Dodaj do ulubionych

Off topic :)

07.01.15, 21:19
Wiecie, poznalysmy sie juz troche i tak mysle, ze obok dyskusji o dzieciach fajnie byloby pogadac o nas samych. W sumie to narazie mamy malo aktywnych uczestniczek (o ile sie nie myle, to same babki jestesmy) ale za to bardzo regularnych. Co o tym myslicie? Chcecie czy nie macie ochoty na to i zostawimy to forum na dyskusje czysto "profesjonalne"?
--
“Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
Edytor zaawansowany
  • laemmchen79 07.01.15, 21:49
    O rany, ambivalent, a jakie to tematy chcesz wyciągnąć na tapetę? Pamiętaj o tym, co pisała skrytoczytająca logopedka Kasia - podgląda nas przez dziurkę do kluczasmile Nie wykluczone, że jeszcze np. jacyś psycholodzy podczytują i prowadzą tu swoje badania terenowe, bo materiał na badania to chyba jest tu dość niezłysmile

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • ambivalent 07.01.15, 21:54
    laemmchen79 07.01.15, 21:49
    O rany, ambivalent, a jakie to tematy chcesz wyciągnąć na tapetę?

    Sex, drugs and rock'n'roll, oczywiscie big_grin

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • ambivalent 07.01.15, 21:59
    A tak serio, to takie zwyczajne. Co same czytacie? Czy starcza wam czasu? Co ogladacie? Czego sluchacie? Jak dlugo mieszkacie poza Polska? Dlaczego? Co sadzicie o kraju, w ktorym mieszkacie? Czy zostaniecie tam "na zawsze"? Jezeli nie to gdzie indziej? Jezeli tak, to dlaczego? Co myslicie o aktualnej sytuacji politycznej? Podobal Wam sie Hobbit? wink Czego nie jecie i dlaczego? Czy wasze dzieci tez NICZEGO poza suchym makaronem nie jedza? Niekoniecznie w formie pytanie-odpowiedz. smile

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • laemmchen79 07.01.15, 22:16
    Brzmi bardzo kusząco, ale jednak znając naszą wylewność i biorąc pod uwagę łatwość do znalezienia naszych namiarów - chociażby sprawdzając inne fora, to proponowałabym jednak pisanie np. na zamkniętym, prywatnym forum.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • ambivalent 08.01.15, 12:14
    Mozemy zawsze to forum zamknac smile

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • alonka7 08.01.15, 09:38
    Mi sie pomysl podoba (nie wiem jak sie odniesc do tematu prywatnosci). Pytania sa dosc neutralne np co same czytamysmile Chetnie sie zainspiruje! Przeciez w naszej dzialalnosci forumowej i z dziecmi wazna jest wlasnie inspiracja, iskrasmile
    Ja po powrocie z PL mam stosik nowych ksiazek. Trzy eseistyczne o Gruzji (ale zadna mnie nie zachwycila), eseje pana Czai o Apuglii (zachwycily mnie bo sa o istocie podrozowania), ksiazka Poludnie (tez o filozofiii podrozy po trosze). W filmach jestem kompletnie pogubiona , zwl nie moge sie odnalezc w ogladaniu filmow w internecie - na Itunes sa w wiekszosci filmy masowe.
  • ambivalent 08.01.15, 21:47
    Ja dostalam "pod choinke" 100/XX Antologia polskiego reportazu i sie zaczytuje teraz smile Dawno nie czytalam niczego dobrego po polsku, chociaz to pewnie z mojej winy - czytam w sumie tylko po angielsku.
    A gdzie ty mieszkasz Alonka? Pewnie gdzies pisalas ale juz zapomnialam. Belgia, Holandia?

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • laemmchen79 08.01.15, 11:47
    No to ja też wrzucam tu mój offtopowy problem z ogromną prośbą do Was o Wasze zdanie, bo jestem w kompletnej kropce.

    Chodzi o to, że rewelacyjna opiekunka mojego starszego syna zadzwoniła wczoraj z informacją, że ma miejsce i mogłaby przyjąć młodszego od lutego - to taki rodzaj domowego żłobka, maks. 5 dzieci i bardzo fajna babka z tysiącami pomysłów na zabawy plastyczne, prowadzi to w domu z dużym ogrodem, często wychodziła z dzieciakami do innych opiekunek, do zoo itd, więc opieka naprawdę świetna, chociaż baba potrafi być też wymagająca i konsekwentna, za czym mój syn nie bardzo przepadał, a że młodszy to spory kawał skurczybyka, więc pewnie konflikty będą jeszcze poważniejszesmile

    Największy problem z tym młodszym (w kwietniu skończy 2 latka) jest taki, że dzieciak gdzieś tak od 7 miesiąca miał długi czas spore problemy z układem trawiennym, nie jadł, tracił na wadze, nie rósł, chorował na chroniczne zapalenie oskrzeli, potrzebował specjalnej diety i mnóstwa spokoju, rutyny itd. No i teraz jest już w sumie nieźle (je już normalnie, ale nadal karmię go piersią), ale nasza lekarka ostrzega nas, że to wrażliwiec, który na każdy stres może zareagować jelitami i żebyśmy mu wrażenia dawkowali powolutku. Ja w sumie założyłam sobie, że pójdzie do żłobka od sierpnia, no a tu taka oferta. Nie mam żadnej pracy na etacie, pracuję na własny rachunek i to ode mnie w dużej mierze zależy, ile i kiedy pracuję, więc nie mam aż takiego ciśnienia, że koniecznie teraz. Finansowo też sobie jakoś radzimy z jedną pensją. A mi tak dobrze z dziećmi w domu i z tym, że mam dla nich tak dużpo czasu na zabawy, rozwój jęykowy itd.Poza tym wcale mi nie spieszno do otwierania w mózgu kolejnego frontu pt. robota. Jest oczywiście też kwestia dwujęzyczności, młody jeszcze nie gada i bardzo chciałam, żeby nauczył się najpierw gadać po polsku w domu i żeby dopiero potem poszedł do niemieckojęzycznego otoczenia. A z drugiej strony widzę, że go powoli ciągnie do dzieci i że całkiem nieźle radzi sobie ze zmianami otoczenia i że one pobudzają go do rozwoju (jak np. teraz w święta u moich rodziców, chociaż to oczywiście inny level, aniżeli żłobek). Jeżeli w ogóle, to mam zamiar wysłać go tam tylko na 6 godzin, tzn. od 8:30 do 14:30 i po podwieczorku odbierać, tak abyśmy mieli jeszcze trochę czasu na wspólną zabawę ze starszym synem.

    No i co zrobić???? Muszę dać odpowiedź do końca tygodnia i nie potrafię podjąć decyzji, tzn. co się zdecyduję, to wydaje mi się, że jednak to drugie rozwiązanie byłoby lepsze i tak w kółko. Bardzo liczę na Wasze zdanie i z góry dzięki za dobre argumenty i Wasze opinie.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • ambivalent 08.01.15, 12:13
    Ale mi sie zawsze w przemyslenia wpisujesz, Laemmchen smile Moj ma isc do przedszkola od marca (od polowy lutego okres przystosowawczy) i mnie telepie na sama mysl. Sytuacja podobna do Twojej - nie ma cisnienia na prace, radzimy sobie z jedna pensja, Mlody nie zaczal jeszcze mowic, wiec powinnam, ze wzgledu na polski, zostawic go jeszcze w domu. ALE albo teraz wezmiemy to miejsce (przedszkole Mlodej) albo bedziemy musieli czekac pewnie jeszcze rok, bo w najmlodszej grupie nam miejsce przepadnie. Wiec, z ciezkim sercem, zdecydowalam sie go poslac do tego przedszkola. Na krocej tez - jakies 5-6 godzin. Powodem jest fakt, ze ja MUSZE zaczac cos ze soba robic tutaj - spedzilam juz 4 lata na macierzynskim (elternzeit) i chyba juz czas. Od marca zaczynam wiec intensywny kurs niemieckiego (4 godziny dziennie) a Mlody idzie do przeszkola. Nie wiem jak JA to przezyje....
    A teraz Twoja sytuacja:
    Ja bym syna jeszcze zostawila w domu. Powody: wrazliwiec, starszy syn w innej placowce (logistyka zaprowadzania i odbierania dwojki dzieci z dwoch roznym placowek mnie przeraza), za niedlugo bedziesz go musiala przenosic i tak, bo z tego co wiem instytucja Tagesmutter jest tylko do 3 lat, nie mowi jeszcze po polsku, finansowo sobie radzicie, dobrze ci z nim w domu big_grin
    Pomoglam? smile

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • laemmchen79 08.01.15, 19:39
    ambivalent, dzięki serdeczne za odzew, jeszcze nie wiem, czy pomogłaś, ale bardzo jestem ciekawa, co Wy byście zrobiły w takiej sytuacji, bo konieczność podjęcia decyzji i pójście jedną wybraną drogą mnie na obecną chwilę po prostu przerasta.

    Nic dziwnego, moja droga, że tak się sobie celnie wstrzelamy w przemyślenia, bo mamy cholernie podobne życiorysy - który Ty w ogóle jesteś rocznik? Mój do odczytania w nicku. A nasze dzieci to też chyba tygodnie wiekowo dzielą, no może z tą największą różnicą, że u Ciebie dziewczynka i chłopiec, a mu mnie sami faceci. Ale cała reszta? Nawet książkowy i audiobookowy gust mamy bardzo podobny, mogłabyś być moją siostrą bliźniaczką (o której zawsze marzyłam), z którą czasami można i nawet trzeba się pokłócić (vide niereligijna religiasmile, ale w sumie to dość bratnia i w wielu kwestiach podobnie myśląca dusza - mam nadzieję, że Ty chociaż trochę podobnie to widziszsmile

    No więc siostro, żeby jeszcze skomplikować sytuację, to dodam, że tak, jak u Ciebie (...) dość ważkim argumentem jest możliwość skorzystania z dobrego miejsca. Starszy syn też swoją karierę zaczynał od opiekunki i była to moim zdaniem super decyzja, bo jednak to zupełnie inne warunki emocjonalne dla takiego maluszka, gdy opiekunkę, która jest bardzo ciepłą, serdeczną osobę dzieli z czworgiem innych dzieci a nie z całą zgrają (w naszym żłobku jest bodajże ośmioro dzieci w grupie, ale grupy często są też łączone, opiekunki się wymieniają obowiązkami, więc posiadanie pani na własność nie wchodzi w rachubę). I u bardzo dobrej opiekunki miejsce jest teraz, a czy w sierpniu jeszcze będzie, to już mogę sobie z fusów porannej kawy powróżyć. A poza tym mógłby w takim mniejszym gronie zaliczyć też wszystkie uroki przyswajania czyli np. choróbska, tak, żeby od sierpnia być już uodpornionym (ok, nie krzyczcie, wiem, że taki plan to mogę sobie o kant dołu pleców rozbić) i żebym ja mogła w drugiej połowie roku ruszyć trochę bardziej na poważnie z robotą. Masz rację, że do Tagesmutter dzieciaki chodzą do 3., roku życia, ale wtedy mógłby od kwietnia przyszłegpo roku od razu wskoczyć do przedszkola, do którego chodzi też starszy syn - to akurat łatwiejsze do załatwienia, niż znalezienie miejsca u dobrej opiekunki.
    A z dowożeniem i odbieraniem dzieci z dwóch różnych miejsc to akurat u nas nie jest zbyt wielki problem - rano każdy pakuje pod pachę swoje, a po południu ja odbieram najpierw młodszego a potem starszego - nasza miejscowość to wiocha, nawet rowerem w godzinę dam radę obrócić.

    Jeszcze 3 dni na decyzję, na razie bardzo sprawiedliwe pół na pół.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • ambivalent 08.01.15, 21:59
    Wiesz, tak pomyslalam sobie, ze my Mloda po pol roku przedszkola przenosilismy do innego. Powodem bylo polozenie (to dawne - pol godziny tramwajem z jedna przesiadka albo 6 km na rowerze pod gorke, to obecne 4 minuty drogi od biura meza, chociaz tez strasznie pod gorke). Mloda poszla do przedszkola w wieku dwoch lat, przenosilismy ja w wieku dwoch i pol i przyjela to bardzo dobrze. Ale tez w nowym przedszkolu jakos szybciej sie zaklimatyzowala, znalazla od razu kolezanki, ktore do dzisiaj sa psiapsiulkami (trzy), nawiazala wiez z opiekunkami. A wiedzac, ze to wszystko wydarzylo sie na niecale trzy miesiace przed narodzinami brata, uznaje to za sukces absolutny.
    Ja myslalam nad tagesmutter juz dla corki, ale tutaj jest taki problem w ogole ze znalezieniem miejsca gdziekolwiek, ze bralismy co dawali. A potem, jakims cudownym zbiegiem okolicznosci dostalismy miejsce w obecnym przedszkolu i skakalismy z uciechy. A Mlodemu sie miejsce niejako nalezy, jako, ze rodzenstwo.
    Ja rocznik 80 jestem. Syn z czerwca 2013 (koncowka), a corka z wrzesnia 2010. A jak dlugo mieszkasz w DE?

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • effie1980 09.01.15, 09:36
    Trudno doradzac, bo jak piszesz syn jest wrazliwcem, a ja nie mam z wrazliwcami doswiadczenia. Moje dzieci raczej potrzebuja duzo stymulacji I lepiej reaguja na zmiany niz stagnacje, szczegolnie corka . Ona poszla do przedszkola, na dwa dni w tygodniu, jak miala 2 lata. Tak pozno, ze wzgledu na nasze przeprowadzki, ja bym ja poslala kolo roku. Po pol roku zaczela 4 razy w tygodniu, 6 godzin dziennie. Teraz syna mam zapisanego od sierpnia 2015, bedzie wtedy mial 14 miesiecy, tez najpierw na 2 dni, z tym ze moge opoznic do kolejnego semestru czyli do stycznia , bez utraty miejsca. Jednak, w moim odczuciu, przedszkole jest bardzo pozytywnym doswiadczeniem, przynajmniej bardzo dobrze wplywa na corke, ktora generalnie jest samodzielnym, otwartym dzieckiem, generalnie zdesperowanym, jesli chodzi o nawiazywanie kontaktu z innymi dziecmi, czego mielismy okazje doswiadczac wielokrotnie podczas ostatniego wyjazdu.
    W przypadku corki na pewno bym nie czekala, bo ja musialam na glowie stawac, zeby jej sie w domu nie nudzilo I przedszkole pokochala od pierwszego dnia. Rozwoj jezykowy mial w tym wyborze drugorzedne znaczenie, niewyobrazalam sobie zeby nie chodzila do przedszkola. Zobaczymy jak bedzie z synem. Wedlug mnie decyzja zalezy glownie od potrzeb dziecka, jesli nie masz koniecznosci powrotu do pracy. Ja tez pracuje tylko troche wokol dzieci.
    Inna sprawa to utrata dobrego miejsca. Nam sie udalo dostac do upatrzone go przedszkola, dzieki temu, ze moglam sobie pozwolic na elastycznosc I wzielam te godziny, ktore dawali, nie musialam tego dopasowywac do pracy. Jednak jesli bym miala poczucie, ze dla dziecka to nie jest dobra decyzja, to chyba bym wolala stracic miejsce I szukac alternatywy.
  • alonka7 09.01.15, 09:30
    To jestescie ode mnie o 10 lat mlodszesmile Fajnie macie!
    Ja mieszkam w brukseli wiec na co dzien mam multikulturowosc w wersji mega (i codzienne uzeranie sie z 4 jezykami: pl, nl, ang i franc - moj synek tez - ale robi postepy wiec do przodu). Czytam tylko po polsku. Skoro tak polecacie te reportaze to poszukam.
    Z doswiadczen opiekunkowych i przedszkolnych - to moze opcja jest polaczenie. My tez zlapalismy miejsce w dobrym przedszkolu (tu zaczyna sie w wieku 2.5 lat) ale moj synek w pierwszym roku chodzil do 12.00 a w tym roku 3 dni do 12.00 reszta do 15.00. Byly tez wzgledy jezykowe - chcialam, zeby ogarnal panujacy tu francuski. I to rozwiazanie dziala, choc gdyby nie wzgledy jezykowe to uwazam, ze co najmniej do konca 4 roku zycia lepiej by mu bylo w domu (wzgledy emocjonalne).
  • effie1980 09.01.15, 09:40
    Ja chetnie pogadam offtopic, ale na takie tematy, ktore jakos niespecjalnie ulatwia identyfikacje. Mysle, ze I tak duzo o sobie piszemy. Nie chcialabym fora zamykac, bo jednak jesli zostanie otwarte, to wieksze szanse, ze dolacza sie nowi aktywni uczestnicy.
  • ambivalent 29.01.15, 13:00
    Zastanawiacie sie juz nad szkola lub chodza juz dzieci do tubylczej szkoly? Macie szkoly polskie w poblizu? Posylacie lub zamierzacie posylac dzieci do takowych? Pytania, pytania...
    U nas temat szkoly ostatnio kroluje w domu. Okazalo sie, ze wszystkie kolezanki Starszej (psiapsiolki z przedszkola) beda szly do szkoly juz w przyszlym roku. Czyli jak Starsza skonczy 6 lat (dwa tygodnie przed). Poza jedna, najulubiensza przyjaciolka, ktora do szkoly MUSI isc w 2016, reszta moze, ale nie musi. Wszystkie te dzieciaki urodzily sie na przelomie sierpnia i wrzesnia. Podobnie jak Starsza.
    Powiem szczerze, ze mnie to troche zaskoczylo. Jak to ja juz teraz musze myslec o szkole?! Kiedy mi tak dziecko wydoroslalo smile
    Macie jakies opinie na temat szybszego (troszke) posylania dzieci do szkoly? Takze biorace pod uwage rozwoj jezyka mniejszosciowego?
    Mloda, wg zasad obowiazujacych u nas w landzie, do szkoly musi isc po skonczeniu 6 lat, co oznacza, ze w sumie to moge ja puscic dopiero w 2017.
    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • effie1980 29.01.15, 14:14
    Myslimy? Ja juz podanie w grudniu o przyjecie do szkoly zlozylam I czekam do kwietnia, zeby sie dowiedziec do ktorej ja przyjma! W Anglii dzieci zaczynaja szkole w wieku 4 lat, nieobowiazkowa zerowke. Z ta nieobowzkowascia jest jednak tak, ze corka od kwietnia 2016 bedzie objeta juz obowiazkiem szkolnym I jesli nie zacznie w sierpniu 2015 to po pierwsze moze nie dostac miejsca w upatrzonej szkole (dla nas dramat z dojazdami i poziomem), wejdzie do grupy, ktora sie zna pol roku I bedzie musiala nadrobic pol roku programu, Bo jednak w tej zerowce sporo sie ucza, miedzy innymi czytac i pisac.
    Podoba mo sie to srednio, z wielu powodow. Egoistycznie, mnie ogranicza, Bo tu strasznie pilnuja obecnosci I sa kary za dni, w ktore zabiera sie dziecko ze szkoly. Dla mnie paranoja, ale komplikuje plany podroznicze.... Czyli nie bedzie kilku dni urwanych przed swietami czy dlugich weekendow. Po drugie nie podoba mu sie dokat zMierza program ramowy. Do tej pory edukacja wczesnoszkolna byla oparta o zabawe, podarzanie za dzieckiem, duzy nacisk byl kladziony na tworczosc w kazdym zakresie. Przez ostanie kilka lat, pod nowymi rzadami bardzo sie to Zmienia i nacisk jest coraz bardziej kladziony na umiejetnosci akademickie I testy (!) dla mnie pomylka w edukacji wczesnoszkolnej I zaprzepaszczenie wiedzy z ostatnich 30 lat psychologii rozwojowej. I nie lubie mundurkow, dla mnie to lamawie prawa cywillnego do noszenia co sie komu podoba wink
    No, ale systemu nie zmienie, na edukacje domowa sie nie zdecyduje, Bo corka by sie zaplakala bez innych dzieci.
    Do polskiej szkoly zdecydowanie nie bede posylac. Wydaje mi sie, ze dzieciaki sa I tak zbyt obciazone szkola 9-3 i dodatkowymi klubami, na ktore chca chodzic, ze nie chce jej juz zabierac wiecej czasu. Weekendy I tak dzieci maja zajete jakimis zajeciami sportowymi, urodzinami kolezanek I kolego, a poza tym chce zebysmy jednak spedzali troche czasu jako rodzina lub ze znajomymi.
  • ambivalent 29.01.15, 20:59
    Tak, tak. Piszac juz ten post myslalam nad tym co u was sie dzieje z ta szkola smile Dla mnie tez jest nie do pojecia, ze tak male dzieci sa tak bardzo wtlaczane w ramy "normalnego" systemu szkolnego. Twoja corka jest troszke mlodsza od mojej (tak mi sie zdaje), moja juz bylaby chyba w szkole gdybysmy mieszkali w UK. Zgroza. Zupelnie sobie tego nie wyobrazam. Nie mowiac juz o znajomych chlopcach w podobnym wieku smile
    Tak w kwestii szkoly i zajec pozalekcyjnych: wlasnie wczoraj rozmawialam z sasiadka, ktorej corka od sierpnia idzie do szkoly, do ktorej uczeszczac tez bedzie (pewnie) moja corka. Dyrektor szkoly na zebraniu rodzicow pierwszoklasistow zwrocil uwage rodzicom, zeby w pierwszym roku NIE zapisywali dzieci na zadne zajecia pozalekcyjne. Uzasadnil to faktem, ze szesciolatki po godzinach spedzonych w szkole chca sie tylko BAWIC. I powinny miec do tego prawo smile

