Dodaj do ulubionych

zaglowiec pod czerwona flaga

26.01.05, 15:41
KRZYSZTOF GAWLIKOWSKI




Dwudziesty wiek zaczął się dla Chin tragicznie: ksenofobiczny
ruch „bokserów”, zdobycie Pekinu przez korpus ekspedycyjny ośmiu mocarstw i
ustanowienie jeszcze ściślejszej półkolonialnej kurateli nad tym państwem.

ChRL – ważniejsze wydarzenia 50-lecia
Najwyżej rozwinięta cywilizacja agrarna świata, która w XVIII w. osiągnęła
szczyty swej potęgi militarno-politycznej, w XIX w. boleśnie zderzyła się z
kupcami i flotami rodzącej się na Zachodzie nowej cywilizacji przemysłowo-
technicznej i drapieżnym kapitalizmem. Supermocarstwo od tysiącleci uznające
się za centrum cywilizacji światowej, poza którym byli już tylko mniej czy
bardziej dzicy barbarzyńcy z natury rzeczy uznający jego wyższość i
dominację, nagle samo zostało wystawione na ataki mało znanych wcześniej
barbarzyńców zamorskich z jakichś krańców świata.

Zderzenie chrześcijańskiej tradycji Zachodu z konfucjańsko-buddyjską Chin
oraz krajów ościennych przyniosło im czasy pogardy, zniewolenia, rozpadu
odwiecznego systemu cesarskiego, rewolucji i wojen, a także upadku
gospodarczego. W latach dwudziestych naszego stulecia śmiertelność noworodków
sięgnęła 500 na tysiąc, a rankami specjalne służby miejskie w stołecznym
Pekinie zbierały trupy z ulic, by nie psuły widoku eleganckiemu towarzystwu
wszechwładnych, zachodnich rezydentów. Klęski żywiołowe, przy rozpadzie
państwa, zbierały żniwo setek tysięcy istnień ludzkich. Naród wymierał, a
patrioci bili na alarm, iż zbliża się fizyczna wręcz zagłada Chin. To wtedy w
eleganckich parkach i restauracjach wieszano tabliczki: Wprowadzanie psów i
Chińczyków wzbronione (w Hongkongu „segregację rasową” praktykowano jeszcze
do początku lat sześćdziesiątych).

Nieudana republika

Próby ustanowienia w 1911 r. pierwszej w Azji republiki załamały się, a
parlamentaryzm wręcz się skompromitował kłótliwością partyjek i
sprzedajnością posłów. Krajem przez lata rządziły regionalne soldateski
wspierane przez różne obce mocarstwa. Wysiłki Sun Yat-sena, by przeprowadzić
modernizację Chin i zbudować w nich porządek demokratyczny przy poparciu
Zachodu – załamały się, gdyż ten ostatni chciał utrzymać system swej
dominacji. Rozczarowany doń – zwrócił się o poparcie do Moskwy, a patrioci
chińscy z nią właśnie zaczęli wiązać nadzieje na odbudowę suwerennego
państwa. Tak zrodziła się Komunistyczna Partia Chin i odnowiony Kuomintang
(partia narodowa), również korzystający ze wzorów sowieckich.

W 1929 r. Kuomintang, ewoluujący ku prawicy, formalnie zjednoczył kraj,
próbował odzyskiwać krok po kroku suwerenność i zaczął budować pewien
porządek polityczno-gospodarczy. Musiał jednak toczyć walkę zbrojną z
wojskami KPCh i sam wprowadzał system totalitarny. A ponadto historia dała mu
ledwo lat kilka: w 1931 r. rozpoczęła się japońska inwazja na Chiny północne,
a już w 1937 r. drapieżny sąsiad azjatycki zaczął zdobywanie całego kraju.
Druga wojna światowa przyszła tam wcześniej niż w Polsce.

