Dodaj do ulubionych

Judzianka - sowiecka zbrodnia z 1941 r.

02.01.07, 13:53
Na stronie siemiatycze.com/historia_judzianka_1941.htm można
przeczytać opis co się stało w jednej z dzielnic dzisiejszej Hajnówki w 1941
roku. Często pewnie wiele osób mija ten pomnik nie zdajac spbie sprawy co
upamiętnia.
Tekst z ww. strony:

---
Droga śmierci: Siemiatycze – Judzianka

Wjeżdżając do Hajnówki od strony Siemiatycz mijamy zlokalizowany na skraju
lasu pomnik – krzyż. Z napisu umieszczonego na tablicy dowiadujemy się, że w
tym miejscu 23 czerwca 1941 roku sowieccy żołnierze zamordowali 15
wymienionych z imienia i nazwiska mieszkańców Siemiatycz i okolic. Byli to:
Stefan Czyzkowski z Osmoli, Stanisław Ekielski z Siemiatycz, Stanisław
Kosiński z Siemiatycz, Aleksander Sielicki z Siemiatycz, Jan Młodzianowski z
Siemiatycz, Żyd Jaremko z Siemiatycz, Stanisław Krasowski, Tadeusz Kurek z
Sytek, Antoni Lipiński ze Smorczewa, Michał Markiewicz z Kajanki, Teodor
Mikiciuk ze Śledzianowa, Władysław Siekierko z Siekierk, Józef Tołwiński z
Tołwina, Mikołaj Zaręba z Jesionówki, Antoni Maćkowiak z Miłkowic Maciek.

Z masakry uratował się Wiktor Maćkowiak z Sytek, który zbiegł w Milejczycach
w trakcie konwojowania, oraz Jan Krasowski z Krasewic, który ranny uciekł z
miejsca mordu. Co przywiodło wymienionych nieszczęsników w to miejsce? Czym
narazili się sowieckiej władzy, że w tak okrutny sposób – strzałem w tył
głowy zostali pozbawieni życia?

17 września 1939 – Związek Sowiecki w zmowie z Niemcami dokonał wcześniej
zaplanowanej agresji, celem której było zlikwidowanie istnienia państwa
polskiego nie tylko militarnie. Zasadniczym celem było zagarnięcie
anektowanych ziem, oraz sowietyzacja i zniewolenie ludności. Dlatego też z
miejsca, po wkroczeniu Armii Czerwonej rozpoczęły się aresztowania na masową
skalę i trwały aż do końca okupacji, tj. do 22 czerwca 1941. Represjom
poddano ponad 2 mln Polaków. Jednym ze środków represji były wysiedlenia i
deportacje, którymi objęto nie tylko rodziny, ale również środowisko
społeczno – zawodowe. Aby spotęgować grozę sytuacji, oraz ze względów
praktycznych, wyznaczonych do wywózki zabierano w środku nocy, nie dając
dostatecznego czasu na spakowanie podręcznego bagażu. W literaturze
przedmiotu opisane są cztery masowe deportacje. W wyniku ostatniej, z końca
czerwca 1941 władze sowieckie wywiozły ponad 200 tys. osób. Cechą czwartej
deportacji było to, że NKWD starało się oddzielić od wywożonych rodzin ich
głównych przedstawicieli. Akcją tą, którą nazwano „oczyszczaniem zaplecza”
kierował gen. Iwan Sierow. Władze sowieckie nie spodziewały się ataku
niemieckiego „sojusznika”. Gdyby spodziewały się, nie obarczałyby swojego
transportu kolejowego masowym konwojem ludzi na wschód.

W końcu czerwca 1941 na lewym brzegu Bugu „czuło się, że coś wisi w
powietrzu”. Do jednego z mieszkańców Siemiatycz, który schornił się w
Sarnakach przed aresztowaniem, przyszedł poznany Niemiec z poufną niby to
informacją, że najpóźniej 24 czerwca będzie mógł wrócić w swe rodzinne
strony, czyli do Siemiatycz. I tak też się stało.

A co się w tych dniach działo w okolicach Siemiatycz? Nieświadomi niczego
żołnierze sowieccy bawili się na licznych zabawach. Po garnizonach krążyło
objazdowe kino z filmem „Czapajew”, kwitło życie towarzyskie. Część kadry
wyjechała na narady do Brześcia i Wysokiego Litewskiego. Ta beztroska nie
udzielała się miejscowej ludności – panował strach i powszechna apatia.

W nocy 20 czerwca do wyznaczonych domów zastukali enkawudziści w asyście
miejscowych milicjantów. Według list zaczęli wywoływać domowników,
oświadczając im, że podlegają deportacji jako „element antysowiecki” i w
przeciągu 30 min mają się spakować i udać we wskazanym kierunku

Formowane kolumny wozów konnych pod eskortą kierowane były na Stację Kolejowa
Siemiatycze, gdzie wywożonych ładowano do podstawionych bydlęcych wagonów z
zadrutowanymi okienkami. Do dzisiaj uczestnicy tych wydarzeń nie mogą oprzeć
się wzruszeniu. Płacz dzieci, lament kobiet, podniesiony głos ojca, komuś
wysypały się rzeczy, niektórzy modlą się, ktoś intonuje pieśń „Kto się w
opiekę odda Panu swemu”. Dookoła pełno żołnierzy w niebieskich czapkach,
karabiny z bagnetami.

W trakcie załadunku na dworzec podjeźdźają dwa samochody. Przybyli
enkawudziści z listy wywołują nazwiska wybranych osób, które ładują na
samochód i odwożą do miasta. Wstraszone i zdezorientowane rodziny informują,
że to tylko formalności i że zabrani szybko powrócą.

Po przyjeździe do miasta, zatrzymane „głowy rodzin” osadzone zostają w
areszcie, tzw „kozie” (obecnie mieści się tam punkt napraw sprzętu AGD,
między ul. Pałacową a 11 Listopada – kraty w oknach oryginalne z tamtych
czasów). Następnego dnia do aresztowanych dołączono zatrzymanego w
Czartajewie Wiktora Maćkowiaka, oraz miejscowego piekarza, Żyda Jaremka.
Rodzina W. Maćkowiaka również została wywieziona wspomnianym transportem.

Bez zbytniego zainteresowania władz zatrzymani dotrwali w areszcie do rana
niedzieli 23 czerwca. W tym czasie, tj 21 – 22 czerwca w siemiatyckim
garnizownie 113 Dyw. Strzel. oraz w 17 Sam. Bat. w pobliskich Bacikach
nieświadomi niczego żonierze sowieccy odpoczywali po sobotnich zabawach.
Sielanka została przerwana o godz. 3.15 w nocy, przygotowaniem artyleryjskim
niemieckich dział. Dwadzieścia minut wcześniej nad Bugiem przeleciały
niemieckie eskadry bombowe. Operacja „Barbarossa” weszła w fazę realizacji.

Nastał, jak wspominają mieszkańcy Siemiatycz, „sądny dzień”. Na ulicach pełno
biegających bez ładu i składu żołnierzy, nie raz w samej bieliźnie. Spaleniu
uległa ul. Czartajewska, rozbite zostało środmieście z ratuszem. 23 czerwca w
południe niemiecki 508 p.p. wkroczył do Siemiatycz i z marszu przystąpił do
oczyszczania miasta z sowieckich niedobitków. Kilka godzin tylko spóźnili się
niemiecccy żołnierze, aby uwolnić osadzonych w sowieckim areszcie Polaków.

23 kwietnia w południe niemiecki 508 p.p. wkroczył do Siemiatycz i z marszu
przystąpił do oczyszczania miasta z sowieckich niedobitków. Kilka godzin
spóźnili się niemieccy żołnierze, aby uwolnić osadzonych w areszcie Polaków.

Rankiem bowiem tego dnia kilku enkawudzistów z braku kluczy wyłamało drzwi
aresztu. Osadzonych w nim więźniów wypędzono na ulicę i pognano w kierunku
północnym pod eksortą jednego enakawudzisty i dwóch milicjantów (dziś
wiadomym jest, że jednym z milicjantów był niejaki R. – obywatel polski
narodowości białoruskiej).

Nie wszyscy więźniowie wyszli na ulicę. Jan Krasowski, myśląc, że będą ich
rozstrzeliwać na miejscu, skrył się pod pryczą. Kiedy to nie nastąpiło
dołączył do oddalającej się kolumny. Należy tu przypomnieć, że więźniom
kilkakrotnie komunikowano, że zostaną dołączeni do swych rodzin. Dzisiaj
wiemy, że te zapewnienia były hipokryzją, tak nieobcą sowieckiej władzy. I
nie dlatego, że aresztowani zostali za kilka godzin rozstrzelani, bo to, jak
się okazało, było samowolą konwojentów, którzy mając świadomość, że każdy
aresztowany jest „własnościa państwa sowieckiego”, nie chcąc by ta własność
wpadła w ręce wroga po prostu zniszczyli ją. Hipokryzja polegałą na tym, że
więźniom zamierzano wytoczyć procesy, które z reguły kończyły się wyrokiem
skazującym na łagry lub śmierć.

Wśród więźniów bowiem byli ludzie, którzy z racji swej pozycji społecznej
prowadzili przed wojną aktywne życie, czy to społeczno – polityczne, czy też
zawodowe. Byli nauczyciele, przedsiębiorcy, agronom, bogaci gospodarze,
komendant siemiatyckiej strazy pożarnej, był nawet siemiatycki komunista,
który po wkroczeniu sowietów, skutecznie z tej choroby został wyleczony. Tacy
ludzie już z s
Edytor zaawansowany
  • szymon.konarski 02.01.07, 13:54
    Tacy ludzie już z samej definicji uważani byli za „wrogów narodu”
    Unikając głównego traktu, nad którym przelatywały niemieckie samoloty, poprzez
    Baciki, Tołwin, Zabłocie, kolumna więźniów zdążała w stronę Hajnówki. W
    Tołwinie zdarzył się incydent, który to Maria Tołwińska niemal nie przypłaciła
    życiem. Widząc przechodzącą koło jej domu kolmunę, w której rozpoznała swojego
    szwagra (S. Ekielskiego) i brata (J. Tołwińskiego) wybiegła na drogę. Kolumna
    zatrzymała się, a Tołwińska zaproponowała dostarczenie posiłku. Z propozycji
    tej konwojenci skwapliwie skorzystali. Gdy cała grupa posilała się, Maria
    Tołwińska prosiła o uwolnienie swych bliskich. Gdy błagania stały się w ocenie
    enkawudzisty zbyt natarczywe, wyjął pistolet grożąc, używając obraźliwych słów,
    że jeśli natychmiast nie odstąpi to ją zastrzeli. Zrozpaczona kobieta pozostała
    na środku drogi, żegnając znakiem krzyża oddalającą się kolumnę.

    - „Po tym incydencie – tak po latach wspomniał Wiktor Maćkowiak, – oceniłem, że
    to nie przelewki, trzeba wiać. Tym bardziej, że do kolmun przyłączyli się
    kolejni konwojenci. Zaproponowałem ucieczkę najpierw Stanisławowi Kosińskiemu.
    Kiedy ten odmówił, twierdząc, że wierzy, że połączą nas z naszymi rodzinami, a
    w ogóle taka akcja grozi wystrzelaniem całej kolumny, propozycję powtórzyłem
    Stanisławowi Ekielskiemu. Kiedy on również odmówił, postanowiłem uciec sam przy
    najbliższej nadarzającej się okazji”.

    Okazja nadarzyła się w Milejczycach. Kiedy kolumna zatrzymała się na rynku,
    zbiegli się Żydzi, rozpoznając wśród więźniów swego rodaka Jaremka. Traf
    chciał, że wyszli wtedy też z kościoła po sumie miejscowi wierni. Powstało małe
    zamieszanie. Moment ten wykorzystał Wiktor Maćkowiak, który rzucił się w tłum. -
    „Biegłem – wspomina Maćkowiak – a kiedy się zatrzymałem by nabrać tchu
    poczułem, ze coś mi chlupie w butach, myślałem, że jestem ranny. Ale nie, to
    była co prawda krew, ale z obtartych stóp”.

    Po tym zdarzeniu konwój udał się w dalszą drogę. Około godz. 17.00 zatrzymano
    się we wsi Judzianka (obecnie przedmieście Hajnówki). – „Po sprawdzeniu czy w
    Hajnówce nie ma przypadkiem już Niemców, konwojenci zebrali się na naradę –
    wspomina Jan Krasowski. – Widać było wśród nich wielkie poruszenie. Nie było
    wątpliwośći – będą rozstrzeliwać. Pierwszą ósemkę odprowadzają w głąb lasu,
    nakazują klękać. Ja zacząłem się modlić, strzały, padam na ziemię, nie ruszam
    się, kątem oka widzę, jak enkawudzista kopnięciem sprawdza, czy ktoś jeszcze
    żyje”. Pozostali na odgłos strzałów próbują uciekać – tych zastrzelono z broni
    maszynowej.

    Po pewnym czasie Jan Krasowski podniósł się i zobaczył makabryczny widok. Wokół
    w kałużach krwi, zwłoki towarzyszy niedoli. Stanisław Kosiński, zawisł na
    krzakach, dając jeszcze oznaki zycia. - „Chciałem mu pomóc – kontynuuje
    Krasowski, - ale w tym momencie wyszedł z zarośli sowiet”.

    Chwilową konsternację żołnierza wykorzystał Krasowski i rzucił się w krzaki. Po
    nocy spędzonej na mokradłach, rankiem dotarł do wsi, gdzie udzielono mu pomocy.
    Rana okazała się niegroźna. Po dwóch danich gospodarze odwieźli go do szpitala
    w Hajnówce, w której byli już Niemcy. Trzy dni po masakrze, na polecenie władz
    niemieckich okoliczna ludnośc pogrzebała ciałą pomordowanych. Cztery miesiące
    później za zgodą Niemców i przy ich pomocy Maria Tołwińska – krewna zabitych,
    dokonałą ekshumacji. Wydobyte ciała przewieziono do Siemiatycz, gdzie złożone
    zostały w stodole na posesji jednego z zamordowanych (S. Ekielskiego) przy ul.
    Słowiczyńskiej. Stamtąd ks. Stanisław Paczkowski dokonał eksportacji do
    kościoła a następnie na cmentarz parafialny.

    Ciało zamordowanego w Judziance Żyda Jaremka pochowano w obrządku judaistycznym
    na siemiatyckich „mogiłkach”.

    Andrzej W. Olędzki

    Wyciąg z protokołu z posiedzenia Biura KC KP(b)B z zapisem decyzji, nakazującej
    wykonanie przed ewakuacją więzień wyroków na osobach skazanych na
    śmierć: „Rozpatrywano: o więźniach przebywających w więzieniach w zachodnich
    obwodach, skazanych na najwyższy wymiar kary. Postanowiono: Polecić tow. tow.
    Canawie i Matwiejowowi przekazać dyrektywy o wykonaniu wyroków na osobach
    skazanych na najwyższy wymiar kary, przebywających w zachodnich obwodach
    BSRR”.

  • striks 02.01.07, 19:00
    W 2005r. byłem uczestnikiem wycieczki zorganizowanej przez hajnowskie PTTK
    poświęconej m.in. tej zbrodni. W chwili, gdy zapaliliśmy znicze i uczciliśmy
    pamięć ofiar minutą ciszy podeszło do nas starsze małżeństwo z Judzianki. Jak
    się okazało w czasie wojny byli śiadkami wydarzeń jakie miały tu miejsce. Ich
    opowieści były bardzo ciekawe, zasadniczo pokrywały się z wersją siemiatycką,
    tyle że w niektórych wątkach znacznie ją poszerzały. Szkoda, że nie było z nami
    żadnego dziennikarza, warto takie rzeczy upamiętniać.
  • masha79 02.01.07, 21:34
    Jest Nowy Rok, a Ty Szymon ni z gruszki ni z pietruszki piszesz o tak bolesnych
    sprawach.
  • szymon.konarski 02.01.07, 22:04
    Czyżby było jakieś moratorium na pisanie o sprawach dotyczących naszego miasta?
    Może mi jeszcze udostępnisz łaskawie kilka dni kiedy można pisac o takich
    sprawach? Dla rodzin ludzi którzy tam zostali zamordowani, każdy czas jest
    odpowiedni by przypomnieć o tym co ich spotkało. Może trochę empatii?
  • partizan79 03.01.07, 08:46
    Proponuję zainteresować się bandą burego. Bo z tego co widzę, to waść tylko o
    sowietach by marudził.
  • szymon.konarski 15.01.07, 16:55
    Marudził? Jakby Ci tam rodzinę rozwalili to byś na to inaczej patrzył.
  • rornanpidlaszuk 15.01.07, 17:06
    Rozumiem, ale jak badać to zbrodnie wszystkich, a nie tylko wybiórczo
  • ball7 16.01.07, 21:04
    Przypomnę ,że zrehabilitowany przez nowe władze ,Bury i jego horda to BANDYCI .
    Może jego wyczyny rownie szczegułowo opiszesz ?
  • striks 16.01.07, 21:35
    I Bury i ci oprawcy z Judzianki to ten sam typ ludzi, dla których życie
    człowieka nie miało wartości. Zarówno zbrodnie Burego, jak i mord na Judziance
    to akty wymagające napiętnowania, bo dokonane zostały na bezbronnych ludziach.
    Trzeba o tym rozmawiać i pamiętać, ale bez emocji, bo to na szczęćie już tylko
    historia, która lepiej żeby się już nie powtórzyła.
  • romualdus1 28.01.07, 09:54
    a przydałoby się, bo działal na naszych terenach i przyczynił się nieco do
    spadku liczby ludności (min. Zaleszany)
  • partizan79 17.01.07, 22:24
    A wieżę w Nieświeżu to też rodzina budowała? A w potyczce z Sowietami między
    Białowieżą a Hajnówką to też rodzina miała? A bzdury na tablicach Carski
    Haściniec to też na rodzinnym polu? Mógłbym tak jeszcze trochę powymieniać..
    Daj spokój, Szymek.
  • romualdus1 28.01.07, 09:54
    i wreszcie chyba dał...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.