• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

łechtaczka małpki Bonobo- najbliższej krewnej czł

  • IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 24.01.04, 23:20
    Królową wśród łechtaczkowej arystokracji jest małpka bonobo (szympans
    karłowaty) - bliska krewna szympansa. Oba te gatunki należą do naszych
    najbliższych żyjących krewniaków. Bonobo to seksualny olimpijczyk. Samce,
    samiczki, młode, stare, wszystkie jak dzień długi parzą się, macają, obłapiają
    i genitalnie pocierają. Aktywność ta nie ma nic wspólnego z rozrodczością;
    opiera się na niej kodeks etyczny pozwalający bonobo przetrwać w grupie. To
    ich terapia, cudowny środek łagodzący obyczaje i uśmierzający kłótnie, sposób
    wyrażania uczuć, często tak pośpieszny, że zgoła niedbały. Nic dziwnego zatem,
    że gatunek, u którego seks odgrywa taką rolę, samice zaś miewają liczne
    kontakty hetero- i homoseksualne - także międzypokoleniowe - odznacza się
    słusznych rozmiarów łechtaczką. Dorastająca małpka bonobo waży mniej więcej
    połowę tego co ludzki nastolatek, lecz jej łechtaczka jest trzykrotnie większa
    od ludzkiego odpowiednika tego narządu i na tyle wydatna, że w widoczny sposób
    kiwa się podczas chodzenia. Dopiero później, gdy bonobo dojrzewa i powiększa
    się cała okolica jej sromu, ów narząd staje się trudniej dostrzegalny.
    Niemniej łechtaczka bonobo istnieje nadal i świadczy swej właścicielce usługi
    kilka razy na godzinę.

    Wiecej na www.wiw.pl/biblioteka/kobieta_angier/01.asp
    Samiczki lemura i czepiaka także mają niezwykle duże łechtaczki. Łechtaczka
    samicy afrykańskiej hieny cętkowanej jest tak ogromna, że wygląda jak penis
    samca. Narząd ten zupełnie nie przypomina typowej łechtaczki ssaka; zarówno
    pochwa, jak i łechtaczka mieszczą się w jednej, podłużnej części ciała. Samica
    hieny odbywa stosunki za pośrednictwem tej fallicznej wypukłości i rodzi przez
    łechtaczkę. (A jeśli myśl o tym sprawia, że się wzdrygacie, to bardzo proszę,
    możecie wzdrygać się dalej, bo tak właśnie jest). Inaczej jednak niż bonobo,
    hiena cętkowana nie korzysta ze swego imponującego organu, aby oddawać się
    codziennej zmysłowości, jej zainteresowanie seksem ogranicza się bowiem do
    okresów rui. Wydaje się, że rozmiar narządu jest przypadkowy - to skutek
    wystawienia żeńskiego płodu na wpływ dużych ilości testosteronu, który
    maskulinizuje zewnętrzne narządy rodne. (Hormonalny status hieny cętkowanej
    okazuje się dla nas ciekawy z innych jeszcze powodów, co omawiam szerzej w
    rozdziale poświęconym agresji samic).

    (...) ołądź łechtaczki to żądełko Erosa, miejsce, gdzie osiem tysięcy
    zakończeń nerwowych tłoczy się, tworząc prawdziwy mały mózg. U wielu kobiet
    żołądź wykazuje taką wrażliwość, że byle dotknięcie sprawia im niemal ból i
    wolą mniej bezpośrednie pieszczoty trzonu lub całego wzgórka łonowego. W
    trzonie mieści się relatywnie mało włókien nerwowych, lecz przenikają go setki
    naczynek krwionośnych, sprawiając, iż pobudzony powiększa się i wypycha żołądź
    wyżej. Ową wielką ekspansję łechtaczkową ułatwiają także dwa fragmenty tkanki
    zdolnej do erekcji, zwanej opuszką przedsionka pochwy, które pompują krew do
    żołędzi. Wszystko to razem sprawia, że przekrwiona, namiętna łechtaczka staje
    się dwukrotnie większa niż łechtaczka w stanie spoczynku.

    Jednakże znów zaznaczam, iż nie należy uważać łechtaczki za ścisły odpowiednik
    prącia. Pobudzona, jest nabrzmiała i sprężysta, ale nie tak sztywna jak penis
    w trakcie penetracji. Każda osoba ze sprawną korą czuciową i odpowiednimi
    możliwościami potwierdzi bez trudu, iż łechtaczka we wzwodzie nie jest tak
    twarda jak prącie. Zdumiewa jednak fakt, iż dopiero niedawno odkryto przyczyny
    tej różnicy. W 1996 roku zespół włoskich naukowców badających
    mikroarchitekturę trzonu łechtaczki doniósł, iż wbrew podręcznikom nie ma ona
    splotu żylnego. U mężczyzn ten ciasny węzeł naczyniowy jest głównym odpływem
    odprowadzającym krew z prącia; jednakże w stanie pobudzenia mięśnie trzonu
    prącia chwilowo uciskają na ów splot i krew, która doń napłynęła, nie może
    odpłynąć, stąd wzwód. Łechtaczka najwyraźniej nie ma odrębnego splotu i nie
    jest tak silnie unaczyniona. W stanie pobudzenia wykazuje zwiększone krążenie
    tętnicze, jednakże żylne nie ulega blokadzie, więc narząd ten nie przekształca
    się w sztywną pałeczkę. Bo i po co? Nie musi przecież włóczyć się po
    jaskiniach ani gdziekolwiek wnikać. Być może właśnie ów subtelny charakter
    obiegu krwi pozwala łechtaczce rozszerzać się i kurczyć szybko i bez
    ograniczeń, przynosząc kobiecie błogosławiony dar wielokrotnego szczytowania.
    "Francuskie, niemieckie i angielskie autorytety - pisze Thomas Laqueur -
    zarówno z czasów Freuda, jak i wcześniejsze, od XVII wieku twierdzą zgodnie,
    iż kobieca rozkosz seksualna bierze swój początek z budowy sromu, a z
    łechtaczki w szczególności. Nie wspomina się przy tym o jakichkolwiek innych
    narządach". Dawni anatomowie, w tonie tyleż pożądliwym, co pruderyjnym,
    opisywali łechtaczkę jako "sprośny organ zwierzęcej przyjemności" lub
    "narzędzie nierządu". W 1612 roku Jacques Duval pisał o niej: "Po francusku
    nazywa się pokusą, podnietą zmysłowej rozkoszy, kobiecym prętem, pełnym
    pogardy dla mężczyzn; kobiety zaś, które przyznają się do rozwiązłości, zwą ją
    swoją gaude mihi [wielką radością, dosłownie: ciesz mnie]". Duval nie
    wyjaśnia, czemuż to uznał kobiece prącie za "pełne pogardy dla mężczyzn". Czy
    dlatego, że kobieca zdolność odczuwania rozkoszy seksualnej zagrażała, jego
    zdaniem, szerszemu porządkowi społecznemu i płciowemu? Czy też mówił po prostu
    to, co my, dziewczyny, chcemy usłyszeć - że tak jak inni mężczyźni był
    zazdrosny o monomanię gaude mihi? "Wszystkie nasze ostatnie odkrycia dowodzą -
    konkluduje Geoffrey de Mandeville w 1724 roku - iż nie ma dla łechtaczki
    zastosowania innego niźli rozbudzenie kobiecej żądzy przez częste erekcje".

    Z wyjątkiem wielkiego osiemnastowiecznego taksonoma, Karola Linneusza, który z
    sobie tylko znanych powodów utrzymywał, iż łechtaczkę mają jedynie samice
    człowieka, większość dawnych anatomów i przyrodników prawidłowo rozpoznała ów
    czcigodny narząd także u innych ssaków płci żeńskiej. Jak dalece był on
    czcigodny, dowodzą niektóre przykłady, niekiedy uroczo wyolbrzymione.
    Holenderski przyrodnik Johann Blumenbach pisał, że zmierzona przez niego w
    1791 roku łechtaczka wyrzuconej na plażę samicy fiszbinowca miała 16 metrów
    długości - niemałe osiągnięcie, zważywszy iż całkowita długość ciała dorosłego
    osobnika tego gatunku wynosi średnio 12-15 metrów.
    Edytor zaawansowany
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.