Gdy po kolejnej wojnie domowej zaprawione w walkach z Japończykami wojska
komunistyczne pod hasłami rewolucji społecznej i odbudowy suwerenności
ustanawiały 1 października 1949 r. Chińską Republikę Ludową, witały to
zwycięstwo z entuzjazmem bardzo szerokie kręgi społeczeństwa, ze słabą
burżuazją włącznie, a niedobitki wojsk kuomintangowskich poddawały się
najczęściej bez walki. Generał Fu Zuoyi, który poddał garnizon pekiński, stał
nawet obok Mao na honorowej trybunie odbierając paradę zwycięskich wojsk (był
później przez lata jednym z wiceministrów leśnictwa). Wdowa po Sun Yat-senie –
Ojcu Republiki – weszła do naczelnych władz nowego państwa, co miało
charakter symbolu.


Edytor zaawansowany
  • starymason 26.01.05, 15:42
    Przypomnijmy też, że ChRL powstawała wbrew woli Stalina, który zmierzał do
    podziału Chin (na część północną rządzoną przez nacjonalistycznych komunistów
    Mao, południową – przez Czang Kaj-szeka, mandżurską i turkiestańską republiki
    ludowe, wierne Moskwie, i niepodległy Tybet – państwo buforowe z posiadłościami
    brytyjskimi). Mao zniweczył te kalkulacje. Rozpalająca się zimna wojna (w Azji
    dość gorąca, bo przecież jej częścią były wojny w Korei i w Indochinach)
    przykuła na krótko Chiny do rydwanu Stalina, ale niezadługo po jego
    śmierci „wieczny sojusz starszego i młodszego brata” zaczął się rozpadać. ChRL
    nadal jednak była bojkotowana przez Zachód, uznający wciąż za jedyny legalny
    rząd Chin niedobitki władz Kuomintangu, które schroniły się na Tajwanie.

    Pekin żeglować jednak zaczął coraz bardziej samodzielnie, choć pod czerwoną
    flagą, powracając stopniowo do śnionego przez wielu komunistów chińskich
    zbliżenia z USA. Od 1971 r., kiedy to Stany Zjednoczone zaakceptowały
    przywrócenie Pekinowi miejsca w ONZ, a Henry Kissinger zaczął wciągać Chiny w
    orbitę amerykańską, kraj ten stawał się sojusznikiem w rozgrywce Waszyngtonu z
    Moskwą. Mimo buńczucznych „antyimperialistycznych” deklaracji Pekin otrzymywać
    zaczął od USA pomoc w rozbudowie przemysłu nuklearnego i zaakceptował, po
    cichu, założenie tam amerykańskich stacji USA prowadzących nasłuch swego wroga.

    Miska ryżu

    Gdy polityka budowy komunistycznego ustroju lansowana przez Mao,
    skompromitowana do reszty przez rewolucję kulturalną, załamała się ostatecznie
    wraz ze śmiercią sędziwego przywódcy w 1976 r., Chiny wkroczyły w okres
    wielkich reform. Pierwsze w świecie rozpoczęły demontaż komunizmu jako systemu
    społeczno-gospodarczego (bo jego instytucje polityczne zachowano, przechodząc
    do zwykłego w Azji autorytaryzmu) i coraz szerzej współpracowały z Zachodem.

    Chińczycy nie wspominają jednak tak źle etapu komunizmu jak Polacy czy Czesi.
    Tam nie narzucono go z zewnątrz, lecz budowali go sami Chińczycy. A przyniósł
    on nie degradację cywilizacyjną kraju i półkolonialną niewolę, lecz elementarny
    porządek, szybki rozwój gospodarczy, znaczny wzrost dobrobytu, a ponadto
    suwerenność i dumę z odzyskanej godności narodowej. Mao pozostaje więc we
    wdzięcznej pamięci rodaków jako budowniczy niepodległych Chin, podobnie jak u
    nas Piłsudski, któremu dziś nie wypomina się ani przewodzenia PPS-Frakcji
    Rewolucyjnej, ani zamachu majowego czy Berezy Kartuskiej. Nawet sławny głód z
    okresu wielkiego skoku i represje ograniczone do wąskich elit wydają się tylko
    przykrymi epizodami w porównaniu z klęskami okresu poprzedniego.

  • starymason 26.01.05, 15:43
    W tych warunkach opozycja polityczna, która mogła już zaistnieć, choć podlega
    represjom, ma wciąż nikłe znaczenie i nie wiążą się z nią ani czołowi
    intelektualiści, ani autorytety moralne. Sposób sprawowania władzy bywa
    wprawdzie często krytykowany, ale moralny tytuł do władzy KPCh nie jest
    kwestionowany. Chińczycy pamiętają bowiem, iż pół wieku temu ich kraj był w
    sytuacji niewiele lepszej niż Kongo, a dziś dzięki udanej transformacji do
    gospodarki rynkowej zawdzięczają jej rządom skokowy wzrost dobrobytu (w
    ostatnim dwudziestoleciu 4–5-krotny wzrost PKB!) i awans do nowoczesnej
    cywilizacji. Obecnie Chińczycy narzekają wręcz na nadmiar reform, nie na ich
    brak.

    Liczbę ministerstw i urzędów centralnych zredukowano o jedną trzecią, a
    personel administracyjny zmniejsza się o połowę, co jest trudne i ryzykowne
    politycznie nawet w warunkach państwa autorytarnego. Polityczną bazą Denga w
    demontażu systemu komunistycznego stała się armia. To na niej wspierał się
    rozbijając maoistowski aparat partyjny i budując autonomiczny, państwowy, jak
    też dekretując przejście od gospodarki planowej do rynkowej (za cenę udziału w
    niej). Jego następca, Jiang Zemin, prezydent i szef partii, latem ubiegłego
    roku nakazał likwidację ogromnego imperium gospodarczego wojska i przekazanie
    go władzom cywilnym do transformacji i prywatyzacji. A mówimy tu o interesach
    gigantycznych, fabrykach (i to wcale nie zbrojeniowych), domach towarowych,
    restauracjach, liniach lotniczych, przedsiębiorstwach transportowych, imporcie
    i eksporcie (oraz przemycie!), wartych miliardy dolarów. Część zysków zasilała
    budżet wojska, ale wiele też szło do kieszeni generalskich. Do tego prezydent
    dołożył kolejną redukcję armii.

    Ferment był tak duży, iż w niektórych garnizonach zdejmowano nawet portrety
    prezydenta, a deputacje oficerów butnie udawały się do władz. Wychodzące przy
    okazji machlojki pociągnęły serię tajemniczych samobójstw wysoko postawionych
    generałów. Operację tę jednak przeprowadzono, gdyż układ wojskowy zagrażał
    rozwojowi rynku i hamował reformy. Nową polityczną bazą władz ma być
    zreformowana partia i klasa przedsiębiorców (witana w niej z otwartymi rękami),
    jak też oficjalnie zaaprobowane społeczeństwo obywatelskie. Otwiera to
    perspektywy nowego zupełnie etapu przemian.

    Rejony pionierskie

    Sprawie wyborów lokalnych warto poświęcić nieco uwagi, gdyż pokazują one
    najlepiej, jak dalekie są Chiny od uproszczonych schematów. Były to zwykle
    inicjatywy oddolne, swoiste rewolucje na szczeblu wiejskim i gminnym przeciwko
    lokalnym układom rodowo-partyjnym. Zaczęto je przeprowadzać już w 1985 r., tak
    więc w rejonach pionierskich obecnie odbywały się już trzecie czy czwarte
    wybory, a ludność stopniowo poznawała wagę swych głosów. Dodajmy, że sama
    instytucja wyborów i głosowania była obca tradycji chińskiej, a władze
    wyłaniano zawsze drogą nominacji odgórnych albo też uzgodnień w ramach
    lokalnych elit. Teraz po raz pierwszy w historii, jeśli ktoś nie uzyska
    poparcia indywidualnych wyborców – przepada, i nie pomogą mu najlepsze nawet
    opinie u zwierzchności. Jest to prawdziwa rewolucja nie tylko polityczna, ale i
    cywilizacyjna wręcz: konfucjanizm wpoił tam przecież głęboko szacunek dla
    wszelkiej władzy i ślepe jej posłuszeństwo, a w wyborach tych rodzi się
    zupełnie nowa kultura polityczna.

    Nie są to wprawdzie wybory wielopartyjne, ale w tak radykalnej wersji na pewno
    są demokratyczne. Tym bardziej iż w układach lokalnych partie – nawet w starych
    demokracjach – odgrywają mniejszą rolę. Odbywają się wręcz zjazdy poziome
    takich aktywistów lokalnych, a „zaraza wyborcza” przenosi się już na szczebel
    powiatów.



  • starymason 26.01.05, 15:44
    Głośny był przypadek dysydenta ze starej stolicy Xi’anu, niedawno wypuszczonego
    z więzienia, którego zatrudniająca go szkoła zgłosiła do miejscowej rady jako
    swego kandydata. Wprawdzie ostatecznie sam się wycofał, ale pokazuje to
    najdobitniej, jak szerzy się duch rebeliancki. W miastach ruch ten jest
    wprawdzie mniej rozwinięty, ale około trzy czwarte ludności terenów wiejskich
    (gdzie mieszka wciąż niemal 80 proc. ludności) ma już władze jakoś wybierane, a
    jedna trzecia w procedurach, które uznać można za mniej czy bardziej
    demokratyczne.

    Demokracja autorytarna

    Najlepszym przykładem zmian jest sfera środków przekazu. Gdy pojawiły się
    miliony prywatnych sprzedawców książek i czasopism, nie było siły, która
    powstrzymałaby degradację dawnej prasy partyjnej i wydawnictw państwowych. A
    dodajmy, iż w związku z niepodzielnym dawniej panowaniem partii nie było w
    Chinach urzędów cenzury. W rezultacie jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać
    tysiące prywatnych wydawnictw i mniej lub bardziej niezależnych, a niekiedy
    wręcz rebelianckich czasopism. By utrzymać się na rynku, nawet te publiczne
    organy jakichś instytucji zaczęły szybko zmieniać swój charakter.

    W rezultacie nawet obecny „Dziennik Ludowy” – oficjalny organ partii,
    przypomina dziś bardziej „Super-Express” niż dawną „Trybunę Ludu”, a i tak
    przynosi gigantyczny deficyt, gdyż cała prasa oficjalna stanowi zaledwie kilka
    procent sprzedawanych nakładów prasy. Jeśli decyzją administracyjną jakieś
    czasopismo zostaje zlikwidowane, redakcja w niewiele zmienionym składzie i z
    drobną zmianą tytułu zaczyna wydawać nowe i gra zaczyna się od początku. Prasa
    staje się już czwartą władzą, artykuł w gazecie nieraz łamie dobrze
    zapowiadającą się karierę, bywa, że wymusza akcję prokuratora i wyrok skazujący
    jakiegoś notabla.

    Chiny stawiają nas w obliczu zupełnie innego typu demontażu komunizmu niż w
    Europie Środkowej (udanego) i Wschodniej (tragicznego w skutkach dla tamtejszej
    ludności). U nas była to niejako rewolucja odgórna: dochodziło do, niekiedy
    dramatycznych, zmian władz centralnych, a one lepiej czy gorzej zaczynały
    przeprowadzać dopiero przemiany polityczne i gospodarcze. W przeogromnych
    Chinach dynamika tych procesów była zupełnie inna. Gospodarka rynkowa zaczęła
    się odradzać w prowincjach, zanim jeszcze zadekretowano ją w stolicy i
    przemiany gospodarcze wymuszały tam zmiany polityczne, nie na odwrót. Gdy
    znikły na przykład komuny ludowe na wsi, padł siłą rzeczy i system totalitarny,
    gdy rozszalał się wolny rynek, a każdy zaczął dlań produkować i w nim zarabiać
    (włącznie z dyrektorami upadających przedsiębiorstw państwowych) – zanikła
    dawna ideologia komunistyczna i zmienił się zasadniczo charakter władzy partii
    na niej dawniej opartej i jej wpajaniu służącej.

    Jeden z funkcjonariuszy w rozmowie prywatnej stwierdził wręcz: „Rosja deklaruje
    budowę demokracji, a żyje w zwyrodniałym komunizmie, my deklarujemy budowę
    socjalizmu, a żyjemy już w kapitalizmie”.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka