Dodaj do ulubionych

Oddałam kota i mam handre :(((((

13.08.14, 12:51
Wiem, że zaraz dostanę burę od niektórych z Was. Jestem na to przygotowana.Zresztą od kilku dni odkąd nie mamy już naszej Luki sama na siebie jestem obrażona sad. Nie dałam rady. Moja dwuletnia kotka od około roku osikiwała w różne miejsca. Generalnie sikała do kuwety, ale raz na jakiś czas siknęła a to na dywan a to na łóżko jedno, drugie czy trzecie, na kołdre na poduszkę, w garderobie -na ubrania, jak już zaczęła sikac na fotele nie dałam rady. W domu śmierdziało coraz bardziej i niestety nie byłam w stanie tego znieśc. Kocham tę kotkę, bo jest naprawdę kochana, grzeczna, miła, tylko to okropne sikanie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Zdaję sobie sprawę ze musi być jakiś powód ,ale próbowałam wszystkiego i nie widzę szansy na zmiane, życie się toczy i zawsze znajdzie się jakiś powód do stresu lub niezadowolenia kota, a mieszkanie mam zniszczone i musze powyrzucać meble oraz dywan bo nie jestem w stanie ich wyprać....I mimo rozsądku bardzo za nią tęsknimy. dzieci póki co na wakacjach u babci, ale nie wiem co będzie jak wrócą...nie wiem co robic, tysiąc razy dziennie chcę jechać i ją odebrać, ale jednoczesnie zdaję sobie sprawę ,ze to droga do nikąd bo będzie sikała nadal a ja będę się frustrować zasmrodzonym mieszkaniem. Nie wiem co robic. Czuję się okropnie, jakbym straciła członka rodziny sad((((
Edytor zaawansowany
  • nevada_r 13.08.14, 15:45
    Czy kot był kastrowany i czy był badany / leczony? Czy był leczony skutecznie? Czy rozważałaś, dlaczego kot sika [to nie musiała być choroba, mógł być stres lub chęć wychodzenia na zewnątrz]? Czy próbowałaś zniwelować kotce źródła stresu lub czy rozważyłaś opcję wypuszczenia jej na zewnątrz?

    Gdzie oddałaś tego kota? Jeżeli do schroniska, to do jakiego? Zdajesz sobie sprawę, że jeżeli to kiepskie schronisko, to szlag kota może trafić bardzo szybko? Jeżeli nie oddałaś do schronu, to lepiej - jeżeli oddałaś w dobre ręce i kot może wychodzić, to może rzeczywiście będzie szczęśliwszy.

    Nikt cię tu po główce nie pogłaszcze, tu są ludzie, którzy zrobiliby dla swoich kotów prawie wszystko - jeździli po weterynarzach do skutku - a znaleźliby jakiś sposób. Kot pewnie strasznie TĘSKNI, jest niesamowicie zestresowany. A jaki przykład dałaś dzieciom? Że można sie pozbyć z domu myślącej i czującej istoty, bo łatwi się usprawiedliwić, że jest się za słabym, żeby stawić czoła trudnościom. To rzeczywiście bardzo łatwe usprawiedliwienie. uncertain

    Dla mnie to jest jakaś masakra, nie wyobrażam sobie, że mogłabym się w taki sposób pozbyć kota. sad A moja kotka też sikała. JEDŹ po niego!
  • kontra24 13.08.14, 16:08
    Tak wiem i zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Nigdy nie myślałam,że będę w stanie oddac zwierze. Miałam kiedyś psa przez 18lat i za nic bym go nie oddała.Ale jestem w stanie znieśc wiele rzeczy, wiele niedogodności, brudu, obowiązków i trudności, ale mocz kota w całym mieszkanie znieść nie byłam...niestety sadDlatego chodzę od tygodnia i płacze, jest mi z tym strasznie zle i smutno. Jechałam już nawet po niego, ale zawróciłam..Cały czas czytam i potwierdza się zasada, że jak kot posikuje to już sikac będzie. Odpowiedając na twoje pytania. Oddałam kota na wies, tam mieszka mama mojej koleżanki i ma tam kilka kotów, tyle że raczej na podwórku, mają szopę , ale chodzą tez po domu.. Martwi mnie to,że jest to kot typowo domowy i nie wiem, czy sobie poradzi. Lka była sterylizowana jak miała rok, byłam ostatnio u weterynarza i badałam mocz, wszystko ok, lekarz powiedział, że koty po prostu tak mają. Zastanawiałam się nad czynnikami stresowymi, to powiem tak: jest jeden szczególny: mianowicie latem daję go do teściów na dwa tygonie jak wyjeżadzamy na wakacje. Innego wyjścia nie mam. Raz w roku chciałabym pojechać z rodziną na wakacje, a teściowie są dla niej dobrzy, rozpieszczają ją. Al. czynnik sresu w postaci wyjazdu w inne miejsce jest.Jak wraca do domu to znów jest ogłupiała i przyzwyczaja się godzine..Ale jak móię jest to raz w roku. dzieci raczej jej nie stresują, kochają ją bardzo i krzywdy nie robią. Najchętniej bym po nią pojechała, ale nie dam rady życ w smrodzie sików kota i wyrzucać kolejne rzeczy. A z dugiej strony kocham tego pluszaka. Z tej perspektywy patrzac nie powinnam brać kota, nie przewidziałam,że będzie sikał...a ja nie potrafie wytrzymać w smrodzie. taki mam feler.. Jak Wy sobie radzicie, z tego co czytałam w różnych żródłach niektórym koty sikają regularnie i smierdzi w domu koszmarnie i jakoś ludzie dają radę.. Podziwiam szczerze, bo to jest jedyna rzecz, której nie mogę zaakceptować choć bardzo bym chciała. Gdyby było jakies lekarstwo wytrzasnęłabym je spod ziemii ale nie ma, niestety... Wiem ,że postąpiłam niefajnie, że dla dzieci to zły przykład i jestem załamana. Cały czas myślę o Luce. Ale nie umiem sobie poradzić z jej sikaniem i smrodem w mieszkaniu..sad. Nie wiem co robic..
  • kontra24 13.08.14, 16:17
    Jeszcze jedno a`props wychodzenia. Luka nie miała ochoty wychodzić na zewnątrz. Raz ją zabrałam na podwórko to była wystraszona i ucikała do domu. Jak są drzwi otwarte nie ucieka tylko patrzy na klatkę..i ucieka do domu. Luni natomiast bardzo wychodzić na balkon i przesiaduje tam całą wiosnę i lato drapiąc w drzwi jak chce wyjść. Mieszkamy na poddaszu, więc tegularnie jako urodzony dachowiec odwiedzałam tez dach. wiec swoje podwórzowe ciągoty realizowała w ten sposób... Żaby chociaż sikała w jedno miejsce mogłabym jakos interweniować, zamykac pokój, psikac czyms, załozyc folię, ale ona sika w różnych miejscach i trudno powiedzieć gdzie nasika następnym razie. Już wszytsko w garderobie przesiąknęło oparami jej moczu i chodzę w smierdzących ciuchach, śpię pod smierdzącą kołdrą tak jak i dzieci, siedzę na śmierdzącym dywanie, fotelu itd...naprawdę proszę mnie zrozumieć, choć nie jestem tu po to żeby się tłumaczyć, ale nie byłam w stanie dłużej tego znieść i doprowadzić mieszkania do takiego stanu, że by nie było czego ratować..
  • jolaniebieska 13.08.14, 18:43
    Nie zamartwiaj się niepotrzebnie. Najważniejsze że kotka trafiła w dobre ręce, a nie do schroniska. Najlepiej weź innego kota ze wsi, skoro ich tam tyle jest, to może się trafi taki, który się da wychować smile

    _ _
    recepta na bóle stawów i wodę w kolanie
  • mitta 15.08.14, 12:51
    jolaniebieska napisał(a):

    > Najlepiej weź innego kota ze wsi, skoro ich tam tyle jest,
    > to może się trafi taki, który się da wychować smile

    A jak nie, to co, trzecia próba?
  • trusska 13.08.14, 18:40
    Dokąd ją oddałaś??? Do schroniska? Takie sikanie da się wyleczyć! O wiele łatwiej niż złamane kocie serce sad
  • mitta 13.08.14, 21:52
    Mam podobny problem z jedną kitką (chociaż nie tak drastyczny) i wiem, o czym piszesz. Nie chodzi o to, że załatwia się byle gdzie, tylko że obsikuje np. zasłony, okna, czasem mikrofalę (którą przez nią na noc zakrywam folią), ma takie stałe miejsca - staje tyłem, podnosi ogon i sika na wysokość, właściwie nigdy przy nas. Wiem skąd wzięły się te kłopoty. Uratowałyśmy z siostrą cały miot maluszków, których matka śmiertelnie zachorowała. Kotki wychowały się w ogrodzie, wzięłam trzy siostry, były wychodzące (bo mieszkam w spokojnej, niby, okolicy) i zdarzył się wypadek - jedna została potrącona przez samochód. Od tego czasu bardzo ograniczyłam im swobodę i przygarnęłam nową kotkę. No, i niestety zaczęły się kłopoty z obsikiwaniem. Radzę sobie w ten sposób, że wypuszczam koty na 2 -3 godziny nad ranem, mam też wolierę w ogrodzie, ale ze 2 - 3 razy w tygodniu mam niespodziankę. Myję i piorę w wodzie z octem, który eliminuje zapachy. U mnie w domu w ogóle nie czuć, że mam zwierzęta (4 koty) i niektórzy dopiero widząc kuwetę pytają, gdzie kot.

    Napiszę jednak wprost - nawet gdyby mi sikała codziennie nigdy bym jej nie oddała, to moja kocia córeczka, kocham ją tak samo, jak członków rodziny. Nie porzuca się bliskich w potrzebie.

    A teraz do rzeczy. Nic nie piszesz, czy masz inne zwierzęta, czy w sąsiedztwie są jakieś zwierzęta i w jaki sposób już z tym problemem walczyłaś. Czy stosowałaś krople Bacha, feliway do kontaktu, czy konsultowałaś się z jakimś behawiorystą?
    Podrzucam Ci też wątek - historię optymistyczną, gdzie właścicielka uporała się z tym problemem, przeczytaj go dokładnie, bo jest w nim szereg rad, a także lek, który pomógł. Jest to lek psychotropowy - SERONIL. Tutaj ten wątek:
    forum.gazeta.pl/forum/w,10264,136779469,,Jestem_u_kresu_wytrzymalosci.html?v=2
    W zeszłym tygodniu na animal planet obejrzałam pierwszy odcinek dokumentu "Pokochaj koty" (może znajdziesz gdzieś na chomiku itp.). Przedstawiona była identyczna sytuacja, wykastrowana kotka obsikiwała mieszkanie. Ale właścicielka była osobą odpowiedzialną i nie brała w ogóle pod uwagę oddania kota. Według przytoczonych danych większość przypadków pozbywania się kotów ma związek z obsikiwaniem. A kot obsikuje zawsze dlatego, że ma jakiś problem natury psychicznej, stres (pomijam choroby). W Ameryce leczy się to lekiem PROZAC (tak, ten sam, co biorą ludzie, tylko odpowiednia dawka dla kotów). W 80 % pomaga, a przeszczęśliwa właścicielka kotki uważa, że nie wywołał on żadnych skutków ubocznych.

    Tak więc jeśli rzeczywiście zależy Ci na kotce - to powalcz o nią, a nie użalaj się nad swoją chandrą. Nie sądzę, żeby dwutygodniowe wczasy wywracały jej świat, źródło stresu jest na pewno gdzie indziej, ale czasami trudno je dostrzec i dlatego stosuje się środki farmakologiczne.

  • mist3 13.08.14, 21:56
    Skoro teściowie rozpieszczali kotkę, to czemu nie oddałaś jej teściom tylko na wieś? Jeśli już oddawać kotkę to do podobnego środowiska (kotka niewychodząca do domu, a nie na podwórko).
    Nie pocieszę cię. Kotka albo jest chora - więc na wsi bez opieki lekarza szybko umrze. Jeśli jest zdrowa a była kotką domową - to na wsi sobie nie poradzi.
    Jeśli (jak twierdzisz) kotka została przebadana i weterynarz nie stwierdził problemów, to prawdopodobnie ktoś albo coś w waszym domu był czynnikiem stresogennym.
    Jak reagowaliście na jej posikiwanie? Gdzie miała kuwetę? Jaki żwirek w tej kuwecie? Na wiele pytań trzeba sobie odpowiedzieć, zanim zdecydujemy się oddać zwierzę.
    No i dla mnie najważniejsze - czego nauczyłaś swoje dzieci oddając kotkę? Jak one na to zareagowały?
  • ajaksiowa 14.08.14, 12:23
    Jestem ostatnią osobą która by Ciebie potępiała i prawdopodobnie w podobnej sytuacji też bym szukała miejsca dla kota.Najważniejsze że nie wyrzuciłaś jej na ulicę .Rozumiem Twoje wyrzuty sumienia i współczuję. smile
  • kontra24 14.08.14, 12:39
    ajaksiowa napisała:

    > Jestem ostatnią osobą która by Ciebie potępiała i prawdopodobnie w podobnej syt
    > uacji też bym szukała miejsca dla kota.Najważniejsze że nie wyrzuciłaś jej na u
    > licę .Rozumiem Twoje wyrzuty sumienia i współczuję. smile

    Dziękuję. Choc nie powoduje to u mnie mniejszej tęsknoty sad
  • kontra24 14.08.14, 12:36
    No tak...Jeżeli chodzi o teściów, to oni nie chcą kota na stałe, raz w roku ok, ale na stałe absolutnie nie. generalnie niewielu ludzi wokół mnie chce zwierzęta w domu, poza tym skoro to kot sikający w domu, to już krąg zainteresowanych spada do zera..Myślę,że łatwo jest oceniac i atakować szczególnie ludziom, którzy mają koty nie aż tak kłopotliwe, które jeżeli sikają to w jednym, dwóch miejscach typu podłoga czy zasłony...z tym można sobie poradzić...Wyrzucenie czy upranie zasłon nie jest az takim problemem jak wyrzucenie wszystkiego z domu. Póki co wyrzuciłam już kołdry, poduszki w ilości 5sztuk, wyrzuciłam już dywan typu shaggy, do wyrzutki czekają oba fotele(prałam odkurzaczem typu karcher, psikałam prepe\aratem do usuwania zapachów i nic)Czekam jeszcze na preparaty za dwieście złotych ktre kupiłam na allegro. Smierdzi też wiele ubrań....Naprawde, gdyby ona sobie posikiwała w jednym- dwóch miejscach, łatwych do wysprzatania ok, ale nie coś takiego....Może są tacy, którym wszechobecny zapach moczu nie przeszkadza , ale ja nie dałam rady. I będę pewnie kontrowersyjna w tym co powiem i spadną na mnie lawiny krytyki, ale kot nie może wywracać całego mojego zycia i budżetu do góty nogami. Nawet dzieciom nie pozwalam na wszystko, nie kupuję wztystkiego i nie rozpieszczam do granic możliwości. I proszę mi uwierzyć, że to wszystko nie przekreśla mojej miłości do tego kota. Jest mi strasznie przykro, ale sytuacja osiągnęła moment krytyczny i podjęłam taką decyzję a nie inną..nie wiem , pewnie gdybym była potentatką finansową i mogła sobie pozwolić na wymianę wszystkiego co miesiąc na pewno zaryzykowałabym zmaganie się latami z sikaniem kota, ale nie jestem potentatką, budżet mam ograniczony i węch doskonały i trudno mi wytrzymac w czyms takim...Nie wiem ,czy mnie to w jakiś sposób usprawiedliwia, pewnie nie..
  • mitta 14.08.14, 17:55
    O ile pierwszy Twój post wywołał u mnie zrozumienie, to ostatni już mnie wkurzył. Myślałam, że szukasz jakiejś rady, pomocy, ale nie, Ty chcesz rozgrzeszenia. W ogóle nie rozumiem, po co zakładałaś ten watek. decyzję podjęłaś, nam nic do niej, a że Cię gryzie sumienie to nie nasza sprawa.

    Opisałam Ci przypadek mojej kotki, ale uważasz, że tylko Twój problem jest poważny. Otóż ja nie dopuściłam do takiej sytuacji - dużym nakładem wybudowałam wolierę, w której koty spędzają kilka godzin dziennie, wstaję codziennie o 2 w nocy i wypuszczam koty oraz o 4, żeby je wpuścić, kupowałam feliway do kontaktu, konsultowałam się ze specjalistami, inwestowałam w zdrowie kota, a nie w nowe poduszki.
    Co Ty zrobiłaś dla tej kotki oprócz tego, że byłaś u weta, który stwierdził, że koty tak mają.

    Piszesz:
    "Gdyby było jakies lekarstwo wytrzasnęłabym je spod ziemii ale nie ma, niestety..."

    Jak to nie ma? Podałam Ci nazwy dwóch leków, który z nich zastosowałaś i z jakim skutkiem?

    Też nie znoszę smrodu moczu, wyłapię nosem dosłownie ślad sików, ale nawet gdybym spała na forsie to z powodu kota nie wymieniałabym co miesiąc wyposażenia mieszkania. Twoje argumenty są dziecinne, bo nie chodzi o to by być potentatem finansowym i mieć zaburzonego kota, tylko o to, by rozwiązać problem z jego posikiwaniem.

    Ty już problem rozwiązałaś, ale chusteczkę na otarcie łez musisz sobie sama kupić.
  • kontra24 14.08.14, 22:52
    Mitta, nie szukam rozgrzeszenia, uwierz mi, wiem zresztą ,że takiego nie dostane, a już na pewno nie w tym miejscu. zresztą co by to dało...Weszłam tu , bo było mi potwornie smutno i szukałam odpowiedzi , czy dałabym jednak radę z tym walczyc...Niestety obawiam się, ze nie do końca rozumiesz moją sytuację. Dopóki to sikanie było wględnie intensywne, czyli sikała wyłącznie na łóżko i pościel syna i nasze plus do kosz na brudną bieliznę i raz na dywan, a może nie raz...dopóki śmierdziało względnie intensywanie nie było mowy o możliwości oddania Luki, jednak to co ostatnio się działo to był jakiś koszmar. Miejsca oddawania moczu były nieprzewidywalne, kotka rozbiła to zawsze nie wiedzieć kiedy, więksośc miejsc w których sikała znajdowałam po czasie przypadkowo, wyschcięte i śmierdzące. W zasadzie trudno znaleźć dziś miejsce które nie śmierdzi. Nasikała mi nawet do torby, wszystkie ubrania smierdzą. Idę czasem do pracy w śmierdzących ciuchach..Mam wrazenie ,że właśnie po wakacjach sikanie przybrało na sile. I analizując ten czas wydaje mi się ,że daliśmy jej wystarczająco dużo miłości, byliśmy stęsknieni cały czas się pieścilismy..I tu mam też pytanie, czy ktoś z Was wywozil kiedys kota do innego mieszkania i jak kot na to reagował? jak reagował jak wracał do domu? Mój kot był dwa razy na wakacjach u teściów i za każdym razem jak wracał był jakiś obcy i zszokowany i potrzebował z dwóch godzin,żeby obejść wszystkie konty i się przyzwyczaić. Jednocześnie za każdym razem kiedy tam jechał obsikiwał na początku łózko i sofę, potem się przyzwyczajał i uznawał -jak sądze za swój dom, i kiedy wracał do nas znów musiał się przyzwyczaić(krótko ,ale zawsze..). Zastanawiam się , czy nie reagowała nadmiernie stresowo na tą sytuację i dziwiło mnie, ze nie wraca stęskniona, tylko wygląda jakby nas widziała pierwszy raz w zyciu. Chciałabym wyjaśniec,że nie jestem z siebie dumna, wręcz jestem zawiedziona sobą i tym że byłam w stanie oddac kota, ale perspektywa dalszej wieloletnie albo wielomiesięcznej walki o niesikanie i coraz bardziej cuchnące mokre obsikane mieszkanie po prostu mnie przerosło...może to nieodpowiedzialne i dziecinne ja mówiłaś, może....ale tylko ten kto miał az tak skrajną sytuację może mnie zrozumieć..i nie chodzi tu o potrzebe posiadania wymuskanego i dizajnerskiego mieszkania, ale poziom smrodu mnie przerósł. Może rzeczywiście nie powinnam była brac kota..
  • mitta 15.08.14, 12:43
    Słuchaj, ja mam właśnie nowy, pachnący, wymuskany i "dizajnerski" (co nie znaczy drogi) domek, który tymi "ręcami" wybudowałam i urządziłam. W wielu miejscach mam już zniszczony przez kocie siki parkiet. Lniane zasłony (łącznie 12 sztuk) prałam i prasowałam prawie codziennie, codziennie prałam też całą pościel mojego syna, łącznie z kołdrami i poduszkami, narzutami na tapczan itp., bo tam sobie upatrzyła sikać. Codziennie rozkręcałam całą kuchenkę mikrofalową i blaszka po blaszce myłam w detergentach i occie. Kilka razy na dzień latałam z papierowymi ręcznikami i octem po całej chałupie i szukałam śladów na podłodze, ścianach, szybach, meblach. Potrafiła mi wejść do torby z zakupami i wszystko obsikać. Kupowałam przez internet organiczne środki rozkładające mocz, miałam hektolitry octu i w zapasie dziesiątki rolek papierowych ręczników. Mam wymieniać dalej, chcesz się licytować? Więc mi nie pisz, że nie znam problemu. I właśnie z tego powodu mam prawo zabierać tutaj głos. Różne myśli przychodziły mi do głowy, ale nigdy o oddaniu jej.

    Widzę, że kompletnie się nie rozumiemy. Już kolejny długi post wymieniasz zniszczenia w domu dokonane przez kotkę jakbyś chciała nas, albo siebie przekonać, że dobrze zrobiłaś. Natomiast nic nie piszesz, jakie konkretne kroki podjęłaś, żeby do tego nie doszło. Kontaktowałaś się z behawiorystą, podawałaś jakieś leki na uspokojenie, próbowałaś kocich feromonów, czy też biernie patrzyłaś, jak sytuacja zmierza do apogeum, by na końcu kota wywieźć. Też bym nie wytrzymała w takim smrodzie, więc zaczęłam natychmiast działać. Gdybyś kotkę przez ten rok leczyła psychotropami, poddawała jakiejś behawioralnej terapii, a mimo to nie byłoby efektów, wtedy zrozumieć byłoby łatwiej. Plus, że nie wyrzuciłaś jej za drzwi, tylko poszukałaś nowego miejsca.

    Teraz nie masz już na to ani sił, ani ochoty, wiec w dalszym ciągu nie wiem po co założyłaś ten watek. Żeby włożyć kij w mrowisko. Przecież wiadomo, że wydźwięk będzie różny.

    Co do zachowania się kotki na nowym miejscu, czy po powrocie do domu - jest ono typowe. Kot to nie pies, który merda na widok swego pana ogonem. Wytwarza sobie obraz otaczającego świata na podstawie zmysłów, głównie węchu, który jest 20-krotnie silniejszy, niż u ludzi. W różnych miejscach ciała, np. na policzkach, ma gruczoły wydzielające specyficzne substancje zapachowe, zwane feromonami. Kiedy się ociera, zostawia swój zapach na meblach, ścianach itp. W ten sposób stwarza sobie bezpieczną przestrzeń. Niestety, feromony są też w moczu, kot obsikując niejako oswaja to miejsce. W nowym domu, czy po powrocie do swojego, musi oznaczyć zapachem swoje terytorium. Nie sadzę jednak, żeby dwutygodniowe wczasy tak jej namieszały, żeby zaczęła sikać. Ja jeździłam z trzema kotami w różne miejsca i nie było problemów. Powód jest inny, może u teściów było jej lepiej (tam też ciągle sikała?)

  • kontra24 16.08.14, 00:56
    Ok. zostałam już zaklasyfikowana jako zła, dziecinna, leniwa, nieodpowiedzialna, pozbawiona uczuć panienka, która wzięła sobie kotka do domu bo miała taki kaprys, potem go wyrzuciła bo miała dzień dąsa i w dodatku marnuje dzieci ucząc ich bezduszności i egoizmu, a teraz siedzi i się nudzi, więc postanowiła włozyć kij w mrowisko na forum. Biorę to na klatę. Może rzeczywiście nie nadaję się do opieki nad zwierzętami, więc całe szczescie, ze je oddałam. chociaż jeden pozytyw założenia tego postu, że sobie to uświadomiła i nie skrzywdze kolejnego zwierzęcia. Teściowie mimo, że kotu było u nich lepiej niestety nie chcieli go zabrać do siebie. Szkoda, że majac w sobie tyle zrozumienia i empatii w stosunku do zachowań zwierzat nie macie zrozumiania dla ludzi. cóz...cos za coś.. dziękuje za odpowiedzi i chęć pomocy mimo wszystko.
  • trusska 16.08.14, 18:31
    > Szkoda, że majac w sobie tyle zrozumienia i empatii w stosunku do
    > zachowań zwierzat nie macie zrozumiania dla ludzi.

    Czy dziecko również byś oddała, bo śmierdzi i sika po kątkach? Jest taki cytat w Małym Księciu, za to co oswoiłeś jesteś odpowiedzialny. ODPOWIEDZIALNY, na dobre i na złe. Nawet jak śmierdzi, trzeba podcierać, pomagać i chce się płakać.
  • peny-y-cat 29.08.14, 03:50
    Rozumiem Ciebie, naprawdę. Moja koteczka też sikała po meblach, dywanach i pościeli. Na samym początku głównie na łóżko mojej siostry. Robiłam, co mogłam, by ją tego oduczyć i by pozbyć się zapachu. Kotka dostałam, gdy mieszkałam z rodziną. Doszło do tego, że nie pozwalali, by sobie swobodnie chodziła po całym mieszkaniu. Więc siedziała zamknięta w jednym pokoju. A ja z żalem myślałam o tym, na co skazana jest moja kicia będąc ze mną. Gdy zdecydowałam oddać ją znajomemu, od którego ją dostałam chodziłam, jak struta. W dzień wyjazdu (on jest z innego miasta) rozkleiłam się, płakałam i ściskałam kicie i ostatecznie nie oddałam. Zaznaczę, że sikała już sporadycznie. Przeprowadzałam się parę razy i za każdym razem obawiałam się jej reakcji na nowe miejsce, najbardziej chyba gdy wyjechałam na drugi koniec Polski (z Trójmiasta do Krakowa). O dziwo, Saga w nowych miejscach nie sikała gdzie popadnie, zawsze po przeprowadzce siedziałam z nią w nowym mieszkaniu 3-4 dni (pierwszego robiłam zakupy i potem nie wychodziłam przez te parę dni wcale). Rok temu wróciłam do Trójmiasta i mieszkam z siostrą, która ma psa. Pies panicznie bał się Sagi, Saga miała go gdzie i zadziwiająco łatwo i szybko się przyzwyczaiła do nowego miejsca. Ale.... jeśli chodzi o sikanie to raz do roku, na początku wakacji zdarza się jej siknąć poza kuwetą. Jest zdrowa, żwirek od lat ma taki sam, karmę jeśli zmieniam to stopniowo, a jednak raz do roku ma takie dziwne napady. Raz ją skarciłam, gdy bezczelnie nasikała na oparcie kanapy (nie mojej - z wynajętego mieszkania) i to na moich oczach - nakrzyczałam na nią, złapałam i wrzuciłam pod prysznic. Obrażona była parę dni. Ale nie sikała więcej. Ja rzecz jasna miałam olbrzymie wyrzuty sumienia i płakałam ze strachu, że moja koteczka straciła na zawsze do mnie zaufanie. Na szczęście jest dobrze. Na obsikane miejsca stosuję wodę utlenioną i nie śmierdzą, nie wprowadzam też do mieszkania żadnych nowych zapachów - odświeżaczów powietrza, nie lubię eksperymentów z perfumami - mam swoje ulubione, więc i w tym względzie niewiele się zmienia, choć zauważyłam, że Saga raczej nie zwraca szczególnej uwagi na zapachy. Ja bym bez kotka nie wytrzymała. Czasem najdzie mnie myśl, że to jednak ogromny problem i zobowiązanie, szczególnie dla osoby, która dość często się przenosi.
    Gdybym ja miała Tobie doradzać to oczywiście na pierwszym miejscu i najbardziej naturalnie powiedziałabym - wracaj po swoją koteczkę i spróbuj zawalczyć. Ale... zakładając czarny scenariusz, że nic się nie zmieni i zrezygnowana ponownie ją oddasz na wieś to już lepiej doprowadź mieszkanie do porządku (spróbuj wody utlenionej - na różnych forach o tym piszą i zawsze pozytywnie) i jeśli bardzo będzie Tobie dokuczał brak zwierzątka (ja nie wyobrażam sobie domu bez zwierząt, od zawsze mieliśmy i psy i koty) to przygarnij innego kotka. Wiem, że brzmi to może niezbyt poprawnie, ale życie i doświadczenia i moje i znajomych z kotami nauczyły mnie, że do każdego przypadku należy podejść indywidualnie.
    Nie zgodzę się też z opiniami, że domowy kot nie odnajdzie się na wsi. Moja przyjaciółka miała kotkę, która od urodzenia przebywała w mieszkaniu, po sterylce, zdrowa, zadbana, na podwórze nie chciała wychodzić (takie przy bloku), ledwo się tam znalazła już z brzuchem przy ziemi uciekała do drzwi. Też zaczęła sikać gdzie popadnie, a że mieszkanie wynajęte i wszystko wewnątrz nie było własnością koleżanki, z bólem serca wywiozła kotkę na wieś do znajomych. Gdy ją tam po tygodniu odwiedziła to nadziwić się nie mogła zmianie. Kotka (czteroletnia od urodzenia w mieszkaniu) szalała z innymi kotami po obszernym obejściu jakby tam się urodziła. W domu, gdzie koty nocowały, ani razu nie narobiła. Zresztą to nie jedyny znany mi przypadek takiej drastycznej zmiany. Wierzę, że Twojej koteczce też jest dobrze na wsi - może właśnie tego jej było trzeba, a nie czterech ścian, do których (może?) niechęć demonstrowała właśnie sikaniem gdzie popadnie?
  • pysiamilusia 28.09.14, 22:52
    Również mam problem z sikającą kotką. Do roku wszystko było ok, wzięłam dwie malutkie kotki z jednej hodowli . Z jedną nie ma problemu z toaleta pomimo, że ma padaczkę natomiast druga, która od małego była strachliwa po przejściu pierwszej bardzo długiej rui niestety sika. Czasem raz na dzień a czasem i z pięć. Weterynarze rozkładają ręce. Stosowałam masę dostępnych środków uspakajających , zapachów i nic. Po bardzo wnikliwym badaniu wykryto kamicę . Kot był przeleczony wyniki są ok a sika dalej. Dostawała psychotropy, stała się odważniejsza ale sika dalej. Może ktoś miał podobny problem i znalazł rozwiązanie. Ja mogę podpowiedzieć, że doskonale likwiduje zapach moczu z wszystkiego vanish oxy odplamiacz. Teraz pojawił się w sprayu ,jest bardzo wygodny.
  • mitta 29.09.14, 13:19
    A masz możliwość wypuszczania kotki na dwór - często to pomaga. Niestety, w Twoim przypadku sytuacja jest poważniejsza, ponieważ najprawdopodobniej, z powodów zdrowotnych, kotu kuweta kojarzy się z bólem. I nawet teraz, gdy przyczyna została usunięta, uraz pozostał.
    Ja bym jeszcze spróbowała wziąć jakiś karton, nasypać zwykłego piasku i postawić w innym miejscu, np. tam, gdzie najczęściej się załatwia. (lub ustawiać w różnych miejscach, może w którymś załapie). Można też ten piasek jakoś zanęcić - przysypać nim jej siki i włożyć to do kartonu.
    Ja bym się jeszcze skontaktowała z hodowlą, z której brałam kotkę i przedstawiła sytuację.
    Czy masz zamiar dalej walczyć - w tym wypadku chyba pozostał Ci już tylko kontakt z dobrym behawiorystą. Zrobiłaś już bardzo dużo, ale na leczenie farmakologiczne widać kotka jest oporna. Tutaj potrzeba specjalisty od zachowań.
    Czasami, niestety, pomaga oddanie kota do domu bez innych zwierząt - nie wiem, na ile jesteś związana z kotką i czy ta opcja wchodzi w grę.
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/gg/wb/qpz8/yq5lrRRhXRFC0Ai0qX.jpg
  • nevada_r 29.09.14, 13:29
    Post powyżej to reklama. sad
  • mitta 29.09.14, 18:40
    Nevada, ale chyba nie chodzi Ci o mój post, tylko wątek o pomocy schroniskom. A dlaczego uważasz, że to reklama? Krakvet co miesiąc ogłasza taki konkurs i schronisko, które otrzyma najwięcej głosów dostaje karmę.
    Tutaj jest regulamin
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/gg/wb/qpz8/yq5lrRRhXRFC0Ai0qX.jpg
  • nevada_r 30.09.14, 08:24
    Nie, chodziło mi o posta pysimilusi, wg mnie ewidentnie odświeżyła stary temat, żeby zareklamować odplamiacz.
  • pysiamilusia 30.09.14, 12:49
    do nevady, bardzo źle oceniasz sytuację . Nie odświeżam starego wątku aby reklamować odplamiacz tylko szukam pomocy w rozwiązaniu mojego problemu z kotką. Nie jestem typem człowieka który pozbywa się zwierzaka jak pojawi się problem tylko szukam rozwiązania. A o vanishu napisałam bo sama długo nie mogłam znaleźć środka na zlikwidowanie zapachu kocich sików zwłaszcza z tapicerki. Ten pomysł znalazłam na jakimś forum i był skuteczny więc polecam dalej.
    Dziękuję za podpowiedź z piaskiem zwykłym w kuwecie , spróbuję kot wychodzi na dwór więc może taki piasek mu się spodoba. Co do oddania kota do domu gdzie nie ma innych zwierząt to nie wchodzi w rachubę, kicia jest za długo z nami i za bardzo ją kochamy. Jeśli poskutkuję napiszę
  • 8nana 11.11.14, 00:23
    A ja Ciebie pogłaszczę po głóce. Zrobiłaś bardzo dobrze. Jest wielu oszołomów, którzy przeinaczają "miłość do swoich zwierząt" do granic absurdu. Jeżeli mąż Cię bije opuszczasz go mimo, że nadal go kochasz. To samo ze zwierzętami. Jak sobie z kotem nie mogłaś poradzić to trzeba było podjąć trudną decyzję i to zrobiłaś, mimo świadomości że innym się to nie spodoba i będą Cię oceniać. Sama wiem jak problem sikającego kota jest trudny. Miałam kiedyś sikającą kotkę 18 lat. Teraz mam kolejnego kota, który sika i rozważam oddanie go z tego powodu pamiętam co przeszłam z poprzednim kotem i nie chce powtórki z rozrywki (tak jak ty nie mam kasy na wymienianie garderoby co tydzień). Wykluczyłam już czynnik chorobowy, brudna kuweta etc. została jeszcze kastracja jak po tym nie przestanie idzie do schroniska. Pozdrawiam i trzymaj się.
  • mitta 11.11.14, 13:14
    8nana napisała:

    > Jest wielu oszołomów, którzy przeinaczają "miłość do swoich zwierząt" do granic absurdu.

    No to ja jestem takim oszołomem, bo po wczorajszym incydencie z zasikanym stołem i ścianą powinnam być już dzisiaj z kitą w schronisku. Bo miłością powinno się darzyć tylko zwierzęta zdrowe, pełnosprawne, bezproblemowe, a kto myśli/czuje inaczej - znaczy się, ma coś z głową.

    > Jeżeli mąż Cię bije opuszczasz go mimo, że nadal go kochasz.

    Jeśli ktoś kocha chłopa, który leje, to chyba jest masochistą, ale, co to ma wspólnego z sikającym kotem. Całkowicie nieadekwatne porównanie, bo chłop odpowiada za swoje czyny, a kot nie.

    > A ja Ciebie pogłaszczę po głóce. Zrobiłaś bardzo dobrze.

    A ja się pytam, co takiego zrobiła autorka wątku, oprócz wywiezienia kota i zbadania moczu? I właśnie o to chodzi, że najprościej było się kota pozbyć. Zamiast jęczeć nad obsikaną chałupą i użalać się nad swoją chandrą trzeba było udać się do weta, poprosić o jakieś psychotropy i spróbować leczenia. I dopiero po tym podejmować decyzje.

    > Wykluczyłam już czynnik chorobowy, brudna kuweta etc. została jeszcze kastracja jak po tym nie przestanie idzie do schroniska.

    Byłaś kiedyś w schronisku? Uważasz, że kot w klatce to dobre rozwiązanie? Kot w klatce popada w depresję, przestaje jeść, po jakimś czasie zaczyna chorować. Zresztą większość schronisk nie przyjmuje zdrowych kotów, jedynie chore i po wypadkach. Co wtedy zrobisz, wywieziesz do lasu? Parę miesięcy temu trafił do nas taki niewykastrowany, obsikujący kocur, bo taniej było wywieźć, niż wykastrować.

    W sumie autorka wątku poszukała kotu nowe miejsce do życia, nikt też nie namawiał jej do tego, by trzymała w domu sikającego kota i pozwoliła na dewastację. A negatywne oceny brały się stąd, że właściwie niczego nie zrobiła dla tego kota, aby rozwiązać problem.


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/gg/wb/qpz8/yq5lrRRhXRFC0Ai0qX.jpg
  • monika.bielicka 28.12.14, 21:07
    Nie znałam Twojego kota ale serce mi pęka gdy pomyślę co czuje kocina.. Parkiet, zasłony, meble to jest dla Ciebie najwyzsza wartość. Żyj sobie tak. Ze względu na takich ludzi otaczam się zwierzętami...
  • katarzyna1258 29.12.14, 21:57
    Nie martw się, dobrze zrobiłaś.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka