobytu. a potem mozesz isc sliwki zbierac do hejstings. lato powoli
                idzie to akurat roboty przybedzie. a jak ci sie ma nie udac to sie ma nie udac i
                nic nie poradzisz a jak ma sie udac to sie uda i nie ma co myslec na zas.
                zresztom musi byc jakis zamiennik dla mnie na sztuke tak wiec lepiej zebys to
                byl ty jak jakis arab.

                pozdrowka
                --
                ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
                czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
                dzyn dzyn...
                • jasyr100 Re: zbliza sie pol roku 31.07.06, 20:40
                  napisze do Ciebie, jezeli nie masz nic przeciwko temu... dziekuje za oferte
                  pomocy... przede wszystkim jednak chcialbym zadac kilka pytan odnosnie Ciebie,
                  Twojej postawy na tym forum... mam wrazenie graniczace z pewnoscia, ze lubisz
                  swoja Nowa Zelandie... swiadomie zniechecasz do NZ niezdecydowanych, by
                  zminimalizowac naplyw niepewnego mentalnie i kulturowo elementu :))))...
                  jezeli juz ktos sie decyduje, jest pewny (po zapoznaniu sie ze
                  wszystkimi "faktami"), ze chce tu byc, ze chce dzielic swoja bide z innymi
                  Kiwusami, to wyciagasz do niego pomocna dlon, i jak ktos to w mailu do mnie
                  ujal, jak przychodzi co do czego, okazujesz sie przyzwoitym szlachetnym bardzo
                  pomocnym czlowiekiem.
                  ale w forumowej rzeczywistosci robisz wszystko by uchodzic za zrzedliwego,
                  zgryzliwego Kaszuba, rysujesz NZ wylacznie w czarnych barwach, niestety bywa,
                  ze przypadkiem tez kogos urazisz...

                  Pozdrawiam serdecznie, Dobrego Kaszuba
                  Piotr
                  • cashoob Re: zbliza sie pol roku 01.08.06, 22:31
                    no troche przesadziles. pomagac to moge bo mi pomagali i tylko tak moge dlug
                    splacic, pozatym czemu nie skoro moge, nz nie lubie i pryskam z tad za niedlugo,
                    jak ktos chce tu przyjechac to jego problem. ja uwazam ze zycia tu nie musze
                    marnowac bo sa ciekawsze miejsca na ziemi jak zelnadia w ktorej nic w sumie nie
                    ma wykluczajac przyrode ktorej jeszcze nie zadeptano (ale i na to czas
                    przyjdzie), a moje zniechecanie jest swiadome z tego powodu ze nie widze powodu
                    dlaczego by ludzi w blad wprowadzac lub oszukiwac. ja sentymentu do krow i wsi
                    nie mam i nie musze tutaj widziec bydla i owiec w miescie pasajacego sie na
                    wzgozach lub trawnikach. tak wiec jak bedziesz jechac to jak moge tak pomoge ale
                    nie ludz sie ze zastaniesz jakis raj na ziemi. pozdrowienia
                    --
                    ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
                    czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
                    dzyn dzyn...
                    • jasyr100 Re: zbliza sie pol roku 02.08.06, 20:03
                      Ok, w takim razie przepraszam za te swoje mylne, glupiutkie wnioski.
                      Powiem tak - marze sobie by kiedys, w dalekiej przyszlosci, moc powiedziec
                      dokladnie to samo co Ty.
                      "pomagac to moge bo mi pomagali i tylko tak moge dlug splacic, poza tym czemu
                      nie skoro moge".
                      Pozdrawiam

      • cashoob Re: zbliza sie pol roku 31.07.06, 06:26
        zauwasz ze nie ma postow od ludziuf ktorym sie nie udalo, a wiesz czemu? a temu
        ze jak ich o co kolwiek zapytasz odnosnie nz to ich krew zalewa, bo nie dosc ze
        stracili majatek to dostali kopa w rzopa. przykre ale prawdziwe, ciekawe co by
        pan sylwester tutaj napisal po przejazdzce na lotnisko do CHCH i spowrotem.


        --
        ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
        czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
        dzyn dzyn...
    • u25 Re: zbliza sie pol roku 25.07.06, 18:51
      >a stanowiska merytoryczne są w 100% zajęte
      >przez imigrantów :D
      Zazdroszcze! Pracuje w firmie gdzie jestem jedyna osoba, dla ktorej angielski
      nie jest pierwszym jezykiem (jedyna na dwa oddzialy w UK!!), . Z jednej strony
      uwazam to za olbrzymi sukces, z drugiej mam ochote czasami zaczac wyc, szczekac
      badz kopac ;-).
      Sytuacja, o ktrej piszesz jest raczej w starej, konserwatywnej Europie nie do
      pomyslenia!
      Tak w ogole to szczere gratulacje!
    • kasia763 Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 10:54
      Kaszubie, a gdybym cie tak ladnie poprosila, nie mowie, ze o zmiane ortografii,
      ale o robienie akapitow? Przerw pomiedzy jedna mysla, a druga? Bo ja bym
      chciala czasem poczytac co masz do powiedzenia, ale w okolicach dziesiatej
      linijki wymiekam...

      A co do bycia humanistka... hmm zdaje sobie sprawe, ze filologow polskich to
      raczej w NZ nie potrzebuja ;) Zdaje sobie sprawe, ze trzeba bedzie isc na jakis
      kurs, najpewniej komputerowy i sie przekwalifikowac. No ale ksiegowa to ja nie
      zostane.
      --
      O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
      Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
    • poledownunder Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 11:14
      Mozna sie tylko domyslac, ze zasadnicza roznica miedzy i2 a kims z CHCH jest,
      ze i2 wjechala jako skilled migrant, ktos z CHCH jako turysta z oczekiwaniami
      (i przypuszczalnie slaba angielszczyzna). Osobiscie nie znam ani jednego
      Polaka, ktory miesiacami szukalby zajecia bedac tu legalnie z pozwoleniem na
      prace, a juz tym bardziej zdobytym na podstawie swych wlasnych osiagniec, czyli
      jako skilled migrant. Tym co wjechali jako czlonkowie rodziny bywa trudniej,
      zalezy czym sie zajmowali w kraju i jakiej tu pracy szukaja, oraz jak dobrze
      znaja angielski. Tym, co wjechali jako turysci jest zdecydowanie najciezej, i
      najdluzej zajmuje im zwykle znalezienie zadowalajacej pracy, ale tez czy takie
      to dziwne? Mi sie od razu nasuwa pytanie dlaczego, jezeli faktycznie maja tyle
      do zaoferowania, nie sa w stanie uzbierac wymaganych punktow. Przypuszczam, ze
      potencjalni pracodawcy to samo pytanie sobie zadaja.
      Tak jak nie wszystkim, ktorzy bez wiekszych problemow znalezli fajna prace na
      dluzsza mete tu sie podoba, tak i nie wszyscy ktorzy dlugo i ciezko do tego
      dochodzili nienawidza tego kraju w tak toksycznym stopniu jak Kaszub. Jestem
      jak najbardziej za tym, zeby potencjalnym emigrantom przedstawic realistyczny
      obraz tego kraju, szans jakie stwarza i problemow ktorych mozna sie spodziewac,
      chociazby dlatego, ze jest nadzieja ze takie przedstawienie sprawy juz przed
      startem odsieje "emigrantow" pokroju pana Sylwestra oraz innych, ktorzy wierza
      w bajki (czy jest kraj na swiecie, gdzie praca puka do drzwi?), nikomu nie sa
      tu oni potrzebni. Nie zgadzam sie tylko z tym, ze jedynie Kaszuborealizm jest
      dopuszczalny jako realistyczny obraz Nowej Zelandii, bo na jego ksztalt
      wplynely bardzo subiektywne doswiadczenia Kaszuba. Doswiadczenia innych byly i
      sa inne, wcale przez to nie mniej realne czy realistyczne. To z jakimi ludzmi
      Kaszub obcuje swiadczy nie tylko o nich, ale i o nim. A czasy, kiedy Kaszuba
      angielszczyzna pozostawiala wiele do zyczenia nie sa bynajmniej zamierzchle,
      najwyrazniej nie pamieta mul jak cieleciem byl...
      • kasiul_stadt Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 12:45
        Urzad Imigracyjny ma to do siebie ze przechodzi fazy co jakis czas. Wracajac po
        cyklu do poczatku. Jakies 3 lata temu punkty na skilled migrant byly tak
        ustawione ze bez oferty pracy lub pozniej nawet bez doswiadczenia zawodowego w
        NZ nie bylo szans uzyskania PR spoza NZ. Teraz zdaje sie jestesmy na nowo w
        fazie spadku wymagan. Ale na to trzeba przejsc Urzad Imigracyjny i dla
        sadystycznych zapedow sledzic kolejne przepisy pozniej. Nie wiedziec czemu ale
        ja siebie katuje i sledze. Moze dlatego ze ludzie pytaja. Moze dlatego ze mnie
        ciekawi ten fenomen idiotyzmou robienia skilled migrant obok otwartej furtki
        family nie tam gdzie trzeba. W pewnych krajach aby uzyskac prawo pobytu w family
        category nalezy wykazac pewien poziom znajomosci jezyka. Tutaj nadal tego nie
        trzeba robic. Wymagania sa minimalne i jesli urzednik nie ma jakies fiolka na
        punkcie danej sprawy to bezstresowo delikwent dostaje prawo pobytu. Dlatego nie
        stawialabym tutaj slowa trudno przy czlonku rodziny. Mimo posiadania work permit
        nie moglam sobie przebierac w pracach bo wszedzie padalam na tym ze jednak jest
        to wiza tymczasowa. Zostalam gdzie jestem, praca jest ok ale niestety srednio
        platna. Przy ciutek wyzszych wymaganiach od zycia typu wlasny dom okazuje sie ze
        posiadanie PR czy citizenship nie jest rozwiazaniem problemu.
        Zakladalam ze latwo nie bedzie na poczatku bo niby czemu by mialo byc. A niby
        znalam angielski i to na dobrym poziomie gdy zajechalam. Kwalifikacje tez mialam
        ale jak sie okazalo za moje kwalifikacje dawac mi chcieli prace za 25 000 na rok
        gdy dawali 28 000 za prace w hotelu bez doswiadczenia. Jako ze celem bylo kupno
        domu ekonomia zwyciezyla. I tak teraz zarabiam iles tam wiecej dopowiednio do
        stazu i stanowiska a za to samo w sasiednim kraju oferuja 10-15 dolarow wiecej
        na godzine. Niestety nadal dla 95% emigrantow ekonomia jest bodzcem
        pierwszorzednym i jesli za lepsze warunki maja taki sam lub lepszy standard
        zycia to szala przechyla sie.
        Sugerowanie ze zna sie tylko ludzi na tym samy poziomie umuslowym i tak sie
        buduje obraz codzienny mozna miedzy bajki wlozyc jesli pracuje sie dla ludzi
        wsrod ludzi. Ja jestem akurat wystawiona na wszelkie masci zarowno
        wspolpracownikow jak i gosci. "To z jakimi ludzmi Kaszub obcuje swiadczy nie
        tylko o nich, ale i o nim" moge przelozyc na to ze w miejscach mojej pracy
        zatrzymuja sie tylko ludzie o ograniczonym postrzeganiu swiata, pelni
        frustracji, ziejacy nienawiscia i infantylni ludzie... To takie zebrane
        spostrzezenia kilku ludzi z netowych czelusci. Tak samo mozna powiedziec ze
        wiekszosc ludzi jest taka wlasnie w NZ bo z wieksozscia ludzi KAszub mial do
        czynienia. Ze juz nie wspomniec ja czy niejaki Maciej Stec ktory nagle wpisal
        cos zdumiewajacego na swojej stronie nie tak dawno temu. Po roku pobytu zreszta.
        NZ turystycznie jest bardzo dobrym krajem. Jednak codziennosc to inna bajka a
        Pan Sylwester w swojej naiwnosci posluchal kobieciny mieszkajacej w NZ. Zbyt
        wiele znam takich przypadkow i czuje pismo nosem ze Pan S sam sobie nie
        wszystkiego nie wykreslil, to tylko ukazuje pieknie desperacje i zer na takowej.
        odam ze Pan Sylwester oprocz podrozy zycia spedzil rowniez noc w luksusowej celi
        jako ze nastepny samolot byl na nastepny dzien... To jest turystyka.
        --
        In the real world
        as in dreams
        nothing is quite what it seems.
    • missmarion Re: zbliza sie pol roku 26.07.06, 23:48
      Przejzalam wasza strone, jest rewelacyjna i zawiera duzo uzytecznych
      informacji, dla osob takich jak ja,ktore nie dlugu podaza waszym sladem :)
      Mam nadzieje, ze wszystko wam sie super ulozy i bedziecie naprawde szczesliwi.
      Moze uda nam sie nawet kiedys spotkac i pogadac o naszych doswiadczeniach :)
      Pozdrawiam!
      • iza42 do jarysa 29.07.06, 10:15
        Piotrze , gdybym byla Toba przede wszystkim skoncentrowalabym sie teraz na
        nauce angielskiego , bez znajomosci jezyka start w tym kraju bedzie dla Ciebie
        mocno utrudniony a poza tym mozesz miec klopotu na granicy.
        Kilka dni temu ogladalam tutaj w telewizji program pod tyutlem Borderline
        (sic!) , na temal nowozelandzkiej kontroli granicznej . Odmowiono wjazdu do NZ
        pewnemu panu , naszmu rodakowi z Polski dlatego ,ze nie wygladal na turyste ,
        mial za malo pieniedzy ze soba oraz nie mowil ani slowa po angielsku . Na
        dodatek nazwisko osoby , ktora miala niby go sponsorowac w NZ bylo rowniesz
        podejrzane. Podejrzewano ,ze ten pan przyjechal do pracy tutaj i odeslano go
        pierwszym lepszym samolotem z powrotem.
        Negatywna motywacja , ktorej piszez - to ,ze nie odpowiada Ci sytuacja w Polsce
        itd to moim zdaniem za malo aby adecydowac sie na taka radykalna zmiane w zyciu.
        Ale skoro podjales juz decyzje staraj pracowac nad tym aby zminimalizowac swoje
        przyszle rozczarowania w tym kraju , bo moge Ci juz teraz powiedziec ,ze
        bedziesz ich mial niemalo .
        NZ jest wspanialym krajem na wakacje i piekna przygoda ale zycie i praca na
        codzien nie naleza do latwych zwlaszcza jezeli przyjezdza sie tutaj prosto z
        Polski.
        Wcale nie chce Cie do niczego zniechecac , pisze , bo taka jest prawda.
        DO emigracji nalezy sie przygotowac.
        • jasyr100 Re: do jarysa 29.07.06, 15:01
          Pisalem wielokrotnie o motywach i marzeniach. Czy znalezienie ludzi, farmerow,
          ktorzy przyjma mnie do pracy niemal za wikt i opierunek, to az tak wygorowane
          oczekiwania?
          Potrafie byc sumienny i pracowity, pod warunkiem, ze nie robie tego dla siebie.
          Poza tym, ze chce uciec od pewnych swoich demonow, chce wyrwac sie z kregu
          niemoznosci, pragne tez nade wszystko poznac swiat, nowych ludzi, jakby to
          powiedziec - nowe, zupelnie inne zycie.
          Wakacyjny wyjazd bylby zalosna tego parodia, a ja potrzebuje uszczknac troche
          autentyzmu w tym wszystkim.

          Nie chce tam byc z nakazem powrotu, sam chce decydowac o tym, gdzie jestem, i
          jak dlugo.

          Nie, nikt mnie od tego wyjazdu nie odwiedzie. Jest on niejako gleboko
          zakodowany w mojej psychice. Stanowi cos co nazywam imperatywem, wewnetrzna
          potrzeba DIAMETRALNEJ zmiany trybu zycia. Zyjac w Polszcze, w swoim srodowisku,
          w swojej beznadziei, nigdy nie znalazlbym w sobie sil, by tak diametralne
          zmiany wdrozyc. Z prostej przyczyny - jestem czlowiekiem slabym i zmeczonym,
          nie potrafiacym czerpac energii z otaczajacej mnie rzeczywistosci. Wyjatkiem
          byl niedawny wypad do Lwowa, tam znowu odzylem, bylem z dala o swojej osobistej
          przepasci, moglem wiec glebiej wciagnac powietrze i przez chwile pobyc niemal
          szczesliwym.

          Po powrocie czulem sie jak przekluty balon. Znowu te same barwy, zapachy, to
          wyjalowienie wypelzajace z kazdej nory, ta przekleta beznadzieja. A gdy
          przypomne sobie, ze w poniedzialek wracam do pracy (tkwie tam juz 13 lat, jak
          szczur zamknietty w klatce) to wpadam w panike.

          Zycie mi przecieka miedzy palcami. Zycie jest krotkie. Moge powoli mozolnie
          piac sie po szczeblach kariery, albo na przyklad gromadzic dobra materialne,
          ale to mi nie da tego czego naprawde pragne - poznawania swiata (i zycia) nie
          przez pryzmat turysty.

          Emigracja to trudna sprawa dla niektorych, a dla innych (znam takie przypadki)
          haust swiezego powietrza. A ja potrzebuje oddychac...

          Wiem, ze nie bedzie latwo, wiem jednak, ze zanim ewentualnie ostatecznie
          polegne to swoje zobacze, swoje cudowne chwile poznawania Nowej Zelandii
          przezyje. I moze poznam paru fajnych ludzi, kto wie. Dla takich przygod warto
          zyc, nie warto - wierzcie mi - pracowac cale zycie w biurze, nawet jezeli
          zarobki sa niezle, a koledzy stosunkowo przyzwoici.

          I przy okazji z pewnoscia na NZ podstawy brytyjskiego :) opanuje, bo
          rzeczywiscie lubie slowo :) Teraz nie mam ani czasu ani sily, by systematycznie
          ten jezyk wkuwac. To wszystko jednak ze zdecydowanym akcentem na "nie mam
          czasu".

          Powodow dla ktorych jade, musze jechac, jest zbyt wiele, by je teraz wyliczac.

          A co do granicznikow. Ta kwestia rzeczywiscie spedza mi sen z powiek. Jak sie
          nad tym zastanowie, to postawa granicznikow nowozelandzkich, ktorzy nie
          wpuszczaja turystow nieanglojezycznych jest niesprawiedliwa i absurdalna.
          Jestem obywatelem Rzeczypospolitej, mam prawo wjechac na 3 miesiace. Na kazdy
          miesiac pobytu mam 1000 dolarow, w kieszeni rowniez bilet powrotny. Nie wwoze
          zakazanych artykulow, nigdy za nic nie bylem karany, wiec jakim prawem mnie
          cofaja z granicy?
          Czy wygladam na turyste? A kogo to obchodzi na kogo wygladam? Bede mial plecak,
          namiot, karimate, spiwor, ubrania, jakies notesiki, slowniki i kamere.

          Co musze wiecej zrobic by zwiekszyc prawdopodobienstwo wpuszczenia?

          Wielu ludzi nie rozumie moich motywacji, oni postrzegaja mnie przez pryzmat
          wlasnych doswiadczen, postaw, pogladow, potrzeb, aspiracji zawodowych i
          finansowych. Nie dziwie sie i nie mam za zle, delikatnie i grzecznie tlumacze
          tylko, ze ludzie sa rozni, ze moze trudno to zrozumiec, ale ja pieniadze mam
          gleboko w rzyci, kariera zawodowa mnie nie obchodzi, po 33 latach zycia chce
          sie nim wreszcie zaczac cieszyc, chce ruszyc w swiat, by go poznac inaczej niz
          poprzez ksiazki czy tv.

          Nie udalo mi sie zalozyc rodziny, wiec narzucam sobie inne priorytety. Przede
          wszysktim nie zgnusniec. Od paru lat radosnie prymitywnieje, jak ktos mnie
          nazwie smieciem, nie obraze sie, bo bedzie bliski prawdy. Czas najwyzszy
          odwrocic ten proces i przypomniec sobie, co to jest radosc z zycia.
          Nawet jezeli mi sie nie uda, warto sprobowac.... bo zycie jest krotkie...

          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr
          • tom2363 Re: do jarysa 30.07.06, 06:31
            Czesc Piotr,
            jestem od 2,5 miesiaca w NZ. Moje nastawienie przed wyjazdem bylo bardzo
            podobne do Twojego. Na razie trudno mi oceniac wlasna sytuacje, gdyz nadal
            jestem bez pracy i nieraz wpadam w niezle doly z tego powodu, jednak nie zaluje
            przyjazdu tutaj nawet jezeli w endefekcie nie powiedzie mi sie. Poznalem bardzo
            fajnych i zyczliwych ludzi i zobaczylem takie krajobrazy i miejsca, ktorych nie
            mialbym szans zobaczyc gdziekolwiek, a troche swiata i calutka Europe zjechalem.

            Chcialbym Cie uspokoic odnosnie "cofniecia z granicy", zwlaszcza ze moje
            doswiadczenia sa bardzo swieze. Ja wjezdzalem tutaj bez znajomosci angielskiego
            i Immigration na lotnisku zajelo mi dobre 2 godziny, zostalem przesluchany
            poprzez tlumacza i dokladnie przeszukany, jednak urzednicy byli bardzo mili,
            tak wiec nawet nie odebralem tego, jako cos niemilego. Po wyjasnieniach
            dostalem od nich mape NZ i zyczenia milego pobytu. Po miesiacu od mojego
            przylotu, przyleciala moja zona, ktora to przepuszczono bez jakiejkolwiek
            kontroli, nawet nie miala ze soba pieniadzy na pobyt, angielski absolutne zero.
            Tak wiec mysle, ze nie masz sie czego obawiac. To o czym pisza powyzej (program
            TV), to gosc ktory mial w kieszeni 100 $ i byl dosc arogancki w stosunku do
            urzednikow, podal adres sponsorki, ktora akurat przebywala w Europie, a jak
            zadzwoniono do jej sasiadki, zeby sprawdzic czy zostawila dla niego klucze, to
            okazalo sie, ze miaszka u niej kilku skosnookich, podejrzanych typow i dzieja
            sie tam dantejskie sceny. Reasumujac byl to naprawde niekonwencjonalny
            przypadek, a poza tym, jezeli pokazali to juz w TV, to znaczy, ze uznali to za
            pewnego rodzaju sensacje - przypadek jednostkowy.

            Jezeli do momentu Twojego przylotu stane juz troszke na nogi, to postaram Ci
            sie pomoc, jezeli nie stane na nogi, a jeszcze tu bede, rowniez - napisz na
            tom2363@gazeta.pl jezeli interesuje Cie to. Warunek, musialbys dotrzec do CHCH.

            Pozdrawiam

            Tomek
          • iza42 Re: do jarysa 31.07.06, 10:54
            jasyr100 napisał:
            >
            > Emigracja to trudna sprawa dla niektorych, a dla innych (znam takie przypadki)
            > haust swiezego powietrza. A ja potrzebuje oddychac...

            Emigracja moze pociagac nowoscia i na poczatku mozna sie nia zahlystywac ale
            blaknie z czasem i to co z niej pozostaje to monotonnia egzystencji z dnia na
            dzien. Mowie o sytuacji kiedy czlowiek zmuszony jest do zarobkowania.
            Ja wcale Ciebie Piotrze nie chce odwiesc od emigracji , nie wiem ile masz
            doswiadczenia w tym wzgledzie ale z tego co piszesz wydaje mi sie ze niewiele.
            Rozumiem ,ze nie podobaja Ci sie realia zycia w Polsce i masz dosc zycia tam -
            ja podobnie myslalam i wyjechalam ale negatywna motywacja to za malo aby
            utrzymac sie na fali w obcym kraju .
            Pisales o spokoju i bezstresowych warunkac zycia i pracy w NZ - o tym mozesz
            spokojnie zapomniec , chyba ze masz tutaj kogos , kto Cie tutaj utrzyma.
            Ten kraj to trudny orzech do zgryzienia dla wielu i wielu tutejszych ludzi
            boryka sie i popada w depresje z powodu stressow w miejscu pracy.
            Twoje twierdzenie , ze nie masz czasu na nauke angielskiego dowodzi tego ,ze
            albo nie myslisz powaznie o tym wyjezdzie albo zupelnie nie zdajesz sobie z tego
            co Cie tutaj czeka.
            Przepraszam ,ze maluje przed Toba obraz tego skadinad przepieknego kraju w
            ciemnych kolorach ale po prostu nie mam sumienia aby Cie nie ostrzec - widzialam
            tutaj wielu emigrantow w stanie zupelnego zalamania nerwowego lub z innymi
            komplikacjami zdrowotnymi , ktorych nie stac bylo nawet na opieke lekarska tutaj.
            Wyjezdzajac z Polski nie pal za soba mostow.
            Pozdrawiam i zycze powodzenia


            >

            • jasyr100 Re: do jarysa 31.07.06, 20:30
              1. Nie mam zadnego doswiadczenia :)

              2. Nie o realia zycia w Polszcze mi chodzi.

              3. Nigdy nie pisalem o bezstresowych warunkach zycia w NZ. Nie pisze o rzeczach
              o ktorych nie mam pojecia. Pisalem o poszukiwaniu "wewnetrznego spokoju", o
              poszukiwaniu nowych bodzcow i wyzwan.

              4. Nikogo nie mam :)

              5. Mysle powaznie o tym wyjezdzie. Do tego stopnia, ze 17 listopada postawie
              swoja stope na nowozelandzkiej ziemi. :)

              6. Zupelnie nie zdaje sobie sprawy z tego co mnie na NZ czeka.

              7. Nie przepraszaj, masz prawo do swoich przemyslen.

              Pozdrawiam cieplo
              Piotr
      • cashoob Re: zbliza sie pol roku 20.08.06, 00:20
        ja tez mielem w sumie problem z rozmowami kwalifikacyjnymi, moim zdaniem na
        rozmowie nalezy siedziec cicho i odpowiadac na pytania, bron boze samemu sie
        odzywac, na pytania odpowiadac tak albo nie - nic od siebie, zakladamy ze kiwus
        albo angol nas przesluchuje, jesli bedzie to ktos z RPA to jest prawdopodobnie
        normalny i sa szanse na normalna rozmowe, generalnie kiwusi i anglicy nie
        oczekuja od ciebie popisu na rozmowie a chca sie upewnic ze dobry wybor zrobili,
        tak wiec nie mozesz byc za bardzo "smart arse" bo bedziesz tylko problemem w
        firmie, to samo sie tyczy cv - najlepiej schodza te co sa 5 stron duzymi
        literami o niczym, moje cv jest przeladowane i ciezko mi przebic sie przez
        sznurek innych kandydatow z pustymi cv. moja impresja, im glupszy jestes tym
        wieksze szanse na dobrom robote. czlowiek z wyksztalceniem i kwalifikacjami
        bedzie mial problemy. sytuacja sie jednak zmienia po czasie jesli juz sie robi w
        biznesie i sie ma kupe znajomosci, w moim przypadku jestem raczej rozpoznawany w
        srodowisku i mam sporo znajomych i prace moge teraz dostac dosyc szybko ale jak
        startowalem bez znajomosci i powiazan to nedza byla straszna. najlepiej miec
        znajomych bo bardzo cenione sa osoby z polecenia. glownie chodzi o to ze
        pracodawca wcale nie ma zamiaru szukac pracownika bo to jest strata czasu,
        lepiej miec kandydata z polecenia a calom zabawe z szukaniem pracownika sie
        ustawia po to zeby miec przykrywke, jako ze wiele firm potrzebuje przejsc przez
        procedure scislom i musi dac ogloszenia do gazet itd. ale na koncu tak czy siak
        znajomosci biorom gore. spotkalem sie z tym nie raz i nie dwa i takie jest moje
        odniesienie do tematu. pozdrofka znad morza w slonecznym Auckland z 0'C na
        liczniku Kaszub

        --
        ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
        czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
        dzyn dzyn...
    • szepa1 Re: zbliza sie pol roku 30.08.06, 07:04
      Az mnie zdolowalo czytajac te wszystkie posty... Zdecydowanie Kaszub nie
      zazdroszcze Ci przejsc, bo tylko one mogly dac taki negatywny opis zycia w
      kiwilandii.

      Jestem w kiwilandii od 4 lat... kurde ale ten czas szybko zlecial. Sa momenty
      kiedy sie zastanawiam dlaczego nie jest tak jak chce, dlaczego nie mam tego co
      bym chcial, ale zdecydowanie uwazam ze:
      w kiwilandii jest ok.
      Nie napisze fantastycznie (sa + i -, dla mnie zdecydowanie wiecej +), ale skoro
      ja jestem zadowolony i sa inne zadowolone osoby, dlaczego inni nie moga miec
      tak samo? Kraj jak kazdy inny, czasami mniej sie dzieje, czasami za duzo
      (przmocy itp), ale kazdy moze znalezc wlasny kat.
      W PLU nie mialem zle, ale mlody bylem i szukalm ...czegos innego. Nie mialem
      wlasciwie nic (poza dlugami) dlatego wyjechalem. W stanach dostalem od zycia
      troche w dupe (praca po 16h dziennie 7 dni w tygodniu). Zapierdzielalem jak
      glupi, zarobilem troche (oddalem dlugi!!!) i szukalem dalej.
      I tak wyladowalem w kiwilandii... jako turysta z tysiacem zielonych i jezykiem
      (wystarcajacym ale zdecydowanie nie zdalbym ajelca). Mialem na tyle szczescia
      ze od poczatku ukladalo mi sie jak sie uklada. Ogolny schemat: wyladowalem,
      poznalem fantastyczna partnerke (moze dlatego widze tyle optymizmu, samemu jest
      tutaj zdecydowanie do ... ciezko), znalazlem prace po fachu, dostalem WP, po
      prawie 3 latach (czyste lenistwo) w koncu zlozylem papiery o rezydenta... Ale
      ten rezydent wlasciwie duzo w moim zyciu nie zmienil. Po tych 4 latach wiem ze
      nie wroce do PLU czy do stanow. No moze kiedys pojade dalej...
      Kuzwa moze naiwnosc mam namalowana na twarzy, ale uwazam ze kazdemu moze byc
      dobrze! Zalezy czegosie szuka. A jak jest zle, wystarczy zobaczyc sie z kims
      kto ma choc troche pozytywnej energii...
      Zdecydowanie ludzie, wiecej optymizmu... zycie nie wazne gdzie... dowali po
      jajach (lub bo innych czesciach ciala), ale zawsze jest jutro!
      ...
      Zgadzam sie tez z tym zeby dowalic dla rownowagi:
      kaszub po jajach... optymisci ... nie wiem po czym, ale tez dowalcie by bylo
      przyjemniej czytac.
      • cashoob Re: zbliza sie pol roku 30.08.06, 09:02
        jak juz napisalem kazdy potrzebuje innego kopa od zycia, ja kopy nazbieralem tak
        w PL jak w NZ, ale dalej uwazam ze NZ nie jest czyms takim super zeby sprzedawac
        majatek i jechac tu na sile, nie ma nic do zaoferowania takiego czego nie ma w
        europie, natomiast zada zeby jej zaoferowac zycie swoje i umiejetnosci. a ja sie
        pytam w imie czego? bo mi NZ nie dalo nic a PL mi dal szkole, praktyke
        zawodowom, przyjaciul, i wiele innych spraw ktorych NZ nawet swoim rdzennym nie
        potrafi dac. wiec dalej twierdze ze Nz nie ma nic co by moglo mi zaoferowac. ale
        kazdy szuka cos innego tak wiec spotyka sie ludzi ktorym pasuje. mi nie pasuje.
        a moje negatywne posty sa z zasady aby pokazac to co zle bo o dobrym to bylo juz
        w nadmiarze. pozdrowka.
        PS. NZ nawet dobrego alkocholu nie potrafi zapewnic nie wspomne o jedzeniu.
        Jedyne co tutaj dobre to brak katolikow ale za to mamy rugbby wiec na jedno
        wychodzi, nie ma sie gdzie ruszyc zeby jak w PL o jednym to w NZ o drugim, tak
        samo inwazyjne i po ryju za poglady tez mozna dostac.
        --
        ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
        czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
        dzyn dzyn...
          • cashoob Re: zbliza sie pol roku 30.08.06, 12:19
            ...katolicyzm i durnowatosc inzynierow po polibudzie co nawet kabla nie obierali
            ale znaja wszystkie calki, no i potem sa dyrektorami tych co calki znajom i
            kable tysz bo akuratnie wujek byl czyims kumplem, a w nz znalazlem to samo ino
            dwa razy gorzej jeno katolicyzm sie zamienil w rugbby i helene klark a inzyniery
            w znajomych znajomych, jenzenierow w plu szlo wytrzymac bo mieli inza
            przynajmniej co za darmo nie dajom a w nz to nawet nie snili o czyms takim i
            komenderujom jak bil klonton. a teraz w sumie po czasie to doszedlem do wniosku
            ze moglbym ten czas inaczej oporzadzic i te studia skonczyc co nie skonczylem bo
            nz wyszlo, no wiec jestem kwasniewski bo mam dwa studia jak on a zadnego dyploma
            a zeby smieszniej bylo to tak znam fizyke jak i elektornike jak informatyke a
            inza w plu nie zrobilem bo nie zdonzylem a w nz zrobilem z palcem w nosie i zeby
            smieszjej jeszcze bylo to jeszcze specjalistyczne kursy co kiwusy sie dumaja jak
            zrobic a ja se egzaminy pyklem ino bez kursowania...i stwierdzam ze to wsio jest
            nic nie warte bo tego w zyciu nie szukalem...i w plu wiecej bym zdzialal jak
            tutaj bo to ze w nz moze i jestem guru srutututu i peczek drutu to nigdy nic nie
            zrobie bo nigdy nikt minie nie dopusci, prosty przyklad, powiedzino mi ostatnio
            tak: zaprojektuj zasilanie awaryjne na 72 godziny pracy systemu do banku, tako
            wiec po obliczeniach wyszlo mi ze musze miec minimum 140Ah bateryje i uklad
            rozdzielania i ladowania tak zeby z jednego zasilanaia awaryjnego pojechac
            kilkanascie malych bakterii i zasilaczow do calego systemu w budynku, no i zem
            se zaprojektowal i zbudowal i odpalil i oddal wyniki do szefostwa... i co?
            cisza.... zaplacono mi za czas dumania nad tym... i co tydzien temu sie
            dowiedzialem ze ja to w sumie nic nie potrafie... no bo kiwusy se poszli i na
            podstawie moich wynikow zbudowali swoje urzadzenie dodajac do niego bezpieczniki
            automatyczne w moj obwod... oczywiscie to sie nie nazywa ze to ja zrobilem ino
            ze oni a ja im zapodalem mysl jak... jako ze to nie pierwszy przypadek w tym
            kraju w 3ciej roznej firmie a wiec ja dziekuje ale nie... w pl jakom robil jakis
            projekt naprzyklad watchdog kart do telekomuny do starych pudel opartych na 74
            TTL to nie dosc ze je zaprojektowalem to i zbudowalem i sprzedalem a w nz ktos
            na moich plecach po raz kolejny zarobil kase...sztuka polega na tym ze jako ze
            nie mam sily przebicia bom cudzoziemiec i nigdy nie bede mial tej sily to zawsze
            mnie tak robili i bedom robic, szczerze mowiac mnie to w..wia bo nie
            lubie...jako zem umysl kreatywny to i mam takie problemy i nigdy nie
            zaakceptuje czegos takiego ale co mam zrobic? za dom musze placic i pracowac
            musze i musze ugiac karku i sie zgodzic czy chce czy nie chce, i takim oto
            sposobem wyjasnilem moje podejscie do zycia w nz, jako ze jestem specjalista w
            swoim fachu tako ostatnio wrecz zostalem odsuniety od zadan specjalistycznych bo
            firma sie za bardzo uzaleznila od moich rozwiazan i doszlo do tego ze nikt inny
            oprocz mnie nie potrafi moich oprogramowan serwisowac nie wspominajac o
            rozwiazaniach technicznych. tako wiec i zeby fajno bylo to wala nie serwowac i
            sprzedawac czegos co ludzie chca kupic jak to sprzedawac bo wtedy bede musial
            byc dobrze oplacany (juz dobrze jestem) i bede musial byc ponad co sie nikomu
            nie podoba...czyli NZ nigdy do 22 wieku nie trafi bo niby jak skoro to globalne
            podejscie... i dlatego wiemy dlaczego serwis jest g warty tutaj...bo manager
            nigdy nie da wyskoczyc powyzej wala bo sam straci prace... to co jest czarna
            magia dla nich to dla mnie nie i dla wiekszosci polakow tez nie jest i dlatego
            wczesniej czy pozniej jestem ususwany bo tworze komus konkurencje kto ma glebsze
            "korzenie jak ja" i to mnie w...wia bo w PL mialem takie problemy tysz ale
            znikome bo idiote zawsze jakiegos mozna bylo ugiac wczesniej czy pozniej jak nie
            znajomosciami to ruskimi albo kolesiami z dzielnicy bo bat na kazdego sie
            znajedzie a w NZ nigdy NIGDY nie bedzie cudzoziemiec swoj i nigdy to sie nie
            zmieni, nas sie tutaj dojii jak krowy i tak zawsze bedzie. i dlatego kto ma
            lepetyne nie od parady to w NZ ma dwie obcje, swoj biznes albo nie tutaj, swoj
            biznes to tez nie latwa sprawa bo sie poprosu nie ufa nam i tyle .... mam
            nadzieje ze temat wyczerpalem....a nigdy nie zaakceptuje pani Krysi co w 1/64
            jest maorysem bo ktos jej babcie stuknol kiedys i ona jest w robocie traktowana
            jak papierz pancerfaus w rajchu...a karol byl u nas... nie kumam i nigdy nie
            pozwole na to i dlatego wczesnije czy pozniej wyjade bo wole swoj wlasny pl jak
            cudzy nz gdzie oprocz plazy i lasu to ten kraj nic mi innego nie moze
            zaproponowac. a nie jestem blondynkom ktorej do zycia potrzeba dobrego mocnego
            bata i kawalka chleba zeby w brzuchu nie burczalo i sie nie bende zachwycac
            wyciem maorysa na scenie ktory tak wyje 20 lat i nic sie nie zmienia w jego
            wyciu. Mazowsze wiecej potrafilo pokazac jak maorysy wyjce w sukienkach z
            kawalka patyka z paukiem w renku tudzisz ponponami w renkach samoanek bo
            maoryski wyginely prawie...

            --
            ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
            czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
            dzyn dzyn...
            • szepa1 Re: zbliza sie pol roku 31.08.06, 01:19
              ... zycie to nie je bajka... rozumiem twoja frustracje, sam mam czasami do
              czynienia z kompletnym debilizmem.

              Pracuje w firmie z korzeniami kiwuskimi tyle ze kadra pracownicza zdecydownanie
              nie jest kiwuska (okolo 75% pracownikow umyslowych to europejczycy, fizyczni
              to ... powiedzmy wyspiarze). Jakis czas temu firma zostala wykupiona przez
              szwedow. Wychodzi ze niby jest blizej europy tyle ze od tego momentu zrobilo
              sie gorzej... na dodatek decyzje jakie podejmuja swiadcza o tym ze nie tylko
              kiwusie maja patent na ciemnote umyslow. Duzo by sie rozpisywac, no ale fakt
              jest taki ze ja jestem tylko pracownikiem i mam niewiele do powiedzenia i
              podejmowania decyzji.

              Twoj przypadek z projektowania jest dosc idiotyczny. Nie pozwolilbym na takie
              traktowanie. Czyste chamstwo. Jesli masz dokumentacje sprobowalbym poradzic sie
              kogos, jakiegos prawnika. Z tego co piszesz wyjezdzasz, czyli rezygnujesz z
              pracy. Dowal im na koniec, podaj do sadu pracy czy cos... jesli pozwolisz im na
              takie traktowanie, niewazne gdzie bedzie sie ciagnelo.
              Mialem tutaj kiedys sytuacje ze podwazano moja wiedze (z racji wieku...
              gowniarz bylem porownujac z otoczeniem), ale opierdolilem i teraz szanuja.

              Mi kiwilandia dala szanse i dlatego uwazam ze nie jest tu az tak zle. Ale kazdy
              ma swoje zdanie. Bedac tutaj troche otworzyly mi sie oczy. Nie wiem jak by sie
              potoczylo moje zycie w PLU, ale podejrzewam jednak ze bylo by mi trodniej w PLU
              niz tutaj... Nie doczytalem sie w postach jak dlugo tutaj jestes... na moje
              obliczenia cos okolo 2-3 lata. Wydaje mi sie ze sie to dosc duzo, po powrocie
              do PLU mozesz sie ponownie rozczarowac.

              Zgadzam sie z Toba, ze jesli jestes ustawiony tam gdzie mieszkasz i nie jest ci
              zle... tutaj moze byc ciezko, dla niegktorych za ciezko. Sprzedawanie majatku i
              szukanie szczescia daaaaaaleko do rodziny, przyjacol mija sie z celem.
              Ja nie mialem do stracenia nic dlatego jestem zadowolony. Jedyne co mi brakuje
              to rodzina i bliscy. Ale takze i tutaj mozna spotkac wartosciowych ludzi...
              Szukaj z znajdziesz (czegokolwiek szukasz)...

              pozdo i narka
              • cashoob Re: zbliza sie pol roku 31.08.06, 08:30
                a ja powiem tak, za stary jestem na zabawe w kotka i myszka...sady mi nic nie
                dadza oprocz straconego czasu i opinni takiej ze pozniej to zadnej roboty nie
                dostane. tak sie sklada ze ja nie musze nikomu nic udawadniac, a jedno co mi sie
                sprawdza to to ze jak narazie moje podejscie do ludzi i zycia pozwala mi dosyc
                szybko rozeznac sie w sytuacji i obrac tor przeszkod. jest takie powiedzenie ze
                jak medrzec wsrod idiotow bedzie udawac kolejnego idiote to szybko pozna kto
                medrzec wsrod idiotow. i ktokolwiek to powiedzenie wymyslil to nie byl idiota.
                bo ja wiem jedno, ja dalej bede w stanie projekty robic a ten co udaje cwaniaka
                dalej go bedzie udawac az mu ktos kark przetraci. a z innej beczki napisze co mi
                sie dzisiaj w Helensville przytrafilo. otusz na sajcie instalujac nowom
                instalacje zapraglem podczas ciagniecia druta zapytac elektryka co ten drut ma
                robic no wiec poszedlem do niego a on akuratnie godol z jakowyms maorysem. kiedy
                ladnie skjuzmowalem im podczas rozmowy i sie zapytalem o druta to maorys wtracil
                mi sie w pol zdania z dumnym zapytaniem skad jestem, jako ze cudzego chamstwa
                nie toleruje to mnie zatkalo i zajelo mi 10 sekund zeby mysli pozbierac, w
                trakcie owej zbieraniny mysli maorys znowu mi sie wciol ze ze zimbabue jestem.
                to mnie ponioslo i bardzo uprzejmie z duzom dozom niesmialosci spokojnie mu
                powiedzialem ze on mi wyglada jak ze zimbabue (bo czarny jak bloto byl wedle
                mojego spostrzezenia) no i sie gosciu wsciekl po czym w 10 minut sie
                dowiedzielismy z elektrykiem ze jestesmy white trash ze jestesmy nie na swojej
                ziemi, ze gosc bedzie mnie sledzil i mi dom spali i zgwalci zone, ze jestem
                natzi zi dojcz, ze my biale swinie zesmy im ziemie zabrali i cala mase takich
                epitetow. i wtedy mi sie przypomnialo o najnowszym odkryciu nowozlenadzkiego
                naukowca ze maori maja krajm dzin :(crime gen) czyli gen kryminalny tudziesz
                genotyp kryminalisty. jako ze ow naukowiec przebadal tulu maorysow ze zauwarzyl
                u nich wystepowanie tego genu w podwujnej ilosci jak u reszty, a ze jak to
                stwierdzil maorysi siedzom w pudlach i sa w 90% odpowiedzialni za przestepczosc
                w Nz to ten gen musi byc kryminalny bo tylko on jest inny jak reszta genow. no
                coz ja sie spierac nie bede aczkolwiek z elektrykiem obaj zesmy sie poczuli nie
                swojo na nie swojej ziemi bo on bialy tez byl. a potem to stwierdzilem ze
                jeszcze pare miesiecy i bedzie okej.

                --
                ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
                czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
                dzyn dzyn...
                • cashoob Re: zbliza sie pol roku 31.08.06, 08:38
                  a co do powyzszego zimbabue to podam ze teraz jest chryja ze nowa zlenadyja
                  przyjela ponad 600 uchodzcow z zimbabue, i sie okazalo ze nikt nie sprawdzil co
                  to za jedni i ze 140 ma hifa, no i wyliczono ze to bedzie kosztowac minimum 3
                  banki na ich leczenie, i sie ludzie wsciekli bo kurde natywni nie maja porzadnej
                  opieki medycznej i musza czekac zeby do szpitala ich przyjeli po 6 miesiecy a tu
                  takiego bambusa se Helena Klark sprowadza ze hifem a ja i reszta bedzie za to
                  placic, super by bylo gdyby czarny nie mial hifa ale jak sie okaze to bo oni
                  chorzy wszyscy to beda siedziec na socjalu i nic nie robic tak jak polowa arabow
                  juz robi, tak wiec mi sie to zimbabue odrazu skojarzylo ze maorys pije do mnie
                  ze mam hifa albo cus i dlatego sie tak wsciekl jak mu pileczke odbilem, nie
                  wpadl bambus jeden ze nie tylko on jest smart arse i go szlak trafil, ot
                  orginalna uprzejmosc nowo zelandzka tak chucznie opisywana na tym forum , no ale
                  co mozna powiedziec jak opisywana jest przez ludzi ze starzem 3 miesiace i
                  poziomem jezyka kali doic krowa co nie potrafia odruznic drwiny od zartu... Nowa
                  Zelandia Welkam tu fresz mit...
                  --
                  ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
                  czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
                  dzyn dzyn...
                    • kasiul_stadt Re: zbliza sie pol roku 01.09.06, 02:07
                      Watpie aby swierzo upieczony imigrant znal slowa jak zambuck, jafa, yakka,
                      crickey czy wyrazenia typu how much would you charge to haunt a ten room house?
                      :), she'll be right itd. Stad niestety mylne pojecie na poczatku kariery
                      emigranckiej wynikajace z nieznajomosci np. kiwuskiego. Jak w kazdym
                      anglojezycznym kraju angielski rozni sie i nawet jesli masz skonczone studia i
                      tak zajmie ci to chwile by wtopic sie w ten akuratny wlasnie jezyk wspolczesny.
                      I tak np moja kolezanka z South Africa zdziwila mnie ze idzie kupic cos tam
                      now-now. Now-now niestety nie oznacza juz, od razu co by sugerowalo podkreslenia
                      slowa now ale wrecz przeciwnie jest to oznajmienie "pozniej". Odmiana SA English...
                      Inna rzecz pojsc kupic mleko inna pojsc i zartowac z Otara pplz...
                      --
                      In the real world
                      as in dreams
                      nothing is quite what it seems.
                    • cashoob Re: zbliza sie pol roku 01.09.06, 08:39
                      a bo znam ich paru - na cale pospolstwo w christchurch jakie poznalem to moze ze
                      25 osob potrafilo zartowac w jezyku a reszta jak kali potrafila isc i kupic
                      batona i to byl ich szczyt, slangu to jakos nie ucza w PL tysz, a zreszta w
                      Auckland ze calej masy polanskich to na palcach bym policzyl kto potrafi tak
                      zaraz po przyjezdzie isc na rozmowe kwalifikacyjna, wiekszosc niestety nie zna
                      jezyka albo go zna slabo, wiem po sobie bo sam przebylem te rzmudnom droge, z ta
                      roznica ze mi sie w glowie nie miesci gdzies mieszkac i nie znac panujacego
                      jezyka, tak wiec sie go nauczylem, a 80% to stopuje na minimum niezbednym. Stad
                      tez sie biora niedomuwienie i brak zrozumienia do otaczajacego swiata, i stad
                      sie bierze postrzeganie kiwustwa jako przyjaznych ludzi, nie przecze jest masa
                      dobrych ludzi i wielu przyjaznych ale na pierwszy rzut oka pozory myla, z calej
                      masy poznanych mi przyjaznych kiwusow z ktorymi moglem isc konie krasc bo tacy
                      uprzejmi byli przez pierwsze 15 minut to ani jeden nie odezwal sie do mnie albo
                      mnie zaprosil na piwo, a przeciez tutaj twierdzono ze ci ludzi serce by oddali
                      (jak moj maorys wczorajszy) a fakt jest jeden , ludzie sa mili bo tak kultura
                      tutejsza wymaga ale jak sie odwraca to przestaja byc mili i nie raz sie
                      spotkalem jak kiwus byl uprzejmy do kogos tam i sie smial i zartowal i byl supa
                      body count a potem co? sie odwruci i mowi do mnie ze to ass hole jest i tego i
                      tamtego. niestety ja sie juz przestalem ludzic, wole polskiego rolnika co ma
                      szpadel w dloni niz tutejszy pomiot. wracajac do jezyka to niestety jego slaba
                      znajomosc daje zludzenia w postaci wychwalania przyjazni ludzkiej. na wlasnych
                      plecach sie przekonalem ze ta przyjazn jest na pierwsze 15 minut a potem znika
                      cudownym sposobem. do dzis moge pokazac klienta nie jednego co jest super
                      klientem a potem wydzwania do biura ze to i tamto ten imigrant nie porobil itd.
                      tak wiec zalecam sie obudzic. a tym co jezyka nie znaja to isc do knajpy i tam
                      sie uczyc bo bedzie to jezyk realny a nie ze slownika choc i taki nalezy znac.


                      --
                      ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
                      czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
                      dzyn dzyn...
                      • poledownunder Re: zbliza sie pol roku 01.09.06, 11:22
                        Przepraszam, wiem ze powiedzialam ze nie bede tu wiecej pisac, ale krew sie we
                        mnie gotuje jak te brednie czytam to i napisze. Kiedy moja corka szla na
                        operacje przyszly sie do nas pozegnac i pozyczyc powodzenia kobiety z ktorymi
                        niewiele mnie laczylo i laczy oprocz tego ze wspolnie skonczylysmy kurs
                        prenatalny. Kazda przyniosla domowej roboty obiad do zamrazalnika zebym przez
                        dwa tygodnie po operacji nie musiala sie martwic o posilki, bo dosc bede miala
                        na glowie. Niektore, zeby przyjsc, musialy wziac tego dnia urlop. Ilekroc
                        potrzebujemy, zeby ktos sie zajal dziecmi wieczorem, sasiadka obok jest do
                        dyspozycji, nawet jezeli uprzedzamy ja o tym tylko dzien wczesniej. Nigdy nie
                        wziela od nas grosza. Sasiad z drugiej strony lubi lowic ryby. Zawsze jak mu
                        sie uda polow podrzuci nam swieza rybe na kolacje. Na Swieta zawsze mamy
                        dylemat czyje zaproszenie przyjac, bo znajomi wiedza ze nie mamy tu rodziny,
                        wiec zaproszen jest zawsze kilka. Takie przyklady kiwijskiej zyczliwosci
                        moglabym mnozyc. Wiele osob wiele dla mnie i mojej rodziny zrobilo,
                        bezinteresownie, z dobrego serca czy ot tak. Nie godze sie z tym, ze tacy
                        ludzie sa tu bezkarnie obrazani, wiec mimo ze nic to nie zmieni, pisze. Niech
                        chociaz 5 minut do wykasowania powisi w sieci to, co sie roznym milym i
                        zyczliwym Kiwim nalezy.

                        Kaszubie niepospolity, znajdz jakies lustro, przypatrz sie dlugo i dobrze
                        swojemu odbiciu, moze zobaczysz wreszcie dlaczego ludzie nie chca Cie zapraszac
                        na piwo i nie okazuja przyjazni. Co Ty im okazujesz?

                        Pozdrawiam
                        Pospolstwo z Christchurch

                        PS: Czy moglbys rzucic troche swiatla na metode jakiej uzyles aby ocenic, czy
                        pospolstwo z Christchurch potrafilo zartowac po angielsku czy nie? Z tego co
                        pamietam, kupienie batona bylo dla Ciebie w tych czasach wyzwaniem.

                        --
                        We are no other than a moving row
                        Of Magic Shadow-shapes that come and go
                        • cashoob Re: zbliza sie pol roku 01.09.06, 13:03
                          tosz ci napisalem ze nie masz co probowac... wszyscy jestescie jedna wielka
                          rodzina, jak to bylo? wszyscy polacy to wielka rodzina, tata czy mama, kupa
                          s......jak to Wieszak spiewal na imprezach polonijnych, nasladujac rodzine
                          spiewajaca ten utwor na 3 glosy i alt przy flaszce, latanie na golasa na plazy w
                          otoczeniu braci z rodziny to tez u was jest normalne o ile mi wiadomo, a moze ty
                          nie bylas zaproszona co??? o ile mi wiadomo to znamienitosci na takie male orgie
                          chodzom no wiec ty moglas nie miec tej przyjemnosci. a jak co przyszlo dodczego
                          i mr D W sie bral za pisanie donosow na mnie to ta wielka rodzina stwierdzila ze
                          bezpieszczniej sie odwrucic, wiem ze to personalne bardzo pisanie donosow ale o
                          ile wiem to D W pisal przez lata nie tylko na mnie a nawet mial teczke na
                          rodzinnych towarzyszy ale lepiej bylo udawac ze nie ma. i wiem ze spotykanie sie
                          nadal jest modne w chch bo jakze by inaczej bylo o czym plotkowac? a jak ci reke
                          kiedys urwie to tez przyjade nawet z Mazur zeby ci ja podac... a krowy potrafia
                          latac... a jak to bylo teraz niedawno z wielka rodzina? jak to nowoprzybyli
                          towarzysze raczyli nieostroznie sie wyslowic ze im z auckland pomagam to im
                          powiedziano w rodzinie co? ze albo kaszub albo my? nie tak bylo? jeno jakos nie
                          zauwazylem zeby ktorys czlonek wielkiej rodziny im pomocy jakiejs udzielil
                          oprocz wywalenia z mieszkania na bruk, ale widzisz u was pomoc rodzinna zawsze
                          jest tam gdzie sie da na ploty wybrac jak to zawsze wsrod polonii bylo, tak w
                          USA tak i tutaj zasady sa jedne, widzialem wasze rodzinne zycie w CHCH i powiem
                          ci ze idz sie obudz bo ja wole nie miec takich znajomych jak zyc w takim
                          zaklamaniu jak ty zyjesz, a moze se sprawy nie zdajesz z tego co sie dzieje do
                          okola? rozumiem ze zapraszanie kaski na wodke bez meza tak po cichu bo akuratnie
                          wybieralas sie na odwiedziny w te strony to tak po waszemu po swojsku, moze by
                          ci sie udalo akuratnie mi zone przekabacic zem gupi, co chcialas ja na ploty
                          zabrac i wydusic zeby miec o czym gadac? wez przestan pierdoly pisac bo ci
                          napisalem ze wartosci ni jakiej w tym co piszesz i zaczepki szukasz tylko. a dla
                          twojej swiadomosci to jak opuszczalem ten padol lez w dolinie to kupienie batona
                          w moim przypadku bylo nadmiernie problematyczne, ty to wiesz najlepiej bo
                          widzialas mnie przez moje 3 lata bliskie pobytu w tej norze ze 3 moze razy i
                          najlepiej wiedzialas jak to sie batony kupuje no nie, a widzisz ja widzialem
                          pospolstwo do ostatka i moge zaczac nazwiskami sypac az mi miejsca zabraknie?
                          jak masz amiar takie 'brednie' pisac to oszczedz i pisz na mojego emaila, i nie
                          rob sobie z forum osobistej wycieraczki, chcesz sie wycierac to poszukaj innych
                          sposobow, kiedys ci pisalem jak to robic. i na paihe nie zwalaj ze kasuje bo jak
                          sie te posty czyta to sam bym zaczol kasowac bo sie nie da ich zdzierzyc, jak
                          chcesz to ci podam namiary na 'wczorajszego maorysa z helensville' to moze mu
                          renke podasz i razem mi dom spalicie i zgwalcicie zone bo on pewnie tez sie mnie
                          czepial tak bezzasadnie ze az kiwusom kolki w lapach sie zapalily ze zlosci...
                          na twoj przypadek jest fachowe okreslenie, pseudologia phantastica to bylo o ile
                          pamietam.

                          PS. Chuck Norris potrafi nauczyć Leppera kultury.
                          --
                          ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
                          czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
                          dzyn dzyn...
                      • myshen82 Re: zbliza sie pol roku 01.09.06, 23:20
                        no wszystko rozumiem... oczywiscie pewnie czasem zdarzaja sie osoby
                        nowoprzybyle, ktorych angielski pozostawia wiele do zyczenia...
                        ale pomiedzy, jak piszesz poziomem angielskiego 'kali jesc' a poziomem na ktorym
                        zna sie slang ktorym operuje sie w danym kraju czy miejscu jest jeszcze jeden
                        poziom, o ktorym tak jakos oboje (ty i Kasiul) zapomnieliscie...
                        chodzi mi tu o dobra znajomosc angielskiego, ktora umozliwia swobodna rozmowe na
                        kazdy temat...
                        przyznaje, nie znam kiwuskiego slangu, ale nie znaczy to, ze nie umiem po
                        angielsku zartowac.. slangu nie znam tylko dlatego, ze nigdy w NZ nie bylam i
                        dopoki nie poznalam swojego kiwi nie interesowalam sie NZ.
                        zakladam ze kiedy sie, Kaszubie, zjawiles w NZ tez nie znales wielu slowek i
                        jezyka potocznego, zdaje sie ze zapomniales o tym i teraz sie troche wymadrzasz
                        --
                        "Marysiu! Przecież mówiłem Marysi!!! Pięć kilogramów cukru do siatki i do domu,
                        do domuuuuuuu!!!!!!!"

                        takie tam zapiski wloskie
                        • kasiul_stadt Re: zbliza sie pol roku 01.09.06, 23:53
                          Myshen, ja nie zapomnialam. Troche czasu mi jednak zajelo zanim zaczelam chwytac
                          dowcip mimo umiejetenosci swobodnej rozmowy. Np slowo jafa dawno juz slangiem
                          nie jest, coraz czesciej slyszy sie to w radio, choc jeszcze kilka lat temu bylo
                          to slowo Pld wyspy, zwlaszcza CHCH :) Zalezy tez od kontekstu, bo ma wlasciwie
                          dwa znaczenia pozytywne i negatywne. Jest tez specyficzny kiwuski humor na
                          domiar smiechu. Jako ze przyjechalam z dobrym angielskim, mimo ze mialam nawet
                          wyklady ze slangu na ang w Polsce i tak spedzilam troche czasu nad zrozumieniem
                          kiwuskiego. Na poziomie dowcipkowania.
                          Nt NZ zaczelam wypowiadac sie, "publikowac" dopiero po ponad dwoch latach pobytu
                          tutaj a nie po miesiacu czy roku. I nie prowadze monopolu na swoja prawde,
                          jednakowoz ktos kto dopiero zajechal i nie pracowal w NZ moze wypowiadac sie
                          tylko jako turysta, takie moje skromne zdanie.
                          A zal mi tych ludzi co siedza tutaj 3 czy 4 razy dluzej jak ja a angielski maja
                          na tyle ile im potrzeba. Czyli zakupy i prosta komunikacja. Zal mi bo jak mozna
                          rozumiec co sie dzieje dookola? A takich ludzi tu sporo. Tak samo jak w Usa np.
                          Moj brat nie mogl sie nadziwic ludziom ktorzy po 30 latch pobytu w Jueseju nadal
                          zakupy robili na zasadzie pokazywania.
                          Kaszub bedzie sam sie "bronil" ale powiem tyle, wypowiadal sie na necie nt
                          Kiwich itd po dluzszym juz pobycie tutaj, jak juz mial dobry angielski. A jak
                          pisal na poczatku i jak swiatopoglad mu sie zmienial to chyba tylko Paiha zadala
                          sobie trud poznania ;)
                          --
                          Zwei Dinge sind unendlich, das Universum und die menschliche Dummheit, aber beim
                          Universum bin ich mir nicht ganz sicher...
                          • myshen82 Re: zbliza sie pol roku 01.09.06, 23:59
                            no dobrze :) Do czego zmierzalam... chodzilo mi o to, ze mozna przyjechac z
                            dobrym angielskim i na miejscu zlapac slang, prawda? to najlepsza metoda, 'na
                            sucho' to nie to samo...

                            hmm, jesli chodzi o ludzi, ktorzy przyjezdzaja do jakiegos kraju i nie pracuja
                            nad jezykiem... uwazam ze mnostwo traca...
                            --
                            "Marysiu! Przecież mówiłem Marysi!!! Pięć kilogramów cukru do siatki i do domu,
                            do domuuuuuuu!!!!!!!"

                            takie tam zapiski wloskie
                          • myshen82 Re: zbliza sie pol roku 02.09.06, 00:05
                            a propos wypowiadania sie na temat NZ po paru miesiacach pobytu... wiesz, ja
                            chetnie czytam wszystkie opinie i ciesze sie ze ludzie chca sie dzielic swoimi
                            obserwacjami i wrazeniami... nawet jesli te sie potem (wraz z dluzszym stazem)
                            zmieniaja... wtedy jest w sumie ciekawiej, daje to pojecie o tym jak ewoluowalo
                            postrzeganie kraju, jego kultury etc...
                            Mysle ze takie wypowiedzi i opinie 'na swiezo' po przyjezdzie sa ciekawe i
                            potrzebne, a jesli ktos je odbierze bezkrytycznie, jako jedyna prawde.. to juz
                            jego problem... :)
                            --
                            "Marysiu! Przecież mówiłem Marysi!!! Pięć kilogramów cukru do siatki i do domu,
                            do domuuuuuuu!!!!!!!"

                            takie tam zapiski wloskie
                            • kasiul_stadt Re: zbliza sie pol roku 02.09.06, 00:29
                              Mi chodzi raczej o wypowiedzi typu Kowalsia, do ktorej nic nie mam bo mi nic nie
                              zrobila, ale ktorej wypowiedz ze Kaszub oczernia po dwoch miesiacach pobytu jest
                              troche smieszne, zlwaszcza ze Kaszub pije do polityki ktorej poznanhie zajmuje
                              wiecej jak rok. Chodzi mi o to ze po kilku mies mozna turystycznie jak
                              najbardziej dlatego przez pierwsze lata pobytu nie powielalam oklepanego
                              przyroda jest piekna, robilam to pzoniej juz ze swoimi pogladami, tymi
                              pozytywnymi i negatywnymi :)
                              Do tej pory smiesza mnie okreslenia Helengrad...
                              --
                              Zwei Dinge sind unendlich, das Universum und die menschliche Dummheit, aber beim
                              Universum bin ich mir nicht ganz sicher... Głupi a nadgorliwy do ognia dolewa oliwy.
                            • maciejus76 Re: zbliza sie pol roku 03.09.06, 00:23
                              czytam i sie smieje, mi sie wydawalo ze znam angielski, jak wielokrotnie
                              pisalem, po przyjezdzie nie bylem w stanie zrozumiec "o co im chodzi", slang o
                              ktorym piszecie nie jest slangiem, jet jezykiem uzywanym na co dzien, zeby
                              pojsc kupic batona te nalezy znac co nie com, i do dzis mimo ze minelo ponad
                              poltora roku uwazam ze jeszcze dlugo nie mam szans na to zeby nie zostac
                              rozpoznanym jako "obcojezyczny", co ciekawe, najwiekszy procent zgadywanek
                              mojego akcentu trafia w "z Kanady?" drugi "z Holandii?" pare razy bylem
                              zapytany czy jestem Amerykaninem co niezmiernie mnie bawi bo to nadal jest
                              jezyk ktory jest dla mnie obcy...

                              To wszystko wynika z tego ze w tym kraju gros ludzi nie potrafi poprawnie sie
                              wyslawiac w swoim jezyku, nie wspominajac o slowie pisanym.... to jest dramat,
                              ja nie robie takich bledow w spellingu angielskim jak rodowici kiwusi...

                              Tak jak pisze Kaszub i z czym w pelni sie zgadzam, poziom podstawowy niestety
                              wystarcza niektorym imigrantom do zycia, mi nie, i to ze mozna kupic batona
                              pokazyjac go i szybciutko ze wstydem wyjsc ze sklepu, OK, tylko po co tu bylo
                              przyjezdzac... dla mnie celem bylo wtopic sie w tlum, stad poczatkowa izolacja
                              od tutejszej polonii, ale do tego jak widze dluga droga, a czasem ze "swoimi"
                              wodki sie napic trzeba, tak, bo to zawsze bedzie "my" i "oni"... zawiazalem
                              kilka niesamowitych znajomosci polskich, co bardzo czasem pomaga przetrwac
                              generalna beznadzieje tego kraju, jak i niepolskich co pozwala na rozwoj, ale
                              tylko jezyka, bo merytorycznie to raczej... a zreszta...

                              pozdrawiam niedzielnie siedzac w robocie :-(
                              maciejus
                        • cashoob Re: zbliza sie pol roku 02.09.06, 02:54
                          ja sie zawsze wymondrzam :) a co do jezyka jest naprawde malo ludzi ktorzy maja
                          ten srodkowy poziom, wiekszosc ma "kali poziom" jak juz pisalem, a cala
                          konserwacja na temat jezyka ma na celu jedno (jesli o mnie chodzi), pokazac ze
                          twierdzenia generalizowane sie biora z nieznajomosci realiow tudziesz jezyka.
                          jak ci ktos po 3 miesiacach bycia w Nz moze uchodzic za specjaliste od
                          zyczliwosci tubylczej lub sytuacji ekonomicznej kraju? Wiekszosc stron o NZ jak
                          naprzyklad nz.pasnik.pl/ jest budowana na chwilowym zachwycie osoby
                          piszacej, ja jakos nie moge sie zgodzic z opiniami osoby bedacej w danym kraju 6
                          miesiecy i brac je za pewnik bo sam juz mialem ten stan swiadomosci co mozna na
                          mojej stronie wyczytac w starych tekstach. wiem ze sie to zmienia z czasem i
                          znam ludzi ktorzy sie nie udzielaja na forach i sa tutaj rok i maja dosyc i maja
                          gorsza opinie jak ja i wcale ci ludzie nie sa jacys dziwni bo pochadza z roznych
                          stron swiata a opinie sa zbierzne. ale tez widze stado ludzi ktorzy po pol roku
                          byca w nz znaja kraj na wylot i wiedza najlepiej jak tutaj jest a za
                          przeproszeniem nie byli w 60%tach albo i lepiej miejsc na wyspach. co do
                          rzyczliwosci tubylczej i zachwytu powitaniami na ulicy i tym ze mozna
                          porozmawiac z kims o czyms to wcale nie jest tak piknie bo jest to wymuszone i
                          nie swiadczy o niczym, moj dziadek tez stawal na ulicy i gadal z innymi
                          dziadkami tak jak przed wojna sie robilo i wcale nie byl rzyczliwtym czlowiekiem
                          a wrecz przeciwnie i szpadel u niego w lapach na sasiada nie byl rzadkoscia.
                          wiec przyjmijmy ze w nz nadal jest wiecej tych co znaja angielski slabo jak tych
                          co maja dobry lub natywny poziom. nie bede juz wspominac o dwujezycznych paniach
                          bo takich jest jeden w nz. ja osobiscie nie znam nikogo nawet z ludzi bedacych
                          tutaj latami zeby siebie okreslili jako dwujezyczni. mimo ze uzywam jezyka jak
                          polskiego to nie smiem powiedziec ze jestm dwujezyczny, poprostu mowie po
                          angielsku. jest tez wielu ludzi jak Piter ktorzy nie wazne co i jak to beda sie
                          zaperzac ze nz jest boskie bo byc moze w PL nie mieli nic i mieszkali w dziupli
                          gdziec na wsi i nigdy nie byli w miesice tak wiec NZ wydaje im sie rewelacyjna.
                          ja raczej podchodze do wszystkiego tak samo i tak katolicyzm w PL da sie piknie
                          odniesc do All Blacks w NZ i jakbym posiedzial to bym wyszukal mase podobienstw.
                          Nalezy tez popatrzec na to ze ludzie zawsze maja sklonnosci do koloryzowania
                          wiec nalezy cedzic przez sito nawet moje wypowiedzi i lapac to co ma sens. i tak
                          stwierdze ze Pani ktora stwierdzila na jednej z imprez ze "on call" to jest
                          praca w szpitalu onkologicznym na durzurze to nie miala dobrego angielskiego a
                          takich pan widzialem 95% za wszystkich polackich imprezach. i te panie napewno
                          by go Grazynki na forum pasowaly wypisujac ze dostaly od bosa fure skore i
                          komure i to tak podnioslo ich status spoleczny ze Chuck Norris sie chowa. a ze
                          takich pan jest duzo tak i wiec mamy fora grazynkowe. a ja zalecam przeczytac
                          "Moralnosc Pani Dulskiej" i wtedy wszystko sie wyjasni i wyklaruje. pozdrowka.

                          --
                          ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
                          czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
                          dzyn dzyn...
                          • myshen82 Re: zbliza sie pol roku 02.09.06, 08:37
                            Kaszub! ale przeciez autorzy tych stron nie uwazaja ze to co przedstawiaja to
                            jedyny i sluszny obraz NZ - tu chodzi glownie o podzielenie sie spostrzezeniami
                            (te spostrzezenia moga sie po dluzszym pobycie zmienic), pierwszymi obserwacjami
                            itp...
                            zauwaz ze te osoby NIE uwazaja sie za specjalistow... inna sprawa to czytelnicy
                            - jezeli ktos sobie wyrabia zdanie o NZ tylko poprzez czytanie roznej masci
                            blogow itp, to jego problem - najlepiej jest przyjechac i przekonac sie samemu
                            (co ja niedlugo uczynie)...
                            --
                            "Marysiu! Przecież mówiłem Marysi!!! Pięć kilogramów cukru do siatki i do domu,
                            do domuuuuuuu!!!!!!!"

                            takie tam zapiski wloskie
                            • cashoob Re: zbliza sie pol roku 02.09.06, 09:53
                              racje moze i masz ale akuratnie ci powiem z doswiadczenia, ze ci autorzy owych
                              stron w bardzo wielu miejscach dali odczuc a wrecz napisali jak krowie na rowie
                              jaki maja poglad o NZ i mojej osobie a najslynniejszym przykladem jest Mr Sosna
                              i jego boski komentarz do mojego opisu CHCH i do mojej osoby dodam ze imc Sosna
                              wtedy jak to komentowal to nigdy w CHCH nie byl :) (komentarz byl na jego
                              stronie w listach) i tak to mozna by mnozyc, jak mniemam nie mialas przyjemnosci
                              sledzic poczatkow calego zamieszania, nie bede sie zaglebiac ino powiem ze moje
                              podejscie do tematu to jedna kolejna opinia ale ze w takiej formie to i opinie o
                              moich opiniach byly rozne w roznej formie, roznica jest jednak taka ze w moich
                              opiniach nigdy nie bylo wzmianki na temat osob (do czasu) i zdarzen natomiast ja
                              bylem przytaczany z odpowiednim komentarzem przytaczajacego tak wiec w pewnym
                              momencie (5 lat czytania gupot na moj temat) sprawilo mi przyjemnosc
                              niewyslowiana autorom owych gupot troche zdrowia popsuc. i jak kowalasi
                              napisalem tak kazdemu napisze ze zanim napisze cos na moj temat to niech pomysli
                              co ja moge napisac na ich temat bo reakcja rowna sie antyreakcja. mysle ze to
                              sprawiedliwe bardzo a ze jestem jaki jestem tak i nie przebieram w formie i
                              tresci. natomiast jesli zauwazysz moje opinie np na temat pasnika sa bardzo
                              jasne jako ze na pasniku moge wyczytac mase frazesow jak np ze imigracyjna
                              polityka jest bardzo przemyslana ?!? taki komentarz autora swiadczy tylko o jego
                              nie wiedzy i nie znajomosci tematu bo akuratnie jest dokladnie odwrotnie, i
                              takie strony i komentarze bede lzyc i szargac jako ze psuja wiecej jak czynia
                              dobra, a ze autor jest jak kazdy dumny ze swojego dziela tak pierwszym i
                              zwyczajnym odruchem jest stwierdzenie ze kaszub sie znowu czepia, no coz taka
                              moja rola widocznie. moge ubolewac tylko nad tym ze ludzie pisza gupoty bez
                              doglebnego wgryzienia sie w temat, nic z tym sie nie zrobi bo taka ludzka
                              natura, a na imigracji natura sprowadza sie do chwalenia sie pod niebiosa jaki
                              to sukces zyciowy sie odnioslo a w pl jaki syf byl i jak to rewelacyjnie jest na
                              imigracji, stany sa najlepszym przykladem a w nz to jest poklosie stanow a ze
                              male to i bardzo przejrzyste. tak sie sklada ze znam ludzi ktorzy wrocili do plu
                              i na nz nie chca spojrzec nawet nie wspomne o przypominaniu im jak tu cudownie i
                              wspaniale. fak jednak jest taki ze ludzie ktorzy wrocili do plu maja w dupie nz
                              i nie chce im sie nawet wspominac tego bagna (ja bede nastepny w kolejnosci) a
                              ci ktorzy siedza w nz na sile chca pokazac innym jak to rewelacyjnie w nz jest,
                              nie wiem czy to ich dowartosciowuje czy tez pozwala im zyc w tym padole lez bo
                              innego wytlumaczenia nie widze. nastepnym czyms czego nie rozumiem to zrzeszanie
                              sie jak za papy stalina w instytucje polonijne i pokazywania lokalnym jakie to
                              polskie komiunity jest prezne i silne i zorganizowane, kiedys za dobrych czasow
                              owczesna dzialacz polonii stwierdzila ze zrzeszenie sie pozwoli im prawnie
                              walczyc o dotacje z rzadu na prowadzenie instytucji a ja sie pytam po kiego
                              wala!?! bo skoro wyjechalem do nz to chyba nie po to zeby sie zrzeszac i skubac
                              natywnych z kasy na swoje widzimisie, nastepnym aspektem takiej dzialanosci jest
                              socjalizm i dzialaczowanie ala towarzysze z czasow PRL. jak sie przyjrzec to
                              "Towarzysze" nie maja co robic wiec sie zrzeszaja w kolektywy a potem wymyslaja.
                              to sie bierze z nuduw albo chorych ambicji. nastepnie tacy ludzie potem racza
                              wszystkim wciskaja jak jest wspaniale i rewelacyjnie w stowarzyszeniu bo mozna
                              sie stowarzyszyc i zmuszaja do zrzeszania sie w zrzeszeniach. przykladem
                              swietnym jest ostatnie polskie przedszkole w chch, jaki jest sens takiej
                              instytucji? zajecie dla maluchow czy ich mam? pomysly ktore zabieraja czas i nie
                              daj nic w zamian a potem zdychaja smiercia naturalna. takie gwaltowne wzniosle
                              pomysly mialem przyjemnosc obserwowac i odbywalo sie to tak jak w PRL w Sejmie,
                              jeden wstawal i krzyczal zbudujmy szkole a reszta mu przyklasnela ino nikt sie
                              nie zapytal gdzie i za co i kto ja zbuduje a w koncu kto bedzie sie tam uczyc i
                              czego. zachowanie godne 13 latka z proca w dloni na drzewie strzelajacego do
                              samochodow w szyby. najsmieszniejsze jest to ze w takich instytucjach jest ze
                              szesc bab dzialaczeg albo prykow dzialaczy tak jak w zwiazkach kombatanckich i
                              tereoryzuja reszte, przyklad polonii chch dobitny ze po 2 latach wszyscy mieli w
                              dupie zrzeszenie i dalej je maja a starzy bywalcy dalej sobie komenderuja sami
                              sobie. jako ze mialem przyjemnosc prawie 3 lata tam zyc i obserwowac z bliska
                              tako nikt mi nie chlapnie teraz ze nie wiem co pisze a ze mam przyjemnosc dalej
                              sledzic losy znajomych w chch tak i byc tam czasem tak i wiem to i owo. a wiec
                              wracajac do tematu wszelkie strony takowe pisane albo pod pregierzem Towarzysza
                              albo Niewiedzy Sieroty takiej czy siakiej prowadza do wypaczonego obrazu kraju i
                              zycia, potem sie ludzie napalaja i jada jak te gupole a potem pluja sobie dlugo
                              w brode. ok spadam bo mam gosci. PS moja strona tez idealna nie jest ale ja
                              sobie postawilem za zadanie pokazac drugi obraz kraju jakiego raczej nigdzie
                              indziej sie nie zobaczy.
                              --
                              ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
                              czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
                              dzyn dzyn...
      • poledownunder Re: zbliza sie pol roku 31.08.06, 00:45
        Szepo, nie Ty pierwszy probujesz Tu troche rownowagi wprowadzic. Inni zostali
        zakrzyczani i poszli rozmawiac gdzie indziej. Sciskam kciuki, aby Ci sie
        powiodlo.

        --
        We are no other than a moving row
        Of Magic Shadow-shapes that come and go
        • szepa1 Re: zbliza sie pol roku 31.08.06, 01:22
          Dzieki za te kciuki. Niestety znowu nie wygralem Big Wensday... kurde cos mnie
          to moje liczy zawodza... ale zawsze jest nastepna sroda, nie?

          ... a gdzie poszli? Chetnie sie wybiore bo mi sie pracowac nie chce ;D
        • cashoob Re: zbliza sie pol roku 03.09.06, 02:25
          Droga paiho ja cie chyba zaczne uczyc moderowania bo widze ze se sama nie
          radzisz. Juz ci wiele razy pisalem ze jak nie zaczniesz kasowac calych drzew od
          zrodla to ci nie popuszcze. A wiec kiedy wykasujesz Poleover z jej zlosliwymi
          przytykami (jak widzisz nie tylko ja zosliwym byc) tako ja przestane wklejac to
          co odpisalem a zostalo skasowane. czas mam...

          tak wiec bylo to tak:

          poleover wracaj tam skadrzes przybyla, nie potrzeba nam znowu pyskowek i
          insynuacji, kiedy juz sie swiety spokuj zrobil a blondynki i szatynki poszly tam
          gdzie ich miejsce to znowu sie musisz ze swoimi duzymi czteroma literami
          wsadzic, moze zauwazysz ze nagle bez waszych "wartosciowych" wpisow inni ludzie
          zaczeli tutaj sie pokazywac a forum bez was nie umarlo i inni ludzie nagle
          zaczeli cos tu pisac a nie stala obsada Barbie i tego tamtego stada zon kiwusow
          produkujacych 200 wpisow na tydzien bez zawartosci jakowejs. Twoj komentarz jest
          zupelnie nie na miejscu i nie ma sensu najmniejszego w danej dyskusji. zacznij
          cos tutaj wnosic a nie swoje domowe bloto i zlosliwosc - mnie i tak nie
          doruwnasz w chamowatosci i grubianstwie wiec sie nie staraj nawet... pozdrowienia

          --
          ...a gdybym byl mlotkowym i w fabryce z mlotkiem szalal to co bys powiedziala,
          czy cos bys przeciw miala...(i kowadla teraz w zakute lby:) dzyn dzyn dzyn, dzyn
          dzyn dzyn...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka