kolejny zakret. od czterech lat mieszkam w anglii, w polsce zostawilam moja
prace - prace w przedszkolu. odkad tu jestem poglebiaja sie wszystkie niedobre
stany, nie mam odwagi zadzwonic ani odebrac telefonu, boje sie ludzi, unikam
towarzystwa. otoczka wyglada nienajgorzej, pracuje, zyje, place rachunki. no,
powiedzmy ze zyje, wegetuje raczej. odsuwam wszystkich chccacych zajrzec do
mojego zycia glebiej czy na dluzej.
kiedys, w polsce mialam koloezanke, dlugo, ok. 10 lat. dwa lata temu odnalazla
mnie w anglii, mieszka niedaleko. spotkalysmy sie ze dwa razy, wiecej nie
chcialam. jestem dziwna, nie pasowal mi jej styl zycia. ostatnio widzialysmy
sie rok temu. przedwczoraj wyslala mi maila, ze poszukuja nauczycieli do
polskiej szkoly. na juz, no, a ja jestem blisko i podobno chcialam...
byloby to spelnienie marzen. po czterech latach oglupiajacej pracy w fabryce
mialabym w soboty moja pasje, prace z dziecmi.
i co z tego? jak do choinki mam sie zmusic do wziecia telefonu w reke, jak mam
zdusic strach przed kontaktem tak nagle z tak duza grupa ludzi. jak
wytlumaczyc kolezance, ktora spotykalabym co tydzien, ze nie, nie chce na piwo
i nie chce na impreze. ja jestem zbyt wystraszona zeby zyc.
a z drugiej strony tak bardzo bym chciala. w polsce pracowalam piec lat jako
nauczyciel, byl to najlepszy czas w moim zyciu.
znowu sie tluke z myslami, znowu mam dola. a wystarczyloby wykonac jeden
telefon...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.