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • laemmchen79 30.01.15, 00:41
    IMO bardzo mądry dyrektor, ambivalent, to ważne moim zdaniem, żeby usłyszeć taką opinię właśnie od nauczyciela, bo mam wrażenie, że rodzice wokół straszliwie przeginają z zapisywaniem dzieciaków na wszelki możliwy kurs - oczywiście wszystko ku wszechstronnemu rozwojowi.

    Temat szkoły mnie przeraża, mój starszy syn jest z grudnia, więc pójdzie w wieku prawie 7 lat w 2017. Więc to jest jeszcze ok. Ale najbardziej poraża mnie tutejszy system. W Niemczech (ok, w naszym landzie) panuje rygorystyczna rejonizacja, a "nasza" szkoła ma kiepskie opinie, głównie na temat tego, co się dzieje wśród dzieci i braku zainteresowania tym ze strony nauczycieli. O nauczycielach krążą różne poglądy, w sumie decyduje szczęście, żeby udało się trafić na sensownego, no ale to tak, jak w całym życiu. Ale mimo wszystko ciarki mnie przejmują, jak sobie wyobrażam mojego wrażliwca (i jeszcze z polskim pochodzeniem do tego) w tej dżungli. Poza tym ten chory system - podstawówka trwa 4 lata, 5 i 6 klasę wszystkie dzieci przenoszone są do tzw. Regionalschule, a po tych 2 latach znowu ewentualne przenosiny do Gymnasium (odpowiednik naszego liceum), ewentualnie dalej Regionalschule do 10 klasy i później nauka zawodu. Najgorsze, że panuje trend do zatrzymywania dzieci w Regionalschule (jeżeli zbyt dużo odejdzie do Gymnasium, to w regionalce trzeba będzie zmiejszyć ilość klas, zapotrzebowanie na nauczycieli), i znajomy nauczyciel z liceum opowiedział mi o tym, że jego zdaniem właśnie w Regionalschule dzieci są celowo wyhamowywane w rozwoju i sprowadzane do jednego, bardzo przeciętnego poziomu, tu nie ma miejsca na indywidualizm - ostra, przerażająca mnie teza.

    Pozostaje szkoła prywatna tzw. alternatywnej pedagogiki (Waldorf lub Montessori), ale to, co do tej pory słyszałam o tych konkretnych szkołach, nie przekonuje mnie. I bądź tu mądry, człowieku.

    Myślałam o nauczaniu domowym, ale po pierwsze w Niemczech to nielegalne, a po drugie chyba jednak to by się u nas nie sprawdziło (ze względu na mój charakter i podejście do dziecka no i znowu walka w pojedynkę). Ale czytałam sporo na ten temat i utkwiła mi teza, że nauczanie domowe nie oznacza braku kontaktów z rówieśnikami, np. w Polsce takie zajęcia często prowadzone są w grupie zaprzyjaźnionych rodziców a po lekcjach dzieci biorą udział w zajęciach dodatkowych poza domem, więc argument nt. alienacji dziecka można łatwo odeprzeć.

    W każdym razie jestem pewna, że w porównaniu z tym, co teraz przechodzimy z przedszkolem (i syn i ja), szkoła to będzie ostry hardcore, życie w stylu ogłupiałego chomika, zamkniętego w klatce totalnego rygoru zajęć szkolnych (to, co effie pisała o wyjazdach), poczucie bycia małym trybikiem w całej tej machinie, cholerna zależność od mniej lub bardziej mądrych nauczycieli i nie mam na to kompletnie żadnej ochoty.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • effie1980 30.01.15, 10:57
    Wydaje mi sie, ze twoja corka by tak samo zaczynala szkole jak moja, w 2015r, mimo, ze jest prawie rok starsza, bo jest z wrzesnia, prawda? a zeby zaczac zerowke dzieci musza miec skonczone 4 lata, moja corka bedzie jedna z mlodszych, bo urodzila sie w lipcu, a Twoja by sie nie zalapala na 2014r.
    Jesli chodzi o zajecia dodatkowe, to faktycznie w zerowke raczej nie polecaja, ale juz w pierwszej klasie sa dosc popularne kluby gotowania, ogrodnicze, sportowe, teatralne czy inne i dzieciaki chodza na nie 2-3 razy w tygodniu.
    Ja dlugo myslalm o edukacji domowej i alternatywnej. Corka jest do tej pory zapisana do szkoly Steinerowskiej w Londynie. Zapisalam ja jak miala pol roku wink i planowalismy zostac w Londynie. Ja jakos w pelni nie jestem przekonana do edukacji Steinerowskiej, ale wiele jest w niej swietnych elementow, znam doroslych po tych szkolach i fajni wyrosli z nich ludzie wink Tutaj gdzie mieszkamy otwieraja w tym roku szkole Steinerowska, ale to jest godzina samochodem od nas i jakos mi sie nie widzi dowozenie corki w ta i spowrotem. Zreszta to nowy projekt, nie znam ludzi, ktorzy tworza szkole, wiec to takie troche poslanie dziecka w ciemno. Marzy mi sie natomiast szkola Reggio Emilia, ale to nie w Anglii, przynajmniej na razie nie napotkalam takiej.
    Jesli chodzi o edukacje domowa, to ja nawet bym sie w tej roli widziala. Byc moze jesli zdecydujemy sie na roczna podroz, albo tymczasowe przeprowadzenie 'gdzies na koniec swiata' to sie na to zdecyduje. Jednak wydaje mi sie, ze powodzenie edukacji domowej zalezy tez od osobowosci dziecka. Tutaj gdzie mieszkamy jest troche rodzin edukujacych domowo, tworza grupy i realizuja wspolnie rozne projekty. Spotkalam sie z dwoma mamami, poszlysmy na piknik z grupa domowa. Bardzo fajnie, dla mnie fascynujace, jednak dlugoterminowo wydaje mi sie, ze nie jest to rozwiazanie dla corki. Jednak proporcjonalnie dziecko znacznie wiecej czasu spedza w domu z mama (lub tata) i stosunkowo malo z innymi dziecki, szczegolnie z dziecmi bez superwizji doroslych. Obserwujac moja corke i jak nam ida nasze domowe zabawy, jak brakuje jej innych dzieci i jak do nich lgnie, mysle, ze u nas by sie to nie sprawdzilo, bylo dla niej frustrujace i w efekcie malo efektywne.
    Takze wybralam dwie lokalne podstawowki, male szkoly, w sumie spolecznosc jest tutaj fajna, nauczyciele maja opinie zaangazowanych, dzieciaki lubia szkole. No generalnie szkoly, jako takie zrobily na mnie pozytywne wrazenie. Chyba gdybym posylala corke do szkoly we wschodnim Londynie, gdzie wczesniej mieszkalismy, mialabym znacznie wiecej watpliwosci.
    Niemniej jednak uwazam, ze to za wczesnie na taka codzienna harowke, szczegolnie z roznacym naciskiem na umiejetnosci akademickie,. Mnie gdzies to gina cele edukacji wczesnoszkolnej....
  • ambivalent 30.01.15, 11:57
    Co do edukacji domowej to sie nawet nie zastanawiam. Nie nadaje sie do tego i juz. Z reszta po prawie pieciu latach spedzonych "siedzac w domu z dziecmi" mam po prostu dosc. Powrot do normalnego zycia (mam nadzieje pracy) potrzebny od zaraz smile
    Tez myslelismy nad innymi szkolami ale zdecydowalismy, ze to nie dla nas. Za duzo w nich, hmm, ideologii. Zasady szkolne niektorych z nich sa fajne, ale wtloczone w tak rygorystyczne ramy swiatopogladowe, ze mnie to odrzuca. Mowie tutaj tez o spolecznosci szkolnej, stawiajac innych rodzicow na czele sad
    Corka nie ma problemow w przedszkolu na zadnym polu, wiec mysle, ze poradzi sobie bez problemu w normalnej szkole. Jezeli okaze sie, ze jednak nie, ze pojawily sie jakies problemy, bedziemy myslec wtedy jak to rozwiazac. Do tego czasu, jezeli jeszcze bedziemy tutaj mieszkac, pojdzie do najblizszej szkoly panstwowej. ALE mamy szczescie, ze mieszkamy gdzie mieszkamy, bo tutejsza podstawowka cieszy sie bardzo dobra opinia.
    A nad sobotnia szkola polska zastanowilabym sie ale nie mam wyboru. Najblizsza jest chyba w Berlinie smile A tak swoja droga... Albo nie, zadam pytanie w osobnym poscie big_grin

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • alonka7 30.01.15, 10:32
    U nas tez problemy. Na razie przedszkole (jeszcze 2.5 roku czyli do wieku 6.5) jest bardzo dobre no i chodzi wlasciwie na 3/4. Jestesmy b zadowoleni. Choc dla mojego synka trudnoscia jest jezyk - francuski. (nowy dla niego, nie uzywamy w domu, ale jezyk otoczenia w Brukseli).
    Plan jest taki, ze w podstawowce przenosimy go do szkoly holendersko-jezycznej (drugi jezyk w Brukseli, oraz jezyk jego taty, no i szkolnictwo w tym jezyku ma lepsza opinie). I tu zaczynaja sie schody typu znalezc miejsce w tej szkole no i ogolne przejscie. Jestem tym przerazona przyznam szczerze.
    Opcja B, gdyby sie nie udalo, to szkola miedzynarodowa, tez sekcja holenderska,. Tu przynajmniej mamy miejsce ale moze byc daleko.
    Co do podejscia pedagogicznego to jeszcze nie badalam.
    Szkola polska sobotnia jest i to calkiem blisko nas, ale chcialabym jej uniknac i nauczyc go pisac i czytac po polsku w domu. Ambitnie, nie? Ciezko to ogarnac - (dla mnie trudnoscia jest tez fakt, ze sama nie jestem super biegla po francusku ani po holenderku). Wiec raczej systemem zolwia dzialam na biezaco.
  • laemmchen79 30.01.15, 14:15
    alonko, dlaczego chciałabyś uniknąć polskiej szkoły?

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • ambivalent 30.01.15, 12:04
    Tutaj zadaje to pytanie, Effie smile
    Chodza wasze dzieci na zajecia pozaprzedszkolne (pozaszkolne)? I co ogolnie myslicie na ten temat?
    Moja Starsza chodzi na zajecia cotygodniowe do szkoly plastycznej. Poltorej godziny. Zajecia sa prowadzone przez wspaniala kobiete, ktora mu cudowne podejscie do dzieci i cala mase kreatywych pomyslow. Kurs jest, tak a propos, kursem kreatywnego wykorzystywania wszelakich materialow w pracach plastycznych.
    Chodzi takze, dodatkowo, na zajecia taneczne (peer pressure, musze sie przyznac), z ktorych to zajec zostanie wypisana pod koniec kwietnia. Szkola tanca nie podoba na sie bardzo ze wzgledu na nauczycieli i ogolnie poziom jaki reprezentuja. Ale wszystkie jej psiapsiolki tam chodza i postanowilismy sprobowac. No coz, nie dla nas.

    Ja chcialabym ja zapisac na zajecia sportowe jakies-pilka nozna albo cus big_grin

    Wszystko po niemiecku, oczywiscie sad
    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • alonka7 30.01.15, 13:53
    Chodzi na basen (z instruktorem) i po francusku. Bardzo fajnie i robi postepy. Bedziemy kontynuowac.
  • laemmchen79 30.01.15, 14:51
    Dobre pytanie, ambivalent, dla mnie to ważny temat/problem. W swojej karierze matki (wyrodnej) mam, na szczęście już za sobą, fazę wszechstronnego rozwoju dziecka i posyłania go na wszelkie możliwe kursy, najlepiej 3-4 razy w tygodniu - muzyczna, sport, polskie przedszkole, plastyczne itd. Ale syn protestował, żadne z tych zajęć nie spodobały mu się na tyle, że z przyjemnością by chodził, wręcz przeciwnie, praktycznie przy każdym wyjściu były awantury i płacz i po pewnym czasie musiałam podjąć decyzję o rezygnacji z zajęć, ostatnio nawet właśnie z polskiego przedszkola, chociaż na zachętę zostawiałam go tego dnia w domu, żeby nie przeciążać, ale to nie pomagało - nie chciał, płakał i był zwyczajnie smutny, jak w końcu tam wychodziliśmy. Byłam bardzo rozdarta, z jednej strony przy takiej ofercie przedszkola, jaka jest, chciałam mu pokazać inne, ciekawe i rozwijające rzeczy, nie lubię też akcji typu "zaczynam coś, ale po pierwszych porażkach rzucam", ale z drugiej jego niechęć była ewidentna - co robić? Myślałam, że po prostu trafił mi się taki egzemplarz, co nie lubi wychodzić z domu, innych dzieci, tylko w domu by siedział, przy mamie itd. A potem niespodzianka - na urodzinach, które tradycyjnie spędzamy w szkole plastycznej, poznaliśmy świetną dziewczynę, która prowadziła nam warsztaty a w samej szkole miała taki ogólnorozwojowy kurs plastyczny dla dzieci od 4 roku życia. Wysłałam młodego na próbę i alleluja: dziecko chce samo z siebie tam chodzić, nie ważne, czy po dniu spędzonym w domu czy po niemieckim przedszkolu, od pierwszych minut bez problemu został sam z Lisą i innymi dziećmi, ale dziewczyna faktycznie jest świetna, emanuje pasją do tego, co robi, ma świetne pomysły i co do samych prac i wprowadzania w temat (czytanie, gry planszowe, film itd.) i młody wsiąkł na amen. Czyli w naszym przypadku (i większości innych dzieci pewnie też) zdecydowanie chodzi o jakość zajęć i tę słynną miętę i do tematu i prowadzącego. I cała tajemnica. Problem tylko w tym, że w takiej niewielkiej miejscowości, jak nasza, wybór fajnych zajęć nie jest powalający, mam wrażenie, że ludzie rzadko zastanawiają się nad jakością i zaangażowaniem prowadzących - jest kurs piłki, no to będzie chodził na piłkę. Subtelna presja od czasu do czasu na pewno będzie potrzebna, bo każdemu w końcu się zdarza, że nie ma ochoty akurat tego dnia czegoś robić, ale na szczęście skutecznie wyleczyłam się już z uszczęśliwiania dziecka nawet najmądrzejszymi kursami, jeżeli dla niego wyjście jest najzwyczajniejszą karą.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • alonka7 30.01.15, 15:20
    To fakt! U nas to samo - brak entuzjazmu przed wyjsciem z domu ale ogolne zadowolenie po.
    Zapomnialam - moj maz chodzi z nim jeszcze na zajecia muzyczne . Zobaczymy co dalej. Na razie to ich sposob spedzania czasu. Pewna dyscyplina wg mnie musi byc (ale nie presja - tylko gdzie jest granica hihihismile
  • laemmchen79 30.01.15, 17:19
    właśnie o tę granicę mi chodzi - u nas było tak, że generalnie wielki opór przy wychodzeniu, na jednych zajęciach (np. muzyczna czy sport) raczej kiepski udział, na innych jak cię mogę. W tym pierwszym przypadku zareagowaliśmy nawet dość szybko - nie było sensu, ale w tym drugim bardzo długo biłam się z myślami, co robić, bo przy każdym wybywaniu na zajęcia były ostre protesty, a przypominanie, że poprzednim razem na miejscu było jednak fajnie, nic nie pomagało. Ale na szczęście w pewnym momencie pojęłam, że to ma być przecież równie pożyteczne co przyjemne, dzieciak dopiero skończył 4 ata i ma jeszcze całe życie przed sobą, żeby nauczyć się grać na instrumencie czy w ręczną czy wielu innych rzeczy. Taki typ i dużo lepiej nam ze sobą, od kiedy to jednak zrozumiałam.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • ambivalent 30.01.15, 20:57
    Ciesze sie, ze zrozumialas smile
    Swego czasu uczylam w Polsce angielskiego, miedzy innymi dzieciaki 7 letnie. Strasznie bylo mi patrzec jak rodzice organizowali tym maluchom zycie pozaszkolne: kursy, kursy i jeszcze raz kursy. Dzieci byly przemeczone, po prostu. Juz w wieku 7 lat! Patrzac na te dziecie wiedzialam, ze moje dzieci beda chowane inaczej.
    I chyba sie tego trzymam. Ogolnie uwazam, ze do czwartego roku zycia dzieci nie powinno sie posylac na samodzielne kursy (co innego kursy z rodzicem). 4 latki - tak raz w tygodniu, 5 latki- moze dwa.
    Wiem, ze zaistniala pewna rozbieznosc miedzy tym co pisze a moim zyciem big_grin Nie chcialam, zeby corka chodzila na zajecia dwa razy w tygodniu. Ten taniec to byl tak na probe. I po trzech miesiacach uczestniczenia w zajeciach w szkole plastycznej i w zajeciach tanecznych widze, ze Starsza jest zbyt zmeczona. Sprobuje sie jakos z tego tanca wykrecic szybciej, niz obejmuje to wypowiedzenie (w naszym wypadku do konca kwietnia - zgroza!).
    Chodzi na te zajecia od samego poczatku sama i nie miala nigdy zadnego z tym problemu. Uczestniczy w obu zajeciach entuzjastycznie. Tylko, ze w piatek mi pada. Po prostu pada. A my razem z nia, bo dla nas (mnie i Mlodszego) jej zajecia oznaczaja czekanie na korytarzu (plus dojazd, powrot itp).

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • mamapodziomka 15.02.15, 19:15
    A moim zdaniem trudno o zasady obowiazujace dla kazdego dziecka. Duza ma wolny jeden dzien w tygodniu, w soboty nawet zajecia przed- i po poludniu. Teraz ma juz 11 lat, ale wlasciwie ma taki rytm zycia juz od zerowki. Nie wiem ile razy usilowalam ja wypisac, choc z czesci zajec (oprocz polskiej szkoly, bo tam to naprawde nie lubi chodzic), zeby miala wiecej czasu na odpoczynek, nauke, poczytanie. Ale ona zawsze albo natychmiast wypelnia te luki czyms innym, albo siedzi osowiala, oceny jej sie pogarszaja, a humor zdecydowanie leci w dol. Przy czym ona nigdy nie bywa zmeczona. Owszem, wieczorem pada do lozka i zasypia w locie, ale nastepnego dnia wstaje przed budzikiem i zaczyna planowac nastepne zajecia, spotkania z kolezankami, etc. (jako byc moze wyjasnienie fenomenu przyjelam fakt, ze ona jest na granicy ADHD i "normalnosci"). Przy niej sie poddalam, pozwalam jej chodzic prawie calkowicie na co chce, finansuje ten tysiac pasji, dopoki sprawia wrazenie zadowolonej i w rownowadze.

    Sredniaczka zas nie chodzi jeszcze na nic. Ona jest zupelnie inna - znacznie bardziej domowa, szybciej sie meczy, chodzi do swietnego przedszkola, wiec stymulacji roznych ma sporo, nie zawsze lubi nawet wyjsc na dwor, czy na plac zabaw i potrzebuje duzo wiecej czasu na kolankach u mamusi pod kocykiem. Dla niej nawet dwa razy w tygodniu to byloby za duzo. Teraz zaczela chciec chodzic na skrzypce jak duza i moze od wiosny wyprobujemy czy to dobry pomysl, chociaz wolalabym dla niej jakis sport z raz w tygodniu, ale jeszcze to przemysle.

    Moze trzeci okaze sie nieco bardziej normalny i usredniony, zawsze jest szansa wink wink wink
  • effie1980 30.01.15, 16:04
    Teraz ja zapisuje na kurs plywania, Bo sie rozochocila po wakacjach. Przez jakis czas chodzila na balet, ale przestalismy chodzic jak zaczela chodzic 4 dni w tygodniu do przedszkola, to by tak wypadalo, ze prosto z przedszkola na balet I kolo 4.30 w domu, a to troche za duzo wedlug mnie. Strasznie o ten balet marudzi jednak I bardzo chce chodzic.
    Czasami chodzimy na zajecia plastyczne lub jakies tematyczne w galerii lub muzeum, ale to jak sie trafi I pogoda jest kiepska, Albo jestem sama z dwojka w weekend I tak mi jest latwiej rozbic dzien. Nic regularnego I wiecej nie przewiduje. Za to przedszkole robi kupe dobrej roboty, I plastycznie I muzycznie i ruchowo. Tam tez sie z dziecmi porzadnie wybawi, Wiec mi nie marudzi, ze chce do "przyjaciol". To czego mi brakuje to wiecej swiezego powietrza I kontaktu z natura, no ale to Sami nadrabiamy. W ogole jestem niechetna dodatkowym zajeciom, wydaje mi sie, ze przedszkole zajmuje wieksza czesc dnia, chce zebysmy weekendy soedzali jako rodzina I ze znajomymi, zalezy mi na duzej ilosci spontaniczbej zabawy I troche ponudzenia sie, probuje troche zrobic domowego przedszkola I wlasciwie na nic nie ma wiecej czasu.
  • ambivalent 30.01.15, 21:04
    Nasze przedszkole duza wage przywiazuje do wychodzenia na dwor (codziennie chociaz raz, przez wieksza czesc roku - dwa razy) i do spacerow - czyli, ze nie zostaja dzieciaki tylko na placu zabaw pod przedszkolem ale chodza na inne place zabaw, do parku, na zakupy, do biblioteki itp. Plus raz w tygodniu na zajecia sportowe na hale sportowa. Oraz do zabawy spontanicznej, co przeklada sie na brak zbytniej organizacji czasu dzieciakow. Nadaloby sie dla was. Nam sie bardzo podoba.

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • laemmchen79 03.02.15, 12:44
    Dziewczyny, chyba przegięłamsmile Wczytuję się ostatnio w książkę o zabawach sensorycznych (no wiecie, ciągle tę samą, nie chce mi się już linkować) i znalazłam tam super pomysł na zabawę z robalami - pudło wysypujemy wysuszonym osadem kawy, wrzucamy barwione spagetti i bawimy się w tropienie dżdżownic - boskie, prawda? I dziś rano poprosiłam męża, żeby był tak miły i wlewał osad po swojej porannej kawie do specjalnie przygotowanej miski, wyłożonej papierem po filtrach , bo potrzebujemy tego osadu na tyle, aby porządnie zakryć całe dno pudła, a mój mąż w tym momencie autentycznie wypuścił swój kubek z rąk i powiedział, że to już ostre przegięcie, żeby on nawet spokojnie porannej kawy wypić nie mógł bez myślenia o zbieraniu jakichś tam odpadów, które zagracają całe mieszkanie, po kątach gniją (chociaż jak na razie to nic jeszcze nie zgniło) i jeszcze kilka innych rzeczy..... no wkurzył się autentycznie - może to nie był dobry moment, mój mąż długo się budzi i jest w tym stanie dość wrażliwy, ewidentny błąd z mojej strony, żeby akurat rano z nim o tym rozmawiać. Po jego wyjściu oczywiście zwijałam się ze śmiechu i się zastanawiałam, czy jakiś sędzia płci męskiej mógłby orzec winę za rozpad małżeństwa po stronie żony właśnie za zbyt ekspansywne uprawianie DP?


    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • effie1980 03.02.15, 13:28
    Moj czesto po prostu ignoruje moje pomysly wink a w zamian jA jego, bo tez niektore do mnie nie docieraja. I kazdy jest szczesliwy smile
  • ambivalent 03.02.15, 22:03
    Moj na haslo MONTESORRI od razu sie zjeza smile I cokolwiek nie powiem na ten temat wszystko jest na NIE. Nie to, ze jest tak przeciwny. Chyba smile
    Ale wczorajszy snieg bardzo docenil.
    A tak serio to moj maz bardzo sceptycznie podchodzi do idei DP. On uwaza, ze to zbytnie przeciazenie dla Starszej i boi sie tego, ze z czasem ona zacznie po prostu od tego uciekac. Nie wiem...

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • laemmchen79 04.02.15, 01:20
    No to na koniec dnia dorzucę motyw optymistyczny i taki trochę mniej do śmiechu. Ten pierwszy to to, że mąż podzielił się z kolegami w pracy moim najnowszych pomysłem (oni naprawdę zaczęli się interesować tymi wszystkimi substancjami do zabawy, zaczęło się od gluta, którego do tej pory nie rozwalili na warunki niemieckie, ale w między czasie bawili się np. piaskiem kinetycznymsmile, zresztą w instytucie z chmarą fizyków i chemików to było do przewidzenia), a jeden z nich stwierdził, że zbieranie osadu po kawie to dla niego codzienność, bo on ten osad wyrzuca potem na działce pod rododendrony i może zbierać i dla mniesmile Na to mąż uniósł się dumą i powiedział, że osad po kawie dla żony to on będzie zbieral samsmile Więc tym razem pozwu jeszcze chyba nie będzie, za to osad tak.

    A to drugie to podejście męża ambivalent do DP - trochę racji jednak ma, mnie też problem przeciążenia strasznie gnębi, zwłaszcza po ostatnich historiach z zajęciami dodatkowymi, bo jednak widzę po starszym synu, że sama sytuacja z dwoma językami czasami nieźle daje mu popalić. Zwykle daję mu wybór - chcesz się teraz pobawić sam czy robimy jakąs zabawę wspólnie, w jakichś 90% decyduje się na wspólną zabawę, ale też łamię sobie głowę, że może za dużo od niego wymagam, że powinien mieć więcej czasu dla siebie - ja np. ograniczam konieczność gotowania czy sprzątania w ciągu dnia do minimum - a i tak dzieci biorą wtedy w tym czynny udział (ale dlatego też siedzę zawsze tak długo w nocy), większość czasu faktycznie spędzam razem w dziećmi - czy w domu, czy na dworze. Jak Wy to robicie, dziewczyny?

    Natomiast w przeciwieństwie do Was, ambivalent, nie ma u mnie strachu o to, że Młody ucieknie od DP, tylko wręcz obawa o alienację od świata zewnętrznego - Młody i tak jest już takim typem domownika, co to lubi zaszyć się w swoim pokoju i grzebać w swoich zabawach, zabawa z innymi dziećmi jest ok, ale nie za długo. A przez te domowe zajęcia, które najwyraźniej dobrze wpisują się w jego zainteresowania, on ma bardzo słabą motywację do wychodzenia czy spędzania czasu gdzie indziej. Pisałam Wam już o poziomie naszego przedszkola, zajęcia w polskim przedszkolu też były niezbyt fascynujące i mój syn twierdzi, że i niemieckie i polskie przedszkole go nudzą, w domu jest ciekawiej, tu są fajniejsze zabawy, tu się lepiej nauczy polskiego (to był jego argument przeciwko wychodzeniu do polskiego przedszkola) itd. I to mnie zaczyna trochę niepokoić. Tym bardziej, że u nas wynika to nie tyle z tego, że nasze domowe zajęcia są takie genialne, ale raczej z tego, że oferta otoczenia (niemieckie i polskie przedszkole, zajęcia sportowe dla dzieci w jego wieku, zajęcia w szkole muzycznej) jest faktycznie niezbyt ciekawa - obejrzałam sporo różnych kursów i mnie też nic nie powaliło na kolana - poza kursem plastycznym, na który faktycznie bardzo chętnie chodzi. Może to po prostu taki typ, ale dręczy mnie pytanie, na ile przez tak intensywne spędzanie wspólnego czasu ze mną na tych naszych zajęciach taki się zrobił. Co o tym sądzicie? i jak to wygląda u Was?

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • ambivalent 04.02.15, 20:57
    Cholera, tyle napisalam i wszystko mi wcielo. Ale sie wkurzylam. Sprobuje powtorzyc sad
    Humorystycznie to der Papa zaproponowal wczoraj nowe forum, dla mezow DP tym razem.
    A teraz serio.

    > A to drugie to podejście męża ambivalent do DP - trochę racji jednak ma, mnie t
    > eż problem przeciążenia strasznie gnębi, zwłaszcza po ostatnich historiach z za
    > jęciami dodatkowymi, bo jednak widzę po starszym synu, że sama sytuacja z dwoma
    > językami czasami nieźle daje mu popalić. Zwykle daję mu wybór - chcesz się ter
    > az pobawić sam czy robimy jakąs zabawę wspólnie, w jakichś 90% decyduje się na
    > wspólną zabawę, ale też łamię sobie głowę, że może za dużo od niego wymagam, że
    > powinien mieć więcej czasu dla siebie - ja np. ograniczam konieczność gotowani
    > a czy sprzątania w ciągu dnia do minimum - a i tak dzieci biorą wtedy w tym czy
    > nny udział (ale dlatego też siedzę zawsze tak długo w nocy), większość czasu fa
    > ktycznie spędzam razem w dziećmi - czy w domu, czy na dworze. Jak Wy to robicie
    > , dziewczyny?

    Ja mam sama nie wiem, szczerze mowiac. Z jednej strony uwazam, ze za malo robie z dziecmi w domu. I nie mowie tutaj tylko o DP, ale ogolnie o zabawach w domu. Obecnie jest troche lepiej, sytuacja nam sie unormowala, ale przez ostatnie lata bylo trudno. Do skonczenia przez Starszej 2 lat bylam z nia w domu non stop. Robilysmy sporo ale dosc normalnych rzeczy - ona byla dzieckiem, ktore w wieku dwoch lat skladalo puzzle dla 4 latkow i mialo tyle cierpliwosci, ze nikt mi nie wierzyl dopoki tego nie zobaczyl. W wieku 20 miesiecy czytala globalnie slowa jak Mama, Tata, Babcia, swoje imie itp Kiedy Mloda poszla do przedszkola ja zaszlam w ciaze, ktora przechodzilam dosc ciezko. Potem urodzil sie Mlodszy i okazal sie wymagajacym dzieckiem. On nie spal sam (odpadaly zajecia ze Starsza w czasie drzemek), w nocy budzil sie co godzina-dwie a ja chodzilam jak zombie. I tak bylo do czasu ukonczenia przez niego 13 miesiaca kiedy skonczylam z KP. Powoli, ale sie poprawilo. A teraz, no coz, teraz Mlodszy chce uczestniczyc we wszystkim co robimy ze Starsza, wiec zajecia tez sa dosc ograniczone. Forum DP motywuje mnie bardzo do zajec z nimi ale tez non stop wpedza w poczucie winy, ze jednak nie robie wystarczajaco duzo.
    Z drugiej strony fakt, ze moje dzieci potrafia bawic sie same uwazam za jeden z moich wiekszych sukcesow wychowawczych smile Nigdy nie bylam matka, ktora miala ochote na siedzenie na dywanie i budowanie z klockow. My raczej robimy wszystko razem: zakupy, sprzatanie, pranie, gotowanie itp U nas wyglada to tak, ze dzieci uczestnicza w naszym zyciu a nie my zyjemy zyciem dzieci. Ja sie w czasie normalnych zabaw dzieci nudze sad Chociaz piszac to mam swiadomosc, ze to nie do konca jest tak. Ja nigdy nie spedzilam dnia bez dzieci (poza trzema dniami w szpitalu, w czasie ciazy) i nigdy nie zostawilam ich nawet na jeden dzien z rodzina czy innymi opiekunami.
    Ja podziwiam Was, ze tak duzo z dziecmi robicie, ale tez uwazam, ze dla nas byloby to zbyt wiele. Ja wole swiat objasniac przy okazji a nie szukac okazji do objasniania. I absolutnie nie krytykuje tutaj innych podejsc.

    Co do przeszkola, to my chyba mamy szczescie. Mloda swoje przedszkole UWIELBIA i nigdy nie zdarzylo sie, zeby chciala zostac w domu (a pytam sie obecnie dosc czesto). Kiedy przychodze po nia w okolicach 2.30-3 zlosci sie, ze nie ma czasu na zabawe. Ma cztery BARDZO bliskie przyjaciolki i z nimi spedza czas ale tez bawi sie swietnie z innymi dziecmi. Przedszkole nigdy nie powiedzialo zlego slowa na nasza sytuacje jezykowa i podchodzi do tego bardzo pozytywnie (chociaz nie pomaga - ale to odrebny temat). Ale w przedszkolu tez stawiaja duzy nacisk na samodzielna zabawe dzieci i nie organizowanie im zbytnio czasu. A Mloda sie w takiej sytuacji super znajduje.
    Ciekawe jak bedzie z Mlodszym.
    Od marca i on idzie do tego samego przeszkola (do grupy maluchow) a ja na kurs i cala dynamika naszego zycia ulegnie zmianie. Nie wiem jeszcze jak to bedzie wygladalo. Na wszystko bede miala raczej jeszcze mniej czasu.

    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • effie1980 12.02.15, 09:27
    Powiedzcie, jak wy sobie radzicie z czasem? Ja nie wiem juz sama czy jestem tak niezorganizowana czy moj niemowlak megaabsorbujacy, ale ja sie z niczym nie wyrabiam I wieczorem padam czasem kolo 8. Faktycznie budzi mnie to moje dziecko sporo w nocy, a o 5-6 oboje sa na nogach.
    A dzien to mi tak uplywa szybko, ze mam wrazenie, ze z niczym nie moge zdarzyc. Nawet teraz u rodzicow, ktorzy sie dziecmi tez zajmuja, nie mialam czasu komputera otworzyc I zajac sie kilkoma sprawami. No forum mi zajmuje duzo czasu, ale to na telefonie w miedzy czasie wink
  • ambivalent 12.02.15, 10:04
    Nie radzimy sobie... sad

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • ambivalent 12.02.15, 11:15
    A teraz rozwine.
    Ja zawsze bylam BARDZO zorganizowana. Do bolu. I teraz tez, w dobre dni, ta organizacja dziala. Ale wystarczy COS, w stylu choroba i wszsytko sie wali. A przy dwojce, zima, te choroby pojawiaja sie czesto.
    Nawet majac juz dziecko, JEDNO, bylam zorganizowana. Wszystko bylo zrobione, dziecko zajete, sprawy pozalatwiane, obiad ugotowany itp Ja chodzilam na kursy. I to wszystko bez niczyjej pomocy, bo nie mamy tutaj nikogo kto moglby sie dzieckiem naszym od czasu do czasu zajac. A potem pojawilo sie drugie dziecko, BARDZO wymagajace i wszystko mi sie wali na glowe. Nie mam czasu zrobic zakupow, nie mam czasu ugotowac, nie mam czasu domu posprzatac. Pomimo, ze Starsza jest w przedszkolu. Z Mlodszym sie tego wszystkiego nie da robic. A do roboty jest duuuuzo wiecej niz przy jednym.
    Kurcze, czuje troche, ze to wszystko wymowki, bo przeciez moglabym wiecej. Ale non stop okazuje sie, ze jednak nie moge. Bo ja sobie planuje, a dzieci robia swoje.
    Do tego dochodzi absorbujaca praca meza i fakt, ze czesto jestem z dziecmi sama do wieczora. A po takich dniach nie mam juz sily na NIC. Poza ksiazka i filmem moze smile
    Pocieszam sie, ze moj Mlodszy niedlugo dorosnie do DP i MOZE, moze bedziemy mogli spora czesc robic razem. Jeszcze pol roku pewnie.
    U Was pewnie bedzie podobnie. Chociaz ty musisz tez troche dluzej na to poczekac.

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • effie1980 12.02.15, 13:06
    Ja przy jednym bylam tak samo zmeczona I zakrecowa jak teraz, ale u mnie oboje wymagajacy I nieodkladaln, niespiacy...
  • laemmchen79 12.02.15, 19:39
    ambivalent, a może masz jednak tak jak ja, że jakoś tam człowiek z tym wszysktim zdąży, bo wiadomo, żarcie trzeba przygotować i zakupy zrobić rzeczy uprać (bo w czym będziemy chodzić), naczynia pozmywać (żeby było na czym jeść), mieszkanie ogarnąć (żeby nie potykać się wiecznie o coś w korytarzu), ale to wszystko kosztuje tak wiele wysiłku, że człowiek ma wrażenie, że nie ogarnia. Wszystko w biegu, wszystko ostatnim tchem - mnie ten pośpiech, presja, ten mus najbardziej wykańczają, od tego nie ma wytchnienia nawet na jeden głupi dzień, ale jakoś człowiek brnie do przodu, no bo nie ma na takim etapie innego wyjścia. Przydałaby się wygrana w totku, kurczę, jednym z moich największych marzeń jest obecnie mieć tyle kasy, by móc pozwolić sobie na kucharkę i sprzątaczkę i jeszcz kogoś, kto te wszystkie domowe sprawy ode mnie by przejął, żebym mogła w spokoju zająć się swoimi dziećmi - poważniesmile

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • alonka7 12.02.15, 10:40
    Dziewczyny: a ja Wam zazdroszcze, ze nie musicie chodzic do pracy na 8 godzin.
    Ja musze. I kurcze na cos dodatkowego zostaje jedynie pol weekendu (w drugie pol musze ogarnac dom, odetchnac i pokrzatac).
    Wiec nawet przy duzym marnotrastwie czasu (np 50%) i tak macie 20 godzin tygodniowo na DP (itp). Fajnie macie!
    (ale ja sie ciesze, ze choc ciutek Waszym pomyslow moge podejrzec i porobic w weekend) - kusi mnie ten piasek kinetyczny..
  • ambivalent 12.02.15, 11:05
    Marnotrastwie czasu?? 20 godzin tygodniowo na DP?? I pewnie jeszcze siedzimy na kanapie i nic nie robimy calymi dniami...?
    Zezlilas mnie. I to porzadnie.

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • alonka7 12.02.15, 11:59
    Moze sie zle wyrazilam. Nie mialam nic zlego na mysli. Same napisalyscie, ze 'marnotrawicie'. Napisalam tylko, ze oszczedzajac 40 godzin (zamiast kieratu w robocie) nawet przy tym, ze 'marnotrawicie - jak same napisalyscie' polowe i tak zostaje duza nadwyzka.
    I tej nadwyzki wam zazdroszcze. Ale za to cenie, ze takie fajne rzeczy wymyslacie!
  • effie1980 12.02.15, 12:33
    Wiesz to nie jest 40 dodatkowych godzin, Bo te dzieci w domu trzeba nakarmic, pozmywac, zmienic pieluchy, uspic, uspokoic jak placza. Jak odbieram corke z przedszkola I jestesmy o 4 w domu, to syn przechodzi histerie, musze oboje nakarmic, wyszykowac do spania I uspic. Jestem w tygodniu sama, maz wraca na weekend. Wiec to domowe przedszkole to tak w miedzyczasie teraz, jak sie akurat uda, ze niemowlak nie placze, czasem troche rano. Za duzo czasu na to nie mam, a czasu tylko z corka wlasciwie zero.
  • ambivalent 12.02.15, 12:54
    nie, ty w dalszym ciagu zle sie wyrazasz 😞 my nie mamy tych 40 godzin. My te 40 godzin spedzamy z maluchami, w domu. Mozna to tez nazwac marnotrastwem, ale to juz kwestia swiatopogladowa. I szczerze mowiac, czasu na rozrywki typu net mialam wiecej pracujac. Na czytanie tez.
    popatrz na to tak.ty, odbierajac syna z przedszkola, jestes dziecieco zrelaksowana (tzn, ze z latorosla sie nie widzialas od 8 godzin, odpoczelas od niego). ja, jestem juz totalnie zmeczona i czesto wkurzona, na dziecko, bo
    zawsze cos. Wiec zapalu na dp tez brakuje. Ostatnio po takim odbieraniu dwugodzinnym (mlodszy absolutnie musi isc na nogach, kto mial chodzacego 20 miesieczniaka ten wie),nie mam ochoty na nic. No, moze poza baileysem.
    Nadal jestem na ciebie zezlona, bo gadasz tak jakbys nigdy w domu z dzieckiem nie byla. A pewnie bylas. Nie masz dwojki, wiec tutaj pewnie brak doswiadczenia. Ale prosze cie, zastanow sie, uanim cos napiszesz.
    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • alonka7 12.02.15, 13:14
    Ambivalent. Jesli mowie, ze nie mam zlych intencji to znaczy, ze nie mam. Serio.
    Ja uwazam, ze czas z dzieckiem to czas cenny i na prawde Wam go zazdroszcze. Jak napisalam.
    To nie jest czas wolny oczywiscie. To jest czas na bycie z dzieckiem (i inne rzeczy m.in. np DP). W porownaniu gdo osoby pracujacej czasu na bycie z dzieckiem jest wiecej.
    Slowa 'marnotrawicie' uzylam jako zartu zainspirowana Waszymi powyzszymi wypowiedziami np 'ze sobie nie radzicie'. Oczywiscie, ze to jest w cudzyslowiu!
    Mowie tylko, ze macie wieksze mozliwosci (ale tez umiejetnosci!) na DPsmile. I mowie to jak najbardziej pozytywnie bo robicie super rzeczy i na pewno nie siedzicie na kanapiesmile A ja podpatruje Wasze pomysly, ktore ogolnie sa dla mnie super i cenie taka inspiracje. Mam wyrzut sumienia jako matka pracujaca za to, ze mam tak malo czasu z dzieckiem. Ot tak.
  • ambivalent 12.02.15, 16:46
    Dobra, dobra. Troche zezlona jestem bo maz mi dzisiaj wyskoczyl, ze on mi POMOZE cos w domu zrobic. Myslalam, ze go zatluke sad
    Peace big_grin

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • alonka7 12.02.15, 16:59
    To git! Moze w niedziele znow cos od Was podpatrzesmile!
  • laemmchen79 12.02.15, 19:58
    A ja z kolei świetnie rozumiem alonkę i jak sobie pomyślę, że do tego całego cyrku doszedłby mi jeszcze kolejny front pt. praca zawodowa, na który trzeba jednak zarezerwować część mózgu i z niego korzystać, to bym się chyba pochlastała. Dla mnie czas z dziećmi i pozostawanie z nimi w domu i zajmowanie się tym całym kramem, to mimo wszystko luksus w porównianiu to stanu, że dalej zajmuję się dziećmi, domem i jeszcze idę na te 8 godzin do roboty - i to wszystko w ciągu tych samych 24 godzin, jakie mam teraz - ratunku!!! Fakt, że dwójka w różnym wieku i do tego jeszcze na etapie niemowlaka to jednak jeden z najostrzejszych kalibrów. Ale z drugiej strony będąc jeszcze z dziećmi w domu łatwiej jednak wygospodarować sobie ten czas na zabawę, wspólnie spędzony czas (ale zaznaczając, że przygotowywanie tych wszystkich zabaw to jest to ewidentnie dodatkowy, bardzo czasochłonny i pracochłonny obowiązek) - dla mnie te zabawy po prostu mają taki sam priorytet, jak nakarmienie i ubranie dzieci - cała reszta typu sprzątanie, zakupy itd. jest już na dalszym planie, ale u nas jest to możliwe tylko i wyłącznie dzięki temu, że mój mąż codziennie wieczorem około 18:30 jest w domu i zajmuje się domem w takim samym, o ile nie większym wymiarze, co ja - dlatego effie szacun wielki, bo mąż będący w tygodniu poza domem to zakrawa mi ostro na samotnie wychowującą matkę, a to jest taka sytuacja życiowa, której chyba ze wszystkiego najbardziej się obawiam (tylko effie nie poczuj się proszę w żaden sposb urażona, dla mnie samotne przebywanie z 2 dzieci, nawet, jeżeli to jest 5 dni w tygodniu, to hardcore, którego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. A Ty jeszcze tak niesamowicie dużo z nimi robisz i tak super się tu udzielasz - respect, respect, respect).

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • ambivalent 12.02.15, 20:28
    Effie, tez respect. Jakos nie zauwazylam tego w twoich wypowiedziach, ze sama jestes w tygodniu. Jak ty egzystujesz? Szczegolnie majac niemowlaka (budzacego sie w nocy, przeciez) na stanie?? I znowu przypominam sobie w jakiej luksusowej sytuacji sie znalazlam, mogac w domu byc z dziecmi przez taki czas jaki chce, nie musiec martwic sie zbytnio o pieniadze (to akurat jest bardzo relatywne, pamietajcie) i jeszcze majac meza na stanie, ktory owszem wkurzajacy jest czesto smile ale jednak tylko dwa dni w tygodniu zostawia mnie z calym tym kramem sama a w pozostale jest w domu, grzecznie, o 17.30. Nie wyobrazam sobie byc z dziecmi caly czas 5 dni w tygodniu. To byloby ponad moje sily. Mam nadzieje, ze twoj maz to docenia smile
    U mnie to DP rozbija sie teraz o Mlodszego. On jeszcze nie jest w wieku, w ktorym moglby uczestniczyc swobodnie w zabawach i zajeciach, a na dodatek jest strasznie do mnie przyczepiony. To taki typ, ktory zaczyna gryzc, kopac, rzucac i wyc jak nie moze mamy dostac wtedy kiedy chce. Mam nadzieje, ze z tego wyrosnie kiedys...
    To co robimy ze Starsza robimy w weekend, kiedy albo maz sie Mlodszym zajmie albo Mlodszy po prostu spi. Albo wieczorami, kiedy Mlodszy sie bawi z mezem (o ile). Ale wieczorami jest trudno, bo Starsza jest po prostu zmeczona. A w weekendy chce tez duzo z tata robic, bo jego przeciez nie widziala prawie caly tydzien (w jej odczuciu). U nas dochodzi jeszcze problem taki, ze dzieci chodza wczesnie spac. 18.30-19.00 i musimy je zaczac klasc do lozek. Wiec tego wieczoru, po przyjsciu meza z pracy i zjedzenia razem posilku tez nie zostaje tak duzo.
    Dlatego dla mnie bardzo wazne sa te pomysly, ktore mozna robic z dwojka. Szczegolnie pomysly Laemmchen, bo jej uklad wiekowy jest podobny.


    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • effie1980 14.02.15, 09:16
    No ja wiem, ze jak syn troche podrosnie to bedzie duzo latwiej, tylko teraz jakos mi szkoda tego czasu z corka, Bo za pol roku pojdzie do szkoly I beda to juz inne wplywy, inny poziom nauki. Brakuje mi czasu z nia spedzanego. Jakos nam sie ten cZas strasznie rozchodzi I mam wrazenie, ze teraz bardziej walczymy o przetrwanie niz sie bawimy wink
  • effie1980 12.02.15, 19:47
    Moj maz nalega zebysmy sie na tydzien zamienili obowiazkami wink przy czym od razu zaznaczyl, ze jego tydzien zacznie sie od znalezienia opiekunki.
  • laemmchen79 12.02.15, 20:36
    >przy czym od razu zaznaczyl, ze jego tydzien zacznie sie od znalezienia opiekunki.

    tłumaczę z mężowego na nasze: doceniasmile

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • alonka7 12.02.15, 20:31
    Dzieki za zrozumienie. Robota to tak jakby ktos zabral mi dzien (I energie I mozg). Kurde.
    Ja na szczescie mam pomoc (opiekunka plus sprzataczka) I tylko dlatego moge sobie pozwolic na luksus domowego przedszkola w weekend. No ale I tak rozmyslam o wyrwaniu sie z kieratu=) - chocby na jakis czas!!! Fajnie, ze jestescie!
  • mamapodziomka 15.02.15, 18:53
    Pewnie zalezy od tego jaka kto ma prace. Ja po dniu pracy, nie tylko nie bylam wypoczeta od dzieci i pelna energii do zajmowania sie nimi, a wrecz zupelnie nie chcialam ich widziec, chcialam sie juz tylko zakopac pod koldra i spac, a nie najpierw nimi zajmowac i klasc spac, a potem w nocy odrabiac obowiazki domowe. Na dodatek u mnie sie z czasem poglebiala niechec do zawodu, wiec z okazji trzeciego przysiedlismy z mezem, pomyslelismy, policzylismy i na razie jestem w domu. Z tym, ze to jestem w domu tez takie ograniczone, bo zdecydowalam sie na kolejne studia (i radykalna zmiane zawodu), ktore obliczone sa na 40h tygodniowo, i niestety to oszacowanie jest takie dosc realistyczne. Tych 40h oczywiscie nie mam, wiec radze sobie jak moge - nie biore wolnych ferii i wakacji od nauki, wyklady ogladam na laptopie bawiac sie z mlodym na kocyku (lapek wyzej, tak, zeby sie nie dalo sicagnac) i mam nadzieje, ze nadmiar psychologii mu nie skrzywi psychiki wink ucze sie z innymi studentami przed poludniem i z mlodym na kolanach, zeby oszczedzic cennego wieczornego czasu i ludze sie, ze on tez ma z tego jakies korzysci. Srednia czesto sie z nim bawi w wyklady, w grupe do nauki, z zapalem maza po moich starych skryptach (nowych czasem tez).

    Gdzies w tle oczywiscie nie tylko ogarniecie domu, ktory przy 5 osobach brudzi i balagani sie w ciagu jednego dnia, gotowanie, ale takze troche zaniedbana duza, ktora chodzi do gimnazjum, ma swoje towarzystwo, zajecia i pasje, ale to nadal jedenastolatka - calkiem nieduze dziecko.

    Niestety moj tryb zycia odbija sie na jezyku dzieci. Duza jeszcze mowi, pisze i czyta po polsku, calkiem niezle, ale z nia bardzo duzo robilam w ramach dp (wlasciwie poki nie urodzila sie srednia i nie wrocilam do pracy po macierzynskim). Jakos wtedy udawalo mi sie nawet polaczyc prace z dzieckiem i dp. Wykopyrtnelam sie dopiero przy sredniej, ktora rozumie po polsku, ale konsekwentnie odmawia mowienia w tym jezyku sad Teraz znalazlam opiekunke na dwa popoludnia, sympatyczna dziewczyna i fajnie od razu zaczela sie z maluchami bawic, ale niestety juz za drugim razem okazalo sie, ze jak tylko znikam za drzwiami to mowi do malej po niemiecku, nie po polsku sad Ja rozumiem, ze to jest trudniejsze niz konsekwentne trzymanie sie polskiego, ale jednak. Maz mnie pociesza, ze slubu z nia nie bralismy, wiec mozna zmienic, ale perpeltywa szukania po raz kolejny mnie po prostu przerasta.

    Srednia chodzi do genialnego przedzskola, wiec edukacyjnie absolutnie nie jest zaniedbana, mlody tez tam pojdzie od wakacji (za wczesnie wg mnie, ale nie przetrwamy kolejnego roku takiego jak ten), wiec mam nadzieje, ze uda mi sie gros nauki przewalkowac na przedpoludnia (mam zamiar traktowac to jak chodzenie do pracy, wiec najwyzej szybka pralka, a nie sprzatanie domu i mega-zakupy i mam nadzieje, ze mi popoludniami zostanie wiecej czasu na zajmowanie sie tylko dziecmi. W weekendy zawsze sporo robimy, ale to nie po polsku, bo najczesciej wlasnie cala rodzina.

    A krotkoterminowo - 3 marca mam egzaminy, po nich niestety kolejny ciezki semestr, ale kolejne egzaminy we wrzesniu, wiec nie bedzie az tak stresujaco jak w lutym, mam zamiar wyznaczyc sobie chociaz dwa razy w tygodniu jakis staly czas, zeby sprobowac porobic ze srednia cos w polskim, bo materialow mam multum, zazwyzcja przerobione po troszku i leza niestety sad Moze tez poszukam kogos, kto rzeczywiscie bedzie z nimi mowil po polsku, to i ja dwa popoludnia bede miala calkiem wolne do nauki, a dzieci troche rozrywki. No i chcialabym zaczac chodzic spac przed 2-3 w nocy codziennie, bo jestem padnieta.

    Fazit mojego gadania - usiluje caly czas znalezc dla nas sensowny modus vivendi, ale na razie mi sie malo udaje. Zwlaszcza ostatnio nie mam sily szukac i wymslac, przydalby mi sie jakis taki minimalnik z gotowymi pomyslami dla czterolatki i roczniaka na raz, najlepiej z uwzgednieniem jedenastolatki, ktora nie znosi polskiej szkoly i bardzo chcialaby przestac tam chodzic wink
  • laemmchen79 13.02.15, 09:55
    Muszę Wam to pokazać - ilustracje mną wstrząsnęły

    absolutnienieperfekcyjna.blogspot.de/

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • ambivalent 13.02.15, 10:04
    Wstydze sie. Tez krzycze 😔
    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • ambivalent 17.02.15, 21:18
    ...zdarzylo. Bardzo zaluje, ze moj Maz nie mowi po polsku. Zachwycilam sie wierszem p. Wawilow "Wszedzie pachnie czekolada" (bo NA PEWNO jest o mojej corce, NA PEWNO) i juz nie moge sie doczekac kiedy go jej jutro przeczytam i? I nie mam sie z kim podzielic moim zachwytem bo mimo usilnych prob tlumaczeniowych moj maz nie jest w stanie zrozumiec wspanialosci (bo prostoty) tego wierszyka.
    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • laemmchen79 25.02.15, 19:49
    Jak to nie masz się z kim podzielić zachwytem nad "Wszędzie pachnie czekolada"? A my to co? Zachwyt podzielam i tym wierszem i samą Wawiłow - moim zdaniem zwłaszcza dla dzieci emigracyjnych jej wiersze są genialne do rozbudzania intuicji językowej. Tak naprawdę poznałam Wawiłow - poza daktylami w wersji "Poczytaj mi mamo" dopiero razem z dziećmi - u nas w łazience na stałe jest jej antologia z NK - czytam smokom, gdy pluskają się w wannie. A "Dziwny pies" (raz i dwa, raz i dwa, pewna pani miała psa...) to odmawiamy sobie kilka razy dziennie przy wchodzeniu do mieszkania, bo schodów akurat idealnie wystarcza na cały wierszyk, a sąsiedzi na dole mają dodatkowo przed drzwiami wycieraczkę z narysowanym na niej dziwnym psemsmile

    Jakie inne jeszcze jej wiersze czy bajki lubicie? Poproszę o TOP 10, chętnie wrzucę też naszą listę (nowy wątek czy zostawiamy to tu?)

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • effie1980 26.02.15, 22:18
    Chetnie zobacze wasze listy top ten, bo Wawilow mi zupelnie jest nieznana z dziecinstwa, a ze corka wierszy nie trawi, tez sie jeszcze nie zaglebialam, a fajnie byloby sprobowac rozszerzyc repertuar.
  • ambivalent 26.02.15, 22:43
    Jak lubicie Wawilow, to bodajze cala plyta A. Brody (a ja nie chce spac) to piosenki do jej tekstow.
    Moim absolutnym faworytem jest "Szybko, zbudz sie" oraz "Byla raz sobie dziewczynka". My mamy tylko zbior "Wierszyki dla niegrzecznych dzieci" i nie ma tam wszystkiego. Musze zakupic tez NK. A co mi sie tam podoba sciagam z netu i drukuje.
    Ogolnie uwazam, ze wiersze Wawilow w perfekcyjny sposob oddaja magie dziecinstwa. Wiersze jak "Zapach czekolady", "Na wystawie", "Szybko, zbudz sie", "Niewidzialna plastelina", "Urodzinki" i wiele, WIELE wiecej.
    Moja corka ma okresy wkrecenia w Wawilow. I swego czasu absolutnie nie dawala sobie czytac wiersza "Byla raz sobie dziewczynka...". Chyba myslala, ze to o niej smile

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • laemmchen79 26.02.15, 23:32
    >Ogolnie uwazam, ze wiersze Wawilow w perfekcyjny sposob oddaja magie dziecinstwa.
    Zgadzam się w 100%. A jak kupisz sobie tę antologię z NK i przeczytasz wstęp napisany przez jej córkę, Natalię Usenko, to już nie będzie wątpliwości - to musiał być domsmile

    U nas w TOP 10 (ale kolejność nieważna, bo to ciągle się zmienia):
    Babcia i pudel
    Dziwny pies
    Król
    Czego mi się chce
    Wszędzie pachnie czekolada
    Rupaki
    Siedzieli na ganku
    Brzydkie zwierzę
    Kociaczki
    Bajka o królewiczu, kalejdoskopach i babie
    (i jeszcze o 2 ptaszkach i 2 robaczkach - Emilku, Kacperku itd., ale tego niestety nie mamy w książce, jest tylko na płycie).
    No właśnie, płyta - dzięki za cynk za płytę A. Brody - nie znam i bardzo chętnie sobie posłucham. A "Rozśmieszanki, utulanki", które Tobie bodajże przesłałam, to co? Stuhrowie najwyższych lotów - płyta uwielbiana u nas.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • effie1980 26.02.15, 22:15
    Mnie sie tez niezbyt czesto, ale zdarzaja takie sytuacje. Natomiast w tym tygodniu mielismy kilka zabawnych sytuacji odwrotnych. Tata jest caly tydzien z nami, ale umierajacy wink wiec generalnie malo uzyteczny. Zauwazyl, niezbyt zadowolony, ze na naszej podrecznej polce, zmienianej na okraglo zreszta, sa same polskie pozycje I to nie fair! No coz, tak to jest jak tylko ja czytam. Potem corka mu pokazywa nasz domowy ogrod, a tam wszystko opisane po polsku! I ona uzywa polskich nazw fasolek! Bardzo mu sie to nie podobalo I zasugerowal, ze jednak powinnam podpisywac wszystko w dwoch jezykach, Bo czuje sie nieswojo wink troche zartem oczywiscie, bez goraczki bylby bardziej trzezwy, ale jednak gdzies wychodza te trudnosci dwujezycznych rodzin.
  • laemmchen79 26.02.15, 23:37
    >Zauwazyl, niezbyt zadowolony, ze na naszej podrecznej polce, zmienianej na okraglo zreszta, sa same polskie pozycje I to nie fair! >
    bez komentarza... chociaż najlepszy komentarz dajesz sama: No coz, tak to jest jak tylko ja czytam.

    Ale to akurat nie jest tylko problem rodzin wielojęzycznych, tylko przez te dwa różne języki bardzo się uwidocznia, kto i w jaki sposób spędza czas w dzieckiem.



    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • effie1980 25.02.15, 15:18
    Dziewczyny jest jakis latwy sposob wstawiania zdjec, ktory omija fotoforum? Ono mnie zniecheca do wstawiania czegokolwiek, Bo co drugie zdjecie mi przekreca I jest do gory nogami, a edycja nie dziala.
  • laemmchen79 25.02.15, 19:42
    effie, łączę się w bólu, mnie też wrzucanie zdjęć na fotoforum męczy, ale nie znam innego sposobu, chyba nie ma, bo już klikając w ikonkę IMG w masce od razu wyskakuje , więc obrazek musi się najpierw pojawić gdzieś w sieci.

    Możliwości edycji zdjęć na forum też nie widziałam, ale mi np. nigdy niczego nie zmieniło - parę razy wrzuciłam zdjęcia odwrócone i po wrzuceniu nie mogłam ich przekręcić, tego dość szybko się nauczyłam, że zdjęcia muszą być wrzucane dokładnie tak, jak później mają wyglądać.

    A masz swoje konto na pintreście? Mośe stamtąd będzie Tobie łatwiej?





    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • effie1980 25.02.15, 20:10
    Mam. Wiem, ze mozna jeszcze chyba z Picassa, ale nie chce nic instalowac na komputerze nowego.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka