Dodaj do ulubionych

Proszę o dobre fluidy - przekonać domowników

28.12.11, 09:41
witam, co prawda podejrzewam ze to przegrana sprawa ale... Tak za mną ostatnio kot chodzi. W sensie psychicznym oczywiściesmile Ale..... mieszkam z mamą, mężem i synem w bloku. Z mamą jeszcze nie gadałam, synowi nic na razie nie mówię, żeby się nie zapalił do akcji a potem nie rozczarował, mąż jest CAŁKOWICIE I ABSOLUTNIE na NIE pt. kot w domu. Koty są głupie i wredne bo są wredne i głupiesmile Poza tym śmierdzą, drapią, gryzą itp. Generalnie ocean uprzedzeń podparty tekstem "miałem koty to wiem". Nie tyle potrzebuję rady jak przekonać co dobrych fluidów. Może się udasmile Mam chęcia zaadoptować kota.
--
65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
Edytor zaawansowany
  • mitta 28.12.11, 12:16
    Wysyłam całe mnóstwo dobrych fluidów i wierzę, że się uda. U nas cały czas mówiło się o psie. Los postawił na naszej drodze rude maleńkie kocie maupy, bez których nie wyobrażamy sobie już życia. Mamy nowiutki domek, wszystko w nim też nowe, a ja jestem chodzącą pedanterią i nigdy nie zniosłabym jakiś smrodów i brudów. W kotach NIC mi nie przeszkadza. Cała rodzina je uwielbia, a radość, którą nam dają, nic nie jest w stanie zastąpić.
  • paskudek1 28.12.11, 12:55
    no właśnie sęk w tym, że u nas nigdy o zwierzaku mowy nie było. A raczej była mowa, że NIE będzie zwierzaka. Pies to za duża odpowiedzialność, tzn obowiązek wychodzenia na spacery itp. Ja jestem leniwiecsmile I bałaganiara niestety. Ten kot chodzi za mną. Mamie jeszcze nie mówiłam, a męża "badałam" wczoraj chociaż tak na prawdę to wiedziałam jaka będzie odpowiedź. Bo to też było "przerabiane". "nie" i koniec. On nie lubi kotów bo nie. Zwierzak w domu to pomyłka. Miejsce psa jest na dworze,w kojcu albo budzie, kotów najlepiej jakby wcale nie było. To tak w skrócie i łagodnie smile Synek by się pewnie ucieszył, bo jak jedziemy nad jezioro do zaprzyjaźnionych ludzi to do kotów leci. Co prawda to są wiejskie koty, raczej dzikie. Ale dzieciaki jak to dzieciaki, ganiają za nimismile
    Całą listę wczoraj wysłuchałam na "nie":
    koty są głupie i wredne
    są wredne i głupie
    śmierdzą
    drapią
    gryzą dzieci (mit o poobgryzanych palcach dzieckusmile (a wydawałoby się wykształcony facet)
    nie umiesz po sobie posprzątać a p kocie będziesz?
    koty są głupie
    itd. w tym guście. oraz generalnie NIE i koniec.
    Ja sama wiem, że to jest obowiązek, wydatki, ale mam wrażenie e on się boi przywiązać, okazać uczucia, twardziel chole..ny.
    --
    65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
  • deszcz.ryb 28.12.11, 13:13
    A moim zdaniem on po prostu zwierząt nie lubi. Trudno. Ma do tego prawo i musisz to uszanować.

    Tym bardziej, że ma rację w niektórych punktach swojej wyliczanki: niektórzy mogą uznać charaktery kotów za "wredność", niekastrowane koty śmierdzą, koty rzeczywiście gryzą dzieci wink , trzeba po nich sprzątać, i to konkretnie [nie wiem, jak sprzątasz, ale jeżeli przytyk męża jest słuszny, to kot wybitnie przyczyni się do robienia bałaganu w domu wink ].

    Tudzież koty drapią, niszczą, żrą rośliny, hałasują w nocy, są z nimi problemy przy wyjazdach i trzeba się nimi zajmować.

    Sama mam kota, ale jeżeli mój mąż chciałby wziąć np. królika, to argumentowałabym identycznie, jak twój mąż [nie lubię królików, są głupie, śmierdzą, niszczą itp. Nic nie mam do królików, ale w domu bym takiego NIE chciała mieć].

    >A raczej była m
    > owa, że NIE będzie zwierzaka

    No, skoro była taka umowa, to POWINNAŚ się z niej wywiązać. Męża możesz pytać co parę miesięcy, czy nie zmienił zdania co do kota, ale skoro on uznał, że ważne dla niego jest, żeby NIE mieć zwierząt i tak się UMÓWILIŚCIE, to powinnaś to uszanować.
  • d25 30.12.11, 18:16
    > Tym bardziej, że ma rację w niektórych punktach swojej wyliczanki: niektórzy mo
    > gą uznać charaktery kotów za "wredność", niekastrowane koty śmierdzą, koty rzec
    > zywiście gryzą dzieci wink , trzeba po nich sprzątać, i to konkretnie [nie wiem,
    > jak sprzątasz, ale jeżeli przytyk męża jest słuszny, to kot wybitnie przyczyni
    > się do robienia bałaganu w domu wink ].
    >
    > Tudzież koty drapią, niszczą, żrą rośliny, hałasują w nocy, są z nimi problemy
    > przy wyjazdach i trzeba się nimi zajmować.

    Dziwnego masz kota...
    Miałem już kilka kotów i ....
    każdy ma inny charakter ale (może moje szczęście) żaden nie był dokuczliwy w żadnym stopniu. Nie mam podrapanych mebli (bo koty miały drapak), rośliny nie ucierpiały wcale, w nocy śpią, sprzątać po kotach oznacza raz dziennie sprawdzić kuwetę (która stoi w toalecie), a zajmować się nimi trzeba jak każdym żywym stworzeniem (kwiatki też trzeba podlewać).

    A co do meritum wątku... nic na siłę i wbrew sobie...
    Ja miałem podobną sytuację, lubię zwierzaki choć nie miałem wcześniej żadnego. Żona wręcz przeciwnie tzn. nie miała i nie lubiła. Motorem była młodsza córka, która będąc z natury dyplomatką marzyła o kocie, ale nie mówiła "ja chcę" tylko "chciałabym mieć". Ukierunkowałem jej marzenia na mamę, samemu ustawiając się w odwrotnej sytuacji - czyli krytycznie wysuwałem zastrzeżenia, głównie w zakresie "a co będzie jak wyjedziemy". Któregoś dnia, po powrocie z jakiegoś centrum handlowego, żona zaczęła mnie namawiać, że może jednak weźmiemy kota, one są takie cudowne, dużo ludzi ma koty - więc co my jesteśmy nienormalni, że nie damy rady, itd. Po dwóch godzinach kot z wyprawką był w domu. Potem doszedł przybłęda i historie można by ciągnąć długo..., nie była usiana różami, w każdym razie dla kotów (choroby i wypadki). Ale 3 tygodnie temu żona pojechała do schroniska i przywiozła dwa! małe kotki (obecny stan posiadania sztuk 3 - dwa maluchy + ten pierwszy). We wszystkich kocich domowych historiach występuję jako ten, który nie chciał kota - nie przeszkadza mi to, bo mam kota (a raczej koty).

    Spróbujcie się wybrać na wakacje do miejsca gdzie są zwierzaki i koty-miziaki. A nóż się uda. Kropla drąży skałę, ale nic na siłę - bo skutek będzie odwrotny. I jeszcze jedno - każde zwierzę w domu to domownik, który ma swoje prawa i którego nie można odstawić na półkę jak zabawkę która się znudziła (czyli oddać do schroniska czy wygonić - to jest straszne okrucieństwo - wystarczy raz odwiedzić schronisko by to zrozumieć). O tym musisz pamiętać, zanim cokolwiek zrobicie
  • deszcz.ryb 30.12.11, 21:37
    > Dziwnego masz kota...

    Ale ja nie piszę o moim kocie. wink Tylko o tym, że koty MOGĄ to robić [i wiele kotów wykazuje większość z podanych przeze mnie wad. Poza tym, jeżeli kota weźmie osoba mu niechętna, to te wady będą jej bardzo przeszkadzać, niejako podwójnie.

    Ja bardzo lubię koty, więc nie przeszkadza mi np. jak moja małpa zacznie biegać po mnie w nocy, bo dostała głupawki i musi się bawić. Albo jak coś podrapie - ja wiem, że to kot i zachowuje się zgodnie ze swoimi predyspozycjami gatunkowymi. Ale osobie, która kotów nie lubi, takie zachowanie będzie przeszkadzać i to bardzo, może to uznać nawet za "złośliwość" kota wymierzoną przeciwko sobie. A nie zależy nam na wzbudzaniu niechęci do kotów w społeczeństwie, prawda? wink

    A poza tym wolę, żeby każdy potencjalny właściciel kota był mniej więcej świadomy, co go MOŻE czekać.
  • ajaksiowa 28.12.11, 14:37
    A czy twoja M,ama lubi koty?Bo gdyby naprzykład powiedziała zięciowi że lekarz ,,przepisał,,kota na bolące kolana?Jasne że trzeba zdać sobie sprawę ztego że koty drapią\chociaż podobno można tego uniknąć obcinając co miesiąc szpony\,chodzą po stołach ,lubią zajrzeć do talerzy ,,państwa,,Jeżeli ktoś jest pedantem to faktycznie takie przywary kotów mogą przeszkadzać.Jeżeli twojej Mamie to nie przeszkadza to już jesteście we trójkę w koalicji,w końcu wszystkie obowiązki i tak spadną na was.Mężulowi wypadałoby się raczej dostosować\?\
  • deszcz.ryb 28.12.11, 14:52
    Wiesz co... Nawet, jakby mi lekarz przepisał królika, żeby leczył mój reumatyzm [albo obniżał mi ciśnienie, albo działał dobroczynnie w inny sposób], to I TAK KRÓLIKA BYM NIE CHCIAŁA. Bo po prostu zwyczajnie NIE LUBIĘ królików. Argument o jego zdrowotnym oddziaływaniu w życiu by mnie nie przekonał, bo dla mnie króliki mają za dużo "wad" [niszczą, są głupie, nie są takie interaktywne jak koty itp.].

    I jeżeli ktoś [np. mój mąż] próbowałby mnie przekonać w taki głupi sposób do posiadania królika, to szlag by mnie trafił. A jeżeli by go wziął [wbrew mnie], to znaczyłoby, że z naszym małżeństwem jest już naprawdę źle - bo mąż nie uszanowałby mojego zdania w tak ważnym aspekcie [bo zwierzę, co by nie mówić, bardzo zmienia tryb życia rodzinnego]. Więc jej NIE namawiaj na działanie przeciwko mężowi.

    >Jeżeli twojej Mamie to nie p
    > rzeszkadza to już jesteście we trójkę w koalicji,w końcu wszystkie obowiązki i
    > tak spadną na was.Mężulowi wypadałoby się raczej dostosować\?\

    Co ty w ogóle piszesz? Piszesz o normalnej rodzinie, czy o wojnie? Bo na wojnie robi się koalicje przeciwko wrogowi. W rodzinie się ze sobą ROZMAWIA i SZANUJE się zdanie drugiej osoby [i wcześniejsze przedślubne ustalenia].

    >Jasne że trzeba zdać sobie sprawę ztego że k
    > oty drapią\chociaż podobno można tego uniknąć obcinając co miesiąc szpony

    Nie można, niestety. Obcinam mojej pazury co miesiąc, ale i tak drapie. Nie niszczy aż tak, kiedy ma ostre, ale jednak niszczy.
  • wladziac 28.12.11, 15:15
    marzy Ci się rozwód czy jak,nie rozumie jak można kogoś kto nie chce mieć zwierząt w domu zmuszać do ich posiadania,zwierzę to nie zabawka tylko trud i obowiązek a wziąwszy pod uwagę że trafiają się bardzo trudne kocie egzemplarze moze z tego wyniknąć tylko nikomu niepotrzebna awantura,najpierw mąż musi się sam zdeklarować i wyrazić zgodę na kota a nie przeforsować kota bo reszta rodziny się zgodzi,to mąż jest w tej chwili Twoją najbliższą rodziną i należy jego zdanie uszanować,na tym polega życie w rodzinie że podejmuje się decyzje wspólnie a nie za plecami drugiej osoby
  • deszcz.ryb 28.12.11, 15:23
    No właśnie, a jeszcze do tego ustalili z mężem na etapie budowania związku, że zwierząt NIE BĘDZIE. I to należy uszanować, a nie teraz się wycofywać rakiem, szukać sprzymierzeńców przeciwko własnemu mężowi i argumentów, jakby go tu przekonać.
  • mitta 28.12.11, 23:47
    Problem polega na tym, że zwierzaka nie można wziąć na próbę, by się przekonać, czy się go lubi, czy nie. Argumentami też niewiele się wskóra, bo akurat ta decyzja nie powinna opierać się na sile argumentów, ale wynikać z wewnętrznej potrzeby, której nie można mylić z zachcianką. I wszyscy domownicy muszą taką decyzję zaakceptować.
  • ajaksiowa 29.12.11, 12:50
    Argument o króliku jest nie na temat.Mój mąż też nie chciał kotów -a mam trzy.Obcowanie z kotami zmieniło jego punkt widzenia \na plus\ odnośnie wszystkich braci mniejszych.A dyplomacja\w waszym przekonaniu oszustwo\ jeżeli w słusznym celu-mile widziana w każdej sferze życia.Pozdrawiam.
  • deszcz.ryb 29.12.11, 21:17
    Jak nie na temat? Napisałam o króliku, bo nie lubię akurat królików i nie chcę go mieć. Mąż autorki identycznie - też nie lubi zwierząt i nie chce ich mieć. Nie udawaj, że nie widzisz analogii.

    >A dyplomacja\w waszym przekonaniu oszustwo\ jeżeli w słusznym c
    > elu-mile widziana w każdej sferze życia

    To ja nawet nie chcę wiedzieć, jak wygląda wasze życie rodzinne. Mąż nie chce kota. Spoko, wystarczy poszeptać z dziećmi i babcią, jak połączymy siły, to na pewno da się przekonać. To jak koalicje zawirane na wojnie, zjednoczenie przeciw wspólnemu wrogowi [jakiemu wrogowi, to twój MĄŻ, jakby nie było jedna z najbliższych ci osób].

    Uwierz mi, to wygląda tak, jakby taki mąż był niepełnowartościowym członkiem waszej rodziny [którego zdanie się nie liczy] albo jakimś tumanem, który nie wie, czego chce i koniecznie trzeba mu to uświadomić. Nawet uciekając się do spiskowania i oszustwa.

    A jedyną uczciwą "dyplomacją", jaką może zastosować autorka wątku, jest uczciwe pójście do męża i powiedzenie mu "słuchaj, chciałabym bardzo mieć kota. wiem, że się umawialiśmy, że zwierząt nie będzie, ale jednak bardzo chciałabym jakiegoś mieć. mogę ci obiecać, że będę po nim sprzątać i postaram się, żeby ci za bardzo jego obecność nie przeszkadzała". Jak mąż się zgodzi, to autorka musi się wywiązać z obietnicy. A jak się nie zgodzi, to trudno - musi położyć uszy po sobie [sama kiedyś obiecała, że zwierząt nie będzie!], a do sprawy może wrócić po paru miesiącach/roku.
  • deszcz.ryb 29.12.11, 21:08
    Autorka wątku pisze, że mąż miał kiedyś koty [w domu rodzinnym]. Więc mąż już WIE, z czym się wiąże posiadanie kota i świadomie odmawia sobie tej "przyjemności".
  • ajaksiowa 30.12.11, 12:12
    Tak pięknie piszecie o partnerstwie w związku,tylko na czym ono polega skoro ma być tak jak chce Pan Mąż?.Gdybym była na garnuszku u męża pewnie musiałabym się dostosowac-ale nie jestem i mam prawo robić to co mi sprawia przyjemność.Tak samo mój mąż ma pasje które realizuje a które nie do końca mnie odpowiadają ale skoro on to lubi ma moją aprobatę.Przypuszczam że jesteście albo niezamężne albo bardzo młode,a napewno niepotrzebnie zjadliwe.
  • deszcz.ryb 30.12.11, 13:39
    > Tak pięknie piszecie o partnerstwie w związku,tylko na czym ono polega skoro ma
    > być tak jak chce Pan Mąż?

    Można odwrócić sytuację i zapytać, na czym polega partnerstwo w związku skoro ma być tak, jak chce Pani Żona?

    Poza tym wcale tak nie ma być. Umknęło ci chyba, że kiedyś OBOJE [mąż I żona] umówili się, że zwierząt nie będzie. Znaczy - kiedyś żona zwierząt nie chciała, teraz jej się odmieniło. I albo przekona męża wprost, albo niech się dostosuje i spełni to, co SAMA KIEDYŚ OBIECAŁA.

    Bo zwierzę w dou jednak wpływa na wszystkich domowników - szybko robi się bałagan w domu, zwierzę niszczy, trzeba je karmić, wozić do weterynarza, wydawać pieniądze, wychodzić na spacery albo bawić się, nie można swobodnie nigdzie wyjechać dopóki nie załatwi się opieki. Decyzja o zwierzęciu powinna być podjęta wspólnie przez wszystkich dorosłych domowników.

    >Przypuszczam że jesteście albo niezamężne a
    > lbo bardzo młode,a napewno niepotrzebnie zjadliwe.

    Wiem, że jestem zjadliwa, ale takie zmawianie się "na męża" naprawdę jest koszmarne. To przecież MĄŻ = osoba dorosła, która wie, co robi i co mówi; osoba, którą się kocha; osoba, za którą wyszło się za mąż - dlaczego chcesz traktować taką osobę jak niedojrzałego idiotę, który nie wie, czego chce. Wyszłaś za dorosłego faceta czy za idiotę?

    A namawianie do kampanii przeciwko mężowi jest dziecinne i niedojrzałe. Rozumiem, że można bardzo chcieć kota, można próbować przekonywać męża, ale przecież nie takimi metodami. Mąż też jest przecież równoprawnym domownikiem i ma prawo wyrazić swoje zdanie.
  • paskudek1 30.12.11, 19:19
    to może ja jednak się wypowiemsmile
    1. rozmowy o zwierzakach byłu mniej więcej takie, ze RACZEJ ich w domu nie będzie. kategorycznych stwierdzeń jakoś nie pamiętam
    2. generalnie to tylko krowa poglądów nie zmienia, zawsze jej koniczyna z cudzej łąki lepiej smakuje niż z włąsnejsmile
    3. nigdzie nie napisałam, ze przyniosę tego kota na siłę i zmuszę męża. Znam go i wiem ze na siłę to "nie ze mną te numery Bruner".
    4. wiem że zwierzaka "na próbę" wzięć nie można, min dlatego na innym forum zadałam pytanie ile taki kot kosztuje w sensie utrzymania. Bo ja lajkonik jestem i g..no wiem na ten temat. A kwestia kosztów ważna jest i kropka
    5. ja też wcześniej nie myślałam o kocie, więc jak widać poglądy można zmieniać. No ok, nie miałam wobec nich tak zdeklarowanych niechętnych uczyć jak mąż
    6. on miał koty ale to było w czasach raczej dzieciństwa i NIGDY w bloku. To, podejrzewam, były koty wychodzące, łażące jak chciały, w domu z ogrodem i kawałkiem pola. W dodatku koty jego brata a nie jegosmile stąd może pogląd że koty są głupie bo nie przchodziły na zawołaniesmile
    --
    65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
  • mitta 30.12.11, 20:00
    Stosunek ludzi do zwierząt ewoluuje i nie jest powiedziane, że twój mąż nigdy nie da się przekonać. Najlepszym przykładm jest mój tata, który autentycznie nie lubił kotów, a teraz ma ulubioną kociczkę, której na wszystko pozwala.
    Po drugie - mieć kota teraz, a kiedyś to dwie różne sprawy. Kiedyś kotów nie kastrowało się i rzeczywiście śmierdziało. Nie mówię już o całym przemyśle dla zwierząt, zbrylającym żwirku (kto go wymyślił powinien dostać kociego Nobla), gotowej karmie, kuwetach itp. Wszystko to sprawia, że obecnie zwierzę w domu nie jest jakoś szczególnie uciążliwe.
    Utrzymanie jednego kota też nie jest zbyt kosztowne - można żwirek, karmę zamawiać przez internet w większych opakowaniach i wtedy wychodzi dużo taniej. Myślę, że wyjdzie to ok. 80 zł na miesiąc. Tylko, że później, kiedy się już kota pokocha, to chce mu się kupować coraz lepsze jedzonko wink
    Koszt kastracji to 100 - 200 zł, jeszcze szczepienie na początek 100 zł i potem, jeśli kot zdrowy, to wydatków większych nie ma.
    Myślę, że twój mąż da się przekonać. Ja swojego nie pytałam o zgodę, a moja decyzja podyktowana była odpowiedzialnością za kocięta, którym pomogłam przeżyć bez matki. Przed chwilą słyszałam, jak mąż mówi: Choć, Lisiczko, do tatusia smile
    A więc jeszcze raz - wysyłam dobre fluidy.
  • paskudek1 30.12.11, 20:07
    dzięki serdeczne, ja na razie zasygnalizowałam "chciałąbym mieć" dałam info że wcale śmierdzieć nie musi bo bierze sie kastrata lub kastrujesmile owszem usłyszałam już kilkakrotnie "NIE" ale nie tracę nadzieismile
    --
    65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
  • deszcz.ryb 30.12.11, 21:40
    > 2. generalnie to tylko krowa poglądów nie zmienia, zawsze jej koniczyna z cudze
    > j łąki lepiej smakuje niż z włąsnejsmile

    I takiej zmiany w mężu - po uczciwej rozmowie - serdecznie ci życzę. wink

    > 3. nigdzie nie napisałam, ze przyniosę tego kota na siłę i zmuszę męża. Znam go
    > i wiem ze na siłę to "nie ze mną te numery Bruner".

    Tak też mi się wydawało. Ale zdenerwowała mnie Ajaksiowa swoimi postami o przekabacaniu męża i większość poprzednich postów skierowałam do niej.
  • ajaksiowa 31.12.11, 10:40
    Nie piszę tu po to żeby kogokolwiek denerwować.Nie wiedziałam ,że ktoś kto ma inne zdanie może wywołać takie emocje w tobie\deszcz ryb\.I podejrzewam że oprócz królików nie lubisz jeszcze sporo innych ,,myślących inaczej,,Ja bym swojemu mężowi pozwoliła na królika mimo że nie mam o nich pojęcia\ale bym się dokształciła\.
  • deszcz.ryb 31.12.11, 11:14
    Wiesz, bo gdybyś gdzieś pisała takie rady o tym, jak przekabacić męża, żeby np. dał żonie kasę na nową, drogą bluzkę, to też by mi się to nie podobało, ale nie byłabym taka wredna, bo to nikogo nie krzywdzi [tylko mąż może się poczuć jak jeleń wink ale ostatecznie, to nie mój mąż wink ].

    Tymczasem tu chodzi o wzięcie kota - żywej istoty. A jeżeli autorka wątku zastosowałaby twoje metody, to mąż może i by na kota pozwolił, ale na pewno zniechęciłby się do kota na samym wstępie. No i autorka miałaby swojego kota, ale też miałaby niezadowolonego męża, który nie lubiłby jej kota. Po co serwować to kotu?

    >Ja bym swojemu
    > mężowi pozwoliła na królika mimo że nie mam o nich pojęcia\ale bym się dokształ
    > ciła\.

    Króliki to był tylko przykład [chociaż akurat króliki nieźle znam - kuzynka ma jednego]. Ostatecznie zniosłabym królika [chociaż nie byłabym zadowolona], ale są inne zwierzęta, których nie chcę w moim domu - np. wielkie pająki [panicznie boję się pająków i zawsze żyłabym w strachu, że drań zwiał z terrarium] albo węże [węże trzeba karmić żywymi myszami, tymczasem dla mnie myszy są równie słodkie jak węże i czułabym się jak morderczyni]. Założę się, że ty też potrafisz podać przykłady zwierząt, których absolutnie nie wzięłabyś do domu.

    Rozumiem, że piszesz to wszystko, bo uważasz, że fajnie byłoby, jakby kolejny kot znalazł dom. Ja też tak uważam i życzę autorce przekonania męża, ale nie sposobami, jakie wymieniłaś. O ludziach też trzeba pomyśleć. wink
  • ajaksiowa 31.12.11, 16:08
    Sązwierzęta których nie powinno trzymać się w domu.A propos bluzki.nie muszę prosić męża-sama sobie kupuję. smile
  • k1234561 01.01.12, 20:33
    Dobre fluidy już wysłane.
    Miałam identyczny problem.Mój mąż identycznych argumentów używał.Koniec końców jesteśmy WSZYSCY szczęsliwymi posiadaczami kotka-brytyjskiego.
    To bardzo chwalebne,że chcesz kota ze schroniska,jednak tu jest jedno małe ale,nie wiesz na jakiego kota trafisz.Ponieważ mój mąż podobnie jak autorki wątku wynajdywał w kocie wszystkie możliwe wady,więc ja musiałam znaleźć kota jak najmniej problematycznego,nie po przejściach,żeby małż miał jak najmniej powodów,żeby się kota czepiać.Znalazłam na szczęście.Kot jes niemal idealny.Nie skacze po stołach i blatach (zapewne w naszej obecności,ale co oczy nie widzą...),nie jest upierdliwy,nic nam nie zniszczył i nie podrapał,jak chce sobie podrapać,to idzie na drapak.Zostaje sam na prawie cały dzień,może też zostać sam na 2 dni.
    Męża przekonywałyśmy baaaardzo długo,prawie rok.Podtykałam pod nos rozkoszne zdjęcia kociaczków,zachwalałam jak mogłam korzyści dla dziecka płynące z posiadania zwierzątka, kotka nie trzeba wyprowadzać na spacery,żwirki teraz zbrylające,pochłaniające zapachy,kocura trzeba wykastrować,żeby nie śmierdziało w domu,jak kotek ma niszczycielskie zapędy względem mebli można kupic spray odstraszający.Mieliśmy takie coś,bo kotka interesowały kable od telewizora,po spryskaniu nawet mu nie w głowie wchodzic pod szafkę i kabelki podgryzać.Zakodowało mu się to do tego stopnia,że kota mamy ponad rok,spraj użyłam tylko raz jak był malutki a on nadal od kabli trzyma się z daleka.Nawet jak mu myszka czy piłka tam wpadnie to nie podejdzie,tylko miałczy aż obsługa wyciągnie zabawkę,koty dużo śpią,pięknie mruczą,co ma zbawienny i relaksacyjny wpływ na człowieka.
    Tak więc wierć dziurę w brzuchu małża,życzę powodzenia.Skoro mój mąż antykotowy i w ogóle antyzwierzakowy egzemplarz pokochał kotka to wierzę,że i u Was będzie podobnie.

    --
    http://lbym.lilypie.com/1ocMp1.png

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka