Dodaj do ulubionych

<a href="http://nz.pasnik.pl/praca.html" target="_blank">nz.pa

16.08.07, 03:23
Czytam sobie ostatnio nz.pasnik . Material o pracy w NZ jest ciekawy, jednak
nie jestem pewien czy wnioski sa prawdziwe:

: ...bezrobocie wśród nieanglosaskich imigrantów w pierwszym roku ich pobytu
wynosi nie 3%-4%, jak dla całej NZ, tylko kilkanaście do dwudziestu paru.
Potem imigranci się stopniowo orientują, o co chodzi i powoli się asymilują. "

Z moich obserwacjio wyglada bardziej na to ze po w/w pierwszym roku ludzie
zwykle szukaja pracy na poziomie jaki uwazaja za odpowiedni swoim
kwalifikacje, zyjac czesto z oszczednosci lub pracy ew. wspolmalrzonka.
Pozniej zwykle biora pierwsza-lepsza prace jaka sie trafi (jak skonczy sie
kasa) dlatego tez bezrobocie spada w srod nich. Z mojego subiektywnego
doswiadczenia znam wiele takich historii, ale to o niczym nie swiadczy, moze
po prostu Ci ludzie mieli pecha.

Tak przynajmniej ja rozumiem wyraznie "asymiluja sie". A co wy myslicie na ten
temat? Chetnie poznam wasze doswiadczenia by otrzymac w miare obiektywny obraz
tego tematu.

A.
Edytor zaawansowany
  • iza42 16.08.07, 19:22
    Mam znajoma dokladnie takich , o ktorych tutaj piszesz . Przez wiele lat tutaj
    borykala sie z problemem pracy , nawet zrobila tutaj drugi fakultet, ktory
    rowniez niewiele jej w tym wzgledzie pomogl. Spedzila tutaj 10 lat . Przez
    ostatnie 2 lata miala stala prace ale ponizej kwalifikacji. Jej maz mial mniej
    problemow z praca ale rowniez nie pracowal w wyuczonym zawodzie , zarabial
    niewiele. Czy zasymilowali sie w NZ ? Nie bardzo , bo po 10 latach rozczarowan
    wyjechali do Australii. Sa zadowolenia zarabiaja o wiele wiecej , zyje im sie
    lepiej.
    POdobnie jak Ty uwazam ,ze w NZ jest duzo ukrytego bezrobocia.
  • adamovski 16.08.07, 23:04
    Iza,

    Dziekuje za komentarz. Mialem nadziejeje ze ktos zna duzo pozytywnych historii.
  • kotkanadachu 17.08.07, 04:30
    pozytywnych historii to juz nikt nie chce opisywac bo zaraz sie
    zacznie: no jezeli to dla ciebie dobra praca/placa to ok, ja bym za
    takie pieniadze nie pracowal , jezeli tobie sie podoba to OK, ale
    n.z to zadupie., w Au duzo lepiej, jezeli ty masz tak niskie
    wymagania to fajnie ale......... itd itd itd

    nie wiem co kto komu chce udowodnic, uwazam ze ci ktorzy sa
    zadowoleni ze swojego zycia tam gdzie sa to fajnie, ci ktorzy nie
    sa - powinni szukac dalej

    zasob posiadania - w zadnej mierze nie przeklada sie na stan duchowy
    czlowieka, mozna miec i byc szczesliwym, lub nie miec i byc
    szczesliwym.

    Juz kilka razy i na roznych forach bylo napisane wyraznie, jezeli
    ktos chce miec i mierzy swoja i innych wartosc iloscia posiadania,
    ten w Nowej Zelandii nie ma czego szukac.

    Nie widze potrzeby zeby komukolwiek udowadniac ze zyje tak jak chce
    zyc, ani zadnej potrzeby zeby udowadniac ze trawa jest zielensza po
    drugiej stronie, bo to juz dawno wiadomo.
  • adamovski 17.08.07, 04:49
    Hej!

    Dziekuje za dopowiedz. Wiesz, to miedzy innymi ja pisalem o tym ze do NZ nie
    przyjezdza sie robis kasy w watku "Czytałem stronę cashooba" ;-)

    ten akurat watek jest o mozliwosci podejmowania pracy zgodnej z kwalifikacjami i
    aspiracjami po emigracji do NZ.

    Dyskutujemy czy po paru latach bezrobocie wsrod immigrantow jest mniejsze gdyz:

    1. Asymiluja i potrafia jednak dostac prace ktora im odpowiada i jest zgodna z
    ich aspiracjami i wyksztalceniem

    2. Czy tez ze godza sie na kazda prace jaka jest (czesto za najnizsza stawke)

    Ze znanego mi modelu zwykle immigranci startuja od opcji B, a po jakims czasie
    tym niektorymi udaje sie wywalczyc opcje A.

    Nie sadze jednak by nazwa "Asymilacja" byla poprawna nazwa takiego procesu.
  • iza42 17.08.07, 09:37
    No, to moze ja jeszcze raz zabiore glos i opowiem o swoim przypadku.
    Zaliczam sie do tych nielicznych ? lub licznych , ktorzy tutaj w NZ startowali z
    pozycji A . Jestem lekarzem i gdybym nie miala mozliwosci pracy w zawodzie nie
    byloby mnie tutaj. Przyjechalam tutaj z Pol Afryki ale dyplom lekarza mam z
    Polski. Co prawda musialam tutaj zrobic ponownie swoje podyplowowe degree , bo
    tego , ktore zrobilam w RPA nie uznali ale nie mialo to wplywu na moje zarobki i
    charakter mojej pracy , ktory pozostal ten sam.
    Bezrobocie mi zupelnie nie grozi , bo lekarzy tutaj bardzo brakuje.
    Zdaje sobie sprawe ,ze jestem w uprzywilejowanej pozycji , bo choc nie zarabiam
    kokosow powodzi mi sie niezle a poza tym lekarze tutaj generalnie traktowani sa
    z powazaniem . Tak naprawde przez pare lat po tym jak tutaj przyjechalam w
    swojej naiwnosci nie mialam pojecia z jakimi problemami zmagaja sie emigranci z
    Polski. DOpiero calkiem niedawno dowiedzialam sie wielu historii , ktore prawde
    mowiac mna wstrzasnely . Pomoglo mi to zrozumiec dlaczego pewni ludzie nie lubia
    NZ .
    Pomimo tego ,ze jestem tutaj 4 lata pracuje w zawodzie i nie grozi mi brak
    pracy nie moge powiedziec ,ze jestem zasymilowana w NZ .
    TUtejsza bariere kulturowa trudno jest pokonac.
  • adamovski 20.08.07, 03:48
    Hej!

    Dzredzo sie ciesze ze ktos sie przyznal ze udalo mu sie od razu dostac prace
    odpowiadajaca kwalifikacja. Niestety zgadzam sie z Iza ze nie jest to latwe.

    Slyszalem ze obecnie lekarz z Polski morze zrobic nostryfikacje dyplomu w UK i
    przyjechac na NZ z brytyjska nostryfikacja ktora jest uznawana przez NZ ale nie
    wiem czy jest to prawda bo nie znam nikogo kto by probowal tej sciezki. Podobno
    w tym przypadku nie trzeba robic lokalnego degree.

    My mielismy zobrych znajomych z Rumunii, gdzie jedna osoba byla anestezjologiem.
    Tak sie zniechecila do NZ (problemy z uznaniem zawodu) ze po okolo roku wrocili
    do siebie.
  • iza42 20.08.07, 11:01
    Dyplomy brytyjskie sa tutaj uznawane , podobnie irlandzkie i pare innych. Tak
    wiec Anglicy nie musza zdawac egzaminow . Polak z nostryfikowanym dyplomem z
    Anglii musialby z pewnoscia zdawac tutaj IELTS bo zadna nostryfikacja nie
    zmieni faktu ,ze wywodzi sie z nieangielskojezycznego kraju , ale pewnie
    zawodowe degree zaliczyliby mu chodciaz nie jestem tego w stu procentach pewna.
    Ale nie sadze aby taka opcja interesowala szczegolnie lekarzy z Polski
    pracujacych w Anglii bo po co tutaj pracowac jezeli w Anglii mozna zarobic
    wiecej bez nostryfikacji i egzaminow jezykowych?
  • atenaw 20.08.07, 18:17
    witam
    czytam wasze opinie na temat NZ i emigracji do tego pięknego kraju a
    przede wszystkim o schodach jakie trzeba pokonać by się tam
    zasymilować.
    Przeczytałam wiele negatywnych wypowiedzi na temat pracy w
    NZ,kosztach pobytu i o tym ,że ludzie z NZ uciekają do Australii
    albo Anglii.Poznalam starszą panią z NZ, która przyjechała do Anglii
    szukać pracy w charakterze opiekunki w domu opieki.I wyjechala z
    tego malowniczego kraju.
    Pracowałam w UK i nie jestem do tego kraju uprzedzona.Przeciwnie.Ale
    nie rozumiem polityki Nowej Zelandii.
    Nowa Zelandia jest krajem o powierzchni porównywalnej do Polski z
    ok.4 milionami ludności. W Polsce mieszka ponad 40 milionów
    ludności a Anglia jeszcze więcej. Szkoci,którzy mają niski przyrost
    ludności zachęcają do przyjazdu i osiedlania.
    A co robi w tej kwestii NZ? Czyżby był to raj tylko dla wybrańców o
    wypchanych portfelach? Lekarzy, informatyków, elektryków i innych
    specjalistów?
    Czy ktoś może dobrze wypowiedzieć się o Nowej Zelandii?(oprócz
    krajobrazu )
    Przeczytałam tyle złośliwych tekstów na temat NZ,że aż mi niedobrze.
    Czy jest jedna osoba zadowolona z życia w NZ?
    Czy jest ktoś kto inaczej patrzy na ZN poza rzeszą niemiło
    zaskoczonych tym krajem?



  • adamovski 21.08.07, 04:54
    Hej!

    Mi sie tutaj podoba. NZ to jest przepiekny kraj (prawie tak ladny jak Polska).
  • iza42 21.08.07, 05:28
    Mam nadzieje, ze nie odebralas mojej wypowiedzi jako zlosliwej,
    wcale nie mialam zamiaru ani krytykowac ale byc zlosliwa, po prostu
    pisze prawde. Kraj jest przepiekny krajobrazowo i pod tym wzgledem
    mozna go porownac do raju , jezeli oczywiscie dopisuje pogoda.
    Z praca jest natomiast zupelnie inna sprawa, zaden to raj dla
    lekarzy z Polski , bo polskie dyplomy nie sa tutaj uznawane. Tak
    wiec dla lekarzy z Polski latwiej jest wyemigrowac np do Anglii bo
    tam nie maja zadnych przeszkod formalnych zwiazanych z
    zatrudnieniem.
    Inne zawody z grupy tzw professionals tez musza byc tutaj ocenione
    przez specjalna komisje , ale szczegolow nie znam .
    Zarobki nie sa tutaj rewelacyjne w porownaniu no z ANglia ale duzo
    lepsze niz Polsce przynajmniej jezeli chodzi o moja grupe zawodowa.
    LUbie NZ i nie chcialabym mieszkac w Anglii, bo lata spedzone na
    poludniowej polkuli zrobily swoje , odwyklam od tlumow w Europie.
    Jednakze zdaje sobie sprawe,ze emigranci z Polski miewaja sie tutaj
    nie zawsze najlepiej, mam znajomych ,ktorzy przezyli tutaj duzo
    rozczarowan dlatego lepiej jest uprzedzic ludzi o potencjalnych
    problemach zwiazanych z emigrajca do NZ
  • atenaw 21.08.07, 15:03
    Witam
    żadnych wypowiedzi nie odbieram jako złośliwych. Wiem,że piszesz
    prawdę. Lepiej jest uprzedzić ludzi o potencjalnych problemach
    związanych z emigracją.To prawda.
    Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego kraj z 4 milionami ludności tak
    traktuje ludzi, którzy chcą się tam osiedlić.Myślałam, że tą
    wypowiedzią zdobędę jakąś ciekawą informację.
    Przecież nie można traktować ludzi emigrantów jak gumę do żucia i
    żuć ich życia ( siły ,wykształcenie,pieniądze,które zainwestowali w
    przyjazd lub po prostu życie tam.) bez jakiejkolwiek pomocy ze
    strony NZ. System punktowy klasyfikuje ludzi
    na ,,ludzi''i ,,podludzi" .Czyli,że grupa z odpowiednim
    wykształceniem jest lepsza.Przecież NZ ma zróżnicowaną
    gospodarkę,nie wierzę,że PAn KOwalski nie znajdzie tam pracy tak jak
    to dzieje się w Anglii.
    Nowa Zelandia jest przecież czlonkiem brytyjskiej Wspolnoty Narodów
    a Głową państwa NOWEJ Zelandii jest królowa Elżbieta II.
    CZy ktoś wie o co w tym wszystkim chodzi? 4- milionowe państwo a
    tyle problemów z emigracją.Jak Dawid broni się przed Goliatem? Ale
    jaki tego bliższy i dalszy sens?
  • beatrix10 21.08.07, 15:11
    Czesc.Zadajesz wiele pytan o NZ i twierdzisz ze nie wiesz nic o tym
    kraju a z twoich wypowiedzi wynika ze jednak posiadasz na temat NZ
    wiele wiadomosci , wiec jak to jest? Czy chcesz tylko sprowokowac
    dyskusje?
  • atenaw 21.08.07, 16:00
    witam
    Wiem tyle O NZ ile przeczytam w necie. Prawie wszyscy są negatywnie
    nastawieni do pracy i zycia tam.
    Mówi się dużo o stanie rzeczy ( złe warunki pracy, trudno znalezc
    prace, warunki mieszkaniowe złe bo drogo,pogoda też nie za wesoła
    raczej zmienna,angielski trzeba znać lepiej niż dobrze a wręcz
    płynnie, straszne opłaty wstępne przy gromadzeniu dokumentów do
    wyjazdu do NZ, dobrze jest jeżeli ma się jakiś fach w rękach, może
    być kopanie rowów ale trzeba to udokumentować.
    Wiecie, aby wyjechać do Anglii trzeba zapłacić może 400 zł za
    samolot.
    Ludzie, by wyjechać do NZ podobno tracą niezłą kase i może nawet
    bankrutują.
    A ja się tylko pytam, dlaczego taki stan rzeczy istnieje?
    Dlaczego istnieją takie przeszkody ,skoro to takie 4- milionowe
    panstwo, z którego podobno i tak się wyjeżdza do Australii albo
    dalej.
    Pozdrawiam.
  • iza42 21.08.07, 20:36
    Ja w pewnym sensie rozumiem ,ze NZ broni sie przed zalewem ludzi z innych krajow
    . Co by sie dzialo gdyby np przyjechalo tutaj kilkadziesiat milionow Chinczykow
    ? ( Chiny sa blizej i imigracja Azjatowjest bardziej realna niz imigracja
    Polakow).
    Dla mnie jest zaleta ,ze nie jest to ludny kraj , bo nie lubie tlumow.
    Poza tym powierzchnia kraju to nie wszystko, potrzebna jest woda , energia
    elektryczna , drogi i inne infrastruktury aby tych ludzi tutaj utrzymac.
    Uwazam ,ze najwiekszym problemem dla NZ jest odplyw wykwalifikowanej kadry. Juz
    w sasiedniej Australii profesjonalisci potrafia zarobic dwa razy tyle. W miejsce
    tych co wyjechali przyjezdzaja inni specjalisci na rok/ dwa po czm wyjezdzaja .
    Rekrutacja jest kosztowna dla kraju. Middle class miewa sie tutaj nie najlepiej,
    ludzie borykaja sie z problemami finansowymi jezeli ich dochod jest powyzej
    socjalnego minimum. Panstwo , zwlaszcze system podatkowy specjalnie nie pomaga
    takim ludziom. Wiec wyjezdzaja. Najczesciej do Australii.
  • poledownunder 21.08.07, 23:30
    atenaw napisała:
    > Wiecie, aby wyjechać do Anglii trzeba zapłacić może 400 zł za
    > samolot.

    I uwazasz ze taka polityka imigracyjna jest korzystna dla ktorejs ze
    stron i powinna byc powielana w innych krajach, w tym i NZ?

    Z tego co widze otwarte szeroko otwarte bramy w Anglii przysparzaja
    temu krajowi wielu problemow (
    serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34265,4403685.html ), a
    przypuszczam duza czesc owych przestepcow nie jechala tam z zamiarem
    lamania prawa, skonczyli tak bo nie moga sobie znalezc normalnego
    miejsca w spoleczenstwie, bo nie znaja angielskiego, bo nie maja
    kwalifikacji, albo sa one nieprzydatne w tamtejszych warunkach.

    Rzad NZ, z lepszym lub gorszym skutkiem, probuje przewidziec kto
    bedzie mial najlepsze szanse w miare szybkiego wdrozenia sie do
    normalnego zycia i temu sluzy system punktowy. Oczywiscie, zawsze
    znajdzie sie ktos nieslusznie wykluczony lub nieslusznie
    przepuszczony przez system, ale to nie argument zeby z systemu
    calkowicie zrezygnowac. Strach pomyslec co by bylo gdyby wpuszczano
    na zywiol wszystkich jak leci. Sluzba zdrowia, szkolnictwo itp. i
    tak ledwie sobie radza z tymi 4 milionami, ktore tu sa.

    Zgadzam sie z Iza, ze problemem tego kraju nie jest jak tu sciagnac
    wiecej imigrantow, tylko jak zatrzymac ludzi tu urodzonych i
    wyksztalconych.

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • atenaw 23.08.07, 13:43
    Witam
    Napisałam, że koszty wyjazdu do Anglii są o wiele niższe w
    porownaniu z NZ. Ale chce zaznaczyć, że jesteśmy w Unii Europejskiej
    i wymagania nie są tak restrykcyjne.
    pytasz, czy taka polityka imigracyjna jest korzystna dla Anglii?
    Na pewno tak,skoro agencje pośrednictwa pracy w Polsce do pracy za
    granicę mnożą się zadziwiająco szybko. A przecież pracodawca
    angielski za zwerbowanie pracownika polskiego płaci agencji z Polski.
    Polacy nie wyjeżdzają tam podziwiać widoków ,ale muszę przyznać że
    za zarobione tam pieniadze nie jest wcale to takie trudne.

    Polityka imigracyjna ( po przeczytaniu postu pana Adama-serdecznie
    dziękuję i polecam wszystkim przeczytać)jest niekorzysta z wielu
    powodów.
    A polityka Anglii jest korzystna też z wielu powodów.
    W Nowej Zelandii radzą sobie całkiem Nieżle z zatrzymaniem
    Rodowitych NOWOZELANDCZYKOW. TYLE SAMOBOISTW.
    CZY ONi z czymś radzą sobie dobrze?
    W turystyce.
  • adamovski 22.08.07, 03:19
    Hej!

    Jak pisałem wcześniej w NZ nie ma prawie wcale przemysłu i cala produkcja i
    eksport to są produkty żywnościowe (owce, i papu) i usługi (uczenie studentów z
    Azji jerzyka angielskiego).
    W wyniku tego rynek pracy w 4 milionowym rolniczym kraju dla osób wykształconych
    jest mały (szczególnie z wykształceniem technicznym).

    Dodatkowo polityka imigracyjna NZ jest trochę paranoidalna. Z jednej strony
    ministerstwo immigracji uznaje dyplom (i przyznaje za niego punktu).
    Nastepnie (czasem dopiero na miejscu) okazuje się ze niestety nie można
    wykonywać zawodu bo lokalne lobby (korporacja zawodowa) zablokowała taka
    możliwość i trzeba robić
    jakieś studia, nostryfikacje, i cala taka drogę przez mękę.

    W życiu założenia początkowe bardzo często różnią się od efektu końcowego.

    Na początku polityka imigracyjna NZ miała ściągać dobrze wykształconych
    fachowców gdyż kraj miał się rozwijać.
    W roku 2006 wzrost produktu krajowego NZ wyniósł 1.8% czyli był bardzo niski.
    Gdy nastąpił atak globalizacji okazało się ze kraj się nie rozwija a zwija pod
    katem przemysłowym,
    firmy się zamykają i ludzie odpływają zagranice.

    Wobec tego imigranci okazali się nie tak potrzebami jak mieli być wg pierwotnych
    założeń.

    W międzyczasie w NZ powstał taż "immigration industry" czyli tysiące firm
    zarabiających miliony dolarów na wypisywaniu wniosków imigracyjnych i pomaganiu
    w imigracji.
    Nastąpił dyzy napływ bardzo bogatych Chińczyków z Hong-Kongu zanim komunistyczne
    Chiny przejęły ta byłą kolonie brytyjska.
    Dodatkowo na fali histerii terrorystycznej w USA posiadanie nieruchomości w NZ
    stało się modne. Dodatkowo cały czas trwa napływ imigrantow z Europy.
    Wszyscy przyjezdni w NZ (imigranci, studenci) muszą gdzieś mieszkać wiec
    powoduje to wpompowanie wielu milionów z zagranicy w rynek mieszkań (wynajem lub
    sprzedaż) w NZ.

    Spowodowało to nagły i dramatyczny wzrost cen nieruchomości (szczególnie w
    dużych miastach).
    Natychmiast wiec masa ludzi i instytucji finansowych zaciągnęła kredyty i
    nastąpił dalszy wykup nieruchomości (często jako inwestycji) powodujący dalsze
    zwiększanie się cen.

    Dzięki takiemu samo-napędzającemu się zjawisku boom na nieruchomości trwał (lub
    trwa?) od końca lat 90'tych do dziś.

    Wg. niektórych źródeł w obecnej chwili rynek nieruchomości w NZ jest najbardziej
    ryzykownym rynkiem na świecie (!!!):

    www.nzherald.co.nz/section/3/story.cfm?c_id=3&objectid=10454821
    Agencja analizy ryzyka kredytowego Fitch Ratings dokonała porównania 16
    uprzemysłowionych krajów. Porównano dwa kryteria:
    1) przewartościowanie cen domów w porównaniu do danych historycznych (średnich
    cen z przeszłości)
    2) jak budżety domowe są obciążone splata kredytów.

    Wszystkie te dane znajdziecie w doskonałym raporcie na temat dostępności
    mieszkań w NZ który jest naprawdę smutny dla osób nie posiadających własnego
    mieszkania. Drugi wykres po prawej pokazuje wzrost ceny średniego domku w NZ w
    ostatnich latach.

    www.interest.co.nz/HLA/HLA-NZ-July2007.asp
    Jest to raj dla obecnych właścicieli nieruchomości. Niektórzy z przypadkowych
    ludzi zarobili setki milionowy dolarów na tym boomie, Znany jest przykład
    właściciela wyspy White Island którego ojciec czy dziadek kupił ta wyspę za...
    beczkę rumu od lokalnego plemienia Maori a obecna jej wartość sięga setek
    milionów dolarów.

    Niestety poszkodowanymi są osoby nie posiadające własnego domku czy mieszkania
    na własność. By być obiektywnym muszę zauważyć ze w NZ większość społeczeństwa
    ma własny domek i generalnie dużo ludzi skorzystało na tym boomie. Niestety
    młode kiwi i nowi imigranci są w znacznie gorszej sytuacji niż 10 lat temu.

    Okazuje się ze by spłacić kredyt hipoteczny na średni domek przeznaczając na to
    około 40% swoich zarobków należy zarabiać powyżej 2x średniej krajowej. (patrz
    w/w raport)

    Dla wielu rodzin imigrantów jest to marzenie ściętej głowy. Często tylko jedna
    osoba w takiej rodzinie pracuje lub pracuje w zawodzie przynoszącym dobre pieniądze.

    Obecnie młodzi ludzie lub imigranci nie maja wręcz możliwości kupna własnego
    mieszkania lub domku w NZ a szczególnie w dużych miastach.

    Stosunek relatywnie niskich zarobków i rosnących cen nieruchomości oraz odsetek
    skutecznie zablokował wielu młodym kiwi taka możliwość. Znacznie łatwiej jest
    wystartować w UK czy AU stad tez odpływ młodych często dobrze wykształconych
    ludzi z NZ. (Osobiście na 3 sztuki kiwi z którymi zaczynałem robotę w zespole 3
    lata temu ostało mi się jeno jedno kiwi, dwa kiwi wyniosły się do Europy).

    NZ Herald na ten temat:
    www.nzherald.co.nz/topic/story.cfm?c_id=120&objectid=10447536

    Dodatkowo wraz z liberalnymi reformami w latach 80-tych podobnie jak w wielu tzw
    "rozwiniętych" krajach nastąpiła powolna dezintegracja więzi społecznych.

    Obecnie w NZ mamy ponad 30 procent rodzin w jednym rodzicem "wychowującym"
    dzieci, i rozwodzi się 35% małżeństw. Przestępczość rośnie z roku na roku w
    pewnych kategoriach (gwałty, włamania) jest wyższa niż w Polsce.

    Wraz z boomem nieruchomości nastąpiła dalsze rozwarstwienie społeczeństwa NZ.
    Wyobraźmy sobie trzy rodziny kiwi mieszkające obok siebie:

    Pierwsza rodzina (zupełnie przypadkowi ludzie) posiadający kawałki gruntów i
    nieruchomości po rodzicach i dziadkach (często ukradzione Maori) sprzedali je
    (imigrantom z Azji) za miliony dolarów.

    Ich sąsiedzi którzy wynajmowali mieszkanie dziś nie maja pieniędzy na dalszy
    wynajem przez rosnące ceny wynajmu.

    Sąsiedzi z drugiej strony są w jeszcze gorszej sytuacji bo wzięli parę lat temu
    dom na kredyt a dziś przez rosnące oprocentowanie kredytów nie stać ich na
    spłaty rat i mogą wylabować na bruku lub w tanim południowym Auckland.

    Gdy zrozumiałem presje wywierana przez rosnące odsetki od kredytu hipotecznym na
    rodziny z średnimi dochodami mniej denerwują mnie próby naciągania obcokrajowca
    w celu zarobienia kilku dolarów.

    PODSUMOWANIE:

    Jak widać z w/w statystyk i moich marnych wypocin przy obecnych cenach
    nieruchomości imigracja do dużego miasta w NZ wymaga osiągania dobrych lub
    bardzo dobrych zarobków o co nie jest łatwo.

    Dodatkowo NZ została dotknięta wszystkimi "dobrodziejstwami" jakimi są udziałem
    krajów nazywanych w mediach "rozwiniętymi". Do tej grupy należna rozbite
    rodziny, wzrost przestępczości, dużą cześć rodzin w pułapce kredytowej, rosnąca
    otyłość dzieci (NZ jest 7 na świecie pod względem ilości grubych dzieci).

    Wielu jednak kiwi broni się przed tym jak możne ciągle starając się zachowywać
    pogodę ducha, wyluzowany styl życia i nie daje się zwariować. W niektórych
    rejonach NZ nadmorskie domki letniskowe należące do bogatych obywateli USA i
    Azji, zbudowane za setki tysięcy dolarów i całkowicie odgradzające dostęp do
    plaży maja dziwna tendencje do palenia się w zimie i to co roku (Northland).

    Według posiadanych danych wygląda na to ze jeszcze nigdy w historii NZ nie było
    tak niekorzystnej sytuacji dla imigracji ludzi którzy chcą się w NZ dorobić i
    urządzić.
    Znacznie łatwiej jest imigrantom z UK lub USA którzy przywożą z sobą zwykle
    wystarczająca ilość pieniędzy na zakup własnego domku czy mieszkania.

    Wyobraźmy sobie imigrantow, rodzinę Kowalskich, zwykłych normalnych ludzi bez
    płynnego języka oraz posiadających średnio poszukiwany zawód i oszczędności na
    zakup używanego samochodu.

    Teraz zastanówmy co się stanie jak nasi państwo Kowalscy trafia do NZ z obrazem
    "raju na ziemi" i oczekując ze na początek ze:

    1.dostana doskonale płatna prace,
    2.domek i samochód na własność w prezencie od rządu NZ
    3.miłych i uśmiechniętych sąsiadów-kiwi którzy będą się cieszyli ze dalej
    zwiększa się konkurencja na rynku pracy w NZ.

    Uff, ale się rozpisałem,

    Adam.
  • iza42 23.08.07, 10:24
    Zgadzam sie z tym co piszesz Adamie. Ja tez uwazam ,ze polityka immigracyjna NZ
    to sprzyja wyciaganiu pieniedzy od niewiele wiedzacych aplikantow i nic w
    zasadzie nie gwarantuje. Znam sporo ludzi , ktorzy sie na to nacieli . Chociaz
    wydawalo mi sie ,ze ostatnio cos w tej kwestii moze sie zmienilo bo
    podniesiono pulap punktow , tak ze bez oferty pracy trudno jest spelnic
    kryteria, do tego chyba wymagaja tez egzaminow jezykowych. Uwazam ,ze emigracja
    bez zagrawantowanej pracy i godziwych z miare zarobkow nie ma najmniejszego
    sensu i prawde mowiac nie bardzo wiem dlaczego ludzie decyduja sie na jazde w
    ciemno. Prawda ,ze kazda prace mozna stracic ale przynajmnej bedzie sie mialo NZ
    experience i latwiej znalesc cos innego .
    Sprawa znajomosci jezyka jest rowniez wazna i czlowiek z lamana angielsczyzna
    zeby mial nie wiadomo jakie talenty i umiejetnosci nigddy nie znajdzie
    satysfakcjonujacej pracy tutaj, chyba ze nauczy sie mowic plynnie .
    Wiedzac , jak trudno tutaj wyemigrowac i ulozyc sobie satysfakcjonujaca kariere
    trudno mi wytlumaczyc co powoduje ,ze niektorzy Polacy dalej marza o emigracji
    do NZ . Oczywiscie pomijam sytuacje rodzinne jak malzenstwa z Kiwi lub
    laczenie rodzin .
    Mysle o przecietnej mlodej rodzinie , ktorym w Polsce sie niezle powodzi.
    Ja wiem dlaczego wyjechalam do NZ. Pomimo wszystkich problemow bardziej niz
    pieniadze cieszy mnie przestrzen zyciowa , piekna przyroda i widoki . Poza tym
    pogoda choc moze zmienna jest lepsza niz w Polsce , bo jest tutaj cieplej
    przynajmniej w zimie. Bo odwyklam do tlumow. Moze nawet dlatego ,ze niebo jest
    tutaj ladniejsze.
    Ale gdybym nie mogla pracowac z zawodzie nie byloby mnie tutaj.
  • atenaw 23.08.07, 14:00
    Witam
    Zgadzam się z tym o czym piszecie.
    NOWA Zelandia to piękny kraj,ale nieprzyjazny do normalnego zycia.
    Dziekuję za ciekawe informacje przybliżające mi polityke tego
    egzotycznego jeszcze dla wielu ludzi kraju.
    NIE WSZYSTKO ZŁOTO CO SIĘ ŚWIECI:)
    A TAk na marginesie ktoś kiedyś powiedził,że jeżeli ktoś jest
    nieszczęśliwy zmiana otoczenia tego nie zmieni. NA pewno w NIE takim
    kraju jak NZ. Wielu imigrantów romantyków wyjeżdza w poszukiwaniu
    szczęścia za
    granicą i nie kazdy jest przygotowany do sromotnej klęski.Chyba ,że
    NOWA ZELANDIA jest komus przeznaczona.ALE to już inna historia.
    Pozdrawiam.

  • poledownunder 23.08.07, 23:09
    atenaw napisała:

    > Witam
    > Zgadzam się z tym o czym piszecie.

    A na jakiej podstawie sie zgadzasz? Sama przyznajesz, ze nigdy w NZ
    nie bylas nawet turystycznie.

    > NOWA Zelandia to piękny kraj,ale nieprzyjazny do normalnego zycia.

    Bzdura. Ja, dla przykladu, wiode zupelnie normalne zycie i Nowa
    Zelandia jest temu bardzo przyjazna. Znam wiele osob, ktore moga
    powiedziec to samo, a ze nie udzielaja sie na forach gdzie pozytywne
    wypowiadanie sie o jakimkolwiek aspekcie zycia w NZ jest w zlym
    tonie, o niczym nie swiadczy.

    Nie zapominajmy, ze Pan Adam opisuje swoje wrazenia i wyrobione na
    ich podstawie sady, ale w zadnym wypadku nie posiadl on wiedzy
    absolutnej.


    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • adamovski 24.08.07, 00:47
    Hej!

    W pelni zgadzam sie z poledownunder.

    Opisuje (poza faktami i statystykami) moje wlasne i prywatne przemyslenia. Jako
    czlowiek moge oczywiscie sie mylic i nie miec racji.

    W odroznieniu od wielu osob uwazajacych ze oni i wylacznie oni maja racje (a
    jest paru takich w internetowych dyskysjach o NZ) ja tak nie uwazam.

    Kazdy z nas jest ksztaltowany przez osobiste doswiadczenia. Nie ma w tym nic
    dziwnego.

    Znam tez wielu ludzi (Polakow) ktorzy kochaja NZ, jest im tu wspaniale. W Polsce
    spotkalem malo tak fajnych Polakow jak w NZ. Osobiscie tez lubie NZ.

    Kraj jest piekny, lubie pojechac w ladny weekend na nurkowanie do Goat Island
    Marine Reserve, po drodze zatrzymac sie na probowanie wina w winnicach Matakana.
    Lubie wode i gory, i normalnych ludzi.
    Naprawde NZ ma duzo plusow. Nie uwazam jednak bym udawal ze nie widze
    problemow jakie staja przed tym krajem i ze nie wszystko jest tu cudowne, i ze
    nie ma tu zadnych problemow i ze wszystcy czekaja na przyjezdnych z otwartymi
    ramionami.

    Dlatego tez staram sie w swoich postaw zamieszczac maksymalnie duzo zrodel z
    Nowej Zelandii (prasa, statystyki, analizy) by kazdy mogl na ich podstawie
    wyrobic sobie wlasne zdanie, niekoniecznie zgodne z moim.

    pozdrawiam,

    Adam
  • kotkanadachu 24.08.07, 04:20
    tez mi sie tu podoba, uwazam ze N.Z. to jedno z fajniejszych miejsc
    do zycia, ale oczywiscie nie dla wszystkich. Mam to szczescie ze
    pracuje w swoim zawodzie, i ze po kilku latach w miare
    przystosowalam sie do tego jak sie tutaj pracuje.

    Uwazam ze wielu polakow jest poprostu niedoinformowana jezeli chodzi
    o emigracje, nie tylko o emigracje do N.Z. Pol biedy jezeli ci
    niedoinfromowani wybiora sie do Europy, bo stamtad mozna zawsze
    wrocic, chocby i pieszo.

    Oczywscie ze N.Z. ma swoje problemy, i to niemale, jak kazdy kraj
    zreszta. My Polacy na ogol przesadnie uwypuklamy albo wady albo
    zalety, i tak jest z opiniami na temat N.Z. Jedni uwazaja ze jest
    fantastycznie, inni ze gorszego miejsca na ziemi nie ma. Prawda jak
    zawsze lezy gdzies posrodku, zreszta moja prawda nie jest niczyja
    inna prawda.

    Najwazniejsze to zeby kazdy potencjalny immigrant uzmyslowil sobie,
    ze poczatki wszedzie sa ciezkie, ze stad sie pociagiem do domu nie
    wraca, (np za 50 euro), ze nikt tu na nikogo nie czeka z oferta
    pomocy, (chociaz oczywiscie nie wykluczam ze moze sie zdazyc). Wazne
    jest rowniez to,ze nie ma sie tu rodziny, i spotkania rodzinne
    przynajmniej przez pierwszych pare lat sa maloprawdopodobne, bo to
    poprostu kosztuje.
    Wydaje mi sie ze duzo latwiej jest tym, ktorzy potrafia sie
    przestawic na "tutejsze myslenie" niz tym, ktorzy probuja przestawic
    kiwisow na polskie myslenie.

    Potencjalni emigranci na ogol maja takie spojrzenie - jezeli ktos
    mowi ze jest zle - to pewnie nie chce zebym tam pojechal, a jak mowi
    ze jest dobrze - to pewnie nie chce sie przyznac ze jemu zle

    wydawaloby sie ze powinnismy troszke zmienic nasza polska mentalnosc
    w czasach kiedy granice sa otwarte i mozemy sie przemieszczac wedlug
    naszych upodoban i zasobow finansowych.

    Do emigracji nikt nikogo nie zmusza, to nasze indywidualne dezycje.
    Emigracja to szkola zycia, jedni dostaja dyplom, inni oblewaja.
    Jezeli ktos wyjechal np do pracy do UK, Hiszpanii, Francji, Niemiec
    itd, i daje sobie rade, napewno da sobie rade wszedzie indziej,
    jezeli ktos tam sobie rady nie daje bo uwaza ze z takich czy innych
    powodow jest ciezko sie przebic, niech za daleko od domu nie
    wyjezdza.

    Nie wszystko zloto co sie swieci? - oczywiscie ze nie, raj na ziemi?
    no coz dla jednych tak, dla innych nie. Dla jednych raj na ziemi to
    wyspy Bahama, dla innych Pcim Dolny, wszystko zalezy od naszych
    oczekiwan. Jezeli ktos zada sobie troszke trudu zeby sie cos wiecej
    o N.Z. dowiedziec - powinien byc zadowolony po przyjezdzie tutaj bo
    mniej wiecej wie gdzie i poco jedzie.

    Niestety z osobistych doswiadczen wiem ze ignorantom jest ciezko
    cokolwiek wyjasnic lub wytlumaczyc, oni wiedza lepiej, dlatego
    niestety tyle rozczarowan i to nie tylko N.Z. ale kazdym innym
    krajem do ktorego Polacy emigruja.

    Tez staram sie w swoich postach przedstawiac N.Z. obiektywnie i
    zwracac uwage na rozne wady i zalety, ale i tak Ci ktorzy czytaja,
    wezma to co im najbardziej pasuje, to co im pasuje to swojego obrazu
    jaki sobie wyrobili.

    Mam nadzieje ze przyjda kiedys takie czasy ze Polacy beda emigrowali
    tylko dlatego ze chca, a nie dlatego ze warunki finansowe lub
    polityczne ich zmuszaja, i tego nam wszystkim zycze.
  • kasia763 25.08.07, 09:53
    Czytajac ten opis poczulam sie, jakbym czytala o zyciu w UK. Najwyrazniej oba
    kraje borykaja sie z podobnymi problemami, zwlaszcza mieszkaniowymi.

    Niektorym wydaje sie, ze UK jest blisko i ze jest to ziemia obiecana. Siedzac tu
    od prawie 5 lat i poczatkowo uczestniczac bardzo aktywnie w zyciu polonii,
    widzialam caly ten boom emigracyjny, widzialam wszystkie osiagniecia i wszystkie
    rozczarowania, czasami dotkliwe porazki i smutne poworoty do Polski.

    Popieram teze, ze to dobrze, ze Nowa Zelandia wprowadza utrudnienia dla
    emigrantow. Czasami jest to na prawde dla ich wlasnego dobra. Niektorzy porywaja
    sie z motyka na slonce, nie wiedza sami jak zareaguja na opuszczenie kraju,
    rodziny, przyjaciol, znanych katow, nie wiedza jak zyc w miejscu, gdzie ludzie
    mysla inaczej i uzywaja innego jezyka. Potem okazuje sie, ze nie potrafia sobie
    z tym poradzic. Tak bylo w przypadku ok 50% znanych mi Polakow w UK. A jak juz
    wspomnieliscie wrocic z UK jest duzo latwiej niz z NZ.

    Z drugiej strony czy jest na swiecie jakikolwiek kraj, w ktorym nie ma
    problemow? W ktorym pracodawcy czekaja z otwartymi ramionami, domy rozdaja za
    darmo, a przestepczosc nie wystepuje?

    Aaaa z tego co slszalam, to utrudnienia emigracyjne wprowadzono, bo baaardzo
    wielu biednych, niewykwalifikowanych, nie mowiacych po angielsku azjatow
    emigrowalo do NZ, mieli przez to sporo klopotow. A emigrowali glownie, zeby
    dostac kiwijski paszport i jechac dalej, do Australii i innych panstw.
  • adamovski 06.09.07, 05:42
    Kasiu,

    Nz jest nieknym i wspanialym krajem, gdzie mieszka wielu wspanialych ludz i
    Nowo-Zelandczykow ;-))))
    Na pewno bedzie Ci sie tu podobalo, NZ mozna zwiedzac latami i caly czas czuc
    sie wolnym.

    Oddzielenie od problemow Polskich pozwala odpoczac. Rzadko spotyka sie tu ludzi
    ktorzy jedynie co potrafia robic to czytac gazety gdzie jaet jakas promocja i
    dyskutowac o wyzszsoci ubranek ze znaczkiem firmy X nad identycznymi ubrankami
    ze znaczkiem firmy Y.

    Niestety NZ ma tez swoje problemy (jak kazdy iny kraj), i nie widze powodu by
    udawac ze tak nie jest. Raczej nalezy po prostu brac je pod uwage, tak jak w PL
    nikt nie zostawia laptopa na widoku w samochodzie na parkingu w Wawce, tak w NZ
    oplaca sie znac lokalne problemy.

    pozdrawiam,

    A

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka